czwartek, 31 lipca 2014

NIEKONIECZNIE IGNORANT

Termin ignorant brzmi nieco pejoratywnie, ale muszę niestety go użyć w odniesieniu do naszego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, a tak szczerze to Radka Sikorskiego, bo wielu polityków akurat tak go przedstawia. Słowo Radek to taki chłoptaś, bo Radosław to jednak ktoś dorosły, a nawet zacny. Kilku polskich wybitnych żołnierzy, w tym AK nadawali sobie, lub swoim oddziałom partyzanckim pseudonimy „Radosław”. Sądzę osobiście, że w przypadku Sikorskiego najbardziej pasuje imię Radek. A to chociażby dlatego, że wiele jego wypowiedzi oficjalnych na naszym polskim forum, a także europejskim w ramach spotkań ministrów spraw zagranicznych UE, ale też nieoficjalnych, a podsłuchanych i nagranych przez kelnerów w restauracji "Sowa & Przyjaciele" wskazuje na to, że to tylko jednak Radek a nie żaden Radosław. Fakt, Sikorski na swojej hacjendzie pod Bydgoszczą ogrodzonej parkanem na którym widnieje napis dla zbliżających się, iż jest to strefa zdekomunizowana uchodzi za potomka szlachcica, który dzisiaj w odrodzonej Polsce wiele chce, ale mało może. Zdjęcie z kałasznikowem na terenach Afganistanu w towarzystwie mudżahedinów, członków Al Kaidy, gdzie pojawiał się też z aparatem fotograficznym jako reporter którejś stacji TV USA dzisiaj go nieco przytłacza, bowiem ci towarzysze z fotki w kilka lat później wysadzili Ameryce słynne dwie wieże w dniu 11 września 2001 roku. Zatem ślad taki należy zasypać a nie dopisywać go do dorobku Radka Sikorskiego. Zapomnijmy też o tym, że akurat owi mudżahedini i ich przywódca bin Laden byli dozbrajani przez pracodawcę Radka czyli USA. Chodziło w końcu o pobicie okupanta czyli wojsko Breżniewa, Breżniewa z którym akurat prezydent USA Reagan miał na pieńku aż do czasów Gorbaczowa. Po latach świat się uspokoił, tym bardziej, że rozpadło sie imperium zła, a też wiele krajów za przyczyną polskiego Okrągłego Stołu przybrało barwy wolności i niezależności od Moskwy. I można by na tym zakończyć wątek do którego zmierzam, a który jest tylko tłem, wstępem. Polski rząd ogłupiony „heroizmem” Sikorskiego najpierw posłał go na stanowisko ministra obrony narodowej (w końcu był w Afganistanie) za rządów PIS, a następnie po przejęciu władzy przez PO Sikorski nadał się na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Nadał, bo mówi płynnie po angielsku, a jak miał mówić?, po arabsku?. Dzisiaj mnie jako obywatela III Rzeczpospolitej mocno dotyka jego wyjątkowa ignorancja, a nawet arogancja. Najpierw popisał się oficjalnym oświadczeniem, że Pałac Kultury w Warszawie należy zburzyć bo tak mu się podoba, tak jakby chodziło o kurnik albo szałas pod Bydgoszczą. Tenże Pałac ma jednak szczęście bo zdążono go wpisać do zabytków UNESCO, bo być może Sikorski wraz ze służbą zatrudnioną w jego majątku zakradł by się nocą i dokonał rozpierduchy. Inną wartością pokładów jego rozumu jest popis w ramach spotkania ministrów UE na konferencji dot. ukarania Rosji, a konkretnie Putina za sytuację na Ukrainie, katastrofę somalijskiego samolotu, a także zajęcie Krymu. Jak wiadomo gospodarka Rosji jest ściśle powiązana z gospodarką Unii Europejskiej, USA i Chin, ale nie naszą, bo od nas nawet już pietruszki i jabłek, nie mówiąc o mięsie Ruskie brać nie chcą. Sikorski jako jeden z tych dla nas ważnych, a dla Putina (nic nieważnych jakiś tam Radków), oświadcza, że sankcje nałożone na Rosję przez Europę i Amerykę zmuszą Putina do odwrotu z jego zaborczej polityki, mając na myśli Ukrainę i Krym. Sikorski powiada: to bardzo łatwe, bo gospodarka Unii to kilka bilionów euro, natomiast gospodarka Rosji jest równoważna gospodarce Włoch. Tak myśli ten, który robi lody Ameryce jak sam powiada. Rosja, jaka by ona politycznie nie była jest zarówno militarnie jak i gospodarczo współdecydentem o globalnej gospodarce światowej, o czym Radek nie wie, albo jest po prostu kompletnym ignorantem. Ja powiadam: dobrze by było, a nawet pięknie gdyby polska gospodarka, której przedstawicielem jest Radek Sikorski dorównywała w połowie Italii, ale już nigdy Rosji, bo to już chyba Bóg zdecydował, że 1/6 kuli ziemskiej wraz z bogactwami w niej zalegającymi ma należeć do Moskwy. Z tym mocarstwem może tylko rozmawiać Unia Europejska jako całość, Chiny, Niemcy i Francja, oraz oczywiście Stany Zjednoczone, ale czy Sikorski o tym jako dyplomata nie wie?, a jak coś wie szczególnego, to niech się podzieli tym ze społeczeństwem, a nie po kątach przy stoliku restauracyjnym chwali się, że gdzieś tam obciągał jako przedstawiciel Rzeczypospolitej Amerykanom.
Tu ma akurat rację, o której nikt nie powiada głośno. Polska ma już historyczne zasługi w "robieniu loda" USA. Obciągali za AWS, obciągali za Millera (żelazny list dla Kuklińskiego), obciągali za Kaczyńskiego, ale też obciągają za Tuska. Mamy talent okazuje się. Przekażemy go potomnym a episkopat pobłogosławi. Tym bardziej, że dzieci Sikorskiego pobierają nauki wraz z dziećmi Giertycha i Rostowskiego w szkole prowadzonej przez Opus Dei. Prawdziwy europejczyk z tego Radka. A czy ignorant?.               Tymczasem na pielgrzymkę do Częstochowy marsz!
 PS: W tych dniach mija 70 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak zauważyłem każdego roku przybywa tych co przeżyli Powstanie jako żołnierze, donosiciele poczty powstańczej i inni zasłużeni. Okaże się zapewne, że za dziesięć lat do raportu po odbiór orderów od prezydenta stanie 10 tysięcy uczestników Powstania. Tak już u nas jest, że im dalej od ważnych wydarzeń tym nas coraz więcej do odbioru hołdów.A warto by wspomnieć że zrujnowaną stolicę ze stanu popiołow odbudowała PRL ze składek całego społeczeństwa w ramach planów 3 i 6 letniego.Mój ojciec, ze wsi mazowieckiej też wraz ze swoim konnym wozem wywoził gruzy z Marszałkowskiej wyłącznie za wyżywienie. Był AK owcem, ale nie czuł się aż do śmierci żadnym bohaterem Powstania. Chociaż jako AKowiec pod "przykryciem" dostarczał dla Powstańców ważne informacje i żywność.Nie czuł się też  komuchem.Bardzo poważał zarówno AKowców, bo był nim, jak i ALowców oraz GLowców. Każdy w walce o dobro Ojczyzny się liczył. Był człowiekiem tamtych lat. Lat walki o wyzwolenie spod okupacji hitlerowskiej.Przekonania po nim odziedziczyłem w całości.  

