poniedziałek, 14 października 2019

AFE, ALE SMRÓD!



W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demencję babinki majątkowo wykorzystała zakłamana partia uładzona wraz z jej elektoratem przez szafarzy sakramentów za pieniądze wszystkich podatników. Był czas że  jako dziecko, nie mogłem zrozumieć zasady związanej z „odwrotną proporcjonalnością”. Dziś mam dowód na jej logiczność poprzez fakt, iż im mniej wiernych w kościołach na niedzielnych mszach, tym Kościół bogatszy psia go mać. To dowód nie tylko na prostą w gruncie rzeczy zasadę arytmetyki, ale i na cuda,  przed wiarą w które do dziś się wzbraniałem. Aliści popatrzcie tylko moi Rodacy. Jakże łatwo Rzeczpospolitą obrócić w chujnię niepospolitą. Wystarczy jak swoją chciwą łapę do sprawy przyłoży kler. Już niegdyś tak było, na pięć minut przed zaborami a historia bardzo rzadko powtarza się jako farsa. Czy przypadkowo nie czas na umieranie?.



sobota, 12 października 2019

MIŁY GOŚĆ Z ZAŚWIATÓW




Babcia?. Nasza Babcia Aleksandra Franciszka?, krzyknąłem już w drzwiach wejściowych, najgłośniej jak się dało, z przeogromnym zdziwieniem i przerażeniem!.
 A kto?, mój wnuczku. Przecie nie ksiądz Alfons z Łopacina!
No ale przecie od dziesięcioleci Babcia nie żyje!.- 
Zgadza się. Jestem na przepustce. Należała mi się, to wzięłam ją, przynajmniej dzieciaki odwiedzę, wnuki policzę, a  pewno i prawnuków zatrzęsienie?. O pra, pra nie wspomnę. A może byś mi jak dawniej na powitanie zagrał coś na organkach, coś wesołego, np. Serdeczna Matko, albo Orszak Anielski. Sam wiesz co lubiłam.
Wpatrzony w jasną poświatę otaczającą moją Babcię, w jej, jak zwykle przypięty warkocz, opadający swobodnie na chude plecy, w jej rumieniec na policzkach, stoję i ani nie drgnę, ponieważ dla mnie niedowiarka sytuacja jest w dwójnasób przedziwna nawet zatrważająca. W każdym razie dla podobnego laika jak ja nie do uwierzenia.
- No nie stój tak jak widły w gnoju, chodź przywitaj się. Wyrosłeś, a nawet już mocno zdziadziałeś mój najstarszy wnuczku. Szkoły pokończyłeś?, ożeniłeś się porządnie?, emeryturę chociaż masz? modlisz się do swojego patrona Antosiu?, a warto, to bardzo porządny święty, bardzo pomocny przy zgubach. Widuję go często na łąkach niebiańskich, jak pochylony czegoś tam szuka, bo ludzie gubią wszystko na potęgę. Mówił mi że ostatnio pomógł znaleźć drogę do niebios twojemu bratu, który pobłądził i o mały figiel nie poleciałby wprost do czyśćca. Chociaż prawdę mówiąc na pewno by mu się to należało, no ale komu by nie. Wiem, wiem, moje dzieciaki też już w zaświatach, widuję je w tym tłumnie zbawionych. Nawet dobrze sobie radzą. Cięgle tylko bawią się w zielony różaniec i politykują, albo grają w „zgadnij kto dzisiaj umrze”. A ty wnuczku też politykujesz?. Ponoć jutro macie wybory. Pamiętaj, głosuj na każdego byle nie na partię tego obłudnika i kłamcę, ledwie