czwartek, 30 kwietnia 2015

MÓJ MAŁY JUBILEUSZ


 
 
Tymczasem skończyłem sześćdziesiąt pięć lat i wypchnięto mnie na emeryturę. Wypchnięto, wyraz mało adekwatny, bowiem równocześnie w swoim życiorysie, odnotowałem czterdzieści pięć lat pracy zawodowej. A więc dość. Dość wczesnego zrywania się z łóżka. Dość porannych odpraw u szefa. Dość odpowiedzialności za powierzony odcinek przedsiębiorstwa i jego dobre imię. Na natarczywe pytania kolegów i przyjaciół, stawiane podczas całej serii „pożegnania z bronią”, co ty teraz będziesz robił chłopie, odpowiadałem zgodnie z prawdą, nie wiem. Wnuków nie mam, działki też, chyba kupię sobie komputer i wtedy znajdę swoją ścieżkę, którą podążę ku prawdziwej starości. I tak właśnie zrobiłem, nabyłem komputer wraz z oprzyrządowaniem pozwalającym szeroko wejść w świat bez dodatkowych szkoleń, bowiem tym wynalazkiem dwudziestego wieku posługiwałem się od kilku dobrych lat w miejscu pracy. Przyjęło się mówić, że emeryt nie ma co robić z czasem, w moim przypadku to się na szczęście, a może wręcz na nieszczęście nie sprawdziło, a piszę ten post właśnie z okazji dziesięciolecia mojego przejścia na emeryturę. Zawsze lubiłem czytać, a nowości książkowe, oraz obowiązkowa codzienna prasa mocno uszczuplała moje rodzinne fundusze. Zatem, gdy tylko poczułem się prawdziwym emerytem większość czasu poświęcałem tym niewątpliwym dla mnie przyjemnościom. Poprzez zanurzanie się w literaturę , a także poprzez śledzenie wydarzeń w kraju i nie tylko, wyrobiłem w sobie nową naturę człowieka niespokojnego, a przy tym krytycznie usposobionego do panujących stosunków na linii państwo i jego obywatele, a także Kościół katolicki i jego wierni, samemu pozostając wyalienowanym od lat z wszelkiego religijnego podporządkowania. Tymczasem życie płynie wartko jak górska rzeka, zabierając ze sobą po drodze chwile miłe, ale też te dramatyczne, w tym nieuleczalne choroby w rodzinie. To drugie zaledwie po dwóch latach uciech ustabilizowanego emeryta obdarzyło mnie tytułem wdowca. Poczułem się mocno skrzywdzony przez los, tym bardziej, że największym wrogiem mojego życia zawsze była samotność, której nie znoszę. Rozglądałem się od rana za jakimś mądrym sąsiadem, z którym można porozmawiać na niekoniecznie wspólne tematy przy tradycyjnym drinku lub kuflu pienistego napoju. Niestety, tych z którymi było warto się spotykać ubywało z powodów czysto biologicznych, ale też innych. Jedyny mój syn, z którym trudno było znaleźć wspólne zainteresowania dorósł na tyle, że już nie zauważałem nawet jego nieobecności. Dzięki postanowieniom, a konkretnie przypadkowi, który się szczęśliwie wydarzył w mojej otchłani samotności, zdecydowałem się ubarwić swoją egzystencję poprzez lustrację podobnych sobie, ale płci odmiennej. Ludzka rzecz, pomyślałem i zawierzyłem losowi z przekonaniem, iż trafię być może nie najgorzej. Okazuje się, że mimo mojej ignorancji, a nawet odrzucenia wiary w deistyczne uzależnienia między ziemią i niebem, jacyś mi bliżej nieznani bogowie sprawili, że jednak trafiłem do nieba, tu na ziemi. Bratnia dusza, jako się powiada prozaicznie, odnaleziona w odległości trzystu kilometrów uleczyła tę moją smutę. Mało tego, zaszczepiła we mnie romantyczny antybiotyk, albo może lepiej biotyk, który od nowa spowodował to, iż warto żyć, niezależnie od owych „przeszkód rzecznych”, o których wspomniałem wyżej. Miłość jaka nas połączyła w tym „trzecim wieku” potrafiła usuwać największe przeszkody, w tym, wydawałoby się rzadko uleczalne choroby. Jestem mojej wybrance wdzięczny za oddanie i troskę, poprzez „dodawanie mi do codziennych potraw” chyba najbardziej optymistycznych fluidów zdrowia i radości. Znowu mogę się zająć tym co uprzyjemnia mi czas. Czytanie książek, których zakupujemy dużo kosztem niewielkich emerytur, oraz pisaniem postów na mojej internetowej domenie, a umieściłem ich w sieci już 567. Nęci mnie najbardziej, by na blogu wyrażać moje osobiste spostrzeżenia i opinie dotyczące przeczytanych na bieżąco książek. Niestety skromność wrodzona a i nabyta przez różne koleje życia powstrzymuje mnie od tego. Nie poczuwam się do znawstwa krytyki literackiej, a tym bardziej obowiązku narzucania czegoś komukolwiek.


 
Owszem, wspominam od czasu do czasu o tej czy innej książce, która zrobiła na mnie szczególne wrażenie, ale to wszystko do czego się posuwam. Pozostaję natomiast nieubłaganym krytykiem zdziczenia Kościoła katolickiego w Polsce. Dyrdymały, a nawet pierdoły wciskane do uszu wiernym, nawet tym ponoć myślącym, szczególnie przez m.in. niejakiego aktywistę (z wyglądu inkwizytora) księdza Oko, specjalistę od rur wydechowych, nie pozwalają mi milczeć. Podobnie nie potrafię być spokojnym śledząc zdziczałą politykę uprawianą przez naszych władców, wpatrzonych w podobne indywidua jak właśnie Oko, oraz cały polski episkopat. Nie potrafię choćby za grosz zaakceptować, finansowego włazidupstwa klerowi kosztem zubożałej służby zdrowia oraz niziutkiego poziomu nauczania w polskich szkołach opartego na nieuctwie pedagogów, podległych często miejscowym proboszczom. Nie potrafię patrzeć na Ojczyznę, szukającą przyjaciół gdzieś daleko za oceanem z jednoczesnym darciem kotów z sąsiadami w gruncie rzeczy nie wiadomo tak do końca o co. Nie potrafię zrozumieć intencji polegającej na uśmiechach i akceptacji potomków bandytów z Ukrainy, którzy w najokrutniejszy sposób wymordowali setki tysięcy ludzi tylko dlatego, że byli Polakami, a jednocześnie podniesienie rangi wiecznych dąsów w stosunku do Rosjan za .. Katyń. Nawet już jesteśmy gotowi nie wspominać o napaści Hitlera na Polskę i unicestwienie 6 milionów naszych obywateli, ale właśnie Rosja cały czas sika naszym władzom i ich sługom publicystycznym w odgrzewany rosół. Generujemy w ten sposób opinię o Polsce jako zarozumiałym grajdole z którym nikt się nie liczy. Nie pogodzę się z tym, że blisko trzecią część społeczeństwa otumaniono idiotycznymi wymysłami „uczonych” na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej z jednoczesnym zamieceniem pod dywan wyjątkowego niedbalstwa i braku wyszkolenia pilotów podległych rządowi i prezydentowi. To wszystko stanowi najbardziej tłusty materiał do moich krytycznych rozważań i prawdopodobnie długo jeszcze nie zmienię kierunku „jazdy”. Czytelników zaś w tym miejscu proszę o wybaczenie mi tych osobistych wtrętów, którymi wypełniłem niniejszy tekst.

Moje wszystkie dotychczasowe posty na: www.abrozar.pl


wtorek, 28 kwietnia 2015

ZROBIĘ Z TOBĄ PORZĄDEK !


Wykrzyczał do potencjalnych wyborców Janusz Palikot, jeden z niszowych kandydatów na prezydenta Rzeczpospolitej, podczas swej kampanii. Wykrzyczał do małej grupki spotkanych ludzi mając na myśli dyrektora (doktora) Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka. Wykrzyczał pod toruńskim „bunkrem” w którym ulokowana jest siedziba tej nabożnej gadzinówki.
 

 

Otóż nie tak prędko panie Januszu zważywszy na wyjątkowo długi tytuł katabasa po którym następuje jego nazwisko: DYREKTOR, DOKTOR, OJCIEC, DLA WIELU ŚWIĘTY zaraz po Janie Pawle II, a może nawet przed Nim. Tytuł jakże nobliwy, okryty w sutannę, strój w Polsce uświęcony, ale co ważniejsze, obleczony w przeogromny majątek. Wiadomo, że w naszym kraju nigdy milioner, a tym bardziej miliarder nie odczuje celi więziennej, adekwatnie do popełnionego przestępstwa. Wiedzieli o tym Gąsiorowski z Baksikiem, wie o tym właściciel banku Amber Gold, wie o tym szef wołomińskiego banku SKOK, wie o tym także cwaniaczek Rydzyk i wielu innych z pierwszej setki najbogatszych Polaków. Każdego z nich stać na półmilionowe łapówki zapewniające im wolność, nawet niewinność, bo niestety ręce palestry składające się z sędziów i adwokatów są samoprzylepne jak klej arabski. Każda łapówa jest przekazana w takiej formie i takim sprytem, iż nigdy nie będzie odczytana jako stricte jakakolwiek korupcja. No właśnie, i Rydzyk o tym doskonale wie panie Januszu Palikocie, który to na swój milionowy majątek zapracowałeś własną głową i własną przedsiębiorczością. Rydzyk wie, że Polska to nie Niemcy, gdzie któregoś pięknego dnia mógłby usłyszeć wprost, raus auf Polnisch, tu w katolickiej Polsce nic mu się nie stanie. Zatem jako człek obracający się w owych sferach powinien być pan oświecony panie Palikot, że cwaniackiemu Rydzykowi, który uwiązał przy sobie kilka milionów naiwnych i głupich słuchaczy wszystko się upiecze.


