niedziela, 30 grudnia 2012

ŚWIĘTY SPOKÓJ


A tymczasem leżę pod gruszą

Na dowolnie wybranym boku

I mam to, co w życiu najlepsze

Święty spokój.


Strofa popularnej piosenki była mottem do felietonu, który napisałem dobrych kilka lat temu. W rzeczy samej, ten święty spokój już sobie zaplanowałem w momencie odejścia na emeryturę. Niestety los sprawia, że nie zawsze obiecany sobie święty spokój potwierdza się w praktyce, choćbyś starał się jak najmocniej. Twój spokój może być zakłócony kłopotami niekoniecznie osobiście twoimi. Masz swoich bliskich, masz rodzinę, a spokój twój to zdrowie, nie tylko twoje, ale też właśnie najbliższych. Moje życie porównać można do jadącego pociągu, który w zależności od okresu ziemskiej egzystencji posuwa się z szybkością ciuchci albo ekspresu. Rzecz w tym, że ów pociąg nie może się zatrzymać całkowicie. On ma jechać powoli, z szybkością weneckiej kolejki turystycznej, z której podziwiać można piękną ziemię pałucką. Ma się toczyć i nie powinien on przyspieszać ani na moment. Winien płynnie odmierzać kilometry w formie spokojnych, długich lat życia, a jego stację końcową należy zaznaczyć na linii życia lewej dłoni w okolicy 2025 (kilometra), czyli roku pańskiego. Trudno, przyjdzie mi tyle żyć, bo z naturą jeszcze nikt do końca nie wygrał. Dzień trza rozpoczynać kawusią, natomiast kończyć kuflem dobrego piwa.
Zatem o święty spokój jako się rzekło, trzeba zadbać samemu. Trzeba koniecznie wyłączyć raz na zawsze to wszystko, co rodzi niepokoje, co rodzi kłopotliwe zamyślenia, co rodzi negatywne pobudzenie adrenaliny, co rodzi zmącenie i wrzenie w człowieku krwi, w moim przypadku A2Rh+.
Jak to robić?, już wiem. Po prostu nie lękam się użyć tego słowa. Trzeba mieć wszystko w przysłowiowej dupie.(termin wyjęty ze słownika PWN). Oczywiście poza swoim i bliźnich zdrowiem jako takim, bo trudno w moim wieku popisywać się werwą młodzieńczą. Konstatując, od dziś postanawiam się izolować od wszystkiego, co do tej pory przykuwało mój wzrok i mój słuch. Z dotychczasowej czujności nie zwalniam tylko węchu, dotyku i smaku. W dupie od dziś mam Pęczaków, Rywinów, Kaczyńskich, Macierewiczów, Rydzyków, Tusków, Lepperów, Giertychów, Hezbollahy, Al-Kaidy, mafie polskie, ruskie i sycylijskie, pedofilów w habitach i bez, Młodzież Wszechpolską i jej całą faszystowską otoczkę, sejmowe komisje śledcze i koalicje partyjne, a nadto budowę Świątyni OB, oraz ABW, CBA, IPN, CBŚ, BOR, PO, PIS, a nawet ledwo zipiące partyjki lewoskrętne. Mam gdzieś jeszcze wiele rzeczy, które tu ze względów oczywistych nie sposób wyliczyć. I nie muszę wyliczać, wystarczy, że o tym wiem. Wiem, że mam to wszystko właśnie w dupie.
Mając święty spokój, mogę a nawet powinienem poświęcić się temu co mnie bawi, w czym i w kim widzę piękno, przy czym i przy kim naprawdę odpoczywam i nabieram ochoty na poranne budzenie się. Już dziś pod czerepem czuję zapach kwitnących sadów i ogródków, woni leśnych drzew i zebranych świeżych grzybów, dymu z opiekanego na rożnie boczku, towarzystwa najlepszych przyjaciół i kolegów opowiadających dobre, inteligentne dowcipy, nagradzane przez słuchaczy kieliszkiem szlachetnego szkockiego trunku.
Święty spokój, to również ciche marzenia, te realistyczne oczywiście. Wśród marzeń do spełnienia jest oto takie, by za życia odwiedzić w naszym kraju (bo on jest najpiękniejszy) wszystkie miejscowości, które jako młody człowiek przy różnych okazjach poznałem, zarówno w czasie służby wojskowej, jak i nieco później, a które pozostały mi w pamięci jako bazy organizowanych szkoleń, konferencji, zjazdów, ćwiczeń, zlotów, czy wyjazdów integracyjnych.
Jak mówiłem, w naszym na wpół zwariowanym kraju, o święty spokój trzeba zadbać wyłącznie samemu. W telewizji oglądam przede wszystkim programy przyrodnicze, historyczne i rozrywkowe, w tym nasze, co by tu nie mówić, nie zawsze śmieszne kabarety, które nam się rozmnożyły jak grzyby po deszczu. Przykład mało adekwatny, bo po deszczu grzyby, przynajmniej w mojej okolicy nie rosną, sprawdziłem to osobiście. Bardziej mnie śmieszył np. przypadek zakażenia w tak cywilizowanym kraju jak Polska, dziesiątki dializowanych pacjentów żółtaczką, tudzież zwyciężczyni konkursu Miss Polonia, która w ankiecie podkreśla, iż Jarosław Kaczyński dla niej jest polskim ideałem mężczyzny i tak zwani amnestionowani przez Giertycha maturzyści. To warte śmiechu, bardzo soczystego. Toteż się śmieje. Rżę ze śmiechu, kiedy widzę dostojnika państwowego, nawiasem mówiąc prezydenta państwa, przechodzącego przed frontem podległych mu żołnierzy, w otoczeniu dwóch goryli z teczkami, w których są parawany kuloodporne. Łacińskie przysłowie mówi: Qui se metui polent, metuant ipsi necesse est. Znaczy to, że kto chce aby się go bano, z konieczności sam bać się musi. No a Lech Kaczyński szczególnie. Przeżył w końcu wojenną gehennę w Gruzji, a wraz z nim pilot. Tu dodam, że chichotałem, gdy katastrofę smoleńską któryś z naszych hierarchów skwitował: Bóg tak chciał. Rżałem na słowa Macierewicza, który na antenie telewizji Rydzyka oskarża wszystkich dotychczasowych ministrów spraw zagranicznych o szpiegostwo na rzecz Rosji. Co robią psychiatrzy, za co biorą pieniądze? Ten człowiek to bardzo cenny okaz na doświadczenia medyczne. Szkoda królików.
Być może wielu bulwersuje moja konstatacja, dla innych z kolei, to co piszę jest wręcz oczywistym bluźnierstwem , ale dla mnie, proszę darować, jest to czyściutki humor angielski, jakoby z Monty Pythona. Bo my Polacy potrafimy się śmiać wyłącznie z innych, oraz do przysłowiowego sera. Dziś śmieszą nas, ale bardzo gorzko mali polscy przywódcy i plejada ich przydupasów. Nie, nie śmieszą nas z estrady. Na estradzie byliby raczej żałośni. Ich areną twórczości dla mas są salony rządowe i sejmowe, a jedynymi odbiorcami ich dzieł są ich wyborcy z kręgu wiadomych nakryć głowy, oraz bez przerwy uszczęśliwiany przez nich wysokimi kwotami kler. Swego czasu, będąc w Taszkiencie, spacerowałem z ciekawości po arabskim suku, (to taki ich rynek z obowiązkiem targowania się przy zakupie czegokolwiek).Wśród mnóstwa egzotycznego towaru, na jednym ze stoisk spotkałem dość dużą figurkę bodajże z miedzi przedstawiającą Chrystusa na krzyżu bez biodrowej przepaski, za to z krocza wystawał dorodny, naprężony fallus, na którym sprzedawca zawieszał różne bibeloty. Zapytałem, czy przechodzący katolicy nie są oburzeni?. Odpowiedział po rosyjsku, że owszem, ale im tłumaczę, iż w naszych stronach fallus jako taki jest czczony jako rzecz święta w trójnasób. Widocznie przybył z Indii, a w ogóle to tak naprawdę nikt naocznie nie widział Chrystusa na krzyżu, podsumował.
Tak oto wróżyłem sobie święty spokój dobrych kilka lat temu. Niestety, jak wiadomo wróżba się nie spełniła w najmniejszym stopniu, bowiem, o ile stabilizacja emerycka spowodowała święty spokój w zakresie emocjonalnym, o tyle wydarzenia w moim pięknym kraju nie pozwalają na całkowity relaks. Nie wyobrażam sobie, by człowiek rozumny, nawet ten z czasów mocno atawistycznych homo sapiens nie interesował się tym, co go otacza. Zatem dzisiaj do tych wielu spraw, które ulokowałem powyżej w „przysłowiowym miejscu na literkę d.”, musiałbym dodać jeszcze: polski „lud” smoleński, dziwiszowe krwawe relikwie, święty wrak tragicznej tutki, homilie czołowych hierarchów, a ponadto kompromitujące gafy pana prezydenta, kacze miesięcznice pod Pałacem, matkę małej Madzi, Martę K. z jej pełnomocnikiem prawnym, pogrzeb wawelski oraz polski antysemityzm.
Do Siego Roku 2013 wszystkim życzę.

środa, 26 grudnia 2012

FAŁSZYWE NUTY


Spodziewaliśmy się mocnego uderzenia ze strony polskich biskupów w święta pojednania i miłości. Oni z kolei czekali na duże zgromadzenia katolików, oraz ( prawie wyłącznie do ich dyspozycji okienka w telewizji i radiu świeckim), bo też „rak toczący dotychczas zdrową tkankę polskiego społeczeństwa” panoszy się i rozrasta.” In Vitro, Konwencja o zwalczaniu przemocy wobec kobiet, masowe odchodzenie od Kościoła, rezygnacja ze chrztów dzieci i z licznych dzieci, małżeństwa bez ślubów, tym bardziej kościelnych, związki partnerskie, nie przyjmowanie księży żebrzących po kolędzie. Przemówili więc hierarchowie w osobach abp-ów Michalika, Nycza, Głódzia i Dziwisza.

Abp Michalik, ten najbardziej zasłużony dla prawdziwej moralności urzędnik Pana B. raczył wygłosić protest przeciwko UE i wszystkiemu, co z niej powoli spływa na łono naszej ukochanej przez Stwórcę ojczyzny. Nie tylko on. Wielu purpuratów zostało wstrząśniętych Konwencją. Ponoć ona wyzwala kobiety z chrześcijańskiego obowiązku wychowywania dzieci tak jak przykazał Chrystus (czytaj autorzy biblii wg Dody), rodzi związki partnerskie i wyzwala z uśpienia geny homoseksualne. Wrzeszczał więc abp o tym, że Unia jest samym złem. Tym złem, do którego oni sami „nieopatrznie” lgnęli gdy machano im przed nosem milionami euro z dopłat do posiadanych hektarów. Ale oto tak owe obłudne kazanie oceniają bezpośredni słuchacze, oraz internetowi czytelnicy, bo akurat pan Michalik wykrzyczał wniebogłosy te słowa:

„ Wielkie kłamstwo, które przejęliśmy z Unii Europejskiej, przyjmując tę ustawę o przemocy, że niby kultura, tradycja i religia rodzi przemoc. Niech mi pokaże którykolwiek z tych ludzi, którzy wymyślili to wielkie kłamstwo historyczne, w którym miejscu ewangelia mówi o przemocy? Gdzie Kościół zachęca do przemocy? To jest dramat zakłamywania”. W dniu wigilijnym, w którym podobno wszyscy wybaczają sobie wzajemne urazy. Zresztą jakiej to urazy doznał abp i jaką też spowodował w stosunku do swoich wiernych owieczek?.Ma dobre przykłady w piśmie.
Ja jako grzesznik powiem panu panie hierarcho. Stary testament aż kipi od zbrodni i bluźnierstw. Na kanwie tych opowieści można by nakręcić wiele kryminalnych dzieł z ostrzeżeniem, że dozwolone dla odbiorcy od lat 25. Pan te zapisy stosuje w życiu.. Dlatego czytacie wiernym tylko fragmenty Nowego Testamentu. O starym ani słowa. Morda w kubeł, jak się powiada.
A oto jak tysiące myślących odbiera pańskie porykiwania. Przytaczam tylko kilka wypowiedzi:

Nie prawdą jest, co pan mówi, panie Michalik, ja jak pana widzę to się boję, taki jest pan nieprzyjemny. Jestem katoliczką w wieku 55 lat,wychowałam się w małej wiosce na Podkarpaciu. Jak purpurat mówi o rodzinie, to mnie diabli biorą. Obserwowałam przez wiele lat rodziny i wiem że przemoc wobec kobiety panowała , kobieta była niewolnicą, która sprzątała, prała,rodziła dzieci a w nocy musiała uprawiać seks z niejednokrotnie pijanym mężem. Tak było wśród ortodoksyjnych katolików, którzy uważali ,że baba jest jego własnością i może ją kiedy chce wyciągnąć za włosy przez próg. Bili,kopali itp,a pleban wiedział, że tak jest i cicho siedział, gdzie byli wtedy księża, jak pomagali ,cicho przyzwalało się na to. Gdzie byliście wtedy jak panował głód,i rodzina wielodzietna nie miała za co wyżywić swoich dzieci, pytam gdzie byliście, jak matka była bita, poniżana i nikt jej się nie pytał czy ma do gara coś włożyć. Teraz jak widzę takich Michalików, którzy bykowe powinni płacić ,za bezproduktywność, to pytam się, jakim prawem wypowiadacie się o rodzinie i wchodzicie w jej życie perfidnie. Wara od rodziny. Kobieta nie będzie tylko klaczą rozpłodową, jej od życia też coś się należy. A tak nawiasem, jego rodzina pewnie nie cierpiała głodu, bo kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie. A jeszcze coś. Kto modli się pod figurą to diabła ma za skórą. Jak to jest w tym przypadku???

