czwartek, 30 czerwca 2016

SZORSTKOŚĆ PREZYDENCKA



O szorstkości w polityce po raz pierwszy usłyszałem z ust Leszka Millera, w czasie gdy on pełnił obowiązki premiera RP, zaś prezydentem Rzeczypospolitej był Aleksander Kwaśniewski. Obaj politycy przez prawicę nazywani byli postkomunistami, wywodzili się z centralnych władz partyjnych PZPR, jako że Kwaśniewski był w PRL ministrem sportu, Miller zaś sekretarzem KC ds. młodzieży. Wydawało by się , że obaj dostojnicy III RP powinni pałać do siebie męską, prawdziwą przyjaźnią, którą z dozą serdecznej hipokryzji okazywali sobie przy okazji imienin lub urodzin własnych albo swoich małżonek, i właśnie tak było. Pojawiała się szorstkość. A tak w gruncie rzeczy to o co im chodziło. O małżonki?, wątpię. Co prawda pani Kwaśniewska fizycznie jest bardziej urodziwa, wykształcona i towarzyska, ale pani Millerowa za to potrafi szokować strojami. Swego czasu podczas spotkań z delegacją Japonii ubrała sukienkę z napisami pretty, sexy, love, czym wywołała skandal wręcz dyplomatyczny. Pani Miller nosi imię

 
Aleksandra więc jest to okoliczność wiążąca ją z Kwaśniewskim, którzy wychowali córkę właśnie o takim samym imieniu. Tak nie jest, do dzisiaj obie rodziny tkwią w szorstkości, ale powiedzcie państwo kto bogatych zrozumie, albo kto bogatym zabroni stroić fochy. Gryzie mnie mianowicie pytanie: czemu w tej polskiej polityce jest tyle paskudztwa. Dlaczego wzorem demokracji amerykańskiej albo francuskiej, gdzie byli prezydenci potrafią ze sobą współpracować w różnych dziedzinach, począwszy od akcji charytatywnych aż do czystych politycznych działań na rzecz grup społecznych, nędzy krajów rozwijających się itp.?, dlaczego?.Ano dlatego, że polscy prezydenci wywodzą się z tego samego pnia co i społeczeństwo, które jest zawistne, obłudne, skatoliczałe, oraz zazdrosne. Poza Kwaśniewskim, który potrafił się należycie zachować w róznych okolicznościach przyrody, mimo że nie stronił od alkoholu, pozostali wykazywali przeróżne ułomności. Komorowski, podobnie jak i Duda to dewoci, co niedziela, a często też w inne dni demonstracyjnie, mimo że mają kaplicę w Pałacu klęczą przed ołtarzami w katedrach czekając na cud. Duda

wyprzedził nawet Komorowskiego w tych upodlających jak na głowę państwa zachowaniach, bo akurat jemu bozia dała znak cudu, mianowicie jak motyl w postaci opłatka „fruwała” sobie przed jego obliczem, a on ją złapał jak pies muchę. Jego matka natychmiast ogłosiła tezę o potwierdzeniu prawdy, iż sam Bóg zesłał jej syna na tron Polski, skoro dają sobie wzajemne aż tak dotykalne znaki. Żaden z pozostałych trzech budrysów Belwederu nie doznał takiego szczęścia eucharystycznego. Ponadto Komorowski mimo swego szlachectwa popełnił wiele gaf. Np. pierwszy sadowi w fotelu doopę podczas spotkania z kobietą (kanclerz Merkel), chroni sam swoją głowę przed deszczem miast zadbać o gości (prezydent Francji) popełnia wiele błędów ortograficznych, ponoć wlazł gdzieś butami na fotel. W tym prezydenckim zestawieniu nie mówię o Jaruzelskim, bo on nie spotykał się z kleszym towarzystwem poniżej kardynała (Glemp), a najlepiej papieża (Wojtyła), a ponadto sam ustąpił z prezydentury widząc nienawiść prawicy, tak zresztą podobnie, jak na tacy oddał władzę
Solidarności. Wałęsa być może też wymodlił sobie pałac Namiestnikowski, wpinając sobie znaczek MB w klapę nie tylko ubrań, ale ponoć i pidżamy, choć wiemy że wybory wygrał tylko dzięki opluciu przez prawicową prasę jego konkurenta nazwiskiem Tymiński. Pisali głupoty, że Tymiński śpi z Indianką, że ją bije za alkoholizm, że wierzy w jakoweś inne bóstwa, no i pomogło, bo polski katolski naród przestraszył się diabła. Po wszystkim autor paszkwilu drobniutkim drukiem przeprosił kandydata, że gdzieś tam usłyszał to co napisał, ale sobie już nie przypomina gdzie i od kogo. Wałęsę zaliczam do najgorszego sortu prezydenckiego. No cóż, nie ma co dywagować, można go lubić albo nie lubić, ale na pewno trzeba się wstydzić podczas jego publicznych występów. Skoro prawica sobie wzięła kmiota to później już musiała się mu kłaniać, bo kmiot pomiatał ludźmi nawet bardzo zacnymi i ogólnie szanowanymi, (Geremek, Wielowiejski). Dla niego prosty klecha był ważniejszy niżeli laureat nagród
naukowych. Sam jest laureatem Nagrody Nobla, z tym, że nie za wiedzę a za przywództwo w strajkach, (nagroda pokojowa). Do dzisiaj pozostał obcesowym, butnym prostym człowiekiem, który to widział za słuszne przeniesienie wszystkich sejmowych gejów poza mur. Gwoli pokazania swej wagi w ojczyźnie, oraz niezaprzeczalnemu snobizmowi co roku w swej wybudowanej na wzór Hollywoodu willi z ogrodem i basenem organizuje bale urodzinowe na które zaprasza pozostających na emeryturze prezydentów i inne ważne, szczególnie duchowne osoby. Chodzą do niego ci zaproszeni, ale czy czują się tam komfortowo to wątpię. Jest to szorstki facet i musi dużo wypić dla ogłady towarzyskiej. A ma gość łeb do picia, udowodnił to w Arłamowie gdzie każdą ilość gorzały mu dostarczano na mrugnięcie okiem. Łeb lepszy niżeli jego kumpel po stanowisku Kwaśniewski, który upija się dość szybko, co okazało się np. w towarzystwie abp. Głódzia. Wypił i potem mówił od rzeczy w kilku językach do studentów na kijowskim uniwersytecie, bo akurat jako jedyny z tej trójki belwederskiej Kwaśniewski swobodnie posługuje się językiem francuskim, angielskim no i rosyjskim. Poliglota bez wątpienia i za to miał ciągle 80% poparcia w narodzie. Komorowski zaś to gość przytulony do szafarza komunijnego (w każdą niedzielę przyjmował sakrament), ale jednocześnie zarozumiały potomek sarmatów, doszukujący się wspólnej krwi w królestwach szwedzkich i duńskich. Zapalony myśliwy, chwalący się tym w obecności prezydenta USA Obamy, człowieka, który gardzi zabijaniem zwierząt dla przyjemności. Wybory na drugą kadencje przegrał bo zbyt wierzył w siebie, w

swoje przywiązanie do Kościoła nie mówiąc o tym, że zlekceważył siłę oszustwa Dudy i całego PIS. Także przymiotnik szorstki przylepił się prawie do każdej prezydentury. Jakże by miło wyglądało gdyby tak od serca z namaszczeniem dobrego ducha byli prezydenci potrafili wspólnie działać na rzecz dobra ojczyzny i obywateli, nie tylko wtedy gdy Polsce zagraża totalitaryzm pisowski. Jestem przekonany, że nigdy by razem nie wystąpił publicznie szlachcic Komorowski z postkomuchem (jak często o nim mówił), Kwaśniewskim gdyby nie protestacyjne marsze Komitetu Obrony Demokracji, organizowane przeciwko temu co dzieje się w Polsce dziś. Czy paradoksalnie Kaczyński swoją polityką wygładzi, wypoleruje tę szorstkość we wzajemnych kontaktach naszych ukochanych byłych prezydentów?.
 
Obrazki- google
1.Pałac Namistnikowski
2.Danuta i Lech Wałęsa
3.Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy
4.Maria i Lech Kaczyńscy
5 Anna i Bronisław Komorowscy
6.Agata i Andrzej Dudowie

poniedziałek, 27 czerwca 2016

MILLERA DROGA DONIKĄD


Artykuł zamieszczony w „Faktach i mitach”, zatytułowany dość trafnie SLD PISieje to bardzo poprawna wizja polskiej lewicy. Tytuł jednak bym uaktualnił w trybie teraźniejszym, czyli SLD już spsiała kierując swoje wątpliwe wdzięki do kaczego kupra. Nie stało się to dziś, nie stało się to wczoraj. Stało się to w sposób narastający od momentu gdy naród zaufał lewicy polskiej w 2003r. i dał jej władzę w ponad 40% w pamiętnych wyborach do parlamentu, a na stolcu premierowskim zasiadł sam Leszek Miller, działacz demokratyczny czasu PRL, z rodowodem robotnika z Żyrardowa, absolwent Wyższej Centralnej Szkoły Partyjnej w Warszawie. To on rozpoczął rozkład partii, której zaufały miliony. Podający się za człowieka, zwolennika absolutnej świeckości państwa, jednoczesnie niespodziewanie złożył nieproszoną wizytę księdzu Henrykowi Jankowskiemu, klesze o bardzo niepopularnej opinii, wrogowi lewicy i państwa świeckiego, po to, by bez żadnych uzgodnień rządowych zaproponować mu darmowe wydobycie bursztynu, którego on potrzebował na propagandowy ołtarz Solidarności w swoim kościółku, słynącym z nienawiści do demokracji i z produkcji alkoholi. Później było już tylko gorzej, bowiem wyborcy SLD odebrali

