niedziela, 30 października 2016

DOGMATYCY


                                 Obrońcy ojczyzny
Doktrynerzy, o których mowa w poprzednim poście, to osoby o skostniałych poglądach. Często prezentujący się jako dogmatycy, powiadam do zaprzyjaźnionego od pewnego czasu sąsiada w towarzyskiej pogawędce podczas wspólnego powrotu do domu z zakupów. Czy takowych mamy we współczesnej Trzeciej, a według teorii władz Czwartej, a może nawet Piątej Rzeczypospolitej? Oczywiście, można by powiedzieć - wyłącznie, gdyby pominąć wątłą opozycję. Wprawdzie przewaga parlamentarna nie stanowi takowego oblicza, ale nie ulega wątpliwości, że w narodzie tkwią duże siły, które takowe proporcje parlamentu sprawiły. To, że zostały kupione (po prawdzie oszukane), nic nie znaczy. Liczą się fakty. Zatem zasadnicza część Polaków poprzez propagandę działaczy Prawa i Sprawiedliwości stała się skostniałymi dogmatykami, z siłą wulkanu wierzącymi we wszystkie brednie głoszone przez posłańców Kaczyńskiego. Bo posłańcami Kaczyńskiego są nie tylko skrajnie prawicowe media, posłowie i kler, ale i prezydent, tudzież premier. W niektórych sekciarskich religiach głową zgromadzenia jest tzw. guru.
Kaczyński jest takim guru, a głoszona przezeń religia to religia smoleńska, za pomocą której ujarzmił, czyt. ogłupił znaczną cześć społeczeństwa głosząc, ze poprzez rządy PIS, nastąpi dobrobyt i szczęście wieczne (to już działka kleru). Już po roku jego rządów udowodnił, że dobrobyt potrafi zapewnić, przynajmniej swoim poplecznikom i szeroko pojętej gawiedzi ze znaczkiem PIS. Niekoniecznie gawiedzi wykształconej a tym bardziej bogatej w umiejętności. Dogmatyków na pęczki widzimy i słyszymy w audycjach publicystycznych, których do dyskusji (Za i Przeciw) zapraszają radio i telewizja (z wyłączeniem telewizji narodowej) Kurskiego, ulepionego z samych zachwytów nad prezesem wszystkich prezesów. Zachwyt nad dziełem Kaczyńskiego podziela jego poselstwo do tego stopnia, że mimo ewidentnych, kompromitujących błędów popełnianych przez ministrów w kraju i Europie, bronić ich będą do tego stopnia, że bez kija nie podchodź. Szczególnie w sprawie katastrofy smoleńskiej. Są dogmatycznie i święcie przekonani o zamachu na ich śp. najgorszego w dziejach nowożytnych prezydenta, brata ich guru. W tym celu montują jasełkowe kolejne podkomisje, których zadaniem jest podtrzymywanie obłędnej teorii o zamachu, do którego przyczynił się ich wróg nr 1 Donald Tusk. Będą też wykopywać z grobów po blisko siedmiu latach od katastrofy ofiary (mimo protestów rodzin ofiar) by udowodnić swoją tezę. Gorzej, że sprzyjająca PIS część społeczeństwa w to wierzy tak jak w świętość Wojtyły, a może jeszcze bardziej. Jak z tym walczyć w sytuacji gdy cała Europa się z nas rechocze jak z popisu małp na linie cyrkowej, nie wiem.
                          Misiewicz do wszystkiego.
Ale co tam. Tylko dzięki dogmatom istnieją wszystkie religie, w gruncie rzeczy do siebie bardzo podobne, a dla Kościoła dogmat jest bodajże ważniejszy od dokumentu stwierdzającego meritum sprawy. Dla Polaków też, szczególnie dla ludzi starszych, którym blisko, coraz bliżej do tych niebiańskich łąk i ogrodów pachnących, podobnie jak dla ludzi wyznających Allacha do obiecanych 72 dziewic rozkładających przed nimi nogi i zapewniających piramidalny sex. Warunek to wiara i posłuszeństwo. Pamiętam (już o tym pisałem), że mój dziadek zapytał mnie jako ucznia którejś tam klasy licealnej: to czego tam cię uczą w tej szkole?. Odpowiedziałem mu, że szkoła przełamuje istniejące stereotypy jak np. w teorii heliocentrycznej. To co to znaczy dokładniej. Mówię, że dowiedziałem się, że Ziemia jest kulą ( o tym już wiedziałem przed podstawówką) i krąży wokół słońca, a nie odwrotnie. Wtedy zakłopotał się i powiedział do babci: widzisz jak te komunisty poprzestawiały tym dzieciom w głowach, co to z tego wyrośnie, boże ratuj. A kiedy odbyłem z babcią wspólną podróż pociągiem, doszło między nami do dyskusji na temat, kto wyzwolił Polskę z okupacji hitlerowskiej. Mówiłem, że wojsko Armii Czerwonej przy współudziale polskiego wojska, zmobilizowanego spośród więźniów łagierników, to usłyszałem: oj wnuczku ty mój, ale z ciebie prawdziwy „marksita”. Takim słowem określała wszystkich, którzy byli przychylnie ustosunkowani do władzy państwowej.
                    Halloween rządowy
Marksita na marksicie i jak tu żyć Jezu Chryste. A żyła sobie jak pączek w maśle na plebanii u syna księdza. Trudno mi było postponować z tezą moich dziadków, szanowałem ich jak rodziców, a może jeszcze bardziej. To są właśnie przykłady na doktrynerstwo i dogmatyzm. Wydaje się, że wszyscy członkowie PIS, szczególnie ci co ulokowali siebie i członków rodzin na posadach to właśnie dogmatycy umaczani między innymi w religii smoleńskiej, co nie znaczy, że są to zatwardziałe polskie katotaliby. Nie jestem pewien, czy dotychczas kilku z nich tkwi w przeświadczeniu o płaskiej Ziemi i nawet lot samolotem z miejsca jego urodzenia na zachód albo na wschód z lądowaniem w tym samym miejscu takiego dogmatyka nie przekona, bo biblia o tym nie mówi. Co prawda w biblii ani starym ani nowym testamencie nie ma ani słowa przykładowo o tym, że płód staje się człowiekiem z chwilą zapłodnienia, ale wystarczy, że taką teorię wyznaje proboszcz by nawet władze (ponoć rozdzielone od Kościoła) dawały temu wiarę, mimo protestów uczonych. Hałastra dogmatyków.





