piątek, 30 listopada 2012

PAWLAKI I KARGULE


Dzień 1 maja 2004 roku na długo pozostanie w pamięci polskiego narodu. 
Tego dnia flaga Unii Europejskiej po raz pierwszy powiewała razem z flagą III Rzeczypospolitej Polskiej.
Wciągnięcie na maszt flagi Unii Europejskiej przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego nastąpiło o północy przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Tak pisała prasa drukowana natychmiast po.
Pamiętam, w tym dniu przebywałem służbowo nad Bałtykiem. By nie przespać relacji w telewizji nastawiłem na czuwanie budzik. Byłem jako obywatel dumny z tego nadzwyczajnego aktu wstąpienia naszej polskiej parafialnej Rzeczypospolitej do rodziny krajów postępu i nowoczesnej egzystencji. Moje podniecenie zostało niestety mocno stonowane, gdy podczas robienia porannych zakupów w miejscowym sklepie usłyszałem z ust Kaszubów, że władze polskie nas sprzedały żydostwu za mało warte srebrniki. Praktycznie wszyscy kolejkowicze sklepu o fakcie przystąpienia Polski do UE wyrażali się jeżeli nie z obojętnością to w większości ze wstrętem. Mimo to moja duma jako obywatela Polski z godziny na godzinę narastała osiągając apogeum w chwili wciągnięcia naszej flagi narodowej na maszt obok Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Na szczęście miejscowa prasa przystąpienie Rzeczypospolitej do Unii oceniła wyłącznie w ciepłych kolorach.
Tak się złożyło, że kilka miesięcy wcześniej złożyłem wizytę w swojej rodzinnej miejscowości na północy Mazowsza. Jak to zwykle bywa z ciekawości zapytałem sąsiadów, czy braliście państwo udział w referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE. Usłyszałem że tak, a jakże, bo jako katolicy wypełniliśmy polecenie naszego proboszcza, który nakazał być przeciw wstąpieniu do tej … żydowskiej organizacji. Ale przecież jako rolnicy byście korzystali z dopłat, powiadam.. Na to usłyszałem odpowiedź, że na żydowskich pieniądzach nikt się nie dorobił i nam na nich nie zależy, bo Żyd jak wiadomo najpierw daje, a później zabierze nasze gospodarki i przyjdzie nam zdechnąć z głodu, albo być wyrobnikiem jak przed wojną. Gdy powiedziałem, że nasz papież akurat był za akcesją Jego Ojczyzny z Europą, usłyszałem odpowiedź, że nic o tym nie wiedzieli, a słowo naszego pasterza liczy się najbardziej. I tak się stało. Wieś, o której mówię nie zagłosowała na tak aż w 56%. Jak pokazały media, były wioski, gdzie blisko 100% mieszkańców wypięła się na Unię. Najwięcej we wschodniej Polsce, gdzie królowała ideologia Kaczyńskich i Giertycha. Na szczęście stało się inaczej, bo Polska to nie tylko ciemna masa zalegająca wyra w Podlaskim, Małopolskim, Lubelskim i Podkarpackim. Na tak zagłosowała reszta mieszkańców naszego kraju, w tym największe miasta. W skali całego kraju ponad 77% wyraziło swe poparcie dla akcesji. Stało się!!
Pewno częściowo zadziałał Pawlak, co to i z proboszczem na Ty, a w Brukseli potrafił wychwalać to co mamy najlepszego, czyli oscypki, śliwowicę łącką, oraz wiejską kiełbasę spod Płocka. Ponadto wiadomo, że Kościół jest największym posiadaczem ziemskim, stąd „żydowskie” miliony w postaci dopłat rolniczych to jak manna z nieba wprost od pana B.
Po roku ponownie odwiedziłem swoje rodzinne pielesze. Gdy zapytałem, czy biorą pieniądze z Unii w ramach dopłat do posiadanych hektarów, otrzymałem wyczerpującą odpowiedź od jednego parafianina:
-Ja panu powiem tak. Gdy gmina wypełniła za nas papiery w sprawie tych dopłat i te dolary, czy tam euro znalazło się w kasie gminnej, to udaliśmy się z delegacją do proboszcza, by zapytać jak mamy z tymi dotacjami postąpić?. Czy je brać, czy odmówić, czy może wszystko oddać na kościół, który i tak wymaga remontu?. Bardzo nas to gnębiło, tym bardziej, że w pierwszym roku nam się podobno należała tylko część pieniędzy w stosunku do rolników niemieckich i francuskich. Chcieliśmy też się upewnić, czy biorąc te żydowskie euro nie grzeszymy, albo nawet może popełniamy grzechy śmiertelne. Ksiądz to mądry i dobry pasterz, dlatego też po odprawionej w naszej intencji, oraz naszych rodzin mszy św. wygłosił kazanie, w którym powiedział tak, abyśmy wszyscy zrozumieli: Nie bójcie się, nie dopuścimy, aby jakikolwiek obcy człowiek, a tym bardziej Żyd wrócił na wasze ziemie, które dzisiaj często są akurat już w rękach waszych synów, albo wnuków. Oni mogą kupić ziemię waszą, albo waszego sąsiada, ale wyłącznie za waszą zgodą. Prawo jest tak ustanowione, że w Unii Europejskiej wszyscy są równi. Każdy z was może sobie kupić działkę pod Paryżem albo Madrytem i tam posadzić kartofle, albo zasiać łubin. Jedno tylko wam powiem. Faktem jest, że pieniądze które przyjmiecie są wypracowane przez korporacje złożone z Żydów, jako, że jest to naród mądry i przedsiębiorczy. To, że ich przodkowie uśmiercili Pana Jezusa jest straszliwym faktem, ale już zostali ukarani za to przez Hitlera. Przecież pieniądz jak wiecie nie śmierdzi. Tak powiedział jeden z cesarzy rzymskich imieniem Wespazjan, który był chrześcijaninem, a więc wierzyć mu trzeba. Zrobicie z nimi to co zechcecie. Po mszy zatrzymali my się pod parkanem kościelnym na papierosa, a następnie udaliśmy się w celu dalszych uzgodnień do karczmy. Przewodniczący naszej delegacji po strąceniu pianki z kolejnego kufla rzekł; Wiecie co chłopy?.Postanowiłem zgodnie z własnym sumieniem, jako Polak z dziada pradziada i do tego katolik, że te swoje kilka tysięcy złotych, które, co tu dużo mówić parzą moje ręce wkopać w poświęconą ziemię. Nie rozumieliśmy o czym mówi, bo to był już chyba czwarty kufel piwa, więc milcząc czekaliśmy na dalsze wyjaśnienia. Otóż postanowiliśmy wraz z sąsiadem Kargulem wybudować za te śmierdzące pieniądze murowane grobowce na cmentarzu dla całej rodziny. Znajdzie się tam miejsce na wieczny spoczynek dla nas, dla naszych dzieci, wnuków, prawnuków a może praprawnuków. Mądra myśl, przyklasnęliśmy wszyscy, a stary Wincenty nawet postawił wszystkim jeszcze jedną kolejkę.
A nie lepiej by było, gdybyście te już kolejne tysiące złotych zainwestowali w maszyny gospodarcze, udoskonalenie hodowli, czy też urządzenie mieszkań?. Ma pan racje, teraz już tak, ale najpierw trzeba było pomyśleć o wiecznym odpoczynku. Należy nam się chyba, nie?.
Od wejścia Polski do Unii Europejskiej upłynęło osiem lat. Mimo naszej niedołężności organizacyjnej kraj się zmienił. Są jakieś tam odcinki autostrad, wioski wyglądają radośniej pozbywając się strzech i azbestu. Jest okno na świat w postaci TV, często nawet za pośrednictwem satelity. Dużo gospodarstw ma w domu bieżącą wodę, oraz centralne ogrzewanie. Dzięki postępowi w telekomunikacji można się dodzwonić do pogotowia i straży pożarnej, a nawet do proboszcza, który dla wielu nadal pozostaje największą wyrocznią.
 Tak się złożyło, że jadąc do celu, niedawno zatrzymałem się na owym cmentarzu parafialnym, na którym zresztą spoczywają szczątki także moich bliskich. Spacerując alejkami znalazłem kilkanaście „pięknych” wręcz bardzo gustownych pustych grobowców, jakby oczekujących gości wzorem nowo otwartego hotelu. Grobowce kolorowe o nieznanych mi dotychczas kształtach architektonicznych, na których już dzisiaj można odczytać imiona i nazwiska fundatorów i jednocześnie pierwszych „gości”. Niektóre już wstępnie zagospodarowane. Gierek miał rację Polak potrafi... wykiwać nawet Żydów.
 
PS. Wydarzenie opisałem pod wpływem odbioru społecznego filmu "POKŁOSIE"

wtorek, 27 listopada 2012

ZNASZ LI TEN KRAJ, czyli SKANSEN EUROPY


Coście zrobili z tym krajem skurwysyny. Oddajcie nam uśmiech”.

Te słowa widniały na transparencie niesionym przez tłum młodych, na czele którego szedł Cezary Baryka, bohater „Przedwiośnia” Żeromskiego. Takie hasło należałoby rozwieszać wszędzie. Od Warszawy po Kozie Doły. Hasło dla myślących, a więc niekoniecznie tylko dla inteligencji. Ale czy w naszym niby europejskim kraju, w dwudziestym pierwszym wieku jest znacząca ilość prawdziwej inteligencji?. Czy inteligentem sensu stricte można nazwać absolwenta katolickiego uniwersytetu, z Terlikowskim jako przedstawicielem?. Czy do inteligencji można zaliczyć absolwentów licznych seminariów duchownych i „akademii” katolickich, a szczerze mówiąc również „magistrów” prywatnych świeckich uczelni gdzie zajęcia były odklepywane za słono płacone czesne. Czy do inteligencji wreszcie można zaliczyć całą sforę członków i sympatyków PIS oraz partyjek im pokrewnych bez znajomości języków (vide: „doktorowie” Kaczyński, Rydzyk). Otóż nie!.

