środa, 31 lipca 2013

KOŃCORDAT




Po dwudziestu latach od daty podrzucenia na Polskę i naród wora obciążeń wobec ludzi Watykanu, nasz rząd i uśmiechający się biskupi miło sobie wspominają to w rzeczy samej chwalebne wydarzenie. Na forum sejmowym tylko posłowie lewicy wypunktowali tenże złodziejski dokument przy bardzo skrzywionych facjatach wszystkich tych posłów, którzy bez wsparcia Kościoła nigdy by się nie znaleźli na Wiejskiej w ławach poselskich i senatorskich. Czytelnik podpisujący się Alterego pisze:
„Faktem jest, że od panienki Suchockiej i konkordatu zaczęła się czarna dyktatura Watykanu. Ślepe wprost zauroczenie mecenasem pedofilii, Wojtyłą. Od tego momentu Polska wkroczyła w

średniowiecze. Kler tak otumanił lud, że do rządu weszli ci, dla których klerykalizm i słowo Wojtyła stało się racją stanu. Stąd mieliśmy takiego Kobrę-Goryszewskiego dla którego najważniejsze było, by Polska była katolicka, choćby biedna i gospodarczo zacofana. Stąd do
dzisiaj mamy Macierewicza, Czarneckiego, Jurka i innych. Na lewicy nie lepiej. Miller wspierał ks. Jankowskiego. Kwaśniewski określił antyklerykalizm jako chorobę. Nieuleczalną ponoć zresztą. Od Wałęsy z jego Matką Boską w klapie do plebana Komorowskiego każdy rząd tuczy kler. Kraj biednieje, ludzie cierpią nędzę. Świat się śmieje a kler żyje coraz dostatniej. Bogactwo polskiego Kościoła katolickiego, jego buta i pycha przerosła wszelkie granice. Pamiętacie pijaka biskupa

Śliwińskiego, tego którego znaleźli pijanego w moskiewskim hotelu, bo nie doleciał do Kurska? To on chciał robić 14 letniej zgwałconej dziewczynce skrobankę bez znieczulenia. W ten sam sposób, bez znieczulenia,W świadomości czytelnika w tej chwili napięcie rośnie jak u Hitchcocka. Mówmy dalej, Dziwisz pochował kartofla na Wawelu. Dlatego nie dziwcie się, że na Zachodzie ludzie patrzą na nas, jak na idiotów, z pogardą. Dla Zachodu Polak to nadal prostak, pijak i złodziej. Ciemny, głupi katolik. Dlatego Dziwisz mógł w miejscu chwały i dumy Polski, pochować takiego typowego Polaka.”.*****.
I co ja na to?.Nic, jeno dodam, że w ciągu tych dwudziestu lat państwo wypłaciło Kościołowi w ramach Funduszu Kościelnego ok.160 miliardów złotych. Dla 133 biskupów oraz 43000 księży i sióstr zakonnych. Gdyby rozdzielić po równo, wypada po 35 milionów na biret lub kornet. To tylko żywe pieniądze, pomijając podarunki ziemskie i budowlane na podstawie decyzji oszukańczej Komisji Majątkowej. Wszystko za Bóg zapłać. Ślepy i głuchy rząd, a także ślepe jak nowonarodzone kocięta społeczeństwo. Biedne jak mysz kościelna, ale wierne jak ich kocia matka.
 Staram się by post mój był w miarę wesoły, a w każdym razie zmuszał do uśmiechu, przeto przytoczę kilka mądrych słów Kuby Wojewódzkiego, zamieszczonych w ostatniej Polityce: Kuba pisze:
1.Na łące przy parafii św. Anny w Kazimierzu Dolnym zorganizowano konkurs z nagrodami- zgadnij na którym polu wytypowana krowa zostawi placek.. No cóż. Jaki kraj takie kasyno.
2.Z badań wynika, jasno, ze potencjalną wojnę atomową w Polsce przetrwają tylko szczury, PSL, oraz disco polo.
3.Chciałem Platformy Tuska, a dostałem Platformę Żalka, Godsona i Gowina..Platforma posiada w swoich szeregach faceta który chwali wizytę ojca Bashobory i twierdzi że sam był świadkiem zmartwychwstania. Tu nie jest w przyszłości potrzebna wycieczka do urny, ale do psychiatry. Gość powiada, że biblia jest jego encyklopedią życia - Wkurwia mnie, gdy w naszym kraju doprowadzono do segregacji, że ta zbitka Polak-katolik znowu zaczyna być obowiązującą matrycą rozliczania moralności, albo niemoralności. Rudolf Hess był katolikiem i dość pracowitym komendantem największego z obozów koncentracyjnych...”.Pieśń Pod Twoja obronę” w Polsce stała się coraz mniej skuteczną agencją ochrony. To akurat jest śmieszne wyłącznie przez łzy.


Proszę, nie miejcie pretensji do Kuby, bowiem w samolocie w czasie powrotnej podroży do Rzymu papież Franciszek powiedział, co oczywiście zaboli polskich biskupów: „Wolę moralnego ateistę, niżeli niemoralnego chrześcijanina”. No wreszcie.



niedziela, 28 lipca 2013

OBSERWATOR RZECZY DZIWNYCH I ULOTNYCH


Tak. Dosłownie tak, niestety tylko obserwator, do mnie podobny, który nic praktycznie nie może zdziałać, tak jak w większości każdy z nas. A więc dosłownie jak ja. No jednak trochę akurat mogę, ale dosłownie tyle co kot napłakał, czyli niewiele, albo nic.
Swego czasu Jurek Owsiak, człowiek jak z granitu, postrzegany podobnie jak Wałęsa w twórczości Wajdy powiedział, że wobec swojej bezsiły pozostaje wyłącznie obserwatorem rzeczy dziwnych i ulotnych. Zgadzam się z nim i też takowym za wszelką cenę staram się pozostawać. Jest nas tu nad Wisłą około 38 milionów takowych obserwatorów milczących, mocno przeżywających swoje losy opisywane w dziesiątkach tabloidów i normalnej codziennej prasie, ale tylko niestety milczących. Co najwyżej wymieniających swoje spostrzeżenia na spotkaniach przy piwku, albo innym alkoholu którym „podlewa” się smakowite kiełbaski na grillu.

Dziwną dla mnie jest m.in. Ustawa o zakazie uboju rytualnego zwierząt, który to polega na prostym urżnięciu głowy zwierzęciu po to, by pozbawić go krwi. Mięso z wykrwawionej krowy czy kury jest dla wyznawców judaizmu i islamu bardziej przyswajalne religijnie, a może i bardziej zdrowotnie. Może?, nie powiem, ale spożywałem mięso z ubitych zwierzaków w sposób bardzo różny i jednako się po nim oblizywałem.
Zresztą nie wiem i nie będę w tym względzie czynił jakiejkolwiek wiwisekcji. Nie spotkałem się na żadnej wsi, by kurę albo kaczkę najpierw ogłuszano np. młotkiem lub prądem, by następnie uciąć jej głowę. Podobnie jest z innymi zwierzętami hodowlanymi. Wieprzka co prawda się ogłusza obuchem siekiery, ale zaraz po tym jest mu podrzynane gardło po to, by z upuszczonej juchy sporządzić smaczny polski przysmak zwany kiszką, albo po prostu kaszanką. A właśnie w tym przypadku nuż trafia świni głęboko, aż w samo serce. Może to i dobrze. Podobnie sprawa wygląda z ubijaniem krasuli, często jedynej żywicielki biednej wieloosobowej rodziny. Sam byłem świadkiem, gdy mój ojciec z sąsiadem takowej krówce kosą użynali łeb. Racja, zwierze czuje strach, często roniąc przed śmiercią łzy. Szczególnie owce i kozy, ale łzy również pociekną z oczu tegoż który zabija. Życie jest okrutne i może dlatego ludzkość przetrwała od zamierzchłych czasów, ale napiętnować zachowania zbrodnicze trzeba, bo tak nakazuje etyka, religia, a nawet ludzka przyzwoitość. Niech mi jednak ktokolwiek udowodni, że uchwalona ustawa cokolwiek zmieni. Nie, chłop nie będzie się opowiadał w urzędach, że zamierza zaciukać zwierzaka, którego akurat uchował na wesele córki, czy na święta. Żadna gospodyni domowa nie będzie rozpowiadać, że ma ochotę na dobry rosół domowy i dlatego utnie łebek kurze. A władze nie stać na wysyłanie trójek kontrolnych i asysty przy nierytualnym uboju. Zatem ustawa
ta jest do kitu, a jej uchwalanie zabrało posłom tylko czas i wzbudziło niepotrzebne kłótnie. Cała ta Ustawa należy do rzeczy dziwnych, a za jakiś czas nawet ulotnych, bo kto jej będzie przestrzegał, skoro tak jest jak jest od wieków.
Podobnie do rzeczy dziwnych bym zaliczył zamiar opodatkowania w związku z dziurą budżetową Rostowskiego w kwocie 24 miliardy złotych, prostytucji. Nawiasem mówiąc Gierek miał takowe zadłużenie zagraniczne, wyśmiewane dzisiaj przez prawicę, akurat też przez tę rządząca i jej aparat w postaci TVN. Tyle, że Gierek za te pieniądze nabudował masę zakładów pracy, które dzisiaj prawica sprzedaje lub zawłaszcza. Ale zostawmy tę obłudę, która akurat dla naszej prawicy jest prawdziwą cnotą.
Do rzeczy właśnie akurat mało dziwnych zaliczam podatek od prostytucji, tak jak to jest w wielu bardzo „eleganckich” krajach, np. w Holandii, a ostatnio podobno też w Niemczech. To akurat mało dziwne, ale: rzecz w tym, że tam akurat rzeczywiste wynikające z „przerobu” podatki płacą szefowie burdeli ... u nas zwanych grzecznościowo agencjami towarzyskimi. Nawiasem mówiąc bardzo by się zdziwiła nasza polska burdelmama, gdybym przyszedł i poprosił ją o damę, która by mi towarzyszyła przy filiżance kawy w dyskusji np. o pisarstwie Prousta, czy choćby.... Himilsbacha.
Zamiar opodatkowania obejmuje po prostu prostytucję, a więc obok tej internetowej , podkasane damskie dziwolątka które stoją w leśnych ostępach szos. Swego czasu gdy mój dziesięcioletni syn w czasie podróży samochodem, zadał mi pytanie na co czekają te panie, odpowiedziałem że to grzybiarki. Zdziwił się, bo nie miały koszyków, a poza tym było to prawie zimą. No cóż mają takie upodobania, dodałem, podobnie jak ty do gier telewizyjnych i zabaw z chłopakami.
Powróćmy jednak do samej nadciągającej ustawy. Jest ona wg mnie dziwna w sensie tym, że tonący brzytwy się chwyta. Żaden z poprzednich rządów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie wpadł na takowy pomysł, bowiem nie chciał by ktokolwiek pomyślał, że w Polsce nadzwyczaj katolickiej istnieje jakowaś prostytucja. A więc opodatkowanie czegoś co nie istnieje jest iluzorycznym pomysłem. Dzisiaj już o prostytucji mówi cały rząd (a nawet święty Marek Jurek) i cały rząd chciałby z niej skorzystać (w sensie wyłącznie ponoć finansowym, chociaż kto to wie).

