czwartek, 5 grudnia 2019

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI


Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w  soboty i niedziele w jadłospisach koszarowych zabrania się podawania Szwejkom posiłków, w skład których wchodzą rośliny strączkowe. Zatem wyklucza się nie tylko fasolówki i grochówki, ale też kapustę i kaszę, szczególnie pęcak. Powodem tej decyzji są coraz częściej spotykane przypadki psucia powietrza w kościołach przez żołnierzy w czasie niedzielnych nabożeństw, szczególnie (co ciekawe) w obecności biskupów i kardynałów. Ja się nie dziwię. Za moich czasów na niedzielne nabożeństwa trafiali wyłącznie przypadkowi żołnierze w czasie przepustek i to w okolicznościach spełniania gorących próśb mam i babć. Dzisiaj obowiązek uczestnictwa w spędach mszalnych dotyczy całych oddziałów od plutonu po pułki zgodnie z zapisem konkordatowym, także wypuszczenie w przestrzeń katedralną kilkuset bąków może zakłócić mistykę mszalną, ale też obrzydzić w oczach społeczeństwa status armii, boć  w ławach kościelnych zasiadają też zwykli, cywilni wyznawcy Chrystusa. W każdym razie dowództwo naszych sił zbrojnych czyni wszystko by nie psuć więzi wojska ze społeczeństwem, nie niszczyć wieloletniego powiedzenia: za mundurem panny sznurem, choćby te starsze a nawet i wczesne wdowy.

W ostatnim czasie dowództwo Wojska Polskiego porozumiało się  z Episkopatem w temacie nowelizacji zasad uroczystości składania przez młode roczniki przysiąg żołnierskich. Do tej pory takie uroczystości z użyciem orkiestr garnizonowych, w obecności najbliższej rodziny, w tym żon,  przyjaciółek i koleżanek odbywały się na placach apelowych jednostek wojskowych po czym zaprzysiężeni otrzymywali przepustki, by wespół intymnie spędzić czas zakrapiany domowymi nalewkami i przysmakami także domowymi. Dzisiaj jest jakby inaczej. Większość uroczystości odbywa się w kościołach ku uciesze owych mam i babć. Cały pułk spędzony jest w otchłań świątyni wzorem wyreżyserowanym przez neofaszystowskie oddziały ONR. Tu powtarzając słowa roty czytanej przez osobę duchowną młode Szwejki otrzymują pierwszą próbę patriotycznego uwznioślenia. Nabierają rycerskości, byle w czystej atmosferze otaczającego ich powietrza. Dlatego  pkt pierwszy niniejszego felietonu odnośnie zamysłu głównego kwatermistrzostwa uważam za uzasadniony. W końcu na każdym odcinku życia walczymy o czystą atmosferę. Patrz, Madryt.


