poniedziałek, 29 czerwca 2015

WIEWIÓRKI DONIOSŁY



 
Mamy lato. Cieszymy się wszyscy, a radość najbardziej widać po zadowolonych buziakach dzieci, które to odebrawszy cenzurki zwane tytularnie świadectwami ukończenia czegoś tam, demonstrują otoczeniu owoce swojej dziesięciomiesięcznej wytężonej pracy. Niektórzy, ubogaceni czerwonym paskiem, dzięki Fejsbukowi chwalą się ową czerwienią publicznie. No i dobrze, mają takie prawo. Rzecz w tym, że to wcale nie był wysiłek dziesięciomiesięczny, a co najwyżej ośmio, no może dziewięcio, jako że „zarządzający” polskim szkolnictwem księża i świeccy katecheci w ciągu roku szkolnego co kilka dni, no może tygodni, podrywali dzieciaki z ławek by ich zagospodarować w ławach kościelnych w roli słuchaczy nauk rekolekcyjnych, oraz innych mszy okazjonalnych za dusze kogoś tam ważnego dla Kościoła.
 


Odliczywszy zatem setki godzin nauki religii, rozumianych bardziej jako umacnianie wiary a nie nauczanie czegokolwiek, to rzeczywiście można zaryzykować, że rok prawdziwej nauki mocno nie wykracza poza osiem miesięcy. Jeszcze tylko lanie i wakacje, powiadają słabi uczniowie powracający do domu z marną cenzurką. Dobrze jest, że mamy już prawdziwe lato. Temperatury w normie śródziemnomorskiego klimatu ze wskazaniem na zwrotnik raka. Przyroda mocno przyśpieszyła z wegetacją, częstując nas urodzajem czereśni, truskawek, malin i młodziutkiej pachnącej jak kwiaty włoszczyzny. Ptactwo, jeszcze tak głośne miesiąc temu, wyraźnie zamilkło usadowiwszy się w gniazdkach na złożonych jajeczkach w oczekiwaniu na potomstwo. Ponieważ lato nie tylko należy do dzieci i młodzieży, toteż dorośli, ci dorośli, którzy odczuwają szczęście z wykonywanej pracy na ulubionych etatach, planują swój wypoczynek w ramach im należnych urlopów. Jedni, czyli ci na dobrze płatnych stanowiskach choćby w korporacjach, a także właściciele względnie dochodowych firm przeglądają prospekty reklamowe biur turystycznych, łypiąc oczami na kolorowe obrazki z Egiptu, Bali, Karaibów, w ostateczności hiszpańskiej Costa Brawa, albo niezliczonych wysp Chorwacji.


 Inni, którzy na wypoczynek rodzinny odkładali z swojej marnej pensji cały rok po parę złotych, kosztem kwalifikacji swojego statusu w sektorze przedsionka biedy, wyjadą środkiem masowej komunikacji co najwyżej do gospodarstwa agroturystycznego na Mazurach, ewentualnie do jakowejś wioski rybackiej nad Bałtykiem, bo nawet na wyjazd na Podhale nie każdego stać, jako że górale rozpieszczeni rozrzutnymi turystami z Rosji stali się zaborczy i chciwi na dutki. Większość z nas Polaków niestety musi pozostać w wakacje w domach przyduszając biedę groszem z zasiłków, albo wcześniej odłożonymi zaskórniakami. Ci Polacy, którzy przewidując rozkosze III RP wysłali swoje pociechy do pracy na Zachodzie mogą oddychać w miarę normalnie, ba, wielu z nich w ramach wakacji wybierze się w odwiedziny do Dublina, Londynu, Hamburga albo Sztokholmu. Oczywiście pod warunkiem, że podróż i gościnę zafundują im dobrze ułożone dzieciaki, które jak słychać nie mają zamiaru w najbliższym czasie wracać do gniazd między Bugiem i Odrą. Oni już tam na tyle się urządzili, że planują swoje życie poświęcić obcej, a nawet coraz bardziej swojej nowej ojczyźnie. Okazuje się, że wstrzymują też przysyłanie do Polski części zarobionych tam euro i funtów, z zamiarem budowania nowej, trwałej stabilizacji. Tak to wygląda z naszymi polskimi wakacjami. Jeszcze trzydzieści lat temu, wiele polskiej, szczególnie miejskiej młodzieży poświęcało pierwszy miesiąc wakacyjny na zarobkową pracę na wsi, szczególnie przy żniwach, po to, by w drugim miesiącu poszaleć w górach, nad morzem, a nawet za granicą. Dzisiaj w wakacje młodzi ludzie owszem, jadą za granice, niestety nie po to by leniuchować w okolicach Saint Tropez, czy Sewilli, zaś po to, by zarabiać zbierając tam truskawki lub szparagi, albo zmywać naczynia w restauracjach. Wielu z nich zarobione pieniądze, po powrocie przeznaczy na płatne, prywatne, choćby liche studia.

 
Umowne wiewiórki doniosły nam Polakom wiele innych wakacyjnych informacji, szczególnie z podwórka politycznego. Do zarządzania krajem aspirują dwie warczące na siebie panie. Jedna z nich to dotychczasowa pani premier, z biblijnym imieniem Ewa, zaś nazwiskiem cmentarnym Kopacz, druga zaś to wystawiona przez szefa opozycyjnej partii, z imieniem bohaterki z piosenki Laskowskiego „dziewczyna z Albatrosa” Beata, nazwiskiem wyjętym prosto z worka, Szydło. Nazwisko, które prześmiewcy z opozycji nazwali słowem straszydło, z czym bym się do końca nie zgodził, bowiem jest to kobieta jako tako przystojna posługująca się przytłumionym głosem wielu ulubionych piosenkarzy, choćby Charlesa Aznavoura. Obie panie rywalizują w kampanii przedwyborczej przemieszczając się po kraju. Jedna autobusem podarowanym jej przez zwycięskiego Andrzeja Dudę, zaś druga testuje okrzyknięte wygodami i luksusem podróże Pendolino. Kilka lat temu w Sejmie wnioskowano, by do władzy w ramach parytetu płci dopuścić więcej kobiet, aż tu masz, ni z tego ni z owego władza całkowicie przeszła w delikatne damskie rączki, bo trzeba pamiętać, że drugą osoba w państwie, czyli marszałkiem Sejmu też jest kobietą, o ładnie brzmiącym imieniu Małgosia. Gdyby wybory na prezydenta Polski jakimś cudem wygrała Magdalena Ogórek, mielibyśmy absolutny matriarchat. Wydawało by się, ale tak nie jest. Kobiety polskie mają niewiele do powiedzenia w codziennym życiu. Są traktowane po macoszemu w ustawach rządowych, podlegają przemocy w rodzinie, mniej zarabiają i w ogóle jako katoliczki, w myśl zapisów wyznawanej religii są pomiatane jako podległe swoim mężom, ojcom i szefom. Uchwalone w bólach ustawy o zwalczaniu przemocy w rodzinach, oraz ostatnio o in vitro, która ma wspomagać finansowo owe zabiegi, polski Kościół nazwał komuszymi, bezbożnymi, ateistycznymi, wręcz z piekła rodem, ba, nawet straszył głosujących posłów na rzecz uchwały ekskomuniką. Na szczęście strachy te odnoszą coraz mniejszy spodziewany przez biskupów skutek i tak trzymać, chciałoby się rzec. Walka o władzę trwa. Pomiędzy dwa partyjne oddziały PO i PIS wpycha się rockendrolowiec nazwiskiem Kukiz, bliżej znany jako rozrabiacz, homofob i kumpel kiboli, o przekonaniach zbliżonych do partii Kaczyńskiego.

 
Wymyślił sobie hasło wyborcze, które brzmi JOW, czyli Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, dla wielu Jednokukizowe Okręgi i nawijając na uszy dyrdymały sobie podobnym, mało zorientowanym politycznie młodym, nieco zbuntowanym ludziom zbiera śmietankę, licząc na sukces. Nie sądzę by mu się powiodło na tyle, by miał w przyszłym Sejmie cokolwiek do powiedzenia, ponieważ on nie posiada żadnego realnie postrzeganego planu dla Polski. W tych pięknych okolicznościach przyrody jest to dosłownie jednokukizowy wyskok.

Obrazki od góry:
1.Jedziemy na wakacje.
2.Swiadectwo z paskiem
3.Karwia n. Baltykiem: morze, las, plaza, domki.
4.Rywalki do fotela (Kopacz-Szydło)
5.Trzeci rywal Kukiz. 

piątek, 26 czerwca 2015

TRWAJCIE...


