sobota, 27 lutego 2016

W O.BYCIE RYDZYKA


 
A tak dosłownie, w dupie Rydzyka. Czy ktokolwiek chciałby być w czyjejś dupie?. Pytanie retoryczne, a jednak. W kolejce do dupy Rydzyka ustawiali się kolejno. Wałęsa, Giertych z Ligą Polskich Rodzin, AWS, PSL, a na końcu Kaczyński ze swoją świtą. W zależności od koniunktury, Rydzyk kombinował i jednych reklamował na antenie Radia Maryja, innych pomijał. Wszyscy wymienieni jednak wszystko czynili by ich ugrupowanie w miarę często było głośne na tej antenie, najlepiej w pozytywnym świetle. Z biegiem czasu Rydzyk wykonał przegrupowanie i przeanalizował komu należy oddać antenę. Odpadł Wałęsa, któremu zaczął przypisywać „Bolka” oraz niepotrzebną dociekliwość w sprawie pieniędzy zebranych na Stocznię Gdańską, odpadł Giertych, co dziwne, bo w jego ugrupowaniu była Młodzież Wszechpolska z hasłem Wielka Polska Katolicka. Odpadł PSL, bo w tej partii zasiadało wielu byłych członków ZSL (przybudówki PZPR).
Odpadł AWS Krzaklewskiego, gdy partia ta przegrała wybory z lewicą. Pozostał Jarosław Kaczyński ze swoją polityczną stadniną, co dziwne PIS przytulił kilku byłych działaczy partii komunistycznej. Nawet Platforma, która zgodnie z dziwną logiką waliła pieniądze na Świątynię Opatrzności Bożej, (chcąc sobie też zapewnić opatrzność), a więc cel mało związany z toruńskim biznesmenem, ale jednak cel kościelny, utraciła dobrą opinię u Rydzyka. Jarosław Kaczyński, który swoją religijność udaje wyjątkowo telewizyjnie „dzięki” katastrofie smoleńskiej w której zginął jego brat, a do której bez wątpienia sam się przyczynił, (chociaż do tej pory tego nie zdołano udowodnić, ale wszystko przed nami), potrafił wgryźć się w łaski doktora, ojca, rektora, biznesmena, naczelnego redaktora (niepotrzebne skreślić).
Poprzednie wybory, zaraz po katastrofie smoleńskiej Kaczyński przegrał. Przegrał tych wyborów bodajże siedem, ale nadziei nie tracił. Mobilizował co inteligentniejszych członków PiS (przewidywanych na wszelki wypadek w gabinecie cieni) do codziennego zasiadania przed mikrofonami Radia Maryja i telewizji TRWAM, którzy w sposób iście wystudiowany potrafili bić pianę krytyczną na rządy PO. Ponieważ zmęczona ośmioletnimi rządami Platforma rzeczywiście popełniła wiele błędów, z korzyścią dla siebie i krzywdą społeczną, łatwo udało się zmanipulować społeczeństwo, że najlepszym wyjściem dla Polski jest dopuszczenie do władzy PiS. Mało uświadomione społeczeństwo w to uwierzyło, tym bardziej że obok Radia Maryja do głosowania na partię Kaczyńskiego nawoływał Kościół i to począwszy od proboszcza aż po biskupa. Pod wpływem Polaków dewocji i powszechnego fanatyzmu PIS wygrał na tyle, że mógł
powołać samodzielny rząd, jaki tylko chce, choćby narodowy czy faszystowski. Skorzystał na tym nie tylko Kaczyński ze swoją stajnią, ale też Duda jako kandydat na prezydenta. A jeszcze niedawno Rydzykiem i jego radiem brzydziło się ponad 70% biskupów. Pamiętam, gdy z ciekawości słuchałem tzw. Rozmów Niedokończonych, w których po nazwisku pluto na niektórych biskupów jako niby Żydów, w tym m.in. na bp. Życińskiego. Metamorfoza była spowodowana oczekiwaniem dużych państwowych pieniędzy, jak by im było mało Funduszu Kościelnego oraz zagarniętych ziem w wyniku krzywdzącej dla narodu komisji kościelno-państwowej, decyzją której kler dostał do łap tysiące obiektów i hektarów za tzw. symboliczną złotówkę, które to hektary na pniu sprzedawał za miliony. A rząd PO na to patrzył i przymykał oczy. Ale wszystko jest do czasu. Po przejrzeniu na ropne ślepia komisję rozwiązano, ale ziemi już nikt nie odzyska, bo taki był zapis w konstrukcji porozumienia. Zwycięstwo PiS, cwany Rydzyk potrafił wykorzystać do maximum wyłącznie dla siebie, tym bardziej, że co bardziej ważni propagandziści z prezesem Kaczyńskim na czele z mównicy Radia Maryja dziękowali za pomoc w zwycięstwie wyborczym. „Ojcze dyrektorze, bez Radia Maryja i bez Ciebie nie byłoby tego zwycięstwa”. Wprost na klęczkach wypowiadali podobne słowa.

Rydzyk to wykorzystał. Natychmiast zażądał 27 milionów złotych, które rzekomo zabrała mu Platforma, na tzw. odwierty. Zażądał również odsetek liczonych w dalsze miliony złotych. Jego uczelnia od tej pory ma się stać kuźnią kadr kultury, radia i telewizji publicznej, dyplomacji, oraz wielu dziedzin gospodarki. Polska wpadła w dupę Rydzyka i prawdopodobnie długo tam pozostanie, bowiem proste polskie społeczeństwo dało się kupić za kwotę 500+, czyli tyle ile potrzeba wielodzietnym rodzinom na alkohol i porzucenie pracy. Tysiąc złotych becikowego plus pięćset złotych od Szydło będzie można zagospodarować zgodnie z tradycją polskiego katolickiego ludu. Ludowi nie przeszkadza gniew Unii Europejskiej w związku z wygaszaniem demokracji w Polsce, ani nawet sianie ideologii narodowego neofaszyzmu przez księży Międlara z Wrocławia i Kneblewskiego z Bydgoszczy. Ostatnio ponoć się mocno zaprzyjaźnili.
 
Obrazki od góry:
1.Prężny jak dąb przywódca państwa polskiego.
2.Samodzielny jak Morawiecki pogromca praw.
3.Oni dla nas tanczą, a nawet spiewają.
4.Wytyczne nadszefa.
5.Księża przyjaciele Kneblewki i Międlar. 




