piątek, 29 kwietnia 2011

NA MARGINESIE WYDARZEŃ


Zaledwie kilka dni temu napisałem posta, którego treścią starałem się zachęcić moich Czytelników do przeczytania trzech książek obrazujących stosunek Polaków, pokolenia które przeminęło do swoich sąsiadów narodowości żydowskiej. A tak naprawdę książek, w których ich autorzy zobrazowali masowe mordy szczególnie polskiej ludności wiejskiej dokonywane na Żydach. Mordy okrutne, wręcz z atawistyczną nienawiścią za pomocą siekier i innych tzw. maszyn prostych (jak uczono nas na lekcjach fizyki). Powtórzę się: Zaledwie kilka dni temu napisałem tego posta, a już do niego zajrzało (ufam, że go przeczytało) dużo ponad 200 zainteresowanych. Cieszę się, bo wiem, że co najmniej kilkudziesięciu z tej liczby czytelników zmobilizuje się do tego, by przeczytać wymienione książki. Straszne w treści, ale prawdziwe do szpiku kości..Książki, które na wiele dni zaiste spowodują zaprzątnięcie myśli i zobligują do zadumy nad trudną naszą najnowszą historią. Nad naszymi korzeniami, często wyrosłymi z krwi niewinnych ludzi. Tekst ten skomentowała, dość długim wywodem Pani „Jolanta”, która nas Polaków próbowała nieco usprawiedliwiać mówiąc, iż los podobny spotykał Żydów w całej Europie mi.in we Francji, Belgii czy też innych krajach przy milczącej akceptacji Watykanu, generalnie kleru katolickiego. Fakt, papież Pius XII, przyjaciel Hitlera i wielu wysoko postawionych nazistów włoskich i niemieckich swoimi „milczącymi” zachowaniami wręcz zachęcał do wyniszczenia Żydów oraz komunistów. Błogosławił hordy żołnierzy Wermachtu udające się na Wschód. Hitler zaś dla podkreślenia swego katolickiego pochodzenia austriacko-bawarskiego nakazał umieścić na pasach żołdactwa napis „bóg z nami.”Wyniszczanie Żydów następowało w całej Europie, jednak większość z nich była przewożona do niemieckich obozów zagłady na terenie Polski, a tu w przypadku udanej ucieczki doznawali oni śmierci z rąk Polaków.



