wtorek, 29 sierpnia 2017

I CO MI PAN ZROBISZ?


                                       No i co mu zrobisz? (ON)

Scena z filmu „Miś”. Gość wychodząc z lokalu podchodzi do szatni by odebrać płaszcz który tam pozostawił. Szatniarz zauważa że na wieszaku brak płaszcza, więc daje mu inny. Gość protestuje i kategorycznie żąda ten, który zostawił i wtedy słyszy od szatniarza słowa: Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz?. Inna scena. Listonosz przynosi rentę, kładzie na stół zaledwie grosze. Gdzie reszta, pyta rencistka. Ciężki dzień, przepiłem, i co mi pani zrobisz?.
   No i co jej zrobisz? (ONA) Ciężki przypadek.

Przypadek opisany w DF przez red. Agatę Szczęśniak:.Skandal. Ona podwija spódnicę i oddaje mocz na asfalcie. Jest rzeczniczką prasową Rady Miejskiej, oburza się tabloid portal „wPolityce” i opisuje zdarzenie: Młoda kobieta w czerwonym płaszczu z papierosem w ustach, w popielatej mini, w butach na szerokich czarnych obcasach, stoi na ulicy a pod nią kałuża. Patrzy prosto w obiektyw i śmieje się szeroko. Jest w tym radość, jest w tym wolność. Jest w tym pytanie: A co mi pani zrobisz!. To samo zapewne myśli facet, który wysiada z samochodu, staje do mnie tyłem, wyciąga przyrodzenie i sika. Myśli zapewne: Twój wstyd kobieto broni mnie przed twoim gniewem. To takie typowo polskie, potwierdzam, bowiem zdarzało mi się przemierzać nadwiślański kraj wzdłuż i wszerz dziesiątki razy i podobny obrazek z sikaczami i sikaczkami w tle, nawet nie utajnianymi krzakami i lasem spotykałem dość często, byle nie w pobliżu krzyży stojących po bokach jezdni. Bywało nawet, że parę metrów dalej (nie kilometrów znajdowały się przybytki typu restauracja, bar, albo nawet sławojka lub tojtojka (być może płatna kwotą 1 złoty), to jednak Polak (Polka), czyli obywatele kochający naturę z uporem katolickim wypróżnią się byle gdzie, byle nie w przeznaczonym na tę czynność przybytku. Bywało, że mnie również dopadała walka z pęcherzem podczas długich podróży, jednak w sytuacji braku tegoż przybytku zatrzymywałem samochód i wchodziłem w głąb lasu, a nie wyobrażam sobie, że mógłbym się odwrócić plecami do stojących osób i demonstrować swoje klejnoty, oczywiście zgodnie z kierunkiem wiatru. Polskie media, szczególnie producenci filmów fabularnych często w fabułach umieszczają podobne sceny, chyba dla podkreślenia narodowych zwyczajów, ale na wszystkich bogów, jak tak można. A okazuje się że można, bo co im pan zrobisz, no co?.,Ponoć w prawie konstytucyjnym są takie kruczki, które pozwalają na podobne zachowania. Ryba śmierdzi od głowy. Skoro władza olewa (sika na) Konstytucję, to jak mają postępować obywatele?.No jak i co im pan zrobisz?. Oczywiście mowa o polskiej konstytucji. Gdy poskarżysz się władzy, obojętnie której, nawet tej aktualnie przy korycie to odpowie ci: panie odpieprz się pan. Nie masz pan większych kłopotów?. My tu mamy większe problemy. Walczymy z Niemcami o odszkodowania liczone w bilionach euro, z Francuzami o naszych pracowników delegowanych, a nawet z całą Unią Europejską, czyli Brukselą o wszystko co nam się nie podoba, a nie podoba nam się właśnie wszystko. Walczymy o szacunek dla naszego narodu, walczymy z kornikiem,walczymy z wiatrakami, bowiem te kręcące się na naszych polach okazały się za mało wydajne, walczymy w końcu z opozycją polityczną, która chciałaby nas utopić w przysłowiowej łyżce wody, ale my się nie damy. Zwyciężymy, gdy odpowiemy sobie na dręczące pytania: co zrobić z Wałęsą, laureatem Nagrody Nobla, bo idzie o to że trzeba by zadrzeć koty również ze Szwecją i Norwegią, chociaż już jesteśmy na to gotowi. Co zrobić z KOD -em. Mamy nadzieję, że tu sobie poradzą wojska OTK z pomocą ONR I MW. Mamy wiele pytań, które nas nurtują, np.: czy uda się powstrzymać rozzuchwalenie prezydenta, by już nigdy nie robił nam podobnych psikusów, czy uda się nam przekonać kilku, wyłamujących się biskupów do naszej dobrej zmiany. W końcu czy starczy nam grosza na kontynuowanie programu 500+ w sytuacji gdy złośliwie

Unia obetnie nam fundusze, chociaż robimy co tylko możemy by temu zapobiec. Uściślamy podatki, zabieramy emerytury wszelkiej podejrzanej ubeckiej swołoczy, wycinamy niepotrzebną puszczę i sprzedajemy gdzie się tylko da drewno. Nie zadawajcie nam głupich pytań, typu: co rząd zrobi gdy nastąpi kolejna klęska żywiołowa, albo ile waży posłanka Pawłowicz, niech waży ile chce, to dobra, waleczna osoba. Damy radę, a szczać można wszędzie byle nie na Krakowskie Przedmieście, szczególnie w czasie miesięcznic, oraz przy pomnikach prezydenta LK.