Większych KŁAMSTW jakie wciska nam Kościół ze swoim UCZŁOWIECZENIEM zarodka naprawdę trudno już wymyślić. Na tym ŁGARSTWIE stoi cała doktryna straszenia ludzi piekłem i ich szczucia na siebie, aby przy bożej pomocy i do tego zgodnie z prawem SZAROGĘSIĆ SIĘ w tym kraju wybierając nam w parafiach władze , OGŁUPIAĆ młodzież, oraz WYRYWAĆ kasę podatnikom... Amen.

Nic dodać nic ująć,rodacy powstańcie z kolan,póki jeszcze czas. Możemy podziękować Solidarności, że do tego doprowadziła że jesteśmy krajem wyznaniowym, a majątek narodowy rozdała klerowi za tzw. friko, pozostawiając społeczeństwo z ręką w nocniku..

WIELKIE KŁAMSTWO, obłuda i hipokryzja to grzechy polskiego Kościoła RK. W UE jest wiele krajów, nawet takich, które chrześcijaństwo przyjęły znacznie wcześniej od Polski, których duchowni nie wymądrzają się w tej sprawie. I jakoś się te kraje rozwijają, mimo zarzucanego im przez Michalika kłamstwa. Te kraje dają pracę i mieszkania naszym obywatelom. Może po części dlatego, że nie dopuściły do piastowania urzędów przez tak głupich i rozpasanych duchownych jak w Polsce. Dla nich krokiem we właściwym kierunku byłoby podpisanie ustawy o działaniu św. inkwizycji, z prawem do palenia na stosie, szczególnie "niegrzecznych" kobiet..

Panie Wzorzec Moralności Michalik, niech pan opowie, co się stało z policjantem, który wręczył panu mandat. Bardzo proszę. Błagam w imieniu narodzonego Dzieciątka, Jego dziewiczej Mateczki oraz Józefa, ojca rogacza. Nie opowie, bowiem autorytet nie pozwala. A władza milczy jak grób.

Gauleiter Watykanu na Polskę, abp. Michalik, ten sam purpurowy klecha, który dokonał zemsty na policjancie z Bieszczad powodując wyrzucenie go z pracy, a potem aresztowanie na podstawie fałszywych oskarżeń, straszył wczoraj na pasterce gejowskimi małżeństwami. Nie straszył swoimi kolegami pedofilami, wcale chyba nie przyszło mu do głowy, że rżnięcie się z ministrantem to zajęcie wysoce naganne, bo przecież pośród kleszych stworzeń niezwykle popularne, a więc to dla nich normalne, jako nakazuje brewiarz i pismo święte starego testamentu. To są tajemnice... wiary.

Właśnie od takich "kazań" rozpoczęło się moje odchodzenie od Kościoła, pisze ateista. Stawał taki błazen przy ołtarzu i opowiadał pierdoły bez pokrycia, a owce słuchały tego bez jednego słowa. Panie arcypasterzu, po pierwsze, społeczeństwa przechodzą ewolucje i tzw. wielodzietne rodziny są przeżytkiem. Można by dyskutować, dlaczego tak jest. Po drugie, przemoc w rodzinie kiedyś była tematem tabu. Znam to z doświadczenia. Moja matka była bita i poniżana, za to odwdzięczała się terrorem psychicznym. Moje dzieciństwo było piekłem! Za to zawsze byliśmy w Kościele jako przykładna rodzina katolicka. W domu nikt, nikogo nie szanował. Rodzice siebie nie szanowali, dzieci sześcioro, z czego część nie przeżyła, były złem koniecznym.

Nie dziw się, przecież Kościół popiera wręcz bicie żon przez mężów i łomot spuszczany dzieciom. Prasa przytaczała wiele przykładów, gdy dewiant w sukience, opasły knur pasożytujący na narodzie, w takich przypadkach mówi, że żona powinna nieść swój krzyż, zachęcając przy okazji do bicia dzieci.
Zastanawia mnie jak to jest, że śmieszny facecik w śmiesznej kiecce który nigdy nie trzymał swojego członka w kobiecej pochwie może mówić o rozmnażaniu i tradycjach rodzinnych! facecik nie wie jak wygląda damska kuciapka (no może na fotkach widział) może ględzić o małżeństwie!? No chyba, że woli zwieracze z czego wcale bym się nie zdziwiła bo 80 procent kleru to homoseksualiści, a reszta to inne zboki, gwałciciele i pedofile! A ja dodam: Oj, oj, wielu z nich zna doskonale pochwy kobiece, a nawet potrafi być instruktorem największych rozpustników.
Unijne przepisy spowodują postępowanie z urzędu wobec gwałcicieli, pedofilii i innej przemocy seksualnej, a to może być katastrofa dla kleru bo teraz usłużni parafianie potrafią skutecznie wyciszyć każdą aferę. Matka Polka oszczędzi każdego zboka w sutannie, poświęcając na ołtarzu wierności Bogu cześć swego dziecka.

Zabawne jest to jak najwięksi obłudnicy i hipokryci ,ludzie instytucji, która wyrżnęła więcej istot niż Stalin i Hitler razem wzięci wiecznie mają najlepszą receptę na udane i szczęśliwe życie....na MORALNOŚĆ...z tym, że życie nie przez moralność zostało stworzone a odwrotnie..więc kto może powiedzieć, że coś jest moralne czy nie, dobre czy złe...tymi terminami tylko ludzkość jest obarczona ..w naturze te terminy nie występują..nic nie jest dobre ani złe..ale..czarnuchy mają na to patent......należy pamiętać, że każdy kapłan to najwyższa forma pasożyta.

Benedykt XVI zaś wygłosił: „TAM GDZIE ZAPOMINA SIĘ O BOGU, NIE MA POKOJU”.

A to ciekawe, bo zapomniano, gdy przed wiekami toczono wojny , mordowano w imię kościoła, w imię Boga, bo tak Bóg chciał ?. A dzisiejsza bezkarność kleru , chciwość na majątki, przekręty, skandale obyczajowe, złodziejstwo kleru , bezduszność itp. I wy przestrzegacie moralności? Wy raczej s...cie w gacie ze strachu, że ludzkość się zbuntuje przeciw waszej demokracji i całemu złu, a następnie unicestwi was zakazując działalności kleru. I o tym powinniście mówić i prosić o przebaczenie ludzi za wasze ciężkie grzechy i sekciarską działalność,,,,,Kościoła „toruńskiego” i polityków kolaborantów.
Tak przy tej okazji dopowiem od siebie, że akurat przed II wojną światową Polska należała do najbardziej (zresztą jak dziś) religijnych krajów świata. Ciemny, analfabetycznie naród stawiał na każdej dróżce krzyże i figurki oddając im bałwochwalczą cześć. Oddawał też ostatni grosz na tacę i kolędy, a mimo to został potraktowany przez katolika Hitlera i Piusa XII jak wszy i szczury. Żaden kraj na świecie nie ucierpiał bardziej. Mało tego, 200 lat temu papież podburzał naszych sąsiadów do dokonania na katolickiej Polsce rozbiorów, jednocześnie nawoływał społeczeństwo polskie do pokory wobec zaborców. Dlatego w tej sprawie, że gdzie się zapomina o Bogu, nie ma pokoju bardzo proszę: ... MILCZEĆ!!!!. I dalej komentatorzy na słowa Benedykta XVI:

Co ty człowieku bredzisz ? Chyba przydała by ci się jakieś korki z historii, albo zmiana charakteru, bo uczciwością i prawdomównością nie grzeszysz. Tym bardziej jako były żołnierz Hitlerjugend. Ciekawe co by dzisiaj robił Ratzinger gdyby ruskie nie spuścili manta Hitlerowi. Po prostu jako tchórz po klęsce wodza uciekł do seminarium katolickiego.

Jak w takim razie, wedle B 16, ocenić czasy w których w imię Boga i dla jego sławy zabijano tysiące ludzi w najokrutniejszy sposób przez członkowanie ciała, rozrywanie końmi i palenie na stosach. Dlaczego Bóg pozwalał na to swoim bandytom w sutannach? Dlaczego pozwala im nadal na współczesne niegodziwości, zwłaszcza na okradanie najsłabszych.

Kpi czy o drogę pyta? Tyle wojen ile spowodowały i powodują nadal waśnie religie nie wywołała dotąd żadna inna działalność ludzka. Wszelkie religie są zbrodnicze i zachłanne.

To tylko cząstka komentarzy do wygłoszonych okazjonalnie kazań dostojników Kościoła katolickiego. Jest ich tysiące. Sam wielokrotnie pisałem posty na te tematy. Ich powtarzanie wcale nie sprawia mi frajdy, wręcz przeciwnie, są dla mnie trywialne, dla innych niezrozumiałe, wręcz imponderabilia. Oczywiście znajdują się w tej materii też obrońcy owych hipokrytów, ale ich wypowiedzi nie nadają się do cytowania, jako że zgodnie z „naukami Kościoła” są oni niezwykle napastliwi i gotowi do rozpalania stosów. Przykład: zamknijcie mordy wy psy komusze, wy skur...ny rasowane przez Millera, Tuska i Komora, wy bezbożne świnie skrzyżowane z sowiecką suką Putina. Wystarczy.! .. Pozdrawiam karnawałowo.










czwartek, 20 grudnia 2012

SŁOWO NA WIGILIĘ I ŚWIĘTA


                              
  Wprawdzie nie Dziwisz, ale też ... kardynałek
 
                                             MILI MOI CZYTELNICY, IDĄ ŚWIĘTA.

                                             ZATEM NIE ZACHĘCAM DO CZYTANIA

                                             MOICH FELIETONÓW AŻ Z TAKIM

                                             JAK DOTYCHCZAS ŁAKNIENIEM. NIECH

                                             WASZE OCZY I KOMPY  TEŻ MAJĄ ŚWIĘTO,

                                             TYM BARDZIEJ, ŻE  PONOĆ WIELU Z WAS

                                             SPODZIEWA  SIĘ KOŃCA TEGO PIĘKNEGO ŚWIATA.

                                             MIMO TO, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO

                                             ZE SZCZEREGO SERCA ŻYCZĘ.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

ZANIM ZATŁUKĘ KARPIA


Zbliżają się święta tytułowane Bożym Narodzeniem. Co prawda, jak podają pisane źródła Chrystus narodził się kilka dni wcześniej, albo kilka dni później, ale akurat tak pasowało „uczonym”, by zgadzało się wszystko w kwestii podziału lat na miesiące, tygodnie itd. Niech tak będzie, w końcu dzień narodzin Zbawiciela nie jest ważny dla istnienia świata, bo akurat święta nie są po temu aby przesiadywać w świątyniach. Natomiast jest to okazja do rodzinnych spotkań, prezentów dla latorośli, oraz ewentualnie wzajemnych wybaczeń wyrządzonych krzywd. Po to w końcu wymyślono opłatek i okazjonalne buzi, buzi. Na obszarze Europy oraz kilku innych obszarach Boże Narodzenie okryte jest śniegiem i mrozem, a więc tym co zmusza do ucieczek w ciepły kąt. Nie zapominajmy, że Boże Narodzenie np. w Australii, Nowej Zelandii i wielu państwach południowego Pacyfiku, katolicy obchodzą przy temperaturze plusowej mierzonej ok. 30-40 stopni. Dobre to o tyle, że opłatkiem dzielą się gdzieś w ogrodach, nad jeziorami, na plaży przy grillu. Mają więc duże oszczędności. My Polacy na kilka dni przed 24 grudnia wynosimy ze sklepów tony mięcha i innych produktów nie wspominając o hektolitrach alkoholu. Kosztuje nas to o wiele drożej. Stąd komunikaty prasowe, że Polska należy obok Łotwy, Bułgarii i Rumunii do najbiedniejszych krajów Europy. No ale akurat tej tradycji nie „zarzucim skąd nasz ród” kierując się przewodnią myślą sarmaty „zastaw się a postaw się”, tym bardziej, że na wszystkich portalach i kanałach TV banki się ścigają w propozycjach dawania pożyczek i kredytów bez żyrantów i mało co oprocentowanych, a jak się dobrze wsłuchać to prawie za darmochę .