Powrócę dalej na polskie podwórko zobrazowane przez Panią Jolantę. Tak, uważamy, że Polak to brzmi dumnie. Niestety, uważamy tak tylko my i to (dzięki bogu) nie wszyscy. Pycha wyłazi nam wszystkimi otworami. W rzeczywistości wszędzie na świecie można przeczytać o nas Polakach bardzo niskie w ocenie informacje. Nawet nie potrafimy na forum parlamentu Unii Europejskiej wywrzeć choćby wrażenia jako takich, czyli przeciętnych.. Ale kogo my tam mamy poza kilkoma mądrymi posłami z Siwcem i Olejniczakiem. Wielu z nich to po prostu na wpół idioci jak Czarnecki, Ziobro czy Wojciechowski z PIS, szczególnie po tym, gdy zaprezentowali przedstawicielom całej Europy chorą w treści i faktografii wystawę o katastrofie w Smoleńsku. Polacy pracujący na Zachodzie w komunikacji ze sobą unikają języka ojczystego, by nie narazić się na szykany. Bardzo pesymistyczne są Pani Jolanty rachuby w sprawie uczciwych podręczników historii Polski. Sądzę że tu nad Wisłą uczniowie zapoznają się z naszą prawdziwą historią nie za 300 czy 100 lat, ale dużo wcześniej. Już może za lat kilkadziesiąt, gdy do domu ojca przeniesie się cały PIS oraz część konserwatywno-klerykalna pozostałych partii. W każdym razie bardzo dziękuję za mądry, wyczerpujący komentarz i łączę pozdrowienia.
***
Mamy żółty tydzień. To znaczy mamy tydzień telewizji papieskiej. Albo jeszcze inaczej: mamy wyłącznie tydzień papieski, wyrażany tym kolorem w prasie, telewizji, w radiu i na plakatach którymi są pozaklejane okna sklepów, wystaw, tablic okolicznościowych, bilbordów i właściwie wszystkiego poza chodnikami, po których depczemy przemieszczając się chociażby do pracy lub po zakupy. Żółte flagi zdobią tysiące polskich kościołów, a nawet domów prywatnych i instytucji państwowych. Jeżeli Kościół sądzi, że w ten sposób przygarnie do świątyń uciekających zeń wiernych to jest w błędzie. Nie ma takiej rzeczy, która by nie wywołała przesytu. Wszystko ma swoje granice dobrego smaku. Akurat ten smak jest nie do spożycia, nie do przełknięcia przez myślących. Można konsumować, ale można też to wszystko „zwrócić”, bo też akurat ten kolor przywołuje mało mile pachnące skojarzenia, tym bardziej, że kard. Dziwisz ma zamiar jeszcze coś uskubnąć z trupa na święte relikwie. Na szczęście reklamy tv robią wszystko by zapobiec sensacjom naszych żołądków. Ja rozumiem, że seminaria pustoszeją, że trafia tam już prawie tylko element z marginesu, chcący zapewnić sobie dobry byt, ale czy nie lepiej by było, gdyby było mniej duchownych, ale za to na dobrym poziomie, a nie takich, o których piszą m.in. były ks. profesor Tadeusz Bartoś w „Przeglądzie” oraz profesor Magdalena Środa w GW. A piszą oni, że dzisiejsi absolwenci uczelni katolickich (poza dwoma tzw. ekskluzywnymi), to prostacy, nie potrafiący się wypowiedzieć na żaden poważniejszy temat. Ich posłannictwem jest jedynie nawoływanie do klepania zdrowasiek i przekazywanie mydlanej wiedzy na lekcjach religii. W samych seminariach, o czym informuje też były kleryk z Krakowa nie zwraca się żadnej uwagi na wiedzę lecz wyłącznie na dryl i dyscyplinę oraz donosicielstwo na kolegów. Zakłamanie wśród zarówno kleryków jak i ich nauczycieli sięga zenitu. Rozbawił mnie przykład, gdy opowiadający tę historię, przepychając się delikatnie poprzez grupę kolegów i wykładowców do ołtarza, oparł się swoim ciałem na innym alumnie to usłyszał wypowiedziane głośno słowa:” jebnąć cię koleś”! Ot, maładziec w kiecce. Na przepustki są wypuszczani po trzech, by zapobiec realizacji chuci seksualnych. To tylko przykładzik. Podobne można mnożyć w nieskończoność. Prof. Bartoś, podsumowując pontyfikat JPII, bardzo krytycznie ocenia jego spuściznę. Prasa zachodnia wołała by wstrzymać beatyfikację, że względu na bardzo ambiwalentnie postrzegane owoce papieża, a ks. Bartoś potwierdza, że uzbierało by się więcej negatywów niżeli wydumanych, propagowanych szczególnie przez polskich biskupów i księży zasług. Na czele negatywów bowiem pozostaje jego przyjaźń z ojcem Marcialem Macielem, gwałcicielem nawet swoich dzieci, wielokrotnym „kapłańskim”bigamistą, a także przyjaźń z faszystą Pinochetem. Milczenie w sprawie tysięcy gwałtów i molestowań dzieci przez księży dopełnia wszystkiego. Tylko nasz kler propagował i nadal to czyni, czyli stawia JPII w rzędzie świętych. W rzeczywistości „nasz” papież zostawił Kościół katolicki w opłakanym stanie. Polski episkopat jest tego dowodem. Poziom wygłaszanych kazań jest na żenującym poziomie. Polski kler wydaje się być niezdolny do dialogu, akceptacji odmienności postaw i hierarchii wartości. Mimo krytyki ze strony wielu wiernych i wielu duchownych wspiera propagandę głoszoną poprzez Radio Maryja. Całość sprawia wrażenie jakiejś nieznośnej pychy nadęcia i pogardy. To ich (tenże episkopat) mianował właśnie Jan Paweł II, powiada na koniec wywiadu profesor. I ma niestety absolutną rację.
***
Tymczasem świat zgodnie z ponad stuletnią tradycją będzie obchodził święto ludzi pracy. Dla nas Polaków za przyczyną jeszcze jednego „cudu”JPII, owe święto ulega likwidacji, raz na zawsze.
Mniemam, że to święte wariactwo powoli minie. Może gdzieś za tydzień, miesiąc, kwartał po trochu zapomnimy o tym nadzwyczajnym zjawisku ponownego wyprowadzania naszego papieża do domu ojca, może... daj boże. Sadzę, że tak będzie, bo Polacy bardzo kochają papieża, lecz go nie słuchają. Gorzej, nie rozumieli nigdy jego słów, a szli wyłącznie za jego populizmem jak owce pędzone na popas przez swych pasterzy wielkim redykiem.
.........................................................................................................................................