ten jego gest jako zdradę ideałów lewicowych, tym bardziej, że permanentne spotkania z dostojnikami kleru, przeróżne obiecanki finansowe z kasy państwowej, a także brak zaangażowania w tworzenie prawa na rzecz kobiet, w tym ustawy aborcyjnej, tylko powodowały widoczny gołym okiem spadek popularności jego rządu. Długo to nie mogło trwać, toteż w czasie kolejnych wyborów lewica została zesłana na margines polityczny a władza musiała trafić w ręce skrajnie populistycznej partii AWS podobnej aktualnie rządzącej Kaczyńskiego, jako że Kaczyński podobnie jak Krzaklewski to zwolennicy rządów z tylnego siedzenia. Polityka Millera podobała się przeciwnikom politycznym, mniej natomiast wyborcom lewicowym, którzy obiecywali sobie po tym rządzie zeuropeizowanie naszego kraju. Fakt, Miller mocno zabiegał o nasze członkostwo w Unii, latał po kraju na spotkania z wyborcami, ba nawet był ofiarą wypadku śmigłowca, z którego przesiadł się na wózek inwalidzki, na którym pojechał do Kopenhagi negocjować traktaty, ale to cały jego dorobek polityczny. W dość krótkim czasie spadł w popularności na tyle, że musiał szukać ścieżki do parlamentu w Samoobronie u Leppera. Lata minęły zanim powstał z kolan. Aż do czasu wyborów prezydenckich, w których z ramienia lewicy wystawił kandydatkę nazwiskiem Magdalena Ogórek. Już samo jej pierwsze wystąpienie programowe w którym nie wypowiedziała ani słowa o świeckości państwa, do czego powinna jako ewentualny prezydent dążyć, to publicznie wyraziła ochotę na pogaduszki telefoniczne z Putinem. 
Kompromitowała się każdego dnia kampanii. Wielu Polaków (ja też) raczej ją widziało gdzieś w przymierzalni paryskich ciuchów w butiku, niżeli w Belwederze. Kampanię miała rozlazłą i ogólnie beznadziejną, efekt, 2 % głosów w czasie wyborów. Nie widzę obecnie perspektyw dla SLD (zresztą nawet bez Millera). Słynne swego czasu powiedzenie Millera, że kto PIS tyka ten znika, dotknęło i jego, bowiem jak tylko mógł starał się przytulać do kaczystów i ich przywódcy. Ten jednak nie zauważał jego cholewek które smalił. Praktycznie jego partia nie istnieje. Słabiutko rodząca się nowa lewica przylgnęła do partii Razem, partii która działa gdzieś tam na marginesie klasy politycznej Polski. Po rezygnacji Leszka Millera kierownictwo partii powierzono Włodzimierzowi Czarzastemu, staremu komuchowi, jak powiadają złośliwcy. Być może sądzono że gość, który posługuje się leninowskim imieniem podźwignie lewicę z ruin. Niestety Czarzasty, który pośród innych przywódców partyjnych odróżnia się tym, że przywdziewa co tydzień swetry w różnych, w miarę jaskrawych kolorach, jest dzisiaj taką usychającą gałązką oliwną. Jego występy w mediach nie mają żadnej charyzmy. Nie potrafi (co jest koniecznością ideologiczną) walczyć o dobre imię na rzecz tej Polski, która wyprowadziła naród z analfabetyzmu, oraz odbudowała kraj i jego stolicę ze zgliszcz. Ponieważ Miller już jako wdowiec po SLD jest praktycznie do wzięcia, zapewne ma nadzieję że puszczanie oczka do PIS, oraz publicznie wyrażany podziw dla Kaczyńskiego przygarnie go na jakowyś etacik rządowy, chociażby po to, by Kaczor miał kogo wysyłać do Brukseli w celach konsultacji przed rozwodem z Unią. Ten kto podpisywał traktaty, wiązał Polskę węzłem przynależności, potrafi być może te węzły z łatwością rozwiązać. Tak sądzę. A może będzie mu biegał do biedronki po jaja i kocie żarło, a kto wie?, może za raczkę z Fotygą i Macierewiczem?.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



sobota, 25 czerwca 2016

CICHA RADOŚĆ PO BREXICIE


Ruiny, ruiny. Gdzie tylko spojrzysz ruiny i zgliszcza, które pozostawiła nam w spadku Platforma Obywatelska ze swoją przystawką, wrzeszczeli pisiole w okresie kampanii wyborczej. Na szczęście polski „suweren” oddał władzę w ręce dobrych, troskliwych i mądrych gospodarzy, w przewadze wykształconych na KUL,UKSW, AP, oraz innych kursach przyplebanijnych, gdzie połykali wiedzę prawdziwą, nie skażoną okruchami komunizmu. Z miejsca zawinęli rękawy i przystąpili do odbudowy państwa. I udało się. Już po kwartale Polska stanęła na nogi, z nóg natomiast padło kilka koni z Janowa Podlaskiego a ruiny zniknęły jak za czarodziejską różdżką. Nie ma się czemu dziwić. Dobra robota bo i „dobra zmiana”, powiadają czciciele pana prezesa, w zasadzie nadpremiera i nadprezydenta. Po prostu tajemniczego zbawiciela narodu Jarosława K. Piszę tylko pierwszą literę nazwiska, bo to bóstwo, mogłyby nam wykraść jakieś inne pokrzywdzone przez los tajemnicze siły. Dlatego JK jest chroniony przez kilku byłych żołnierzy z jednostki GROM, za 1.8 miliona złotych rocznie. Kto by pomyślał, zwykły poseł a jaką ma cenę, jak czołowy napastnik Realu. Przebija też wartością wiele arabów z Janowa Podlaskiego. Oczyściliśmy to państwo z naleciałości postkomunistycznych w parlamencie i w terenie, chwalą się. Mało tego, ubogaciliśmy je figurami świętych i wyklętych a nadto pomnikami i popiersiami najwybitniejszego prezydenta w dziejach narodu, bohatera, poległego pod Smoleńskiem, prywatnie bliźniaka pana K., do niego w niebiesiech będziemy się zwracać modlitwą w czasie klęsk żywiołowych. Nie zagrożą już nam ulewy, susze, ani nawet tsunami, tym bardziej, że dodatkowo czuwa nad nami pan prezydent zesłany nam prosto z nieba, o czym powiadomiła
nas jego matka. Z kolei dzięki Antoniemu M., którego niektórzy umieszczają wśród czołowych świrów jesteśmy przygotowani nawet na zbrojne spotkanie z Ruskimi, słowem z tymi, których nie lubimy, a którzy tylko czyhają na nasze dobra narodowe. Nadwyżki uzbrojenia, w tym cztery F-16, Antoni wysyła do walki z ISSIS, czyli tymi, którzy mogliby się nam zwalić na głowę, jak to zarządziła kanclerka Merkel w ramach tzw. kwot. Zabić to w mateczniku jak w gnieździe szczurów, niechby nie roznosili zaraźliwego islamu i nie kalali naszych świątyń uryną, co jeszcze gorsza ... stolcem. Jesteśmy bezpieczni tym bardziej, że staramy się o bombę atomową. Pięknie, jest pięknie panie świrze. Za kilka tygodni ukochane miasto JPII, Kraków szykuje się do przyjęcia półtora miliona dziatwy katolickiej na czele z kolejnym następcą Chrystusa, czyli papieżem Franciszkiem. Czynimy to finansowym wysiłkiem całego narodu z wyjątkiem episkopatu, którego nie sposób obciążać po ośmioletniej martyrologii stosowanej wobec ukochanego duchowieństwa w okresie rządów PO. W prawdzie minister Boni, członek Kościelno- Rządowej komisji dawał klerowi obiekty i każdy upatrzony zagon ziemi, byle usłyszeć dobre słowo ze strony biskupów, zaś Tusk wypłacał klerowi kwoty na wszystko co tylko wskazał którykolwiek biskup oraz władca pierścieni z Torunia, nawet nie odliczając ich dokładnie, to jednak prawdziwy deszcz milionów spadł na dachy kościołów i katedr z chwilą dobrej zmiany. Po co obecnie jakaś tam komisja skoro rząd uchwalił sprzedaż ziemi dla Kościoła w każdych ilościach i za tzw. symboliczną złotówkę. Zatem hulaj dusza, piekła nie ma, po co więc nam Unia Europejska, można było usłyszeć z ust nie tylko posłanki Pawłowicz, zawsze dziewicy, ale i jej szefa, zawsze kawalera, który to owe słowa wypowiadał szeptem jak grzechy przy konfesjonale, lub wplatał między wiersze. Kiedy jednak zobaczył tłumy rodaków na protestacyjnych pochodach KOD, zmienił zdanie, zapewniając obywateli, że Unia dla niego jest wielką wartością, a zatem nie pozwoli on oderwać ojczyzny od tej wartości, czyli dojnej kasy. Oczywiście większość znająca pana K. wie, że wypowiedź tę należy potraktować z przymrużeniem oka.