Według Noblisty Dario Fo: inteligent, który nie jest lewicowy i nie aprobuje takowej ideologii nie jest inteligentem. Zatem inteligencji w Polsce jest jak na lekarstwo. Fakt, że pan Dario nie jest zbyt zaprzyjaźniony z kołami zbliżonymi do niezbyt odległego Watykanu, jednak świat postępowy, a w większości świat taki jaki jest odbiera Go dobrze. Stąd ta zaszczytna nagroda noblowska.

Przemierzając samochodem nasz kraj, Europejczyk ma do czynienia ze zjawiskiem, które we własnej ojczyźnie zaliczył by do zmór. W okresie wakacyjnym, ale nie tylko, masa ludzi z cywilizowanej Europy, ale i Świata przyjeżdża do Polski. Czyni to choćby ze względu na korzystną wymianę posiadanych zasobów walutowych. Co tu może spotkać prawie za darmo, czego ich oczy nie ujrzą w Belgii, Holandii, Francji lub Szwecji, a o czym można opowiadać w długie zimowe wieczory niezbyt grzecznym dzieciom na dobranoc.

Otóż drogie dzieci. Niedaleko, bo zaledwie za Odrą jest taki kraj, bardzo odmienny od naszego i krajów innych naszych sąsiadów. Do niedawna (jak ludzie mówili) chodziły tam po wsiach, a nawet miastach białe niedźwiedzie. W kraju tym prawie w każdej wsi jest zamek, zwany przez miejscowych domem bożym. W miastach takich budowli jest kilka, zdarza się, że na każdej ulicy. Wzdłuż szutrowych szos tego przemiłego kraju stoją przeróżne świątki, które mają swoje obowiązki. Otóż chronią one ludzi od różnych nieszczęść na przykład od wypadków drogowych chroni święty Krzysztof. Jeżeli patron się zagapi i nastąpi wypadek, w wyniku którego zginie kierowca, to jest on pochowany na miejscu. Świadczy o tym postawiony tam krzyż. Takich krzyży w Polsce są tysiące. Chyba już im brak miejsc na cmentarzach, bo akurat ofiar wypadków drogowych w Polsce jest najwięcej w Europie. Od pożarów ludność chroni święta Teresa, dlatego w czasie burzy jej obrazy wystawiane są w oknach jak portrety u fotografów. Jest to o wiele tańsze niżeli montowanie piorunochronów. Zresztą na dachy obywatele wsi wchodzą tylko gdy one przeciekają, albo gdy trzeba poprawić odbiór telewizji TRWAM. Od zguby natomiast chroni ich święty Antoni, a naprawdę odnajdują wiele rzeczy, oczywiście poza rozumem, ale akurat ten nie jest dla nich najważniejszy, więc mogą machnąć ręką. Dlatego tym mieszkańcom żyje się szczęśliwie, bo więcej do szczęścia nic im nie potrzeba.

W ostatnich latach, ten szczęśliwy na swój sposób naród rozmnożył w swoim kraju od Bugu aż po Odrę tzw. sanktuaria Maryjne. Wiadomo, tego akurat nigdy nie za dużo, tym bardziej, że akurat nad Wisłą Matka Boska czyni cuda na kopy. A to się ukarze na wierzbie, a to na sośnie, w zależności od upodobania, a to na oknie plebanii, a to na parapecie pod oknem sołtysa. Także służby moherowe nie nadążają z upamiętnieniem miejscowości, w których należało by zbudować chociażby kapliczkę oraz podprowadzić rurkę z której by wyciekała zdrowa, święcona woda. Miejscowy naród od ust sobie odejmie, ale na taki cel wydłubie ostatni grosz. A nuż zachoruje, a tu do lekarza daleko, to pod ręką Matka Boska jak znalazł. No a skoro nie wyzdrowieje, to widocznie taka była wola boża. Pewno nagrzeszył, o czym okolica nie wie. Zdarzają się jednak cudowne wyzdrowienia. Miejscowy pijaczyna złodziej i zabijaka Kulawik, któremu lekarze nie dawali żadnych szans na przeżycie po uderzeniu siekierą pod remizą, dzięki popijaniu wody ze źródła świętego wydobrzał. Teraz cała wieś go widuje jak zachodzi do wdowy Borowej. I ponoć już ją pokrył.

Sanktuaria polskie są wizytówką bogactwa duchowego Polaków. Są przybytkami do których, w ciągu całego roku pielgrzymują masy wiernych, w tym młodzieży, szczególnie bezrobotnej, która owe masowe zbiegowiska pod wodzą wyposażonego w instrumenty i tuby nagłaśniające księdza traktuje jako urozmaicenie monotonnego, codziennego życia. Do Matki Boskiej w Częstochowie, Licheniu, Toruniu, Kalwarii Zebrzydowskiej i wielu innych miejscowościach podążają chłopcy i młode dziewczyny, bo jest to uświęcona okazja do wzajemnych kontaktów, często nawet do poczęcia na chłopskim pachnącym sianie nowej dzieciny. Dziecko poczęte w takich okolicznościach ma szansę zostać księdzem lub zakonnicą. O fakcie poczęcia takowego pisałem w jednym z poprzednich postów. W Toruniu chwilowo Matkę Boską zastępuje ojciec Rydzyk, ale już wkrótce zbuduje tam świątynię pod Jej imieniem.

I to jest właśnie skansen Europy. Zachowajmy go dla potomnych, zachowajmy go dla kontynentu. Coś przecież ci Europejczycy muszą zwiedzać, a tutaj nad Wisłą jest jeszcze wiele do zwiedzania i przemyśleń nad kruchością życia. Europejczycy przemierzający nasz kraj, na szutrowych szosach, a od niedawna już na wielu odcinkach autostradowych mogą spotkać autokary wycieczkowe. Nie, nie. To nie są wycieczki udające się w austriackie Alpy, czy chociażby do Pragi, aczkolwiek takie rodzynki też się zdarzają. Większość autokarów podąża do Częstochowy, Lichenia, lub na zlot czarownic do Torunia. Odbywa się to cały rok. Oczywiście tu i ówdzie mknie też autokar wypełniony kibolami uzbrojonymi w pały i noże. Oni śpieszą się z błogosławieństwem kapelana na mecz z Borutą Pcim. Ciekawe, że nikt ze zdrowo myślących nie zada sobie pytania, dlaczego najwięcej wypadków śmiertelnych na polskich drogach zdarza się podczas wypraw pielgrzymkowych. Gdzie jest ich opiekun boski, gdzie święty Krzysztof, gdzież w końcu Najświętsza Panienka, do której im tak spieszno. Czyżby ci pielgrzymi tym świętym się zbytnio narzucali?, byli dlań natrętnymi intruzami?. No nie wiem, ale oni też nie wiedzą i to mnie pociesza.

Jest taki kraj moje dzieci, to kraj o którym wam opowiadam, gdzie każdej dziedziny życia prywatnego, a państwowego w szczególności pilnuje dyżurny ksiądz zwany kapelanem, a który za czynione czynności duchowe otrzymuje wysokie wynagrodzenie. Zabezpieczone jest pod tym duchowym względem wojsko,, policja, więziennictwo, szpitale, straż pożarna oraz wszystkie federacje sportowe nie licząc kolejarzy i celników. Nie ma osamotnionej dziedziny życia w Polsce. Przykładowo kapelan w jednostce wojskowej pozostaje na etacie zastępcy dowódcy tej jednostki, a jego obowiązkiem priorytetowym jest wysłanie żołnierzy na doroczne pielgrzymki do Częstochowy i Lednicy. Abp Głódź zanim został generałem, po otrzymaniu nominacji na kapelana Wojska Polskiego był zaledwie plutonowym. Wałęsa z polecenia JPII zrobił go generałem, a że lubił alkohol szybko zdobył serca innych ochlapusów zaskarbiając sobie przydomek „flaszka”. Dzisiaj flaszka rządzi całą administracją województwa pomorskiego z prezydentami włącznie. Także drogie dzieci, za Odrą macie szansę zobaczyć to, co nawet „fizjologom” się nie śniło, a potem możecie to opowiadać swoim niezbyt znerwicowanym dzieciom, a moim wnukom.

***
Tekst ten napisałem blisko osiem lat temu i stanowi on fragment mojej książki dotąd zalegającej szufladę. W chwili obecnej niewiele się zmieniło. Rząd polski nadal ładuje w Kościół około 8 miliardów złotych rocznie z naszych podatków, zgodnie z podpisanym bezprawnie konkordatem, nadal rozdaje obiekty i ziemie na kiwnięcie biskupim palcem zdobnym w pierścień, a czarne macki się wciąż rozrastają. Dzisiaj katecheci szatanem straszą już nawet dzieci przedszkolne rozszerzając swój „naukowy” repertuar na wszystkie klasy szkolne upominając się nawet o maturę z religii. Oczywiście, że w związku z organizacją Euro zbudowano kilkaset kilometrów autostrad, dzięki czemu podczas poszerzania jezdni zlikwidowano setki tych „sztucznych przydrożnych grobów”, ale figurki, choćby najbardziej artystycznie szkaradne przenoszono z namaszczeniem gdzie indziej. Niemniej nadal pozostajemy skansenem. A w skansenach rodzą się jak grzyby po deszczu różne subkultury ideologiczne, o których mądrzą się przeróżni prawnicy, posłowie i dziennikarze w towarzystwie polityków z wielu partii.

