poniedziałek, 29 kwietnia 2019

PRAWICOWY POPIS CHAMSTWA



O kim mowa? O Czarneckim, z podwójnym obywatelstwem, polskim europośle, sepleniącym tłuku, wałęsającym się w kraju od stacji do stacji by upychać swą oracją w złote ramki prezesa swojej partii.  Rychard Henry Czarnecki to postać fizycznie żałosna, intelektualnie chora z nienawiści do opozycji, trzymająca się koryta rękami i nogami, nawet w sytuacji gdy jego kariera w Brukseli została nadszarpnięta z powodu braku ogłady  dyplomatycznej. Szczególnym brakiem kunsztu wychowania i ogłady popisał się Richard Henry podczas  odpowiedzi na pytanie dziennikarki, dlaczego Kaczyński nie odpowiedział na zaproszenie do Brukseli ze strony przewodniczącego Komisji  Europejskiej Jeana Clauda Junckera: „ Widocznie pan prezes Kaczyński nie ma żadnego interesu w stosunku do zapraszającego, odpowiedział. Jeżeli Juncker ma jakiś interes to może przylecieć do pana prezesa”. Cham nad chamy z tego posiwiałego na półidioty. To tak jakby wzywany do Watykanu proboszcz z jego parafii odpowiedział:  Nie mam nic do papieża, ale jeżeli taki interes ma do mnie papież to niech wpadnie na moją plebanię. No cham nad chamy, że powtórzę. Mądre powiedzenie mówi, że w jakim środowisku przebywasz takim się stajesz. Prawda, bowiem prawie wszyscy pisiole nie grzeszą skromnością z posłanką Pawłowicz na czele.  Sepleniący jąkała Henry Czarnecki „z rąk” wysokich urzędników brukselskich Junckersa i Tuska pobiera miesięcznie ponad 4o tysięcy złotych, tylko dlatego że pierdzi w fotel europarlamentu, chociaż gros czasu szwenda się po Polsce. Domyślam się, że gdy kurdupel Kaczyński  pierdnie, to włazidup  przybywa na Nowogrodzką w takim tempie iż zdąży jeszcze powąchać świeżutki smród swego guru wydobywający się z jego partyjnych gaci. Bardzo współczuję generałowi Mirosławowi Hermaszewskiemu, jedynemu polskiemu kosmonaucie, że poprzez brak ostrożności wpuścił do rodziny tego pajaca, bo nie wierzę, że jakowaś oświecona kobieta mogłaby pokochać to cudo, które poprzez swą aktywność partyjną i religijne uwielbienie Jarosława zatrudniło na stanowiskach wysokopłatnych prawie całą rodzinę. A może tylko dlatego  jest tak tolerowany w bliskim otoczeniu kosmonauty. Jednak petunia non olet.

czwartek, 25 kwietnia 2019

HEJT, ALBO I NIE HEJT



Jeżeli to nie jest hejt, to okazuje się, że jeszcze jeden idiota kręci się z nudów po komnatach pałacu prezydenckiego, dalej zwanym Namiestnikowskim. To niejaki Krzysztof Maria Szczerski, mianowany szefem gabinetu prezydenta państwa. Natomiast na miano idioty w oczach Polaków, ale też Europy zasłużył pomysłem, by obywateli Rzeczypospolitej próbujących wychylić głowę poza Odrę i dalej na zachód, wyposażać w paszporty katolickie, które mają powstrzymywać ich przed ateizacją zalewającą nasz kontynent, szczególnie zaś Unię Europejską. Obok danych personalnych znajdziecie tam zestaw krótkich modlitw. Rozumiecie to?, bo ja nie!. Paszport katolicki, mało odbiegający merytorycznie i wizualnie od watykańskiego. Czyżby ustalił to z papieżem Franciszkiem, bo przecie Wojtyła już dawno zasiada i będzie zasiadał między chmurami, czyli po prawicy Ojca, nawet gdy władze odbiorą mu tytuł świętego z powodu wieloletniego krycia pedofilów w sutannach. Szczególnie na terenie Polski. Mam zatem rozumieć, że na ten absolutnie idiotyczny pomysł wpadł osobiście Szczerski, doktor tytularny, absolwent Jagiellonki krakowskiej, czyli elitarnej fabryczki, gdzie seryjnie produkują nie do końca zdrowych inaczej, mając na uwadze jego aktualnego szefa, który to obok Morawieckiego też wielokrotnie popisał się głupimi wypowiedziami, gdzieś na terenie „wyimaginowanej społeczności europejskiej”. Tym razem obaj ze Szczerskim powzięli zadanie praktycznie nie do udźwignięcia, mianowicie chrystianizacji Europy. To wielki ciężar, ponieważ amatorów laickości w Europie przybywa w tempie geometrycznym, biorąc pod uwagę niezdarność lub wręcz bezinteresowność katolickich bogów w sensie zapobiegania nad nieszczęściami dotykającymi szeroko pojętą ludzkość. 


