niedziela, 27 października 2019

ZAKŁAMANA WŁADZA, ZAKŁAMANY KOŚCIÓŁ



Mam na myśli obrzydliwy polski Kościół katolicki – na Zachodzie zwiewny, delikatny w głoszeniu „prawd wiary”. ., nasz z kolei prostacki, spod siekiery, toporny, prymitywny jak średniowieczne radło, albo jak tęczowa zaraza - Jędraszewskiego, którego biskupem-chamem zrobił nasz święty Karol Wojtyła. Kościół jako najbardziej chciwa instytucja. Kościół żerujący na rządzących, którym nagania wyborców w ramach rewanżu, strasząc ich ogniem piekielnym (ziemie i pałace za złotówkę). Kościół głoszący  średniowieczne wzorce wychowania dzieci i młodzieży. Kościół bez empatii dla drugiego człowieka. Kościół strojący się w ciuszki błazeńskie wzorem pawi i papug. Kościół sprzedajny  i jednocześnie paplający o patriotyzmie, (rozbiory). Kościół pedofilski jako gniazdo rozpusty i gwałtów na dzieciach. Kościół pławiący się w nieprzeliczalnych banknotach NBP i jednocześnie nawołujący do dalszych ofiar na jego rzecz. Polski Kościół katolicki dotknięty paraliżem nauk medycznych WHO i naturyzmem LGBT, jednocześnie praktykujący w coraz szerszym zakresie pedofilie zgodnie z zasadą „aby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Polski Kościół katolicki ma twarz abp Sławoja Głódzia, którego mało świadomy prezydent  Lech Wałęsa zrobił generałem automatycznie z plutonowego, a który emanuje chamstwem i nieokrzesanym despotyzmem w stosunku do podwładnych i wiernych.  „Generał” Głodź, a jednocześnie  były kapelan wojska to największy pijak i ochlapus w historii polskiego wojska i Kościoła. Tego pijanicę młodzi oficerowie wnosili na ramionach do śmigłowca, bo sam nie potrafił poruszać nogami. Kompanów od kieliszka w międzyczasie wysyłał  na częstochowskie pielgrzymki. Był czas, że to Głódź ustawiał prawdziwych generałów i decydował o ich awansie (patologia w armii). Ten błazeński typ jest emanacją całego pogłowia polskich biskupów,  nienawidzących postępowego papieża Franciszka, zaś rozkochanych w Kaczyńskim, nieograniczonym rozdawcy majątku narodowego. Czyż zatem można szanować namiestników Boga w Polsce w postaci takich biskupów i księży: Gila, Wesołowskiego, Paetza, Jankowskiego, Głódzia, Michalika  i dziesiątków innych pomniejszych służebników pańskich odsiadujących lub jeszcze nie, wyroki za gwałty na dzieciach albo jeździe po pijaku. Mafijnie gotowi są wzajemnie się bronić. Republika Banasiowa utrwala się z dnia na dzień, a rak pisowsko-katolski kwitnie. Czyż można szanować ich wirtualnego Szefa, który ponoć  z chmur dogląda ziemskich wiernych, w którego oni prawie wszyscy osobiście niestety nie wierzą, bowiem niebo mają tu na ziemi.  Czy gdyby kraj nasz i jego rząd był inny, możliwa by  była inna ocena Polski przez Europę i świat?. Oczywiście, pod warunkiem wprowadzenia prawdziwej demokracji, prawdziwego rozdziału państwa od Kościoła, likwidacji pisowskiego totalitaryzmu, likwidacji propagandy i fałszu płynącego ze środków przekazu zarówno z mediów rządowych jak i ambon. Nienawiść płynąca z polskiego kościoła katolickiego i rządu kierowana do postępowego papieża Franciszka, z jednoczesną cichą afirmacją takich osobników jak szef NIK Marian Banaś, wokół którego kręcą się pospolici przestępcy i gangsterzy zarządzający burdelami, okradającymi państwo na miliony złotych to warunek sin qua non. Ale to długa i mozolna droga. Odwrócenie przekonań społeczeństwa karmionego ochłapami z pisowskiego stołu (500+, wszawa trzynasta emerytura)  będzie niezmiernie trudne.
Ktoś powie, że napisałem tekst jak wojujący ateista. A ja dopowiem: tak, bo z rakiem trzeba walczyć, im wcześniej tym lepiej. Niestety, wydaje się, że w przypadku naszego kraju jest już o wiele za późno. To terapia na lata, a może pokolenia. O ile pacjent zechce tak długo żyć.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