Zanim zatłukę karpia,  postanowieniem odbyć podróż do mojego prawie rodzinnego miasta Torunia, który to wg wielu źródeł należy do perełek polskiej urbanistyki. Prawie rodzinnego, bowiem akurat tam mieszkałem blisko 30 lat, pracując na swoją emeryturę. Nie wyobrażałem sobie, by nie przespacerować się przy okazji wzdłuż ul. Szerokiej z Rynku Nowomiejskiego do Rynku Staromiejskiego. Myślami zaczepiłem o rok 1264, kiedy to ów Rynek się rodził, dając początek pięknej historii miasta zarówno na prawach polskich jak i niemieckich. Znów moje oczy pieściły pierzeje, łuki i arkady Dworu Artusa, Ratusza i okolicznych kamienic, a także zagospodarowane ruiny zamku krzyżackiego. Śmiało spoglądałem w oczy Kopernikowi, bowiem nic do siebie wzajemnie nie mamy, poza moim podziwem dla Jego rozumu, mimo szat biskupich, w zestawieniu z dzisiejszymi dostojnikami Kościoła i ogólnym postępem wiedzy i nauki. Pięknie przystrojone budynki i ulice zachęcały do podziwu. Jak wiadomo cała toruńska Starówka to klasa zero wg UNESCO. Neony, coraz bardziej wymyślne zapraszają do wnętrz barów, pubów i sklepów. Jest okazja do napicia się grzanego wina lub piwka z goździkami, oraz do zrobienia zakupów - prezentów pod choinkę, (którą onegdaj przywlekliśmy gdzieś z katolickiej Bawarii) dla milutkiej wnuczki Esterki, zgodnie z prośbą skierowaną listem do św. Mikołaja. A tam, świętego. Znałem kilku świętych Mikołajów ubranych w kożuchy z przyklejoną brodą, co to jeszcze wczoraj leżakowali na wyrku w celi więziennej. Przepustka na święta dała im okazje do częściowego odkupienia winy przynajmniej w oczach rodziny. Zatem są oni świętymi, jak większość naszych świętości. Mimo ubarwień Toruń nadal się stroił do Bożego narodzenia. Właśnie na Rynku Nowomiejskim pobudowano szopę (nie szopkę) wypełnioną słomą zwiezioną z kilku stodół. Zapewne wzorem lat ubiegłych, zwiozą tam kilka zwierzaków z miejscowego ogrodu zoobotanicznego, chociaż pan papież po zlustrowaniu jakoweś bibuły i pergaminu dowiedział się po dwu tysiącach lat, że w żłóbku betlejemskim żadnych zwierząt nie było ... poza trzema klaunami, których autorzy biblii ubrali w szaty królów wschodnich obszarów arabskich nadając im imiona Kacpra, Melchiora i Baltazara. W darze Nowonarodzonemu ponoć przywieźli mirrę, kadzidło i złoto. Drugi i trzeci prezent Kościół sobie zatrzymał po wsze czasy, starając się bardzo o powiększanie tych dóbr , poprzez kolędowanie, opłaty za usługi, naukę religii w szkołach oraz Fundusz Kościelny wydarty państwu za zapisem konkordatowym. Wszystko w imię chwały Pańskiej. Kadzidło służy im do dzisiaj jako pachnidło w celu wytworzenia nastroju i podkreślenia w ten sposób aktu niezwykłości nabożeństw. Mirrę zagospodarowały zakłady funeralne do balsamowania zwłok. Jak to było naprawdę i tak się nie dowiemy, a po prawdzie to wcale nam na tym nie zależy. Byle polski żłób był pełny i nie powodował uszkodzeń wątroby, nerek i trzustki, bo NFZ aż piszczy z biedy. Wesołych Świąt.

niedziela, 9 grudnia 2012

OMNIBUS?


Bloger to ktoś, co to najczęściej dla zabicia czasu siada do komputera aby nagryzmolić coś, co mu akurat przyszło na myśl. Do takich właśnie należę. Nie do tych, którzy specjalizują się w jednym temacie, najczęściej maczanym w wykonywanym zawodzie, dziennikarza, polityka, naukowca, artysty. Ja piszę w tematach zrodzonych w wyniku zdarzeń codziennych, gdzieś w okolicy mojej osoby. Zdarzeń, które za źródłem prasowym, radiowym czy telewizyjnym mnie zainteresowały i dlatego jako wolnemu obywatelowi wolnego kraju chcę mi się otworzyć japę i choć nie pytany wyrzec to co o tym myślę.

Czy rzeczywiście na tym się znam?. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie bardzo, a przynajmniej nie na wszystkich tematach poruszonych w kolejnych postach: A wypowiadałem się o polskim katolickim Kościele, o literaturze, o doznanych wrażeniach z okazji wiosny, jesieni, czy też pozostałych pór roku, o emeryturach, o polityce krajowej i nie tylko, o moim wzrastaniu na tle wydarzeń politycznych w Polsce, o moich podróżach krajowych i zagranicznych, o sekcie smoleńskiej, o ciekawostkach, które zapamiętałem podczas wykonywania obowiązków służbowych, o polskiej emigracji dzisiaj a także tej wczorajszej, o rodzącym się faszyzmie, wreszcie o takich ciekawostkach jak bolesnej śmierci w rodzinie Kaczyńskiego, czyli „odejściu w zaświaty kota alika, monumentalnym i zaiste megalomańskim Chrystusie świebodzińskim, cudownych posłankach Nelly i Sobeckiej, milczącej jak grób Agamemnona Kempie i pajacowatym agencie Tomku. Te akurat nader wyjątkowo „ekscytujące” tematy upchać można w jednym starym sparciałym worku, powiesić na kiju i wetknąć w zagon jako stracha na szkodniki. Ponadto napisałem kilka epizodycznych opowiadanek na kanwie zdarzeń życiowych ubierając je w szaty anegdot. Tak dla oddechu. Powtórzę zatem: Czy ja się na tym wszystkim znam?.Otóż nie! Natomiast wypowiadanie się w tym, czy innym temacie nie tylko pozwala na upuszczenie zatrutej polską obłudą krwi, ale jest też furtką przez którą wychodzę do ludzi, bowiem gadają, że nie wolno siedzieć ciągle na miejscu, trzeba się ruszać, przynajmniej w moim wieku. Z tych prawie pięćdziesięciu tysięcy czytelników, których zainteresował mój autorski blog „spotkałem” ludzi zaprzyjaźnionych z moimi poglądami, którzy mają odwagę miło skomentować tekst, ale też tych (jest ich o wiele mniej), którym obrażona duma nie pozwala na odzywkę, a jeżeli już to w formie uszczypliwej. W porządku, przecież nie oczekuję laurek i poklepywań. Piszę w formie „ironicznej i to na ostro” po to, by powstał rozgardiasz, tumult, bym miał obraz przekroju ludzkich myśli. Nie zagłębiam się bardzo w tematy literackie, chociaż książek jako przeciętny „oczytany” Polak połykam multum, dzięki temu, że o nowości książkowe mojej biblioteczki skrupulatnie dba moja żona. Ostatnio zagłębiłem wzrok w stronice dwóch opowiadań w formie sag wielopokoleniowych, gdzie często bardzo tragiczne ich rodzinne losy zderzają się faktograficznie z losem Europy i zagładą Żydów na przestrzeni lat pierwszej i drugiej wojny światowej. To „Cukiernia pod Amorem” Małgorzaty Gutowskiej oraz „Czas pokaże” i „Za grzechy ojca” Jeffreya Archera. W kolejce czekają dwie sensacyjne książki Vincenta Severskiego. To tak nawiasem. Nie znam się na kulisach politycznych w zakresie umacniania koalicji, czy też poczynań rządu by zapobiec dojściu lewicy do władzy, co byłoby dla nich prawdziwą katastrofą, ale śmiało i z wielkim zaniepokojeniem się wypowiadałem na fakt odradzającego się w Polsce faszyzmu i nazizmu, a jako obywatel znający historię w przyzwoitym stopniu, mogę być tym rzeczywiście wstrząśnięty. Niewątpliwie też znam się na stosunkach państwo-Kościół, bo jakoś już od „maleństwa” moja egzystencja oscylowała wokół tych tematów. Ksiądz w rodzinie, wieloletnia łacińska ministrantura, którą znam mimo upływu ponad pięćdziesięciu lat, częste wizyty na plebanii, oraz kontakty z innymi duchownymi tam goszczącymi, wypite w ich towarzystwach litry przeróżnych marek alkoholi, oraz obserwacja ich zachowań a także wypowiadanych przy okazji słów, pozwoliły mi na wyrobienie sobie zdania o wprost niewymiernej hipokryzji i pospolitym zakłamaniu tej instytucji. Po zapoznaniu się z literaturą traktującą o Kościele katolickim, która w olbrzymich ilościach dzisiaj odkrywa „tajemnice” bałwochwalstwa, naginaniu słów ewangelicznych do aktualnych potrzeb, nieustannej walki kleru w imię pomnażania majątków, życia w absolutnym dobrobycie, a nawet rozpuście włącznie z seksualnym rozpasaniem pedofilskim, co potwierdzają procesy na całym tym bożym świecie, dałem sobie spokój z przynależnością do tego ich świata, a jeszcze bardziej zaświata. Miliony „owieczek” żyją konformistycznie w nędzy i poniżeniu po to by zaskarbić sobie zbawienie wieczne i progi nieba, gdy tymczasem pasterze niebo stworzyli sobie tu na ziemi, bo w gruncie rzeczy w inne nie wierzą. Teoria ta jest bardzo spójna, by nie powiedzieć koherentna i by ją sobie przyswoić nie trzeba żadnych innych poszukiwań, żadnej egzegezy. Czy na tym zagadnieniu trzeba się znać?. Absolutnie, wystarczy myśleć i obserwować. Czy znam się na „katastrofie smoleńskiej”?.Każdy kto ma chociażby rozumek w wersji mini byle zdrowy psychicznie wie, że katastrofy nie spowodowała betonowa brzoza, sztuczna mgła, czy też dyskretnie podłożona pod tyłek Kaczyńskiego bomba, jeno beznadziejna organizacja lotu, urojona ambicja braci bliźniaków i słabe wyszkolenie pilotów – debeściaków, działających do tego pod naciskiem. Wszystkie inne kazuistyczne dywagacje w temacie zamachu i winy Tuska zaprzyjaźnionego z Putinem są na tyle idiotyczne, że kwalifikują autorów owych wypowiedzi do czubków, tym bardziej gdy są wyrażane tak asertywnie. Podobno ok. 25% Polaków wierzy w zamach w Smoleńsku. Ratunku!!!.Tylu miejsc z szpitalach dla obłąkanych to my niestety nie mamy, a poruszanie się po ulicy w przekonaniu, że za chwile natkniemy się na człowieka, którego nawet sąd nie chce karać z powodu niepełnosprawności umysłowej jest bardzo ryzykowne.


Zadaje sobie wciąż hamletowskie pytanie: pisać dalej, czy też dać sobie spokój?. Odpowiedź za każdym razem sama mi się narzuca. Oczywiście pisać, bo pisanie to wentyl bezpieczeństwa na moje frustracje i często niebezpieczne zagłębienia myślowe w rejony totalnego absurdu. Z kielichem szampana w ręku, pozdrawiam w tym miejscu wszystkich moich komentatorów. Vivat! Wszystkiego dobrego.


czwartek, 6 grudnia 2012

SŁOWO O BOHATERACH NASZYCH CZASÓW


Pan Tomasz Wołek - dziennikarzem jesteś pan marnym, pisze internauta, „myślący”. Przypomnę tylko "Wakacje z Ałganowem", przerżnięty proces z prezydentem Kwaśniewskim, szefowanie jakiemuś niszowemu piśmidłu o nazwie „Życie”, które doprowadził pan do bankructwa. Hołd poddańczy Pinochetowi ze spindoktorkiem M.K. i marszałkiem -dewotem dwojga imion , czyli Markiem Jurkiem,. O tym pan zapomniał? Woził pan mu jakąś blachę z Maryją czy czymś takim....Należy pan do tej grupy dziennikarzy, którą ja nazwałbym watahą hien. Zawsze blisko padliny, którą gryzą i rozszarpują. I nie pomoże teraz żałosny skowyt nad jakością dziennikarstwa panie Wołek. Już pański kolega z "gminy" Miecugow mówi o strachu nie tylko wśród pismaków. Zbieracie owoce swojej "pracy". Czego panu i pozostałym życzę... Tyle komentarz „myślącego”. Teraz ja.