środa, 24 lutego 2016

DZIADEK


Okazałbym się mało konsekwentnym wnukiem, gdybym z kolei nie napisał co nieco o Dziadku Józefie. Natura pozwoliła mi na dłuższy kontakt z Babcią niżeli z Dziadkiem, który odszedł w zaświaty w wieku lat sześćdziesiąt parę, gdy tymczasem Babcia dociągnęła lat dziewięćdziesięciu sześciu. Nigdy dokładnych dat śmierci nie pamiętam, chociaż sobie je utrwalam przy okazji każdej wizyty na cmentarzach. Z roku na rok przybywa nowych grobów i nie sposób wszystko spamiętać. Aliści mimo to o dziadku wiem dość dużo. Pochodził z zubożałej szlachty mazowiecko-litewskiej z nazwiskiem o koncówce „wicz”. Urodził się pod koniec XIX wieku, zaś zawarł związek małżeński z panną lat 17 w latach okresu tzw. Młodej Polski. Był to przystojny, czarnowłosy mężczyzna z sumiastym wąsem, z niezbyt słusznym wykształceniem. Rolnik, właściciel majątku, bez większych ambicji, ale i snobizmu, czy też demonstracji herbowych. Lubiłem go tak jak każdy wnuk lubi swego dziadka. Zabierał mnie na wóz gdy odwoził do mleczarni codzienny udój mleczny. Wtedy przekazywał mi „kierownicę” w postaci lejców i bata, sam tymczasem modlił się, bowiem Dziadek był bardzo bogobojnym człowiekiem, zresztą jak cała jego rodzina ze strony mojej Mamy.
Odwoził mnie po każdych wakacjach na stację kolejową, gdy zbliżał się czas powrotu do szkoły i internatu. Podróże odbywały się wczesnym rankiem gdy na niebie wałęsał się jeszcze księżyc, co sprzyjało odpowiednim tematom dyskusji. Upominał mnie kilka razy bym pilnował kuferka (walizki), dobrze się uczył, nauczycieli słuchał a swoje myślał. Poprzez tę wypowiedź rozumiałem, że  nie wszystkiemu o czym pisały gazety a nawet książki należy dawać wiarę.. Gdy pewnego razu w czasie jazdy rozmowa zeszła na temat nieba i ziemi, Dziadek powiedział, abym nigdy nie wierzył w to, że ziemia jest okrągła, bo to jest propaganda komunistyczna. Ależ Dziadku, próbowałem zaprzeczać: ziemia jest naprawdę okrągła, a fakt ten już 500 lat temu stwierdził Mikołaj Kopernik, który zresztą był biskupem. Wnuczku, nawet wśród

duchownych można się spotkać z pomyleńcami, a nawet rozpustnikami. Jakoś do tej pory z tej waszej okrągłej ziemi nikt się nie zsunął. Boże, boże, jak ci komuniści tym niewinnym dzieciom w głowach namieszali, zamartwiał się. Zżymałem się z powodu tych słów, a mimo to Dziadka bardzo lubiłem. Wzorem dzisiejszego Macierewicza, Dziadek chciał aby Polska miała bombę atomową, to by raz na zawsze zrobiła porządek z tymi komunistami. To było jakoś po masakrze w Budapeszcie. Dzisiaj wielu dziennikarzy pyta pana Antoniego M. po co Polsce taka broń, na kogo Polska ma zamiar napadać?. Odpowiedź brzmi: do "użytku wewnętrznego!." Dziadek palił fajkę a po jakimś czasie przerzucił się na mocne papierosy. Nie zajmował się zwierzętami hodowlanymi poza oczywiście końmi. Pod jego opieką był też niewielki sad owocowy, las i pasieka pszczół, gdzie ja, syn prawdziwego sadownika służyłem Dziadkowi jako głos doradczy, szczególnie w czasie szczepień drzewek. Dziadek zmarł nagle na wylew krwi do mózgu. Znalazła go Babcia, zbyt długo oczekując na jego powrót z pola. Nie pomógł lekarz pogotowia. Żył sparaliżowany jeszcze jedną dobę, a Babcia pożyła we wdowieństwie jeszcze ponad trzydzieści lat. Ot i cały obraz moich Dziadków ze strony Mamy. Dziadków ze strony Ojca nie pamiętam, bowiem pomarli zanim  pojawiłem się na świecie.
 
Obrazki od góry:
1.Dziadek Kiepskiego Ferdka, zresztą podobny do mojego.
2.Weseli dziadkowie
3.Mądrość dziadka.