wtorek, 22 października 2019

TAK NAPRAWDĘ CZYJE TO ŚWIĘTO




Zbliża się pierwszy dzień listopada. Powód do refleksji dla milionów katolików, w szczególności zamieszkałych na polskiej ziemi, ale nie tylko. Dzień Wszystkich Świętych to dzień błagań modlitewnych za dusze zmarłych, oraz odwiedziny rodzinnych grobowców na parafialnych zwykle cmentarzach. Już któryś to raz pisałem na swoim blogu i będę powtarzał jak mantrę, że nazywanie tegoż dnia dniem wszystkich świętych jest olbrzymią aberracją, jako że na cmentarzach nie leżą żadni święci, a w każdym razie ich wyjątki. Leżą w przeważającej części zmarli, których życiorys był obciążony pełnym worem grzechów. Na tyle pełnym, że starczyłoby na kilka rozpałek pod kotłem, by zrównoważyć grzeszny ciężar piekielnymi mękami według wierzeń pospólstwa chrześcijańskiego. Leżą tam bowiem wszelkiego rodzaju zbrodniarze i rodziny tych zbrodniarzy, szmalcownicy, wynaturzone elity, aferzyści i złodzieje. Najemnicy niemieccy i ruscy, paszkwilanci, nie płacący VAT i alimentów, esbecy, handlarze narkotykami, nieuczciwi sędziowie i inna zgnilizna moralna. Jakże więc przypisywać im wszystkim świętość, no jakże moi rodacy?. 
Moim zdaniem 1 listopada jest Dniem Zmarłych i jest to nazwa tego „święta” adekwatna do normalności. Jest wiadomym, że każda rodzina uznaje swego zmarłego za postać świętą, zgodnie z powiedzeniem, że o zmarłych się mówi dobrze lub wcale. Bo zmarły dbał o rodzinę chociaż kradł i oszukiwał pracodawcę oraz państwo, ale w końcu dostał z rąk kapłańskich ostatnie namaszczenie, a i był po katolicku pogrzebion. Katolikom to wystarczy, więc wystarczy jeno w dniu tym zapalić światełko do nieba na grobie, zapłacić za mszę i wypominki w kancelarii parafialnej i wszyscy szczęśliwi. Okazuje się, że nie wszyscy. Ci co zalegają obszar cmentarny oczywiście najmniej, ponieważ pozostając wciąż nieżywymi są okradani przez żywych katolików. Nadwiślański lud lubuje się w dewastowaniu cmentarzy i to niekoniecznie obcych katolikom wyznań. Zamroczeni alkoholem poddani Chrystusa, króla Polski, rozwalają płyty nagrobne i pomniki, łamią krzyże, a to  co da się ponownie wykorzystać sprzedają za grosze kamieniarzom. Polski cmentarz to miejsce nie tylko spoczynku zmarłych. To arena wszelkiego rodzaju innych zwyrodnień i wynaturzeń. Obok „specjalistów” od kradzieży kwiatów i zniczy, szczególnie w okolicy Dnia Zmarłych, na cmentarzach przez cały rok odbywają się czarne msze ignorantów religijnych, orgie seksualne i gwałty napotkanych tam niewiast, zaś same grobowce są wykorzystywane jako skrytki i dziuple na duże ilości narkotyków, oraz innych skradzionych przedmiotów, w tym wszelkiego rodzaju elektroniki, zanim zostaną upchnięte naiwnym nabywcom. Cmentarz polski nigdy nie umiera. Aż chciało by się powiedzieć, jak Paryż nocą. Cmentarz polski żyje. Moim dowcipnym zdaniem najbardziej poszkodowani są zmarli, których poddano kremacji w sytuacji gdy spoczywają obok pakunków z narkotykami, bo nie ma nic bardziej obraźliwego dla trupa i żywego niż „mieszanie prochów”. Powtórzę więc: Dzień Zmarłych to radosne święto dla wielu bezdomnych i bezrobotnych, więc alleluja i do przodu!