Uśmiechnij się:



Siedzi facet na ławce. Obok dosiada się mała dziewczynka z pluszowym misiem i zaczyna tego misia metodycznie rozrywać na kawałki.



Facet nie wytrzymuje i pyta: Dziecko, dlaczego ty nie lubisz zwierząt? . Ona patrzy na niego spode łba i powiada:



-Ja i za ludżmi nie przepadam.

sobota, 23 kwietnia 2011

BY WIEDZIEĆ I DYSKUTOWAC,TRZEBA POCZYTAĆ


Inspirowany powszechnym wściekłym oburzeniem polskiego katolickiego oszołomstwa, ostatnio przeczytałem tryptyk literacki trojga autorów, a mianowicie „Złote żniwa” Tomasza Grossa, „Jest taki piękny słoneczny dzień” Barbary Elgenking, oraz „Judenjagd” prof. Jana Grabowskiego.
Wszystkie te trzy książki traktują o polowaniu wiejskiej ludności polskiej na Żydów. Polowaniu w dosłownym tego słowa znaczeniu, tak jak poluje się na dziką zwierzynę, a nawet jak wybija się muchy w wiejskiej kuchni. Z tym, że tu nie chodziło o zdobycie pożywienia po to by przeżyć, bo akurat o pożywienie ubiegali się włóczący się po lasach i stodołach chłopskich Żydzi, którzy uszli spod kul karabinowych SS i polskiej policji granatowej. Chodziło wyłącznie o rabunek majątku. I to nie tylko zawartości kieszeni czy tobołów żydowskich, gdzie spodziewano się złota i diamentów, ale nawet tego, w co Żyd był ubrany. Zatem zgodnie z hitlerowskim Mein Kampf , gdzie naród żydowski potraktowany był jak pospolite robactwo a nawet gnój pod uprawę rolną, nie godzien był być przyodziany w jakiekolwiek ubranie i buty, zresztą zwykle lepszego gatunku niżeli posiadał zabójca. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja niewiara w to, że na wsi polskiej Ściany Wschodniej, a więc po prawej stronie Wisły, chłopi wymordowali ponad 100 tysięcy tułających się po ucieczkach z gett Żydów została śmiertelnie spacyfikowana do reszty. Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć i być absolutnie przekonanym, że na polskich wiejskich cmentarzach chrześcijańskich leży ok. 50% zbrodniarzy, którzy mieli na sumieniu zadaną ich rękami śmierć żydowskim mężczyznom, kobietom i dzieciom, a ograbione do naga z ubrań zwłoki tych ludzi walały się jeszcze po wojnie na polach ku uciesze drapieżnej zwierzyny. Śmierć ta zadawana była wyłącznie z użyciem siekier, kołków i motyk, jako że Polak nie mógł posiadać broni strzeleckiej. Uśmiercano tych ludzi z atawistycznym bestialstwem. Najczęściej jednak, dla uspokojenia sumienia, chłopi po doszczętnym obrabowaniu Żyda i jego rodziny krępowali ich linką, sznurem, a często i drutem, by spokojnie dowieźć ich do żandarmerii na posterunkach gminnych, oczekując nagrody. Często też, zabijali Żydów niezależnie od ich wieku i płci po prostu dla rozrywki i zabawy, pierwej opiwszy się bimbrem. Takie zbrodnie poprzedzane były zbiorowymi gwałtami na Żydówkach niezależnie od ich wieku.. Prosty, ciemny, prymitywny wiejski chłop, a najczęściej analfabeta, ojciec zwykle 8 czy 10-ciorga dzieci, udawał się w niedzielę do spowiedzi i od konfesjonału odchodził absolutnie „czysty i świeży” jak katolicki aniołek. Bo niestety całe te zbrodnie działy się za cichym przyzwoleniem Kościoła począwszy od papieża Piusa XII aż po prostych proboszczów., ku zadowoleniu okupanta hitlerowskiego. Powtórzę w tym miejscu, że na cmentarzach wiejskich w szczególności, wśród tych nieboszczyków, którzy żyli w latach 1942-45 leżą niestety zbrodniarze czystej krwi. Czynili to za kilogram cukru, jakie im obiecywali okupanci hitlerowscy w nagrodę za doprowadzenie Żyda na rozstrzelanie, oczywiście najpierw go oskubawszy z wszystkiego, z człowieczeństwem włącznie. Potrafili się upodlić w niemieckich oczach, bowiem hitlerowcy nawet tych co zabijali Żydów mieli za nic. Wystarczyło że był Polakiem, tym bardziej prostakiem wiejskim.