To akurat jest dziwne, bardzo dziwne, śmieję się z tego.. Rzecz w tym, że to ponadto jest ulotne, bo nawet, gdy spiszą którąś prostytutkę urzędowo dla potrzeb ministerstwa finansów, czyli nadadzą jej REGON, to ona się za chwilę ulotni nie tylko na inną trasę przelotową tirów, ale nawet za granicę. Okazuje się, że akurat Unia Europejska, poza nami i kilkoma innymi krajami jakoś rozwiązała problem podatków od eksploatacji damskich dupsk. Szkoda, że tę „wartościową” damską część ciała nasz polski rząd zauważył dopiero w momencie absolutnego krachu finansowego. Dlatego, po raz enty namawiam do instalacji kas fiskalnych nie tylko w toaletach dworcowych i u szewców, ale w kancelariach parafialnych, gdzie przepływa masa, często brudnej gotówki, a także w prywatnych gabinetach lekarskich, wróżbiarskich oraz okultystycznych. Nie ma się czego wstydzić (pecunia non olet), skoro ślepota nie pozwoliła do tej pory zauważyć, że w kraju pod patronatem Najświętszej Panienki najlepiej prosperuje uwalane w forsie k*restwo, to właśnie rzecz dziwna a pewno i ulotna. Ja zaś pozostaję nie dyplomowanym, ale po prostu amatorskim obserwatorem tych "rzeczy". 

              (-) imię i nazwisko
    Obserwator Rzeczy Dziwnych i Ulotnych

Tak właśnie mam zamiar się podpisywać a nawet pieczętować. Zapraszam do współpracy wszystkich myślących i obserwujących.

Fotki od góry:
1.Bliźniacy jednojajowi.
2.Marzyciele.
3.Tajemne źródło Rostowskiego.
4.Pytanie na czasie.

piątek, 26 lipca 2013

KARTKA Z PODRÓŻY DO RAJU

Są wakacje, pełna kanikuła. Okoliczności więc sprzyjają refleksjom i wspomnieniom. Chcę zatem na moim blogu zamieścić reminiscencje z mojej wyprawy do jednego z najpiękniejszych krajów, w gruncie rzeczy niezbyt odległego od ziem nadwiślańskich. To wielokrotnie opisywana i podziwiana Chorwacja. Polscy górale, co to się chełpią Podhalem powiadają, że pan bucek stworzył Chorwację na swój osobisty wypoczynek, a gdy już się znudzi to w zapasie ma Zakopane. Osobiście się zgadzam. Byłem tam trzy razy i za każdym razem na jednej wyspie. Największej pośród kilkudziesięciu, a może kilkuset innych, o bodaj najkrótszej nazwie Krk. Po prostu mi się spodobało być tam gdzie morze niebieskie i czyste jak kryształ, a góry dotykające morza przypominają polskie Czerwone Wierchy albo Pieniny, zaś każdy wolny płatek ziemi jest obsadzony winnicami i inną egzotyczną
florą. Dzięki „Eskapadzie”,, (bardzo uczciwe biuro turystyczne ze Słupska) dane mi było ucieszyć ducha na tyle, że po wielu latach wyrywa się on powtórnie do tego raju. Co ciekawe za każdym razem zamieszkałem w zaledwie trzygwiazdkowym hotelu „Argentum” (Srebro u Mendelejewa), w miasteczku Vrbnik „zawieszonym” nad samym urwiskiem Adriatyku. Z okna mojego pokoju rozciągała się panorama błękitnego jak lazur morza z setkami łodzi i jachtów z banderami na masztach z kilku krajów Europy. Gwar w różnych językach załóg tychże stateczków to rzeczywiście zjawisko przypominające wieżę Babel. Chcę powiedzieć że na Krk osiadło wiele innych bogatych w starożytne zabytki miasteczek, takich jak Baska, Stara Baska, Punat, Silo. Nivice oraz Krk, miasto które to jest stolicą administracyjną całej wyspy. Ogółem na wyspie jest ponad 60 miejscowości. Jak wspomniałem, zamieszkiwałem w hotelu Argentum, czyniąc z przyjaciółmi wypady do tych miast i miasteczek położonych w odległości kilkunastu kilometrów od siebie.
Dwa słowa o hotelu, który akurat nie jest marzeniem dla księcia, ale dla nas i owszem:
Hotel Argentum jest położony w odległości zaledwie 50 metrów od plaży. Hotel oferuje co bardzo ciekawe usługi stomatologiczne, restaurację na miejscu, oraz pokoje z balkonami. Pokoje są wyposażone w klimatyzację i telewizor z dostępem do kanałów telewizji satelitarnej. Na terenie całego obiektu można korzystać z bezpłatnego bezprzewodowego dostępu do Internetu. Restauracja w hotelu Argentum serwuje dania kuchni międzynarodowej do wyboru z karty. Lokal ten dysponuje tarasem z widokiem na Morze Adriatyckie, które jak wiadomo jest częścią Morza Śródziemnego. Goście mają do wyboru różne opcje wyżywienia. W hotelu dostępne są także gorące i zimne napoje z trunkami włącznie. Pokoje obejmują część wypoczynkową, oraz prywatną łazienkę z bezpłatnym zestawem kosmetyków. Każdy pokój jest również wyposażony w telewizor z płaskim ekranem oraz sejf.
Chciałbym w tym miejscu zatrzymać się na samych cnotach wypoczynku w Chorwacji, a w tym wypadku akurat na Krk. To jest kraina o przeciętnej temperaturze ok. 17 stopni C. Zimy, jeżeli są to bardzo krótkie i łagodne, zaś lato mimo upałów znośne, bowiem całe wybrzeże Adriatyku osłaniane jest górami, także nawet silne zimne wiatry wiejące z Alp rozbijają się o nie, powodując na wyspie prawie stałą temperaturę. Każde z tych miasteczek usiane jest setkami kawiarni i restauracjami, które serwują nie tylko owoce morza, ale właściwie przysmaki z całej Europy z polską golonka włącznie. Ceny usług niezbyt wygórowane, Oczywiście płatne zwykle w euro, chociaż dobrze jest mieć w kieszeni gotówkę w postaci kuna, która to jest narodowym środkiem płatniczym. Dalsze informacje o hotelu byłyby zbyt daleko posuniętą reklamą, przeto wyłącznie o samej wyspie: Liczne kawiarnie , z których
dochodzi woń parzonej kawy na różne sposoby oraz zapach przeróżnych przypraw zapraszają do środka lub do stolika na zewnątrz najbardziej oszczędnych turystów. Oczywiście nie może się obyć bez posmakowania rakiji, wódki pędzonej praktycznie przez wszystkich, którzy uprawiają winorośle. Do spróbowania jest też śliwowica podobna do naszej Łąckiej. Każde z tych trunków można właśnie w owych kawiarenkach zakupić na wynos w butelkach o rożnej pojemności. Nie sposób nie przywieźć do Polski. Dodatkową atrakcją tych mini spelunek jest wisząca całymi rzędami nad bufetami szynka parmeńska (to udźce wieprzowe, zanim będą podane na stół w postaci apetycznych plastrów, schną przez kilka lat, najczęściej 4 do 5). Gdziekolwiek by się człowiek nie ruszył to wszędzie spotyka roślinność, w większości cytrusową przypominającą Jerozolimę, albo inną pokazywaną na obrazach z życia Chrystusa. Chorwacja, a więc i Krk jest krajem katolickim, o czym pisałem przy okazji bpa Stepinaca ( aktualnie świętego, wcześniej zbrodniarza, miłośnika Ustaszów, budowniczego obozów koncentracyjnych w czasie ostatniej światowej wojny). Kościoły jednak mało
przypominają bogactwo i przepych domów bożych w Polsce. Są skromne, a naród raczej mało religijny. W ławkach można spotkać staruszki przewiązane chustką na głowie. Ciekawostką jest most, który łączy wyspę ze stałym lądem. Mianowicie jest to największy na świecie betonowy most łukowy, a łuk ma rozpiętość ok. 400 metrów. Płatny przy wjeździe na wyspę, bezpłatny w czasie powrotu. Oczywiście na wyspę można dopłynąć też promem, których tu kursuje bez liku. Morze nawet w takich miesiącach jak kwiecień czy październik jest na tyle ciepłe, że można się kąpać bez obawy o przeziębienie. Osobiście zaryzykowałem w kwietniu wejść do Adriatyku. Było całkiem znośnie, tyle, że trzeba zakładać cokolwiek na nogi, bowiem ostre kamienie mogą skaleczyć stopy. Plaże piaskowe też są, a jakże. Czy jeszcze kiedykolwiek wybiorę się do Chorwacji?, nie wiem, ale jeżeli tak, to wyłącznie na Krk, gdzie znajdę słońce, ciepłą czyściutką wodę, dobre jedzonko i miłą obsługę. Język dalmatyński przeplatany słowiańszczyzną. Można się „dogadać”. Chorwacja od kilku dni dołączyła do rodziny europejskiej wstępując do UE, dlatego może się spodziewać jeszcze większego napływu turystów. Szczególnie Włochów
po sąsiedzku (blisko Triest), oraz bogatych Niemców, których nigdzie nie brakuje. Włosi tu się czują jak w domu, bowiem Chorwacja niczym w sensie piękna miast i plaż nie różni się od Apeninów, a jest tańsza. Mówi się, że francuska riwiera umywa się do chorwackiej. Chorwacja ma blisko 2000 lat, a większość budowli pozostała po najazdach starożytnych Rzymian. Krk Rzymianie zagospodarowali w VI w.ne. W wielu miastach można jeszcze spotkać zabytkowe areny służące onegdaj do prezentacji publicznej krwawych walk niewolników. Na ulicach nie ma bandziorów, jest cicho i spokojnie, poza dolatującymi zewsząd odgłosami ciepłej romantycznej muzyki. Jedźcie tam, to zaledwie dzień jazdy samochodem.