czwartek, 22 listopada 2012

REDUTA



Zastanawiam się, czemuż to potomka szlachty polskiej pana Radosława Sikorskiego nie zrobiono ministrem budownictwa, a wręczono mu nominacje reprezentanta polskiej dyplomacji. Chłop zapędy budowlane ma we krwi. Chciał i zapewne nadal chce rozwalić Pałac Kultury, by na jego miejscu pobudować najwyższy w Europie wieżowiec, najlepiej swojego imienia. Z kolei zgłasza pomysł zbudowania muru obronnego wokół Sejmu, być może wzorem tego, który jest widoczny nawet z Kosmosu, czyli chińskiej reduty. Polska, podobno najbardziej demokratyczny i bezpieczny kraj spośród państw byłego obozu socjalistycznego, pozazdrościła pejoratywnie pojętej sławy Norwegii, gdzie obowiązuje najwyższy stopień bezpieczeństwa i demokracji wśród krajów utrwalonego kapitalizmu. I okazuje się, że prawdopodobnie by się nam to udało gdyby nie czujność służb specjalnych, bo facio terrorysta był wyposażony nie tylko w odpowiednie materiały o wadze czterech ton, ale i w wiedzę jak je odpalić, boć to przecież pracownik naukowy uniwersytetu. Niestety panie Sikorski, pomysł budowy muru, szańca czy tez reduty jest śmieszny jak popisy trefnisia skaczącego po stole między półmiskami z pieczoną dziczyzną. W wolnej Polsce na dobrą sprawę nie było żadnego ataku terrorystycznego i daj nam Boże tak dalej, natomiast są kraje gdzie słowo terroryzm ma nie tylko werbalne znaczenie. Niemcy, Izrael, Hiszpania, Rosja czy też USA. Tam relacje z zabijania ludzi i czynienia zniszczeń materialnych przez świrów zapełniają całe programy TV i szpalty miejscowych gazet. A czy ktokolwiek słyszał by im do głowy przyszedł pomysł budowy murów obronnych wokół Bundestagu, Knesetu, Kortezy, Dumy czy Kongresu?. Do diabła, po to obywatele odejmują sobie od ust, by płacić haracz podatkowy na dobrze funkcjonujące służby, które w odpowiednim czasie rozbroją, unicestwią zamiary psychopaty. Ale by nie dopuścić nawet do rodzenia się pomysłu terrorystycznego, trzeba zadbać o to, by nawet z powodu dobrze pojętego słowa demokracja, nie rodziły się organizacje, których hasłem jest szerzenie homofobii, antysemityzmu, rasizmu w imię jakiejś tam religii, np. „wielka Polska katolicka”. Nie dopieszczać w imię źle pojętego pluralizmu takich organizacji neofaszystowskich jak Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny, a tu pan prezydent ze szlachetnych pobudek ( w końcu też szlachcic) skłonił się, odmówił modlitwę i położył wieniec pod pomnikiem idola tych organizacji, Dmowskiego. Nie tędy droga. Minęły już wieki gdy budowano mury z okienkami strzelniczymi dla odparcia wroga. Coś się Sikorskiemu popieprzyło. A może chce na grunt państwowy przenieść własne doświadczenia. Wiemy bowiem, ze swój rodowy gród pod Bydgoszczą otoczył murem z wyeksponowanym napisem : STREFA ZDEKOMUNIZOWANA.


Cała trójka, to taka szczeniacka katooszołomska, prawicowo-nazistosowsko-kaczystowska lewizna! ZATRZYMAĆ, PRZESŁUCHAĆ, POSTRASZYĆ KRYMINAŁEM I BĘDZIE PO KRZYKU! Odważni to oni nie są, oj nie są. W gruncie rzeczy to są tchórze, którzy na front walki wysyłają kiboli i nic nie rozumiejących prostaczków z otoczenia Kaczyńskiego i Macierewicza.” Tak skomentował czytelnik WP. informację o życiu i działalności Roberta Winnickiego, przywódcy Młodzieży Wszechpolskiej. A szczerze i po prawdzie, to ta błazeńska trójca przypomina mi zlot „swoich” przed kryształową nocą. Zawisza to jak Hitlerek, Winnicki to Gebbelsik, a ten trzeci to ich przyjaciel z Włoch, czyli napompowany Benito. Czyż bardzo się mylę?.










wtorek, 20 listopada 2012

GORZKIE ŻALE


Post zatytułowałem dość modlitewnie, a nawet wielkopostnie, chociaż treść dotyczy spraw stricte świeckich, do tego państwowych, a więc wydawało by się niezależnych od Kościoła. Ale nie u nas niestety, w kraju rządzącym w pozycji mocno kucznej, czyli na klęczkach. Gorzkie żale, to tzw. biadolenie, albo żal, że nie postąpiło się inaczej, lepiej, niźli postąpiło, lub wręcz jest to prośba o przebaczenie. Nie ma co akurat przebaczać winowajcom, bo sami sobie naważyli tegoż piwa. Zatem żal to nic innego jak żałowanie dokonanego postępku, kropka.
Żal to negatywny stan emocjonalny spowodowany doznaną krzywdą.. Towarzyszy mu często trudność w pogodzeniu się z tym, co utracone, czego już nie ma.
Ten może nie najlepszy wstęp zastosowałem do wypowiedzi w sprawie polityki naszych władz i to od początku naszej polskiej transformacji, czego zapewne oni dziś żałują.
  • Przecież nigdy by nie doszło do tylu idiotyzmów na maxa w sprawie śledztwa smoleńskiego, gdyby władze nie pozwoliły wygłaszać jakiemuś tam świrniętemu Macierewiczowi teorii spiskowych zaraz po ogłoszeniu protokołów ze śledztwa aż dwu komisji państwowych. Jak można było pozwolić głosić brednie człowiekowi, który poprzez swoją działalność przy likwidacji WSI spowodował aż tyle szkód zarówno w stosunku do wielu osób oskarżając je fałszywie o współpracę z wywiadem PRL, ale też powodując kontrwywiadowcze osamotnienie naszych wojsk np. w Afganistanie. Pokrzywdzeni bronią swego honoru w sądach, a państwo im płaci odszkodowania w setkach tysięcy złotych z naszych podatków. Głoszone nadal owe brednie jakoby Lecha Kaczyńskiego zabito w wyniku zamachu to piramidalna kompromitacja na arenie międzynarodowej. Ocenił to słusznie Zbigniew Brzeziński, amerykański polityk, znawca spraw rosyjskich. Doszło do tego, że „wrak” samolotu nazywają „szczątkami”, a owe szczątki już „nie leżą a spoczywają”. Ich fragmenty zdobią obrazy Najświętszej Panienki. Premier i prezydent od początku powinni zdecydowanie zareagować na poczynania J .Kaczyńskiego. Przecież jeszcze przed wylotem do Smoleńska jeden z ochroniarzy rządu powiedział do pracownika kancelarii prezydenta, że Kaczyński kiedyś się zabije sam i przy okazji zginie wiele osób. Okazuje się, że autor tych słów też zginął. Wszystko przez bałagan organizacyjny panujący w Pałacu. Mówił to prawdopodobnie po doświadczeniach z podróży prezydenta do Gruzji. Tak się stało, jak się stać musiało. Skoro po katastrofie w Mirosławcu, gdzie zginęło całe kierownictwo wojsk lotniczych, Kaczyński pozostawił nadal mało abstynenckiego Błasika na stanowisku, to musiało się zemścić jeszcze większą katastrofą, w której śmierć ponieśli dowódcy wszystkich rodzajów broni, nie mówiąc o pozostałych, jakże ważnych dla państwa osobach. Dzisiaj rozszalały klan polityczny PIS po władzę płynie na tej rozbitej łajbie oskarżeń i kłamstw, które nijak człowiek zrozumieć nie potrafi i będzie on dotąd płynął aż całkowicie zatonie podczas wyborów. Tyle tylko, że strawić to trudno.
  • Żałować może też nasz Tusk swojego usposobienia polegającego na wrogości do wszystkiego co lewicowe. Dał przykład temu w kilku przypadkach. Przykładem jakże namacalnym była jego absencja na otwarciu olimpiady w Pekinie. Powiadał, że nie pojedzie do tegoż kraju, bo tam się nie kocha Tybetu. Tymczasem na trybunach zasiedli bodajże wszyscy prezydenci i premierzy świata. Wygląda na to, że tylko Tusk jest obrońcą praw na świecie. Podobnie postąpił w stosunku do lewicowego kandydata na prezydenta Francji Francois Hollande podczas jego wizyty w Polsce. Bardzo ważny pan Tusk, premier bardzo ważnej Polski zlekceważył mało ważnego Francuza, za chwilę prezydenta Francji, kraju jednego z głównych finansistów UE. Myślę, że Donald Tusk tego mocno żałował, szczególnie po tym jak nasi sportowcy zdobywali medale na arenach Pekinu i w czasie wizyty oficjalnej prezydenta Francji w Polsce. A może i nie żałował, bo być może Kaszubi tak mają, ale na pewno Donald Tusk bardzo żałował przegranej Romneya ulubieńca prawicy w wyścigu do Białego Domu z którym to z wielką przyjemnością się spotkał w rodzinnym gronie.
 