Upiecze się oszustwo finansowe na kilka milionów dolarów zebrane od naiwnych na ratowanie Stoczni Gdańskiej. Upiecze się wyłudzenie od kolejnych rządów milionów złotych na wydobycie wód termalnych. Upiecze się wyłudzenie od banków SKOK następnych milionów w celu wykupienia platformy cyfrowej dla telewizji Trwam. Upiecze mu się wiele innych przekrętów na miliony, a tylko miliony go interesują, bo okazuje się też, że większość biskupów polskich, którzy jeszcze kilka lat wcześniej nie przyznawali się do tego prostego kapłana Rydzyka, który mimo nabytego jakimś cudem tytułu doktora nie potrafi należycie używać polskiego języka zmieniło orientację. Dzisiaj biskupi już połknęli haczyk Radia Maryja i telewizji Trwam i adorują bez lęku różne imprezy organizowane przez zamożnego Tadeusza, lat 70. 
Zauważyli bowiem jako miłośnicy cudzego grosza, że co jak co, ale pieniądze kleją się do Rydzyka jak kleszcze do gołej d.py. Bez najmniejszej wątpliwości i lęku będąc przekonanymi, że polski rząd słucha każdego słowa wydukanego przez episkopat, przeto nie będzie przecież ścigał klechy jako przestępcy finansowego, a tym bardziej o. Rydzyka, nie mówiąc już o koloratkowych pedofilach, od których nie tylko rząd, ale i wymiar sprawiedliwości umywa rączki by nie narażać się na choćby przypadkową ekskomunikę. Zatem panie pośle Palikot do boju, by ostatecznie polec z honorem.
 
Obrazki os góry:
1. Rydzyk w objęciach Matki Boskiej.
2. Złe tesciowe?-Nie, To porażone mózgowo członkowie Rodziny Radia Maryja.
3. Polska da sie wydoić.
                                               Poprzednie posty: www. abrozar.pl

 

niedziela, 26 kwietnia 2015

MNIE TEŻ JEST WSTYD


~Boże, jaki wstyd, powiadają co mądrzejsi Polacy w kraju, ale też rodacy pracujący za granicą.
~Boże, jaki wstyd, mówią o Polsce obcy z Unii Europejskiej. Ta cała Polska jest z nami? Chyba tylko przypadkowo, a niech ich diabli, powiadają John, Jean, Juan, Janis oraz inne Janki.

 
Kilkunastu facetów na motocyklach zrobiło totalną rozpierduchę z reputacją polityki zagranicznej 38 milionowego kraju, który jest reprezentowany przez nieuka historycznego Schetynę. Takiej żenady rządzących i obnażenia ich kompletnego zidiocenia nie było od 89 roku. Na dodatek do tego festiwalu głupoty dołączyli skundleni dziennikarze. Dzisiaj w TV wszyscy politycy i pismacy od lewa do prawa usprawiedliwiali arcykretynów z rządu. Jak daleko rozeszły się drogi szarych obywateli i panującego kartelu? Ludzie, idźcie na wybory i pogońcie tę hołotę, wybierzcie nawet psa szarika byle nie tych orłów w krawatach i gumowcach. Zróbcie to im choćby za karę, wołają do wyborców co trzeźwiejsi obywatele polscy na portalach internetowych. A wszystko się bierze z kompromitującej dyskusji na temat, czy wpuścić grupę motocyklistów rosyjskich, którzy dla uczczenia 70 rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem przez Armię Czerwoną postanowili szlakiem żołnierzy rosyjskich i... polskich przejechać z Moskwy do Berlina. Paniczny strach przed nieuzbrojoną garstką motocyklistów przelał się poprzez wszystkie ugrupowania polityczne, od PO aż do PIS i inne pomniejsze partyjki. Ponoć chodzi o to, że ten klub motorowy popiera swojego prezydenta Putina i chyba stanowi „zaplecze obronne Rosji na wypadek wojny jądrowej z NATO”. Chyba tak, może tak, a może wszyscy rządzący nad Wisłą zwariowali. Nasz strach udzielił się ponoć też Angeli Merkel, ale kobietę można szybciej wystraszyć, a ponadto pani kanclerz mogła ulec namowom wystraszonego Tuska, są w końcu bardzo blisko ze sobą, a więc wzajemnie się rozumieją. Ja nie wiem, po co my się zbroimy za setki miliardów złotych, po co żebrzemy u przyjaciół zza oceanu o tarczę antyrakietową, nowoczesne rakiety i inne tam helikoptery, skoro garstka Rosjan na motocyklach „chce rozpieprzyć nam państwo”. Sza, tajemnica, bo mogą się dowiedzieć o naszej słabości i napaść na dobry katolicki naród pigmeje ze Środkowej Afryki. Nie mamy (politycznie) nic przeciwko stacjonowaniu armii USA w naszym kraju, pozwalamy im demonstracyjnie paradować uzbrojonymi transporterami przez cały nasz kraj, by zademonstrować światu jaką my mamy obstawę w razie czego, a boimy się kilkuset facetów w średnim wieku na motocyklach? Pewnie przyjadą też uzbrojeni…we flagi i rozkręcone tłumiki. Lepiej aby pan prezydent, pani premier, zasmarkana opozycja oraz minister obrony narodowej nigdy się nie dowiedzieli co o nich sądzi i jakimi epitetami ich obrzuca społeczeństwo. Gigantyczny wstyd i upokorzenie. Czas iść do urn.

piątek, 24 kwietnia 2015

RODZYNEK?


    

Ksiądz Roman Kneblewski z Bydgoszczy jest dzisiaj nieformalnym kapelanem wszechpolaków i narodowców. Swoimi przemyśleniami dzieli się z wiernymi z ambony i w internecie. Decyzję Anny Grodzkiej o starcie w wyborach prezydenckich skomentował tak: „We współczesnej polityce niektóre jednostki chorobowe nawet do psychiatry się nie kwalifikują, lecz co najwyżej do weterynarza”.
Popatrzcie Państwo tylko na tę twarz, a raczej na facjatę, bo taki element może nosić tylko facjatę. Czy on by miał szansę być przyjętym przez weterynarza. Może i tak, ale padła by być może z ust lekarskich propozycja, czy nie warto by było go uciszyć, czyli zastosować zabieg jaki on miał na myśli kierując Annę Grodzką właśnie do przychodni weterynaryjnej. Kapelan narodowców i wszechpolaków wygłasza swoje wybzdurzenia w kościele. Słuchają go wierni parafianie. Wierni, bardzo wierni ideom głoszonym przez swojego idola, który kieruje ich ścieżką jaką podążał Hitler, Franco i Mussolini. Zastanawiam się, czy ci jego słuchacze, chociażby ich garstka potrafi użyć szczątkowego rozumu, by zrozumieć o co właściwie temu klesze chodzi i do czego w ostateczności on zdąża zabierając ich ze sobą. O tym księdzu już onegdaj pisałem. Sądziłem, że władze, te kościelne , a i świeckie reprezentujące demokratyczne państwo prawa zareagują tak, jak to bywa w krajach iście cywilizowanych. Że dołożą starań na tyle, by przeorientować faszystę na „człowieka” godnego nosić tę nazwę. Że potrafią oblec jego jestestwo w skórę homo sapiens, w skórę, którą leczy się u dermatologa, a nie w przychodni weterynaryjnej.
Zawiodłem się niestety. Mam nadzieję, że wybaczą mi Czytelnicy dość ostry ton felietonu, ale nie potrafię go napisać w innym, choćby zmatowionym odcieniu. Sądzę, że wielu z Państwa odniesie podobne wrażenie po zapoznaniu się z artykułem prasowym na temat tego zlituj się Boże, naziemnego urzędnika niebios. pt. „Polski ksiądz popiera faszyzm gen. Franco”. Tenże polski ksiądz to właśnie Roman Kneblewski. Zapewne nie jedyny rodzynek w palecie naszego duchowieństwa, wiernej prymasowi Wyszyńskiemu, który wygłaszał peany na cześć Hitlera, iż ten wreszcie zrobił porządek z Żydami i innymi, którzy nie uznawali Chrystusa jako swego zbawiciela. Z kolei, gdy się głębiej zastanowić, to tenże ksiądz niczym się nie różni od jego protoplastów duchownych, obściskujących się z Hitlerem, i gen. Franco, czyli podopiecznymi papieża Piusa XII. W imię ich Boga były stosy inkwizycyjne, w imię ich Boga były krematoria i obozy koncentracyjne, w imię ich Boga głoszą ideały faszystowskie wśród narodowców, wszechpolaków i parafian. Szczególnie ludziom młodym, którym najłatwiej poprzestawiać klepki mózgowe.

