środa, 31 grudnia 2014

2015



 

Z okazji nadchodzącego Nowego 2015 Roku życzę aby był on dla Państwa doskonałą okazją do spełnienia marzeń, zrealizowania planów i sięgania po to , co do tej pory wydawało się niemożliwe. By był po prostu   SZCZĘŚLIWYM NOWYM ROKIEM
 
 

niedziela, 28 grudnia 2014

MÓW DO MNIE JESZCZE




Podczas zwyczajowego spotkania z pracownikami Kurii Rzymskiej przed Bożym Narodzeniem dostało się dostojnikom i świeckim. W stanowczych słowach papież Franciszek wymienił listę ich grzechów, pisze niektóra polska prasa. Obok wprost szalonego bogacenia się znalazły się na niej hipokryzja i patologia władzy biskupów. Ta patologia zaraźliwie dotknęła też władze państwowe w tym Sejm. Głośne nagrody i premie, w sumie miliony złotych.
A nasi biskupi mają to głęboko w d..pie, czytamy na forach internetowych. Dla nich liczy się ich kasa. Sprawdzają się polskie przysłowia-,,za pieniądze ksiądz się modli', ale też się podli”, ,,kto ma księdza w rodzie tego bieda nie ubodzie'' Korzystając z tego, że w dniach świątecznych nawy kościelne wypełniają się wiernymi nieco tłumniej niżeli w normalne niedziele, biskupi wygłosili homilie w których płaczą nad polską rodziną. Rodziną rozwiedzioną, rodziną niepełną, bez ślubu, a często składającą się z par homoseksualnych. Grzmieli, że piekło się zapełnia Polakami nie stosującymi się do boskich i kościelnych przykazań.
Otóż biskupi często treści swoich kazań dostosowują do wydarzeń krajowych albo unijnych. Pamiętamy bowiem kazania abp Michalika zaraz po wstąpieniu Polski do UE. cyt:„ Wielkie kłamstwo, które przejęliśmy z Unii Europejskiej, przyjmując tę ustawę o przemocy, że niby kultura, tradycja i religia rodzi przemoc. Niech mi pokaże którykolwiek z tych ludzi, którzy wymyślili to wielkie kłamstwo historyczne, w którym miejscu ewangelia mówi o przemocy? Gdzie Kościół zachęca do przemocy? To jest dramat zakłamywania”. Otóż do tej pory po słowach gauleitera z Bieszczadów, parlament Polski ze strachu nie odważył się ratyfikować tejże Konwencji. Wtedy to tak jak i dziś Michalik powiadał że w dniu wigilijnym, wszyscy wybaczają sobie wzajemne urazy. Zastanawiam się zresztą, jakiej to urazy doznał abp, bo jaką spowodował w stosunku do swoich wiernych owieczek, to wiem. Wystarczy wciąż panu przypominać fakt zgnojenia policjanta i jego rodzinę za to, że raczył odezwać się do pana słowem PAN miast wasza nadzwyczajna świątobliwość. Cieszymy się natomiast że zniechęcił pan nasze małe dzieci do nachalnego pchania się księżom do łóżek, bo to był problem iście kabaretowy. Gdzie jak gdzie, ale w Bieszczadach uwierzono w te „prawdy”. Ja jako grzesznik powiem panu panie Fioletowy. Stary testament aż kipi od zbrodni i bluźnierstw. Na kanwie tych opowieści można by nakręcić wiele kryminalnych dzieł z ostrzeżeniem, że dozwolone dla odbiorcy od lat 25. Wy kapłani te zapisy stosujecie w życiu.. Dlatego czytacie wiernym tylko fragmenty Nowego Testamentu. O starym ani słowa. Morda w kubeł, jak się powiada. A oto jak tysiące myślących odbiera pańskie porykiwania. Przytaczam tylko kilka wypowiedzi:
Jeżeli Kościół katolicki zrezygnuje z 10 000 000 000 PLN konkordatowych, wydzieranych corocznie państwu i odda  wyłudzone od Polaków i Polski majątki to uwierzę w dobre intencje biskupów i całej reszty, oczywiście oprócz pedofilii osób przykościelnych w tym bpa Wesołowskiego, szczęśliwie zmarłego i ks. Gila, którzy to swoimi postępkami całkowicie obnażyli Kościół, pokazując światu jego prawdziwe oblicze. To też do Was hierarchowie Michalik i Dziwisz oraz waszych kolegów po fioletowych piuskach.
Większych KŁAMSTW jakie wciska nam Kościół ze swoim UCZŁOWIECZENIEM, szczególnie zarodka, naprawdę trudno już wymyślić. Na tym ŁGARSTWIE, oraz urojonych cudach stoi cała doktryna straszenia ludzi piekłem i ich szczuciem na siebie, aby przy bożej pomocy i do tego zgodnie z prawem szarogęsić się w tym kraju, zaś strasząc diabelskim gender wybierać nam w parafiach władzę od szczebla gminy aż po Sejm, ogłupiać młodzież na lekcjach religii, oraz wyrywac kasę podatnikom... Amen,” pisała inna Polka z Nowego Sącza. A ileż racji zawierały słowa pana L. z Płońska, pisze on: „Nic dodać nic ująć. Rodacy powstańcie z kolan, póki jeszcze czas. Możemy podziękować Solidarności, że do tego doprowadziła, iż jesteśmy krajem wyznaniowym, Solidarność w podzięce za stanowiska majątek narodowy rozdała klerowi za tzw. friko, pozostawiając społeczeństwo z ręką w nocniku, przy tym miliony rodaków skazując na tułaczkę po Europie za chlebem. Tym samym chlebem którego domagali się podczas pamiętnych strajków 37 lat temu”. „Och ci biskupi !!! Ich słowa są rzeczywiście rozbrajające w czasie wigilii i świąt. Pan Jan Kościuszko onegdaj temu zorganizował i sfinansował wigilię dla bezdomnych i potrzebujących w Krakowie, pisze ktoś spod Wawelu: Przygotował 200 tysięcy pierogów, 8 tysięcy litrów zupy grzybowej i barszczu. Wydaliśmy, tak jak rok temu, około 50 tysięcy porcji - mówi sam organizator. A co powiedział Pan Dziwisz ? Pan kard. Stanisław Dziwisz zapewniał podczas wigilii bezdomnych i potrzebujących , że „Pan Jezus rozumie los bezdomnych".Jemu z kolei trudno tych ludzi zrozumieć, bo to prosty góral, który zrobił karierę na podawaniu kapci „najwybitniejszemu” Polakowi wszech czasów, JPII. Bezczelny tłusty bogacz!!!” Ten bezczelny bogacz podczas ostatniej wigilii troche sie postarał i juz jako bp. emeryt, wigilijnie poczęstował bezdomnych krakowskich ochłapami, co to nie mieszczą sie na pańskich stołach. Dobre i to przewielebny książe. Podsumowując post powiem tak: Kruki są  b, czarne jak polski kler katolicki, a jak wiadomo z mądrego przysłowia: KRUK KRUKOWI OKA NIE WYKOLE.

piątek, 26 grudnia 2014

LULAJŻE, LULAJ


Święta, święta i po świętach, powiada porzekadło, przysłowie, może powiedzenie, idiom, (chyba nie). Czas w którym wbrew nawoływaniom do radości, akurat ja się nie raduję. Zewsząd do moich uszu z odbiorników radiowo-telewizyjnych, a także do oczu z prasy świątecznej dochodzą, najczęściej nostalgiczne wołania … lulajże Jezuniu, tak jakby On się darł wniebogłosy z powodu głodu, braku ciepła czy też czegokolwiek co potrzebuje osesek. . nie dala Mu matusia sukienki wołają inni wierni ubogaceni gorącą wiarą, oraz niewierni, ale pchani tradycjami rodzinnymi. Tradycjami okraszonymi absolutnym przekonaniem o autentyczności wydarzeń betlejemskich, łącznie z owym GPS w postaci gwiazdy, która to doprowadziła z krajów arabskich owych trzech króli z workami prezentów na plecach, oraz cudownego skutku zapłodnienia pozaustrojowego z ręki, a raczej za pomocą innej części ciała przez zesłanego anioła, przy całkowitej bierności rogacza Józefa. O tym przekonywała nas cała horda księży podesłanych do wszystkich bodajże sześciu polskich stacji telewizyjnych w towarzystwie bogobojnych dziennikarzy i dziennikarek. Patrząc na kalendarz, spodziewałem się totalnej nudy, nudy i jeszcze raz nudy, ale jak to bywa w pięknych okolicznościach przyrody, że się posłużę mistrzem Himilsbachem, człowieka spotykają też radosne niespodzianki. Taka właśnie mnie spotkała ze strony domowego św. Mikołaja, bowiem w podarunku świątecznym pod choinką znalazłem paczkę, a w niej książki. Już tam mój ukochany Mikołaj wie z jakich prezentów byłbym zadowolony. Wiadomo, z obyczajowych, krajoznawczych, szczególnie Azja rosyjska oraz Bałkany, a także książki w formie wywiadów z ludźmi, których ukochałem z powodu ich dokonań.. I właśnie takie książki znalazłem pod naszą choinką. Dwie monografie z życia ulubionych mi osób (aktorów). To szerokie wywiady ubarwione scenkami z życia i twórczości Krzysztofa Kowalewskiego oraz Wiesława Michnikowskiego. Pierwszy zaledwie starszy ode mnie o trzy latka (cóż to jest trzy latka). Kiedy ja się rodziłem to on dopiero samodzielnie zaczął siadać na nocnik. Drugi zaś, to dla mnie prawdziwy senior, starszy o lat osiemnaście, czyli urodził się w roku mojej, już od lat nieżyjącej Mamy. Książki te pochłonęły mnie całkowicie. Obu aktorów uwielbiam bowiem nadzwyczajnie. Kowalewskiego za wszystkie Jego role komediowe, grane nie tylko w scenerii teatralnej czy estradowej, ale też w plenerach filmowych Hoffmana albo Barei. Z kolei Wiesław Michnikowski to uniwersalny aktor. Aktor z przypadku, bowiem nigdy nie było jego zamiarem stawać przed kamerami i widzem teatralnym. Skończył szkołę samochodową. Życie okupacyjne i okres wyzwoleńczy skierował młodego Wieśka (bez matury, którą zdał dużo później), do lubelskiego radia, utworzonego na podglebiu Domu Żołnierza. Obok Stefanii Grodzieńskiej, Ryszardy Hanin i wielu innych, grał w mundurze polskiego żołnierza dywizji dowodzonej przez pogardzanego dzisiaj przez prawicę gen. Berlinga. Tam się zaczęła kariera Wiesława M. W krótkim czasie okupował sceny teatrów lubelskich, potem warszawskich. Znamy go nie tylko z filmów fabularnych takich jak, „Gangsterzy i Filantropi”, albo „Irena do domu” ale także dosłownie z setek ról teatralnych. Zawsze Go podziwiałem z odtwarzania ról z utworów Gogola, Czechowa jak i innych rosyjskich pisarzy. Nie do podrobienia są jego występy kabaretowe, szczególnie u Dudka czyli Dziewońskiego. A tylko włos go dzielił od sutanny, bowiem nosił się z pójściem do seminarium. Wybuch wojny pozbawił go matury co oczywiście przekreślało zamiary duchowne.
Matury też nie zdał wybitny aktor Krzysztof Kowalewski, polski Żyd, o czym dowiedział się dopiero po wojnie od swojej matki. Kowalewski uchował się przed Holokaustem tylko dzięki sprytowi rodzicielki i licznym, prawdziwym polskim przyjaciołom, uciekł z matką w odpowiednim czasie z Warszawy do Kielc. Na szczęście nie dane mu było być ofiarą, a choćby świadkiem pogromu kieleckiego Żydów, bowiem w dniu tym wyjechał z kolegami do Zakopanego. Jego ojciec zginął w Katyniu jako polski oficer. Matka wychodziła jeszcze dwukrotnie za mąż, także Krzysio miał wzorzec. W swoim życiu „oficjalnie” wpuszczał do łóżka trzy żony. Z ostatnią, czyli Agnieszką Suchorą  gra w komediowym serialu typu sitkom „Daleko od noszy”. Jest mistrzem dramatu twarzy, a także mistrzem stwarzania sytuacji paranormalnych. Jego dramatycznie zdziwiona twarz w filmie „Miś”, gdy poszukiwany kandydat na dublera wpada z mandoliną na plan filmowy i śpiewa „jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek”, obiegła cały świat i jest przedmiotem studiów reżyserskich. Obie książki, chociaż niezbyt objętościowo „chude”, przeczytałem właśnie w te dla mnie generalnie melancholijne święta. One poprawiały mi krążenie, a nadto stanowiły lek przeciw zaparciom, jako że pomiędzy kolejnymi produkcjami kolęd począwszy od byle jakich stajenek po Pałac Prezydencki reklamowano w większości takowe specyfiki medyczne.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE BN/2014




                        
                                                      

Świąt z fantazją ku radości ciała i ducha
życzę moim Czytelnikom
w kraju i za granicą.

niedziela, 21 grudnia 2014

OD C. DO K.



