niedziela, 27 września 2015

WINOWAJCY SIEDZĄ CICHO



 
W ciągu ostatnich dni tego lata przez Europę przewaliły się masy ludzkie z krajów objętych wojnami. Te masy ludzkie idą nadal w poszukiwaniu bezpiecznego kąta dla siebie, dla swych rodzin. Wśród nich są ci, co chcą wyłącznie bezpieczeństwa i jako takich warunków do przeżycia, ale też są tacy, którzy to zmanierowani wieścią o dobrobycie Zachodu, sami chcą uczestniczyć w podziale tegoż. Dlatego lgną do krajów, które mają największy udział finansowo-ekonomiczny Unii Europejskiej, czyli np. Niemcy. Fakt, Niemcy mimo że sami dostatnio wykarmią i ubiorą 80 milionowy naród, są przychylni uchodźcom, bowiem potrzebują ich do prac mało dla nich samych atrakcyjnych, zresztą za stosunkowo niskie wynagrodzenie. Gotowi są w tej chwili przyjąć milion tych co maszerują przez nasz kontynent z Afryki i Azji. Co prawda do Polski akurat ci biedacy zbytnio się nie garną, a jeżeli już to wyłącznie postrzegając ją jako najbliższy trakt w kierunku Niemiec albo Skandynawii. Idą więc, idą i będą szli w nieskończoność, dopóki w ich rodzinnych krajach nie zapanuje pokój i bezpieczeństwo. A nie zapanuje, dopóki dobrze uzbrojony świat demokratyczny nie zniszczy raka w postaci al kaidy, hezbollahów i innych powstających jak grzyby po deszczu organizacji terrorystycznych. Syria, Erytrea, Liban i wiele innych społeczeństw, od wieków żyły w niedostatku pokojowym. Do uszu świata dochodziły epizodyczne sygnały o wydarzeniach społeczno-politycznych w tych krajach. W krajach tych zwykle władzę mieli ci, co potrafili utrzymać w ryzach wszelkie ruchy wyzwoleńcze. Tak było w Libii, tak było w Syrii, tak było w dawnej Jugosławii, tak było w Afganistanie, a nawet tak było w dawnej Korei. Tak też by było do dnia dzisiejszego, gdyby kraj uznany za najbardziej demokratyczny, a jednocześnie za najbardziej imperialistyczny, jakim jest Ameryka (USA), nie zdecydowała pod pretekstem niesienia pokoju i bezpieczeństwa, testowania swych coraz nowszych zdobyczy do zabijania. Oczywiście licząc na zabór dóbr zalegających atakowane ziemie, z ropą i innymi cennymi bogactwami  na czele. Dało się to zauważyć przede wszystkim w przypadku inwazji na kraje arabskie. Stąd atak na Irak, stąd atak na Syrię, stąd atak na Afganistan, stąd przygotowywany, a nawet już wcześniej dokonywany atak na Iran (J. Carter). Mówi się, że długo USA szukało pretekstu do zaatakowania Iraku. Ben Laden im spadł jakoby z nieba. Wcześniej przecież „żołnierzy” Al kaidy doszkalano i dozbrajano w USA przeciwko Rosjanom, którzy za Breżniewa najechali Afganistan. Dzisiaj Rosja wraz z USA maja szansę uspokoić krwawą sytuację na terenie Syrii. Kłopot w tym, że Ameryka chce pozbawić przywództwa Al Asada, natomiast Rosja chce zachowac go na stanowisku prezydenta. Po wysluchaniu przemówień Obamy i Putina na forum ONZ moje watpliwości dot.przywrócenia pokoju w Syrii się raczej umocniły. Czyli nihil novi.
 


 

Oczywiście także po ropę naftową, jakby sami mieli jej za mało. Stan migracyjny dnia dzisiejszego ma właśnie swą genezę w nalotach m.in. na Serbię lotnictwem NATO, gdzie Amerykanie odgrywają zasadniczą rolę i przywództwo. W wyniku tych nalotów i decyzji ONZ powstało dziwne państewko pod nazwą Kosowo, bez żadnej stabilnej władzy, bez gospodarki, bez prawdziwej organizacji choćby policyjnej. Kosowo to państwo przeżarte zgnilizną złodziejstwa, łapówkarstwa, korupcji i demoralizacji, a w gruncie rzeczy przeogromnej biedy. Tylko patrzeć jak cały naród Kosowa wyruszy do Niemiec, Anglii albo do Skandynawii. To był bardzo zły pomysł prezydenta Clintona. Nie wykorzystano metody pokojowej, opartej na mediacji. Podobnie sprawa wygląda w Libii. Dopóki żył i rządził despota Kadafi, który cały naród trzymał za mordę, podobnie jak Josip Broz-Tito Jugosławię, wszystko było jako tako w porządku. Nikt z tego kraju nie uciekał, chyba że w celu podjęcia studiów. Polska wysyłała do Libii masę pracowników w celu realizacji zamówień inwestycyjnych za duże pieniądze. Dzisiaj Polacy nie są wysyłani za granicę do pracy, a co najwyżej na wojnę, na wyraźny „rozkaz” wuja Sama, któremu nasze władze niezależnie od opcji politycznych włażą w przysłowiowy tyłek. Po co nasi żołnierze byli w Afganistanie”, na to pytanie logicznie nikt nie odpowie. Ten kraj nigdy nam nie zagrażał, ani odwrotnie. Czego tam szukaliśmy?, też nie wiadomo, bo chyba nie ujęć tryskających ropą. Podobnie miała się sprawa z Irakiem. USA obiecały Polsce cuda gospodarcze, które sobie żołnierze polscy sami wywalczą na terenie podbitego kraju. Dostali guzik, nie licząc trumien dla zabitych oraz setek kalek, do dzisiaj utrzymywanych przez państwo polskie. Po co było się wtrącać do walczących ze sobą szyitów z sumitami. Za pysk trzymał jednych i drugich, ku chwale pokoju światowego Saddam Husajn. Fakt, despota i krwiopijca, ale potrafił utrzymać pokój, chociażby przy użyciu gazów trujących, jak to zrobił w stosunku do Kurdów wywołując słusznie światowe oburzenie. Świat powinien znaleźć inną formę ukarania złoczyńcy zamiast wciągania w wojnę tyle innych narodów. Nie wiem, czy dzisiaj Korea byłaby podzielona na równoleżniku 38, gdyby nie było wojny amerykańsko-koreańskiej, w wyniku której ten podział nastąpił, a w konsekwencji od lat rządzą potwory, czyli następcy pokoleniowi Kim Ir Sena. Mniemam, że nie. Nie potrafię też sobie wyobrazić innej Ukrainy, gdyby Rosjanie nie podburzali obywateli rosyjskojęzycznych zamieszkujących najbardziej bogatą część naszych sąsiadów czyli Donbasu. Nie wiem, chociaż, jak czytam w wielu opracowaniach ukraińskich dziennikarzy, ci bojownicy z Donbasu sami bardziej czują się obywatelami Rosji niżeli Ukrainy. Jakoś prawie pokojowo Krym znalazł się w granicach rosyjskich, ale to już inna sprawa, bowiem jak wierzyć prasie 90% tam zamieszkujących to Rosjanie.

 
Reasumując, powiem tak. Dzisiejsze marsze Syryjczyków, Erytrejczyków oraz uciekinierów z wielu zagrożonych wojną państw przypominają wypędzonych przed tysiącami lat Żydów. A są spowodowane m.in. polityką amerykańską. USA oddalone od wszelkich nieszczęść oceanami i morzami spokojnie przyglądają się tej ludzkiej tragedii, miast w pierwszej kolejności przygarnąć „swoje” ofiary, bowiem tylko w wyniku ataków lotniczych US Navy w państwach tych powstały zdegenerowane moralnie i religijnie organizacje islamskie typu ISSIS, dżihadyści, czy też Alkaida. Na unicestwienie Ben Ladena, wydano setki milionów dolarów. Wcześniej Ameryka wyhodowała go na własnym ciele, Podobnie jak po rozbiciu III Rzeszy przygarnęła dla własnych korzyści nie licząc się ze stroną moralną czynu, wielu co bardziej wykształconych nazistów. Dzisiaj w moim kraju wytworzył się
 


silny opór przeciwko przyjmowaniu przez Polskę uchodźców. W moim kraju, z którego kilka milionów rodaków od czasów stanu wojennego znalazło drugi dom w Europie, USA. Ameryce Południowej i Australii. Powodem jest jak wszyscy wiemy nasze narodowe wyznanie katolickie, nie tolerujące innych, odmiennych, a szczególnie islamu. A przecież to tylko uciekinierzy, pragnący się ukryć przed śmiercią, to nie są przecież hordy Mongołów na czele z Czyngis-chanem, niosącym nam buddyzm, islam czy inny konfucjonizm. To ludzie w większości zeuropeizowani, często wykształceni, potrafiący mówić obcymi językami. Ale mów do Polaków, to jak mówił dziad do obrazu, a obraz ...