Nie możemy bowiem na dłuższą metę tkwić w takiej koalicji narodów, gdzie szerzy się bezbożnictwo, grzechy sodomii, masowe aborcje, dziwactwa równościowe kobiet, przeróżne dżendery pozwalające mężczyznom np. być pielęgniarzem, zaś kobietom technikiem hydrauliki, przy tym chwalić się płcią na tzw. widzimisię. Do takiej demokracji (jak ją nazywają na Zachodzie) nie możemy przynależeć. Chłop ma robić w polu a baba myć podłogi i rodzić dzieci powiększając „zasoby” suwerena, jak chrystusowy Bóg nakazał. I oto stało się. W dniu 23 czerwca 2016 Bóg wysłuchał posłankę Pawłowicz, (ksywka szmata), ową wykarmioną dziewicę i cały oświecony Duchem Świętym PIS. W wyniku referendum Wielka Brytania wychodzi z Unii Europejskiej. Wielka to sprawa dla polskiej, szczególnie skrajnej prawicy i ONR. Zapanowała euforia skrytej radości. Można by powiedzieć za Gogolem: z czego się cieszycie głupcy, jako że w każdym dobru kryje się troszkę zła. Bo oto UK opuszczając Brukselę, jednocześnie opuszcza frakcje do której należeli europosłowie PIS. Do kogo oni się teraz przylepią, chyba tylko do poselstwa Węgier, a jest ich tam tylu co kot napłakał. Poseł Czarnecki powiada że będą współpracować z Francją i Niemcami w ramach Trójkąta Weimarskiego, bzdura! (tego trójkąta praktycznie nie ma). Najbardziej bolesny aspekt Brexitu, to strach miliona Polaków, którzy uwili sobie rodzinne gniazdka na terenie brytyjskim i zmuszeni by byli do powrotu, a to już prawdziwy dramat. Jakże wracać do choćby najpiękniejszego, wypucowanego przez PIS na błysk kraju, skoro przed wyjazdem sprzedali wszystkie dobra, często włącznie z mieszkaniami, skoro trzeba by iść do śmieciowej roboty za 1200 złotych, (jeżeli będzie), choćby i z dodatkiem 500+.
To jest dramat, któremu nie zaradzi sam cudotwórca prezes K. Ogłupiony brytyjski naród, podobnie jak polski wyborca sami zgotowali sobie piekło i sami założył sobie pętle na szyję, bowiem oderwanie się od Unii to kosztowny proces długotrwałego porządkowania nie tylko gospodarki, ale i problematyki związanej z polityką społeczną. Skoro wymodliła Brexit dziewica Pawłowicz to wymodli i Poexit. Ta okrąglutka piękność sejmowa mocno przytyła na sałatkach sejmowych, tracąc swoją dziewiczą gibkość, za to sił jej starczy w myśl zawołania, alleluja i do przodu. Chwała Panu …. prezesowi. To zawołanie wypowiadają codziennie przy okazji modlitwy porannej jak i każdej innej. Amen.
PS: Szydło w czasie swej "smutnej" wypowiedzi po brexicie ponownie ustawila "szmaty" koło polskich flag. Czym ona sie kieruje to tylko pan K. wie najlepiej.Obłuda do potęgi.
 




czwartek, 23 czerwca 2016

SMRODY I ZAPACHY KRAKOWA




Kraków, to nie tylko stolica Małopolski, nie tylko siedziba królestwa Piastów i Jagiellonów, nie tylko stare, historyczne budynki, nie tylko stolica kultury europejskiej. Kraków bowiem to dulszczyzna, ośrodek wierzeń, przesądów, ale i powodów do wstydu. To miasto korzeni katolicyzmu polskiego, to miasto wylęgarnia tysięcy księży, biskupów, kardynałów a nawet jednego papieża. Do dzisiaj stanowi największy odsetek wiernych w Polsce. To wreszcie miasto wyziewów z opalanych byle czym pieców. Smogiem Krakowa można by obdzielić kilka dużych miast Polski.
Na pozór to nowoczesne miasto, ale tylko na pozór, bowiem Kraków lubuje się nie tylko w pielęgnacji swoich zabytków i chwała mu za to, bo to dobra ogólnonarodowe, ale też w wierzeniach w obyczajach i przesądach prosto z XIX oraz początków XX wieku. Nie dziwię się zatem , że Gabriela Zapolska umieściła akcję Moralności pani Dulskiej właśnie w Krakowie. Hesia, Mela, (córki matki Anieli, kobiety o tłustej twarzy) oraz ich zepsuty do szpiku kości braciszek Zbyszko to co prawda bohaterowie opowiadania, ale też prawdziwi i typowi przedstawiciele współczesnego prawdziwego Krakowa, gdzie za prawdziwe pieniądze młodzi Anglicy piją i bradziażą w nocnych lokalach. W tej sprawie kardynał Dziwisz prosi prezydenta Majchrowskiego o interwencję, zaś sam składa ręce do nieskutecznej modlitwy. Rodzimi krakowianie to ludzie przesądni,

oszczędni (nie wszyscy), zazdrośni, zawistni i zabobonni, obłudni, wierzący we wszelkiego rodzaju gusła, które dopasowują do przeróżnych okoliczności. Dziwne to z punktu widzenia
warszawiaka lub tym bardziej poznaniaka albo obywatela Wrocławia lub Gdańska, bo Kraków to miasto dziesiątek wyższych uczelni, tysięcy szkół, teatrów, muzeów i bibliotek. To miasto uczonych wielu dziedzin, pisarzy, Wisławy poetki noblowskiej, wspaniałych aktorów, autorów pięknych dzieł literackich, miasto najstarszego uniwersytetu polskiego w którym kwiat nauki doznał straszliwej krzywdy z rąk siepaczy Hansa Franka.Tu polscy górale złozyli mu hołd i zadeklarowali swoja odrębność narodową jako "góralenvolk". Kraków to kolebka kilku powstań polskich. To Kopernik, Wyspiański, Młoda Polska etc. Nie znaczy to, że inne, w tym wymienione miasta nie mają się czym poszczycić mimo, że kultura oraz obyczaje tych miast nie rodziły się w podobnych okolicznościach. Kraków bowiem to biedna Galicja, która zaszczepiła austro-węgierską atmosferę religijności, ubóstwa, oraz przywiązania do dziedzictwa
właśnie galicyjskiego, w tym cwaniactwa a la Szwejk. Stąd do dzisiaj w co piątym domu odprawia się seanse z duchami przy okrągłym stoliku, oczekując przepowiedni na przyszłość. Do dzisiaj oddycha się zapachem zgnilizny murów, chodzi po starych uliczkach z kocimi łbami, zasiada w małych kawiarenkach ulokowanych w zaułkach uliczek średniowiecznych pożydowskiego Kazimierza. Bo Kraków to prawdziwa historia Żydów polskich tak tragicznie doświadczonych m.in. w Płaszowie i Oświęcimiu. To miasto „Listy Schindlera”. Kraków mimo smogu niszczącego zdrowie mieszkańców ale i historyczne obiekty jest najczęściej odwiedzanym miastem przez Polaków i turystów zagranicznych. Kraków wydał dla świata wielu współczesnych, którzy zasiadają w aulach wyższych uczelni ale też w Sejmie i Senacie (niestety nie do końca udał się temu miastu pan prezydent

Duda, tudzież tacy politycy jak przykładowo Gowin, Ziobro, Rokita, Wassermann, Bubula albo Terlecki). W podziemiach Wawelu znalazło miejsce na wieczny spoczynek wielu królów, także Naczelnik Piłsudski. Wśród nich pochowano w specjalnie zbudowanej krypcie zwłoki prezydenta Kaczyńskiego z małżonką, ofiar wypadku lotniczego pod Smoleńskiem. I tu jest cały ambaras. Dlaczego ten człowiek bez żadnych zasług dla Polski, oceniany jako najgorszy prezydent w historii kraju został tak uhonorowany. Odpowiedz brzmi: Ano dlatego, że człowieka z Wawelu łatwiej jest lokować na setce pomników, a nawet wśród kanonizowanych, niżeli truchło z Powązek, o co całym swym majestatem zabiega jego brat bliźniak, tudzież bez zasług. Chce się śmiać i szydzić z Krakowa, że miasto z taką historią i majestatem, aż tak się tym wydarzeniem zdołało spsieć. Kocham to miasto mimo wszystko. Mimo tych smrodów. Kocham wspaniałych aktorów. Tych z historii jak przykładowy Juliusz Osterwa, a także współczesnych jak Dymna, Stuhr, Globisz, Peszek, Grabowski i wielu, wielu innych. Odwiedzałem go kilka razy i wtedy przed oczami stawali mi zasłużeni dla ojczyzny krakowianie oraz ich spuścizna. Polubiłem atmosferę Krakowa nic mniej niżeli starego Torunia. Przeto lubię też czytać książki powstałe na kanwie tego miasta. Ostatnio wpadła mi do ręki książka autorstwa Lucyny Olejniczak wychowanej właśnie w tradycji galicyjskiej. Powieść ta (trylogia) ulokowana w początkach XX wieku przypadła mi do gustu na tyle, iż zrodziła pomysł na tytuł tego posta, by odswieżyć sobie w pamięci tę perłę polskich miast.
 
PS. W międzyczasie oglądałem mecz Euro-2016 Austria-Islandia. Patrząc na trybuny w sektorze Islandczyków to widać było, że do Francji przyjechali prawie wszyscy mieszkańcy Wyspy. Islandia,  zaledwie 400 tysięczne państwo wysłała na Euro wszystkich w sile wieku.W Reykiaviku pozostały dzieci i staruszki. Można pozazdrościć.
 