 Kiepscy

Jak twierdzą językoznawcy, chociażby panowie profesorowie Miodek albo Bralczyk, język polski jest przebogaty, a przy tym nie najłatwiejszy dla obcokrajowców. Jest bardzo skomplikowany gramatycznie i fonetycznie, ale jest językiem bardzo miłym dla ucha i literacko dobrze postrzeganym. Przykładowo angielski albo rosyjski uchodzą za bardziej takie, które królują w literaturze jako te zmysłowe.
Polski język jest trudny dla osób, których język ojczysty jest radykalnie inny niż ten nadwiślański. Natomiast jest stosunkowo łatwy dla tych cudzoziemców, którzy mówią np. językami słowiańskimi. Czesi czy Rosjanie powinni poradzić sobie z nauką bez większych problemów. Dla nich polski nie jest aż tak trudny, jak na przykład dla Skandynawów lub użytkowników innych języków germańskich, czy dla tych, których językiem ojczystym jest któryś z języków romańskich. Nie znam się na tym zbyt dobrze więc pominę dalsze dociekania. Nie moja broszka. Moim zamiarem jest natomiast pokazanie tego, że jako Polacy co to mają właśnie swój, a jakże piękny język, jako naród nie korzysta, albo nie potrafi korzystać z jego bogactwa, oczywiście pomijając absolwentów szkół wyższych albo dobrych średnich. Jakże często jestem milczącym świadkiem rozmów, najczęściej ludzi młodych, ale nie tylko, którzy prowadzą szeroko zakrojone dysputy za pomocą dosłownie siedmiu do dziesięciu słów, zwykle zaczynających się na literę d, h, c, p, k, z tym , że słowo zaczynające się na literę k stanowi kropkę albo przecinek, czyli słów zapisanych w „Słowniku Wulgaryzmów Polskich, wyd PWN”. Tak się domyślam. I nie jest to wcale więzienna grypsera, raczej mowa „Kiepskich”, aczkolwiek niejeden z dyskutantów zapewne zaliczył już tzw. dołek. Typowa subkultura zapożyczona od skinów i dresiarzy z blokowisk. Zapewne to ziomale. Stoję wtedy spokojnie i „podziwiam” tę nadzwyczaj filologicznie unikalną elokwencję, bowiem nie wyobrażałem sobie że też można używając takiego wyjątkowo oszczędnego w gruncie rzeczy słownictwa opowiedzieć całe tyrady z wydarzeń ich interesujących. Wtedy z ironią pomyślę, czy nie warto by było, by językoznawcy się przyglądnęli temu zjawisku, a nuż może byśmy zaoszczędzili na przerobach drukarni i wydawnictwach, bowiem cały przedruk np. „Wojny i Pokoju” można by zmieścić na kilku kartkach. Jakaż to oszczędność lasów państwowych, a i prywatnych też. Fakt, bardzo byśmy się narazili na pośmiewisko ludów ościennych i nie tylko, ale w gruncie rzeczy ośmieszamy się z wielu innych powodów, i to dość często, a jakoś kraj istnieje i sobie chwali. Rozmowy tego typu są tym bardziej ułatwione, że wiele nazw własnych jest w ich środowiskach zmienione wyłącznie dla ich wygody i otoczenia w którym się obracają. Tylko przykładowo: homoseksualista to po prostu dla nich pedał lub ciota. Rom to złodziej, rudy to fałszak, policjant to pies, ksiądz to pedofil, zakonnica to pingwin, Afrykanin to banan, dziewczyna to dupa itp.,etc. Jednocześnie tęsknią oni do zapożyczeń i wszelkiego rodzaju słownictwa pokazywanego na głupich filmidłach i filmikach. Jako już dorośli silą się na nadawanie swoim dzieciom imion zasłyszanych gdzieś tam, gdzieś tam, np. Brajan albo Dżesika i są z tego bardzo dumni. Otóż, ten młodzieżowy, a zarazem jakże polski slang znałem od dawna, bo przecież człowiek nie żyje w próżni. Dzisiaj, jak zwykle przed świętami, czyli w okresie wzmożonych zakupów i załatwiań spraw często urzędowych zmuszony byłem częściej niżeli zwykle opuszczać gawrę, że się wyrażę po ichniemu i przy okazji wysłuchiwać tego, jakże soczystego języka. Jakże mi się zrobiło naraz świątecznie, jakże milutko, jakże kolorowo, jakże serdecznie. Polska to jednak dziki kraj, miał pan rację panie ministrze Drzewiecki.

piątek, 19 grudnia 2014

KASIARZE I FILANTROPI


Wniosek o przeznaczenie kolejnych 16 milionów złotych z budżetu państwa przeznaczonego na kulturę i ochronę dziedzictwa narodowego złożyła w imieniu klubu parlamentarnego PLATFORMY OBYWATELSKIEJ posłanka Izabela Katarzyna Mrzygłocka z Wałbrzycha. Z biednego i brudnego jak biedaszyby Wałbrzycha.

 
Na kogo ja, babcia 6 wnuków mam od dzisiaj głosować, bo że głosować będę jeszcze nie raz to pewne. W najbliższych wyborach do Sejmu na 100% będę wrogiem PIS, PO, SP, a także listą chłopków przykościelnych z PSL”. (wpis na fb). Nawiasem mówiąc biskupi naiwnemu Sejmowi wmawiają, że są to pieniądze na muzeum, muzeum w budowie, a przecież państwo częściowo finansuje wyłącznie remonty i restauruje stare obiekty muzealne. Na to pozwala Konstytucja. Dlatego, ja autor tego bloga osobiście popieram budowę tego muzeum JPII, wszak pod jednym warunkiem. Mianowicie takim, że na ścianie głównej ŚOB zawiśnie baner o treści jakże prawdziwej (jak wyżej) panowie i panie z ul. Wiejskiej.
„Dziwi mnie, że tak oddana Kościołowi posłanka PO nie zorganizowała zbiórki wśród swoich kolegów posłów, którzy pewnie"chętnie" przeznaczyliby swoje diety na dofinansowanie budowy świątyni. Sięganie do pieniędzy podatników by sfinansować nie po raz pierwszy zachcianki Episkopatu jest po prostu niedopuszczalne. Niech się pani posłanka zastanowi jaką kwotą rocznie Kościół jest dofinansowywany.

Odnoszę wrażenie, że na hasło pomoc dla Kościoła posłowie dostają rozwolnienia i chcąc tej przypadłości zapobiec lekką ręką uwielbiają wręcz wydawać nie swoje pieniądze. SIĘGNIJCIE DO SWOICH KIESZENI I WTEDY MOŻECIE DYSPONOWAĆ PIENIĘDZMI NA CELE KTORE USPOKOJĄ WASZE SUMIENIA, BO AKURAT CZYSTYCH NIE MACIE PO WYKONANYM AUDYCIE DOT. WASZYCH PODRÓŻY SŁUŻBOWYCH,” (komentator z Nysy). Święte słowa proszę Pana komentatora. Po Polsce chodzi anegdota: W żołądku biskupa spotykają się politycy PIS i PO. Polityk PIS pyta: - I co, kler też was połknął?.- Nie, my weszliśmy drugą stroną, odpowiadają politycy PO.



środa, 17 grudnia 2014

OD STAJENKI DO LICHENIA


Święta Bożego Narodzenia są wg polskiej tradycji religijnej najważniejszymi świętami w roku obok oczywiście świąt Wielkiejnocy. Swego czasu telewizyjny profesor Jan Tadeusz Stanisławski w kolejnych audycjach próbował satyrycznie udowadniać wyższość Świąt Wielkanocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Były to programy w konwencji rozrywkowej, a więc z przymrużeniem oka. Dla wielu tych, którzy do religii przywiązują wielką uwagę, mniejszą zaś do refleksji, słowa profesora miały znaczenie absolutnie przekonujące. Dla innych np. ateistów, którzy święta owe obchodzą wyłącznie ograniczając się do niektórych tradycji i nawyków przekazywanych z pokolenia na pokolenie głos Stanisławskiego był traktowany podobnie jak występ Kabaretu Moralnego Niepokoju, bowiem u ludzi nie poddających się dogmatom w głowach kołacze się niepokój, jako że tak naprawdę to nikt nie wie, łącznie z dwoma żyjącymi papieżami, kiedy ten Zbawiciel Chrystus się narodził. Zbawiciel, któremu przez ponad dwa tysiące lat nie udało się zbawić tegoż świata. Jedni mówią że urodził się zimą inni z kolei że w lipcu (bo ciepło w stajence), a przede wszystkim ponoć nie urodził się w roku zero, zero jak piszą w biblii, a ponoć o siedem lat wcześniej. Uczonym mężom owych czasów pasował akurat ten rok i absolutnie ten dzień ze względu na pogodowo-astronomiczny podział roku i dlatego przyjęto kalendarz który obowiązuje do dzisiaj.”Ubogacono” go imionami wszystkich świętych, których najwięcej nadprodukował specjalista od kanonizacji, nasz papież Wojtyła. Kalendarz ten skomponowany na tę okoliczność został przyjęty przez cały „boży” świat niezależnie od religii i panującego ustroju. Jedno jest pewne, mianowicie katolicyzm pokazał jak się robi interesy na bożym dzieciątku. Zaczynali od stajenki by poprzez wszystkie lata pobudować setki landar na wzór i podobieństwo Watykanu, Lichenia i katedry Notre Dame. Boże Narodzenie to niezwykły okres dla wszystkich,jak mówię, bez względu na odległość, czy klimat. Wyjątkowa atmosfera towarzysząca temu świętu sprawia, że ludzie z różnych zakątków świata ulegają magicznej ekspresji. W poszczególnych krajach tradycje i zwyczaje różnią się między sobą, jednak wszędzie Boże Narodzenie obchodzone jest w miarę uroczyście. Niestety, podobnie jak w Polsce, wigilię obchodzi się tylko na Litwie, w ateistycznych Czechach a też na Słowacji. Oczywiście równie tam gdzie w świecie osiadła masowo Polonia, np. w obu Amerykach, Francji i wielu innych zakątkach świata, chociażby w Australii. Różne narody, różnie podchodzą do świętowania narodzin Chrystusa. Jako taka wigilia z choinką, opłatkami, pasterką, prezentami, kolędnikami i innymi grupami wiejskiej młodzieży wałęsającej się po snieznych zaspach od chaty do chaty dotyczy co prawda Polski, ale i to powoli zamiera, szczególnie w aglomeracjach i na terenach bardziej otwartych na Europę Zachodnią. Nie znaczy to, że inne narody wyalienowały się całkowicie ze swoich tradycji. Nie, ponieważ jest okazja do wypitki i wszelkiego rodzaju rozrywki a przy okazji rodzinnych spotkań, często po wielu miesiącach a nawet latach rozstań z powodów ekonomicznych, wojen, albo ścigań policyjnych. Każdy naród ma swoje tradycje świąteczno- noworoczne, przykładowo Grecy wigilijny wieczór najchętniej spędzają poza domem. Ten wyjątkowy czas dzielą z przyjaciółmi. Do wigilii zasiadają o bardzo późnej porze. Boże Narodzenie trwa w Grecji niezwykle długo, bo aż 12 dni. W tym czasie aż dwukrotnie obdarowują się prezentami. Może dlatego zbankrutowali. W Niemczech jest z kolei zupełnie inaczej. Najbardziej uroczystym momentem jest świąteczny obiad, a głównym daniem jest pieczona gęś. Po posiłku nasi zachodni sąsiedzi rozpakowują prezenty. Charakterystycznym przysmakiem, który pojawia się na niemieckich stołach podczas świąt Bożego Narodzenia jest ciasto Stollen, kształtem przypominające nowo narodzone dzieciątko zawinięte w becik. Natomiast święta w USA nie trwają długo, bo zaledwie jeden dzień – rozpoczynają się i kończą 25 grudnia. Okres przedświąteczny, zaczyna się w dzień po największym święcie Ameryki – Święcie Dziękczynienia (czwarty piątek listopada). W Stanach Zjednoczonych ma to największy wymiar komercyjny, praktycznie wszystkich ogarnia szał zakupów. Oczywiście obowiązkowo jest choinka, stroiki na drzwiach i domach oraz tradycyjny pieczony indyk. W Argentynie Boże Narodzenie obchodzone jest niezwykle uroczyście. Podobnie jak w Polsce święta mają tam rodzinny wymiar. Jednak są pewne różnice, bogatej uczcie towarzyszą żarty i zabawy, które trwają do samego rana. W tańcach biorą udział również dzieci. Argentyńczycy obdarowują się prezentami w dniu Trzech Króli.
 