chodzącego spróchniałego urojonego zbawcę narodu., o którym wszyscy Polacy w niebiesiech mówią że zniszczył nam kraj, zadarł koty z Unią, okradał państwo, by dawać swoim. Wiem, dzisiaj jest cisza wyborcza, ale mnie ten wasz zakaz wisi jak oszukańczy zardzewiały medalik z Lichenia za sto złotych.. Taki Janosik, psia go mać, przepraszam za przekleństwo. Mówi się w kuluarach, że choćby resztę życia, dniami i nocami leżał krzyżem w kościołach, jego miejsce jest wyłącznie w piekle. Wiem co  mówię, a wiem z pierwszej ręki od zaprzyjaźnionego diabła, który posługuje od ostatnich wyborów samemu Belzebubowi. Czekają tam na niego. Nic mu już nie pomoże, nawet ten, jak mu tam, niejaki Jędraszewski, ksywka zaraza, jak słyszę to też dobre ziółko. Twój dziadek Józef o mały włos też dał się mu oszukać.
Podszedłem z drżącymi nogami i jeszcze bardziej drżącą brodą do jasnej postaci nie wymawiając ani słowa. Po kilku minutach oswoiłem się na tyle, iż w miarę swobodnie mimo chłodu bijącego z jej postaci babcię przytuliłem. O już, już, nie ściskaj mnie tak mocno, bom nie zrobiła badań okresowych i możesz się zarazić jakąś tam po waszemu sepsą czy innym cholerstwem, przepraszam za bluźnierstwo. Nauczyłam się niechcący tych brzydkich słów od jednego takiego Himilsbacha, ciekawy gość, może go nawet znasz?.
- Znam Babcinko moja, znam,  ale on nawet tu na ziemi lubił sobie pobluźnić, i za to go lubiliśmy. Bardzo równy gość, żałowaliśmy go że odszedł na wieki, ale skoro tam w niebiesiech m.in. Ciebie zabawia, to niech już tak pozostanie.
My tu gadu, gadu, czas przepustki tracimy na pierdółki, przepraszam za brzydkie słowo, a ja mam jeszcze kilka odwiedzin. Umówiłam się jeszcze za życia z sąsiadkami, koleżankami z kółka różańcowego, że o nich nie zapomnę. Ciekawe co u nich, bo nie wszystkie trafiły do królestwa niebieskiego, sprawdziłam to. Być może, myślę sobie, że trafiły do piekła, albo w inny sektor, być może nieświadomie sprzyjały obłudnie za jakoweś tam pincet plus i trzynastkę komu nie trzeba, a to u nas mocno karalne, podobnie jak trollowanie.  Dowiem się. Tymczasem wnuczku głosuj na swoich, bo oni chociaż wątpiący to jednak dobrzy ludzie. Znam kilkunastu z mojego otoczenia. Miło ich posłuchać, znają wieści z pierwszej ręki, chociażby od pana Wojciecha J., który ma telepatyczny, bezprzewodowy kontakt z Adrianem Z,  Robertem B i Włodkiem Cz. Zresztą co ci będę mówiła, sam wiesz, jak to było w konspiracji lewicowej, o co niesłusznie miałam do ciebie pretensję. Pamiętaj, wraz ze swoją rodziną, która pozostaje na zawsze moją rodziną, nie głosuj na listę numer 2, bo piekło czeka. Zanim się pożegnałem, już się obudziłem a następnie pomyślałem: Kurde, mimo  blisko 140 lat, bo babcia umierała w wieku zbliżonym do setki, moja Babcinka jakoby odmłodniała, nabrała ogłady politycznej i w ogóle pozostała postacią nie z tej ziemi.


