piątek, 19 lutego 2021

WIARA I NAUKA


Te dwa wyrazy pasują do siebie jak wół do karety, a mimo to wielu, nawet dość wykształconych ludzi (w tym duchownych), popisuje się swoją erudycją twierdząc iż problem, który starają się poruszać rozstrzygać będzie watykańska „komisja” nauki i wiary. Otóż nie ma czegoś podobnego. Nie ma nauki i wiary, bowiem nauka gryzie się z wiarą, zaś wiara z nauką. Jest, była i będzie nauka wiary, powtórzę więc nauka wiary, czyli nauka o wierze. Czy to jest nauka sensu stricto, to już inna sprawa, ale jednak taka watykańska kongregacja istnieje. Ciało prawne do którego z całego świata katolickiego napływają informacje o popełnionych zbrodniach seksualnych popełnionych zwykle przez duchownych na dzieciach, bowiem seks uprawiany z dwoma dorosłymi osobnikami tej samej płci nie jest żadnym przestępstwem, chyba że grzechem, ale to już sprawa wiary. Tej wiary,… jak by rzekł Karol Wojtyła. Przyznam, iż sam niegdyś łapałem się na tym nielogicznym sformułowaniu, aczkolwiek dość rzadko, jako że sprawy ducha mało mnie interesowały. Był czas gdy przemyśliwałem o wygodnym zawodzie księdza, ale tylko wtedy gdy mój pomyślunek mijał się z rozumem. Jednak po każdym pogrzebie w którym z niechęcią uczestniczyłem pomysł ubioru sutanny pryskał jak bańka mydlana. Wychowany byłem w bogobojnej atmosferze. W strachu przed piekłem, a nawet czyśćcem do tego stopnia iż ciężko mi było patrzeć na trumny, nawet gdy wiedziałem że są puste. Przechodząc ulicą odwracałem wzrok od wystaw funeralnych, a najczęściej przechodziłem na drugą stronę ulicy. W tej sytuacji nie potrafiłbym poprowadzić pogrzebu w atmosferze jęku i płaczu rodziny nieboszczyka, szczególnie dzieci. Nigdy z nikim nie poszedłem do domu zmarłego na tzw. pustą noc mimo namolnych próśb rodziny. Po latach, gdy zgłębiałem wiedzę ocierającą się o agnostycyzm i ateizm, stałem się wolnym człowiekiem od wszelkiego mistycyzmu. Obecnie, nie zawracam sobie głowy podobnymi pierdołami, a o klerze myślę nie w kategoriach wiary, bo ta u nich jest płycizną ocierającą się o dno, lecz o ich plugawym życiu, więc też to dla mnie jest odstraszające. Może nawet jeszcze bardziej.