Obrazki od góry:
1-2. Islamiści syryjscy.
3. uchodźcy na dworcu budapeszteńskim.
4. Protestujący Polacy.

JAJCARZE


 
Wszystkich o słabym sercu i głęboko religijnych ostrzegamy przed czytaniem tego artykułu. Nasza redakcja biuletyn „Racja Słowiańska” przebrana za księży katolickich użyła prowokacji. Jako katabasy ruszyła w Polskę żeby sprawdzić reakcje naszych rodaków oraz policji na pracowników Pana Boga, czyli Jahwe. Przejechaliśmy setki kilometrów łamiąc ostentacyjnie przepisy ruchu drogowego parkując na zakazie a nasi policjanci salutowali nam i trzaskali kopytami na nasz widok zestresowani zapominali nas legitymować nie żądali żadnych dokumentów na potwierdzenie, że jesteśmy księżmi. Byli nadzwyczaj mili i uprzejmi dostaliśmy tylko upomnienie za jeżdżenie po linii ciągłej i z nadmierną prędkością w terenie zabudowanym. Za to, co zrobili powinni wylecieć z roboty. Władza, jaką posiada każdy byle katabas uderzyła nam do głowy.
 

 

Wszyscy płaszczyli się przed nami i próbowali nam służyć niczym do mszy. Panienki w sklepach i sprzedawcy dawali nam wysokie rabaty, jedliśmy i piliśmy za darmochę, ale to, co robili górale w Zakopanym przechodzi wszelkie ludzkie pojęcie upodlenia i włazidupstwa klerowi katolickiemu, który może grasować bezkarnie po naszym ogłupionym religijnie kraju łamać wszystkie przepisy i żyć jak pasożyt na koszt zniewolonych umysłowo naszych rodaków. Wszystkich, którzy dali się nabrać serdecznie przepraszamy i dziękujemy za udział w tym przedstawieniu bez waszego udziału było to niemożliwe. Wszystkim naszym rodakom proponujemy w dniu 01 kwietnia powtórzyć nasz wyczyn poczujecie się jak święte krowy w Indiach no i zrobicie zakupy za bezcen. W Zakopanem oddadzą wam ostatnią koszule nakarmią was byle żebyście dali błogosławieństwo. Mamy wreszcie potwierdzenie, kto jest prawdziwą władzą w tym ogłupionym religijnie kraju. Że rządzi kler katolicki przedstawiciele obcego państwa Watykanu wydają polecenia ze swoich 28 tysięcy Ambasad zwanych parafiami z kościołów rozlokowanych w całej Polsce wybudowanymi za pieniądze wyznawców rzymskiej szubienicy. To się nazywa mieć żydowski łeb do interesów. Ta zbrodnicza amoralna pedofilska organizacja, która mordowała grabiła i grabi nasz kraj nasyłając w przeszłości zbrojne bandy cieszy się takim bezgranicznym zaufaniem i lękiem.

 
Przytoczyłem na swoim blogu tenże reportaż udawanych księży, aby pokazać beż specjalnych komentarzy z mojej strony prawdziwy obraz bezwzględnej zależności naszego państwa Polski od księstewka zwanego Watykanem. Nikt przeto myślący nie dziwi się już nadzwyczajnej „opiece”papieskiej nad pedofilem Wesołowskim, oraz super pedofilem Macielem dopóty, dopóki się tylko dało gwałcić prawo międzynarodowe. Współautorem ich prawa, pozwalającego na ukrywanie pedofilii księży za wszelką cenę był niestety nasz rodak , dzisiaj święty Jan Paweł II. To on przy pomocy mianowanych przez siebie biskupów zniewolił religijnie nasz polski naród do tego stopnia, że na długie lata będziemy pośmiewiskiem świata. Jednocześnie poprzez te długie lata polskie władze i cały ich aparat ucisku będzie podporządkowany Kościołowi. Powrót do średniowiecza. Tego nawet Orwell, ani Nostradamus nie mogli przewidzieć.
 
Obrazki od góry:
1.Jajcarze z biuletynu RS.
2.Przytulanka ministra przez o.Rydzyka
3.Padam do świętych nóżek, Wasza Świątobliwość.

piątek, 25 września 2015

ROZEDRGANIE


 
Znalazłem w Necie tekst, w którym autorka w sposób bardzo zwięzły, a zarazem wymowny i profesjonalny wystrzega się swego kraju, Polski. Jakiej Polski?. Ano takiej, jaka i mnie nie odpowiada. Przed jaką należy się chronić. Jakiej należy się nie tylko wstydzić, ale i się brzydzić. Przyznam, że po przeczytaniu Jej wypowiedzi uległem pewnemu emocjonalnemu rozedrganiu. Tekst napisała bodajże Pani Ewa Świątek. Pisownia oryginalna.
"Nie chcę Polski kaczyńskiego, brudzińskiego i górskiego. Nie chcę Polski kościelno-socjalistycznej udającej prawicę. Nie chcę również Polski hierarchów kościelnych, rozmodlonej, pachnącej kadzidłem i pijanej gawiedzi po mszy. Nie chcę także Polski głupawego terlikowskiego, chamskiego rydzyka , bezczelnego hofmana , obleśnej kempy i fanatyczki wróblowej. Nie chcę Polski tumanów, roboli, durniów bez wykształcenia, leżącej plackiem pod krzyżem, śmierdzącej naftaliną i niedomytym ciałem! Chcę Polski nowoczesnej i wspaniałej, Polski normalnej i mądrej , nie stłamszonej starą martyrologią i krwawymi powstaniami i ciągłym płaczem jak to nas wszyscy najeżdżają i nie lubią.. Polski normalnej i cywilizowanej.

 
Przeciętny wyborca pisu jest pracowity jak żona hofmana, wykształcony jak brudziński, uprzejmy jak pawłowicz, obiektywny jak gazeta polska i maciora , prawdomówny jak kurski i ziobro, trzeźwy jak kruk, zorganizowany jak kaczka , przystojny jak wróblowa i sobecka skromny jak błaszczak, kochliwy jak pawłowicz - Po prostu prawdziwy Wolak katolik ,,
 
To oczywiście tekst ironiczny, dlatego jak ulał pasuje do mojego bloga. Ironiczny, ale też jakże prawdziwy. Każdy pisowiec po przeczytaniu (jeżeli potrafi jakoś przesylabizować, a przy tym zrozumieć) wpadnie w furię, ale czart (rydzyk) z nim. Mówi się, że posłowie z różnych opcji politycznych, na wizji lub z trybuny sejmowej w otoczeniu dziennikarzy potrafią na siebie „pluć”, natomiast zaraz po zakończeniu obrad wychodzą i często razem idą na wódkę, jeżeli nie do burdelu. W tym miejscu miałbym poważne wątpliwości, ponieważ jeżeli rzeczywiście ta dramatyczna ich opozycyjność jest rozwiewana przy schabowym i szwedzkim absolucie, to znaczy, że do żadnego z tych posłów i senatorów nie należy mieć choćby krzty poselskiego szacunku. Coś w tym jest, bo fakty dają się wyczuć podczas debat telewizyjnych, kiedy to dwaj interlokutorzy do siebie zwracają się przez per pan. Do czasu, gdy w pewnym momencie pęka obowiązujący kurtuazyjny Wersal i dla bardziej mocnego wyrażenia swojego zdania jeden do drugiego zwraca się po imieniu, zwykle bardzo zdrobniale.
 