Rozmowa cmentarna: Niektórzy mówią, że istnieje życie pozagrobowe, inni z kolei twierdzą że takowe życie nie istnieje, co ty na to? – Zabij mnie jak chcesz, ale ja nie wierzę ani jednym, ani drugim. 1 listopada miliony Polaków pójdą na cmentarze by w zadumie postać nad grobami najbliższych. W czasie obowiązkowej krótkiej modlitwy spoglądać będą na sąsiednie pomniki porównując ich koszt budowy z tym przy którym stoi. Bo Polacy zgodnie z zasadą zastaw się a postaw się budują groby nie dla zmarłego bliskiego lecz dla oczu sąsiadów. Zmarłemu jest obojętne czy leży pod płytą ze złota czy też pod żywą sosną, ale nie jest obojętne to sąsiadowi. Pamiętam, że wielu polskich rolników, gdy otrzymali pierwsze pieniądze z Unii Europejskiej w ramach dopłat, przeznaczyli je na budowę trwałych grobowców rodzinnych. Jestem tego świadkiem. Miliony ton żwiru, cementu zbrojeń i innych materiałów budowlanych zużytych na funeralne budowle, miast na obiekty służące żywym, zostały bezpowrotnie zmarnowane. Jest o czym pomyśleć w dniu 1 listopada, jednocześnie zadając sobie pytanie: Dlaczego bogaci Amerykanie, Anglicy, albo Francuzi mogą wjeżdżać na cmentarze kosiarką, a my Polacy nawet hulajnogą nie.  Chyba nie dlatego, że nie wypada czymkolwiek jeździć po ziemi poświęconej?. Po prostu tam się nie zmieścimy. Zatem, wieczny odpoczynek racz im dać Panie. A my?. Alleluja i do przodu, póki żyjemy.
                                                                                
                                               


czwartek, 17 października 2019

TYLKO POZORNIE




Pozornie sprawa jest bez znaczenia. Cywilizowany Polak nie czyta wypocin z IPN. Nie zaprząta sobie pamięci watażkami  Podhala i Podlasia, których prawica polska uświęciła i gotowa jest zestawić ich obok Jana Pawła II. Nie paprzę się w niegdysiejszych brudach. Jednak niestety, nie wszyscy rodacy wdrapali się na trudne piętra logicznego myślenia. Z grzbietu  zdobnego w koszulkę ku czci przeklętych, wyrasta bezszyjnie wygolona czaszka. To on , prawdziwy Polak. Pięści jak bochny, głupota w twarzy, szaleństwo w oku i Chrobry w klapie. Coraz więcej tych zamulonych cudaków indywidualnie ale i w grupach przetacza się po kraju. Wojny nie przeżył, a już niedostosowany do życia w pokoju. Trzeba być czujnym jak Pawka Morozow. Bo też wrogowie krążą dookoła i nas prawdziwych Polaków osaczają m.in. geje, lesbije, transseksualiści, lewacy, masoni, kosmopolici, Żydy, Europejczycy, Ruskie, Szwaby, Pepiki,. Jak będzie nam normalniał świat, to mu damy w mordę. A jak naprawdę było z tymi wyklętymi?, czy to ważne? pyta red Ludwik Stomma. Dla Niego ważne, tak jak ważne dla wielu myślących czyli nas. Bo my myślący chętnie czytamy życiorys Jana Pawła II, jak i wygładzone życiorysy waszych bohaterów z Podlasia i Podhala. Tyle że w życiorysach tych drugich odnajdujemy wyłącznie zbrodnie i zepsucie moralne, 