piątek, 25 sierpnia 2017

FANATYZM


                                  .
Zdarza się, że budzę się w ciągu nocy i leżąc wpatrzony w sufit zastanawiam się nad źródłami fanatyzmu jako takiego. Tego wynikającego z różnych wyznań religijnych, ale także tego, który swoje źródła zaczerpnął w ideologii, najczęściej pseudonaukowej. Kaczyzm, to nowa nazwa typowo polskiej ideologii, której twórcą jest przywódca partii ściśle związanej z Kościołem katolickim w Polsce. Ma silne oparcie w ambonach, z których głoszone są przez duchowieństwo miazmaty na chwałę partii stworzonej przez Kaczyńskiego. Wiadomo, że miazmaty to niezdrowe powietrze potrzebne jak chleb do życia, natomiast poprzez lokowaną w nich ideologię okazuje się zdrowe. W szczególności dla członków partii, jej suwerena i duchownych. To jest inna „odmiana” społeczeństwa, a nawet sekta. Jej członkowie niezależnie od wszystkiego, nawet wbrew logice wzajem się popierają i lokują na intratnych stanowiskach pracy. Vide spółki Skarbu Państwa, albo
wręcz zestaw sędziów Trybunału Konstytucyjnego z przewodniczącą Julią Przyłębską. Wystarczy jej posłuchać i na nią popatrzeć. Dla nich nieważne jest doświadczenie i wykształcenie kandydata na posła czy senatora. Ważne jest wyznawanie kaczej ideologii, vide senator Kogut, albo poseł Jurgiel. Unia Europejska dziwi się, że Trybunałem w Polsce rządzi osoba, która na pisma pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, pana Timmermansa odpowiada impertynencko by się do jej postanowień przestał wtrącać. Gdzie tkwi źródło podobnej impertynencji zastanawiam się. Może gdyby ta pani Przyłębska miała lepsze wykształcenie, chociaż to mgr w otoczeniu profesorów, może gdyby miała jakieś doświadczenie, może gdyby wiedziała coś o Unii Europejskiej, może, może, może ...wtedy nie byłaby zaskakiwana pismami brukselskimi. Ale nie śmiejmy się z niej. Oni tak mają fabrycznie ustawione. Zresztą wystarczy rzucić okiem na historię. Naziści z Himmlerem na czele wierzyli że ich naród o czystej rasie germańskiej pochodzi od mitycznego przodka, którego poszukiwali nawet w Himalajach podobnie jak św. Graala. Sądzę, że wyznawcy kaczyzmu aż tak daleko od tegoż fanatyzmu niemieckiego nie odskoczyli. Fanatyzm zawsze się dobrze sprzedawał i powodował, że tacy ludzie są zdolni do wszystkiego. Tylko człowiek otumaniony jakąś ideą czy religią jest w stanie w jej imieniu dokonywać rzeczy strasznych i okrutnych. Dzisiaj w Polsce też to obserwujemy, bo czymże jest hołubienie oddziałów skrajnie ksenofobicznych i antysemickich ONR, jak nie urabianiem dla partii zbrojnego ramienia?., nawet kosztem upodlenia policji państwowej. Takie umysły są skażone, chore. Sam doświadczam potwierdzenia tezy nawiązującej do fanatyzmu zarówno religijnego jak i ideowego i to w najbliższej rodzinie.
Podczas prezydenckiej kampanii wyborczej osoba ta, zresztą bardzo oddana klerowi, Bogu i PiS, gotowa była prosić i klękać przed każdym, kto zobowiązałby się do oddania głosu na Andrzeja Dudę, bowiem jak mówiono w kręgach kościelnych zesłał go Polsce sam Bóg. W zdrowym umyśle nie pojawiłby się pomysł, żeby mordować ludzi na szeroką skalę. W średniowieczu, gdy palono na stosie czarownice, także sądzono, że to słuszne i zbawienne, bo czynione w imieniu Boga. Dużo się do dzisiaj nie zmieniło, przynajmniej u nas w Polsce. Zbrodniarzy z szeregów żołnierzy wyklętych nazywa się bohaterami, natomiast Polaków wyzwalających Berlin od faszyzmu zwie się zbrodniarzami. Takie słowa płyną z IPN poprzez usta Cenckiewicza, tego od niszczenia Wałęsy. Kaczy fanatyzm jest najbardziej widoczny na każdej politycznej miesiączce na Krakowskim Przedmieściu. Ten polski fanatyzm, którego początek bierze się w głoszonej przez Macierewicza teorii zamachu na polskiego prezydenta podczas jego wyprawy do Katynia. Zrodziła się wtedy religia smoleńska, której gorejącym krzakiem jest żelazna brzoza, sztuczna mgła, ucieczka trzech uratowanych pasażerów przed siepaczami GRU.
               
                        Pierwszy z pomników.
Osoby te ponoć były dobijane strzałem w głowę. W bzdurę tę uwierzyło około 30% Polaków. To najgorętsi wyborcy PiS. Religia nie wyjaśnia które to były osoby i z jakiej partii. Domyślamy się, że zapewne z PiS, bo ci najbardziej dokuczyli Putinowi. Fanatyzm polski rodzi wiele zdarzeń, składających się na nasz słowiański katolicki skansen. A to cuda na drzewach. Siada na nich Matka Boska i odpoczywa podczas grzybobrania, a to tryskające krwią chrystusową opłatki, a to ostałe się po nawałnicy figurki w sytuacji gdy poległy całe lasy. No i jak tu nie wierzyć w cuda i nie oddawać hołdu bohaterowi naszych czasów, nieugiętemu wrogowi UE, która nas powoli pożera. Chwała twórcy izolacjonizmu polskiego w odniesieniu do wszystkich naszych sąsiadów i nie tylko.

