środa, 28 kwietnia 2010

KAMPANIA PREZYDENCKA .. CZY BURACZANA






Zawsze mi się wydawało, że telewizja publiczna jest we władaniu konstytucyjnego rządu. Jak by nie patrzeć, to podlega ministrowi skarbu, a ten jak wiadomo jest członkiem ścisłego kierownictwa państwa, czyli właśnie rządu. Tymczasem to co się wyrabia w programie pierwszym TVP, dzięki PiSowskim do bólu dziennikarzom przeczy twierdzeniu o państwowości pierwszego kanału TV. Wiemy, że ruszyła machina kampanii wyborczej,bo fotel prezydenta przed czasem opróżniał, chociaż od czasu do czasu może w nim już zasiąść marszałek Sejmu, jako czasowo pełniący obowiązki. No i zaczęło się.
Zauważyłem, że tragedia smoleńska, jest dla nas Polaków jakby ozdrowieńcza, bowiem czcimy wyłącznie ze szczególną estymą wszelkie klęski i katastrofy oraz przegrane wojny. Prawica polska z rozmachem przystąpiła do rozprawy z tymi, dla których IV Rzeczpospolita brzmi mało apetycznie. Pierwszy program, który w wyniku podpisanej przez zmarłego prezydenta Ustawy dostał się w ręce skrajnej prawicy pisowskiej czyni wszystko, by obrzydzić społeczeństwu przeciwników politycznych. Czyni to w sposób bezwzględny, posuwając się przede wszystkim do oszczerstw. Bo czym są audycje Pospieszalskiego, Stankiewiczowej, Sakiewicza czy Ziemkiewicza, w których Polakom sugeruje się lub mówi wprost: cyt: W Smoleńsku był zamach, Tusk ma krew na rękach. Sprzedajne media zafałszowały prawdziwy obraz prezydenta, Prawdziwi Polacy winni wybrać prawdziwego Polaka czyli Kaczyńskiego. Prezydenta zabiło KGB w porozumieniu z Tuskiem. Ruskie zestrzelili samolot z prezydentem, a przy okazji ze Skrzypkiem szefem banku, który utrudniał gospodarke finansową rządowi. No i wiele innych bzdur, które mogą przejść wyłącznie przez usta wyżej wymienionych za pośrednictwem wybranych żałobników, oraz ojca doktora-dyrektora z Torunia.
Można by powiedzieć, sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, po tym gdy premier zerwał zapisy ustawy medialnej wynegocjowanej z lewicą. Można, stało się. Mimo to, nie wolno moim zdaniem dopuścić do tego, by takowe brednie były rozsiewane po kraju, ale też za granicą. Widzą nas i słyszą, a następnie ośmieszają w kabaretach. Wiem, że PiS zrobi wszystko, by na kanwie naszych nieszczęść, a szczególnie tragicznej śmierci brata zbliżyć się w notowaniach do kandydata PO Komorowskiego. Cały ten cyrk żałobny obserwowałem ze zdumieniem, to co się wyprawiało w domach, na ulicach i mediach, ludziom starszym przypominało narodową histerię po śmierci Bieruta. A później otrzeźwienie i wstyd. No i ta lista dokonań prezydenta, licytacja kto ile setek kilometrów przejechał, by stanąć pod pałacem, ile godzin stał. Tak podobno licytowano się kiedyś w kolejce do mauzoleum Lenina, na końcu dając upust ogromnej pysze, pochowano go obok królów i wieszczów narodowych z woli brata i kardynała. A gdzie tu rząd?. Rząd milczał, tak jak milczy w tej chwili, gdy publicyści ośmieszają go a nawet przypisują mu popełnienie zbrodni na prawie stu osobach. Żywy Kaczyński zrobi wszystko, by ociemniały psychologicznie naród wykorzystać na swoją korzyść polityczną. Wykorzysta więc też, że uwielbiamy być smutni. Podziwiamy przegranych, a do wygranych odnosimy się z niechęcią, podejrzliwością i zazdrością. Jesteśmy takim wielkim IPNem, grzebiemy się w przeszłości, ale i w grobach. Co rusz kogoś ekshumujemy, sprowadzamy prochy, urządzamy pogrzeby. Nie dla nas radość, korowody, festyny i fiesty. Wolimy obchodzić rocznicę wybuchu wojny niżeli jej zakończenia. Nawet w te nieliczne święta radości jak np. uchwalenie Konstytucji, czy święto Niepodległości wolimy klęczeć na mszach polowych i słuchać apeli poległych.
Kaczyński doskonale wie, że naród to kupi, jak kupił dziadka z Wermachtu. Dalej więc przy pomocy usłużnych Pospieszalskich i jego kolesi będzie budował na bazie katastrofy wielkość swojego brata, któremu nad grobem przyrzekł kontynuację prezydentury. A przecież już czas, bo oszalała i bez umiaru żałoba minęła, by spojrzeć świeżym okiem na dokonania pana prezydenta.
Wielokrotnie pisałem na swoim blogu, a ponadto czytałem wiele wypowiedzi ludzi światłych z lewa, a nawet z prawa, że Lech Kaczyński był bardzo marnym prezydentem, ośmieszającym nasz kraj w świecie, był prezydentem wyłącznie swojego brata,żony, mamusi, kota i PiSu. I nikt nie zmieni tej oceny, nawet taka katastrofa jak pod Smoleńskiem.Nawet wyzwiska na ulotkach rozrzuconych w Warszawie, na których wszystkich krytyków prezydenta nazwano karłami. Ot, kultura, buraczana. A są tam nazwiska osób z pierwszych stron gazet. Dlatego też pochówek jego szczątków na Wawelu, można nazwać żenującym spektaklem. Milczący od wieków Stańczyk, królewski błazen, zachichotał zapewne w lochach wawelskich szczególnie głośno.
Zadaję zatem powtórnie pytanie: Czy premier rządu polskiego jest bezsilny?. Co robi prokurator generalny, który najlepiej zna wyniki badań nad przyczynami katastrofy?. Jeżeli taki stan medialny utrzyma się do wyborów, bez żadnych reakcji ze strony osób do tego powołanych, to nasz kraj, skansen cmentarny, stanie się egzotycznym zjawiskiem klerykalno-politycznej obłudy i martyrologii urojonej. Zawitają do nas z całego świata wycieczki złożone z tych, co nie uwierzą swojej prasie.
Chyba, że o to chodzi,..a to przepraszam.