czwartek, 28 listopada 2019

KAŻDY MUSI NA COŚ UMRZEĆ



                         Moneta wybita na pamiątkę powrotu złota do Polski
Każdy. Jeden we własnym łożu, inny na ulicy w wyniku wypadku, jeszcze inny po postrzeleniu przez policjanta albo bandytę. Dosłownie każdy. Zarówno książę jak i żebrak. Na tę okoliczność przytoczę przypadek z własnej obserwacji.  Był bodajże maj, onego roku, kwitły drzewa, śliczna pogoda. Wraz z kumplami postanowiliśmy spotkać się w pubie „Pod Wiśnią” przy ul. Wschodniej, podczas inauguracyjnego otwarcia tegoż przybytku. Ławy z drewnianych beli rozstawione pod zdziczałymi już od lat karłowatymi drzewami wiśni zachęcały do konsumpcji złocistego napoju  na świeżym powietrzu. Śpiewały nam ptaki. Zasiedliśmy w oczekiwaniu na wypełnione pianką kufle o pojemności XXL. Policzyliśmy się wzajemnie i wtedy okazało się, że brakuje Mariana, naszego kumpla,  co to nigdy nie odmówił zaproszenia dna piwko, mimo nawału pracy w inspektach i w ogrodzie. Odmawiał za to kilka razy dziennie różaniec ciągle przewieszony na szyi, po czym zwykle wsiadał w Syrenkę i jechał do agencji towarzyskiej gdzie zaliczał po kolei wszystkie Ukrainki w przedziale wiekowym od 16-50, w ramach treningu nakazanego przez endokrynologa. Ważył bowiem nieco ponad normę. Tymczasem my smakosze piwa spod Wiśni zasłyszeliśmy z przyciszonego miejscowego radia informację, że dziś we wczesnych godzinach rannych jeden z klientów miejscowego przybytku uciech cielesnych dokonał żywota w czasie wyczerpującego stosunku płciowego. Okazało się, że jest to Marian B. (tak podała policja), która prowadzi intensywne śledztwo. Ponoć mu się już to zdarzało z własną małżonką, ale zwykle odżywał. Tym razem się przeliczył. Koniec.
Ludzie, toć to przepiękna śmierć,- głośno wykrzyczał Stachu, jeden z naszych. Ludzie umierają pięknie, ale też i marnie. Mój teść przykładowo utopił się w szambie podczas prób opróżniania. Temu się udało kurde. "Zmówmy" jeszcze po kufelku za jego duszę. Nie trzeba, po co się kosztować. On będzie zbawiony i bez tego, odezwał się Gomulec. Wymodlił sobie niebo, a że często korzystał z prostytutek, to jego sprawa, nie boska. Zapracowany i bezdzietny. Przy kolejnych kuflach, chłopaki podjęli dyskusję na temat owej przepięknej śmierci  Mariana. A ja wam powiem, że nie chciałbym zejść z tego świata na brzuchu kobiety, do tego tkwiąc w jej wnętrzu, bo co gdy z tego stosunku zrodzi się dziecko, które po latach zapyta matki,skąd on się wziął, gdzie mój tata?, mów mamo!

Ano synku, ojca to ty miałeś tchórzliwego i do tego skurwiela, bo zanim cię do końca spłodził to już uciekł i to prosto do nieba przez burdel. Dosłownie jak ten pan Stanisław z Warszawy co to przyprowadził do Radia Maryja dwa nowe samochody, wręczył kluczyki Rydzykowi a sam wziął i umarł jak powiada o.Tadeusz.  Na moich oczach, serio. Tyle że pan Stanisław miast iść też do nieba to trafił na dno piekła, bowiem samochody były skradzione na terenie Hamburga. Twój ojciec nic nie ukradł. Dodam tylko że pogrzeb Marian miał przepiękny, może nawet bardziej niżeli sama jego śmierć, opowiadali żałobnicy. Za trumną obok rodziny trójkami z naręczami chryzantem tuptał cały personel agencji prowadzony przez puf matkę, wzbudzając zdziwienie nieutulonej w bólu małżonki zmarłego zaślubionej z rąk proboszcza, która zadawała na prawo i lewo pytania co się dzieje. Skąd aż tyle dość młodych kobiet na pogrzebie św. pamięci jej małżonka. Jedna z nich, składając jej szczere kondolencje z żalem zapewniała iż kwiaty i warzywa które Maryś dostarczał do agencji  należały do najwyższego sortu. Ponadto był zawsze honorowy i wypłacalny z górką. Teraz już nam tak dobrze bez niego nie będzie. Wieczny mu odpoczynek, bo sobie na to zasłużył, wyszeptały załzawione dziewczęta. Tylko małżonka odchyliła kwef, a następnie splunęła na opuszczoną do grobu trumnę męża, po czym oddaliła się w samotności. Roboty w ogrodzie od diabła i trochę a ten się wali do grobu skurwiel.

piątek, 22 listopada 2019

MNIEMAM, ŻE MOJA ZABAWA KOŃCZY SIĘ.