 
Pani Ewa Świątek, której nie znam osobiście, zręcznie wychwyciła same najbardziej trujące grzyby z tego naszego ciemnego lasu i skwaśniałego barszczu. Jakże pasują do siebie jak połówki jabłek taki Rydzyk, Terlikowski, Macierewicz, Pawłowicz, Wróblowa, Sobecka, Brudziński, Kaczyński,Kempa i Hofman. Rzeczywiście, jeżeli się przyjrzeć dokładnie to jest to same wolactwo mocno skropione tą samą święconą wodą, którą za dobrą zapłatę kler ochlapie nie tylko samochody, klapy od studzienek, ale i muszle klozetowe. Posileni opłatkiem eucharystycznym, szczęśliwi po dokonanej dyskretnie skrobance kochanki, albo nawet żony, z odwagą wstępują na trybunę sejmową by głosić bzdety o tym, że często słyszą kwilenie zarodków w klinikach in vitro i tym podobne doświadczenia, którymi ich obdarza sam Bóg, a może i święty Wojtyła pospołu.
PS: Własnie dostałem informację od mojej Czytelniczki zza Odry, że episkopat niemiecki wyasygnował  z "własnej", nie państwowej kieszeni 100 milionów Euro na uchodźców. Przetarłem kilka razy okulary, ale cóz się miałem nie dziwić, skoro mieszkam tu, pod okiem episkopatu polskiego
 
Obrazki od góry:
1. Metafora do rzeczownika -współczesna Polska
2.Cała prawda, całą dobę.
3.Wieczne więzy miedzy parlamentem i tymi co w gruncie rzeczy rządzą.
4.Święta deklaracja.


czwartek, 24 września 2015

UMIARKOWANI FANI


 
Taki właśnie przyszedł mi do głowy tytuł tego niezbyt długiego posta. Niezbyt długiego, bowiem chcę napisać dosłownie kilka miłych słów na temat raczej stałych czytelników, których praktycznie znajduję na całym globie, chyba tylko poza Antarktydą. No ale skoro tam nie ma instalacji internetowych, przeto sami sobie są winni ci, którym przychodzi do głowy składanie wizyt w ojczyźnie pingwinów. Naprawdę, kochani moi, zaglądam codziennie poprzez system adnotacji czytelnictwa bloga: Histats.com Geolocation  i stwierdzam, że z moim blogiem zapoznaje się stosunkowo dużo czytelników. Oczywiście najwięcej czytelników mam na terenie Federacji Rosyjskiej, rozlokowanych gdzieś tam na rozległej Syberii. Jestem tym zaszczycony.



 
Przypuszczam, że większość z nich to są być może Polacy któregoś tam pokolenia, posługujący się klawiaturą z liternictwem rosyjskim. Na drugim miejscu odnotowuję czytelników krajowych, bez wskazywania miast, bowiem pokazują się prawie wszystkie miasta, a nawet wioski, których nazwy poznaję po raz pierwszy. Też serdecznie im dziękuję. Na miejscu trzecim plasują się czytelnicy z Niemiec. Mniemam, że to moi Rodacy, którzy najczęściej z przyczyn ekonomicznych wybrali drugą ojczyznę, chociaż nie zawsze. Wśród nich znam przesympatyczne małżeństwo polsko-niemieckie, które to od serca pozdrawiam łącząc podziękowania za zamieszczane komentarze i stosowne ukierunkowania moich inspiracji. Z satysfakcją odnajduje na mapie „Histats” czytelników w Ameryce Północnej i Południowej, w Australii, Nowej Zelandii, Afryce Południowej, Holandii i Islandii gdzie mieszka zaledwie 400 tysięcy ludzi. Zapewne to też Polacy , którzy pracują np. w przetwórniach rybnych. Jak wskazują notowania na googlach, dotychczas zainteresowało się moim blogiem, chociażby jeden raz blisko 650 tysięcy internautów. To jakby miasto wielkości Wrocławia. Dziennie średnio wchodzi na moją stronę ok. 30-40 nowych czytelników. Rekord zdarzył się w Sylwestra 31 grudnia 2014 roku, kiedy to na abrozar.pl zajrzało ponad 210 czytelników. Byłem nieco zaszokowany. Ten rekord jak na razie  dotychczas się nie powtórzył. Mimo to cieszę się, że

 
Państwo przeznaczacie kilka cennych minut na odczyt kolejnych postów. Nazywam Państwa Czytelnikami, zaś niektórych moimi fanami. Fani, to Ci z Państwa, którzy po przeczytaniu zamieszczacie swój komentarz. Pozwolę sobie wymienić tych Państwa nicki (podpisy). A więc: J., amadeo, axel/rose, Lodzia,. AA, AaaA, Są to stali komentatorzy. Jest wielu, którzy podpisują się imieniem i podają miasto (wieś) jako miejsce swego zamieszkania. Wszystkim składam jeszcze raz serdeczne dzięki.Jeszcze słowo na temat tzw. komentarzy, przy których nie warto się zatrzymywać. Są takie, zdarzają się. Zwykle okraszone błędami ortograficznymi lub gramatycznymi. Trudno, miejsca na blogu jest dużo. Jeżeli sprawia im to satysfakcję, a przy tym nabierają poprawności w piśmie, niech  zatem tak będzie. 
                    

Obrazki od góry:
1. Świat opasany internetem.
2. Po trzykroć ważny drogowskaz.
3. Plansza Histats.

wtorek, 22 września 2015

NIE TA KWOTA


Ostatnie trzy posty jakie wystukałem na mojej klawiaturze nie pasują do całości prowadzonego bloga zatytułowanego Z IRONIĄ NA OSTRO. Zachciało mi się przybliżenia sobie samego siebie. Teksty te nie są ani ostre, a tym bardziej ironiczne, bo przecież trudno się gniewać na to, że ktokolwiek dla jaj ubrany zostanie w role postaci bajkowej. Czas jednak powrócić do tytułu, który jest przewodnikiem mojego bloga. Aż się prosi, aby zająć stanowisko w sprawach tak ważnych dla Polski i całej Europy, jaką jest największa od czasów drugiej wojny światowej wędrówka ludów, postrzegana jako exodus narodów do miejsc pozwalających na bezpieczne życie, choć niekoniecznie wymarzone. W tej materii prawie codziennie zabierają głos przywódcy Europy. Nasi też, tyle że tu u siebie, a czynią to w atmosferze kampanii wyborczej do parlamentu. Bo tak szczerze mówiac polska nigdy nie była narodem tolerancyjnym. to co zdarzyło się w okresie reformacji religijnej to epizod.(Arianie). Nietolerancja kipiała szczególnie w okresie jagiellońskiem. Niszczyła nie tylko objawy protestantyzmu, ale tez prawosławia. Nawracanie na katolicyzm odbywało się poprzez tortury. W okresie pózniejszym sam von Clausewitz w swoim sławnym dziele pytał: Czy istotnie Polskę można by uznac za państwo europejskie, bo przypominało mu raczej tatarskie, które nie powinno leżec nad Wisłą a na Krymie.Pytanie to zadawał po obserwacji prowadzonej polityki polskich panów w stosunku do narodów podbitych na wschodzie.Tam ta forma polityki zachowała sie aż do XX wieku. Własnie tam zbudowano pierwsze obozy koncentracyjne dla prawosławnych, którzy nie chcieli przyjąć katolicyzmu. Co dopiero mówić o wyznawcach bardziej egzotycznych religii. Ta garstka Tatarów zamieszkujaca ziemie polskie na Podlasiu od kilkuset lat (bodajże ok.600 osób),to po prostu folklor. Sprowadził ich sam Sobieski w podzięce za udzial w wojnie po polskiej stronie.
 
 
Wypowiedzi poszczególnych przywódców ugrupowań partyjnych mają na celu mobilizacje elektoratów, szczególnie tych niezdecydowanych dotychczas. Prawicowe ugrupowania tak jak dotychczas podlizują się Kościołowi poprzez obrzydzanie społeczeństwu uchodźców z wyznaniem nie chrześcijańskich, a że poza nielicznymi chrześcijanami, w większości napływowi do Europy uciekinierzy to wyznawcy islamu, łatwo można ich przeciwstawić wyznawcom polskiego kościoła katolickiego. Sięgają zatem do najbardziej znanych przykładów terroryzmu, od ataku na WTC, aż po paryską tragedię w redakcji Harlie Hebdo. Nikt do tej pory nie zaatakował Polski. Nikt nie zapowiedział jakiegokolwiek ataku w przyszłości, a jednak prawica skrajna sieje strach przed przybyłymi z Syrii, Erytrei, Afganistanu, Libanu i innych stron, gdzie o śmierć jest tak łatwo jak o katar. Prezes PiS Kaczyński, który od dawna nie zabierał publicznie głosu przywołał kłamliwe informacje jakoby uchodźcy szczali w katolickich włoskich świątyniach, a po ulicach Szwecji i Danii szwendają się prawie wyłącznie kobiety w burkach, pogardliwie poprzez otwory oczne patrzące na niewiernych. W państwach tych obowiązuje już szariat i tylko patrzeć jak
 