wtorek, 25 października 2016

DOKTRYNERZY



Red. J. Domański w swoim PRZEGLĄDZIE pisze, że prawicowi doktrynerzy, a za nimi cała zgraja polityków, po których w historii nie zostanie nic poza złą pamięcią, klepią- i to bez zrozumienia- parozdaniowe, bo tyle potrafią ogarnąć, ściągi. Przysyłają im je chlebodawcy, by wiedzieli co mają mówić. Mówić, bo przecież myślenia od nich nikt nie oczekuje, ani skromniutkiej uczciwości, by mówili jak było naprawdę. Ja, jako chłopak już dorastający, który pamięta okres polskiego Października 56, ich nie rozumiem, bo przecież, nie trzeba być wcale postkomunistą aby docenić znaczenie październikowego przełomu. Nie trzeba być człowiekiem zaślepionym prawicowym antykomunizmem, zakładającym, że PRL była od początku do końca państwem komunistycznym. Zastanawiam się do czego takie kunktatorstwo i wręcz głupota polityczna prowadzi. Widać to dzisiaj na przykładzie PO i PSL. Bardzo się przykładali wespół zespół z PIS do stworzenia tej załganej wersji historii, jaka współcześnie dominuje w przekazie polityków i mediów. A teraz jęczą, gdy PIS dopisało ich do „tamtej ciemnej” strony, czyli historii PRL Czarnej i tylko czarnej, jak ją widzi jedna i druga prawica. Oczywiście mnie i wszystkim ludziom aktywnym w czasie październikowych zmian jest wszystko jedno, czy wyżywa się na mnie jedna czy druga prawica. Szukanie jakichkolwiek niuansów między tymi partiami jest stratą czasu. Jedni i drudzy są siebie warci. I są niestety tak marnie wyposażeni w talenty, a zwłaszcza w charaktery, że gdyby to oni decydowali o wydarzeniach w październiku 1956, to biedny byłby nasz kraj. I cały naród. Wyśmiewanie się z Gomułki, prostego jak Wałęsa 25 lat później, przywódcy, który działał bodajże w najbardziej niebezpiecznym czasie, zaraz po wydarzeniach węgierskich, gdzie trup ścielił się po ulicach, jest błazenadą dzisiejszej polskiej polityki. Podobnie jak błazenadą są wypowiedzi i działania ministra obrony Macierewicza o francuskich Mistralach. Przecież Chruszczow po złamaniu budapeszteńskiej rewolucji już odpalał silniki czołgów by uderzyć na Polskę, by zgnieść odwilż gomułkowską, dzięki której z więzień ubeckich wyszło tysiące ludzi. Tylko dyplomatyczna, na owe czasy mądra, ale i niebezpieczna polityka Gomułki nie doprowadziła do rozlewu krwi polskiej, podobnie jak decyzja Jaruzelskiego w 1981 roku. Wściekła prawicowa nienawiść do PRL nigdy tego nie zrozumie. Wielu oglądających TVN24 było świadkami zachowania wydawało by się uczciwej dziennikarki Kolendy Zaleskiej. Kiedy zaproszony do audycji Fakty po Faktach prezydent Kwaśniewski chciał coś powiedzieć dobrego o polskim Pażdzierniku56, to uniemożliwiła mu to. Nie mógł, ponieważ dla wykształconej w innych „okolicznościach przyrody” Kolendy Zaleskiej cały PRL był straszny. Nie warto tego komentować. Ta pani, której pierwszy człon nazwiska fonetycznie przylega do episkopatu, drugi zaś do nieuka polskiej minister oświaty, ze wstydu powinna spłonąć. Platforma dzisiaj wysyła przed mikrofony adwersarzy do zaprzeczania pomówieniom PIS o ich niedbalstwo, przekręty gospodarcze i złodziejstwo w stolicy broniąc się wszelkimi argumentami bardziej lub mniej prawdziwymi. Ale jeszcze kilka lat temu przyklaskiwała pomysłom pisowców przy tworzeniu IPN i CBA z myślą o pognębieniu ludzi o orientacji lewicowej. Dzisiaj wielu ludzi z Platformy dołącza do protestujących kobiet w sprawach im ważnych, byle by dać wyraz niezadowolenia z rządów PIS. Mądry Polak po szkodzie można by rzec, tyle że myślący

nigdy nie zaufa takim ludziom , którzy kierując się osobistymi korzyściami potrafią zachowywać się jak chorągiewki. Przykładem jest poseł Niesiołowski, bodajże, jak pamiętam najbardziej zatwardziały prawicowiec, poselski obrońca Rydzyka, który dzisiaj przepoczwarzył się w największego wroga pisowców. Mówię przepoczwarzył, bo Niesiołowski to profesor, specjalista od robactwa. Swoją drogą od oportunistów, a szczególnie konformistów w kraju aż się roi. Ci dzisiaj mają dobrze płatne posady, niezależnie od wykształcenia. A całym tym bajzlem kieruje szeregowy poseł Kaczyński, mający w ręku dwie marionetki czyli prezydenta i premiera, natomiast w "rzyci" władze UE i Komisję Wenecką.

O Polsce w świecie mówi się źle, bardzo źle, wręcz odpychająco. Wszystko z powodu naszego rządu i partii, która od wyborów potrafiła narobić tyle wstydu w Europie i świecie, ale i strat w budżecie. W kobietach, które po raz enty w czarnych strojach wychodzą na ulicę walcząc o swoje ciała, świecką szkołę i dostęp do antykoncepcji, to dzisiaj jedyna nadzieja. Chodzi teraz o to by dołączyli do nich wszyscy Polacy, którym zależy na opinii naszego umęczonego rządami PIS kraju.
Jeszcze ciekawostka: Pan Tomasz Jastrun otrzymal zaproszenie na Przedszkolny Festiwal Piosenki Patriotycznej i Żołnierskiej w Siedlcach. Na zaproszeniu kilkuletni chłopiec w mundurze, w hełmie z opaską powstańczą. Mówiąc inaczej:i ty jak będziesz grzeczny, możesz zginąć w powstaniu. To propozycja nie do odrzucenia, jaką mają prawicowe Siedlce dla dzieci w wieku od trzech do pięciu lat. Dość wcześnie w tym mieście pachnie faszyzmem.

czwartek, 20 października 2016

CO NA OBIAD?