Żeby zbytnio nie rozciągać tematu, mam tu na myśli zdrowie psychiczne wielu rządzących oraz masy ich wyborców, tak mocno doświadczonych bezwładem, iż można ich kupić za ich własne pieniądze w postaci różnych plusów, piątek, dziesiątek i innych świecidełek. No cóż, Krzyżakom chrystianizacja udała się jeno częściowo i to kosztem rzeki krwi, dlatego ci dwaj rycerze króla Chrystusa wysoko też nie podskoczą. Natomiast ich błazeńskie tytuły doktorskie jeszcze bardziej ufajdają średniowiecznym pomysłem krakowską Alma Mater. Na szczęście coraz więcej myślących ma ich „geniusz” dwadzieścia centymetrów poniżej pępka.. Chwalmy Pana z Żoliborza. A tymczasem strajk nauczycieli powoli otwiera wrota dla absolutnej ciemnoty, która obejmie ster naszej ojczyzny, jako że matury, a może nawet i tytuły naukowe nadawać będą, biskupi, burmistrzowie, a może nawet co bardziej zaprzyjaźnieni z kuratorem i proboszczem sołtysi. Nowa ustawa oświatowa im to zagwarantuje.
Foto.FB.


środa, 24 kwietnia 2019

JEZUS ZNÓW SIĘ ZAGAPIŁ


Na początku pozdrawiam Radom, a właściwie moich systematycznych Czytelników, bowiem nie ma dnia by ktoś z Radomia nie zaglądnął na moją stronę. Dzięki, pozdrawiam poświątecznie, nie mniej serdecznie.

Już po świętach. Co było do zjedzenia zjedzono. Co było do wypicia wypito. Co było do wygarnięcia rządowi, nieprzyjaciołom, a często i przyjaciołom w chwili zamroczenia alkoholowego, wygarnięto. Uzgodniono też rodzinny front oddawania głosów przy najbliższych wyborach, najczęściej kłamliwy, bowiem dla wielu Polaków głosowanie na PiS  jest wstydem. Pogoda dopisała jak żadnego roku. Ludzie mieli powody do zadowolenia, choć nie wszyscy. Inni Polacy ucieszyli oczy Jezusa bijąc kijami kukłę Jego rodaka Żyda. W akcji brała też udział gromada dzieci.Rodzice nie reagowali. Niech się przyuczają do antysemityzmu. Przyda im się to na przyszłość. Daleko od nas, na Sri Lance zginęli niewinni ludzie  w wyniku akcji terrorystycznych. Ofiary liczone w setkach. Powody jak to bywa  najczęściej tkwią w religii. Nigdy nie zaprzyjaźni się mahometanin z chrześcijaninem, podobnie jak hinduista z buddystą. Tak właśnie można by podsumować tegoroczną Wielkanoc, ale okazuje się że my Polacy mamy jeszcze wiele powodów, by ponarzekać na swój los. Od trzech tygodni bowiem trwa strajk pracowników polskiej oświaty z powodu zbyt skromnych zarobków nauczycieli, a ponadto zabagnienia struktury organizacyjnej w szkolnictwie przez wciąż uśmiechniętą niedorajdę minister Zalewską, obecnie ubiegającą się o azyl w Brukseli, by przedłużyć sobie dokument nietykalności w postaci immunitetu. Na to można by machnąć ręką, jako że do parlamentu europejskiego wybiera się obok Zalewskiej jeszcze kilkoro orłów nielotów, choćby były minister rolnictwa herbu kmiot niejaki Jurgiel, co to uśmiercił swoim niedbalstwem i nieuctwem stadninę koni w Janowie Podlaskim., a także ojciec premiera, stary Morawiecki. Co będzie tam robił obok spania w ławach PE?, nie wiem. Rzecz jednak w tym, że brak jakichkolwiek reakcji ze strony rządu, by ten kompromitujący stan strajkowy w oświacie zlikwidować. Tłumaczenia przedstawicieli rządu, że państwo nie dysponuje nadwyżkami finansów są bałamutne, jako że niedawno Kaczyński obdarował swoich ludzi milionami w postaci nagród, podwyżek i wysokich uposażeń, ba obdarował nawet bydło i świnie zapominając o belfrach. To smutne, bo nawet Kościół, co to zawsze ma swoje trzy grosze do wtrętu milczy. Nie dziwię się, bo akurat stan duchowny został ozłocony przez kaczy rząd. Kij im w oko darmozjadom. 