Piszę bo chcę, ale też pisałem bo chciałem. Jako dyletant epicki mam świadomość, że wartość mojego pisania dla ludzkości jest żadna, dla otoczenia taka sobie, a dla mnie osobiście stanowiła i stanowi wyłącznie przednią zabawę (rozrywkę), inaczej mówiąc, blog ten  sprzyja zagospodarowaniu czasu emeryckiego, aczkolwiek (daję słowo), że bywa często pobudzony wydarzeniami w kraju, ale też za granicą.  Piszę to w dniu, gdy postanowiłem dokonać wyciszenia onej rozrywki, bowiem po blisko piętnastu   latach klikania w klawiaturę komputera oficjalnie zamykam działalność, nazwijmy to z nutką megalomanii, „medialną”. Moje prywatne dokonania to ponad tysiąc felietonów, oraz innych postów zebranych w księdze zatytułowanej „W OCZEKIWANIU NA PODAGRĘ,  czyli rozważania nie do końca stetryczałego emeryta”. Ponadto kilkaset luźnych komentarzy w odniesieniu do otaczających nas lechickich przypadków, drukowanych gościnnie w formie listów w tygodniku satyrycznym NIE. Dzisiaj, kończąc zabawę w amatorskie politykowanie gotów jestem przekazać swój dorobek wraz  z domeną  a nawet autorstwem komuś, kto byłby zainteresowany publikacją, bowiem mnie emeryta z dolnej półki na takowy luksus nie stać. Wszystkie felietony przyprawione są pieprznym humorem, ale też zawierają pierwiastki dramatyczne, jako że przez całe dorosłe życie towarzyszył mi humor, który obrastał moją świadomość i niwelował smutne etapy egzystencji. Jako że z charakteru jestem niepoprawnym nonkonformistą, to nie zawsze bywałem pogodzony ze stanowiskiem zatytułowanym „jakoś to będzie”. Tak bywało w każdych okolicznościach, w pracy, w domu i szeroko pojętej rodzinie, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. A że pamięć ludzka jest ulotna to zapewne wszystkie bez mała dowcipy, ale też krotochwilne żarty prawdopodobnie by zamilkły wraz ze mną, gdybym w odpowiednim czasie nie zgromadził je w całość i nie zapisał. Wielu czytelników nazwie je lewackimi, aczkolwiek one  tkwią wyłącznie w osnowie prawdziwej lewicowości, bo takie mam przekonania, a tych człowiek nigdy nie powinien się wyrzekać. Propozycje wyzbycia się mojego dorobku, w formie postscriptum  obwieściłem pod kilkoma bieżącymi postami, mimo, że zdaję sobie sprawę, iż jako Polacy nie jesteśmy specjalnie zainteresowani ani polityką, ani tematem światopoglądowym, nie mówiąc już o krytycznym poziomie czytelnictwa. Tak to wygląda w polskim katolickim grajdole RP. Zatem pożyjemy, zobaczymy. W gruncie rzeczy, summa summarum jestem  już dość zmęczonym emerytem po 46 latach pracy i 15 letniej zusowskiej „bumelce”. Jestem też nieco rozedrganym z powodu zagrożeń wynikających z lekceważenia stanu ekologii, ale nie nieszczęśliwym, bo dożywam w towarzystwie wymarzonym, obok ukochanej, inteligentnej małżonki, Daru Niebios, ale też jako wieczny oportunista namiętnie związany z poszukiwaniem wygód życia, powoli obrastam w temat ostatecznej destynacji. Bo koniec zabawy zbliża się, jako że życie po trosze jest ruletką.  Jednym zabiera żetony po kilkunastu obrotach koła i zaklęciach krupiera, innym zaś pozwala gromadzić szczęście mierzone żetonami wymiennymi na gotówkę i zdrowie. Trzy lata młodszego od siebie brata pochowałem onegdaj. "Odszedł od stołu, chociaż grał dość ostrożnie". Ja gram dalej, ale teraz jakby również bardziej ostrożnie. Bywa że nawet już nie obstawiam. Coraz częściej kolory zlewają mi się w oczach z nietrafionymi numerkami, wiec przegrywam notorycznie. Pocieszam się tym, że doczekałem się wnuka Aleksandra.  Nie wiem czy z moimi genami?, Za to z imieniem rosyjskich carów i niezwyciężonego króla Macedonii. Jestem najzupełniej przekonany, że da sobie radę w życiu.
Drodzy moi Czytelnicy. W związku z powyższym, od dzisiaj moja prywatna "misja" i zabawa w krytykę tematycznie bliską dotychczasowej będzie sporadyczna i bardzo uzależniona od mojego względnie dobrego samopoczucia. NA PÓŁ OSTRO.
 Z                 