Dylemat, ciągły dylemat, co na obiad?. Oboje z Małżonką jesteśmy emerytami, bez tzw. dorabiania na boku do niewielkiej, comiesięcznej należności ze strony ZUS. Mamy więc dużo czasu na wszystko w tym na gotowanie ulubionych obiadów. Nie wymyślamy cudów, jakiś nowości kulinarnych, o których pełno w internecie i w innych mediach. Jesteśmy stosunkowo staroświeccy pod tym względem. Bardzo rzadko korzystamy z restauracji z wyjątkiem urodzin któregoś z nas, ale też z uwagi, że obiad przyrządzony w domu jest dla nas obojga najlepszy i najbardziej smakowity. Dzielimy się robotą kuchenną. Generalnie zupy gotuje moja Małżonka, która wkłada wiele serca w dobór smaku i wonności, także owoc jej pracy podany na stół bodaj przyciąga wszystkich którym on zapachnie po sąsiedzku. Większość dań mięsnych natomiast przyrządzam ja osobiście. Nie chwaląc się, jako mężczyzna ponoć mam bardziej wyostrzone kubki smakowe, ale tylko w stosunku do mięcha. Pierwsze słyszę. Nie żadne tam wyszukane w stylu włoskim czy francuskim, absolutnie nie. Jesteśmy już w takim wieku, że z ochotą nasze gary zmuszamy do przyrządzania takich posiłków jakie gotowały nam babcie a potem rodzice, czyli polskie, powiedziałbym narodowe, (chociaż to słowo bardzo źle nam się kojarzy) a nawet regionalne. Nie znaczy to, że jeżeli mamy taką okazję to próbujemy przysmaki innych narodów. Z przyjemnością więc konsumuje bawarską golonkę z piwkiem, czeskie knedliczki, rosyjskie bliny i pielmieni, o węgierskich pieprznych przysmakach nie wspomnę. Akceptuję japońskie suszi, bo surowe mięso, w tym ryba tez przechodzi mi przez gardło, szczególnie z „popitką”. Zwykle tygodniowy jadłospis obiadowy wygląda tak, z małymi odstępstwami: poniedziałek zupa pomidorowa i i coś mącznego (naleśniki albo placki ziemniaczane). Wtorek, zupa strączkowa (grochowa lub fasolowa) gulasz wołowy lub bitki. Środa z zupą bisujemy plus gulasz z kopytkami. Czwartek zupa jarzynowa, lub jakaś pochodna, oraz kotlecik schabowy. Piątek też jarzynowa oraz dla zdrowotności ryba. Jeżeli słodkowodna to pstrąg, natomiast jeżeli morska to panga. Jest smaczna, białe mięso i ładnie pachnie, mimo złej propagandy. W sobotę gotujemy rosołek z mięsa mieszanego tzn: część wołowiny i część z drobiu. Rosołek tak pachnący i smaczny aż język się do podniebienia przykleja gdy przechodzę koło kuchni. Drugie danie to mięso z rosołku, ziemniaczki, surówka itp. Z rosołku w poniedziałek robimy pomidorówkę, której starcza często i na wtorek. Oczywiście są dni że zachce nam się np. zupy gulaszowej po węgiersku, albo przykładowo barszczyk czerwony. Nie muszę spoglądać w kalendarz aby odczytać dzień tygodnia. Dni odczytuje po zapachu i smaku. Osobiście z powodów zdrowotnych nie bardzo mogę biegać po mieście, co najwyżej do lekarza lub po gazetę, ale akurat najlepsze zakupy robi moja ukochana „połóweczka”. Okazuje się, że czas emerycki można wypełnić nie tylko czytaniem książek i prasy, nie tylko gapieniem się w telewizję, sprzątaniem, robieniem codziennych zakupów, albo pisaniem bloga, ale i pracą w kuchni.

Najbardziej wtedy gdy gramy na tej samej nucie smakowej, mamy podobne zainteresowania, i darzymy się wzajemnym szacunkiem, o uczuciach wyższych już nie wspominając. Gdy jest nas tylko dwoje to podział codziennych obowiązków jest słusznym posunięciem. Ja osobiście nakrywam do śniadania. Małżonka za to podaje kolację. Potem tylko zerknięcie w telewizor na wybrane audycje i to co najfajniejsze, czyli czytanie prasy i książek aż do czasu gdy sen stanie się marzeniem chwili. Ten post o posiłkach nie bardzo pasuje do tematyki mojego bloga, chyba żebym pisał o smakach Kaczyńskiego albo abp Głódzia, którego upodobania znane są nam wszystkim, ale skoro w internecie znajduję setki przeróżnych wypowiedzi na tematy kuchenne, to pomyślałem, że nie popełnię zbyt wielkiego faux pa, jeżeli uchylę moim Czytelnikom rąbka tajemnicy z mojej kuchni, bo jakaż to tajemnica?. A nuż ktoś wiedziony zapachem wspaniałego rosołku lub wonnego gulaszu, zawita do mojego (naszego) domu, który zawsze stoi otworem dla przyjaciół, bo tylko takich mamy. A może ktoś chętnie podzieli się swoimi ulubionymi smakami?. Pozdrawiam wszystkich głodomorów. 

PS.Zapewne wielu obywateli zauważyło wyraźne podniesienie standardu życia naszych najważniejszych osobistości. Z łatwością dostrzegam powiększające się krągłości pani premier Szydło jak i jej koleżanki Kempy. Nie jest to opuchlizna. Pani Pawłowicz powiększa swą tkankę tłuszczową nawet w sali sejmowej podczas obrad. Ciekawym jak wyglada u tych pań kuchenny kalendarz. Ta opinia nie wynika z mojego mizoginizmu, bo płeć piekną (powtarzam: piękną) lubię, a panie te reprezentują nas w Europie   (tzn. w Watykanie).

sobota, 15 października 2016

JAKA PIĘKNA KATASTROFA

                                   
                                    