poniedziałek, 22 lutego 2016

BABCIA



To taka ciekawostka. Mianowicie im człowiek starszy, tym bardziej powraca do swej najwcześniejszej młodości. Mam na myśli siebie. Już nie dziecko, ale po prostu młokosa, wtedy postrzeganego jako ni wyrostka, ni kawalera. Lata pięćdziesiąte któreś tam . Kończę podstawówkę, zwaną wówczas szkołą powszechną, zamykającą się absolwencją siódmej klasy. Rodzice widząc we mnie przyszłego księdza, lekarza albo adwokata rozglądali się za liceum, z którego mógłbym trafić do odpowiedniej uczelni. Niestety nie każdemu w owych czasach było to dane. Pierwszeństwo miały dzieciaki z tzw. czworaków, słowem ludzi biednych. Aby się można zapisać do liceum, należało przedłożyć zaświadczenie z gminy o dochodzie na członka rodziny. Podobnie jak dzisiaj w sprawie 500+. Zaświadczenie wystawione w rodzimej gminie, nie dawało mi takiej szansy. Akurat dobrze się stało, bo brat mojej Mamy, jako absolwent seminarium dostał stanowisko wikariusza w innej miejscowości, gdzie również było liceum. Ponieważ były to lata z religią w szkołach, wujkowi udało się mnie tam ulokować, chociaż było to dość daleko od miejsca zamieszkania. Ważny głos nacisku miała też moja Babcia Franciszka Aleksandra, matka księdza. To tyle wstępu. Być może w podzięce, być może na wyraźne polecenie rodziców, prawie każde licealne wakacje spędzałem w gospodarstwie dziadków. Nie, nie wypoczywając, jak to dzisiaj bywa. Byłem tam siłą roboczą, pomagając przy żniwach, młóckach, uprawach rolnych, pilnowaniu żywego inwentarza, utrzymaniu porządków gospodarczych i wielu innych pracach. Jak to bywa w dużych gospodarkach rolnych. Chwaliłem sobie ten stan mimo zmęczenia fizycznego, powodującego szybkie zasypianie wieczorem, a zmęczenie było ewidentne, chociaż Babcia starała się mnie oszczędzać, byle jej przygrywać na organkach, podczas np. czesania lnu, pracy na krosnach, strzyżenia owiec, albo dojenia kilku krów. Miałem też prawo słuchać ze słuchawkami na uszach radia na tzw. kryształki. Moja Babcia była nadzwyczaj żywotną kobietą. Potrafiła w czasie sjesty obiadowej pobiec (prawie dosłownie) do sklepu odległego o 6 kilometrów, bo dziadkowi zabrakło papierosów (marki sport, albo tabaki do fajki). W dni targowe gdy nie było konieczności transportowania towarów, piechotą wyprawiała się po zakupy na rynki w miastach oddalonych po blisko dwadzieścia kilometrów. Tryskała zdrowiem i radosnym usposobieniem. Codziennie rano, często o świcie budziła nas mieszkańców pieśnią „Kiedy ranne wstają zorze”, zmuszając mnie i Dziadka do śpiewania, zaś wieczorem wraz z Babcią musieliśmy śpiewać „Wszystkie nasze dzienne sprawy”, klęcząc przy łóżkach odmawiać litanię Loretańską i wiele innych, wygrzebanych z książeczki do nabożeństwa modłów. Poranna toaleta odbywała się po syberyjsku. Biegliśmy do studni przy której dokonywaliśmy ablucji z użyciem mydła marki „jeleń”, zimą zaś nacieraliśmy się śniegiem. Taką toaletę przywoływała Babcia z czasów gdy do niej jako 16 latki w konkury zajeżdżali wojacy carscy w 1916 roku. Jedynie w niedzielę do kościoła dziadkowie jeździli konną bryczką. Ja w tym czasie wracałem rowerem (damką) do rodziców i rodzeństwa. Po latach, gdy owdowiała, a syn ksiądz osiadł na samodzielnej parafii, gospodarkę oddała innemu synowi, zaś sama uwiła sobie gniazdko na plebanii. Nie, nie spoczęła. W gospodarstwie parafialnym chowała krowy, świnki, kury, kaczki i gęsi. Sprzedawała do spółdzielni nadwyżki jajek, a za złotówki skupowała dolary od parafianek mających rodziny na zachodzie. Dla mnie dobrze, bo od czasu do czasu, gdy zaglądałem do plebanii, nigdy nie odjeżdżałem z pustymi torbami, a i wspomogła mnie w wymienialną walutę, gdy dostałem paszport pozwalający na wyjazd wycieczkowy. Aż któregoś lata, gdy na łące pasły się krowy, babcia poszła by je przegonić na zagon z większą trawą. Jedna z krów dostała dziwnej wścieklizny i babcię mocno ubodła. W szpitalu do którego zawiózł ją sąsiad usunięto jej śledzionę. Odwiedzałem babcię tam. Leżała na wieloosobowej sali.

Chore kobiety z sąsiednich łóżek opowiadały mi ileż to wesołości babcia im wnosi. Otóż opowiadając o wypadku, jedna z chorych pań powiada, że taką krowę należało zabić i zrobić z niej bitki, chociażby za zadane jej cierpienie. Tymczasem babcia odpowiedziała jej, że jest niespełna rozumu, bo czy to zwierzątko jest czemuś winne?. Nie!, to rząd i komuna ponoszą winę, bo dawniej krowę się prowadziło do byka i krowa była bardzo zadowolona, a dzisiaj przychodzi inseminator i coś jej tam wstrzykuje, być może w boleściach. Czy pani byłaby zadowolona, aby zamiast swojego prawdziwego chłopa z jajami, przychodził do łóżka jakiś typek ze strzykawką wielkości wałka do ciasta?. Przyznali jej rację. Ten rząd i komunę trzeba jak najszybciej obalić. Na ten moment Babcia, ale i krowy musiały poczekać zaledwie 8 lat, ale w kwestii ich zapładniania nic się nie zmieniło. Babcia od wielu już lat nie żyje, ale dopóki żyła, miło było z Nią poruszać ten temat. Zdania nie zmieniała, mimo że komuna zdążyła upaść.

piątek, 19 lutego 2016

KRÓTKO


Nie będę się rozpisywał, bo temat ten mnie ani nie uszczęśliwia ani nie parzy. Oto Maria Kiszczak, wdowa po generale Kiszczaku z zażenowaniem powiada do dziennikarzy, że nie wiedziała co znajduje się w aktach męża, poza tym że dotyczyły one Lecha Wałęsy. Czyli jednak to wiedziała. Powiedziała też, że doszło do przeoczenia z jej strony- „Tam była dołączona karteczka, której nie przeczytałam, że Wałęsę trzeba chronić, bo on jest bohaterem polskim i dopiero po kilku latach należy ujawnić te dokumenty, a ja za szybko ujawniłam i to jest moja głupota, bo nie powinnam tego robić”, wyznała reporterom TVP, czyli telewizji kaczystowskiej, na czele której stoi Jarosław Kurski, ten sam który klękał przed majestatem kaczym by pozostać w partii PIS. Pani wdowa, jak sama się przedstawia jest doktorem jednego fakultetu oraz magistrem z kolei innego. Zadaje więc sobie pytanie: czy doktoraty w naszym kraju zdobywają już debile (a może?). Przez dwadzieścia parę lat nawet gdyby czytała tylko kolorowe gazety dla gospodyń, to dowiedziała by się cóż to za twór jest ów IPN. Dowiedziała by się, że właśnie tam 120 prokuratorów ekstremalnie prawicowych, każdy za 12000 złotych miesięcznie poluje na, choćby sfałszowany dokumencik, byle na jego podstawie dokopać opozycji. Pani doktor tego nie wiedziała, to znaczy jako osoba niby bardzo wykształcona jest bardzo debilna, tym bardziej że jej mąż, który był autorem jej dostatniego, wspaniałego życia, poprzez ów IPN przesiadywał w sądach jako oskarżony m.in. o stan wojenny. Ona poszła do IPN sprzedać dokumenty obciążające Wałęsę, laureata nagrody Nobla, jedynego Polaka uznawanego na świecie obok JPII za postać iście historyczną. Poszła tam z propozycją sprzedaży tak jak pierwsza lepsza baba wiejska idzie do skupu w celu sprzedaży jajek. Pani doktor/ magister. Źle zrobiłam, powiada do dziennikarzy. Tylko można rozłożyć ręce i po dojściu do przytomności oddać panią Marię w ręce psychiatrów, bowiem od wielu lat jest udowodnione, że większość tzw. notatek esbeckich była płodzona za premie od przełożonych. Każdy dzisiaj wyciągnięty ze śmietników PRL niby dokument mówiący o tym że ktoś tam był TW, bardziej czy mniej świadomie można dzisiaj rozwalić o dupę. Właśnie o dupę prokuratorów. Chyba, że naród nasz upodobał sobie taplanie się w gównach. Przy okazji mam wytłumaczenie, czemu nie sprzątamy po psach.