Uśmiechnij się:


Ładna pogoda, nie za ciepło, ciśnienie stabilne, nie ma co liczyć na sercowców, ciśnieniowców ani cukrzyków- mówi grabarz do kolegi.
-Taaak, martwy sezon!...

sobota, 24 kwietnia 2010

OKRUCHY TYGODNIA





Punktualnie o północy ubiegłej niedzieli skończyła się żałoba narodowa. Najdłuższa w historii nowoczesnej Europy i chyba świata. Skończyła się, chociaż Polska wciąż czekała na szczątki swoich bliskich w liczbie 21 trumien. Dochodzące z Moskwy informacje zasmucały rodziny tragicznie zmarłych, bowiem rozpoznanie ciał za pomocą DNA wymaga niestety czasu. Dzisiaj, gdy tylko (lub aż) pozostał obowiązek ich pochowania, a środki masowego przekazu odzyskały kolory, tu i ówdzie co bardziej dociekliwi zadają sobie pytanie: kto jest odpowiedzialny za te masakrę w której śmierć poniósł nie tylko prezydent Rzeczypospolitej z Małżonką, ale również 94 inne osoby z pierwszych stron gazet. Pewno wielu z nas zadowoliło by się stwierdzeniem że Bóg tak chciał. Niestety, żyjemy tu i teraz w 21 wieku, gdzie wszystkiego jest jakaś przyczyna. Najwięcej w tej sprawie miałyby do powiedzenia same ofiary dramatu, szczególnie z otoczenia pana prezydenta, a może przede wszystkim sam pan prezydent. Nie dowiemy się od nich niczego. Ich się nie da przesłuchać, analizować ich szczątki podobnie jak pana Olewnika czy prezydenta Sikorskiego. Pozostaje domniemanie winy, no i tu się zaczynają domysły. Dzisiejsza Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad jaki przeprowadzono z pilotem- kapitanem tupolewa rozbitego w Smoleńsku. Wywiad popełniono zaraz po słynnym nieporozumieniu na linii pilot-prezydent Kaczyński, podczas jego wyprawy w towarzystwie kilku zaprzyjaźnionych prezydentów do Gruzji. Wszyscy wiemy (bo sprawa trafiła do prokuratury), że pilot odmówił wykonania rozkazu pana prezydenta, by samolot wylądował na lotnisku w Tbilisi. Odmówił, ponieważ nie tylko że MSZ nie uzgodniło trasy przelotu, ale na terenie Gruzji trwała wojna. W powietrzu unosiło się kilka uzbrojonych śmigłowców rosyjskich. Pan prezydent, jak wiadomo poczuł się obrażony i upodlony w oczach swoich przyjaciół. Trudno, ale prokurator, który kierował się obowiązującymi zasadami w lotnictwie, umorzył sprawę, a minister ON odznaczył pilota medalem. Prezydent doznał traumy.

Tymczasem ten sam pilot miał wątpliwą przyjemność lecieć 10 kwietnia na uroczystości do Katynia. Wiadomo, że obsługa lotniska ostrzegła załogę tupolewa, iż warunki atmosferyczne nie pozwalają na bezpieczne lądowanie, proponując lotniska zastępcze. Wiadomo też ,że pan prezydent do samolotu wsiadł z półgodzinnym opóźnieniem. Trzeba więc było się śpieszyć, by zgromadzeni tam uczestnicy uroczystości nie musieli długo oczekiwać na głównego celebranta. Możemy zatem tylko się domyślać, że sytuacja z Gruzji się powtórzyła, a pilot obligowany niecierpliwością, mimo ostrzeżeń podjął próbę lądowania. Dalej wszystko wiemy. Wie cały świat i na pewno się dziwi, nie tylko współczuje. Tym bardziej, że wyprawa prezydenta miała charakter prywatny i do tego nieubezpieczony, a że chciał podkreślić ważność swojej zachcianki, samolot wypełnił pasażerami z różnych opcji politycznych z przewagą oczywiście partii, której służył całym swoim jestestwem. Dramat i przeolbrzymia żałoba generowana była codziennymi kawalkadami karawanów, celebrą na Okęciu, ale przede wszystkim aferą spowodowaną decyzją o pochówku Marii i Lecha Kaczyńskich w krypcie wawelskiej. Byli lepsi i gorsi. Jedni prosto z lotniska trafili do pałacu prezydenckiego, by zasmucony naród mógł oddać Im cześć, inni zaś zbiorowo na Torwar, a jeszcze inni prosto na cmentarz na Wólce Węglowej. Pogrzeby zaś miały piękną, zazwyczaj kościelną oprawę, chociaż równie wzruszające były te o charakterze świeckim. Czy czarne skrzynki wskażą na kogoś winnego?. Myślę, że jak zwykle rozejdzie się po kościach, mimo wyraźnych poszlaków. Jeżeli tak się stanie to powiem tylko, że nasze państwo jest prawnie słabiutkie. Takie jakieś rozmamłane. Oprócz traumy po stracie tylu mądrych rodaków pozostanie nam dodatkowo wielomilionowa wyrwa budżetowa spowodowana nie tylko kasacją nieszczęścia,w tym wypłatą odszkodowań, ale też utratą samolotu. Był on jak się okazuje w doskonałym stanie. Po zakupie nowych maszyn,można by go za duże pieniądze sprzedać. Tak, mowa o pieniądzach być może jest nie na miejscu, ale niestety życie idzie dalej.

