czwartek, 5 grudnia 2019

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI


Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w  soboty i niedziele w jadłospisach koszarowych zabrania się podawania Szwejkom posiłków, w skład których wchodzą rośliny strączkowe. Zatem wyklucza się nie tylko fasolówki i grochówki, ale też kapustę i kaszę, szczególnie pęcak. Powodem tej decyzji są coraz częściej spotykane przypadki psucia powietrza w kościołach przez żołnierzy w czasie niedzielnych nabożeństw, szczególnie (co ciekawe) w obecności biskupów i kardynałów. Ja się nie dziwię. Za moich czasów na niedzielne nabożeństwa trafiali wyłącznie przypadkowi żołnierze w czasie przepustek i to w okolicznościach spełniania gorących próśb mam i babć. Dzisiaj obowiązek uczestnictwa w spędach mszalnych dotyczy całych oddziałów od plutonu po pułki zgodnie z zapisem konkordatowym, także wypuszczenie w przestrzeń katedralną kilkuset bąków może zakłócić mistykę mszalną, ale też obrzydzić w oczach społeczeństwa status armii, boć  w ławach kościelnych zasiadają też zwykli, cywilni wyznawcy Chrystusa. W każdym razie dowództwo naszych sił zbrojnych czyni wszystko by nie psuć więzi wojska ze społeczeństwem, nie niszczyć wieloletniego powiedzenia: za mundurem panny sznurem, choćby te starsze a nawet i wczesne wdowy.

W ostatnim czasie dowództwo Wojska Polskiego porozumiało się  z Episkopatem w temacie nowelizacji zasad uroczystości składania przez młode roczniki przysiąg żołnierskich. Do tej pory takie uroczystości z użyciem orkiestr garnizonowych, w obecności najbliższej rodziny, w tym żon,  przyjaciółek i koleżanek odbywały się na placach apelowych jednostek wojskowych po czym zaprzysiężeni otrzymywali przepustki, by wespół intymnie spędzić czas zakrapiany domowymi nalewkami i przysmakami także domowymi. Dzisiaj jest jakby inaczej. Większość uroczystości odbywa się w kościołach ku uciesze owych mam i babć. Cały pułk spędzony jest w otchłań świątyni wzorem wyreżyserowanym przez neofaszystowskie oddziały ONR. Tu powtarzając słowa roty czytanej przez osobę duchowną młode Szwejki otrzymują pierwszą próbę patriotycznego uwznioślenia. Nabierają rycerskości, byle w czystej atmosferze otaczającego ich powietrza. Dlatego  pkt pierwszy niniejszego felietonu odnośnie zamysłu głównego kwatermistrzostwa uważam za uzasadniony. W końcu na każdym odcinku życia walczymy o czystą atmosferę. Patrz, Madryt.


czwartek, 28 listopada 2019

KAŻDY MUSI NA COŚ UMRZEĆ



                         Moneta wybita na pamiątkę powrotu złota do Polski
Każdy. Jeden we własnym łożu, inny na ulicy w wyniku wypadku, jeszcze inny po postrzeleniu przez policjanta albo bandytę. Dosłownie każdy. Zarówno książę jak i żebrak. Na tę okoliczność przytoczę przypadek z własnej obserwacji.  Był bodajże maj, onego roku, kwitły drzewa, śliczna pogoda. Wraz z kumplami postanowiliśmy spotkać się w pubie „Pod Wiśnią” przy ul. Wschodniej, podczas inauguracyjnego otwarcia tegoż przybytku. Ławy z drewnianych beli rozstawione pod zdziczałymi już od lat karłowatymi drzewami wiśni zachęcały do konsumpcji złocistego napoju  na świeżym powietrzu. Śpiewały nam ptaki. Zasiedliśmy w oczekiwaniu na wypełnione pianką kufle o pojemności XXL. Policzyliśmy się wzajemnie i wtedy okazało się, że brakuje Mariana, naszego kumpla,  co to nigdy nie odmówił zaproszenia dna piwko, mimo nawału pracy w inspektach i w ogrodzie. Odmawiał za to kilka razy dziennie różaniec ciągle przewieszony na szyi, po czym zwykle wsiadał w Syrenkę i jechał do agencji towarzyskiej gdzie zaliczał po kolei wszystkie Ukrainki w przedziale wiekowym od 16-50, w ramach treningu nakazanego przez endokrynologa. Ważył bowiem nieco ponad normę. Tymczasem my smakosze piwa spod Wiśni zasłyszeliśmy z przyciszonego miejscowego radia informację, że dziś we wczesnych godzinach rannych jeden z klientów miejscowego przybytku uciech cielesnych dokonał żywota w czasie wyczerpującego stosunku płciowego. Okazało się, że jest to Marian B. (tak podała policja), która prowadzi intensywne śledztwo. Ponoć mu się już to zdarzało z własną małżonką, ale zwykle odżywał. Tym razem się przeliczył. Koniec.
Ludzie, toć to przepiękna śmierć,- głośno wykrzyczał Stachu, jeden z naszych. Ludzie umierają pięknie, ale też i marnie. Mój teść przykładowo utopił się w szambie podczas prób opróżniania. Temu się udało kurde. "Zmówmy" jeszcze po kufelku za jego duszę. Nie trzeba, po co się kosztować. On będzie zbawiony i bez tego, odezwał się Gomulec. Wymodlił sobie niebo, a że często korzystał z prostytutek, to jego sprawa, nie boska. Zapracowany i bezdzietny. Przy kolejnych kuflach, chłopaki podjęli dyskusję na temat owej przepięknej śmierci  Mariana. A ja wam powiem, że nie chciałbym zejść z tego świata na brzuchu kobiety, do tego tkwiąc w jej wnętrzu, bo co gdy z tego stosunku zrodzi się dziecko, które po latach zapyta matki,skąd on się wziął, gdzie mój tata?, mów mamo!

Ano synku, ojca to ty miałeś tchórzliwego i do tego skurwiela, bo zanim cię do końca spłodził to już uciekł i to prosto do nieba przez burdel. Dosłownie jak ten pan Stanisław z Warszawy co to przyprowadził do Radia Maryja dwa nowe samochody, wręczył kluczyki Rydzykowi a sam wziął i umarł jak powiada o.Tadeusz.  Na moich oczach, serio. Tyle że pan Stanisław miast iść też do nieba to trafił na dno piekła, bowiem samochody były skradzione na terenie Hamburga. Twój ojciec nic nie ukradł. Dodam tylko że pogrzeb Marian miał przepiękny, może nawet bardziej niżeli sama jego śmierć, opowiadali żałobnicy. Za trumną obok rodziny trójkami z naręczami chryzantem tuptał cały personel agencji prowadzony przez puf matkę, wzbudzając zdziwienie nieutulonej w bólu małżonki zmarłego zaślubionej z rąk proboszcza, która zadawała na prawo i lewo pytania co się dzieje. Skąd aż tyle dość młodych kobiet na pogrzebie św. pamięci jej małżonka. Jedna z nich, składając jej szczere kondolencje z żalem zapewniała iż kwiaty i warzywa które Maryś dostarczał do agencji  należały do najwyższego sortu. Ponadto był zawsze honorowy i wypłacalny z górką. Teraz już nam tak dobrze bez niego nie będzie. Wieczny mu odpoczynek, bo sobie na to zasłużył, wyszeptały załzawione dziewczęta. Tylko małżonka odchyliła kwef, a następnie splunęła na opuszczoną do grobu trumnę męża, po czym oddaliła się w samotności. Roboty w ogrodzie od diabła i trochę a ten się wali do grobu skurwiel.

piątek, 22 listopada 2019

MNIEMAM, ŻE MOJA ZABAWA KOŃCZY SIĘ.