Warto zapamiętać sentencję, którą wyczytałem dzisiaj w PRZEGLĄDZIE:

Uczciwa praca dla Polski Ludowej, nikogo nie hańbi, służyła sprawie narodowej nie gorzej, a często lepiej, choć inaczej niż styropianowa i zadymiarska opozycja.

Fotki:
1.Wdowa w IPN
2.Pawlowicz chwali Kiszczakową.















wtorek, 16 lutego 2016

JASNY GWINT


Śmieją się z nas. Z nas Polaków, a konkretnie z naszych władz państwowych wyłonionych z zwycięskiej partii Prawa i Sprawiedliwości. Z pani premier machającej rączkami z nieodzowną broszką, podczas przemowy w Parlamencie Europejskim posługującej się kłamstwami. Z ministra spraw zagranicznych ubranego w mało dyplomatyczny strój, poruszającego się po salonach jak słoń w składzie porcelany, podczas wyrażania swego gniewu z instalacji w Dusseldorfie, pokazującej Kaczyńskiego, a pod jego butem Polskę, wreszcie z samego nadpremiera, nadprezydenta, fikuśnego władcy wszystkiego, któremu w celu wygłoszenia kilku słów do swego ludu podstawia się pod nogi drabinkę sklepową. Pamiętamy wszyscy satyrę zamieszczoną w Die Tageszeitung, w której braci Kaczyńskich pokazano jako kartofle. Owo warzywo panu prezydentowi Lechowi K. tak zaszkodziło, że gwałtownie doznał obstrukcji i nie pojechał na ważne zaplanowane spotkanie międzynarodowe. Sami się pchamy pod pióro i pędzel satyryków.


Różnie wypinamy się na świat, jak choćby aroganckim listem premier Szydło skierowanym do zatroskanych Polską senatorów USA. List wybrzmiał słowami: „To nie wasza sprawa”, w domyśle „odpieprzcie się, pilnujcie swego nosa”, a przecież PIS wszędzie podkreśla swoją przyjaźń i wręcz uniżoność w stosunku do USA, lekceważąc przy tym przynależność do UE, ba nawet z URM wyrzuciła do składziku na szczotki flagę unijną, zaś chętnie by wetknęła pomiędzy zestaw polskich, flagę z 50 gwiazdkami. Ale czego wymagać od byłej burmistrz gminy Brzeszcze. Senator McCain, kandydat na stanowisko prezydenta USA (prawdziwy przyjaciel naszego kraju) zapewne się z tego listu ucieszył. A jakich to nowych obrazków w prasie się należy spodziewać, wolę milczeć. Szydło otoczona jest tyloma pisiorami chwalącymi się rzekomo wykształceniem prawniczym, mogli by jej pomóc sklecić ten list. Czyżby już im wiedza prawnicza wywietrzała z głów?. Twarz Polski próbuje ratować szef naszej dyplomacji Waszczykowski. Niestety, ponieważ czyni to wedle wskazówek Jarosława K. wychodzi mu to nieudolnie i jeszcze bardziej śmiesznie, bowiem światu on głosi „prawdy” o demokracji w


Polsce, a tymczasem jak donoszą media do redakcji jedynej gazety antyklerykalnej „Fakty i mity” weszli funkcjonariusze CBŚ aresztując jej szefa Romana Kotlińskiego, oraz komputery z nośnikami informacji. Stało się to zapewne z inspiracji episkopatu oraz władz pisowskich, bowiem na łamach tego czasopisma często pokazywano nasze polskie brudy oraz nietolerancję. Tymczasem faszysta ksiądz Międlar pozostaje wciąż wolnym człowiekiem w sutannie. Może głosić swoje nazistowskie hasła. Tak mu dopomóż Bóg. Jeżeli chcemy być traktowani, jak Brytyjczycy, Niemcy, Amerykanie, musimy po prostu się zachowywać, jak oni. Gdy zachowujemy się inaczej, jesteśmy traktowani inaczej. Kto tego nie rozumie, ten szukając respektu, łatwo popadnie w śmieszność. Jeśli MSZ będzie szedł tą drogą, szybko przyczyni się do powrotu fali "Polish jokes", czyli słynnych dowcipów o Polakach, które w latach PRL wiele społeczeństw bawiły do rozpuku. Nadymająca się Polska szybko się stanie Wąchockiem Zachodu. A potem znów trzeba będzie dekad i dużego szczęścia, by "Polish jokes" wyparła polska "zielona wyspa". Amerykanie mają CIA, ambasadorów i inne dobrze poinformowane źródła o sytuacji w danym kraju.

Mogli też przeczytać ulotkę specjalnie przygotowaną dla Parlamentu Europejskiego. Wtedy by ich oświeciło. Macierewicz z Fotygą pielgrzymowali po Stanach i próbowali wcisnąć Amerykanom paranoiczną wersję katastrofy smoleńskiej. Wysłał ich tam sam Kaczyński, aby ukształtować w świadomości Amerykanów, iż Polacy, w istocie jego brat padli ofiarą Rosji. Teorię tę chcieli tam zaszczepić przy pomocy Polonii amerykańskiej z reguły o przekonaniach katolicko-prawicowych. Jakoś nie udało im się zainspirować znanych senatorów z partii demokratycznej i republikańskiej do pisania listów do polskiego rządu. Oni nie są tacy głupi, jak zmanipulowani wyborcy PIS. Nie uwierzą w każdą bzdurę. Dzisiaj gdy Polska jest w ich rękach, uświadamiają sobie, że ich racje głoszone przez opanowane media pozwolą ogłupić całe społeczeństwo, do tego stopnia jak udało się to A.H. w Niemczech w latach dwudziestych i trzydziestych, chociażby w delikatniejszym stopniu. W wersji light.
 
 
 
 
 
 
 
