czwartek, 31 grudnia 2009

NASE PIKNE GÓRY


Jest zima, polska zima, czyli nijaka. Śniegu co kot napłakał. Mrozik zaledwie pozwalający na przechowywanie na balkonie treści spożywczych, co to nasze panie, dla podtrzymania tradycji świąteczno-noworocznych nie mogą upchać już w lodówkach. Jest zima, a konkretnie dzień Sylwestrowy poprzedzający Nowy Rok, z powodu którego wszyscy ludzie dobrej woli składają sobie życzenia. Wielu z nas przy tej okazji, a przede wszystkim z powodu upodobania do plaż i skwarów wyjedzie do ciepłych krajów. Ale też wielu z nas skorzysta z prawdziwego śniegu w polskich i nie tylko, górach. Do polskich Tatr i na Podhale zwali się już tradycyjnie masa Ukraińców, Białorusinów i Rosjan, przede wszystkim tych nowobogackich, dla których Zakopane i okolice to prawdziwy Zachód, gdzie poczują się jak nasi rodacy w Alpach austriackich, włoskich, szwajcarskich czy też francuskich. A ja Wam powiem drodzy moi czytelnicy, iż wybór naszych słowiańskich sąsiadów jest słuszny. Niewątpliwie, mimo zakopiańskich cen, przeliczanych na gaździnowe dutki na nasze polskie Podhale opłaci się przyjeżdżać każdemu. Transport, a więc przemieszczanie się na te tereny jest co prawda gehenną, ze względu na zimowe utrudnienia na zakopiance i bardzo kulawą kolej, ale za to sam pobyt rekompensuje te wszystkie niedogodności. Bywałem wielokrotnie w stolicy polskich Tatr Zakopanem. Bywałem wielokrotnie u jego podnóża w różnych miejscowościach, ale najprzyjemniej, najmilej, najbardziej rodzinnie i po polsku witany byłem i goszczony w pensjonacie MARYNA, przy ul Środkowej pod nr 166 w Białce Tatrzańskiej. Nie dotyczy to wyłącznie mnie. Obserwowałem innych gości z całego kraju, którzy rezerwację pobytu u MARYNY załatwiali na wiele tygodni a nawet miesięcy naprzód. Ale było warto, bo pobyt u Państwa Marii i Juliana Remiaszów to spotkanie z prawdziwymi, tradycyjnymi, wręcz "ortodoksyjnymi" góralami, gdzie każdy dzień i każdy długi wieczór jest bardziej "ciepły" niżeli własne rodzinne gniazdo. Górale Ci, każdy zapłacony im grosz zrekompensują nie tylko czyściutkim i ładnie wyposażonym pokojem, domowym smacznym posiłkiem, ale też atrakcjami w postaci tradycyjnego pieczenia barana, kuligów i innych "górskich wynalazków" współczesnej turystyki, ale też wrazie niepogody bilardem czy też chociażby stołem tenisowym. Powtarzam: to nie jest nahalna reklama pensjonatu. To zaproszenie od serca, bom życzliwy dla wszystkich rodaków. Komukolwiek zdarzy się zatrzymać na krócej, czy też na dłużej u MARYNY, ten przyzna mi całkowitą rację. A swoją drogą, tłuc się w góry i być zawiedzionym z powodu różnych oszustw, których pełno w naszej katolickiej Rzeczypospolitej, to lepiej dać sobie w ogóle spokój. Spędzenie świąt i Sylwestra w gronie rodziny i miejscowych przyjaciół będzie milszym wspomnieniem niżeli zawód jaki mógłby nas spotkać gdzieś tam na Podhalu. Jeździmy do miejsc sprawdzonych. Przy okazji, miłym Góralom i Ich najbliższym składam najlepsze życzenia Noworoczne w przekonaniu, że tak jak do tej pory uczynią wszystko , by goście do MARYNY pchali się drzwiami i oknami. Ja wiem, że tak będzie, bo było i jest.