                            Zamiast carakala

Zapożyczony tytuł posta z filmu Alfonso Cuarona pasuje mi jak ulał do jego treści. Popatrzmy szeroko otwartymi oczami na ten nasz ukochany kraj. Piękny, bo pięknem obdarzyła go natura. Na tej stosunkowo niewielkiej powierzchni ziemskiej możemy cieszyć się urokiem gór, jezior, dostępem do morza, wprawdzie brudnego, ale jednak. Ponadto dużymi obszarami lasów i pól uprawnych. Polska to kraj, który zamieszkuje ponad 36 milionów ludzi. Wielu Polaków to ludzie wykształceni, oczytani i pracowici. To w większości ci, którzy zagłosowali, mimo sprzeciwu wielu prawicowców oraz niektórych kapłanów, za przynależnością do demokratycznych narodów Europy nie oglądając się na korzyści materialne. Wielu innych do Europy wchodziło dla poprawy życia rodzinnego spodziewając się przeróżnych dopłat np. (rolnicy, którzy w większości za namową proboszczów powiedzieli NIE), jeszcze inni powiedzieli TAK, ze względu na obiecane możliwości kształcenia, wolnej podroży w celach zarobkowych (Schengen).
                           Asystent Macierewicza
Mało kogo z Polaków natomiast interesowała zapowiedź, że każdy obywatel kraju nad Wisłą może sobie kupić zagon ziemi pod Paryżem i posadzić na nim ziemniaki albo buraki. Po co, skoro upłynęło kilkanaście lat a buraków z każdej odmiany mamy w kraju aż nazbyt. Natomiast kartofle stały się nawet do tego stopnia spersonifikowane, że są symbolem kilku naszych ważniaków. Prasa niemiecka obu braci Kaczyńskich pokazywała jako dwie dorodne bulwy ziemniaczane, które można obwozić na pokaz w czasie imprez dożynkowych. Bulwy, z których jedna została prezydentem, zaś druga premierem z jednoczesnym pełnieniem obowiązków sternika tego pierwszego. Taką ksywkę otrzymali ze względu na przywiązanie do kościoła i polskości, jako że nie znali języków obcych i gardzili turystyką zagraniczną. Po tragedii smoleńskiej, w której ten pierwszy zginął wraz z 95 innymi pasażerami samolotu, wtedy ten drugi imieniem Jarosław, na kanwie żałoby narodowej, oraz bólu po stracie brata i bratowej wykorzystał owo przygnębienie wyrażając szaloną ochotę wypełnienia Pałacu Namiestnikowskiego swoim ciałem,  ciałem brata bliźniaka.
                    Władca Polski u siebie.
Niestety nie udało się. Przegrał wybory z Bronisławem Komorowskim i od tego czasu, zniechęcony przegranymi kolejnymi wyborami, postanowił jako szef partii dla kamuflażu do Pałacu wysłać członka partii Dudę, a na stołku premiera posadzić członkinię Szydło, zaś sam mając pełnię władzy w partii rządzącej decydować o każdym kroku osób na najwyższych państwowych stanowiskach łamiąc podstawy demokracji i zapisy konstytucyjne. Jarosław Kaczyński to człowiek związany mocnym powrozem z episkopatem, któremu zawdzięcza zwycięstwo jego partii i prezydentury w ostatnich wyborach. Jest bezczelny w głoszeniu swoich racji o dobrej zmianie, jednocześnie obsadzając wszystkie decyzyjne stanowiska w strukturach państwa swoimi, bardzo posłusznymi mu ludźmi, niezależnie od wykształcenia, umiejętności i doświadczenia. Rok od wyborów a nasze państwo już się wali. Tu w kraju oraz w stosunkach międzynarodowych.
                       Drugi doradca Antka M.
Kraj którym zawiaduje sprowadza do średniowiecza. Najlepszy przykład to uprzedmiotowienie kobiet w sprawie ustawy antyaborcyjnej. Tylko krok do zapełniania cel więziennych kobietami, które wybierają sposób na własne życie, z jednoczesnym zakazem oświaty dot. seksualności młodego człowieka, a także zakazie sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Kupno wyborców za kwotę 500 złotych to żenujący mechanizm dojścia do władzy, a zaraz po tym podniesienie podatków i uposażenia na stanowiskach tych gdzie zasiadają członkowie Prawa i Sprawiedliwości. Dla stworzenia sobie czystego przedpola pisowski rząd rozwala Konstytucję i Trybunał Konstytucyjny, ostatnią ostoję prawa w Polsce i nie robi sobie nic z napływającej krytyki z Unii Europejskiej oraz Komisji Weneckiej. Wychowuje sobie wzorem III Rzeszy pod wodzą Macierewicza hordy sfanatyzowanej młodzieży w oddziałach ONR w celach osłony jego polityki. Młodzież antysemicką i ksenofobiczną. Jest głuchy na wszelkie sygnały ostrzegające przed możliwością izolacji z UE.
                              Kownackiego pomoc naukowa.
Ostatnio kaczy rząd zadarł koty z rządem francuskim, odmawiając zakupu wcześniej wynegocjowanych przez poprzedników 50 śmigłowców Caracal firmy Airbus. Błaźnili się nasi kupcy przez cały rok siejąc opinię, że być może helikoptery te są zbyt drogie a nawet mniej doskonale od amerykańskich, chociaż cały świat zbrojny tego nie potwierdza, bo nie jest to prawda, Okazuje się, że pieniądze są potrzebne na zatkanie dziury po wypłatach 500+ Tymczasem kwotą wielomiliardową zarządza Macierewicz w otoczeniu asystentów w wieku podlotkowym. Jeden to praktykant z apteki. Inny z kolei uczy Francuzów jeść widelcem. Jeszcze inny to postać chłopca "szykującego" się do pierwszej komunii. Podobno ściągnął go z USA. W sytuacji zapowiedzianego Brexitu, w Anglii rządzący nami też już nie mają czego szukać, podobnie w stosunkach z Niemcami, dokuczając im zaczepnie. O Rosji już nie ma co wspominać, chociaż rzeczywiście, jak niektórzy politycy twierdzą, najbliżej nam do Węgier, a więc i Putina, a jeszcze bliżej, nie tylko ze względu na odległość, do Białorusi. Wielu młodych Polaków studiuje na dobrych uczelniach, gorzej, że oni swych zdobyczy naukowych nie chcą lokować na terenie rodzinnego kraju. Wielu potrzebnych nam lekarzy i pielęgniarek też opuszcza kraj. U nas nauka pozostaje na znanym już całemu światu poziomie, jak minister od oświaty Zalewska, która nie potrafi ani słowa powiedzieć o zbrodniach Polaków dokonanych na Żydach w Jedwabnem i Kielcach. Ten uśmiechnięty nieuk jest tumanem historycznym. Jest przykładem tego o czym niedawno pisał tygodnik PRZEGLĄD: Baran wchodzi, baran wychodzi. Tak oto  dziennikarz ów charakteryzuje kandydatów na studia, jak i absolwentów tychże w Polsce. Każdy światły Polak (zagranicą też), już może zauważyć, że Polska jako kraj w rękach Prawa i Sprawiedliwości zdąża do katastrofy. W prawdzie pięknej, bo z dorobku lat ubiegłych możemy być dumni, ale jednak katastrofy, Zaiste „pięknej” katastrofy.