To tak gwoli zachowania tradycji pisze ten post, bo tak po prawdzie to okres ten jest tak rozdmuchany, że większość z nas już nie może patrzeć na tych tysiące odzianych czerwone ciuchy Mikołajów i wyścigi klientów podczas okazjonalnej wyprzedaży. No ale abyśmy zdrowi byli. Jak powiedział największy z prezydentów od narodzenia Chrystusa, laureat Pokojowej Nagrody Nobla i setek uczelni honoris causa Lech Wałęsa, zdrowie wasze w gardła nasze. Tyle słów z mojej osobistej ewangelii z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia 2014.


sobota, 13 grudnia 2014

MOJE DZISIEJSZE ASOCJACJE


 
 

Kiedy uczęszczałem do liceum, "uczęszczałem" (chyba od słowa jak "często") uczyła nas professeur de francais. Była to zacna  dama z samego Paryża, w wieku chyba zaraz „porewolucyjnym”, pani profesor Z. Do dzisiaj zapewne, kto jeszcze żyw ją pamięta jako jedyną z całej plejady pedagogów liceum. Ja też, obok oczywiście profesora od chemii, który bardzo mi utrudniał życie nastolatka. Dlaczego pani Z. pozostaje wciąż w pamięci?, a to dlatego, że po pierwsze przybyła z samej najpiękniejszej stolicy świata, a ponadto nigdy na lekcje nie przychodziła sama. Przychodziła bowiem w towarzystwie … psa, ukochanego przez nią pudelka, który całymi godzinami przesiadywał, ewentualnie przesypiał pod stolikiem z paprotkami. Zarówno o jej pudelku jak i o Paryżu potrafiła nam opowiadać na każdej lekcji. Na ten cel wygospodarowywała ostatni kwadrans godziny lekcyjnej. Zanim pojechałem do Paryża 50 lat później, pani profesor bardzo mnie zaciekawiła tym miastem. Wędrując przeto po bulwarach i placach podświadomie przypominałem sobie te moje lekcje francuskiego. Praktycznie wiedziałem wszystko o Napoleonie, o Placu Zgody, o Wieży Eiffla, o Placu Inwalidów, o Sacre Coeur i Notre Dame, o Moulin Rouge, wreszcie Polach Elizejskich, oraz cmentarzu Pere Lachaise, gdzie leżą setki, jeżeli nie tysiące francuskich uczonych, artystów i polityków, wśród których spoczywają też nasi wybitni obywatele z Chopinem na czele. Wiedziałem od tamtej pory dużo o dzielnicy malarzy Montmarte i Placu Pigalle. Oczywiście nie mogła nam pani Z. cokolwiek powiedzieć o nowoczesnej dzielnicy Paryża La Defense, której w owych czasach jeszcze nie było, a którą zwiedziłem odkrywając jej urok bez wcześniejszych wskazówek. Opowiadała nam o Polakach zasłużonych dla Francji szczególnie w czasach napoleońskich, dlatego musiałem na własne oczy zobaczyć obelisk na którym wyryto nazwiska wszystkich marszałków Francji, wśród nich nazwisko księcia Józefa Poniatowskiego, który to wraz z koniem utonął w Elsterze w okolicach Lipska. A ponieważ zacna pani Z. (żona oficera polskiego, który wyemigrował do Francji po wejściu Niemców do Polski w roku 1939) potrafiła bardzo plastycznymi słowy opisywać miasto w którym mieszkała przez bodaj lat 15, przeto język francuski był dla nas (no dla mnie w szczególności) przyjemnością. Z wzajemnością z panią profesor się lubiliśmy, przez co doznawałem zaszczytu odnotowywania na tablicy tematu lekcji i takie tam, (oczywiście w języku Victora Hugo). By uzmysłowić jak najbardziej w naszych głowach kulturę Francji, częstowała nas przywiezionymi właśnie znad Sekwany udkami żabimi i ślimakami w oleju. Z wątpliwym łaknieniem próbowaliśmy zachwalając smak. Obok, pokazywania nam w wyobraźni Paryża pani Z. rozprawiała całymi dostępnymi jej kwadransami o swoim piesku, dowodząc nam, że psy obok ludzi posiadają duszę, z czystości której także się rozliczają po śmierci przed Bogiem. Dawała nam dziesiątki przykładów, szczególnie z literatury, gdzie głównymi bohaterami opowieści są właśnie pieski. Pieski, które potrafią latami koczować przy grobach swoich panów odmawiając jedzenia i ponosząc często śmierć przez zagłodzenie i tęsknotę. Ponadto uwielbienie dla jej siwego pudelka nieraz przekraczało nasze wyobrażenia. Pani Z. często sama nie jadła śniadań, by tylko nakarmić pupila, oddawała mu co ciekawsze smakowo kąski, tuliła w czasie chłodu, wyrażała do niego absolutna miłość poprzez pocałunki i pieszczoty, co się udzielało niektórym, szczególnie dziewczynom. Zaraz po tym szły one do schroniska i nabywały pieski, co akurat było dobre i zbawienne. Pamiętam, że gdy razu pewnego pudelek wyrwał się swojej pani i wpadł pod samochód ponosząc śmierć, w uroczystym pogrzebie w jej ogrodzie wzięły udział wszystkie klasy z językiem francuskim, bowiem dobrze się było w takich okolicznościach przyrody pokazać swojej pani od francuskiego, dając przy okazji wyraz współczucia.
Post ten piszę na okoliczność ostatniej wypowiedzi papieża Franciszka, który to przyznaje, że prawdopodobnie zwierzęta maja duszę i trafiają po swojej śmierci do królestwa niebieskiego, przez co wpędził w ogromną konsternację setki hierarchów katolickich na całym świecie., cyt:Raj jest otwarty dla całego bożego stworzenia” - powiedział ostatnio papież Franciszek. Słowa te skierował do małego chłopca, któremu zdechł ukochany pies. Wypowiedź ta robi furorę, gdyż kłóci się z dotychczasową doktryną Kościoła, która twierdzi, że zwierzęta nie mają duszy.”, tymi słowami niejako „wyjaśnił” genezę przybrania imienia papieskiego Franciszek, jako że akurat ten święty wg katolików był opiekunem świata fauny. Zupełnie inną postawę prezentował Jan Paweł II, który w 1990 roku stwierdził, że „zwierzęta są niemal tak blisko Boga jak ludzie”, z zastrzeżeniem, że nie ma jednak mowy o posiadaniu przez nie duszy, a więc i zbawieniu. A tak w ogóle, to co może tak do końca wiedzieć jeden czy drugi władca Watykanu o duszach ludzkich czy też psich. To tylko, albo aż metafizyka. Cały dowcip z wiarą polega na tym, że zaczynamy grzeszyć i wierzymy w niebo dopiero gdy spotkamy na swej drodze katolickiego księdza. Dopóki ludzie nie znali wiary,nie mieli problemu z niebem, piekłem czy grzechem, a przecież też się rodzili i umierali. Są jeszcze dziesiątki dzikich plemion do których ksiadz katolicki nie dotarł i ci mają święty spokój i zbawienie wieczne zapewnione ponieważ nie ponoszą winy za coś czego nie znają. W ten oto sposób powiązałem fragmentarycznie swoją chmurną i durną młodość z dzisiejszym padołem życia, a wszystko dzięki wprost rewolucyjnym słowom papieża Franciszka.
PS: Polecam moim stalym czytelnikom wskaźnik czytelnictwa wg.państw i miast: http:www.histats.com/viewstats/?sid=740179&act=10