 

niedziela, 14 lutego 2016

WALENTYNKI


Mam na karku wiele dekad, ale przyznam, że o Walentynkach usłyszałem dopiero przed, no może dwudziestu laty. Chyba tylko dlatego że jestem Polakiem, bo oto jak dociekam, ten wesoły z gruntu rzeczy dzień jest jakoś tam w świecie święcony od bardzo dawna. Jedni ten dzień traktują jak każdy inny, inni z kolei ulegając intencji i atmosferze zawierającej miłe treści bardzo go afirmują. To zależy od indywidualnych charakterów i postaw. Według mnie to święto nie zawiera żadnych odniesień politycznych albo religijnych, a jednak część polskiego społeczeństwa, szczególnie wiejskiego, zagubionego w nakazach kapłanów krytykuje Walentynki, jako przejaw amerykanizacji, obcej polskiej kulturze, wypierającej rodzime tradycje. Walentynki są też krytykowane za ich komercyjny charakter i nastawienie na okazjonalne bogacenie się. Są one wykorzystywane przez biznes i media do przełamania stagnacji handlowej pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Tego rodzaju opinie głoszą najczęściej tzw, single. Dla nich charakter Walentynek ma wyraz opresyjny, bo piętnuje życie w pojedynkę. Z powodu pogańskiego pochodzenia obchodu Walentynek dzień ten odrzucają religie. Zarówno chrześcijańskie, (czyt. katolickie), islam, a tym bardziej Świadkowie Jehowy. Jak obserwuję, to z roku na rok, dzięki postępowi w technice przekazywania informacji, szczególnie w formie elektronicznej: telefony komórkowe, komputery, Walentynki stają się coraz ważniejszym dniem w życiu wielu ludzi. Większość z nas ma okazję by wyrazić oficjalnie swoje uczucia w stosunku do swoich najbliższych szczególnie w relacjach mężczyzna-kobieta (chłopak-dziewczyna), a nawet w partnerstwie homoseksualnym. Nie jest żadnym błędem wyrażenie swoich uczuć w stosunku do rodziców, koleżanki z pracy, sąsiadki, nie mówiąc już o kochankach.
Wiadomo, że w polskich warunkach Kościół lepiej by postrzegał, by w tym dniu przyprowadzić do kruchty osobę bliską i wyrazić tam swe uczucia do osób istniejących tylko w religijnych zapisach: mężczyźni do Matki Boskiej, kobiety do Chrystusa. Najlepiej gdyby zaznaczyli swą obecność w świątyni w postaci datku pieniężnego. Niestety organizmy ludzkie są skonstruowane nie tylko z materii składającej się z czci do obrazów. Żyjemy tu i teraz, a więc w społeczeństwie, w którym wzajemne więzi wzbogacane są czysto ludzkimi, często nawet grzesznymi uczuciami, dlatego też ten dzień staje się coraz bardziej zrozumiałym i potrzebnym, mimo tego, że ktoś na nim zarabia. Ludzie szanują i czczą zarówno Boże Narodzenie, Wielkanoc i inne Boże Ciała, ale też ten jeden, jedyny dzień w kalendarzu, w którym oficjalnie mogą wyrazić w miarę szczery ukłon w stosunku do bliskich naszym sercom, a że często z tego powodu wpadamy w paranoję, to już inna sprawa.

piątek, 12 lutego 2016

TUMIWISIZM


Termin, a jakże zapisany w wikipedii, a oznacza ostentacyjnie bierną, lekceważącą postawę wobec wszystkiego. Można ją określić odrętwiałością, zobojętnieniem, inercją. Ja od siebie dodam, że postawa taka mi się kojarzy z obwistionalizmem. To mój osobisty termin jako „wkład mojej myśli” dla zbiorów encyklopedycznych, podobnie jak rzeczownik „skapnik”, który to swego czasu bardzo mi pasował do krzyżówki, a jego etymologiczną genezę wytłumaczyłem, sądzę że w sposób zabawny w którymś poście na moim blogu. O tumiwisizmie piszę dlatego, iż właśnie od kilku dni opanował mnie podobny stan psychiczny. W rzeczy samej moja psychika bardziej pasuje do obwistionalizmu niżeli tumiwisizmu, chociażby ze względu na wiek, oraz dość sfatygowane i zdezelowane zdrowie. To jak silnik spalinowy, który jeszcze pracuje ale bierze za dużo oleju, zbyt dużo spala benzyny, no i często uwypukla swoje kolejne usterki, także strach nim wyjechać w dłuższą podróż. Podobnie jest ze mną. Z moimi dolegliwościami nie odważę się na podróż szlakiem moich zachcianek. Obserwuję więc z przysłowiowego fotela z większym zaangażowaniem kraj i nim rządzących. Czytam reportaże autorów których postrzegam jako tych z nieprzeciętnym rozumem. Ludzi
tych, co to dowiedli w mojej świadomości, że warci są czytania i słuchania. Cóż jednak z tego że warci?, skoro decydenci o stanie państwa nawet nie zauważają ich głosu i racji. Wolą wysłuchiwać bzdur i prostactwa z ust pseudoposelstwa wywodzącego się często z kiboli i narodowców, wybranych przez innych kiboli i narodowców, albo rzeszy czcicieli ideologii kaczyzmu, zapowiadających totalną inwigilację społeczeństwa, destrukcję Konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego, kontrolę partyjną mediów publicznych z zamiarem zamiany na media narodowe, możliwe obniżenie już i tak nędznych w stosunku do Europy rent i emerytur, totalne poddaństwo episkopatowi, wiktymologiczne różnice w rozpoznawaniu i karaniu księży w stosunku do pozostałego społeczeństwa, wciskanie drugiej połowie Polaków pewnika, nie bacząc na kompromitację kraju, że w Smoleńsku były na pokładzie samolotu bomby, które podłożył tam Tusk w porozumieniu z Putinem. Rządzący działają pod płaszczykiem „Bóg Honor Ojczyzna”, choćby i zgnilizna. A wszystko to kosztowało ich zaledwie 500 złotych obiecane dzieciom wyborców. Okazuje się że nie wszystkim, bowiem pieniędzy nie starczy dla blisko dwu milionów dzieciaków, tzw. gorszego sortu, ale sama obiecanka wystarczyła by wygrać wybory i chwycić naród za twarz. Czy w tej sytuacji mogę zachować jakowyś optymizm.
Czy jestem w stanie spoglądać od rana w okno, za którym zobaczę nadzieję na „dobrą zmianę". Nie!. I dlatego mój obwistionalizm, zobojętnienie, inercja i tumiwisizm jest tak bardzo zrozumiały, nie mówiąc już że bardzo uciążliwy. Jak kula u nogi. Czy jest na to lekarstwo w warunkach IV RP? Pytanie retoryczne i niedorzeczne, bowiem wczoraj Kaczyński zapowiedział, że wiosną rusza do boju o Polskę wolną i niepodległą. Obok zdrowia niczego bardziej nie pragnę. 



