piątek, 29 stycznia 2021

MOJE RODZINNE WSPOMINKI



Kondukt pogrzebowy zbliżał się do zardzewiałej furty starego, wiejskiego cmentarza. Dzień był paskudnie wietrzny i dżdżysty. Czterech mężczyzn, w tym ja ściągnęło z żuka trumnę i z obawy przed groźbą wywrotki nie pakowaliśmy jej na ramiona, jeno trzymając za uchwyty wnieśliśmy na miejsce świeżo wykopanej mogiły  by tymczasowo spoczęła na dwóch żerdziach, zanim zostaną odprawione obowiązujące egzekwie. Ksiądz proboszcz, chowający się pomiędzy żałobnikami przed zacinającym deszczem, czynił wszystko by jak najbardziej skrócić ten obrządek i udać się na plebanię, gdzie oczekująca na niego z późnym śniadaniem pulchna gosposia mizdrzyła się przed lustrem. Tymczasem  księżulo, o którym krążyły po całej parafii przeróżne pikantne opowiastki wydobył zza pazuchy metalowe zastępcze kropidło i machając nim w kierunku trumny wymamrotał słowo amen, niejako kończąc owo spotkanie rodzinne. Ponieważ pogrzeb zaliczał się do tych jak najbardziej oszczędnych, bez fachowców zakładu pogrzebowego, za pasy chwyciło kilku przyjaciół domu zmarłej, by po chwili nieboszczkę oddać w objęcia  matki Ziemi. Skacowany kościelny, który poprzedniego dnia pobrał zaliczkę pogrzebową, ledwo ruszał łopatą, denerwując tym żałobników.  Przemarznięty do szpiku kości mój ojciec krzyczał: Szybciej do cholery panie kościelny. Ja stary, gdyby to nie chodziło o grzebanie mojej żony już dawno bym zawalił ten dół. Kościelnego to nie ruszało, dalej z szacunkiem do nowo zakupionej łopaty, powolutku napełniał ziemią dół wiecznego spoczynku. Dużo wnerwionych na pogodę uczestników smutnej imprezy udało się w drogę powrotną do swych domostw, zaś ja wraz z  bliższą i dalszą rodziną do miejsca poczęstunku zwanego stypą. Wszyscy niezależnie od płci, chcąc ratować się przed ewentualną chorobą, trzęsącymi się rękami chwycili za szklanice z czystą żytnią. Niech Jej ziemia lekką będzie, w gardła nasze i temu podobne zawołania zamykały usta uczestnikom, którzy z przyjemnością pochyliły się nad parującym rosołem z makaronem własnej roboty. Dzisiaj po  upływie kilkudziesięciu lat, gdy wiekiem już dawno „przerosłem” w swoim czasie grzebaną mamę, od czasu do czasu, ze względu na własną niesprawność, dzięki grzeczności członków rodziny staram się dbać o tenże grób rodzinny, który wypełnił się moimi najbliższymi. Tymczasem proboszcza ze względu na uświęconą chuć, biskup płocki zamienił z innym sukienkowym z nieodległej parafii. Poszedł mu na rękę, bowiem w dotychczasowym miejscu ponoć "przeleciał" co ładniejsze parafianki, z dumą chwalił się do powożącego go w ramach tzw. kolędy. Wierzę w każde słowo, bo powożącym go był mój najbliższy członek rodziny. Niestety też już od ponad dwóch lat spoczywa na tym samym wiejskim cmentarzu. Zebrało mi się na wspomnienia zaraz po tym gdy telewizja pokazała innego wypoczętego byczka "zaliczającego" wiejskie panienki i młode mężatki, torując im swym fiutem usłaną różami drogę prosto do nieba.