wtorek, 9 grudnia 2014

POLSKI GWIAZDOZBIÓR

 Kadr z POKŁOSIA

Patrzę w niebo, gwiazd szukam, że posłużę się słowami wieszcza Adama. Niestety, między szarymi jesiennymi chmurami znajduję jeno tandetę, którą nasze, w rzeczy samej w większości proste społeczeństwo zalicza do megagwiazd, a nawet skarbów narodowych. Jakaś Frytka czy inna Doda, która wniosła do skarbnicy narodowej kultury swoje wypielęgnowane pośladki. No, może jeszcze kilka innych pseudogwiazdeczek, których widok spowodował początki jaskry mojego wzroku, bo zapomniałem użyć przyciemnionego szkła. A jakich to ja gwiazd szukam zaiste?, zadaję sobie retoryczne pytanie. Przecież co kilka dni prawdziwe gwiazdy spadają bezpowrotnie z niebieskiego firmamentu . Odeszli raz na zawsze na przestrzeni tzw. wolnej Polski dobrzy, podziwiani aktorzy, jak Szczepkowski, Czechowicz, Rudzki, Wichniarz, Opaliński, Łomnicki, Pawlik, Maklakiewicz, Wilhelmi, Niemczyk, a ostatnio pogardzany przez PiS Stanisław Mikulski, oraz wielu innych, których moja pamięć nie potrafi w tej chwili odszukać. Celowo przytaczam męskie postaci, bowiem gwiazdom płci żeńskiej udaje się dłużej pozostawać na tym łez padole. Czytam i oczom nie wierzę, że pani Danuta Szaflarska, moja ulubienica skończyła 99 lat. 99 lat i gra, bo przecież dosłownie niedawno zagrała w „Żółtym Szaliku”, a także w „Pokłosiu”, tak mocno krytykowanym filmie przez polską prawicę i Kościół, ponieważ film obnaża „tajemnicę” zbrodni dokonywanych na Żydach przez Polaków w czasie holokaustu. Tajemnicę, pokazywaną „bezczelnie” nawet przez kino niemieckie.Nie ma gwiazd, przeto nie ma też dobrych filmów. Filmów godnych prezentacji na światowych festiwalach. Nawet gdy jakowyś film wysyłamy na konkurs, nie kwalifikuje się on do nominacji, nie mówiąc już o nagrodach czy chociażby wyróżnieniach. Nawet hit Wajdy "Katyń"potraktowano z przymrużeniem oka, jako dzieło polityczne, na zamówienie wiadomo kogo. Tak mówią krytycy. Ostatnio światełkiem w tunelu polskiej kinematografii okazały się filmy „Obywatel” i „Bogowie”. Rzeczywiście jasne to światełko, bo filmy przyciągają widza. Wymierają dobrzy aktorzy, wymierają też dobrzy reżyserzy. Na szczęście młodzież „filmowa” dorasta. Realna nadzieja w Smarzowskim, Kolskim, Vedze, oraz dobrych bez wątpienia aktorach: Gajosie, Treli, Dziędzielu, Wieckiewiczu, obu Szturach i chociażby Dorocińskim.
A filmy, no cóż, jak dotychczas stać nas było co najwyżej na takie produkcje jak „Psy” czy „Pod Modrym Aniołem” propagujące obrzydliwe zachowania zdeprawowanych policjantów, albo pisarzy alkoholików. Dla bohaterów takich dzieł wystarczy do prowadzenia konwersacji znajomość pięciu wyrazów zaczynających się na d. p. lub ch. Wychodzę więc z kina z wielkim autentycznym obrzydzeniem, mimo, że zaliczam się do względnie zdemoralizowanych osobników rodzaju ludzkiego. Nie pokazujemy z powodów politycznych filmów rosyjskich, a przecież jak donosi prasa niezależna, kino rosyjskie osiąga światowe sukcesy. Kto zna nazwiska takich reżyserów jak Konczałowski, Sadiłowa, Smirnow, albo Zwiagincew, twórca nagradzanego w świecie „Lewiatana”, ale niech nas ręka broni przed czymkolwiek z Rosji.

Gdzie te czasy, gdy w kinach prezentowano filmy dla tzw. grup dyskusyjnych. Gdzie te czasy, gdy młodzież szkolna (licealna) jeden raz w miesiącu szła do domów kultury na prezentację dobrej, przeważnie poważnej muzyki w ramach tzw. artosów, o czy pisałem przed pięciu laty. Kto wtedy z nich myślał o łatwym sposobie zdobywania świecidełek poprzez prostytułowanie się wzorem „Galerianek”. To było nie do pomyślenia. Dzisiejsza młodzież chłonie muzykę z sektora chłamu, gdzie cały utwór składa się z jednej zwrotki, naszpikowanej wyrazami, których przytaczał nie będę, bo jest mi zwyczajnie wstyd. Czy to się zmieni? Nie!. Nie, bo na kulturę brak pieniędzy. Pieniądze w pierwszym rzędzie, poza dobrym uposażeniem decydentów należy wydawać na bardziej potrzebne dzisiejszej Polsce instytucje. A więc na IPN i CBA, Kościół katolicko-ginekologiczny, wątpliwe w prawie ubezpieczenia dla rolników (bo się koalicja rozpieprzy), wojny ku zadowoleniu Amerykanów, oraz wiele innych instrumentów zapewniających stabilność władzy rządzącym. Dobrze, że w pakiecie telewizji kablowej mamy kanał Kultura. Kanał, który nie zawsze ze smakiem (bo pozostaje jednak w zarządzie TVP), to jednak od czasu do czasu pokazuje dobre filmy i sztuki teatralne z tamtych "podłych" lat. Niestety, większość społeczeństwa III Rzeczypospolitej Pomrocznej musi się zadowolić telewizją publiczną, a więc m.in. Cejrowskim, Terlikowskim, Ziemkiewiczem, Semką, braćmi Karnowskimi i dziełami Zanussiego. I to jest właśnie powód do wielkiego polskiego wstydu, wstydu spowodowanego brakiem prawdziwej, uczciwie propagowanej kultury filmowej. O teatrze w nowoczesnej formie nawet nie wspomnę. Wystarczy że w tekście wystawianej sztuki znajdzie się choćby namiastka krytyki Kościoła lub katolicyzmu, a już pod świątyniami prawdziwej kultury, czyli gmachami teatralnymi zbierają się ci, których uczucia religijne doznały bolesnego uszczerbku. To by było na tyle. Jedźmy, nikt nie woła.


sobota, 6 grudnia 2014

NIE DO WIARY




      

        
 
"Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą" - św. Klemens z Aleksandrii
"Kobiety mają milczeć w kościele." - św. Paweł z Tarsu
"Przez bramę raju wpuszczają nas kobiety do piekła." - św. Cyprian
"kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga"- św. Augustyn
"Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj to diabeł! Ona jest swoistym piekłem!" - Papież Pius II
"Za twym mężem powinno iść twoje pożądanie, to on powinien być twoim panem. Zniż się więc do poddaństwa, bądź jedną z podległych" - św. Jan Chryzostom.
"Dziewczynki rodzą się z uszkodzonego nasienia lub w następstwie wilgotnych wiatrów" - św. Tomasz z Akwinu
"Obejmować kobietę, to jak obejmować wór gnoju" - św. Odo z Cluny
"Kto obcuje z kobietami narażony jest na skalanie swego ducha" - św. Franciszek z Asyżu
"Kobietę należy trzymać z dala od Biblii i wszelkich nauk. Kobieta uczona, to coś gorszego niż brodata" - François Garasse SJ
"Kobieta to zwierzęca niedoskonałość" - św. Tomasz z Akwinu,
"Pośród wszystkich dzikich bestii nie masz szkodliwszej nad kobietę"- św. Jan Chryzostom
 
    ***************************************************************************
 

Wypowiedzi powyższe świadczą jednoznacznie o wyjątkowej nienawiści a nawet obrzydzeniu w stosunku do tzw. płci pięknej. Nie wiem kto pierwszy wypowiedział słowa „płeć piękna”, ale musiał to być wielki grzesznik i antychryst. Ktoś być może bardziej zdeprawowany i bezbożny od samego Jana Hartmana, a nawet Jerzego Urbana. Konkluzja: W sejmie mamy kilkadziesiąt procent płci żeńskiej. Większość z nich to wierne katoliczki, gotowe klękać przed każdym chłopem który nosi sukienkę, nie mówiąc już o złotych pierścionkach. Zapewne każda z nich bez zastrzeżeń wyznaje zasadę wiary w każde słowo świętego i to nie tylko jakiegoś tam świętego Tomasza z Akwenu, Jana Chryzostoma, Ambrożego czy też Tertulana zwanego ojcem Kościoła katolickiego, ale nam współczesnego, całkiem świeżego świętego Jana Pawła II, jako kolejnego ogniwa łańcucha świętych pańskich. Wypowiedzi jakże okrutne dla kobiet z miłością zapewne są przyjmowane przez damy z immunitetem poselskim, m.in. Sobecką Pawłowicz, Wróbel, Kruk, Kempę, Szczypińską Wiśniewską i kilka jeszcze innych podległych prezesowi Kaczyńskiemu, równie bogobojnemu osobnikowi. Wszystkie z nich narodziły się w następstwie wilgotnych wiatrów i są błędem natury. Mniemam, że w to wierzą, bo inaczej trzeba je było zaliczyć do heretyków  i odszczepieńców. Zatem cóż one robią na stanowiskach typowo męskich, miast doić krowy, zamiatać powały, gotować strawę dla mężczyzn i rodzić tuzin dzieci. Bowiem jak powiada jeden ze świętych ich wartość polega na wykorzystaniu do prac domowych. Gdzież się tam pchać na uczelnie, na stanowiska dyrektorskie czy właśnie do Sejmu. Do kurnika macać kury, w pole z zasłoniętą twarzą do żniw i wykopków, do balii prać gacie swego pana i kupy dzieciaków. Tam jest ich miejsce. Zatem jeżeli jest inaczej i taka jedna z drugą trafią do parlamentu, to powinny one być odrzucone przez biskupów i księży na odpowiednią odległość, bowiem tam gdzie jest osoba duchowna nigdy nie może się znaleźć kobieta uchwalił paryski synod biskupi już w IX wieku. Zapaskudzą atmosferę otoczenia. Ksiądz może stracić powonienie. Ciekawe, że wśród tych wypowiadających się świętych z wieków nam odległych jest prawie współczesny Pius XII. Konkludując, stwierdzam i jestem o tym absolutnie przekonany, że klasztorne i zakrystiańskie kontakty wielbiących jeno siebie mężczyzn to nic innego tylko zagłębia homoseksualizmu, czyli pospolitego gejostwa. Tu jest pies pogrzebany. Stąd wywodzi się nie tylko pociąg do mężczyzn ale i do chłopców, czyli do pedofilii. Ora et labora powiadano, a zasłużysz na wieczorną uciechę seksualną np. z samym przeorem. Śmiem zaryzykować twierdzenie, chociażby na własny użytek, że homoseksualizm rozkwitł na bazie ideologii rozsiewanej przez średniowiecznych uczonych, a przy tym uświęconych, przekonanych o wyższości absolutnej mężczyzny nad kobietą. Tymczasem panie na stanowiskach męskich, zadbajcie o swoje zbawienie, jeżeli w ogóle Bóg rzeczywiście zarezerwował dla was królestwo niebieskie, bo być może, jak peroruje św. Odo, nie może do nieba trafić wór gnoju, czyli jakaś tam zwierzęca niedoskonałość.

czwartek, 4 grudnia 2014

KARIERY NIEDOKOŃCZONE



 
 