 

parlamenty tych państw ogłoszą islam religią narodową. Doszło do tego, że ambasady tych krajów poczuły się dotknięte i złożyły oficjalne protesty konkludując, że w ich państwach obowiązuje prawo ustanowione przez ich rządy. Przemówienie, a raczej pomówienie wygłoszone przez Kaczyńskiego jest o tyle groteskowe, że ten „mąż stanu” nigdy nie wyjeżdżał za granice, a jego jedyną wyprawą było wyjście do marketu biedronka w asyście ochroniarzy. Jak może być wiarygodny przywódca partii, który dopiero niedawno nabył telefon komórkowy, nie korzystał z banku, nie potrafił wyjąć pieniędzy z bankomatu, żył w cieniu mamusi i kota, a komputer poznał w zakresie posługiwania się myszką i klawiatura na poziomie sześciolatka, zresztą nie każdego. Mimo, że od dłuższego już czasu na czas kampanii Kaczyński ukrył za plecami swej tymczasowej kandydatki na premiera tych największych dziwaków politycznych, jak Macierewicza i Pawłowicz, to okazuje się, że jego partia w badaniach popularności przoduje. Świadczy to wyłącznie o wciąż panującej w Polsce ciemnocie podtrzymywanej kleszymy kazaniami. Cała wschodnia Polska to enklawa wyborcza PiS, a wyjazdy pani premier (PO) na spotkania z tymi ludźmi można nazwać jako kurtuazyjne, absolutnie nie przynoszące jakichkolwiek skutków w postaci mobilizacji wyborców. Szczerze mówiąc, mowa
 


 

Kaczyńskiego była nawoływaniem do protestów przeciwko napływowi jakichkolwiek obcych, a szczególnie wyznawców innej religii niżeli on wyznaje. Pobudziło to do ulicznych wystąpień wszelkiego rodzaju organizacji pseudofaszystowskich, homofobicznych i rasistowskich. Doszło do tego, że o ile jeszcze kilka miesięcy temu ponad połowa Polaków nie miała nic przeciwko przyjęciu przez Polskę uchodźców, to dzisiaj blisko 65% obywateli polskich jest przeciwna napływowi nawet tych kilku tysięcy nieszczęśników. Mimo, że na ich utrzymanie Polska, tak jak i inne kraje otrzyma odpowiednie kwoty rekompensaty. A skoro się mówi o kwotach, to ja jako zwykły mieszkaniec Europy nie mogę zrozumieć, dlaczego ilości tych uchodźców nazywa się kwotami. Czy człowiek to jakaś tam moneta albo banknot?. Kto to wymyślił i czym się kierował. Tego terminu używają bodaj wszyscy politycy europejscy. Oburzył się na to nazewnictwo grup ludzkich m.in. senator Cimoszewicz, który powiedział, że równie dobrze można określić przydzieloną nam ilość uchodźców w kilogramach, albo raczej w tonach i to by bardziej odpowiadało logice, bowiem tych ludzi można zważyć, natomiast trudno ich zmienić w jakiekolwiek dewizy. Tak oto pół żartem pół serio postrzegam owe wypowiedzi brukselskich decydentów z Donaldem Tuskiem na czele.

niedziela, 20 września 2015

GNIAZDO



Moje miasto, które od siedmiu lat mnie przytula, nie było moją kolebką. Tu trafiłem na swoją jesień życia. Trafiłem, bo los mnie tak pokierował z 200 tysięcznego Torunia, miasta przepięknego gotyku, w którym spędziłem blisko 35 lat swego żywota. Czy narzekam?, otóż nie, nie narzekam, bo chociaż Siedlce to stosunkowo bardzo młode miasto liczące sobie trochę więcej niżeli lat 400, to jednak miasto, które stara się nadrobić swoją historię na tle innych mazowieckich miast. Jak na mazowiecką geografię Siedlce stały się miejscem zamieszkania dla 80 tysięcy ludzi, a zatem dzisiaj należą do większych aglomeracji Mazowsza, na pograniczu z Podlasiem. Wcześniej, zanim znalazłem się w Toruniu pomieszkiwałem z powodu nauki i wykonywanego zawodu w różnych innych miejscowościach kraju. Nie obca mi jest Łódź, mazurskie Mrągowo, ale też wielkopolski Śrem. Takie losy ludzkie , można by rzec. Nie narzekam, bo nie mam istotnego powodu.
 


Wszędzie miałem rodzinę i pracę, którą starałem się wykonywać przyzwoicie. Niezależnie od ustroju i panujących stosunków międzyludzkich. Miasto, które jest prawdopodobnie ostatnim etapem żywota, czyli Siedlce, mimo przeróżnych okoliczności, chociażby tego, iż tutejsze społeczeństwo wyznaje przekonania iście konserwatywne, a nawet powiedziałbym prawicowo-smoleńsko-rydzykowe, uwielbia rodzinę Kaczyńskich i jej otoczenie, czego wyrazem jest pomnik prezydenta Lecha K.  prawie w centrum miasta, da się strawić. Miasto jako takie zyskuje na swym obrazie poprzez pięknie odnowione obiekty kultury, kamienice i trakty komunikacyjne. Rozbudowuje się tutejszy Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny, na którym pobiera nauki ok. dziesięć tysięcy studentów.
 
 


Miasto ubogaca, ze posłużę się językiem biskupim, park miejski, obiekty kinowe jak i inne budynki, przystosowane do ekspozycji sztuk teatralnych i wystaw. Tutaj zamieszkuje specyficzny naród. Pominąwszy jego upodobania do mocnych i nadmiernie spożywanych trunków, ten naród żywi niechęć do Rosjan i Żydów, czego dowodem wciąż pozostaje Tykocin i Jedwabne, oraz m.in.poseł Michał Kamiński, serdecznie wspominający Pinocheta. Tu zawsze wygrywa wybory partia Jarosława Kaczyńskiego, dlatego kandydatów PiS, którzy mają negatywne twarze, np. Macierewicza, albo Pawłowicz, umieszcza się na listach siedleckich. Wygraną mają w kieszeni.. Tu większość nie głosowała za przystąpieniem Polski do UE. Tu Kościół rzeczywiście uzbiera 95%, a może i więcej katolików, którzy absolutnie odrzucają aborcję, In Vitro, ustawę o zwalczaniu przemocy, gejów i lesbijki, a nawet cyklistów i ewentualnych uchodźców syryjskich. Gdy jednak zdarzy się niechciana ciąża, bo środki antykoncepcyjne nie są mile widziane, jadą pod pretekstem pracy do któregoś z niemieckich klinik i po kłopocie. Pozostaje tylko dyskretna spowiedź i zbawienie stoi otworem.
 

 
Czy można żyć w takim środowisku?, oczywiście można. Wystarczy nie obnażać się ze swoich przekonań. Podobnie jak w amerykańskim stanie Utah, gdzie do dzisiaj spotyka się faszystowską organizacje Ku-Klux-Klan, a jednak zamieszkują tam również Afroamerykanie, czyli potencjalne ofiary tej organizacji. Ci akurat nie mogą ukryć swej tożsamości, a jednak tam egzystują, podobnie jak ewangelicy niemieccy w katolickiej Bawarii. Tolerancja, która jest na wagę złota, załatwia wszystkie problemy, ale jest ona zbyt mało zaszczepiana w środowiskach podobnych opisywanemu. Przeto miasto to nie tylko żywa tkanka, czyli jego mieszkańcy. Miasto to również ulice, domy, komunikacja, szpitale, szkoły i cała infrastruktura, która służy człowiekowi., a z tym nie jest aż tak źle. Nie będę naśladował prezydenta Dudę, który potrafi się skarżyć na swoją Ojczyznę do obcych.
 

 
 

Człowiek mieszka tam, gdzie go życie rzuciło i gdzie potrafi ożenić swój los w tym co go otacza. Stara się prowadzić w miarę poprawną, zgodną z jego przekonaniami egzystencję wśród tych co to mu najbliżsi. Reasumując, historia mojego dotychczasowego życia zatoczyła koło. "Wyfrunąłem z gniazda" na Mazowszu, by po wielu latach, na stałe wrócić do tej nizinnej krainy wierzb chopinowskich. A tak w ogóle to nie ma znaczenia gdzie się mieszka, ale z kim się mieszka w tej globalnej wiosce otoczonej siecią multimedialną. Wiosce, bo tak należy postrzegać współczesny świat.
 
Obrazki od góry:
1.Gniazdo
2.Zamek książąt mazowieckich w Ciechanowie
3.Pałac Ogińskich w Siedlcach
4.Ratusz w Toruniu.
4.Siedlce nocą
 

piątek, 18 września 2015

JAŚ, MAŁGOSIA I CZERWONY KAPTUREK.