czwartek, 13 października 2016

WSKRZESZENIE


To było tak. Był rok 1956. Sześćdziesiąt lat temu. Byłem uczniem dziewiątej klasy liceum (im. Sucharskiego.) Na języku polskim przerabialiśmy okres romantyzmu, który mnie zafascynował. Te wzniosłe słowa o patriotyzmie i ratunku dla zniewolonej ojczyzny wyrażane przez bohaterów „Pana Tadeusza” oraz „Dziadów”, szczególnie cz. III, czyli Dziadów Drezdeńskich bardzo mocno rozgrzewały moją wyobraźnię i poczucie prawdziwej miłości do ojczyzny. Serio. Tymczasem mój ojciec właśnie opuścił celę więzienia ubeckiego, w którym znalazł się w wyniku prowokacji, o czym już niejednokrotnie pisałem. Umiera Bierut, a o jego śmierci mówiło się że nastąpiła w wyniku otrucia podczas przyjacielskiej wizyty w Moskwie. W sercach Polaków rodziła się jak pączki na wiosnę nadzieja, że być może naród zostanie uwolniony z dziesiątek miejsc kaźni, w których cierpiał za najczęściej wyimaginowane przestępstwa, zresztą podobnie za jakie siedział mój ojciec. Gdyby oprawcy wiedzieli, że ojciec to tajny żołnierz AK, być może do domu by nie wrócił. Ja, jako chłopak, który każdą wolną chwilę siedziałem z nosem gazetach, tych które akurat wychodziły z treścią zgodną z linią partii, interesowałem się polityką bieżącą na tyle, że rozumiałem całym sercem wynurzenia osób starszych, szczególnie tych z szeroko pojętej rodziny na temat krzywd im wyrządzanych. Zderzenie wieści prasowych z tym co słyszałem od rodziców i wielu starszych ludzi tym bardziej umieszczało moje rozważania w literaturze przerabianej w szkole. Część więzionych Rodaków jeszcze nie powróciła do domów z więzień. Część natomiast powróciła w drewnianych jesionkach, jak się powiadało na trumny, do których nie wolno było rodzinom zaglądać. Oto zadbali funkcjonariusze UB podczas pogrzebów.

Zdarzały się przypadki (słyszałem od ludzi), że w kilka dni po pogrzebie takiej osoby, nocą rodzina dokonywała cichej ekshumacji, by pożegnać ojca, syna lub innego członka rodziny. Bywało, że zmarły był tak zmasakrowany, jakby po nim przejechały gąsienice czołgu. Niestety nie było się do kogo skarżyć. Takie czasy. Te ubezwłasnowolnienie ojczyzny i tematyka walki o jej wolność zawarta w twórczości naszych Wieszczów, szczególnie Mickiewicza, Słowackiego, ale też Norwida pobudziły we mnie młodzieńczy gniew i wzburzenie nie mniejsze jak w sercach bohaterów literackich romantyzmu, tym bardziej, że z Belgii powrócił nasz krewny, były żołnierz gen. Maczka, który swymi opowieściami o normalnym wolnym życiu informował nas przez kilka wieczorów. Literaccy bohaterowie, szczególnie Gustaw-Konrad w Wielkiej Improwizacji Dziadów, ale także Konrad Wallenrod stali się dla mnie idolami. Uczyłem się na pamięć całych zwrotek owego mesjanizmu głoszonego w celi klasztoru przez Konrada, ale też niektórych zdań z wierszy Cypriana Norwida, np. z Fortepianu Chopina., czy też z Beniowskiego Juliusza S. Literatura romantyczna , pięknie wykładana przez panią profesor w czasach martwoty ustrojowej, o której wyżej, spowodowała, że sam postanowiłem „stworzyć” dzieło o zbliżonym smaku, jako że pewnego wieczoru wymyśliłem podobnie jak pan Adam M., trzynastozgłoskowiec, który to  wzniośle zatytułowałem „Wskrzeszenie”, na wzór epopei narodowej. „Dzieło”, wielkości 26 kartkowego zeszytu było odważnym buntem przeciwko tyranii Polski, zaś bohaterami byli ci, którzy wrócili z katorgi ubecko-sowieckiej. To oni mieli przywrócić piękną twarz ojczyźnie. W celu oceny tych moich wypocin, napisanych w kilka wieczorów, zeszyt ten oddałem pani profesor od języka polskiego, licząc na pochwały a nawet glorie. Na następnej bodajże lekcji, profesorka kazał mi się zgłosić po lekcjach do pokoju nauczycielskiego. Tam poinformowała mnie, że dzieło oddała w ręce mojego wujka księdza (brat matki), który uczył w liceum religii. Wujek je przeczytał, a następnie wysłał telegram do moich rodziców, prosząc o pilny przyjazd na plebanię. Już na drugi dzień zawitał ojciec. Ksiądz wysłał ministranta na moją stancję z nakazem bym bez zwłoki go odwiedził. Gdy spojrzałem na ojca, który nie rwał się do czułych powitań, poczułem „że coś się dzieje” mało dobrego. Wujek, który miał wgląd w dziennik lekcyjny powiedział słowa które pamiętam mimo upływu ponad pół wieku; że oto tak wygląda twój syn, który zamiast się uczyć zajął się polityką w czasach, gdy tyle nieszczęść zagląda prawie do każdego domu.
                                  Wielka Improwizacja  na deskach teatru
Zakichany rewolucjonista napisał coś za co każdy dorosły Polak trafił by do ciupy. Jego wypociny wrzucam do pieca, co uczynił na naszych oczach. Co gorsza w czasie gdy on to pisał jego oceny w szkole mocno się obniżyły, szczególnie z chemii i matematyki. (Z tej matematyki, którą sam później sobie wybrałem na maturze jako przedmiot nadobowiązkowy). Tymczasem ojciec wyciągnął ze spodni pasek i walił mnie nim tak długo dopóki wujek go nie uspokoił. Pobity i zapłakany wróciłem, ale nie od razu na stancję. Długo siedziałem w miejskim parku. Dotąd, aż doszedłem do wniosku, że ojciec miał rację, bo przecież oni tam na wsi ciężko pracują, gdy tymczasem moim zadaniem jest się tylko uczyć. Nieco zawstydzony przed samym sobą powróciłem na stancję, ale w ciągu całej nocy nie zmrużyłem oka. Pomyślałem, że aktu „wskrzeszenia” ojciec za pomocą paska od spodni dokonał na mnie.

PS. 1. Do napisania tegoż posta zainspirowała mnie treść książki Simona Montefiore pt. Serafima będącej niejako drugą częścią Saszeńki. Treść w 80% umiejscowiona jest w katowni NKWD na Łubiance, do której tym razem trafiła młodzież licealna, dzieci najwyższych dostojników Kremla, po tym gdy bawiła się w romantyczne gry. (Jak widać mnie sie udało wyjść z tego cało, oczywiscie poza laniem od ojca, no ale to nie Łubianka).