Gdy przychodzi do oceny pontyfikatu Jana Pawła II, od razu padają hasła: pedofilia, oraz inne wykorzystywania seksualne. I najczęściej papieżowi dostaje się nie tylko za milczenie. Myślę, że On był ślepy na takie sprawy, mówią znawcy spraw watykańskich. Najgłośniejszy z takich przypadków to sprawa Marciala Degollado, założyciela zgromadzenia Legion Chrystusa, o którym piszą w opracowaniach na całym świecie, a który był bardzo trudny dla papieża. Był on weryfikowany przez watykańskich urzędników jeszcze w latach 50. i wtedy Degollado oczyszczono z zarzutów, aczkolwiek już dość śmiało się mówiło o zboczeniach Marciala, tym bardziej dwadzieścia lat później, gdy prasa podejrzewała go o to, że nawet gwałcił własne dzieci i ponoć spłodził z córką dziecko.
 


 

O tym papież Jan Paweł II powinien wiedzieć. Przed zdecydowaną reakcją powstrzymywał się po pierwsze, że Marcial dostarczał Watykanowi kupę kasy, o którą cały pontyfikat JPII zabiegał jak tylko mógł, zaś po drugie, to papież musiałby pokazać światu problem pedofilii wśród księży. Tego nie chciał, dlatego że sam wydał dla biskupów „edykt” w którym zobowiązał ich do milczenia. To był ogromny błąd naszego rodaka na stolcu papieskim, o czym w naszym kraju się nie mówi i wiadomo dlaczego. Otóż ten święty ponad wszystkimi świętymi, który zasiadł po „prawicy Ojca”, w ciągu swego pasterstwa całkowicie pobłądził w kwestii zarządzania Kościołem. W wyniku jego zaleceń dla wiernych, zakazującym stosowania prezerwatyw rozszalał się wirus AIDS i głód. Uświęcał on tych, z których miał korzyści dla Watykanu, np. Matkę Teresę. Ponadto nie tylko chodzi o brak reakcji na tysiące zboczonych prostych księży w skali świata, ale również o brak reakcji na owe zboczenia duchownych z dostojeństwem arcybiskupim. To przecież JPII powierzył światowej dyplomacji abp Józia Wesołowskiego, pierwej go wyświęcając z ochotą na kolejne zaszczyty, począwszy od wikarego aż do arcybiskupa. Czynił to z ochotą, bo Wesołowski to jego ziomal z Podhala. Wiadomo też, że zanim Józio Wesołowski rozprawiczył kilkoro dzieciaków z Dominikany, wcześniej przez lata „dyplomacił” (bardziej szmacił), ich w kilku innych krajach na dwu kontynentach. Jeżeli ktokolwiek przypuszcza, że tam był grzeczny, ten dureń do entej potęgi. Czy to najważniejszy błąd Karola Wojtyły?, a skąd!. Ostatnio papież Franciszek wstrzymał kanonizację beatyfikowanego przed laty przez JPII zakonnika chorwackiego Alojza Stepinaca. Wojtyła go beatyfikował mimo że istniały dokumenty wskazujące w 100 procentach na to, że Stepinac to zbrodniarz wojenny, współbudowniczy obozów koncentracyjnych dla Żydów, Serbów, Cyganów i innych nacji poza katolickimi Chorwatami. O tym, i o wielu innych zbrodniach dot. Stepinaca papież wiedział, bo jakże by inaczej.
 
 
Przecież nie był izolowany od mediów. Po wojnie, Stepinac został uznany winnym kilkunastu stawianych mu zarzutów, w tym tworzenia aparatu faszystowskiej władzy, współpracy z Gestapo i SS, wspierania czystek etnicznych i zawłaszczania majątku po zabitych. Został skazany na 16 lat więzienia. Po pięciu latach prezydent Jugosławii Josip Broz-Tito przeniósł go do aresztu domowego. Zmarł dopiero w 1960 roku. Po beatyfikacji umieszczono jego święte prochy w katedrze w Zagrzebiu w specjalnym sarkofagu. Widziałem to dzieło naocznie. Przeciwko zbliżającej się kanonizacji patrona Chorwacji zaprotestowała serbska Cerkiew i odniosła sukces. Papież Franciszek odsunął proces w czasie i nakazał powołanie dwustronnej komisji, która sprawdzi, czy chorwacki duchowny rzeczywiście zasługuje na świętość, ale jak wiadomo, dusza człowieka z takim życiorysem nie powinna pałętać się wśród tych co bawią się na balu wszystkich świętych, gdzie sypie się złoty kurz. Jan Paweł II czynił wszystko by do niebios wprowadzić jeszcze innego ze swoich poprzedników, a mianowicie papieża Piusa XII, kolejnego sprzymierzeńca Hitlera, papieża faszyzmu. Faszyzmu, zarówno niemieckiego, włoskiego jak i hiszpańskiego. Organizatora ucieczek setek SS manów do Ameryki Południowej. Za złote dobra mogli oni uzyskiwać fałszywe paszporty z godłem Watykanu, pozwalające na bezpieczną podróż do Brazylii, Argentyny, Boliwii lub Urugwaju.
 



Nasz papież chciał Piusa też ulokować na ławie świętych, ale coraz głośniejsze krytyczne wypowiedzi polityków świata nieco przyhamowały Jego zapędy. Hamulcowym też nieco okazał się następca, papież Ratzinger, bowiem, jako młody człowiek także miał na sumieniu faszystowskie grzeszki. Czym zatem kierują się papieże i ich sztab watykański podejmując tak obłudne, a czasem wprost zbrodnicze decyzje. Dlaczego pozwalają na nikczemne duszenie prawdy, często poprzez bolesne dla wiernych postanowienia. Mam na myśli upodlenie przez biskupa Henryka Hosera lubianego przez parafian, oddanego służbie Bogu i ludziom księdza Wojciecha Lemańskiego, poprzez wypędzenie go z ukochanej parafii. Upodlenie przez kogo?. Przez człowieka, który sam nie ma najczystszego sumienia. Ubrudził go podczas posłannictwa w Rwandzie, gdy katolickie Hutu na jego oczach milionami zabijało plemiona Tutsi. Na nic więc zdały się błagalne odwołania ks. Lemańskiego do Watykanu, bowiem zanim cokolwiek dotrze do rąk papieskich trafia do „czystych” wypielęgnowanych rączek setek przyjaciół Henryka Hosera. BEZNADZIEJA, prawdziwa BEZNADZIEJA, mimo nawoływania do wiernych: trwajcie w NADZIEI, trwajcie w wierze, trwajcie u boku świętości Jana Pawła II i innych ojców już za żywota świętych. Niekoniecznie u boku tego aktualnego, czyli Franciszka. Tego papieża nie nazywa się ojcem świętym, tylko papieżem Franciszkiem ewentualnie tylko Franciszkiem. Jestem przekonany i w tym przekonaniu nie osamotniony, że gdyby zamiast Ratzingera, na papieża był wybrany zaraz po śmierci JPII kardynał Bergollio, nigdy by nie doszło do kanonizacji naszego narodowego idola, a Stanisław Dziwisz nie miałby relikwii do prowadzenia swoich interesów.
Przeczytaj także: http:// himavanti.wordpress.com/jan-pawel-ii/




 
P.S. W polskim parlamencie w XXI wieku posłowie stanowiący prawo, posługujący się rozumem, zaprosili księdza, żeby z każdego kąta wodą święconą wypraszał diabła po Palikocie. Gdzie jest kancelaria Sejmu? Czy można takie egzorcyzmy wykonywać zgodnie z regulaminem Sejmu? Gdzie jest jakaś komisja etyki? To jest skandaliczna historia – mówił w programie „Polityka przy kawie” Janusz Palikot. I pytał, czy człowiek, który wierzy w diabła, może stanowić sensowne prawo.
 

 
Foto od góry:
1.Karol Wojtyła z "rodziną" i przyjaciółmi.
2.Zbrodniczy ks. Macial, przyjaciel JPII.
3.Sarkofag Alojzego Stepinaca.
4.Pierwszy z prawej Stepinac w towarzystwie faszystów.
5.Egzorcyzmy w polskim Sejmie.