 
Będzie o postaciach przypominających te bajkowe. "Jaś", którego wybrano na urząd najwyższy w kraju, oraz "Małgosia", która jeździ po Polsce autokarem prosząc o głosy, które by posadziły ją na stolcu pani premier. Ten pierwszy po objęciu tronu, inaugurował swoje rządy podróżami do sąsiednich krajów, by tam żalić się na własną, bardzo niesprawiedliwą, zrujnowaną przez rządzących ojczyznę. Ta druga zaś podtrzymując tezę pierwszego ustawia się na tle ruin w swojej rodzinnej gminie w celu upublicznienia status quo, czyli w gminie , którą rządziła przez lata jako burmistrz.
Nad pierwszym jak i drugim czuwa bardzo zatroskany o losy kraju, pan prezes, którego zamieniam dla dobra bajki, ze względu na wzrost w "Czerwonego Kapturka". Postać uwielbiana przez przynależnych do jego partii, biskupów, oraz rzesze wyznawców religii smoleńskiej. Gdyby owe bajkowe postaci znalazły się w moim niewielkim rodzinnym lesie, który zaprezentowałem w poprzednim poście, łatwo by było je wyłapać i osadzić wyłącznie w literaturze dziecięcej, a następnie nawet ulokować w klinikach, by zajęli się nimi uzdrowiciele. Niestety poruszają się oni wszystkimi środkami lokomocji i tylko sam diabeł wie gdzie dorwie ich ekipa telewizyjna. Są przyjmowani jak delegacja królewska nie tylko chlebem i solą, ale też wypiekami prosto z pieca w atmosferze harców taneczno-wokalnych miejscowej gawiedzi. Od czasu do czasu robią briefingi, konwencje programowo-partyjne, a jakże zasiadają w ławach poselskich za co zresztą biorą pieniądze, w czasie gdy pani premier zapowie ciekawy temat do rozważań poselskich. Ostatnio Sejm zebrał się by pogawędzić o tym ile i kiedy mamy jako Polska przyjąć na swój garnuszek uchodźców z państw objętych ogniem wojennym. No i tu się nasłuchaliśmy. Mianowicie pan prezes i jego przydupasy wygłosili mowy z których wynika wielkie oburzenie, że w ogóle wyciągamy ręce w kierunku tych nieszczęśników. Bo jak to możliwe, by po ulicach wałęsały się kobiety w burkach, by oddawały hołd modlitewny nie temu bogu u boku którego zasiada po prawicy święty Karol Wojtyła. To są brudasy, które mogą straszyć nasze dzieci, a może i jego samego. Będą fizycznie zanieczyszczać nasze kościoły oddając w kruchtach swój mocz, a może i coś więcej. Nie należy przyjmować żadnych islamistów, lepiej zapłacić narzuconą nam przez Brukselę karę. Z czego, z jakiej kasy ich to nie interesuje, tak jak nie interesuje ich z jakiej kasy można zrealizować siedemdziesięciomiliardowe obiecanki wyborcze. To jest nawiązanie do bajek, między innymi o Jasiu i Małgosi, którzy to w swym błądzeniu nieszczęśliwie wpadli w ręce złej Baby Jagi, ale za to najedli się łakoci w domku, w którym ulokowała ich czarownica.

 

Nasz Czerwony Kapturek w swym otoczeniu ma niejednego wilka szczerzącego zęby i wielkie oczy. Wystarczy wymienić pana Antka Macierewicza, zwanego policmajstrem, a także Mastalerka przypominającego z twarzy, a może nie tylko, jako żywo aktualnego więźnia, skazanego w Norwegii na 21 lat, ponadto Błaszczaka, Karczewskiego i kilkunastu innych. A jest ich tyle, dużo więcej niż czterdzieści, że żaden pociąg Tuwima ich nie pomieści. Są tam też czarownice, (np. panna Pawłowicz, albo Kępa) a nawet wilcze szczenięta, kandydujące do tytułu aniołków Charliego, (przepraszam), oczywiście prezesa, czyli naszego Czerwonego Kapturka już zamienionego w wilka. Cała ta menażeria PiS od dawna przebiera nóżkami by dorwać się do władzy i to bez żadnej koalicji. Wtedy te polskie ruiny zamienią w popiół poprzez zdewastowanie Konstytucji, oraz, czego pragną najbardziej, oczywiście w cichości wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.
 

 

Pal czort te miliardy płynące w ramach dopłat. Polska może być biedna, byle była katolicka. Tak grzmiał z mównicy sejmowej swego czasu ich poprzednik, wicepremier Goryszewski reprezentujący rząd panienki Suchockiej. Tylko jestem ciekaw co na to rolnicy polscy, którzy dzięki dopłatom płynącym już od 11 lat z Unii odnowili swoje gospodarstwa na wzór tych zachodnich, a nawet wybudowali sobie na cmentarzach rodzinne mauzolea. Widocznie tym postaciom bajkowym już wystarczą pobudowane autostrady, stadiony, przedszkola, dworce i kościoły. No, jeżeli chodzi o te ostatnie, to jeszcze się dobuduje, jako że te inwestycje najbardziej są Polsce opłacalne, zgodnie z tezą posła Niesiołowskiego, iż każda złotówka wydana na Kościół jest ulokowana najlepiej i najgospodarniej. Oczywiście najlepiej dla polskiego kleru i jego samego, posłańca (nie posła) episkopatu. Zastanawiam się w tym miejscu nad problemem iście egzystencjalnym. Mianowicie co by się rzeczywiście stało, gdyby to całe towarzystwo pisowskie znalazło się w moim rodzinnym lesie. Otóż jako ludzie głęboko wierzący, doznali by dramatycznych przeżyć, bo podobno hula tam w godzinach nocnych i nie tylko, zła dusza generała carskiego, mordercy powstańców polskich Wincentego Krasińskiego, oraz jego syna Zygmunta, autora „Nie Boskiej Komedii”, prywatnie ateisty. Nikt z mojej rodziny by do nich nie strzelał, bo brzydzimy się zabijaniem istot nawet wrogich normalnym ludziom. A do lasu zapraszam, bo jak pisze komentatorka Pani J:„Wyprawy do lasu o tej porze, nigdy nie kończą się powrotami z niczym. Jak nie grzyby, to zawsze można znaleźć jarzębinę, jeżyny, trafią się i spóźnione jagody czy borówki. W najgorszym wypadku wracamy uspokojeni, nasyceni właśnie tymi zapachami, przez Pana wspomnianymi, i widokami, których w takim kolorystycznym natężeniu by ze świecą szukać”.
 

 

Tekst ten napisałem w wyniku podpowiedzi pani (panienki) Gośki, która w swoim komentarzu wyraziła nadzieję, że losy bohaterów bajek, w których akcja dzieje się w lasach, umieszczę na blogu. Ponieważ moi bohaterowie nie są fikcyjni i nie są wymysłem Braci Grimm, przeto sądzę, że łatwiej będzie zrozumieć tę bajkę.
 
Obrazki od góry:
1.Tych uchodźców należy się bać jak diabła.
2.Jaś, Małgosia i baba Jaga wg. bajki Braci Grimm
3.Czerwony Kapturek, spotykany przy autostradach.
4. Rysunek z bajki Jaś i Małgosia.
5.Jaś i Małgosia w naturze..

środa, 16 września 2015

TAJEMNICZY UROK WŁASNEGO LASU


                                  

O lasach przypomnieliśmy sobie przy okazji wyborów parlamentarnych. Wcześniej nikogo one nie interesowały. Chyba że z powodu pożarów wzniecanych przez przypadkowych grzybiarzy, albo wręcz bezmyślnych włóczęgów. O lesie mówi się mało lub wcale, bo okazuje się, że las jako taki zauważany jest wyłącznie w aspekcie kampanii wyborczej, po to by te dobro narodowe emocjonalnie wykorzystać dla swoich politycznych celów. Każdy wie, że większość polskich lasów, to lasy państwowe, które to wyrokiem władz PRL zostały w generalnej części znacjonalizowane po 1944 roku. Przed wojną były po prostu w rękach klasy uprzywilejowanej. Ale ja nie o tym. Otóż część polskich lasów pozostała w rękach prywatnych właścicieli, którzy to onegdaj nabyli prawa własnościowe, zakupując ich połacie od wspomnianych wyżej obszarników, ubożejącej szlachty i innych posiadaczy ziemskich. Wśród takich nabywców był też mój Dziadek ze strony Matki. Nabył jak na owe czasy kawał lasu opinogórskiego, położonego na Nizinie Ciechanowskiej, w północnej części Mazowsza. Las, tak jak i każda inna własność ziemska mogła być przekazywana testamentem z ojca na syna. W przypadku mojej rodziny, na córkę, czyli moją Mamę. W ten sposób obok sadu owocowego, kilku ha dobrej ziemi, mieliśmy własny las. Prawdziwy kawał opinogórskiego pięknego drzewostanu. Opinogórskiego, bo tak nazywano ogromne obszary leśne, przed laty należące do generała armii carskiej Wincentego Krasińskiego z Opinogóry, ojca Zygmunta Krasińskiego, autora „Nie Boskiej Komedii” i „Irydiona”, zaliczanego do tzw. trzech polskich wieszczów narodowych, obok Mickiewicza i Słowackiego. Dzisiaj tym pachnącym ściółką leśną, oraz grzybnią lasem zarządza mój bratanek, aktualnie mieszkający w szwedzkim Malmoe. Na każdą potrzebę wyrębu dla potrzeb gospodarczych on i zarząd leśny w Polsce muszą wyrazić pisemną zgodę, ponieważ sam papier własności nie upoważnia do całkowitej dyspozycji wedle zachcianek.
 