Fotki od góry:
1.Kosciół Mariacki, panorama Rynku
2.Zasłużeni
3.Żywy zabytek Krakowa z orłem na jajach.
4.Madame Wisława Szymborska
5.Górale z uniżoną wizytą u Hansa Franka na Wawelu.

poniedziałek, 20 czerwca 2016

WSZYSTKO POWIEM BOGU



Wszelako wiadomo wszystkim, których znam z otoczenia, że jestem człowiekiem religijnie obojętnym, a nawet bezwyznaniowym. Z tego też powodu nie oczekuję w wyniku audytu życia pośmiertnych profitów, czyli lokowania mnie wśród kwiecia porastającego łąki niebiańskie, tudzież ewentualnego przeznaczenia mego ducha na opał piekielny. Gdybym jednak się mylił i w związku z tym musiał stanąć przed obliczem Wszechmogącego czyli Najwyższego Sądu Ostatecznego, to zapewniam, że dużo będę miał do powiedzenia. Rozumie się, że bez świadków. Sam na Sam. Jednak gdyby na sądowej sali zasiadali inni urzędnicy Pańscy, poproszę Pana Przewodniczącego aby woźny wyprosił ich do poczekalni. W innych okolicznościach odmówię zeznań, a to dlatego, że są one obciążające wielu urzędników pana Boga, reprezentujących Go tu na ziemi. Jakże ja mam publicznie gadać np. o zgniliźnie i sodomii, w tym wszech powszechnej pedofilii i rozpuście seksualnej księży, uprawianej w niby potępianym przez Kościół gejostwie. Kto wie, a może w Kancelarii Najwyższego, podobnie jak w Watykańskiej, pracują tacy jak abp Wesołowski i kryją swoich kumpli pedofilów przed organami sprawiedliwości?. Nie wiem czy w niebieskich annałach książkowych można dostać, chociażby spod lady, niestety dla katolików skandaliczną książkę pt. Spotlight, (Zdrada), traktującą o rozwiązłości seksualnej księży pracujących na terenie wielu parafii w kilku diecezjach amerykańskich. Na kanwie książki nakręcono film dokumentalno-fabularny, łaskawie po cichutku sprowadzony do Polski. Mniemam że zaledwie w kilku kopiach, by nie „łamać” charakterów polskim katolom, szczególnie zaś tym, których wiara w istotę kapłańską jest absolutna jak próżnia kosmiczna. Jestem w trakcie czytania tegoż dzieła ośmiorga autorów, dziennikarzy amerykańskich, którzy pokazali światu prawdę bolesną. Prawdę o zamkniętym w murach Kościoła piekle gwałconych i molestowanych dzieciach. Dotyczy to tylko ponad tysiąca księży katolickich oraz kilkunastu tysięcy ofiar jeno w jednej diecezji bostońskiej, której szefem był przez wiele lat kardynał Francis Law. Tego przestepcę (bo tak trzeba go nazwać, bowiem znał prawie wszystkie przypadki gwałtów) uchronił przed sądem ziemskim nasz św. Jan Paweł II, zasiadający ponoć obecnie po prawicy Ojca, lokując Lawa w Watykanie, podobnie zresztą jak

Marciala Maciela, sprawcę niewyobrażalnych gwałtów, czarnego typa z Zakonu „Legion Chrystusa”. Czyżby Chrystus też lubował się w podobnych zachowaniach skoro "pozostawił" taki zbrodniczy legion?, też zapytam u źródeł niebieskich. Zresztą nasz papież cenił sobie  przyjaźnie ze zbrodniarzami. Kilku wprowadził na ołtarze, jak chociażby zbója antysemitę chorwackiego bpa Stepinaca. (jego cielec przykrywa sarkofag na środku katedry w Zagrzebiu). Na balkonie w Santiago Wojtyła tulił się do Pinocheta, faszysty chilijskiego. Zapytam się o ile dopuszczą mnie do głosu, czy Pan Najwyższy zezwolił na podobne zachowania żywej reprezentacji niebios tu na ziemi. TEJ ZIEMI!. Namawiam wszystkich myślących, szczególnie katolików do przeczytania „Zdrady”, ewentualnie obejrzenia filmu, który z racji technicznych nie może zawierać w treści wszystkich szczegółów. Gorąco namawiam, bowiem żadna wiedza nie krzywdzi rozumu. Może ona tylko zweryfikować stanowisko w danej sprawie. Treści tej książki dotyczą również kleru katolickiego w wielu innych państwach takich jak Irlandia, Austria, Australia, Kanada, ale niestety też Polska. Polskę nazywamy nawet wylęgarnią pogłowia księży. Nigdzie nie ma tylu seminariów duchownych i uczelni katolickich jak w Polsce, i do tego ewidentnie współfinansowanych z budżetu państwa. Zapytam też, czy Stwórca wie, że wszystkie dziedziny gospodarki, wojska, policji, służby celnej, straży pożarnej, nauki, służby zdrowia a nawet sportu po części są oddane polskiemu episkopatowi, poprzez stworzenie płatnych etatów kapelanów, oczywiście za wiedzą Watykanu. Ameryka wielu pokrzywdzonym przez księży i biskupów wypłaciła odszkodowania liczone w miliardach dolarów. Za samo milczenie rodzicom skrzywdzonego dziecka płacono kwoty po 100.000$. W wielu parafiach sprzedano nawet świątynie. W Polsce procesy pokrzywdzonych z diecezjami toczą się latami a ewentualne odszkodowania biskupi każą płacić

winowajcom, czyli nikomu, bowiem gwałciciel jest izolowany w rożnych psychiatrykach i nie zarabia. Smród wydobywający się z kloaki episkopatu coraz bardziej gryzie w nozdrza ludzi myślących i uczciwych. Zapytam więc w czasie Sądu Ostatecznego, czy taki stan rzeczy można tolerować, czy też mam przedstawić świadków owego zbydlęcenia, których to setki znaleźć można na stronach przytoczonej książki. Amen.

Obrazki od góry:
1 Święte słowa
2.Serdeczne powitanie papieza z przestępcą.
3.Watykańska chatka kardynała Lawa. 

piątek, 17 czerwca 2016

OBYŁO SIĘ BEZ GOLI


Europa żyje swoją imprezą, a że piłka nożna w społeczeństwach uchodzi za wprost rytualny sport, przeto święto trwające cały miesiąc wyzwala w kibicach narodów starego kontynentu nie lada emocje. Dotyczy to i Polaków, którym udało się zakwalifikować do francuskich finałów. Społeczeństwo nauczone przykrym doświadczeniem, iż reprezentacji jak dotychczas nie udało się wyjść z grupy eliminacyjnej po niezbyt trudnym zwycięstwie nad stosunkowo słabą Irlandia Północną, oraz co najważniejsze remisem z mistrzami świata Niemcami, wpadło w euforię, bo oto stworzyła się szansa na dalsze rozgrywki po chociażby następnym remisie z Ukrainą, a być może i zwycięstwem nad nimi. Piszę ten tekst po wczorajszym gwizdku sędziego kończącego pojedynek z reprezentacją Niemiec, oraz dobrze przespanej nocy. Jestem umiarkowanym kibicem, ale wczorajszy mecz mocno pobudził moje zmysły dotyku, słuchu i wzroku. Dotyku, bowiem trzymany w ręku pilot często myliłem z kuflem piwnym i zdarzało mi się umoczyć palec w tym złotym płynie, gdy współmieszkańcy krzyczeli: przycisz ten telewizor, bo można zwariować. Słuch akurat mam dobry, a jednak głośny doping 30 tysięcy polskich kibiców podnosił mi adrenalinę, tak jakbym sam przymierzał się do strzału na bramkę Manuela Neuera. Nogi miałem w ciągłym ruchu, przeto owe majtanie giczołami pozwoliło mi na rezygnacje tego wieczora z obowiązkowej porcji gimnastyki na medycznym rowerze. Z kolei wzrok, który pracował z wybałuszonymi gałkami chyba troszkę ucierpiał. Po 93 minutach superatrakcji kibice
 
spuścili powietrze z płuc, a opuszczając paryski Stade de France resztkami strun głosowych wyśpiewywali jakże nic nie znaczące słowa „Polska biało-czerwoni, Polska...”oczywiście na kibolską nutę, bo rzeczywiście nic się tym razem nie stało, co najczęściej bywa wyryczane. Nie słychać nic o burdach ze strony naszych kibiców. Długo jeszcze nasi nie zmywali z twarzy narodowych znaków, po to by po przybyciu do kraju móc poszpanować przed gawiedzią. Byłem w Paryżu. A co widziałeś?. Nic, bo tam nie ma nic do oglądania. Stadion jak stadion, kebaby, kupa ludzi i tyle. Obok prawdziwych kibiców piłki nożnej świata, oczy Niemców i Polaków skierowane były na tuzy tej dyscypliny sportu polskiego, czyli m.in. Lewandowskiego, i Grosickiego, oraz młodego Kapustkę, który doznał szczęścia zagrania w reprezentacji na około 6 minut przed gwizdkiem końcowym. Być może miał za mało czasu by pokazać swe ponoć wyjątkowe umiejętności.
Lewandowski jak zawsze był prawdziwym kapitanem i animatorem poprawnej gry reprezentacji. Kilku innych też, dzięki którym, (aż nie pojęte) mogliśmy zdobyć co najmniej dwie bramki. Nie udało się, bo Niemcy tak łatwo nie odpuszczają i swoje umiejętności potrafią nie tylko wykazać w obronie ale też w zdobytych bramkach. To czołg, który wie kiedy przyspieszyć. Wynik końcowy (nie wiem jak przeciwnika), ale nas satysfakcjonuje, bowiem wystarczy remis z Ukrainą by awansować do następnej rundy, a ewentualne zwycięstwo daje nam nawet, być może pierwsze miejsce w grupie. Spokojnie udałem się do pokoju, gdzie zwykle jeszcze kilka godzin czytam książki. Czytałem ale nic z tekstu nie rozumiałem, bowiem trzy nie wykorzystane okazje do strzelenia goli, co dałoby kolejne całkowite zwycięstwo nad mistrzami świata stały mi cały czas przed oczami. Mam znajomych w Niemczech. Fajnych, miłych, prawdziwych przyjaciół. Remis w meczu reprezentacji obu narodów nie wpłynie na nasze stosunki, tym bardziej, że my Polacy będziemy szczęśliwi gdy drużyna Roberta Lewandowskiego wygra chociażby jedno spotkanie w drugiej rundzie, aczkolwiek apetyt rośnie, natomiast Niemcy spokojnie mogą sięgnąć po tytuł mistrza Europy 2016. Do tego już się przyzwyczailiśmy. Wtedy po prostu przyjaciołom szczerze pogratulujemy, a nasza reprezentacja w piłce nożnej przesunie się

dość wyraźnie w górę w notowaniach UEFA. Kaczyński natomiast powie zapewne, że jest to rezultat jego dobrej zmiany, chociaż nawiasem mówiąc ten sport go nie interesuje. Gdyby tak zorganizować rodeo, a laur zwycięstwa odebrałby byk na grzbiecie którego by zasiadł Brudziński, (w wersji damskiej Pawłowicz), to wtedy pan Jarosław poczułby piramidalną godność prawdziwego Polaka. Oleee.
 