wtorek, 21 kwietnia 2015

TO MILCZENIE JEST HAŃBĄ


Często też jest zwyczajnym tchórzostwem, a nawet wyjątkowym paskudztwem, tym bardziej jeżeli chodzi o honor całego narodu. Mam tu na myśli zachowania naszych polityków z premierem, a szczególnie prezydentem na czele. Ogień buntu wobec zachowań polskich polityków rozpalił pan prezydent Komorowski, ubiegający się o drugą turę zarządzania Pałacem na Krakowskim Przedmieściu. Otóż nasz prezydent wizytujący Ukrainę w rocznicę Majdanu, przemówił w parlamencie kijowskim słowem współczucia dla ofiar z placu stolicy naszego wschodniego sąsiada, przy okazji podnosząc godność tych, którzy przeżyli i zasiedli w naczelnych władzach. Wyobrażam sobie ironiczne miny słuchaczy przemówienia polskiego prezydenta, bo dosłownie w kilka godzin od zejścia Komorowskiego z trybuny sejmowej, zanim Komorowski przekroczył granicę udając się do kraju, Ukraińcy uchwalili ustawę gloryfikująca Ukraińską Powstańczą Armie jako bohaterów narodowych walczących o wyzwolenie kraju. Wiemy, że „wyzwalając” kraj zamordowali w sposób bestialski ponad 150 tysięcy Polaków zamieszkałych na zachodnich terenach Ukrainy, a ponadto jako żołnierze Waffen SS likwidowali granatami Powstańców Warszawskich i ich rodziny. Ale nasz prezydent reprezentujący jakże by inaczej ,owe setki tysięcy zamordowanych, mając wyjątkową okazję, w tym temacie nie odezwał się ani słowem. Patrzył przymilnym wzrokiem w oczy potomków zbrodniarzy, morderców z terenów Wołynia i Bieszczadów.
Jestem przekonany, że wielu parlamentarzystów ukraińskich w tym Poroszenko, Jaceniuk i Kliczko słuchając Komorowskiego, pomyślało o nim: tchórz. Kogoż to ten katolicki naród sobie obrał za swego reprezentanta? Tchórz używający broni jedynie podczas polowań na jelenie i dziki. Zastanawiam się, czym ostatecznie kieruje się polska polityka zagraniczna za która odpowiedzialny jest właśnie prezydent. No czym?. Nieuzasadnioną nienawiścią do Rosji i Rosjan i jednocześnie nieuzasadnioną miłością do potomków faszystowskich zbrodniarzy. Tak można by powiedzieć. O ile to drugie jest całkowicie niezrozumiałe, o tyle to pierwsze kwalifikuje się do leczenia w najlepszych klinikach psychiatrycznych, bo: czyż to Ukraińcy wyzwolili nasz kraj spod okupacji hitlerowskiej. Czy ci Ukraińcy zbudowali choćby jeden pomnik pomordowanym z własnej inicjatywy?.Nie, uczynili to wyłącznie staraniem prezydenta Kwaśniewskiego u Kuczmy. Czy to nie Ukraińcy palili całe wsie i osiedla polskie z hasłem na ustach „riezać Lachów od niemowlęcia do staruszków”. Zachowały się jeszcze filmy z czasów PRL, pokazujące prawdę tamtych czasów, które dzisiaj w myśl nienawiści antyrosyjskiej i lizania tyłka naszym mordercom, schowano bardzo głęboko. Wstyd mi i milionom moim współrodakom za postawę pana prezydenta, który od tej pory nie jest moim prezydentem. Już jestem znudzony czytając listy wyrażane np. w internecie, oraz drukowane w co bardziej lewicującej prasie. Listy ludzi oburzonych i zasmuconych. Oto fragment tylko jednego z nich: „Może znajdzie się ktoś, kto powie temu niby-prezydentowi, aby nie szargał pamięci pomordowanych?

 
Czyż nie ma w jego otoczeniu ani jednego sprawiedliwego i mądrzejszego, choćby historyk profesor Nałęcz?. Jeśli tak, to spsieliśmy jako naród wprost niewyobrażalnie. Jedynym ratunkiem jest film "Wołyń", ale co to da, gdy banderowskie towarzystwo aż toczy pianę, by ten film nie ujrzał światła dziennego. Mam jednak nadzieję, że tego doczekam. Chwała pomordowanym na Wołyniu - wieczna hańba banderowskim zbrodniarzom, ale też polskim banderowskim i upowskim sojusznikom, czyli politykom w osobach m.in. posła Kowala, Michnika, ale też Komorowskiego, albo chociażby Jarosława Kaczyńskiego, przepychającego się między rosłymi potomkami banderowców na Majdanie. Ciekawe, że od lat eksponowane jest tzw. Kłamstwo Katyńskie i słusznie, bo Rosjanie od czasów Stalina aż do czasów Gorbaczowa chcieli zrzucić mord na kilku tysiącach polskich oficerów, poprzez strzał w głowę na okupanta niemieckiego, natomiast milczy się o Kłamstwie Wołyńskim, gdzie zamordowano bestialsko piłami i siekierami dziesięciokrotnie więcej naszych obywateli w tym dzieci przybijanych do drzew gwoździami.” Osobiście sadzę, że chyba dlatego, iż w Katyniu życie stracili ludzie z wyższych sfer, oficerowie urzędnicy państwowi i policjanci, natomiast ofiarami banderowców byli ludzie prości, nic dla dzisiejszych władców polskich, w tym wielu pociotów dawnej szlachty nie znaczący. Oto moralność współczesnej Polski. Nawet IPN, instytut opłacany kosztem setek milionów złotych, by pokazywać prawdziwe dramaty naszego narodu milczy w kwestii relacji polsko-ukraińskich w latach 1942-1946. No cóż, widocznie ma takowe przykazania, mimo, że nigdy ze strony ponoć już niezależnej od nikogo Ukrainy nie usłyszeliśmy słowa, przepraszamy. Smutne to, że dla polskiej polityki ważniejszy jest fakt przejazdu po polskich autostradach dla uczczenia 70 rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem hitlerowskim trzydziestu motocyklistów rosyjskich, sprzyjających polityce swojego prezydenta, niżeli fakt gloryfikacji faszystowskich banderowców ukraińskich, przy tym nie dbamy o swój narodowy honor i niezawisłość, chociażby pozwalając na demonstracje obcych, amerykańskich wojsk, które przejechały nasz kraj od północy do południa. Byliśmy z tego dumni, a fuj. Można się nieuleczalnie rozchorować, a co dopiero iść na wybory, by wrzucić do urny kartkę popierającą kandydaturę pana myśliwego Komorowskiego. W życiu!.
Każdy naród broni swego honoru, często milcząc na temat dokonanych zbrodni. Polacy też mają swoje zbrodnie za uszami. Mam na mysli ostatnią wypowiedż szefa FBI, iż Polska i Węgry wraz z Niemcami dokonała holokaustu. Niestety jest to prawda, ale niecała, jako że rzeczywiście, co zresztą jest wstydem na skalę miedzynarodową, Polacy na swoich sąsiadach Żydach dokonali wielu morderstw, o których piszą literaci i których świadectwa znajdujemy w zapisach archiwalnych. Oburzenie na filmy "Pokłosie" i "Ida" ze strony Kościoła i prawicy tylko potwierdza niezbite fakty. Bronimy się przed oskarżeniami. Może też by warto poczekac na słowo przepraszamy, skierowane do Izraela. Nie ma narodów absolutnie niewinnych, ale każdy naród może się oczyścić, chociażby poprzez złożenie hołdu pomordowanym. W Polsce są upamiętnienia ofiar holokaustu w postaci tablic i pomników. Na Ukrainie odwrotnie. Czci się tam tych, którzy mordowali.
 
Fotki od góry:
1. Potomkowie UPA
2. Pomordowane dzieci oderwane z drzew.
3. Warta ku czci Bandery.
4. Pomnik spalonych Żydów w Jedwabnem.


niedziela, 19 kwietnia 2015

WYBZYKANI BEZ MYDŁA


Dodaj napis
Temat dotyczy pani dr. Magdaleny Ogórek, kandydatki w wyborach na prezydenta Rzeczypospolitej z ramienia partii lewicowych, a konkretnie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Sama kandydatka zaprezentowała się, a jakże bardzo elegancko, oczywiście z wyglądu. Nie dość, że jest kobietą, a ostatnio jakby zapanowała moda na płeć piękną, wypychaną na najwyższe stanowiska w państwach, to jeszcze... no właśnie. Lewicowa kandydatka to nie tylko płeć piękna jako ta którą reprezentuje biologicznie w odróżnieniu od tej drugiej płci, zwanej brzydką, ale rzeczywiście pani Ogórek okazała się kobietą nad wyraz fizycznie urodziwą i wykształconą z doktoratem w damskiej torebce, a przy tym młodą, co dla wyborców zaliczających się do „wyborczej” młodzieży jest równie dość ważne. Nie dla większości, ale, ale. Jedyną jej skazą jako kandydatki, która zabiega o najważniejszy urząd w państwie jest to, że od początku postanowiła unikać dziennikarzy i udzielania jakichkolwiek wywiadów, stosując się do filozofii, iż milczenie jest złotem, okazuje się że nie zawsze. Pewno sądziła, że wybory można wygrać na tle pozostałych kandydatów (zwanych szarzyzną) samą prezencją fizyczną.
Zaraz po zgłoszeniu swojej kandydatury na zorganizowanej przez SLD konwencji wyborczej odczytała elaborat, w którym zapowiedziała, że widzi Polskę jako kraj spływający miodem i mlekiem, ponadto kraj bezpieczny egzystujący w ramach napisanego przez nią prawa od nowa, włącznie z Konstytucją. Tymczasem dowiedzieliśmy się wszyscy, że pani Ogórek to gwiazda kilku niszowych seriali, oraz prezentacji siebie na wybiegach konkursowych miss czegoś tam. Celebrytką jednak nigdy nie była z powodu wstrętu do wypowiedzi publicznych. Nadszedł jednak czas na otwarcie pięknych ust. A gdy otworzyła w otoczeniu swojego sztabu wyborczego oraz kilkudziesięciu dziennikarzy, okazało się, że wcale nie reprezentuje lewicy, ba jako osoba prywatna nie ma zamiaru głosować na partie Millera. Szok. Wiceprzewodnicząca partii już zapowiedziała wstrzymanie trzeciej transzy finansowania kandydatki. Dlaczego dostała pierwszą i drugą nikt nie próbuje nawet zrozumieć.. Tym bardziej, że pani Ogórek jako doktor historii Kościoła wypięła się publicznie na ideologię ludzi lewicy twierdząc, że Kościół jest szalenie postępowy, szalenie nowoczesny i zawsze takim był.
To cios dla partii w samo serce, ale też cios w wyborców, którzy sobie już w niej upatrzyli ideał prezydencki. Domyślam się, że ten cios chyba najmniej uderza w samego Leszka Millera, który to za czasów gdy lewica rządziła państwem, oprowadzał się z biskupami pod rękę, a podczas swej podróży do Gdańska gościł na plebanii u słynnego lewicożercy, człowieka mało zrównoważonego, księdza Jankowskiego. Przywiózł mu prezent w postaci zezwolenia na wydobycie kilku ton bursztynu na budowę ołtarza, tylko nieco mniejszego od Bursztynowej Komnaty. W sferze gospodarczej, której Ogórek poświęcała bodaj najmniej swoich myśli twierdzi, że nie należy karać absolutnie za przestępstwa natury gospodarczej obywateli do lat 25. Wywnioskowałem, że dopóki obywatele nie ukończą ćwierć wieku hulaj dusza piekła nie ma, a przecież już dużo młodych ludzi zasiada na odpowiedzialnych stanowiskach. Czy takie prawo gdziekolwiek obowiązuje?.