niedziela, 17 listopada 2019

ODSZEDŁ NACZELNY BUHAJ III RP


                                   Zasiądzie po lewicy Ojca, bo prawica zajęta
Zmarł przestępca, pedofil, zmora wielu kleryków, bezkarny pieszczoch Kościoła. Swoje paskudne życie opatulił w majestat Kościoła katolickiego. Chciałeś kleryku być księdzem musiałeś się liczyć z tym, że najważniejszy egzamin trzeba było zaliczyć w łożu abp Juliusza Paetza w czerwonych majtkach. Z różnych nieoficjalnych źródeł wiem, że Juliusz ponoć egzaminował wyjątkowo sprawiedliwie. Ci młodzi mężczyźni, którym udało się dokonać zaliczenia na ocenę celującą obok przepustek otrzymywali pieniądze mierzone na wagę, które alumn brał sobie sam z przepastnych kieszeni sutann, ponieważ Juliuszowi nie chciało się po wyczerpującym seksie wstawać z łoża cesarskiego. Cesarskiego, jako że z imieniem rzymskiego Cezara, Juliusz arcybiskup Paetz po nagłej i niespodziewanej śmierci ma być pochowany w podziemiach katedry poznańskiej. 
Spocznie ponoć obok pierwszych władców Polski m.in. Bolesława Chrobrego. Co na to władze Polski, co na to wierni Polacy, co na to Watykan, co na to ponad setka pozostałych biskupów i 10 tysięcy duchownych, co na to sumienie narodu. Aż chce się wykrzyczeć: Boże, jednak Ciebie nie ma, albo masz podobne upodobania. W takim wypadku tylko aniołów żal.