Uśmiechnij się:

Proszę rosół z makaronem oraz schabowego z frytkami, .........
-Skąd pan wie, co mamy, skoro jeszcze nie zdążyłem podać panu karty?, dziwi sie kelner.
-Obejrzałem obrus!.

piątek, 25 grudnia 2009

ŚWIĄTECZNE REFLEKSJE NIEKTÓRYCH POLAKÓW


Pierwszy dzień świąt , bardzo ważny sercom katolickim Polaków. Godzina 17.00, pierwszy dzień świąt, jakże polskich świąt. Ostatni wierni wracają ze spóźnionej odrobinę pasterki, tłukąc się poprzez najwcześniej otwierane i najpóźniej zamykane knajpy.. Oczywiście ze śpiewem, niekoniecznie w barwie popularnych kolęd. Mówię w barwie, bo z melodyjnością ma to niewiele wspólnego. Poza tym ulice puste. Nikogo już nie widać z siatkami kapusty i innych choćby zastępczych substytutów świątecznych. Może to jedyny czas, by można się skupić na czymś bardziej wartościowym. Doczytać prasę z czwartku, czy zagłębić się w treść zakupionej lub otrzymanej pod choinkę książki. I o to chodzi. Jest czas by najbliższym złożyć zaległe życzenia, te które z jakiejś nieuwagi umknęły przed wigilią. Złożyć, ale też i otrzymać. Szczególnie milutkie i niezwykłe oryginalne otrzymałem od przyjaciela ze Słupska Zbyszka W. Jakże wymowne na mój wiek. Jedno jest nie bardzo adekwatne do mojej osobowości, ale Mu to daruję. Mój bardzo bliski przyjaciel nie ma dokładnego rozeznania, na ile mnie stać jako chłopa. Zbyszku, życzę Ci podobnej "emeryckiej" postawy. Nigdy nie rozmawialiśmy na te tematy, a szkoda. Mógłbyś się wiele nauczyć od starszego kolegi, chociaż nie wątpię w Twoją męskość, bo jesteś i młodszy i bardziej (co by tu nie gadać) postawny. Inne życzenia, to po prostu szablon życzeniowy, z którego i ja korzystam. Korzystam, ale każdorazowo myślę inaczej. Jednym moim przyjaciołom i rodzinie życzę zdrowia ( bo akurat to wszystkim potrzebne, innym pieniędzy, co akurat niektórym zbywa). Jeszcze innym wszelkiej pomyślności, mając na myśli szybkie zamążpójście lub znalezienie satysfakcjonującej pracy. A jeszcze innym po prostu wygranej w lotto. Najbardziej hipokryzyjne wydaje mi się składanie życzeń pomyślności osobom, o których wiem, że ich żywot dobiega z jakiejś przyczyny końca. Długotrwała, śmiertelna choroba, stan po tragicznym wypadku drogowym lub inna straszna okoliczność życiowa. A niestety ,takich przyjaciół, kolegów, koleżanek też mam wiele w zanadrzu życiorysu. Takie życzenia przechodzą mi za pomocą klawiszy komputera lub wysłanej kartki w miarę odważnie. Bezpośrednio poprzez telefon utkwiły by mi w gardle. Już taki jestem, niekoniecznie zimny drań. Reasumując, mimo różnych okoliczności ,które generują takie czy inne wzburzenia mojego skołatanego serca, wszystkim, niezależnie od przekonań (a szczególnie tych wyznaniowych), rasy, koloru skóry a nawet tych ze sfery zwanej seksualną, życzę naprawdę prawdziwej pomyślności we własnej ojczyźnie, tu nad Wisłą. By nie musieli ukrywać swoich zachowań gdzieś tam na wyspach Irlandii, Anglii czy innych cywilizowanych społeczeństw Europy i świata.