Nikt myślący nie zaprzeczy, że dzisiejszego bękarta prawicowego w postaci ONR wyhodowali sobie sami rządzący. Swego czasu gdy lewica wygrała wybory partie prawicowe czyniły wszystko by zdezawuować kolegów z lewej strony sali sejmowej. Przy każdej publicznej uroczystości wypuszczali tych bękartów by gryzły jak pieski uczestników. Dotyczy to też różnego rodzaju przemarszów w obronie praw feministycznych i równościowych. A bękartom rosły ząbki, aż zagroziły one swoim rodzicielom. Dzisiaj ONR to zbiorowisko hołoty politycznej złożonej z różnego rodzaju kiboli z móżdżkiem wróbla, bojówkarzy o skrajnych narodowych przekonaniach, oraz antysemitów z chorą wyobraźnią. To zbiorowisko ma już swoich przywódców z programem typowo faszystowskim. Zawisza i Winnicki zapowiadają wywrócenie okrągłostołowej republiki, a was, dotychczasowych pieszczochów powywieszanie na drzewach obok socjalistów i demokratów. Tak, tak droga Platformo Obywatelska i prezydencie Komorowski. Jeżeli sami publicznie chwalicie protoplastów dzisiejszej skrajnej prawicy i składacie im hołdy pod pomnikiem Dmowskiego, nie miejcie pretensji, że ma kto was opluwać. Pokażcie trochę więcej europejskiej twarzy niżeli oblicza endeckiego ministra Gowina. Spadkobiercy przedwojennego nacjonalizmu w pierwszej kolejności dobiorą się do prawdziwych i wymyślonych Żydów, później do kolorowej zbieraniny feministek, ekologów oraz byłych i obecnych komuchów, ale o was też nie zapomną. Nie miejcie żadnych złudzeń. Nie wiem jaki wpływ ma rząd na media, ale one równorzędnie przyczyniają się do utrwalania status qwo. W dniu 11 listopada TVP nie pokazała ani jednej informacji ze świata, zaś program wypełniła sobie wywiadem z chorym z miłości do narodowców Arturem Zawiszą. Narodowcy w mediach mają swoich dyżurnych obrońców .Różnych Semków, Zdortów, Cejrowskich i im podobnych. Gdy Palikot z Millerem zapowiedzieli złożenie wniosku o delegalizacje ugrupowań faszyzujących, natychmiast minister Gowin rzekł: veto. Widać zatem kogo w rządzie ma pan Tusk. Nacjonalistę i ochroniarza kiboli. Ale przecież nikt się nie spodziewa, że Gowin będzie uczestnikiem Marszu Równości. Czy Tusk w tej materii będzie żałował decyzji jaką podjął wraz z Kaczyńskim o powołaniu IPN, skąd wypływa strumień papki nacjonalizmu i pożywki dla skrajnej prawicy?. Akurat w to wątpię, bo niedawno przyłożył się do ustanowienia dnia „żołnierzy wyklętych”. W gruncie rzeczy dnia wielu świadków historii zbrodniarzy z NSZ, ba, nawet walczą o pomnik dla nich w stolicy. W ten sposób chcą utrwalić jakże pamięć o tych co zabijali wyłącznie ze względu na nienawiść do wszystkich innych niżeli oni, czyli walczący często u boku wermachtu z demokracją, niestety ochranianą przez NKWD i polską obywatelską milicję.
    Donald Tusk, mimo, że ostatnio przyjmuje pozycję raczej wyprostowaną, to nie zapomina, że jeszcze niedawno klęczał przed klerem. Z tego też powodu pozwolił na rozkradanie narodowego majątku w ramach tzw. Komisji Kościelno- Państwowej, co przykre, powołanej za rządów SLD. Dzisiaj pod lawiną krytyki proponuje Kościołowi odpis 0,3% od podatku wiernych zamiast Funduszu Kościelnego. Episkopat na to nie wyraża zgody i żąda bardziej obfitej kasy. Z doświadczenia wiemy, że Tusk ustąpi po pierwszym tąpnięciu Dziwisza, który to jest duchowym opiekunem PO i trupich krwawych cząstek z JPII. A trzeba było nadać konkordatowi bardziej ludzkie oblicze poprzez renegocjację, bo jak na razie to jest to jedynie dokument płatniczy. Żal d*pę ściska panie premierze i panie prezydencie.
  • Premier Tusk może dzisiaj żałować wielu innych decyzji. Mianował z rozpędu „szajbę” na ministra sprawiedliwości. Człowieka od sprawiedliwości dla swoich, najczęściej sukienkowych, bo oni ostatnio mają prawo gdzieś tam „z tyłu”. Mianował Muchę na ministra sportu. Kobietę, co to o sporcie miała takie pojęcie jak ja o rozpadzie jądrowym. Za to świeciła urodą, co podkreślano przy każdej okazji. Było zatem trochę kompromitacji, a nawet przysłowiowych jaj. Na pewno też premier żałuje zatrudnienia syna w przedsiębiorstwie powiązanym z Amber Gold, co mu tylko przysporzyło kłopotów medialnych. Dzisiaj radio donosi o ujęciu mieszkańca Krakowa przygotowującego się wzorem Breivika do wysadzenia w powietrze gmachu Sejmu i fizycznej likwidacji posłów. Czy w tej sytuacji można jeszcze dłużej wątpić w słowa Zawiszy i Winnickiego?. Jest czego żałować panowie decydenci. To są wasze gorzkie żale.

piątek, 16 listopada 2012

Z KĄCIKA MOJEJ KULTURY




Najbardziej aktualnym tematem jest echo komentarzy z wywołanych przez MW i ONR burd ulicznych na obchodach Święta Niepodległości. Prasa i portale internetowe wciąż oddychają tymi obskurnymi wydarzeniami, w wyniku czego jedni chcą delegalizacji parafaszystowskich ugrupowań na wniosek lewicowych partii, z kolei inni w odwecie chcą delegalizacji SLD. Wiadomo, kto to są ci inni. To młodzi zbuntowani i wciąż niezadowoleni z życia ludzie, najczęściej oczywiście przynależni do MW i ONR. Zblazowani dostępem do nie tylko internetu, ale i wszelakich dóbr (bo co tu ukrywać, pochodzą z „dobrych” domów polskiej prawicy), swój temperament miast w sporcie i pracy wytracają na rzucaniu kostką brukową. Wielu z nich swój intelekt pogłębiała w podstawówkach i co najwyżej gimnazjach. Ale ja nie o tym.
Tak się złożyło ostatnio, że swoją osobistą kulturę podparłem książką pana Sławomira Kopera „PIEKIEŁKO POLSKIE”, czyli obrazy z życia elit emigracyjnych w latach 1939-1945, oraz obejrzeniem świeżutkiego jak mleko prosto od krowy filmu Pasikowskiego POKŁOSIE. Po przełknięciu doznań etycznych w wyniku zaliczenia owych dwu pozycji, stwierdzam, że niewiele się od siebie różnią w sensie moralnym moich współobywateli. Zarówno książka jak i film pokazują naszą polską, groteskową, a nawet przaśną, często nawet bydlęcą twarz, aczkolwiek bohaterami książki są tzw. elity Polski przedwojennej, zaś film pokazuje najniższe pokłady charakteru Polaków, umocowane w chęci zbrodni w celu grabieży i nienawiści do rasy semickiej podsycanej przez sam Kościół katolicki. Autor „Piekiełka” opisuje sprawy bardzo wstydliwe, rzucające cień na polską emigrację po klęsce wrześniowej, spory polityczne i rozgrywki personalne. W książce znajdujemy obrazy wzajemnych likwidacji z pola polityki, nawet poprzez utworzenie na obczyźnie obozu koncentracyjnego wzorem Berezy Kartuskiej, (oczywiście z wykluczeniem Holokaustu), w którym to umieszczano krnąbrnych oficerów. Wzajemne oskarżanie się o czyny często sfabrykowane dla osiągnięcia celu, w tym poprzez pospolite kurewstwo, a także pławienie się w zasobach złota wywiezionego z Polski w kilku wagonach to najbardziej prawdziwy obraz naszej generalicji i korpusu oficerskiego. Był bowiem czas gdy pensje wypłacali sobie i rodzinom odmierzając wagowo złoto z polskiego narodowego skarbca. W zasadzie lata wojny spędzali na rautach, w kawiarniach, oraz „tzw. „posiedzeniach rządu”. Jakże mi to przypomina współczesny kabaret Wójcika i Górskiego pokazywany w telewizji. Kasjerem, aż do roku 1989 był nasz bardzo „wielce zasłużony” Kaczorowski, z bożej łaski i kolegów ostatni operetkowy prezydent II RP na uchodźstwie, a w gruncie rzeczy nic nie znaczący politycznie urzędnik, za to pochowany dwukrotnie z honorami rządowymi w najdłużej i najdrożej budowanej świątyni katolickiej w Polsce. Jego jedyną zasługą było przekazanie insygniów władzy II RP dla Wałęsy. Co się stało z tą górą złota nie wiadomo, bo dostęp do niego mieli tylko wybrani spośród emigracji. Ponoć coś tam jeszcze nasze władze odzyskały, ale jakoś cicho nad tą trumną. Wielu z nich z powodu wzajemnej nienawiści, albo aberracji w stosunku do wyznających obowiązujące tam wartości musiało podjąć upokarzające jak dla stopnia wojskowego prace, nawet cieci i sprzątaczy. Wśród emigracji obowiązywał bowiem absolutny konformizm i oportunizm w stosunku do grupy zarządzającej, szczególnie skarbem. Wielu kwerulantów popadło w nędzę do tego stopnia, że zmuszeni byli żebrać o kilka dolarów ludzi ważnych na świecie, wykorzystując jeszcze swoje konotacje przedwojenne. Szczytem wstydu po polsku było zachowanie generała Składkowskiego w momencie pilnej potrzeby 100 dolarów na operację nowotworu jelit. Mieszkał aktualnie w Tel Awiwie, bowiem wielu z tych odtrąconych od „władzy” rozjechało się po świecie z powodu nie tylko nienawiści rasowych. Składkowski zwrócił się o pożyczkę tych 100 dolarów do swojego rządu w Londynie, ale od Sikorskiego otrzymał odpowiedź, że od Polski już nic mu się nie należy. Prosił zatem generała Andersa o podobną skromną pożyczkę, ale ten milczał. Zdesperowany generał napisał list do prezydenta USA Roosevelta tej treści: „Pisze do Pana ostatni premier przedwojennego rządu polskiego, który jako pierwszy w Europie odważył się Niemcom powiedzieć ,”nie” i wydać swoim rodakom rozkaz walki na śmierć i życie. Dzisiaj ja sam prowadzę walkę o życie. Czy mógłby Pan Panie Prezydencie pożyczyć mi 100 dolarów na operację. Zobowiązuję się je oddać w trzy tygodnie po zakończeniu wojny pod słowem honoru.” Co za upodlenie pana „premiera”. Wyobrażam sobie miny i kpiące oblicza ministrów w gabinecie prezydenta. Roosevelt okazał się człowiekiem na poziomie i kazał natychmiast wysłać nawet nieco większą kwotę z zaznaczeniem, że zwrotu nie oczekuje. Ten rozdział książki jest nazwany wstyd po polsku, bowiem okazuje się, że siedzący na złotych sztabach rząd Polski, jeszcze uznawany w tym czasie przez niektóre państwa, potrafił się tak kompromitować na arenie międzynarodowej. Rzecz w tym, że cała ta elita generalicji oraz przedwojennych cywilnych urzędasów była podzielona dosłownie po połowie. Jedni stanowili obóz piłsudczykowski, zaś drudzy przynależeli do wroga Marszałka czyli Sikorskiego, stąd wzajemne zagryzanie się powodujące skandale. To tak jak dzisiaj w naszym kraju. Albo przynależysz do polskiego narodu smoleńskiego, ogłupionego objawionymi prawdami Macierewicza, albo popierasz Tuska, ewentualnie lewicę. Szczerze mówiąc, jedynym pożytkiem elity (i to dzięki Sikorskiemu i jego układom z Sowietami), było wyciągnięcie z łagrów tych dziesiątków tysięcy polskich obywateli, którzy pod egidą Andersa przebyli szlak z ZSRR, poprzez Persję, Iran, Turcję, Francję do Anglii, chociaż połowa z nich zginęła na zachodnich frontach. To na miły Bóg jedyna zasługa dla obywateli ich ojczyzny.
Później już były tylko niewyobrażalne błędy z wywołaniem Powstania Warszawskiego na czele, a także ambicjonalne użycie naszego wojska, wyłącznie jako mięsa armatniego do zdobycia klasztoru Monte Cassino. W gruncie rzeczy żaden kraj należący do wielkiej trójki tego śmiesznego rządu nie uznawał. Ich ego było podtrzymywane poprzez nienawiść do Polski utworzonej na kanwie decyzji Stalina, Churchila i Roosvelta. Oni już nic nie znaczyli dla kogokolwiek w świecie, a mimo to czynili wszystko by pozostać w Anglii chociażby na stanowisku czyściciela szamb, byle nie wyjeżdżać do „zniewolonej Polski”. Fakt, że wielu z nich po przekroczeniu granicy PRL zostało aresztowanych i osadzonych w więzieniu. To były czasy komuny stalinowskiej, więc nie ma się czemu dziwić, ale wielu zasłużonych np. w walkach o Monte Cassino, w Polsce znalazło swoje miejsce. Przykładem jest chociażby Mieczysław Pawlikowski, estradowy zapowiadacz „Podwieczorku przy mikrofonie”, oraz fantastyczny Zagłoba w Panu Wołodyjowskim. Powróciło wielu pisarzy. Nie wszyscy doznali szykan, ale jednak nie byli zbyt gościnnie przyjmowani. Wiadomo, ruski komunizm. Podsumowując książkę, muszę przyznać, że jest mi wstyd. Między innymi za antysemityzm tychże elit, który spowodował rozproszenie po całym świecie ludzi bardzo wartościowych i ważnych dla literatury, muzyki i innych dziedzin sztuki. Niestety zachowania polskich elit w Londynie ośmieszały nas właśnie nie tylko jako antysemitów, ale też dewotów i homofobów. Przykładem niech będzie opis kolumny transportu podczas przebazowania wojska. Przykładowo w kolumnie francuskiej jechały wozy bojowe, następnie wozy zaopatrzenia i kuchnia a na końcu buda w której był zwykły burdel złożony z lekarza i prostytutek ochotniczek, lub tzw. branek do niewoli. W kolumnie brytyjskiej było podobnie, ale akurat kolumna polskiego wojska składała się z wozów bojowych, kwatermistrzostwa z kuchnią, zaś na końcu jechała buda w której na łóżkach polowych leżeli kapelani różnych wyznań. A przecież od zarania wieków w czasie wojen, w których biorą udział wyłącznie zdrowi młodzi mężczyźni, w których kipią chucie, armie organizowały burdele, chociażby dla celów higienicznych, aby uniknąć przypadkowych chorób. Jedynie Rosjanie, którzy postępowali w myśl etyki leninowskiej, iż kobieta nawet w zawodzie kucharki może rządzić państwem, nie mając takowych przybytków dopuszczali się masowych gwałtów. Czy ktoś słyszał by Francuz lub Anglik zgwałcił jakąś Polkę? Raczej odwrotnie. A Polak i owszem, bo skoro akurat kapelan tego nie widzi. Zostało nam to do dzisiaj, jak się czyta o zachowaniu naszej współczesnej roboczej reprezentacji na Wyspach.
Jak zaznaczyłem, książka w sumie jest bardzo smutna, bo obnaża nasze polskie prawdziwe ego. Tym bardziej ego elitarne.
Obejrzany z kolei film obnaża odważnie, bardzo odważnie polski katolicki antysemityzm i dowody zbrodni popełnionych na sąsiadach w Jedwabnem, Wąsoszu, Radziłowie i wielu innych miejscach na wschodnich rubieżach okupowanej Rzeczypospolitej. Przecież gdzieś w Polsce musiało być więcej popełnionych podobnych zbrodni, skoro do piachu z rąk Polaków poszło ok.100 tysięcy uratowanych z transportu i obozów zagłady Żydów. Przyznam, że wypowiedź staruszki, mieszkanki filmowego miasteczka, pamiętającej jeszcze w 2001 roku tę potworność sprzed ponad pół wieku (postaci granej przez Danutę Szaflarską) popełnionej przez Polaków na miejscowej ludności żydowskiej poruszyła mnie do tego stopnia, że kilkakrotnie się w nocy budziłem by stwierdzić, że to tylko sen. Film bardzo mocny, a jednocześnie bardzo prawdziwy, jakże potwierdzający treści książek Grossa, Grabowskiego i Engelking. Nie dziwię się groźbom kierowanym pod adresem Macieja Stuhra przez polską hołotę antysemicką. Ten film to dramat dwóch braci, którzy chcąc wziąć kredyt pod hipotekę dowiadują się po latach, że ich gospodarka należała do Żydów, spalonych w stodole ich ojca i m. in. przez niego podpalonej, jest niewyobrażalnym okropieństwem. Niestety wcześniej nie sposób było się o tym dowiedzieć, ze względu na zmowę sąsiedzkiego milczenia. Starania jednego z braci by zadość uczynić zbrodni poprzez przeniesienia macew służących mieszkańcom jako podkład drogowy na jego współczesne pole, kończy się mściwym ukrzyżowaniem go przez sąsiadów, jako że nienawiść milczących zbrodniarzy osiągnęła apogeum podobnie jak w przypadku ukrzyżowania Chrystusa przez żołdaków rzymskich ( o czym nie chcą wiedzieć nasi katolicy). Ciekawe postaci grają dwaj miejscowi księża. Mianowicie stary proboszcz jako dobry Polak żyje z wyrzutami sumienia po dokonanej zbrodni. Z kolei młody wikariusz to obrazkowa postać współczesnej Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Odwrotnie jak w Jedwabnem, gdzie ksiądz zebrał wszystkich mieszkańców na modły w czasie gdy władze polskie z prezydentem na czele i delegacją Żydów amerykańskich odsłaniały pomnik zbrodni. Ksiądz Orłowski bowiem był (bo nie żyje) wyjątkowym miejscowym żydożercą. To taki miejscowy antysemicki Natanek, a także przyjaciel europosła tamtejszej ziemi Michała Kamińskiego, co to z ryngrafem Matki Boskiej oddał klęcząc hołd Pinochetowi. Jak to swój ciągnie do swego.
Tak oto moja osobista kultura została uzupełniona o pozycje, których treści nie są chlubą mojej polskiej nacji. No trudno, trzeba żyć dalej.

