poniedziałek, 23 listopada 2020

TRUDNO DAĆ WIARĘ WIEWIÓRKOM

                   
                 
                                            
Jesienne wiewiórki rozpowiadają, a i prasa przebąkuje, że z końcem tego roku nastąpi też koniec rządów Kaczyńskiego i całego PiS. Kiedy?. Ponoć z tej okazji ludziska będą wznosić toasty na balach sylwestrowych, czyli wszystko jasne. Ponieważ trudno w to uwierzyć, wzniosłem się analitycznie, jakżeż to mogłoby się stać, oczywiście pomijając cuda i konstytucyjne zapisy mówiące o stanach nadzwyczajnych. Modły, modły, modły czas wznosić do naszego narodowego świętego dwu imion papieskich. Ale czy on za swego żywota popierałby unicestwienie Kaczyńskiego. Do sylwestra jeszcze półtora miesiąca, ale pozwólmy poszaleć wyobraźni. Gdyby jednak cudem kaczyzm padł to co potem?. Trudno również uwierzyć, że normalnością Polski zajmie się inna partia prąca do władzy. Bo chyba nie Platforma, która od sześciu lat nie pokazała planu na inną, lepszą Polskę, która potrafi jeno krzyczeć w Sejmie ustami swoich przywódców. Która nie ma należytego zaplecza w masach wyborczych. No chyba nie lewica, rozbita na szczątki partyjek, często ze sobą skłóconych ideologicznie. Już na pewno trudno sobie wyobrazić Polskę w rękach średniowiecznych działaczy OI (ordo iuris), której to organizacji coraz bardziej ulegają nie tylko wierni Kościoła, ale też inni cwaniacy myślący o wzbogaceniu się na ludzkiej naiwności. Jaka ta Polska miałaby być po tym gdy prawicowe myśli ulokowane w głowach Solidarnej Polski Ziobry odbiorą nam miliardy euro zaplanowane w ramach odbudowy popandemicznej. Te błazny uwiązane stułą z klerem zawsze znajdą na swoich stołach smakowite papu wg. zasady „rząd się sam wyżywi” ale obok nich w kraju żyje 37 milionów mieszkańców, którzy po lockdownie nie będą mieli co wsadzić do garnka. Dlatego plany obalenia Kaczyńskiego wraz z tysiącami ich akolitów zatrudnionych w spółkach Skarbu Państwa, to tylko częściowa radość opozycji. Fakt, zastaniemy kraj zadłużony, bez perspektyw na przyszłość, ale to jedyna radość. Niestety radość przez łzy. Do tego kraj skłócony nie tylko z całą Europą ale i światem, po klęsce wyborczej Trumpa. Do kogo się udamy po pomoc, bo chyba nie do Putina, który poprzez swoje tajne organizacje wspiera OI. Kto nie wierzy ten kiep. Rano, gdy w łazience pilnie luzowałem swój pęcherz słyszę w radiu Zet głos Roberta Biedronia, który nie wierzy w veto Morawieckiego w Brukseli. Państwo ledwie dycha, kraj kurewsko zadłużony i do tego umierający Polacy na covid 19, bo brak kadr medycznych, bo brak nawet głupiego tlenu i wielu innych ważnych drobiazgów. Radzimy naszym rządzącym aby na tych setkach łóżek narodowych rozstawionych na narodowym stadionie położyli narodowe społeczeństwo, a właściwie sami się położyli i oddali w opiekę zluzowanym, za to wypoczętym na falach Atlantyku ministrom zdrowia, przy dzwiękach disco polo. Wściekłe na Kaczora i Przyłębską nasze bojowe babki zapiszą się w annałach polskiej historii, jako że tylko one zdolne są obalić ten błazeński rząd, mimo że „obrywają” po plecach razy drucianymi pałkami taleskopowymi. Żarty żartami, ale na coś się zanosi, tyle że nie wiemy na co, bo trzeba być naiwnym by dać wiarę tym radosnym plotkom rozsiewanym przez głupie wiewiórki.