których jesteście spadkobiercami aż do dnia dzisiejszego, czego dowodem są próby przekupstwa i fałszu wyników ostatnich wyborów do parlamentu. Jeszcze nie opadł kurz spod butów wyborców podążających do urn, a już nastąpiły próby korupcji w PiS, a konkretnie podkupienie jednego z senatorów opozycji, by przeszedł na ciemną stronę mocy, czyli do ich partii. Odmówił mimo obiecanej mu posady ministra zdrowia. Odmówił bo uczciwy. A swoją drogą moim zdaniem każdy wybrany poseł, senator a nawet radny w przypadku zdrady klubu powinien tracić raz na zawsze mandat. Bo jest to zdrada nie tylko swojego klubu ale i tysięcy, często ogłupionych telewizją pisowską i kaczymi łapówkami nie do końca myślących wyborców, których w Polsce dzięki kleszym naukom  jest multum. Kleszym, bo ryba się psuje i śmierdzi najbardziej od głowy, a  jak wiadomo symbolem Kościoła jest właśnie ryba. Okazuje się że to ta śmierdząca, czyli śnięta od 2000 lat.

                                             

poniedziałek, 14 października 2019

AFE, ALE SMRÓD!



W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demencję babinki majątkowo wykorzystała zakłamana partia uładzona wraz z jej elektoratem przez szafarzy sakramentów za pieniądze wszystkich podatników. Był czas że  jako dziecko, nie mogłem zrozumieć zasady związanej z „odwrotną proporcjonalnością”. Dziś mam dowód na jej logiczność poprzez fakt, iż im mniej wiernych w kościołach na niedzielnych mszach, tym Kościół bogatszy psia go mać. To dowód nie tylko na prostą w gruncie rzeczy zasadę arytmetyki, ale i na cuda,  przed wiarą w które do dziś się wzbraniałem. Aliści popatrzcie tylko moi Rodacy. Jakże łatwo Rzeczpospolitą obrócić w chujnię niepospolitą. Wystarczy jak swoją chciwą łapę do sprawy przyłoży kler. Już niegdyś tak było, na pięć minut przed zaborami a historia bardzo rzadko powtarza się jako farsa. Czy przypadkowo nie czas na umieranie?.