                    Bij Żyda synuś.
Okres świąt Wielkanocnych obfitował też  w wynurzenia natury historycznej i politycznej premiera naszego rządu, zawodowego kłamcy Morawieckiego. Pojechał on do USA by poskarżyć się spisiałej Polonii na opozycję oraz Trybunał Sprawiedliwości TSUE, iż miesza się on do polskiego sądownictwa. Błaznuje więc na oczach Ameryki, że w sądach polskich zasiadają komuniści, gorsi sędziowie niżeli we Francji, którzy swego czasu kolaborowali z rządem Vichy. Powiada się, że ptak, który posrywa we własne gniazdo jest wyrzucany z towarzystwa. Mam nadzieję, że Morawiecki na podobny „gest” ze strony społeczeństwa  musi zaczekać do jesiennych wyborów parlamentarnych. Nie tylko on zresztą. Inny pisowski europoseł Legutko, chciał sobie dorobić poprzez odczyty na amerykańskich uniwersytetach, boć to przecie profesor, aczkolwiek takich mamy na wory. Niestety nie dopuszczono go do głosu, bowiem władze uczelni dowiedziały się, iż Legutko głosi treści prawicowe o zabarwieniu faszystowskim. Wrócił, za bilety lotnicze też zapłacił . Faszystowski popis przekonań ujawnił głośno pierwszy złodziej Rzeczypospolitej, senator Bierecki, ojciec SKOKÓW, Który jest gotów wzorem wskazówek zawartych w Mein Kampf, oczyścić nasz kraj z elementów antypisowskich. Naprawdę milutkie wyznanie, serce się kraje. Także mimo, że było to święto Zmartwychwstania Pańskiego, święto pokoju i nadziei, wydarzyło się nie mniej, a może nawet więcej złych rzeczy. A biorąc pod uwagę setki ofiar terroru, Wielkanoc 2019 okazała się dla świata makabrycznym czasem.

czwartek, 18 kwietnia 2019

WESOŁY DZIEŃ. CZYŻBY?



Powinienem przed świętami napisać jeszcze co najmniej jeden post w temacie zgodnym z nazwą bloga, ale dam sobie i Państwu spokój. Za trzy dni radosne dla katolików (czyt. Polaków) święto. Święto Wielkiej Nocy, które obok Bożego Narodzenia umownie należy do świąt radosnych. WESOŁY NAM DZIŚ DZIEŃ NASTAŁ!. Ale z czego tu się radować?. Czyżby z tego że pisowski rząd olewa ciepłym moczem strajk nauczycieli, którzy to widząc jak kurdupel trzymający za mordę naród przy pomocy faszyzującego aparatu na prawo i lewo rozdaje narodowy grosz tym, na których liczy podczas wyborów. Wiadomo, inteligencja nauczycielska z małymi wyjątkami zagłosuje na opozycję. Ani słowa o strajku, ani słowa o bagnie w  oświacie. Zarówno Kaczyński jak i jego podwładny Morawiecki na etacie premiera rządu, co chwila z miną uszczęśliwionych ojców narodu obiecują dalsze granty w postaci tzw. plusów. Jakoweś tam piątki, dziesiątki, szkoda że nie tysiące. Zyskały nawet świnie i bydło rogate. Nie chciałbym jednoczyć tejże trzody z masą nieświadomej, prostej, zblazowanej nachalną propagandą i zaciekłą robotą trolli, opłacanych z naszych podatków czyli elektoratu pisowskiego. Niestety, można by pomyśleć o ich wspólnym IQ. Chociaż powiada się że świnia akurat należy do zwierząt najbardziej inteligentnych, więc my opozycja mamy dylemat.