środa, 24 czerwca 2015

TORUŃ TO GOTOWA SCENA


O Toruniu, jako o gotowej scenie filmowej pisała prasa wielokrotnie, tedy wypada i mnie kilka zdań temu poświęcić. Wyjątkowo charakterystyczne dla gotyku budowle i uliczki były i są gotowcami scenerii do kręcenia filmów, których akcja rozgrywa się w latach średniowiecznych, aż do lat, gdy Polska, a więc i Toruń (Thorn po niemiecku) żyła pod rozbiorami. Toruń w swej historii doświadczył szczególnie pruskiego bata, wcześniej bata krzyżackiego. Bunt mieszkańców miasta, oraz spalenie zamku krzyżackiego w okresie wojen w wieku XV w następstwie zwycięskiej
 
 
Bitwy pod Grunwaldem, doprowadził w finale do zawarcia dwu historycznych Pokojów Toruńskich w roku 1411 i 1466, oraz powrotu na polskie łono ziemi toruńskiej i chełmińskiej, którą tak hojnie Konrad Mazowiecki podarował Krzyżactwu kilka set lat wcześniej. Dzisiaj Starówka toruńska, jak powiadam, stanowi plan dla filmoteki światowej. Małe, wprost tylko dopieszczenia w postaci zdjęcia lub zaklejenia współczesnych napisów i reklam i plan jest gotowy. Takie ulice jak Piekarska, Zamkowa, Żeglarska, Piekary, Podmurna, Jęczmienna, Szewska, Flisacza, Garbary, Nowy i Stary Rynek, gościły ekipy filmowe nie tylko z Polski i Europy, ale także filmowców z amerykańskiego Hollywood, oraz ekip japońskiej i hinduskiej. Wiele polskich filmów fabularnych, przechowywanych w zasobach Filmoteki Polskiej, rodziło się w Toruniu. Architektura miasta posłużyła przy nakręcaniu m.in. takich dzieł jak: Jeszcze nie wieczór, Sukces, Wrony, Rok spalonego słońca, Prawo i pięść, Noc duchów, Ludzie z Wisły, Zamach, Kolorowe pończochy, Mój stary, a także jakże dziś kultowy film Rejs. Z przyjemnością wspominam osobisty udział jako epizodyczny statysta w ekipie DEFY NRD -owskiej, gdzie jako Offizielle Birgermeister der Stadt, czyli urzędnik ratusza miejskiego, miałem okazję popatrzeć jak wygląda kręcenie filmów fabularnych. Był to film kręcony w roku 1980, na podstawie książki Johannesa Bobrowskiego. Jakże miałbym nie pamiętać polskich aktorów, którzy w obsadzie niemieckiej dopełniali fabuły:

 
Niemczyka(+), Cembrzyńskiej, Szmigielówny(+), Skarżanki(+), i Grynia(+). Toruń jako miejsce urodzenia dał początek życia i dorastania takim dzisiejszym tuzom filmu polskiego jak: Janusz Andrzejewski, Anna Antonowicz, Adrianna Biedrzyńska, Piotr Cieślak, Iga Cembrzyńska, Małgorzata Kożuchowska, Joanna Koroniewska, Bogusław Linda. Z regionalnej toruńskiej telewizji zabrano do Warszawy prezenterkę Katarzynę Dowbor. Obok zabytkowych ulic, za plenery do filmów służą obiekty Bulwaru Filadelfijskiego, ulicy biegnącej wzdłuż nabrzeża Wisły. Stąd bierze początek fabuły wspomniany wyżej Rejs. Z pobliskiego mostu, do Wisły skakali ochotnicy (zima) podmieniający rolę m.in.
 


Wojciecha Siemiona i bodajże Stanisława Mikulskiego w filmie Zamach na Kutscherę. W rzeczy samej, czyż rzeczywiście miasto Toruń nie jest miastem kultury i sztuki?. Ależ jest to oczywista oczywistość, jak powiadał klasyk. Jest, właśnie w rzeczy samej, bowiem do Torunia warto zawitać chociażby po słynne katarzynki, pierniki pachnące na wszystkich dobrych stołach.
 
Fotki od góry:
1.Herb miasta. Toruński Anioł.
2.Starówka torunska.
3.Autor bloga jako Birgermeister w filmie "Młyn Lewina" 1980.(z lewej).
4.Dwór Artusa, obiekt wykorzystany przez Majewskiego w filmie Excentrycy.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

ACH TEN MÓJ TORUŃ

 
Mój Toruń, czyli "Kraków" północy. Miasto w swej istocie wyjątkowe. Jako jedyne w Polsce posiada Starówkę w całości zaliczoną przez UNESCO do zabytków klasy zero. Miasto Mikołaja Kopernika z liczącym się w kraju i na świecie uniwersytetem, któremu nadano imię odkrywcy, że jednak Ziemia huśta się wokół Słońca a nie odwrotnie. UMK, pozostaje kontynuatorem uniwersytetu wileńskiego im. Stefana Batorego, jako że po wojnie rozgraniczono nasze braterstwo z Litwą. Toruń to miasto kultury.
 
 
Studiuje tu dużo więcej młodzieży niżeli w co najmniej dwa razy większej Bydgoszczy. Teatr im. Wiliama Horzycy w czasach gdy szczyciłem się tym, że jestem mieszkańcem tego miasta, organizował od lat liczące się w kraju festiwale w tym festiwal Kontakt, wcześniej festiwal teatrów Polski Północnej i kilku innych prezentacji, często na antenie ogólnopolskiej. Było to możliwe dzięki dotacjom dużych zakładów pracy i fabryk np. Toruńskiej Elany, Merinotexu, Apatora, Towimoru, oraz innych, instytucji, m.in. toruńskiej Energetyki, w której miałem zaszczyt pracować przez wiele lat. W Toruniu zamieszkiwałem od 1976 roku aż do roku 2008, a więc przez lat 32. Pokochałem ten diament urbanistyczny w Polsce. Swego czasu podczas wywiadu telewizyjnego z Jerzym Urbanem, na pytanie jakie miasto uważa on za najpiękniejsze usłyszałem odpowiedz: w świecie to Londyn, zaś w Polsce, Toruń. Oba te miasta są pięknie położone po dwu stronach najważniejszych krajowych rzek. Oba kipią piękną architekturą, wyjątkowymi zabytkami i pewnym tajemniczym urokiem. I chociaż ponad Londyn osobiście przedkładam stolicę Francji, to z całą resztą jego wypowiedzi się zgadzam.
Mój Kraków północy jest wielokrotnie mniejszy od stolicy Małopolski, ale ma w sobie coś. Ma osobliwe budowle ulokowane w czystym gotyku, jak piękny Ratusz, na dziedzińcu którego 200 lat temu ścinano głowy szubrawcom i złoczyńcom, Krzywą Wieżę, stare gotyckie kościoły. W jednym z nich, w katedrze św. Janów ochrzczono najsłynniejszego dotychczas obywatela miasta, oseska Mikołaja Kopernika. Katedra szczyci się drugim co do wielkości dzwonem w Polsce zwanym Tuba Dei (głos Boga). Stary Rynek zdobi unikalny w formie pomnik Flisaka. Pomników w Toruniu w przeliczeniu na ilość mieszkańców jest nawet za dużo.
 


 

Najsłynniejszy oczywiście to już historyczny pomnik Kopernika, ale też stoi dumny Piłsudski, oraz kilku Janów Pawłów II. Jest też Popiełuszko w formie wyjątkowo mało sympatycznej. Tu i ówdzie natknąć się można na pomniki i popiersia, np. gen. Elżbiety Zawadzkiej (cichociemna), Kargula i Pawlaka, albo Lengrena w postaci Filutka z „Przekroju”. O zabytkach toruńskich można było pisać epopeje, bo i rzeczywiście napisano je. Chciałbym jednak zatrzymać się nad tematem toruńskiej kultury, bo dzięki Wydziałowi Sztuk Pięknych UMK, miasto wydało Polsce, a nawet światu wielu mistrzów nie tylko pędzla, witrażownictwa, ale też restauratorów najważniejszych w świecie zabytków.
Toruńscy specjaliści od renowacji architektonicznych i malarskich w swoich kitlach pracują na rusztowaniach pod sklepieniami historycznych świątyń i obiektów muzealnych w Niemczech, Francji, Holandii oraz wielu innych miast zabytkowych świata. Świadczy to o klasie absolwentów. Wielu liczących się malarzy w Polsce to również absolwenci toruńskiej uczelni. Osobiście szczycimy się z Małżonką przyjaźnią z Marią Szurmiej, prywatnie wdową po naszym przyjacielu Wiesławie, kawalerze medalu honorowego Thorunium, któremu poświęciłem po Jego nagłej śmierci osobny post na moim blogu. Dzieła Marii podziwialiśmy na wernisażach i wystawach krajowych, w tym w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą. Maria Szurmiej ukończyła studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
 