sobota, 12 października 2019

MIŁY GOŚĆ Z ZAŚWIATÓW




Babcia?. Nasza Babcia Aleksandra Franciszka?, krzyknąłem już w drzwiach wejściowych, najgłośniej jak się dało, z przeogromnym zdziwieniem i przerażeniem!.
 A kto?, mój wnuczku. Przecie nie ksiądz Alfons z Łopacina!
No ale przecie od dziesięcioleci Babcia nie żyje!.- 
Zgadza się. Jestem na przepustce. Należała mi się, to wzięłam ją, przynajmniej dzieciaki odwiedzę, wnuki policzę, a  pewno i prawnuków zatrzęsienie?. O pra, pra nie wspomnę. A może byś mi jak dawniej na powitanie zagrał coś na organkach, coś wesołego, np. Serdeczna Matko, albo Orszak Anielski. Sam wiesz co lubiłam.
Wpatrzony w jasną poświatę otaczającą moją Babcię, w jej, jak zwykle przypięty warkocz, opadający swobodnie na chude plecy, w jej rumieniec na policzkach, stoję i ani nie drgnę, ponieważ dla mnie niedowiarka sytuacja jest w dwójnasób przedziwna nawet zatrważająca. W każdym razie dla podobnego laika jak ja nie do uwierzenia.
- No nie stój tak jak widły w gnoju, chodź przywitaj się. Wyrosłeś, a nawet już mocno zdziadziałeś mój najstarszy wnuczku. Szkoły pokończyłeś?, ożeniłeś się porządnie?, emeryturę chociaż masz? modlisz się do swojego patrona Antosiu?, a warto, to bardzo porządny święty, bardzo pomocny przy zgubach. Widuję go często na łąkach niebiańskich, jak pochylony czegoś tam szuka, bo ludzie gubią wszystko na potęgę. Mówił mi że ostatnio pomógł znaleźć drogę do niebios twojemu bratu, który pobłądził i o mały figiel nie poleciałby wprost do czyśćca. Chociaż prawdę mówiąc na pewno by mu się to należało, no ale komu by nie. Wiem, wiem, moje dzieciaki też już w zaświatach, widuję je w tym tłumnie zbawionych. Nawet dobrze sobie radzą. Cięgle tylko bawią się w zielony różaniec i politykują, albo grają w „zgadnij kto dzisiaj umrze”. A ty wnuczku też politykujesz?. Ponoć jutro macie wybory. Pamiętaj, głosuj na każdego byle nie na partię tego obłudnika i kłamcę, ledwie chodzącego spróchniałego urojonego zbawcę narodu., o którym wszyscy Polacy w niebiesiech mówią że zniszczył nam kraj, zadarł koty z Unią, okradał państwo, by dawać swoim. Wiem, dzisiaj jest cisza wyborcza, ale mnie ten wasz zakaz wisi jak oszukańczy zardzewiały medalik z Lichenia za sto złotych.. Taki Janosik, psia go mać, przepraszam za przekleństwo. Mówi się w kuluarach, że choćby resztę życia, dniami i nocami leżał krzyżem w kościołach, jego miejsce jest wyłącznie w piekle. Wiem co  mówię, a wiem z pierwszej ręki od zaprzyjaźnionego diabła, który posługuje od ostatnich wyborów samemu Belzebubowi. Czekają tam na niego. Nic mu już nie pomoże, nawet ten, jak mu tam, niejaki Jędraszewski, ksywka zaraza, jak słyszę to też dobre ziółko. Twój dziadek Józef o mały włos też dał się mu oszukać.
Podszedłem z drżącymi nogami i jeszcze bardziej drżącą brodą do jasnej postaci nie wymawiając ani słowa. Po kilku minutach oswoiłem się na tyle, iż w miarę swobodnie mimo chłodu bijącego z jej postaci babcię przytuliłem. O już, już, nie ściskaj mnie tak mocno, bom nie zrobiła badań okresowych i możesz się zarazić jakąś tam po waszemu sepsą czy innym cholerstwem, przepraszam za bluźnierstwo. Nauczyłam się niechcący tych brzydkich słów od jednego takiego Himilsbacha, ciekawy gość, może go nawet znasz?.
- Znam Babcinko moja, znam,  ale on nawet tu na ziemi lubił sobie pobluźnić, i za to go lubiliśmy. Bardzo równy gość, żałowaliśmy go że odszedł na wieki, ale skoro tam w niebiesiech m.in. Ciebie zabawia, to niech już tak pozostanie.
My tu gadu, gadu, czas przepustki tracimy na pierdółki, przepraszam za brzydkie słowo, a ja mam jeszcze kilka odwiedzin. Umówiłam się jeszcze za życia z sąsiadkami, koleżankami z kółka różańcowego, że o nich nie zapomnę. Ciekawe co u nich, bo nie wszystkie trafiły do królestwa niebieskiego, sprawdziłam to. Być może, myślę sobie, że trafiły do piekła, albo w inny sektor, być może nieświadomie sprzyjały obłudnie za jakoweś tam pincet plus i trzynastkę komu nie trzeba, a to u nas mocno karalne, podobnie jak trollowanie.  Dowiem się. Tymczasem wnuczku głosuj na swoich, bo oni chociaż wątpiący to jednak dobrzy ludzie. Znam kilkunastu z mojego otoczenia. Miło ich posłuchać, znają wieści z pierwszej ręki, chociażby od pana Wojciecha J., który ma telepatyczny, bezprzewodowy kontakt z Adrianem Z,  Robertem B i Włodkiem Cz. Zresztą co ci będę mówiła, sam wiesz, jak to było w konspiracji lewicowej, o co niesłusznie miałam do ciebie pretensję. Pamiętaj, wraz ze swoją rodziną, która pozostaje na zawsze moją rodziną, nie głosuj na listę numer 2, bo piekło czeka. Zanim się pożegnałem, już się obudziłem a następnie pomyślałem: Kurde, mimo  blisko 140 lat, bo babcia umierała w wieku zbliżonym do setki, moja Babcinka jakoby odmłodniała, nabrała ogłady politycznej i w ogóle pozostała postacią nie z tej ziemi.