Piszę bo chcę, ale też pisałem bo chciałem. Jako dyletant epicki mam świadomość, że wartość mojego pisania dla ludzkości jest żadna, dla otoczenia taka sobie, a dla mnie osobiście stanowiła i stanowi wyłącznie przednią zabawę (rozrywkę), inaczej mówiąc, blog ten  sprzyja zagospodarowaniu czasu emeryckiego, aczkolwiek (daję słowo), że bywa często pobudzony wydarzeniami w kraju, ale też za granicą.  Piszę to w dniu, gdy postanowiłem dokonać wyciszenia onej rozrywki, bowiem po blisko piętnastu   latach klikania w klawiaturę komputera oficjalnie zamykam działalność, nazwijmy to z nutką megalomanii, „medialną”. Moje prywatne dokonania to ponad tysiąc felietonów, oraz innych postów zebranych w księdze zatytułowanej „W OCZEKIWANIU NA PODAGRĘ,  czyli rozważania nie do końca stetryczałego emeryta”. Ponadto kilkaset luźnych komentarzy w odniesieniu do otaczających nas lechickich przypadków, drukowanych gościnnie w formie listów w tygodniku satyrycznym NIE. Dzisiaj, kończąc zabawę w amatorskie politykowanie gotów jestem przekazać swój dorobek wraz  z domeną  a nawet autorstwem komuś, kto byłby zainteresowany publikacją, bowiem mnie emeryta z dolnej półki na takowy luksus nie stać. Wszystkie felietony przyprawione są pieprznym humorem, ale też zawierają pierwiastki dramatyczne, jako że przez całe dorosłe życie towarzyszył mi humor, który obrastał moją świadomość i niwelował smutne etapy egzystencji. Jako że z charakteru jestem niepoprawnym nonkonformistą, to nie zawsze bywałem pogodzony ze stanowiskiem zatytułowanym „jakoś to będzie”. Tak bywało w każdych okolicznościach, w pracy, w domu i szeroko pojętej rodzinie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. A że pamięć ludzka jest ulotna to zapewne wszystkie bez mała dowcipy, ale też krotochwilne żarty prawdopodobnie by zamilkły wraz ze mną, gdybym w odpowiednim czasie nie zgromadził je w całość i nie zapisał. Wielu czytelników nazwie je lewackimi, aczkolwiek one  tkwią wyłącznie w osnowie prawdziwej lewicowości, bo takie mam przekonania, a tych człowiek nigdy nie powinien się wyrzekać. Propozycje wyzbycia się mojego dorobku, w formie postscriptum  obwieściłem pod kilkoma bieżącymi postami, mimo, że zdaję sobie sprawę, iż jako Polacy nie jesteśmy specjalnie zainteresowani ani polityką, ani tematem światopoglądowym, nie mówiąc już o krytycznym poziomie czytelnictwa. Tak to wygląda w polskim katolickim grajdole RP. Zatem pożyjemy, zobaczymy. W gruncie rzeczy, summa summarum jestem  już dość zmęczonym emerytem po 46 latach pracy i 15 letniej zusowskiej „bumelce”. Jestem też nieco rozedrganym z powodu zagrożeń wynikających z lekceważenia stanu ekologii, ale nie nieszczęśliwym, bo dożywam w towarzystwie wymarzonym, obok ukochanej, inteligentnej małżonki, Daru Niebios, ale też jako wieczny oportunista namiętnie związany z poszukiwaniem wygód życia, powoli obrastam w temat ostatecznej destynacji. Bo koniec zabawy zbliża się, jako że życie po trosze jest ruletką.  Jednym zabiera żetony po kilkunastu obrotach koła i zaklęciach krupiera, innym zaś pozwala gromadzić szczęście mierzone żetonami wymiennymi na gotówkę i zdrowie. Trzy lata młodszego od siebie brata pochowałem onegdaj. "Odszedł od stołu, chociaż grał dość ostrożnie". Ja gram dalej, ale teraz jakby również bardziej ostrożnie. Bywa że nawet już nie obstawiam. Coraz częściej kolory zlewają mi się w oczach z nietrafionymi numerkami, wiec przegrywam notorycznie. Pocieszam się tym, że doczekałem się wnuka Aleksandra.  Nie wiem czy z moimi genami?, Za to z imieniem rosyjskich carów i niezwyciężonego króla Macedonii. Jestem najzupełniej przekonany, że da sobie radę w życiu.
Drodzy moi Czytelnicy. W związku z powyższym, od dzisiaj moja prywatna "misja" i zabawa w krytykę tematycznie bliską dotychczasowej będzie sporadyczna i bardzo uzależniona od mojego względnie dobrego samopoczucia. NA PÓŁ OSTRO.
 Z                 

niedziela, 17 listopada 2019

ODSZEDŁ NACZELNY BUHAJ III RP


                                   Zasiądzie po lewicy Ojca, bo prawica zajęta
Zmarł przestępca, pedofil, zmora wielu kleryków, bezkarny pieszczoch Kościoła. Swoje paskudne życie opatulił w majestat Kościoła katolickiego. Chciałeś kleryku być księdzem musiałeś się liczyć z tym, że najważniejszy egzamin trzeba było zaliczyć w łożu abp Juliusza Paetza w czerwonych majtkach. Z różnych nieoficjalnych źródeł wiem, że Juliusz ponoć egzaminował wyjątkowo sprawiedliwie. Ci młodzi mężczyźni, którym udało się dokonać zaliczenia na ocenę celującą obok przepustek otrzymywali pieniądze mierzone na wagę, które alumn brał sobie sam z przepastnych kieszeni sutann, ponieważ Juliuszowi nie chciało się po wyczerpującym seksie wstawać z łoża cesarskiego. Cesarskiego, jako że z imieniem rzymskiego Cezara, Juliusz arcybiskup Paetz po nagłej i niespodziewanej śmierci ma być pochowany w podziemiach katedry poznańskiej. 
Spocznie ponoć obok pierwszych władców Polski m.in. Bolesława Chrobrego. Co na to władze Polski, co na to wierni Polacy, co na to Watykan, co na to ponad setka pozostałych biskupów i 10 tysięcy duchownych, co na to sumienie narodu. Aż chce się wykrzyczeć: Boże, jednak Ciebie nie ma, albo masz podobne upodobania. W takim wypadku tylko aniołów żal.

czwartek, 14 listopada 2019

HONOROWI ODCHODZĄ POWOLI



                                Wróciły flagi na swoje miejsce.
Każde polskie miasto o charakterze wojewódzkim, a często i powiatowym szczyci się swoimi honorowymi obywatelami. Są to zazwyczaj ludzie zasłużeni dla miasta, okręgu, a nawet kraju, którzy z racji urodzenia pozostawali związani z tym miastem, aczkolwiek niekoniecznie. A więc uczeni żyjący i nie żyjący, wybitni sportowcy, politycy, artyści, laureaci nagród światowych. W każdym zestawie tego grona wciśnięty jest obowiązkowo miejscowy ksiądz w randze narcystycznego biskupa, a często nawet proboszcza, bo jakże to mogło by być inaczej. Duchownego według polskiego zwyczaju i tradycji, szczególnie w randze biskupa można śmiało przypisać do każdej wyżej wymienionej profesji. Wiszą więc ich portrety w salach honorowych urzędów miast. Galerię zwykle otwiera postać papieża JPII, niezależnie od tego czy Karol Wojtyła kiedykolwiek działał, a nawet chociażby nawiedził owo miasto lub jego okolice. Ciekawostką jest to że dzisiaj z galerii znikają postaci, które po latach okazały się niegodnymi tego honoru, a więc zapisali się  jako co nie daj Boże byłymi komunistami, zboczeńcami,  a nawet zdrajcami ojczyzny. 
                                        Nie odda ani guzika. A jednak oddal..
Do niedawna w wielu urzędach szczerzył się do publiczności portret księdza pedofila Henryka Jankowskiego, przyjaciela polskiej prawicy i wielu biskupów, często ochroniarzy pedofilów w sutannach. Ujawnienie jego prawdziwych „dokonań” pobrudziło twarze i sumienia wielu honorowych osobistości, w tym z otoczenia Wałęsy,  Głódzia, a nawet lewicowego byłego premiera Millera, który z uniżeniem przyjechał do Jankowskiego z prezentem w postaci dostępu do złóż bursztynu. To trochę tak jak wizyta polskich prawicowych  polityków u mordercy narodu chilijskiego Pinocheta z darem w postaci ryngrafu z Matką Boską. Dzisiaj oni się zalewają wstydem, ale takie jest życie. Po latach, gdy trzeba, nawet Kaczyński słodkim słowem wypowiadał się o Józefie Oleksym, zaś prawicowy prezydent Duda chwalił demokratycznego i liberalnego premiera Mazowieckiego, oraz zamilkł na temat Okrągłego Stołu. Koniunkturalizm zwycięża w zależności od potrzeb. Po takich  refleksjach, niektóre twarze należałoby z powrotem powiesić w galeriach z których byli usunięci i tak będzie. Jestem przekonany, że po latach tejże refleksji  grób generała Wojciecha Jaruzelskiego będzie czczony jak  monument  Piłsudskiego, natomiast o stanie wojennym nikt nie będzie nawet wspominał, a jeżeli już to w coraz cieplejszym odcieniu, podobnie jak o przewrocie majowym Marszałka w 1926 roku. Tym bardziej że ów przewrót pochłonął setki ofiar, zaś stan wojenny zaledwie kilkudziesięciu. To jest polityka. Piszę ten post w czasie, gdy kolejne wybory parlamentarne spowodowały wyraźne pęknięcie  w partii dotychczas rządzącej, bowiem marszałkiem Senatu został demokratyczny senator, człowiek opozycji, profesor chirurg Tomasz Grodzki. Senat odzyskał swoją godność i sprawczą moc. Zatem zbliża się czas, że w galeriach honorowych obywateli miast trzeba będzie dokonać  kolejnego przewietrzenia i odnowy. Wraca normalność wraz z flagami UE w gabinetach rządowych, ale na całkowitą normalność jeszcze poczekamy, bowiem zanim zmieni się prawo i wiele przepisów imposybilizm dobrze się ma. Wydaje się jednak, że przepisy i prawo dzisiaj już jest łatwiej dostosować do życia niżeli wczoraj.