Obrazki:Google.
1. czolowy piłkarz Polski i Europy ,R. Lewandowski
2. z kolegami z reprezentacji
3.twórcy sukcesu trener Nawałka  i prezes PZPN Boniek
4.obok kota najbardziej ulubione zwierze Kaczynskiego.

wtorek, 14 czerwca 2016

BARBARZYŃSTWO


W 1989 roku Polacy obalili jeden z najstraszliwszych ustrojów w historii świata. Obalili barbarzyństwo, przez które cierpiały miliony. Cierpiały bo nie miały szans uzyskania paszportu na życzenie, i były zmuszone chodzić na manifestacje 1 majowe. Cierpiały bo w szkołach brakowało religii a dzieci musiały biegać 3 kilometry do salek katechetycznych. Cierpiały, bo byli zmuszani do pracy, a tak bardzo wielu z nas chciało się poleniuchować z piwkiem w ręku. Cierpiały bo w robocie zmuszano do wyjazdów na wczasy w ramach FWP. Gdyby nas wysyłali na wczasy zagraniczne poza RWPG byłaby okazja spierniczyć i uwolnić się raz na zawsze z tego „piekła”, a może chociażby zahandlować. Bo mnie szlag trafia jak mój szwagier w Berlinie Zachodnim ponoć wpiernicza na każdą kolacje chałwę, żali mi się sąsiad. Czy mogę to spokojnie znieść?, nigdy!, w sytuacji gdy moje siedmioro dzieciaków musi się raczyć krówkami, albo landrynami. (oby).
Przydałyby się rajstopy amerykańskie, włoskie buty duńska szynka, a nawet głupi playboy. Wielu z nas jest mężczyznami z krwi i kości. Przecież takich gadżetów nie kupimy w Sofii, czy Budapeszcie na wczasach wymiennych. Barbarzyństwo nie do zniesienia. Zresztą sam premier Bielecki powiedział, że Polska Ludowa dokonała większych zniszczeń niżeli okupacja hitlerowska. A ja powiem panu Jasiowi od banków - kretyn, oczywiście, że kretyn, bo takich kretynów po 1989 roku mieliśmy bez liku, którzy pieprzyli bzdury byle się podlizać nowej władzy.
Analogicznym kretyństwem popisał się inny państwowy dostojnik, wicepremier Goryszewski, który wykrzyczał z trybuny sejmowej że Polska może być biedna, byle była katolicka. To kretyn do kwadratu. Kretyni, wytłumaczcie nam Polakom myślącym, od kiedy los pozwolił wam na głoszenie podobnych bredni. Otóż od wtedy, gdy wasi tatusiowie po wojnie zasiedli w ławkach szkolnych, gdzie zmuszono ich do poznawania liter i cyfr, tylko po to by zrozumieli, że świat współczesny nie opiera się na ideologii religijnej głoszonej w homiliach, ale na postępie naukowym XX wieku. Od tej pory macie czytać książki i prasę. Niestety nie wszyscy to przesłanie zrozumieli. Wielu w drodze do kariery utknęło w koleinach katolickiej ciemnoty. Do nich należy m.in. ów Bielecki i Goryszewski. Do nich należy m.in. tak zacne poselstwo jak: Piłka, Marek Jurek, Gosiewska, Pięta, Gowin, Sellin, Sasin, Brudziński i wielu innych, którzy skorzystali z tzw. wolności i nauczyli się głosić owe brednie na uczelniach katolickich, wymachując dzisiaj dyplomami magisterskimi i doktorskimi, w świecie mało co uznawanymi za poważne. To megalomani czystej krwi. Reasumując dywagacje, można by być przekonanym, że ruiny Warszawy odbudował dzisiejszy prawicowi kwiat z Kaczyńskim na czele, Huty w Katowicach, Krakowie i Częstochowie wznieśli alumni w czasie wakacji, a drogi szybkiego ruchu Warszawa Katowice oraz obwodnicy Trójmiejskiej zbudowali wypoczywający nad morzem. Kto odbudował teatry, biblioteki, kościoły i fabryki, kto zbudował mieszkania dla milionów koczujących w powojennych ruinach albo na kupie dziadków i rodziców, kto postawił sport polski na poziomie europejskim i światowym, kto, kto, kto, chciało by się pytać w nieskończoność. Komuch, tak wielu mnie już ochrzciło. Na szczęście jako syn żołnierza AK, tegoż który potrafił zrozumieć sytuację kraju, jaką zaprogramowała nam Wielka Trójka (Stalin, Churchill i Roosevelt ) wiem co to znaczy nazizm i komunizm.
Potrafię umiejscowić zło ustrojowe w naszym kraju. To pierwsze cierpieliśmy do 1945 roku, zaś to drugie do roku 1956. Wiele za obu totalitaryzmów wycierpieliśmy, ale czy tylko my?.Co mogą powiedzieć inne narody słowiańskie. Po tym nastąpiły demokratycznie ograniczone w ramach bloku politycznego rządy socjalizmu. Żyliśmy w tzw. najweselszym baraku, ale jednak w baraku bez porządnego dachu. W tym baraku wielu Polaków zdobyło mimo wszystko prawdziwe wykształcenie cenione na całym świecie. Niemiłe to było przedwojennym właścicielom majątków i pałaców, mimo, że państwo ludowe ich zrujnowane obiekty odbudowało, kosztem miliardów złotych. Czekali na ich odzysk z rąk państwa. Mimo, że w obiektach tych były zorganizowane szkoły, przedszkola i urzędy oraz biblioteki, nie mieli najmniejszego poczucia empatii. Doczekali się zwrotu, ponieważ do władzy doszli oni sami za przyczyną haseł walki z pozostałościami „komuny”. Dzisiaj w sali sejmowej i senatorskiej reprezentują naród ich potomkowie. Wielu z nich snobistycznie odnowiło lub zakupiło sobie tytuły szlacheckie i obwieszając się błazeńskimi orderami i herbami cieszą się z odzyskanej Rzeczypospolitej. Ich prawdziwe i oszukańcze drzewa genealogiczne sięgają Radziwiłłów, Lubomirskich, Sapiehów, Czartoryskich i wielu innych postaci historycznych, mniej lub bardziej zasłużonych dla Rzeczypospolitej, bez wątpienia w części i zdrajców ojczyzny. Chociaż ich megalomańskie gadżety z punktu widzenia prawa są lipne, to jednak cieszy tych wyzwolonych kabotynów wyzwolenie spod władzy „barbarzyńskiej”. A ciekaw jestem, rączki którego z tych potomków zostały użyte do odgruzowania Warszawy, bo akurat mój ojciec który nie pałał szczególnym szacunkiem dla nowej władzy, z użyciem swego wozu i koni ciężko, za bochenek chleba dziennie pracował na rzecz martwej, umierającej stolicy. Dzisiaj okazuje się, że w marszach KOD, czyli tych co zbudowali naszą, co prawda mało doskonałą
ojczyznę po wojnie od nowa, idą wg Kaczyńskiego zdrajcy, złodzieje, donosiciele, komuniści, i wszelkiego rodzaju hałastra rebeliantów, zaś zasłużeni dla Kościoła i Kaczyńskiego, który ich obdarzył stanowiskami z dobrą pensją to pierwszy sort. Tyle, że sami siebie darzą szacunkiem, bo ani zagranica, ani nawet własny naród, przynajmniej w 60% populacji nie ma dla nich ani krzty poważania. Może za wyjątkiem tych, których zbawił dodatek 500+, ale też wątpliwe. Barbarzyństwo jakim się posługuje prezes PIS w rozwalaniu prawa konstytucyjnego zbliża nas do krajów totalitarnych, gdzie obywatel wedle ustanowionych nowych praw będzie tylko wytresowanym przedmiotem. Będzie tak, gdy nauka i wiedza wypływać będzie wyłącznie ze szkół i uczelni katolickich i gdy implementacja tejże zagości w naszej społecznej świadomości. I to właśnie jest barbarzyństwo w moim odczuciu. Ono wszystkim Polakom zagraża.