              Wódz narodu.
Elektorat ten urabiany jest też przez Kościół, instytucję jeszcze bardziej zdemoralizowaną. Nie będę w tym względzie rozwijał tematu. Dość przykładów w poprzednich felietonach. Wystarczy spojrzeć na facjatę Jędraszewskiego i posłuchać jego prostackich, chamskich odniesień do wiernych, a szczególnie pokrzywdzonych poprzez zbrodnie pedofili w Kościele. Dlatego przechodzę do najmilszej części posta, czyli do życzeń okolicznościowych.


Drodzy Czytelnicy. Pozwólcie, że w tym miejscu złożę Państwu bardzo serdeczne życzenia świąteczne. Zdrowia i radości, a także nadziei, nadziei, nadziei i jeszcze raz nadziei na tzw. NORMALNOŚĆ. Wesołych Świąt.

niedziela, 14 kwietnia 2019

NIE MARNUJMY DROGIEGO CZASU


Zainspirowany strajkiem nauczycieli, ale też audycją telewizyjną red. Ewy Ewart poświęconą, wydawałoby się mało znaczącemu  tematowi, a mianowicie kradzieży czasu, postanowiłem na łamach mojego bloga krótko się wypowiedzieć w odniesieniu do mojej prywatności. Otóż, żeby nie zagłębiać się w problemy oświaty, powiem tylko że nauczyciele w rzeczywistości zarabiają mało i być może nasze szkoły „szczycą” się poziomem, niestety bardzo niskim. Fakt, trudno, by poziom był inny, skoro w gronie nauczycielskim znajdują się księża katoliccy nauczający bajek o Adamie i Ewie oraz teorii powstania świata za pomocą różdżki  brodatego dziadka wyglądającego spoza chmur kłębiastych. Kto zrozumie świat w czasie,  bo większość nas niestety nie, przeto bardzo rzadko zadajemy naszym głowom takie boleści. Miernik chronologiczny, w istocie zamieszcza  nasze życie, aczkolwiek krótkie, bo zamykające się przeciętnie od 70 do 100 lat, a  jest to pyłek w wieczności. Zastanowiłem się jak w kontekście pomiaru czasu wyglądała moja egzystencja. Najpierw szkoła podstawowa, która zabrała mi 7 lat. Później liceum, kolejne cztery lata.  Następnie blisko 20 lat w służbie zawodowej WP, wreszcie 25 lat pracy w energetyce na stanowiskach administracyjnych, by dotrzeć do emerytury. Zmierzyłem ten czas i okazało się, że dość dużo tegoż czasu zmarnowałem, bowiem jeżeli przyjmiemy teorię pana prof.  Tadeusza Andrzejewskiego, który obliczył  iż średnio żyjemy 25.915 dni, (w moim przypadku ok.29.200), to stwierdzam,  iż wiele dni z tej liczby zostało przebimbane.
Właśnie niedzielny film red. Ewy Ewart pokazał na podstawie gospodarek bogatych krajów, jak drogi jest czas i jak człowiek potrafi go marnować w kontekście kapitalistycznej gospodarki nie licząc się z interesem pracownika. Bo każda sekunda upływającego czasu ma w sobie pojemność milionów dolarów, zaś każda minuta lekceważonego przez polskie władze strajku nauczycieli to ewidentne obniżanie standardów polskiego poziomu nauczania, który i tak lokuje się na wstydliwych miejscach w rankingach światowych. Do państwa mówię,  panie premierze i pani minister. Osobiście dzisiaj zreflektowałem się, że podczas  tych ponad 29 tysięcy dni z ogonkiem  mógłbym, a nawet powinienem zrobić dla siebie, rodziny i ho ho, świata dużo więcej,… chociaż bo ja wiem?, Czasu już nie cofniesz. Raz wykorzystany lub zmarnowany czas przechodzi do historii, aczkolwiek czas to pieniądz i świat go tak traktuje. Albert Einstein odkrył, że czas to czwarta współrzędna czasoprzestrzeni w teorii względności, cokolwiek to znaczy.  Największy uczony i odkrywca praw w historii świata ma zapewne rację. Zatem niech tak zostanie. Ja, a także zapewne wielu ma okazję dokonania analizy, na ile poprawnie wykorzystaliśmy swój drogocenny, tylko raz nam podarowany czas osobisty.