czwartek, 14 listopada 2019

HONOROWI ODCHODZĄ POWOLI



                                Wróciły flagi na swoje miejsce.
Każde polskie miasto o charakterze wojewódzkim, a często i powiatowym szczyci się swoimi honorowymi obywatelami. Są to zazwyczaj ludzie zasłużeni dla miasta, okręgu, a nawet kraju, którzy z racji urodzenia pozostawali związani z tym miastem, aczkolwiek niekoniecznie. A więc uczeni żyjący i nie żyjący, wybitni sportowcy, politycy, artyści, laureaci nagród światowych. W każdym zestawie tego grona wciśnięty jest obowiązkowo miejscowy ksiądz w randze narcystycznego biskupa, a często nawet proboszcza, bo jakże to mogło by być inaczej. Duchownego według polskiego zwyczaju i tradycji, szczególnie w randze biskupa można śmiało przypisać do każdej wyżej wymienionej profesji. Wiszą więc ich portrety w salach honorowych urzędów miast. Galerię zwykle otwiera postać papieża JPII, niezależnie od tego czy Karol Wojtyła kiedykolwiek działał, a nawet chociażby nawiedził owo miasto lub jego okolice. Ciekawostką jest to że dzisiaj z galerii znikają postaci, które po latach okazały się niegodnymi tego honoru, a więc zapisali się  jako co nie daj Boże byłymi komunistami, zboczeńcami,  a nawet zdrajcami ojczyzny. 
                                        Nie odda ani guzika. A jednak oddal..
Do niedawna w wielu urzędach szczerzył się do publiczności portret księdza pedofila Henryka Jankowskiego, przyjaciela polskiej prawicy i wielu biskupów, często ochroniarzy pedofilów w sutannach. Ujawnienie jego prawdziwych „dokonań” pobrudziło twarze i sumienia wielu honorowych osobistości, w tym z otoczenia Wałęsy,  Głódzia, a nawet lewicowego byłego premiera Millera, który z uniżeniem przyjechał do Jankowskiego z prezentem w postaci dostępu do złóż bursztynu. To trochę tak jak wizyta polskich prawicowych  polityków u mordercy narodu chilijskiego Pinocheta z darem w postaci ryngrafu z Matką Boską. Dzisiaj oni się zalewają wstydem, ale takie jest życie. Po latach, gdy trzeba, nawet Kaczyński słodkim słowem wypowiadał się o Józefie Oleksym, zaś prawicowy prezydent Duda chwalił demokratycznego i liberalnego premiera Mazowieckiego, oraz zamilkł na temat Okrągłego Stołu. Koniunkturalizm zwycięża w zależności od potrzeb. Po takich  refleksjach, niektóre twarze należałoby z powrotem powiesić w galeriach z których byli usunięci i tak będzie. Jestem przekonany, że po latach tejże refleksji  grób generała Wojciecha Jaruzelskiego będzie czczony jak  monument  Piłsudskiego, natomiast o stanie wojennym nikt nie będzie nawet wspominał, a jeżeli już to w coraz cieplejszym odcieniu, podobnie jak o przewrocie majowym Marszałka w 1926 roku. Tym bardziej że ów przewrót pochłonął setki ofiar, zaś stan wojenny zaledwie kilkudziesięciu. To jest polityka. Piszę ten post w czasie, gdy kolejne wybory parlamentarne spowodowały wyraźne pęknięcie  w partii dotychczas rządzącej, bowiem marszałkiem Senatu został demokratyczny senator, człowiek opozycji, profesor chirurg Tomasz Grodzki. Senat odzyskał swoją godność i sprawczą moc. Zatem zbliża się czas, że w galeriach honorowych obywateli miast trzeba będzie dokonać  kolejnego przewietrzenia i odnowy. Wraca normalność wraz z flagami UE w gabinetach rządowych, ale na całkowitą normalność jeszcze poczekamy, bowiem zanim zmieni się prawo i wiele przepisów imposybilizm dobrze się ma. Wydaje się jednak, że przepisy i prawo dzisiaj już jest łatwiej dostosować do życia niżeli wczoraj.