Skoro rydzykowe „rozmowy niedokończone” zyskały dużą w swej istocie popularność wśród słuchaczy Radia Maryja, przeto dzisiejszy felieton zatytułowałem podobnie, ...czyli kariery niedokończone. Otóż rozmowa Romana Giertycha z dziennikarzem Piotrem Nisztorem nie była pierwszym „trudnym” spotkaniem byłego szefa Ligi Polskich Rodzin, a obecnie nadwornego adwokata rodziny Donalda Tuska. Kulisy jego dawniejszej działalności jako jednego z koryfeuszy polskiej prawicy pokazują, że nieczysta gra to dla niego nie pierwszyzna. Tak przyznają działacze, których wysadził z siodła, tworząc swoją partię. Giertycha należy umieścić w klatce najbardziej fałszywych cwaniaków politycznych, obok Michała Kamińskiego, prawdziwego syna politycznego Jarosława Kaczyńskiego, obecnie smakosza kuchni prowadzonej przez Platformę Obywatelską. Kamiński to ten, który przepłynął wpław wszystkie strumyki partyjne skrajnej prawicy. Od ZChN poprzez AWS, PiS zatrzymując się na razie w Platformie Obywatelskiej. Podobnie wygląda kariera polityczna Romana Giertycha, twórcę, a właściwie animatora przedwojennej faszyzującej organizacji Młodzież Wszechpolska, ponadto z błogosławieństwem Rydzyka, ojca partii przykościelnej o ciepłej nazwie Liga Polskich Rodzin. Dzisiaj śliniący się do Tuska, obecnie do Kopacz, gotów konformistycznie oddawać swoje usługi w ich prywatnych sprawach sądowych jako obrońca i właściciel kancelarii prawniczej. Dziwić się należy, ze Platforma, mieniąca się partią iście demokratyczną i postępową przygarnia takie złomy polityczne, a nawet daje im pierwsze miejsca na listach wyborczych. No, ale okazuje się, że nie należy utożsamiać liberalizmu z moralnością. No bo gdzież tu chociażby odrobina moralności i etyki, gdy wpuszcza się do rodziny kogoś kto na nią pluł i nazywał ją ironicznie cicmciaramcią w zestawieniu z ongiś potężnym jego wodzem Jarosławem Kaczyńskim, albo kogoś kto obok dwu innych prawicowych członków delegacji klękał przed jednym z największych zbrodniarzy XX wieku, Pinochetem, wręczając mu jednocześnie ryngraf z Matką Boską, tą samą Matką Boską, co to ponoć tak ukochali wszyscy Polacy, a która to w rewanżu pokazuje im się coraz częściej w pełnej krasie na licznych drzewach i parapetach, potwierdzając swoje przywiązanie do ludu nad Wisłą. Czy w tej nowoczesnej, europejskiej partii, jaką mieni się Platforma, nie znalazł się nikt, kto by głośno krzyknął: panowie, nie ośmieszajmy się! Dość już mamy swoich Żalków, Gowinów, Biernackich i innych ponoć 40 rozbójników utrudniających podjęcie jakiejkolwiek uchwały proeuropejskiej. No NIKT!, mimo że jeszcze kilka lat temu wszyscy słyszeliśmy, gdy Michał Kamiński w swych wystąpieniach przemawiał językiem antysemickim, językiem swoich wyborców z okolic Jedwabnego. No to mamy etykę partyjną na najwyższym szczeblu, czyli we władzach ustawodawczych. Czy mamy się dziwić, że na wybory przychodzi ok. 40% uprawnionych. Nie, bo naród, ten myślący naród olewa takie „imprezy”. Wie, że obojętnie na kogo zagłosuje, to wybrani migiem pobiegną się przedstawić osobiście biskupom i proboszczom, po czym składając przysięgę poselską publicznie poproszą Boga o pomoc w wykonywaniu obowiązków parlamentarnych. Być może Bóg da, że nie złapią ich na przekrętach delegacyjnych jak to się zdarzyło trzem budrysom z PIS. A dlaczego się zdarzyło?, bo być może larum podniósł ktoś, kto nie prosił Boga o pomoc i dlatego mleko się rozlało, ale jak wiadomo koniec karier im nie grozi. Przejdą do innej pokrewnej partii by kariery.... nie zakańczać.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

BRAWO MIESZKAŃCY SŁUPSKA


Wygrałem, bo ciężko pracowałem. To powinien być optymistyczny sygnał dla wszystkich, którzy chcą zmieniać swoje małe ojczyzny. Jak się chce, to można góry przenosić - mówił w TOK FM Robert Biedroń, nowy prezydent Słupska..

Aż trudno uwierzyć. Sam start w wyścigu o najważniejszy urząd w Słupsku wywoływał u wielu obserwatorów polityki niemałe zdziwienie, ponieważ Robert Biedroń zwykle był na pół ironicznie pokazywany przez polskie media jako ten osobą którego ta nasza większość katolicko -narodowa może sobie rozweselać życie. Owszem był zapraszany do różnych stacji telewizyjnych, ale zawsze w zestawieniu w parze z zajadłym oponentem partii prawicowych. Partia pana Roberta praktycznie upadła po ostatnich wyborach, jednak On sam potrafił przekonać Słupszczan do siebie, ponieważ jest człowiekiem otwartym na wszelki postęp nie tylko światopoglądowy, ale też środowiskowy w wyrazie tolerancyjności i szeroko pojętego humanizmu. Będę prezydentem wszystkich mieszkańców Słupska, powiada i większość Mu uwierzyła oddając na Niego swój głos. Przyznam, że chociaż nie mieszkam nad Słupią to Słupszczanom zazdroszczę nowego prezydenta. Tą drogą gratuluję moim przyjaciołom zamieszkałym w Słupsku, z którymi przez wiele lat miałem wielką przyjemność współpracować. Robert Biedroń to absolwent Uniwersytetu Warmińskiego w Olsztynie, ukończył też Kurs w Szkole Praw Człowieka organizowany przez Helsińską Fundacje Praw Człowieka. Działacz LGBT, doktorant wydziału nauk politycznych Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Człowiek wszechstronnie przygotowany do pełnienia każdej funkcji w państwie. Publicysta Polityki, Trybuny i Gazety Wyborczej.

Uczestnik wszelkich parad na rzecz tolerancji i świeckości w Polsce,kilkakrotnie obrzucany kamieniami a nawet pobity przez środowiska prawicowo-narodowe. Zawsze mimo to uśmiechnięty i otwarty na ludzkie problemy. Chociaż gej, do czego sam publicznie się przyznaje i ateista, to nie zamierza walczyć z Kościołem i jego wyznawcami, chociażby nawet z tymi którzy są naszpikowani oszołomstwem. Niech się kotłują między sobą, powiada, nie zamierzam dolewać oliwy do tego ogniska. Ludzie sami muszą dojść do słusznych wniosków i wyrzec się tej „inności”na rzecz normalności i tolerancji i temu będę sprzyjał. A co?. Nowy Jork ma burmistrza geja to dlaczego Słupsk nie miałby mieć podobnego prezydenta. Na tle popisów prawicowych podczas obchodów święta 11 listopada, wystąpień telewizyjnych różnych Piłek, Kaczyńskich, Błaszczaków i Sobeckich, jestem zdeklarowanym politycznym fanem pana Biedronia, pani Grodzkiej, pani Płatek, pani Nowickiej wielu innych postępowych, prawdziwie europejskich posłów. Panie PREZYDENCIE ROBERCIE BIEDROŃ, dołączam się do gratulacji i ślę życzenia wielu sił i mądrości w zarządzaniu tym blisko 100 tysięcznym miastem ku zadowoleniu jego wszystkich mieszkańców.




piątek, 28 listopada 2014

WSPOMNIENIA


W dniu 26 listopada br. odszedł na zawsze mój dobry kolega i prawdziwy przyjaciel, przed kilku laty przełożony Wiesław Szurmiej, prywatnie bratanek niedawno zmarłego Szymona Szurmieja, długoletniego dyrektora Teatru Żydowskiego w Warszawie. Odszedł nagle, w dość paradoksalnych okolicznościach, bowiem na sali gimnastycznej, gdzie raczej utrwala się stan zdrowotności. Mocno mnie zasmuciła ta tragiczna wieść, bowiem już byliśmy umówieni na spotkanie, zaraz po tym gdy sam dojdę do zdrowia po długotrwałym pobycie w Centrum Onkologicznym. Okazuje się że w naszym wieku nie należy składać zbyt odległych w czasie deklaracji.
Wiesiek całe życie zawodowe poświecił toruńskiej energetyce piastując od kilku lat funkcję wicedyrektora ds. pracowniczych, ale w Jego niepisanym zakresie obowiązków było szeroko pojęte eksponowanie dobrej strony firmy. Był niezbędny praktycznie w każdych okolicznościach, gdzie dobro Zakładu należało pokazać na forum całego kraju. Naczelną zasadą Wieśka była też troska o dobro załogi, o jej byt, a także jej poziom kształcenia zawodowego. Właśnie w sporcie widział drogę do tworzenia dobrej atmosfery wśród załóg, oraz należytej dbałości o zdrowie. Był założycielem i prezesem klubu sportowego Energetyk Toruń. Zawodnicy tego klubu zdobywali laury w przekroju krajowym zarówno w tenisie stołowym jak i żeglarstwie. Wiesiek sam był sportowcem amatorem. Systematycznie grał w tenisa ziemnego, biegał na nartach, wspinał się w górach, zdobył Kilimandżaro, pływał po morzach europejskich wynajętymi wraz z grupą przyjaciół pełnomorskimi „łajbami”. Bodaj przez dwa lata obaj reprezentowaliśmy Zakład w lidze bilardowej Energetyków Polski Północnej. Był wszechstronny w pomysłach zmierzających do poprawy samopoczucia setek pracowników naszej firmy. Był inicjatorem a później koordynatorem prac w czasie budowy zakładowych ośrodków wypoczynkowych. Ten nadmorski w Karwi w roku 1991 przekazał w moje ręce. Niemniej dalej śledził z troską funkcjonowanie tej bazy. Bardzo dbał o letni wypoczynek młodzieży, dzięki czemu nasze energetyczne dzieciaki miały szczęście wypoczywać nie tylko w kraju, ale też w wielu krajach europejskich. Jako animator kultury, nie tylko tej fizycznej, w miarę możliwości wspomagał z funduszy zakładowych toruński teatr Wiliama Horzycy, znajdował fundusze na rajdy, spływy kajakowe oraz okazjonalne pikniki. Był dobrym duchem ukochanego miasta, za co w 2008 prezydent Grodu odznaczył Go zaszczytnym Medalem „Thorunium”. Od kilku lat obaj pozostawaliśmy na emeryturach. Mimo że los nas rzucił do odległych miast, znajdowaliśmy okazje do towarzyskich spotkań, bo spotkania z Wieśkiem to coś więcej niżeli wspólne napicie się dobrego piwa czy też drinka. To naprawdę duże święto. Pamiętam wspólne podróże po kraju i nie tylko, po to by zapewnić najlepsze warunki wakacyjne naszym dzieciakom. Pamiętam spotkania w Kazimierzu nad Wisłą, gdzie Jego Małżonka Maria, jako znana malarka toruńska organizowała wernisaże. Wiesiek był niezmiernie inteligentnym człowiekiem. Był erudytą, świetnie posługiwał się językiem angielskim, co ułatwiało nam zagraniczne podróże. Prawdziwy Europejczyk, człowiek wielkiej tolerancji o skrystalizowanych poglądach światopoglądowych. Wszystkie Jego cnoty podzielałem w całości, starając się je zaszczepiać w moim osobistym życiu.

Cóż, był Przyjaciel i Go już nie ma. Wiadomość o Jego nagłej śmierci mnie i moją Małżonkę powaliła jak piorun z jasnego nieba. Zabraknie nam, to znaczy mnie i wielu innym naszym wspólnym kolegom i przyjaciołom Kogoś wyjątkowego. Kogoś niepowtarzalnego. Nasz Wiesiek bowiem odszedł na zawsze. Pozostawił nieutuloną w bólu Małżonkę Marię, Syna Jakuba oraz ukochane Wnuki.

Spoczywaj w Pokoju Wiesiu. Cześć Twojej Pamięci.

Foto: Wiesiek w Nairobi (Kenia) przed atakiem szczytu Kilimandżaro.