Dzisiaj nie wierzę w to, że w Jedwabnem Polacy spalili kilkaset istnień żydowskich na polecenie i w towarzystwie Niemców. Nie!, zrobili to sami, urządzając sobie korzystny majątkowo piknik, zresztą z błogosławieństwem miejscowego proboszcza katolickiego. Takie są relacje tych co przeżyli, dzisiaj obywateli amerykańskich.



Przy okazji w moich, a pewno nie tylko moich oczach bardzo wyblakła czczona barwa patriotycznej organizacji wojskowej Armii Krajowej. Nader często bowiem zdarzało się, że członkowie tej jakże dzisiaj w oczach prawicy hołubionej organizacji byli też zbrodniarzami, bo uczestniczyli czynnie w zabijaniu Żydów, niezależnie od płci i wieku. Pospołu ze zbrodniczymi oddziałami WiN, NSZ, ale także BCh zabijali i ograbiali młodych mężczyzn narodowości żydowskiej, którzy wyrażali wolę przyłączenia się do oddziałów w celu walki z okupantem..Bywało też, że zbrodnie na Żydach popełniali również prostaccy komuniści, po wojnie masowo wstępujący do UB. Znamienny był przypadek, gdy ponad 90 chłopaków żydowskich zostało wcielonych do oddziału partyzanckiego. Najpierw dowódca im dziękował i gratulował postawy patriotycznej, a następnie skrytobójczo polecił ich nocą rozstrzelać, po to by sprawdzić każdy ich but, czy w podeszwach nie ma ukrytego złota. Ten przypadek woła o największe potępienie tych organizacji w oczach dzisiejszego społeczeństwa. Można pomniki ich „chwały” zobaczyć m.in. w Siedlcach i Zakopanem, gdzie akurat na Żydach popełniono wyjątkowo wiele zbrodni, a jeden z tych monumentów uroczyście odsłaniał „najwybitniejszy w dziejach Polski” prezydent Kaczyński. Z siedleckiego getta wielu Żydów wydostało się na wolność, włócząc się po lasach, piwnicach i stodołach okolicznych wiosek i gmin. Tu zwykle spotykali śmierć z rąk cywilnych mieszkańców. Cała Polska po prawej stronie Wisły na terenach byłej GG usłana jest bezimiennymi grobami, a raczej dołami i wykrotami. By nie szerzyły się choróbska, zasypywano piachem owe ofiary ludzkiej namiętności do cudzego majątku. W zbrodniach rozstrzeliwania całych rodzin żydowskich zasłużyli się granatowi przedwojenni policjanci. Oddali swoje usługi bez reszty dla Gestapo. To żadna aberracja, to pilne wypełnianie poleceń nowego pana za przysłowiową strawę. Poleceń krwawego okupanta. Jak zatem odczytywać postawę policjantów z orłem w koronie na czapce. Zaiste to byli zdrajcy ojczyzny lat 1942-1945.