wtorek, 10 listopada 2020

DEKADĄ DO PRZODU

 


                                           W takiej Polsce każdy jest godzien Orła Białego


No i patrzcie państwo, dalej jakoś żyję. Spodziewałem się onegdaj, że jeżeli dociągnę jakimś cudem do osiemdziesiątki, to tylko Bogu i naturze dziękować. A tu osiemdziesiątka mija jakby nigdy nic. Rozglądam się każdego ranka szukając śladów, czy przypadkiem nie zakradała się do mojej sypialni baba z kosą. Nie znajduję jednak najmniejszego. Zatem myślę sobie, że pozostały mi jeszcze pewne rezerwy na których kuśtykam, niestety już tylko z rozpędu nabranego przez ubiegłe lata. Lata dobre i lata złe. Lata piękne i bardzo brzydkie. Lata biedy i obfitości, zależy od okoliczności, jako to powiadają nasi następcy, którzy tak dywagowali: „Rok 2020, był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne wydarzenia”, a ponieważ mamy już rok 2030, przeto tylko możemy powspominać w jakimże burdelu przyszło żyć rodzicom i kto tym burdelem zawiadywał. Wielu z naszych następców nie zapamięta, że jeszcze dekadę temu krajem rządził niezbyt zdrowy fizycznie a i na umyśle niedopracowany przywódca zwany na wyrost prezesem. Powiadam, na wyrost a nie wzrost. Wydawał on polecenia narodowi (bo wszystko było narodowe) jak żyć i kiedy umierać,
 kiedy wchodzić na cmentarze komunalne, parafialne no i oczywiście narodowe. A trzeba wiedzieć że trup w  on czas ścielił się dość gęsto, o czym przypominały codzienne komunikaty pandemiczne. Dużo było dziwów. Najdziwniejsze w tym było to że polecił w ramach antykovidowych zamknąć obok lasów, kin i teatrów sklepy meblowe, a przecież wiadomo było że prawie każdy truposz potrzebuje żałobnej jesionki, czyli mebla.  Wiadomo również, iż zarówno szafa jednodrzwiowa jak i trumna w swej materii powstaje w stolarni, zaś każdy polski nieboszczyk oczekiwał wygody pośmiertnej, bowiem pandemia nie odpuszczała. Oj działo się wtedy, działo, mój panie. Był to rok paskudny, w żadnym razie nie podobny do lat poprzednich, kiedy to prezydent z bożej łaski mocno zacieśnił stosunki polsko-amerykańskie. Wręcz ożenił nas z jankesami wnosząc na ziemię ichniego prezydenta Trumpa duże wiano w postaci m.in. kontraktów wojskowych. Zobowiązał się też do zakupów od USA wszystkiego tego co im nie nadawało się do użytku, płacąc każdą cenę podyktowaną przez sprzedającego. Gorzej mój panie, że ukochany przez naszego prezydenta amerykański odpowiednik przegrał wybory, a ponieważ zwycięzca reprezentował partię liberalną i lewacką wypiął się na wypracowane dwustronne ustalenia z naszym krajem, mimo że to katolik cholera jasna. Dużo, bardzo dużo działo się w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Może nawet za dużo, bo nawet kler, dotychczas spokrewniony z partią rządzącą