czwartek, 28 marca 2013

WIELKANOC 2013





Spokojnych, bezstresowych, bogatych i miłych Świąt
Wielkanocnych w gronie Rodziny i Przyjaciół u progu
prawdziwej wiosenki, wszystkim moim Czytelnikom,
zaś Komentatorom w szczególności składam tą drogą.

-Torunczyk.

niedziela, 24 marca 2013

ZERA





PRZED KILKU LATY PISAŁEM OTO TAK:

Profesor Marcin Król, filozof z UW, redaktor naczelny "Res Publiki" w swojej wypowiedzi dla "Wprost" nasz parlament nazywa ulicznym i pyta: Dlaczego u nas w parlamencie zasiadają niemal wyłącznie same ZERA. Po co komu taki Sejm?. No właśnie po co?. Skoro tych 460 + 100 senatorów pożera wprost nieograniczony żadnym limitem budżet państwa, a przy tym pozostaje bezproduktywny, ponieważ każda ustawa mogła by narazić hierarchów kościelnych na gniew, to należałoby to towarzystwo rozpędzić na cztery wiatry. Troska o zarodki w przypadku in vitro kompletnie zlasowała im mózgi. Wystarczy posłuchać Piechy, Gowina, lub Rostowskiego. Mamy Sejm, który nie potrafi prowadzić żadnych poważnych sporów, posłowie nie potrafią walczyć na słowa, a o olbrzymiej ich większości nawet nie słyszeliśmy. To tylko pionki. Nie wiadomo też po co istnieją śledcze komisje sejmowe. To zwyczajna humoreska. W tej sytuacji nasz parlament ma bardzo niziutkie notowania wśród obywateli. Podobno kilka procent posłów nie wie czyimi są posłami. Wiedzą tylko z jakiej są partii. Składając przysięgę zakończoną słowami "tak mi dopomóż Bóg", zapominają, że są posłami całego narodu. Zasiadając w ławach jedni myślą, jakby tu najdłużej pozostawać w koalicji rządzącej, inni znów rozmyślają w jaki to sposób odsunąć rządzących od żłoba. Wyciągają więc przeróżne paskudne sprawki (prawdziwe i nieprawdziwe) przy pomocy m.in. IPN, by z pomocą mediów (dla których to żer) skompromitować jak tylko się da przeciwnika politycznego. Ostatnie dwa parlamenty okazały się w tym względzie przodujące. Przed wyborami prezydenckimi zarówno premier jak i kandydat do Pałacu naobiecywali wyborcom wszystko co tylko chcieli usłyszeć, a co łaskotało ich przyjemnie. Dzisiaj, zresztą jak zwykle, pozostajemy przy tym co zwykle, czyli mamy was w dupie obywatele wyborcy. O in vitro, aborcji, parytetach mówiło się jako o sprawach priorytetowych. Dzisiaj wystarczyło, że jeden z biskupów, który to zdążył uciec z Afryki, zanim go nie zjedli tubylcy, wypowiedział się, że ktokolwiek będzie głosował za in vitro, zostanie wykluczony z Kościoła powszechnego. Strach opanował nasze "zera" do tego stopnia, że już się przebąkuje, iż w tej kadencji uchwalenie którejkolwiek z owych ustaw jest nie możliwe. Pewnie, wolą swobodnie i wygodnie posiedzieć w ławach. Niektórzy z nich popierdywać coś do mikrofonu TVN24 lub TV Trwam, w zależności od przynależności partyjnej i pofatygować się do kasy. Nawet nie powołano w tym celu żadnej komisji złożonej z specjalistów medycyny, biologii, etyki i prawa. "Tisze jedziesz, dalsze budziesz". No i będzie dalej tak jak jest, czyli zgodnie z wolą Kościoła katolickiego. Ciekawe, że biskupi wolą, by cokolwiek dzieje się ( jeżeli nawet nie w myśl moralności kościelnej), pozostawało poza prawem, niżeli miało by być usankcjonowane ustawą. Od dwudziestu zgoła lat w Polsce kobiety korzystają z in vitro i nikt się ich nie czepia, tyle że muszą ponosić duże koszty finansowe z własnej kieszeni. Od dwudziestu lat corocznie 200 tysięcy Polek dokonuje aborcji dorabiając podziemie ginekologiczne lub obce kliniki i też nikt nie podnosi publicznego larum, ba, staramy się zachować ten wstydliwy fakt w tajemnicy.  Natomiast, gdyby te sprawy rząd chciał usankcjonować ustawą powstanie raban i popłyną groźby anatemą kościelną. To dopiero hipokryzja, że niech to szlag trafi. A niech trafi, boć to tylko same zera, powiadał profesor.