PS, 2. Zarówno matematykę, jak i inne przedmioty maturalne zdawałem już w innym liceum (im. Wybickiego), ale to już na inny temat. Ot, życie.

niedziela, 9 października 2016

LUŹNE CEGIEŁKI



Słowo cegiełka kojarzy nam się ze zbiórką środków pieniężnych zwykle na szlachetne cele. Sam się kiedyś „bawiłem” jako uczeń w akcję odbudowy Stolicy, rozprowadzając między brać uczniowską cegiełki. Cegiełka, a właściwie jej postać dorosła czyli cegła, którą można było „kupić-sprzedać” za rogiem ulicy, stanowi element czegoś dużego, stabilnego, czyli powiedzmy, opoki. Gdy przez przypadek a nawet z zamysłem z tej opoki wydłubiemy pojedynczą cegłę, wtedy osłabiamy stabilność całości, albo doprowadzamy do jej powolnego zawalenia (upadku). Cegły bowiem występują pod różnymi postaciami (wydarzeniami). Dla końca faszyzmu niemieckiego a zarazem klęski Hitlera taką cegłą był Stalingrad z Kurskiem, podobnie jak dla epoki napoleońskiej bitwa pod Borodino. Rozpad Związku Radzieckiego, a konkretnie koniec komunizmu w Europie zapoczątkowała cegła w postaci strajków w Stoczni Gdańskiej, w tym żywe cegły w osobach Wałęsy i Gorbaczowa. Temu drugiemu Niemcy zawdzięczają obalenie muru berlińskiego, dzielącego jeden naród na dwa przeciwstawne państwa. Dla polskiego kaczyzmu, obluźnioną cegiełką bez wątpliwości okazał się tzw. czarny poniedziałek, w którym to dniu setki tysięcy kobiet, ale i mężczyzn w kraju i za granicą, wypowiedziało posłuszeństwo względem nieludzkiej ustawy reprodukcyjnej uchwalanej przez rządzący PiS z polecenia Kościoła. Okazało się że kobiety polskie, przy poparciu ich koleżanek z całej Europy mogą obalić ustrój totalitarny, bo tak można określić narzucane Polakom prawa, a dla ich złagodzenia rzucanym ochłapem w postaci 500+. Już w następnym dniu główny mąż stanu (bez stanu) Kaczyński, rozedrganym głosem ogłosił, że wniosek Ordo Iuris zakazujący całkowicie jakiejkolwiek aborcji odkłada na razie na bok. Odrzucił już wcześniej bez procedowania przeciwny projekt ustawy liberalizujący prawo aborcyjne, podpisany przez 450 tysięcy Polek. Taka decyzja Kaczyńskiego z kolei wkurzyła jak
                         Wykastrowany mózg.
jasna cholera i dżuma Kościół i zatwardziałych przydupników kleszych..Tak wysuwa się owa cegiełka z muru kaczego, bowiem polskie kobiety nie poprzestają na buncie w stosunku.. do na razie wycofanego projektu Ordo Iuris i zapowiedziały dalsze protesty w jeszcze bardziej rozszerzonym zakresie aż do skutku, czyli obalenia kaczego rządu z hasłem na ustach: ten rząd dalej nie pojedzie, parafrazując słowa Henryki Krzywonos, „ten tramwaj dalej nie pojedzie”. Pisowcy czuli się dotychczas bardzo mocni i bezpieczni; „Mamy swoje grupy rekonstrukcyjne z Macierewiczem i Błaszczakiem na czele, mamy narodowców, kiboli, to co kobiety mogą nam zrobić”. A te kobiety w grupie mogą strasznie dużo. To był najpiękniejszy obywatelski poniedziałek w nowej rzeczywistości., mówił Owsiak. Ten poniedziałek rozsierdził nie tylko Kościół, nie tylko prawicowy rząd ale uruchomił słowne plugastwo na najniższych półkach dziennikarstwa, szczególnie ustami i piórem takich tuzów jak Pospieszalski, Reszczyński, Rydzyk, Szwed, Waszczykowski, Zelnik, Ziemkiewicz, oraz grono twitterowców pod pseudonimami. Cyt. za prasą prawicową i kościelną: „Zamiast wziąć się do jakiejś porządnej roboty, to te baby rozlazły się po kraju i protestowały. Paradowały zadowolone z siebie w czarnych strojach (bo wyszczuplają) z transparentami obraźliwymi. Wygrażały pokazując środkowy palec nawet przy pomniku Polski Walczącej. Używały przy dzieciach obraźliwych i wulgarnych słów takich jak macica albo prawo. Podburzone kocmołuchy oderwane od garów poszły na ulice w deszczu, bo Pan Bóg płakał na ich widok. To szambo nam się rozlało. Paradowały stare raszple i sfrustrowane ubeckie ścierwa. Młode, stare, wszystkie obrzydliwe. Staruchy były najgorsze bo po co prukwom poprodukcyjnym jakiekolwiek prawa do rodzenia. Nikt by nie spojrzał na ich ciała bo są obrzydliwie brzydkie”.itd, etc. Co za erudycja!!. Przyznam, że często mnie język świerzbi, aby podobnymi słowy, albo bardziej wyrafinowanymi nazwać grupy ciemnych oszołomów z różańcami i krzyżami w ręku z sadystyczną złością na twarzy, ale się nie odważę. Można mniemać, że dla swoich kapłanów i dziennikarzy np. Gościa Niedzielnego jesteście starymi obrzydliwymi raszplami. To są empatyczne słowa przedstawicieli kościoła i partii prawicowych, co to mają podobną odwagę wypowiedzi okraszonych błogosławieństwem bożym.
Poseł Kukiz z kolei powiada, że w babskich łonach się poprzewracało. Powinny wiedzieć komu dają (d.py). Maryja wiedziała i dlatego jest Boska. Otóż uważam, tak jak wielu innych, że ten rząd, a co za tym idzie i tę partię paradoksalnie zwaną prawem i sprawiedliwością obalą kobiety. Symbolicznie kobiety, bo następnym razem do kobiet dołączą ich mężowie, synowie i cała męska część rodzin. Kobiety pokazały swoją siłę i tą siłą potrafią się „bawić”, jak ze smutkiem mówił Waszczykowski, kaczy minister spraw zagranicznych. Panie Waszczykowski, pilnuj pan cegieł, bo mur się sypie powoli.