wtorek, 13 listopada 2012

DLA KOGO TO ŚWIĘTO?



Media - do roboty! Czy są odważni dziennikarze, którzy będą otwarcie powtarzać, do znudzenia: TO RODZI SIĘ FASZYZM???- pyta komentator artykułu na portalu WP, który obnażał nasze Święto Niepodległości mocnym reportażem. Osobiście popieram Go, bowiem u nas większość dziennikarzy to tchórze i wyrobnicy u właścicieli mediów. Tylko Tomasz Lis, od kiedy sam został naczelnym pisma i „właścicielem” telewizyjnej audycji na żywo ma cywilną odwagę mówić wprost. Reszta to powtarzam: pieski u nogi pana i płatnika.

Otóż tenże anonimowy człowiek wyraził się moimi słowy, które jak mantra powtarzam wszystkim, którzy zostali kolejny raz obrażeni przez faszyzujące grupy, dla których to Nasze Święto jest okazją do głoszenia haseł antysemityzmu, nienawiści do przeciwników PIS, nienawiści do mniejszości narodowościowej i każdej innej niżeli biała rasa, oraz zapowiedzi „odzyskania” Polski, bo dla nich nie ważne jaka Polska, ale czyja. Odzyskania, tak jakby kiedykolwiek należała ona do nich, czyli ludzi oznakowanych stylizacją swastyki i ubrań przypominających brunatne nazistowskie SA. Spieprzyliśmy to święto, ba, nawet wręcz go sponiewieraliśmy!. Miast inkluzywnego przemarszu świętujących i prezentacji radosnych haseł, które z wdzięcznością byłyby skierowane do naszych przodków, którzy to dla nas tę Polskę rzeczywiście odzyskali, dzięki korzystnemu zbiegowi okoliczności politycznych w Europie, na ulicach stolicy nasze oczy były epatowane hasłami; WIELKA POLSKA KATOLICKA, ODZYSKAMY POLSKĘ, PRECZ Z REPUBLIKĄ OKRĄGŁOSTOŁOWĄ, KOMORUSKI TUSK I PUTIN TO ZBRODNIARZE, NIE UZNAMY RZĄDU BEZ NASZEGO W NIM UCZESTNICTWA, i takie tam podobne idiotyzmy.