wtorek, 22 sierpnia 2017

MOJA PARSZYWA POLITYKA

 
                        Skrzaty polskie
Zbyt mocno wrosłem w politykę i mam z tego powodu gorzkie skutki, łącznie z ciurlaniem w brzuchu, szczególnie gdy analizuję, w jaki to sposób, praktycznie niezauważalny przez społeczeństwo, stało się z Polską to co się stało. Chodzi mi o czas teraźniejszy, gdy trzeba nawiązać do przyszłych wyborów. Mowa o wszystkich wyborach: samorządowych, parlamentarnych i prezydenckich. Może tytułem wstępu słowo historii: O Burbonach, którzy wracali po roku 1815, czyli po Kongresie Wiedeńskim do Francji mówiono, że niczego nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli, a przecie widzieli obrazy, jak turlały się głowy ich towarzyszy ścięte ostrzem gilotyny. Te słowa rzucam w twarz Platformy Obywatelskiej, bo jak ulał to pasuje do polityków PO i wspierających ją publicystów. Niczego nie zrozumieli i niczego się nie nauczyli, wręcz przeciwnie, jeszcze im się pogorszyło. I tu masz babo placek. W głowę zachodzę z jakiego powodu Polacy od PO się odwrócili, bo zapewne nie z powodu strachu przed uchodźcami, albo że uwierzyli Beacie Szydło, że Polska jest w ruinie. PiS propagandowo zaorało Platformę, z czego się tak cieszy m.in. Czarnecki, wyjątkowy szpetny bufon PiS, który tylko od czasu do czasy wychyla łebek z d*py Kaczyńskiego, prywatnie zięć astronauty Mirosława Hermaszewskiego. Zachodzę w głowę jak tak poważny obywatel jak pan Mirosław H. mógł dopuścić takiego parszywca do rodziny. No chyba nie ze względu na jego zarobki w Unii. Przysłowie mówi, że miłość nie wybiera zostało tu mocno przegięte, bo wystarczy popatrzeć na tego osobnika, wędrowniczka partyjnego od lewicy do prawicy, coś wstrętnego.
Były poważniejsze przyczyny mili państwo. Zapamiętali bowiem , że zarówno PiS jak i PO to jedna prawicowa wyjątkowo brzydka rodzina. Przykładów jest aż nadto. Rządy Platformy to spirala beznadziei. Praca na śmieciówkach, emigracja milionów względnie wykształconych obywateli, brak szans na mieszkanie a jednocześnie propaganda, iż żyjemy na bezpiecznej wyspie z demonstracją bogactwa tych co u żłobu. Teza, że cały antypisowski naród ma się skupić wokół Platformy z jednoczesnym obrzydzaniem lewicy to utopia, bo lewicy po prostu nie ma. Jedni za starzy inni za młodzi. Gasiuk Pichowicz, Lubnauer, Nowacka, Zandberg i kilka nazwisk pokazanych podczas protestów przeciwko ustawom prawniczym to jeszcze nie jest żadna siła lewicy. To, że PO i PiS grało w jedną trąbę wystarczy przeanalizować fakty:. Głosami PO i PiS uchwalono ustawę o WSI oraz rozpoczęła się akcja obniżania emerytur pracownikom zatrudnionym w PRL. W tym czasie wypłynęły afery Amber Gold i Skoków, ale tylko ta pierwsza była zapalnikiem gnębienia Platformy. Ani Ziobro, ani Kaczyński nie trafili pod Trybunał Stanu bo tak chciała Platforma. Nie wolno się załatwiać na posesji należącej do rodziny. Ślepota Platformy pozwoliła na reformę służby zdrowia takim prawicowcom jak prof. Zoll, który obalił prawo do aborcji uchwalone za rządów lewicy. Inny z kolei profesor Chazan stworzył jakże idiotyczną klauzulę sumienia, zresztą popartą przez Rzeplińskiego z rodziny PO. Rodzina rodziną, a przyszedł czas gdy jedni drugim dobrali się do dupy rozgłaszając ich świństwa na wszystkie strony świata. Mówię tu o reprywatyzacji stolicy, w której to umoczona jest wiceprzewodnicząca PO prezydent stolicy pani Hanna Gronkiewicz Waltz, na zawsze zaprzyjaźniona z Tuskiem i Duchem Świętym. Zatem wedle przysłów: Kruk krukowi oka nie wykole, lub wilk wilka nie jada, albo wręcz k*rwa k*rwie łba nie urwie panuje względny spokój, od czasu do czasu zakłócany klęskami przyrodniczymi mimo pielgrzymek i modlitw. I na tym jakże wdzięcznym powiedzeniu bym poprzestał. Kochani. Przez najbliższe lata w Polsce nic się nie zmieni. Zostaniemy w łapach prawicy podzielonej na dwa obozy. Jedni chcą pozostać w Unii, bo w ich krwi płynie nieco europejskości, zaś ci drudzy zaślepieni religią smoleńską i ciemnotą ewangeliczną czują się najlepiej w donosach, kruchtach kościelnych i marzeniach o powtórce z II Rzeczypospolitej. Ale to jednak wzajem bardzo bliska rodzina, której korzenie tkwią w AWS. Założycielem tej partii był Maryś Krzaklewski, do dzisiaj hołubiony przez Donalda Tuska.
Krzaklewski był na liście poselskiej PO ale przegrał. By osuszyć jego łzy Tusk znalazł mu dobrze płatną robotę w Brukseli. Kiedyś Heinrich Heine napisał wiersz, w którym odczytuję polską teraźniejszość: „ Przekleństwo! Ojczyźnie fałszywej. Gdzie tylko sromota i hańba są żywe. Gdzie każdy kwiat, wcześnie złamany, schnie marnie. Gdzie robak zgnilizną się karmi”. Amen.

czwartek, 17 sierpnia 2017

NIE KAŻDY BŁAZEN TO STAŃCZYK

                                

Wydaje się, że wie to każdy. Okazuje się, że nie każdy, nawet władza, bo błaznów ci u nas dostatek, a najwięcej właśnie jest ich tam. W każdym razie ich ilość na sto tysięcy mieszkańców przewyższa każdy inny kraj. Mowa oczywiście o tzw. krajach postkomunistycznych, jak mawiają typowe błazny, albo jak piszą dziennikarze, i głoszą nie całkiem uczeni politycy. Błazenada jako nabyty psychiczny stan okołochorobowy zamiast się wyciszać w miarę upływu czasu, rozwija się w tempie chorób zakaźnych. Weźmy przykładowo pana Gowina, ministra od lat. Rozrabiał wraz z kumplami o przekonaniach ściśle prawicowo kościelnych w rządzie Tuska, tylko z łaski pozostawał w jego partii. Po wyborach uzyskał przychylność w raju pisowskim, ba, nawet kandydatka na premiera, Szydło ogłosiła, że odda w jego ręce lancę ministra od wojen i pokojów. Został wykiwany, bowiem ową tekę  zgodnie z wolą prezesa dostał Macierewicz. W naszym współczesnym rządzie spotkać można wielu błaznów. Pierwszy, ośmieszony wobec całego narodu to były ministrant seminaryjny Gowin, który 
zachował się jak dzieciak wypędzony przez grupę innych dzieciaków z piaskownicy.  Były poseł  z "korbą", po prostu poczuł się wykiwanym, aczkolwiek swego czasu Tusk zrobił go ministrem od sprawiedliwości, więc znał zasady zachowania się choćby w piaskownicy. Ponownie  Gowin skompromitował się podczas prac w Senacie nad reformą sądów powszechnych. Jako minister sprawiedliwości w rządzie Tuska zarządził likwidację setek obiektów sądowych na terenie kraju, które zresztą PiS natychmiast przywrócił. Zbłaźnił się więc w oczach swoich nowych pryncypałów, bo Gowin powołując swoją nową partię pod tytułem Polska Razem zobowiązał się do koalicji z PiS. Ale i tu długo nie czekał na kolejny blamaż. Bo oto podczas gdy prawica właśnie uchwalała ustawę o sądzie najwyższym, Gowin nie wyłamał się, chociaż jak powiedział po ogłoszeniu wyników jemu ta ustawa się nie podoba. Dlatego, gdy cały pisowski zespół senatorski szalał z radości, on siedział przygnębiony. Gdy padło pytanie czemu się nie cieszy powtórzył, że ustawa wg niego jest zła. Głupiec, idiota, błazen?. Po prostu pisowska marionetka z uniwersyteckim dyplomem. Błazen ale nie Stańczyk. Na listę współczesnych polskich błaznów siłą się wspiął oczywiście Macierewicz, zmiennik Gowina wg Szydło. Co ten świr nieuleczalny wyprawia, to się nawet prawicowemu prezydentowi Dudzie nie podoba. Nie podoba się, bo Macierewicz traktuje go jak popychadło, jak człowieka bez charakteru. Coś w tym było tyle, że Duda to raczej popychadło prezesa. Minister Antoni nie odpowiada na listy pisane do niego nocami, w przerwach gdy znudzi się prezydentowi wirtualna wymiana zdań z leśnym ruchadłem. Ma w nosie prezydenckie zdania odrębne w sprawach kadrowych wojska. Bez żadnych konsultacji wyrzucił ze służby kilkudziesięciu wykształconych i
zaprawionych uczestnictwem w misjach bojowych w Iraku i Afganistanie generałów, a w ich miejsce powołał ulubionych, służalczo nastawionych do niego oficerów dużo niższych stopni, a często nie robił tego osobiście a wręcz wyręczał się przybocznym Misiewiczem. Awansował na stanowiska generalskie oficerów, nadając im często stopnie pomijając obowiązującą regulaminem ich kolejność. To się już mu zdarzyło kilka lat temu gdy kompletował komisję weryfikacyjną do rozpierduchy WSI za Lecha Kaczyńskiego. Po kursie tygodniowym pisowskim cywilom nadawał stopnie oficerskie. Macierewicz szaleńczo, bez uzasadnienia szasta setkami milionów złotych, m.in. podczas budowy korpusu wojsk terytorialnych i jednocześnie psuje stosunki międzypaństwowe z historycznie sprzymierzoną z nami Francją. Zgodnie z kaczą doktryną łamie dobre stosunki z Niemcami, naszym największym partnerem handlowym, ględząc o reparacjach wojennych!. Trudno powiedzieć, czy Macierewicz sprzyja Putinowi, ale na pewno przeciw niemu jak powiada, się zbroi. Słowem błazen, ale nie Stańczyk. Nasza armia jest słabiuteńka. Niedoszacowana wielkością do potrzeb, jest uzbrojona w sprzęt wysłużony, podarowany nam przez Amerykanów i Niemcy, zaś te kilkanaście samolotów F16 może nam służyć pospołu z poradzieckimi Migami i dwustoma poniemieckimi czołgami wyłącznie do parad w czasie święta Matki Boskiej Zielnej z okazji rocznic zwycięstwa Piłsudskiego i Rozwadowskiego nad bolszewikami. Błazenadą pokrył się Waszczu, nasz minister od spraw zagranicznych. Pozadzierał on stosunki z wszystkimi naszymi sąsiadami z Litwą, Ukrainą, Białorusią włącznie, bo o Rosji nie ma co mówić. Jest pytanie, czy jest jakiś kraj, któremu w ostatnich tygodniach Polska nie dała do wiwatu? Jego skomlenia o kontakt z Ławrowem zna już cały świat.