środa, 17 lutego 2021

BAGNO MORALNE


To Polska. Kraj nadwiślański. Dom 38 milionów obywateli, w tym zapewne co najmniej 35 milionów to katolickie owieczki, którymi opiekuje się 103 pasterzy odzianych w purpury biskupie, którzy z kolei trzymają w garści kilkadziesiąt tysięcy posłusznych im księży świeckich oraz zakonnych. Okazuje się że mało wśród nich jest nieskazitelnych moralnie kapłanów. Do seminariów od dawna szły tabuny  leniwych mężczyzn, którzy mało przyjaznym okiem spoglądali na płeć przeciwną, za to bardziej na forsę, ale też wśród nich do seminariów przemykali się chłopcy obłaskawieni przez proboszczów, w tym zboki. To ci, którzy dzisiaj fałszywie modlą się o śmierć by umknąć przed sprawiedliwością świecką, gdy na światło dzienne wypływają zbrodnie pedofilskie popełnione na podopiecznych, ukrywane poprzez strach przed piekłem w przypadku skargi skrzywdzonych, ale czy to jest tajemnicą, a skąd. Wszyscy wiedzą co się dzieje pod kołdrą proboszcza. Dzieciaki są po prostu gwałcone, a tych przypadków jest multum. Film braci Sekielskich to tylko szepty, treści których znają prawicowi i lewicowi politycy, tyle że ci pierwsi czynią wszystko by utajniać kapłańską pedofilię. To porozumienie w ramach sojuszu „ołtarza z tronem”. To jest dno dna moralnego jak powiada m.in. ksiądz Wierzbicki z KUL, oraz dziennikarze Tygodnika Powszechnego. W tej sytuacji trudno sobie nie wyobrażać niektórych działaczy politycznych z PiS kopulujących w łóżkach biskupich, szczególnie tych co to swoje żony traktują jak worki treningowe. Kilku takich mimo głośnych skandali nadał wypełnia sale sejmowe. Wczoraj z padołu ziemskiego zszedł super pedofil ksiądz Andrzej Dymer. Był dobry w pomnażaniu majątku Kościoła poprzez układy z władzą i biskupami, dlatego przez 25 lat bezkarnie skrzywdził dziesiątki, a może i setki dzieci, szczególnie chłopców. Władze świeckie i kościelne znały ten temat od dawna, ale prokuratorzy na polecenia takich ministrów jak Ziobro sprawy umarzali. Zbok w przeddzień ogłoszenia wyroku sądu kościelnego (a cóż to za sąd) umiera, ponoć na serce. To bardzo ciekawe, że większość zboków kościelnych po wykryciu sprawy pedofilskiej umiera na serce, począwszy od abp Wesołowskiego, poprzez Gulbinowicza, Cybulę i wielu innych. Zło rozsiewane po tym katolickim kraju przez zboczony kler wyrasta już łanami. Jan Paweł II zapewne cieszy się ze swej spuścizny. To on rozmnożył tę plagę zła, mianując swoich, co bardziej „ciepłych" księży biskupami, osadzając ich w blisko 50 diecezjach na tronach książęcych w najlepszych pałacach, na chybcika odnawianych na koszt miast. Ksiądz Dymer nie jest jakimś ewenementem w naszym katolickim narodzie. Każdy prawie ksiądz, a szczególnie biskup ma za skórą grzechy z których się w duchu wyśmiewa, ponieważ większość kleru jest ukrytymi ateistami Wystarczy posłuchać kłamcy Dziwisza. Kłamcy i hochsztaplera, co to jako kapciowy papieża zgromadził z samych łapówek majątek. Po śmierci swojego szefa do dziś handluje jego członkami ciała jako relikwiami. Otulony złotymi ciuchami mizogin i kłamca wespół z abp Jędraszewskim (ps. zaraza), służy mamonie i tylko mamonie nie bacząc na nauki i przykazania boskie, które ukrywa gdzieś w okolicy rozporka. Ponadto polski Kościół katolicki jest etycznie brzydki. Wystarczy przypomnieć fakt gościny w klasztorze jasnogórskim falangi polskich faszystów (ONR), ryczących hasła nazistowskie. To tak na marginesie o moralności.

PS. Przed chwilą w Brańsku zmarł 33 letni ksiądz. Powodu i przyczyn zejścia nie podano. Może to i lepiej.

niedziela, 14 lutego 2021

CO TAM PANIE W CIEMNOGRODZIE?



Ano są tarcia., czyli będą "młode",- nie tylko pomyślałem, ale i wypowiedziałem na pół głośno. Do siebie oczywiście, bo nikt z mojego otoczenia nie zrozumiałby co mam na myśli. A ja mam na myśli tarło łososi, choć niekoniecznie tylko tych przedstawicieli świata ichtiologii. Ten proces skojarzyłem sobie z tarłem politycznym ekipy rządzącej Polską 2o21. Zbliża się wiosna, a więc i czas tarła w  koalicji,  przedstawicieli, w której jak wiadomo, szczególnie Kaczyńskiego, nie wszystkie rybki z zadowoleniem darzą umiłowaniem. Razem się trzymają jedynie ze względu na dobre pieniądze funkcyjne oraz dobrze płatne stanowiska  ich rodzin ulokowanych w setkach spółek Skarbu Państwa i administracji. W całej rozróbie „mafijnej” przoduje tzw. Porozumienie z Gowinem na czele. Chłop ma ambicje zaistnienia bardziej prężnego niżeli dotychczas. Tytuły ministerialne już go nie interesują. Dał temu wyraz na służbie u Tuska mimo iż ten nazwał go człowiekiem z szajbą. Nie udaje się mu też „walka o tron” w zagrodzie Kaczyńskiego. Ma swoje zasługi opozycyjne w stosunku do  tych co nie z Kaczyńskim, człowiekiem zachłannym na Polskę. W każdym razie w wyniku nieporozumień w „porozumieniu” ośmiu członków partii zostało wyrzuconych z rodziny partyjnej. Jak znam pisioli to nic im się nie stanie. Każdy pisiolek na wagę złota, bowiem partia nie może stracić władzy ustawodawczej i nie tylko. Powrócę ponownie do tarła, które mi utkwiło w głowie. Otóż owo tarło które jeżeli już porównuję do zwyczajów łososi, to mógłbym się spodziewać, że partia ulepiona szczególnie ze starych członków po złożeniu „ikry” zostanie uśpiona na wieki, zaś młode pokolenie byczków (co nie daj Boże) obejmie władzę, ale tylko wtedy gdy pokolenie niedźwiedzi liberalnych nie zdąży ich wszystkich skonsumować. Miejmy jednak nadzieję że słowo PiS najpóźniej za trzy lata zostanie wymazane z podręczników historii. Tym bardziej, że przywódca partii rozsypuje się fizycznie wzorem spróchniałej wierzby.