 

Przepisy te chronią polskie lasy (nawet prywatne) przed dewastacją i marnotrawstwem. Ustalenia te jeszcze bardziej rygorystycznie obowiązują w stosunku do lasów państwowych, dlatego jestem zdziwiony, że cwaniacy ubiegający się o mandaty poselskie, oraz były pan prezydent Komorowski, chyba z powodu upodobań w zabijaniu zwierząt, wśród pytań referendalnych umieścili pytanie: czy chcesz prywatyzacji polskich lasów?. Głupota, ponieważ wiadomo, ze nikomu kto myśli po polsku i dba o dobro narodowe, taki pomysł by nie przyszedł do głowy. Ale ja tym razem też nie o tym:.
 
Otóż osobiście należę, tak jak większość ludzi do miłośników leśnej atmosfery. Co prawda obecnie mieszkam z dala od lasów, ale przez większość życia z zapachem lasów byłem mocno związany. Uwielbiam zapach samego lasu. Generalnie najpiękniejszy zapach leśny związany jest z drzewami sosnowymi. Tutaj pojawia się pytanie co do intensywności tego zapachu. Zapewne są okresy gdzie intensywność tych zapachów zwiększa się, gdy drzewa sosnowe np. rozpylają swoje pyłki. Nie mam pojęcia jak długo trwa taki okres. Jak przedstawia się sytuacja poza takim okresem?. Czy nie jest przypadkiem tak, że las sosnowy dość intensywnie pachnie tylko krótkimi okresami czasu, a potem intensywność tych zapachów jest przeciętna, trudno wyczuwalna?. Często mówi się, że po deszczu wzmagają się takie zapachy bo paruje ściółka leśna. Jak przedstawia się sytuacja w zimie, późną jesienią?. Na pewno intensywność tych zapachów związana jest z temperaturą otoczenia. Niemniej, pamiętam wizyty w lesie sosnowym nawet latem, kiedy praktycznie nie odczuwałem zapachu. Tłumaczyłem to katarem. Nasz las porastały właśnie w przewadze sosny, ale też olchy, brzozy, graby i dęby, czyli normalny polski drzewostan leśny. Dlatego zapach tego lasu był niejako wymieszany. Opadające liście tworzyły wyjątkowo intensywnie pachnącą ściółkę, którą wielu mieszkańców okolicznych wykorzystywało na uszczelnianie drewnianych domostw przed nadchodzącą zimą. Do lasu zwykle wybieraliśmy się na grzybki.
 
 
A pamiętam, że można tam było napełnić kosz prawdziwkami, koźlarzami, podgrzybkami, kurkami i wieloma innymi jadalnymi owocami tejże ściółki, no i ten przemiły uszom świergot ptactwa, szczególnie wiosną. Ptactwa zwołującego się w pary do budowy gniazd. Ponieważ do własnego lasu mieliśmy kilka kilometrów, trzeba było korzystać z rowerów, dzisiaj po prostu wsiada się w samochód i w parę minut można oddychać uzdrowicielskim powietrzem. W ostępach przy odrobinie szczęścia można było spotkać zamieszkałe tam zwierzęta. Dziki, szaraki, liski, wiewiórki, a nawet zabłąkaną sarnę z małym „dzieciątkiem”.
Dawno już nie odwiedzałem naszego, rodzinnego lasu, pozostała mi tylko wyobraźnia i podświadomie odczuwana woń lasu. Kilka lat temu wybrałem się w towarzystwie gospodarzy do naszego lasu na grzybki: Ten widok bogactwa przyrody, w tym przeciskającego się przez ściółkę kwiecia, uśmiech kapeluszy prawdziwków i czerwonych koźlarzy, szum starych, być może 100 letnich dębów i grabów, a także stukot dzięciołów i szczebiot drobnych ptaszków. to wszystko, ta cala kakofonia życia pozostała mi we wspomnieniach na zawsze, a jako że dzisiaj mieszkam daleko od lasów, ten świat ciągle otaczam najmilszym wspomnieniem. On mi wciąż pachnie ściółką leśną i grzybnią.

wtorek, 15 września 2015

BOJAŹŃ BEZ POWODU


 
Węgry dzisiaj w oczach świata uchodzą za kraj najbardziej w Europie ksenofobiczny, rasistowski i egoistyczny. To co wyrabia się na granicach Węgier z sąsiadami oraz na dworcach kolejowych pokazuje, że kraj pozbawiony jest odruchów człowieczeństwa. Jakby już zapomniały, że w roku 1956 podczas rewolucji budapeszteńskiej, w odruchu humanizmu cały świat masowo ustawiał się w kolejkach by oddać krew (ja też) dla poszkodowanych Madziarów. Sąsiednia Austria otworzyła granice dla uchodźców z krwawiącego Budapesztu. Bezpieczne miejsce w nowej ojczyźnie znalazło ponad 200 tysięcy ludzi, w większości z samego Budapesztu. 200 tysięcy przyjęli mieszkańcy małego terytorialnie kraju
 

 

jakim jest Austria. Wiedeń podobnie stał się schronem dla Polaków w czasie stanu wojennego w 1981-82 roku. Tymczasem Polska, kraj o wiele większy ma problem z tym, czy jest możliwe aby wpuścić w nasze granice 2 czy 12 tysięcy ludzi uciekających spod bomb i rzezi siepaczy Bashara Assada. Otóż nie ma powodu do bojaźni. Nie ma, bowiem migranci wcale nie lgną nad Wisłę. Wiedzą po pierwsze, że nie będą mile widziani wśród fundamentalistów katolickich. Żywią też obawy, że czeka ich podobne niebezpieczeństwo ze strony rasistowskiej części społeczeństwa. Bicie, podpalanie mieszkań i inne szykany, co dość często zdarzało się szczególnie na ksenofobicznym Podlasiu i nie tylko, przy dość biernej postawie policji, prokuratur, oraz sądów. Po co pchać się do kraju, który nie może zabezpieczyć w miarę godnego życia nawet swoim obywatelom, wysyłając ich milionami za chlebem na Zachód. Nawet gdy Unia Europejska na każdego uchodźcę przydzieli te kilka tysięcy euro, to jasne że oni tych pieniędzy nie otrzymają do ręki. To pieniądze dla państwa, które zorganizowało dla nich jakiekolwiek mieszkania i być może nędzną pracę.
 

 

Oni dostaną socjal (zasiłki) jakie otrzymują Polacy w kraju. Dlatego migranci (ludzie dość wykształceni i dobrze poinformowani o stanie ekonomicznym członków UE) idą tam gdzie będą mieli zapewnioną dość dobrą egzystencję. Polska, we wszystkich notowaniach wpisuje się w końcach tabeli, jest w porównaniu, choćby z sąsiadami biedna, a od biednego nie należy niczego oczekiwać, tym bardziej, że z empatią wśród ludu polskiego też nie jest najlepiej. Nie bójcie się parafianie, którzy mielibyście wypełniać wezwanie papieskie i uszczęśliwiać Syryjczyków. Nie bójcie się zarządzający gminami i miastami, że spadnie na was lawina koczujących ludzi. Niech się nie boi pani Szydło, pan Kaczyński, pan Gowin, ale też większość biskupów i księży. Uchodźcy nie uszczuplą wam zawartości portfela i tacy, bo po prostu ich tu w Polsce nie będzie, a szczątkowe zgrupowania nieszczęśników będą jeno przystankiem na drodze do Niemiec, Danii albo Szwecji. A szczerze mówiąc nawet sielankowa Dania często nie odpowiada ich aspiracjom, bo jak można było zobaczyć w telewizji- Dania daje na osobę 5 tysięcy euro, podczas gdy Szwecja oferuje 10 tysięcy. Z Danii uciekają, a z Polski mieliby nie uciec?. Z kraju, gdzie zasiłek wystarczył by im tylko na chleb i mleko?. Powagi moi drodzy rodacy. Powtarzam, jeżeli u nas zbierze się te pierwotnie zapowiadane 2 tysiące migrantów to będzie sukces na skalę międzynarodową. Chyba że z
 

 

Ukrainy, ale wiemy, że większość Ukraińców woli wyjechać do Rosji, albo bogatych krajów na zachodzie Europy, ale nigdy do Polski. Tu przyjeżdżają wyłącznie biedne, upodlone w swoich rodzinach kobiety ukraińskie by podjąć pracę sprzątaczek i opiekunek ludzi starych i schorowanych za 5 złotych na godzinę. Nasi kibole i faszyści będą jak dotychczas skazani na bitwy między sobą, bowiem trudno im będzie upolować ofiarę na ich krwawy, nazistowski „sparing”. Kościół natomiast może głosić dobrą nowinę o wyrażanym pragnieniu na przyjmowanie nawet muzułmanów, bo wie, że i tak ich nie będzie, a opinia o wyjątkowej dobroduszności pójdzie w świat. Papież też usłyszy.
 