Jest rok 2013 i co się zmieniło? Ano nic. Nadal nic nie uchwalono, ba nawet nasze poselstwo, z ochotą przytulając dla kraju z Unii miliardy euro, podjęło rękawice do obrony przed tym co nakazuje Unia Europejska, czyli przed wszystkim o czym mówi Karta Praw Podstawowych, m.in o związkach partnerskich, prawie do aborcji, nie mówiąc już o eutanazji. Ale co tam cudze pieniądze. Swoich mamy tyle, że chętnie się nimi dzielimy z episkopatem, a jak zabraknie to się jakoś sami wynagrodzimy dodatkowymi premiami. Z kolei biskupi ciągle mają braki. Głódź się rozpił do tego stopnia, że trudno go, (szczególnie nocą) mentalnie odróżnić od pospolitych meneli. Jedynie co go różni to haftowany złotymi nićmi ornat, podarowany na kolanach przez radnych Gdańska pałac za symboliczną złotówkę, czyli w cenie wymiany telefonu nokii. Ponadto ma możliwość obrony księży pedofilów przed wymiarem sprawiedliwości, a nawet ich awansuje, jak informuje sobotnia GW. Inny fiolet z kolei na dużej bańce rozbija warszawskie latarnie trafiając do wytrzeźwiałki, ale już ponoć "ciężko" pracuje. Bo msza się tylko liczy, a to jest praca społeczna za karę.
Poselstwo, czyli zera razy 560 mają z kogo brać przykład, bo władza się popiera. A czymże jest biskup polski jak nie władzą najwyższą w III RP. Powtarzam: msza za karę pijaństwa.Trza zrobić poprawkę w kodeksie karnym, dot. pijanego kleru.
Zleciało już Tuskowej ekipie blisko 6 lat przy korycie, a wszystkie obiecanki to prawdziwe cacanki. Wyborcy już przebierają nogami, by biec do urny i po raz trzeci wrzucić kartki na PO, bo w gruncie rzeczy na kogo innego. Przecież nie na partię Kaczyńskiego, gdzie ponad połowa jej członków to przypadki psychiatryczne, ani na partię Palikota, który nie potrafi się dogadać nawet z pomocą Kwaśniewskiego z innymi odłamami lewicy, bo sam SLD to już zmurszała przeszłość, która do swoich szeregów przygarnia "staruszków" o nie najlepszych proweniencjach, Czarzastego, czy też Oleksego, który właściwie poczynił błąd życiowy uciekając z seminarium duchownego. Dzisiaj przy jego aparycji i inteligencji byłby arcybiskupią podporą w walce z alkoholikami w sutannach, bo akurat o ile się orientuję Oleksy jest amatorskim abstynentem. Jeden kieliszek wali go absolutnie. Swoją słabą głowę odkrył na spotkaniu z Gudzowatym, gdzie „juziolił” bez składu i ładu”. Tak, czy owak polskie sejmowe zera mają się dobrze zarówno ci na Wiejskiej, jak i ci w Brukseli. Do najbliższych wyborów jeszcze rok, a już zaczęła się trzęsawka i przepychanki w walce o czołowe miejsca na listach, które niejako gwarantują dobrobyt na najbliższe lata. Gowin już się nie kryjąc czai się na stanowisko premiera i o ile Tusk podszyty tchórzem dalej będzie się z nim pieścił, to może porządkować już papiery, bo Gowin obrasta w siłę nie tylko tych 40 kumpli skrajnej prawicowej części PO, ale też znajduje zrozumienie w szeregach narodowców i kiboli. A swoją drogą pan profesor Król trzy lata temu przywołał kilka posłów z kaczej ekipy, którym zarodki zlasowały mózgi. Dzisiaj objawiło ich się dużo więcej. Wystarczy wymienić Jaworskiego, Pawłowicz, Kempę i Macierewicza, oraz całą tę sektę smoleńską. Do tej paczki doszlusowali z PSL Wojciechowski i Kuźmiuk, oczywiście ze strachu przed niskimi notowaniami rodzimej partii. W kolejce do PO oczekują Giertych oraz Marcinkiewicz, bo tak naprawdę to karuzela się kręci między PO-PISEM. Wystarczy odbyć rekonwalescencje po urazach w PIS by dostać się do PO i odwrotnie. Bo faktycznie matematyka powiada, że zero nie uczestniczy ani w mnożeniu, ani w dodawaniu, a już na pewno nigdy w dzieleniu. Może być tylko zerem, jak kwiatek do kożucha, albo.. posłem w polskim parlamencie, ewentualnie piłkarzem w kadrze narodowej.

wtorek, 19 marca 2013

W BUTACH PO STARSZYM BRACIE


Wybrali papieża. Papieżem został kardynał argentyński Jorge Bergoglio, ku własnemu zresztą zaskoczeniu. Po ochłonięciu z wrażenia wskoczył on w buty św. Franciszka z Asyżu, jednocześnie przybierając imię sławnego, świętego „Ekologa”. Buty, jak wiadomo już bardzo przechodzone, ale nie zmurszałe, chociaż od nowości dzieli je kilka wieków. Mimo to, papież Franciszek je wybrał odrzucając całkiem nowiutkie czerwone, uszyte przez watykańskich szewców aż w trzech rozmiarach. Zarówno papież Franciszek jak i św. Franciszek to zakonnicy, czyli dla siebie bracia, przeto Bergoglio wskoczył w buty starszego brata. Tak można by powiedzieć. Przyjmując imię świętego biedaka, od pierwszego dnia daje przykład tego, iż będzie z całych sił naśladował swego starszego imiennika. Odrzuca ten cały blichtr przepychu i bogactwa w codziennych zachowaniach począwszy od pierwszego wyjścia do okna by przemówić do wiernych. Zamiast używać „słów bożych” przywitał się z tłumem słowami „dzień dobry”. Do tłumu wychodzi bez pozłacanych szat a z papamobile kazał zdjąć kuloodporne szyby. Zatrzymał swój papieski pojazd by wyjść,  uścisnąć i pocałować niepełnosprawnego mężczyznę. Czy to nie jest nowość w dotychczasowym napuszonym stylu poprzednich pontyfikatów? Nie pozwala się lizać po rękach i pierścieniu, dlatego wydaje mi się, że zawiódł bardzo Komorowskiego i jego Annę, którzy sobie już robili smaczek na owe pocałunki. Jeżeli ten styl i skromność zachowa na dalsze dni pontyfikatu to biada naszym hierarchom. Tym bogatym ale grzecznym i w miarę o ludzkich odruchach, ale też tym bogatym do obrzydliwości, zamieszkałym w pałacach zamkowych i do tego pospolitym chamom, pijakom i nadętym balonom jak abp Głódź, albo abp Michalik, dla których krzywda ludzka jest niczym. Słowem cham można by obdzielić jeszcze wielu z nich, bo nawet wydawało by się kulturalny Pieronek a często wyraża się on jak pospolity prostak. U nas prasa rozpisuje się o Głódziu jako pijackim bydlaku, przed którym trzęsą się nóżki nie tylko wszystkim urzędnikom Pomorza, ale też prezydentowi Gdańska Adamowiczowi, który to zresztą bywa częstym uczestnikiem rautów pijackich na salonach głódziowych. Przypomnę, że biskupem zrobił go JPII, a generałem  Wałęsa. Dziwię się podwładnym księżom, którzy znoszą wyzwiska nie tylko walące w ich osoby, ale i ich rodziny, gdy skacowany „flaszka” nocą się zbudzi i przywołuje ich do swojego łóżka, rozkazując by nalać mu wódy. Przy tym jak prosty lump obraża sługę lżąc go od pachołków. Obraża jego i jego rodzinę. Taki styl posługiwania wiernym przez biskupów na pewno nie spodoba się Franciszkowi. Wystarczy, że list upokorzonych księży dotrze do rąk papieża. Jeżeli papież Franciszek chce uratować ten gnijący z powodu gwałtu moralności Kościół powinien natychmiast zareagować. Po prostu za łeb i na ulicę, aż chciało by się powiedzieć. Polski Kościół katolicki jest smutny jak zarośnięty zielskiem cmentarz, gdy tymczasem papież Franciszek wydaje się być człowiekiem radosnym i aby wszczepić tę radość w obszar naszych diecezji, trzeba je najpierw odchudzić. Walka papieża Franciszka z wszechobecnym bogactwem Kościoła nie spodobała się też w samej kurii rzymskiej. Lobby kardynalskie już wcześniej ustaliło wynik wyborów, mieli swojego kandydata z Włoch. Niestety dla nich, nieporozumienia i wewnętrzne ciche układziki, o których nasze święte media milczały zgotowały im niespodziankę, dlatego natychmiast wszystkie gazety, oraz inne media niezależnie od koloru partii wyciągnęły Franciszkowi brudy, których ponoć dopuścił się w młodości, a przede wszystkim współpracę z juntą wojskową w Argentynie. Prawda jednak jest pośrodku. Wiadomo, że cały katolicki Kościół popierał tę krwawą prawicę i zapewne niejednokrotnie przyczynił się do śmierci wielu ludzi wyznających lewicowe przekonania, Bergoglio też nie jest bez skazy. Gdyby jednak Franciszek dał poklask dotychczasowym zwyczajom panującym w Watykanie i do tego tłumił wszelkie wieści odnośnie nie tylko pedofilii księży, to na pewno większość wiadomości o nim samym byłaby na tyle dopieszczona, że już za życia, podobnie jak JPII byłby dla nas świętym. Papież pochodzi z kraju, w którym władzę trzyma rząd lewicowy, popierany przez ponad 70% obywateli. Kraju, który jako pierwszy na kontynencie amerykańskim chwali się ustawą o związkach partnerskich, w tym homoseksualnych. Jak wiadomo, Franciszek tego nie popiera, tak jak nie popiera in vitro, oraz środków antykoncepcyjnych, ale mimo to z lewicową panią prezydent się ucałował i zjadł z nią obiad. Widać normalny człowiek, który postępuje tak jak mówi. A właśnie podobnie postępował jego „brat z Asyżu”. Poza tym mówi, że każdy człowiek, każdego wyznania, a także niewierzący jest dzieckiem tego samego boga i należy mu się nie tylko tolerancja, ale i szacunek.