środa, 6 listopada 2019

WIECZNE ODPOCZYWANIE

                                          skojarzenia
Z powodu wieku, jak i niedoskonałości zdrowotnych już od wielu lat skazany jestem na wieczne odpoczywanie. Tu na  ziemi  jak i pod nią, w zależności od mojej świeżości. Wojciech Kuczok, wzorcowo inteligentny, jak to pisarz, a którego książkę zatytułowaną brzydko „Gnój”, traktującą o akcji na Śląsku przeczytałem onegdaj, właśnie tak, czyli "Wieczne Odpoczywanie", zatytułował cykl artykułów. Kuczok zamieszkuje w Beskidzie Niskim, na terenie którego „sąsiaduje” z innymi współczesnymi polskimi pisarzami, m.in. z Jerzym Pilchem i Andrzejem Stasiukiem, obu panów też z przyjemnością czytam. Otóż pan Kuczok usłyszał od jednego z dziennikarzy sportowych, iż w czasie lotu  samolotem wypełnionym kibicami piłkarskimi, owi podpici kibole postanowili rozkolebać samolot z ciekawości czy spadnie. Nie udało im się mimo wytężonego  starania i wściekłych okrzyków, Nie spada!, kurde, no nie spada!. Jakże można owo zachowanie samobójczych chuliganów porównać z polskim narodem, a przynajmniej z jego pisowską częścią, bo można. Oto mimo tylu afer i przeróżnych świństw jakie się pokazały w ostatnim czasie w środkach masowego przekazu  autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, partii Kaczyńskiego, im NIE SPADA. Wciąż oscylują wokół 40 a 45% popularności. I gdyby Kaczyński lewym sposobem chciał pobudować nie dwie a dziesięć wież pomalowanych na kolor srebrny a przy tym odmówił zeznań przed prokuratorem, wyborcy to przełkną jak ulęgałkę. Także, gdyby Kaczyński posłał do TK dziesięcioro ulubionych przez się indywiduów wzorem posłów Piotrowicza i Pawłowicz, w tym Koguta i Jurgiela, wyborca także to przełknie i jeszcze się obliże. 

                                         Mąż stanu (kawalerskiego)
Nawet wyznaczając Macierewicza na marszałka seniora swej partii nie zaszkodzi. A przecież ten Macierewicz z usposobienia tchórz, wedle PiS bohater (uciekł ze Smoleńska) jest współwinny podziałowi narodu na Polskę Wschodnią i pozostałą, do tego stopnia iż wmówił narodowi, że samolot się rozbił już w powietrzu, że Rosjanie spreparowali sztuczną mgłę, że w wyniku katastrofy uratowało się trzech pasażerów, (sami z PiS), których ruscy żołnierze dobijali bagnetami, że w kabinie pasażerskiej ktoś ulokował bombę (wina Tuska) i wiele innych bzdetów, to wszystko ciemny lud kupił i przełknął. Ten sam Macierewicz, chowany na czas różnych wyborów przed rodakami, dzisiaj gdy naród się oswoił z głoszonymi idiotyzmami stanie na mównicy sejmowej i zainauguruje nową jego kadencję. Kojarzę, że poczynania PiSu i skandale, których końca nie widać, a które powoli rozgraniczają nas od Europy nie powodują najmniejszej przyczyny by PiSowi SPADAŁO, wręcz przeciwnie. PiS może „rozkolebać” Polskę jeszcze bardziej niżeli owi kibole samolot i co najwyżej wzbudzi to radość u swych wyborców. Jeszcze kilka lat a nie będzie trzeba wybierać prezydenta, bo wzorem Białorusi taki Sejm uchwali nam dożywotniego Dudę, zaś kadencja pisowskiego parlamentu wynosić będzie dwie dekady, jak sam zapowiadał Kaczyński. Skoro więc ten naród nie ma skutecznej opozycji, skoro trzeba cudów by w całości wyzbył się tumiwisizmu i poszedł na wybory, pozostaje nam owe wieczne odpoczywanie. Oczywiście ten tumiwisizm w polskim narodzie istnieje od wieków co pokazywały wyniki wielu wojen z przerwami modlitewnymi. W owych przerwach karmiono nas nachalną propagandą o zdradzieckich mordach i konfederacjach. Uświęcano bandytów z Brygady Świętokrzyskiej jako żołnierzy wyklętych w symbiozie z wciąż głodnym i obłudnym klerem. A zatem moje wieczne odpoczywanie bracia Polacy.