środa, 3 lutego 2021

HOSSA FUNERALNA


Z kobietami ten rząd nie wygra.
Codziennie wszystkie polskie media, niejako już rytualnie około południa podają informacje covidowe w kraju. A więc ilu Polaków i ile Polek w ciągu ostatniej doby zachorowało na covid19. Ilu w końcu naszych obywateli odeszło w zaświaty. We wtorki, środy, czwartki, piątki i soboty jest ich więcej. W niedziele i poniedziałki o wiele mniej. Normalka, jako że w weekendy  nie przeprowadza się tyle testów co w dni pozostałe. Zatrważa mnie często liczba zmarłych. Spiker medialny zazwyczaj oddziela ilość zmarłych na stricte covid19 i tych do których śmierci przyczyniły się inne choroby, niejako towarzyszące choremu. Moim zdaniem są to manipulacje propagandowe. Przecież gdyby nie zaraza covidowa, to ten czy inny nieszczęsny pacjent prawdopodobnie, ze wskazaniem na człon „prawdo” by żył nadal. Osobiście sam noszę w sobie wiele różnych schorzeń i jestem przekonany iż dopóki nie złapię coronavirusa, którego unikam bardziej niżeli spotkania z Kaczyńskim lub Jędraszewskim, to z tymi chorobami da się pożyć, choćby w cierpieniu. Dlatego informacje o ilości zmarłych w ciągu doby nie powinny być obwarowywane jakimikolwiek dodatkowymi pouczeniami słuchaczy. Pisowski rząd, który sobie średnio daje radę z pandemią podając informacje o tzw. chorobach współistniejących chyba sugeruje społeczeństwu iż zostały one nabyte za rządów lewicy oraz POPSL. Jako że są to zwykle choroby przewlekłe więc ich zalążek nie lokuje się w ostatnich latach dobrej zmiany. Tak mi świta. Tylko się śmiać do rozpuku. Dzisiaj, jak każdego dnia przybył nam następny cmentarz, więc nie ma powodu do śmiechu (444 kolejne trupy.)


Zmarła przed rokiem Maria Janion powiedziała: "Naród, który nie potrafi żyć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać". Stąd płyną szokujące, sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci. Stąd rycie w grobach ofiar katastrofy smoleńskiej, a też zapewne uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej cywilizacją śmierci. Żądać musimy prawa do naszych żyć w świeckim państwie. Pozostali niech roją sny o zarodkach i życiu po śmierci. Tak nam dopomóż nieistniejący Panie.

PS: A jednak jakaś pozytywna zmiana jako owoc strajków. Ponoć rząd w każdej przychodni ginekologicznej ma zainstalować pokój płaczu wyposażony w kilka pudełek chusteczek higienicznych (za darmo).

Zdjęcia: FB.