Prawo wyborcze człowiek ma, zarówno bierne i czynne, a odpowiedzialności żadnej. Jedynym do akceptacji głoszonym przez nią zdaniem się zgadzam. Mianowicie, że nie wymachuje się szabelką w stosunku do kraju, który dysponuje bronią jądrową, oraz że trzeba za wszelką  cenę starać się utrzymywać jak najlepsze stosunki polityczne gospodarcze i kulturalne z Rosją, jako krajem nie tylko sąsiedzkim , ale i krajem o wielkich możliwościach handlowych. Niestety to za mało by zasiąść pod przysłowiowym żyrandolem szanowna pani doktor. Dzisiaj, wielu politologów zastanawia się, czy aby pani Magda nie jest wtyką manipulacyjną w celu doszczętnego zniszczenia lewicy, zmyślnie zorganizowaną przez prawicę i Kościół?. Nie upierałbym się zbytnio, negując taki wniosek, bowiem aż tak nonkonformistyczne wyrażanie swoich opinii w stosunku do partii, która nie tylko ją zaakceptowała jako ich kandydata na urząd prezydenta, ale też ponosiła koszty jej kampanii daje do myślenia nie tylko Millerowi.

piątek, 17 kwietnia 2015

KAPRAWE OKO KSIĘDZA OKO

 
 


Wiem z pierwszej ręki, jak wygląda stan zdrowia gejów: jest to katastrofa medyczna - powiedział ks. prof. Dariusz Oko podczas wykładu w Łomży, relacjonowanego przez TVN24. - Gej ma w życiu średnio 500 partnerów seksualnych”. A to bardzo ciekawe!. Jednak jest ślepy ten Oko na oba oczy. Chyba że ma na myśli księży, czyli swoje otoczenie, szczególnie seminaryjne, gdzie do klanu homoseksualistów dołączają coraz młodsze roczniki alumnów, od urodzenia porażonych mizoginizmem. Podejrzewam też, że mówi wyłącznie o sobie. Ks. Oko przytaczał rzekome badania, które pokazują, że 25 procent gejów miało w życiu mniej niż 100 partnerów seksualnych, 50 procent - między 100 a 500 partnerami, a kolejne 25 procent - ponad 1000". Otóż powiem tak:
W seminariach jest to technicznie możliwe. Nawet bardzo. Wystarczy poczytać książeczki pana red. Romana Kotlińskiego, byłego księdza, absolwenta seminarium włocławskiego.Oko ma duży problem. Bo zamiast cokolwiek gadać o Bogu, do czego jest „powołany”, to on kręci się albo koło rozporka facetów, albo majtasów babskich. Takie coś, czyli obsesję seksualną można wyleczyć w odróżnieniu od pedofilii, której do końca wyleczyć się nie da. Dla takich zbudowano specjalny ośrodek w Gostyninie. Jak na razie nie słychać by tam umieszczono któregoś z księży pedofilów, których dziesiątki, a może setki odbywa karę więzienia, ze względu chyba na strach przed Kościołem, albo szacunek dla koloratki, a jest tam dość dużo miejsca. Zmieszczą się wszyscy, łącznie z ks. Gilem i abp Wesołowskim, o ile papież się nim znudzi i wyda go Polsce. Tymczasem pozostaje tylko kastracja, najlepiej operacyjna i to nie do końca jest pewne sukcesu, ale czy ks. Oko poddał by się takiej terapii skoro ględzenie na temat homoseksualizmu jest jego sposobem na urocze życie. Wątpię, bo ks. Oko pragnie być postrzegany jako ten, który ma artystyczną wyobraźnię, którą można otwierać oczy nawet ociemniałym. Potrafi skojarzyć męski odbyt z rurą wydechową tira. Bardzo urocze, bardzo.

Można by pomyśleć, że doznaje on orgazmu na widok kolumny tirów wyrzucających z silnika kłęby dymu. Zapachy jakże adekwatne i chyba jemu przyjazne. A jakież on bzdury wypowiada na temat jakże modnego w ich kręgach genderyzmu?, to naprawdę wielu słuchaczom kartofle gniją w piwnicy. Jakże kaprawym Okiem spogłąda głosiciel tych prawd. 
Jak argumentował, celem zwolenników "teorii gender" jest zaburzenie procesu wychowania dzieci, a przez to zniszczenie człowieczeństwa". Oni swoje dzieci poddają aborcji to jest pierwszy wybór, a nasze dzieci deprawują. Żeby nie być w coraz większej mniejszości, bo swoje abortują, nasze muszą zdeprawować - tłumaczył ksiądz. (Nasze?, czyżby miał dzieci?). Czy z tego można cokolwiek zrozumieć, mając ukończoną chociażby szkołę podstawową. Teoria godna Macierewicza. Podobne rozumowania ludzi chorych na być może F99. Nie!, pisze pani Ilona w komentarzu do wystąpień ks. Oko. Ten ksiądz ma całkiem odchylone. Jego pewność tego co głosi wynika prawdopodobnie z jego doświadczeń i intensywnych osobistych badań., podobnych zresztą badaniom katastrofy smoleńskiej przez tzw. zespół Macierewicza. Nie będę się posuwać do jego poziomu ale jest to oburzające i świadczące o tym, że zatrzymał się w rozwoju na etapie XIX wieku. Zgadzam się i sądzę, że ponad połowa moich współrodaków także. Chce tylko dodać, że wcale się nie denerwuję czytając wypociny księdza profesora (a jakże).Trochę folkloru, a tym bardziej myślowego obskurantyzmu tylko wzbogaca naszą narodową odrębność, z której jesteśmy znani na całym świecie.

Fotki od góry:
1.Z otwartą przyłbicą. Lalka Barbi na prezydenta.
2.Sex z tirem wg. ks. Oko
3.Pasterz naiwnych z twarzą wrózbity.


środa, 15 kwietnia 2015

GWAŁT SIĘ GWAŁTEM ODCISKAŁ



 
 
Gwałt niech się gwałtem odciska”. To cytat z Mickiewicza, bo właśnie post będzie o gwałtach popełnionych na bezbronnych kobietach.
Nikt, dosłownie nikt nie może sobie wyobrazić co działo się z kobietami rosyjskimi, a także z kobietami niemieckimi podczas II wojny światowej. Właściwie z kobietami na wszystkich terenach okupowanych, w tym Polski. Wydaje się, że podczas wcześniejszych wojen było podobnie, ale nie jest to odpowiednio udokumentowane. Dramat rosyjskich kobiet był o tyle okrutny, iż Niemcy dokonując gwałtów, niezależnie czy to na dorosłych kobietach, czy też dziewczynkach, po odbyciu stosunku najczęściej do nich strzelali lub wrzucali je do palących się chat. Żadnej Rosjance, Białorusince, a także Ukraince, jeżeli jej mąż czy inny męski członek rodziny nie należał do Waffen SS, nie darowano. Były gwałcone przez pojedynczych żołnierzy albo i całe zbiorowe towarzystwo pijanych żołdaków. Gwałty dokonane przez armię niemiecką na Rosjankach do dzisiaj są nie policzone i raczej już nie będą, a szkoda. Te dramaty przejdą tylko do historii jako element hekatomby Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Stalin jako samozwańczy ojciec narodu znał sytuację, dlatego też, gdy Rosjanie zbliżali się do granic pruskich i niemieckich, zwolnił żołnierzy Czerwonej Armii z dyscypliny wojennej i innych humanitarnych zasad postępowania z ludźmi na podbitych terenach, czyli zasad zapisanych w Konwencji Genewskiej. Żołdacy rosyjscy składający się w większości z na pół dzikich narodów Kaukazu wzięli sobie z przyjemnością do serca słowa ojca narodu. Mieli postępować tak, a może jeszcze bardziej brutalnie, jak zachowywali się hitlerowcy na terenach rosyjskich.