poniedziałek, 8 lutego 2016

NIECH TO PERUN STRZELI


Wiosną tego roku Kościół katolicki w Polsce, a wraz z nim państwo (bo jakże by inaczej) obchodzić będzie 1050 rocznicę Chrztu Polski. Dokładniej chrztu księcia Mieszka I, który to dla urzeczywistnienia tego faktu pojął za żonę dziewoję czeską Dobrawę. Nie była to najpiękniejsza Czeszka stwierdzam, gdy dzisiaj patrzę na inne babki znad Wełtawy, jak przykładowo Halinka Młynkowa, Helena Wondrackova albo nawet czeskie córy Koryntu, ale interes się liczył, czyli pęd do stada ludów chrześcijańskich, co nas Polan miało nobilitować w oczach Niemców i papiestwa. Uroczystość zaślubin odbyła się w ówczesnej stolicy, czyli Gnieźnie, a być może na Ostrowie Tumskim w Poznaniu, w każdym razie dość szybko, zaraz po względnym odpoczynku panny młodej, wytrzęsionej w pojeździe w czasie bardzo długiej podróży. Żaden z kronikarzy, a więc ani Gall Anonim, ani Kadłubek, ani Długosz nie wspominają o tym ilu było gości weselnych, kto przygrywał do pląsów, a nawet kto świadkował młodym. Noc poślubna zapewne była głośna, bo Mieszko to był zabijaka, pijak i nie dość wychowany kawaler. W każdym razie był płodnym samcem. Oboje dali początek rodowi Piastów. Swoje szczęście Dobrawa zapewne odczytywała ambiwalentnie, ponieważ o jej względy starali się też inni, poprawniej wychowani, tyle że mniej zamożni. Dzisiaj po ponad tysiącu lat Czesi eliminują się z tego zaszczytnego katolickiego stada, zaś Polacy swój status petryfikują. Chrzest Mieszka zapoczątkował wielką operację chrztu narodowego. Najpierw wodę święconą poczuli na twarzy dworzanie książęcy, inni książęta w „samorządach”, zaś pospólstwo długo jeszcze nie znało pomazańca Chrystusa. Samotnego oczywiście, bo o Matce Boskiej nie było wówczas mowy. Wiadomo było że nowy dla nich bóg urodził się w rodzinie robotniczej (ciesielskiej), żyjącej na tzw. kocią łapę, czyli w wolnym związku, a potomek zrodził się z Matki Maryi z tym , że ojciec w tej prokreacji nie maczał palców (żadnego zresztą). Dokonał ponoć tego w łożu Duch Święty pewnej ciemnej nocy.

Józef, bo tak miał na imię oblubieniec Marii, dla świętego spokoju uznał dziecko, co mu dzisiaj się przypisuje na plus, w przeciwieństwie do dzisiejszych wielu księży i biskupów, którzy gdy zapłodnią kobietę, wypierają się tego aż do usranej śmierci. Zdarza się, że trzeba wygrzebywać z grobu cmentarnego takiego byczka by udowodnić jego ojcostwo poprzez DNA. No dobrze, ale ja nie o tym.
Zanim Mieszko przywlókł katolicyzm nad Wisłę i Wartę, słowiańscy kmiecie ze swoim ludem, czyli pospólstwem, od setek lat wyznawali pogaństwo. Żyło im się dobrze, za co dziękowali swoim bożkom o nazwach, Perun, Świętowit, Światowid, Trajan, Swaróg albo Swarożyc. Było ich o wiele więcej, ale o tym nasza historia ani IPN w zasadzie milczy, by nie wywoływać wilka z lasu, bo a nuż Polakom zachciałoby się powrócić do dużo tańszych korzeni. Jak wspomniałem, chrzest ludności zamieszkałej w granicach księstwa przebiegał na przestrzeni kilkuset lat z dużymi oporami. Dowodem tegoż oporu jest rozczłonkowanie siekierami biskupa Wojciecha przez ludy zamieszkałe na terenach dzisiejszej Warmii i Mazur. Bp Wojciech został za swe męczeństwo uznany przez papieża za świętego a jego członki kostne stanowią relikwię i złożone są w srebrnej trumnie w katedrze gnieźnieńskiej, zaś sam święty tytułowany jest patronem Polski, zresztą obok innych późniejszych męczenników. Lud był ciemny a mimo to niechętnie kupował wiarę w Chrystusa. Tu akurat Jacek Kurski by się mylił w swej teorii. Ten lud wierzył w przeróżne gusła podparte zresztą zmianami pogody, funkcją słońca, księżyca, śmiercią, dziwactwami przyrodniczymi, dla nich niewytłumaczalnymi i wielu innymi zjawiskami. Takie wierzenia im wystarczały do życia, dlatego chrzest był dla nich bluźnierstwem i czymś co służyło podporządkowaniu nowym władcom i panom. Zresztą
akurat w tym miejscu mieli rację, ale już przepadło. Pamiętam obchody tysięcznej rocznicy Chrztu Polski. Organizował je Kościół z prymasem Wyszyńskim na czele. Komunistyczny rząd by nie zostać w tyle równolegle urządził imprezę pt. Tysiąclecie Państwa Polskiego. Były zgrzyty ocierające się o bajzel polityczny. Na szczęście wszystko minęło. Lud udał się do świątyń, milicja wróciła do komend, a władza urządziła jubileuszową popijawę. Było to w 1966 roku. Okoliczność nazwano słowem Millenium. Ładnie, bardzo ładnie i trafnie.

sobota, 6 lutego 2016

ERUPCJA



Powiedziałbym raczej, wytrysk. Nie chodzi mi tu oczywiście o słowo, kojarzące się z zachowaniem czysto kopulacyjnym, wypowiadanym przez bigotów z rumieńcem na twarzy. Bardziej skłaniam się do wytrysku lawy wulkanicznej. To właściwie alegoria, bowiem za pomocą żywego, aktywnego obrazu próbuję określić dynamikę tzw. „dobrych zmian” dokonywanych przez obecnie rządzących. Czy dobrych zmian, to się dopiero okaże, no i zależy dla kogo dobrych a dla kogo wręcz przeciwnie. Ejakulacji dobrymi zmianami dokonuje PiS. Jakaż to wulkaniczna podnieta spowodowała ową ejakulację. Ano nastąpiła ona w wyniku nieokiełznanej ośmioletniej tęsknoty za władzą jak za umiłowaną kochanką. Wielka erupcja. Zaiste, ileż wigoru tkwi w tym już podstarzałym organizmie ojca "dobrych zmian", że zdolny jest jeszcze do tak dynamicznej ejakulacji owych zmian. Natychmiast
 