piątek, 12 kwietnia 2019

ŻYCIE mnie MNIE


Jan Staudinger, chyba najbardziej znany autor fraszek, pewnego popołudnia, zaraz po obiadowym deserze  w postaci jabłecznika i kawusi wymyślił aforyzm, który na pierwszy „rzut” ucha brzmi  niedorzecznie, a jednak. Z przyjemnością umieściłem go w tytule posta. Dodam, że Pan Jan obok aforyzmów pisał fraszki, dowcipy, a jakże i owszem kawały dla dorosłych, zadając ludzkości ich konstrukcją wiele pytań i zagadek. Ponieważ dobiegające życie to stos zapisanych, ewentualnie pustych kartek, można je zmiąć i wyrzucić do kosza, w tym wypadku do grobu. Można też je zmielić  w urządzeniu zwanym niszczarką, efekt której przypomina kremację, coraz bardziej modny sposób zamykania historii człowieka.
Najbardziej niedoskonałym sposobem na pożegnanie z kimś jest właśnie zmięcie pergaminowych zapisanych żywotem kartek i wyrzuceniem ich na ogólnodostępny śmietnik. Osobiście czuję się fizycznie coraz bardziej stary i zwiotczały, moje kartki odkładane przez cały żywot na stos bywają już nieco przybrudzone, a nawet, właśnie zmięte. Zauważam u siebie początki stanu kataleptycznego, dosłownie jestem zmięty, szczególnie po wysiłku fizycznym, dlatego permanentnie go unikam. Gdy analizuję genezę własnej nieporadności, dochodzę do wniosku, iż rzeczywiście człowieka można przyrównać do zmiętej, zapisanej w całości lub częściowo kartki papieru. 
Być może brzmi to zbyt onirycznie, ale tak wygląda prawdziwy los człowieka poczciwego.. Sztaudynger pisywał fraszki i wyławiał grzyby, a jeśli umarł, to tylko na niby, pisali inni. Bo w każdej fraszce szytej polską mową, będzie się rodził, będzie kwitł na nowo. Zaś słowa zawarte w tytule posta zawsze będą wzbudzały zachwyt nad inteligencją autora. Dlatego zagościły na stałe w naszym języku. Podobnie jak podziw dowcipnego Jana Himilsbacha nad pięknymi okolicznościami przyrody. Tymi oto rozważaniami niniejszym kończę, a korzystając ze zbliżającego się Wielkiego Tygodnia, Czytelników bloga  proszę o Wielkanocne rozgrzeszenie.

 