Dyplom z malarstwa w 1977 roku w otrzymała w pracowni prof. Stanisława Boryswoskiego. Laureatka III Nagrody Prezydenta Miasta Torunia w konkursie “Dzieło Roku 2006”. Prace artystki znajdują się w zbiorach prywatnych oraz w instytucjach w kraju i zagranicą, a także w Muzeum Okręgowym w Toruniu i Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą.
Przypomnę, że  toruńskim Uniwersytetem szczycą się inni znani absolwenci różnych wydziałów, m.in. Janina Ochojska, pisarz Janusz Wiśniewski, jazzmen, Bogdan Hołownia, prezydent miasta Torunia Michał Zaleski i wielu innych postaci znanych w gospodarce państwa i polityce. Na uwagę zasługuje wydział prawa, jeden z najlepiej ocenianych w kraju, oraz żadki bodaj w Polsce wydział astronomii, co jest zrozumiałe ze względu na patrona uczelni. Wydał on światu m.in. słynnego odkrywcę nowych planet profesora Aleksandra Wolszczana, który to opuścił nasz kraj po ponoć krzywdzących oskarżeniach rodem z IPN.
Pracuje obecnie na rzecz USA, a nie dla swojej ojczyzny. Słuchałem jego wywiadu w miejscowym radiu. Też kochał swoje miasto, podobnie jak ja, bo jest za co. Z goryczą mówił, że nie potrafi żyć i pracować w środowisku, gdzie religię stawia się ponad nauką. Pominąwszy niezbyt chwalebną instytucję, jaką jest chociażby Radio Maryja, ale też już zaszły incydent procesu sądowego po morderstwie popełnionym na ks.Popiełuszce, Toruń trzeba kochać. Dzisiaj po oddaniu do dyspozycji mieszkańców wielu nowoczesnych obiektów, jak nowy most przez Wisłę, halę sportową na europejskim poziomie, halę widowiskową, najładniejszy w Europie stadion żużlowy zwany „Motoareną”, szerokie i wygodne dla zmotoryzowanych rozwiązania komunikacyjne, tym bardziej Toruń ma się czym szczycić i to w dwójnasób. Vivat.
 
Fotki od góry:
1.Nowoczesne rozwiazania komunikacyjne z przeprawą przez Wisłę.
2.Rektorat UMK (fragment)
3.Ratusz miejski i pomnik Kopernika.
4.Malarka toruńska Maria Szurmiej.
5.Jeden z obrazów Marii
6.Prof. Aleksander Wolszczan, astronom światowej sławy, odkrywca nowych planet.
 


sobota, 20 czerwca 2015

POŻAR W BURDELU


            
„Sami swoi”, „Żałosne”, „Przepraszam państwa”, „Trwoga”, „Po ptokach”, „Słodkie życie p(osła)”, „Koń jaki jest” i kilka innych postów zatytułowanych bardziej lub mniej atrakcyjnie pokazuje jakiż to bałagan mamy w kraju. Niektórzy obywatele zwą go po prostu burdelem. Afera goni aferę, skandal za skandalem. Władza nie nadąża ze sprzątaniem, bo zanim zaprowadzi względny porządek, to już ktoś następny zapaskudzi kraj. Rząd na czele z panią premier Kopacz pomocy upatruje w modlitwach, a nawet w samym Watykanie, co stanowi ponoć kupę śmiechu w telewizjach świata, jako że pani premier w pozycji klęcznej liże łapki papieskie. BURDEL panie sąsiedzie, BURDEL i nic więcej, usłyszałem w odpowiedzi na postawione pytanie: co tam słychać panie sąsiedzie, a wie pan czemu?, teraz on mi postawił pytanie i natychmiast sam odpowiedział:. To wszystko przez nienawiść, narastającą nienawiść, która ma źródło w kościele i w polityce. Księża i biskupi głoszą nienawiść do tych których nie widzą na głoszonych kazaniach, do tych co nie zgadzają się z ich teoriami w sprawie in vitro, aborcji, a teraz nawet związków partnerskich, już nie wspomnę o małżeństwach jednopłciowych, nienawiść do agnostyków i niewierzących. Głoszą jakieś mało przekonujące, wręcz głupoty o gender, by tylko osłonić pedofilów w sutannach i nie płacić odszkodowań. Z kolei politycy są przyczyną nienawiści między wyborcami swoich partii jak i partii opozycyjnych. Między zwolennikami teorii Macierewicza dot. przyczyn katastrofy smoleńskiej jak i tych , którym wystarczyły dowody zapisane w protokołach komisji śledczej ds. wypadków lotniczych.
 
 
To wszystko rodzi nienawiść. Nienawiść połowy społeczeństwa do tej drugiej. A wiadomo, że nienawiść powoduje zamulenie rozumu. Polacy są smutni. Polacy są zamyśleni idąc do pracy, do kościoła, na zakupy. Wyglądają jakby wracali z pogrzebu członka najbliższej rodziny. Uśmiech u Polaków wywołuje na krótko tylko jakiś przygłupi skecz kabaretów, których się namnożyło jak chrabąszczy w lipcu. Polak jako taki wyjeżdżający za granicę, chociażby do Czech, już nie mówiąc o Francji, Anglii czy Niemczech jest rozpoznawalny w mgnieniu oka. Ma smutną twarz jak Anna Maria z piosenki Seweryna Krajewskiego. Jest zamyślony, jakby odpowiadał za losy świata. BURDEL jasny gwint. Choćby dzisiaj, gdy jakiś niewydarzony działacz dawnej Samoobrony, jakiś tam Stonoga który doszedł do pieniędzy na tyle, by nazwać się biznesmenem, w porozumieniu z osobami mającymi dostęp do kręgów prokuratorskich, opublikował w internecie prawie wszystkie materiały z kelnerskich podsłuchów poważnych polityków, przez co na cztery miesiące przed wyborami parlamentarnymi doprowadził do przesilenia rządowego, bowiem premier wywaliła kilku z nich z Rady Ministrów, powołując w trybie nagłym na ich miejsce zupełnie nieznanych ludzi za wyjątkiem jednego, to znaczy znanego kardiochirurga na stanowisko ministra zdrowia. Zrobił się rzeczywiście burdel polityczny, bo nie można być jednocześnie ministrem zdrowia, oraz podwładnym tegoż ministra jako dyrektor szpitala. Podobny opisał pan Dołęga Mostowicz w swej jakże popularnej powieści „Nikodem Dyzma”. Smutne społeczeństwo, smutny rząd, smutna nawet opozycja, bowiem zafrasowana kombinuje jak tu przypieczętować jesienią pełne zwycięstwo wyborcze w Polsce po zdobyciu Pałacu Prezydenckiego.
 
 
Przy tym wszystkim ogłupieni do reszty, wyborcy pogubili się już całkowicie w budowaniu swej przyszłości opartej na prawdziwej demokracji, wolności słowa, oraz dążności do europejskich zdobyczy praw człowieka. Wydaje się że zbyt dużo zdrowo myślącej młodzieży i zdolnych rodaków opuściło nasz kraj pozostawiając jego losy w rękach nieudaczników i rozmodlonych półniewolników, których wiedza najczęściej opiera się na pouczeniach głoszonych przez proboszcza i biskupa, bo wiadomo, że ponad połowa Polaków w ciągu roku nie czyta ani jednej książki. Gorzej, biblii też nie zna. W takim społeczeństwie rodzą się potwory polityczne w postaci Kukizów, Korwinów Mikke, albo wręcz profaszystowskie kibolskie ugrupowania  jak NOP i inny Ruch Narodowy, które to gremialnie na dniach mają swój coroczny zlot na Jasnej Górze. Polska według propagandy PO ponoć dobrze wygląda na tle Europy, gorzej zaś u siebie. Bezrobocie, umowy śmieciowe, nędzna służba zdrowia, zarobki pozwalające milionom tylko na wegetację, to wyjątkowo dobra gleba dla ekstremy politycznej, jakże przypominającej te z lat dwudziestych w Niemczech i Włoszech. BURDEL jest rzeczywisty panie sąsiedzie, przyznałem rację, tylko panienek w nim brak, bo co ładniejsze wymknęły się na zachód na podobne "etaty", ale lepiej płatne. W Klubie Komediowym w Warszawie wystawiono sztukę kabaretową pod tytułem: "Pożar w Burdelu". Na pierwsze spektakle ludzie szli z rezerwą, bo co na to powie nasz proboszcz. Jednak już po kilku dniach, kiedy okazało się, że "Pożarowi w Burdelu" bliżej do Kabaretu Olgi Lipińskiej niż do dowcipu biesiadnego - byli kupieni. Fama o brawurowym kabarecie szybko się rozeszła, już na trzeci spektakl nie można było dostać biletów. Tenże pożar w burdelu skojarzył mi się ze skandalami politycznymi i nie tylko politycznymi w Polsce. Być może w takim zamieszaniu znajdzie się ktoś, kto roznieci pożar na skalę całego kraju. Oj, uchowaj Boże. Wszak taki pożar trudno by było ugasić, bowiem główny strażak wygaszający zarzewia pożarów w Polsce od ośmiu lat Donald Tusk, uciekł do Brukseli też na lepiej płatną posadę.
 
Fotki od góry:
1.Pożar w Burdelu -sztuka scenicza.
2.Klasztor Jasnogórski w oczekiwaniu na kiboli i neofaszystów
3Wyprawa po błogosławieństwo dla partii.