środa, 9 października 2019

A JEDNAK RAJ




                 Prawicowa reprezentacja katolickiej Polski w Brukseli. Żenada.
Posłużyłem się tytułem z jednej w Polsce wydanych książek Mariusza Szczygła, chyba największego znawcy naszego sąsiada - Czech. Przeczytałem tę książkę "haustem", bez odkładania jej na bok na czas posiłków z wyjątkiem przymusowych czynności natury fizjologicznej. A było warto. "Zrób sobie raj". Pod tym tytułem kilka lat temu powstał mój niniejszy felieton, który wywołał, szczególnie wśród zapiekłych polskich katolików gniew, jakobym promował w naszym katolickim bajorku aborcję, i krytykował m.in. tradycyjne chrześcijańskie pogrzeby z uczestnictwem księdza i wykorzystaniem trumien.  Aborcję, z której w rzeczywistości najbardziej korzystają Polki. Otóż upłynęło 10 lat, książki pana Mariusza są nadal nagradzane przy każdej możliwej okazji w Europie, a na podstawie jego autorstwa grane są sztuki teatralne.  Właśnie pan Mariusz otrzymał koleją nagrodę NIKE z rąk właśnie Polaków, za książkę "Nie ma". My Polacy mieszkamy po sąsiedzku z narodem, którego nie  znamy. W środkach przekazu o Czechach praktycznie nie usłyszymy nic, bo wieści które stamtąd płyną nie bardzo pasują do naszego grajdoła, czyli katolickiej zapyziałej Polski. Po to w telewizji rządzi Kurski , po to uwiązani jesteśmy zapisem o przestrzeganiu wartości chrześcijańskich, w skrócie WC, po to mamy ministra Glińskiego, pastucha moralności z nominacji Kościoła. Czechy jako naród nie mogą stanowić dla nas żadnego wzorca. Dlatego nie warto cokolwiek od nich adoptować na nasze podwórka. Nawet raczej nie wolno.
Czechy, państewko cztery razy mniejsze od naszego kraju z dziesięciomilionowym narodem. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat obywatele nad Wełtawą stworzyli sobie prawdziwy raj. Dosłownie, polski czytelniku, dosłownie. Gospodarczo dużo lepsi od wielu sąsiadów. Kraj czysty, dbający nie tylko o kulturę otoczenia ale i szczycący się wielkimi twórcami w dziedzinie literatury, muzyki czy filmu. Kraj, który w swojej historii doznał, tak jak my wielu okupacji i zaborów ze strony obcych mocarstw. Począwszy od Cesarstwa Rzymskiego, poprzez długie lata Czechami zarządzali Habsburgowie. Tak jak nas nie oszczędził ich też Hitler. A my Polacy z głupoty politycznej, podlizując się Adolfowi zajęliśmy im także kawałek terytorium pokazując światu naszą mocarstwowość sanacyjną. Do dzisiaj Czesi nie mogą nam zapomnieć owej opiekuńczości. Dzisiaj z przymróżeniem oczu podziwiają sąsiada Polskę, gdzie szef NIK zarządza pokojami na godziny, zaś marszałek Sejmu zażywa rozkoszy w burdelu.
Zrób sobie raj, taki jaki mają Czesi proponuje Mariusz Szczygieł, który jako obywatel polski, po równo czuje się Czechem. Zna doskonale ich język, kulturę, historie i literaturę.
Ich raj to: dostatek dla wszystkich obywateli, minimalne bezrobocie (dla tych co nie chcą się brudzić robotą), wolność przekonań (ta prawdziwa), wolność wyznania (ta prawdziwa), publiczna wolność orientacji seksualnych (ta prawdziwa), dostęp do badań in vitro z partycypacją finansową państwa, aborcja na życzenie, możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne, dostęp wzorem Holandii do miękkich narkotyków. Z lupą szukać zarówno ludzi buszujących w śmietnikach jak i w psich gównach na ulicach i trawnikach. Osobiście byłem kilka lat temu w Czechach. Potwierdzam fakty.
A jak to się stało, że Czesi mogli sobie zafundować aż tak demokratycznie postrzegany raj?. Ano tylko dzięki temu, że państwo jest rzeczywiście oddzielone od Kościoła (w Czechach o tej instytucji pisze się małą literą). Od Kościoła katolickiego, który nam właśnie we wianie do Dąbrówki (Dobrawy) wcisnęli w roku 966. Po latach sami wyzbyli się tego ciężaru, a na nas spoglądają z ironią i współczuciem. Dzisiaj 80% obywateli Czech przyznaje się do ateizmu. Małe, stare kościółki odwiedza tylko 5% katolików. Pozostałe 15% stanowią różni innowiercy od muzułmanów poprzez luteranów, Żydów i prawosławnych. Wszyscy oni nie praktykują swoich wyznań, bo nie ma praktycznie czynnych świątyń. Na terenie Czech nie buduje się żadnych bunkrów kościelnych typu Licheń czy Świątynia Opatrzności Bożej, nie mówiąc już o pomnikowych kiczach papieskich czy też wysokościowych rekordach Chrystusowych. Ponieważ Czesi mają bardzo swobodne relacje do wyznawanych, bądź w ogóle niewyznawanych religii, przeto i wszelkiego rodzaju obyczaje zamykają się w tej konwencji. Śmierć w rodzinie nie stanowi żadnego powodu do żałobnych zachowań. Często rodzina jest powiadamiana o czyimś zejściu z padołu dopiero po pogrzebie, który ma charakter bardzo obojętny emocjonalnie bez teatralnych wzruszeń. Wyjątki stanowią pogrzeby dzieci i ludzi młodych. Pogrzeby odbywają się bez udziału osób duchownych, w bardzo skromnej oprawie. Ponad 90% zwłok zmarłych poddawana jest kremacji. Zdarza się i nie jest to odosobnione, że urna z prochami zmarłego członka rodziny przez całe miesiące stoi na półce w krematorium, bo nie ma jej kto odebrać, by złożyć w ziemi lub rozsypać we wskazanym przez zmarłego miejscu. Strój żałobny nosi się tylko w dniu pogrzebu. Ot, to taka dziwna dla nas ciekawostka.