poniedziałek, 8 kwietnia 2019

ŚCIGANIE SIĘ Z PAMIĘCIĄ


Czterdzieści lat minęło, gdy użyłem elektronicznej, enerdowskiej maszyny  firmy robotron, by podsumować swoje pięćdziesiąt lat życia w służbie dla rodziny i Ojczyzny. A że było to w czasie, gdy obowiązywały nasze społeczeństwo odpryski stanu wojennego, przeto jakikolwiek wysiłek na rzecz wydrukowania tego „dzieła” spełzły na niczym. Ograniczyłem się zatem do druku kilku egzemplarzy, którymi to obdzieliłem kilkoro członków rodziny. Treści owej książki nie wzbudziły zapewne u Czytelników pokusy do analiz literackich, za to jej część druga, która to stanowiła zbiór ówczesnych, często pikantnych dowcipów była, wydaje mi się bardziej wartościowa. Dzisiaj, tchnięty duchem świętym (spirytus sanctus) ze wskazaniem na spirytus, weną literacką, ale też luzem emeryckim, postanowiłem ciąg dalszy poczynić,(górnolotnie powiem)… dla potomnych. Mam tu na myśli szczególnie dowcipy, czyli moje zbiory zapisanego humoru. Bo wiadomo, panta rei, pamięć też. Przy tej okazji zadaję sobie pytanie, czy pisanie moje nie pozostaje zbyt infantylne, a może nawet irracjonalne, jakoby zwyczaje rybołówek, odbywających głupi lot z jednego zimnego bieguna na drugi, jeszcze bardziej mroźny, bo przecież treści i klimat tej książki muszą odbiegać od poprzedniej, chociażby z powodu, że świat i Polskę inaczej dzisiaj postrzegam i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. A jednak można usprawiedliwić zwyczaje owych ptaków. Podobnie jak i mój zamysł. Dzisiaj bowiem kończę lat siedemdziesiąt i kilka. Wiek okrąglutki jak dziurawa piłka futbolowa. Materiały jakie zdołałem zgromadzić zabałaganiły mój pokój, pokój w połowie emeryta energetyki polskiej, w drugiej zaś żołnierza WP. 
                 

Usprawiedliwiam się tym, że to nic innego, jeno ferment twórczy. To takie eleganckie słowo. Zdaję sobie też sprawę, że treści tej książki mogą być po części zjadliwe i gorzkie. Sarkazm ten starałem się niwelować właśnie, anegdotą, humorem i dowcipem. Tak postanowiłem., a tytuł książki brzmi "W oczekiwaniu na podagrę, czyli spostrzeżenia nie do końca stetryczałego emeryta" Dzisiaj po latach, moje skromne słowotwórstwo chcę oprawić w wynalazek Gutenberga, ot i tyle. To mój rzekłbym, emerycki dzihad.  Zatem sądzę, że nikt kto posiada chociażby średni IQ, nie dozna traumy na tyle, by wyzywać mnie na pojedynek. Ponadto nie jestem gotów na umieranie, dopóki nie posiądę ars moriendi, (sztukę umierania), do czego dążę całe życie. Nie spieszę się na razie do Domu Ojca, chociaż znam drogę. Tak oto wygląda przedmowa do mojego dzieła, które leży w szufladzie w oczekiwaniu na sponsora, który by pokrył koszty wydania, w ostateczności na zainteresowanie któregoś z czworga  wnucząt, ale to za lat kilkanaście, gdy mój pobyt na ziemskim padole będzie już wyłącznie pojęciem historycznym, a one dorosną. Ponoć dzieła sztuki (obrazy, książki, rzeźby) nabierają wartości po śmierci ich autorów. W tym miejscu informuję nadto, że moja książka, to lapidarne teksty informacyjne, częściowo pozyskane z liberalnej prasy, literatury i mediów. Teksty okraszone moją własną opinią w której bohaterami są zasadniczo postaci polityki, Kościoła oraz dziesiątki innych mniej lub bardziej barwnych osób. Książka nie ma nic wspólnego z gatunkiem literackim, określanym jako opowiadanie, kryminał, czy ogólnie biorąc, beletrystyka. Obok tegoż dzieła zbindowałem dziesięć  tomów (felietonów), które również mogły by być wydane, gdyby znalazły ochoczego sponsora. Te akurat każdy może znaleźć na moim blogu: www. abrozar.pl , lub skomentować na tonizar67@wp.pl  