środa, 17 czerwca 2015

SAMI SWOI

 
Pan Mirosław Drzewiecki, kręcący się przy tandemie Tusk - Kopacz po wyschnięciu łez na jego policzkach, znów trafia w objęcia Platformy. Widać już, że zasoby polityczne partii rządzącej się wyczerpały, skoro ta partia wyciąga ręce po tak skompromitowanych osobników jak właśnie  mister Mirosław Drzewiecki.
"Ten pan pasuje do PO, a PO do tego pana, nazwiskiem Mirosław Drzewiecki. Stał się on sławny wielokrotnie. Raz - gdzie "zapisano" go do zespołu : "Miro, Rychu i Zbychu", czyli afery hazardowej, którą polski, jakże „niezależny” od PO sąd, uznał za niebyłą, a Daniel Sainz z ambasady USA w depeszy do swego rządu określił , jako największy skandal", pisze jakiś internauta. Później było futro pani małżonki w USA, w towarzystwie (już nie powiem kogo) i oczywiście - słynna, choć zapomniana blisko milionowa premia dla Rafała Kaplera za pilnowanie budowy Stadionu Narodowego. „Sami swoi”, a nawet „kochaj albo rzuć” z tym, że okazało się iż miłość wzajemna swoich partyjniaków jest wieczna i o rzuceniu mowy nie ma. Po prostu na to „Nie ma mocnych”. Wszystko jak w popularnym serialu Sylwestra Chęcińskiego.
Nie jestem wyborcą Platformy, a tym bardziej Prawa i Sprawiedliwości, a kto wie, czy jestem dzisiaj wyborcą jakiejkolwiek partii w Polsce, ale wpuszczanie na salony Platformy człowieka tak skompromitowanego, nie tylko poprzez aferę hazardową, która jako żywo prawdopodobnie przyniosła mu fortunę pozwalającą na zakup domu na Florydzie, oraz zamieszkiwanie tam jego najbliższych, ale też poprzez jakże zafajdaną sprawę kradzieży futra przez jego małżonkę w tamtejszym markecie można nazwać super skandalem. Czyżby ta pani ukradła owe „szynszyle”z biedy?, z zimna?, czy tylko dla lansu?
 
 
My nie wiemy, ale pan Drzewiecki, były minister sportu, bez większych sukcesów na stanowisku, za to rozrywany towarzysko wie doskonale dlaczego małżonka aż tak upadła. Pani premier, koleżanka, jak by nie było pana Drzewieckiego zapewne za to wie, dlaczego Tusk wywalił Drzewieckiego i dlaczego jako polski polityk najważniejsze interesy prowadził aż za oceanem. Otóż jak się okazuje stara miłość nie rdzewieje. Może to posłużyć jako żywy materiał na scenariusz czwartego odcinka z serii „Sami swoi”. Panie Sylwestrze Chęciński, do dzieła - naród trzeba ponownie rozweselić.
 
Fotki od góry:
1. Główni bohaterowie serialu.
2.Pan Mirosław D. z premierem Tuskiem.


wtorek, 16 czerwca 2015

ŻAŁOSNE


 
Po 10 latach rządów prawicy Polską rządzi Stonoga, Falenta, kelnerzy, taśmy i chińskie serwery. Tego chcecie? Mieliśmy prezydenta niezgułę, teraz będziemy mieli młodego bigota. Mamy panią premier, która za to, że jej chłopcy trochę narozrabiali, przeprasza wyłącznie swoich – koleżanki i kolegów z PO. My się nie liczymy, nas nie ma. Nasza „wolność” jest precyzyjnie określona: szanować ich prezydenta, ich premiera, ich ministrów, ich „żołnierzy wyklętych” i okazywać wdzięczność za ich „wolność”. Nie mamy prawa czuć się zażenowani, obrażani i poniżani ich chamstwem, pazernością, butą i obłudą. Nas nawet nie trzeba przepraszać, jesteśmy obywatelami drugiej kategorii – mamy na nich głosować, płacić podatki, żeby ich utrzymywać i siedzieć cicho! Chcecie siedzieć cicho?!”, pisze Marek Barański, lewicowy dziennikarz „Trybuny”.W tym opływającym w dobrobyt, syci walutą unijną i pewni siebie ludzie prawicy, od 10 lat rządzący masą upadłościową tego co pozostawiła lewica i PRL nie słyszą strachliwie wypowiadanych głosów buntu ze strony nieistniejącej praktycznie lewicy. Czyżby strach przed Kościołem i fanatycznym Dudą?. Czy nie słyszycie? Głusi jesteście?. Głusi jesteście na to, co mówią i jak mówią?. Sienkiewicz napisałby: Stokłosa u bram, Kukiz wali już w drzwi. Polskę demokratyczną, Polskę europejską bez namysłu utopią we własnych idiotyzmach, we wstydzie i obciachu. Ktoś musi postawić temu tamę. Kto, jeśli nie my światli Polacy? Kiedy, jeśli nie teraz?, słyszymy wołanie. ! Inny temat, ale pokrewny.

 
Poprzez postsolidarnościowe media została nam Polakom narzucona „prawda”, że oto Rosja tylko czyha, by zagarnąć kraj priwislanski. A przecież Rosja stara się zachować wpływy w bliskiej zagranicy, co jest zrozumiałe. i z tego polscy specjaliści od spraw wschodnich i politycy wyprowadzają wniosek, że chce ona podbić Polskę, Europę i świat. Czy usilne zabiegi naszego rządu o ustanowienie amerykańskich baz nie mają innego uzasadnienia lub przyczyny niż takie brednie?. Taki wymiar naszej polityki zjechał, głównie dzięki prawicowej telewizji, na tak niski poziom, że byle kto może tu wystąpić w roli zbawcy narodu, „charyzmatycznego” idola zarówno młodzieży jak i emerytów i dla niezrozumiałych celów zagrozić demokracji. Nagła i niespodziewana kariera polityczna krzykliwego śpiewaka rockowego powinna skłonić ludzi do zastanowienia się nad poziomem tego co się nazywa kulturą polityczną, której też brakuje w ustach staruszków biskupów. Oni to właśnie trzymając kurczowo władzę nad zdewociałym narodem, mając cały czas na uwadze „wydarzenia” irlandzkie głoszą na przeróżnych imprezach kościelnych (których w Polsce przybywa w postępie arytmetycznym) słowo boże przesiąknięte ironiczną troską o dusze, a w domyśle o pieniądze. Społeczeństwo irlandzkie swoim pasterzom usta zamknęło raz na zawsze. Nasi pasterze straszą naród rozwydrzeniem irlandzkim i jego skutkami. Nie mówią zaś ani słowa co było genezą i ostatecznym przyczynkiem do tego co Irlandczycy pewnego dnia uczynili, bo trzeba by przynajmniej wspomnieć o masowej pedofilii księży oraz masowym uśmiercaniu przez Kościół dzieci narodzonych z nieprawego łoża.
 
A to już byłoby jawne nawiązanie do podobnych przypadków (na razie rzadko odkrywanych) w Polsce. Tu, pod ich biskupimi skrzydłami. Niski poziom polityki, a także w zasadzie niski poziom wykształcenia społeczeństwa sprzyja temuż, kolokwialnie mówiąc, bajzlowi. Rządzi póki co postsolidarnościowa prawica PO-PIS, zanurzona w dobrobycie i układach. Jest zadowolona z praktycznego rozbicia lewicy. Nie było trudno, bo ich propaganda wespół z kazaniami kościelnymi, łatwo trafia do zagubionego mentalnie społeczeństwa. Widocznie Bóg tak chce, nie tylko jakiś Dziwisz czy inny Nycz, pomyśli nie jeden polski katolik wrzucając na tacę banknot zarobiony przez syna lub córkę w Anglii lub Niemczech. A Polska?. Polska go najmniej interesuje, tym bardziej jakaś tam lewica o której ideologii brak mu zielonego pojęcia. Czyli podobnie jak pod zaborami, można by się „rozmarzyć”.