Fotki od góry:
1.Łodzie pod Argentum
2.Hotelik Argentum
3.Miasto Baska
4.Dojazd do mostu na Krk
5.Słynny most z betonowym łukiem.
6. Sala jadalnia
7.Widok z okna Argentum.

środa, 24 lipca 2013

KRAINA KUKUŁCZYCH GNIAZD

Wyczytałem na Onecie komentarz jednego z naszych Rodaków. Przytoczę, bo warto, szczególnie tym, którzy mają wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście Polska jest krajem wyznaniowym, czego wypierają się nasze rządy. Uwaga! Jeśli nie chcesz znać prawdy, nie czytaj proszę. Oto tylko fragment dość obszernej wypowiedzi:


"Czuję się osaczony religią, kościołem wyznawcami jedynie słusznej religii. Jest wszędzie. W prasie, telewizji, radiu. Jest w szkole, w urzędach i na ulicy. Wciska się do mojego domu i łóżka. Nie mogę wysłuchać wiadomości bez informacji o poczynaniach biskupów, kardynałów, księży, papieża. Co tydzień jakieś ważne kościelne wydarzenie zajmuje łamy oficjalnych mediów. Co miesiąc jakaś ważna rocznica związana z JPII. Co pół roku następny wspaniały film o JPII. Im dalej od śmierci JPII tym więcej cudów, których rzekomo był autorem. Wszędzie krzyże, pomniki, tablice upamiętniające, dzwony, święte relikwie, cudowne obrazy, płaczące Madonny, cuda na kominach, drzewach i na szybach w blokowych oknach. Kraj prześciga się w budowaniu coraz większych krzyży, pomników, dzwonów i świątyń. Pielgrzymka goni pielgrzymkę. Młodzież wędruje tam i z powrotem pod szczupakiem, czy też karpiem w Lednicy. Nawet na plaży w Międzyzdrojach pełno młodych ludzi ubranych w koszulki z napisem Pokolenie JPII. Co druga ulica to ulica JPII. Prawie każda szkoła to szkoła JPII. Szpitale JPII lub prymasa tysiąclecia. Jak grzyby po deszczu rosną świątynie projektowane przez pijanych cukierników. Naród wali niewyobrażalne pieniądze na budowanie,
coraz to wymyślniejszych i absurdalnych budowli sakralnych. Nowi władcy Polski, którzy wygrali właśnie wybory zamierzają swojego boga i wyznanie wprowadzić do konstytucji, praw, prawodawstwa i ustawodawstwa. Wszystkie decyzje polityczne, ekonomiczne i gospodarcze zaczyna podejmować się tylko w obecności hierarchów kościoła. Instytucje kościelne i przykościelne stoją poza prawem i nad prawem. Nie obowiązują ich żadne prawa państwa polskiego. Nie płacą podatków. Nie muszą się rozliczać ze swoich dochodów, przychodów i wydatków. Kościół decyduje o kształcie i formie oświaty i szkolnictwa. To kościół decyduje o życiu i zdrowiu kobiety ciężarnej. To proboszcz kształtuje kręgosłup moralny lokalnych społeczności. Zastępy dewotek i bigotów w moherowych beretach stanowią o wartościach moralnych społeczeństwa. To, co wczoraj było po prostu śmieszne dzisiaj staje się normą społeczną. Żyję w państwie wyznaniowym. Moher w triumfalnym marszu zajmuje coraz to nowe pozycje. Czuję się osaczony dominującą w tym kraju religią. Jestem wystraszony szturmem Kościoła katolickiego, który wciska mi się powoli wszędzie. A przecież wydawało mi się, że państwo polskie miało być państwem świeckim z wyraźnym rozdziałem Kościoła od państwa. Widać tylko mi się tak wydawało. Zastanawiam się, kiedy na ulicach pojawią się kościelne komanda. Taka religijna policja. Brrrrrr......skóra mi cierpnie. Pozdrawiam wszystkich ludzi wolnych od uzależnień religijnych, czyli normalnych... Polak" .

Tyle nasz Rodak zamieszkały gdzieś obok nas, być może blisko mnie, bo akurat ja też zauważam gołym okiem, uchem i świadomością, że jest źle. Źle dla państwa, które mieni się przynajmniej konstytucyjnie państwem świeckim. Źle dla członka Unii Europejskiej. Pośmiewisko , a także współczucie jest kierowane tu nad Wisłę. Państwo pozwoliło sobie wejść na „głowę”, ale czy to państwo jako takie?, oto jest pytanie. Na głowę pozwalają sobie okrakiem włazić rządzący, którzy kosztem całego ogłupionego społeczeństwa dzięki przychylności księży i biskupów przedłużają sobie mandaty i stanowiska poselskie, senatorskie, i prezydenckie. Mandaty burmistrzów i wójtów, a także wszelkiego szczebla radnych. Biskupi czują się administratorami nie tylko w zakresie sieci diecezjalnej, ale też na niwie cywilnej. Ich sprawa, kiedy wywalą z parafii nieposłusznego księdza, najczęściej ze względu na niesubordynację, albo odmowę odprowadzania biskupowi worka pieniędzy, gorzej gdy swoją urojoną mściwą ambicją krzywdzą sumiennie pracujących ludzi. Mam na myśli abp Michalika, który w zemście za wystawienie mandatu za zbyt szybką
jazdę posadził policjanta sierżanta Pawła S.w areszcie, pozbawiając go i jego kilkuosobowej rodziny środków do życia. To mogło się stać tylko z wyniku strachliwej i przyklęcznej postawy przełożonego owego nieszczęśnika z patroli drogowej, do którego ze skargą na wyrządzoną krzywdę i obrazę majestatu biskupiego zadzwonił fioletowy gość. Nie zainteresuje się bagnem moralnym w jego diecezji (rękami i nogami bronił księdza pedofila z Tylawy). Biskupi nie interesują się podwładnymi, którzy wykorzystują kobiety do czasu gdy nie zajdą w ciążę, po czym za ich decyzjami uciekają nawet za granicę. Z kolei przechowują po polskich parafiach pedofilów ściganych przez prawo właśnie za granicą. Ostatnio z Dominikany. Świat nam ich podrzuca jak kukułcze jaja.
Cuda coraz częściej ogłaszane przez media przyciągają ciemne masy w miejsce, gdzie rzekomo Matka Boska mruga oczami. (ktoś dopisał, że nawet poprawiała ponoć sobie włosy), gdzie nastąpiły rzekome uzdrowienia za przyczyną hostii zamienionej w mięsień sercowy Chrystusa. Autokary z pielgrzymami się tylko mijają w drodze do miejsc uznanych za cudotwórcze na terenie kraju i za granicą.Tysiące Polek i Polaków nie tylko w sierpniu zasuwa do Częstochowy i wielu innych miejsc nazwanych nie bez przyczyny sanktuariami setek Matek Boskich.Zdarza się,
że wraz z prostym ludem podążają tam też nasi dostojnicy państwowi. Z kolei pan prezydent "świeckiego" (jak twierdzi) państwa co niedziela komunikuje publicznie w kościołach Warszawy i nie tylko, miast modlić się skromnie w swojej pałacowej kaplicy, gdzie zatrudnia na dobrym etacie księdza, osobistego spowiednika. Mimo zapowiedzi premiera o nie klękaniu przed księdzem, państwo Kościołowi daje wszystko o cokolwiek prosi. Telewizja Rydzyka na multipleksie, proszę bardzo. A gdy pada pytanie, skąd pochodzą pieniądze na należną opłatę odpowiedź jest jedna. To tajemnica spowiedzi. Z ukłonem rząd dalej ładuje 8 miliardów złotych rocznie do przepastnej kabzy kleru. 
Czy jest taka siła i wola rządzących, aby zrzucić ze społeczeństwa ten świątobliwy złoty kurz? W Polsce na razie to niemożliwe. Czyżby?. Możliwe staje się w jaskini lwa, czyli tzw. Stolicy Apostolskiej, gdzie prokuratura włoska zamyka powoli do ciupy kardynałów za grzechypedofilii, demonstracyjny homoseksualizm, oraz przekręty finansowe w banku watykańskim na
niespotykaną skalę, a u nas nie????. Oj, coś mi się wydaje, że kropla drąży skałę. Taką kroplą jest obok księży Wiśniewskiego, Oszajcy i Kotlińskiego właśnie ksiądz Lemański, który odcierpi zapewne swoją odwagę, ale poruszy sumienia wielu swoich kolegów po fachu, którym praca w celibacie na kolanach i lizaniu pierścieni obrzydnie na tyle, że w końcu wypną się na dalszą sukienkową karierę. Pracę na odcinku cywilnym po ukończonym seminarium dostaną właśnie nie gdzie indziej, ale tu w Polsce, bowiem nasze władze (przynajmniej na razie) najbardziej sobie cenią "fachowców" po studiach teologicznych. Zarówno na szczeblu gminy jak i rządowym. Co drugi minister to teolog z wykształcenia. Dlatego nasza gospodarka i nią zarządzanie kwitnie jak wiosenny ogródek za oknem, podlewany wodą święconą ze źródełka przy którymś sanktuarium..

PS: Znudził mnie już temat chciwości polskiego kleru, jego stosunku do wiernych, oraz wciskania ciemnoty polskiemu społeczeństwu (cuda, uzdrowienia, pielgrzymki, klątwy, odpusty i inne zabobony), ale przytoczony fragment światłego Rodaka wzbudził we mnie ochotę do dalszego pisania. Muszę też dołożyć cegiełkę w budowę świeckości mojej Ojczyzny.