Mówi się, że tysiące policjantów granatowych, szczególnie oficerów zginęło w Katyniu. Mam dzisiaj w związku z tym bardzo ambiwalentne przemyślenia. Bardzo istotnym jest fakt, że autorzy przywołują nazwiska nie tylko ofiar ale i ich katów. Dzisiaj kaci zalegają cmentarze często z wyrytym na grobowcu modlitewnym epitafium typu, nasz ukochany, nieoceniony, poczciwy, czyniący samo dobro człowiek, ale przecież tymi nazwiskami posługują się też ich potomkowie. Zapewne nie w smak jest wyczytać swoje nazwisko na łamach akurat wymienionych na wstępie książek. Po wojnie tylko znikoma część chłopskich zbrodniarzy została skazana na wyroki więzienne. Większość została uniewinniona z powodu "braku" świadków. Sąsiedzi odmawiali zeznań w obawie, że przy okazji ujawnione zostaną ich zbrodnie. Zwykle obowiązywała zmowa milczenia. Dlatego tak trudno było odtworzyć nawet po wielu latach tragizm wydarzeń m.in. w Jedwabnem, Tykocinie i wielu innych miejscowościach.




Dzisiaj Sejm III Rzeczypospolitej nazywa ich „żołnierzami wyklętymi”. Nie dziwię się więc, że panowie Niesiołowski, Komorowski, Korwin Mikke i setka innych ze „znamienitych”rodzin, członków prawicowych partii, potomków szlachty przedwojennej chce za wszelką cenę zasypać raz na zawsze haniebny okres okupacji. Niestety, obraz Polaka, szczególnie wiejskiego zbrodniarza, który wraz z rodziną nie mył się często przez pół roku, a dla którego podstawowym celem życia był rabunek tych, których hitlerowska machina przeznaczyła na likwidację, może burzyć ich dobry nastrój. Tak, panowie „szlachta”, szukająca swoich korzeni, nawet w Pierwszej Rzeczypospolitej, lub wręcz kupująca fałszywe herby, by wyróżniać się na tle dzisiejszego „motłochu”.Właśnie oni, zgodnie z odwieczną symbiozą pana, wójta i plebana gotowi są zrobić wszystko, by świat nie starał się zbyt dociekliwie dotykać haniebnych stron z życia okupowanego „polactwa”.Także dzisiaj żaden z biskupów oficjalnie nie zajmie stanowiska potępiającego mordy na Żydach przez Polaków. To normalne, bowiem 80% polskich biskupów wywodzi się z rodzin wiejskich polskiej ściany wschodniej, dla których syn skierowany do seminarium uświęcał całą familię, i niejako..... załatwiał im zbawienie wieczne.