środa, 5 października 2016

BRAWO PŁEĆ NAJPIĘKNIEJSZA


Nie pragnę, żeby martwe rzeczy były żywe. Chciałabym, żeby żywi ludzie byli mniej martwi.” O tym mówiła pani Bronka Nowicka w wywiadzie telewizyjnym, autorka książki nagrodzonej Nike w bieżącym roku. Książki złożonej z miniatur tekstowych. Jakże trafne słowa. Słowa te dotyczą tych, którzy obserwując marsze kobiet w proteście na stanowione prawo ich bezpośrednio dotyczące, ale też gdy patrzą na marsze zwolenników KOD, także w proteście na wrogie poczynania PIS względem Trybunału Konstytucyjnego, zgadzają się werbalnie z tymi co wyszli na ulice a jednocześnie wstrzymują się osobiście w uczestniczeniu w tych protestach. Jakże mądrze wypowiedział się w tym temacie Kamil Cyprian Norwid, cytuję: „Naród, który się oburza ma prawo do nadziei, ale biada temu, który swój gniew pozostawia w milczeniu.”. To jest to o czym mówię. Władze totalitarne, do których obecnie be wątpienia aspiruje partia Prawo i Sprawiedliwość, partia rządząca Polską z woli ciemnego ludu przykrytego albą i ornatem biskupim, przekonały się, że niekoniecznie trzeba wygrać wybory tzw. większością absolutną.
                           PISWystarczy trącić.
Wystarczy że się zniechęci naród do masowego uczestnictwa w tym akcie demokratycznym. Do wyborów pójdą uczestnicy właśnie owej wyborczej niedzielnej mszy, którzy posłuchają na koniec nabożeństwa słowa proboszcza, że oto Bóg zsyła nam prawdziwego opiekuna narodu na fotel prezydencki w postaci ministranta Dudy, zaś partia Kaczyńskiego jest oknem przez które wyfruwać będą nasze dusze po śmierci w kierunku nieba, tymczasem za żywota ich los zostanie ubogacony kwotą 500+ (dopóki kasa państwa pozwoli na to. Jako Polak oświecony dumny jestem z tego, że w dniu 3 października na ulice wyszło kilkadziesiąt tysięcy kobiet, które nie wyrażają zgody absolutnej na majstrowanie przy ustawie dot. aborcji w Polsce, która zresztą i tak należy do najbardziej restrykcyjnych w Europie. Całkowity zakaz aborcji w sytuacjach koniecznych ze względu na zagrożenie życia i zdrowia jest barbarzyństwem średniowiecznym. Wraz z Polkami na ulicę wyszły w geście solidarności wyzwolone kobiety wielu stolic Europy i świata, nawet w odległej Australii. Tymczasem polski minister spraw zagranicznych, talib katolicki Waszczykowski bez skrepowania mówi w telewizji, ze ten marsz, w którym uczestniczyła „garstka” kobiet to kpina z życia i śmierci. Ze śmierci, która właśnie gotują pisowcy wespół z lekarzami, którzy
                        Polska demokracja
podpisali klauzulę sumienia z dr Chazanem na czele. Polkom stosunkowo młodym, w wieku prokreacyjnym. . Polska to nie jest bogaty kraj. Mało jest kobiet, których stać w sytuacji koniecznej udać się za granice w celu dokonania aborcji, natomiast te panie które na to stać nawet nie muszą przywiązywać żadnej uwagi do postanowień własnego rządu. Tak właściwie było dotychczas, choć były bardzo rzadkie przypadki, że prawo pozwalało na legalną aborcję, ale to promil przypadków.Niech nikt nie sądzi że Polki chcą dostępu do aborcji na życzenie, bo aborcja jest złem nawet dla najbardziej liberalnych kobiet. Około 200 tysięcy Polek rocznie skrobie się nielegalnie w Szwecji, Niemczech, Szwajcarii, na Słowacji i w Czechach, a nawet na Białorusi, nie licząc tych, które decydują się w imię kalkulacji ekonomicznych na zabiegi podziemne w kraju, w warunkach często urągających zasadom higieny i bezpieczeństwa zdrowia. Gdy wejdzie prawo pisowskie wiele kobiet nie odważy się na tego typu zabieg, ponieważ będzie on zagrożony latami więzienia. Nic nie pomoże dyskrecja, bo sąsiedzi albo pobożni członkowie rodzin doniosą komu trzeba. To też stanowi dobry uczynek, promowany zbawieniem wiecznym.

poniedziałek, 3 października 2016

POLKI SIĘ BAWIĄ


Polska na zewnątrz pokazuje się poprzez prasę, telewizję, ale przede wszystkim poprzez swojego ministra spraw zagranicznych, któremu płaci za poprawne prezentowanie dorobku swego kraju. Reprezentuje go w kontekście zdobyczy gospodarczych i naukowych, oraz postępu, czyli wszystkiego z czego on sam jak i jego kraj powinien być dumny. A tymczasem tenże dziwoląg polityczny, z postawy sołtys przebudzony po południowej sjeście, z przekonań chłop żytnio-buraczany, z przynależności wyznawca tego wszystkiego co reprezentuje sobą jego prezes o jakże podobnej postawie. Zwykle podparty drabinką z Biedronki, czyli sklepu, gdzie jako dorosły Jarek uczył się dokonywać zakupy w obecności instruktora Płaszczaka. Otóż ten dziwoląg zwany służbowo ministrem Waszczykowskim w swojej wypowiedzi do mikrofonu powiedział, że w Polsce nic kobietom nie zagraża w kwestii wolności osobistej i on bardzo jest zadowolony z tego że
                    
one się „bawią”. Oczywiście miał na myśli te setki tysięcy kobiet w całym kraju, które w dniu 3 października pobrały urlopy, ubrały się w czerń, by się „zabawiać” w dziwnym dla niego proteście przeciw ustawie o całkowitym zakazie aborcji, wg projektu Ordo iuris, dla niektórych gó.no iuris. Mowa o kraju zwanym pisowską Polską, bo akurat wokół Niej można dokonać aborcji nawet „na życzenie”, o co akurat naszym kobietom nie chodzi. Każda normalna Polka jest przeciwna podobnym przyczynom pozwalającym na aborcję, bo każda aborcja jest złem, ale są wyjątki, że bywa koniecznością, aby samemu pozostać przy życiu, dlatego potrzebna jest edukacja seksualna oraz dostęp do antykoncepcji, czego brak od 25 lat. A ponieważ PiS jako partia zwana przedłużonym ramieniem Kościoła katolickiego w której płynie wręcz zbójecka krew katotalibów, jako, że jest za ochroną zarodków i jednocześnie jest za karą śmierci dla dorosłych, a do tego nie interesuje się dziećmi narodzonymi, a wyłącznie płodami, przeto ów dziwoląg w postaci karykaturalnego ministra głosi na świat z uśmiechem kabotyna podobne wydaliny o wolności światopoglądowej kobiet w Polsce. Jakże wymowny i zrozumiały dla społeczeństwa jest ten protest. Trzeba się organizować i samemu walczyć o swoje prawa i interesy. To, że polskie kobiety od PiS mogą dostawać tylko po głowie nie jest zaskoczeniem, bo „taki mamy klimat polityczny”, ale że kobieta premier głosowała w Sejmie przeciw ustawom o in vitro, ratyfikacji konwencji antyprzemocowej i uzgodnieniu płci, a za całkowitym zakazem aborcji, to dopiero światowy dziwoląg.
                         Zabawa Polek
Droga do zmian może być bardzo wyboista, ale gdy w tej skale wykruszymy chociażby mały kamyczek, może on spowodować lawinę, która zmiecie ten iście średniowieczny system społeczny wraz z setką twardogłowych biskupów, tym bardziej, że polskie kobiety są wspomagane przez od dawna wolne koleżanki Europy i świata.