środa, 6 listopada 2019

WIECZNE ODPOCZYWANIE

                                          skojarzenia
Z powodu wieku, jak i niedoskonałości zdrowotnych już od wielu lat skazany jestem na wieczne odpoczywanie. Tu na  ziemi  jak i pod nią, w zależności od mojej świeżości. Wojciech Kuczok, wzorcowo inteligentny, jak to pisarz, a którego książkę zatytułowaną brzydko „Gnój”, traktującą o akcji na Śląsku przeczytałem onegdaj, właśnie tak, czyli "Wieczne Odpoczywanie", zatytułował cykl artykułów. Kuczok zamieszkuje w Beskidzie Niskim, na terenie którego „sąsiaduje” z innymi współczesnymi polskimi pisarzami, m.in. z Jerzym Pilchem i Andrzejem Stasiukiem, obu panów też z przyjemnością czytam. Otóż pan Kuczok usłyszał od jednego z dziennikarzy sportowych, iż w czasie lotu  samolotem wypełnionym kibicami piłkarskimi, owi podpici kibole postanowili rozkolebać samolot z ciekawości czy spadnie. Nie udało im się mimo wytężonego  starania i wściekłych okrzyków, Nie spada!, kurde, no nie spada!. Jakże można owo zachowanie samobójczych chuliganów porównać z polskim narodem, a przynajmniej z jego pisowską częścią, bo można. Oto mimo tylu afer i przeróżnych świństw jakie się pokazały w ostatnim czasie w środkach masowego przekazu  autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, partii Kaczyńskiego, im NIE SPADA. Wciąż oscylują wokół 40 a 45% popularności. I gdyby Kaczyński lewym sposobem chciał pobudować nie dwie a dziesięć wież pomalowanych na kolor srebrny a przy tym odmówił zeznań przed prokuratorem, wyborcy to przełkną jak ulęgałkę. Także, gdyby Kaczyński posłał do TK dziesięcioro ulubionych przez się indywiduów wzorem posłów Piotrowicza i Pawłowicz, w tym Koguta i Jurgiela, wyborca także to przełknie i jeszcze się obliże. 

                                         Mąż stanu (kawalerskiego)
Nawet wyznaczając Macierewicza na marszałka seniora swej partii nie zaszkodzi. A przecież ten Macierewicz z usposobienia tchórz, wedle PiS bohater (uciekł ze Smoleńska) jest współwinny podziałowi narodu na Polskę Wschodnią i pozostałą, do tego stopnia iż wmówił narodowi, że samolot się rozbił już w powietrzu, że Rosjanie spreparowali sztuczną mgłę, że w wyniku katastrofy uratowało się trzech pasażerów, (sami z PiS), których ruscy żołnierze dobijali bagnetami, że w kabinie pasażerskiej ktoś ulokował bombę (wina Tuska) i wiele innych bzdetów, to wszystko ciemny lud kupił i przełknął. Ten sam Macierewicz, chowany na czas różnych wyborów przed rodakami, dzisiaj gdy naród się oswoił z głoszonymi idiotyzmami stanie na mównicy sejmowej i zainauguruje nową jego kadencję. Kojarzę, że poczynania PiSu i skandale, których końca nie widać, a które powoli rozgraniczają nas od Europy nie powodują najmniejszej przyczyny by PiSowi SPADAŁO, wręcz przeciwnie. PiS może „rozkolebać” Polskę jeszcze bardziej niżeli owi kibole samolot i co najwyżej wzbudzi to radość u swych wyborców. Jeszcze kilka lat a nie będzie trzeba wybierać prezydenta, bo wzorem Białorusi taki Sejm uchwali nam dożywotniego Dudę, zaś kadencja pisowskiego parlamentu wynosić będzie dwie dekady, jak sam zapowiadał Kaczyński. Skoro więc ten naród nie ma skutecznej opozycji, skoro trzeba cudów by w całości wyzbył się tumiwisizmu i poszedł na wybory, pozostaje nam owe wieczne odpoczywanie. Oczywiście ten tumiwisizm w polskim narodzie istnieje od wieków co pokazywały wyniki wielu wojen z przerwami modlitewnymi. W owych przerwach karmiono nas nachalną propagandą o zdradzieckich mordach i konfederacjach. Uświęcano bandytów z Brygady Świętokrzyskiej jako żołnierzy wyklętych w symbiozie z wciąż głodnym i obłudnym klerem. A zatem moje wieczne odpoczywanie bracia Polacy.

Zdjęcia FB.

poniedziałek, 4 listopada 2019

UROJEŃCY



Duda w pamiętnym przemówieniu do ludu podkarpackiego powiedział o Unii Europejskiej: ”Wyimaginowana wspólnota z której dla Polaków niewiele wynika.” Wyimaginowana więc urojona. Chodzimy po urojonych chodnikach, jeździmy urojonymi autostradami, a ja w kiblu spuszczam urojone ścieki, bo właśnie po wiekach ciemnoty zakładają w naszych miasteczkach kanalizację za unijną kasę. Bez niej niech gówno chlusta nam tożsamościowo w twarz, tak jak przemówienia polityków. Żeby polityków, Duda uważając Unię za urojoną, sam jest urojonym prezydentem. Łamie od lat Konstytucję, a tak prawdziwy prezydent nie robi. Jedyne co mu się udało, to złapać upadającą hostię. Dla niektórych urojone ciało Chrystusa. Ale nie dla Dudy, dla niego urojona jest Unia Europejska zaś prawdziwe jest leśne ruchadło. Niech więc odda swoje zarobione tam w Parlamencie Europejskim diety i żywi się hostią, bo nie samym chlebem człowiek żyje. Nawet tym, do którego Unia dopłaca polskim rolnikom za zboże. Są jeszcze prawa unijne i zobowiązania, też niby urojone. Można udawać prezydenta, można udawać dudę, ale w języku polskim powinno się też przyjąć powiedzenie dawać dudy, zamiast dupy…na całej linii”. Tyle Gretkowska. Jeżeli miałbym cokolwiek od siebie dodać, to powiem że to niedouk w zakresie najnowszej historii rodzimej. Urodził się za panowania Gierka a po trzydziestu latach transformacji ustrojowej widzi wokół siebie watahy komunistów, oczywiście poza tymi których hołubi jego ojciec partyjny Jarosław Kaczyński. To też urojenia i bez specjalisty z zakresu psychiatrii ani rusz. Ale kto go skieruje na leczenie, bo chyba nie Macierewicz, który sam potrzebuje od czasu do czasu kaftana bezpieczeństwa. On, z chorobą o numeracji medycznej f99,  mniemam że wzięła się z katastrofy smoleńskiej (pisałem o tym na blogu), w pewnym czasie spowodowała konflikt z Adrianem, urojonym prezydentem, ale tylko chwilowy, bowiem na dramatyczny jego rozwój nie pozwolił Kaczyński, ojciec ludu smoleńskiego, brat ofiary. Nie wiadomo, czy dla Adriana leśne ruchadło to też urojenia, czy realne sceny erotyczne. Naród zachodzi w głowy, o czym rozpisywały się niektóre media. Być może, że to rzeczywiście tylko urojenia, jak cała przynależność Polski do Unii Europejskiej. Duda jest mocno narażony na urojenia i imaginacje, jako że pochodzi wprost od Boga, jak twierdzi jego matka. Bóg nam zesłał prawdziwego prezydenta głosił kler na kazaniach do ciemnego ludu katolickiego, powtarzając te brednie wyjęte z ust matki Dudowej. 