 

poniedziałek, 1 lutego 2021

JESZCZE BĘDZIE PRZEPIĘKNIE



„Ludzie, którzy w 1939 roku podpalili Europę i zorganizowali gigantyczną machinę zbrodni, byli półanalfabetami, całkowicie nie przygotowanymi do pełnienia najwyższych stanowisk państwowych. A jednak dostali władzę demokratycznie i pokojowo. Wydawali się być śmieszni, nadęci i pokraczni, a okazali się śmiertelnie groźni. Co było ich siłą?. Nienawiść. Tę przepełniającą ich nienawiść przekształcili w ideę. Chcieli stworzyć społeczeństwo zdrowe, wolne od chorób genetycznych, odmienności np. homoseksualizmu, przestępczości i korupcji, jednolite etnicznie i politycznie, bogate. Dlatego stworzyli III Rzeszę. Dla tego nowego tworu państwowego, utworzyli nowe prawo, prawo nienawiści, i szybko, już rok po objęciu rządów, stworzyli sprawne narzędzie: policję polityczną. Kiedy dziś słyszę słowo nienawiść to się boję. Dosłownie. Tego co już niestety było i co może być. Każdy współczesny Polak, czytając te słowa ma przed oczami rodzący się strach. Strach narastający z każdym dniem podczas wypływających z mediów wiadomości. Bo historia lubi się powtarzać i to nie na tych samych terenach, terenach położonych między Odrą a Renem, bo ziemie te i naród tam zamieszkały doznały nie mniejszej hekatomby niżeli pozostała Europa. Tym razem powtórzyć się może na naszej, polskiej, katolickiej ziemi,  Czyż ostatnie wybory parlamentarne w Polsce nie były demokratyczne?, a jakże były. Tyle, że mało uczciwe, bowiem głosujących na PIS napędził Kościół, a w kraju tak przywiązanym do religii, było to łatwe. Czyż na stanowiskach ważnych nie posadzono półanalfabetów, tzw. Kowalskich i Jurgielów, ludzi bez stosownego wykształcenia, byle należał do partii PiS. Czyż nasi rządzący nie wydają się być śmieszni, nadęci i pokraczni a jednocześnie groźni.?. Co jest ich siłą?. Nietolerancja, nienawiść katolicka do wszystkich innych, a więc homoseksualistów, kolorowych, ateistów, a nawet wyznających odmienną religię, a to wszystko skąpane w zabobonach  i ciemnocie. By stworzyć społeczeństwo wolne od chorób (niekoniecznie genetycznych) gardzą uchodźcami bo podobno roznoszą zarazki i bezczeszczą najcenniejsze polskie obiekty czyli kościoły. Do nowego tworu, czyli Polskę ich wyobrażenia tworzą prawo oparte o idee jednego człowieka. Kaczyńskiego. Ten człowiek, sobie podporządkował Sejm, prezydenta, rząd i trybunały rozwalając Konstytucję również, wzorem III Rzeszy tworząc prawo nienawiści oraz policję polityczną opartą o więź z KK. To przykładowe oddziały Macierewicza zwane Obroną Terytorialną zbudowane także z członków ONR, czyli faszyzującą młodzież, opłacaną z pieniędzy podatników. Czyż to nie przypomina oddziałów SA Ernsta Rohma w początkowej fazie państwa Hitlera?. Już oficjalnie mówi się, że te oddziały mają służyć ochronie rządu przed niezadowoleniem społecznym. No więc zadajmy sobie pytanie: gdzie dzisiejszej Polsce jest obecnie bliżej. Do Niemiec, Francji czy Skandynawii, słowem do Unii Europejskiej w której nam zaczyna być bardzo ciasno, czy raczej do Białorusi, Rosji (którą paradoksalnie też nienawidzimy), albo innej postsowieckiej republiki azjatyckiej, gdzie wzorem Kaczyńskiego rządzi jeden człowiek, najczęściej były I sekretarz partii i jego rodzina.