sobota, 16 marca 2013

.... JUTRO BĘDZIE LEPIEJ




Urodziłem się uśmiechnięty, z siłą wodospadu obsikując ręce położnej. Tak mi mówiono, bo sam osobiście sobie tego nie przypominam, niekoniecznie ze wstydu. Gen wesołości tkwi we mnie do dzisiaj i niech tak zostanie. Nie znaczy to, że nie zdarza mi się utoczyć łezki. Ależ zdarza, w przypadku ewidentnej krzywdy wyrządzonej w sposób złośliwy, szczególnie osobie mi bliskiej. Staram się wzorem społeczeństw zachodnich życie brać w miarę na tyle lekko, by nie uciskać komór sercowych byle jakimiś tam smutnymi banałami. Zauważyłem bowiem podczas wojaży (szczególnie na Zachód, ale niekoniecznie), że lud tamtejszy każdy dzień niezależnie od pogody stara się wypełnić optymizmem osobistym, co trudno sobie wyobrazić wśród moich Rodaków, którym to pierwsza lepsza mucha, która przypadkowo usiądzie na nosie zepsuje już nie tylko humor osobisty, ale też jego rodzinie, współpracownikom w zakładzie pracy, czy biurze. Swój stres często rozładowują modlitwą w kościele, albo siejąc postrach w rodzinie pierwej wypiwszy dla kurażu. Osobiście w każdym środowisku, gdzie się znalazłem, to znaczy w pracy lub innych okolicznościach przyrody lgnąłem do ludzi o podobnym, czyli wesołym usposobieniu. W czasie służby wojskowej na wesoło brałem wszelkie kłopotliwe sytuacje starając się zaszczepiać wśród opętanych apatią, choćby minimum optymizmu i radości, za co byłem niejednokrotnie karcony zgodnie z regulaminem dyscyplinarnym. Oczywiście, akurat w tym środowisku nie było to znowu tak łatwe, bowiem tam, zgodnie z doktryną powagi wszystko było tak smutne jak procesja bożocielna, posiedzenie egzekutywy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, lub pogrzeb ostatniego w okolicy grabarza. Mimo to wraz z kilkoma żołnierzami o bratnim poczuciu humoru stanowiliśmy kotwicę bardziej miłego poranka i całego dnia, a byli to wojacy umocowani w przekroju od stopnia plutonowego po majora. Z nimi najbardziej trudno się było mi rozstać po decyzji rozbratu z armią. 

Z kolei podejmując pracę w kolejnych zakładach, przedsiębiorstwach i innych instytucjach, najbardziej zbliżałem się zresztą z wzajemnością do ludzi, których prawdziwy humor nigdy nie opuszczał, a jak wiadomo, w naszych polskich warunkach nie było to łatwe. Do dzisiaj wśród najlepszych przyjaciół pozostali wyłącznie ci, którzy potrafią życie brać na wesoło. Wszyscy oni nie oburzają się na ujawnienie tajemnicy, iż papież też popierduje i niestety też zachodzi do kibla. Wszyscy oni z szacunkiem odnoszą się do ludzi władzy, ale równocześnie potrafią żartować z ich słabości podyktowanych wyłącznie niesłusznie przylepionym majestatem. Ja potrafię się śmiać nie tylko z papieża, prezydentów premierów, szefów partii i prymasów, ale równocześnie (co bardzo uzasadnione) z Wałęsy i Pawłowicz po ich wypowiedziach, z tym ,że akurat posłance PIS przypisuję typową koniunkturalność. Ta „profesurka”mówi tak, by podlizać się szefowi i Rydzykowi, natomiast Wałęsie przypisuję atawistyczne prostactwo jako pozostałość przekonań nabytych z mlekiem matki w wiosce pod Lipnem. Ostatnio ponoć nasz były prezydent słucha Radia Maryja późną nocą, by nie denerwować Danki (autorki książki). Owe słuchanie RM przyniosło już owoce. Wałęsa krytyk nr jeden Rydzyka, dzisiaj już jest fanem toruńskiego „grzyba” i tylko 5% audycji nadawanych z Torunia uważa za niewłaściwe. Chyba te 5% dotyczy hasła Bolek. To tak nawiasem, bo akurat z tego gościa się śmieję najbardziej już od czasu gdy chciał się przywitać z Kwaśniewskim z użyciem nogi zamiast ręki. Od tej właśnie pory, niezależnie od tego, że był prezydentem, niezależnie od tego, że blubrał w Senacie USA i obiecał wszystkim po 100 milionów, dla mnie i mnie podobnych pozostał tylko ubranym w dobre ciuchy robolem od śrubokrętu, którym rozkręcał geesowskie akumulatory. Te od Zetora a nie od Dreamlinerów, które to ostatnio tak skompromitowały światową awiację. Wkurzałem się, oczywiście po każdej z wypowiedzi mędrca z gdańskiej Polanki, ale jak wiadomo: poczucie humoru dobrze amortyzuje życiowe wstrząsy, w tym te, które pozostawiają ślad po pieprzeniu Wałęsy o gejach. Śmieję się więc z naiwnych Amerykanów, którzy chcą wysłuchiwać jego czytanek napisanych przez prawników w gdańskim Instytucie W. To, że słuchają, to jeszcze nic bo mogą w tym czasie się zdrzemnąć, ale oni mu za to płacą!. Nawiasem mówiąc „wielki” Lech ostatnio kazał sobie zamontować w samolocie łóżko, bowiem źle znosi na siedząco długie podróże podniebne. Bardzo się uśmiałem z dziennikarskiego włazidupstwa klerowi, gdyż oprócz bajek na dobranoc praktycznie cały dzień na większości kanałów TV zmuszano nas do oglądania peleryn wychudzonych biskupów przybyłych na konklawe. Przykro mi, chociaż wypowiadam to z ironią, że nowy papież przybrał imię św. Franciszka z Asyżu. Przykro, bo katoprezydent Polski Komorowski pasjonat polowań musi zrezygnować z zabijania zwierząt, których opiekunem był właśnie św. Franciszek. Mam nadzieję, że świnki nadal będą nam służyły swoim schabem w drodze na stoły i to niekoniecznie te świąteczne. 