Szkoda że zesłał nam syna tak niedouczonego z inklinacją do kłamstw i obłudy. Chyba że tenże Bóg miał wyjątkowy dzień ze skłonnościami do imaginacji na temat Polski. Bogu też może się takie coś zdarzyć, a co, nie?. Był mało wypoczęty. I patrzcie państwo jak ten czas leci. Pięć latek mija a Duda szykuje się do reelekcji. Już są przygotowywane zastępy stałych wyborców w postaci Podlasian, Podhalan, chłopstwa wiejskiego z Bieszczadów i innych terenów kraju, gdzie miast szkół spotykasz na każdym zakręcie kościółki,  figurki zatroskanych Matek Boskich i hulające wiatry. Chyba skończę na tym, bo nie chcę nadwerężać i tak już kruchego zdrowia. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba, powiadają bezsilni, a nawet z tym, że takie popłuczyny polityczne jak Pawłowicz i Piotrowicz zostały przez Kaczyńskiego, przepraszam, przez „niezależny” Sejm zesłane do TK. Ubezwłasnowolniony naród polski jeszcze długo pocierpi zanim odzyska prawdziwe państwo oparte o prawo i demokrację. Tymczasem  dla wielu czas umierać.

niedziela, 27 października 2019

ZAKŁAMANA WŁADZA, ZAKŁAMANY KOŚCIÓŁ



Mam na myśli obrzydliwy polski Kościół katolicki – na Zachodzie zwiewny, delikatny w głoszeniu „prawd wiary”. ., nasz z kolei prostacki, spod siekiery, toporny, prymitywny jak średniowieczne radło, albo jak tęczowa zaraza - Jędraszewskiego, którego biskupem-chamem zrobił nasz święty Karol Wojtyła. Kościół jako najbardziej chciwa instytucja. Kościół żerujący na rządzących, którym nagania wyborców w ramach rewanżu, strasząc ich ogniem piekielnym (ziemie i pałace za złotówkę). Kościół głoszący  średniowieczne wzorce wychowania dzieci i młodzieży. Kościół bez empatii dla drugiego człowieka. Kościół strojący się w ciuszki błazeńskie wzorem pawi i papug. Kościół sprzedajny  i jednocześnie paplający o patriotyzmie, (rozbiory). Kościół pedofilski jako gniazdo rozpusty i gwałtów na dzieciach. Kościół pławiący się w nieprzeliczalnych banknotach NBP i jednocześnie nawołujący do dalszych ofiar na jego rzecz. Polski Kościół katolicki dotknięty paraliżem nauk medycznych WHO i naturyzmem LGBT, jednocześnie praktykujący w coraz szerszym zakresie pedofilie zgodnie z zasadą „aby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Polski Kościół katolicki ma twarz abp Sławoja Głódzia, którego mało świadomy prezydent  Lech Wałęsa zrobił generałem automatycznie z plutonowego, a który emanuje chamstwem i nieokrzesanym despotyzmem w stosunku do podwładnych i wiernych.  „Generał” Głodź, a jednocześnie  były kapelan wojska to największy pijak i ochlapus w historii polskiego wojska i Kościoła. Tego pijanicę młodzi oficerowie wnosili na ramionach do śmigłowca, bo sam nie potrafił poruszać nogami. Kompanów od kieliszka w międzyczasie wysyłał  na częstochowskie pielgrzymki. Był czas, że to Głódź ustawiał prawdziwych generałów i decydował o ich awansie (patologia w armii). Ten błazeński typ jest emanacją całego pogłowia polskich biskupów,  nienawidzących postępowego papieża Franciszka, zaś rozkochanych w Kaczyńskim, nieograniczonym rozdawcy majątku narodowego. Czyż zatem można szanować namiestników Boga w Polsce w postaci takich biskupów i księży: Gila, Wesołowskiego, Paetza, Jankowskiego, Głódzia, Michalika  i dziesiątków innych pomniejszych służebników pańskich odsiadujących lub jeszcze nie, wyroki za gwałty na dzieciach albo jeździe po pijaku. Mafijnie gotowi są wzajemnie się bronić. Republika Banasiowa utrwala się z dnia na dzień, a rak pisowsko-katolski kwitnie. Czyż można szanować ich wirtualnego Szefa, który ponoć  z chmur dogląda ziemskich wiernych, w którego oni prawie wszyscy osobiście niestety nie wierzą, bowiem niebo mają tu na ziemi.  Czy gdyby kraj nasz i jego rząd był inny, możliwa by  była inna ocena Polski przez Europę i świat?. Oczywiście, pod warunkiem wprowadzenia prawdziwej demokracji, prawdziwego rozdziału państwa od Kościoła, likwidacji pisowskiego totalitaryzmu, likwidacji propagandy i fałszu płynącego ze środków przekazu zarówno z mediów rządowych jak i ambon. Nienawiść płynąca z polskiego kościoła katolickiego i rządu kierowana do postępowego papieża Franciszka, z jednoczesną cichą afirmacją takich osobników jak szef NIK Marian Banaś, wokół którego kręcą się pospolici przestępcy i gangsterzy zarządzający burdelami, okradającymi państwo na miliony złotych to warunek sin qua non. Ale to długa i mozolna droga. Odwrócenie przekonań społeczeństwa karmionego ochłapami z pisowskiego stołu (500+, wszawa trzynasta emerytura)  będzie niezmiernie trudne.
Ktoś powie, że napisałem tekst jak wojujący ateista. A ja dopowiem: tak, bo z rakiem trzeba walczyć, im wcześniej tym lepiej. Niestety, wydaje się, że w przypadku naszego kraju jest już o wiele za późno. To terapia na lata, a może pokolenia. O ile pacjent zechce tak długo żyć.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

wtorek, 22 października 2019

TAK NAPRAWDĘ CZYJE TO ŚWIĘTO




Zbliża się pierwszy dzień listopada. Powód do refleksji dla milionów katolików, w szczególności zamieszkałych na polskiej ziemi, ale nie tylko. Dzień Wszystkich Świętych to dzień błagań modlitewnych za dusze zmarłych, oraz odwiedziny rodzinnych grobowców na parafialnych zwykle cmentarzach. Już któryś to raz pisałem na swoim blogu i będę powtarzał jak mantrę, że nazywanie tegoż dnia dniem wszystkich świętych jest olbrzymią aberracją, jako że na cmentarzach nie leżą żadni święci, a w każdym razie ich wyjątki. Leżą w przeważającej części zmarli, których życiorys był obciążony pełnym worem grzechów. Na tyle pełnym, że starczyłoby na kilka rozpałek pod kotłem, by zrównoważyć grzeszny ciężar piekielnymi mękami według wierzeń pospólstwa chrześcijańskiego. Leżą tam bowiem wszelkiego rodzaju zbrodniarze i rodziny tych zbrodniarzy, szmalcownicy, wynaturzone elity, aferzyści i złodzieje. Najemnicy niemieccy i ruscy, paszkwilanci, nie płacący VAT i alimentów, esbecy, handlarze narkotykami, nieuczciwi sędziowie i inna zgnilizna moralna. Jakże więc przypisywać im wszystkim świętość, no jakże moi rodacy?. 
Moim zdaniem 1 listopada jest Dniem Zmarłych i jest to nazwa tego „święta” adekwatna do normalności. Jest wiadomym, że każda rodzina uznaje swego zmarłego za postać świętą, zgodnie z powiedzeniem, że o zmarłych się mówi dobrze lub wcale. Bo zmarły dbał o rodzinę chociaż kradł i oszukiwał pracodawcę oraz państwo, ale w końcu dostał z rąk kapłańskich ostatnie namaszczenie, a i był po katolicku pogrzebion. Katolikom to wystarczy, więc wystarczy jeno w dniu tym zapalić światełko do nieba na grobie, zapłacić za mszę i wypominki w kancelarii parafialnej i wszyscy szczęśliwi. Okazuje się, że nie wszyscy. Ci co zalegają obszar cmentarny oczywiście najmniej, ponieważ pozostając wciąż nieżywymi są okradani przez żywych katolików. Nadwiślański lud lubuje się w dewastowaniu cmentarzy i to niekoniecznie obcych katolikom wyznań. Zamroczeni alkoholem poddani Chrystusa, króla Polski, rozwalają płyty nagrobne i pomniki, łamią krzyże, a to  co da się ponownie wykorzystać sprzedają za grosze kamieniarzom. Polski cmentarz to miejsce nie tylko spoczynku zmarłych. To arena wszelkiego rodzaju innych zwyrodnień i wynaturzeń. Obok „specjalistów” od kradzieży kwiatów i zniczy, szczególnie w okolicy Dnia Zmarłych, na cmentarzach przez cały rok odbywają się czarne msze ignorantów religijnych, orgie seksualne i gwałty napotkanych tam niewiast, zaś same grobowce są wykorzystywane jako skrytki i dziuple na duże ilości narkotyków, oraz innych skradzionych przedmiotów, w tym wszelkiego rodzaju elektroniki, zanim zostaną upchnięte naiwnym nabywcom. Cmentarz polski nigdy nie umiera. Aż chciało by się powiedzieć, jak Paryż nocą. Cmentarz polski żyje. Moim dowcipnym zdaniem najbardziej poszkodowani są zmarli, których poddano kremacji w sytuacji gdy spoczywają obok pakunków z narkotykami, bo nie ma nic bardziej obraźliwego dla trupa i żywego niż „mieszanie prochów”. Powtórzę więc: Dzień Zmarłych to radosne święto dla wielu bezdomnych i bezrobotnych, więc alleluja i do przodu!