środa, 26 listopada 2014

ŚREDNIOWIECZE MA SIĘ DOBRZE


 


,,Z nowatorską metodą umacniania wiary chrześcijańskiej wystąpił ks. Tomasz Chciałowski, proboszcz parafii Matki Bożej Fatimskiej w Legionowie.
Postanowił on wypożyczać wiernym relikwiarz z zepsutym zębem Jana Pawła II. Tyle zapis na Facebooku. Każdy kto potrafi czcić zepsute zęby, choćby z ust papieża może na jakiś czas zatrzymać u siebie w domu monstrancję, w której zazwyczaj spoczywa hostia. Mniemam, że za odpowiednią „co łaskę” dla proboszcza w Legionowie. Fuj.Fuj.
Nie tylko słowo fuj nasunęło mi się już w czasie, gdy się dowiedziałem, że (wdowa po papieżu) kardynał Dziwisz, ograbił zwłoki swojego szefa. Uszczęśliwia on niektórych wiernych ampułkami z krwią zmarłego. Krwawą ampułką obdarował najpierw naszego kierowcę Formuły 1 Roberta Kubicę. Krew ta miała chronić sportowca przed wypadkami, miała zagwarantować mu bezpieczeństwo. Być może krew była nieco skwaszona, bo kardynał nie dolał do niej octu, który chroni posokę przed zmianą konsystencji, bo nasz wyścigowiec w krótkim czasie uderzył samochodem w betonowy płot, krzywdząc się mocno na ciele. A w dodatku był to płot okalający budynek kościelny. Nie upłynęło zbyt dużo czasu gdy metropolita małopolski zaczął już niejako hurtem rozdawać krew Wojtyły. Dzisiaj prawie na wszystkich ołtarzach świątyń słynących cudami jest miejsce gdzie ulokowano ampułki. Gdyby zlać krew z wszystkich świętych podarunków, prawdopodobnie uzbierało by się kilka litrów czerwonej materii. Zatem, jeżeli rozdawana krew jest autentyczna to można by przypuszczać ze dawca zostałby pozbawiony szans przeżycia. Okazuje się, że nie tylko krew papieską kardynał zwiózł do Krakowa. Ma on w swych skrytkach poza nią kawałki ciuchów osobistych Karola Wojtyły, szat mszalnych i okolicznościowych strojów świątobliwych, a także części ciała. Ma więc zęby (naturalne, chociaż mocno nadgryzione czasem).Ma włosy santo subito i zaiste wiele innych drogocennych relikwii, bo wszystkie wymienione rzeczy stanowią właśnie relikwie pierwszej kategorii. Nie zdziwię się już, gdy w bliższym czy dalszym czasie kardynał obdarzy kogoś, kogo najbardziej cierpi np. palcem lewej czy prawej dłoni albo stopy, że nie mogę sobie wyobrazić czegoś z obszarów intymnych. Cieszta się cieszta zatem bałwochwalcy wypożyczonym z kościoła legionowskiego spróchniałym zębem, bowiem łaska pańska szczególnie spływa po takich relikwiach. Ks. Chciałowski dodaje, że jego pomysł to realizacja marzeń Ojca Świętego, by być jak najbliżej z wiernymi. Jeśli ktoś zechce, będzie mógł wziąć relikwiarz do chorego, który leży w szpitalu. Będzie mógł zostać z nim w kościele, czy też spędzić odrobinę czasu w domu. Nikt nie zabroni przytulić się do relikwiarza i wypłakać się przed nim”.
Wątpię, czy papież miał osobiście na myśli to co wyrabia proboszcz. Jestem najzupełniej przekonany, że nigdy by nie dopuścił do podobnego bałwochwalstwa. Chociaż tylko diabli wiedzą, bo ponoć one są najlepiej poinformowane w tych sferach, bo akurat JPII nie protestował gdy stawiano mu za życia setki pomników. Niektóre z nich sam osobiście poświęcał, ku własnej chwale.
 
Polska jako kraj zamieszkały przez bardzo twardych katolików (szczególnie przez katoliczki), jest obsiana setkami miejsc, w których ukazywała się Matka Boska w przeróżnych konfiguracjach. A to na drzewie, a to na parapecie okiennym, a to na chmurce. Zatem w świadomości takiego narodu bardzo łatwo jest zainstalować wiarę w przeróżne nadprzyrodzenia. Przykładem kołtuństwa i prawdziwych guseł jest słynny cud w Sokółce, oraz wiele innych najczęściej „nadrzewnych objawień” do których ciągną sznury samochodów z całej Polski i nie tylko. Teren do zagospodarowania naiwnych, o średniowiecznym rozumie jest w Polsce bardzo rozległy. W owe gusła często zdają się wierzyć nawet niektórzy dziennikarze polskich mediów i to niekoniecznie z obszaru tych brukowych.
 
ZEPSUTY ZĄB jako relikwia?. Poważnie, jestem mocno rozbawiona (pisze w komentarzu jedna z internautek) i nie jestem pewna, czy to nie żart, bo to naprawdę pasuje do średniowiecza. W czym to lepsze od mleka świętej panienki i innych tego typu cudów? To już naprawdę bliskie wystawienia na aukcji ostatniej kupy czy zwróconego w chorobie pokarmu.” Tak, zgadzam się z panią.
Tymczasem czytamy oświadczenie naukowców z kilku uniwersytetów kanadyjskich i amerykańskich. w sprawie świętości Matki Teresy z Kalkuty. Prawdziwą burzę wywoła podważenie cudu, dzięki któremu ją beatyfikowano. Ujawniono listę niewygodnych faktów, które burzą niezwykły obraz tej „świętej”. Dokumenty zawierają m.in. wstrząsające relacje z "domów umierających" oraz opisy kontrowersyjnych operacji finansowych, o czym osobiście wiedziałem już od dobrych kilku lat z opublikowanych relacji tych którzy przeżyli tę umieralnię pod egidą Matki Teresy. Wszystkim niedowiarkom polecam książkę "Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce" - może niektórym otworzą się oczy i zobaczą w jakim cieniu propagandy żyli do tej pory. MT była po prostu straszną kobietą.
A tak między nami, to spróbujcie to powiedzieć w oczy kardynałowi Dziwiszowi, to postraszy was ogniem piekielnym, w którym non stop obsmażane są dusze tych, co to uprawiają rozpustę wokół krakowskiego rynku. Świętego, papieskiego rynku.

niedziela, 23 listopada 2014

CZY TE OCZY MOGĄ KRZYWDZIĆ?



Komentarz red. Cezarego Michalskiego z KRYTYKI POLITYCZNEJ, dziennikarza nad wyraz cenionego, sądzę że nie tylko przeze mnie, ze spotkania z dr. Magdaleną Ogórek reformistką Kościoła, która uważa że ks. Lemański był jednoznacznie przez abp Hosera prześladowany wzorem służb komunistycznych, przeczytałem z zainteresowaniem. Śledził on odzyskiwanie parafii jasienickiej z rąk ks. Lemańskiego. Ponieważ cała prawda o Lemańskim do uszu Polaków katolików trafiała wyłącznie szczątkowo i to w barwach przyjaznych hierarchom, fragmenty komentarza zamieszczam na stronie mojego bloga.....

Pojechał tam zatem w dniu „odzyskiwania” parafii przez abp. Hosera i osadzania tam nowego proboszcza, który w pierwszych słowach swego przemówienia do tłumu obiecał, że „z kościoła w Jasienicy znikną pozostałości i ślady po ks. Lemańskim” (brawa, okrzyki, skandowanie na stojąco). Eufemizm „pozostałości i ślady” oznaczał zgromadzone tam – „nie wiedzieć czemu” – przez ks. Lemańskiego judaika. Skąd się wzięli w kościele ci entuzjaści Hosera, to tylko on sam wie, bo naturalnych parafian można było policzyć na palcach jednej ręki. Przed świątynią i na parkingach wsi stało kilka autokarów, czyli sprawa niejako się wyjaśnia.
  Wcześniej abp Hoser uczynił ks. Lemańskiego duszpasterzem dzieci dotkniętych bardzo ciężkimi schorzeniami z ośrodka neuropsychiatrii w Zagórzu. Takie dzieci nieczęsto później zostają biznesmenami czy publicystami, nie podniosą – symbolicznie albo realnie – ręki na abp. Hosera, na jego rzecznika Mateusza Dzieduszyckiego czy na jego jurystę Michała Królikowskiego, obaj wyjątkowo obłudni urzędnicy Kościoła, z tym że jeden w randze wiceministra, szczęśliwie odwołany. Zatem ich dusze można oddać temu kacerzowi (czyt. heretykowi) Lemańskiemu, bo oddawanie mu duszy wiernych, którzy mogą nam jednak później zaszkodzić lub pomóc – swoimi głosami, szczególnie zaś swoimi pieniędzmi – abp Hoser uznał za niedopuszczalną głupotę. Pragmatyczny cynizm tego hierarchy może być szkołą dla wielu prawicowych publicystów i polityków, którzy potrafią już wiele, ale tego, co abp Hoser, jednak jeszcze nie potrafią. Wzorzec tkwi w dokumentach partyjnych PZPR, gdzie znajdują źródła jak zjeść ciastko i mieć ciastko. Absolutnie podobnie wyglądał więc w Radomiu po rozróbach antyrządowych w 1968 roku. Zapewne okrzyki „Wiesław, Wiesław” nie wydostawały się z gardeł obywateli Radomia. Zatem nie można twierdzić , że nic „dobrego” nie pozostawił dla Hosera poprzedni „znienawidzony ustrój”.
Także Mateusz Dzieduszycki, którego miałem kiedyś ogromną nieprzyjemność poznać osobiście, pisze Michalski, jest takim rzecznikiem władzy, jakich „w dawnym ustroju” widywałem masowo w TVP przy podobnych okazjach. Zawsze z delikatnym naciskiem „śmielej, śmielej, towarzyszu Wiesławie”, czas już się rozprawić z tym Lemańskim, czas było wcześniej, ale byłeś dla niego zbyt miłosierny” (to z kolei parafraza za innym dobrze zorganizowanym tłumem z Sali Kongresowej w Warszawie, 19 Marca 1968), gdy jastrzębie partyjni namawiali Gomułkę by bardziej zdecydowanie rozprawił się z Żydami, dziećmi „kwiatami”, oraz Kazimierzem Dejmkiem reżyserem „Dziadów” mickiewiczowskich.
Nie wiemy co się dzieje dzisiaj z ks. Lemańskim, któremu racji ponoć nie przyznał sam papież Franciszek. My wiemy, a w każdym razie się domyślamy, że nie mógł przyznać, bowiem do jego uszu i oczu nigdy nie dotarła skarga Lemańskiego. Hoser w Watykanie ma dużo kumpli w szatach kardynalskich i biskupich, którzy każdą korespondencję zlustrują zanim padnie odpowiedź w „imieniu” papieża. Oczywiście korzystna dla ich przyjaciela z Polski. Ostatnio prasa podała, że udało się jednemu z pokrzywdzonych obywateli Włoch osobiście cudem poskarżyć się papieżowi na duchownego, który go skrzywdził. Papież po powrocie do Watykanu natychmiast zadzwonił do niego tylko po to, by poznać szczegóły sprawy, po czym zareagował w sposób zdecydowany i dyscyplinujący krzywdziciela. Gdyby zatem papież osobiście zapoznał się z pismem ks. Lemańskiego, Hoser nie miałby już posady w warszawsko-praskiej kurii, ale niestety w tej hierarchicznej instytucji dużo jeszcze wody musi upłynąć zarówno w Wiśle jak i w Tybrze zanim przeniknie do niej choćby odrobina demokracji.


środa, 19 listopada 2014

RATUJMY KRAKÓW


W prasie i Internecie czytamy, że kardynał Dziwisz (znana „wdowa” po Karolu Wojtyle) zobaczył Kraków poprzez pryzmat rozpusty jaka zawładnęła miastem. Ciekawe spostrzeżenie panie arcypasterzu ponieważ miasto w ponad połowie terytorialnie należy do Kościoła to należałoby się „Dziwić”, kto nim w rzeczywistości zarządza i skąd ta rozpusta wyłazi. Niestety większość nas Polaków już wie, że wyłazi z kruchty w której: żyje w rozwiązłości nie tylko materialnej ale i w obyczajowej znaczna ilość krakowskich i nie tylko krakowskich księży. Wielu przebywa na odwyku w domach specjalnie dla nich utworzonych). Wielu żyje w rozwiązłości seksualnej (pedofilia ks. Gila i abp Wesołowskiego oraz innych amatorów dziecięcych pupć, a schowanych w odległych parafiach na terenie pana Dziwisza, wcześniej Karola Wojtyły).