Na koniec tylko wspomnę (niestety tylko wspomnę), że wśród tych, którzy ukrywali Żydów bezinteresownie, nie oglądając się na zysk było stosunkowo mało Polaków, szczególnie właśnie po wschodniej stronie mapy przedwojennej Polski. Były to wyjątki, dosłownie wyjątki. Większość Żydów uratowali Polacy na terenach pozostałej Polski pod niemiecką okupacją, a nawet terenach wcielonych do Rzeszy, w tym Kraju Warty. Bo nawet, jeżeli wśród tych, którzy dzisiaj w Jerozolimie mają „aż” 5.000 drzewek, będących symbolem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata dotyczy Polaków, to niestety jest to maleńki promil uratowanych od śmierci. Jeżeli sami chłopi zabili w sposób okrutny ok.100 tysięcy istnień ludzkich pochodzenia żydowskiego, to te 5000 drzewek w Yad Vashem stanowi bardzo maleńki procent.



Dlatego namawiam, choćby tylko moich czytelników do przeczytania tych trzech książek, byśmy nie chodzili w imaginowanej aureoli potomków szlachetnych ludzi i nie szczycili się tym , że wydanie na świat papieża JPII oczyszcza nasz naród z każdego łotrostwa i łajdactwa. Albowiem antysemityzm zaszczepiony nam przez dziadków i rodziców dalej zżera nasze społeczeństwo jak nieuleczalny rak.

…...........................................................................................................................................................
PS. Pozdrawiam wszystkich moich Komentatorów, szczególnie zaś panią JOLANTĘ, która wpisała mi się już kilkakrotnie.


.........................................................................................................................................................................
Uśmiechnij się:





W Aptece:


-Poproszę plasterki na palenie, na grubnięcie, na małe cycki, na zanik kreatywnosci, na brak środków na koncie, na popsuty samochód, na rodzinę, na faceta i na brak seksu.
-Monopolowy piętro niżej!.

czwartek, 21 kwietnia 2011

ŻYCZENIA NA WIELKANOC 2011



Pogody ducha, zdrowia dla ciała, czasu dla bliskich i na relaks, zacnych trunków i pysznej zagrychy z okazji Świąt Wielkanocnych, składam wszystkim moim Czytelnikom, zarówno tym, którzy podzielają moje przekonania, ale także oponentom.

niedziela, 17 kwietnia 2011

O CUDACH I CUDAKACH



O cudach, szczególnie polskich cudach, pisałem kilka postów wstecz. Nadarza się jednak okazja rozszerzenia tematu. Otóż, należę do tych milionów ludzi, również zaliczających się do (podobno) miliarda katolików, którzy zgodnie z racjonalistycznymi poglądami nie uznają żadnych zjawisk nadprzyrodzonych, szczególnie tych co zowią się cudami. Żarty sobie robiłem i robię z moich znajomych, a nadto często zaliczających się do kręgów rodzinnych, którzy przed pomnikami JP2 (których w Polsce więcej niżeli publicznych bibliotek) modlą się bałwochwalczo. Tym bardziej że, pierwowzór figury jeszcze dość dziarsko poruszał się bez pomocy specjalnych pojazdów, odbywając swoje nadzwyczajne podróże zwane pielgrzymkami. Swego czasu z politowaniem patrzyłem na dwie starsze niewiasty, które w Kaliszu składały kwiaty przed jeszcze żywym "bóstwem"przez wielu nazywanym ojcem świętym, a następnie poruszając się na kolanach pokonywały kanciaste podesty pod cokołem by ucałować figurę. Podobnych zachowań byłem świadkiem w Licheniu. Ciemność, zgroza (obskura).