Uśmiechnij się:

Siostra Małgorzata przez pomyłkę trafiła do piekła. Przerażona dzwoni do św. Piotra:
Tu siostra Małgorzata, popełniono straszliwy błąd. Wyjaśniła całą sytuację i uzyskała obietnicę, że pomyłka będzie wyjaśniona. Niestety św. Piotr w natłoku obowiązków zapomniał o obietnicy. Następnego dnia siostra znów dzwoni: Proszę, zabieżcie mnie stąd, na dzisiejszy wieczór zaplanowana jest orgia, obecność obowiązkowa. Św. Piotr tym razem obiecał jej pomoc. Niestety znów w natłoku niezliczonych obowiązków zapomniał. Przypomniał sobie dopiero nazajutrz, gdy odezwał sie dzwonek telefonu:
- Cześć Piotrek, tu Gosia, już nie zawracaj sobie głowy, jest ok.

środa, 23 grudnia 2009

MOJE ŻYCZENIA





Wszystkim moim Czytelnikom, szczególnie tym, którzy wyrażają swoją opinię poprzez komentarze lub wpisy do Księgi Gości, z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz zbliżającego się Nowego Roku 2010, składam życzenia zdrowia, pomyślności i wszelkiego dostatku, a w szczególności spokoju ducha, niezależnie od tego kto i jak nas będzie próbował zdenerwować swym obliczem i słowem prezentowanym za pomocą ekranu telewizora lub na łamach prasy. Do Siego Roku . ( Torunczyk).

poniedziałek, 21 grudnia 2009

PANI LEOKADIO. CZĘŚĆIOWO ZGADZAM SIĘ.



Tak, ma racje pani (nieznajoma komentatorka) Leokadia, co to raczy bronić autorytetu abp. Życińskiego. Ten akurat dostojnik kościelny należy do tzw.prawdziwej inteligencji katolickiej w odróżnieniu od prostackich książąt, wypowiadających słowa maczane w fetorze, jak np. Głódzia, Pieronka, czy też kapciowego papieskiego Dziwisza, a Jego wypowiedzi są równie bardzo wyważone politycznie. Politycznie, ponieważ generalnie nasi hierarchowie nie zajmują się głoszeniem wiary wynikającej z biblijnych zapisów jeno brudną polityką. Akurat tą, która sprzyja pomnażaniu majątków kościelnych. Skąd to się bierze, że nasi dostojnicy reprezentują tak słaby poziom zachowań, które by konsolidowały wiernych niezależnie od postaw i przekonań, pytanie kieruję m.in. do pani Leokadii. Otóż, seminaria duchowne wypełnione są (za duże słowo "wypełnione") chłopcami z rodowodem wiejskim. W każdej wsi polskiej średnio kilka chłopaków kończy co roku szkołę średnią i wtedy ich dylemat "co dalej" rozwiązują żarliwi w wierze rodzice i dziadkowie. "Dziecko, zrób nam radość i zostań księdzem". A dalej idą argumenty nie do odparcia: Będziesz poważany, będziesz blisko Boga, będziesz dobrze sytuowany, bo o twój dobrobyt zadba cała parafia, będziesz tym, z którym liczą się wszyscy, od policjanta po prezydenta Polski typu Kaczyński. Tenże absolwent szkoły średniej, widząc co się dzieje na rynku pracy, także prezencję księdza proboszcza, robi tę przyjemność rodzicom, babciom, niezbyt zawistnym sąsiadom i komuś tam jeszcze z wójtem katolem na czele i ku radości parafialnego proboszcza