„Miesiąc modlitw o odnowę moralną Krakowa rozpoczął się od mszy pod przewodnictwem kard. Stanisława Dziwisza. Akcja nosi hasło "Szpital domowy", czytamy w skupieniu słowa prawdziwego gospodarza stolicy Małopolski.
Metropolita krakowski podkreślał, że stolica Małopolski to miasto, którego "oblicze naznaczone jest świętością wielu świadków Jezusa Chrystusa, ludzi miłujących Boga i człowieka". To także ośrodek akademicki i miejsce chętnie odwiedzane przez turystów. To wszystko zobowiązuje nas, byśmy troszczyli się o dzisiejszy Kraków by jego oblicze nie deformowały miejsca rozpusty i pijaństwa" - stwierdził kardynał.
Ja się jednak zastanawiam gdzie się podzieją geje w sutannach, a ich pogłowie stanowi ponoć ok. 50%, jeżeli kardynał wymodli zamknięcie klubów nocnych, gdzie jedyną atrakcją dla tych co mają nadmiar chuci i pieniędzy (a kler ma) są nie tylko dziewczynki ale i wytęsknieni za delikatnym, ale opłacalnym finansowo seksem, chłopcy. Fakt, z Krakowem kojarzy się dużo świętości, które spowiło miasto na kanwie papieża JPII, którego wprost nadprzyrodzoną siłą polskich biskupów urzędujących w Watykanie uczyniono świętym pod hasłem santo subito, tworząc w ten sposób kraj nadwiślański ostoją katolicyzmu światowego. Tu, z Polski z kilkudziesięciu seminariów wysyła się w świat absolwentów jako krzewicieli jedynie słusznej wiary i jako urzędników obcego nam państwa Watykan. Ci księża, którym nasze państwo opłaca ZUS i na siłę nazywa paradoksalnie ambasadorami Polski, w gruncie rzeczy są obcymi swojej ojczyźnie, bo przykładowo co robił w imieniu Polski biskup Hoser w Rwandzie w czasie gdy miliony Tutsi zostało zarżnięte przez Hutu z milczącym przyklaskiem katolickiego kleru. Kościół ma bardzo duże doświadczenie w mordowaniu całych społeczności. Wymordował Indian amerykańskich, wymordował innowierców w czasie wypraw krzyżowych, a i wiadomo, że sprzyjał holokaustowi nie tylko w II wojnie światowej.
Jest to dziwne panie kardynale w sytuacji, gdy w polskim parlamencie, który jakby nie mówić, zarządza tym krajem ponad połowa posłów i senatorów która została de facto wybrana przez was czyli proboszczów. Macie przecież swoje sposoby na urządzenie Sejmu. Wystarczy mocno głosić swoje przywiązanie do Kościoła rzymskokatolickiego, brać udział w różnych marszach z pochodniami i krzyżami a miejsce w Parlamencie ma się zapewnione. Nawet jeżeli jest się KOMPLETNYM DURNIEM, bo Episkopat poprze z ambon każdego, kto będzie głosił wyższość prawa bożego nad stanowionym. Tych , którzy zamienili sierp i młot na krzyż i wymachują nim jakoby cepem, również. To nowi nawróceni na prawdziwą cnotę.
Oczywiście, sowita wpłata "na potrzeby Kościoła" też w tym pomaga, dlatego Kościół ma zapewnione rokrocznie owe 10 miliardów złotych, oczywiście za zgodą m.in. owych KOMPLETNYCH DURNI wśród których znajduje się też kupa złodziei grosza publicznego podobnych Hofmanowi, Kamińskiemu i Rogackiemu.

niedziela, 16 listopada 2014

PUTIN TO, PUTIN TAMTO


 
 
Zapewne nigdy Władimir Władimirowicz Putin jako urzędnik z Petersburga kilkadziesiąt lat temu, gdzie się zresztą urodził, nie spodziewał się , że będzie kiedyś najbardziej znienawidzonym politykiem świata, oczywiście poza swoją ojczyzną. Otóż wszystkie wiadomości medialne wg. instrukcji politycznej w Polsce powinny zawierać informacje o podłości Rosji i podłości Putina, a dodatkowo każda informacja z Kremla ma być okraszona sosem wskazującym na całkowitą degrengoladę gospodarki naszego sąsiada, plagę chorób obywateli Rosji spowodowaną niedożywieniem, jako że na ich rynek nie płynie polskie mięso (białko) polskie jabłka, marchewka a nawet szczypiorek i kartofle (witaminy). Łza się polskiemu, „bardzo zaprzyjaźnionemu” z Rosją widzowi kręci w oku, że naród rosyjski przymiera głodem i zapada w choróbska z braku witamin, a tymczasem Putin wysyła na wschodnie rubieże Ukrainy wciąż nowe dostawy nie tylko broni ale i zielonych ludzików, sam zaś wraz z nową małżonką włóczy się po kurortach i konferencjach międzynarodowych, na których z przykrością musi wysłuchiwać mało miłe słowa od zachodnich mężów stanu. Biorąc pod uwagę charakter Putina ukształtowany jeszcze za czasów ZSRR w obrębie NKWD i GRU, gdzie jako jeszcze młody człowiek prężył muskuły wielkomocarstwowe, dzisiaj korzystając z tego, że rosyjska ropa i gaz zasilają całą Europę i nie tylko, Putin nabrał odwagi, by właśnie odbudować Wielką Rosję, wpisując się w panteon cara Piotra I i innych wielkich mężów Rosji, pogromcy Napoleona i Hitlera. Rozpierducha ZSRR, jaką dokonał Jelcyn, ku radości świata zachodniego nie spodobała się narodowi rosyjskiemu. Puste sklepy, nieterminowe śladowe emerytury ,oraz gniew setek tysięcy byłych oficerów i generałów to pokłosie właśnie tego co się stało w Puszczy Białowieskiej. Rosja jako dotychczasowe mocarstwo została mocno oskubana i upokorzona. Z kilku dotychczasowych republik powstały samodzielne państwa, szczególnie na terenie azjatyckim. W Europie niezawisłość otrzymały państwa bałtyckie oraz Białoruś i Ukraina. Ta Ukraina, której w przypływie otwartości serca i zapewne upoju alkoholowego swego czasu Chruszczow podarował Krym, sam zresztą urodził się na Ukrainie. Zarówno Krym jak i Ukraina, szczególnie jej wschodnie rubieże są zamieszkałe przez rdzenną ludność rosyjską, posługującą się wyłącznie językiem Puszkina. Właśnie w tym Putin upatruje szansy uporządkowania bajzlu, który spowodował Jelcyn. Najpierw poprzez przeróżne sztuczki polityczne i militarne przyłączył do Rosji Krym, a więc i Sewastopol gdzie stacjonuje gros morskiej armady rosyjskiej. Biedę i bałagan gospodarczy na Ukrainie w porozumieniu z mianowanym przez siebie prezydentem Janukowiczem (którego akurat do pewnego czasu polskie władze bardzo szanowały) wykorzystał do rozniecenia wojny domowej, której celem samym w sobie jest aneksja Donbasu i okolic. Zarzewiem tego był Majdan kijowski, na którym zebrani spontanicznie, pomijając wybory wyłonili rząd. Tego rządu Putin nie zamierzał uznawać. Twierdził wraz z propagandą medialną że jest to zamach stanu na ludność rosyjskojęzyczną, a więc całą wschodnią część Ukrainy. Wprost nieopisana korupcja, łapownictwo, władza milionerów oligarchów którzy skupili majątek narodowy w swoich rękach doprowadziła Ukrainę do stanu Rosji jelcynowskiej. Podobnie jak w Rosji przed Putinem, na Ukrainie panowali tylko ci, co to ich stać wymusić każdą wygodną im decyzje parlamentu oraz posunięcie wojskowe. Dzisiaj zarówno Ukraina, jak i do niedawna Rosja to tereny korupcyjne historycznie ,o których można wyczytać już u Gogola, Zoszczenki, Czechowa, Babla i wielu innych pisarzy rosyjskich. Tu żaden grosz darowany im jako pomoc gospodarcza nie będzie wykorzystany z korzyścią dla narodu. Będzie on ukradziony i zagospodarowany przez tych co maja władzę. UE zdaje już sobie z tego sprawę i nie spieszy się z podarunkami. Putin to widzi, Putin to wie, że praktycznie nikt mu nie przeszkodzi w przygarnięciu bogatego rejonu Ukrainy do Rosji. Pręży on muskuły poprzez prowokacyjne loty nowoczesnych bombowców i myśliwców zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych przy granicach NATO. Wie, że Zachodowi nie spieszno do wojny. Zbyt dużo te cywilizowane narody by straciły. Fakt, zdaje on sobie sprawę że ma wrogów na całym świecie. Wrogów, co to poprzez embargo gospodarcze jak i propagandowo zubożają twarz Rosji. Działo się to już przed Olimpiadą w Soczi. Nasza propaganda medialna na rozkaz z Waszyngtonu prześcigała się aby dezawuować Igrzyska. Pokazywać wyłącznie złe strony imprezy. Tymczasem Putin Olimpiadą oczarował świat. Zarówno widzów jak i samych sportowców. W tej chwili media europejskie, a szczególnie polskie i amerykańskie postępują podobnie. To jakaś nieuleczalna choroba. Wmawiają światu że Rosja pada na pysk ze względu na brak przypływu dewiz z eksportu ropy i gazu, bo Ameryka dostarczać będzie Europie tańszy gaz, gdy tymczasem prezydent Rosji nie zasypia gruszek w popiele i podpisuje z Chinami, Indiami oraz Brazylią wielokrotnie większą umowę na dostawy gazu niżeli z Zachodem na kwotę setek miliardów dolarów. Dzisiaj nasi (zmiłuj się Panie), dziennikarze prześcigają się w podawaniu do naszych uszu idiotyzmów, że oto Rosja musi zrezygnować z urządzania mistrzostw świata w piłce nożnej, że daruje sobie zamiar organizacji wyścigów F1. itp. bzdury. Otóż redaktorzy- gawędziarze, wbrew temu co pieprzycie, Rosja z niczego nie zrezygnuje. Ani z mistrzostw świata, bo już ma wybudowaną większość odpowiednich stadionów, ani z wyścigów formuły bo już tor wyścigu od dwóch lat zbudowała właśnie w Soczi, ani niestety ... ze wschodnich terenów ukraińskich. To się pewno jeszcze długo będzie ciągnąć i na pewno naniszczy nerwów światowym przywódcom, ale mówiąc szczerze Ukraina bez przytulenia się do Rosji nie ma szans na funkcję jako samodzielne, w miarę sprawne państwo, a do UE nijak nie pasuje, no nie pasuje. To nam Polakom, którzy już popróbowali demokracji europejskiej może się nie podobać, ale w gruncie rzeczy co możemy zrobić by się przeciwstawić Putinowi. Nic. Chociaż on jako władca Polakom się nie podoba, podoba się z kolei obywatelom Rosji, a nawet milionom obywateli wschodniej Ukrainy.