Także, bodaj już nie po raz pierwszy, mimo wszystko, namawiam swoich przyjaciół i nie tylko, by życie przyjmowali z optymizmem, bo jak powiadają Anglicy, humor to praktycznie jedyna rzecz , którą przyjmuje się na serio. Spróbujmy się śmiać z siebie samych, to wcale nie boli, a wręcz uszlachetnia, bo wszyscy ludzie wydają się śmieszni z wyjątkiem ponoć nas samych. Starajmy się mieszać ciepło w swoich zdenerwowaniach, a najlepiej rozładujmy go dobrym, ciepłym dowcipem, bo dobry dowcip jest jak kobieta . Ktoś powiedział, że kobieta jest właśnie jako ten dowcip- im delikatniejsza tym lepsza. Ponadto akurat humor, (tak, tak humor) umożliwia powiedzenie prawdy. W zacietrzewieniu opowiadamy po prostu same głupoty, których się często wstydzimy przez całe lata. Zauważyłem, że cokolwiek byśmy powiedzieli o kimś, to jednak jest tylko częściowa, a nawet szczątkowa prawda. Ponadto pamiętajmy, że poprzez wesołość nigdy nie stracimy w gruncie rzeczy swojej godności, jako że króla od błazna odróżnia tylko korona na głowie. To też dotyczy Lecha W. i nie tylko, bo typowymi błaznami okazali się np. bracia Kaczyńscy, którzy bezradnie wymachiwali rękami, jak by się bronili przed osą, gdy zagadała do nich po angielsku Angela Merkel (zresztą jak się okazuje nasza rodaczka z Wielkopolski). W swoim czasie na zorganizowane gdzieś tam w Polsce tzw. zjazdy integracyjne lub szkoleniowe byłem zapraszany z dwu powodów. Po pierwsze z tytułu pełnionych obowiązków, gdzie mój udział merytorycznie był uzasadniony, zaś po drugie, że obok kilku wesołków z różnych stron kraju stanowiłem sól tych spotkań, szczególnie w części mniej oficjalnej, czyli z lekka zakrapianej kolacji. Z tym uszanowaniem, czyli zaproszeniami spotykam się do dzisiaj. Niestety jako emeryt, mimo zachowania swego animuszu okraszonego tym wrodzonym humorem, ze względów przeróżnych już odmawiam. Pamiętajmy, że humor polega na tym, że śmiejesz się mimo wszystko, a dowcip jest solą rozmowy, a nie jej głównym daniem. Ktoś mądry to powiedział. A teraz konkluzja: Ponad dwa i pół miliona Polaków opuściło w ciągu ostatnich lat swój rodzimy kraj, często pozostawiając rodziców, dziadków oraz rodzinne groby. To, że im się to opłaci już wiemy, a oni to wiedzą najlepiej, ale też może ich dzieci, które rodzą się tam za granicami Rzeczypospolitej na potęgę będą egzystować z uśmiechem już od samej młodości i od każdego ranka. Oby dość głupi dowcip Pietrzaka o Polakach smutnych, którzy jadą do pracy nie miał nigdy zastosowania w ich normalnym życiu w wybranych krajach, które zresztą stały się ich domem, często na zawsze.

środa, 13 marca 2013

Ad. POCZEKAM pkt 3.


Czyli finał realizacji obietnicy premiera Tuska w sprawie uchwalenia ustawy o związkach partnerskich, in vitro, a także innych wynikających z postanowień Europejskiej Karty Praw Podstawowych. Jak wiadomo wszem i wobec, są to gruszki na wierzbie, albo po prostu obiecanki dla głupiego Jasia, ku zadowoleniu mądrego kleru. Łańcuch jaki sobie zainstalował Tusk na szyi w postaci mianowania Gowina ministrem sprawiedliwości ciesząc się z tego jakoby to były najprawdziwsze kolie, czy też inna drogocenna biżuteria, okazał się jego sznurem wisielczym. Dzisiaj Gowin jest w jego ekipie tak potężnym, że on jako premier pozostaje praktycznie ubezwłasnowolnionym. Dlatego wszelkie dywagacje na temat mojego posta pt. POCZEKAM pkt 3. nie mają sensu.