Fotki od góry:
1.Plejada nieuleczalnych gwiazd.
2.Prezes Trybunalu Konstytucyjnego w uscisku abp.Nycza, czyli sojusz władzy z Kosciołem
3.Tak jak jego fani.



niedziela, 14 czerwca 2015

PRZEPRASZAM PAŃSTWA


 
Bo może w tej chwili ktoś spożywa posiłek, a ja tu .. wymiotuję.
Wybaczcie, zwymiotowałem, a szkoda bo obiad był naprawdę przedni. A stało się to, gdy moje oczy ujrzały papieża Franciszka stojącego u boku klęczącej kobiety nazwiskiem Ewa Kopacz, z „zawodu” premier, która to obcałowuje męskie rączki tegoż. Coś podobnego swego czasu już oglądałem w wykonaniu Mańka Krzaklewskiego, no ale i liżące się strony były inne. Po prostu dwaj chłopi, co zapowiadało szybką ustawę o związkach partnerskich w Polsce, z tym że jeden z nich to przyszły święty, zaś drugi to zausznik premiera Buzka. Premier dość dużego państwa, do tego dama strojąca się wręcz wybiegowo u najlepszych polskich kreatorów mody upodliła się jak za przeproszeniem zwalniana z roboty u bogatej pani sprzątaczka, nie tylko w oczach blisko 40 milionowego narodu, ale też w oczach szefa rządu państewka wielkości miasta Zielonka z przyległościami. Kopaczowa zatem daje dowód ostatecznemu przekonaniu, iż Platforma jest na dnie, a jej osobiście przyjdzie powrócić do zawodu. Teraz już nie wiem, czy do zawodu lekarza, czy może, jak niektórzy naigrawają się, krawcowej, bo też zaiste nie chce mi się wierzyć że lekarz pediatra tak mogła nisko upaść, choćby pochodziła z okolic Szydłowca.
 


 

Upodliła siebie jako panią premier, ale też upodliła nasze państwo. Państwo, które szczyci się swoją historią, ale też państwo, które wydało na świat takich ludzi jak Mikołaj Kopernik, Adam Mickiewicz, Fryderyk Chopin, Tadeusz Kościuszko, oraz wielu innych, którymi zawsze się szczycimy, jak chociażby Jarosław Kaczyński. Wracaj kobieto i nie czyń tego więcej. Błagamy.


Post Scriptum. 
Oto kolejna ciekawostka obyczajowo-polityczna. Zdjęcie ukazuje "byłego" neonazistę z Narodowego Odrodzenia Polski, Michała Kamińskiego (a podobno facet jest... homofobem, ha ha) przeżywającego orgazm powiązany z fetyszem męskich dłoni, zaprezentowany podczas aktu seksualnego z aktualnym imperatorem Watykanu.
Trzeba jednak przyznać, że Ewka Kopacz, szefowa "Platformy (Anty)Obywatelskiej" ma dobre "wyczucie polityczne" biorąc sobie neonazistę z NOP, byłego PiS-owca, osobistego sekretarza Lecha Kaczyńskiego, na swojego doradcę i wożąc go ze sobą jako wpółcałowacza rąk imperatorów. Tacy rządzą Polską... A my cierpimy... przy spożywaniu posiłków.
 
Fotki od góry:
1. Premier Polski E. Kopacz liże łapki Franciszka.
2. Wierny katolik polski liże łapki młodego klechy.
3. Doradca pani premier, wcześniej czlonek NOP, wielbiciel Pinocheta.



sobota, 13 czerwca 2015

TRWOGA?


Zaczęły się wyścigi do stóp papieskich. By ubiec Dudę pani premier Kopacz w trybie pilnym udała się po błogosławieństwo papieskie do Watykanu. Oczywiście nie sama. Towarzyszy jej uświęcona w Duchu Świętym prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz. Tak dla umocnienia wiary w to, że papież przyjmie ją z bardziej otwartym sercem miłosierdzia zwanego wg katechetycznej egzegezy misericordią. Pani premier, jak i cały naród wie, że pierwszą podróżą zagraniczną nowo wybranego prezydenta jest, zgodnie z zasadą historyczną polskiej polityki zagranicznej wizyta u papieża, nawet takiego który zbytnio nie uległ czarowi swego poprzednika Jana Pawła II, co generuje marskość czoła u polskiego episkopatu i prostych katabasów. Pani premier wraz z przyjaciółką z warszawskiego Ratusza przywdziały żałobne stroje. Jeżeli ktoś by nie wiedział, że takowy kolor protokólarnie obowiązuje podczas wizyt u papieży, pomyślałby, że już opłakują katastrofalny stan własnego polskiego rządu, ponieważ dzień wcześniej zresetowała jego skład wyrzucając co bardziej rozgadanych przy kotletach i ośmiorniczkach na zbitą twarzyczkę kilku zarozumialców, pierwej proponując im polubownie ochoczą dymisję. Stan popularności Platformy jest na pograniczu katastrofy. Przyzwyczajona od ośmiu lat do pochwał i ukłonów, nagle daje się zepchnąć w słupkach nie tylko przez PIS ale nawet podskakiwacza scenicznego, preferującego chamskie prostackie, prosto spod budki z piwem teksty, Pawła Kukiza. Tylko patrzeć jak wpadnie w paszczę PSL, albo innej partii na wyginięciu. A wszystko przez głupie gadulstwo kilku tzw. niezatapialnych członków rządu. Do tego Platforma straciła zaszczytny bez wątpienia etat strażnika żyrandola i Konstytucji. Towarzysząca pani premier prezydent stolicy, prywatnie wiceprzewodnicząca partii, też zdaje sobie sprawę, że jej dni urzędowe są policzone. Bo upubliczniona fala przekrętów i braku zdolności do rządzenia państwem przez PO posuwa się z szybkością kuli śniegowej. Wobec trwogi i bezradności obie panie skorzystały z wyznawanej szczerze wiary i udały się do najwyższego czynnika w przedsionku boskim, zgodnie z powiedzeniem, że jak trwoga to do Boga, a przynajmniej Jego biura na ziemskim padole. Niestety tutaj raczej zadziała świeckie prawo, a ono już tym paniom mało sprzyja. Na nic poranna, zaraz po odśpiewanych „godzinkach” wizyta w rzymskiej siedzibie następcy św. Piotra. Na nic zawiezione prezenty w postaci polskiego drzewka i kilku kilogramów urodziwych jabłek.
Na nic zawieszone na szyjach różańce i inne oznaki uduchowienia. Drzewko może się i przyjmie w ogrodach papieskich jeżeli ogrodnik będzie pamiętał o podlewaniu. Jabłka, jeżeli nie będą zjedzone nadają się na pożywny kompot. Nie wiem czym papież z kolei obdarował ważne polskie niewiasty, ale jak przypuszczam na pewno dostaną nowe różańce, oraz cenne jak zawsze błogosławieństwo. Słowo daję, nie wiem czy aby to wystarczy na uratowanie stanowisk obu paniom, ale może ja się tylko czepiam. Zatytułowałem ten post słowem TRWOGA. Otóż trwoga to silna przykra emocja o charakterze wrodzonym, pojawiająca się w sytuacjach realnego zagrożenia. Tak przynajmniej głosi Encyklopedia. Panie, które pozostają bohaterkami posta zapewne takiej trwodze nie ulegają. W tych sferach utracenie stanowiska nie posyła ludzi na bezrobocie i konieczność grzebania w śmietnikach. Powiązania towarzyskie ludzi na stanowiskach, tym bardziej rządowych, gwarantują po krótkim wyciszeniu zdarzenia ponowne usadowienie się na dobrze, a może nawet lepiej płatnej posadzie. Dotyczy to też wszystkich ministrów i wiceministrów którzy łaskawie podali się do dymisji. Można więc tylko mniemać, że obie panie, bohaterki tego posta wyprawę do Watykanu potraktowały jeno turystycznie, by wśród naszego rozmodlonego ludu pokazać swą jakże umartwioną, patriotyczną twarz.
Chyba, że istnieje obawa przed zemstą, jaką im swego czasu zapowiadał Kaczyński, iż po dojściu do władzy zapełni współcześnie rządzącymi cele więzienne, których strażnikiem będzie osobiście Rydzyk.



 
 
 
Fotki od góry:
1.Premier rządu karykatura.
2.Złowieszcze jęzory PIS
3.Nieuleczalny pojebaniec.