Fotki od góry:
1. Chudzina i jego osiołek 8 cylindrowy.
2.In Vitro woła o pomstę do nieba.
3.Przyklepujemy Konkordacik..
4.Uroczystości państwowe.
5.W tym baraku MB płacze. Być może z zimna.
6.Stosunki bilateralne.

niedziela, 21 lipca 2013

TROCHĘ GROCHU W TEJ KAPUŚCIE

Aby utrzymać cykl (średnio trzydniowy) w napełnianiu mojego bloga postami, to mimo braku dobrego tematu, muszę jednak cokolwiek napisać, bo być może moi Czytelnicy wiedzeni moim zdyscyplinowaniem zaglądają na stronę abrozara, a tu cisza jakby to była doba przed wyborami. Fakt, byłoby o czym, ale przyznacie mi Państwo rację, że wystarczy zajrzeć do prasy ogólnokrajowej (tej dla umiejących czytać ze zrozumieniem), albo „otworzyć” telewizor na stacji informacyjnej, by w minutę czasu naładować do pełna te komórki mózgowe, które akurat są wolne. Dowiadujemy się o wszystkim i o niczym. Niektóre wieści są pocieszające, inne zaś nokautują, szczególnie z rana jeszcze przed śniadaniem, ale już po wizycie w kabinie natryskowej. Jak seria z kałasznikowa pchają się do naszych, jeszcze pełnych wody uszu informacje zwykle podawane w formie sensacji. A to, że piłkarski klub Barcelona stchórzył przed zapowiadanym meczem z Lechia Gdańsk i nie przyjedzie mimo wyprzedanych czterdziestu tysięcy biletów wstępu. Ponoć pierwszy trener Barcy zachorzał na nowotwór. U nas jak wiadomo każdy klub piłkarski ma kilku trenerów a przynajmniej asystentów, ale jak wiadomo Hiszpanie są oszczędni, mimo że akurat barca należy do najbogatszych klubów świata. No cóż, trudno, ja akurat nie wybierałem się na tenże mecz do jednej
bramki, ale wielu moich, szczególnie młodych rodaków i owszem. Inne wiadomości to przede wszystkim wywiady naszych dziennikarzy, którzy muszą odwalić rozmówki ze znanymi społeczeństwu politykami. Ci akurat z wywieszonym ozorem biegają od stacji do stacji ze swoją fizjonomią głosząc światu swoją przydatność na zajmowanych stanowiskach, oraz „informują” premiera jak załatać potężną wyrwę w finansach kraju, zwaną dziurą Jana Vincenta Rostowskiego. Około dziesięć lat temu podobną dziurę Bauca (90 mld) zasypywał Miller ze swoim rządem, co mu się udało kosztem utraty popularności, bowiem uczynił to z równoczesnym zubożeniem społeczeństwa. Dzisiaj ci niedosypiający politycy, dyżurni paplacze w okienkach radia i telewizji wiedzą jak Vincent powinien postąpić. Szczególnie wiedzą dużo ci z opozycyjnych partii, którzy już przebierają nóżkami do sprawowania władzy, chociaż ich propozycje są z gruntu utopijne i fałszywe. Fakt, nasz rząd w sferze finansów narobił wiele błędów tym bardziej przy byle jakiej kontroli ich wydatkowania. Za 5 letnich rządów Tuska urodziło się setki, jeżeli nie tysiące milionerów. Ich status prezentują bogate wille z basenami, samochody po kilkaset tysięcy złotych a nawet samoloty o napędzie odrzutowym. Pod tym względem dorównujemy bogatym Niemcom, Francuzom i Anglikom, ale za to budujemy ( ledwo ledwo) autostrady droższe o 100 procent, jeździmy rozpadającymi się wagonami po rdzawych liniach kolejowych z szybkością samochodu „syrena” na czwartym biegu. Nie stać nas od wielu lat na zbudowanie
wałów przeciwpowodziowych, dlatego masa pieniędzy z tegoż dziurawego funduszu idzie na odszkodowania po coraz częstszych powodziach. Prawie 8 miliardów złotych, zgodnie z konkordatem trzeba oddać rocznie Kościołkowi katolickiemu. Prawie milion euro kosztuje nas utrzymanie panienki Suchockiej w Watykanie na groteskowym stanowisku ambasadora. Rząd by nie upaść na pysk wymyśla cudaczne propozycje choćby częściowego zatkania tej przepaści. A to zwiększy deficyt o 16 miliardów który jest obecnie bardzo niebezpieczny, a pozostałe 8 miliardów oszczędzi na administracji państwa. Ciekawe jak?, chyba zwalniając kilka tysięcy biurokratów. Przykładowo, pan minister spraw zagranicznych likwiduje ambasady i konsulaty w krajach azjatyckich, akurat tam gdzie gospodarka kwitnie, z których winniśmy brać przykład. Nie myśli natomiast ani na moment zlikwidować ambasadę w Watykanie, a akurat tam mają swoje przedstawicielstwa wyłącznie tak zacofane kraje jak Polska. Co nam może załatwić pani Suchocka?. No może postarać się o kolejną kosztowną wizytę papieską w Polsce, a może przyśle po tańszej cenie kilka wagonów medalików z „nowomianowanym” polskim świętym. Zresztą skandale wykrywane jak grzyby po deszczu wokół papieża Franciszka nie tylko w sferze bankowości, ale też rozpasania seksualnego ( w tym homo) mocno nadwyrężyły autorytet Stolicy Apostolskiej. Jest okazja by Suchocką ściągnąć do
Pleszewa, skąd pochodzi i w końcu wydać za mąż. Podobno po Suchockiej ambasadorem w Watykanie miał być bliski człowiek Tuska, minister Arabski, który tę posadę zaklepywał sobie z lobbystą telewizyjnym księdzem Sową. Krzywda Arabskiemu się nie stała. Wypoczywa bowiem w słonecznej Hiszpanii.

Gazety wczorajsze (sobota) dostarczyły nam świeżych wieści na temat przeszłości abp Hosera. A jego przeszłość to ponad dwudziestoletni pobyt w Rwandzie na czele wielu polskich duchownych, którzy przez kilka lat skłócali katolicką ludność Hutu z innowiercami Tutsi przyczyniając się pośrednio do ludobójstwa, a kiedy do niego doszło to poświęcali nawet budynki kościelne do likwidacji fizycznej ukrywających się tam Tutsi. Dzieci szkolne Tutsi nazywali robactwem i śmieciem, jak Hitler Żydów. Milion zabitych to druga Treblinka. Zajadły antysemita abp Hoser nie wyprze się swego „uczestnictwa” w masakrze, choćby tylko w formie werbalnej. Księża tam działali przy milczącej postawie Watykanu. Powiada on, że gdy rozpoczęła się masakra to wyjechał z Rwandy, by powrócić po jej wygaśnięciu. A co zrobił by nie dopuścić do tej masakry? Nic, schował się i zdaniem niektórych znawców sytuacji powinien stanąć przed Trybunałem Haskim jak wielu księży skazanych za podżeganie do mordów na wiele lat więzienia. Wszyscy duchowni katoliccy, uczestnicy tej mordowni kobiet i dzieci uciekli do Europy i zaszyli się w przeróżnych diecezjach. Być może w Polsce też panie Hoser. Gó*no są warte pańskie kazania o miłosierdziu i miłości bożej. Dla pana najważniejszym było i jest wykluczenie kondomów z seksu oraz szukanie bruzd na twarzach urodzonych przez in Vitro. Co tam trupy Afrykanów, tym bardziej czarnej rasy. Wyjątkowy raj mają tacy ludzie w Polsce ultrakatolickiej. Tu się bezpiecznie schowa pedofil w sukience (ostatnio uciekł z Dominikany), jak i potencjalny zbrodniarz. Tu konkordat ochrania go na podobieństwo poselskiego immunitetu przed karą za pijaństwo za kierownicą, jak i za przekręty gospodarczo-
finansowe. Wiele parafii utrzymuje takich cwaniaków schowanych przed prawem. W ostateczności niezależnie od wieku przenosi się gościa do domu emeryta. . Odwołanie do Watykanu nic nie da, bowiem listy ze skargą na przełożonych zwykle, a może nawet na pewno „giną” w sposób zaplanowany. Tak było z abp Paetzem. Upłynęły lata zanim o jego nieokiełznanej kochliwości dowiedział się papież, mimo usilnych starań „poczty”.


Inne dobre wiadomości, jakie do nas ostatnio dotarły, to pomoc polskich specjalistów w wydobyciu ekskluzywnej Costa Concordi na wybrzeże wyspy. Cóż, mamy trochę swoich zatopionych wraków, ale nie warto się fatygować. Za Costę Włosi dobrze zapłacą i to jest geszeft. Do dobrych wiadomości przyczynił się Jarosław Hampel, dzięki któremu Polska zdobyła kolejny raz mistrza świata na żużlu. Z kolei posłanka PIS Pawłowicz się odchudza, brawo. Ocalały z masakry na wyspie Utoya Norweg polskiego pochodzenia nazwiskiem Pacoń pokazał się w polskiej telewizji. To bardzo sympatyczny młody polityk lewicy norweskiej. Aha, księżna ciągle nie rodzi mimo oczekiwań prababci, której spieszno na urlop.