wstępuje do seminarium , gdzie egzamin przypomina poziomem obronę doktoratu ojca Rydzyka. Tam poznaje życie od podszewki, a właściwie od komży. A, że od czasu do czasu trza się wykąpać, w życie dorosłe wstępuje pod natryskiem okazując koledze , a częściej przełożonemu grzeczność w namydlaniu pleców i nie tylko. Tam rodzi się w nim nowa orientacja seksualna. Młody, zdrowy człowiek, byczek ze wsi już od pierwszej kąpieli zażywa orgazmów dupnych z kolegami po koloratce. Czytałem wiele reportaży na ten temat. Wypowiadali się ci, którym akurat pedalski sex nijak nie przypadł do gustu. Ci, wiejscy chłopcy, ubrani w sutanny, na które nawet najbiedniejsi rodzice grosza nie poskąpili, czarują na przepustkach okolicznościowych rodzinę i sąsiadów. Milczeniem zaś pozostaje na zawsze to co nazywa się oficjalnie "powołaniem kapłańskim". Już dawno udowodniono, że powołanie kapłańskie to nic innego jak pociąg do mężczyzn, a jednocześnie zgodnie z biblią, gardzenie płcią odmienną. Ten stan zachowań seksualnych, ukształtowany w seminarium duchownym z biegiem czasu przekształca się w pożądanie dzieci, a więc zboczenie. Pełno na ten temat opisów i literatury (niekoniecznie pięknej). Świat obiegły ujawnione informacje o nieludzkich gwałtach księży i zakonników na dzieciach w Irlandii, w Australii, w USA, Kanadzie, Brazylii i Argentynie. Czas na Polskę, gdzie dzięki tygodnikowi "Faktów i Mitów", ujawniono zboczeńców w sutannach, a niektórych osadzono w pierdlu, mimo oporów sądowych prawników usłużnych klerowi katolickiemu. I tak oto rodzi się w naszej katolicko-ginekologicznej Polsce klasa polityczna na usługach tych zboczeńców sutannowych, wzajemnie adorowanych przy kolejnych wyborach. Pełno w naszym sejmie członków tajnej katolickiej organizacji Opus Dei. Nie chce mi się ich wymieniać, bo już czyniłem to wiele razy. Był Marcinkiewicz, była Alicja Grześkowiak, byli urzędnicy pałacu prezydenckiego, ale tym razem wymienię tylko z grzeczności Kazia Michałka Ujazdowskiego. Człowieka z wielkim apetytem na władzę. Ta pszczółka przynależy już do którejś tam partii (oczywiście prokościelnej). W tym roku zaliczył już dwie. Ostatnio Polska Plus. Wielki człowiek Kazimierz U. ma też wielkie luki w pamięci. Chwali się w internecie wnukiem, a o tatusiu ani jednego zdania. No cóż, na podobne zachowania stać tylko świętych członków Opus Dei. Konkludując, moją wypowiedź, jeszcze raz potwierdzam iż, większość kleru polskiego wywodzi się z zapyziałych wsi, stąd ich wypowiedzi nie są najwyższego lotu, tym bardziej gdy do głowy uderza woda sodowa. Abp Życiński natomiast należy do prawdziwej inteligencji i dlatego z przyjemnością go słucham, chociaż nie zawsze się z Nim zgadzam. Innych, szamoczących się z poprawnym słowem polskim w telewizji lub radiu (vide: staruszek Glemp) wyłączam. I to tyle na gwiazdkę 2009.