wtorek, 29 lipca 2014

MOJE POMRUKI



Niniejszy post postanowiłem poświęcić tym Czytelnikom, którzy od czasu do czasu mają życiową potrzebę wyżyć się na kimś kogo znienawidzili z powodu nieakceptowalnych przez nich przekonań politycznych, religijnych, oraz każdych innych. Nie jest dla nikogo żadna tajemnicą, że każdy z nas różni się. Różni się od kolegi z pracy, od sąsiada, od towarzysza z ławeczki, ba od brata, siostry …. a często nawet od ... siebie. Często mówi się, że chciałbym być taki jak ten czy tamten. Jakiś celebryta, ktoś z rodziny, albo nawet postać historyczna. Każdy też, chociażby się zapierał, iż jest ze społeczności i w ogóle z otoczenia tak wyalienowany, że go nic a nic nie interesuje, ani obchodzi, to jednak jest nieprawda, bo samo oświadczenie takowe już jest deklaracją. Większość z nas jednak jest w jakiejś tam mierze zaangażowana . Jedni twórczo inni tak po prostu bezczynnie, albo wręcz z negacją wszystkiego. Ci akurat, to ludzie wygodni, żyjący na marginesie wszelkich wydarzeń i otoczenia. Ich cechuje zwykle tzw. tumiwisizm, albo jak mawiają inni obwistionalizm. Jak powiadam, większość z nas ma swoje przekonania polityczne, religijne, egzystencjalne. Ma swój sposób na życie i jest przekonana o tym komu powinna kibicować. Czytelnicy bez cienia wątpliwości zapewne zauważyli, że w moim przypadku pisanie bloga jest też sposobem na życie. Życie w cieniu drzew jesiennych. W stopce abrozar piszę bowiem:

Mam "swoje" lata. Przeto dzięki doświadczeniom życiowym, oraz moim osobistym przekonaniom potrafię bez zacietrzewienia, a więc w moim odczuciu w miarę sprawiedliwie oceniać przeszłość, jak i polski zaścianek dzisiaj. Dzięki internetowi mogę się tymi ocenami podzielić z czytelnikami. Bywa, że są oni oburzeni na treści emitowane przeze mnie, ale mają przecież do tego prawo. Demokracja kochani, demokracja, a więc przy tym i wolność słowa. Generalnie jednak "moi goście" (co jest szczególnie miłe) identyfikują się z treścią poszczególnych postów. Często nawet wyrażają swoją determinację i gniew wobec pokazanych spraw. Oznacza to, że nie do końca społeczeństwo nasze zostało zindoktrynowane wydawnictwami IPN, Katolicką Agencja Informacyjną, czy też propagandą medialną. Dziękuję zatem wszystkim moim czytelnikom za cierpliwość w oczekiwaniu na nowy post .Staram się je pisać w jakimś tam cyklu, ale życie nieraz lubi płatać figle.
Zdarza się niestety, że ktoś, najczęściej ktoś z tych znudzonych, a jednocześnie nie próbujący się zanurzyć w tematykę poruszaną w poście, dorwie się do komputera i starając się skomentować meritum moich treści nie utrzymuje w ryzach nerwów i wplata (załącza) wtręty, które miałyby mnie obrazić lub przynajmniej poniżyć, z jednoczesnym podniesieniem jego godności na nieco wyższy poziom. W chwilę po tym, gdy podobny „komentarz znajdzie się na stronie” ja go (zgodnie z prawem) usunę. Wtedy rozgniewany „komentator” powiada, że ja jak dziecko w przedszkolu, lubię być jeno chwalony. Owszem lubię być chwalony przez dzieci, żonę, rodzeństwo, sąsiadów, znajomych a i czytelników, ale nigdy się nie oburzę na kogoś, kto w sposób merytoryczny podejmuje dyskurs nie wplatając słów zaliczanych do inwektyw, typu podły ateisto, komuchu, grzeszniku co to powinieneś już się znaleźć na tamtym świecie w kotle piekielnym. Przyznam, że podobne słownictwo najpierw pobudza mnie do śmiechu, bo należę do ludzi bardziej wesołych od przeciętnej nacji, ale zaraz po tym zastanawiam się nie nad kotłem piekielnym, ale nad usposobieniem, charakterystyką, czy też ego autora (autorki). Nawiasem mówiąc po sześciu tysiącach lat, bo tyle wg Kościoła istnieje świat, niebo i piekło, to owe kotły piekielne są na tyle zużyte, że najwyższy czas je oddać Cyganom do cynkowania. Nie trzeba być żadną wybitnością socjologiczną by napotykać trudności w umiejscowieniu takich postaci. To są najczęściej frustraci, którzy przy tym są przekonani, że każda nawet podłość wyrządzona komuś, a sfinalizowana resetem przed konfesjonałem oczyszcza go na tyle, iż gdyby nawet przytrafiło mu się nieszczęście nagłego „zejścia” z padołu, to i tak ma zapewnione miejsce w raju niebieskim. Otóż to niestety błędne rozumowanie popycha go do dalszych świństw. Nie chce uogólniać, że wszystkie złośliwe komentarze rodzą się w głowach podobnych ludzi. Absolutnie nie. Paskudztwa z użyciem wyrazów zaczynających się na ch, p i d, na bieżąco znajdujemy na wielu stronach internetowych, ba ostatnio w czasie tzw. podsłuchów wyrazy takowe wydobywały się z ust prominentnych ministrów. Nie, akurat z czymś podobnym się na moim blogu nie spotkałem, ależ nie potrzeba stosować aż tak „wyszukanych” wyrazów by naubliżać autorowi. Najczęściej inwektywy ślą wszelkiego rodzaju oszołomi religijni, ale też ludzie z przekonaniami skrajnie prawicowymi, co zresztą jest powiązane ideowo i światopoglądowo. Poprzedni post zatytułowany Karuzelą Głupoty pokazuje w formie groteskowej wydarzenia z Polski, które to zapewne nie przynoszą nam zaszczytów i chwały w oczach przyjezdnych, a to są fakty o których pisała prasa i pokazywała telewizja polska. Możemy więc owe „głupie głupoty” (jak mawia syn Kiepskiego) obrócić w żart, albo umocować w sektorze wstydu. Ja jestem za jednym i drugim, bowiem żaden rozumny człowiek nie zje na surowo kory oderwanej z lipy, co najwyżej ją zaparzy, żaden rozumny człowiek nie całuje drzewa idąc do niego na klęczkach, a niestety idzie, żaden też rozumny człowiek nie wybiera się na barykady (protesty, często o charakterze politycznym) z krzyżami wielkości sztachety. Kto myśli to nie zaprzeczy temu, że nauczanie religii w szkole zamiast w salkach katechetycznych nie jest indoktrynacją. Także drodzy Czytelnicy, mój blog jest tym który wskazuje owe wstydliwe przypadki zdarzające się w naszym ukochanym pszennym i buraczanym) kraju. Po to on jest. Polska to kraj wolny, wszyscy to zauważyliśmy, i jest coraz „wolniejszy”. Wolniejszy w walce z bezrobociem, wolniejszy w realizacji przychodu narodowego, wolniejszy w sporcie, w usuwaniu niedoróbek (autostrady), budowie mieszkań dla tych których nie stać na zakup pałacu, oraz spłatę kredytów. Kraj w ogóle wolniejszy od swoich sąsiadów oraz współczłonków Unii Europejskiej. Mój blog „Z IRONIĄ NA OSTRO” tytularnie zapowiada, że poruszane tematy nie będą głaskane z włosem. To tytuł zapowiadający jazdę pod prąd, często po bandzie, jak skomentowała jedna z moich Czytelniczek. Tak to wygląda. Mimo złego i dobrego pozdrawiam tych Państwa, których wzrok zatrzyma się na moim blogu.