Rozmowa cmentarna: Niektórzy mówią, że istnieje życie pozagrobowe, inni z kolei twierdzą że takowe życie nie istnieje, co ty na to? – Zabij mnie jak chcesz, ale ja nie wierzę ani jednym, ani drugim. 1 listopada miliony Polaków pójdą na cmentarze by w zadumie postać nad grobami najbliższych. W czasie obowiązkowej krótkiej modlitwy spoglądać będą na sąsiednie pomniki porównując ich koszt budowy z tym przy którym stoi. Bo Polacy zgodnie z zasadą zastaw się a postaw się budują groby nie dla zmarłego bliskiego lecz dla oczu sąsiadów. Zmarłemu jest obojętne czy leży pod płytą ze złota czy też pod żywą sosną, ale nie jest obojętne to sąsiadowi. Pamiętam, że wielu polskich rolników, gdy otrzymali pierwsze pieniądze z Unii Europejskiej w ramach dopłat, przeznaczyli je na budowę trwałych grobowców rodzinnych. Jestem tego świadkiem. Miliony ton żwiru, cementu zbrojeń i innych materiałów budowlanych zużytych na funeralne budowle, miast na obiekty służące żywym, zostały bezpowrotnie zmarnowane. Jest o czym pomyśleć w dniu 1 listopada, jednocześnie zadając sobie pytanie: Dlaczego bogaci Amerykanie, Anglicy, albo Francuzi mogą wjeżdżać na cmentarze kosiarką, a my Polacy nawet hulajnogą nie.  Chyba nie dlatego, że nie wypada czymkolwiek jeździć po ziemi poświęconej?. Po prostu tam się nie zmieścimy. Zatem, wieczny odpoczynek racz im dać Panie. A my?. Alleluja i do przodu, póki żyjemy.
                                                                                
                                               


czwartek, 17 października 2019

TYLKO POZORNIE




Pozornie sprawa jest bez znaczenia. Cywilizowany Polak nie czyta wypocin z IPN. Nie zaprząta sobie pamięci watażkami  Podhala i Podlasia, których prawica polska uświęciła i gotowa jest zestawić ich obok Jana Pawła II. Nie paprzę się w niegdysiejszych brudach. Jednak niestety, nie wszyscy rodacy wdrapali się na trudne piętra logicznego myślenia. Z grzbietu  zdobnego w koszulkę ku czci przeklętych, wyrasta bezszyjnie wygolona czaszka. To on , prawdziwy Polak. Pięści jak bochny, głupota w twarzy, szaleństwo w oku i Chrobry w klapie. Coraz więcej tych zamulonych cudaków indywidualnie ale i w grupach przetacza się po kraju. Wojny nie przeżył, a już niedostosowany do życia w pokoju. Trzeba być czujnym jak Pawka Morozow. Bo też wrogowie krążą dookoła i nas prawdziwych Polaków osaczają m.in. geje, lesbije, transseksualiści, lewacy, masoni, kosmopolici, Żydy, Europejczycy, Ruskie, Szwaby, Pepiki,. Jak będzie nam normalniał świat, to mu damy w mordę. A jak naprawdę było z tymi wyklętymi?, czy to ważne? pyta red Ludwik Stomma. Dla Niego ważne, tak jak ważne dla wielu myślących czyli nas. Bo my myślący chętnie czytamy życiorys Jana Pawła II, jak i wygładzone życiorysy waszych bohaterów z Podlasia i Podhala. Tyle że w życiorysach tych drugich odnajdujemy wyłącznie zbrodnie i zepsucie moralne, 

których jesteście spadkobiercami aż do dnia dzisiejszego, czego dowodem są próby przekupstwa i fałszu wyników ostatnich wyborów do parlamentu. Jeszcze nie opadł kurz spod butów wyborców podążających do urn, a już nastąpiły próby korupcji w PiS, a konkretnie podkupienie jednego z senatorów opozycji, by przeszedł na ciemną stronę mocy, czyli do ich partii. Odmówił mimo obiecanej mu posady ministra zdrowia. Odmówił bo uczciwy. A swoją drogą moim zdaniem każdy wybrany poseł, senator a nawet radny w przypadku zdrady klubu powinien tracić raz na zawsze mandat. Bo jest to zdrada nie tylko swojego klubu ale i tysięcy, często ogłupionych telewizją pisowską i kaczymi łapówkami nie do końca myślących wyborców, których w Polsce dzięki kleszym naukom  jest multum. Kleszym, bo ryba się psuje i śmierdzi najbardziej od głowy, a  jak wiadomo symbolem Kościoła jest właśnie ryba. Okazuje się że to ta śmierdząca, czyli śnięta od 2000 lat.

                                             

poniedziałek, 14 października 2019

AFE, ALE SMRÓD!



W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demencję babinki majątkowo wykorzystała zakłamana partia uładzona wraz z jej elektoratem przez szafarzy sakramentów za pieniądze wszystkich podatników. Był czas że  jako dziecko, nie mogłem zrozumieć zasady związanej z „odwrotną proporcjonalnością”. Dziś mam dowód na jej logiczność poprzez fakt, iż im mniej wiernych w kościołach na niedzielnych mszach, tym Kościół bogatszy psia go mać. To dowód nie tylko na prostą w gruncie rzeczy zasadę arytmetyki, ale i na cuda,  przed wiarą w które do dziś się wzbraniałem. Aliści popatrzcie tylko moi Rodacy. Jakże łatwo Rzeczpospolitą obrócić w chujnię niepospolitą. Wystarczy jak swoją chciwą łapę do sprawy przyłoży kler. Już niegdyś tak było, na pięć minut przed zaborami a historia bardzo rzadko powtarza się jako farsa. Czy przypadkowo nie czas na umieranie?.