Wypowiedzi Waszcza podczas wywiadów udzielanych prasie światowej poniżają nie tylko jego jako ministra ale i nas wszystkich, obywateli kraju, który go postawił na to stanowisko. Ten błazen niech sobie już szykuje gniazdko w San Escobar. Jest niekontaktowy w relacjach z Unią Europejską. Gdy wysoki komisarz Frans Timmermans przekazuje do niego postanowienia Komisji w sprawach dot. polskiego prawodawstwa, on odpowiada, że nie wie o co chodzi, prosząc by Komisja jaśniej do niego pisała. Do szkoły błaźnie.! Podobną błazenadą okrywa się minister od policji Błaszczak wraz ze swoim zastępcą, któremu policjanci na głowę zrzucają z helikoptera konfetti powycinane z kolorowych gazetek prawicowych. Ostatnio zasłynął jako projektant nowego wzoru paszportów dla obywateli polskich. Ponoć w tej książeczce życzył sobie, by się znalazły fotografie Matki Boskiej Ostrobramskiej z Wilna oraz cmentarz Orląt ze Lwowa. Oczywiście bez porozumienia z Litwą i Ukrainą. Już narasta atmosfera wrogości wobec naszych władz, że jakoby Polska planuje ponownie wleźć na tereny okupowane przez I i II Rzeczpospolitą. Takie są głosy płynące z Kijowa: Czyżbyście Lachy już zapomnieli Wołyń, a przy okazji słyszymy wypowiedzi o ukraińskich Bieszczadach tymczasowo zarządzanych przez władze polskie. Podobne sygnały płyną z Wilna. Kurde, czy my jako Polska nigdy nie potrafimy zbudować wokół naszego kraju trwałych, dobrych, szczerych stosunków sąsiedzkich, opartych na prawdziwej przyjaźni i wzajemnym szacunku? a tylko na sztucznych, politycznie okraszonych związkach, jak to było za ZSRR, gdy „przyjaźń” między sąsiadami obowiązywała doktrynalnie z urzędu. Błaszczak to także błazen ale też z niego żaden Stańczyk. Ministrowie wymienieni w tym poście to błazny z gatunku owianego kretynizmem. Ich udziałem jest upodlenie Polski na arenie międzynarodowej. Ich udziałem jest m.in. słynne 27:1. Ich udziałem jest współczesne polskie polish joker, rozlewające się jak AIDS po świecie. Pan red. Roman Kurkiewicz błagalnie mówi do pana prezydenta: ODGENERALIĆ MACIEREWICZA I ODMACIEREWIĆ ARMIĘ. A co z resztą błaznów, których pominąłem w tym felietonie, jak chociażby Szyszko?.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

CO SIĘ DZIEJE?


Niby nic się nie dzieje, bo co też ważnego, a zarazem interesującego może się dziać w tym zapyziałym kraju, w sezonie ogórkowo- pomidorowym, a jednak:.
Samo to, że po dachach Warszawy chodzą snajperzy z karabinami uzbrojonymi w lunety już podnosi ciśnienie. Zwykle jeden dzień w miesiącu., w dniu tzw. bezkrwawej kaczej smoleńcznicy. Wtedy następuje przemarsz stada półmózgów z Archikatedry warszawskiej pod pałac prezydencki. Uczestniczą w nich zatwardziali pisiole w liczbie bliżej nieokreślonej (zapewne nie więcej niżeli 300, wg policji kilka tysięcy). A po cóż oni zdążają pod ten pałac, a po cóż? Ano maszerują oni wygrodzonym dla nich specjalnie traktem, by tu w miejscu zbiórek wiernych zaraz po katastrofie odprawić po raz 88 polityczną hucpę, której celem jest dalsze podgrzewanie nienawiści i podziału społeczeństwa w polskim grajdole, bo to się potomkowi Bolesława Chrobrego, czyli Jarosławowi K. opłaci. Królewskie korzenie odkopało dla niego
kilkoro wiernych Radia Maryja. Ową modlitwę z kazaniem Kaczyńskiego zabezpiecza już od miesięcy tysiące policjantów wystawianych w formie trzonków od wideł, sterczących co kilka kroków na tejże trasie. Ostatnio było ich ponoć 1600 zwiezionych z najdalszych zakątków kraju. Ich zadaniem jest dbanie o bezpieczeństwo kurdupla, gdyby wśród odgrodzonej masie zwanej kontrmanifestantami, znalazł się ktokolwiek z ochotą zaatakowania go. A po co go atakować, on się sam kurczy coraz bardziej, bardziej niżeli borowik wyniesiony z lasu przed tygodniem, przynajmniej fizycznie. Widzieliśmy jaki problem sprawia mu wstąpienie na podeścik ustawiony pod mikrofonem. Zresztą sam już chyba czuje swój koniuszek, bo zapowiedział, że niebawem spacerki pod Pałac się skończą. „Uczciliśmy wszystkie 96 ofiar katastrofy 96 miesiączkami. Teraz tylko dwa pomniki i wreszcie dochodzimy do prawdy”, oczywiście dzięki podkomisji z Berczyńskim i Nowaczykiem na czele. Nie mówi już o zamachu oficjalnie jak to było wiele miesięcy temu, dzisiaj mówi o katastrofie. Czyli mu powoli ten straszny atak chorobowy, określony symbolem medycznym F99 ustępuje, a że widzi tysiące ludzi mało mu przyjaznych, odgrodzonych od rozmodlonej tłuszczy, przeto właśnie dlatego na dachach Macierewicz ustawił strzelców wyborowych. Osobiście sądziłem że to prezydent Tramp powtórnie zawitał do Warszawy. Myślę sobie że chyba aż nazbyt pokochał Dudę i jego małżonkę, o polskim bigosie nie wspominając, a może przez przypadek cosik zostawił w szafce sypialnej. Może tupecik, bo wydaje mi się że z czegoś podobnego korzysta. Było, minęło, szkoda gadać.