Obrazki od góry:
1-2-3. Uchodxcy w Wiedniu w drodze do Niemiec.
4. "Zasiłek" w Polsce po dojściu do władzy PIS.

niedziela, 13 września 2015

UŚMIECH MUZUŁMANINA

 
 
 
Wydaje się, że uśmiech muzułmanina specjalnie się nie różni od uśmiechu chrześcijanina, chyba że polskiego chrześcijanina, bo akurat na twarzy polskiego chrześcijanina, a konkretnie katolika ten wyraz zadowolenia z życia gości wyjątkowo mało. A przecież nie mamy powodów do pokazywania chmurnego oblicza. Zapewniają nas o tym media, powtarzając w kółko o naszej zielonej wyspie, cudem uratowanej od skutków kryzysu jaki dotknął pozostałą Europę. Czyżbyśmy nie dowierzali naszym władzom z prezydentem i premierem na czele. Oczywiście nie chodzi o aktualnego prezydenta, bo ten akurat poza ruinami widzi ogromną niesprawiedliwość społeczną, zachowując się jak kwerulant, o czym rozpowiada nawet sąsiadom swego kraju. Bo generalnie uśmiech na twarzy Polaka najczęściej gości wtedy gdy się dowie, że jego znajomy ma dużo gorzej w życiu niżeli on, albo gdy szef w fabryce wywalił z roboty jego konkurenta do awansu. Czy muzułmanie z Syrii, Erytrei, albo Afganistanu mają powód do uśmiechu?. Czy ci tułacze pokonujący setki kilometrów z dziećmi na rękach w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca na ziemi mają powód do uśmiechu. NIE, nie mają. A zatem ich smętna mina, ich zatrwożone oczy mogą Polakom przypominać tych, co to chcieliby ich zabić, bo się nie uśmiechają?. Mogą, szczególnie tym, którzy z powodów homofobicznych z góry są uprzedzeni do innych nacji. Zatem dla ludzi, którzy ulegają propagandzie pisowskiej i kościelnej, wznoszących kazuistyczne wrzaski, że muzułmanie są zagrożeniem dla życia jego rodziny, że każdy niekatolik jest wrogiem śmiertelnym i należałoby go najlepiej jeżeli nie zabić to przynajmniej przepędzić, nie powinno być w zdrowym społeczeństwie miejsca. Tylko poprawnie wychowywani Polacy, bez indoktrynacji religijnej i homofobicznej zrozumieli, że musimy
 

 

 

być solidarni z całą Unią Europejską, która w nieodległej historii wstecz przytuliła miliony Polaków potrzebujących pomocy, mimo że przecież u nas w kraju w czasie stanu wojennego nie było otwartego frontu walk. Ludzie nie ginęli na ulicach, nie bombardowano naszych domostw. Wielu co najwyżej grożono aresztem albo internowaniem. Jak szybko o tym zapomnieliśmy. Jak szybko prawicowa część naszego społeczeństwa wyrzuciła ze swej świadomości tę prawdę. Dzisiaj trwa dysputa, a nawet kłótnia sejmowa ilu tych wołających pomocy nieszczęśników, w swej nadzwyczajnej dobroci i empatii ostatecznie możemy wpuścić do kraju, ile to kosztuje i cała z tym związana estymacja. 2 tysiące, czy ewentualnie z rozmachem 2 i pół tysiąca. O 12 tysiącach proponowanych nam przez UE nie chcą słyszeć. Nawet słowa papieża już dla nich nic nie znaczą, bo to nie jest polski papież. To nie JPII z Wadowic. Dla konserwatysty i ksenofoba posła Jarosława Gowina, dla którego wyrocznią jest red. Terlikowski a papieżem Rydzyk, a który to po nocach słyszy głosy zarodków, słowa papieża Franciszka brzmią fałszywie. Czyżby schizma w polskim Kościele?. Może nawet do tego dojść, ponieważ większość wypowiedzi Franciszka wprawia polski kler w ogromne zakłopotanie a nawet cichy bunt. Przywiązanie się do pałaców oraz samochodów najnowszej generacji powoduje zjełczenie mózgów, a więc po prostu wymiecenie z nich odruchów człowieczej solidarności. Z kolei obawa, że muzułmanie spowodują wymieszanie, a więc zatrucie polskiej krwi brzmi generalnie głupio. Polska, mimo że oficjalnie stanowi społeczeństwo dość „jednorodne”, bo mniejszości narodowe są stosunkowo małe, w gruncie rzeczy od setek lat genetycznie jest pomieszana bodajże z krwią całego świata. Polska krew to morfologiczny roztwór złożony z krwi Ukraińca, Rosjanina, Litwina, Turka, Niemca, Szweda, ale też prawdziwego muzułmanina, bowiem jako naród mieliśmy do czynienia z tymi nacjami, szczególnie na niwie wojen i zaborów. Panie Gowin i narodowcy z ONR (foto), muzułmanie już u nas są od czterystu lat, mają swoje świątynie np. w Kruszynianach. Gdyby nawet dostateczny napływ tych ostatnich spowodował asymilację na tyle , że zawierano by mieszane małżeństwa, to zrodzone pokolenie będzie dużo zdrowsze. Wiedzieli o tym już od dawna możni tego świata, pod pretekstem utrzymania ciągłości rodów, w przypadku niepłodności któregoś z małżonków. Nie było znane in vitro.. Bez obawy drodzy Rodacy, bo cóż to jest nawet te 12 tysięcy uchodźców na 38 milionowe społeczeństwo i na prawie 10 tysięcy parafii. Odbiorą pracę, zgwałcą kobiety, połamią krzyże,

 


 

oto hasła naszych narodowców, prawdziwych katolików. A przecież codziennie słyszymy z mediów o mordach dokonywanych przez katolików na katolikach, a nawet zabójstwa dokonane przez dzieci na swych rodzicach. Te dzieci, które przez wiele lat były indoktrynowane w szkole przez katechetów. Obawa, że muzułmanie przybyli po to by podrzynać gardła katolikom ma się do prawdy tak jak to, że posłanka Pawłowicz potajemnie daje nauki Millerowi, bo ten postanowił także się habilitować gdzieś tam w ostrołęckiej filii jej uczelni. Jedno jest absolutnie pewne, co podkreśla prasa, że większość uchodźców jest dużo lepiej wykształcona niżeli my Polacy. Posługują się obcymi językami, co zapewne będzie miało pozytywny wpływ na prawdziwą asymilacje z obywatelami kraju, który ich przygarnie. A o mieszanie krwi nie ma się co zamartwiać. Ich krew jak powiadam, składa się z tych samych elementów co krew białego człowieka, a samą karnacją skóry nawet wygrywają, co absolutnie nie znaczy, że nasze kobiety są mniej atrakcyjne.