Otóż red. Tomasz Wołek jako jedyny z tych trzech „króli” co to nawiedzili „krwawego zbawcę” narodu chilijskiego dzisiaj wyraża wstyd z powodu swego czynu. Ale, ale, poddaje też druzgocącej krytyce wszystkich skrajnie prawicowych (czytaj: pisowskich) dziennikarzy gazety „Rzeczpospolita”.Wdeptuje w błoto Semkę, Gmyza, Ziemkiewicza, Wildsteina, Karnowskich i całą pozostałą kupę pismaków z tej budy. A przecież on właśnie wyhodował m.in. Semkę i Wildsteina na swoim „Życiu”. To tzw. pampersy. On wraz z nimi kombinował fałszywki rachunków od kierowników restauracji na Wybrzeżu po to, by pognębić lewicowego prezydenta Polski. Co za hipokryta z tego Wołka, bo przecież w „tamtej” Polsce bardzo pachniał mu socjalizm, ba jako dziennikarz sportowy pracował przez wiele lat dla „Trybuny Ludu” przekazując doń wieści z piłkarskiej Ameryki Łacińskiej. No cóż panie Tomaszu. Nie ma co płakać na rozlanym mlekiem, tym bardziej nad mlekiem mocno skwaśniałym, a nawet śmierdzącym.

Od kilku dni na portalach internetowych, a po tym i w innych mediach publikowane są fotki roznegliżowanego z wywalonym ozorem posła Tomasza Kaczmarka, jako byłego agenta CBA. Agenta, dzisiaj zwanego przez zniesmaczonych rodaków polskim Bondem, a raczej żygolakiem ze złotym łańcuchem na szyi, złotą zapalniczką i drogim szwajcarskim zegarkiem. Polski Bond jest ubrany w ciuchy zachodnich dyktatorów mody począwszy do stringów, aż po włoskie buty. Poruszał się samochodem za kilkaset tysięcy złotych. Ponadto walizka wypchana kasą, z którą dał się sfotografować przed jedną z akcji, daje wyobrażenie o jego apetycie i prostactwie, ale też o finansowych skutkach jego poczynań dla państwa. Tylko w wyniku Tomkowych prowokacji wobec Bogusława Seredyńskiego i Weroniki Marczuk (śledztwo umorzono w 2011 roku) nad Skarbem Państwa wisi groźba odszkodowań na kwotę dwóch milionów. Jakże przypomina mi to owoce likwidacji WSI przez Macierewicza. I to wszystko dotyczy faceta, którego szefem był Mariusz Kamiński, człowiek zagniewany na wszystkich, kto nie podziela jego poglądów. Nie wiem jaki w kontaktach towarzyskich z ludźmi był Feliks Dzierżyński, ale mi się wydaje, że twarz Feliksa przy buziuchnie Kamińskiego to sama słodycz. Jako przywódca Młodzieży Wszechpolskiej czynnie walczący z komuną i homoseksualizmem, Kamiński odbył dyskretną (a la agent Tomek) podróż z koszem jaj od baby spod Sochaczewa do Paryża, by obrzucać nimi u wejścia do Pałacu Elizejskiego składających oficjalną wizytę prezydenta Kwaśniewskiego z Małżonką. Trafił tylko w panią prezydentową i zaraz został zwinięty przez ochronę francuską, ale bohaterem prasy prawicowej, w tym red. Tomasza Wołka został. Kto zacz bardziej nadawał się na szefa powstającej firmy do walki z korupcją?. Tylko i wyłącznie on. Wszystko dla ojczyzny. Takim hasłem posługiwał się Kamiński jak i jego podwładni. Na działalność firmy otrzymywał rocznie 100 milionów złotych. Z budżetu tego opłacał 500 funkcjonariuszy i doposażał CBA w m.in. uzbrojenie typu pistolety, krótkie, długie, oraz broń automatyczną znanych światowych rusznikarni. Tak, jakby szykował się co najmniej do przewrotu państwowego. Swego czasu czytałem, że ponoć broń nawet nie zawsze była ewidencjonowana (protokół pokontrolny NIK) przeto, gdyby Tomkowi, albo innemu z agentów zdarzyło się ją zgubić po pijaku, to i tak w tym bałaganie nie było by sprawy. Kamiński dzisiaj gra człowieka o niezwykłych zasługach dla Polski. W gruncie rzeczy to chory człowiek. Chory na megalomanię i nienawiść. Dyskusja z nim przypomina szarpanie się kucyka z koniem. Całe to jego „ustrojstwo” za 100 milionów rocznie nie miało nic wspólnego z ściśle sekretną organizacją. Owocem tej kosztownej wieloletniej jego pracy jest ponoć uwięzienie dwóch amatorów korupcji. Dzisiaj wywiadu o działalności CBA udziela dla GW jeden z jego byłych funkcjonariuszy, obnażając prawdziwy obraz tej instytucji. Kamiński z jak zwykle wściekłym wyrazem twarzy powiada, że nie należy słów byłego funkcjonariusza CBA brać na poważnie bo był on chory psychicznie. Oskarża się zatem sam, ponieważ w CBA, w instytucji wymagającej wyjątkowego„uniwersalizmu” zatrudniał ludzi bez koniecznych badań ich zdrowia, jakie musi przejść chociażby przeciętny amator zakupu pistoletu gazowego. Zatrudniał ludzi, którym dawał do ręki ostrą broń, oraz walizki z pieniędzmi, z których ponoć nie musieli się dokładnie rozliczać. Ubierał ich u Giorgio Armaniego i wsadzał ich do najdroższych samochodów. Żyć nie umierać. A umierał podobno już po trzech kieliszkach wypitego „absolutu”. Odchodzący na emeryturę poza samochodem wszystkie „gadżety” zachowuje sobie na pamiątkę. Samochód był za „taniej” odprzedawany, być może nawet dotychczasowemu użytkownikowi. Zresztą nie opłaciło się zbyt długo siedzieć w firmie Kamińskiego. Agent Tomek poimprezował tam tylko 15 lat i odszedł na emeryturę w wysokości ok. 5000 złotych. Jako że należał do PIS, Kaczyński go zrobił posłem za 20 tysięcy złotych miesięcznie. Dzisiaj może błyszczeć w mediach z gołym torsem i wywalonym ozorem w czasie oblizywania małżowiny usznej nagabywanej kobietki, oraz w błazeńskim tańcu ze swoim szefem. Ciekawe jak go dzisiaj postrzegają partyjne koleżanki , Kempa, Sobecka, Gosiewska czy Piotrowicz. To ich ciacho. To ich Bond.
Na koniec przytoczę fragment wiersza Wisławy Szymborskiej, który „ubarwia” temat .
Do nowych zadań w każdej chwili gotowa. Jeśli musi poczekać, poczeka. Mówią, że ślepa. Ślepa?. Ma bystre oczy snajpera i śmiało patrzy w przyszłość-ona jedna. Nienawiść.”




poniedziałek, 3 grudnia 2012

ZDROWE RELACJE

Tusk-Putin, w wersji PIS i 20% spoleczenstwa.
Chodzi oczywiście o relacje Kościół - Policja – Wojsko, a generalnie Kościół - Państwo. W temacie tym uzbierało się wiele przykładów, niestety nie zawsze o ciepłym wydźwięku, Gdy przyjrzymy się owym relacjom, to niestety nie są one na tyle partnerskie, by mówić o prawdziwym „stowarzyszeniu” w walce o wspólną sprawę. Poprzez przeróżne dewocyjne wymuszenia Policja jak i Wojsko jest przedmiotem, a nie podmiotem dla firmy, która poprzez strukturę ma szefa w Watykanie. Konkordat podpisany pod naciskiem naszego papieża w sposób uwłaczający prawu międzynarodowemu i Konstytucji (nasz rząd wtedy nie istniał po rozpadzie parlamentu) tylko dzięki dewocyjnemu Janowi Rokicie i już byłej premier Suchockiej z dokładką prezydenta Kwaśniewskiego, który dla przypodchlebienia się Kościołowi go ratyfikował nie bacząc na skutki. Jestem absolutnie (nie tylko ja) przekonany, że żaden z decydentów przed podpisaniem nie zadał sobie trudów przeczytania ze zrozumieniem treści tego haniebnego dla Polski dokumentu. Kierowano się ogólną doktryną wygłoszoną w Sejmie przez wicepremiera Goryszewskiego, że: Nieważne czy Polska będzie biedna czy bogata, czy będzie wolność słowa i dobrobyt. Ważne by Polska była katolicka.

W wyniku natychmiastowego wprowadzenia w życie konkordatu wojsko, policja, sport, kolejarze, rybacy a nawet szpitale, sanatoria i Bóg wie tylko jeszcze kto zostali otoczeni „opieką kapelanów” opłacanych w milionach złotych z budżetu państwa. O tym akurat pisałem wielokrotnie. Ale zgodnie z zasadą daj mu palec to weźmie całą rękę stało się, że w relacji np. Kościół – Policja - Wojsko to pierwszy człon tej trójcy pozostaje nadrzędny. W przypadku akurat policji gonionej na msze, rekolekcje, święcenia wozów, zabezpieczenia procesji i pielgrzymki ksiądz kapelan współdecyduje kto przy okazji zbliżającego się święta Policji otrzyma awans, odznaczenie lub nagrodę. Podobnie jest w wojsku. Kapelan w randze zastępcy dowódcy współdecyduje o awansach i nie tylko. Wielu żołnierzy zawodowych mimo prywatnej awersji do jakiegokolwiek wyznania z hipokryzją udaje dewota, biega na pielgrzymki do Częstochowy, by zapewnić sobie podpis na wniosku awansowym. W tej sytuacji, śmiało można powiedzieć, że o sprawności, wyszkoleniu i kunszcie żołnierskości decyduje (o ironio) ksiądz kapelan, tym bardziej, że wojsko dzisiaj jest niedofinansowane i przez to biedne jak mysz kościelna.

Czy zatem jest zaskoczeniem fakt, że abp Michalik wyrzucił na zbity pysk z policji funkcjonariusza, który pozwolił sobie na wręczenie jego kierowcy mandatu za przekroczenie obowiązującej prędkości?.Jak wiemy Michalika najbardziej zabolał fakt, że policjant zwrócił się do niego w formie per panie, zamiast ekscelencjo. Nie skończyło się na wywaleniu policjanta z pracy. Wsadził go też do więzienia po zamierzonej prowokacji przełożonych na komendzie. Tak bywa w przypadkach wielkiej miłości bliźniego. Kler jest absolutną władzą, wzorem Ludwika XIV tego. Władzą nie pisaną, ale oczywistą. Jeszcze trochę, a do policjanta będziemy się zwracać wyłącznie kolego stójkowy, zaś do księdza panie władzo. Zasmucające jest wydarzenie w Sadownem kilka dni temu. Policjanta, będącego na mszy, podczas której miejscowy wikary (podkreślam, wikary, a nie żaden dostojnik z torbą na głowie) zabolały słowa zawarte w kazaniu, że katastrofa smoleńska wydarzyła się w wyniku zamachu na prezydenta Kaczyńskiego i już wiadomo kto dokonał tej zbrodni, czyli Putin i Tusk na zawsze razem. Zbrodnią także było to, że policja podobno zatrzymywała autokary z pielgrzymami (czytaj kibolami) udającymi się na Marsz Niepodległości do Warszawy. Udał się więc rzeczony policjant po mszy do zakrystii by zaprotestować głoszonym słowom. Ksiądz go zlekceważył, a nawet obraził, jakże to on, pierwszy lepszy policjant odważa się nie zgadzać z ogólnie przyjętą teorią Macierewicza, a także z jego wiedzą o tym, co się dzieje w Polsce, po czym oskarżył policjanta o donosy do władz, co do których nie ma specjalnego zaufania. (Jak wiadomo na razie rządzi PO.) A to przecież tylko wikary, nie żaden wystrojony w ornaty katabas. A w ogóle może mówić co uważa, bo w tym akurat względzie chroni go konkordat.


Rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Węgrowie (w tym powiecie leży Sadowne) sierżant Anna Maliszewska napisała w oświadczeniu dla mediów: "Policjanci nie otrzymali doniesienia na wikarego tamtejszej parafii. Na nabożeństwie z Okazji Święta Niepodległości był obecny jeden z policjantów Komisariatu w Łochowie, który należy do parafii w Sadownem. Podczas mszy usłyszał m.in., że policjanci nękali ludzi wyjeżdżających na manifestacje, zatrzymali autokary i przesłuchiwali. Ponadto głosił kłamstwa o zamachu smoleńskim. Po mszy do policjanta podchodziły osoby i pytały, „czy jest to prawdą". Rzeczniczka zaznacza, że funkcjonariusze spotkali ks. wikariusza Tomasza Duszkiewicza przypadkowo, gdy - prywatnie - odwiedzali w szpitalu schorowanego proboszcza z Sadownego. Podczas spotkania - pisze rzeczniczka -"to ksiądz wikariusz rozpoczął rozmowę na temat kazania. Policjanci skorzystali z okazji i spytali się, skąd ksiądz wikariusz ma takie informacje, ponieważ chcieliby to wyjaśnić. Przypadkowe spotkanie odbyło się w formie rozmowy, a nie przesłuchania. Nikt z przełożonych nie polecał przeprowadzenia żadnej interwencji, a wizyta policjantów u proboszcza miała charakter ściśle prywatny i wynikała z wieloletniej „udanej współpracy” na rzecz społeczności lokalnej. Policja podaje też, że "podczas rozmowy wyjaśniono księdzu, że policjanci nie zatrzymywali żadnych autokarów, ani nie przesłuchiwali uczestników wyjazdu".Sierż. Miklaszewska dodaje: "ksiądz w trakcie rozmowy twierdził, że w czasie głoszenia kazania był zdenerwowany sytuacją zaistniałą podczas manifestacji w Warszawie i nie pamięta, aby mówił cokolwiek, co stawiałoby policję w Łochowie w złym świetle". Nie ma żadnej inwigilacji, ani nękania. Ciekawe, bo właśnie od wczoraj poprzez media prawica zarzuca władzy, że wzorem ks. Popiełuszki, nęka Bogu ducha winnych księży.
Gdy słyszy się, że Kościół gwałtownie traci zaufanie, można wpaść w panikę. Gdzie jak gdzie, ale w Kościele katolickim zaufanie ma wielkie znaczenie. Jeżeli w tej dziedzinie następuje radykalny kryzys, to jest się nad czym zastanawiać. Przede wszystkim jednak trzeba ustalić, o co konkretnie z tym zaufaniem chodzi, bo zaufanie Kościół sam sobie roztrwania podobnymi przypadkami, jak przytoczone zachowaniem wikarego z Sadownego, oraz abp Michalika podczas kontroli drogowej, masowym ukrywaniem przestępstw seksualnych i gospodarczych oraz rabunkiem mienia państwowego. Nawet nie zauważa, że powoli odwraca się od świątyń coraz więcej wiernych. Ale skoro tego nie raczą zauważać to ich problem.





piątek, 30 listopada 2012

PAWLAKI I KARGULE


Dzień 1 maja 2004 roku na długo pozostanie w pamięci polskiego narodu. 
Tego dnia flaga Unii Europejskiej po raz pierwszy powiewała razem z flagą III Rzeczypospolitej Polskiej.
Wciągnięcie na maszt flagi Unii Europejskiej przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego nastąpiło o północy przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Tak pisała prasa drukowana natychmiast po.
Pamiętam, w tym dniu przebywałem służbowo nad Bałtykiem. By nie przespać relacji w telewizji nastawiłem na czuwanie budzik. Byłem jako obywatel dumny z tego nadzwyczajnego aktu wstąpienia naszej polskiej parafialnej Rzeczypospolitej do rodziny krajów postępu i nowoczesnej egzystencji. Moje podniecenie zostało niestety mocno stonowane, gdy podczas robienia porannych zakupów w miejscowym sklepie usłyszałem z ust Kaszubów, że władze polskie nas sprzedały żydostwu za mało warte srebrniki. Praktycznie wszyscy kolejkowicze sklepu o fakcie przystąpienia Polski do UE wyrażali się jeżeli nie z obojętnością to w większości ze wstrętem. Mimo to moja duma jako obywatela Polski z godziny na godzinę narastała osiągając apogeum w chwili wciągnięcia naszej flagi narodowej na maszt obok Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Na szczęście miejscowa prasa przystąpienie Rzeczypospolitej do Unii oceniła wyłącznie w ciepłych kolorach.
Tak się złożyło, że kilka miesięcy wcześniej złożyłem wizytę w swojej rodzinnej miejscowości na północy Mazowsza. Jak to zwykle bywa z ciekawości zapytałem sąsiadów, czy braliście państwo udział w referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE. Usłyszałem że tak, a jakże, bo jako katolicy wypełniliśmy polecenie naszego proboszcza, który nakazał być przeciw wstąpieniu do tej … żydowskiej organizacji. Ale przecież jako rolnicy byście korzystali z dopłat, powiadam.. Na to usłyszałem odpowiedź, że na żydowskich pieniądzach nikt się nie dorobił i nam na nich nie zależy, bo Żyd jak wiadomo najpierw daje, a później zabierze nasze gospodarki i przyjdzie nam zdechnąć z głodu, albo być wyrobnikiem jak przed wojną. Gdy powiedziałem, że nasz papież akurat był za akcesją Jego Ojczyzny z Europą, usłyszałem odpowiedź, że nic o tym nie wiedzieli, a słowo naszego pasterza liczy się najbardziej. I tak się stało. Wieś, o której mówię nie zagłosowała na tak aż w 56%. Jak pokazały media, były wioski, gdzie blisko 100% mieszkańców wypięła się na Unię. Najwięcej we wschodniej Polsce, gdzie królowała ideologia Kaczyńskich i Giertycha. Na szczęście stało się inaczej, bo Polska to nie tylko ciemna masa zalegająca wyra w Podlaskim, Małopolskim, Lubelskim i Podkarpackim. Na tak zagłosowała reszta mieszkańców naszego kraju, w tym największe miasta. W skali całego kraju ponad 77% wyraziło swe poparcie dla akcesji. Stało się!!
Pewno częściowo zadziałał Pawlak, co to i z proboszczem na Ty, a w Brukseli potrafił wychwalać to co mamy najlepszego, czyli oscypki, śliwowicę łącką, oraz wiejską kiełbasę spod Płocka. Ponadto wiadomo, że Kościół jest największym posiadaczem ziemskim, stąd „żydowskie” miliony w postaci dopłat rolniczych to jak manna z nieba wprost od pana B.
Po roku ponownie odwiedziłem swoje rodzinne pielesze. Gdy zapytałem, czy biorą pieniądze z Unii w ramach dopłat do posiadanych hektarów, otrzymałem wyczerpującą odpowiedź od jednego parafianina:
-Ja panu powiem tak. Gdy gmina wypełniła za nas papiery w sprawie tych dopłat i te dolary, czy tam euro znalazło się w kasie gminnej, to udaliśmy się z delegacją do proboszcza, by zapytać jak mamy z tymi dotacjami postąpić?. Czy je brać, czy odmówić, czy może wszystko oddać na kościół, który i tak wymaga remontu?. Bardzo nas to gnębiło, tym bardziej, że w pierwszym roku nam się podobno należała tylko część pieniędzy w stosunku do rolników niemieckich i francuskich. Chcieliśmy też się upewnić, czy biorąc te żydowskie euro nie grzeszymy, albo nawet może popełniamy grzechy śmiertelne. Ksiądz to mądry i dobry pasterz, dlatego też po odprawionej w naszej intencji, oraz naszych rodzin mszy św. wygłosił kazanie, w którym powiedział tak, abyśmy wszyscy zrozumieli: Nie bójcie się, nie dopuścimy, aby jakikolwiek obcy człowiek, a tym bardziej Żyd wrócił na wasze ziemie, które dzisiaj często są akurat już w rękach waszych synów, albo wnuków. Oni mogą kupić ziemię waszą, albo waszego sąsiada, ale wyłącznie za waszą zgodą. Prawo jest tak ustanowione, że w Unii Europejskiej wszyscy są równi. Każdy z was może sobie kupić działkę pod Paryżem albo Madrytem i tam posadzić kartofle, albo zasiać łubin. Jedno tylko wam powiem. Faktem jest, że pieniądze które przyjmiecie są wypracowane przez korporacje złożone z Żydów, jako, że jest to naród mądry i przedsiębiorczy. To, że ich przodkowie uśmiercili Pana Jezusa jest straszliwym faktem, ale już zostali ukarani za to przez Hitlera. Przecież pieniądz jak wiecie nie śmierdzi. Tak powiedział jeden z cesarzy rzymskich imieniem Wespazjan, który był chrześcijaninem, a więc wierzyć mu trzeba. Zrobicie z nimi to co zechcecie. Po mszy zatrzymali my się pod parkanem kościelnym na papierosa, a następnie udaliśmy się w celu dalszych uzgodnień do karczmy. Przewodniczący naszej delegacji po strąceniu pianki z kolejnego kufla rzekł; Wiecie co chłopy?.Postanowiłem zgodnie z własnym sumieniem, jako Polak z dziada pradziada i do tego katolik, że te swoje kilka tysięcy złotych, które, co tu dużo mówić parzą moje ręce wkopać w poświęconą ziemię. Nie rozumieliśmy o czym mówi, bo to był już chyba czwarty kufel piwa, więc milcząc czekaliśmy na dalsze wyjaśnienia. Otóż postanowiliśmy wraz z sąsiadem Kargulem wybudować za te śmierdzące pieniądze murowane grobowce na cmentarzu dla całej rodziny. Znajdzie się tam miejsce na wieczny spoczynek dla nas, dla naszych dzieci, wnuków, prawnuków a może praprawnuków. Mądra myśl, przyklasnęliśmy wszyscy, a stary Wincenty nawet postawił wszystkim jeszcze jedną kolejkę.
A nie lepiej by było, gdybyście te już kolejne tysiące złotych zainwestowali w maszyny gospodarcze, udoskonalenie hodowli, czy też urządzenie mieszkań?. Ma pan racje, teraz już tak, ale najpierw trzeba było pomyśleć o wiecznym odpoczynku. Należy nam się chyba, nie?.
Od wejścia Polski do Unii Europejskiej upłynęło osiem lat. Mimo naszej niedołężności organizacyjnej kraj się zmienił. Są jakieś tam odcinki autostrad, wioski wyglądają radośniej pozbywając się strzech i azbestu. Jest okno na świat w postaci TV, często nawet za pośrednictwem satelity. Dużo gospodarstw ma w domu bieżącą wodę, oraz centralne ogrzewanie. Dzięki postępowi w telekomunikacji można się dodzwonić do pogotowia i straży pożarnej, a nawet do proboszcza, który dla wielu nadal pozostaje największą wyrocznią.
 Tak się złożyło, że jadąc do celu, niedawno zatrzymałem się na owym cmentarzu parafialnym, na którym zresztą spoczywają szczątki także moich bliskich. Spacerując alejkami znalazłem kilkanaście „pięknych” wręcz bardzo gustownych pustych grobowców, jakby oczekujących gości wzorem nowo otwartego hotelu. Grobowce kolorowe o nieznanych mi dotychczas kształtach architektonicznych, na których już dzisiaj można odczytać imiona i nazwiska fundatorów i jednocześnie pierwszych „gości”. Niektóre już wstępnie zagospodarowane. Gierek miał rację Polak potrafi... wykiwać nawet Żydów.
 
PS. Wydarzenie opisałem pod wpływem odbioru społecznego filmu "POKŁOSIE"

wtorek, 27 listopada 2012

ZNASZ LI TEN KRAJ, czyli SKANSEN EUROPY


Coście zrobili z tym krajem skurwysyny. Oddajcie nam uśmiech”.