                                                                                      **
W czasie gdy setki tysięcy Polaków i Polek podąża w tradycyjnych pielgrzymkach do Czarnej Madonny Zawsze Dziewicy, Polska została zaatakowana tornadami i burzami o niewyobrażalnej jak dla nas skali. Co to miało oznaczać, czyżby niezadowolenie Królowej?.
Nic mi nie wiadomo aby ucierpieli pątnicy, bowiem w czasie burz, szczególnie nocą zapewne spali w gościnnych polskich katolickich domach. Ucierpieli za to harcerze. Harcerze ZHR, czyli ci „lepsi”, z prawicowych, związanych z Kościołem domostw. Bliźsi sercu PiS i Episkopatowi. Organizacja została powołana zaraz po 1989 roku, jako ta, która spowoduje oczyszczenie polskiego skautingu z naleciałości komunistycznej, nie bacząc na to, że ZHP, do którego wielu z nas przed laty należało swoje korzenie wywodzi z roku 1918, a więc ma tyle lat co Polska niepodległa. Przetrwała w swych wartościach nawet w czasie PRL a lilijka zdobiąca rogatywkę harcerską oraz mundurek nigdy nie miała podtekstów ustrojowych, chociaż dzisiaj dwie odrębne organizacje skautów wyraźnie wskazują na podobny podział. Za rok ZHP obchodzić będzie swoje stulecie. Brawo.
Kilka nocy temu stało się nieszczęście, bo niestety dwie harcerki z odłamu o charakterze prawicowym, głoszącym idee bliskie żołnierzom przeklętym, poniosły śmierć. Zginęły pod łamiącymi się sosnami, w czasie tornada, które miało ochotę przespacerować się lasem tucholskim, w którym drużyny rozbiły namioty. Kilkanaścioro dzieciaków trafiło do szpitali z połamanymi nogami bądź rękami oraz innymi bolesnymi doznaniami. Brak było jakiejkolwiek pomocy, bowiem namioty ustawione były w gęstym lesie z dala od dróg umożliwiających jakikolwiek dojazd. Trauma jaka dotknęła te dzieciaki zapewne pozwoli na wyciągniecie odpowiednich wniosków w zakresie bezpieczeństwa na przyszłość. Ciekawe czy nie plują sobie w brodę, iż bardziej zdrowotnie opłacalna byłaby dla nich pielgrzymka niżeli zabawa w udawanie Żołnierzy Wyklętych, czyli tzw. leśnych. Na pielgrzymce też może się wydarzyć wiele ciekawych, a nawet przyjemnych i owocnych historii. Swego czasu opisałem jedną z nich. „Owoc” tej jakże przyjemnej, poczętej na sianie historii dzisiaj jest w takim wieku, że śmiało może wstąpić do harcerstwa Rzeczypospolitej, czyli ZHR.
                                                                      **
Francja się od nas odwraca. Prezydent Macron odmówił wizyty w Polsce i na Węgrzech, pokazując że nie chce mieć nic wspólnego z państwami, gdzie wykluwa sie totalitaryzm, chociaż wielu powie że jest to nieprzyjazny gest za zerwanie umowy w sprawie Caracali. Jednak chyba nie o to chodzi, bo Węgrzy akurat nic nie chcieli kupować od żabojadów. Jesteśmy już tak izolowani, że rzeczywiście przyjdzie nam szukać "przyjaźni" jeno u
                                Pomnik Wdzięczności w Szczecinie.
Białorusinów albo na Kremlu. Niestety, akurat tutaj to przyjaciół dobiera sobie sam Putin. Już Waszczykowski doznał absmaku gdy minister Ławrow olał go cieplym moczem, gdy Waszczu próbował go tylko zagadnąć. Poszło o dewastacje rosyjskich pomników na terenie Polski. Oj długo nie będzie buzi buzi, a nawet przytuleń wzorem Putin-Tusk.