sobota, 26 lipca 2014

KARUZELA GŁUPOTY


To historia niewiarygodna, ale jednak. W Cielętnikach koło Częstochowy (woj. śląskie) rośnie ponad 700-letnia „cudowna” lipa. Trzeba ją było jednak ogrodzić, bo... pątnicy (wzorem niedźwiedzi himalajskich) obgryzali korę! Po co? By uśmierzyć ból zębów. Niekonwencjonalna metoda lecznicza szła w parze z modlitwą do św. Apolonii, patronki cyrulików – dzisiejszych dentystów, ale też przeróżnych znachorów i szeptuch. W Polsce jest ich ponoć ok.90 tysięcy. To armia uzdrawiaczy.
Wniosek (morał): Popatrzmy cieplejszy okiem na inne drzewa rosnące wokół światyń, być może ich kora uśmierza bóle spowodowane innymi chorobami. Wtedy znikną kolejki w przychodniach NFZ.
Jeżeli Pan, Pani, którzy nawet przypadkowo nawiedziliście nasz polski przaśny i buraczany kraj nadwiślański, a podczas przejazdu waszym oczom ukazał się widok nie tylko rozstawionych krzyży przydrożnych, ale też zgromadzeń babć i dziadków, którzy rzewnie i gorąco modlą się do drzewa, bo na nim akurat korniki wydłubały postać Matki Boskiej, "Polki", urodzonej w Częstochowie, mającej też letnie adresy w Licheniu i w dziesiątkach miejscowości, to wiedzcie Państwo, że znaleźliście się w samym centrum zidiocenia, głoszonego przez w Polsce ukochanych pasterzy katolickich.
Wniosek (morał): Nie trzeba jeździć, a tym bardziej zasuwać na piechotę, bądź na kolanach do Częstochowy albo Lichenia. W Polsce średnio co 100 kilometrów jest jakieś sanktuarium Maryjne. Ponoć obdzielają łaskami nie w mniejszym wymiarze niżeli to w Częstochowie i Licheniu. Blisko, tanio i skutecznie, jak w najbliższym banku z sieci Stefczyka.

Młodzi z Polski wyjechali do świeckich normalnych krajów za chlebem. Zostawili swoich rodziców i dziadków, którzy to podtrzymują rodzinną więź poprzez internet. Między zdrowaśkami babcie z pomocą wnucząt uczą się obsługi komputerów, no i przy okazji sobie podokazują.
Wniosek (morał): Niezależnie od wieku każdej z nich należy się odrobina miłych wspomnień. A nuż, zgłosi się jakiś bohater na białym koniu, najlepiej uczestnik bitwy Warszawskiej w 1920 roku.


W międzyczasie w Gorzowie na spotkaniu licealistów z premierem objawiła się nam nowa Dziewica Orleańska Marysia S., która nazwała Gościa zdrajcą Polski, dzięki czemu trafiła na ołtarze pisowskie. Przed jej obliczem "Jarosław Polskę zbaw" wznosi swoje prośby do ojca Rydzyka o zwycięstwo w najbliższych wyborach.Ostatnio wzmacnia siły PIS o Ziobrę i Gowina.
Wniosek (morał): Facebook już pokazał ołtarz, na którym miast Matki Boskiej centralnie widniała postać tej gówniary z rozumem anektowanym od prawicowego do bólu ojca. Niestety, nawet tacy mędrcy jak członkowie PIS wartko dojdą do wniosku, że ulokowali swoje uczucia partyjne w obliczu jakże prostej i ewidentnie śmiesznej dla myślących dziewuszynie. Jakże jej spaczono osobowość, tego ona nie spostrzeże, bo to tylko, zaprawdę nieszczęśliwe dziecko. Jak św. Karolina Kózka.
 

Tylko patrzeć, jak dorastająca panienka z Gorzowa, miasta słynnego z takich politycznych tuzów, jak super katolicki premier Marcinkiewicz z PIS, poderwie naród wzorem Eugene Delacroix na barykady przeciwko Donaldowi Tuskowi. Tuska ratuje tylko jego wybór na stanowisko szefa Rady Europy. Szanse ma marne, więc Marysia staje się coraz bardziej groźna. Wniosek (morał):.Na barykady nie poderwie lud żadna Marysia, ale jej ironiczny wyznawca Jarosław K. w przypadku gdyby przegrał swoje już ósme wybory. Wścieklizna ma swoje narodziny zwykle po klęsce oczekiwań na zwycięstwo.

Tymczasem trudno nam Polakom będzie zesiąść z tej karuzeli, bowiem kierownictwo państwa jest zadowolone z istniejącego stanu rzeczy, czyli z państwa prawie wyznaniowego.
Wniosek (morał): Panie prezydencie Komorowski herbu (jakiegoś tam). To, że poprzez więzi krwi jest pan skoligacony z innymi królestwami Europy, to nie znaczy ,że jako prezydent Polski może pan czuć się decydentem polityki europejskiej. Musi się pan pogodzić z tym, że Polska to nie jest żadne mocarstwo, które może postraszyć Putina podczas spożywania porannej śniadaniowej jajecznicy z przystawką jaj z jesiotra. Pan jako szlachcic co najwyżej może demonstrować w Budzie Ruskiej hippikę na koniu z szabelką swoich przodków ku zabawie pańskich sąsiadów. Politykę europejską musi pan zostawić mężom stanu Unii Europejskiej, do której należymy od dziesięciu lat.
Rozumiem, że komuna robiła kisiel ludziom z mózgu ale Kościół ???? jak obserwuję poczynania hierarchów KK to widzę , że propagandziści komunistyczni to małe pikusie w ideologii ogłupiania, przy takich facetach w czerwonych myckach. Ludzie, naprawdę lękajcie się chłopów w sukienkach.To nie tylko hasło. Niedługo w Polsce będzie wiecej łazików z krzyżem niżeli ateistów, bo ostatnio do osób uduchowionych dołączają tzw. dziewice konsekrowane, najczęściej są to dziewice z odzysku (50+). Wniosek (morał):
Ateistów ponoć, wg zapisków kościelnych mamy tylko 5%. Większej bzdury nie zanotowano kilka set lat temu, nawet po spaleniu na stosie Giordano Bruno, który zanim zapłonął stos rzekł: "A jednak się kręci!", powodując wściekłość ogłupiałych klechów.Podobnie wygląda statystyka w której dla umysłów gawiedzi wykazuje się, że mamy 5% ateistów w Polsce. My, którzy śledzimy fakty wiemy, że jest nas ponad.20% i nikt tego nie zaciemni mimo usilnych starań proboszczów, episkopatu i przyklęcznych mediów III RP.
W Polsce w każdej szkole podstawowej i gimnazjalnej tygodniowo są trzy godziny lekcyjne poświęcone religii, gdy tymczasem takie przedmioty jak matematyka albo WF szkoła musi zmieścić w zaledwie po jednej godzinie lekcyjnej. Państwo rocznie płaci katechetom półtora miliarda złotych, czyli ponad 350 milionów euro. Uczniowie dowiadują się takich m.in. bzdur, że świat powstał przed sześcioma tysiącami lat dzięki płodności Adama i Ewy, a usilną modlitwą można spowodować cud odrośnięcia nogi albo ręki. Ten stan rzeczy tolerowany jest od kilkudziesięciu lat, zaraz po obaleniu komuny i przejęciu władzy przez rządy prawicowe i Kościół katolicki. Konkordat.
Wniosek (morał): Można mniemać, że nie oświecisz konia, chociażby to była kasztanka Marszałka Piłsudskiego, ale praktyka wskazuje, że każdy rozumny człowiek, mimo dotychczasowej zajętości mózgu w obszarze jeno 10% jest w stanie pojąć informacje zapisane chociażby w podręcznikach do klasy piątej szkoły podstawowej. Blubranie o raju, Adamie i Ewie wpajane do wiejskich głów kleryków w seminariach jest nie tylko szkodliwe dla rozumu ludzkiego, który został skonstruowany ponoć przez Boga, ale uwłacza godności nawet prostego człowieka na stanowisku chłopa i robotnika. Nikt, kto jest ze swoim mózgiem za pan brat nie potrafi sobie wytłumaczyć, że skoro Adam i Ewa mieli dwóch synów Kaina i Abla, z których jeden zabił drugiego, to skąd się wzięła ludzkość. Chyba że pozostający przy życiu brat spółkował z matką, lub ze zwierzętami, ale to już zakrawa na kazirodztwo i zoofilię, potępianą zresztą przez współczesny Kościół w tym Jana Pawła II, wyrocznię wszelkich prawd, nie tylko objawionych.
 