środa, 9 października 2019

A JEDNAK RAJ




                 Prawicowa reprezentacja katolickiej Polski w Brukseli. Żenada.
Posłużyłem się tytułem z jednej w Polsce wydanych książek Mariusza Szczygła, chyba największego znawcy naszego sąsiada - Czech. Przeczytałem tę książkę "haustem", bez odkładania jej na bok na czas posiłków z wyjątkiem przymusowych czynności natury fizjologicznej. A było warto. "Zrób sobie raj". Pod tym tytułem kilka lat temu powstał mój niniejszy felieton, który wywołał, szczególnie wśród zapiekłych polskich katolików gniew, jakobym promował w naszym katolickim bajorku aborcję, i krytykował m.in. tradycyjne chrześcijańskie pogrzeby z uczestnictwem księdza i wykorzystaniem trumien.  Aborcję, z której w rzeczywistości najbardziej korzystają Polki. Otóż upłynęło 10 lat, książki pana Mariusza są nadal nagradzane przy każdej możliwej okazji w Europie, a na podstawie jego autorstwa grane są sztuki teatralne.  Właśnie pan Mariusz otrzymał koleją nagrodę NIKE z rąk właśnie Polaków, za książkę "Nie ma". My Polacy mieszkamy po sąsiedzku z narodem, którego nie  znamy. W środkach przekazu o Czechach praktycznie nie usłyszymy nic, bo wieści które stamtąd płyną nie bardzo pasują do naszego grajdoła, czyli katolickiej zapyziałej Polski. Po to w telewizji rządzi Kurski , po to uwiązani jesteśmy zapisem o przestrzeganiu wartości chrześcijańskich, w skrócie WC, po to mamy ministra Glińskiego, pastucha moralności z nominacji Kościoła. Czechy jako naród nie mogą stanowić dla nas żadnego wzorca. Dlatego nie warto cokolwiek od nich adoptować na nasze podwórka. Nawet raczej nie wolno.
Czechy, państewko cztery razy mniejsze od naszego kraju z dziesięciomilionowym narodem. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat obywatele nad Wełtawą stworzyli sobie prawdziwy raj. Dosłownie, polski czytelniku, dosłownie. Gospodarczo dużo lepsi od wielu sąsiadów. Kraj czysty, dbający nie tylko o kulturę otoczenia ale i szczycący się wielkimi twórcami w dziedzinie literatury, muzyki czy filmu. Kraj, który w swojej historii doznał, tak jak my wielu okupacji i zaborów ze strony obcych mocarstw. Począwszy od Cesarstwa Rzymskiego, poprzez długie lata Czechami zarządzali Habsburgowie. Tak jak nas nie oszczędził ich też Hitler. A my Polacy z głupoty politycznej, podlizując się Adolfowi zajęliśmy im także kawałek terytorium pokazując światu naszą mocarstwowość sanacyjną. Do dzisiaj Czesi nie mogą nam zapomnieć owej opiekuńczości. Dzisiaj z przymróżeniem oczu podziwiają sąsiada Polskę, gdzie szef NIK zarządza pokojami na godziny, zaś marszałek Sejmu zażywa rozkoszy w burdelu.
Zrób sobie raj, taki jaki mają Czesi proponuje Mariusz Szczygieł, który jako obywatel polski, po równo czuje się Czechem. Zna doskonale ich język, kulturę, historie i literaturę.
Ich raj to: dostatek dla wszystkich obywateli, minimalne bezrobocie (dla tych co nie chcą się brudzić robotą), wolność przekonań (ta prawdziwa), wolność wyznania (ta prawdziwa), publiczna wolność orientacji seksualnych (ta prawdziwa), dostęp do badań in vitro z partycypacją finansową państwa, aborcja na życzenie, możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne, dostęp wzorem Holandii do miękkich narkotyków. Z lupą szukać zarówno ludzi buszujących w śmietnikach jak i w psich gównach na ulicach i trawnikach. Osobiście byłem kilka lat temu w Czechach. Potwierdzam fakty.
A jak to się stało, że Czesi mogli sobie zafundować aż tak demokratycznie postrzegany raj?. Ano tylko dzięki temu, że państwo jest rzeczywiście oddzielone od Kościoła (w Czechach o tej instytucji pisze się małą literą). Od Kościoła katolickiego, który nam właśnie we wianie do Dąbrówki (Dobrawy) wcisnęli w roku 966. Po latach sami wyzbyli się tego ciężaru, a na nas spoglądają z ironią i współczuciem. Dzisiaj 80% obywateli Czech przyznaje się do ateizmu. Małe, stare kościółki odwiedza tylko 5% katolików. Pozostałe 15% stanowią różni innowiercy od muzułmanów poprzez luteranów, Żydów i prawosławnych. Wszyscy oni nie praktykują swoich wyznań, bo nie ma praktycznie czynnych świątyń. Na terenie Czech nie buduje się żadnych bunkrów kościelnych typu Licheń czy Świątynia Opatrzności Bożej, nie mówiąc już o pomnikowych kiczach papieskich czy też wysokościowych rekordach Chrystusowych. Ponieważ Czesi mają bardzo swobodne relacje do wyznawanych, bądź w ogóle niewyznawanych religii, przeto i wszelkiego rodzaju obyczaje zamykają się w tej konwencji. Śmierć w rodzinie nie stanowi żadnego powodu do żałobnych zachowań. Często rodzina jest powiadamiana o czyimś zejściu z padołu dopiero po pogrzebie, który ma charakter bardzo obojętny emocjonalnie bez teatralnych wzruszeń. Wyjątki stanowią pogrzeby dzieci i ludzi młodych. Pogrzeby odbywają się bez udziału osób duchownych, w bardzo skromnej oprawie. Ponad 90% zwłok zmarłych poddawana jest kremacji. Zdarza się i nie jest to odosobnione, że urna z prochami zmarłego członka rodziny przez całe miesiące stoi na półce w krematorium, bo nie ma jej kto odebrać, by złożyć w ziemi lub rozsypać we wskazanym przez zmarłego miejscu. Strój żałobny nosi się tylko w dniu pogrzebu. Ot, to taka dziwna dla nas ciekawostka.