Fotki od góry:
1.Adekwatnie do tytułu posta.
2.Na polskim tronie.
3.Pięta. okruszek średniowiecza. 
4.Kraj się rozwija.
5.Zatroskany papież Franciszek

wtorek, 16 lipca 2013

Pod .. LIZANKO

Nie zamierzam się rozpisywać o konflikcie ks. Lemańskiego i jego parafian z dekretami abp. Hosera, chociaż to temat  przesmaczny dla takiego odszczepieńca jak ja, bo w gruncie rzeczy po co, skoro pełno wieści na ten temat na każdym kanale TV i każdym portalu internetowym. Tyle tylko, że bez trudu człek myślący zauważy, że na każdy argument Lemańskiego znajduje się trzy kontrargumenty Hosera wyrażane ustami jego lizusów. Lizusów nie tylko w osobach duchownych z tytułami co najmniej prałata, ale wszystkich świeckich prawicowców liczących na ochłapy wyrażające się poparciem podczas kolejnych wyborów. Co mają do powiedzenia ludzie prości, a w tym wypadku parafianie w Jasienicy znaczy tyle co Ignacy, a jak wiadomo Ignacy to gó*no znaczy. I żeby się Lemański klął na wszystkie świętości i błagał o sprawiedliwość to jego głos doleci wyłącznie do kurii prasko warszawskiej ale nie dalej. Każda skarga do papieża utknie w szufladzie pośredników w szatach czarowników katolickich, których w otoczeniu papieża bez liku. Tak było za komuny, gdy człowiek chciał się poskarżyć samemu pierwszemu sekretarzowi na swoją krzywdę, tak jest właśnie w katolickim Kościele. PZPR zastąpił KLER. (Też cztery litery!). Ani krzty empatii dla tych co dają na tace nie okazują szamani w strojnych szatach. Szamani, bowiem dla upodlenia rozumu miernych ale wiernych sprowadzają innych szamanów z Afryki zarabiając miliony na ludzkiej naiwności. Papież Franciszek jest daleko i do tego dobrze izolowany przed ewentualnymi wieściami z Polski. Hulaj dusza, piekła nie ma. Oni o tym wiedzą. Podlizanko jest w modzie i daje wymierne korzyści, jako że każdy pleban chce być biskupem. Podobnie zachowuje się Roman Giertych, były koszmarny minister edukacji w rządzie Kaczyńskiego, który chciał wprowadzić kreacjonizm. Dziś gwiazda mediów i wielki misjonarz PO, partii którą onegdaj określał słowem ciamciaramcia i nie tylko. Superlizus z nadzieją na powrót do władzy.
Podlizanko ma też wymiar międzynarodowy. Mam na myśli wypowiedź ministra Sikorskiego na temat prośby słynnego dziś Snowdena o ewentualny azyl. Jak wiemy, ten dzisiaj największy wróg jednostkowy USA poprosił o podobny azyl kilka rządów, w tym Polskę. Niektóre wyraziły zgodę na udzielenie tegoż schronienia. Prezydent Rosji Putin się zaoferował z zastrzeżeniem jednak, że Snowden nie będzie szkodził jego przyjaciołom nad Potomakiem. Wypowiedź iście dyplomatyczna, zaś nasz minister Sikorski meldując premierowi Tuskowi, że amerykański zbieg nie dostanie azylu w Polsce rechotał z angielskim akcentem : daliśmy odpór Snowdenowi, wykrzyczał. Polski chamski podlizus, swego czasu proszący obce władze o azyl odpłacił się. No i co z tego?. Ameryka ma Sikorskiego, Tuska, Komorowskiego, jak i cały nasz naród w głębokim poszanowaniu odmawiając jako jedynym w UE właśnie Polakom wolnych wiz.



USA miała natomiast i ma szacunek dla generała Jaruzelskiego, dzięki któremu nie


musiała się obawiać ewentualnej wojny jądrowej w przypadku rozpętania jej poprzez wejście Ruskich do Polski, chociaż jak dziś twierdzą mędrcy ponoć Zachód nie kiwnąłby nawet palcem. Na 90 urodziny Generała były prezydent USA Georg Bush przesłał serdeczne życzenia jubilatowi, o czym nawet nasze media się nie zająknęły. Nie zająknął się też premier Tusk, natomiast prezydent Komorowski zaprosił Generała wraz z rodziną do Belwederu. Żaden z dziennikarzy też o tym nie pierdnął. Na kanwie urodzin WJ oświadczenie wydała niejaka prokurator Ewa Koj. Mianowicie, że Jaruzelski skoro obchodzi aż tak hucznie swój jubileusz, to powinien stanąć natychmiast przed sądem. Pan Generał wygłaszając okolicznościowe oświadczenie powiedział na koniec: Pani prokurator Koj pragnie mnie dalej sądzić z art.258KK jako przywódcę gangu zbrojnego i podjęła już stosowną inicjatywę. Ma ona za sobą trening w postaci kosztownej, a w skutkach jałowej ekshumacji zwłok gen. Sikorskiego, by stwierdzić z absolutną pewnością, że generał faktycznie nie żyje. Myślę, że wkrótce odbędzie się powtórka takiej operacji wobec mnie, dla upewnienia się, czy rzeczywiście jestem chory. W ten sposób Koj i jej podobni przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości spod znaku Ziobry i Kaczyńskiego budują swój image na wypadek, gdyby ci panowie ponownie doszli do władzy. To się nazywa lizanie …. odwłoka z nadzieją na sutą nagrodę. Podobną postawę reprezentują inni prokuratorzy i sędziowie, którzy przestępstwa polegające na mściwym niszczeniu pomników Wdzięczności Armii Radzieckiej oraz Braterstwa


Broni nazywają dziecinnym wybrykiem i powiadają że pomniki te nie spełniają definicji pomnika, wobec tego nie podlegają ochronie prawnej. Przypomnijmy, że takowe pomniki stoją we wszystkich państwach gdzie ginął żołnierz rosyjski, w Berlinie też, a zginęło ich tylko w Polsce ponad 600 tysięcy. Gdyby nie oni to sędzi rejonowa nazwiskiem Grabowska, dzisiaj być może, a nawet na pewno mówiłaby po niemiecku i w charakterze niewolniczej służby domowej szorowała podłogi w domach aryjskiej elity prowincjonalnej, pisze AWŁ. Dzięki klęsce Hitlera ta "ciekawostka" mózgowa, jakoś ukończyła studia i przywdziała strój sędziowski z orłem na piersi. Komu się podlizuje ? Tym, którym w głowach rodzi się tęsknota za faszyzmem, podobnie jak Orbanowi i Kaczyńskiemu. Tym, dla których swastyka to symbol szczęścia.





Pamiętamy, że przez kilkadziesiąt lat rozmowa o Katyniu i łagrach sowieckich nie należała do bezpiecznych. Absolutne tabu. Znaliśmy prawdę, ale była to prawda zasadniczo lokowana w rodzinach, nie na zewnątrz. Podobnie, a nawet bardziej stanowczo postępowała władza by podlizać się wielkiemu bratu w Moskwie. Ale nie do końca i nie każdy kto władzę sprawował zachował całkowite milczenie aż do


1989r. Autor „Syberiady polskiej” Zbigniew Domino tak wspomina kontakty z Generałem: „Lata 70. W wydawnictwie MON złożyłem tom syberyjskich opowiadań pt. „Cedrowe orzechy”. Oczywiście odmówiono mi wydania ze względów cenzuralnych. Maszynopis dostał się w ręce generała Jaruzelskiego, który go przeczytał i natychmiast kazał wydać. Tak to sybirak pomógł sybirakowi i debiutującemu autorowi. Kiedy na lotnisku w Sielcach w r. 1984 miałem możliwość stanąć przed Nim, rozpoznał mnie kojarząc moją osobę z cedrowymi orzechami i rzekł: Mam nadzieję, że piszecie dalej. Bardzo was zachęcam, piszcie aby Polacy o naszych losach wiedzieli i pamiętali. W ten sposób wyszła książka „Syberiada polska”, którą po wielu latach sfilmowano. Sędziwy już pisarz Domino nie zapomniał o życzeniach dla Jubilata. Złożył je jak sybirak sybirakowi. W tym akurat przypadku nie dopatruję się oznak lizusostwa.

Fotki od góry:
1.Ks. Lemański
2.Minister Sikorski
3.Prezydent USA Bush
4.Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej 
5.Wywózka na Sybir