Czytam dzisiaj reportaż z polskich więzień. Okazuje się, że w chwili gdy do zakładów karnych dotarła wiadomość o rozbiciu się samolotu w Smoleńsku, wśród więźniów wybuchła euforia radości. Ten festiwal głupoty dopiero został wyhamowany, gdy spotkać się z nimi zechcieli dziennikarze obsługujący tę tragiczną eskapadę. Zastanawiam się nad psychiką i charakterem osadzonych za murami więzień. To osoby wynaturzone i wyobcowane z ludzkich, najprostszych uczuć. Nie wierzę, że penitencjarna praca wymiaru sprawiedliwości przynosi jakiekolwiek owoce. Może tym co trafili za kratki przypadkowo, np. powodując wypadek samochodowy, ale innym?.


Wracamy w rzeczy samej do codzienności. Wypełniamy PIT-y, bo to czas ostatni, oszukując państwo ile tylko można. Pijemy gorzałę przed podróżą samochodem, bo przecież niemożliwe, aby policja musiała czyhać z alkomatem właśnie na mnie. Wywozimy śmieci do lasu, by nie płacić za usługę służbom komunalnym. Bijemy żony za zbyt słone zupy. Okradamy markety. Nic się nie stało.Przyjdzie czas że wszystko wyznamy podczas spowiedzi, a kleszy pośrednik z Bogiem oczyści nas z wszystkich popełnionych świadomie i nieświadomie grzechów. Można zatem popełniać następne. To takie proste i zarazem polskie.


PS. Z dniem dzisiejszym zrezygnowałem z państwa komentarzy zamieszczanych anonimowo. Niektóre z nich zawierały treści, które w swej istocie wypełnione były uszczypliwościami, nie tylko w stosunku do mojej osoby, ale także komentatorów. Chciałbym móc wypowiadającym się "spojrzeć w oczy".


Uśmiechnij się:

Noc poślubna. Po stosunku mąż pyta młodej małżonki:
-Czy przede mną miałaś już jakiegoś faceta?

Nie.
-A ja miałem!