Ostatniego dnia stycznia br. Mimo epidemii i obostrzeń, jak co roku tysiące z nas Polaków wyszły na ulice z puszkami by zbierać pieniądze dla „Owsiaka”, bo tak przez blisko 30 lat nauczyliśmy się nazywać tę imprezę. Imprezę hojności jednych dla drugich. Tym razem dla małych dzieci, których los „obdarował” niedoskonałością zdrowotną. Nie ma dzisiaj szpitala w Polsce, w którym by nie korzystano ze sprzętu  zakupionego przez sztab Jurka  podczas leczenia. I dzieje się to mimo szerzonej nienawiści ze strony Kościoła katolickiego oraz skrajnej prawicy. Orkiestra gra dalej bo tak chce większość Polaków tych w kraju jak i na obczyźnie. Dlatego pozwólcie drodzy Czytelnicy że wyrażę osobistą nadzieję, iż obserwując tę piękną już tradycję świątecznej orkiestry, słuszne niekończące się protesty Polek po pozbawieniu Ich prawa do legalnej aborcji, można mieć nadzieję, że wzorem Irlandii i ostatnio Argentyny, kobiety polskie nie licząc się nawet z brutalnością kaczej policji prędzej lub później wywalczą sobie europejskie prawa do zdrowia, uśmiechów i szczęścia.

 

                                        

piątek, 29 stycznia 2021

MOJE RODZINNE WSPOMINKI



Kondukt pogrzebowy zbliżał się do zardzewiałej furty starego, wiejskiego cmentarza. Dzień był paskudnie wietrzny i dżdżysty. Czterech mężczyzn, w tym ja ściągnęło z żuka trumnę i z obawy przed groźbą wywrotki nie pakowaliśmy jej na ramiona, jeno trzymając za uchwyty wnieśliśmy na miejsce świeżo wykopanej mogiły  by tymczasowo spoczęła na dwóch żerdziach, zanim zostaną odprawione obowiązujące egzekwie. Ksiądz proboszcz, chowający się pomiędzy żałobnikami przed zacinającym deszczem, czynił wszystko by jak najbardziej skrócić ten obrządek i udać się na plebanię, gdzie oczekująca na niego z późnym śniadaniem pulchna gosposia mizdrzyła się przed lustrem. Tymczasem  księżulo, o którym krążyły po całej parafii przeróżne pikantne opowiastki wydobył zza pazuchy metalowe zastępcze kropidło i machając nim w kierunku trumny wymamrotał słowo amen, niejako kończąc owo spotkanie rodzinne. Ponieważ pogrzeb zaliczał się do tych jak najbardziej oszczędnych, bez fachowców zakładu pogrzebowego, za pasy chwyciło kilku przyjaciół domu zmarłej, by po chwili nieboszczkę oddać w objęcia  matki Ziemi. Skacowany kościelny, który poprzedniego dnia pobrał zaliczkę pogrzebową, ledwo ruszał łopatą, denerwując tym żałobników.  Przemarznięty do szpiku kości mój ojciec krzyczał: Szybciej do cholery panie kościelny. Ja stary, gdyby to nie chodziło o grzebanie mojej żony już dawno bym zawalił ten dół. Kościelnego to nie ruszało, dalej z szacunkiem do nowo zakupionej łopaty, powolutku napełniał ziemią dół wiecznego spoczynku. Dużo wnerwionych na pogodę uczestników smutnej imprezy udało się w drogę powrotną do swych domostw, zaś ja wraz z  bliższą i dalszą rodziną do miejsca poczęstunku zwanego stypą. Wszyscy niezależnie od płci, chcąc ratować się przed ewentualną chorobą, trzęsącymi się rękami chwycili za szklanice z czystą żytnią. Niech Jej ziemia lekką będzie, w gardła nasze i temu podobne zawołania zamykały usta uczestnikom, którzy z przyjemnością pochyliły się nad parującym rosołem z makaronem własnej roboty. Dzisiaj po  upływie kilkudziesięciu lat, gdy wiekiem już dawno „przerosłem” w swoim czasie grzebaną mamę, od czasu do czasu, ze względu na własną niesprawność, dzięki grzeczności członków rodziny staram się dbać o tenże grób rodzinny, który wypełnił się moimi najbliższymi. Tymczasem proboszcza ze względu na uświęconą chuć, biskup płocki zamienił z innym sukienkowym z nieodległej parafii. Poszedł mu na rękę, bowiem w dotychczasowym miejscu ponoć "przeleciał" co ładniejsze parafianki, z dumą chwalił się do powożącego go w ramach tzw. kolędy. Wierzę w każde słowo, bo powożącym go był mój najbliższy członek rodziny. Niestety też już od ponad dwóch lat spoczywa na tym samym wiejskim cmentarzu. Zebrało mi się na wspomnienia zaraz po tym gdy telewizja pokazała innego wypoczętego byczka "zaliczającego" wiejskie panienki i młode mężatki, torując im swym fiutem usłaną różami drogę prosto do nieba.