sobota, 12 października 2019

MIŁY GOŚĆ Z ZAŚWIATÓW




Babcia?. Nasza Babcia Aleksandra Franciszka?, krzyknąłem już w drzwiach wejściowych, najgłośniej jak się dało, z przeogromnym zdziwieniem i przerażeniem!.
 A kto?, mój wnuczku. Przecie nie ksiądz Alfons z Łopacina!
No ale przecie od dziesięcioleci Babcia nie żyje!.- 
Zgadza się. Jestem na przepustce. Należała mi się, to wzięłam ją, przynajmniej dzieciaki odwiedzę, wnuki policzę, a  pewno i prawnuków zatrzęsienie?. O pra, pra nie wspomnę. A może byś mi jak dawniej na powitanie zagrał coś na organkach, coś wesołego, np. Serdeczna Matko, albo Orszak Anielski. Sam wiesz co lubiłam.
Wpatrzony w jasną poświatę otaczającą moją Babcię, w jej, jak zwykle przypięty warkocz, opadający swobodnie na chude plecy, w jej rumieniec na policzkach, stoję i ani nie drgnę, ponieważ dla mnie niedowiarka sytuacja jest w dwójnasób przedziwna nawet zatrważająca. W każdym razie dla podobnego laika jak ja nie do uwierzenia.
- No nie stój tak jak widły w gnoju, chodź przywitaj się. Wyrosłeś, a nawet już mocno zdziadziałeś mój najstarszy wnuczku. Szkoły pokończyłeś?, ożeniłeś się porządnie?, emeryturę chociaż masz? modlisz się do swojego patrona Antosiu?, a warto, to bardzo porządny święty, bardzo pomocny przy zgubach. Widuję go często na łąkach niebiańskich, jak pochylony czegoś tam szuka, bo ludzie gubią wszystko na potęgę. Mówił mi że ostatnio pomógł znaleźć drogę do niebios twojemu bratu, który pobłądził i o mały figiel nie poleciałby wprost do czyśćca. Chociaż prawdę mówiąc na pewno by mu się to należało, no ale komu by nie. Wiem, wiem, moje dzieciaki też już w zaświatach, widuję je w tym tłumnie zbawionych. Nawet dobrze sobie radzą. Cięgle tylko bawią się w zielony różaniec i politykują, albo grają w „zgadnij kto dzisiaj umrze”. A ty wnuczku też politykujesz?. Ponoć jutro macie wybory. Pamiętaj, głosuj na każdego byle nie na partię tego obłudnika i kłamcę, ledwie chodzącego spróchniałego urojonego zbawcę narodu., o którym wszyscy Polacy w niebiesiech mówią że zniszczył nam kraj, zadarł koty z Unią, okradał państwo, by dawać swoim. Wiem, dzisiaj jest cisza wyborcza, ale mnie ten wasz zakaz wisi jak oszukańczy zardzewiały medalik z Lichenia za sto złotych.. Taki Janosik, psia go mać, przepraszam za przekleństwo. Mówi się w kuluarach, że choćby resztę życia, dniami i nocami leżał krzyżem w kościołach, jego miejsce jest wyłącznie w piekle. Wiem co  mówię, a wiem z pierwszej ręki od zaprzyjaźnionego diabła, który posługuje od ostatnich wyborów samemu Belzebubowi. Czekają tam na niego. Nic mu już nie pomoże, nawet ten, jak mu tam, niejaki Jędraszewski, ksywka zaraza, jak słyszę to też dobre ziółko. Twój dziadek Józef o mały włos też dał się mu oszukać.
Podszedłem z drżącymi nogami i jeszcze bardziej drżącą brodą do jasnej postaci nie wymawiając ani słowa. Po kilku minutach oswoiłem się na tyle, iż w miarę swobodnie mimo chłodu bijącego z jej postaci babcię przytuliłem. O już, już, nie ściskaj mnie tak mocno, bom nie zrobiła badań okresowych i możesz się zarazić jakąś tam po waszemu sepsą czy innym cholerstwem, przepraszam za bluźnierstwo. Nauczyłam się niechcący tych brzydkich słów od jednego takiego Himilsbacha, ciekawy gość, może go nawet znasz?.
- Znam Babcinko moja, znam,  ale on nawet tu na ziemi lubił sobie pobluźnić, i za to go lubiliśmy. Bardzo równy gość, żałowaliśmy go że odszedł na wieki, ale skoro tam w niebiesiech m.in. Ciebie zabawia, to niech już tak pozostanie.
My tu gadu, gadu, czas przepustki tracimy na pierdółki, przepraszam za brzydkie słowo, a ja mam jeszcze kilka odwiedzin. Umówiłam się jeszcze za życia z sąsiadkami, koleżankami z kółka różańcowego, że o nich nie zapomnę. Ciekawe co u nich, bo nie wszystkie trafiły do królestwa niebieskiego, sprawdziłam to. Być może, myślę sobie, że trafiły do piekła, albo w inny sektor, być może nieświadomie sprzyjały obłudnie za jakoweś tam pincet plus i trzynastkę komu nie trzeba, a to u nas mocno karalne, podobnie jak trollowanie.  Dowiem się. Tymczasem wnuczku głosuj na swoich, bo oni chociaż wątpiący to jednak dobrzy ludzie. Znam kilkunastu z mojego otoczenia. Miło ich posłuchać, znają wieści z pierwszej ręki, chociażby od pana Wojciecha J., który ma telepatyczny, bezprzewodowy kontakt z Adrianem Z,  Robertem B i Włodkiem Cz. Zresztą co ci będę mówiła, sam wiesz, jak to było w konspiracji lewicowej, o co niesłusznie miałam do ciebie pretensję. Pamiętaj, wraz ze swoją rodziną, która pozostaje na zawsze moją rodziną, nie głosuj na listę numer 2, bo piekło czeka. Zanim się pożegnałem, już się obudziłem a następnie pomyślałem: Kurde, mimo  blisko 140 lat, bo babcia umierała w wieku zbliżonym do setki, moja Babcinka jakoby odmłodniała, nabrała ogłady politycznej i w ogóle pozostała postacią nie z tej ziemi.


środa, 9 października 2019

A JEDNAK RAJ




                 Prawicowa reprezentacja katolickiej Polski w Brukseli. Żenada.
Posłużyłem się tytułem z jednej w Polsce wydanych książek Mariusza Szczygła, chyba największego znawcy naszego sąsiada - Czech. Przeczytałem tę książkę "haustem", bez odkładania jej na bok na czas posiłków z wyjątkiem przymusowych czynności natury fizjologicznej. A było warto. "Zrób sobie raj". Pod tym tytułem kilka lat temu powstał mój niniejszy felieton, który wywołał, szczególnie wśród zapiekłych polskich katolików gniew, jakobym promował w naszym katolickim bajorku aborcję, i krytykował m.in. tradycyjne chrześcijańskie pogrzeby z uczestnictwem księdza i wykorzystaniem trumien.  Aborcję, z której w rzeczywistości najbardziej korzystają Polki. Otóż upłynęło 10 lat, książki pana Mariusza są nadal nagradzane przy każdej możliwej okazji w Europie, a na podstawie jego autorstwa grane są sztuki teatralne.  Właśnie pan Mariusz otrzymał koleją nagrodę NIKE z rąk właśnie Polaków, za książkę "Nie ma". My Polacy mieszkamy po sąsiedzku z narodem, którego nie  znamy. W środkach przekazu o Czechach praktycznie nie usłyszymy nic, bo wieści które stamtąd płyną nie bardzo pasują do naszego grajdoła, czyli katolickiej zapyziałej Polski. Po to w telewizji rządzi Kurski , po to uwiązani jesteśmy zapisem o przestrzeganiu wartości chrześcijańskich, w skrócie WC, po to mamy ministra Glińskiego, pastucha moralności z nominacji Kościoła. Czechy jako naród nie mogą stanowić dla nas żadnego wzorca. Dlatego nie warto cokolwiek od nich adoptować na nasze podwórka. Nawet raczej nie wolno.
Czechy, państewko cztery razy mniejsze od naszego kraju z dziesięciomilionowym narodem. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat obywatele nad Wełtawą stworzyli sobie prawdziwy raj. Dosłownie, polski czytelniku, dosłownie. Gospodarczo dużo lepsi od wielu sąsiadów. Kraj czysty, dbający nie tylko o kulturę otoczenia ale i szczycący się wielkimi twórcami w dziedzinie literatury, muzyki czy filmu. Kraj, który w swojej historii doznał, tak jak my wielu okupacji i zaborów ze strony obcych mocarstw. Począwszy od Cesarstwa Rzymskiego, poprzez długie lata Czechami zarządzali Habsburgowie. Tak jak nas nie oszczędził ich też Hitler. A my Polacy z głupoty politycznej, podlizując się Adolfowi zajęliśmy im także kawałek terytorium pokazując światu naszą mocarstwowość sanacyjną. Do dzisiaj Czesi nie mogą nam zapomnieć owej opiekuńczości. Dzisiaj z przymróżeniem oczu podziwiają sąsiada Polskę, gdzie szef NIK zarządza pokojami na godziny, zaś marszałek Sejmu zażywa rozkoszy w burdelu.
Zrób sobie raj, taki jaki mają Czesi proponuje Mariusz Szczygieł, który jako obywatel polski, po równo czuje się Czechem. Zna doskonale ich język, kulturę, historie i literaturę.
Ich raj to: dostatek dla wszystkich obywateli, minimalne bezrobocie (dla tych co nie chcą się brudzić robotą), wolność przekonań (ta prawdziwa), wolność wyznania (ta prawdziwa), publiczna wolność orientacji seksualnych (ta prawdziwa), dostęp do badań in vitro z partycypacją finansową państwa, aborcja na życzenie, możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne, dostęp wzorem Holandii do miękkich narkotyków. Z lupą szukać zarówno ludzi buszujących w śmietnikach jak i w psich gównach na ulicach i trawnikach. Osobiście byłem kilka lat temu w Czechach. Potwierdzam fakty.
A jak to się stało, że Czesi mogli sobie zafundować aż tak demokratycznie postrzegany raj?. Ano tylko dzięki temu, że państwo jest rzeczywiście oddzielone od Kościoła (w Czechach o tej instytucji pisze się małą literą). Od Kościoła katolickiego, który nam właśnie we wianie do Dąbrówki (Dobrawy) wcisnęli w roku 966. Po latach sami wyzbyli się tego ciężaru, a na nas spoglądają z ironią i współczuciem. Dzisiaj 80% obywateli Czech przyznaje się do ateizmu. Małe, stare kościółki odwiedza tylko 5% katolików. Pozostałe 15% stanowią różni innowiercy od muzułmanów poprzez luteranów, Żydów i prawosławnych. Wszyscy oni nie praktykują swoich wyznań, bo nie ma praktycznie czynnych świątyń. Na terenie Czech nie buduje się żadnych bunkrów kościelnych typu Licheń czy Świątynia Opatrzności Bożej, nie mówiąc już o pomnikowych kiczach papieskich czy też wysokościowych rekordach Chrystusowych. Ponieważ Czesi mają bardzo swobodne relacje do wyznawanych, bądź w ogóle niewyznawanych religii, przeto i wszelkiego rodzaju obyczaje zamykają się w tej konwencji. Śmierć w rodzinie nie stanowi żadnego powodu do żałobnych zachowań. Często rodzina jest powiadamiana o czyimś zejściu z padołu dopiero po pogrzebie, który ma charakter bardzo obojętny emocjonalnie bez teatralnych wzruszeń. Wyjątki stanowią pogrzeby dzieci i ludzi młodych. Pogrzeby odbywają się bez udziału osób duchownych, w bardzo skromnej oprawie. Ponad 90% zwłok zmarłych poddawana jest kremacji. Zdarza się i nie jest to odosobnione, że urna z prochami zmarłego członka rodziny przez całe miesiące stoi na półce w krematorium, bo nie ma jej kto odebrać, by złożyć w ziemi lub rozsypać we wskazanym przez zmarłego miejscu. Strój żałobny nosi się tylko w dniu pogrzebu. Ot, to taka dziwna dla nas ciekawostka.