Ktoś anonimowy w komentarzach do poprzedniego posta bardzo trafnie napisał:
Prof. Hartman uważa, że współczesna młodzież nie wie, czym był Sierpień '80, kto brał w nim udział. - Młodzi nie chcą słyszeć o historii, bo słyszą bogoojczyźnianą propagandę. Że większe zasługi mają ks. Popiełuszko i Jan Paweł II niż Jacek Kuroń, Adam Michnik, albo Bronisław Geremek.. Tak byli ogłupiani i mamy tego skutek.” Zgadza się. Przecież 80% tej ogłupionej hołoty z kostką brukową w ręku, poza ich idolem Dmowskim, nie potrafi wymienić żadnego nazwiska polskiego polityka zasłużonego w walkach o niepodległość. Co gorsza, owo ogłupianie postępuje nadal, wzorem nie leczonego tyfusu.
W tym wszystkim jest bardzo ciekawe również to, że skoro Obóz Radykalno-Narodowy, oraz Młodzież Wszechpolska, a więc ugrupowania, które w jak najbardziej skrajny sposób ośmieszają w gruncie rzeczy organizację Święta Narodowego, a więc uroczystości za które odpowiada organizacyjnie rząd Platformy Obywatelskiej i PSL, nie skorzysta z wniosku złożonego przez lewicę, aby zdelegalizować tę na pół zbrodniczą falangę wyrokiem sądowym. To jest niestety zatrważające. Taki wniosek już padał wielokrotnie w historii III RP. I co?. I nic. Bo okazuje się, że pieszczotliwa krytyka przedstawicieli rządu owych „braci” prawicowych zaraz następnego dnia po burdach jawi się jako zaprzaństwo, jako super obłudna hipokryzja. Tak naprawdę oni, jak ludzie bez honoru zniosą plucie w twarz, byleby do władzy nie doszła lewica, przed którą trzęsą się gacie całej prawicy tkwiącej w kokonie Kościoła katolickiego. Ten właśnie strach jest podręczną chusteczką, którą wytrą oplute twarze. W gruncie rzeczy hasła głoszone przez różnych Górskich, Terlikowskich, Cejrowskich, Zawiszów, Winnickich i Pospieszalskich, a wcześniej Giertychów, prorokujące likwidację ludzi lewicy oraz tych, których pradziadek swego czasu „puścił”się z Żydówką, jest im właśnie na rękę. Tyle tylko, że na skrajnie prawicowych portalach internetowych wielu z was PeOwców zostało przez waszych „rycerzy” zaliczonych właśnie do semitów wraz z przypisanymi nazwiskami, nie zawsze brzmiącymi po słowiańsku. A to powinno oznaczać dla nich „wątpliwą polskość” i marne bezpieczeństwo. Nie wiem tak naprawdę, czy bardziej korzystne dla demokracji polskiej byłaby delegalizacja grup neofaszystowskich, czy też ich cicha aprobata dla petryfikacji władzy aktualnej, mimo właśnie tych plwocin. Doszedłem jeszcze do innego wniosku na kanwie powyższych dociekań. Mianowicie Tusk, mógłby już dawno umieścić kilkoro PIS owców za kratkami z powodu szkód poczynionych państwu polskiemu. (vide Macierewicz i jego raport), oraz z powodu permanentnych ośmieszeń Polski na arenie międzynarodowej w świetle wyjaśnień przyczyn katastrofy smoleńskiej, a przynajmniej mógłby umieścić ich w zakładach zamkniętych dla obłąkanych. Niestety, tu akurat pan redaktor Żakowski ma rację. Tusk sobie Kaczyńskiego hoduje jako stracha na wyborców. Strach przed powtórką IV RP jest gwarancją dobrego wyniku wyborczego PO. Sam Kaczyński nawet nie zdaje sobie sprawy że jest hodowany jak dobry owczarek niemiecki. Dobry pies, dobry, od czasu do czasu pogłaskany i nagrodzony ochłapem.






piątek, 9 listopada 2012

PAMIĘTAJCIE O OGRODACH

Technikum Rolniczo- Ogrodnicze w Gołotczyźnie
Zbliża się 11 listopada. Wydawało by się, że dzień radosny, podobnie jak dla Francuzów 14 lipca, lub Amerykanów z kolei 4. Tylko cisi, mądrzy Polacy będą czcić naszą rocznicę Odzyskania Niepodległości, najczęściej w domu lub w gronie przyjaciół. Cisi, bo ci z kolei głośni „pseudopatrioci” z hasłami o treści brunatnej księgi Hitlera i kastetami w rękach przemaszerują obok kolumny prowadzonej przez prezydenta Komorowskiego z marsową nienawistną miną, gotowi do powtórki z niemieckiej „kryształowej nocy”, by wreszcie opróżnić balon napełniony nienawiścią do wszystkich spoza Kościoła i skrajnej prawicy pod pomnikiem ich idola Romana Dmowskiego. Ktoś z wyobraźnią mógłby pomyśleć, że Dmowski puścił bardzo głośnego bąka. Tytuł posta zapożyczyłem od Jonasza Kofty, bowiem, by uniknąć niepotrzebnego stresu, ten post poświęcę luźnemu tematowi, a mianowicie parkom i ogrodom, które uwielbiam. Oczywiście dzięki googlom mogę się z większością pięknych ogrodów zapoznać wirtualnie. Mam na myśli cudowne ogrody- parki np. w Vancouver, Exbury w Anglii, Ahambra w Hiszpanii, czy też przykładowo Garden of cosmic w Szkocji. Ale mimo niewielkich środków finansowych w życiu udało mi się osobiście na własne oczy podziwiać przepiękne ogrody w Petersburgu, w Carskim Siole, Peterhofie, w Wiedniu, Kopenhadze i Versalu. Naocznie zlustrowałem też i owszem nasze parki i ogrody przy dobrze utrzymanych zamkach jak np. W Książu, Wilanowie i Łazienkach warszawskich. Dzisiaj polscy nowobogaccy też mogą się poszczycić tego typu cackami, gdzie pomiędzy różnymi, często egzotycznymi drzewami i krzewami, jakie tylko zna dendrologia światowa lśni kafelkami podgrzewany basen. Ale to dotyczy zaledwie 50 tysięcy naszych współobywateli, bo ponoć mamy tylu multimilionerów.


Jeżeli już mowa o ogrodach, to mam przede wszystkim w pamięci kilkuhektarowy ogród rodzinny wypełniony różnorakimi drzewami owocowymi, których zapach wąchałem do 15 roku życia. Mimo, że akurat w mojej rodzinnej miejscowości nie brak było ogrodów po sąsiedzku, to nasz był bodajże najcudowniejszy. Można było podziwiać w nim harmonię w kwestii rozplanowania gatunków drzew, zagospodarowania zagonów między rzędami i równocześnie utrapienie w kwestii permanentnej pracy jaką byliśmy wszyscy w rodzinie obdarzani. Mój Ojciec potrafił zadbać o tzw kulturę ogrodniczą jako, że ukończył przed wojną Technikum Rolniczo-Ogrodnicze w Gołotczyźnie, szkole założonej przez samego Aleksandra Świętochowskiego. Praca polegała na tzw. cyklu całorocznym, bowiem już od wczesnej wiosny należało wszystkie drzewa prześwietlić poprzez wycinanie tzw. wilków (dzikich odrostów), wykopywaniu zniszczonych w wyniku wichur, mrozu i innych stanów niepogody, drzew, by w to miejsce posadzić najnowocześniejsze odmiany jabłoni, grusz i śliw. Następnie, gdy ziemia rozmarzła trzeba było zaorać zagony obsiać je lub posadzić sadzonki. W tamtych latach z braku techniki wszystko wykonywało się przy pomocy koni. Nie wszystkie pierwsze pąki, jakie się pokazały miały szansę na wydanie owoców. Wiele z nich po prostu się zrywało, by te które pozostaną mogły korzystać z dostatku soków, dzięki czemu owoce były po prostu urodziwe. Gdy drzewa zakwitały na różnokolorowo, ogród przypominał cudowny widok konglomeratu barw, mieniącym się przy akompaniamencie rojów pszczelich i innych brzęczących owadów. Taka orkiestra przygrywała nam do czasu gdy kwiatostan nie opadł na ziemię. W międzyczasie należało się zająć inspektami, gdzie dorastały sadzonki pomidorów, kapusty, selerów, porów oraz kwiatów w tym bratków, stokrotek, lwiej paszczy i czegoś tam jeszcze. Z kolei należało zbierać pierwsze spady pod drzewami, by nie zaśmiecały ogrodu. Sprzedawano je za grosze do wytwórni octu. Z chwilą, gdy przychodził czas zrywania owoców, których było multum, zapraszałem kolegów w szkole, by po lekcjach przychodzili do pomocy. W zamian mogli zabrać do domu tyle owoców ile unieśli. Oczywiście otrzymywali też posiłek. Mimo to trzeba było korzystać również z siły najemnej. Było to w czasach, gdy socjalistyczne władze zrezygnowały z knowań kułackich. Późna jesień, to konserwacja i składowanie owoców, ciągłe ich przebieranie, by uchronić od zepsucia. Następnie pakowanie i załadowania na samochód, wcześniej na wóz konny, by dostarczyć na rynek oddalony około 20 kilometrów. Dużo naszych owoców trafiało na Mazury, bowiem ten akurat teren nie obfitował w dobre odmiany. Moi rodzice jako producenci byli znani w Mrągowie, Szczytnie i Olsztynie. Taki transport szedł koleją, problem tylko był z szybkim załadowaniem towaru do wagonu w czasie dwuminutowego postoju pociągu na stacji. Pociągi wtedy były jeszcze bardzo punktualne.

Już dość od dawna moi rodzice nie żyją, gospodarkę, w tym sad przejął mój młodszy brat, który dzisiaj z powodu wieku i pozostawania emerytem zrezygnował z dalszej eksploatacji ogrodu. Ogród zniszczyły mrozy, jest zapuszczony, jeno trawy służą do konsumpcji hodowlanym zwierzętom. Ktoś się zdziwi, po co to wszystko piszę. Ano, może z tęsknoty za wiekiem dziecięcym, może dla zachowania w jak najdłuższej pamięci tego, co mimo wszystko było radosne, ale też dla oddania hołdu moim pracowitym rodzicom i rodzeństwu.