I jeszcze coś chyba ważnego. Czechy były zawsze spowite prawdziwym sowieckim komunizmem. Czesi mieli gorzej niżeli Polacy mieszkający w "wesołym baraku." Żadnych własności prywatnych, w tym rolnictwa, żadnego prywatnego rzemiosła. Inwigilacja artystów i przeciwników ustroju była na porządku dziennym. I może właśnie dlatego ten naród potrafił sobie zbudować po roku 1990 prawdziwy raj. Raj który uleczył mocno okaleczone komunizmem społeczeństwo.
Kościół w Czechach jest biedny jak mysz. Tam żaden z członków rządu lub władz terytorialnych nie wpada na pomysł zapraszania na państwowe imprezy księdza a nawet prymasa, do którego ludzie zwracają się per proszę pana i nikomu nie przychodzi do łba, by go całować po rękach. Nie ma tam rzeszy kapelanów zatrudnionych począwszy od szpitali poprzez wojsko, policję, aż po kluby sportowe. Nie ma obowiązkowej religii w szkołach i nie do pomyślenia jest, by przerywać szkolne zajęcia na jakieś rekolekcje czy też uczestnictwo w kościelnych nabożeństwach. Nie spotkasz w klasach szkolnych symboli religijnych. Państwo księżom płaci pensje, a oni odprowadzają należny podatek i sami się ubezpieczają. Nigdy nie przyszło do głowy rządowi Czech aby oddawać w klesze ręce majątki wzorem pomrocznej Najjaśniejszej. Wszystkie historyczne katedry pozostają własnością państwa a nie Kościoła, których wnętrza wykorzystane są na galerie i wystawy. Czechy nie uwiązały się z Watykanem konkordatem, mimo zabiegów naszego JPII. Ciekawostka: Na spotkanie z Benedyktem XVI do Pragi przybyło ponad 100 tysięcy wiernych, 68% to Polacy zza miedzy. To coś nam mówi.
Na koniec, oczywiście jako czytelnik powtórnie gratuluję udanej książki panu Mariuszowi. Ta książka otwiera oczy wielu nam nad Wisłą, ale zanim ją otworzymy na tyle byśmy przejrzeli rozumem, musimy wybierać ludzi, dla których słowo Polska, naród, Ojczyzna nie będzie się kojarzyć ze słowami posłów skrajnej prawicy "Polska może być biedna, byle była katolicka". A tymczasem wybieramy do stanowienia prawa talibów katolickich, półidiotów a nawet pełnych z przekonaniem, że są to ludzie, co to pozjadali wszystkie rozumy. Jest okazja, mamy kolejne wybory. Kojarzy mi się w tym miejscu przypadek, jak to Mozart poprosił cesarza Franciszka Józefa ,by ten ocenił jego operę. Gdy sztuka dobiegła końca publiczność, a przede wszystkim kompozytor słyszą jakże mądry werdykt." Za dużo nut", powiedział JCM. Wątek ten w swoim filmie umieścił Milos Forman, też Czech. Franciszek Józef, jako obsrywany przez muchy cesarz przywoływany był w powieści "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka" Jarosława Haska, a jakże, też Czecha. " Właśnie podobnych mędrców nasi wyborcy umieszczają w polskim parlamencie, a nawet w Brukseli. Oni stanowią nasze prawa.... i obowiązki. Co to za wartości, przekonujemy się na co dzień w korespondencji z UE. Jak to się stało, dlaczego Czechom udało się wyjść na ścieżkę takiej normalności?. Właśnie dlatego, że szybciej poznali się, (już od Husa) na obłudzie i hipokryzji kleru katolickiego. Na lepkich rękach do grabieży i zaboru mienia państwowego. Na rozpuście i zaprzaństwie wypasionych byczków w sutannach, którym dobrobyt materialny sprzyja niemoralnym zachowaniom, najczęściej w stosunku do dzieci. Tu jest ich niebo, bo w gruncie rzeczy przecież w inne nie wierzą.
......................................................................................................................................
Zdjęcia: FB.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

wtorek, 1 października 2019

BLOGOSŁAWIMY CIĘ "MARYŚ"