wyczuł pismo nosem, że prezes prowadzi ich w maliny. Rodzice masowo wypisywali swoje dzieci z lekcji religii, na msze niedzielne stawiało się zaledwie 25% polskich katolików, księża podczas kolędy odbijali się nosami od zamkniętych drzwi. Młodzi brali wyłącznie śluby cywilne, albo nie brali żadnych. Powiększały się hordy dzieci nieochrzczonych. Cmentarze katolickie przeszły w zarządzanie administracji gminnej. Nikogo nie dziwią, poza klerem spacerujące jednopłciowe pary trzymające się za paluszki. Podobnie zresztą jak w Irlandii, Holandii, Danii, Szwecji albo Francji. Wreszcie prawdziwa tolerancyjna, liberalna demokracja. Problem jeno w tym, co zrobić z powstałymi za rządów prezesa bandziorami neonazistowskimi. Państwa nie stać było na  przesiedlenie ich gdziekolwiek, a ponieważ mieliśmy zadarte koty z Rosją, która akurat  jako jedyna dysponowała obszernym areałem syberyjskim, było źle. Ale, ale, dzień po wyborach amerykańskich wybuchła w polskim Kościele jeszcze jedna bomba. Z kardynałem Dziwiszem, sekretarzem osobistym świętego Wojtyły w tle. Wybuchając spowodowała więcej smrodu niżeli rozprute trzewia grubego zdechłego tydzień wcześniej dzika. Grubego, tak mi się skojarzyło z kardynałem Dziwiszem, bo smród w przypadku obu istot byłby jednaki. Tę uwielbianą przez polską katolicką gawiedź, i jednocześnie znienawidzoną przez hierarchię za granicą postać, dzięki TVN24 obnażył dziennikarz programu Czarno na Białym. Zionął smród, który pobudził moją wyobraźnię w kwestii owego dzika. Okazało się, (o czym jako człek w miarę oczytany wiedziałem od wielu lat) że Stachu Dziwisz (pozwólcie że nie ustroję go w tytuł kardynała) to świnia. hodowlana, czy też dzika. Po prostu zakłamana, obrzydliwa świnia chełpiąca się latami przyjaźni z Karolem Wojtyłą. Złodziej, który majątek zbił na umożliwianiu m.in. kontaktów z papieżem za kwotę 5.000 dolarów, o czym opowiadali świadkowie, oraz na ukrywaniu pedofilów (w randze biskupów i kardynałów) przed wymiarem sprawiedliwości, a także handlu krwią JPII. Tylko kontakty z księdzem Macielem, szefem Legionów Chrystusa (to pedofil gwałcący nawet własne dzieci) przysporzyły mu setki tysięcy dolarów z łapówek). Jedna świnia zwąchała się z inną świnią. Ta audycja po raz pierwszy pokazała polskiemu narodowi oraz światu degrengoladę Kościoła katolickiego począwszy od przysłowiowej parafii na Podhalu, gdzie świnka się urodziła, aż po otchłań zła w Watykanie. Pytanie tylko, ilu polskich katolików zechciało z własnej woli obejrzeć ten program, jako że wśród polskiego ludu bożego panuje przekonanie iż każda krytyka księdza, a tym bardziej biskupa jest wierutnym kłamstwem. Nie mam pańskiego płaszcza, no i co mi pan zrobisz?.
                            "Strateg" Macierewicza z pedofilami.