poniedziałek, 19 kwietnia 2010

W ODPOWIEDZI ZATROSKANYM O MOJĄ DUSZĘ




Czytam wpisy-komentarze pod moim ostatnim postem w którym oceniłem według własnych odczuć całotygodniową"imprezę" spowodowaną następstwem tragedii smoleńskiej. Spokojnie i bez żadnych emocji wyraziłem na blogu swoje, a myślę, że w dużym procencie innych współobywateli, zdanie na temat megażałoby. Mega, ponieważ smutek podsycany przez wszystkie polskie media (wiadomo w interesie kogo działają), zamknął przed Polakami jakiekolwiek inne wieści ze świata i kraju. Kamery bez przerwy ślizgały się po głowach kilkusettysięcznego tłumu zatrzymując się na moment na twarzach po których spływały łzy. Festiwal żałobny skończył się wieczorem dnia ósmego od katastrofy, gdzie główną rolę pełnił cały przekrój sukienkowych od kleryków aż po dziesiątki dostojników w purpurach i białych nakryciach głowy.
Ta masa urzędników pana Boga podążająca przed lawetami z zacnymi szczątkami, daje faktyczny obraz rzeczywistego panowania Kościoła w "świeckiej" europejskiej Polsce. Mądre zdania na ten temat wyraziła pani profesor Środa na łamach Wirtualnej Polski. Pisze Ona, iż w tym klerykalnym kraju rząd nie ma właściwie nic do powiedzenia. Dowodem jest decyzja o miejscu pochówku prezydenta. Wawel jest dobrem narodowym, którym zarządza państwo. Okazuje się, że jest inaczej. W Polsce w gruncie rzeczy wszystkim zarządza Kościół katolicki. Najwyższy czas to zmienić panie premierze, podsumowuje swoją wypowiedź pani profesor. Najwyższy czas, bowiem już dzisiaj jesteśmy pośmiewiskiem świata naprawdę cywilizowanego. Wystarczy otworzyć gazety niemieckie, francuskie czy holenderskie, gdzie skansen polski pokazany jest w formie karykatur. Dlaczego tylko my Polacy musimy dostarczać im materiału do kompromitujących nas żartów i felietonów.
Teraz gdy opadły emocje popogrzebowe, a żałobnicy powrócili do swych gniazd w całym rozmodlonym kraju, wielu z nich choćby przypadkowo wpadnie do ręki tygodnik lub codzienna gazeta typu "Przegląd"czy GW i wtedy ulegnie zażenowaniu, bo długo nie musieliśmy czekać by powrócić do rzetelnej oceny osoby pana prezydenta PiSu i jego brata. Powtórzę więc: Pan Lech Kaczyński przysporzył naszemu krajowi wiele szkód w sensie polityki zagranicznej, zaś swoim myślącym rodakom masę wstydu.
Powracając do treści ostatnich komentarzy, to na pohybel wielbicielom LK przytoczę wypowiedź pana Rybitwy z Malborka, który nazywa naszego zmarłego prezydenta typową ofiarą polityczną. Zadaje on też pytanie: czy bohaterstwo polega na tragicznych skutkach wypadku?.A co z setkami niewinnych ofiar wśród kierowców? Okazuje się, że bohaterów możemy płodzić bez liku. Pan podpisujący się Decret66 przytacza nie obce nam w tych dniach akcenty nienawiści. Przykład obok Radia M. daje telewizyjny Pospieszalski. Jakże szkodliwy krajowi redaktor-prawdziwy Polak. Podobają mi się wyważone wypowiedzi pana Karola z Piły oraz pani Renaty z Krakowa i Myślącej z S. Bronią oni tych, dla których śmierć prezydenta nie spowodowała końca świata, którzy spokojnie usiedli w wygodnych fotelach i oddali się lekturze, miast czuwać 16 godzin przed pałacem prezydenckim. Na co inny zgorzkniały anonim ( a może ten sam) , zrezygnowawszy z dalszych komentarzy życzył by im "dupy" przyrosły do tych foteli. Mają się modlić do Lenina za tragicznie zmarłych komunistów. Słownictwo wyjątkowo poprawne dla polskiego moherstwa i w takim właśnie towarzystwie widzę pana anonima.

A teraz dwa słowa odnoszące się do tytułu posta: Otóż nie troskajcie się drodzy katolicy o moją duszę. Ponieważ duszę swoją równoważę sumieniem,świadomością i umysłem, to śmiało mogę ogłosić, że owo sumienie i pochodne mam bardzo czyste. Nie wyrządziłem nikomu żadnej osobistej krzywdy. Nie zdradziłem Ojczyzny, zaś powierzone obowiązki z tytułu zatrudnienia wykonywałem najlepiej jak potrafiłem. Z tego wniosek wyciągam prosty. Skoro sumienie i pochodne są w porządku, to znaczy i dusza również, bo powtarzam: te abstrakcyjne pojęcia się w moim światopoglądzie równoważą. Nie lękajcie się więc o mojego ducha.