Przeogromnie zasłużony dla polskiej wolności, finansów i demokracji, bohaterze narodowy blogoslawimy cię: My i cały ogłupiony przez PiS naród, ba, ewangelicznie blogosławi cię zapewne również wirtuoz słowa i miotacz miłości do braci LGBT, abp Marek Jędraszewski, w końcu krakowianin, czyli twój ziomal chłopie, mający na oku twoją grzesznie kurewską kamienicę. Marian Banaś, żelazny prezes NIK, kumpel złotych gangsterów, ale i najwyższych pisowskich władz Polski dopiął swego. Sejmowa komisja do spraw kontroli państwowej pozytywnie zaopiniowała jego wniosek o odwołanie trojga „nieprawych” wiceprezesów Izby i powołaniu w ich miejsce jednej, ale za to poblogosławionej przez innego prezesa, wiceprezes Małgorzaty Motylow. Prywatnie znajomej bratanicy prezesa Marty Kaczyńskiej, u której bawiła się na którymś tam z kolei ślubie. Zagadka: która przyjaźń jest wydajniejsza i bardziej opłacalna, Motylow z Kaczyńską, czy też Banasia z „gangsterami”, podpowiem, że obie te przyjaźnie się przenikają, jak odcienie kolorów na podłych bohomazach. Okazuje się że Banaś im, czyli PiS mocno się zesmrodził. Sprawa bardzo rozwojowa.
Małgorzata Motylow jest bliziutką znajomą Marty Kaczyńskiej i jak donosi „Fakt”, dzięki tej znajomości kariera urzędniczki nabrała niebywałego tempa. Przez kilkanaście lat była szeregowym pracownikiem w  oddziale NIK, ale ostatnio pięła się w górę. Została powołana do Kolegium NIK – jednej z najważniejszych jednostek tej instytucji. Teraz będzie jedyną zastępczynią blogosławionego Banasia. A co?! Chwalmy Pana i jego rodzinę. Rozległą rodzinę pisowską. Blobosławimy cię Maryś i twego uzdolnionego synka Jakubka.
Zdjęcia: FB.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

sobota, 28 września 2019

NASZ KOBUSZ UKOCHANY


Zmarł Jan Kobuszewski. Nasz ukochany Kobusz. Artysta przez bardzo duże  A, pod każdą postacią jaką mu przyszło odtwarzać. Artysta uwielbiany przez każdego, niezależnie skąd pochodzi i co  sobą  reprezentuje. I tylko jakowyś wiejski, kompletny trefniś, a nawet idiota, jakich mamy w bród mógłby temu zaprzeczyć. Kobusz ukochany w kabarecie Olgi Lipińskiej, Kobusz ukochany w Alternatywy 4, Kobusz ukochany w kabarecie Dudek Dziewońskiego. Kobusz ukochany w Czterdziestolatku. Kobusz ukochany w Szekspirze jak i Witkacym. Kobusz ukochany podczas prezentacji każdej roli jaką Mu  powierzono. Po prostu Kobusz ukochany i na tym poprzestanę. Jan Kobuszewski był spokrewniony z kilkoma innymi postaciami kabaretowo  komediowymi, m.in. z Pawłem Wawrzeckim, Zborowskim i Zaorskim. To naprawdę znakomita rodzina która zapisze się w temacie, jak pobudzić radośnie naród cierpiący pod czerepem komunizmu moskiewskiego. Powiem tak: Wraz z moim drogim mojemu sercu kolegą Bogusiem zwanym Kaktusem, który niedawno odszedł do wieczności, Kobusza uważaliśmy za naszego trzeciego brata. Gdyby grób Janka Kobuszewskiego znajdował się bliżej mojego miejsca zamieszkania, moim, który wiekiem  zbytnio nie odbiega bohaterowi, to  Kobusz z mojej ręki codziennie mógłby się spodziewać świeżego kwiecia na swojej płycie cmentarnej. Chwała Tobie Mistrzu. Śpij spokojnie, boś na to jak mało kto zasłużył. Śpij z uśmiechem, którym natura Cię tak hojnie obdarzyła i którym potrafiłeś się dzielić z milionami widzów.