wtorek, 6 listopada 2012

SŁOWO O WOLAKACH

       UKRZYŻOWANA IV RZECZPOSPOLITA PIS

Typki, a mianowicie Pospieszalski, Cejrowski, Ziemkiewicz, Gargas i Lisiewicz, to ubezwłasnowolnione humanoidy, które spędziły ostatnie cztery dni bardzo pracowicie stawiając się w redakcjach gazet i portali, gdzie kontynuowali dzieło przemysłowej produkcji jedynie słusznej prawdy. Prawdy smoleńskiej. Oni nie odczuwają potrzeby odpoczynku, wyciszenia i uszanowania dnia Wszystkich Świętych oraz dnia Zaduszek, nie interesują ich też groby przyjaciół i bliskich, bo są przecież prawdziwymi znawcami, dla których zagadnienia dotyczące śmierci, zwłok i grobów są chlebem powszednim. Pisze pan Paweł Pisaniecki z TOKFM, który przeglądnął teksty prawicowych gazetek po Dniu Zmarłych. I dalej:
Były tam "Szkielety żywe, przejrzyste, świeże i młode", którymi fascynuje się półgłupek Lisiewicz, był tam też Antoni "trotyl" Macierewicz, który opowiadał o eksplodującym na niedozwolonym pułapie 50 metrów samolocie, oraz mrożący krew w żyłach artykuł kluczącego w mózgowej mgle Aleksandra Ściosa z "Gazety Polskiej", opisujący kłamiącą i uczestniczącą w zbrodni prokuraturę, oraz zbrodniczą sekwencję zdarzeń i selekcje przeprowadzane przez tajemniczego "seryjnego samobójcę", który zamordował nie tylko pasażerów lecącego do Smoleńska tupolewa, ale i Andrzeja Leppera, Sławomira Petelickiego, chorążego Musia, oraz kilkunastu innych, którzy zagrażali zbrodniarzom i ich zbrodniczej zmowie milczenia. I jeszcze dalej:
Wiara w prawdę może cechować jedynie osoby dotknięte kalectwem umysłowym lub tych, którzy z tchórzostwa lub wyrachowania rezygnują z daru samodzielnego myślenia i zadowalają się medialnym bełkotem - napisał Ścios i zdaje się, że miał rację, bo ja dotkniętego kalectwem umysłowym i rezygnującego z daru samodzielnego myślenia wyróżniającego się w tych dniach tchórza dostrzegłem natychmiast. To Jan Pospieszalski - tak się ów kaleki tchórz nazywa. A tymczasem o zakończonej kompromitacją medialnej manipulacji przygotowanej przez Cezarego Gmyza i "Rzeczpospolitą" pisze się już nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Dostało się też kardynałowi Nyczowi: Śmiertelnie obrażeni krzewiciele wiary, patriotyzmu i obrońcy prawdy obwołali kardynała zdrajcą. A żołnierzykiem, któremu zlecono atak na hierarchę okazał się właśnie ten sam Pospieszalski. Posłusznie aportujący politruk PiS-u , który poszedł w prawo dopiero po upadku "komuny" wystosował do Nycza list otwarty, w którym poucza go, co jak i kiedy należy mówić, by dalej móc szczycić się mianem prawdziwego Polaka. Pospieszalski zarzucił kardynałowi, że ten zajmuje się nic nie wartymi duperelami zamiast zastanawiać się, kto kazał zejść pilotom we mgle i poniżej dozwolonego pułapu, kto utwardził brzozę, kto upił Błasika i wreszcie nad tym, kto kazał lądować. Tak, więc baczność Eminencjo! Do szeregu wielebny kardynale! Proszę nie zabierać głosu, bo to odziana w krzyże i polskie flagi szumowina dyktuje w tym kraju warunki! Z takich oto szumowin wywodzi się zapewne, a jakże jedna (jeden) z moich komentatorów. ostatniego posta, który (a) każe mi zabrać brudne łapska od kościoła katolickiego. Otóż oświadczam, że łapska myję po każdym użyciu ustępu, a i w międzyczasie też, czego nie jestem pewien w przypadku adwersarza. Moje nadzwyczaj chirurgicznie czyste łapska różnią się bardzo od łap biskupów i księży, którzy, gdy tylko znajdą okazję swoje górne kończyny i nie tylko, pchają w majtki dzieci. Tych dzieci, które niejednokrotnie kilka lat wcześniej osobiście ochrzcili i którym aktualnie wtłaczają do głów bajki biblijne na lekcjach religii. A oto tekst w Gazecie. pl jako odpowiedź na stanowisko Kościoła w sprawie dot. in vitro i aborcji: Obiektywnie patrząc Kościół katolicki rządzi w Polsce. Czerpie z tej władzy korzyści: materialne, polityczne i społeczne. Zarazem uchyla się od jakiejkolwiek odpowiedzialności. W tej sytuacji jawnie prowadzona kampania przeciwko próbom zapobiegania niechcianym ciążom sprawia, że to właśnie Kościół odpowiada za obecną sytuację. Za znaczny odsetek dokonanych przez Polki aborcji, ok.150000 rocznie. Za braki edukacyjne stojące za ciążami nastolatek. Za to, że w Czerniejowie, Pucku i Hipolitowie łatwiej było zabić niż się zabezpieczyć. Episkopat ma krew dzieci na rękach. W tej sytuacji szkodliwość instytucji: która pośrednio kontroluje większą część polskiego Sejmu, która mniej lub bardziej jawnie naciska na organy władzy wykonawczej, pod dyktando której zmuszony jest działać polski system sądowniczy, która domaga się również uprzywilejowania w obszarze czwartej władzy jest bezsprzeczna. Obiektywnie patrząc kościół katolicki rządzi w Polsce.
Tak KOLEGO (KOLEŻANKO)- talibie polski, komentatorze z bożej łaski, że zrewanżuję się podobnym wstępnym powitaniem. Jest dla mnie i dla 90% myślących ludzi w świecie w tym także katolików, różnica zasadnicza między aborcją i świadomym uśmierceniem urodzonego dziecka. Urodzone dziecko w przeciwieństwie do wczesnego płodu ma wykształcony organizm z mózgiem i unerwieniem. Nie znaczy to że nie nazywam aborcji złem. Właśnie tak nazywam, ale w przypadku ciąży z gwałtu lub źle rozwijającego się płodu nie widzę, chociażby ze względów humanitarnych innego wyjścia niżeli aborcja. Nie życzę panu- pani dziecka kalekiego, niezdolnego do samodzielnego życia, ale niektórych polskich talibów taki przypadek mógłby dużo nauczyć. Trzeba samemu doświadczyć aż takiego dramatu, by zakwitł rozum. Ten komentarz był po prostu złośliwy. Powiadają, że złośliwość jest emanacją inteligencji, ale w tym wypadku to się wyjątkowo nie sprawdziło. A odnośnie ostrzeżeń przed karą boską, to akurat czego jak czego, ale rozliczeń pośmiertnych się nie lękam, bo któż z niebiańskiego personelu chciałby mieć do czynienia z niedowiarkiem. Radzę tymczasem poczytać cokolwiek w miarę mądrego, co tylko wpadnie w te „czyste” łapy, oczywiście poza „Gościem Niedzielnym”, „Gazetą Polską” i „Waszym Dziennikiem”.Jeżeli tym razem też wejdzie pan/pani na mój post i doczyta go ze zrozumieniem do końca, to spotka się z moimi najlepszymi życzeniami zdrowia, szczególnie psychicznego, TORUNCZYK , JAK ŻYWY.


PS: Przy okazji dziękuję za wyczerpujący komentarz „zasmuconej Gorzowiance”, gratuluję szczęścia Panu AaaA.

sobota, 3 listopada 2012

CZYŻBY NIEMOWLĘCY HOLOKAUST?


Głośno jest o nas w świecie. To może i dobrze, bo jakoś trzeba się wyróżniać na mapie. Głośno, bo jesteśmy jedynym spośród narodów w miarę cywilizowanych, gdzie głoszona przez błogosławionego Jana Pawła II cywilizacja śmierci znalazła realny poligon doświadczeń. Mało nas, jak na obszar ponad trzystu tysięczny mierzony w kilometrach kwadratowych, a zanosi się, że będzie nas jeszcze mniej. Polacy tu w kraju nad Wisłą się po prostu nie rozmnażają. Chyba z przekory wobec rządu, bo przecież wszyscy poza tzw.” biedną mniejszością” żyjemy w absolutnym „dostatku”. Rzecz w tym, że aby jakoś zapełniać nasz pięknie urządzony kraj musimy liczyć na ową „mniejszość”. Ona potrafi uszanować prośby i życzenia naszej prawicy i obłudnego Kościoła. Zatem się rozmnaża w postępie arytmetycznym. Cóż z tego, że się rozmnaża, skoro natychmiast po porodzie, nie zawiązując nawet pępowiny rodzicielka bierze łopatę i rozkrzyczane niemowlę, a udając się w ustronne miejsce jednym uderzeniem trzonka uśmierca swoje nowo narodzone, po czym je zakopuje jak nadliczbowe Bogu ducha winne kocięta lub szczeniaczki. A ileż dzieciaczków urodzonych w łazienkach domowych znalazło swój koniec na śmietnikach?.O tych mordach wiedzą zazwyczaj ich mężowie (partnerzy). Oto doczekałiśmy się czasów, gdzie pośród ponoć 95% ochrzczonych katolików, mocno wierzących w niebo, piekło, czyściec i inne czeluście i zakamarki wiecznych potępień, żyją zwykli mordercy. To mordercy własnego potomstwa. Dosłownie w przeciągu kilku lat policja, dzięki donosom sąsiedzkim odkryła morderczynię dzieci zrodzonych, które za przyczyną miłosierdzia boskiego (ponoć Bóg da dzieci, to da i na dzieci) nosiły we własnych łonach, jako te brzemienne, w stanie „błogosławionym”. Stosunkowo niedawno w Czerniejowie, rodzice kilkorga „drobiazgu”, tłumacząc się biedą i niemożliwością zabezpieczenia im podstawowych warunków do życia, po zapewne uśmierceniu ich w okrutny sposób „zakisili” je w beczkach po kapuście. Cóż to był za skandal i wstyd na cały świat. Dziennikarze z całej Europy po to przyjeżdżali, by się sfotografować na tle „domu złego”. Kilka dni temu dowiadujemy się, że zastępcza matka kilkorga dzieci, zamieszkała w Pucku, by ulżyć sobie w obowiązkach wychowawczych, po prostu jedno po drugim zabiła dwoje wychowanków a następnie zakopała je przy domu jak „pani swego pana” w Liliach A. Mickiewicza. Byliśmy wszyscy dogłębnie wstrząśnięci tym makabrycznym faktem, ale to co wyszło na jaw dosłownie „wczoraj”, przechodzi wszelkie wyobrażenia ludzi z jaką taką percepcją i choćby minimalnym IQ. Matka -Polka- katoliczka z Podlasia (matecznik PIS), rodzi kolejno dziesięcioro dzieci, a następnie sześcioro z nich zabija, ukrywając trupki w piwnicy, na strychu i pod klepiskiem stodoły. Sądzę, że wg. jej mniemania sumienie miała spokojne, bo jak Kościół uczy (a nie pomaga), w skrajnych przypadkach przed ewentualną śmiercią dziecko należy ochrzcić samemu z użyciem zdrowej polskiej wody, po czym można mieć pewność, że duszyczka trafi do jednego z lepszych zakamarków anielskich. W katolickiej Polsce bowiem istnieje zwyczaj święcenia wszystkiego co żyje i się rusza, a więc ludzi, psów, kotów, świń, koni, drobiu i wszelakiej innej gadziny, a nawet samochodów, traktorów, kombajnów, motocykli, rowerów, a przede wszystkim nowo zbudowanych obiektów gospodarskich, choćby ustępów. To daje gwarancje na szczęście rodzinne. Tyle,ze zwykle takie obiekty płoną najszybciej, nawet w czasie deszczu i na mrozie. A inne przypadki z ostatnich dni, chociażby: W Bełchatowie pijana matka zadźgała nożem córeczkę. Na Podlasiu 41 latka żywcem zakopała swoje dziecko. W Skierniewicach matka udusiła też swojego synka. W Tomaszówce zaś matka-zbrodniarka pozbyła się noworodka topiąc go we wiadrze. A sprawa słynnej Madzi?, a sprawa tajemniczego Szymka?, no dość przykładów. Czym się różni matka Murzynka z Ugandy czy Etiopii, otoczona wianuszkiem czarnych, zaropiałych dzieci zrodzonych często w wyniku zapłodnienia przez gwałt i przemoc od Polki otoczonej podobnym wianuszkiem potomstwa?. Tym, że mimo, iż zarówno jedna jak i druga matka cierpi nędzę i nieopisane ubóstwo, to akurat Polkę „stać” na zbrodnię dzieciobójstwa. Takie matki ukrywają swoje ciąże, z zamiarem pozbycia się kłopotu, gdy nadejdzie czas porodu. Jedne z odkrytą przyłbicą po prostu pozostawiają dziecko w szpitalu, jeżeli tam trafią, inne podrzucają do „okna życia”, a jeszcze inne po prostu mordują i zakopują w najbliższym otoczeniu domostwa, nie pozostawiając najmniejszego śladu. Ileż jeszcze w naszym katolickim kraju jest otoczonych nimbem tajemnym podobnych przypadków ?.A może Polki akurat mają w sobie specjalny gen dzieciobójstwa?, bo akurat dotarła do nas wiadomość, że Polka opiekująca się dziećmi w jednej z rodzin w USA, zasztyletowała dwoje małych podopiecznych, … bo nie chciały usnąć. Uśpiła je na wieki . Zapewne podobne zbrodnie zdarzały się też, ale jednak w mniejszym wymiarze w okresie PRL. Z tym, że władze komunistyczne wiele takich mało wygodnych wieści ukrywały przed społeczeństwem. Jedno jest pewne. Nie było problemów z pracą, która gwarantowała chleb dzieciom, a ponadto nie było też problemów z wykonaniem aborcji w przypadku kłopotliwej wielodzietności i tzw. wpadek ciążowych. Ale wszystko jest względne i wielu może negować sens życia, jak powiadają nihiliści.. Tym bardziej życia dopiero ... co narodzonego, brrrr.