Otóż Kościół powoli, ale jednak przeciera oczy z zaćmień spowodowanych cudami. Na łamach Gazety Wyborczej (dla moherów trucizna), ksiądz Wacław Oszajca, jezuita, poeta, były redaktor Przeglądu Powszechnego, wykładowca seminaryjny w Toruniu, a także wykładowca na wydziale dziennikarstwa UW, odważnie, całym swym autorytetem obala wiarę we wszystkie cuda, jakie nasz Kościół próbuje wciskać swoim wiernym. Nie było żadnego cudu w Fatimie. Nie było żadnego cudu w Lourdes. Nie było żadnego cudownego uzdrowienia francuskiej siostry zakonnej za pośrednictwem JP2. Nie było żadnego cudu w Sokółce (księża nigdy nie korzystali z kanibalizmu, wystarczy mączny opłatek). Tym bardziej nie było i nie ma tzw. polskich cudownych objawień Matki Boskiej na drzewach, oknach i parapetach. Chyba że, do cudów nieobjawionych niestety, zaliczymy fakt, że profesor Lech Kaczyński był najwybitniejszym politykiem w historii Rzeczypospolitej od drugiej do czwartej. Albo to, że wygrażając pięścią na byłym placu Stalina w Tbilissi ocalił Gruzję przed najeźdźcą moskiewskim. Bo co też Gruzji miał pomóc jakiś tam Sarkozy ze swoją Legią Cudzoziemską?. Inne cuda niestety nie przychodzą mi do głowy. Chyba, że cudem należy nazwać nie odnotowaną gdziekolwiek na świecie grabież majątku narodowego Polski przez przedstawicieli Watykanu. Ich macki rozcapirzyły się na parlament, wojsko, szpitale, szkoły i przedszkola, a nadto budżet państwa. Jest akurat czas komunijny, czyli kolejny czas żniw. Na ich "obszarze" żniwa występują kilka razy do roku. "Urodzaj wielki, a robotników mało", cytują ewangelię zapraszając do szkół seminaryjnych. Wielu proboszczów po tych żniwach podmieni swoje mercedesy, saaby i bmw na rocznik 2011. To są prawdziwe, namacalne cuda. Niestety wyłącznie sprzyjające klerowi.


Ojciec Oszajca wyraźnie powiada, że każde wyjątkowe zjawisko przyrodnicze odbiegające od codziennej normy można wykorzystać dla postrachu łatwo-wiernych, w celach komercyjnych. Kościół żył od wieków z ludzkiej ciemnoty i mimo postępu w nauce i kulturze starał się tę ciemnotę petryfikować zakazując czytania wydań szczególnie odkrywczych. Wiele ksiąg od Oświecenia aż po dzień dzisiejszy zalega tajemne lochy Watykanu. Zasada ta dotyczy wszystkich religii oraz sekt. Sekt, które zresztą są protoplastą każdej religii z chrześcijaństwem włącznie.

Zatem beatyfikacja Jana Pawła II nie jest następstwem jego cudów, bowiem w fakt tychże po cichu nie wierzy większość hierarchów. Publikacje na temat dokonywanych cudów przeznaczone są dla wiernych, a raczej (łatwo)wiernych. Beatyfikacja ta, to po prostu jeszcze jeden zabieg marketingowi, który akurat w ciemnym religijnym polskim narodzie szybko znajdzie grunt do rozkwitu i owoców dla pomnożenia bogactwa Kościoła. Za kilka lat naszego papieża się kanonizuje i będzie nowa okazja do szaleństwa parafialnego owieczek ,oraz biznesu pasterzy.


Z powodu przemijającej "mody" na szerzenie ciemnoty w postaci cudów, będzie się więcej mówiło raczej o cudakach. A ci akurat występują w polskiej przyrodzie autentycznie, dotykalnie w ilościach coraz wiekszych. Postaci cudaczne , które mi się nawijają na myśl to: dziennikarz katolicki Tomasz Terlikowski, oszołom, krzykacz telewizyjny. Poseł Piecha z obłudnie religijnego PIS, wyskrobał około 2000 ciąż, oszołom, obrońca życia już od "napoczęcia". Poseł PIS Macierewicz, cudo natury w mowie, przekonaniach i aparycji."Doktor" Rydzyk, cudowny rozmnażacz pieniędzy na wzór cudu w Kanie Galilejskiej. I jeszcze wielu, wielu innych począwszy od J.Kaczyńskiego, który modli się do płyty chodnikowej, aż po kilku na przekór zdrowemu rozsądkowi zwanych europosłami, których układy umieściły za wielkie pieniądze w Brukseli.