środa, 25 września 2019

DRZEWA UMIERAJĄ NA STOJĄCO



                                                                                                      Dwaj rozmodleni pseudoekolodzy.
Tytuł felietonu nie ma nic wspólnego ze sztuką Alejandro  Casony pt. „Drzewa umierają stojąc”, ani też z mistrzowską grą tejże na deskach teatralnych przez niezapomnianą Mieczysławę Ćwiklińską. Tak, owe drzewa w przenośni umierały na stojąco. Co ciekawe, drzewa z mojego posta nie umierały z powodu starości lub chorób próchnicowych. Umierały z powodu zbrodni popełnianych przez pisowskiego (o ironio) ministra środowiska Jana Szyszkę na żywym organizmie Puszczy . Zasłużony dla każdej ustrojowo ojczyzny Jan Szyszko, to serdeczny przyjaciel Rydzyka, prezesa Kaczyńskiego i innych dewiantów. Powtórzę więc.Umierały z powodu zbrodni popełnianych na zdrowej tkance flory, żyjącej tam od setek lat. Ta zbrodnia była popełniana z błogosławieństwem innych zbrodniarzy.   M.in. podłych kapłanów katolickich: Czyjegoś tam  „łojca” bezdzietnego ks. Tadeusza Rydzyka i  kapelana myśliwych i Lasów Państwowych  płk. ks. Tomasza  Duszkiewicza, który swój luksus życia okraszał rozwieszaniem na plebanii poroży wielu zwierząt będących pod absolutną ochroną, m. in rysia. Skórę rysia wypchał, być może innym trofeum. Te zwierzęta, które w imię św. Franciszka ze zwykłym bandytyzmem zabijał, umilały mu i kumplom wystawne  wieczory. Zabijał w chronionych puszczach z różańcem w kieszeni i Niepokalaną Maryją na ustach. A drzewa puszczańskie?. No cóż ten całodzienny urobek harwesterów mimo masowych protestów, skrzętnie był wywożony do zainteresowanych inwestorów budowlanych. Pieniążki liczone w milionach, z kolei płynęły do kieszeni hochsztaplera Rydzyka. Ręka rękę myje, mówi przysłowie, dlatego 


Szyszko w rewanżu kasował do kieszeni jako wykładowca w maryjnej szkole (też Rydzyka)  do niedawna 600 złotych za godzinę lekcyjną. To było ponad osiem lat temu. Pewno dzisiaj ta zasłużona kwota jest co najmniej podwojona. Szyszko  jako minister od ochrony przyrody, podobnie jak jego przyjaciel Duszkiewicz, zabijał stworzenia boskie z upodobaniem.  Dla trofeów specjalnie zakupił starą stodołę, z której kosztem diabli wiedzą jakich źródeł zrobił salon wystawowy, bo gdzież można ulokować aż tyle poroży i wypchanych ofiar puszczańskich.  Drzewa  w tych puszczach umierały na stojąco, a zamiast krwi ciekły z nich soki. Zwierzyna zaś ginęła w dwojaki sposób, w biegu albo także na stojąco. Zamiast posoki wyciekała z nich ciepła krew zwana farbą. W boleściach, których nigdy nie zaznał na sobie ani Szyszko, ani Duszkiewicz, ani inni ich pobratymcy o zbrodniczych charakterach. A krew ofiar?, no cóż służyła im podczas okazjonalnego pijaństwa do umazania twarzy  by upodobniać się na prawdziwych jurnych, męskich zwycięzców. To prawdziwi katolicy, bo i czyny ich są na wskroś katolickie i zbawienne. W Polsce prawie w każdej plebanii obok krzyża i trofeów wisi fuzja i sztucer, ponieważ ewangelia poucza iż, stwórca nakazał czynić ludziom ziemię sobie poddaną. Drzewa i zwierzęta umierają stojąc, ich kaci zapewne pomrą na leżąco. Zasłużyli sobie poprzez obłudną modlitwę na taki luksus.