czwartek, 11 czerwca 2015

NO I PO PTOKACH


Jak powiadają ci, co coś tam stracili bezpowrotnie. Przez pełne osiem lat patrzyliśmy w rozbrajające oczęta ministrów w  rządach Platformy Obywatelskiej. Wydawało się nam, że każdy jej wyborca doczeka końca swego żywota pod „troskliwą”opieką Tuska, Kopacz i bodaj kogoś jeszcze wyłonionego z tej najlepszej pod słońcem partii. Partii, która tylko potrafiła straszyć społeczeństwo stadem wilkołaków pisowskich złożonych z Kaczyńskiego, Macierewicza, Ziobry, Błaszczaka, Brudzińskiego i setki innych szczerzących kły w telewizji.
Przez osiem lat naród dawał się nabierać i zgadzał się, by jego wybrańcy zasiadali w wygodnych fotelach rządowych wraz z prostytutką partyjną czyli PSL, co to każdemu da d..py byle dobrać się do koryta. Ta maleńka partyjka w Sejmie jest gigantycznie podparta tysiącami dobrze opłacanych swych przedstawicieli w terenie na stanowiskach związanych nie tylko stricte z rolnictwem, ale i w samorządach dzięki szczęśliwemu układowi list wyborczych, ponieważ na miejscu pierwszym w tzw. wyborczej książeczce do głosowania znalazło się PSL. Stało się to podczas ostatnich wyborów samorządowych. Partia, co to ocierała się w sondażach o miejsce pod progiem, czyli na śmietniku politycznym zebrała niespodziewanie 20% głosów. Platformie jak zresztą i wszystkim wcześniejszym wygranym partiom przystawka peeselowska była wygodna. Dawała głosy gwarantujące skuteczne rządzenie w zamian za ochłapy w terenie. Okazało się, że nie są to takie mało istotne ochłapy, bo prostytutka, nawet ta polityczna potrafiła narzucać swoje wymagania za usługi.
W ten oto sposób Platforma sobie żyła cicho i wygodnie obiecując narodowi cuda wianki i kręcone lody. Na każdej konwencji partyjnej poklepywali się po pleckach, dodatkowo serwując sobie wzajem ucałowania. Dysponując przeogromną kasą jaką Polsce dawała Unia Europejska żyli jak pączek w maśle. Każdy poseł w ciągu tylko jednej kadencji stawał się milionerem zapewniając słodki żywot swojej rodzince, a więc dzieciom, wnukom, a nawet co bardziej zaprzyjaźnionym kolegom i koleżankom. Poselstwo to, a nawet członkowie rządu byli do tego stopnia zdegenerowani, iż na postawione jej pytanie ile wynosi najniższa pensja w Polsce, pani wicepremier od finansów rządowych rzekła, że coś tam ok. 6 tysięcy złotych, dodając jednocześnie że poniżej tej kwoty może pracować tylko jakiś idiota. Tę złotoustą niewiastę aktualnie przygarnął sobie Tusk do Brukseli. Platforma obrosła w przekonanie, że posługując się wilkołakiem ze stada PIS rządzić będzie do do końca świata i jeden dzień dłużej. Spokojnie, nawet nie brudząc sobie rączek w rozliczeniach za „krwawe” rządy Kaczyńskiego i Ziobry.
Ani za niechlujną próbę aresztowania Barbary Blidy, ani za „stalinowskie” areszty wydobywcze, ani za włamania o szóstej rano do mieszkań ludzi im niewygodnych, ani za barbarzyńską likwidacje WSI przez Macierewicza, w wyniku czego sądy pokrzywdzonym zasądzają miliony odszkodowania z podatków obywateli. Paluszkiem PO nie kiwnęła dyscyplinarnie ani za partactwo CBA, ani na sianie przez PIS i Macierewicza idiotycznych oskarżeń o zabójstwo prezydenta i blisko stu ludzi w Smoleńsku. Milczała, tak jakby po trosze przyznawała się do tej rzekomej zbrodni, przy tym finansując z kasy Sejmu wyjazdy chorych z nienawiści Macierewicza i Fotygi do USA w poszukiwaniu żałosnych „specjalistów” od katastrof lotniczych. Tolerowanie tych bredni doprowadziło do tego, że blisko 30% społeczeństwa dało się skołować dając wiarę zamachowi na TU154. Ta duża część przyszłych wyborców już była stracona dla Platformy. Nikt przecież nie zagłosuje na morderców.
Zatem poprzez oportunizm, a nawet strach przed groźbami ze strony opozycji, także zamiatanie tych spraw pod przysłowiowy dywan szykowała na swój partyjny tyłek prawdziwy bat. Dzisiaj mało kto wierzy w kolejne zwycięstwo Platformy w wyborach jesiennych do parlamentu, a próbką była przegrana Komorowskiego. Przegrał on z mało znanym Dudą z PIS, którego Kościół już za żywota wyniósł na piedestał zbawiciela narodu. Ba, nawet doznał łaski podniesienia z posadzki hostii, która abp Nyczowi sfrunęła z rąk. Czyż to nie jest znak nieba?. Ależ tak, absolutnie. Platforma jest już w narożniku. Wielu ministrów, a nawet marszałek Sejmu po aferze podsłuchowej podaje się do dymisji, w ten sposób jakoby przyznaje się do winy. Wygląda to tak jak w bajce, co to z sań wyrzuca się kolejnych pasażerów na pożarcie wilkom by tylko uratować własną skórę. Tak to odbiorą potencjalni wyborcy.
 
Jestem emerytem i szczerze mówiąc cały ten bajzel polityczny, mówiąc kolokwialnie, powinien mi wisieć i powiewać. Ale nie wisi i nie powiewa, bowiem wiem jak wyglądały rządy Kaczyńskiego, Ziobry i Kamińskiego. Martwię się też, że w Polsce głoszona ideologia rozmija się z czynami. Na nieszczęście rządu Platformy samokrytycznie to państwo określili dyskutanci w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Minister Sienkiewicz wypowiedział już słynne zdanie: ch.j, dupa i kamieni kupa, zaś pani premier stwierdza, że ten kraj to nienormalność. Dalej, minister gospodarki twierdzi, że nie wierzy w państwowe emerytury, minister sprawiedliwości posiada broń bez zezwolenia, minister sportu pyta kto wyznaczył drużyny do rozegrania finału Superpucharu Europy, minister spraw zagranicznych twierdzi, że Polska robi loda Amerykanom, minister rolnictwa nazywa rolników frajerami, minister edukacji, tak wierzy w stworzony przez nią system, że posyła swoje dzieci do szkoły prywatnej, a pani premier mówi, że w razie zagrożenia zamknie się w domu. Dość!.
 
 
Oto rząd Platformy, już mało kompletny, z czego się cieszy stado wilkołaków pisowskich, ale jak państwo uważnie przeczytają tenże post, to dojdą do wniosku, że wywrotka rządowa nastąpiła wyłącznie na własne życzenie. Bowiem wygodne bezproduktywne zasiadanie w fotelach rządowych, przy uposażeniu rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, rządu mającego w ręku wszystkie instrumenty służb, musiało doprowadzić do katastrofy. Będzie to nieodwracalne, bo Macierewicz z Ziobro zadbają o to, by nikt nie protestował zbyt hałaśliwie, a Kościół suto obdarowywany w imię Boże im w tym pomoże.
 
Fotki od góry:
1. Premier czy Rozalia Kiepska.
2.Wilkołaki
3.Rozrzutna pani premier.
4.Nie pracuje za 6 tysiecy.
5.Karmiciel szczawiem i mirabelkami.
6.Czas na ławeczkę chłopy.

niedziela, 7 czerwca 2015

SŁODKIE ŻYCIE P(OSŁA)