 
 
 
 
 

środa, 23 lipca 2014

FELCZER




Znałem jednego felczera. Melchiora Gruchę. Już nie żyje, ale zanim udał się w zaświaty, zrobił wszystko, aby mieć osobisty kontakt z tymi, których opuści. Ale o tym nieco później. Pan Melchior ukończył w tamtych czasach jakąś średnią szkołę medyczną, zapoznawszy się z podstawowymi choróbskami, które najczęściej atakują człowieka, oraz sposobami stosowanych ulg w cierpieniach. Zdając przeróżne dodatkowe egzaminy, na które się zapisywał permanentnie, decyzją władz medycznych uzyskał tytuł felczera wraz z dyplomem opatrzonym godłem i podpisem znanych ludzi polskiej medycyny. Był dumny, bo przecież felczer to żaden tam cyrulik, jakiś tam medyk albo konował z kręgu czarowników. Felczer, do którego zwracano się per panie doktorze, i on absolutnie nie oponował. Na drzwiach jego gabinetu wisiała tabliczka: Melchior Grucha – felczer, przyjmuje w godzinach itd., a ponieważ udało mu się wyleczyć kilkoro pacjentów z chorób często przewlekłych zasłynął w okolicy jako bodaj najlepszy fachowiec z dziedziny nauk medycznych, szczególnie zaś od czasu gdy ponoć wyleczył z raka wątroby miejscowego księdza. Nieważne, że jak się później okazało, ksiądz cierpiał na zwykły przypadek zatrucia alkoholowego i wystarczyło, że odstawił okowitę na rzecz szlachetnego wina, by wyjść z ciężkiego choróbska. Nieszczęśliwy wypadek motocyklowy sprawił, że pan Grucha nieco stracił słuch. Nie przeszkadzało mu to w prowadzeniu praktyki „lekarskiej”, a jego diagnozy, oraz wydawane świadectwa zdrowia były honorowane w całej okolicy. Wysyłano więc do niego pracowników zakładów na badania okresowe, ale także tych ubiegających się o renty. Trzeba przyznać, że pan Grucha nie wylewał za kołnierz. Był bardzo towarzyski. Miał wielu kolegów i przyjaciół, których zjednywał sobie setkami wysublimowanych, a często wręcz finezyjnych dowcipów, szczególnie z dziedziny medycyny. Niektóre sam wymyślał np.: Przychodzi do lekarza laryngologa pracownik ubiegający się o rentę zawodową. Twierdzi że ma bardzo słaby słuch, który to sobie stępił pracując w hałasie na stolarni. Lekarz go bada: Będę do pańskiego ucha szeptał słowa, mówi laryngolog a pan powtórzy je na głos. Nachylił się więc i szepcze: „sześćdziesiąt sześć”. Pacjent odpowiada: „trzydzieści trzy”. Tak rzeczywiście. Pani Zosiu, zwraca się do pielęgniarki, proszę wpisać w książeczce zdrowia: utrata słuchu w pięćdziesięciu procentach. Kto wie czy ten dowcip nie powstał autoironicznie. Potrafił się śmiać i namawiał wszystkich do uśmiechu, bo jak twierdził, jeżeli nie potrafisz się śmiać, to jesteś albo milicjantem, albo uciekłeś z Tworek. Do dzisiaj pamiętam dowcip, z którego śmiałem się bodaj całą dobę. Kolejka do urologa: Młody, jąkający się człowiek zagaduje sąsiada: Aaaaa szaaannnowny ppan, to właściwieee na co choooruje?.
Mam prostatę.
Po jakimś czasie młody człowiek pyta jeszcze raz: Aaaa taaaka prooostata, to czym się ooobjawia?
Tak sikam, jak pan mówi.
Jeszcze na ten temat: W Brukseli, obok figurki słynnego sikającego chłopca stoi mężczyzna i godzinami się w niego gapi. Ponoć Polak.  Przechodzący policjant pyta; Co pan tak się wpatruje, co tu jest aż tak fascynującego?. Mężczyzna odpowiada:   Ja mam prostatę.
Był niewierzący, ale potrafił wykorzystać dla dowcipów religijne wtręty zarówno w aspekcie sacrum, jak i profanum; Mawiał: pewnego dnia w niebie Jezus pyta swego Ojca: Tato, a czy ja też kiedyś będę bogiem?. Bóg popukał się w czoło i rzekł: Synu, zejdź ty na ziemię.
Melchior nie gardził też tematami politycznymi: Starszy pan woła żonę: chodź szybko zobacz, jakie oni w tej telewizji świństwa pokazują!. Żona przybiega, patrzy i mówi: Oj stary, stary. Załóż ty okulary, przecież to Fidel Castro je banana.
O babci: Pod jej nieobecność wnuczka z chłopakiem uprawiali seks na stole kuchennym. Przez nieuwagę zostawili zużytą gumkę. Po powrocie babcia wpada do pokoju wnuczki i mówi: Pasztetową to się zjadło, ale skórkę jak zwykle musi wylizać babcia.
Z protokołu milicjanta: W parku znaleziono kobietę z ranami kłutymi. Dwie rany średnicy 2 złotych, trzy rany średnicy złotówki, cztery rany o średnicy 50 groszy. Razem ran kłutych na kwotę 9 złotych.
Babciu, a ty chodziłaś do przedszkola?, pyta wnuczka. Chodziłam wnusiu, ale to było bardzo dawno temu.
Jak dawno, dopytuje wnuczka?.
Bardzo dawno, bardzo.
Jeszcze jak byłaś małpą?.
Mamo, a nasz pan woźny w przedszkolu powiedział, ze fajna z ciebie dupa i chętnie by cie zarżnął!
Zerżnął synku, zerżnął się mówi.
Itd. itd. Nawiasem mówiąc, dzięki niektórym dowcipom, w czasie gdy mieszkałem w Łodzi, wchodziłem na wszystkie mecze ŁKS bez biletu. Wystarczyło że na wejściu opowiedziałem znajomemu jeden nowy dowcip.
Pan Melchior Grucha, dowcipny felczer pomyślał też, w jaki sposób mieć chociażby wirtualnie duchowy kontakt z żywymi po własnej śmierci. Gdy wyczytał gdzieś o możliwości zakupu magnetofonu, takiego jaki spotyka się w sekretarkach telefonicznych, a przy tym zasilanego promieniami słonecznymi, zrobił wszystko by go nabyć. Nie było łatwo, bo to lata sześćdziesiąte, bieda, SB, ale się udało. Urządzenie Siemensa, czy też może Philipsa. Następnie poszedł do zarządu cmentarza, gdzie spisawszy umowę nabył miejsce na jego przyszły grób. Miejsce obowiązkowo nasłonecznione. Potem udał się do najlepszego w okolicy, wręcz artysty, wytwórcy płyt grobowych, gdzie zamówił wierzchnią płytę własnego grobu. Na płycie ze szwedzkiego kamienia pod szkłem przez które będą przechodzić promienie słoneczne służące jako ładowarka baterii o bardzo przedłużonym okresie działania, umieścił tabliczkę o treści Melchior Grucha- felczer. Ktokolwiek zbliżył się do grobowca i nawet przypadkowo stanął na dwu cegłach wmurowanych u stóp grobu, uruchamiał magnetofon z głosem felczera: „Serdecznie dziękuje za pamięć i znicz. Proszę dbać o własne zdrowie, chodzić na wizyty do dobrych lekarzy, bo niestety felczerów już w Polsce nie ma”. Tak oto przy grobie Gruchy zbierała się duża grupa ciekawych jego głosu, przy okazji zostawiając zapalone znicze, czyniąc przy tym wielokrotny znak krzyża, bo większość to katolicy, którym w tym akurat przypadku nie przeszkadzał absolutnie świecki grób bez krucyfiksu, jedynie z suchym napisem. Proszę, odwiedzajcie mnie. Wasz felczer.