Jako, że trwa konklawe, czyli wybory nowego papieża, o czym bez przerwy przypomina nam nie tylko Pałasiński, ale też Pochanke i całe to towarzystwo z Markiem Jurkiem, Olejnik i Terlikowskim włącznie, wzbudzam się ponownie do wrzucenia swoich trzech groszy na ów temat. Otóż pozostaję na razie bardzo smutnym Polakiem, bo przecież cała ceremonia konklawe to prawie żałobna inscenizacja dramaturgii składającej się z milczących czerwonych „kapturków”, którzy dwa razy na dzień głosują na któregoś z kolegów po fachu, by po wrzuceniu kartek do pieca udać się na zasłużony odpoczynek połączony z suto podanym posiłkiem. Okazuje się, że udają się na odpoczynek do niedawno zakupionego za kilka milionów euro przez Watykan gmachu apartamentów, ponoć z uciechami gejowskimi, o czym donosi rzymska prasa.. Na pewno kabaret LIMO to wykorzysta, bowiem paradowanie po mieście, choćby bez czerwonej peleryny do klubu o podobnych upodobaniach mogłoby wyglądać podejrzliwie. Nie ma to jak we własnym apartamencie mieć zabezpieczoną ulubioną rozrywkę. Ostatnio kabaret LIMO pozwolił sobie na frywolne teksty odnośnie osoby papieża, co rozgniewało naszą chorą z nienawiści do zdrowej rozrywki prawicę. Otóż Abelard Giza upublicznił, że papież puszcza bąki, a nawet chodzi do klopa gdy mu się zachce. No tego już było za dużo. Przecież wiadomo, że papież owszem je i to dobrze i smacznie, trawi, ale o klopie nie było nigdy mowy. Nie ma takich zapisów w świętych księgach, ani wydawanych encyklikach. Dotyczy to nie tylko głowy Kościoła, ale też niższych osobników ubranych w sukienki, niekoniecznie białe. Nawet w szkołach podstawowych na pytanie dziecka zadane katechetce, (autentyczne) czy ksiądz robi siku. Po namyśle pada odpowiedź: Tak, ale bardzo rzadko. Inny z kolei dowcip z objazdu papieża papamobilem: Za pojazdem biegnie blondynka. Papież z ostrożności przed zamachem mówi do kierowcy: szybciej synu, szybciej. Blondynka biegnie dalej, aż do miejsca gdzie papamobile się docelowo zatrzymał i zziajana mówi: poproszę dwie gałki śmietankowe. Tak oto by zwalczać owe herezje powstał parlamentarny zespół ds. przeciwdziałania ateizacji Polski w sile około 40 pisowców pod przewodnictwem niejakiego Andrzeja Jaworskiego, kumpla Rydzyka byłego prezesa Stoczni. To nie żart. Myślę, że jego wysiłki na rzecz walki w obronie autorytetu kleru skończą się tak jak skończyła jego stocznia. Na razie szukają wśród swoich członków poczucia humoru, tego wybiórczego. Przecież oni też się śmieją od czasu do czasu tyle, że z gejów, lesbijek, Żydów i komuchów. Wszystko inne ich obraża. A wiadomo, że satyryk, który się śmieje jeno z jednej opcji nie jest satyrykiem tylko tubą propagandową, vide Jasio Pietrzak.
Tymczasem godziny i dni upływają nam na blokadzie wszystkich polskich stacji TV bezpośrednimi korespondencjami ze Stolicy Piotrowej. Kombinacje, roztrząsanie, analizowanie, dywagacje i nieskończone procesy myślowe, któż to zasiądzie na tronie watykańskim i całego katolickiego Kościoła by otoczyć opieką miliard wiernych, ale i coraz bardziej tych wątpiących. Jedni twierdzą, że najlepiej by było, gdyby wybrano Włocha, inni że Amerykanina, a jeszcze inni że Meksykanina, albo czarnego katolika z Ghany. Czytam w GW, że Kościół uzdrowiłby jedynie kardynał Schonborn z Austrii, który to jako jedyny postawił się papieżowi BXVI nazywając rozpustę, pedofilię i inne brudy dot. kleru po imieniu. Oczywiście papież go skarcił, ale Schonbern się postawił, a nawet nie zwolnił mimo nacisku, ze stanowiska w kurii mężczyznę publicznie przyznającego się do homoseksualizmu. Ten kardynał jako pierwszy nazwał Watykan kłębowiskiem żmij, co potwierdził były polski ksiądz prof. Obirek w rozmowie z Moniką Olejnik. Żmij, których wytrucie i „deratyzacja” jest możliwa wyłącznie w sytuacji przeorientowania się całkowitego na człowieka żyjącego w prawdziwej demokracji i wolności sumienia: A więc kobiety do sutann a nie tylko do habitów, powszechna antykoncepcja, dostęp moralny do in vitro, likwidacja celibatu, wybieralność biskupów i proboszczów, powszechna odpowiedzialność karna za pedofilię, uczciwa kontrola w watykańskim banku puchnącym od prania brudnych mafijnych pieniędzy, dopuszczenie do sakramentów osób rozwiedzionych, a także nie utrudnianie wystąpień z Kościoła osobom wyrażającym chęć skorzystania z apostazji. Tyle kardynał z Wiednia, ale czy takiego wybierze na papieża to kłębowisko żmij? Wielu wątpi, ja też, bo jak pisze prasa włoska „milczenie owiec”, a raczej ich pasterzy podyktowane jest ich wspólną zmową krycia zła. Ale oto gdy piszę ten post, niespodziewanie przychodzi wyjaśnienie wszelkich wątpliwości. Konklawe wybiera na papieża prymasa Argentyny kardynała Bergoglio, jezuitę, który się nazwał Franciszkiem. Także większość nadziei na prawdziwą „nowennę” w Kościele katolickim spaliła chyba na panewce, bo Kościół w Argentynie, w tym zapewne i Bergoglio z ochotą popierał juntę wojskową. Przypomnę tylko, że matki i żony do dzisiaj opłakują swoich synów i mężów zrzucanych żywcem z samolotu prosto do oceanu. Zatem i przestępcy w sutannach mogą się czuć bezpiecznie, a ponoć zarówno w seminariach jak i poza nimi odsetek homoseksualistów wśród kleru zbliża się do 50%. Namawiam do przeczytania książki holenderskiego dziennikarza Ekke Overbeek „Lękajcie się, czyli ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią”. Książka pokazuje to obrzydliwe zjawisko w Polsce na tle całej Europy a także świata. Dobrze, że nawet prawicowe media w Polsce nie wytrzymują już milczenia. Tu i ówdzie puszczają parę z ust, chociaż jak na razie tylko półgębkiem.

wtorek, 12 marca 2013

Ad. POCZEKAM pkt 1.