Te słowa widniały na transparencie niesionym przez tłum młodych, na czele którego szedł Cezary Baryka, bohater „Przedwiośnia” Żeromskiego. Takie hasło należałoby rozwieszać wszędzie. Od Warszawy po Kozie Doły. Hasło dla myślących, a więc niekoniecznie tylko dla inteligencji. Ale czy w naszym niby europejskim kraju, w dwudziestym pierwszym wieku jest znacząca ilość prawdziwej inteligencji?. Czy inteligentem sensu stricte można nazwać absolwenta katolickiego uniwersytetu, z Terlikowskim jako przedstawicielem?. Czy do inteligencji można zaliczyć absolwentów licznych seminariów duchownych i „akademii” katolickich, a szczerze mówiąc również „magistrów” prywatnych świeckich uczelni gdzie zajęcia były odklepywane za słono płacone czesne. Czy do inteligencji wreszcie można zaliczyć całą sforę członków i sympatyków PIS oraz partyjek im pokrewnych bez znajomości języków (vide: „doktorowie” Kaczyński, Rydzyk). Otóż nie!.

Według Noblisty Dario Fo: inteligent, który nie jest lewicowy i nie aprobuje takowej ideologii nie jest inteligentem. Zatem inteligencji w Polsce jest jak na lekarstwo. Fakt, że pan Dario nie jest zbyt zaprzyjaźniony z kołami zbliżonymi do niezbyt odległego Watykanu, jednak świat postępowy, a w większości świat taki jaki jest odbiera Go dobrze. Stąd ta zaszczytna nagroda noblowska.

Przemierzając samochodem nasz kraj, Europejczyk ma do czynienia ze zjawiskiem, które we własnej ojczyźnie zaliczył by do zmór. W okresie wakacyjnym, ale nie tylko, masa ludzi z cywilizowanej Europy, ale i Świata przyjeżdża do Polski. Czyni to choćby ze względu na korzystną wymianę posiadanych zasobów walutowych. Co tu może spotkać prawie za darmo, czego ich oczy nie ujrzą w Belgii, Holandii, Francji lub Szwecji, a o czym można opowiadać w długie zimowe wieczory niezbyt grzecznym dzieciom na dobranoc.

Otóż drogie dzieci. Niedaleko, bo zaledwie za Odrą jest taki kraj, bardzo odmienny od naszego i krajów innych naszych sąsiadów. Do niedawna (jak ludzie mówili) chodziły tam po wsiach, a nawet miastach białe niedźwiedzie. W kraju tym prawie w każdej wsi jest zamek, zwany przez miejscowych domem bożym. W miastach takich budowli jest kilka, zdarza się, że na każdej ulicy. Wzdłuż szutrowych szos tego przemiłego kraju stoją przeróżne świątki, które mają swoje obowiązki. Otóż chronią one ludzi od różnych nieszczęść na przykład od wypadków drogowych chroni święty Krzysztof. Jeżeli patron się zagapi i nastąpi wypadek, w wyniku którego zginie kierowca, to jest on pochowany na miejscu. Świadczy o tym postawiony tam krzyż. Takich krzyży w Polsce są tysiące. Chyba już im brak miejsc na cmentarzach, bo akurat ofiar wypadków drogowych w Polsce jest najwięcej w Europie. Od pożarów ludność chroni święta Teresa, dlatego w czasie burzy jej obrazy wystawiane są w oknach jak portrety u fotografów. Jest to o wiele tańsze niżeli montowanie piorunochronów. Zresztą na dachy obywatele wsi wchodzą tylko gdy one przeciekają, albo gdy trzeba poprawić odbiór telewizji TRWAM. Od zguby natomiast chroni ich święty Antoni, a naprawdę odnajdują wiele rzeczy, oczywiście poza rozumem, ale akurat ten nie jest dla nich najważniejszy, więc mogą machnąć ręką. Dlatego tym mieszkańcom żyje się szczęśliwie, bo więcej do szczęścia nic im nie potrzeba.

W ostatnich latach, ten szczęśliwy na swój sposób naród rozmnożył w swoim kraju od Bugu aż po Odrę tzw. sanktuaria Maryjne. Wiadomo, tego akurat nigdy nie za dużo, tym bardziej, że akurat nad Wisłą Matka Boska czyni cuda na kopy. A to się ukarze na wierzbie, a to na sośnie, w zależności od upodobania, a to na oknie plebanii, a to na parapecie pod oknem sołtysa. Także służby moherowe nie nadążają z upamiętnieniem miejscowości, w których należało by zbudować chociażby kapliczkę oraz podprowadzić rurkę z której by wyciekała zdrowa, święcona woda. Miejscowy naród od ust sobie odejmie, ale na taki cel wydłubie ostatni grosz. A nuż zachoruje, a tu do lekarza daleko, to pod ręką Matka Boska jak znalazł. No a skoro nie wyzdrowieje, to widocznie taka była wola boża. Pewno nagrzeszył, o czym okolica nie wie. Zdarzają się jednak cudowne wyzdrowienia. Miejscowy pijaczyna złodziej i zabijaka Kulawik, któremu lekarze nie dawali żadnych szans na przeżycie po uderzeniu siekierą pod remizą, dzięki popijaniu wody ze źródła świętego wydobrzał. Teraz cała wieś go widuje jak zachodzi do wdowy Borowej. I ponoć już ją pokrył.

Sanktuaria polskie są wizytówką bogactwa duchowego Polaków. Są przybytkami do których, w ciągu całego roku pielgrzymują masy wiernych, w tym młodzieży, szczególnie bezrobotnej, która owe masowe zbiegowiska pod wodzą wyposażonego w instrumenty i tuby nagłaśniające księdza traktuje jako urozmaicenie monotonnego, codziennego życia. Do Matki Boskiej w Częstochowie, Licheniu, Toruniu, Kalwarii Zebrzydowskiej i wielu innych miejscowościach podążają chłopcy i młode dziewczyny, bo jest to uświęcona okazja do wzajemnych kontaktów, często nawet do poczęcia na chłopskim pachnącym sianie nowej dzieciny. Dziecko poczęte w takich okolicznościach ma szansę zostać księdzem lub zakonnicą. O fakcie poczęcia takowego pisałem w jednym z poprzednich postów. W Toruniu chwilowo Matkę Boską zastępuje ojciec Rydzyk, ale już wkrótce zbuduje tam świątynię pod Jej imieniem.

I to jest właśnie skansen Europy. Zachowajmy go dla potomnych, zachowajmy go dla kontynentu. Coś przecież ci Europejczycy muszą zwiedzać, a tutaj nad Wisłą jest jeszcze wiele do zwiedzania i przemyśleń nad kruchością życia. Europejczycy przemierzający nasz kraj, na szutrowych szosach, a od niedawna już na wielu odcinkach autostradowych mogą spotkać autokary wycieczkowe. Nie, nie. To nie są wycieczki udające się w austriackie Alpy, czy chociażby do Pragi, aczkolwiek takie rodzynki też się zdarzają. Większość autokarów podąża do Częstochowy, Lichenia, lub na zlot czarownic do Torunia. Odbywa się to cały rok. Oczywiście tu i ówdzie mknie też autokar wypełniony kibolami uzbrojonymi w pały i noże. Oni śpieszą się z błogosławieństwem kapelana na mecz z Borutą Pcim. Ciekawe, że nikt ze zdrowo myślących nie zada sobie pytania, dlaczego najwięcej wypadków śmiertelnych na polskich drogach zdarza się podczas wypraw pielgrzymkowych. Gdzie jest ich opiekun boski, gdzie święty Krzysztof, gdzież w końcu Najświętsza Panienka, do której im tak spieszno. Czyżby ci pielgrzymi tym świętym się zbytnio narzucali?, byli dlań natrętnymi intruzami?. No nie wiem, ale oni też nie wiedzą i to mnie pociesza.

Jest taki kraj moje dzieci, to kraj o którym wam opowiadam, gdzie każdej dziedziny życia prywatnego, a państwowego w szczególności pilnuje dyżurny ksiądz zwany kapelanem, a który za czynione czynności duchowe otrzymuje wysokie wynagrodzenie. Zabezpieczone jest pod tym duchowym względem wojsko,, policja, więziennictwo, szpitale, straż pożarna oraz wszystkie federacje sportowe nie licząc kolejarzy i celników. Nie ma osamotnionej dziedziny życia w Polsce. Przykładowo kapelan w jednostce wojskowej pozostaje na etacie zastępcy dowódcy tej jednostki, a jego obowiązkiem priorytetowym jest wysłanie żołnierzy na doroczne pielgrzymki do Częstochowy i Lednicy. Abp Głódź zanim został generałem, po otrzymaniu nominacji na kapelana Wojska Polskiego był zaledwie plutonowym. Wałęsa z polecenia JPII zrobił go generałem, a że lubił alkohol szybko zdobył serca innych ochlapusów zaskarbiając sobie przydomek „flaszka”. Dzisiaj flaszka rządzi całą administracją województwa pomorskiego z prezydentami włącznie. Także drogie dzieci, za Odrą macie szansę zobaczyć to, co nawet „fizjologom” się nie śniło, a potem możecie to opowiadać swoim niezbyt znerwicowanym dzieciom, a moim wnukom.

***
Tekst ten napisałem blisko osiem lat temu i stanowi on fragment mojej książki dotąd zalegającej szufladę. W chwili obecnej niewiele się zmieniło. Rząd polski nadal ładuje w Kościół około 8 miliardów złotych rocznie z naszych podatków, zgodnie z podpisanym bezprawnie konkordatem, nadal rozdaje obiekty i ziemie na kiwnięcie biskupim palcem zdobnym w pierścień, a czarne macki się wciąż rozrastają. Dzisiaj katecheci szatanem straszą już nawet dzieci przedszkolne rozszerzając swój „naukowy” repertuar na wszystkie klasy szkolne upominając się nawet o maturę z religii. Oczywiście, że w związku z organizacją Euro zbudowano kilkaset kilometrów autostrad, dzięki czemu podczas poszerzania jezdni zlikwidowano setki tych „sztucznych przydrożnych grobów”, ale figurki, choćby najbardziej artystycznie szkaradne przenoszono z namaszczeniem gdzie indziej. Niemniej nadal pozostajemy skansenem. A w skansenach rodzą się jak grzyby po deszczu różne subkultury ideologiczne, o których mądrzą się przeróżni prawnicy, posłowie i dziennikarze w towarzystwie polityków z wielu partii.

czwartek, 22 listopada 2012

REDUTA



Zastanawiam się, czemuż to potomka szlachty polskiej pana Radosława Sikorskiego nie zrobiono ministrem budownictwa, a wręczono mu nominacje reprezentanta polskiej dyplomacji. Chłop zapędy budowlane ma we krwi. Chciał i zapewne nadal chce rozwalić Pałac Kultury, by na jego miejscu pobudować najwyższy w Europie wieżowiec, najlepiej swojego imienia. Z kolei zgłasza pomysł zbudowania muru obronnego wokół Sejmu, być może wzorem tego, który jest widoczny nawet z Kosmosu, czyli chińskiej reduty. Polska, podobno najbardziej demokratyczny i bezpieczny kraj spośród państw byłego obozu socjalistycznego, pozazdrościła pejoratywnie pojętej sławy Norwegii, gdzie obowiązuje najwyższy stopień bezpieczeństwa i demokracji wśród krajów utrwalonego kapitalizmu. I okazuje się, że prawdopodobnie by się nam to udało gdyby nie czujność służb specjalnych, bo facio terrorysta był wyposażony nie tylko w odpowiednie materiały o wadze czterech ton, ale i w wiedzę jak je odpalić, boć to przecież pracownik naukowy uniwersytetu. Niestety panie Sikorski, pomysł budowy muru, szańca czy tez reduty jest śmieszny jak popisy trefnisia skaczącego po stole między półmiskami z pieczoną dziczyzną. W wolnej Polsce na dobrą sprawę nie było żadnego ataku terrorystycznego i daj nam Boże tak dalej, natomiast są kraje gdzie słowo terroryzm ma nie tylko werbalne znaczenie. Niemcy, Izrael, Hiszpania, Rosja czy też USA. Tam relacje z zabijania ludzi i czynienia zniszczeń materialnych przez świrów zapełniają całe programy TV i szpalty miejscowych gazet. A czy ktokolwiek słyszał by im do głowy przyszedł pomysł budowy murów obronnych wokół Bundestagu, Knesetu, Kortezy, Dumy czy Kongresu?. Do diabła, po to obywatele odejmują sobie od ust, by płacić haracz podatkowy na dobrze funkcjonujące służby, które w odpowiednim czasie rozbroją, unicestwią zamiary psychopaty. Ale by nie dopuścić nawet do rodzenia się pomysłu terrorystycznego, trzeba zadbać o to, by nawet z powodu dobrze pojętego słowa demokracja, nie rodziły się organizacje, których hasłem jest szerzenie homofobii, antysemityzmu, rasizmu w imię jakiejś tam religii, np. „wielka Polska katolicka”. Nie dopieszczać w imię źle pojętego pluralizmu takich organizacji neofaszystowskich jak Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny, a tu pan prezydent ze szlachetnych pobudek ( w końcu też szlachcic) skłonił się, odmówił modlitwę i położył wieniec pod pomnikiem idola tych organizacji, Dmowskiego. Nie tędy droga. Minęły już wieki gdy budowano mury z okienkami strzelniczymi dla odparcia wroga. Coś się Sikorskiemu popieprzyło. A może chce na grunt państwowy przenieść własne doświadczenia. Wiemy bowiem, ze swój rodowy gród pod Bydgoszczą otoczył murem z wyeksponowanym napisem : STREFA ZDEKOMUNIZOWANA.