Wszystkim moim Czytelnikom i nie tylko, życzę wesolutkich Świąt niekoniecznie w pasterkowej i jasełkowej atmosferze.

Uśmiechnij się:

Tata kupił synkowi łuk. Sprawdzają go w ogrodzie i po którymś razie strzała znika w krzakach. Synek pobiegł po nią i wraca, trzymając w ręku zakrwawioną strzałę.
-Tato, mam dla ciebie dwie wiadomości, złą i dobrą. Którą chcesz pierwszą?
Dobrą.
-Przebiłeś jądro proboszczowi.
A zła?
-A mamie obydwa policzki.

sobota, 19 grudnia 2009

SEX, NARKOTYKI, ALKOHOL I MODA MĘSKA




Właśnie wróciliśmy z Małżonką z Ciechocinka, boć to święta za pasem. Tak, skorzystaliśmy nieco z uzdrowiskowego powietrza, no i z serwowanych sanatoryjnych zabiegów. Warto było, mimo iż otaczała nas ciżba moherowego do potęgi entej towarzystwa. Państwowe, jak dotychczas sanatorium jako przerywnik w rehabilitacji urządza dla kuracjuszy pielgrzymkowe wycieczki do Lichenia i innych sanktuariów, których bez liku nie tylko na Kujawach ale i w całej Katolandii. Nawet wycieczka do Torunia pt. zwiedzanie pięknej starówki ograniczyła się do wizyt we wszystkich okolicznych domach modlitwy. Kopernik chociaż biskup, mocno skrzywił się z zażenowania na cokole. Nie dziwią już nas krzyże i krzyżyki rozwieszane w prawie wszystkich pomieszczeniach od stołówki po gabinety. Nie dziwią, bo Polska została dzisiaj ukrzyżowana w szczególności, na przekór decyzji Trybunału w Strasburgu, zgodnie z zawołaniem bliźniaka na posadzie prezydenta oraz bpa Michalika, tego od posyłania policjantów za wystawiane mandaty do cel więziennych. W końcu normalny człowiek może przymknąć oczy na owo zatrzęsienie krzyżowe i przejść do porządku dziennego. Ale przecież obok tych normalnych Polaków, w ciechocińskich sanatoriach (myślę, że tak jest we wszystkich) do zdrowia dochodzą inni Europejczycy, ci jeszcze bardziej normalni. Co oni myślą o tym wszystkim, lepiej nie wiedzieć. Tym bardziej, iż wszystkie polskie gazety i gazetki kościelne rozpisują się o tym, że polscy parlamentarzyści poza pracą zwiazaną z uchwalaniem ustaw, wstępnie uzgodnionych w kręgach zbliżonych do Episkopatu i potwierdzonych w alejach cmentarnych, zabawiają się w tranwestytów, naćpawszy się wprzódy rozweselającymi środkami, zwanymi dalej narkotykami. Z kolei bezdomni Polacy, poszukiwacze żelastwa dla paru złotych kradną metalowy ważny dla każdego obywatela świata napis na bramie Oświęcimskiej. Potworne to, psiakrew. Senator Piesiewicz, znany ogólnie jako scenarzysta filmu polskiego, a nadto wielki przyjaciel Kościoła, w towarzystwie lasek, które wypełniły mu pustkę w separacji, dopasował na swoje bioderka sukieneczkę i urządził wieczór tańcujący.Nie zauważył imć pan że zabawa ta została utrwalona na taśmie filmowej, która z racji zawodu pozasenatorskiego nie jest mu obca. Ta hryja, jak by nie mówić, mocno nadwyrężyła fundament codziennego życia pana senatora. A nie szło to panie senatorze ubrać się, skoro już ma pan taką życiową potrzebę, w sukieneczkę jakiegoś księżulka. Myślę, że lepiej by się układała na dość smukłej pańskiej figurze. A i może przy okazji zapałał by pan na stałe do stanu zakonnego?. Żony nie ma, dziwki się odsunęły, grzeszki pozostały. Zbawienie w tym wypadku można osiągnąć tylko poprzez pokutę klasztorną, gdzie poprzez biczowanie można ubogacić życie ciekawymi doznaniami erotycznymi.
Dużo się działo, dużo, ale wypadki w domu pana K. P. przebijają wszystko inne. A ja myślę, że w podobnych seansach uczestniczą prawie (powtarzam prawie) wszyscy wybrańcy narodu katolickiego, no może poza Sobecką. Na jej figurę trudno coś dopasować. Ogrom pieniędzy, jaka płynie do ich kieszeni z tytułu reprezentacji pospólstwa znad Wisły, Odry i Nysy Łużyckiej generuje pomysły z piekła rodem, jak powiadają ci którzy wierzą w owe przybytki pośmiertne. Póki co czekamy na nową dostawę "działek" do sal sejmowych i senatorskich.

Uśmiechnij się:

Świeża para zakochanych w Paryżu.
-Kochanie, idziemy najpierw do łóżka, czy na wieżę Eiffla?
Do łóżka skarbie. Wieża Eiffla postoi znacznie dłużej.

czwartek, 3 grudnia 2009

MÓJ NIEUTULONY BÓL

Disco z udziałem kleru w łódzkim klubie.