PS. Zasoby dowcipów felczera mam spisane i na pewno dozując je będę zamieszczał na moim blogu. Grób znanego mi Melchiora z innym nazwiskiem (zmieniłem autorsko), można znaleźć na jednym, z łódzkich cmentarzy.Dalsze dowcipy Gruchy będę pokazywał na moim blogu.

1; Przychodnia felczerska w Kopytkowie
2.Życie jest seksem z gruchą, ( w kosciele też)
3.Ostatnie stadium skretynienia.






piątek, 18 lipca 2014

TERROR KOŚCIOŁA


Tytuł felietonu zaczerpnąłem z piątkowego Dziennika Trybuna, a to dlatego, że nie potrafiłem od siebie nazwać tego co się dzieje w Polsce, dzisiaj w czternastym roku wieku dwudziestego pierwszego, a słowo terror kościelny najbardziej maluje naszą, polską rzeczywistość. Myślę, że cały świat się dowiedział o dramatycznym przypadku na oddziale ginekologicznym szpitala, którego dyrektorem do niedawna pozostawał prof. Bogdan Chazan. Otóż tenże „katolib”, który kilka lat do tyłu wyskrobał setki często zdrowych płodów, tym razem mając pełną świadomość ( jak wskazywały badania), że dziecko pozostające w brzuchu matki jest pozbawione mózgu, ma zdeformowaną twarz, oraz wiszące na żyłce oko, czynił wszystko by nie dopuścić do aborcji, jako że on podpisał tzw. klauzulę sumienia, ba nie wskazał żadnego innego szpitala, który by pozbawił nieszczęsną kobietę owego strasznego kłopotu, zatem świadomie złamał konstytucję i ustawę o dopuszczalności aborcji w określonych przypadkach. Świadomie opóźniał wszystkie medyczne czynności wobec kobiety, by na aborcje zgodnie z właśnie obowiązującą ustawą było już za późno.  Red. Badurka pisze:

Historia kobiety, którą rzekomo ze względu na klauzule sumienia, dyrektor Chazan ze szpitala Św. Rodziny skazał na donoszenie głęboko upośledzonego płodu i urodzenie przez nią dziecka, które musiało umrzeć, jest przykładem terroru Kościoła katolickiego w stosunku do kobiet w Polsce. Od siebie dodam: W POLSCE. W Polsce, bo to kraj, gdzie terror za przyczyną Karola Wojtyły, którego Kościół obwieścił świętym ponad Boga, rozpasał się do tego stopnia, że władze państwowe pozostają w jego uścisku, jak w średniowiecznych dybach. Żaden dokument państwowy się nie ukaże przed lustracją jego założeń i tekstu przez episkopat. Facet w sutannie a nawet w komeżce wzbudza daleko idący szacunek policjanta, sędziego, prokuratora i każdego państwowego urzędnika, chociażby, o tymże facecie krążyły wieści o jego pedofilii, notorycznym pijaństwie i innej rozpuście. To jest osoba duchowna, a więc święta, która kiedyś może w niebiesiech dołączyć do ukochanego obrońcy pedofilów Jana Pawła II, bo kult czci zmarłego Wojtyły zaczadził nam państwo do tego stopnia, że nie sposób oddychać świeżym, laickim, zdrowym powietrzem. Kto cokolwiek myśli to wie, że akurat w tym wypadku biskupi polscy a wraz z nimi ci świrowaci lekarze i studenci medycyny co to podpisali nic nie mówiący przedmiotowo dokument sumienia powinni wiedzieć że łamiąc przysięgę Hipokratesa, której głównym przesłaniem jest nie szkodzić pacjentowi, powinni być relegowani z medycyny.Tak myślę. Religia naszych biskupów jakoby oderwana od ewangelii sprowadza się wyłącznie do bogacenia się i siania moralnego terroru wśród katolickiego do bólu polskiego narodu. Co prawda naród polski ostatnio stara się postępować zgodnie z powiedzeniem” panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”, bo stara się wyrażać cześć plebanom poprzez (ofiary na msze, przesadzone opłaty za usługi kapłańskie w tym pogrzeby, chrzty, śluby, święcenia obiektów), przyjmowanie kolędy, ale z drugiej strony unika wypraw na kościelne msze. Ponoć tylko 39% uczestniczy w nabożeństwach niedzielnych. Czyli wierni już nie bardzo boją się piekielnego ognia. Po prostu nie wszyscy wierzą w takie potępienie, w które nie wierzą zresztą sami duchowni, szczególnie biskupi. Nie wierzą też w żadne Królestwo Niebieskie. Nie wierzą w słowa św. Mateusza który powiada, że łatwiej wielbłądowi przejść przez igielne ucho niż bogaczowi dostać się do nieba. Nie wierzą, bo gdyby wierzyli to oddaliby swoje pałace, luksusowe limuzyny, wszystkie dobra którymi obrośli, w tym nieruchomości i ziemię, której sami nie uprawiają, zrezygnowali by z przepychu i nadmiernych bogactw, na rzecz dzieci niepełnosprawnych wypełniających hospicja, do stanu którego się przyczynili bezpośrednio, albo poprzez takich Chazanów.

Zróbcie to jeżeli nie chcecie się smażyć w piekle, bo dzisiaj wy polskie katabasy wijecie właśnie sobie miejsce na ruszcie piekielnym. Niech was piekło pochłonie. Szkoda, że tego nie zobaczę, bo jako człek bezduszny się tam nie wybieram. Opiekajcie się sami. Tyle tylko, że wy akurat w te bajki wciskane wiernym, sami nie wierzycie i nie zdradzacie swoich przekonań wiernym, bo skąd byście mieli pieniądze i fortuny. Może by można machnąć ręką na powyższą informację, w końcu islamiści w Iranie, bardzo podobni w zasadach religijnych jakoś tam żyją i często sobie chwalą ten stan. Rzecz jednak w tym, że Polska jest ważnym krajem Unii Europejskiej z którego na główne stanowiska unijne kandydują np. Donald Tusk i Radek Sikorski. To ludzie z partii rządzącej, która po siedmiu latach rządów doprowadziła do tego, że Polak jest cztery razy biedniejszy od Greka (tego Greka, którego przygniótł straszliwy kryzys) i ma 20 razy mniejszy majątek od Szwajcara. Jest wciąż 2 miliony bezrobotnych, zaś drugie tyle wyjechało na stałe do Europy Zachodniej za chlebem i pracą. A gdyby nie???.