sobota, 17 kwietnia 2010

DZIEGCIU CI U NAS DOSTATEK



Jesteśmy pod wrażeniem napływu informacji i komentarzy dotyczących ostatnich wydarzeń związanych z polskim dramatem narodowym. Dlatego przyznam się, nie wiem jak zacząć dzisiejszy post. Mam osobiste rozdwojenie jaźni, bowiem smucę się bardzo oglądając codzienną ceremonię powitania na Okęciu iluś tam trumien, a jednocześnie raduję się jako Polak z odrodzenia prawdziwego braterstwa narodów polskiego i rosyjskiego. Ktoś mówi (a dużo ludzie mówią niesłychanych głupstw) że braterstwo owe zrodziło się w wyniku tragicznego losu prezydenta. Nic bardziej mylnego. Jak już pisałem w poprzednim poście, Lech Kaczyński, zresztą tak jak i jego brat, a także otaczająca ich partia, to rusofoby w dosłownym tego słowa znaczeniu i o tym Rosjanie doskonale wiedzieli. Ta normalna, ludzka otwartość zapoczątkowana była przyjazdem prezydenta Putina na Westerplatte, a pogłębiona w Katyniu podczas spotkania z polskim premierem przy okazji pamiętnych uroczystości 70 lecia mordu polskich obywateli. Tam obaj premierzy powiedzieli sobie wszystko co należało powiedzieć, a śledziła to cała społeczność Rosji. Wyprawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Katynia była wymuszona i podyktowana swoim "widzimisię" oraz czystym zarozumialstwem. Pisał on listy do przywódców Rosji z zawiadomieniem , iż się wybiera do Katynia w terminie innym niżeli zrobili to premierzy obu państw. Jak wiemy, treści tych listów Rosjanie nie przyjmowali do wiadomości, co jest zrozumiałe, że czynili to ze względu na stosunek Kaczyńskich do Moskwy. Mimo to pojechał, przy okazji zabierając ze sobą asystę w postaci 95 obywateli z różnych opcji politycznych, honorując jednako najbardziej liczebnie ukochany PiS. Dalej już wszystko znamy. Katastrofa, ogromny żal i dramaty w rodzinach zabitych, nie wspominając o przeolbrzymich kosztach operacji likwidacyjnych skutki tegoż narodowego dramatu. Ale trudno jest mówić o wydanych na ten cel setkach milionów złotych, gdy w oprawie rządowo-wojskowo-kościelnej do dzisiaj jeszcze nie odebraliśmy ponad 20 trumien ze szczątkami (dosłownie) ofiar tej hekatomby. Przy tej okazji chciałbym napisać o swoim odczuciu, gdy oczy moje oglądały kolejne przyloty samolotów z Moskwy.
Zgadzam się z listami czytelników FiM, którzy piszą, że ironią losu jest, gdy polityk małego formatu, z racji przypadkowej śmierci zostaje obwołany bohaterem narodowym (słowa premiera), ale to nie koniec ironii. Zaraz po wylądowaniu samolotu w pierwszym rzędzie owe Szczątki wita delegacja sukienkowych, czyli watykańscy księża. Gusła odprawiane na lotnisku wielu ludzi przyprawiały o uczucie wielkiego wstydu. W tak tragicznej chwili patrzy na nas cały świat. Oto przywożą zwłoki głowy państwa, a tu zgraja szamanów odprawia nabożny cyrk z kropidłem i zawodzeniem do mikrofonu.Następnie za trumną pana prezydenta klęka cała nasza świecka do bólu władza z potencjalnym następcą na czele. Widzę też w tym wiele obłudy. Codziennie ginie nie z własnej winy w Polsce 15 obywateli na naszych lipnych drogach. W tygodniu ta liczba to 105, zaś 450 miesięcznie. Pomnóżmy to przez 12 miesięcy. Nikt poza najbliższymi nie opłakuje tych ofiar, nikt nie powołuje specjalnych komisji, ani nie ogłasza żałoby narodowej, a dziennikarze nie silą się na sztuczny dramatyzm i nie przywdziewają cmentarnych szat. A przecież śmierć to śmierć. Nie ma karty Gold Śmierć czy też VIP Śmierć, choć usiłuje się nam to wmawiać. Każdy z nas stracił w rozbitym tupolewie kogoś bliskiego, lub kogoś kogo darzył szczególną sympatią czy przyjaźnił się z nim. Dla mnie, a przypuszczam, że nie tylko, każdy poległy pod Smoleńskiem jest jednako wartościowy. Każdy był Polakiem i człowiekiem, co podobno brzmi dumnie. Uprawianie martyrologii w naszym kraju stało się narodowym nabożeństwem. Znana pisarka Olga Tokarczuk po wypadku katyńskim pisze: Mam dość budowania naszej wspólnej świadomości wokół marszy pogrzebowych i upadłych powstań. Marzę, że Polska stanie się nowoczesnym społeczeństwem, definiowanym przez osobiste osiągnięcia. W podobnym tonie mówi profesor Osiatyński. Nie zostawia on na katastrofie i jej konsekwencjach suchej nitki.
To była wyjątkowo głupia i niepotrzebna katastrofa. Nazywanie jej bohaterstwem, to unikanie odpowiedzialności. Pan Kaczyński był bardzo miernym prezydentem i nie miał najmniejszych szans na reelekcje. Zatem nie mylmy bohaterstwa z głupotą. A decyzja, by zacne szczątki położyć na Wawelu pozostaje największą niedorzecznością i wywołuje skrajne zażenowanie myślącej części społeczeństwa.
Pozytywny aspekt tej tragedii, to rzeczywiście nadzwyczaj przyjacielski i serdeczny stosunek zarówno władz rosyjskich, ale i prostych ludzi. Otworzyła się na nasz kraj ich słowiańska ciepła dusza. Jest to niesłychane i podziwiane przez cały świat, który też żyje naszym nieszczęściem. Niestety, jak zwykle w naszym talibo-katolickim kraju wychylają się z cienia hieny, które zrobią wszystko, by nigdy nie doszło do przyjaźni tych dwu słowiańskich narodów. Te hieny można usłyszeć w radiu, w telewizji, a nawet w pochodzie chętnych do oddania ostatniego hołdu parze prezydenckiej. Dumny ojciec wielu dzieci, dziennikarz nazwiskiem Pospieszalski publicznie snuje podejrzenia jakoby Rosjanie dokonali zamachu na polski samolot. Można by powiedzieć, że Pospieszalski uczynił prezydenta wspólnikiem swoich obsesji czyniąc z niego patrona swoich podłych myśli. Ten sabat czarownic odbywa się w telewizji publicznej na która żąda się naszych pieniędzy. Z kolei popis wścieklizny dał na łamach radia Maryja doktor Rydzyk. Jego prymitywnie sklecone zdania na poziomie absolwenta lichej podstawówki wypowiadały mniej więcej takie myśli: Komorowski wszedł do Pałacu by posiąść wszystkie ważne papiery po prezydencie i pewno ta kradzież mu się udała. Uważajcie bo tu działają siły nieczyste nawet może międzynarodowe. Ciało pana prezydenta byłoby niechybnie zabrane do Moskwy ze Smoleńska, ale szczęśliwie je wydarł z rąk putinowskich brat zmarłego i oszczędził mu poniewierki. Tam w ogóle podobno przed przylotem polskiego samolotu specjalnie zdemontowano wszelkie urządzenia nawigacyjne. Skrzynki najpierw zabrali Rosjanie by nie dopuścić do ujawnienia prawdy o przyczynie tragedii. No powiedźcie , czy takie słowa może wypowiadać prawdziwy Polak, do tego duchowny?. Może, o ile jest to Polak moherowy i na wpół idiota. Za podobne słowa w normalnym kraju powinno się stawiać przed sądem, ale nie u nas w katolandzie. Taki Rydzyk czy Pospieszalski może sobie pieprzyć, cokolwiek mu ślina na język przyniesie, byle to nie uwłaczało godności kapłańskiej, a że słowa te w sposób wręcz wulgarny godzą w stosunki Polaków z Rosjanami, to dla nich nic nie znaczy, to tylko ruskie, kacapy itp. modlitewne słowa.
I na koniec słowa księdza Oszajcy: Z czystej przyzwoitości nie można zwalniać Pana Boga z odpowiedzialności za to zło, bowiem mówi się, że Bóg zła nie stworzył, ale je dopuścił, więc jeśli je dopuścił to jest za nie odpowiedzialny. Podnoszą się głosy, że ci którzy kiedyś krytykowali prezydenta, teraz winni go przeprosić. Takie stwierdzenia odsłaniają nasze najgorsze twarze. Przecież nie muszę zmieniać swoich poglądów politycznych, żeby iść do Pałacu ze zniczem. Jeszcze przypomnę słowa księdza Tischnera, który umieranie z obojętnie jakiego powodu nazwał czymś obrzydliwym. Trzeba się dopiero przedrzeć przez tę obrzydliwość, żeby dopatrzyć się czegoś więcej.
Zatem ja osobiście na razie jestem w tej pierwszej fazie i zdania swojego nie zmieniam.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