Cała trójka, to taka szczeniacka katooszołomska, prawicowo-nazistosowsko-kaczystowska lewizna! ZATRZYMAĆ, PRZESŁUCHAĆ, POSTRASZYĆ KRYMINAŁEM I BĘDZIE PO KRZYKU! Odważni to oni nie są, oj nie są. W gruncie rzeczy to są tchórze, którzy na front walki wysyłają kiboli i nic nie rozumiejących prostaczków z otoczenia Kaczyńskiego i Macierewicza.” Tak skomentował czytelnik WP. informację o życiu i działalności Roberta Winnickiego, przywódcy Młodzieży Wszechpolskiej. A szczerze i po prawdzie, to ta błazeńska trójca przypomina mi zlot „swoich” przed kryształową nocą. Zawisza to jak Hitlerek, Winnicki to Gebbelsik, a ten trzeci to ich przyjaciel z Włoch, czyli napompowany Benito. Czyż bardzo się mylę?.










wtorek, 20 listopada 2012

GORZKIE ŻALE


Post zatytułowałem dość modlitewnie, a nawet wielkopostnie, chociaż treść dotyczy spraw stricte świeckich, do tego państwowych, a więc wydawało by się niezależnych od Kościoła. Ale nie u nas niestety, w kraju rządzącym w pozycji mocno kucznej, czyli na klęczkach. Gorzkie żale, to tzw. biadolenie, albo żal, że nie postąpiło się inaczej, lepiej, niźli postąpiło, lub wręcz jest to prośba o przebaczenie. Nie ma co akurat przebaczać winowajcom, bo sami sobie naważyli tegoż piwa. Zatem żal to nic innego jak żałowanie dokonanego postępku, kropka.
Żal to negatywny stan emocjonalny spowodowany doznaną krzywdą.. Towarzyszy mu często trudność w pogodzeniu się z tym, co utracone, czego już nie ma.
Ten może nie najlepszy wstęp zastosowałem do wypowiedzi w sprawie polityki naszych władz i to od początku naszej polskiej transformacji, czego zapewne oni dziś żałują.
  • Przecież nigdy by nie doszło do tylu idiotyzmów na maxa w sprawie śledztwa smoleńskiego, gdyby władze nie pozwoliły wygłaszać jakiemuś tam świrniętemu Macierewiczowi teorii spiskowych zaraz po ogłoszeniu protokołów ze śledztwa aż dwu komisji państwowych. Jak można było pozwolić głosić brednie człowiekowi, który poprzez swoją działalność przy likwidacji WSI spowodował aż tyle szkód zarówno w stosunku do wielu osób oskarżając je fałszywie o współpracę z wywiadem PRL, ale też powodując kontrwywiadowcze osamotnienie naszych wojsk np. w Afganistanie. Pokrzywdzeni bronią swego honoru w sądach, a państwo im płaci odszkodowania w setkach tysięcy złotych z naszych podatków. Głoszone nadal owe brednie jakoby Lecha Kaczyńskiego zabito w wyniku zamachu to piramidalna kompromitacja na arenie międzynarodowej. Ocenił to słusznie Zbigniew Brzeziński, amerykański polityk, znawca spraw rosyjskich. Doszło do tego, że „wrak” samolotu nazywają „szczątkami”, a owe szczątki już „nie leżą a spoczywają”. Ich fragmenty zdobią obrazy Najświętszej Panienki. Premier i prezydent od początku powinni zdecydowanie zareagować na poczynania J .Kaczyńskiego. Przecież jeszcze przed wylotem do Smoleńska jeden z ochroniarzy rządu powiedział do pracownika kancelarii prezydenta, że Kaczyński kiedyś się zabije sam i przy okazji zginie wiele osób. Okazuje się, że autor tych słów też zginął. Wszystko przez bałagan organizacyjny panujący w Pałacu. Mówił to prawdopodobnie po doświadczeniach z podróży prezydenta do Gruzji. Tak się stało, jak się stać musiało. Skoro po katastrofie w Mirosławcu, gdzie zginęło całe kierownictwo wojsk lotniczych, Kaczyński pozostawił nadal mało abstynenckiego Błasika na stanowisku, to musiało się zemścić jeszcze większą katastrofą, w której śmierć ponieśli dowódcy wszystkich rodzajów broni, nie mówiąc o pozostałych, jakże ważnych dla państwa osobach. Dzisiaj rozszalały klan polityczny PIS po władzę płynie na tej rozbitej łajbie oskarżeń i kłamstw, które nijak człowiek zrozumieć nie potrafi i będzie on dotąd płynął aż całkowicie zatonie podczas wyborów. Tyle tylko, że strawić to trudno.
  • Żałować może też nasz Tusk swojego usposobienia polegającego na wrogości do wszystkiego co lewicowe. Dał przykład temu w kilku przypadkach. Przykładem jakże namacalnym była jego absencja na otwarciu olimpiady w Pekinie. Powiadał, że nie pojedzie do tegoż kraju, bo tam się nie kocha Tybetu. Tymczasem na trybunach zasiedli bodajże wszyscy prezydenci i premierzy świata. Wygląda na to, że tylko Tusk jest obrońcą praw na świecie. Podobnie postąpił w stosunku do lewicowego kandydata na prezydenta Francji Francois Hollande podczas jego wizyty w Polsce. Bardzo ważny pan Tusk, premier bardzo ważnej Polski zlekceważył mało ważnego Francuza, za chwilę prezydenta Francji, kraju jednego z głównych finansistów UE. Myślę, że Donald Tusk tego mocno żałował, szczególnie po tym jak nasi sportowcy zdobywali medale na arenach Pekinu i w czasie wizyty oficjalnej prezydenta Francji w Polsce. A może i nie żałował, bo być może Kaszubi tak mają, ale na pewno Donald Tusk bardzo żałował przegranej Romneya ulubieńca prawicy w wyścigu do Białego Domu z którym to z wielką przyjemnością się spotkał w rodzinnym gronie.
 

Nikt myślący nie zaprzeczy, że dzisiejszego bękarta prawicowego w postaci ONR wyhodowali sobie sami rządzący. Swego czasu gdy lewica wygrała wybory partie prawicowe czyniły wszystko by zdezawuować kolegów z lewej strony sali sejmowej. Przy każdej publicznej uroczystości wypuszczali tych bękartów by gryzły jak pieski uczestników. Dotyczy to też różnego rodzaju przemarszów w obronie praw feministycznych i równościowych. A bękartom rosły ząbki, aż zagroziły one swoim rodzicielom. Dzisiaj ONR to zbiorowisko hołoty politycznej złożonej z różnego rodzaju kiboli z móżdżkiem wróbla, bojówkarzy o skrajnych narodowych przekonaniach, oraz antysemitów z chorą wyobraźnią. To zbiorowisko ma już swoich przywódców z programem typowo faszystowskim. Zawisza i Winnicki zapowiadają wywrócenie okrągłostołowej republiki, a was, dotychczasowych pieszczochów powywieszanie na drzewach obok socjalistów i demokratów. Tak, tak droga Platformo Obywatelska i prezydencie Komorowski. Jeżeli sami publicznie chwalicie protoplastów dzisiejszej skrajnej prawicy i składacie im hołdy pod pomnikiem Dmowskiego, nie miejcie pretensji, że ma kto was opluwać. Pokażcie trochę więcej europejskiej twarzy niżeli oblicza endeckiego ministra Gowina. Spadkobiercy przedwojennego nacjonalizmu w pierwszej kolejności dobiorą się do prawdziwych i wymyślonych Żydów, później do kolorowej zbieraniny feministek, ekologów oraz byłych i obecnych komuchów, ale o was też nie zapomną. Nie miejcie żadnych złudzeń. Nie wiem jaki wpływ ma rząd na media, ale one równorzędnie przyczyniają się do utrwalania status qwo. W dniu 11 listopada TVP nie pokazała ani jednej informacji ze świata, zaś program wypełniła sobie wywiadem z chorym z miłości do narodowców Arturem Zawiszą. Narodowcy w mediach mają swoich dyżurnych obrońców .Różnych Semków, Zdortów, Cejrowskich i im podobnych. Gdy Palikot z Millerem zapowiedzieli złożenie wniosku o delegalizacje ugrupowań faszyzujących, natychmiast minister Gowin rzekł: veto. Widać zatem kogo w rządzie ma pan Tusk. Nacjonalistę i ochroniarza kiboli. Ale przecież nikt się nie spodziewa, że Gowin będzie uczestnikiem Marszu Równości. Czy Tusk w tej materii będzie żałował decyzji jaką podjął wraz z Kaczyńskim o powołaniu IPN, skąd wypływa strumień papki nacjonalizmu i pożywki dla skrajnej prawicy?. Akurat w to wątpię, bo niedawno przyłożył się do ustanowienia dnia „żołnierzy wyklętych”. W gruncie rzeczy dnia wielu świadków historii zbrodniarzy z NSZ, ba, nawet walczą o pomnik dla nich w stolicy. W ten sposób chcą utrwalić jakże pamięć o tych co zabijali wyłącznie ze względu na nienawiść do wszystkich innych niżeli oni, czyli walczący często u boku wermachtu z demokracją, niestety ochranianą przez NKWD i polską obywatelską milicję.
    Donald Tusk, mimo, że ostatnio przyjmuje pozycję raczej wyprostowaną, to nie zapomina, że jeszcze niedawno klęczał przed klerem. Z tego też powodu pozwolił na rozkradanie narodowego majątku w ramach tzw. Komisji Kościelno- Państwowej, co przykre, powołanej za rządów SLD. Dzisiaj pod lawiną krytyki proponuje Kościołowi odpis 0,3% od podatku wiernych zamiast Funduszu Kościelnego. Episkopat na to nie wyraża zgody i żąda bardziej obfitej kasy. Z doświadczenia wiemy, że Tusk ustąpi po pierwszym tąpnięciu Dziwisza, który to jest duchowym opiekunem PO i trupich krwawych cząstek z JPII. A trzeba było nadać konkordatowi bardziej ludzkie oblicze poprzez renegocjację, bo jak na razie to jest to jedynie dokument płatniczy. Żal d*pę ściska panie premierze i panie prezydencie.
  • Premier Tusk może dzisiaj żałować wielu innych decyzji. Mianował z rozpędu „szajbę” na ministra sprawiedliwości. Człowieka od sprawiedliwości dla swoich, najczęściej sukienkowych, bo oni ostatnio mają prawo gdzieś tam „z tyłu”. Mianował Muchę na ministra sportu. Kobietę, co to o sporcie miała takie pojęcie jak ja o rozpadzie jądrowym. Za to świeciła urodą, co podkreślano przy każdej okazji. Było zatem trochę kompromitacji, a nawet przysłowiowych jaj. Na pewno też premier żałuje zatrudnienia syna w przedsiębiorstwie powiązanym z Amber Gold, co mu tylko przysporzyło kłopotów medialnych. Dzisiaj radio donosi o ujęciu mieszkańca Krakowa przygotowującego się wzorem Breivika do wysadzenia w powietrze gmachu Sejmu i fizycznej likwidacji posłów. Czy w tej sytuacji można jeszcze dłużej wątpić w słowa Zawiszy i Winnickiego?. Jest czego żałować panowie decydenci. To są wasze gorzkie żale.