środa, 12 listopada 2014

STANDARDY



 
Czyli kryterium określające „poziom”, odpowiednie wymagania. To takie, ogólnie mówiąc kryterium teoretyczne, reprezentowane przez polski parlament, czyli członków partii, prawdopodobnie wszystkich polskich partii politycznych. A konkretnie tych sprawujących władzę, począwszy od stanowiska wójta aż do parlamentu. Normalny, przeciętny człowiek słowo wysoki standard rozumie jako moralność, etyka, uczciwość, humanizm, po prostu wysoki poziom. Niestety niektórzy nasi parlamentarzyści przewrotnie rozumieją słowo standard. Dla nich najbardziej etycznym jest ten, który z podniesionym czołem potrafi okradać państwo, podatników, inne obszary naszego państwa, oczywiście z wyjątkiem własnej rodziny. Ba, w złodziejski proceder włączani bywają owi członkowie rodziny. Żona posła, o ironio Prawa i Sprawiedliwości Adama Hofmana, ulubieńca wyborców kaliskich przez 2 lata, (słownie dwa lata) przebywając na lewych zwolnieniach chorobowych pobierała z kasy KGHM co miesiąc 6 tysięcy złotych. Jak to się stało?. Normalnie, skoro mąż, ważny poseł okradał państwo na dziesiątki, a może setki tysięcy złotych poprzez lewe niby pożyczki i manipulowanie delegacjami zagranicznymi, na które zwykle nie docierał, a także układami z zarządem Spółki KGHM, (rządzą tam kumple z PIS) to dlaczego nie?. Sprawa po wielu latach zgnilizny poselskiej Hofmana (przybocznego pieszczocha Kaczyńskiego) ujrzała światło dzienne dzięki sprytowi dziennikarzy Radia ZET. Okazało się bowiem, że Hofman i jego dwaj koledzy z PIS Antoni Kamiński i Adam Rogacki poprosili kancelarię Sejmu o wypłatę kilkudziesięciu tysięcy złotych na wyjazd do Madrytu w celu uczestnictwa w komisji parlamentarnej . Chodzi o paliwo samochodowe do trzech samochodów. To kupa pieniędzy, gdy tymczasem wcześniej zakupili bilety lotnicze tzw. tanich linii. Na „konferencję” zabrali swoje żony. Hofman swoją „schorowaną” też zwlókł z łóżka. Po przybyciu do Madrytu podpisali listy obecności i tyle ich widziano. Udali się na zwiedzanie miasta, gdzie w sposób chamski a nawet wulgarny demonstrowali na głównym placu miasta swoją polskość. Hofman łaził po chodniku na czworakach jak pospolity żul, być może z niedopiętym rozporkiem. Było to przedłużenie imprezy zapoczątkowanej już w czasie lotu, bowiem na pokładzie samolotu pili alkohol przemycony z zewnątrz bo przecież parlamentarzyści nie podlegają odprawie celnej. Po chamsku też potraktowali interwencję stewardesy hiszpańskiego samolotu. Można by na tym sprawę zakończyć, tym bardziej że Kaczyński wywalił ich z członkostwa w PIS. Niestety ci złodzieje grosza publicznego nadal reprezentują swoich wyborców jako posłowie. Marszałek Sejmu zapowiedział audyt wyjazdów służbowych wszystkich posłów, ale już się okazało że sam Hofman dotychczas pobrał blisko 60 tysięcy złotych na paliwo samochodowe, nawet udając się swoim „samochodem” do Londynu. Podobnie z kasy sejmowej korzystali inni w tym Mariusz Antoni Kamiński i wielu innych nie tylko z PIS. Morale urzędników polskiego Sejmu jest na dennym poziomie. Spełniają oni zachcianki złodziejskie praktycznie każdego parlamentarzysty. Posłanka Platformy Obywatelskiej B. Bukiewicz zwiedziła cały świat za 90 tysięcy złotych z kasy Sejmu. Z kolei posłanka PIS B. Mazurek galerie handlowe świata zwiedziła za 75 tysięcy złotych. Kto je zna w Polsce, a tym bardziej za granicą poza obsługą owych galerii?. To są te standardy, którymi wycierają sobie gęby politycy. Gorzka to konstatacja, ale można by powiedzieć, że poselstwo polskie to złodziej na złodzieju i złodziejem poganiany, bowiem złodziejskie zachowania naszych parlamentarzystów dotyczą nie tylko tych trzech przyłapanych. To wierzchołek góry lodowej, co zapewne ujawni audyt. Podobne przykłady zgnilizny moralnej są odnotowywane wśród naszych europosłów, którzy okradają kasę Brukseli pobierając diety i równoważniki paliwowe na swoje samochody w czasie wyjazdów do kraju, a tymczasem jadą w pięciu albo sześciu jednym samochodem. Nie wiem czy tak samo postępują europosłowie innych krajów ale akurat to mało pocieszające dla nas POLAKÓW- KATOLIKÓW, którzy proszą swego boga o pomoc w czasie składania przysięgi. Co na ten temat mają do powiedzenia polscy biskupi, którzy na kazaniach ferują swoich kandydatów na posłów, senatorów, prezydentów i burmistrzów przed kolejnymi wyborami samorządowymi prosto z ambony. Tak właśnie wyglądają ich standardy, ich morale i ich etyka. Przepraszam, akurat oni etyki się nie uczyli. Uczyli się religii. W szkołach i kruchtach kościelnych.

Za kilka dni wybory. Ci co kandydują już sobie ostrzą zęby na kasę, chociażby na diety radnego, ale to tylko plankton. Prawdziwe tłuste ryby zrealizują swoje marzenia po wyborach parlamentarnych, bo wybory do europarlamentu już mamy za sobą. Nie dziwmy się że frekwencja wyborcza w Polsce jest zawstydzająco niziutka. Teraz gdy wyborcom media otworzyły oczy pokazując na czym polegają wybory i jaki jest ich zasadniczy standard i cel frekwencja będzie jeszcze niższa. Do urn pójdą tylko ci nagonieni przez Rydzyka i pozostały kler. Piękna perspektywa na sukces wyborczy Kaczyńskiego, bo akurat skandal madrycki z udziałem tych trzech ich posłów nie może zaszkodzić. Tak powiedział pan prezes PIS, który ma w swojej partii wyjątkowe, bardzo wyjątkowe standardy.

Foto: Fakju państwa Hofmanów na placu madryckim.

sobota, 8 listopada 2014

NIECH SIĘ ŻARZY


 
Kolejny jesienny dzień pcha mnie do mojego urojonego ogrodu, w którym z maniakalną obsesją widzę swój kraj, swoją ojczyznę. Zajmuję ławeczkę obok mokrego skalniaka, Jest tu wypalony placyk pozwalający na bezpieczne rozpalenie ogniska, bo badziewia jest multum. Rozpalam go więc. Oczko wodne to najciekawszy punkt ogrodu. Jest otoczone różnymi głazami, pośród których rosną kolorowe rośliny wodne, a także tryska maleńka fontanna z buzi wielkiej zielonej żaby. Być może zwabia ona swoje towarzyszki, bo gdy wieczorem siadam na brzegu mogę usłyszeć kumkanie żab. Mimo, że w wodzie nie pluskają kolorowe rybki i nie rosną różowe grzybienie. Jest to naprawdę uroczy zakątek mojego ogrodu. Wciąż zapuszczonego, ale jednak ogrodu. W najstarszej części rosną stare owocowe drzewa o powyginanych konarach niczym plątanina węży. Jesienią uginają się pod ciężarem żółtych śliwek, czerwonych jabłuszek i zielonych gruszek. Trawnik wokół nich przypomina barwny kobierzec. Jakby prosił o poddanie go zabiegom fryzjerskim ogrodnika. Rosną tam kępy białych stokrotek, różowych i żółtych lwich paszczy, pomarańczowych nagietek i czerwonych firletek. Wszystko na bardzo dziko, co nie znaczy że nie uroczo. Poranna mgła przewalająca się od sąsiada niesie ze sobą wdzierający się w nozdrza śmierdzący dym. Zaglądam przez płot jednocześnie pochwalając dzień. Zamiast grzecznej odpowiedzi słyszę pomrukiwanie: a, dobry, dobry, tylko zależy dla kogo. A chociażby dla pana sąsiedzie, odpowiadam. Skoro z samego rana rozbuchał pan aż takie ognisko to zapewne ma pan istotne ku temu powody. Popatrzył na mnie niezbyt ciepłym wzrokiem i głośno wyrzekł: palę te skur...yńskie resztki komuny, co to zmusiła moje dzieci do emigracji za chlebem. Wyjechali do Niemiec, tych samych co to 70 lat temu wymordowali pół mojej rodziny. Do czego to doszło mój panie. No cóż, bardzo pana rozumiem, ale muszę panu przypomnieć, że pan jako działacz partii prawicowych zawsze i wciąż był za całkowitą likwidacją wszystkiego co kojarzyło się z PRL. I tu popełnił pan wraz ze swoja świtą ogromny błąd. Likwidując lub sprzedając w obce ręce fabryki, banki a nawet niektóre kopalnie nie dał pan szansy na podjęcie pracy w kraju swoim dzieciom. Taka to już jest ta wasza pisowska polityka. Wykupili Polskę m. in. Niemcy którym szamba opróżniają pańscy potomkowie. Gówno pan wiesz, odezwał się z gniewem: To komuna, której jesteś pan jednym z ostatnich pomazańców wygnała moje dziatki na zachód. To w końcu wasz Miller i pijaczyna Kwaśniewski wprowadzili nasz ukochany, katolicki kraj w niezmierzoną krainę rozpusty, pedalstwa i bóg wie jeszcze czego, a to że nasi im podcierają tyłki to właśnie wynik negocjacji akcesyjnych, czy jakoś tak. Przecież podczas negocjacji nie było nikogo od pana Jarosława, ba, nie było ani jednego biskupa, bo to wiadomo, że Zachód ateizmem stoi. No tak, faktycznie biskupów tam nie było ale widzę, że jakowyś gość ubrany w kolorowe szmatki panu towarzyszy, obracając kijem pieczone, dochodzące ziemniaki. Przerwałem mu potok wylewanych żalów. A i owszem, zastanawiamy się z eminencją co zrobić z Pałacem Kultury natychmiast po wygranych wyborach, bo to że pan prezes Kaczyński je tym razem wygra, to chyba nawet pan mimo że komuch w to nie wątpi. Odpowiedziałem najgrzeczniej jak tylko potrafię. Panie sąsiedzie i panie biskupie, jesteście zatwardziale niedoszkoleni, ba wręcz jesteście nieukami, skoro widzieliście, ba i widzicie nadal w Polsce komunę. Jak więc będąc całe życie w opozycji do PRL ukończyliście studia oraz seminaria (ponoć zwalczane jak gniazda gryzoni). W jaki sposób w tym komunizmie doszliście do majątków, grzebiąc z nienawiścią huty i stalownie zbudowane wysiłkiem kilku pokoleń narodu. Ciekaw jestem jakaż to budowla stanie na placu uwolnionym od daru Józefa Stalina. Odpowiedź mnie nie zszokowała bowiem czułem, że żal będzie episkopatowi obrócić w perzynę budynek o tak olbrzymiej kubaturze i miałem rację. Dzisiaj, odezwał się pan fioletowy, już jest za późno by wstrzymać budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Jest ona bowiem na ukończeniu, nie mniej kształt Pałacu Kultury bardzo przypomina obiekt sakralny. Dobuduje się z dwu stron na tarasach wieże pozwalające zainstalować dzwony, które będą przypominać co godzinę mieszkańcom stolicy, że z komunizmem się rozprawiliśmy raz na zawsze. Na szpicy pałacu zainstalujemy krzyż. Planowaliśmy ten z Giewontu, ale górale podnieśli krzyk nie do zniesienia. Trudno, poprosimy naród o wsparcie, a gdy wygra wybory pan prezes to wtedy otrzymamy bezpośredni dostęp do budżetu. Już czas, bo w dalszej perspektywie czeka nasz Kościół nędza z tymi marnymi 10 miliardami dawanymi nam z łaski raz na rok z bogatej kasy państwa. Wysłuchałem tych bzdur, a ich urojenia wrzuciłem do dogasającego ogniska. Niech się żarzy. Ponieważ usłyszałem wołanie na obiad, tylko machnąłem ręką na pożegnanie. Mamy wolną, niepodległą Polskę, o czym przekona nas za kilka dni m. in. pan prezydent, kler, oraz przeróżni kibole i narodowcy, więc możemy z lekka przygaszać nasze ogniska. Oni rozpalą lepsze, bardziej patriotyczne.


AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...