I jeszcze coś chyba ważnego. Czechy były zawsze spowite prawdziwym sowieckim komunizmem. Czesi mieli gorzej niżeli Polacy mieszkający w "wesołym baraku." Żadnych własności prywatnych, w tym rolnictwa, żadnego prywatnego rzemiosła. Inwigilacja artystów i przeciwników ustroju była na porządku dziennym. I może właśnie dlatego ten naród potrafił sobie zbudować po roku 1990 prawdziwy raj. Raj który uleczył mocno okaleczone komunizmem społeczeństwo.
Kościół w Czechach jest biedny jak mysz. Tam żaden z członków rządu lub władz terytorialnych nie wpada na pomysł zapraszania na państwowe imprezy księdza a nawet prymasa, do którego ludzie zwracają się per proszę pana i nikomu nie przychodzi do łba, by go całować po rękach. Nie ma tam rzeszy kapelanów zatrudnionych począwszy od szpitali poprzez wojsko, policję, aż po kluby sportowe. Nie ma obowiązkowej religii w szkołach i nie do pomyślenia jest, by przerywać szkolne zajęcia na jakieś rekolekcje czy też uczestnictwo w kościelnych nabożeństwach. Nie spotkasz w klasach szkolnych symboli religijnych. Państwo księżom płaci pensje, a oni odprowadzają należny podatek i sami się ubezpieczają. Nigdy nie przyszło do głowy rządowi Czech aby oddawać w klesze ręce majątki wzorem pomrocznej Najjaśniejszej. Wszystkie historyczne katedry pozostają własnością państwa a nie Kościoła, których wnętrza wykorzystane są na galerie i wystawy. Czechy nie uwiązały się z Watykanem konkordatem, mimo zabiegów naszego JPII. Ciekawostka: Na spotkanie z Benedyktem XVI do Pragi przybyło ponad 100 tysięcy wiernych, 68% to Polacy zza miedzy. To coś nam mówi.
Na koniec, oczywiście jako czytelnik powtórnie gratuluję udanej książki panu Mariuszowi. Ta książka otwiera oczy wielu nam nad Wisłą, ale zanim ją otworzymy na tyle byśmy przejrzeli rozumem, musimy wybierać ludzi, dla których słowo Polska, naród, Ojczyzna nie będzie się kojarzyć ze słowami posłów skrajnej prawicy "Polska może być biedna, byle była katolicka". A tymczasem wybieramy do stanowienia prawa talibów katolickich, półidiotów a nawet pełnych z przekonaniem, że są to ludzie, co to pozjadali wszystkie rozumy. Jest okazja, mamy kolejne wybory. Kojarzy mi się w tym miejscu przypadek, jak to Mozart poprosił cesarza Franciszka Józefa ,by ten ocenił jego operę. Gdy sztuka dobiegła końca publiczność, a przede wszystkim kompozytor słyszą jakże mądry werdykt." Za dużo nut", powiedział JCM. Wątek ten w swoim filmie umieścił Milos Forman, też Czech. Franciszek Józef, jako obsrywany przez muchy cesarz przywoływany był w powieści "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka" Jarosława Haska, a jakże, też Czecha. " Właśnie podobnych mędrców nasi wyborcy umieszczają w polskim parlamencie, a nawet w Brukseli. Oni stanowią nasze prawa.... i obowiązki. Co to za wartości, przekonujemy się na co dzień w korespondencji z UE. Jak to się stało, dlaczego Czechom udało się wyjść na ścieżkę takiej normalności?. Właśnie dlatego, że szybciej poznali się, (już od Husa) na obłudzie i hipokryzji kleru katolickiego. Na lepkich rękach do grabieży i zaboru mienia państwowego. Na rozpuście i zaprzaństwie wypasionych byczków w sutannach, którym dobrobyt materialny sprzyja niemoralnym zachowaniom, najczęściej w stosunku do dzieci. Tu jest ich niebo, bo w gruncie rzeczy przecież w inne nie wierzą.
......................................................................................................................................
Zdjęcia: FB.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

wtorek, 1 października 2019

BLOGOSŁAWIMY CIĘ "MARYŚ"


Przeogromnie zasłużony dla polskiej wolności, finansów i demokracji, bohaterze narodowy blogoslawimy cię: My i cały ogłupiony przez PiS naród, ba, ewangelicznie blogosławi cię zapewne również wirtuoz słowa i miotacz miłości do braci LGBT, abp Marek Jędraszewski, w końcu krakowianin, czyli twój ziomal chłopie, mający na oku twoją grzesznie kurewską kamienicę. Marian Banaś, żelazny prezes NIK, kumpel złotych gangsterów, ale i najwyższych pisowskich władz Polski dopiął swego. Sejmowa komisja do spraw kontroli państwowej pozytywnie zaopiniowała jego wniosek o odwołanie trojga „nieprawych” wiceprezesów Izby i powołaniu w ich miejsce jednej, ale za to poblogosławionej przez innego prezesa, wiceprezes Małgorzaty Motylow. Prywatnie znajomej bratanicy prezesa Marty Kaczyńskiej, u której bawiła się na którymś tam z kolei ślubie. Zagadka: która przyjaźń jest wydajniejsza i bardziej opłacalna, Motylow z Kaczyńską, czy też Banasia z „gangsterami”, podpowiem, że obie te przyjaźnie się przenikają, jak odcienie kolorów na podłych bohomazach. Okazuje się że Banaś im, czyli PiS mocno się zesmrodził. Sprawa bardzo rozwojowa.
Małgorzata Motylow jest bliziutką znajomą Marty Kaczyńskiej i jak donosi „Fakt”, dzięki tej znajomości kariera urzędniczki nabrała niebywałego tempa. Przez kilkanaście lat była szeregowym pracownikiem w  oddziale NIK, ale ostatnio pięła się w górę. Została powołana do Kolegium NIK – jednej z najważniejszych jednostek tej instytucji. Teraz będzie jedyną zastępczynią blogosławionego Banasia. A co?! Chwalmy Pana i jego rodzinę. Rozległą rodzinę pisowską. Blobosławimy cię Maryś i twego uzdolnionego synka Jakubka.
Zdjęcia: FB.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

sobota, 28 września 2019

NASZ KOBUSZ UKOCHANY


Zmarł Jan Kobuszewski. Nasz ukochany Kobusz. Artysta przez bardzo duże  A, pod każdą postacią jaką mu przyszło odtwarzać. Artysta uwielbiany przez każdego, niezależnie skąd pochodzi i co  sobą  reprezentuje. I tylko jakowyś wiejski, kompletny trefniś, a nawet idiota, jakich mamy w bród mógłby temu zaprzeczyć. Kobusz ukochany w kabarecie Olgi Lipińskiej, Kobusz ukochany w Alternatywy 4, Kobusz ukochany w kabarecie Dudek Dziewońskiego. Kobusz ukochany w Czterdziestolatku. Kobusz ukochany w Szekspirze jak i Witkacym. Kobusz ukochany podczas prezentacji każdej roli jaką Mu  powierzono. Po prostu Kobusz ukochany i na tym poprzestanę. Jan Kobuszewski był spokrewniony z kilkoma innymi postaciami kabaretowo  komediowymi, m.in. z Pawłem Wawrzeckim, Zborowskim i Zaorskim. To naprawdę znakomita rodzina która zapisze się w temacie, jak pobudzić radośnie naród cierpiący pod czerepem komunizmu moskiewskiego. Powiem tak: Wraz z moim drogim mojemu sercu kolegą Bogusiem zwanym Kaktusem, który niedawno odszedł do wieczności, Kobusza uważaliśmy za naszego trzeciego brata. Gdyby grób Janka Kobuszewskiego znajdował się bliżej mojego miejsca zamieszkania, moim, który wiekiem  zbytnio nie odbiega bohaterowi, to  Kobusz z mojej ręki codziennie mógłby się spodziewać świeżego kwiecia na swojej płycie cmentarnej. Chwała Tobie Mistrzu. Śpij spokojnie, boś na to jak mało kto zasłużył. Śpij z uśmiechem, którym natura Cię tak hojnie obdarzyła i którym potrafiłeś się dzielić z milionami widzów.