Zdjęcia FB.

poniedziałek, 4 listopada 2019

UROJEŃCY



Duda w pamiętnym przemówieniu do ludu podkarpackiego powiedział o Unii Europejskiej: ”Wyimaginowana wspólnota z której dla Polaków niewiele wynika.” Wyimaginowana więc urojona. Chodzimy po urojonych chodnikach, jeździmy urojonymi autostradami, a ja w kiblu spuszczam urojone ścieki, bo właśnie po wiekach ciemnoty zakładają w naszych miasteczkach kanalizację za unijną kasę. Bez niej niech gówno chlusta nam tożsamościowo w twarz, tak jak przemówienia polityków. Żeby polityków, Duda uważając Unię za urojoną, sam jest urojonym prezydentem. Łamie od lat Konstytucję, a tak prawdziwy prezydent nie robi. Jedyne co mu się udało, to złapać upadającą hostię. Dla niektórych urojone ciało Chrystusa. Ale nie dla Dudy, dla niego urojona jest Unia Europejska zaś prawdziwe jest leśne ruchadło. Niech więc odda swoje zarobione tam w Parlamencie Europejskim diety i żywi się hostią, bo nie samym chlebem człowiek żyje. Nawet tym, do którego Unia dopłaca polskim rolnikom za zboże. Są jeszcze prawa unijne i zobowiązania, też niby urojone. Można udawać prezydenta, można udawać dudę, ale w języku polskim powinno się też przyjąć powiedzenie dawać dudy, zamiast dupy…na całej linii”. Tyle Gretkowska. Jeżeli miałbym cokolwiek od siebie dodać, to powiem że to niedouk w zakresie najnowszej historii rodzimej. Urodził się za panowania Gierka a po trzydziestu latach transformacji ustrojowej widzi wokół siebie watahy komunistów, oczywiście poza tymi których hołubi jego ojciec partyjny Jarosław Kaczyński. To też urojenia i bez specjalisty z zakresu psychiatrii ani rusz. Ale kto go skieruje na leczenie, bo chyba nie Macierewicz, który sam potrzebuje od czasu do czasu kaftana bezpieczeństwa. On, z chorobą o numeracji medycznej f99,  mniemam że wzięła się z katastrofy smoleńskiej (pisałem o tym na blogu), w pewnym czasie spowodowała konflikt z Adrianem, urojonym prezydentem, ale tylko chwilowy, bowiem na dramatyczny jego rozwój nie pozwolił Kaczyński, ojciec ludu smoleńskiego, brat ofiary. Nie wiadomo, czy dla Adriana leśne ruchadło to też urojenia, czy realne sceny erotyczne. Naród zachodzi w głowy, o czym rozpisywały się niektóre media. Być może, że to rzeczywiście tylko urojenia, jak cała przynależność Polski do Unii Europejskiej. Duda jest mocno narażony na urojenia i imaginacje, jako że pochodzi wprost od Boga, jak twierdzi jego matka. Bóg nam zesłał prawdziwego prezydenta głosił kler na kazaniach do ciemnego ludu katolickiego, powtarzając te brednie wyjęte z ust matki Dudowej. 

Szkoda że zesłał nam syna tak niedouczonego z inklinacją do kłamstw i obłudy. Chyba że tenże Bóg miał wyjątkowy dzień ze skłonnościami do imaginacji na temat Polski. Bogu też może się takie coś zdarzyć, a co, nie?. Był mało wypoczęty. I patrzcie państwo jak ten czas leci. Pięć latek mija a Duda szykuje się do reelekcji. Już są przygotowywane zastępy stałych wyborców w postaci Podlasian, Podhalan, chłopstwa wiejskiego z Bieszczadów i innych terenów kraju, gdzie miast szkół spotykasz na każdym zakręcie kościółki,  figurki zatroskanych Matek Boskich i hulające wiatry. Chyba skończę na tym, bo nie chcę nadwerężać i tak już kruchego zdrowia. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba, powiadają bezsilni, a nawet z tym, że takie popłuczyny polityczne jak Pawłowicz i Piotrowicz zostały przez Kaczyńskiego, przepraszam, przez „niezależny” Sejm zesłane do TK. Ubezwłasnowolniony naród polski jeszcze długo pocierpi zanim odzyska prawdziwe państwo oparte o prawo i demokrację. Tymczasem  dla wielu czas umierać.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...