czwartek, 5 listopada 2020

KOCHANY CZY ZNIENAWIDZONY



Zależy przez kogo. Każdy, człowiek dotknięty trądem pisowskim powie że Jarosław Kaczyński to święta postać. Ten trąd to nasze, narodowe pieniądze w postaci przeróżnych plusów. Chwalcy gotowi byli przed nim klękać chociażby w kałuży błota jak prosty lud katolicki przed kapłanem w stroju „służbowym”. Dzisiaj chyba ten gest gotowi są uczynić jego najbardziej gorliwi, a jednocześnie całkowicie  ślepi. Jarosław się spaskudził poczynając od wygłoszenia słów „jesteście kanaliami, zabiliście mi brata”, bowiem większość myślących Polaków wie, że jeżeli ktokolwiek przyłożył rękę do smoleńskiej katastrofy, to właśnie on wraz z „poległym” bratem. Przez ponad 10 lat udało mu się przy pomocy faceta z chorobą F99, czyli Macierewiczem, mentalnie oderwać „rozum” społeczeństwa od prawdziwego winowajcy i obdzielając pewne grupy społeczne pieniędzmi nie tylko skierować podejrzenia na opozycję, ale i wygrywać kolejne wybory. Powoli jednak pieniądze się wyczerpywały, naród dojrzewał i  bije z niego straszna nienawiść, oto stało się to co widzimy na polskich ulicach. I już nie pomogą biskupi, którzy to sami zblatowani z rządzącą partią, podpadają pod krytykę szczególnie za ukrywanie pedofilii. Kilka dni temu zmarły wielki polski aktor Wojciech Pszoniak odczytywał Kaczyńskiego tak: "Bije z niego straszna nienawiść, którą powinien skanalizować, niestety, otoczył się samymi miernotami". Zresztą bodaj cały PiS wie, że rząd dusz już straciło. Czas dyplomacji też się skończył. Dla kaczystów, tak jak i biskupów zaczął się czas trwogi. Być może czas zwrotów zagrabionych dóbr. Nastąpił karnawał prowolnościowy. Tysięczne tłumy młodzieży skandującej hasła antyrządowe, często oprawione w wulgaryzmy, pulsujące światła radiowozów, korowody taksówek na klaksonach, blokada rolników, wszystkich połączyła jedna idea: chcą obalić kaczystowski rząd za to że podniósł rękę na polskie kobiety. Tylko najtępsi z tępych dają sobie wmówić, że to walka z lewactwem w obronie Kościoła. Bzdura. Jarosławie, legendarny przywódco rzesz polskiej ciemnoty. Twój czas niestety się skończył i to bezpowrotnie. To ja ci to mówię, jako jeden z szeregowych emerytów, wieloletnich cichych budowniczych polskiej prolewicowej demokracji.

wtorek, 3 listopada 2020

Z DMOWSKIM TEŻ W********Ć



Komu potrzebny jest Dmowski. Kto nim się szczyci?, pytanie retoryczne. Wiadomo. To patron przed i powojennych narodowców. Łaskawiec dla czynów Hitlera i Himmlera, polski protoplasta m.in. księdza Jacka Międlara  i całej zgrai tej szumowiny hejlującej w dniu urodzin Adolfa. Kto zaś odważył się nazwać  jedno z warszawskich rond Rondem Dmowskiego ten podpada również pod tenże tytuł, tytuł narodowca. Bunt wzbudzony przy okazji dzieła towarzyskiego odkrycia pani Julii, znakomitej kucharki Kaczyńskiego, tymczasowo zatrudnionej na stanowisku prezeski TK jest okazją by zrobić porządek wśród niektórych patronów. Dmowskiemu już dziękujemy krzyczą demonstrujące kobiety. Dość!. Twórca ruchu narodowego wzywał do antysemickich czystek, sprzeciwiał się obecności Żydów w sferze publicznej. Szczuł i cynicznie próbował rozgrywać społeczne nastroje. Podobnie, jak to czynią współcześni polscy narodowcy, tyle że oni jeszcze nie mają swoich pomników, ale tylko patrzeć. Żeby nie wznawiać wśród jego sympatyków straszliwego gniewu, Dmowskiemu dajcie jakąś małą uliczkę wylotową, niekoniecznie wybrukowaną i niekoniecznie zabudowaną. Natomiast dotychczasowe rondo Dmowskiego przemianować na RONDO PRAW KOBIET, chociażby dla uczczenia zrywu polskich kobiet w obronie dotychczasowego status quo do  prawa aborcyjnego, zwanego porozumieniem, ciekawe tylko kogo z kim. Tak, to wymaga uczczenia podobnie jak poprzedni ruch czarnych parasolek, który spowodował że Kaczyńskiemu wyszły gały z oczodołów. Czekamy na wniosek lewicowych i liberalnych radnych Stolicy. Panie prezydencie Rafale Trzaskowski, odezwij się pan.

TRUDNO DAĆ WIARĘ WIEWIÓRKOM

                                                                                   Jesienne wiewiórki rozpowiadają, a i prasa przebąkuje, że...