SOLIDARNI TYLKO W ŻAŁOBIE



I to mógłby być koniec w tym temacie. Polacy są solidarni tylko w obliczu wielkiej tragedii. Tylko wtedy, gdy dramat wydarzeń mocno jest upubliczniony, wręcz permanentnie nagłaśniany wszelkimi środkami masowego przekazu, gdy wypowiedzi, wywiady a także wtedy gdy przywoływane są epizody filmowe przez dziennikarzy w strojach cmentarnych. Polacy gremialnie, wręcz jak jedna rodzina potrafią okazywać cierpiętnictwo jakie dotknęło naszą ukochaną Ojczyznę. Widzieliśmy te tłumy Warszawiaków przepychających się przed Pałacem prezydenckim, by w atmosferze pogrążenia, zamyślenia, a nawet płaczu zapalić symboliczny znicz. Przez co najmniej tydzień po niesłychanej tragedii będziemy patrzeć na czarne ekrany telewizorów oraz czytać prasę w czarnej winiecie. Żadne inne wieści z kraju i świata do polskich mediów nie docierają i chyba nie są ważne. Smutek, żałoba, wspomnienia o zmarłych, niezliczone msze żałobne, modlitwy i zawodzenia. No i jeszcze jedno. O wszystkich ofiarach smoleńskiego dramatu mówi się w samych superlatywach. Tak jakby dotychczasowa ich działalność na niwie politycznej, (bo w gruncie rzeczy ofiary, to prawie wyłącznie ludzie polityki) została oddzielona bardzo grubą kreską, a prezydentura Lecha Kaczyńskiego składała się wyłącznie z dni sukcesów Polski na arenie międzynarodowej w atmosferze przyjaźni z rządem, opozycją oraz sielanki małżeńskiej w długoletnim pożyciu z pierwszą damą. Nie oszukujmy się. Nie posługujmy się aż taką hipokryzją. Nie róbmy z siebie wariatów. Doskonale wiemy, że nasz dramatycznie pozbawiony życia prezydent był wyjątkowo słabym urzędnikiem, na usługach swojej partii i brata. Był najgorszym prezydentem w dziejach Trzeciej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Prawie wszyscy Polacy odczuwali strach, obawy, a nawet wstyd podczas zagranicznych kontaktów z innymi mężami stanu. Znamy to z wielu przykładów. Prasa zachodnia przysparzała nam też żenady nazywając naszego pierwszego kartoflem.Wyjątkowo udanie popsuł on nam stosunki prawie ze wszystkimi sąsiadami za wyjątkiem Ukrainy, Litwy i dalekiej Gruzji. Zginęło ponad 90 ludzi. Wśród ofiar niestety, powiedzmy sobie w oczy, było wielu mało sympatycznie odbieranych przez społeczeństwo polityków, jako że największe straty poniosła partia Kaczyńskich (PiS), zaś otoczenie pana prezydenta spustoszone zostało prawie całkowicie. Dobrze że do Katynia nie poleciała pani Jakubiak, bo nie byłoby komu wygłaszać peanów i glorii na rzecz poległych towarzyszy partyjnych z Lechem K. na czele. To nieprawda, jak powiadają rozmówcy pani Moniki Olejnik i wielu innych gości telewizji i radia, że zapanuje tym razem autentyczna kultura poszanowania wzajemnego w parlamencie, prasie i innych środkach. To nie jest prawda. Mimo, że gospodarze państwa, na terenie którego nastąpiła katastrofa spisali się w tych ciężkich chwilach w sposób wyjątkowo przyjazny i serdeczny, dając świadectwo łączenia się w bólu, oraz gotowości w udzieleniu wszelakiej pomocy, przedstawiciele naszych prawicowych elit nie wytrzymali napięcia nienawiści i zanim pogrzebiemy ofiary, już na łamach gazety Rydzyka "Nasz Dziennik" wypowiadają się, jakoby nic się nie stało na linii Polska-Rosja. To niejaki poseł z przypadku, Artur Górski (PIS) udziela wywiadu w którym oskarża Rosję o mataczenie w kwestii przyczyn tragedii. Ten sam Górski, co to obawiał się publicznie na forum parlamentu zalewu czarnej rasy po wyborach Obamy na prezydenta USA, ten sam Górski, co to upierał się, by na tronie Polski posadzić Chrystusa. (pewno on byłby pierwszym wicekrólem). Można by machnąć ręką na te bzdury, tym bardziej, że bardzo wielu kolegów pana posła uważa go za niezbyt zrównoważonego człowieka. Ale drodzy państwo, po tym jakie było zaangażowanie władz rosyjskich z premierem i prezydentem na czele w likwidację skutków dramatu, nikt przy zdrowych zmysłach nie odważył by się napisać w ogólnopolskiej gazecie podobnych bzdur, tym bardziej, że już wiadomo, iż samolot był sprawny, już wiadomo że pilot nie reagował na propozycje lądowania na lepszym lotnisku przy lepszej pogodzie, zatem pozostaje tylko dywagacja (lub może odczyt z czarnej skrzynki), czy ktokolwiek nie wpływał na decyzje pilota, ze wskazaniem na pierwszą osobę!. Wiele jest przykładów, wręcz idiotycznych decyzji odnośnie składu pasażerów w drodze do nieba. Jak można było zabrać na pokład jednego samolotu wszystkich dowódców sił zbrojnych państwa .Jakaż to amnezja spowodowała, że można było w tej trumnie umieścić razem całą elitę polityczną gabinetu prezydenta i aż tylu parlamentarzystów, w tym dwóch wicemarszałków Sejmu. Dzisiaj, w dniach przeogromnej żałoby nikt głośno nie wskaże tych prostych błędów, bo nie wypada, ale jutro, pojutrze?. Niestety, winni już nic nie mają do powiedzenia. Miłe, że tyle narodów i państw łączy się w smutku ogłaszając żałoby narodowe. Miłe są słowa polityków zagranicznych, którzy w obliczu tego dramatu potrafią ciepło wypowiedzieć się o naszym prezydencie. Miłe, ale niestety też z odcieniem hipokryzji. Ale niech tak zostanie. Łaskotki zawsze są przyjemne, bowiem wiemy, że o zmarłych mówi się dobrze lub w ogóle milczy. W tym wypadku milczenie akurat nie było wskazane. Wracając do głównej nitki tego postu, chciałem powtórzyć; Nie wierzę, tak jak nie wierzyłem po śmierci naszego santo subito, iż podobna tragedia uspokoi nasze mało wartościowe emocje, że potrafimy od tej chwili uszanować przeciwników politycznych, wyznawców innych religii oraz niewierzących, a także człowieka o innej orientacji seksualnej i rasy.Dopóki z firmamentu polityki nie znikną tacy świrnięci jak Górski i niestety jeszcze wielu mu podobnych stworzeń z immunitetami , dopóty nie ma mowy o jakimkolwiek demokratycznym, ucywilizowanym pojednaniu.Takich politycznych chwastów jest stosunkowo niewiele, ale trzeba je z całą mocą wypleniać. Na koniec, wszystkim rodzinom ofiar tragedii smoleńskiej składam szczere wyrazy współczucia, z przekonaniem, że pamięć po nich pozostanie na długi czas wśród nas Polaków.
Cześć Ich pamięci.