wtorek, 26 stycznia 2021

RASPUTIN NASZYCH CZASÓW




To Rydzyk. Ojciec Tadeusz Rydzyk, hochsztapler osiadły w Toruniu. Osiadły wtedy, gdy na drodze mojego dość pokrętnego życia Toruń stanowił jeden z etapów  Wtedy to właśnie Rydzyk swym jestestwem zapaskudził to piękne miasto. Historia powiada , że średnio co kilkaset, a często co   kilkadziesiąt  lat  świat nawiedza coś (ktoś) podłego. Jak nie Hitler lub Stalin to sraczka. Jak nie Rasputin to właśnie cwaniak Rydzyk. Tyle że Rasputin wplątał się w otoczenie cara i bojarów rosyjskich, a szczególnie ich żon i kochanek, czyli bogatych prostaków. Rydzyk zaś ulokował się swym prostym, ale łzawym językiem wśród biedoty mało intelektualnej, do uszu której najłatwiej trafiały  zbawienne kazania o siłach ich wykorzystujących. Hitler swe ofiary znalazł w Żydach, Rydzyk podobnie. Sprawdziła się ścieżka po której już łazili tacy jak polityk Dmowski, ale też odziani sutannami, między innymi kardynał Wyszyński i inni żydożercy. Zestawienie obu postaci działa na korzyść Rydzyka, bo przez głupie podpowiedzi Rasputina car nie tylko przegrał bitwy w pierwszej wojnie światowej ale i własne życie wraz z rodziną. Rydzyk na wojnę się nie wybiera, ale i nie sypia z Kaczyńskim, bo nie ma takiej konieczności. JK ma sierściucha. Do łóżka ojca dyrektora damom emerytalnym a nawet przedśmiertnym także bywa ochota, tyle że on nimi gardzi, ale tylko nimi, a nie ich majątkami. Jest czas zarazy. Koronawirus zbiera obfite funeralne żniwo,  Kaczyńskiemu to nie przeszkadza, byle utrzymać władzę nad narodem. Tym ciemnym i tym nieco wykształconym i mu się to udaje dzięki stworzonej wokół siebie elicie dobrze sytuowanej finansowo w postaci stanowisk, wysokich odpraw i innych fruktów. Biedota zaspakaja się ochłapem 500+ zamiast iść do pracy. Tak się robi karierę polityczną. Majątek narodowy trzymany w łapach PiS trafia do swoich, miernych ale wiernych, wspartych Kościołem katolickim. Przykładem niech będzie rozstrzygniecie konkursu na laureata w przedmiocie walki z przemocą w rodzinach, gdzie wyłoniony zwycięzca walczył o nagrodę w wysokości 50 mln złotych. Zwycięzcą wg pisowskiej komisji został niejaki, nikomu nie znany ksiądz Olszewski ewangelizator, były egzorcysta.  Jest ich coraz więcej od czasu gdy Kaja Godek została posłanką PiS, a niejaki Bosak chce być następcą Dudy. Olszewski miewał w mediach pisowskich kontrowersyjne wypowiedzi. Ponoć dostawał SMS od szatana i wypędzał z dzieci duchy Harry Pottera. Jedną z weganek nawracał salcesonem. Pewno przeterminowanym. Tak pisze wolna prasa i nie ma to nic wspólnego ze złośliwością. Przyznam, że nie chce mi się dalej rozwijać tematu, bo piszę ten tekst przed sobotnim pachnącym obiadem, a ten temat zajeżdża kloaką i obrzydliwością. Życzę zatem miłej rodzinnej kwarantanny, podobnie jak sobie a także przyjaciołom. Jestem wolny od kaczego widzimisię. Nie obrażając Konstytucji wybory korespondencyjne w maju olałem, bowiem one nie maja nic wspólnego z ustawą zasadniczą, a zaliczam się do zdyscyplinowanych obywateli RP.


                                                                                 

                                                                            

 

 

piątek, 22 stycznia 2021

SIŁA MODLITWY

 