Oczywiście chodzi o „tzw”. Fundusz Kościelny. Temat dziś modnie nazywany polskim mainstreamem. „Tak zwany”, bo nigdzie w prawodawstwie się nie stwierdza, że on się należy biskupom tak jak psu buda. Był uchwalony za komuny w roku 1950, jako rekompensata jakiś „strat” wynikłych z procesu nacjonalizacji dóbr kościelnych, tzw. martwej ręki. Dóbr, które jakże często były rozdawane klerowi przez szlachtę w podzięce za modły i stawiennictwo u Najwyższego w procesie zdrowienia syna, córki lub innego członka rodziny z pierścieniem rodowym. Z tym, że patrząc z perspektywy dzisiejszej, czyli zasad demokracji i sprawiedliwości społecznej taki szlachcic ziemski, czyli posiadacz wielu wsi a nawet powiatów popełniał podczas takiej dobroczynnej rozrzutności w imię zbawienia dusz rodziny zbrodnię dysponowania wartościami nie tylko materialnymi, ale i czysto ludzkimi. Jak było tak było, przejdźmy zatem do dnia dzisiejszego, bo oto wszelkie opracowania wskazują, iż Kościół w Polsce w wyniku działalności Majątkowej Komisji Kościelno-Rządowej otrzymał już wielokrotność należności. Toczą się już procesy w sądach, na wokandach których rozpatrywane są różnego rodzaju przekręty i oszustwa na kwoty wielomilionowe. Pokrzywdzone gminy żądają zwrotu nienależnie zabranych dóbr ziemskich i nieruchomości. Okazuje się, że procedury konkordatowe nie przewidują zwrotów z kasy Kościoła, nawet w wyniku udowodnionego oszustwa. Podobnie jak nie przewidują wypłaty odszkodowań w przypadku udowodnionych molestowań seksualnych na małoletnich. Pokrzywdzonym kasę wypłaci państwo. Oto są skutki podpisanego poddaństwa Polski wobec Watykanu. Obecnie głośno zapowiedziano publicznie, że Fundusz Kościelny wypłacany z kasy budżetu państwa przechodzi do historii, a w to miejsce wierni, będą odpisywać z swojego podatku o,3% na rzecz swojego Kościoła. Tymczasem, jak się wszyscy spodziewaliśmy, biskupi postawili veto i pogrozili paluszkiem, że nie godzą się na to rozwiązanie, no i rząd stchórzył. Okazuje się że dał im 0,5% od każdego ochrzczonego podatnika. Tylko, że rodzi się tu pytanie, dlaczego?. Dlaczego, skoro śp. prymas kardynał Glemp ogłosił, że religii w szkołach kler będzie uczył za darmo, byle rząd wyraził zgodę na ich wejście do przybytków nauki polskiej. Dlaczego, skoro biskupi i księżą kasują miliony za wszelkiego rodzaju poświęcenia wszelakiego dobra żywego i martwego. Dlaczego, skoro inkasują do ręki bez podatków setki tysięcy, a może i miliony złotych za tzw. duchowe usługi mszalne, chrzty, śluby, bierzmowania i pogrzeby. Dlaczego, skoro taca coniedzielna oraz w dniach innych świąt kościelnych przynosi podobne miliony w skali kraju. Jeżeli przyjmiemy, że w Polsce na uświęconych etatach żyje ok.30 tysięcy kleru oraz tyleż sióstr zakonnych, bo takie są notowania, to rocznie wypada na każdego z nich ponad jeden milion złotych. Fakt, większość idzie do kieszeni biskupów, a także w ramach świętopietrza do Stolicy Apostolskiej. Być może w ramach współpracy i miłosierdzia na odszkodowania dla pokrzywdzonych przez pedofilów w kieckach. Nie mniej jednak nikt nie widział w Polsce nawet szeregowego księdza na rowerze poza „ojcem Mateuszem”, ale to akurat żart. Mało tego, nikt nie widział proboszcza w "maluchu" czy też innym starym gruchocie na czterech kołach, czyli w wiejskich parafiach też jakoś biedy nie widać. Za to słyszy się o rozpustnych zachowaniach wielu księży, o ich pijaństwach i hazardach. O homoseksualnych upodobaniach za pieniądze wiernych. Fakt, utrzymanie kilku w kraju tzw. kapłańskich domów odwykowych też kosztuje. Kler poza wymienionymi przykładami ma wielki dochód z posługi kapelanów w szpitalach, więzieniach, w sporcie oraz wojsku, policji, straży pożarnej i straży granicznej. Prowadzi oddziały Caritasu na które państwo ładuje wielokrotność kwoty zebranej przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Jak wygląda pomoc polskiej biedocie z owych Caritasów wielokrotnie czytaliśmy w prasie, podobnie zresztą jak łaskawość Matki Teresy, albo jak prawda zapowiedziana przez Glempa, iż religia będzie dawana w „prezencie”. A w praktyce państwo za samo nauczanie wiary w szkołach wydaje rocznie ponad miliard złotych. Nie można przejść obojętnie obok faktu opłacania przez budżet kapłańskiego ZUS. Dotyczy to nie tylko kleru w polskich świątyniach, ale też tych księży, którzy pracują gdzieś tam w świecie w ramach krzewienia jedynie słusznej wiary, zgodnie z deklaracją Kongregacji Doktryny Wiary Dominus Jezus. To najprawdziwsi ambasadorowie Watykanu, utrzymywani przez Polskę.
Dlatego powtarzam: żaden fundusz, czy to kościelny, czy to zakonny, czy też inny, z kasy państwa Kościołowi nie przysługuje w sytuacji gdy 800 tysięcy polskich dzieci głoduje i jest to przekonanie nie tylko moje. Wierni jeżeli się poczuwają do tego, by dodatkowo wspomagać swoich duchownych niech to czynią, ale nigdy, dosłownie nigdy żaden grosz z budżetu nie powinien trafić do lepkich, niespracowanych rąk kleru. Jeżeli jesteśmy uwiązani w tym względzie podpisanym przez łaszących się do Kościoła i do JPII polityków konkordatem, to najwyższy czas na jego renegocjacje a nawet całkowite wypowiedzenie wzorem wielu państw Unii Europejskiej.   