niedziela, 12 czerwca 2016

PIRAMIDA Z GŁUPOTY


Wcale nie trudno napisać posta tak zatytułowanego. W dzisiejszej Polsce zbudować piramidę złożoną z bloków pierwej ulepionych z głupoty jest bardziej łatwe niżeli sznurowanie butów na rzepy. Gdzie się nie obejrzysz, gdzie tylko nadstawisz ucha, do której by zaglądnąć gazety, to musisz się uśmiechnąć, obojętnie, włączając zasoby poczucia humoru, lub chociażby przez łzy. Ostatnio rozbawił mnie komentarz napisany przez zakonnicę, być może posługaczkę kuchenną proboszcza. Komentarz dotyczył posta PARTYZANCI CZAJĄ SIĘ ZZA DRZEW. Tym komentarzem siostrzyczka bierze w obronę księży w związku z ich ciężkim losem. Dziwne, bo akurat w tym poście nie było nic o kleszym losie, post dotyczył pana ministra Szyszki, głównego polskiego siekierowego. Chyba że Szyszko dla siostry to też ksiądz, bo jego dzienna egzystencja przebiega w murach Ojca Rydzyka. Tak czy owak pani zakonnica (przepraszam za słowo pani, ale wydaje mi się że przyjęcie obłóczyn zakonnych nie pozbawia kobiet płciowości. A więc ta pani uczula mnie na ciężki los tych księży, których nie stać na gospochę. Tacy księża muszą, uwaga: sami robić sobie zakupy a nawet słać łóżka, bo przypuszczam , że pranie i mycie okien wykonują parafianki za serdeczne Bóg zapłać. Powiem tak pani siostro. Jest pani albo ograniczona w przestrzeni postrzegania najprostszych w życiu umiejętności, albo zbyt zakochana w osamotnionym proboszczu. Przecież ten chłop (bo każdy ksiądz to chłop oglądający się za dzierlatkami) jako dziecko musiał być nauczony tak prostych rzeczy jak słanie łóżka, albo dokonywanie zakupów, choćby w sklepach monopolowych. Po wypowiedzi pani zakonnej pojawiło się kilka komentarzy. Ich treści nie odbiegają merytorycznie od siebie. Są bardzo współczujące zarówno tym biednym księżom jak i zakonnicy podkuchennej.

Do czołowej głupoty zaliczam zachowanie polskiej telewizji w całości, nie tylko tej zwanej narodową zarządzaną przez Kurskiego. Otóż zanim doszło do finałów mistrzostw Europy w piłce nożnej, dzień i noc pokazywano nam piłkarzy przygotowujących się do rozgrywek na terenie uroczej Francji. Zgrupowania, przejazdy, przeloty, karmienie, kontuzje, nowe ciuchy w tym garnitury, modły, sale odnowy biologicznej, wszystko w achach i ochach, oczywiście w atmosferze optymizmu mimo słabiutkich postaw w meczach z Holandią i Litwą. Wszystkie programy polskojęzyczne były zapchane na przemian reklamami i ględzeniem dziennikarzy którzy towarzyszyli „naszym” od rana do wieczora. Śledziłem czy przypadkowo nie włażą za nimi do toalet. Takimi relacjami przygotowali społeczeństwo polskie do odliczania już nie godzin ale minut do pierwszego meczu. Zwycięskiego! brawo. Tymczasem jedynym transmitowanym meczem bez udziału ekipy Lewandowskiego był mecz inauguracyjny Francja-Rumunia, bo nawet nie pokazano uroczystości otwarcia mistrzostw. Rozumiem, że Kurski mógłby to zrobić z zemsty, bo jak wiadomo zamiast demonstracji KOD pokazywał imprezę kościelną. Ponadto został wygwizdany na festiwalu opolskim, ale inne stacje ulokowane w tzw. kablówkach?. Tego nie rozumiem, bo przecież każdy posiadacz telewizji kablowej opłaca należności wg podpisanej umowy. Okazuje się że jest możliwość uciechy z oglądania wszystkich meczów, trzeba tylko dodatkowo wpłacić firmie .. 100 złotych, bo są to transmisje zza granicy. Ciekawe jakie koszty ponosi telewizja „narodowa” z powodu codziennego transmitowania wystąpień papieskich, albo innych modłów, od których bardziej wrażliwi dostają obstrukcji. Moim zdaniem jest to pogarda dla widza. Ale ja się śmieję i płaczę na przemian. Tak dla zdrowotności.

W sobotę w telewizji przemówił wódz narodu, namiestnik państwa, narodowy prezes wyższego sortu. Z całą powagą i zdecydowaniem wskazał palcem gdzie ma zamiar usadowić dwa pomniki. Jeden osobisty, przynależny jego bratu, nawiasem mówiąc najsłabszemu prezydentowi Polski wszech czasów Lechowi Kaczyńskiemu, którego po tragicznej śmierci, na wniosek Michała Kamińskiego położył wraz z małżonką na Wawelu. Drugi pomnik poświęcony wszystkim ofiarom katastrofy smoleńskiej stanie także w miejscu wyznaczonym przez niego osobiście. To nic, że taka nawała pomników wokół pałacu prezydenckiego psuje harmonie urbanistyki warszawskiej (w końcu Wojtyła ma ich w kraju ponad półtora tysiąca i nikt nawet nie piśnie) to nic, że zasługi i sama postać LK nie może konkurować z Piłsudskim, Prusem i innymi uwiecznionymi na Krakowskim Przedmieściu bo taka jest wola brata i ni ch.j mu nie podskoczy. Człowiek, który stawił czoła całej Unii Europejskiej z Wenecką Komisją łącznie nie będzie słuchał jakowyś tam konserwatorów. W końcu LK leży na Wawelu obok sarkofagu Marszałka, więc zaprzyjaźnił się z nim na tyle, że i pomniki swoje muszą mieć koło siebie. Tak to widzę, ale być może Jarosław ma inną wizję i wytłumaczenie w kwestii swych absolutystycznych i niezłomnych postanowień. Jego światłych pomysłów broni jak niepodległości rzeczniczka PIS pani Mazurek z d. Cieluch, z twarzą tak groźną, że małe dzieci powinno się w chwili jej przemówień odsuwać na wszelki wypadek od telewizorów.

Moja piramida będzie wysoka, bowiem jestem przekonany, że budulca w postaci bloków złożonych z głupoty tu nad Wisłą nie zabraknie nigdy.

Obrazki - zasoby Google.