czwartek, 10 sierpnia 2017

MĄDRZĘ SIĘ


                                   Pajace po czesku.
Do niedawna byłem przekonany, że ustrój autorytarny oraz totalitarny to jeden czort. Okazuje się, a wyjaśnił mi to pan profesor Bronisław Łagowski, że wcale tak nie jest. Otóż, jeżeli mamy na myśli nasz rodzimy ustrój wygenerowany przez kaczystów, to należy go zaliczyć przynajmniej na razie, właśnie do wczesnego totalitaryzmu, (powiedziałbym rodzącego się totalitaryzmu), bowiem autorytaryzm kojarzy nam się raczej z Ameryką Łacińską. Gdyby teraz w Polsce wprowadzono autorytaryzm, nie byłby on podobny do rządów Pinocheta, albo gen. Videli. Trzeba nam coś innego, powiedziałbym nawet rodzimego. Po to się idealizuje Polskę międzywojenną, żeby tam szukać wzorców. No, chyba nie takich, a mówię to z złożonymi modlitewnie dłońmi, jak traktowano obywateli, choćby samego Mikołajczyka, późniejszego premiera. Policja pędziła go piechotą z Małopolski aż do Poznania.
                                        Cierpienie załobne.
A trupy ścielące się na moście warszawskim w 1926 roku podczas zamachu Piłsudskiego, a trupia jatka podczas zgniatania powstań chłopskich, a jak wyglądały tzw „ścieżki zdrowia” stosowane m.in. w Berezie Kartuskiej i nie tylko. Bardzo mało one przypominały te, których doczekaliśmy się w roku 1976 podczas zrywu robotników w Ursusie i Radomiu. Były bardziej okrutne. To był autorytaryzm, do którego rządzący nami współcześnie zdążają. Na razie lekko przyhamowaliśmy zapędy kaczystów poprzez masowe manifestacje, jednak widać gołym okiem, że jak hydra budzi się ochota na to by ubrać nas w „kufajki” autorytaryzmu. Słowo demokracja, wykrzyczane tak donośnie podczas niedawnych zbiegowisk pod pałacem Namiestnikowskim oraz budynkami wszelakich sądów jakoby przygasa, a nawet nabiera śmiertelnych drgawek. Ponoć demokracja nie należy do idealnych ustrojów, ale jak wiadomo nikt nic lepszego nie wymyślił. Wydziały prawa ukończyły dziesiątki tysięcy Polaków od Gdańska po Zakopane i jest ich proporcjonalnie najwięcej w przekroju innych nauk. Co drugi poseł czy też senator to prawnik, przynajmniej tak twierdzi. Zatem każdy z nich musiał zaliczyć na swoich uczelniach prawo rzymskie oraz prawo greckie, z którego wywodzi się słowo demos (lud). Dialog, a nie tyrania i przemoc. Inaczej władza ludu., w (jakimś sensie). Dla dyktatur dialog to pojęcie obce i niepotrzebne.
Chyba, że mamy takowych prawników amatorów jak Kempa albo nawet Kogut, czy Jurgiel. Owe słowo demos znane było już 404 lata przed Chrystusem. W Muzeum Agory znajduje się postać młodzieńca oddającemu cześć starcowi siedzącemu na tronie. Ten młodzieniec nakłada koronę starcowi uosabiając lud (demos). Jest to symbol demokracji. Napis przed posągiem głosił: Jeżeli ktokolwiek podniesie rękę na demokrację i lud, w chęci ustanowienia tyranii (Kaczyński posłuchaj), to ten, który go zabije nie poniesie winy. Mówię o Muzeum Ateny a nie o Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, o którym ten sam
Kaczyński powiada, iż jest to dar Donalda Tuska dla Angeli Merkel za obiecane stanowisko w Unii. Te słowa Kaczor wygłosił w kazaniu radiomaryjnym. Ten psuj niszczy wszystko co sensowne. Wszystko co jest do zniszczenia, a wolne miejsca chce wypełnić popiersiami i pomnikami jego niepokalanego brata. Coraz więcej ludzi wprost mówi, że chcą, by prezes przeniósł się w niebyt (nazywam to delikatnie) mówi Tomasz Jastrun. A ja odpowiem, że coś w tym jest na rzeczy. Nikt nie odważył się do tej pory nie zgodzić się z Kaczyńskim, dlatego pierwsze weto prezydenta (oby nie ostatnie) tak ogromnie wzburzyło go iż żaden aktor nie zagrałby tak dobrze zdumienia i oburzenia, które malowało się na obliczach polityków PiS. A przecież polski "wódz" narodu to też prawnik, ponoć nawet doktor. Zatem słowo demos powinno mu być znane, chyba że podczas tych wykładów przebywał na wagarach..


wtorek, 8 sierpnia 2017

UŚMIECHNIJ SIĘ POLAKU DO CHOLERY


Coście zrobili z tym krajem skurwysyny. Oddajcie nam uśmiech”. Te słowa widniały na transparencie niesionym przez tłum młodych, na czele którego szedł Cezary Baryka, bohater „Przedwiośnia” Żeromskiego. Takie hasło należałoby rozwieszać dzisiaj wszędzie. Od Warszawy po Kozie Bobki, bo czy dzisiejsze społeczeństwo, od niemowlęctwa nie jest nurzane w smutnych okolicznościach przyrody, parafrazując powiedzenie Jana Himilsbacha. No to posłuchajmy:
Otóż drogie dzieci. W gruncie rzeczy niedaleko, bo zaledwie za rzeką Odrą jest taki kraj, bardzo odmienny od naszego a także naszych sąsiadów. Do niedawna (jak ludzie mówili) chodziły tam po wsiach, a nawet w miastach białe niedźwiedzie. W kraju tym prawie w każdej wsi jest zamek, zwany przez miejscowych domem bożym. W miastach takich budowli jest kilka, zdarza się, że na każdej ulicy. Wzdłuż szutrowych szos tego egzotycznego kraju stoją przeróżne świątki, które mają swoje obowiązki. Otóż chronią one ludzi od różnych nieszczęść, na przykład od wypadków drogowych chroni święty Krzysztof. Jeżeli patron się zagapi i nastąpi wypadek, w wyniku którego zginie kierowca, to jest on pochowany na miejscu.
Świadczy o tym postawiony tam krzyż. Takich krzyży w owym kraju są tysiące. Wydaje się, że chyba już im brak miejsc na cmentarzach, bo akurat ofiar wypadków drogowych w Polsce jest najwięcej w Europie. Od pożarów ludność chroni święta Teresa, dlatego w czasie burzy jej obrazy wystawiane są w oknach jak portrety u fotografów. Jest to o wiele tańsze niżeli montowanie piorunochronów. Zresztą na dachy obywatele wsi wchodzą tylko gdy one przeciekają, albo gdy trzeba polepszyć odbiór telewizji TRWAM. Od zguby natomiast chroni ich święty Antoni, i on im odnajduje wiele rzeczy, oczywiście poza rozumem, ale akurat ten nie jest dla nich najważniejszy,.Dlatego mieszkańcom Polski, bo tak się nazywa owa kraina, żyje się szczęśliwie, bo więcej do szczęścia nic im nie potrzeba. Dziwna rzecz, bo mimo tego szczęścia Polacy to bardzo smutny naród. Wydawało by się, że każdego dnia, w każdej rodzinie jest pogrzeb, albo przynajmniej, biorą syna w kamasze. Uśmiech na ulicy można znaleźć u tych, którzy wracają z mocno zakrapianego wesela a i to nie zawsze.
Częściej u tych, którzy dowiedzieli się, że sąsiadowi ukradli krowę, albo że poborca podatkowy złamał obie nogi. To bardzo ciekawe z punktu widzenia nauk socjologicznych. Gdziekolwiek los pozwolił mi się przemieszczać po Europie, spotykałem samych „znajomych i przyjaciół”, czyli ludzi uśmiechających się, a w Czechach nawet pozdrawiających się słowem dobry den, przez co jako Polaka wprawiali mnie w chwilowe zakłopotanie. Wierzcie mi rodacy, to jest prawda jak mistrzostwo świata Anity Włodarczyk. Co jest do cholery z tym naszym społeczeństwem, że bardziej można by się spodziewać od drugiego Polaka smagnięcia batem po plecach niżeli sympatycznego uśmiechu. Czy to pozostałość po zaborach (przez 120 lat), czy to nieodwracalna atmosfera okupacyjna (5 lat), czy to jakaś regionalna, narodowa choroba podobna ptasiej grypie, albo pomorowi afrykańskich świń, bo nie mogę znaleźć wytłumaczenia. Wydawałoby się, że mimo paskudnych rządów Prawa i Sprawiedliwości mamy powód do radości, że tak sobie zarymuję, bo jesteśmy wciąż w Unii Europejskiej.    Mimo Brexitu naszych nie wyrzucają z Wysp. Mimo wycinki Puszczy Białowieskiej mamy czym palić. Mimo braku podwyżek pensji i emerytur nikt z nędzy i głodu nie umiera. Mimo średniowiecznych zakazów światopoglądowych, katolickie panienki się skrobią gdzie popadnie i gdzie najtaniej. Czy więc jest powód do marszczenia czoła, wytrzeszczu oczu, obgryzania paznokci, drżenia podbródka, rwania włosów, tudzież okazywania wrogości do sąsiada, dziecka, współmałżonka, przechodnia, słowem wrogości do, jak to powiada biblia, bliźniego swego?. Oczywiście że nie ma. Mam nadzieje, że gdy wyjdę jutro na ulicę i uśmiechnę się do mijanego przechodnia nie spotkam się z wywalonym w odwecie ozorem, albo pukaniem w czoło. Nawet gdyby to była posłanka Krystyna Pawłowicz.