Głosujemy pół na pół. Znaczy to, a tak było podczas wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta, że co druga osoba uprawniona konstytucyjnie do oddania swego głosu podąża do najbliższej urny wyborczej. Tak prawdopodobnie będzie też jesienią tego roku, gdy zmęczony wakacjami i codzienną harówą naród zechce wybrać nowy Sejm i nowy Senat, bo ten nam się już super cholernie opatrzył. Nagapiliśmy się już na facjaty posyłanych przez prezesów partii przed mikrofony i kamery co bardziej wygadane poselstwo. Napatrzyliśmy się też na przeróżnych oficjeli z rozmaitych komisji sejmowych, bardzo umęczonych i spoconych od roboty poselskiej, najczęściej wyrażanych słowami: nasza bardzo „ciężka praca” przynosi oczekiwane przez naród efekty, a zbierane owoce naszej pracy złożą się na wspólny pożytek.
Otóż oni nie rozumieją słowa  ciężka praca. Żaden z nich nie był nigdy górnikiem, hutnikiem i nie pielił w skwarze na polu buraków. Tylko czekać trzeba, by znalazł się taki ktoś, kto wdroży efekty naszej „ciężkiej pracy” w życie, powiadają "pracusie". Na razie na posterunku do realizacji tych zapowiedzi jest tylko Duda, ale już niedługo chyba  PIS przejmie samodzielną władzę i przywróci niedokończone dzieła IV Rzeczypospolitej, pokaże twarz i zapał w działaniu, chowanego przed wyborcami m.in. Macierewicza, zdaje się mówić kaczy rzecznik Marcin Mastalerek, gość jakże z urody podobny do obecnie „najsłynniejszego” współczesnego Norwega, tymczasem „wypoczywającego” za morderstwo popełnione na 70 osobach, w luksusowej, jak na warunki norweskie celi, przez okres lat 21.
Kto myśli i coś czyta (oczywiście poza brukowcami), ten wie, że obrzydliwym kłamstwem, a może i żałosnym kabaretem jest ta paplanina przed kamerami. Tę ich „ciężką pracę” opisał jakże szczerze były poseł i europoseł z ramienia lewicy (SLD) Piotr Gadzinowski , zwany szerzej jako „dziennikarska gadzina”. Pan Piotr należy do tych, którym robota dziennikarska i poselska się pali w rękach, więc jako były współpracownik Jerzego Urbana przy wypełnianiu szpalt tygodnika NIE, oraz wprost etatowy członek przeróżnych komisji poselskich uczestniczył w wyprawach nie tylko do knajpek usadowionych na terenie gmachu sejmowego, ale też do krajów Dalekiego Wschodu. Był prawie stałym, etatowym  parlamentarzystą podróżnikiem do Chin, Wietnamu, Korei i kilku innych mało nam znanych, za to egzotycznych krajów, a że jest  równocześnie doskonałym obserwatorem życia poselskiego, przeto wydał książkę pt: W HONGKONGU, czyli ZA KULISAMI POLSKIEGO PARLAMENTU. Książka w cenie 28 polskich złotych, wydana w twardych okładkach, w jakże w jaskrawy sposób, z niewątpliwym humorem i znajomością przedmiotu ujawnia sekrety naszej kuchni parlamentarnej. To kulisy Sejmu.
Prawdziwe jak zerwany borowik życie naszych wybrańców,  z ich najbardziej skrytymi intymnymi, a  nieznanymi szczegółami. Tajemnice gmachu Sejmu RP, niesamowite zdarzenia podczas parlamentarnych zagranicznych delegacji. Ujawnia kulisy pisania sejmowych ustaw, oraz intrygi poselskie podczas tworzenia prawa. Jeśli przeczytasz to poznasz i zrozumiesz skrywane mechanizmy polskiej polityki. Czytelnik znajdzie w tej książce przeróżne wpadki, słabości, upodobania erotyczne i deprawację, a także śmieszności takich bohaterów jak Tusk, Kwaśniewski, abp Sławoj Głódź, Wałęsa, Macierewicz, Cimoszewicz, Kaczyński, Miller, Celiński, Płażyński, Oleksy, Kopacz, Giertych, Jaruzelski, Iwiński, Kalisz, Sikorski, Lepper, Juszczenko, Urban, i wielu innych. Okazuje się, że sceny wyreżyserowane w popularnym serialu RANCZO, gdzie dwóch cwaniaków założyło partię i robi karierę w Sejmie nie są wzięte z sufitu. Pokazują one naprawdę i zaprawdę prawdziwe życie polskiej, zwykle uchlanej siermiężnej polityki.
 
To tyle. Od razu zaznaczam, że nie spodziewam się żadnych gratyfikacji za reklamę książki od pana Piotra, bo tekst mój żadną reklamą nie jest. Ta książka to dobry, smaczny literacki kąsek do pogryzania przy rozmyślaniu o życiu. Post napisałem po to, by czytelnik zanim skieruje swe kroki do urny wyborczej mógł mieć świadomość, komu funduje i za jaką cenę słodkie życie na kolejne cztery lata. 

Fotki od góry:
1.Próba mikrofonu sejmowego.
2.Posłanka Pawłowicz i jej towarzystwo.
3.Pogrzebnicy na własne życzenie.
4. Pijany poseł Grzegorek z PO 
5.Polecana książka Piotra Gadzinowskiego.
  

KOŃ JAKI JEST ..


 
KAŻDY WIDZI. Eufemizm?, być może. Zdanie to zawarł w swej pierwszej polskiej encyklopedii, pod nazwą „Nowe Ateny”, ksiądz Benedykt Chmielewski w XVIII wieku. Bardzo trafne i jakże przydatne na wieki wieków powiedzenie, przynajmniej w odniesieniu do Jego środowiska, czyli kleru katolickiego. Tak, każdy widzi. Szczególnie dzisiaj gdy po zaledwie kilkunastu latach od śmierci papieża Jana Pawła II, odzianego na siłę, (bo nie zasłużył na ten tytuł), w szaty świętego, Kościół katolicki się wali. Tyle, że nie w Polsce, bo u nas jeszcze te 35% ochrzczonych zagląda do kościołów w celach spożywczych, czyt. modlitewnych.
 
 
Reszta, do których osobiście należę wchodzi do krucht wyłącznie jako turyści, bo przyznam, jest co oglądać. Bogactwa zgromadzone przez dwa tysiące lat, często kosztem życia setek, albo milionów ludzi wpędzają zwiedzających w zadumę. W Polsce ponoć ta sekta (bo każda religia ma początek w sekcie) usadowiła się tysiąc lat temu. Mówię ponoć, ponieważ zanim zmuszono naszych praojców do wyznawania zwierzchnictwa Chrystusa (czyt, papieża) głosiciele biblii napisanej po ponad 300 latach od śmierci Pomazańca boskiego, którzy szli na czele uzbrojonych po zęby siepaczy uśmiercili tysiące ludzi. Siepaczy, którzy byli w międzyczasie uczestnikami hord krzyżackich. W międzyczasie to zaprawione w zabijaniu towarzystwo papieskie odbyło kilka wypraw krzyżowych w celu zabicia i złupienia w imię Boga wiernych inaczej. Są to dzisiaj, w czasach sekularyzacji, a więc zeświecczenia społeczeństw mało powielane informacje. Strach się bać powiadają co wrażliwsi biskupi. Ano strach, bo tenże koń, którego każdy widzi to: obrzydliwe wręcz bogactwo kleru przy równoczesnej pauperyzacji wielu środowisk ludności, szczególnie wyżej postawionego w hierarchii, życie ponad wszelki stan, puszenie się w wymyślnych strojach przypominających skrzyżowanie cesarza z cyrkowym klaunem, chciwość wyrażana nie tylko na styku z wiernymi, ale też w stosunku do państwa, pozorowany prawnie zabór mienia i tysięcy hektarów ziemi za zgodą władz terytorialnych za 1% wartości. Ziemi, która natychmiast jest sprzedawana na wolnym rynku za cenę prawdziwej wartości, rozpusta wyrażająca się w lekceważeniu celibatu, ukrywanie wręcz masowej pedofilii, która to w imię prawa jest zbrodnią, pijaństwo i degrengolada moralna, oraz w blisko 50% tach homoseksualizm, z której to orientacji świeckim każą się leczyć. To jest właśnie koń, którego każdy widzi. Każdy ten, kogo to demoralizuje, bo akurat wielu z nas w tym władza, która jest wybierana z poręki kleru nie widzi. Ten koń jest ślepy.
 

 

Zdają więc sobie sprawę z zagrożenia upadkiem całkowitym Kościoła, dlatego na siłę gromadzą dobra, oraz zapełniają konta bankowe by mieć z czego pokrywać w razie czego koszty dalszej luksusowej egzystencji. W katolickich krajach Zachodu kler nie ma już prawie nic do powiedzenia. Kościoły zapełniają przeważnie Polacy zatrudnieni tam na zmywakach i przy innych czynnościach przynależnych umiejętnosciom. Ci wierni, którzy przybyli do Anglii, Francji, Niemiec i Irlandii też oczy przecierają ze zdziwienia po tym, gdy irlandzkie społeczeństwo w referendum narodowym wyraziło zgodę na zawieranie małżeństw jednopłciowych. Małżeństw!!!. Niektórym dostojnikom kościelnym tego do niedawna arcykatolickiego kraju gały powyłaziły z orbit i dotychczas nie chcą się schować w otwory oczne, mimo że poniekąd już byli na taki przypadek przygotowani, bowiem na zachód od Polski nie ma już od dość dawna żadnych problemów z In Vitro, uzasadnioną społecznie aborcją, a nawet eutanazją w przypadku nieuleczalnego cierpienia, oczywiście na błagalną prośbę chorego, o zwykłych związkach partnerskich nie mówiąc, bo to było oczywiste. Tymczasem u nas nawet ustawa, która by pozwalała zatrzymać przemoc w rodzinach, której prawie codziennie jesteśmy świadkami dzięki mediom i statystyk policyjnych była problemem w ustach Kościoła.
 
 
Wymyślonym przez nich tajemniczym genderem chcieli przykryć problem pedofilii w którym to są unurzani nie tylko prości księża ale nawet arcybiskupi (patrz Wesołowski, Paetz) i wielu nie ujawnionych w myśl zarządzeń świętego papieża JPII i jego poprzednika, dokumentem Crimen Sollicitationis, w którym nakazują kryć te fakty i otaczać tajemnicą jak konstrukcji enigmy. To są właśnie rozbiegane, ale już ochwacone konie które każdy widzi proszę księdza Chmielewskiego. Miał ksiądz duże przeczucie, że owo powiedzenie przybierze cielesną powłokę.
 
Obrazki od góry:
1.Ksiadz Chmielewski i Jego Nowe Ateny.
2.Wypowiedź Anny Dryjańskiej -Facebook.
3.Wzorowy katolik wszechczasów.
4.Uświęcona przez JPII miłosierna zbrodniarka Matka Teresa.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...