Fotki od góry:
1.Słynny nawrócony skrobacz ciąż.
2.Zestaw katolika
3.Cała parafia jest mu wdzięczna.

sobota, 12 lipca 2014

LAICKIE PRZEMYŚLENIA IGNORANTA

Każdego stać na nie, chociaż nie wszystkim się chce dokonywać takowych przemyśleń. Najczęściej są zmuszeni powodem, a może bardziej poprzez emocje towarzyszące praktycznie każdemu. Sprzyjają temu okoliczności związane z życiem osobistym, a także rodziny i pozostałych bliskich. Inne emocje są w zdrowiu, inne zaś i to zwielokrotnione są w czasie, gdy temu zdrowiu cokolwiek zagraża. Ponoć każdą emocję można wytłumaczyć na podstawie wzorów chemicznych zwanych molekułami emocji. Właśnie wzorami chemicznymi prawdziwy inżynier biotechnologii wytłumaczy co się dzieje, gdy ludzie odczuwają wstręt, rozkosz, smutek, przywiązanie, tęsknotę, podniecenie lub wstyd. Za to wszystko odpowiadają tzw. molekuły. No i dobrze, skoro natura o tym zdecydowała już przed miliardami lat, niech tak będzie. Taki wstęp uczyniłem, ponieważ chciałbym odnaleźć genezę swoich emocji związanych akurat z podejrzeniem o marne we współczesnej cywilizacji choróbsko. Tak, legitymując się wiekiem, który w wyrażeniu cyfrowym można spotkać najczęściej na tablicach nagrobnych, nie powinienem ulegać aż takim smutnym emocjom, ponieważ wszystko co mogło mnie spotkać najlepszego na tym padole otrzymałem od losu, włącznie z najukochańszą Żonką, która potrafi wyśledzić każdy mój kłopot natury nie tylko zdrowotnej ale też właśnie emocjonalnej. I kierując się spostrzeżeniami owego biotechnologa wiele z tych emocji mnie „współcześnie” absolutnie nie dotyka. Ani wstręt, ani smutek, ani wstyd. Zapewne doznaję wiele rozkoszy nie tylko cielesnych, ale też z dziedziny kultury podczas oglądania dobrych filmów, zwiedzania galerii, czytania książek i prasy, czy bywania w pięknych parkach i muzeach. Może trudno mi było rozstać się z tzw. „przywiązaniem”, bowiem w poprzednim miejscu zamieszkania musiałem pozostawić syna wraz z mieszkaniem, w którym to spędziłem lat ponad trzydzieści. Rozstanie jednak zapewne wyszło obu nam na dobre, bo tak chce ludzka natura i związane z nią okoliczności (przyrody). Z tą akurat emocją związany jest smutek, który można zniwelować poprzez dobrze ułożone stosunki małżeńskie i wszech obecnie podkreślaną w owej materii miłość. O wstydzie nawet nie mam co gadać, bowiem te uczucie jest mi obce z powodu przestrzegania podstawowych norm społecznych i rodzinnych. Cieszymy się wraz z Małżonką, że dzięki internetowi mamy codzienny kontakt z dziećmi i wnukami zamieszkałymi w Anglii i Irlandii. Cieszymy się też z powodu zapoznania się poprzez Internet z przemiłym małżeństwem Państwa J+L zamieszkałym w Niemczech. Nasze wzajemne korespondencje są przebogate w odczucia troski o zdrowie i w wszelakie zdarzenia, które by powodowały rodzinne kłopoty, ale też radości. Tak się składa, że właśnie w tych dniach zatroskałem się swoim zdrowiem podejrzewając (zresztą wraz z lekarzem specjalistą) zmiany nowotworowe. Pobyt w szpitalu i wykonanie dokładnych wszelakich badan na tę okoliczność ku mojej i Małżonki radości, nie potwierdziły tych strasznych zagrożeń życia. To tylko zmiany fizyczne i biologiczne, które w drodze zabiegów chirurgicznych można usunąć. Czy można doznać w takiej chwili więcej szczęścia i emocjonalnej rozkoszy. Tym bardziej, że wszyscy mi bliscy (rodzina i przyjaciele) dzielą ze mną ową radość?. Nie można !!!!!.
Dziękuję Wam moi najdrożsi. Dziękuję przede wszystkim mojej umiłowanej Małżonce, która snując się po mieszkaniu przeżywała po swojemu stan mojego zdrowia bardziej niżeli ja sam. Dziękuję wszystkim, którzy ciepłymi słowy napawali mnie otuchą, że mimo wszystko będzie dobrze. Jest dobrze. Ściskam Was wszystkich aż do wytrysku soków.
PS: Jeżeli, jak twierdzą zatwardziali katolicy, wszystko jest w rękach Boga, to doznaje podwójnej satysfakcji z tego, że Bóg podziela moje zdanie, iż nie lubi jak mu się zawraca głowę szeptanymi różańcami i innymi formami uniesień wszelakich.
Fotki od góry:
1.Taniec radości 
2. Serniczek co wszystko "leczy".

piątek, 4 lipca 2014

PAŃSTWO NA PAPIERZE

Wszystko akurat na to wskazuje panie ministrze Sienkiewicz. Polska jest na papierze, czyli na mapie, fakt niezaprzeczalny, ale okazuje się, że jako państwo Polska jest bezsilna wobec zła jakie toczy kraj od samego jej środka. Wszystko się dzieje z powodu praktycznego „oddania” części władzy w ręce Kościoła, a więc w ręce tej części społeczeństwa, które jest reprezentowane przez oszołomstwo zaczadzone fundamentalizmem katolickim. Zdanie może zbyt złożone gramatycznie, nie mniej chciałbym ująć w nim skrótowo przyczynę słabości państwa. Ostatnio jak grzyby po deszczu mnożą się przypadki bezsilności państwa w aspekcie rozpierduchy przepisów prawa, a więc i lekceważenia konstytucji. Mamy odpowiednie instytucje, które winny stać na straży tejże, ale okazuje się że zarówno pan prezydent, dla którego konstytucja stanowi dekalog postępowania, jak i inne państwowe mechanizmy w tym parlament i Trybunał Konstytucyjny zostały opanowane przez ludzi wyznających prawo boskie (gdzież na świecie poza islamem takowe istnieje), lekceważąc prawo obywatelskie. Przykładem nasuwającym się a priori jest granda (inaczej tego nie nazwę) wywołana postępowaniem dyrektora warszawskiego szpitala ginekologicznego prof. Chazana, który jako jeden z tych, co to podpisali religijną klauzulę sumienia odmówił pacjentce ze źle rozwijającą się ciążą nie tylko aborcji, nie tylko badania prenatalnego, ale też wskazania innego lekarza, (przychodni), która by udzieliła jej pomocy medycznej. Ponadto jako dyrektor szpitala zakazał wszystkim podległym lekarzom, by postępowali inaczej, czyli okazywali jakiś ludzki odruch. Mało tego, wielu warszawiaków wie, że profesor nie jest znowu aż taki święty wedle wyznawanej religii. Jako młody lekarz dokonał tysiące aborcji Polek dorabiając się okazałego majątku. Trudno zrozumieć takiego katolika który posiada nieślubne dziecko, oraz drugą żonę, a tak katolicy oszołomieni dyktatem wiary ponoć nie postępują. Chcę dopowiedzieć, że kobieta, która ze względu na niemożność dokonania aborcji, bo już było zbyt późno, urodziła dziecko bez mózgu i tylko z częścią czaszki. Czy to coś wam zidiociali lekarze katoliccy?, wykształceni za nasze pieniądze mówi?. Nie, nie mówi, bowiem czad wiary w świat nadprzyrodzony, który was dopadł pozbawił was elementarnych odruchów ludzkich. Kobieta oczywiście za pośrednictwem mediów ogłasza swoją decyzje, iż będzie szukać pomocy w sądzie, no i co z tego. Czy ją to uszczęśliwi, gdy codziennie patrzeć będzie na dziecko-warzywo?, które lada dzień umrze. Decyzją ministra zdrowia następuje kontrola w szpitalu Chazana. Protokół jednoznaczny. Chazan złamał prawo konstytucyjne. Kara 70 tysięcy złotych, tyle że ma ją zapłacić szpital a nie winowajca Chazan, czyli płaci NFZ. To my, bo szpital finansowany jest z pieniędzy podatników. O dupę rozwalić takie prawo. Gorzej, sprawa i tak znajdzie swój finał w Strasburgu, a wtedy państwo polskie będzie ukarane jeszcze wyższą kwotą, też z naszych podatków. Gdzie tu jest siła państwa?. Nie wyrażę się powtórnie o tej części ciała. Kontynuując, po finale kontroli szpitala zarządzanego przez tego fundamentalistę, należałoby oczekiwać od założyciela firmy (szpitala) a jednocześnie prezydenta Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz decyzji o natychmiastowym usunięciu szkodnika z posady dyrektora szpitala. Otóż nie bardzo bo jest w ideowej przyjaźni z Chazanem . Pani Gronkiewicz Waltz jako kobieta żyjąca pospołu z Duchem Świętym, o czym głośno powiada, zrobi wszystko by nie popaść w konflikt z biskupem warszawsko-praskim. W wypowiedziach telewizyjnych już doszukuje się nieścisłości, niekoniecznie prawnych w protokole pokontrolnym, by przejść do porządku dziennego i nie karać Chazana, a przecież tak wykształcona osoba, pełniąca od kilkudziesięciu lat funkcje państwowe powinna umieć czytać zapisy konstytucji, ale dla niej najważniejsze są instytucje Kościoła i wynikające z nich imprezy typu msze, roraty, nieszpory, oazy, kółka różańcowe i inne kruchtowe modlitewne okazje, byle nie utracić miłego spojrzenia czujnych oczu kardynała Nycza. 