Dzięki modlitwie możesz mieć wszystko. Tak powiadają szeptem i krzykiem urzędnicy Pana B, oraz prezes kaczym krokiem zwany, zresztą zaprzyjaźniony (zgodnie z sojuszem tronu i ołtarza) z episkopatem. Rzecz w tym, kto to właściwie może mieć wszystko. Bajkopisarzy i bajko gawędziarzy w Polsce mamy w bród. A jednak jest to prawda, bo popatrzcie, ileż to milionerów, ba nawet miliarderów w ostatnich latach zamieszkuje w Polsce. Tyle że ich majątki ukryte są na kontach tzw. rajów podatkowych. W państewkach trudno często odnajdywanych na mapie przez przeciętnego Polaka. Zadaję sobie pytanie: w jaki sposób ci kapitaliści doszli do owych majątków. Głupie pytanie, złapałem się za głowę!. Ech, to moje nieuctwo. Tylko dzięki szczerej modlitwie, żarliwej modlitwie, tyle że trzeba wiedzieć do kogo ona jest kierowana. Najlepiej do tych, którzy potrafią się zrewanżować i mają czym, bowiem powiedzenie że ręka rękę myje nie jest żadnym pustosłowiem, aczkolwiek mycie częste rąk po części chroni przed zarazą i chorobami i o tym wiedzą wszyscy ci, którzy również wiedzą czyje najlepiej rączki myć, a nawet całować. Jeżeli nie wiesz tego, przeto udaj się do jednego z 103 polskich biskupów na audiencję. Całując w pierścień jego eminencje, wolną ręką należy położyć na stół gotówkę lub czek opiewający na kilkanaście tysięcy złotych wymawiając słowa: Proszę Waszą świątobliwość o przyjęcie tego skromnego daru zebranego od owieczek wiernych Kościołowi. Wraz z nimi modlę się o zdrowie dla księdza biskupa, licząc na skromny rewanż. Obdarowany w tym momencie zapyta: a co ty byś synu jeszcze chciał?, przecież jesteś już wiceministrem. Owszem, odparł w schyłkowej pozycji naszego prezydenta Dudy w pokoju owalnym podczas spotkania z „byłym Trumpem”,. Jestem wiceministrem jak Jadźka Emilewicz, która to zapewne poleci ze stanowiska nawet bodajże wicepremiera, za głupią przejażdżkę na nartach. Mój synu, odezwał się obdarowany kasą,… łaska boska na pstrym koniu jeździ. Sam liczyłem po cichu na arcybiskupstwo, a tu lewacy wygrzebali mi sprawę pedofilii w jednej z parafii. No i kicha z nadziei. Czuwaj synu, czuwaj w modlitwie, być może zawita i do ciebie. Będę się o to modlił. W przyszły poniedziałek mamy Konferencję Episkopalną, na którą wezwiemy premiera. Damy mu odpowiednie  wskazówki, nam niczego nie odmówi. Wracaj spokojnie do domu, wszystko w rękach Boga, czyli (nie ma co ukrywać) w naszych rękach. Amen.

środa, 13 stycznia 2021

KŁAMSTWA UŚWIĘCONE


Ostatnio krąży po kraju mało wybredny pod względem literackim dowcip, za to mocno ulokowany w prawdzie pod względem merytorycznym, cytuję: Kłamstwo ma bardzo krótkie nogi. Ja nie wierzę, bowiem gdyby to była prawda, to Morawiecki powinien szorować jajami po asfalcie. Wulgarne?, może trochę,  ale nie na tyle by szokować. Zatem wystarczy jaja podmienić na mosznę. Mówiły jaskółki że niedobre są spółki, aczkolwiek zależy  z kim i w jakiej sprawie. Rozmyślam nad spółkowaniem Kaczyńskiego z Orbanem, broń Boże nie mam na myśli nic z podtekstem seksualnym, bo Kaczyńskiego na to nie stać, zarówno w sensie hetero jak i homo. Tu akurat możemy być spokojni bo chłop nie ma wzięcia z "żadnej strony" swej elegancji. Żadna inna merytoryka też nie wchodzi w rachubę, bo Orban Kaczyńskiego olewa ciepłym moczem co widać w jego stosunku do prawodawstwa unijnego, jednocześnie kręci lody z Putinem i to na wielką skalę. (Patrz: elektrownia atomowa). A kto mu zabroni, no kto, ale ad rem, bo w tym miejscu powinienem podać przykłady kłamstw głoszonych przez p. Mateusza. Niestety, w moim felietonie jest to niemożliwe, jako że nie sposób pomieścić tej błazeńskiej twórczości głoszonej dla chwały koalicji Kaczyńskiego, począwszy od namawiania emerytów do pójścia do urn wyborczych, bo ponoć wirusa PiS już zwalczył, a skończywszy na codziennej chwalbie dokonań rządu na tle Europy. Czyni to w dniach, gdy na cmentarzach w kraju grabarze ledwie wyrabiają normy stachanowskie. A tu wirus nie popuszcza, szczepienia odbywają się w kratkę zgodnie z przekonaniami płaskoziemców, premier czuje się dobrze, a nawet coraz lepiej, bo nawet nie musi się ręcznie drapać tu i ówdzie. Ludzie, miejcie szacunek dla dowcipu o kłamstwie z krótkimi nogami, choćby kłamstwie uświęconym, jakim posługuje się kler z Dziwiszem i plejadą biskupów na czele. Proszę.      
                                                                        ***

 Jestem po osiemdziesiątce i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.

Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

środa, 6 stycznia 2021

WIECZNE ODPOCZYWANIE


Ów tytuł zapożyczyłem (zapożyczyłem a nie skradłem) od autora felietonów PRZEGLĄDU pana Wojciecha Kuczoka, którego czytam nie tylko z namiętnością, ale też często z rozbawieniem. Autor GNOJU, wyróżnionego nagrodą Nike i paszportem Polityki. zdobył moje serce otwartością myśli, światłością przekonań, oraz poczuciem humoru. Moje wieczne odpoczywania nie mają nic wspólnego z obietnicami pośmiertnymi. Kleją się natomiast do leniuchowania… tu i teraz, czyli czasokresu, gdy jesteśmy na tzw. chodzie i pełni doczesnych myśli. Zatem moje wieczne odpoczywanie to czas od momentu przejścia na emeryturę do całkowitego cielesnego zwiotczenia i gotowości do oddania cielca żarłocznemu robactwu. Słowo wieczne w tym przypadku rozumiem jak przykładowe wieczne pióro, które się rozsypuje wołając o wymianę części. Podobnie jak człowiek, który potrzebuje wymiany serca lub innego kawałka trzewi. Podświadomie moje tytularnie wieczne odpoczywanie to kilka lub kilkadziesiąt lat życia na koszt państwa, przy czym prawdę mówiąc słowa koszt państwa, to prawda niecałkowita, bowiem po pierwsze emerytura i jej wysokość pozwalająca na dobrą „wieczność” zależy od wysokości składek, ale też od uczciwości rządzących. Jest dobra wtedy gdy wśród nich jest mało złodziei. Przy rozważaniu tej problematyki nie brać proszę jako wzór do naśladownictwa dzisiejszych władców, bowiem można popaść w paranoję, jako że w obecnej Polsce złodziej goni złodzieja, za to iż ten pierwszy ukradł dziesiątki tysięcy, zaś ten drugi bezkarne miliony. I taki to pożyje na swej „wiecznej” emeryturze, a nawet zabezpieczy swoje dzieci, wnuki i kochanki. Paradoksalnie ci biedniejsi żyją dłużej, bowiem ich organizmy są zahartowane ciężką pracą i marnym, ale  zdrowszym pokarmem. Zwykło się jednak mówić, że dobrobyt nie tylko rozleniwia, ale i powoduje zniewieścienie mężczyzn, oraz upadek moralny kobiet. Gdzieś to czytałem, ale prawdę mówiąc w to mało wierzę, a znam dużo bardzo przyzwoitych pań i zacnych panów. Wieczne odpoczywanie zatem zostawmy biblijnym zapisom, zaś nasze odpoczywanie meblujmy na ile nas stać w wygodne kanapy i fotele, ale też w strawę komponowaną… z dóbr kultury. A nawet wyłącznie, z małą domieszką smakowitości. I właśnie to racz nam dać Panie. Amen. 

poniedziałek, 4 stycznia 2021

POLITYCY I PIELUCHY



Mark Twain miał rację, gdy powiadał, iż polityków i pieluchy należy wymieniać jak najczęściej. I to z tego samego powodu. Mianowicie by nie zasmradzać środowiska, a przy tym zadbać o komfort otoczenia, powiedzmy przykładowo, Sali Sejmowej. W polskiej polityce szalony popyt na pieluchy i pochodne, wybucha w momencie np. zapowiedzi o planowanej podróży do kraju n/ Wisłą Donalda Tuska, albo innego dostojnika Unii Europejskiej. Nie wiem, czy bardziej warto wymieniać polityków, czy też zwielokrotnić masowość pieluch. A może wystarczy zaopatrzyć wszystkich polityków PiS w środki powstrzymujące, typu "sraluten". Wiem coś na ten temat z autopsji, aczkolwiek do polityki mam stosunek ambiwalentny, wręcz bezpłciowy. Wielkość Marca Twaina polega na tym, że jako żydowsko amerykański pisarz i filozof bez ukończenia nawet szkoły podstawowej, nie mając pojęcia o tym, iż 100 lat później gdzieś na drugiej półkuli wykluje się partia tchórzy mocnych w gębie, która posłuży mu za inspirację sławetnej już wtedy wypowiedzi o politykach i pieluchach. Jednego nie przewidział autor „Księcia i żebraka”. Mianowicie tego, że już dawno pieluchy w Polsce zostały zastąpione przez pieluchomajtki. A mówi się, że Polacy to naród bohaterów, twórców kultury i nauki. No nie widzę takiego, poza oczywiście ministrem Glińskim. No, ale to jedynak i do tego zagospodarowany przez Kaczyńskiego i Rydzyka. Nic nam do niego. Zatem wymieniajmy polityków częściej, nie czekając na kolejne wybory, chociażby dla higieny powietrza. Symbolem współczesnego bohaterstwa niewątpliwie pozostają Macierewicz i Kaczyński. Ten pierwszy, gdy się dowiedział że dwa kilometry od restauracji w której spożywał obiad rozbił się polski samolot, natychmiast poderwał dupę i uciekł pociągiem do Warszawy nie dokończywszy nawet obgryzania kostek schabowego. Ten drugi natomiast, gdy powziął wiedzę iż protestujące kobiety mają zamiar przespacerować ulicą Mickiewicza, zwiał poza Warszawę. A zatem w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia ich osobistych zadków, wymiennie jeden z Warszawy ucieka, drugi zaś do Warszawy spierdziela. Na wszelki wypadek jeden jak i drugi z zapasem pieluszek. 