Szanowni moi Czytelnicy. To nie będzie zbyt długi post. Kilka zdań, dosłownie. Chodzi o to, że już wczoraj postanowiłem napisać coś pozytywnego w zakresie tematyki dotychczas poruszanej na łamach bloga. Pozytywnego, ponieważ od dnia moich zaślubin z internetem nie wyraziłem w żadnym poście swego pełnego zadowolenia, a tym bardziej euforii z procesu naszej europeizacji w ramach przynależności do UE ,no bo:

Chyba nie z naszej polityki społecznej, bo chociaż Polska rośnie w siłę, jak uparcie powiada pan premier, to ludziom żyje się jakoś mniej dostatnie.

Z naszego szkolnictwa i nauki, bo z powodu braku pieniędzy, tylko dwie uczelnie UW i UJ znalazły się pod koniec notowanej przez ONZ światowej listy, obok uczelni z Zimbabwe i Kostaryki, czyli bodajże pozycja 398 i 399. Ale jak może być inaczej, skoro na IPN i inną policję polityczną rząd wydaje więcej grosza niżeli na PAN i myśl techniczną. Za to nasza oświata została ubogacona przez Trybunał Konstytucyjny (skład tego ciała to sympatycy PiS i Kościoła), zapisem , iż ocena z religii będzie wliczana do średniej ucznia. Czyli, tenże Trybunał (z Bożej łaski, dosłownie) nie potrafi czytać Konstytucji, do obrony której jest powołany, iż religia i świeckie państwo to dwa oddzielne światy. Przyznał, że religia jest przedmiotem i zalicza się do nauki. No to teraz można zrozumieć praźródło doktoratu ojca Rydzyka i potwierdzenie cudu w Sokółce.

Z naszej polityki zagranicznej?, a skądże. Może są tacy, co to podobają im się umizgi i włazidupstwo Stanom Zjednoczonym, wysyłanie naszych żołnierzy na front do walki z tymi, ze strony których nic nam nie grozi, darcie kotów z sasiadami, łaknienie jak powietrza ustrojstwa rakietowego z głowicami jądrowymi. Ot, sarmacja polska, naburmuszona.

A może z przestrzegania umów i postanowień międzynarodowych ?. Mam na myśli odmowę (obok chyba tylko Malty) ratyfikacji przez Sejm i prezydenta załącznika do Traktatu Lizbońskiego, którego zapisy dbają o prawa człowieka europejczyka. Wniosek z tego iż Polacy tylko geograficznie tu się wpisują. Dzikusy.

To może chociażby z sądownictwa, a gdzież tam! Długo będzie odczuwać skaleczenie nasza polska Temida. Mocno jej szkielet pogruchotał niejaki Ziobro, aktualnie ukrywający się w Brukseli.

To może chociaż z szacunku dla praw kobiet?, no właśnie. W tym temacie to istny ugór. To między innymi prawa dostępu kobiet do in Vitro, oraz do aborcji ze względów społecznych zaciążyły na odmowie ratyfikacji załącznika do Traktatu. W tym dziele nasz kościół przekształcił się z Kościoła katolickiego w katolicko-ginekologiczny. Zgroza. Rozmyślam od wczoraj, jak powiadam nad tym, by znaleźć chociaż jeden temat,który na moim blogu by przybrał barwę różową. Piękną, powabną, jak młoda śliczna sportsmenka. No nie znalazłem. Rezygnuję zatem z dalszego poszukiwania. Pozostaję umartwiony jak większość moich krajan, mimo że prywatne środki przekazu, reprezentujące w większości liberalne towarzystwo polskiego dzikiego kapitalizmu namawiają mnie do uśmiechu i radości. Ja jednak pozostaję w nieutulonym bólu.

PS. Serdecznie dziękuję, jak zwykle za zamieszczane komentarze oraz wpisy w księdze gości, niezależnie czy mają one posmak krytyczny, czy też akceptują mój pogląd na poruszany temat. Autor.

Uśmiechnij się:
Modlitwa dziecka:
Dziadek wczoraj umarł i jest w drodze do Ciebie Panie. Bądź dla niego miły, mów głośniej bo niedosłyszy i posadź między miłymi paniami, bo wtedy dziadek jest w dobrym humorze. Amen.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...