piątek, 10 czerwca 2016

PARTYZANCI CZAJĄ SIĘ ZZA DRZEW



O Polsce głośno w całym świecie. Nigdy Polska nie była tak „popularna” jak dzisiaj. Gazety całego świata pokazują na pierwszych stronach gdzie leży ta kraina. I dobrze, bo są narody, które nie mają o tym pojęcia i tylko słowa papa i Walesa cośkolwiek mówiły im o takim egzotycznym narodzie jak Polacy. Wielu Azjatów, Afrykanów, a nawet Amerykanów biegnie do mapy by sobie uzmysłowić gdzie mieszka ów Walesa, co to ponoć sam obalił komunę i Związek Radziecki, albo gdzie zrodził się papa co to kategorycznie zabronił im używania kondomów i modlił się za pedofilów w sutannach. Obecnie ci dwaj bohaterowie już nie odgrywają żadnej roli, bo jeden nie żyje, drugi zaś prawie dogorywa, bo wykańczają go tajemnicze teczki zwane bolkowymi. Dzisiaj głównym bohaterem kraju umiejscowionego przez historię między Germanami i Rusinami jest Jarosław Kaczyński, samozwańczy zbawca narodu, wydźwignięty na piedestał śmiercią brata i chciwością jednego zakonnego klechy. Co prawda wspominał on kiedyś o pozytywnej dla Polski roli Edwarda Gierka, ale jak pokazuje czas, był to żart. Żaden Gierek, jak mówią fakty najlepszy powojenny gospodarz kraju, żaden Kwaśniewski, jedyny prezydent zasiadający w pałacu przez dwie kadencje, żaden Mazowiecki i żaden Geremek, działacze opozycyjni, autorzy porozumienia sierpniowego, a nawet żaden tam Komorowski, którego pozytywny ponoć jedyny krok to animacja Dnia Żołnierzy Wyklętych, nie dorównują prezesowi. Zbawca Polski jest jeden jak Napoleon Bonaparte dla Francuzów. Swój autorytet podwyższa drabinką sklepową, chociaż generalnie zarządza państwem z prywatnego mieszkania na warszawskim Żoliborzu. Ktoś w Azji albo Afryce, być może ten, co to w końcu odnalazł Polskę na mapie zapyta, kto to jest ten Kaczyński?. Odpowiedź prawidłowa: NIKT. Po prostu zwykły szeregowy poseł, którego członkowie partii do której przynależy zrobili go szefem, przewodniczącym, prezesem.
Co prawda dziewięć lat temu na chwilę był premierem rządu, ale odebrano mu te zabawki już po osiemnastu miesiącach. Zostawili mu tytuł. Upłynęło osiem lat, przez które potrafił zbudować twardą, zabetonowaną w swej ideologii partię składającą się z ludzi o przeróżnych proweniencjach, od bardziej oświeconych, jak Morawiecki junior, po zatwardziałych i ograniczonych w pomyślunku, jak jego minister rolnictwa Jurgiel, albo senator Kogut. Jest pewnego rodzaju symbolem „dobrej zmiany”, którą podpiera się PIS, że właśnie prostak Kogut reprezentuje izbę wyższą parlamentu. Szkoda że brak jeszcze wyższej. Rząd złożony z takich tuzów elokwencji i inteligencji powoli, acz zdecydowanie rozwala nasze państwo pod względem prawnym, ale też gospodarczym. Nie darują oponentom z PO, którzy to akurat nie popisali się przez osiem lat gdy rządzili państwem, ale i koniom w stadninach. Przykłady aż się pchają pod klawiaturę laptopa. Np.
Sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego, by nikt mu nie przeszkadzał w „reformowaniu” państwa, tym bardziej, że akurat w fotelu prezydenckim usadowił swojego, posłusznego mu pupila, zaś na foteliku premiera równie posłuszną kobiecinę z doświadczeniem wójta w Brzeszczach. W międzyczasie skłócił Polskę z kierownictwem Unii Europejskiej i Komisją Wenecką, do której zwrócił się o wydanie opinii na temat jego pisowskich reform. Niestety się zawiódł, bo obie instytucje unijne poddały jego działalność totalnej krytyce jako próbę obalenia ustroju demokratycznego. Rodzące się głosami posłów PIS ustawy, jak chociażby ta niby antyterrorystyczna, ograniczająca po części wolność wypowiedzi, szczególnie na temat kleru oraz poselstwa pisowskiego, ustawa o ziemi, zezwalająca na jej zakup wyłącznie Kościółowi, ustawa właśnie o zmianach w TK, to tylko wybrane dzieła „jego” parlamentu. Nieokiełznane rozdawnictwo stanowisk dla swoich ludzi, oraz funduszy państwowych dla kleru od episkopatu po parafie, przy jednoczesnym braku finansowania służby zdrowia i wielu innych zapyziałych dziedzin gospodarki to chleb powszedni tego rządu. Żadna z tych reform nie przyniesie państwu jakiegokolwiek pożytku naprawczego, chociażby w górnictwie. Ze strachu przed chłopstwem z kilofami i palącymi się oponami rząd ustępuje górnikom we wszelakich żądaniach mimo strat niespotykanych w tej materii gdziekolwiek na świecie. W ramach tzw. dobrej zmiany postanowili rządzący dać rodzinom słynne 500+ na każde dziecko z wyjątkiem pierwszego. To ich flagowy czyn. Jak się dowiadujemy z wielu mediów, pieniądze te często trafiały do tych, którzy nigdy nie splamili rąk żadną pracą, a jedyne odciski ich palców można znaleźć na butelkach z alkoholem. Ten humanitarny krok właśnie pozwolił PIS wygrać wybory, a naród został nastawiony do darczyńców jeszcze bardziej konformistycznie, a przecież wiadomo, że owe rozdawnictwo nie ma nic wspólnego z altruizmem. Szczególnej kompromitacji nasz kraj doznaje w wyniku bezmyślnej, wręcz barbarzyńskiej wycince zasobów Puszczy Białowieskiej, jedynej takiej ostoi flory i fauny w świecie pod jurysdykcją UNESCO. Mimo masowych protestów ekologów, oraz światowych organizacji przyrodniczych wycinka trwa, bo ponoć puszcza została zaatakowana przez owada zwanego kornikiem. Kornikiem, którego pobyt na tym świecie jest kilka razy dłuższy niżeli ludzkość z której wywodzi się Kaczyński i Szyszko.
Miejscowi chłopi dywagujący pod budką z piwem powiadają, iż rząd puszczę wycina, bo boi się partyzantki. Może coś w tym jest na rzeczy, bo poseł zwany prezesem jest lękliwy od zawsze. Siedział pod pierzyną w czasie stanu wojennego, a także trzęsie się w dniach demonstracji KOD, także dla uspokojenia szefa posłuszne media zaniżają liczbę demonstrantów. Może dla wielu z państwa treść tego felietonu wydać się może zdarzeniami sennymi, które przedstawiam w oniryczny sposób. Otóż nie, zaprawdę powiadam, że nie. Grożą nam kary ze strony Komisji Europejskiej, włącznie z wyrzuceniem poza nawias, zabraniem wcześniej przydzielonych kwot. Nieprzychylny stosunek do uchodźców także w Unii wywołuje nerwowość. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasi urzędnicy rządowi (premier Szydło i minister Waszczykowski) tu w kraju plują na Unię, chowając flagi unijne w piwnicach, w myśl redakcji katolickich, organizacji faszyzujących oraz Radia Maryja, a jednocześnie jadąc do Brukseli pieprzą z fałszywym uśmiechem na twarzach o przywiązaniu Polski do UE. Flagi unijne są z powrotem wnoszone gdy Warszawę odwiedza komisarz. Na szczęście Unia to widzi i „podziwia” nasze katolickie zasady wielu twarzy. Pozostało nam to chyba jeszcze po Świętowicie, który pozostawił nam do wyboru aż cztery twarzyczki. Podobne obłudne słowa będą kierowane w stronę papieża Franciszka w czasie ŚDM, który akurat jest za przyjmowaniem uchodźców, tolerancją względem innych wyznań i niewierzących, a także odmieńców seksualnych. Straszy on jednocześnie biskupów ciężkimi karami, włącznie z odarciem z sutanny i biretu, za zamiatanie pod dywan pedofilii w ich diecezjach. Jestem przekonany, że gdyby ta decyzja weszła w życie to wiele pałaców biskupich w Polsce doznało by opustoszenia. Dla świętego spokoju w episkopacie, trzeba cierpliwie czekać na naturalną, bądź przypadkową śmierć współczesnego pana Stolicy Apostolskiej. To ich jedyna nadzieja. Amen.


niedziela, 5 czerwca 2016

PLUS



 
+, Znak dodawania, który w dzisiejszej pisowskiej Polsce zrobił większą bodaj karierę niżeli u takich matematyków jak Tales z Miletu, albo Blaise Pascal, twórca teorii prawdopodobieństwa i wartości oczekiwanej. Tak, ten drugi byłby moim zdaniem bliższy poczynaniom kaczystowskiego rządu PIS, ponieważ wszystkie dotychczasowe pisowskie zamierzenia opierają się właśnie na prawdopodobieństwie i oczekiwaniu na urodzaj owoców pod przykryciem „dobrej zmiany”. Bo oto tylko dzięki plusowi z liczbą 500, oraz ukryciu w norach borsuczych takich tuzów partyjnych jak Macierewicz, Mariusz Kamiński oraz Ziobro, omnipotent Kaczyński wygrał wybory i wygrał je na wzór tych częściowo wolnych historycznych z 1989 roku, gdzie kandydaci Jaruzelskiego ponieśli klęskę i tylko własnie częściowo uratował ich Okrągły Stół gdzie obradujący zgodzili się na listę rządową. Kaczyński wygrał te wybory podwójnie jako mecenas Andrzeja Dudy, oraz pisowskich kandydatów do parlamentu. To mu się udało. Udało się dzięki obiecankom pod tytułem 500+, które chętnie przytulił do serca wyborca zwany dzisiaj suwerenem, szczególnie ten biedny wyborca, który w innych okolicznościach wybory by olał. Było co przytulić. To dziesiątki miliardów złotych, teoretycznie dla dzieci, ale najbardziej chętnie zamierzali przytulić ci, którym nie bardzo chciało się iść do roboty a pić się chce. Brawo.

Dzisiaj, gdy rozbawieni zwycięstwem wyborczym pisowcy zdają sobie sprawę, że sytuacja w kraju w którym lekceważy się  Konstytucję i Trybunał Konstytucyjny nie będzie na dłuższą metę sprzyjać zadowoleniu owego suwerena, wpadła na pomysł skorzystania z dalszych „plusów”, które uśmierzą ewentualne niezadowolenie z dokonanych wyborów., wiadomo że 500 plus obnaży prędzej czy później budżet państwa, który będzie wyglądał jak karykatura orła oskubanego z piór, zatem po to wymyślono następny plus. Mieszkanie plus. Bardzo chwalebne, bowiem setki tysięcy rodzin gnieździ się w małych klitkach, a wiele z nich w ogóle nie ma gdzie się rozmnażać w imię 500 plus i uciechy posła Marka Jurka. Mieszkanie zawsze należało do dóbr podstawowych, zatem ten rój pisowców który oblepia prezesa jak pszczoły swoją matkę, już myślą jak powtórzyć akcję „+”. Plusik ten przylepili właśnie do hasła „mieszkanie dla wszystkich”, tyle że osiem lat temu premier Kaczyński miał ich wybudować trzy miliony. Nie wybudował bodaj żadnego, być może dlatego że zabrakło mu czasu. Sądzę, że kolejne plusy, które to najbardziej łyka społeczeństwo, przylepi do haseł: nauka, sądownictwo, transport, emerytury, media, skończywszy na haśle pielgrzymka +, oczywiście do Torunia. Polacy widzą, że powoli na kanwie tych plusowych, w gruncie rzeczy oszukańczych haseł wali się demokracja, która wspiera się na filarach Unii Europejskiej do której jeszcze, dzięki chyba tylko Opatrzności należymy. Ta Opatrzność się chyba odwdzięcza za

miliony ładowane na Jej Świątynię. Demokracja, której 27 urodziny obchodzimy dzisiaj 4 czerwca, wybory parlamentarne po Okrągłym Stole, wygrane przez Solidarność, w różnych odcieniach przyświecają nam do teraz. To struktura wolności i demokracji. Jednak, jak na zgromadzeniach KOD w Warszawie mówili organizatorzy ma ona strukturę bardzo kruchą, podobną skrzydłom motyla, dlatego musi być pielęgnowana jak najdelikatniejszy skarb. Dzisiaj jest ona zagrożona ze strony wariackich poczynań małego prezesa ze swoim rojem rozwścieczonych pszczół pisowskich, prowadzących już otwartą wojnę z Komisją Europejską. W ich mniemaniu państwo poszanowania prawa, to państwo szacunku i poszanowania Prawa i Sprawiedliwości. Wszystkich tych którzy wzięli udział w sobotnim marszu KOD, a także tych, którzy z rożnych przyczyn fizycznie do marszu nie dołączyli, ale popierają demokrację, Kaczyński nazwał rebeliantami. Nie wiem ile jeszcze ma w zapasie tych inwektyw, bo już nas demokratów obdarzył słowami: drugi sort, komuniści, złodzieje, donosiciele, wreszcie rebelianci. Tylko czekać na to, by nas ochrzcił zaplutymi karłami reakcji. Przyjdzie czas, że zrobi i to, bo tymczasem dopasowuje znak sumaryczny do mieszkań. A naród to kupi w ciemno.