Ten post jest typowym satyrycznym przykładem wybrzydzania i obrzydzania, ale czyż te tylko dwa przykłady nie świadczą o polskim tchórzostwie naczalstwa państwa. Gdzieżby Jaruzelskiemu podobne myśli przyszły do głowy?.

piątek, 1 stycznia 2021

SPOJRZENIE BAZYLISZKA



Spojrzenie bazyliszka, to wzrok ludzi złośliwych, mało towarzyskich, niewdzięcznych, wrogich innym, a jednocześnie przymilnych dla tych, którzy zapewniają im dobre stanowisko i bogaty stan życia. Niezależnie od opinii publicznej na ich temat. Najbardziej jaskrawym przykładem spojrzenia pełnego nieżyczliwości i nienawiści jest bazyliszkowa twarz, (brrrr),  naszego ministra spraw wewnętrznych i służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. To bazyliszek od urodzenia. Jego spojrzenie przyprawia ludzi o drżenie zastawek, jest podobne sowieckim ministrom Jagodzie lub Berii. Takim znamy pana Mariusza, a jednocześnie dzięki wolnym mediom znamy go jako rozpustnika, pijaka i werbalnego sadystę, byle się przypochlebić  swojemu szefowi, słowem prezesowi partii, który go usadowił na tym stanowisku., co zeznał publicznie w TVN24  jego okresowy  i dotychczasowy, skruszony przyjaciel, z bożej łaski casanowa Tomasz Kaczmarek. Karierę wojownika kamiński rozpoczął w prawicowej Lidze Republikańskiej, gdzie praktykował jako miotacz jajami kurzymi w polityków lewicy. Włóczył się więc za parą prezydencką po kraju i za granicą. z koszem jaj na kolanach. W czasie wizyty Kwaśniewskich w Paryżu podczas miotania jajami został aresztowany przez żandarmerie i osadzony na kilka dni na dołku. Ma piękną jajcarską karierę. Smutny, ale bitewny. W okolicach partii Kaczyńskiego znalazło by się jeszcze kilku bazyliszków o spojrzeniu pisanym wyłącznie bohaterom kryminałów. To niejaki poseł Tarczyński, to z kolei  jedna z byłych nałożnic krótkorękiego  posła Gosiewskiego, „poległego” na polu walki pod Smoleńskiem. To Kowalski od „veta lub śmierci”, to wreszcie posłanka Kruk która robi coś tam, coś tam za duże pieniądze, to poseł od siedmiu boleści, zwanym ozdobą partii kaczej o, jakże by inaczej nazwisku, Ozdoba. Konus dokuczliwy prezydentowi stolicy. Gdybym nie  smakował świątecznych wypieków popijanych kawusią, zapewne przypomniałbym sobie jeszcze co najmniej kilka "sejmowych"  twarzy bazyliszka, ale co tam. Do Siego roku bez PiS.

PS: Życzę wszystkim, a i sobie też dobrego węchu i smaku przez cały rok. 


F99, CZY TEŻ INNA ZARAZA?

Kaczystowski, zakłamany rząd stara się w miarę uroczyście obchodzić 11 rocznicę katastrofy smoleńskiej. Wielu z nich, tych którzy choćby czę...