Dlatego jako ta wykształcona osoba, posadzona już na kolejną kadencje na stolcu warszawskim powinna poprawnie reagować w przypadku złamanego prawa. Nie będę się rozpisywał gdzie tkwi geneza tegoż bajzlu. Oczywiście w parlamencie i rządzie. W rządzie, gdzie co drugi minister jest pomazańcem Kościoła, począwszy od ministerstwa sprawiedliwości aż po ministerstwo oświaty i spraw zagranicznych. W rządzie obecnie są osoby, które przyjęły nawet święcenia. Przykładem, wiceminister Królikowski. Panie Tusku, mimo że od czasu do czasu przejawiam cząstkową sympatię do pana chociażby za walkę, by nie dopuścić do steru państwa PIS, to akurat w tym przypadku przyglądając się fotkom, gdy pan razem z prezydentem klęczy co niedziela na zimnej podłodze kościelnej, mam jako przeciętny obywatel uzasadnioną pretensję. Jakże to premier państwa należącego do świeckiej, demokratycznej UE może godzić się by w rządzie zasiadał „cywilny” zakonnik katolicki. Niech pan przestanie się bać, mając w rękach wszystkie służby tych zastępów rozmodlonych bab i dziadów z krzyżami i różańcami w rękach, co to wykopują z kultury polskiej sztuki podobne Golgocie Picnic, bo oni pana któregoś dnia ukatrupią. Wystarczy popatrzeć na ich mściwe katolskie twarze. Nawet się już nie dziwię wypowiedzi nastolatki, ideologicznie chorej z nienawiści do PO, Wałęsy, nie mówiąc już o lewicy, smarkuli z liceum w Gorzowie, niejakiej pisi Marysi, która poprzez TV Trwam i media pisowskie robi karierę celebrytki jako bardzo „mądre” dziecko. Otóż jest to mądre dziecko, tyle, że mądre inaczej. Głupia smarkata, rozpieszczona przez ojca, zarozumiała idiotka, co to wobec całej klasy powiedziała do premiera, że jest on zdrajcą, po czym odrzuciła kwiaty, którymi premier chciał ja udobruchać. Ciekawe tylko po co?.Jak można poważnie na stanowisku premiera traktować kogoś takiego?. Wystarczy, że media piszą i pokazują te nieszczęsne dziecko jako dziwoląga licealnego. Przykładowo cyt. „Jednym z przykładów jest dzisiejsza celebrytka, gówniara I klasy liceum Marysia Sokołowska z Gorzowa Wlkp, która to wobec całej klasy, którą odwiedził premier państwa, nazwała go zdrajcą Polski. Ale wybaczmy jej miłosiernie, bo Marysia po pierwsze w szkole nie pobiera żadnych nauk historycznych bo ich tam nie ma. Narodowi współczesnej Polski nie jest potrzebny taki przedmiot, wystarczy religia. Ponadto Marysia jest córką skrajnego prawicowca, antysemity, nieuleczalnego cierpiętnika, bo odsiedział kilka miesięcy za działalność polityczną w PRL, bowiem odmówił jako poborowy złożenia przysięgi wojskowej na wierność ZSRR. Otóż ze swej strony Marysiu ci powiem na uszko, że w tekście przysięgi nie było takich słów jak wierność ZSRR. Ukochany twój tatuś kłamie. Marysia nasiąknęła do cna przekonaniami ojca, który twierdzi, że Żydzi sami się ładowali do pieców krematoryjnych w Oświęcimiu. Ta dziewczyna jest wychowana w duchu nienawiści do ludzi mających inne od niej poglądy. Ona będzie całe życie nieszczęśliwa, i nieszczęśliwe będą osoby z nią pracujące i najbliższa rodzina. W małżeństwie same rozwody, walka w sądach, w pracy ciągłe zwolnienia, konflikty. No ale tatuś z córeczki jest zadowolony - bo jest tak samo mało inteligentny i kłótliwy jak będzie ona”. Tak piszą komentatorzy prasy, która celebruje Marysię. Oto przyszłość demokratycznego, tolerancyjnego kraju. 
Tu wyrastają nowe kadry gdy kościelni ministrowie, oraz lekarze (w służbie Chrystusa a nie pacjentów). Ciekawe, czy Chrystus byłby za tym by, społeczeństwo składało się z idiotek typu Marysia z Gorzowa, albo tych którym my wszyscy musimy zapewnić chociażby wegetujący żywot, czyli półmózgowców i półczaszkowców, bo tak chce Chazan. Profesor Chazan. Dodam tylko, że za przykładem profesora poszedł cały szpital w Wołominie. Tu akurat nie dziwię się, bo w Wołominie rządzi cała ekipa PIS, która po śmierci Lecha K. odeszła z pałacu prezydenckiego. Tam podpisano deklarację, że tenże szpital nie dokona niczego dla kobiet, poza spojrzeniem na waginę,... szczególnie młodym, ładnym pacjentkom. Powtórzę zatem; Nasze państwo jest rzeczywiście na mapie, na papierze jak powiada minister Sienkiewicz, którego krytykowałem i będę krytykował za bezsilność w stosunku do polskich, kiboli i faszystów, po których idzie już od roku i jakoś nie może wykonać pierwszego kroku. To tyle.

środa, 2 lipca 2014

MÓWIĘ JAK JEST


Tak powiada na zakończenie każdej swojej korespondencji z USA dla SUPERSTACJI Mariusz Max Kolonko, korespondent tejże stacji. A mówi wiele, chociaż nie zawsze uczciwie, bo jego wypowiedzi mają skłaniać widzów do podziwu, że pan Mariusz to jednak jest „ktoś” na terenie Ameryki. To tylko taki wstęp usprawiedliwiający tytuł posta.