I jeszcze coś chyba ważnego. Czechy były zawsze spowite prawdziwym sowieckim komunizmem. Czesi mieli gorzej niżeli Polacy mieszkający w "wesołym baraku." Żadnych własności prywatnych, w tym rolnictwa, żadnego prywatnego rzemiosła. Inwigilacja artystów i przeciwników ustroju była na porządku dziennym. I może właśnie dlatego ten naród potrafił sobie zbudować po roku 1990 prawdziwy raj. Raj który uleczył mocno okaleczone komunizmem społeczeństwo.
Kościół w Czechach jest biedny jak mysz. Tam żaden z członków rządu lub władz terytorialnych nie wpada na pomysł zapraszania na państwowe imprezy księdza a nawet prymasa, do którego ludzie zwracają się per proszę pana i nikomu nie przychodzi do łba, by go całować po rękach. Nie ma tam rzeszy kapelanów zatrudnionych począwszy od szpitali poprzez wojsko, policję, aż po kluby sportowe. Nie ma obowiązkowej religii w szkołach i nie do pomyślenia jest, by przerywać szkolne zajęcia na jakieś rekolekcje czy też uczestnictwo w kościelnych nabożeństwach. Nie spotkasz w klasach szkolnych symboli religijnych. Państwo księżom płaci pensje, a oni odprowadzają należny podatek i sami się ubezpieczają. Nigdy nie przyszło do głowy rządowi Czech aby oddawać w klesze ręce majątki wzorem pomrocznej Najjaśniejszej. Wszystkie historyczne katedry pozostają własnością państwa a nie Kościoła, których wnętrza wykorzystane są na galerie i wystawy. Czechy nie uwiązały się z Watykanem konkordatem, mimo zabiegów naszego JPII. Ciekawostka: Na spotkanie z Benedyktem XVI do Pragi przybyło ponad 100 tysięcy wiernych, 68% to Polacy zza miedzy. To coś nam mówi.
Na koniec, oczywiście jako czytelnik powtórnie gratuluję udanej książki panu Mariuszowi. Ta książka otwiera oczy wielu nam nad Wisłą, ale zanim ją otworzymy na tyle byśmy przejrzeli rozumem, musimy wybierać ludzi, dla których słowo Polska, naród, Ojczyzna nie będzie się kojarzyć ze słowami posłów skrajnej prawicy "Polska może być biedna, byle była katolicka". A tymczasem wybieramy do stanowienia prawa talibów katolickich, półidiotów a nawet pełnych z przekonaniem, że są to ludzie, co to pozjadali wszystkie rozumy. Jest okazja, mamy kolejne wybory. Kojarzy mi się w tym miejscu przypadek, jak to Mozart poprosił cesarza Franciszka Józefa ,by ten ocenił jego operę. Gdy sztuka dobiegła końca publiczność, a przede wszystkim kompozytor słyszą jakże mądry werdykt." Za dużo nut", powiedział JCM. Wątek ten w swoim filmie umieścił Milos Forman, też Czech. Franciszek Józef, jako obsrywany przez muchy cesarz przywoływany był w powieści "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka" Jarosława Haska, a jakże, też Czecha. " Właśnie podobnych mędrców nasi wyborcy umieszczają w polskim parlamencie, a nawet w Brukseli. Oni stanowią nasze prawa.... i obowiązki. Co to za wartości, przekonujemy się na co dzień w korespondencji z UE. Jak to się stało, dlaczego Czechom udało się wyjść na ścieżkę takiej normalności?. Właśnie dlatego, że szybciej poznali się, (już od Husa) na obłudzie i hipokryzji kleru katolickiego. Na lepkich rękach do grabieży i zaboru mienia państwowego. Na rozpuście i zaprzaństwie wypasionych byczków w sutannach, którym dobrobyt materialny sprzyja niemoralnym zachowaniom, najczęściej w stosunku do dzieci. Tu jest ich niebo, bo w gruncie rzeczy przecież w inne nie wierzą.
......................................................................................................................................
Zdjęcia: FB.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