 
Mieli prawo zabijać, gwałcić, palić żywcem, grabić bez żadnych zahamowań etycznych. I to czynili. Oblicza się, że Rosjanie dokonali na terenie Niemiec ok. półtora miliona gwałtów na kobietach od lat 8 do 60 i jest to liczba około dwa razy wyższa od gwałtów dokonanych przez aliantów złożonych z żołnierzy amerykańskich, angielskich i francuskich. Kiedy alianci weszli do Niemiec, w euforii radości ze zwycięstwa, w ostatnich tygodniach wojny zgwałcili ok. 800 tysięcy kobiet, twierdzi historyczka Miriam Gebhardt. W wąskim akademickim obiegu liczba ta nie podlegała dotąd żadnym dyskusjom, ani nie budziła wątpliwości. Socjologowie obliczają, że w wyniku wszystkich gwałtów urodziło się w Niemczech minimum 5% dzieci. Jest to ok. 190 tysięcy nie bardzo chcianych narodzin. To miasto średniej wielkości, przykładowo jak Leverkusen. O ile w latach 90 – tych, w zjednoczonych Niemczech rozwodzono się, już bez ogródek o gwałcących czerwonoarmistach, o tyle nadal wstydliwie tuszowano zbrodnie Amerykanów, trwając w romantycznych wyobrażeniach o przebojowych facetach rozdających czekoladki i nylonowe pończochy. Ale gwałt był gwałtem, a podnoszony wielokroć przez Amerykanów argument o rzekomej sprzedajności niemieckich kobiet jest zdaniem pani Miriam zwyczajnym łgarstwem. Doszło do tego, że 1 sierpnia 1945 roku władze lokalne nakazały przybicie na wszystkich drzwiach domowych w miastach listy z imionami lokatorów, łącznie z ich wiekiem, przy czym zaniżano wiek dzieci oraz zawyżano wiek osób starszych. Listy te miały zniechęcać potencjalnych gwałcicieli. Z opracowań bawarskich księży wynika, że zarówno zbrodnie gwałtów popełnione przez czerwonoarmistów jak i żołnierzy amerykańskich przebiegały według tego samego schematu. Skala brutalności wobec kobiet a też i grabieży była identyczna. Dodać przy tym należy, że gwałty jankesów na Niemkach nie miały nic wspólnego z jakimkolwiek odwetem, bowiem żołnierze Wermachtu nie dokonali żadnej zbrodni na kobietach amerykańskich.
Żadna mściwość w tym wypadku nie wchodziła w rachubę. Rosjanie natomiast mieli powody do zadawania jak największego bólu obywatelom całych Niemiec, ponieważ, każdy czerwonoarmista zanim dotarł do Berlina pochował kilku członków rodziny zamordowanych najczęściej w sposób najokrutniejszy z okrutnych.
 
Foto:1. Kontrowersyjny pomnik czerwonoarmisty gwałcącego kobietę.(Gdańsk)
        2.  Młody żołnierz radziecki.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

SZALEJĄCA RUSOFOBIA


 
Zdaniem wielu socjologów i polityków rusofobia jest w Polsce „zjawiskiem powszechnym”. Bierze się ona nie tylko z „głębokich nawarstwień historycznych i kompleksów psychologicznych, ale również z codziennego wychowania w domu, szkole, a nawet w kościele. To element tożsamości narodowej, kryterium identyfikujące ‘prawdziwą’ postawę patriotyczną”, powiada Daniel Passent. Zdaniem wielu, a moim także, rusofobia jest także bezmyślną modą. Przekaz publiczny charakteryzuje ‘pejoratywizacja’ określeń Rosji i Rosjan, etykietowanie jako uosobienia zła. Świadome utożsamianie antysowietyzmu z antyrosyjskością, demonizacja Putina jako sprawcy wszelkich nieszczęść, czyli agresora, szaleńca, bandziora i drapieżnika’ a może i Hitlera. „Polska pamięć historyczna utożsamia Rosję z wrogiem, państwem represyjnym i agresywnym. Dla wielu ludzi jest to polityczna karma, bez której nie potrafią funkcjonować w życiu Nikomu nie zależy na mówieniu o dobrych momentach, sprzyjających godzeniu narodów. Nikt nie chce już pamiętać tragedii smoleńskiej od strony pomocy rosyjskiej.
 
 
Kto dzisiaj widzi ludzki odruch Rosjan, gdy Putin „przytulił” nie tylko premiera Tuska, ale i rodziny ofiar katastrofy. Już nikt. Czepiamy się sprawy Krymu, jak by ten Krym kiedykolwiek należał do Polski, a do Rosji niestety należał. Mało komu zależy w Polsce na odwróceniu tych negatywnych i szkodliwych dla międzynarodowego wizerunku Polski trendów, co utrudnia spojrzenie na Rosję jak na normalne państwo, mające prawo do definiowania swoich oświadczeń, nie zawsze przychylnych innym narodom. Fakt, Rosja nie zasługuje na tytuł państwa całkowicie demokratycznego. Konflikty z byłymi republikami z czasów ZSRR, majątki państwowe przejęte przez oligarchów kosztem społeczeństwa spowodowały ogromną przepaść między społeczeństwem jako takim a owymi oligarchami, na co dzień dodatkowo zajmującymi ławy deputowanych w Dumie. Tak zresztą jest nie tylko w Rosji, ale i na Ukrainie, Białorusi, a przede wszystkim w byłych republikach na terenach azjatyckich. W rękach rządzących krajem często spoczywa ponad 70% majątku narodowego. Gorzej, że oni są wybierani na kolejne kadencje, oczywiście w wyniku skandali i fałszerstw. Są tam kraje gdzie władza przechodzi z ojca na syna lub zięcia. Tam trup polityczny pada gęsto, a przemoc rozłazi się na cały były ZSRR. Tak było z zabójstwami polityków i dziennikarzy w samej Rosji i nie tylko. Nie sądzę jednak by bezpośrednio kierował tym Putin.
 


 
On oczywiście jako przywódca największego na globie państwa, a jednocześnie ponoć najbogatszy polityk świata, zawsze się umaże tą krwią, co oczywiście np. w Polsce natychmiast jest wykorzystane propagandowo przeciwko Rosji jako kraju, który zagraża nam wszystkim Europejczykom. Tak jak w Rosji dzieje się w wielu krajach mniej lub bardziej demokratycznych, szczególnie tych, położonych na terenie Afryki i Azji, gdzie trup pada jeszcze gęściej, gdzie władza dostaje się w ręce tych co są zdolni ją sobie kupić, a nasze media jakoś mało się tym interesują. Może dlatego, że nie są naszymi sąsiadami, a może tak po prostu, że nasza chata skraja. A przecież zarzewie wojny totalnej może zapłonąć w każdym zakątku świata. Ileż to dzisiaj państw posiada broń jądrową. Niektóre z nich są nieobliczalne w głoszonej przez nich polityce. Putin gdzieś tam dosłownie szemrał, że ma zamiar zmieść Zachód bronią jądrową, a do Warszawy dotrze w ciągu doby. Sądzę że jest to blef na użytek dziennikarski. Właśnie dzięki temu że mocarstwa dysponują taką bronią, do niedawna zwaną instrumentem odstraszania pokój jeszcze potrwa zapewne wiele lat. Nie drżyjmy przed Rosją a szczególnie przed Putinem. Przecież też możemy sobie wyhodować podobnego przywódcę. Wysportowanego, wykształconego, potrafiącego nie tylko trzymać stery odrzutowca, ale potrafiącego też wziąć w garść wszystkie skłócone ze sobą partie a szczególnie ich wyborców. Spowodujmy, by polityka rządu i prezydenta miała poparcie społeczne w tych samych granicach co Putin, czyli blisko 90%. Nie potrzeba się podpierać powstaniem warszawskim, listopadowym, albo Katyniem i Smoleńskiem. Trzeba żyć współcześnie, bez martyrologicznych rozważań. Tak jak próbuje się to przedstawiać Rosjanom, którzy historycznie rządzili, albo współrządzili naszym chwiejnym państwem przez wieki. Noszą oni w swych sercach dumę narodową ze zwycięstwa nad faszyzmem, okupionym wielomilionowymi ofiarami. Jest to wielka tragedia, ale zarazem niespotykana duma, bowiem każdy myślący przyznając im rację, wie, że tylko Rosja mogła złamać potęgę Hitlera, co zaczęło się pod Stalingradem. Same armie zachodnie bez udziału Rosji byłyby absolutnie niezdolne do prowadzenia, chociażby równorzędnej walki z Rzeszą niemiecką mimo przewagi technicznej, o czym doskonale wiedział zarówno Churchill jak i Roosevelt. 




Tak naprawdę to trudno dociec dlaczego w polskim narodzie się zakorzeniła aż tak jaskrawa rusofobia, gdy tymczasem trudno znaleźć porównywalną wśród innych narodów, w tym w Niemczech, kraju który to od Rosjan doznał setki. tysięcy gwałtów. Większość żołnierzy niemieckich w czasie wojny poległa z rąk Rosjan. Dzisiejsza polityka Polski w stosunku do Rosji oburza nawet naszych partnerów w Unii Europejskiej., jako tych, którzy korzystają najwięcej z zasobów rosyjskich. Patrzą na nas jak na dziwolągów, zaś Putin widzi w nas pierwszego wroga obok Stanów Zjednoczonych, którym zresztą Polska od „zawsze”„robi laskę” mimo traktowania nas przez USA jako dziadowskiego partnera, któremu można wcisnąć chociażby stary szmelc zbrojeniowy za cenę nowego. To zapewne z tej miłości .
 