sobota, 6 kwietnia 2019

ELEKCJE NARODOWE



Bieżący rok nad Wisłą wyjątkowo obfituje w elekcje.  Na razie bynajmniej nie królewskie. Jako żywo do końca 2019 roku nasz naród musi dokonać dwu wyborów ogólnokrajowych, a ściślej parlamentarnych. Musimy wybrać spośród nas poselstwo, które zasiądzie w Warszawie i Brukseli (Strasburgu). Programy owe wydaje się, powinny mobilizować naród, by w ławach poselskich i senatorskich zasiedli godni tych tytułów, takich, którzy zepchną z zapierdziałych foteli skompromitowanych zjełczałych osobników, typu Pawłowicz, Mazurek, Kempa, Szydło, Tarczyński, Babula, Czarnecki, Kruk, Sobecka, Sellin, Piotrowicz i wielu, wielu innych z rodowodem PiS. Aby to się ziściło, trzeba po prostu wygrać wybory, co wcale nie jest niemożliwe. Te pierwsze jak i te drugie. W kampanii do PE siłę pociągową stanowi była premierka Beata Szydło. Wyborcy ją znają z zawołania iż jakoby jej i przydupasom należały się dziesiątki tysięcy złotych w formie nagród. Pamiętamy jak wrzeszczała: Europo wstań z kolan! krzyczała głosem gosposi nawołujących kury do konsumpcji rozrzucanych przez nią plew, jednocześnie wymachując górnymi kończynami dla podkreślenia wielkości jej słów. Bez żadnej logiki, bowiem z kolan powinien wstać jej rząd, który posłusznie klęczy w każdą niedzielę przed księżmi. Cały świat wie, że  Europa jest świecka, zaś Polska to kraj wyznaniowy. Polska jest krajem suwerennym, powiada, to (po cholerę wstępowała do Unii, chyba że tylko dla pieniędzy- mój dopisek), a wy o tym zapominacie piszczała z trybuny, i godzicie się na postanowienia unijne. Nigdy nie zgodzimy się na Europę kilku prędkości, tak jakby miała w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia. Wiadomo, że ma wyłącznie jeden głos, czyli jak zwykle 27:1. Każde wystąpienie Beci Szydło w Sejmie przybliża nas do madame Le Pen, Orbana, Łukaszenki, a nawet Putina, powiedział były prezydent Aleksander Kwaśniewski i ma racje, bo on zawsze miał i ma racje, dzięki temu z łatwością wygrywał wybory, jako jedyny w nowej Polsce i to przez dwie kadencje. Prezydent Kwaśniewski był prawdziwym prezydentem mimo swoich, często kompromitujących upodobań.  Był prawdziwym prezydentem, a nie sztuką mięsa na fotelu belwederskim podległym szeregowemu posłowi na Żoliborzu. Wraz z moimi przyjaciółmi wstydzę się głośno powiadać, że obecny rząd jest moim rządem. 

Jest seksistowskim nierządem, który to najważniejszy dokument, czyli Konstytucję ma między nogami, patrząc od tyłu. Dlatego ja jako wyborca parlamentarny mam ten rząd, w tym samą Becię w bardzo podobnym miejscu, tyle że dużo głębiej. Mamy Wiosnę, nową partię z niezwykle liberalnym programem na Polskę. Nie sądzę by wygrała wybory w społeczeństwie aż tak doktrynalnie zindoktrynowanym ciemnotą, ale jednak może mocno pokrzyżować swoiste plany kaczystom, Plany na całkowite podporządkowanie kraju tej profaszystowskiej o średniowiecznych i dewocyjnych przekonaniach partii. Kto wykupi nasze długi spowodowane rozdawnictwem rządu w ramach akcji kupowania wyborców, tego nikt nie wie. Zanosi się, że martwić się o spłatę będą nasze wnuki, bo dzieci wraz z rodzicami ulegają propagandzie PiS. Zbliżamy się do Grecji, a nawet gorzej, ponieważ Grecja należy do strefy euro, zaś Polska to w gruncie rzeczy jeszcze bardzo zacofany mentalnie i gospodarczo kraj. W przypadku krachu naszej gospodarki, nikt w Europie nie kiwnie palcem by nas wyciągnąć z niebytu, jako że połowa naszych europosłów jedzie do Brukseli w celu szkodzenia Unii, z myślą o Polexicie. Bardzo tęsknią za dziadostwem ukraińsko – białoruskim podlanym sosem klerykalnym. Oby nigdy im się to nie ziściło. Jeżeli jednak by do tego doszło, wtedy już nie będziemy wybierać poselstwa, a powrócimy do wyboru królów, czyli tytułowej wolnej elekcji. Chociaż po jaką cholerę, skoro na naszym tronie już od pewnego czasu zasiada bardzo aktywny Chrystus ze swoją Matką, oboje otoczeni ramieniem zbrojnym ONR i MW.





NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...