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

TCHÓRZ CZY BOHATER?


                                   W drodze na front.
Dla wielu pytanie retoryczne. Chodzi o naszego ministra od wojen i pokojów, czyli Macierewicza, znanego bardziej jako Antek policmajster, znak zodiaku Lew. Niestety, dla większości tchórz, i ja jestem skłonny przylepić mu tenże epitet zarówno z przodu jak i z tyłu. Dla potwierdzenia tych słów niech wystarczą zachowania pana Antoniego w Smoleńsku w dniu 10.04.2010 zaraz po katastrofie, w której śmierć poniosło 96 osób, w większości członków jego partii. Otóż Macierewicz w tym czasie był już w Katyniu. Zamiast natychmiast udać się te cztery kilometry na miejsce katastrofy (przynajmniej miałby faktyczny obraz tego o czym dzisiaj tylko bajdurzy jak pensjonariusz Tworek), to on w tempie Usaina Bolta połknął obiad, wsiadł do pociągu zdążającego na zachód i udał się tchórzliwie do kraju. Można by to odczytać jako troskę o opuszczony przez władze kraj, któremu być może grożą hordy bolszewickie, masowo dostające się do kraju Maryi i Jezusa poprzez kaliningradzki obłast. Hordy Ruskich rozlewające się na obszarze aż po Gdańsk, tworzą niebezpieczne skupiska tam gdzie Niemcy, Francuzi, Włosi i Portugalczycy, a nawet Amerykanie postawili swoje supermarkety i McDonaldy. Niestety, pan Antoni okazał się wyjątkowym tchórzem. Podczas podróży, zapewne wzruszony dramatem pątników katyńskich, w wyobraźni sam się lokował wśród nich.
 
Świadkowie powiadają że ponoć drżał jak osika, z rozbieganymi oczyma wpatrywał się w obrazki krajoznawcze wiszące w każdym przedziale nad głowami pasażerów. Fotki owe absolutnie nie uspakajały go, a wręcz przeciwnie. Powołując się na swój status, beształ konduktora, któremu rozkazał zamknąć od zewnątrz jego przedział. Szczelnie obtulił każdą szparę zasłonkami, a następnie polecił służbie kolei obserwować każdego kto się zbliża do jego przedziału. Antoniowe tchórzostwo pozostało mu do dzisiaj, okazuje się. Sam nie oddali się na metr. Muszą mu towarzyszyć, (podobnie jak Kaczyńskiemu) młodzi asystenci, być może uzbrojeni, choćby gazowo. Tedy on się czuje bezpieczniej, zaś asystenci wydeptują sobie ścieżkę do karier. Przykładem takim pozostaje Bartłomiej Misiewicz, pomocnik aptekarza z Łomianek, który zaskarbił sobie u Macierewicza uczucia na tyle serdeczne, że kariera Misia przebiegała po czerwonych dywanach, zawsze przed generałami i pod parasolami, trzymanymi nad jego głową przez zastępy oficerów wszystkich rodzajów wojsk. Z miłości do Misia MON wybiło medal z jego podobizną, należny zasłużonym generałom.  Obok Misiewicza, miejsce przy macierewiczowskich „apoletach” znaleźli też inni, dużo młodsi, wprost dzieci, a wśród nich Edmund Janniger, którego szef MON mianował doradcą i zastępcą szefa swojej kancelarii. Tak oto wygląda polska obronność i bezpieczeństwo ojczyzny. Tchórz otoczony przygarniętymi chłopcami, rządnymi dobrych pensji zbudował piętnastotysięczne leśne wojsko, wzorem żołnierzy wyklętych. Wojsko, pod nazwą OTK którego zadaniem jest bieganie po lasach i odstraszanie wroga poprzez zabawę w strzelanie do siebie głosem jeb, jeb, jeb. To się „wojakom” podoba, a nawet opłaci. Dostają po 500+ na piwo i zakąski. Są dziewczyny, jest zabawa. Kiedykolwiek pomyślę o naszym ministrze ON, z
horoskopowym, mało adekwatnym znakiem Lwa, to natychmiast mnie nachodzi melodia pieśni „kto się w opiekę odda panu swemu”, bo absolutnie nie wierzę w mądrość kutuzowską pana Antoniego. Czego się nie dotknie to raczej spartaczy. M.in. zawalił zakup nowych helikopterów francuskich, za to skupuje używany sprzęt obronny, oczywiście od Amerykanów, bo tam ma swego lobbistę Berczyńskiego, którego zrobił także przewodniczącym groteskowej, wprost idiotycznej komisji ds. ustalenia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Katastrofy z której tchórzliwie zwiał osobiście. Za epitetem tchórz przemawia też ostatni pomysł Macierewicza, o czym głośno w mediach społecznościowych, by Polska zleciła zbudowanie dla władz i osobiście dla niego pociąg pancerny wyposażony w kabiny wypoczynkowe, salonki do pracy, kuchnie, sale żołnierskie, magazyny, łazienki oraz szafki, w których będzie składowana broń. Wszystko wzorem oddziałów mienszewików dowodzonych przez generałów carskich podczas wojny domowej z bolszewizmem. Kabiny sypialne damskie i męskie, bo przecież panią Szydło nie położy się razem z Terleckim, choć to wicemarszałek Sejmu, co najwyżej z jej rzecznikiem Bochenkiem. Gdzież tym pociągiem nasze władze mają zamiar się udać, w razie czego?, bo chyba nie do Rosji. Tam i tory zbyt szerokie i trudno szukać schronienia u wroga. Z Niemcami i Francją, a właściwie z całą Unią drzemy koty. Pozostaje nam powtórka z 1939 roku, czyli kierunek Zaleszczyki, po dogadaniu się z Ukraińcami. Dlatego dopiero w tej chwili zrozumiałem ideę i sens Trójmorza. Zatem bohater czy tchórz?, odpowiedź nasuwa się sama.
PS. Jak się dowiadujemy Minister Macierewicz zamówił specjalne haubice do rozrzucania ulotek na terenach wroga w treści siejące defetyzm. To wspaniałe umocnienie naszej obronności, bo po co nam Caracale za 15 miliardów złotych. Wystarczą nam wojska OTK, pociąg pancerny i ulotki.