Obrazki od góry:
1. "Prawdziwi" Polacy w akcji.
2.  Polska rodzina na swoim, bez obcych.
3. Meczet w Kruszynianach na Podlasiu.

sobota, 12 września 2015

ŚLADAMI POLITYCZNEGO CHAMSTWA


Nie zawsze politycy polscy potrafili zachować kulturę dyplomatyczną, czyli wypowiadać się słowy lokowanymi w annałach literackich, a co najmniej stosując poprawność w tym względzie. Dowodów na to dostarcza nam historia polskiej dyplomacji parlamentarnej. Już w Drugiej Rzeczypospolitej sala sejmowa była świadkiem rzucanych inwektyw na przeciwników politycznych. Celował w tym sam Marszałek Józef Piłsudski,

który to nie panując nad własnymi nerwami potrafił nazwać posłów a nawet ministrów szmatami. Przykładem są słowa skierowane do ministrów rządu lubelskiego, cyt:"Wam kury szczać prowadzać a nie polityką się zajmować", a do posłów wykrzyczał: „Sejm ladacznic.”, „Rzeczpospolita to wielki burdel, konstytucja to prostytutka, a posłowie to pospolite kurwy”. Wiele się nie mylił można by dziś powiedzieć, bowiem mimo upływu blisko 100 lat, śmiało by można owe marszałkowskie słowa przykleić do Sejmu III Rzeczypospolitej. Wcześniej w PRL partyjni przywódcy państwa również nie przebierali zbytnio w słowach. Pamiętam osobiście wygłoszony referat przez Władysława Gomułkę, w którym to odniósł się do dramatu Dziadów w reżyserii Dejmka, a także konspiracyjnej działalności Jacka Kuronia cyt:Utwór ten zawiera jednocześnie pornograficzne obrzydliwości, na jakie może zdobyć się tylko człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoku, człowiek o moralności alfonsa”. Tak było, a przytoczyłem tylko maleńkie przykłady. Bo co się właściwie zmieniło?, otóż nic się nie zmieniło, a nawet wręcz się nasiliło owe chamstwo „dyplomatyczne”. Przykład wyjątkowego chamstwa, które przebija dotychczasowe cytaty, co pozostanie zapisane w historii jako dowód tego, iż człowiek z gminu nigdy nie powinien przywdziewać fraka, a nawet liberii, bo tu też jest potrzebna jako taka ogłada, jest telewizyjne spotkanie
przedwyborcze Lecha Wałęsy z Aleksandrem Kwaśniewski. Ów prosty robotnik, ojciec siedmiorga czy też ośmiorga dzieci, nazywający się „prezydętem”, na powitanie z przeciwnikiem politycznym chciał podać nogę zamiast ręki. Nabrzmiały pychą po tym jak od pięciu lat otrzymywał na posiłki szynkę i portugalskie sardynki zamiast dotychczasowej kaszanki i kapuśniaku, powitał Kwaśniewskiego słowami: Nie dość żeś się pan spóźnił to nic nie słyszę, ani be ani me ani kukuryku. Prostak z problematyczną podstawówką z woli Rydzyka i prawicy styropianowej zasiadając już przez pięć lat w Belwederze, odwiedzał ku naszemu wstydowi i zażenowaniu królową brytyjską, oraz czytał napisane mu przemówienie w Kongresie USA. Czym różnił się od Gomułki, który miał podobne wykształcenie?. Otóż różnił się, bowiem Gomułka sam podobno sobie pisał przemówienia i lepiej je odczytywał. Pan były prezydent chciał by posłowie i posłanki o orientacji seksualnej zasiadali z tyłu sali, a najlepiej poza ścianą Sejmu. Chamstwa ten człowiek nie pozbędzie się nigdy bowiem nabył go w swoim towarzystwie robotników rolnych i stoczniowych. Sam zresztą chwalił się do słynnej dziennikarki Oriany Fallaci, że nigdy nie przeczytał żadnej książki, za to jedną napisał. Od siebie dodam, że chyba ołówkiem kopiowym, albo jarmarcznym długopisem, którym składał swój podpis na dokumencie porozumienia z rządem PRL. Chamstwo w polskim parlamencie wrosło już w obyczaj i zapewne nigdy nie będzie tu Wersalu jak powiadał poseł Samoobrony Andrzej Lepper. Dzisiaj na przeróżne obraźliwe odzywki posłanki PiS
 
 

Krystyny Pawłowicz, która nie może znieść w Sejmie obecności transseksualistki Grodzkiej, poseł Twojego Ruchu powiada: Wolałbym bzyknąć kozę niżeli posłankę Pawłowicz. Rzekł to w odwecie, gdy Pawłowicz chcąc poniżyć Grodzką z trybuny sejmowej powiedziała, że Grodzka nażarła się hormonów i myśli, że jest kobietą. Jeśli chodzi o żarcie to akurat Pawłowicz pokazała jak można w czasie obrad „źreć” sałatki i inne fast foody nie zważając na obowiązującą kulturę. Gdy poseł SLD zwrócił jej uwagę, po prostu wykrzyczała; spierdalaj! Chamka mieniąca się profesorem, z wyglądu przekupka handlująca jajami, kobiety manifestujące w obronie związków partnerskich nazwała dziwkami i szmatami, którym towarzyszą alfonsi. Dla niej szmatą jest też flaga Unii Europejskiej. Niewiele od niej się różni w swoich wypowiedział poseł PO Niesiołowski.
 
 

To ten który głodne dzieci polskie chciał karmić szczawiem i mirabelkami, z tym że on nie przebije panny Pawłowicz, ponieważ wypowiedzi Niesiołowskiego są wypracowane artystycznie i dotyczą wyłącznie Kaczyńskiego, PiS i otoczenia tej partii. Kiedyś Niesiołowski był zaklętym konserwatystą, przyjacielem Rydzyka, dzisiaj się zmienił diametralnie. Jest absolutnym liberałem. No cóż, tylko krowa nie zmienia poglądów, można by skonstatować. Czy zawsze w polskim parlamencie była podobna atmosfera?. Nie, tak nie było, co najwyżej posłów lewicy poseł Moczulski nazwał pachołkami Rosji. Wszystko się zmieniło gdy nastąpiła katastrofa smoleńska, w wyniku której PiS, a szczególnie sierota po bracie bliźniaku, Jarosław Kaczyński, dotknęła wścieklizna pędu do władzy. Przegrywając zaś kolejne wybory zarówno prezydenckie w których osobiście kandydował, jak i wszystkie inne, doznał choróbska z pogranicza psychiatrii. Choroba, którą kilka lat temu nazwałem symbolem medycznym
 
 

F99 przeniosła się na całą partię pisiorów. Niestety nie jest to w żadnym wypadku uleczalne medycznie. Jedynym lekarstwem jest stanowisko premiera rządu do tego w symbiozie z prezydentem pochodzenia pisowskiego. Zanosi się na skuteczną terapię, bo diagnozy są optymistyczne. W roku 1995 Państwowe Wydawnictwo Naukowe wydało „Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów”. Notują go słowniki gwary młodzieżowej, w tym wydany w Toruniu w 2003, slang studentów Uniwersytetu Gdańskiego, a rangę poniekąd ogólnopolską nadał mu autor M. Czeszewski. Mam to dzieło w domu i w chwilach wątpliwości, czy zostałem obrażony „mową, myślą lub uczynkiem” zaglądam do niego. Jest to tak bogaty zbiór słownego szamba stosowanego przez Polaków, iż nawet przy najlepszych chęciach i pragnieniach ani senator Kogut, ani posłanka Pawłowicz, poseł Sienkiewicz ani żaden inny POSŁANIEC na ul. Wiejską w Warszawie, nie jest w stanie zastosować w stosunku do „braci w wierze”, bo przy okazji należy dodać, że akurat największymi chamami okazują się posłowie i senatorowie katolickiej prawicy, no ale oni zawsze mogą się oczyścić poprzez sakrament spowiedzi. Sądzę, że autor Słownika, zanim podjął decyzję napisania owego dzieła musiał poruszać się w tym bogobojnym środowisku. Nie dziwmy się zatem, że od czasu do czasu do naszych uszu docierają podobne słowa z trybuny sejmowej, chociaż co bardziej elokwentni POSŁAŃCY potrafią zrealizować zamiar poniżenia innego POSŁAŃCA bez korzystania ze wspomnianego słownika. Do takich zaliczyłbym właśnie Marszałka Piłsudskiego, ale też I Sekretarza PZPR Gomułkę, którzy to nie posługiwali się słowami na p, h, albo k, a przy tym innymi słowy sprowadzili „do parteru” tych do których je adresowali. W tym miejscu trzeba dodać, że nie zawsze objawy chamstwa wyrażane są
 
 

słowem. Najlepszym przykładem tego jest tzw. buczenie, zjawisko z którym spotkaliśmy się nie tylko podczas składania wieńców przez przedstawicieli rządu pod pomnikiem Gloria Victis na cmentarzu Powązkowskim w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Buczeli wtedy kibole warszawscy oraz młoda hołota pisowska. Można by powiedzieć, iż innego zachowania ze strony tych młodych ludzi nie należało się spodziewać, natomiast nikt się nie spodziewał podobnego zachowania w świątyni prawodawstwa, czyli na sali sejmowej. Buczeli posłowie i to liberałowie, a także niektórzy przedstawiciele z lewej strony. Wyrażali oni swoje niezadowolenie w stosunku do tych co buczeli na cmentarzu. Zachowanie jednych jak i drugich można właśnie zakwalifikować jak chamstwo. Chamstwo przypisane hasłu: A to Polska właśnie.

Obrazki od góry:
1. Józef Piłsudski: ostry w rządzeniu oraz słowach.
2. Mędrzec dla ubogich w rozumie.
3.Przekupka z tytułem profesorskim.
4.Pies na PIS
5.Do lecznicy.
6.Logika dyplomacji.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...