sobota, 13 lipca 2013

KRWAWE PARADOKSY POLITYKI

Na kanwie Uchwały sejmowej w sprawie ludobójstwa, czy też znamion ludobójstwa, jakiego dopuścili się Ukraińcy na Polakach zamieszkałych na Wołyniu w latach czterdziestych XX wieku, pomyślałem o podobnych zbrodniczych wydarzeniach, nieco później czyli w mniej odległych historycznie czasach.
Otóż w latach dziewięćdziesiątych, a jakże ubiegłego wieku, w różnych „okolicznościach przyrody” dane mi było gościć trzykrotnie w Chorwacji. Jak wiadomo, Chorwacja jako jedna z pierwszych krain dawnej Jugosławii wycofała się z bratobójczej wojny bałkańskiej, która pochłonęła dziesiątki, jeżeli nie setki tysięcy istnień ludzkich, tylko dlatego, że każda z siedmiu krain trzymanych na uwięzi politycznej przez Josipa Broz Tito, postanowiła posmakować własnej niepodległości. W czasie jednej z wypraw do tego uroczego ze względu na położenie geograficzne nad Adriatykiem, oraz klimat kraju, zamieszkałem w mieście Vukovar w hotelu Dunav (Dunaj), jako że miasto leży nad tą wielka rzeką, dość blisko granicy z Serbią. Serbia to odwieczny wróg Chorwatów, niszczonych zresztą nie tylko w czasie wspomnianej wojny bratobójczej, ale już za okupacji hitlerowskiej, jako że Chorwaci należeli do koalicji Adolfa H. Ich okupacyjna historia to pasmo jednej wielkiej rzezi dokonywanej na sąsiadach, ale też na Żydach i obywatelach o poglądach
lewicowych. Obozy koncentracyjne na terenie Chorwacji utworzyli właśnie sami obywatele tego kraju, wraz z duchowieństwem katolickim, boć to kraj prawie wyłącznie katolicki. Kilka miesięcy przed moim przyjazdem do Chorwacji, papież Jan Paweł II wyniósł na ołtarze kardynała Alojzego Stepinaca, a jego sarkofag oglądałem z wątpliwą przyjemnością w katedrze w Zagrzebiu, bowiem Stepinac to zbrodniarz nie tylko wojenny, ale też narodowościowy, bardziej niżeli Pinochet, także przyjaciel naszej postaci tysiąca pomników. Wiemy, że Ustasze postępowali podobnie z swoimi ofiarami jak Ukraińcy z Polakami. Zabijali widłami i siekierami, a nawet użynali głowy piłą. Jako kościelny żołnierz ustaszowski Stepinac był nagradzany przez III Rzeszę i popierany przez papieża Piusa XII, co akurat nie jest niczym nadzwyczajnym, jako że ten papież to dostojnik sprzyjający nazistom. Po wojnie Stepinac był skazany na karę śmierci zamienioną na prośbę papieża na więzienie.
Powracam jednak do Vukovaru. Budynek hotelowy o ładnej formie zewnętrznej wyglądał jak podziurawiony ser, albo nawet sito. To pozostałość po walkach ulicznych w mieście. Tylko dlatego, że Franjo Tudman przywódca Chorwatów na czas wycofał się z wojny tenże hotel m.in. się ostał, a dziury na ścianach mają świadczyć o zaciętych walkach, co zresztą przyciąga turystów. Franjo Tudman,
generał i pierwszy prezydent państwa ma niestety także niezbyt czystą kartotekę w życiorysie, ale jako przywódca państwa zachował wśród Chorwatów wielki szacunek. To nie Polska i nie Jaruzelski. Tam przywódca niezależnie od jego działań politycznych pozostaje w powszechnym szacunku, a prawda niestety jest odrobinę inna, bo właśnie Tudman wywołał konflikt z Serbią (krajem prawosławnym), popełnił wiele zbrodni wojennych na ludności serbskiej, zachował szacunek dla Ustaszów, organizacji która ramię w ramię szła z Hitlerem na narody słowiańskie. To także specjaliści od Holokaustu. Podobnie jak Anton Gotovina, inny generał chorwacki , także oskarżony o masowe zbrodnie, łaskawie uniewinniony w roku 2011 przez sąd w Hadze. Ta bezsensowna wojna, która pochłonęła tyle niewinnych ofiar, tylko dlatego, że każde z tych państewek wyznawało inną religię, praktycznie zamykała niezwykle krwawy wiek XX. Konflikty lokalne trwają do dzisiaj i tylko zagrożenie procesami w Trybunale Haskim, oraz ponowną interwencją NATO powstrzymuje dalszy rozlew krwi. A przecież były rodziny, gdzie mąż był Chorwatem, żona Bośniaczką, Ojciec Serbem, a matka Słowenką, albo rodem z Czarnogóry. Tylko silna ręka Tito potrafiła ich wszystkich utrzymać w ryzach pokojowych, bowiem Tito nie uznawał żadnej religii, a ponadto inkluzywnie potrafił połączyć całe narody w jedną państwową całość. Jego śmierć wyzwoliła dawne gniewy i zaszłości, często bratobójcze, w wyniku czego mąż zabijał żonę, bowiem była z innej nacji i innego wyznania, ale też odwrotnie. Jedno jest
pewne. Grób-sarkofag Josipa Broz-tito nie jest bezczeszczony przez przeciwników politycznych, mimo, że nie zapisał się on zbyt czystą kartą demokracji, chyba tylko dzięki temu, że dokonał wraz ze swoją partyzantką wyzwolenia kraju w czasie drugiej wojny światowej, bez pomocy sowieckiej. Niestety, w wyzwolonej ojczyźnie wprowadził komunizm i to bardzo mało przyjazny własnemu wielokulturowemu narodowi. Pozwolił jednak na wyjazdy zarobkowe za żelazną kurtynę, co pomagało gospodarce narodowej. Jugosławia była postrzegana jako kraj względnego dobra.
Piszę o tym dlatego, bo akurat nasz kraj, można powiedzieć jednorodny narodowościowo nie potrafi oddać hołdu ludziom, których nazwiska zostały zapisane na kartach historii, tylko dlatego, że ludzie ci reprezentowali albo przekonania lewicowe, albo wręcz odwrotnie. Pomniki naszych bohaterów są niszczone i oblewane farbą tylko dlatego, że bohaterowie ci wyznawali inne wartości polityczne lub religijne. A zarówno Chorwaci, jak i Polacy to katolicy. Obok Irlandii i Malty właśnie my oraz Chorwaci pozostawaliśmy tymi, którzy wielbili JPII. Chorwaci są mu wdzięczni właśnie za Stepinaca. Gdy chciałem cokolwiek się od nich dowiedzieć o Tudmanie, czy też Gotovinie, zawsze spotykałem się z odpowiedzią, że to są nasi bohaterowie i nie życzą sobie żadnych insynuacji na ich temat. W Polsce by to wyglądało trochę inaczej, bo co Polak to inne zdanie oraz inna opinia, na temat naszych postaci historycznych. Na tym m.in. polega paradoks polskiej polityki. Zresztą nie tylko na tym, bo podobnie ma się sprawa z Ukraińcami. Ci zamieszkali na zachodzie państwa, a więc blisko granicy z Polską, to są czciciele zbrodniczych oddziałów UPA i OUN, organizacji nacjonalistycznych, odpowiedzialnych między innymi za mord tych ok.200 tysięcy bezbronnych polskich obywateli w powiecie wołyńskim i nie tylko. Tych zbrodniarzy, którzy do dzisiaj żyją, oraz ich następne pokolenie (syn, córka) , prezydent Juszczenko, wybrany dzięki politycznemu zaangażowaniu wszystkich znaczących ludzi w Polsce a nawet Europie,(o paradoksie) uhonorował orderami bohatera Ukrainy, a także ustanowił dla nich specjalne emerytury i dodatki. Ten sam prezydent Juszczenko, nad którym polskie media się tak bardzo rozczulały, że ponoć przeżył próby otrucia ze strony przeciwników politycznych, szczerze mówiąc olał zbrodnie z lat czterdziestych dokonane na sąsiadach wyznania katolickiego. Tak oto wygląda współżycie narodów, które różnią się li tylko wyznaniem a modlą się ponoć do tego samego boga, tyle że odmienną liturgią. Krew, zbrodnia i religia, jakże to ma dużo ze sobą wspólnego od zamierzchłych czasów. Czyż ten Bóg oszalał godząc się na tego typu zachowania i wzajemną nienawiść swoich wyznawców?. Ja sądzę, że Bóg akurat ma tu najmniej do powiedzenia, ponieważ jest niemy, natomiast ubogacił w rozumy tych, którzy poprzez katolicyzm, prawosławie, ewangelizm, muzułmanizm, judaizm i inne jeszcze odłamy wyznaniowe wykorzystują je (owe rozumy) do prowadzenia wojen, często w Jego imieniu i dla Jego chwały, ale przede wszystkim dla własnych interesów.
Dzisiaj Sejm podjął Uchwałę w której właśnie mord wołyński nazwał wydarzeniem o znamionach ludobójstwa. Nie mnie to rozstrzygać czy to ludobójstwo, czy też tylko znamiona owej zbrodni. Ukraińcy, ci Ukraińcy blisko naszej granicy nigdy się nie ukorzą przed Polakami i nie dokonają rozliczenia w sercach. Nie potępią zbrodni podobnie jak Chorwaci, Serbowie, czy też Kosowianie zbrodni dokonanych na swoich sąsiadach. To taka natura ludzkiej mściwości okraszona religijnie. Syndrom nieprzyznawania się do popełnionych zbrodni jest typowy dla wszystkich narodów. I dla nas Polaków i dla Rosjan i Ukraińców, ale też Chorwatów, Serbów i Hutu.


Ciekawostką jest, że wstrętu do Polaków nie odczuwają Ukraińcy ze wschodnich terenów swojego kraju, a więc terenów gdzie nie sięgały polskie majątki za I i II Rzeczypospolitej. Akurat ze wschodu wywodzi się aktualny prezydent ich kraju Janukowicz, który zniósł przywileje UPO- wcom, nadane przez Juszczenkę, mimo to Janukowicz zbytnio nie jest lubiany tu nad Wisłą. To ciekawostka, którą można tylko wytłumaczyć polskim nacjonalizmem, oraz nienawiścią Polaków do Rosjan, z którymi akurat Janukowicz stara się żyć w przyjaźni, ... no i paradoksem polskiej polityki. Bo Polak znajduje przyjaciela w tym, kto ma jakiekolwiek pretensje do Rosji.

Fotki od góry:
1. Grobowiec Josipa Broz Tito
2.Grobowiec Franjo Tudmana
3.Kardynał Stepinac, dziś święty
4.Piękno Chorwacji
5. Gen. Ante Gotovina