sobota, 1 października 2016

STRASZNE I NIEWYOBRAŻALNE


Śmierć jednej osoby to rzecz straszna. Śmierć tysięcy, a nawet milionów to tylko statystyka, mawiał Stalin, przywódca bolszewickiej Rosji zwanej Związkiem Radzieckim. Powiedział to człowiek, były alumn seminarium duchownego w Tbilisi, rewolucjonista i współwódz  Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, która zmiotła cara, czyli rząd Wielkiej Rosji, utrzymującej ją w ryzach nędzy i ciemnoty poprzez Ochranę, późniejsze NKWD aż do KGB przez setki lat. Stalin, imieniem Józef, Gruzin okazał się siepaczem i zbrodniarzem, który to dla wymuszenia absolutnego posłuszeństwa mas uśmiercił miliony obywateli Rusi, ale też setki tysięcy obywateli narodów państw ościennych, w tym Polaków. Jego dzieło może wyłącznie konkurować z dziełem Hitlera, z tym, że Stalin zabił ponad 20 milionów własnych obywateli. Wielu historyków oraz badaczy historii przełomu XIX i XX wieku zastanawia się na tym: jak mógł jakiś Gruzin o nazwisku Soso Dżugaszwili zawładnąć największym krajem świata, budując wokół swojej osoby dryl i owe posłuszeństwo całego narodu. Ano mógł, bo w tym celu stworzył aparat ucisku i bezwzględnego podporządkowania, gdzie za najmniejsze wykroczenie, a nawet fałszywy donos skazywano wyłącznie na najwyższy wymiar kary czyli śmierć przez rozstrzelanie, wszystko zgodnie z paragrafem 58 (działalność kontrrewolucyjna). Zresztą nie tylko tego, który potencjalnie zawinił,ale całej jego rodziny. Zsyłka na wieloletnie łagry w rejon Workuty albo Kołymy oznaczała szansę uratowania życia, jeżeli organizm zniósł wysiłek podczas karczowania tajgi, na mrozie 40 stopniowym o misce zupy brukwianej i kromce chleba dziennie.
Słabi z ochotą, by nie cierpieć ginęli albo sami odbierali sobie życie. Gułagi, dziś po blisko 100 latach znamy z dziesiątek książek autorstwa najczęściej tych co przeżyli. Osobiście od początku naszej polskiej demokracji zaczytywałem się w krwawych życiorysach skazańców zwanych zekami. Od Sołżenicyna, poprzez dziesiątki innych nieszczęśników zesłanych na Sybir, w tym naszych obywateli, jak przykładowo Zbigniew Domino, w tym wielu kobiet. Część z nich przeżyła to piekło i to oni dają świadectwo prawdy syberyjskiej, a wyroki opiewały zwykle na 10 do 25 lat udręki, bez prawa do korespondencji.
                                 Beria lata dwudzieste.
Po co ja piszę o tym wszystkim co jest w miarę wiadome. Otóż angielski pisarz, historyk, Simon Montefiore specjalizujący się w problematyce Rosji przełomu wieków wydał książkę którą zatytułował „Saszeńka”. Nie będę przytaczał całej treści, bo chciałbym aby wielu moich Rodaków zajrzało do niej. Powiem tylko, że po przeczytaniu tego dzieła (bo jest to dzieło literackie) stajemy się bogatsi. O wiele bogatsi, choćby o wyostrzone uczucia. Nie tylko historycznie, bo osnowa książki przewija się od czasów carycy Aleksandry Romanowej żony Mikołaja II i jej pieszczocha Grigorija Rasputina, poprzez kolejne lata buntu rewolucyjnego rosyjskich mas, nędzy w okresie rewolucji październikowej, masowych śmierci w okresie wielkiego głodu, poprzez lata dwudzieste i trzydzieste, gdy rozstrzeliwano dziennie setki osób pozostających na bolszewickich, często nawet wysokich stanowiskach. Okres wielkiego terroru, czyli fali śmierci wydostającej się z Kremla po decyzjach Stalina, Berii, Woroszyłowa, Mołotowa, Andropowa i wielu innych oprawców posyłał do grobu setki tysięcy, często bardzo wartościowych obywateli, sercem wierzących w idee komunizmu bolszewickiego. Tego nikt nie mógł powstrzymać, ponieważ wykształcono na kartach pism WKPB dużą część ogłupionego, wiernego Stalinowi społeczeństwa, które mimo wszystko, mimo siejącej się śmierci donosiło na najbliższych (nawet żona, matka, teść) do władz o podejrzanych przestępstwach, że niby są oni tylko udającymi lojalność wobec władz. Wszyscy tacy byli natychmiast aresztowani i przewożeni do katowni na Łubiance. Zwykle już nie wracali do rodzin, byli mordowani, albo z łaski wysyłani do łagrów. Ich dzieci zabierano do sierocińców, zwanych domami dzieci zdrajców ojczyzny. Tam je gwałcono i bito. To mi się trochę kojarzy z
polskimi i irlandzkimi katolickimi domami dziecka. Książka jest bardzo wzruszająca, ponieważ tekst podlany jest sosem miłości, erotyzmu, ale też niewypowiedzianą tęsknotą za wolnością, którą cieszył się cały zachodni świat. "Saszeńka" to historia kobiety, córki żydowskiego oligarchy, właściciela wielu przedsiębiorstw na terenie Baku, Petersburga i Moskwy. Dziewczyny, która wbrew rodzinie od najmłodszych lat zaangażowała się w ideę bolszewizmu, poznając osobiście katów Rosji Stalina i Berię i która z powodu swej fizycznej atrakcyjności padła ofiarą rozjuszonych bydlaków i oprawców z Kremla. Osnowa zawiera też dramat jej całej rodziny. Jej męża, dzieci, oraz opiekunek i nauczycielek sprowadzonych z Anglii i Francji. Nie chcę więcej pisać na temat treści, bowiem zepsułbym posmak w czasie jej czytania. Sięgnijcie Państwo po to dzieło. Warto, naprawdę warto, bo czyta się jednym tchem.
PS: Dzisiaj w naszym kraju nie mamy politycznego terroru (na razie), ale pisząc ten post miewałem jakże podobne skojarzenia, które mógłbym zakwalifikować jako oniryczne eufemizmy, że wyrażę się aż tak kolokwialnie. Np. Bezprzykładna wierność części społeczeństwa jednemu „dobremu” panu, który w swoich łapach ma wszystkie organa siłowe, no a przede wszystkim prezydenta i premiera.


NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...