Postara się o to jego telewizja narodowa z jego imiennikiem na czele, którą ogląda wieś i małe miasteczka. Jeżeli do tego przynajmniej kilkadziesiąt takich mieszkań zbuduje w najbliższym czasie choćby na pokaz, a Kurski zadba o odpowiednią propagandę, to następne wybory też wygra, bo na plusach, szczególnie plusach „dodatnich” dobrze się jedzie, mimo że nawet na takie mieszkanie nie będzie wielu stać, przy planowanym czynszu 800 złotych za powierzchnie 40 metrów kwadratowych. Sądzę, że o podobne plusy propagandowe mogłaby się pokusić również opozycja. Jak wiemy podczas rodzącej się demokracji 27 lat temu największe koszty ocierające się o nędzę ponieśli mieszkańcy i pracownicy PGR oraz Spółdzielni Produkcyjnych. Reforma Balcerowicza, okrutna w swych decyzjach doprowadziła setki ludzi do samobójstw i unicestwienia biologicznego całych rodzin. Moim zdaniem jest okazja by opozycja wzorem 500+ ogłosiła, a raczej zapewniła, iż w przypadku gdy wygra wybory spowoduje wypłaty wysokich odszkodowań za utracony a wypracowany przez lata majątek, oraz zdrowie psychiczne. A co?, skoro budżet stać na realizację tylu bzdurnych obiecanek, sprowadzających ten nieoświecony katolicki kraj do zagęszczenia ulic pijakami, oraz damskimi bokserami, oczywiście z kasy wspomagania matek z dziećmi, to dlaczego naród, ten naród popegeerowski który tak solidarnie głosował na PIS, nie miałby uwierzyć w obiecanki opozycji. A jest to kilkumilionowa rzesza wyborców. Ciągle stosunkowo biednych wyborców.

PS: Jedno wszak nas cieszy. Mianowicie to, że osamotniony Antek Policmajster nie jest już singlem w zaangażowaniu na rzecz naszej obrony. Ma już wyrażne wsparcie. Po pierwsze wrócił do niego ten słynny dwudziestolatek w charakterze doradcy, po drugie zaś nad jego jestestwem rozpostarł boskie ręce sam żelazny Chrystus, którego figurę podwładne mu wojsko przywlokło na lawecie do Poznania mimo braku zgody prezydenta miasta.
Obrazki od góry:
1.Julian  Tuwim
2. Zespól zgrany.
3. Nasza niepodległość w ich rękach
4. 500+
5. Król Polski wraca do Poznania w asyście wojska.

piątek, 3 czerwca 2016

SIEWCA BARDZO ZŁEJ NOWINY


Częściowo tytuł posta zaadoptowałem z GW, która w czwartkowym wydaniu pokazuje prawdziwą maskę łódzkiego dostojnika w fiolecie abp Marka Jędraszewskiego. A dlaczego jego maskę?, dlatego, że z normalnego głosiciela ewangelii ten osobnik stał się podnóżkiem Macierewicza i Kaczyńskiego, a w zasadzie amatorem idei narodowej, wręcz faszystowskiej. Łódź, miasto stosunkowo młode, XIX wieczne, zbudowane na fali rodzącego się kapitalizmu przez ludność napływową, na którą składały się nacje Polaków, Żydów, Niemców, Czechów, Rosjan i Ukraińców, na kanwie czego powstawały potężne fabryki przemysłu włókienniczego oraz banki, jest przykładem poprawnego współżycia tych nacji, podobnie jak w dzisiejszej Holandii, Anglii albo Francji. Ci obywatele wspólnie zbudowali nie tylko obiekty mieszkalne, bankowe, szpitale, ale też kościoły. Na budowę katedry ekumenicznej składali się nie tylko katolicy, ale też Żydzi i ewangelicy. Prężnie działały stowarzyszenia dobroczynności, do których należeli wyznawcy różnych religii. Na fundusz obrony Narodowej robili zrzutkę mieszkańcy Łodzi mówiący w domu po polsku, w jidysz, po niemiecku i czesku. Prawie wszystkie rodziny mieszkające w Łodzi, od kilku pokoleń są pomieszane etnicznie a często religijnie. Tymczasem Jędraszewski z chwilą wygrania wyborów przez PIS stał się absolutnym zakładnikiem „dobrej zmiany” i jednocześnie głosicielem złej nowiny wyrażającej się sojuszem z ONR i innymi organizacjami profaszystowskimi. Nawet w czasie uroczystości pierwszej komunii zaprosił do łódzkich kościołów umundurowanych członków tych organizacji wraz z flagami o treściach nacjonalistycznych, i antysemickich
głośno odczytywanych, zaraz po wyjściu z kościoła. Z tego samego kościoła, na budowę którego składali się właśnie Żydzi. Jędraszewski z uśmiechem akceptuje ten status. Ja się dziwię, że wierni słuchający kazań Jędraszewskiego w milczeniu to przyjmują. Plecie on o zamachu smoleńskim, o dżenderze, przywołując hasła ONR, raz sierpem, raz młotem itd. Swego czasu Jędraszewski w swojej katedrze zorganizował inscenizację „pogrzebu” zbrodniarza „Łupaszki” wychwalając jego uczynki pod kopułę kościoła. Nie wspomniał ani słowem o zbrodniach „Łupaszki” m.in. w Dubinkach, gdzie w okrutny sposób zamordował on 27 Litwinów ... bo nie byli Polakami, czyt. katolikami. Przed egzekucją żołnierze Szendzielarza, bo takie było jego nazwisko, brutalnie zgwałcili kobiety. To że rząd PIS zrobił z niego bohatera, to inna sprawa, ale fakt, że arcybiskup urządza coś podobnego w katedrze świadczy o zupełnym zagubieniu moralnym i teologicznym hierarchy pisze gazeta. Czyżby nasz naród katolicki już tak z psiał i stał się martwą odmóżdżoną naturą?.Rzadko kiedy wierny ma odwagę i to niestety poza świątynią głośno mówić, że arcybiskup opowiada głupoty a my znosimy je z zażenowaniem w milczeniu. Ale czy milcząc, nie akceptujemy złej nowiny, którą rozsiewa Jędraszewski?. Aliści tak, akceptujecie, drodzy łódzcy parafianie. Przy okazji warto zapytać ile to kumple Jędraszewskiego po birecie w tym roku zebrali pieniędzy za rozdawanie pierwszej komunii, chociaż papież Franciszek nakazał sakramenty dawać za darmo. Łodzianie, powinniście pisać masowe listy do Watykanu, informując papieża, że nauczanie abp Jędraszewskiego obraża rozum i wiarę. Abp Jędraszewski to karykatura kapłana. Obraża on swoją postawą „cnotę” św. Jana Pawła II, który zrobił go biskupem a potem arcybiskupem. Co prawda listy te raczej nie dotrą do rąk Franciszka, bo w kancelarii papieskiej siedzą koledzy Dziwisza, Hosera i Jędraszewskiego i taką korespondencję wrzucają do niszczarki albo do kosza, ale mnogość takich listów może być skuteczna. Jeśli będziecie milczeć Łodzianie, jeśli okażecie obojętność, siewca złej nowiny dalej będzie używał Ewangelii, by legitymizować politykę „dobrej zmiany”. Jędraszewski dalej będzie roztaczał parasol ochronny nad nacjonalistami i ksenofobami. To biskup PIS. Przylgnął do tej partii jak pchła do psiej skóry. Szkoda Łodzi, miasta o tak pięknych tradycjach.

                                                                 
Inna zła nowina napływa do nas z Ukrainy. Okazuje się , że uwolnienie Nadii Sawczenko nie przyniesie chluby jej narodowi. Ta młoda pilotka, ponoć tak „zmaltretowana” w rosyjskim więzieniu postanowiła swój patriotyzm zainwestować w politykę. I to skrajną, nacjonalistyczną politykę. Na pomysł by ją umieścić na listach kandydatów do parlamentu wpadł nie prezydent Poroszenko, jak podawała prasa, a zagubiona od pewnego czasu Julia Tymoszenko. Będę prezydentem Ukrainy wykrzykiwała Nadia do zgromadzonych. Z kolei znana z łóżkowego machania rączkami Tymoszenko w czasie udzielanych wywiadów naszym dziennikarzom też jakoby odżyła. Ponoć była tak torturowana, że z chwilą wyjścia z celi dopominała się powrotu na stanowisko premiera jako działaczka Batkiwszczyny i już wtedy można się było domyślać, że kiedyś będą z tego kłopoty. Zarówno Tymoszenko jak i Sawczenko to nacjonalitki, a Tymoszenko to nawet „narodowiec”. To zła postać Ukrainy, a jeżeli
Nadia Sawczenko stanie się głosem sporej części narodu, to na osiągniecie pokoju nie będzie szans. Ona proponuje wybuchową mieszankę populizmu z nacjonalizmem. Czyli jak na Ukrainę zachodnią nic nowego. To wszystko okraszone jest czynnikiem destrukcyjnym dla prawdziwej demokracji. Ten populizm ma na imię Julia Tymoszenko, przez wielu na świecie uważana za kobietę oligarcha z ukradzionymi miliardami z kasy gospodarczej wciąż biednej Ukrainy. Czy zatem warto było aż tak się angażować w walce o wolność Nadii S, która to bądź co bądź jest w jakimś stopniu odpowiedzialna za śmierć kilku Rosjan. Mądry Ukrainiec po szkodzie, ( jak Polak zresztą, który może sobie tylko pluć w brodę po kaczym zwycięstwie).

Foto:google

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...