środa, 7 kwietnia 2010

STRACHY XXI WIEKU


Ksiądz Roman ze Stargardu Szczecińskiego-pedofil, skazany wyrokiem sądu.


Dawno, dawno temu i niekoniecznie za górami i lasami, ale w naszej Polsce, niegrzeczne dzieci straszono ciemną piwnicą albo oddaniem cygance lub czarownicy. Dzisiaj już śmiało możemy postraszyć nasze latorośle księdzem. Bądź grzeczny, bo oddam cię księdzu, a on już będzie najlepiej wiedział co z tobą,a raczej tobie zrobić!. Może to na razie tylko żartobliwa choć makabryczna dykteryjka, ale bardzo niestety realna w praktyce.

Media światowe zostały zdominowane nawałą informacji o pedofilii księży, zakonników i innych pracowników przykościelnych. Wszystkich tych, którzy na co dzień mają do czynienia z małymi dziećmi oraz młodzieżą. O tych paskudztwach co bardziej oczytani Polacy wiedzieli od dawna. Dopiero gdy wybuchła bomba ohydztwa w Irlandii, mimo milczenia Watykanu, polscy katolicy mogli się przekonać, że ich pasterze również nie są bezgrzeszni. Oczywiście, podpierając się "Gościem Niedzielnym", który zakupują po każdej niedzielnej mszy, gdzie głośno wskazuje się na fałszywe wieści głoszone przez ateistów i innych wrogów Kościoła, bronili swoich proboszczów jak tylko mogli. Często poinformowani przez sąsiadów i przyjaciół o tym, że ich dziecko dostało się w lubieżne łapy pasterza, winą oskarżali właśnie owe dziecko. Wystraszone polskie sądy płazem puszczały popełnione zbrodnie molestowań a nawet gwałtów dzieci, zaś ich przełożeni kuriewni przenosili ich z parafii do parafii. Tak to wygląda dalej w Polsce, gdzie strach naszych władz przed amboną na razie jeszcze zamyka "głasność" w tym względzie. Tymczasem możemy poznać pełną listę polskich pedofili w kieckach na łamach "Faktów i mitów". Prasa ta ujawnia ponad 80 nazwisk księży z zapowiedzią na dalsze informacje w tym względzie. Jednak nie wierzę, by większość społeczeństwa zapoznała się z tym obrzydlistwem, ponieważ armia facetów w śmiesznych sukienkach, obwieszona złotem uczyniła z ludzkich lęków przed pośmiertną nicością sposób na urządzenie sobie wygodnego życia. Kto tego nie rozumnie jest po prostu dobrym chrześcijaninem. A kto to zaczyna rozumieć, tego niejaki Terlikowski z prasy katolickiej nazwie ateistą, pomiotem diabła lub człowiekiem wyzutym z jakichkolwiek wartości chrześcijańskich, skazanym na potępienie wieczne. Ciekawe w jakim towarzystwie?.