piątek, 16 listopada 2012

Z KĄCIKA MOJEJ KULTURY




Najbardziej aktualnym tematem jest echo komentarzy z wywołanych przez MW i ONR burd ulicznych na obchodach Święta Niepodległości. Prasa i portale internetowe wciąż oddychają tymi obskurnymi wydarzeniami, w wyniku czego jedni chcą delegalizacji parafaszystowskich ugrupowań na wniosek lewicowych partii, z kolei inni w odwecie chcą delegalizacji SLD. Wiadomo, kto to są ci inni. To młodzi zbuntowani i wciąż niezadowoleni z życia ludzie, najczęściej oczywiście przynależni do MW i ONR. Zblazowani dostępem do nie tylko internetu, ale i wszelakich dóbr (bo co tu ukrywać, pochodzą z „dobrych” domów polskiej prawicy), swój temperament miast w sporcie i pracy wytracają na rzucaniu kostką brukową. Wielu z nich swój intelekt pogłębiała w podstawówkach i co najwyżej gimnazjach. Ale ja nie o tym.
Tak się złożyło ostatnio, że swoją osobistą kulturę podparłem książką pana Sławomira Kopera „PIEKIEŁKO POLSKIE”, czyli obrazy z życia elit emigracyjnych w latach 1939-1945, oraz obejrzeniem świeżutkiego jak mleko prosto od krowy filmu Pasikowskiego POKŁOSIE. Po przełknięciu doznań etycznych w wyniku zaliczenia owych dwu pozycji, stwierdzam, że niewiele się od siebie różnią w sensie moralnym moich współobywateli. Zarówno książka jak i film pokazują naszą polską, groteskową, a nawet przaśną, często nawet bydlęcą twarz, aczkolwiek bohaterami książki są tzw. elity Polski przedwojennej, zaś film pokazuje najniższe pokłady charakteru Polaków, umocowane w chęci zbrodni w celu grabieży i nienawiści do rasy semickiej podsycanej przez sam Kościół katolicki. Autor „Piekiełka” opisuje sprawy bardzo wstydliwe, rzucające cień na polską emigrację po klęsce wrześniowej, spory polityczne i rozgrywki personalne. W książce znajdujemy obrazy wzajemnych likwidacji z pola polityki, nawet poprzez utworzenie na obczyźnie obozu koncentracyjnego wzorem Berezy Kartuskiej, (oczywiście z wykluczeniem Holokaustu), w którym to umieszczano krnąbrnych oficerów. Wzajemne oskarżanie się o czyny często sfabrykowane dla osiągnięcia celu, w tym poprzez pospolite kurewstwo, a także pławienie się w zasobach złota wywiezionego z Polski w kilku wagonach to najbardziej prawdziwy obraz naszej generalicji i korpusu oficerskiego. Był bowiem czas gdy pensje wypłacali sobie i rodzinom odmierzając wagowo złoto z polskiego narodowego skarbca. W zasadzie lata wojny spędzali na rautach, w kawiarniach, oraz „tzw. „posiedzeniach rządu”. Jakże mi to przypomina współczesny kabaret Wójcika i Górskiego pokazywany w telewizji. Kasjerem, aż do roku 1989 był nasz bardzo „wielce zasłużony” Kaczorowski, z bożej łaski i kolegów ostatni operetkowy prezydent II RP na uchodźstwie, a w gruncie rzeczy nic nie znaczący politycznie urzędnik, za to pochowany dwukrotnie z honorami rządowymi w najdłużej i najdrożej budowanej świątyni katolickiej w Polsce. Jego jedyną zasługą było przekazanie insygniów władzy II RP dla Wałęsy. Co się stało z tą górą złota nie wiadomo, bo dostęp do niego mieli tylko wybrani spośród emigracji. Ponoć coś tam jeszcze nasze władze odzyskały, ale jakoś cicho nad tą trumną. Wielu z nich z powodu wzajemnej nienawiści, albo aberracji w stosunku do wyznających obowiązujące tam wartości musiało podjąć upokarzające jak dla stopnia wojskowego prace, nawet cieci i sprzątaczy. Wśród emigracji obowiązywał bowiem absolutny konformizm i oportunizm w stosunku do grupy zarządzającej, szczególnie skarbem. Wielu kwerulantów popadło w nędzę do tego stopnia, że zmuszeni byli żebrać o kilka dolarów ludzi ważnych na świecie, wykorzystując jeszcze swoje konotacje przedwojenne. Szczytem wstydu po polsku było zachowanie generała Składkowskiego w momencie pilnej potrzeby 100 dolarów na operację nowotworu jelit. Mieszkał aktualnie w Tel Awiwie, bowiem wielu z tych odtrąconych od „władzy” rozjechało się po świecie z powodu nie tylko nienawiści rasowych. Składkowski zwrócił się o pożyczkę tych 100 dolarów do swojego rządu w Londynie, ale od Sikorskiego otrzymał odpowiedź, że od Polski już nic mu się nie należy. Prosił zatem generała Andersa o podobną skromną pożyczkę, ale ten milczał. Zdesperowany generał napisał list do prezydenta USA Roosevelta tej treści: „Pisze do Pana ostatni premier przedwojennego rządu polskiego, który jako pierwszy w Europie odważył się Niemcom powiedzieć ,”nie” i wydać swoim rodakom rozkaz walki na śmierć i życie. Dzisiaj ja sam prowadzę walkę o życie. Czy mógłby Pan Panie Prezydencie pożyczyć mi 100 dolarów na operację. Zobowiązuję się je oddać w trzy tygodnie po zakończeniu wojny pod słowem honoru.” Co za upodlenie pana „premiera”. Wyobrażam sobie miny i kpiące oblicza ministrów w gabinecie prezydenta. Roosevelt okazał się człowiekiem na poziomie i kazał natychmiast wysłać nawet nieco większą kwotę z zaznaczeniem, że zwrotu nie oczekuje. Ten rozdział książki jest nazwany wstyd po polsku, bowiem okazuje się, że siedzący na złotych sztabach rząd Polski, jeszcze uznawany w tym czasie przez niektóre państwa, potrafił się tak kompromitować na arenie międzynarodowej. Rzecz w tym, że cała ta elita generalicji oraz przedwojennych cywilnych urzędasów była podzielona dosłownie po połowie. Jedni stanowili obóz piłsudczykowski, zaś drudzy przynależeli do wroga Marszałka czyli Sikorskiego, stąd wzajemne zagryzanie się powodujące skandale. To tak jak dzisiaj w naszym kraju. Albo przynależysz do polskiego narodu smoleńskiego, ogłupionego objawionymi prawdami Macierewicza, albo popierasz Tuska, ewentualnie lewicę. Szczerze mówiąc, jedynym pożytkiem elity (i to dzięki Sikorskiemu i jego układom z Sowietami), było wyciągnięcie z łagrów tych dziesiątków tysięcy polskich obywateli, którzy pod egidą Andersa przebyli szlak z ZSRR, poprzez Persję, Iran, Turcję, Francję do Anglii, chociaż połowa z nich zginęła na zachodnich frontach. To na miły Bóg jedyna zasługa dla obywateli ich ojczyzny.
Później już były tylko niewyobrażalne błędy z wywołaniem Powstania Warszawskiego na czele, a także ambicjonalne użycie naszego wojska, wyłącznie jako mięsa armatniego do zdobycia klasztoru Monte Cassino. W gruncie rzeczy żaden kraj należący do wielkiej trójki tego śmiesznego rządu nie uznawał. Ich ego było podtrzymywane poprzez nienawiść do Polski utworzonej na kanwie decyzji Stalina, Churchila i Roosvelta. Oni już nic nie znaczyli dla kogokolwiek w świecie, a mimo to czynili wszystko by pozostać w Anglii chociażby na stanowisku czyściciela szamb, byle nie wyjeżdżać do „zniewolonej Polski”. Fakt, że wielu z nich po przekroczeniu granicy PRL zostało aresztowanych i osadzonych w więzieniu. To były czasy komuny stalinowskiej, więc nie ma się czemu dziwić, ale wielu zasłużonych np. w walkach o Monte Cassino, w Polsce znalazło swoje miejsce. Przykładem jest chociażby Mieczysław Pawlikowski, estradowy zapowiadacz „Podwieczorku przy mikrofonie”, oraz fantastyczny Zagłoba w Panu Wołodyjowskim. Powróciło wielu pisarzy. Nie wszyscy doznali szykan, ale jednak nie byli zbyt gościnnie przyjmowani. Wiadomo, ruski komunizm. Podsumowując książkę, muszę przyznać, że jest mi wstyd. Między innymi za antysemityzm tychże elit, który spowodował rozproszenie po całym świecie ludzi bardzo wartościowych i ważnych dla literatury, muzyki i innych dziedzin sztuki. Niestety zachowania polskich elit w Londynie ośmieszały nas właśnie nie tylko jako antysemitów, ale też dewotów i homofobów. Przykładem niech będzie opis kolumny transportu podczas przebazowania wojska. Przykładowo w kolumnie francuskiej jechały wozy bojowe, następnie wozy zaopatrzenia i kuchnia a na końcu buda w której był zwykły burdel złożony z lekarza i prostytutek ochotniczek, lub tzw. branek do niewoli. W kolumnie brytyjskiej było podobnie, ale akurat kolumna polskiego wojska składała się z wozów bojowych, kwatermistrzostwa z kuchnią, zaś na końcu jechała buda w której na łóżkach polowych leżeli kapelani różnych wyznań. A przecież od zarania wieków w czasie wojen, w których biorą udział wyłącznie zdrowi młodzi mężczyźni, w których kipią chucie, armie organizowały burdele, chociażby dla celów higienicznych, aby uniknąć przypadkowych chorób. Jedynie Rosjanie, którzy postępowali w myśl etyki leninowskiej, iż kobieta nawet w zawodzie kucharki może rządzić państwem, nie mając takowych przybytków dopuszczali się masowych gwałtów. Czy ktoś słyszał by Francuz lub Anglik zgwałcił jakąś Polkę? Raczej odwrotnie. A Polak i owszem, bo skoro akurat kapelan tego nie widzi. Zostało nam to do dzisiaj, jak się czyta o zachowaniu naszej współczesnej roboczej reprezentacji na Wyspach.
Jak zaznaczyłem, książka w sumie jest bardzo smutna, bo obnaża nasze polskie prawdziwe ego. Tym bardziej ego elitarne.
Obejrzany z kolei film obnaża odważnie, bardzo odważnie polski katolicki antysemityzm i dowody zbrodni popełnionych na sąsiadach w Jedwabnem, Wąsoszu, Radziłowie i wielu innych miejscach na wschodnich rubieżach okupowanej Rzeczypospolitej. Przecież gdzieś w Polsce musiało być więcej popełnionych podobnych zbrodni, skoro do piachu z rąk Polaków poszło ok.100 tysięcy uratowanych z transportu i obozów zagłady Żydów. Przyznam, że wypowiedź staruszki, mieszkanki filmowego miasteczka, pamiętającej jeszcze w 2001 roku tę potworność sprzed ponad pół wieku (postaci granej przez Danutę Szaflarską) popełnionej przez Polaków na miejscowej ludności żydowskiej poruszyła mnie do tego stopnia, że kilkakrotnie się w nocy budziłem by stwierdzić, że to tylko sen. Film bardzo mocny, a jednocześnie bardzo prawdziwy, jakże potwierdzający treści książek Grossa, Grabowskiego i Engelking. Nie dziwię się groźbom kierowanym pod adresem Macieja Stuhra przez polską hołotę antysemicką. Ten film to dramat dwóch braci, którzy chcąc wziąć kredyt pod hipotekę dowiadują się po latach, że ich gospodarka należała do Żydów, spalonych w stodole ich ojca i m. in. przez niego podpalonej, jest niewyobrażalnym okropieństwem. Niestety wcześniej nie sposób było się o tym dowiedzieć, ze względu na zmowę sąsiedzkiego milczenia. Starania jednego z braci by zadość uczynić zbrodni poprzez przeniesienia macew służących mieszkańcom jako podkład drogowy na jego współczesne pole, kończy się mściwym ukrzyżowaniem go przez sąsiadów, jako że nienawiść milczących zbrodniarzy osiągnęła apogeum podobnie jak w przypadku ukrzyżowania Chrystusa przez żołdaków rzymskich ( o czym nie chcą wiedzieć nasi katolicy). Ciekawe postaci grają dwaj miejscowi księża. Mianowicie stary proboszcz jako dobry Polak żyje z wyrzutami sumienia po dokonanej zbrodni. Z kolei młody wikariusz to obrazkowa postać współczesnej Młodzieży Wszechpolskiej i ONR. Odwrotnie jak w Jedwabnem, gdzie ksiądz zebrał wszystkich mieszkańców na modły w czasie gdy władze polskie z prezydentem na czele i delegacją Żydów amerykańskich odsłaniały pomnik zbrodni. Ksiądz Orłowski bowiem był (bo nie żyje) wyjątkowym miejscowym żydożercą. To taki miejscowy antysemicki Natanek, a także przyjaciel europosła tamtejszej ziemi Michała Kamińskiego, co to z ryngrafem Matki Boskiej oddał klęcząc hołd Pinochetowi. Jak to swój ciągnie do swego.
Tak oto moja osobista kultura została uzupełniona o pozycje, których treści nie są chlubą mojej polskiej nacji. No trudno, trzeba żyć dalej.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...