piątek, 4 sierpnia 2017

PREZYDENT EUROPY W WARSZAWIE


Serio?. Nie przepadam za Donaldem Tuskiem. Już na ten temat pisałem. Owszem, jest człowiekiem inteligentnym,dba o dobre maniery, jest przystojny. Aktualnie pełni wysokie stanowisko Przewodniczącego Rady Europy w Unii Europejskiej, a więc mówiąc kolokwialnie jest prezydentem Europy, przynajmniej jeszcze przez dwa lata. Figura. Poważam go jednak za to, iż nie jest mściwym, nie widać w jego oczach pragnienia zemsty, mimo że Kaczyński, jego wróg numer jeden powiada o nim: facet o wilczych oczach. Jest niezmiernie pracowity, chociaż w oczach Polaków uchodził za lekkoducha w spodenkach piłkarskich. W ciągu jednego roku nauczył się języka angielskiego jednocześnie pełniąc obowiązki premiera Polski i szefa partii PO. To zaprocentowało, a dzięki dobrym stosunkom z szefami wielu europejskich rządów w tym, z kanclerzem Niemiec, UE powierzyła mu stanowisko które obecnie pełni. Nie przepadam za Tuskiem, chociażby dlatego, że zaprzepaścił jako premier rządu wiele spraw, które obiecał w swoich wystąpieniach załatwić. Między innymi miał dokonać kastracji pedofilów.Nie wykastrował zadnego. Być może nie chciał zadzierać z Kościołem, gdzie po zakrystiach i plebaniach kryją się sutannowi amatorzy chłopięcych pośladków. Ktoś go postraszył być może. Nie potrafił skutecznie zamknąć dystrybutorów z tzw. dopalaczami. Przymykał oczy na masowy handel narkotykami, a jednocześnie nie wyrażał zgody na import leczniczej marihuany. Z łatwością dawał się ogrywać posłom i posłankom prawicy w sprawach światopoglądowych oraz obyczajowych, chociażby w kwestii aborcji, a także przemocy w rodzinach. Po mojemu jest zbyt miękki jak na katolicką Polskę. Największym jednak popełnionym błędem, który mści się na nim i na nas wszystkich było zaniechanie postawienia przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego i Ziobry, a przed sądem zaraz po zdjęciu ze stanowiska szefa CBA Mariusza Kamińskiego, człowieka z kolei wyjątkowo retorsyjnego zaplątanego wraz z Ziobro w niewyjaśnioną śmierć minister Barbary Blidy.  
To była bez wątpliwości zbrodnia, co prawda dokonana przypadkiem, bowiem ofiara nie pozwoliła się aresztować. Wiemy jak było. Tyle, że gdyby Tusk wraz z kilkoma posłami nie wyszedł z sali sejmowej by nie uczestniczyć w głosowaniu nad pozbawieniem ww. panów immunitetów poselskich, dzisiaj oszczędziłby narodowi ogromnych nieprzyjemności wysłuchiwania z kaczych ust m.in. słów: zdradzieckie mordy, zbrodniarze, kanalie, uśmiercili mi brata, wygłaszane z trybuny sejmowej w ekstazie piorunującej impulsywności. W nienawiści kierowanej do całej opozycji z wyjątkiem jego przybudówki Kukiz-15. Donald Tusk już drugi raz zjawia się w kraju na wezwanie prokuratury, która tym razem jako świadka przesłuchuje go na okoliczność tragedii smoleńskiej zarzucając mu m.in. brak nakazu powtórnej sekcji zwłok, gdy trumny z ciałami wróciły do kraju. Domyślam się, a nawet wiem tak jak całe społeczeństwo choćby z niewielkim IQ, że w sytuacji, gdy śruby silnikowe podobnie jak młynek do mięsa, przeorały prawie wszystkich pasażerów, pozostawiając na siedzeniach, (za przeproszeniem rodzin ofiar), miazgi z ciał. Tedy maksymalnie dokładne badania DNA każdej cząstki ciągnęły by się jeżeli nie latami to na pewno długimi miesiącami, a rodziny domagały się natychmiastowych pochowków swoich bliskich. Ponadto to nie premier zarządza sekcje a prokuratorzy i do nich można mieć zastrzeżenia. Ale tu nie chodzi o instrukcje i przepisy, tu chodzi o zemstę Kaczyńskiego na Tusku. Za przegrane sześć kolejnych wyborów, za zaniechanie ściągnięcia do Polski wraku feralnego samolotu TU154M, by przynajmniej z blachy wyprodukować martyrologiczne pomniki i dobrze sprzedające się medaliki ludowi wyznającemu religię smoleńską. Dzisiaj gdy Kaczor wraz ze swoją partią wygrał wybory parlamentarne i prezydenckie, gdy zniszczył wszystko co by mu stawało na drodze do realizacji tzw. dobrej zmiany, a więc Konstytucję, Trybunał Konstytucyjny, oraz wszystkie sądy i prokuratury, postanowił się mścić aż do bólu na prezydencie Europy. Głosi, że Tusk już powinien się bać. Tyle że Tusk się akurat tych pogróżek nie wystraszył. Nie wypiera się też, iż ma zamiar startować w wyborach prezydenckich w 2020 roku, co powoduje
skręt kichy w brzuchu Jarosława. Powiedział to do zgromadzonych przyjaciół i dziennikarzy zaraz po wyjściu z ośmiogodzinnego przesłuchania przez prokuratorów. Ostrzegł ponadto rządzących, że Polska nie stosując się do unijnych przepisów i traktatów, ostatnio sprawa Puszczy Białowieskiej, powoli  stacza się  po równi pochyłej  w kierunku drzwi zwanych Polexitem. A tam już pozostaje nam tylko Białoruś, Węgry i Turcja. Przecie można było tego uniknąć panie Donaldzie. Wystarczyło wtedy nie opuszczać sali parlamentu, nawet za potrzebą. Nie wolno ronić łez nad kimś, kto nie zasługuje na miłosierdzie. Skazani nie mogą kandydować w wyborach, nie mają takich praw. Wtedy żyć, nie umierać.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...