Polska to hiper katolicki kraj, można powiedzieć ostatnia prawdziwa ostoja watykańskiego panowania i spetryfikowanej biblią ciemnoty. Ostatnio Europejski Trybunał w Strasburgu oskarżył Polskę o nieludzką „postawę” w stosunku do 14 letniej dziewczynki ubiegającej się przed czterema laty o aborcję po dokonanym na niej gwałcie. Pamiętamy, że za dziewczynką i jej matką biegał jak pies od Lublina po Białystok i Gdańsk ksiądz oszołom w otoczeniu bab moherowych, by odwieść ją od zamiaru aborcji. Dzisiaj już dorastająca kobieta otrzyma od państwa wielotysięczne odszkodowanie za cierpienia moralne. Rzecz w tym, że z pieniędzy podatnika, a nie z kasy świrniętego księdza lub lekarza odmawiającego wykonania zabiegu. To jest nasz polski obraz oprawiony w brunatne ramy. Nie ze względu na Euro2012, nie ze względu na urojony„zamach smoleński”, w który wierzą już tylko kompletni idioci z kręgu Rydzyka, Kaczyńskiego i Macierewicza, nie ze względu na największą rozmnażalnię księży egzorcystów i sióstr zakonnych, ale właśnie ze względu na (co tu dużo mówić) ewidentnie częste zabijanie zrodzonych w biedzie i ciemnocie niechcianych dzieci. W biedzie i ciemnocie, bowiem brak podstawowej polityki socjalnej na poziomie UE, brak wychowania seksualnego w szkołach i profilaktyki zapobiegającej niepotrzebnej ciąży, a ponad wszystko nieludzka ustawa antyaborcyjna uchwalona przez skrajnie dewocyjnych parlamentarzystów jest głównym winowajcą powstałych przypadków, w tym dzieciobójstwa. W celi więziennej, obok tych nieszczęsnych głupich jak but z lewej nogi matek- zbrodniarek powinni siedzieć ich partnerzy, oraz wszyscy współautorzy ustawy antyaborcyjnej.

czwartek, 1 listopada 2012

WYJĘTE Z SIECI PROFESORA IZDEBSKIEGO


Różne badania wskazują, że przynajmniej 30 proc. kleru to ludzie o orientacji homoseksualnej, z których połowa jest zaangażowana w związki homoseksualne. Jak to jest, że Kościół z jednej strony piętnuje homoseksualizm, a z drugiej to właśnie w Kościele istnieje wysoka skala tego zjawiska? Mówi profesor Izdebski-seksuolog dla WP”. Bo są poprzez powołanie wybrani przez Boga, a więc im wolno wszystko, czego nie wolno maluczkim owieczkom. O zapłodnieniu hodowlanego zwierzęcia decyduje pasterz tych owieczek. Chociaż jak powiadają niektórzy Górale, sam juhas też próbuje pomóc baranom. Tyle, że musi się wyspowiadać. On, a nie owieczka..

Ewa Koszowska, reporterka WP: Co piąty uczeń korzystał z usług płatnego seksu, 21 proc. mężczyzn i 12 proc. kobiet przyznaje się do zdrady. Większość Polaków stosuje antykoncepcję, co czwarty Polak nie widzi nic złego w związkach homoseksualnych. Wychodzi na to, że Kościół katolicki poniósł zupełną klęskę na gruncie moralności swoich wyznawców.” Dlaczego od razu klęskę, skoro oni (kler) mają się dobrze w kwestii własnych chuci i ich zaspakajania. A mają szeroką gamę wyboru partnerów (ek). Kobiety, dziewczynki, dorośli chłopcy a nawet dzieciaczki w komeżkach. W ostateczności kolega po „fachu” z sąsiedniej parafii. W kryzysie wierna, podstarzała gosposia lub masturbacja, ale to już ostateczność. Niech śpi, bo kto rano zrobi śniadanie?.

Od kiedy to seks katolika czy księdza ma być pozbawiony fantazji ? Spałam kiedyś z księdzem i jego fantazja i wymagania przerosły moje wyobrażenia o seksie .Długo nie byliśmy razem nie byłam w stanie zaspokoić jego potrzeb i fantazji ( niektóre były obrzydliwe) Inni moi partnerzy też byli katolikami i fantazji im nie brakowało .Ps. Ja też jestem praktykującą katoliczką. Iga.” Dla jednych zachęta na zbliżenie z ciałem duchownym, dla innych zniechęcenie na kontynuowanie seksualnych zamiarów. Dodam, że na temat lubieżności kapłanów począwszy od kleryków i ich wychowawców (Paetz, Pawłowicz i dziesiątki innych), poprzez wikarych i proboszczów, a nawet zakonników najczęściej zresztą oddających się przeróżnym formom zaspakajania „ludzkich” potrzeb napisałem dziesiątki postów na tym moim skromnym blogu. Ze strony czytelników najczęściej się spotykałem z poparciem wyrażanym w komentarzach, aczkolwiek niekiedy znalazł się nie jeden obrońca tych lubieżnych zachowań kapłańskich, którzy w stylu mgr. Terlikowskiego, albo (zlituj się Boże) doktora Rydzyka udowadniali, że zawarte w poście wieści są kłamstwem i kalumnią, mimo, że już od dawna prokuratorzy umieścili ich w pojedynczych celach więziennych, by współlokatorzy nie zrobili im z tych wypieszczonych zwieraczy jesieni średniowiecza.

Panie profesorze, że taki mądry i życiowo potrzebny artykuł pana profesora pojawił się na Wirtualnej Polsce. Może nasz rząd to przeczyta i wywiedzie wreszcie społeczeństwo z mentalnego średniowiecza. Paulina. com.” A ja wiem Pani Paulino, jak zresztą blisko połowa Polaków, że tak jak wszystkie wypowiedzi uczonych, tak i ta spłynie po dewocyjnym parlamencie jak woda po kaczce. Nie tylko po tej KACZCE z imieniem Jarosław Polskę zbaw. Bo jak wiadomo większość, szczególnie tych „dziadków leśnych” z prawicowym immunitetem poselskim nie rozumnie, za co społeczeństwo im płaci ponad 25 tysięcy miesięcznie plus kwartalną premię. Dla nich ciągłym autorytetem będzie biskup, facet ubrany w choinkowe szaty z „torbą po cukrze na głowie”, chociażby po pijaku rozbijał wszystkie słupy w stolicy. A swoją drogą to biskup Jarecki musi mieć łeb jak stodoła przed zwózką zbóż, skoro z alkoholem we łbie ponad 2,5% przejechał wężykiem aż z Sierpca, ponad 150 km, gdzie ma osobistą daczę, do stolicy.
Katolicy zastanawiają się, dlaczego ja autor- ateusz czepiam się problematyki związanej z religią. Otóż, nie czepiam się religii sensu stricte, bo jest mi obojętna, a wyłącznie obłudy w jakiej owa religia pławi i ogłupia zaczadzone strachem ognia piekielnego miernych, biernych ale wiernych. A dzieje się to w Polsce, mojej wspólnej niestety Ojczyźnie.
Pomyślałem, że naszych prawicowych posłów myślenie można skomentować taką oto przypowieścią dla mniej inteligentnych:

Dziadek mówi do babci:
- A pamiętasz, jak w czterdziestym trzecim bolały mnie nogi?
Babcia odpowiada:
- Pamiętam, pamiętam, ale zmieniłeś na czterdziesty czwarty i były wygodne.


ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...