Nawet jeżeli rozumiemy jak historycznie uzasadniona jest nasza niechęć do Rosji, od pacyfikacji naszych powstań narodowych, poprzez agresję, Sybir, Katyń, barbarzyńskie nieraz zachowanie Armii Czerwonej na wyzwalanych i zajmowanych ziemiach polskich, czasy PRL, aż po arogancję Putina i jego agresywne działania na rzecz imperium, którego odbudowa nie leży w naszym interesie, to wszystko nie usprawiedliwia rusofobii, przekreślania wszystkiego co rosyjskie, niszczenie relacji, które są i będą naszemu krajowi potrzebne. Polska racja stanu wymaga pryncypialności, ale i elastyczności, co zresztą Donald Tusk wydaje się rozumieć, nie ulega szantażom w rodzaju pytania „czy Platforma jest partią polską?”. Nienawiść niszczy przede wszystkim tego, kto ją żywi, a nie tego, wobec kogo jest skierowana. Dobrze by było, gdyby nasi politycy (i media !!!) posłuchali takich ludzi jak profesorowie Walicki, Łagowski i Bieleń, a także Adam Daniel Rotfeld, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych. Prezydent Putin robi dużo, żeby dialog polsko-rosyjski utrudnić, jego wzmianka, że Polska szkoli agentów Majdanu jest bez sensu. Nie pomagajmy mu w tym dziele.



 

Poprzestańmy też na udzieleniu pomocy niby Polakom, których zwozimy z terenów Donbasu, a którzy chcą do nas przybyć. Bez żadnych namówień i propagandy antyrosyjskiej, a już w żadnym razie nie wysyłajmy swoich młodych ludzi na rzeż.

Fotki od góry:
1.Rozmowa o rozbiorach Polski
2.Wielka Rosja
3.Władimir Putin, prezydent FR
4.Przy śniadaniu
5.Wróżbita
6.Kompania honorowa.

piątek, 10 kwietnia 2015

ZROZUMIEĆ KATOLICKIE MIŁOSIERDZIE


 
Opowiastka” zapisana w annałach i księgach historii polskiego Kościoła: czyli, jak Kościół katolicki zamordował Kazimierza Łyszczyńskiego, pierwszego ateistę w Polsce: Otóż ten szlachcic, a nawet jezuita (przez 8 lat) został skazany na karę śmierci i konfiskatę dóbr właśnie... za ateizm. Wyrok wykonano przed południem na Rynku Starego Miasta w Warszawie 30 marca 1689, gdzie kat ściął Łyszczyńskiemu głowę. Po egzekucji wywieziono jego zwłoki poza miasto i spalono. Inaczej przedstawia egzekucję relacja biskupa Załuskiego: „Wyprowadzono go na miejsce stracenia i okrutnie znęcano się najpierw nad jego językiem i ustami, którymi on okrutnie występował przeciw Bogu. Potem spalono jego rękę, która była narzędziem najpotworniejszego płodu, spalono także jego papiery pełne bluźnierstw i na koniec on sam, potwór, został pochłonięty przez płomienie, które miały przebłagać Boga, jeżeli w ogóle za takie bezeceństwa można Boga przebłagać". Konkluzja: Otóż nie można, bo trzeba by przebłagać nie żadnego tam Boga, który dla skazanego nie istniał, ale was zbrodniarze obleczeni w kwieciste szaty, podobni sułtanom arabskim, was zapatrzonych nie tyle w wyznawane przekonania szlachcica Łyszczyńskiego ale w jego majątek, który sobie upatrzyliście.

Byliście gotowi za każdą cenę go panu Łyszczyńskiemu wydrzeć swymi brudnymi od pijaństwa i rozpusty łapami. Słowo miłosierdzie, z łacińska misericordia, jest w historii kościoła katolickiego utytłane krwią i cierpieniem niewinnych. Tych palonych żywcem na stosach, topionych ze związanymi kończynami, albo łamanych kołem i innymi wymyślnymi narzędziami tortur, które współcześnie oglądamy w muzeach. Słowo miłosierdzie w ustach kleru nie znaczy żadnego tam miłosierdzia, jest obłudnym kłamstwem jak oczekiwana śmierć parafianina, dzięki której do kleszej kieszeni wpłyną nowe pieniądze. Kłamstwem wystudiowanym w czasie nauk seminaryjnych papieże i kler posługiwali się zawsze.
 
 
Prymas Polski wychwalał Hitlera, że ten robi porządek z Żydami, zabijając ich milionami w obozach koncentracyjnych. Prymas Polski, czyli najwyższy kapłan umiłowanego ponoć jemu i Panience Zawsze Dziewicy, narodu. Jakoś dzisiaj o tym cichutko jakby makiem zasiał. A jak odczytywać Poparcie Piusa XII dla hitlerowskiej napaści na Polskę , które znalazło swój wyraz w encyklice z 20 października 1939 r. Papież uznał, ją za ''walkę interesów o sprawiedliwy podział bogactw, którymi Bóg obdarzył ludzkość''. To tak właśnie miłosierdzia. Gdy w Sejmie Czteroletnim uchwalono Konstytucję 3 Maja kuria rzymska i polski kler wpadła w panikę. Obawiano się, że Polacy nie poprzestaną na Konstytucji, lecz pójdą dalej i pozbawią kler wszelkich funkcji państwowych i zlikwidują jego przywileje, a także położą rękę na jego majątku, a księży przeniosą na państwowe etaty (co już częściowo miało miejsce po uchwaleniu w roku 1789 przez Sejm Wielki ustawy przeznaczającej dochody z diecezji krakowskiej na wojsko polskie). Jakie to spójne z dzisiejsza Polską. A współpraca polskiego kleru z okupantem hitlerowskim, to była patriotyczna czynność?, czy tylko miłosierdzie dla kraju w którym żyli ci okupanci z Watykanu.. Boże wielki, jak to przełknąć. A przecież m.in. siedlecki hierarcha, biskup Czesław Sokołowski zawieszał w czynnościach kapłańskich tych księży, którzy w jego ocenie mało z siebie dawali w służbie okupantowi. Na nic zdały się wieści płynące z Dachau, gdzie Hitler zamordował setki polskich księży.
 
 
A to, że papież gratulował carycy Katarzyny Wielkiej za dokonanie rozbioru na Polsce, to miłosierdzie, czy etyka księcia Kościoła.?. Naród nasz jest przez setki lat poddawany totalnej indoktrynacji i straszeniu piekłem oraz innymi zabobonami. Jest zapewniany, że tylko ta czarna watykańska stonka każdego wiernego doprowadzi do wiecznej szczęśliwości. Przy tym łatwiej będzie mógł się dostać do boskiego królestwa ten, który wypruwa sobie żyły, by jak najwięcej podarować tym obibokom. Ciekawostką jest jednak to, że większość kleru nie wierzy w żadne skutki modlitewne, ani w wieczność niebiańską. Oni swoje niebo mają tu na ziemi pomiędzy hojnymi parafianami, hojnymi rządzącymi państwem, przy zastawionych gorzałą stołach, pomiędzy kolegami gejami i złowionymi na ich żyłkę seksualną chłopcami. Żaden klecha, dosłownie żaden w sytuacji, gdy ciężko zachoruje, nie korzysta z terapii modlitewnej, a natychmiast wali się do łóżka najlepszego szpitala i oddaje się w ręce najlepszych lekarzy. Bez żadnego oczekiwania w kolejkach. Po prostu natychmiast.
 
Ponad 350 lat temu Kazimierz Łyszczyński potrafił zanalizować ich miłosierdzie, ich mistyczną misericordię, wynikiem czego uznał siebie za całkowitego ateistę. Dzisiaj po tych ponad 350 latach ta czarna stonka, mimo rozwoju nauki, mimo tak wielkiego postępu naukowego i gospodarczego panuje nadal w każdej dziedzinie państwa. Państwa polskiego. Od szpitali do sportu. Od policji po wojsko. Od parlamentu po zarządy miast i gmin. Od ministerstw po hufce harcerskie. Mają oni swoją polisę ubezpieczeniową, bowiem związali oni ze sobą, czyli Watykanem naród i państwo oszukańczym konkordatem. „Miłosiernym” konkordatem. Godne to i sprawiedliwe!. Amen.
 
Fotki od gory:
1.Kazimierz Łyszczyński
2.Herb szlachecki Łyszczyńskiego
3.Przysięga żolnierska SS w imię Boga.
4. Miłosierna siostra Bernadetta z Zabrza.
5.Miłosierdzie w wydaniu polskiego rządu.

czwartek, 9 kwietnia 2015

POFILOZOFUJMY NIECO



Często powiada się w mowie potocznej: Nie filozofuj, ale z ciebie filozof, na co nam takie filozofowanie, filozof się znalazł, i tym podobne odzywki. Wydawałoby się, a nawet opiera się to o pewność, że w ten sposób po trosze dezawuujemy słowo – filozofia, a już tym bardziej tytuł kogoś, kto rzeczywiście ukończył ten humanistyczny wydział i jest nagrodzony adekwatnym dyplomem, oraz adekwatnym, jakże dla wielu "tajemniczym" tytułem – filozof. A przecież przed tysiącami lat starożytne uczelnie greckie wypuszczały dla społeczeństwa absolwentów filozofii. Absolwentów na tyle wykształconych i jednocześnie mądrych w swych dociekaniach, że do dzisiaj są oni wzorem tych co rozjaśniają umysły współczesnym studentom, ale też wciąż pozostają niedoścignionymi mędrcami. Tales, Pitagoras, Heraklit, Epikur, Sokrates, Platon czy też Arystoteles, czy też Ptolemeusz. Przed trzema, bodajże tysiącami lat rozwiązali oni bodaj największe zagadki ówczesnego świata. Na ich naukowych zdobyczach astronomicznych opierali się potem tacy uczeni jak Giordano Bruno, Galileusz, Kopernik, a nawet wielu współczesnych laureatów Nagród Nobla. Całe sektory starożytnego Rzymu zbudowane były na inżynieryjnych zdobyczach nauki greckiej. Greccy filozofowie głosili m.in., że natura człowieka jest złożona; jego potrzeby muszą być zaspokojone, ważne jednak by człowiek robił to używając rozumu. Jakże ważne do dzisiaj słowa, chociażby w kontekście niszczenia przyrody i niszczenia zasobów naturalnych ziemi. Wszystko ma przyczynę, więc znając obecny stan wszechświata, można teoretycznie przewidzieć przyszłość.
 