po ogłoszeniu wyników przez PKW, nie tracąc nawet godziny, dniami i nocami z pomocą małej narodowej partii pieśniarza Kukiza przystąpił do realizacji swoich tęsknot. Uchwały i ustawy przegłosowywane były przez większość sejmową i senatorską,  wynikiem których jest absolutne podporządkowanie rządzącej partii nie tylko Trybunału Konstytucyjnego, ale nawet Ustawy Zasadniczej. Ustawy zatwierdzonej przez referendum ogólnonarodowe. Wg pomysłu Jarosława K.,uchwalane one były mimo protestów słabej opozycji w trybie natychmiastowym i w nocy odwożone do pałacu prezydenta. Ten z polecenia szefa partii, w której ponoć, dla zamydlenia oczu wyborców się zawiesił, miał te wypociny parlamentarne podpisywać, choćby w pidżamie. Tak też było z prezydenckim „błogosławieństwem” trzech wybranych sędziów pisowskich do TK. Nie czekał do rana. Dokonał tego o
godzinie drugiej w nocy, po to, by złożyć wykonawczy meldunek swemu pomazańcowi. Tsunami pomysłów dobrej zmiany nie ustaje i każdy dzień przynosi nowe „dobre” dokonania, a to: paraliż Trybunału Konstytucyjnego, a to mianowanie na stanowiska ministerialne osób, które w opinii społecznej uchodziły za niepopularne, za to mierne ale wierne, a które zostały schowane na czas wyborów. Nikt przecież nie przypuszczał, że Ziobro, odpowiedzialny za śmierć posłanki Barbary Blidy ponownie zostanie zarówno ministrem sprawiedliwości jak i prokuratorem generalnym. Do współpracy powołał swój „najlepszy sort”, skalany krwią wielu niewinnych. Nikt nie przypuszczał, że skompromitowany podczas likwidacji WSI, oraz wariacji w zespole do zbadania katastrofy smoleńskiej Macierewicz, zostanie

ministrem obrony, tym bardziej że oszustka Szydło pokazała wyborcom wtórnik na to stanowisko w postaci Gowina. Dzisiaj Macierewicz ośmiesza Polskę powołaniem nowej komisji złożonej z osób wiernych PiS, a beznadziejnych merytorycznie. Wynik jej dociekań ma na celu zindoktrynowanie społeczeństwa do końca, iż w Smoleńsku użyto bomby, a prezydenta zabił Tusk wraz z Putinem. W celu spetryfikowania swoich teorii w głowach społeczeństwa w swoje macki wziął publiczne media. Nikt nie dawał wiary, że facet z wyrokiem więziennym zostanie ponownie szefem służb specjalnych. Jak wiemy skazanego Kamińskiego na polecenie Jarosława K. uniewinnił bez konsultacji choćby z prokuraturą prezydent Duda. Duda powielił przypadek uniewinnienia przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego kolegę jego zięcia (męża córki) skazanego na więzienie. Też bez żadnej konsultacji, w trybie pilnym. Dzisiaj uniewinniony jest na wolności, zaś zięć siedzi w celi za wielomilionowe złodziejstwo. Jest więc za co się mścić na poprzedniej koalicji rządowej, która okazała się tak słaba i beznadziejna w poczynaniach, że sam Ziobro nazwał ich nieudacznikami. Nie potrafili (nie chcieli) postawić jego i Kaczyńskiego przed Trybunałem Stanu. A było za co, oj było. Dzisiaj zapewne Platforma tego bardzo żałuje. Wytrysk pomysłów rządzących ma na celu (ponoć) realizację obiecanek kampanijnych. Są one średnio, a nawet wręcz nieudane. Obiecanki te miały przekonać wyborców do oddania głosów na PiS. Jedną z nich jest tzw. 500+, czyli dodatek pieniężny na każde dziecko poniżej 18 roku życia. Okazuje się, że nie na każde, bo od drugiego poczynając. Ponadto nie od nowego roku jak zapowiadała Szydło, ale od kwietnia, a być może od października, bo minister finansów nie może dopiąć budżetu. Przy okazji krzywdzi się tu matki samotne z jednym dzieckiem. Haniebnie proponuje się tym samotnym matkom rodzenie następnych dzieci. Budżet zostaje ogromnie zrujnowany też poprzez ustawę która unieważnia poprzednią nakazującą przechodzić na emeryturę po 67 roku życia. Wytryskiem powodującym upokorzenie rozwoju młodego społeczeństwa w stosunku do Europy jest cofniecie ustawy nakazującej posyłanie do szkoły sześciolatków. Nasze społeczeństwo nie dość że biedne to jeszcze będzie ubogie w wiedzę, bowiem zostaje pozbawione wczesnego dostępu do niej. Ubogie ze względu na poziom nauczania, natomiast indoktrynowane na siłę religijnie, już od przedszkola. Zwycięska

partia nie zapomniała o długu zaciągniętym w Radiu Maryja. W strumieniu ejakulacji znalazło się 20 milionów na wspomożenie uczelni ojca Rydzyka. Rząd rozważa też finansowanie dalszych odwiertów prowadzonych przez Muchomorka z Torunia w celu poszukiwań źródeł gorącej wody aż do skutku. To są priorytety dobrej zmiany. To nobilituje Polskę na świecie. PiS czeka na wynik posiedzenia komisji weneckiej w sprawie skarg złożonych na polski rząd, ale niezależnie od jej wyników, znając determinację Kaczyńskiego, rząd Szydło będzie robił swoje zgodnie z pomysłami szefa, tak mu dopomóż Bóg. Co nam kto zrobi?, myśli sobie, przecież Unia na nas nie napadnie, pieniądze należne nam wzieliśmy. Ja jestem nietykalny, a tłumaczyć się do Strasburga i Brukseli niech jeździ moja Beata. Na razie „daje radę”. W ostateczności wraz z bratankiem Orbanem potrafimy się bronić mając takich ministrów jak Macierewicz i Waszczykowski. Właśnie planujemy zakup kilku głowic jądrowych. Tylko kurde za co, chyba że ojciec Tadeusz, oraz episkopat zaprzestaną od nas wyciągać ostatni grosz.
 
Fotki od góry:
1.Chroniony jak prezydent USA kosztem miliona rocznie.
2.Fałszywy dociekacz.
3.Telewizja wg. PIS
4.Właściciel tyłka do całowania przez PiS
5.Nadzieja.