Gdzie tkwią przyczyny takich zachowań kleru. Gdzie jest rodzina polska?. Kler po prostu korzysta z tego, iż jako taka polska rodzina, w której chrześcijańskie wartości narzucone są poprzez m.in.ustawy sejmowe i przyjęty konkordat, śmiało może wtykać łapska w jej wnętrze, a zatem i w majtki jej młodych członków. Polityką prorodzinną, bo o niej tu mówię, gęby sobie wycierali i wycierają wszyscy. Od dziarskich chłopców Giertycha, Kaczyńskich, aż po światłych technokratów. Każdy pragnie rodzinie zrobić dobrze. Święta rodzina, polska rodzina, rodzina na swoim. Aby rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej. A że dostatniej nie żyją, to na pewno przez cywilizację śmierci. Wszystkiemu winien feminizm, indywidualizm, antykoncepcja i kobiety na traktorach, a poza tym przecież mamy becikowe. Nie, nie przesadzam. Rodzina jako temat, trafia do debaty publicznej, gdy trzeba zakazać aborcji, małżeństwa gejów i lesbijek, utrudnić dostęp do antykoncepcji i względnie intronizować Chrystusa na króla Polski. Kolejne rządy w gruncie rzeczy mają rodzinę w bardzo głębokim poważaniu. Brak żłobków (polikwidowane po PRL), brak przedszkoli (polikwidowane po PRL). Nie wspomnę już o likwidacji szkół, by gminom żyło się oszczędniej. W tej sytuacji, przy takim zainteresowaniu rodziną, ową pustkę "opieki" wypełnia Kościół. Nie zawsze jednak przygarnięte pod klesze skrzydła dziecko jest przygotowywane do zbawienia wiecznego. Dzisiaj to już temat światowy. Masowa pedofilia księży została upubliczniona w USA, Australii i Austrii, Niemczech i Belgii. Holandii i Szwecji. Włoszech i Francji. Brazylii i innych krajach łacińskich. Wszędzie tam, gdzie panuje Kościół katolicki. Czekamy na oficjalny, państwowo-kościelny skandal polski. Papież B-XVI, następca naszego "santo subito", robi co w jego mocy, by zatuszować, choć w części to bagno. Przez trzydzieści lat odpowiadał za seksualne skandale wśród księży. Odpowiadał przed swoim przełożonym JP2. Obaj kryli przed opinią publiczną fakty, mimo, iż niektóre parafie zostały już dawno sprzedane by wypłacić odszkodowania zgodnie z decyzją sądów. Szczególnie w Ameryce i Irlandii. Nikt dzisiaj się nie dziwi, gdzie tkwią trudności z uświęceniem naszego papieża. Szukamy więc cudów. W miarę wiarygodnych, chociażby dla naiwnych.

Jeżeli rzeczywiście jest piekło, jak zaklinają się hierarchowie, to miejsce kleru jest na samiutkim dnie tego przybytku. Może w gruncie rzeczy dla siebie oni je stworzyli, bo przecież co są winne rzesze babć i dziadków, zwane biblijnie owieczkami, podążających co niedziela do konfesjonałów by oczyścić duszę, a księżulka wspomóc monetą odłożoną z renty.

Uśmiechnij się:

1.Heniek maluje jajka przed nocą poślubną. Wchodzi kumpel i mówi: Heniek, czy żeś zgłupiał, co powie na to twoja przyszła żona?
-Na to czekam. Jak się zdziwi to jej odparuję: A widziałaś gdzieś inne?

2.Doktorze, bardzo mnie niepokoi, że mój syn przespał się z taką jedną dziewczyną a ona zaraziła go bardzo wstydliwą chorobą.
-Dobrze, niech przyjdzie do mnie.
Ale to jeszcze nie wszystko, bo syn zaraził służącą.
-Oj nieprzyjemna sytuacja!
Ale to jeszcze nie koniec, bo ja zaraziłem żonę!
-No popatrz pan, mówi lekarz: jedna dziwka a zaraziła tylu przyzwoitych ludzi.

SZCZERZE?. NO TO SZCZERZE.

O sobiście sądziłem, że komitet centralny PiS z "I sekretarzem" Jarosławem Kaczyńskim wystawi kolejny raz, czyli do usranej śm...