 
Nie ma przypadkowości i wolnej woli. Niestety dzisiaj często twierdzi się inaczej. Wiele tragedii ludzkich, w tym rozkręcony do granic idiotyzmów umieszczonych w polityce skrajnej polskiej prawicy, czyli dramat smoleński wielu z nas ocenia jako przypadek z woli boskiej. Okazuje się, że jest to wyłącznie wynik totalnego braku dyscypliny i dezorganizacji, począwszy od osoby prezydenta (pierwszy pasażer samolotu) aż po załogę tegoż statku powietrznego. Grecy, ci Grecy z którymi dzisiaj cała Unia Europejska ma aż taki kłopot, tysiące lat temu dali światu podstawy nauki, literatury, dramatu, logiki matematyki i fizyki.
 


Wszelkie ówczesne zdobycze nauki obowiązują dotychczas. Grecy już wtedy potrafili oddzielić naukę od religii. W XXI wieku w Polsce w szkołach czyli w świątyniach wiedzy wciska się dzieciom do głowy bzdury o stworzeniu świata i człowieka w ciągu sześciu dni za pomocą pstryknięcia boskim palcem, a osadzenie w nim człowieka poprzez kombinację z żebrami. Toć to prawie In Vitro. Tymczasem na następnej lekcji np. fizyki mówi się tym samym dzieciom o teorii Wielkiego Wybuchu, oraz współczesnym Zderzaczu Hadronów.W XXI wieku w polskiej szkole pośród wszystkich godzin lekcyjnych, najwiecej jest lekcji religii. Nie języka ojczystego, nie matematyki, fizyki, chemii czy biologii, a własnie bajek okraszonych piekłem, niebem i innymi motywami z krainy czarów.Tu jest Polska, skansen Europy.
Tomasz z Akwinu, niby to święty, ale powiada, że wiara i wiedza to odrębne dziedziny. Jednakowoż dziedzina wiedzy jest tak rozległa, że rozum z trudnością poznaje nie tylko rzeczy materialne, ale i duchowe. Nigdy jednak przedmiotów nauczanych w szkołach nie wolno mieszać z religią. Religia to nie nauka. To wiara, a wiara może się tylko opierać na mistyce i mitologi.
Na koniec coś zartem. Rozmawiaja koledzy: Gdzie sie wybierasz na studia?. No nie wiem, chyba pójde na filozofię, bo jest tam najmiejsze obłożenie, tylko nie wiem gdzie dostanę pracę po filozofii. -Jak nie wiesz, odpowiada kolega: Wszędzie, na budowie, w supermarkecie, wszędzie chłopie.
 
Fotki od góry:
1-3.Ogrody greckie (fragment)
2.Ptolemeusz
3.Akropol

wtorek, 7 kwietnia 2015

UFAJDANA ATŁASOWA FARIOLA


 
Już dziesięć lat upłynęło od nadzwyczaj uroczystego pochówku Jana Pawła II. Upłynęło dodatkowo pięć  lat od katastrofy smoleńskiej. Kraj z tej okazji pokrywa się całunem nieprzemijającej żałoby narodowej.Politycy i kler swymi truizmami przy pomocy mediów doprowadzają naród do organizmicznych wręcz zachowań powodując to, że w gruncie rzeczy radosne wiosenne święta zamieniają w narodowy jakże nieuzasadniony szloch. Ja w tym miejscu chcę przypomnieć Czytelnikom inne, wręcz niebywałe w historii "polskiego" Watykanu wydarzenie. Nie te, które akurat obchodzimy, bo to tylko rocznice. Chcę przypomieć o totalnej wręcz zbrodni, nieogarniętej rozumem.
Czyżby nieogarniętej rozumem.?. A może  ogarniętej, tyle że rozumem dostojnego katolika abp Hosera, papieża Jana Pawła II, oraz kilkunastu innych hierarchów katolickich, pełniących służbę Bogu na terenie afrykańskiej Rwandy od kilkudziesięciu lat.

Dziesięć lat temu zmarł polski przywódca Kościoła Rzymskiego, zatem przez całe jedno dziesięciolecie musiał żyć w cieniu największej zbrodni popełnionej przy współudziale Kościoła u schyłku XX wieku, na narodzie afrykańskim z plemienia Tutsi. Dzięki panu Wojciechowi Tochmanowi, dziennikarzowi GW, w dodatku zwanym DUŻYM FORMATEM, społeczeństwo mogło się zapoznać z stosunkiem katolickiego Kościoła do wypadków jakie potoczyły się w Rwandzie, a które pochłonęły miliony ofiar poległych w wyniku zabicia maczetami, albo przez zgniecenie murami palących się świątyń. O dramacie rwandyjskim w poświacie Kościoła katolickiego pisałem kilkakrotnie, chociażby dlatego, że owa hekatomba rozegrała się za czasów „panowania” JPII, oraz w czasie pobytu na terenie Rwandy setek księży katolickich, w tym z Polski z ramienia Watykanu, na czele ich przełożonego, obecnego administratora kurii warszawsko-praskiej abp Henryka Hosera. Pisałem i nie mogłem wyjść z podziwu dla polskiego papieża, którego śmierć przed dziesięciu laty polski Kościół zamienił w ziarno umacniania klerykalizmu z niespotykaną mocą, a który to papież wysłał do pracy za granicą aż dwóch bardzo wybrakowanych moralnie hierarchów, czyli abp Wesołowskiego, naczelnego pedofila do Dominikany, oraz abp Hosera, specjalistę od ukrywania zbrodni ludobójstwa do Rwandy. Zresztą nie wiemy tak do końca czy Hoser ukrywał przed papieżem Wojtyłą to co obserwował w Rwandzie. Być może nie, i o wszystkim papież nie wiedział?..Czyżby?.
 
 
Tym gorzej dla niego, bo akurat nikt na świecie nie słyszał o reakcji papieskiej. A tam na ludzi Tutsi wyznających katolicyzm nieco odmienny od hutowskiego, kryjących się przed zbrodniarzami w świątyniach waliły się mury podpalanych kościołów właśnie przez ludobójców Hutu w obecności księży. Rzeki rwandyjskie w połowie były wypełnione wodą, zaś w połowie krwią mężczyzn, kobiet z obciętymi piersiami i dzieci. Red. Tochman „chwali” się że udało mu się namówić Hosera na wywiad. Uwaga, trwał dwadzieścia pięć minut. Tyle czasu ekscelencja mógł wygospodarować swego bezcennego czasu na  relację w cieniu negacji akrybi, z rzezi dokonanej na kilku milionach ludzi na oczach księży katolickich. Gorzej, Hoser plutł infantylnie banialuki na tyle, że Tochmanowi nie udało się z tego sklecić choćby kawałka artykułu prasowego. Odpowiadał na moje pytania, tak by nie powiedzieć nic i zażądał: „Gdy będzie pan pisał może książkę, proszę mnie nie cytować”.Odruch Judasza. Pytania pozostały. Czas najważniejszych katolickich świąt, dziesiąta rocznica śmierci JPII oraz rocznica zbrodni rwandyjskiej, to chyba dobry moment na spowiedź, uczciwą spowiedź z rachunkiem sumienia, oraz żalem za popełnione grzechy. Tym bardziej te najcięższe w kategorii ewangelicznej.
 
 
Czy ksiądz biskup faworyzował Hutu?. Czy ksiądz biskup wie gdzie ukryci są przez Watykan księża zbrodniarze?. Czy Watykan podał im rękę podobnie jak Pius XII nazistom z SS. Czy ksiądz biskup pomagał im w bezpiecznej ewakuacji?. Na żadne z tych pytań abp Hoser nie odpowie. Ma zbyt "maleńko" czasu. A może jego rzecznik, szyderczo uśmiechnięty Dzieduszycki, specjalista od udupiania ks. Lemańskiego i ochrony pedofila, księdza Grzegorza z parafii Tarchomin coś mądrego powie dla prasy. Chciałbym poczytać z wielką ochotą.