wtorek, 26 stycznia 2021

RASPUTIN NASZYCH CZASÓW




To Rydzyk. Ojciec Tadeusz Rydzyk, hochsztapler osiadły w Toruniu. Osiadły wtedy, gdy na drodze mojego dość pokrętnego życia Toruń stanowił jeden z etapów  Wtedy to właśnie Rydzyk swym jestestwem zapaskudził to piękne miasto. Historia powiada , że średnio co kilkaset, a często co   kilkadziesiąt  lat  świat nawiedza coś (ktoś) podłego. Jak nie Hitler lub Stalin to sraczka. Jak nie Rasputin to właśnie cwaniak Rydzyk. Tyle że Rasputin wplątał się w otoczenie cara i bojarów rosyjskich, a szczególnie ich żon i kochanek, czyli bogatych prostaków. Rydzyk zaś ulokował się swym prostym, ale łzawym językiem wśród biedoty mało intelektualnej, do uszu której najłatwiej trafiały  zbawienne kazania o siłach ich wykorzystujących. Hitler swe ofiary znalazł w Żydach, Rydzyk podobnie. Sprawdziła się ścieżka po której już łazili tacy jak polityk Dmowski, ale też odziani sutannami, między innymi kardynał Wyszyński i inni żydożercy. Zestawienie obu postaci działa na korzyść Rydzyka, bo przez głupie podpowiedzi Rasputina car nie tylko przegrał bitwy w pierwszej wojnie światowej ale i własne życie wraz z rodziną. Rydzyk na wojnę się nie wybiera, ale i nie sypia z Kaczyńskim, bo nie ma takiej konieczności. JK ma sierściucha. Do łóżka ojca dyrektora damom emerytalnym a nawet przedśmiertnym także bywa ochota, tyle że on nimi gardzi, ale tylko nimi, a nie ich majątkami. Jest czas zarazy. Koronawirus zbiera obfite funeralne żniwo,  Kaczyńskiemu to nie przeszkadza, byle utrzymać władzę nad narodem. Tym ciemnym i tym nieco wykształconym i mu się to udaje dzięki stworzonej wokół siebie elicie dobrze sytuowanej finansowo w postaci stanowisk, wysokich odpraw i innych fruktów. Biedota zaspakaja się ochłapem 500+ zamiast iść do pracy. Tak się robi karierę polityczną. Majątek narodowy trzymany w łapach PiS trafia do swoich, miernych ale wiernych, wspartych Kościołem katolickim. Przykładem niech będzie rozstrzygniecie konkursu na laureata w przedmiocie walki z przemocą w rodzinach, gdzie wyłoniony zwycięzca walczył o nagrodę w wysokości 50 mln złotych. Zwycięzcą wg pisowskiej komisji został niejaki, nikomu nie znany ksiądz Olszewski ewangelizator, były egzorcysta.  Jest ich coraz więcej od czasu gdy Kaja Godek została posłanką PiS, a niejaki Bosak chce być następcą Dudy. Olszewski miewał w mediach pisowskich kontrowersyjne wypowiedzi. Ponoć dostawał SMS od szatana i wypędzał z dzieci duchy Harry Pottera. Jedną z weganek nawracał salcesonem. Pewno przeterminowanym. Tak pisze wolna prasa i nie ma to nic wspólnego ze złośliwością. Przyznam, że nie chce mi się dalej rozwijać tematu, bo piszę ten tekst przed sobotnim pachnącym obiadem, a ten temat zajeżdża kloaką i obrzydliwością. Życzę zatem miłej rodzinnej kwarantanny, podobnie jak sobie a także przyjaciołom. Jestem wolny od kaczego widzimisię. Nie obrażając Konstytucji wybory korespondencyjne w maju olałem, bowiem one nie maja nic wspólnego z ustawą zasadniczą, a zaliczam się do zdyscyplinowanych obywateli RP.


                                                                                 

                                                                            

 

 

WIARA I NAUKA

Te dwa wyrazy pasują do siebie jak wół do karety, a mimo to wielu, nawet dość wykształconych ludzi (w tym duchownych), popisuje się swoją er...