poniedziałek, 8 lipca 2013

RZECZY DZIWNE I ULOTNE

"W Polsce o cudach „za wstawiennictwem” i cudownych uzdrowieniach mówi się w publicznych i prywatnych mediach jak gdyby nigdy nic - z poważną miną. W klerykalnym szaleństwie to wszystko uchodzi za „informacje”. Pani w telewizji paple o tym bez mrugnięcia okiem - jakby mówiła o zapowiadanym przez astronomów zaćmieniu księżyca najbliższej nocy. (...) Co to znaczy, że ludzie, którzy mają ukończone studia, mówią sobie tak po prostu o cudach, egzorcyzmach i temu podobne brednie? Jakieś Nowe Średniowiecze? A może Nowe Zidiocenie?" - pyta profesor Hartman.
Poseł, nazwiskiem Godson, posłuje z ramienia partii, która prezentuje się jako umiarkowana chadecja, a nawet - sądząc po nazwie - partia obywatelska! Tusku, nie tak się umawialiśmy, gdy zakładałeś PO! Litości!”, jest gorąco, nie dobijajcie nas, piszą internauci, szczególnie wyborcy tej partii.
Jak zatem przełknąć podobne informacje medialne przy śniadaniu, by nie zwymiotować na stół zastawiony smakołykami mlekopochodnymi. Zaraz po tych cudopodobnych bajkach dziennikarz mówi o odkryciu nowej planety w wszechświecie, na której z dużym prawdopodobieństwem jest życie biologiczne, tudzież o najnowszych wynalazkach światowej elektroniki, pozwalających na mądrą rozmowę aparatu z żywym człowiekiem.
Cóż ja normalny widz mogę pomyśleć o takim dziennikarzu (arce). Ano tylko to, co jest absolutną prawdą, że po pierwsze jest absolwentem którejś z katolickich uczelni, bo tacy mają pierwszeństwo w ubieganiu się o stanowiska w dzisiejszej wyznaniowej Polsce, a poza tym prawdopodobnie pochodzą ze środowisk mocno klerykalnych. Na takich dziennikarzach nawet chamska postawa biskupa Hosera w stosunku do normalnego księdza Lemańskiego, któremu zabrał posłannictwo pasterskie zsyłając go na emeryturę nie robi żadnego wrażenia, boć to biskup, pasterz chrystusowy, zesłaniec papieski
na polską ziemię, właściciel rączek do całowania przez podstarzałe damy i państwowych urzędasów. A należałoby się zastanowić nad dokonaniami pana Hosera, bo dokonania ks. Lemańskiego znają nie tylko jego parafianie, ale już cały kraj. Wszystko jest do przeczytania, jak na dłoni. Poczytajcie, szczególnie wy, wyborcy Kaczyńskiego i czciciele ojdyra z Torunia.
Otóż abp Hoser swoją drogę do nieba wydeptywał m.in. w Rwandzie podczas rzezi Hutu nad Tutsi. Jak wiadomo Kościół chrześcijański sprzyjał zbrodniarzom, (bo to ludzie ochrzczeni), donosząc o miejscach ukrywających się innowierców Tutsi. Po zakończonej wojnie w tym kraju, przed sądem ustanowionym przez ONZ stanęło kilku kapłanów, którzy zostali oskarżeni o sprzyjanie mordom, a nawet udostępnianiu kościołów w których Tutsi znaleźli w desperacji schronienie, by tu Hutu mogli dokonać rzezi. Nie oskarża się abp o podsycanie do podobnych czynów katolików z Hutu, jednak sama postawa Kościoła jako takiego w tej kwestii, oceniona tak krytycznie przez sąd już dezawuuje katolickich księży w działalności misyjnej w Rwandzie. A oto akt oskarżenia, w którym czytamy:
Według aktu oskarżenia, to właśnie katolicki ksiądz miał, wraz z lokalnymi władzami, przygotować i nadzorować mord dokonany na 2 tysiącach Tutsi w kwietniu 1994 r., którzy schronili się w podlegającym mu kościele parafialnym w Nyange. To on miał również nakazać, aby spychaczem zburzyć kościół, który zawalił się na znajdujących się wewnątrz niego parafian z plemienia Tutsi, co
miało być początkiem krwawego ludobójstwa, w którym zostało zamordowanych, według danych ONZ, około 800 tysięcy Tutsi. A działo się to za pontyfikatu naszego (za chwilę) świętego. JPII. Był tak ślepy?. Nie sądzę!! A właśnie powtarzają się zamysły papieskich wypraw krzyżowych, oraz cywilizowanie Indian i to w XX wieku.

Czy o tym wiedzą ci pokorni biskupom polscy redaktorzy, czy o tym wiedzą miliony miernych, ale wiernych przyjaciół Kościoła?. Nie mogą wiedzieć, bowiem akurat skąd, skoro w TV się o tym nie mówi, natomiast zgodnie z wolą biskupów napiętnuje się mądrego, skromnego księdza Lemańskiego, który akurat jako jeden z niewielu czyni dobro z powołania. Nie wie też o tym poseł Godson polski Afrykanin, ciemny, okazuje się nie tylko ze względu na kolor skóry. Podobno, jak twierdzi, był świadkiem wskrzeszeń zmarłych dokonanych przez jego kolegę bp. Baptist Bashoborę, szamana, urodzonego w tejże Rwandzie. Nawiasem mówiąc akurat tam miałby kogo wskrzeszać, ale po co, przecież to wrogowie. Czy zatem abp Hoser, który sprowadził na Stadion Narodowy 60 tysięcy ciemnogrodzian, by byli świadkami egzorcyzmów, może być wiarygodnym partnerem do rozmów w towarzystwie światłych Polaków, w tym naukowców i profesorów świeckich uczelni?. Nie, zaprawdę powiadam wam nie może, bo egzorcyzmy w Polsce znalazły dobrą podściółkę do rozrostu tej ciemnoty dzięki milczeniu władz świeckich, w tym parlamentu złożonego w dużej części z podobnej ciemnoty, dewotów i klerykałów.
Wystarczy zajrzeć do internetu, by przeczytać o systematycznie odbywających się seminariach dla egzorcystów, oficjalnie powoływanych przez biskupów księżach egzorcystach we wszystkich diecezjach, wreszcie o rozpoznawaniu kolejnych stopni opętania (zdaje się, że dotyczy ono prawie wszystkich współczesnych) i o tym jak egzorcyzmowani wymiotują gwoździami, albo nawet pieskami ... Dość!, bo naprawdę rzygać się chce ... nam psychicznie zdrowym.

Jurek Owsiak w wywiadzie prasowym dla Dużego Formatu, na pytanie kim właściwie jest, odpowiedział: Jestem Obserwatorem Rzeczy Ulotnych i Dziwnych i mam taką pieczątkę. Chyba ja też takowym obserwatorem rzeczy dziwnych i ulotnych jestem. Bo zarówno o panach Hoserze, Bashoborze, a także polskich zakapturzonych mediach można mówić w tej konwencji. To wszystko jest dziwne i szybko ulegnie ulotnieniu, ale będziemy świadkami następnych dziwactw. Ja tak pojmuję temat.

piątek, 5 lipca 2013

SIOSTRZANE KSIĄŻKI




A ileż wieści o ho, ho. Nie namawiam nikogo na siłę, szczególnie tych, którzy na widok książki wzdragają się, albo wręcz doznają oznak apopleksji. Podpowiadam natomiast tym, którzy rzeczywiście chcieliby poznać kraj i jego stolicę naszego sąsiada, a jednocześnie największego państwa na kuli ziemskiej, Rosji. Poznać choćby pobieżnie jego historię, oraz sam naród. Ten naród, który doznał na przestrzeni wieków tyle krzywd i rozczarowań, a jednocześnie pozostał dumny ze swego, nie zawsze pozytywnego dorobku. Ten kraj, którego mieszkańcy zdają sobie sprawę z wyrządzonych krzywd innym narodom.

Dwie książki, ostatnio wydane przez Wydawnictwo Literackie oraz Helion, to zapiski z wieloletniego pobytu na terenie Rosji naszych korespondentów: Barbary Włodarczyk, korespondenta TVP, oraz Macieja Jastrzębskiego, korespondenta Polskiego Radia. Oboje zamieszkiwali w Moskwie przez bardzo wiele lat, w mieście 15 milionowym (to ludność Danii, Szwecji i Luksemburga razem wzięta), a jednocześnie jako dociekliwi dziennikarze docierali do najdalszych zakątków tego
geograficznego olbrzyma. Oboje w sposób bardzo uczciwy, bez zacietrzewienia politycznego, z dużą dozą empatii i szacunku dla obcych, potrafili oddać czytelnikowi to, co najciekawsze. Brudy i niedostatki pokazali takimi jakimi są w rzeczywistości, ale potrafili też, często z dozą zazdrości ukazać czytelnikowi to wszystko, czym współczesna Rosja się szczyci, czym błyszczy nawet na tle Paryża, Nowego Jorku, Londynu i Rzymu (bo Warszawa tu się mało liczy). Oboje zlustrowali życie Moskwian za dnia jak i w nocy, ale też życie innych nacji składających się na wielki naród Rosji, takich jak mieszkańców dalekiego wschodu. Tych znad pięknego
Bajkału, jak i tych z wciąż walczącej o niepodległość np. Czeczenii oraz innych republik. Pokazała też rodzący się nacjonalizm wśród młodych (skąd my to znamy?). Red. Włodarczyk przebywała całymi nocami w towarzystwie maszynistów najpiękniejszego na świecie metra, taksówkarzy z nocnych dyżurów, operatorów filmowych, policjantów, fotografów i innych, których praca to śledzenie prawdziwego życia mieszkańców i przybyszy od zmroku do świtu, od nocnych lokali po osiedla przebogatych multimilionerów. Od dworców po lotniska. Dawała próbki wścibstwa dziennikarskiego w programach naszej telewizji. Red. Jastrzębski, zwany w swoim środowisku Jastrzębiem, podobnie potrafił zlustrować w towarzystwie zaprzyjaźnionego z nim byłego pracownika służb specjalnych, a jednocześnie naukowca i przewodnika wszystkie tajniki historyczne starej i współczesnej Moskwy, jej życia naziemnego i podziemnego. Jego towarzysz moskiewski to jakby nasz Leszek Mazan (znawca Krakowa i Szwejka). Jastrzębski w swym książkowym
reportażu pokazał największe na świecie kopalnie diamentów i złota, pokazał też smutne gułagi, gdzie dopełniali żywota m.in. nasi rodacy, oraz wiele innych miejsc, o których dotychczas wielu z nas nie miało najmniejszego pojęcia. Książki się czyta naprawdę jednym tchem, jeno z filiżanką kawy pod bokiem.


Ja swego czasu dzięki Orbisowi odbyłem 20 dniową wycieczkę od Kijowa po Irkuck. Niestety, nie wszystko zobaczyłem co bym chciał, bo takie były komunistyczne zasady w kontaktach z obcokrajowcami. Ponadto większość podróży od stolicy republiki do stolicy innej republiki odbyłem samolotami, które jak wiadomo nie ułatwiają nasycania wzroku ciekawostkami. Moje zainteresowania wielką Rosją nie wynikają akurat z szerzonej ideologii pomieszanej z narzucaną nam przyjaźnią, a wynikają z tego, że mój ojciec, AK owiec szalenie podziwiał ten kraj ze względów jego olbrzymiej różnorodności, wielkości, narodowości, oraz jego historii. Często ze mną dyskutował na te tematy i zazdrościł mi wspomnianej wyprawy. Tym razem oboje autorzy odkryli nam Rosję taką, jaka ona jest w rzeczywistości. Piękną i bogatą, oraz biedną i brudną. Zaglądnęli bodajże w każdy skrawek jej jestestwa. Zaglądnęli też w duszę Rosjanina, w jego zwyczaje i odkryli prawdziwy ruski charakter.