czwartek, 7 marca 2013

Ad. POCZEKAM pkt.2


Kto myśli ten wie, że tylko szeroki front lewicy jest w stanie wygrać ewentualnie wybory i odsunąć od władzy POPIS. Wiedzą o tym coraz szersze rzesze wyborców, którym znudziły się obiecanki rządzących w prawie wszystkich tematach: społecznym, gospodarczym i światopoglądowym, które to niestety pozostają wyłącznie w sferze majaczenia. Paralityczny strach okołogowinowców w PO przed Kościołem uniemożliwia i bojkotuje wszystkie działania rządu na rzecz europeizacji kraju. Sam premier, chociaż publicznie zapowiadał, że nie będzie klękać przed księdzem do dzisiaj ma kłopoty z powstaniem z obu kolan. Blisko połowa wykształconego społeczeństwa polskiego ma przekonania lewicowe mimo przynależności do owych 95% katolików. Ma takie przekonania, chociaż jest na każdym kroku indoktrynowana i zniechęcana do wartości lewicowych od szkolnych lat najmłodszych poprzez wydawnictwa produkowane w IPN, wystąpienia publiczne skrajnego politycznie poselstwa, a także prawicowe kanały TV, prasę o wręcz brunatnych odcieniach i organizacje pronazistowskie typu ONR tudzież Młodzież Wszechpolska z których to wywodzące się „bandy” dały o sobie znać ostatnio na polskich uczelniach próbując zakłócać wystąpienia osób z szerokiego kręgu lewicy. Dlatego istnieje pilna potrzeba zjednoczenia wszystkich sił na rzecz sanacji, a nawet często animacji sił politycznie przeciwstawnych. Zdaje sobie sprawę z tego trójca polityków Aleksander Kwaśniewski-Janusz Palikot-Marek Siwiec i mimo siania przez publiczne media sceptycznych komentarzy powzięli decyzję o utworzeniu nowego ciała politycznego o charakterze lewicowym. Patrząc jednak na osobową strukturę onego ciała, to pytać należy, jak pogodzić mocno antyklerykalny charakter partii Palikota z chwiejnym (jak w Charkowie) Kwaśniewskim, który za zaszczyt miał spotkania z biskupami, cytowanie słów papieskich, uczestnictwo w przeróżnych nabożeństwach, oraz przejażdżki w papamobile, mimo publicznych deklaracji o swoim ateizmie, a właściwie swoistym poszukiwaniu drogi do boga, jako agnostyk. Nie mam nic przeciwko Siwcowi, którego szanuję za charakter i stabilne przekonania, a wygłup z całowaniem ziemi kaliskiej wkładam w sferę dowcipów. Dowcipów o charakterze dewocyjnym, jakie w Europie poza Polską można znaleźć prawie w każdej gazecie, oraz na scenach kabaretowych. Nic się więc z tego powodu nie stało natomiast była to wyłącznie pożywka dla prawicy reprezentowanej przez Krzaklewskiego w czasie wyborów prezydenckich. Jak wiadomo naród nie zgłupiał i Aleksander wygrał. Smutnym akcentem odbija się na wartości powstającego ugrupowania opór środowisk kobiecych i feministycznych. Jakieś dziwne animozje rodzą się w odwecie za próbę odwołania przez Palikota Wandy Nowickiej ze stanowiska wicemarszałka Sejmu. Palikot popełnił wiele błędów, jak chociażby poprzez fakt poparcia Tuska w wymiarze pracy do 67 roku życia, urządzał przeróżne happeningi, ale to jest taki oto charakter sowizdrzała. Popełni jeszcze wiele innych, ale na miły bóg nie ma takiego polityka, który będąc zaangażowanym w pracy poselskiej czy partyjnej błędów nie robi. Chociaż oczywiście są tacy, ale oni maja zamkniętą drogę na mównice sejmową i zakaz wyrażania się w jakimkolwiek temacie. Sądzę jednak, że środowiska kobiece nie mają innej alternatywy. Najbliżej im do właśnie tworzonej, być może nowej partii. Śmieszyć tylko może uparta postawa Millera z jego zadufaniem w przywództwo partyjne, a odejście najbardziej lubianego i popularnego członka SLD Ryszarda Kalisza tylko go pognębi do końca. Kalisz wszędzie znajdzie miejsce w szyku, Miller niestety nie, a Samoobrony jak na złość już nie ma.

wtorek, 5 marca 2013

Ad. POCZEKAM, pkt 4.


Świat by się zawalił z nudów gdyby nie abdykacja BXVI i szereg następstw tej wyjątkowej decyzji. Dzięki temu, że mamy w TVN24 red. Jacka Pałasińskiego, katolickiego dziennikarza jest co oglądać i słuchać. Pałasiński oraz Kolenda-Zaleska, Durczok i Pochanke, dzięki którym w nieutulonym żalu przeżywaliśmy moment odejścia JPII do swego Ojca, dzisiaj zbudzili nas do czuwania po raz drugi. Pan Jacek Pałasiński, dziennikarz, pracujący w tej świeckiej telewizji, obok księdza Sowy na bieżąco informuje naród o tym co się dzieje za Spiżową Bramą, nadając każdemu "pierdnięciu" wartość najwyższą w sensie publicystycznym. Czyni to w sposób tak przejmujący i mocny w wyrazie słowa i twarzy, iż Polacy myślą, że przyszłość nasza oraz świata zależy wyłącznie od tego co się wydarzy w okolicach Bazyliki Piotrowej. Otóż panie redaktorze, powtórzę za setkami komentatorów podawanych przez was informacji, że nic, absolutnie nic nie obchodzi nas Polaków to co się dzieje na odcinku pańskiego działania. Kogo poza klerem najwyżej postawionym obchodzi data wyboru następcy BXVI, który to jako pierwszy ponoć po 700 latach porzucił samowolnie robotę udając się na emeryturę?. Kogo obchodzi to, czy na czas dojechało do Rzymu kworum kardynałów, aby ruszyło konklawe. Kogo obchodzi to, czy papieżem, być może będzie kardynał z Włoch, Kanady, Ghany, Brazylii czy Meksyku, bo z Polski na pewno już nie. Byłaby to tragedia dla umartwionego narodu, który już w swojej historii tyle wycierpiał, a poza tym który z naszych purpuratów by się nadawał na powtórkę z Karola Wojtyły. Nie daj Boże, jeżeli jesteś i panujesz nad tym cyrkiem. Komentatorzy w swej większości piszą, że nic nie dadzą zakłady lotto w sprawie obsadzenia tronu papieskiego, tzn. skąd będzie następca. Jest to dla nas ludzi, przywiązanych do demokracji i postępu nauki obojętne. Każdy z tych ponad stu „wyborców” nowego ojca świętego został kardynałem z rąk JPII i BXVI, a więc zostali oni pobłogosławieni „kapeluszem” kardynalskim za to, że wyznają wyłącznie i tylko wyłącznie ich średniowieczne przekonania. Ich mentalność w zakresie trwałości celibatu, negowania postępu nauki w sprawach in vitro oraz regulacji urodzin, niedostępności do święceń kapłańskich kobiet, a ponadto ukrywania pod grube perskie dywany wszelkich przestępstw popełnianych przez duchownych w tym pedofilii, machlojki związane z praniem brudnych pieniędzy, a nawet zabójstwa w imię dobra jedynie słusznej wiary. Ukryte prawdy, jak chociażby tajemnicza, niespodziewana śmierć Jana Pawła I i kilku innych urzędników w państewku Watykan, nigdy nie ujrzą światła dziennego mimo tylu wydawnictw dających świadectwo prawdy tym wydarzeniom. O tym wie każdy z tych kardynałów przybyłych do Rzymu, włącznie z naszymi polskimi dostojnikami, ale milczenie akurat w tym zawodzie, w tym środowisku jest podstawą trwałości tego betonowego imperium. Może nas redaktor Pałasiński, oraz jemu podobni Terlikowscy, Sowy i inni zapraszani do TV motać uświęconymi słowy, to niestety jest nas w społeczeństwach europejskich coraz więcej akurat tych, co po ich ględzeniu mogą się jedynie uśmiechnąć i ewentualnie podziwiać ich chorobliwe zacietrzewienie w kwestii siłowego udowadniania prawości KK.  