środa, 25 września 2019

DRZEWA UMIERAJĄ NA STOJĄCO



                                                                                                      Dwaj rozmodleni pseudoekolodzy.
Tytuł felietonu nie ma nic wspólnego ze sztuką Alejandro  Casony pt. „Drzewa umierają stojąc”, ani też z mistrzowską grą tejże na deskach teatralnych przez niezapomnianą Mieczysławę Ćwiklińską. Tak, owe drzewa w przenośni umierały na stojąco. Co ciekawe, drzewa z mojego posta nie umierały z powodu starości lub chorób próchnicowych. Umierały z powodu zbrodni popełnianych przez pisowskiego (o ironio) ministra środowiska Jana Szyszkę na żywym organizmie Puszczy . Zasłużony dla każdej ustrojowo ojczyzny Jan Szyszko, to serdeczny przyjaciel Rydzyka, prezesa Kaczyńskiego i innych dewiantów. Powtórzę więc.Umierały z powodu zbrodni popełnianych na zdrowej tkance flory, żyjącej tam od setek lat. Ta zbrodnia była popełniana z błogosławieństwem innych zbrodniarzy.   M.in. podłych kapłanów katolickich: Czyjegoś tam  „łojca” bezdzietnego ks. Tadeusza Rydzyka i  kapelana myśliwych i Lasów Państwowych  płk. ks. Tomasza  Duszkiewicza, który swój luksus życia okraszał rozwieszaniem na plebanii poroży wielu zwierząt będących pod absolutną ochroną, m. in rysia. Skórę rysia wypchał, być może innym trofeum. Te zwierzęta, które w imię św. Franciszka ze zwykłym bandytyzmem zabijał, umilały mu i kumplom wystawne  wieczory. Zabijał w chronionych puszczach z różańcem w kieszeni i Niepokalaną Maryją na ustach. A drzewa puszczańskie?. No cóż ten całodzienny urobek harwesterów mimo masowych protestów, skrzętnie był wywożony do zainteresowanych inwestorów budowlanych. Pieniążki liczone w milionach, z kolei płynęły do kieszeni hochsztaplera Rydzyka. Ręka rękę myje, mówi przysłowie, dlatego 


Szyszko w rewanżu kasował do kieszeni jako wykładowca w maryjnej szkole (też Rydzyka)  do niedawna 600 złotych za godzinę lekcyjną. To było ponad osiem lat temu. Pewno dzisiaj ta zasłużona kwota jest co najmniej podwojona. Szyszko  jako minister od ochrony przyrody, podobnie jak jego przyjaciel Duszkiewicz, zabijał stworzenia boskie z upodobaniem.  Dla trofeów specjalnie zakupił starą stodołę, z której kosztem diabli wiedzą jakich źródeł zrobił salon wystawowy, bo gdzież można ulokować aż tyle poroży i wypchanych ofiar puszczańskich.  Drzewa  w tych puszczach umierały na stojąco, a zamiast krwi ciekły z nich soki. Zwierzyna zaś ginęła w dwojaki sposób, w biegu albo także na stojąco. Zamiast posoki wyciekała z nich ciepła krew zwana farbą. W boleściach, których nigdy nie zaznał na sobie ani Szyszko, ani Duszkiewicz, ani inni ich pobratymcy o zbrodniczych charakterach. A krew ofiar?, no cóż służyła im podczas okazjonalnego pijaństwa do umazania twarzy  by upodobniać się na prawdziwych jurnych, męskich zwycięzców. To prawdziwi katolicy, bo i czyny ich są na wskroś katolickie i zbawienne. W Polsce prawie w każdej plebanii obok krzyża i trofeów wisi fuzja i sztucer, ponieważ ewangelia poucza iż, stwórca nakazał czynić ludziom ziemię sobie poddaną. Drzewa i zwierzęta umierają stojąc, ich kaci zapewne pomrą na leżąco. Zasłużyli sobie poprzez obłudną modlitwę na taki luksus.

poniedziałek, 23 września 2019

ZGNILIZNĄ CUCHNIE NA KILOMETRY



Każdy „pierd" Kaczyńskiego i Morawieckiego słychać z narastającym natężeniem, a jak go czuć!???. Jak przeterminowany lizol. Dziwna dla mnie i zapewne dla wielu jest masowość wąchaczy tych pierdów gromadzących się wokół Kaczyńskiego na tzw. konwencjach wyborczych. Otóż ten tajemniczy czar lejący się z sylwetek i inteligencji prezesa i premiera jest na tyle ogłupiający, podobnie jak pigułka gwałtu, iż dziesiątki tysięcy ich sympatyków (niekoniecznie o przekonaniach prawicowych, raczej przykościelnych) gotowa iść za nimi w ogień. Dziś, na kilkanaście dni przed wyborami mogę śmiało stwierdzić że partia rządząca (PiS) wybory te wygra z nawiązką. Wygra, ponieważ opozycja nie potrafi przekonać społeczeństwa do swoich racji. Nie potrafi też pokazać całego zła jawiącego się na każdym kroku w uprawianiu polityki przez Kaczyńskiego, który bez żenady, bez żadnych hamulców, bez poszanowania zasad konstytucyjnych  dyktuje gotowe wyroki takim instytucjom jak Sąd Najwyższy oraz Trybunał Konstytucyjny. Czyni to na bezpośrednich spotkaniach kawusiowych z decydentami. Opozycja z kretesem wybory przegra ponieważ nie potrafiła postępować wedle wzorów płynących od przeciwników politycznych. To słowa pana Marka Beylina z którymi się zgadzam co do kropki.. O ile PiS sprawnie wykorzystuje kłamstwa, o tyle opozycja nie potrafi korzystać z prawdy. Bo przedstawia kolejne afery w partii Kaczyńskiego, jako oderwane od siebie Incydenty. Tu Piebiaki, „Kasta”, tam łgarstwa TVP, gdzieś obok hejt na mniejszości seksualne, opodal deforma szkolnictwa, gdzieś obok loty Kuchcińskiego, a za miedzą afera Srebrnej. Każdy z tych skandali traktowany oddzielnie traci intensywność. W dodatku znoszą się one nawzajem w medialnym hałasie.


. A przecież tylko dziś PiS  i hierarchowie mogłyby być udupieni tylko w aferach o „posmaku” seksualnego smrodu. Bo oto pisowski prezes NIK Banaś, właściciel kilku mieszkań oraz kamienic wynajmował je po części na działalność prostytucyjną.  Pokoje na godziny czynne przez kilka miesięcy przynosiły namacalne zyski, bo pogoda pogodą, a pieprzyć się chce.  Człowiek ten, pod skrzydłami Kaczyńskiego w trybie znanym tylko prezesowi awansował z prostego urzędnika na stolec szefa najważniejszej kontrolnej instytucji państwa. Inna afera z dupą w tle to afera podkarpacka, ukrywana przez lata. Otóż istnieje ukryta taśma, o której coraz głośniej, pokazująca igraszki osób rządzących oraz biskupów w owym burdelu podkarpackim. Skrzętnie chowana jest przed opinią publiczną aż do wyborów. Ponoć sam pan Kuchciński, marszałek sejmu latał samolotami rządowymi nie tylko do rodziny. Jest nagrany podczas igraszek płciowych z  czternastoletnią Ukrainką, właśnie w tym burdelu. Opisał to obserwator tych orgii,  bokser Kostecki, zamordowany w celi więziennej. Opozycja nie potrafi wykorzystać na swoją korzyść tej zgnilizny w szeregach partii rządzącej. Pewno nie chce brudzić sobie delikatnych, szlachetnych rączek , bo jeszcze przez przypadek przyklei się jakoweś gówienko pisowskie. Może i przyklei, ale trzeba walczyć z przeciwnikiem z otwartą przyłbicą a nie przez pokazywanie wychuchanej, grzecznej kandydatki na premiera pani Kidawy Błońskiej, która na takowe stanowisko się absolutnie nie nadaje. Nie na te czasy,  zbyt „jedwabista”. Tylko 25% społeczeństwa wierzy że PiS może stracić władzę i ja osobiście do tych procentów się zaliczam. Przy takich ślamazarnych konwencjach na opozycji, przegrana PiS byłaby cudem, a cuda jak wiemy raczej zdarzają się przykościelnej części elektoratu. Zatem można by się tylko powiesić z bezsilności, ale po co?. Nam staruszkom, do których należę już wiele nie potrzeba, a zjawiska wyrażające się złodziejstwem, brakiem sprawiedliwości społecznej, zgnilizną moralną Kościoła i rządzących, zatrutym powietrzem id, itp., można puszczać mimo uszu i mimo oczu. Amen.


NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...