niedziela, 5 kwietnia 2015

ZDU



Do czego to doszło, mózg się lasuje. Warszawiacy, ci z tak zwanej „górnej półki”, a takich w stolicy jest więcej niżeli kobiet brzemiennych, aby napić się kawy, spłukać przewód pokarmowy butelką szkockiej whisky, a przy tym uczynić to bezpiecznie i w dobranym towarzystwie, muszą wyprawiać się do Pruszkowa, Ursusa lub Zielonki. Oczywiście pod warunkiem, że w tych miasteczkach funkcjonują restauracje, które sprostają ich ambicjom, czyli z tzw. wielogwiazdkową nobilitacją. Muszą, ponieważ jak się okazuje, większość porządnych przybytków gastronomicznych w Warszawie jest zapowietrzona tajnymi urządzeniami podsłuchowymi. I nie dotyczy to wyłącznie niebiańskiego przybytku pod nazwą SOWA & PRZYJACIELE, tudzież PĘDZĄCY KRÓLIK, czy też jakiś inny UŚMIECH SZYDERCY. Media informują, że tak naprawdę podsłuchami skażona jest większość nobliwych przybytków stołecznych. Choroba ta przybrała na sile zaraz po ujawnionych poprzez prasę słynnych podsłuchach polityków w randze ministrów i innych osób z kręgów rządowych, dokonanych właśnie w restauracji S&P przez zorganizowane, aczkolwiek „tajne” grupy kelnerów, inspirowane przez określone siły polityczne. Zwykle z partii opozycyjnych. Same napiwki kelnerom już nie wystarczą. Wielu z nich marzy o domku lub apartamencie w okolicach Wilanowa, lub chociażby Legionowa.
W partiach są ludzie którzy dysponując trudno niestety przeliczalnym pieniądzem, najczęściej z przestępstwa, albo z usług pseudobanku SKOK, chętnie im pomogą spełnić owe marzenia. Coś oczywiście za coś. Każde nagranie podsłuchane z ust dostojnika państwowego z partii rządzącej dla opozycji jest na wagę złota. No właśnie, do czego to doszło?. Przyzwoity człowiek ma ochotę kulturalnie zaznaczyć okresowo swą obecność przy stoliku w towarzystwie kolegi z lat szkolnych, przyjaciółki z pracy, kochanki od serca, w końcu chociażby małżonki, musi skorzystać z specjalnego wywiadowcy, który upewni się czy lokal jest w miarę czysty. Tanie to nie jest, ale przecież wszystko kosztuje, a tym bardziej wymarzona intymność. Pomyślałem, że taki stan rzeczy, szczególnie w okresie kampanii wyborczej może być wykorzystywany na rzecz pognębienia konkurentów, a nawet osłabienia siły przeciwników politycznych. Wyreżyserowany odpowiednio dialog przez podstawione, głodne zarobku osoby mogą dzielić się „informacjami” zasłyszanymi od bardzo „wiarygodnych” osób, np. że kawaler Jarosław Kaczyński ma rozrzucone po kraju nieślubne dzieci, w tym jedno z siostrą zakonną. Pieniądze partyjne na ich utrzymanie w tajemnych podróżach rozwozi Macierewicz, przy okazji głosząc swoje fantasmagorie o smoleńskim zamachu.
Zatem dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie mniejszą sensację stanowi informacja pochodząca od pani L., gosposi parafialnej w miejscowości, której nazwa nic ci nie powie, że starający się o reelekcję Komorowski swój tytuł hrabiowski kupił za pałacowe podatników pieniądze od jednego fałszywego lorda angielskiego, za pośrednictwem prestidigitatora cyrkowego z Monachium. Podobno przepłacił, tyle, że sprzedawca dorzucił mu stroje polskiej szlachty dla niego i jego małżonki.
Niestety, jak wieść niesie, strój ten był uszyty na młodą dworską dziewkę i w żaden sposób nie dał się wciągnąć na kibić pierwszej damy. Nie było by tych podsłuchowych sensacji, gdyby po wykrytym skandalu solidnie ukarano winowajców w firmowych kitlach, którzy organizowali owe cyrki dla potrzeb „potrzebujących”. Sprawę bowiem z grubsza zatuszowano i zamieciono pod przysłowiowy dywan. To się mści. Tylko patrzeć jak warszawscy kelnerzy zorganizują się w ciało podobne innym służbom specjalnym np. Zawsze Do Usług (ZDU), zarejestrują się w sądzie i powalczą o mandaty poselskie, a ich program wyborczy wyprzedzi programy innych partii, bo będzie pochodził z pierwszej ręki. Ręki na przedramieniu której jest zawsze przewieszony czysty ręcznik, zaś na twarzy ironiczny uśmiech.
 
Fotki od góry:
1. Słynna knajpa SOWA & PRZYJACIELE.
2.Posłuchywani ministrowie Polski i Holandii
3.Strój polskiego szlachcica.
 

czwartek, 2 kwietnia 2015

GĄSKI ZA WODĄ.


Nad bażanta gęś wolę, kiedy on w lesie, ona na stole . Tyle że nie zawsze może być na tym stole. Taki to przedświąteczny temat nawinął mi się do mózgownicy, tym bardziej, że przechodząc koło dobrej restauracji w nozdrza siłą wdarł mi się zapach pieczonej gęsi, a może to była kaczka. Normalne zjawisko towarzyszące każdemu smakoszowi. Taki zapach wzbudza u mnie uśmiech.
W każdym razie prawie każdy wie jak trudno dostępna jest gęś w takim kraju jak Polska. Prawie cała produkcja gęsi jest przeznaczana na eksport do krajów Europy Zachodniej i nie tylko. Nabycie gęsi niemal graniczy z cudem, a możliwość skosztowania tradycyjnych przysmaków z gąski trzeba tytułować rarytasem. Jednak, mimo to, jest już możliwość, by nabyć tradycyjne wędliny z gęsi i to nie wychodząc z domu. Możliwość tą stwarza nowo otwarty sklep internetowy, który dostępny jest pod adresem internetowym. Łatwo znaleźć. W końcu Polacy nie gęsi, obsługują komputery z łatwością, powiedziałby współczesny Rey.
Trudne nabycie mięsa z gęsi spowodowane jest po pierwsze słabą tradycją Polaków w przedkładaniu gęsiny na rzecz innego drobiu, wieprzowiny, wołowiny a nawet mięsa króliczego lub dziczyzny. Polacy nie doceniają gęsiny być może z tego powodu, że nie znają tak naprawdę jej smaku. Historycznie polska bieda zmuszała ludzi do chowu gęsi wyłącznie na sprzedaż. Gęsi trafiały z reguły na stoły pańskie, hodowca obywał się byle czym najtańszym. Osobiście w domach, w których dorastałem, ewentualnie okresowo przebywałem gąski zawsze chodziły po podwórku albo ogrodzie mieszając się w stadach kaczek i kur. Gąski, szczególnie te młodsze są bardzo przywiązane do człowieka, chodzą za nim jak piesek, starsze natomiast mogą pogonić tych, co im wchodzą w drogę. Zwykle w okolicach wielkich świąt trafiały na stół kuchenny. Moja obserwacja potwierdza jednak tezę, że co bardziej biedni nasi sąsiedzi wywozili swój „gęsi przychówek” na targi, by za uzyskane pieniądze przywieźć inne, potrzebne, szczególnie przed świętami produkty spożywcze. Często powodem wyprzedaży gąsek był brak pojemnych pieców, by poszaleć i upiec je w całości. Z kolei brak lodówek powodował to, że rozczłonkowane mięso ulegało zepsuciu, a na to biedni ludzie nie mogli sobie pozwolić. Inaczej wyglądała gospodarka naszych sąsiadów Niemców. Kraj nie tylko bardziej postępowy gospodarczo, ale i naród zapobiegliwy, znający się na tym co dobre i pożywne dla zdrowia, swoich obywateli nauczył jeść mięso z gęsi. Nauka ta procentuje do dzisiaj. Bardzo mało kosztowne w hodowli. Odżywiają się zasadniczo trawą, oraz czymkolwiek. Udomowione przed wiekami w Chinach i Mongolii, do Polski trafiły z Danii w XVII w.
 
Obcokrajowcy wiedzą, że produkty z polskich gęsi uważane są jako markowe o najwyższej jakości. Mięso gęsie właśnie w Niemczech to produkt delikatesowy, smakowity a przede wszystkim zaliczany do bezpiecznej żywności. Pomijając gęsie wątróbki, wyjątkowo smakowite, choć uzyskiwane mało humanitarnie, aby uzyskać produkty z gęsi o pożądanej przez konsumenta jakości konieczny jest dobór odpowiedniego genotypu i utrzymanie w odpowiednich warunkach środowiska. Polska hoduje setki tysięcy tych ptaków prawie wyłącznie na stoły 70 milionowego społeczeństwa niemieckiego. Jako państwo i gospodarstwo robimy dobry interes, bowiem rzeczywiście polska gęś jest zaliczana do mięs najwyższej jakości i uzyskuje dobrą cenę. Instytut Zootechniki, Zootechniczny Zakład Doświadczalny Kołuda Wielka k. Inowrocławia, który prowadzi prace hodowlane i jest właścicielem fermy zarodowej, zaopatruje stada rodzicielskie w Polsce w pisklęta hodowlane gęsi białych kołudzkich, bo właśnie gęś kołudzka to jest marka. Oprócz Niemców wiedzą o tym też Japończycy, Tajlandczycy oraz wielu smakoszy z innych mądrych państw. Mądrych, bo jak wiadomo mięso gęsie mimo dużej zawartości tłuszczu, jest bardzo przyswajalne przez organizmy ludzkie. Nie nabija nam wzorem nawet chudej wieprzowiny cholesterol. Mówi się, a nawet przekonuje, że polska „gęgawka” jest o wiele smakowitsza od amerykańskiego indyka. Przyjdzie taki czas, że jankesi się przekonają o tym, a prezydent zgodnie z ich tradycją będzie ułaskawiał gąskę z Kołudy Wielkiej. Gęsi mają swoją jakże pozytywną historię. Starożytni Rzymianie zawdzięczali im życie, bowiem w odpowiednim czasie ostrzegły mieszkańców o nadciągających kartagińskich wojskach Hannibala w czasie wojen punickich. Nie pamiętam, czy wzorem wilczycy, która wykarmiła założyciela Rzymu znajduje się w mieście nad Tybrem pomnik gęsi, ale byłby on bez żadnej wątpliwości uzasadniony. Gęsi za wodą, kaczki za wodą mówi ludowa piosneczka. Oby tak się nie stało, że tylko za wodą. Tu każdy smakosz polski przyzna mi rację, bo gąska to rarytas nie tylko od święta. A zatem:

 
ZDROWYCH I WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH NIE TYLKO PRZY STOLE ... Z PIECZONĄ GĄSKĄ, WSZYSTKIM CZYTELNICZKOM I CZYTELNIKOM ŻYCZĘ. PONADTO CIESZMY SIĘ NADCHODZĄCĄ Z WOLNA WIOSENKĄ.

Fotki od góry:
1.Stado gęsi Kołudzkich.
2.Kandydatka na ruszt.
3.Z rusztu na stół świąteczny
4.Piękne jaja wielkanocne

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...