piątek, 1 marca 2013

SKROMNOŚĆ


Zachciało mi się chociażby kilka razy uderzyć w klawisze komputera, bowiem chwilowo wykorzystuję go wyłącznie do poczytania wieści co tam w świecie się dzieje, albo po prostu w celu wywołania na swym licu uśmiechu, którego u zdrowego człowieka nie powinno braknąć przez dłuższy okres egzystencji. Nie chce się ścigać jako bloger np. z Palikotem, a tym bardziej z Ryfińskim w krytyce naszego powszechnego Kościoła katolickiego, w aspekcie rabunku majątku narodowego w wielu płaszczyznach gospodarki. Oni w tej tematyce przodują a ja ich oczywiście wspieram duchowo, bo mają RACJĘ. Nie tylko tę z której do Sejmu dostał się red. Kotliński. Nie chcę też konkurować z blogerem Wałęsą, bo musiałbym stworzyć instytut swojego imienia, którego pracownicy dbają o to, by były prezydent a ich pracodawca nie schodził z firmamentu popularności. Muszą podtrzymywać ten pijar, bowiem Lechu pozostaje tym symbolem, co to komunizm obrócił w zgliszcza, a na tych zgliszczach, jako już prezydent zbudował powszechny dobrobyt, pierwej obdarowując każdego Polaka kwotą stu milionów złotych. Dzisiaj jego posty okraszone są tysiącami zdjęć z tymi, co to chcą mieć pamiątkę z polskim „antyLeninem”, tudzież zdjęciami fakturującymi jego pobyty w różnych krajach świata, ponadto wypoczynek w jacuzzi, spacery brzegiem plaż amerykańskich z kijkami nordic walking, a także leniwe leżenie bykiem na materacach pod słońcem Miami. Blog pana prezydenta zyskuje zatem na wartości plastycznej i cieszy oczy przede wszystkim jego samego. Nie mam więc nawału takich tematów, które chciałbym upublicznić chociażby w kąciku mojej domeny. Wolę pozostać cichym i skromnym. Nie mam też na tyle polotu i wrodzonej lub nabytej erudycji jaką mogą się pochwalić chociażby niektórzy moi komentatorzy podpisujący się: pan „nonkonformista 13”, czy też pani „Jolanta”, których szczególnie tą drogą pozdrawiam. Czynię to w dniu smutnym a jednocześnie radosnym dla wszystkich katolików. Smutnym, bo BXVI bez śmiertelnego powodu opuścił łódź św. Piotra udając się samowolnie na emeryturę. Po prostu porzucił robotę i już. Wesołą, bo dzięki polskiej telewizji wierny okupantowi watykańskiemu naród mógł obejrzeć happening przelotu białego papy do Castel Gandolfo. Jednemu z komentatorów nie pierwszej już chyba młodości ten cały odlot przypominał ewakuowanie się z pałacu Nicolae Ceausescu. Happeningowi towarzyszyło bicie dzwonów w niektórych bazylikach z dzwonem Zygmunta w Krakowie włącznie, co powodowało ogromne zaniepokojenie przechodniów. Niektórzy rozglądali się, czy nie ujrzą przypadkiem ordy uzbrojonych po zęby Tatarów, albo łuny pożarów, boć powszechnie wiadomo, że krakowski Zygmunt odzywa się tylko w przypadku napaści na Polskę jakiegokolwiek wroga lub z powodu śmierci prezydenta (dawniej króla). Jak wiemy nic takiego nie nastąpiło. Po to mamy TVN24 z red. Pochanke i jej koleżeństwem, by naród nie pozostawał ociemniały.

PS. Dalej czekam na wyjaśnienie się TEZ postawionych w poprzednim poście pt. POCZEKAM. Myślę, że to potrwa, bo Tusk z Gowinem obchodzi się jak słoń z jajem, a Kwaśniewski z Palikotem i Siwcem napotykają same kłody podrzucane im przez Millera. Nie spieszy się tylko homoseksualistom i heteroseksualnym parom bez ślubnych obrączek, ponieważ sam papierek może im posłużyć praktycznie w celach higienicznych, natomiast zależy im wyłącznie na ludzkich przepisach dot. praktycznej egzystencji w kontaktach obywatel- urząd, ale jak wiadomo do czekania na dobra płynące ze strony naszego Sejmu już są przyzwyczajeni. A tam, najważniejsze jest mistrzostwo Stocha. Nawet Małysz jest pod wrażeniem.

Z ostatniej chwili: Słynny bloger (cudzym umysłem) Wałęsa zdążył się popisać  w TVN24 w programie "Fakty po faktach". To cośmy usłyszeli na własne uszy na temat homoseksualistów z ust wielkiego elektryka woła o pomstę do nieba w które on tak mocno wierzy nosząc w klapach garniturów a nawet piżamy obrazek z Matką Boską. Ten "demokrata" jest za tym aby posłów o odmiennych orientacjach seksualnych posadzić w ostatniej ławie sejmowej, a najlepiej za murem. Po takiej wypowiedzi Komitet Noblowski powinien mu nakazać zwrotu nagrody. W końcu przekonania Wałęsy kłócą się z zasadami i regulaminem nadawania tych zaszczytnych wyróżnień, tym bardziej, że otrzymał  (jak sie okazuje przez pomyłkę) nagrodę pokojową. Wstydzę się wraz z milionami Rodaków za tego typu prostaka, tylko przez przypadek umieszczonego w świecie polityki. 

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...