Pokazali też prawdziwy stosunek Rosjan do innych narodów, oraz odwrotnie. Mam na myśli mało atrakcyjny bilateralizm rosyjsko polski. Nie będę się rozpisywał dalej, powiem tylko, że ktokolwiek miałby ochotę poznać przeciętnego Rosjanina, nie tylko od strony literackiej, muzycznej i innej wszelakiej sztuki, z czego Rosja słynie w świecie i z czego jest dumna, ewentualnie zrewidować swój stosunek do niego, to najlepszą metodą jest zapoznanie się z książkami pt. „Nie ma jednej Rosji” Barbary Włodarczyk, oraz „Matrioszka Rosja i Jastrząb” Macieja Jastrzębskiego. Życzę miłego czytania i pozdrawiam moich Czytelników. 


Fotki:
1.Sankt Petersburg.
2.Charakterystyczna cerkiew.
3.Matrioszki .. polityczne.
4.Stacja metra moskiewskiego. 

środa, 3 lipca 2013

BEZNADZIEJA

Czytając codzienną prasę, a także wsłuchując się w komentarze płynące z radia i telewizji, otacza mnie, prawdopodobnie nie tylko mnie, jakowaś beznadzieja. Beznadzieja, która wyłania się z oceny naszej gospodarki, z wyroków sądowych (często ich braku), konkordatowych stosunków państwo Kościół, a raczej jednostronnego poddaństwa, strachu władz przed demokratycznymi rozwiązaniami na rzecz człowieka w Unii Europejskiej, wreszcie tolerancji dla rodzącego się (a właściwie już zagrażającego państwu neofaszyzmu). Ta beznadzieja akurat nie dotyczy wyłącznie nas emerytów, ale przede wszystkim dwadzieścia kilka milionów Polaków w wieku produkcyjnym, z dowodem Najjaśniejszej. Ludzi przed którymi całe życie.

W strefie gospodarczej, prawie codziennie słyszymy o nakładanych na Polskę wielomilionowych karach finansowych za nieprzestrzeganie umów unijnych, braku przetargów, oraz niegospodarność w zakresie wydawanych wspólnych pieniędzy. Chodzi tu o nieszczęsne autostrady, infrastrukturę budowaną na rzecz Euro 2012, oraz bez unijnej decyzji samowolne grzebanie w ziemi w celu poszukiwań zasobów łupkowych, mimo protestów właścicieli tych ziem. Beznadzieja nas otacza: gdy prokurator nazywa swastykę symbolem szczęścia, gdy od lat nie można postawić Ziobrę i Kaczyńskiego, twórców IV RP, przed trybunałem Stanu za deprawację państwa, oraz bez żadnej wątpliwości zabójstwo byłej minister Blidy, mimo raportu Komisji Sejmowej potwierdzającej owo zabójstwo. Jak wiadomo Jarosław Kaczyński dla własnego bezpieczeństwa Ziobrę obdarzył mandatem europosła i ukrył w Brukseli. Gdy normalny, pokrzywdzony przez władzę obywatel na sprawiedliwy wyrok sądu czeka latami. Gdy morderczyni dziecka po odbyciu kary więzienia znajduje prace w szkole, a nawet w Komisji Edukacji Narodowej. Gdy najwięksi aferzyści z właścicielem banku Amber Gold na czele są chronieni przez organa sprawiedliwości. Gdy pozwala się łajdakom w sposób nieludzki wyrzucać ludzi na ulicę, mimo braku zadłużeń, bo wątpliwy właściciel kamienicy chce dokonać jej sprzedaży, za co owi łajdacy otrzymują po kilkanaście tysięcy złotych. To prawie tak jakby opłacanie płatnych morderców. W każdym razie podobna etyka. Gdy obserwujemy bezradność rządu na bezpodstawne oskarżenia o zabójstwo prezydenta i osób towarzyszących w Smoleńsku, mimo wyjaśnień kilku komisji, iż była to katastrofa spowodowana wyłącznie niechlujstwem organizacyjnym i brakiem umiejętności pilotów. Skandal.! Przecież w normalnym państwie, wszyscy ci, którzy głoszą takowe teorie zamachu stanęli by przed sądem, a może i zostali zamknięci w psychiatrykach. U nas może kilku pajaców pisowskich wygadywać publicznie na rządzących co im ślina na język przyniesie, a nawet namawiać do łamania prawa i włos im z głowy nie spada. Bo czymże jest, jak nie łamaniem prawa głaskanie grup neofaszystowskich, oraz odwiedziny kiboli w aresztach przez Romaszewskiego i Kempę, a także ich udział w manifestacjach prawicowych. Dla mnie Kaczyński to taki malutki neofaszysta, (chociaż do końca nie zdaje sobie z tego sprawy tak jak naród niemiecki też nie zdawał sobie sprawy z postawy młodego Adolfa).

W zakresie stosunków państwo - Kościół, wielokrotnie pisałem o poddaństwie pierwszego podmiotu na rzecz drugiego. (Suchocka-Kwaśniewski). Prawie wszyscy już wiemy że żadnego ruchu ustawodawczego nasz Sejm nie dokona bez konsultacji z biskupem. Państwo z naszych podatków nadal karmi kler w wysokości ok. 8 miliardów złotych rocznie. To tyle ile nam potrzeba na prawdziwe uzdrowienie służby zdrowia i szkolnictwa. Ostatnio chorych Polaków za wiedzą władz kościelnych, a zapewne i świeckich chcą uzdrawiać słowem szamana z Afryki na Stadionie Narodowym. 60 tysięcy naiwnych zapłaciło po 40 złotych za bilet, by być świadkiem wskrzeszenia umarłych. To jest Polska właśnie.
Ostatnimi siłami broni się Tusk przed wprowadzeniem religii jako przedmiotu do pakietu przedmiotów maturalnych,( bo wstyd w świecie), ale jak znam bojowość episkopatu i tchórzostwo rządzących wojnę mamy przegraną. Tak było z wprowadzaniem religii do szkół, opłatą katechetów i tą całą perturbacją w zakresie kolejności uświęconych lekcji. Tak było z zawłaszczaniem majątku państwowego wbrew prawu. Nawet gdy ustawa o odpisie podatkowym wiernych na Kościół spowoduje duży ubytek dochodów Kościoła (bo wierni nie zechcą płacić, .. bo nie zechcą), premier już wychodzi przed szereg i zapowiada, że różnicę pokryje się z budżetu państwa.
O Boże Niebieski, coś Ty się tak uparł na tę mamonę. Oj, nie, nie, Tobie wcale nie zależy na tej mamonie, tak przynajmniej głosi Twój namiestnik Franciszek tu na ziemi. To tylko rozpasanie i demoralizacja całych diecezji i parafii, a nawet części kardynalskiego personelu watykańskiego, co dzisiaj wyłazi na wierzch jak jaki trąd. Pogoń za pieniądzem, brak empatii dla wiernych, zakorzeniony od setek lat homoseksualizm, oraz masowa, ale ukrywana m.in. przez JPII pedofilia. Ale tam, za kilka miesięcy ogłoszą go świętym, bo ponoć uzdrowił kogoś tajemniczego, a kto by tam świętego posądzał o podobne bezeceństwa. Wszak nie ogłupieni cudotwórstwem Polacy. Nawiasem mówiąc, to takie uzdrowienie (bez wglądu w sprawę naukowców medycyny) jak potwierdzenie krwawienia hostii na Podlasiu. Jakoś ucichło, nikomu noga nie odrosła, nikt nie wydobrzał z choroby raka, czy chociażby podagry.
Już słyszymy w kazaniach biskupich w Polsce, że papież Franciszek wcale nie mówi o majątkach i bogactwie biskupów i księży w Polsce. On mówi o tych z Argentyny, bo ich zna. Na wszelki wypadek, zanim Franciszek pozna „biedę” polskiego biskupa, Głódź ponoć na swej posesji buduje szopkę, w której od czasu do czasu przenocuje. Wiadomo, że nie zawsze po flaszce zdoła dotrzeć do pałacu, a i pokazać Franciszkowi co będzie, gdyby się napatoczył w Gdańsku.

Jesteśmy jako kraj UE ostatnim państwem w notowaniach wszelakich, które zahaczają o tzw. światopogląd. Wszystko, a więc: przepisy dot. in Vitro (poza szczątkowymi decyzjami ministra zdrowia), polityczny klincz aborcyjny, choćby jakakolwiek ustawa o związkach partnerskich, brak lekcji o seksualności człowieka, oraz wiele innych spraw, na których łapę położył Kościół katolicki. Tak, ostatnim w Europie, a więc plasujemy się w trzecim świecie, gdzie obowiązują przepisy iście muzułmańskie. Tylko patrzeć, gdy będziemy kamienować nieszczęśliwe kobiety.
A ponoć u władzy jest partia liberalna a więc postępowa. Chichot historii, tej jakże podobnej. która wychodzi z IPN, także super zakłamanej i trudnej do przełknięcia dla zdrowo myślącego Polaka z odpowiednim rocznikiem.
Ani kroku w lewo, grzmi Gowin, człowiek Tuska, do niedawna minister w jego rządzie. Gowin, ten prawdziwy wsteczny, podnóżek krakowskiego arcybiskupa. A przecież wszystkie historyczne postępy biorą się z ideologii lewicowych. Tak jest prawie w całej Europie, gdzie rządzi lewica. Czy mam wymienić co najmniej z piętnaście krajów z pierwszej grupy szczęśliwych państw?.Nie trzeba, wszyscy je znamy .Wszyscy, którzy cokolwiek czytają. Gowina należy wywalić na śmietnik historii wraz z jego 40 „rozbójnikami”.
Już dzięki wielu ukradzionym lewicy hasłom funkcjonuje nasze prawicowe państwo. Niestety, sama lewica jest temu winna, bo nie pilnowała dorobku Polski Ludowej. Dała sobie narzucić prawicową, czasem nawet faszystowską interpretację najnowszej historii. Wstydziła się swojej lewicowości. W końcu prawica ukradła lewicy państwo, Platforma Obywatelska zawłaszczyła III RP. Piotr Gadzinowski w DT. w konkluzji pisze: jeśli teraz polska lewica nie pokaże społeczeństwu programu swojej V Rzeczypospolitej ( bo IV już była), to dalej będzie pałętać się pomiędzy prawicami.. w nieskończoność. I ja się z nim zgadzam.


NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...