środa, 3 lutego 2016

GDZIE BIJE ŹRÓDEŁKO MĄDROŚCI


Gdzie bije mądre źródło Kaczyńskiego, z którego sił nabiera cała partia Prawa i Sprawiedliwości?. W Toruniu, na ul Żwirki i Wigury, w siedzibie Radia Maryja i Telewizji TRWAM. Nie, nie wytryskuje ze źródła z odwiertu, na które ojciec przewielebny Rydzyk wyłudzał pieniądze rządowe, ponieważ jak się okazało, woda wydobywająca się z głębin ze względu na niską temperaturę nie nadawała się do wykorzystania zgodnie z założeniem, a więc ogrzewaniem jego uczelni oraz basenu dla zbłąkanych turystów. Miliony od wiernych mu słuchaczy i państwa zostały zmarnowane. Mam na myśli inne, ale jakże cenne źródła z którego pożywkę spija Kaczyński. To źródło ideologiczne, wzmacniające jego kręgosłup polityczny. Już od lat wiadomo, że to właśnie w Radiu Maryja i poniekąd w Naszym Dzienniku pana Muchomorka wykuło się ideologiczne myślenie, które teraz kieruje działaniami PiS. Dzieło myślowe o. Rydzyka i jego współpracowników, oraz sojuszników jest dynamiczne, a rozwijało się w trakcie debat radiowych z udziałem przychylnych mu polityków, by powstał ideologiczny twór w pełni uznany przez Jarosława K. Obaj politycy „kościelny i świecki” współdziałali ze sobą, w dopracowaniu takiej wizji Polski, która będzie mogła zostać wprowadzona w czyn tzw. „dobrą zmianą”. To tu w Radiu Maryja zbierano tzw. „pokrzywdzonych”. Do debat byli dopuszczani wyłącznie swoi znani w ich środowisku słuchacze, deklarujący się jako absolutni zwolennicy ojca dyrektora i politycy, których on uznawał za swoich. W ten sposób powiększał się krąg tzw. rodziny RM, oddanej Rydzykowi na śmierć i życie. Nie dopuszczani byli i nie są dyskutantami myślący inaczej np. w sprawie prymatu
prawa naturalnego nad prawem stanowionym, co było zarzewiem ataku na Konstytucje oraz Trybunał Konstytucyjny. Ważne tematy to niechęć do Żydów i w ogóle innowierców. Kwestionowanie postulatów feministek oraz osób homoseksualnych. Prof. Krzemiński pisze m.in. w GW, że Radio Maryja i jego słuchacze stali się powoli jedynym, prawomocnym głosem Narodu, zwodzonego ponoć przez media polskojęzyczne, ale nie polskie. A wiadomo przecie, że tylko Żydzi i Polacy ucierpieli w czasie wojen, dlatego trzeba żądać dla nas szacunku, którego w należnym stopniu nie widać ze strony Unii Europejskiej. Nasz Naród ( czyli ich naród) nie może sobie pozwolić na bezhołowie, które obraża religię i przywódców zrodzonych u źródła toruńskiego. Mądry Naród to taki, który umie słuchać swoich przywódców (świeckiego i kościelnego) i im, tym prawdziwie polskim i katolickim winien ufać. To Naród który potrafi wyrzec się jakichkolwiek pretensji do rządzących, a nawet nie powinien głośno je wypowiadać, bo właśnie one najbardziej szkodzą Narodowi. Voila!. Sekta ojca Rydzyka ma też ogromny wpływ na cały polski episkopat. Jeszcze kilka lat temu
tylko 20% biskupów ( a jest ich w Polsce ok. 135) sprzyjała Tadziowi toruńskiemu. Dzisiaj zapewne ten procent oscyluje w granicach 85-95. Można powiedzieć, że Rydzyk wraz z kocim opiekunem uchwycili społeczeństwo za pyszczek, a przynajmniej w takiej części, która pozwoliła na wygranie wyborów, prezydenckich i parlamentarnych. Dzisiaj tenże duch Narodu musi być uzgodniony z prawem naturalnym, a ten który kształci kadry w toruńskiej uczelni dla dobrej zmiany, w pełni zasługuje na wspomożenie. Obecnie to wspomożenie, jak się czyta różne źródła wynosi od 20- 48 milionów złotych. To rydzykowy zysk materialny. Być może jego przyboczny wtórnik, ojciec Król znów przepieprzy te pieniądze na giełdzie jak to zrobił z milionami złotych wyżebranymi na stocznię gdańską, ale to już rządu PiS nie interesuje. Równie dobrze może w swoim ośrodku wypoczynkowym urządzić ekskluzywne agencje towarzyskie, w których z ochotą rozprostuje sobie kości wielu koloratkowych w odcieniach od czarnego, poprzez biały aż do fioletu. Prawdziwy popis włażenia w rydzykowy tyłek dał polski pisowski rząd w dniu obchodów 24 rocznicy powstania tejże tuby propagandowej. Pokazane na Youtube filmiki nagrane przez odważnych uczestników przyprawiają o wymioty. Popisy słowne uradowanej Kempy, szefa Kancelarii premier Szydło , wyrażające się uwielbieniem Rydzyka, jemu podległych oraz całego duchowieństwa zniesmaczyły mnie przy kolacji i następnych posiłkach. Toć to żałosny akt poddaństwa rządu. Nie dziwota, że filmiki te po trzech dniach skasowano.
Widać, że inwigilacja medialna już pracuje na ostro. Boją się wyśmiania przez ponad 60% społeczeństwa polskiego oraz światowego. To najwyższy pułap debilizmu. Jakże nie rechotać, gdy trzymający się za paluszki Kaczyński (zresztą nieco jakby skonsternowany) z „filigranową” poseł Sobecką, kiwając się, odczytują na twarzach pozostałych uczestników wizję zbawienne. Z kolei poseł Brudziński śpiewając piosenkę pt. Chrześcijanin tańczy, tańczy.. „ uśmiecha się modlitewnie do posłanki Kempy, zaś wicepremier Błaszczak wpatrzony w obraz ojca Rydzyka kiwa się delikatnie w kierunku innej korpulentnej damy z rodziny pisowskiej. Jakże nie zrywać boków, skoro ci potencjalni odnowiciele narodu w tej maskaradzie wyglądają i zachowują się jak rozbudzone zbyt wcześnie dzieci przedszkolne podczas zabawy z katechetką. Tylko Macierewicz z brodą, spleciony dłońmi z Ziobro pokazuje że to nie są jednak dzieci. To polski żałosny rząd pisorów niemal w komplecie.

Jakże to więc nie dać Rydzykowi tego czego on zażąda?. No jak?. To tylko spłacanie długu, spłacanie kredytu, który Kaczyński zaciągnął na wybory. Nie, patrząc na to żałosne, wręcz skandaliczne towarzystwo nie mogę sobie wyobrazić w perspektywie najbliższych lat przynależności Polski do normalnej rodziny krajów złączonych paktem Unii Europejskiej. Nie mogę też sobie wyobrazić państwa prawa, państwa światłego, świeckiego i postępowego. Z kolei gdy tak pomyślę, to dochodzę do wniosku, że Europie i światu skansen też się przyda. Skanseny należą do kultury, a że specyficznej, to już inna sprawa. Można więc rzec, że Polska kulturą stoi.
 
Fotki od góry:
1. Taniec rządu polskiego w rytm pieśni koscielnej.
2. Minister Kempa włazi w imieniu rządu w rydzykowy odbyt
3. Siłowe resorty na uroczystości.
4. Jedni i drudzy wyklęci przez Kaczyńskiego (w jego partii)
5. Entuzjastki rodziny Radia Maryja.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...