wtorek, 1 października 2019

BLOGOSŁAWIMY CIĘ "MARYŚ"


Przeogromnie zasłużony dla polskiej wolności, finansów i demokracji, bohaterze narodowy blogoslawimy cię: My i cały ogłupiony przez PiS naród, ba, ewangelicznie blogosławi cię zapewne również wirtuoz słowa i miotacz miłości do braci LGBT, abp Marek Jędraszewski, w końcu krakowianin, czyli twój ziomal chłopie, mający na oku twoją grzesznie kurewską kamienicę. Marian Banaś, żelazny prezes NIK, kumpel złotych gangsterów, ale i najwyższych pisowskich władz Polski dopiął swego. Sejmowa komisja do spraw kontroli państwowej pozytywnie zaopiniowała jego wniosek o odwołanie trojga „nieprawych” wiceprezesów Izby i powołaniu w ich miejsce jednej, ale za to poblogosławionej przez innego prezesa, wiceprezes Małgorzaty Motylow. Prywatnie znajomej bratanicy prezesa Marty Kaczyńskiej, u której bawiła się na którymś tam z kolei ślubie. Zagadka: która przyjaźń jest wydajniejsza i bardziej opłacalna, Motylow z Kaczyńską, czy też Banasia z „gangsterami”, podpowiem, że obie te przyjaźnie się przenikają, jak odcienie kolorów na podłych bohomazach. Okazuje się że Banaś im, czyli PiS mocno się zesmrodził. Sprawa bardzo rozwojowa.
Małgorzata Motylow jest bliziutką znajomą Marty Kaczyńskiej i jak donosi „Fakt”, dzięki tej znajomości kariera urzędniczki nabrała niebywałego tempa. Przez kilkanaście lat była szeregowym pracownikiem w  oddziale NIK, ale ostatnio pięła się w górę. Została powołana do Kolegium NIK – jednej z najważniejszych jednostek tej instytucji. Teraz będzie jedyną zastępczynią blogosławionego Banasia. A co?! Chwalmy Pana i jego rodzinę. Rozległą rodzinę pisowską. Blobosławimy cię Maryś i twego uzdolnionego synka Jakubka.
Zdjęcia: FB.

Propozycja autorska;
Dziś zbliżam się do osiemdziesiątki i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...