Ja o czym innym, a mianowicie o modnych wciąż sensacjach dotyczących naszego kraju, Polski. Chodzi o  te kilka słów  wypowiedzi ministrów Sikorskiego i Sienkiewicza, w rozmowie ze swoimi kolegami  ministrami, a podsłuchanych w knajpie przez wścibskich kelnerów, a których to „blubranie” w czasie zakrapianej kolacji opublikowali cwaniacy w tygodniku WPROST i co z owej paplaniny wynika. Otóż analizując sekretne wypowiedzi panów ministrów muszę we własnym sumieniu przyznać, że obaj mają trochę racji. Bo oto Sikorski, jako minister Spraw Zagranicznych powiedział to, o czym wie połowa obywateli Polaków. Mam na myśli tę połowę w miarę myślącą, czytającą, analizującą i nieco wykształconą, a więc tę połowę, dla której mózg nie jest tylko fizycznym wypełnieniem czerepu, czyli balastem stabilizującym pionową postawę. Ta, akurat połowa zgadza się z wypowiedzianym zdaniem, że sojusz Polski z USA jest nic, a właściwie g..o warty, że Ameryka nawet nie kiwnie palcem gdyby Polska była zagrożona w wyniku konfliktu zbrojnego, że my Polska tkwimy w formie korka w odbycie amerykańskim i na kiwnięcie paluszkiem robimy im „laskę”. Oto są prawdziwe poglądy Sikorskiego, a nie te które wygłasza na forach przekonując o słusznej polityce polskiego rządu. Także wizyty amerykańskich prezydentów w Polsce są błazenadą polityczną. Przyjeżdżają i pieprzą o Polsce jako najwierniejszym sojuszniku USA, a tymczasem okradają nas z ciężko zarobionych groszy przy każdej okazji handlowej. Sprzedają nam graty samoloty i ledwie pływające korwety których już sami nie chcą, a jeżeli mają podobne to jednak nie takie same, bo bardziej unowocześnione, przy okazji nie wywiązują się z podpisanych offsetów. Polska to taki kraj, który nawet nie wyrazi niezadowolenia, nie mówiąc już o jakimkolwiek proteście w sensie prawnym i o tym USA są przekonane. Ponad połowa Amerykanów nie ma zielonego pojęcia gdzie leży taki kraj jak Polska, a sama Hilary Clinton, kandydatka do stanowiska kolejnego prezydenta USA, wypowiadając się na temat „przyjaciół” z Europy, w ogóle nie wspomniała choćby półgębkiem o Polsce. USA traktują Polskę po „murzyńsku” i to jest racja. My przeznaczając miliardy złotych na broń wyprodukowaną przez Wuja Sama staniemy się obiektem ewentualnego uderzenia jądrowego ze strony prawdziwych wrogów, jednocześnie alienujemy się ze wspólnoty europejskiej wybierając sobie przyjaciół za oceanem. Tak brzmi wypowiedź nie dla uszu ciemnego polskiego ludu,jaką w trakcie „wieczerzy” dyskretnie, acz bezpośrednio szlachcic Sikorski rzekł do współbiesiadnika. Sam wykształcony na uczelniach zachodnich, pracujący onegdaj jako korespondent amerykański w Afganistanie, w okresie gdy Ameryka dozbrajała talibów i mudżahedinów, by im pomóc pokonać Ruskich. Dzisiaj sami zbierają baty od byłych swoich przyjaciół, czyli afgańskich talibów i wszystko wskazuje, że nie wszyscy z nich zdołają ujść z życiem. Wprawdzie już Bismarck powiedział, że ludowi jest niepotrzebna wiedza jak się robi politykę, podobnie jak robi się kiełbasę, ale to nie te czasy i nie ten lud. Dzisiaj obywatel chce wiedzieć kto i jak nim rządzi, a i co też rzeźnik upycha we flaku kiełbasianym. I tak oto jest z tą przyjaźnią polsko- amerykańską. My ich kochamy, zapraszamy ich w pozycji przyklęcznej, rezygnując z wszelkich opłat wizowych, bo jak to brać pieniądze od brata, a tymczasem oni nas traktują jak „murzynów” i nie pozwalają od niepamiętnych lat lądować na ich lotniskach bez podobnych opłat. Chyba, że jesteśmy potrzebni w celach wyłącznie seksualnych, czyli jako ci, co z przyjemnością robią darmowe laski, ewentualnie chętnie oddają życie za Amerykę w Iraku bądź Afganistanie.
Rozmówcą ministra Spraw Zagranicznych Sikorskiego jak wiadomo był inny konstytucyjny minister, od Spraw Wewnętrznych, o którym już pisałem. To ten, który straszył faszystów w Lublinie, że po nich idzie, ale jakoś nie może wystartować. On to z kolei w swej szczerości wyznał, że Polska jako kraj prawny nie istnieje. Polska jest jeno zaznaczona na papierze. Brawo panie konstytucyjny ministrze państwa, pseudo „tchórzu”. Państwa, które boi się kilkunastu bab z różańcami w ręku i kiboli. Właśnie te baby potrafiły w całym kraju wystraszyć animatorów sztuki oraz władze miast, by nie wystawiać, ani nawet publicznie czytać sztuki wybitnego twórcy Rodrigo Garci „Golgota Picnic”.



Autor sztuki Polakom zarzuca wyjątkowe tchórzostwo i niemoc. Polska to kraj rządzony przez Kościół i hordy ciemnej masy złożonej z wściekłych dewotek, mówi. Pan minister Sienkiewicz zatem powiedział to, o czym wie każdy inteligentniejszy obywatel, który dostrzega bałagan w wielu instytucjach publicznych, od urzędów, poprzez służbę zdrowia, aż do nieudolnej prokuratury. Rząd przełknął owe opublikowane podsłuchy, boć w końcu skandal dotyczy tylko jego ministrów. Ale co by było, można sobie tylko wyobrazić, gdyby z usługi kelnerów skorzystali ludzie z szeroko pojętej lewicy. Wtedy TV publiczna, TVN, Polsat, oraz inne pomniejsze stacje o charakterze prawicowym, typu Republika, bez ustanku głosiłyby hasła jak: zbrodnia, demoralizacja, genetycznie obciążeni komunizmem i zepsuciem, ukarać komuchów, hańba itp.,etc., ale w przypadku PO winni są tylko kelnerzy. To oni podjęli próbę zamachu na państwo polskie, bo jak wiadomo w przypadku działaczy Platformy obowiązuje zasada napoleońska „Państwo to my”. To się nadaje na sztukę teatralną pt. Polscy kelnerzy dokonują zamachu stanu. Zatem można się zastanawiać, czy ministrowie się zbłaźnili?. Otóż nie do końca. Rzecz w tym, że prezentują państwo, w które sami nie wierzą. To że wypowiedzieli prawdę to brawo, ale to że służą państwu istniejącemu tylko na papierze to już inna para kaloszy, ponieważ za obłudę w której tkwią biorą wielkie pieniądze. Oni sobie zdają sprawę, tak jak większość obywateli, iż państwo któremu służą, jest odstające od tych prawnie znormalizowanych w Europie. Wiedzą, że służą ukrzyżowanemu państwu wyznaniowemu, w którym ostatnie słowo należy do biskupów, służą państwu „ruinie” pod względem sądownictwa i prokuratury, stanowionych ustaw (a raczej nie stanowionych), pod względem szerzonych, a nie zwalczanych kłamliwych informacji (zamach smoleński) i wielu innych dziedzin życia, w tym łapownictwa na skalę niewyobrażalną w UE. Służby specjalne zeszły na psy, a ABW pracuje podobnie jak straż miejska. Chodzi po kraju taka piosenka o treści: ABWwehra czuwa, ABWehra może, ABWehra Tuskowi odejść pomoże, i oddaje ona realny problem. A PIS się cieszy, bowiem notowania PO lecą na pysk, niedługo poniżej 20%. Dotychczasowi sympatycy Platformy w czasie kolejnych wyborów pozostaną w domu. Okazuje się, że Polska będzie musiała kolejny raz przejść przez prawicowe piekło ponownych rządów PIS. Musi przejść pisowską operację na żywym organizmie bez znieczulenia. Ten eksperyment choć ryzykowny i szaleńczy być może jest konieczny, aby w Polsce zaistniała świeża, ofensywna, europejska lewica, pisze Piotr Żuk w „Przeglądzie” i ja się z nim bardzo zgadzam szanowni państwo. Tym bardziej, że są pierwsze oznaki porozumienia i zespolenia małych partii lewicowych w jedną ideową, zdecydowaną na zarządzanie nowoczesnym demokratycznym państwem prawa.
Fotki od góry:
1.Absolutna "fotografia " kraju i jego obronnosci.
2. Cała prawda panie premierze.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...