poniedziałek, 23 września 2019

ZGNILIZNĄ CUCHNIE NA KILOMETRY



Każdy „pierd" Kaczyńskiego i Morawieckiego słychać z narastającym natężeniem, a jak go czuć!???. Jak przeterminowany lizol. Dziwna dla mnie i zapewne dla wielu jest masowość wąchaczy tych pierdów gromadzących się wokół Kaczyńskiego na tzw. konwencjach wyborczych. Otóż ten tajemniczy czar lejący się z sylwetek i inteligencji prezesa i premiera jest na tyle ogłupiający, podobnie jak pigułka gwałtu, iż dziesiątki tysięcy ich sympatyków (niekoniecznie o przekonaniach prawicowych, raczej przykościelnych) gotowa iść za nimi w ogień. Dziś, na kilkanaście dni przed wyborami mogę śmiało stwierdzić że partia rządząca (PiS) wybory te wygra z nawiązką. Wygra, ponieważ opozycja nie potrafi przekonać społeczeństwa do swoich racji. Nie potrafi też pokazać całego zła jawiącego się na każdym kroku w uprawianiu polityki przez Kaczyńskiego, który bez żenady, bez żadnych hamulców, bez poszanowania zasad konstytucyjnych  dyktuje gotowe wyroki takim instytucjom jak Sąd Najwyższy oraz Trybunał Konstytucyjny. Czyni to na bezpośrednich spotkaniach kawusiowych z decydentami. Opozycja z kretesem wybory przegra ponieważ nie potrafiła postępować wedle wzorów płynących od przeciwników politycznych. To słowa pana Marka Beylina z którymi się zgadzam co do kropki.. O ile PiS sprawnie wykorzystuje kłamstwa, o tyle opozycja nie potrafi korzystać z prawdy. Bo przedstawia kolejne afery w partii Kaczyńskiego, jako oderwane od siebie Incydenty. Tu Piebiaki, „Kasta”, tam łgarstwa TVP, gdzieś obok hejt na mniejszości seksualne, opodal deforma szkolnictwa, gdzieś obok loty Kuchcińskiego, a za miedzą afera Srebrnej. Każdy z tych skandali traktowany oddzielnie traci intensywność. W dodatku znoszą się one nawzajem w medialnym hałasie.


. A przecież tylko dziś PiS  i hierarchowie mogłyby być udupieni tylko w aferach o „posmaku” seksualnego smrodu. Bo oto pisowski prezes NIK Banaś, właściciel kilku mieszkań oraz kamienic wynajmował je po części na działalność prostytucyjną.  Pokoje na godziny czynne przez kilka miesięcy przynosiły namacalne zyski, bo pogoda pogodą, a pieprzyć się chce.  Człowiek ten, pod skrzydłami Kaczyńskiego w trybie znanym tylko prezesowi awansował z prostego urzędnika na stolec szefa najważniejszej kontrolnej instytucji państwa. Inna afera z dupą w tle to afera podkarpacka, ukrywana przez lata. Otóż istnieje ukryta taśma, o której coraz głośniej, pokazująca igraszki osób rządzących oraz biskupów w owym burdelu podkarpackim. Skrzętnie chowana jest przed opinią publiczną aż do wyborów. Ponoć sam pan Kuchciński, marszałek sejmu latał samolotami rządowymi nie tylko do rodziny. Jest nagrany podczas igraszek płciowych z  czternastoletnią Ukrainką, właśnie w tym burdelu. Opisał to obserwator tych orgii,  bokser Kostecki, zamordowany w celi więziennej. Opozycja nie potrafi wykorzystać na swoją korzyść tej zgnilizny w szeregach partii rządzącej. Pewno nie chce brudzić sobie delikatnych, szlachetnych rączek , bo jeszcze przez przypadek przyklei się jakoweś gówienko pisowskie. Może i przyklei, ale trzeba walczyć z przeciwnikiem z otwartą przyłbicą a nie przez pokazywanie wychuchanej, grzecznej kandydatki na premiera pani Kidawy Błońskiej, która na takowe stanowisko się absolutnie nie nadaje. Nie na te czasy,  zbyt „jedwabista”. Tylko 25% społeczeństwa wierzy że PiS może stracić władzę i ja osobiście do tych procentów się zaliczam. Przy takich ślamazarnych konwencjach na opozycji, przegrana PiS byłaby cudem, a cuda jak wiemy raczej zdarzają się przykościelnej części elektoratu. Zatem można by się tylko powiesić z bezsilności, ale po co?. Nam staruszkom, do których należę już wiele nie potrzeba, a zjawiska wyrażające się złodziejstwem, brakiem sprawiedliwości społecznej, zgnilizną moralną Kościoła i rządzących, zatrutym powietrzem id, itp., można puszczać mimo uszu i mimo oczu. Amen.


AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...