Dzisiaj coraz częściej można spotkać mądrych, rzeczywiście wykształconych księży, którzy to zwykle po uzyskaniu stopni habilitacyjnych na laickich uczelniach zmieniają swoje poglądy. Nie trzymają się już absolutnego twierdzenia że "Ziemia jest płaska i ma 6000 lat, a wszyscy pochodzimy z raju Adama i Ewy". Wielu z nich zrzuca sutannę i pracuje naukowo. Obok o. Wacława Oszajcy, światłymi duchownymi w naszych oczach pozostają niewątpliwie ks. Stanisław Obirek dziennikarz. Były ks.Tadeusz Bartoś, teolog profesor. Ks. Kazimierz Sowa dziennikarz. Ks.Adam Boniecki, wieloletni naczelny Tygodnika Powszechnego, oczywiście były ks. Roman Kotliński, naczelny FiM, oraz wielu innych, jeszcze nam nie ujawnionych, o podobnym postrzeganiu świata i prawdy.


Nie piszę tego posta w żadnym zaplanowanym celu, by broń Boże odciągnąć kogokolwiek od wiary i zasiać zwątpienie. Po co mi to?. Każdy kieruje się własnym rozumem, jeżeli potrafi z niego korzystać. Wiem natomiast, że wielu po przeczytaniu mojego posta pozostanie w stanie wzburzenia. W tej kwestii jestem otoczony skorupą nieusuwalnego tumiwisizmu. W każdym razie zachęcam do przeczytania bardzo interesującego wywiadu z księdzem Oszajcą. Wywiadu ,który zamieściła m.in. GW oraz internet.

......................................................................................................................................

Uśmiechnij się:


On i ona żyją na kocią łapę .Po kolacji on zmywa naczynia. Po chwili odwraca się do niej, patrzy głęboko w oczy i pyta:

-Wyjdziesz za mnie?

Ona ze łzami w oczach:

-Tak!

On:

-...Ze śmieciami.

środa, 13 kwietnia 2011

O ANI MOŻNA W NIESKOŃCZONOŚĆ




Chodzi oczywiście o Anię B. Dziewczynę artystkę w kilku wymiarach artystycznych, o której cieplutko napisałem półtora roku temu z okazji zapoznania się. W dniu 5.11.2009 zatytułowałem posta na Jej temat "Właśnie poznałem Anię". Wielka to dzisiaj postać poruszająca się po obrzeżach kultury światowej, do której zwracam się po imieniu, ponieważ wpisuje się w "drzewo" mojej rodziny. Wbija nas wszystkich w zaszczyt swoją wielkością. A ponieważ jest młoda, a przy tym przesympatyczna, przeto z nią utrzymywany poprzez internet i telefon kontakt dostarcza miłych wrażeń towarzyskich i nie tylko. Świadomość, że artystka aktualnie przebywa w Hiszpanii, ale za chwilę będzie w Meksyku, Londynie, Nowym Jorku czy też Nicei pobudza wyobraźnię, jakżesz ona jest pracowita. A że jest pracowita i utalentowana w wielu płaszczyznach sztuki niech świadczą jej dokonania w dziedzinie nie tylko malarstwa, ale też scenografii teatralnych, projektu i aranżacji muzealnych tudzież przestrzennych, oraz szeregu światowych wystaw. (Post ten piszę nie na ostro i bez krzty ironii.)

Ania Bocek www.annabocek.com szczyci się samymi wspaniałymi opiniami krytyków. Pan Paweł Huelle, prozaik, wykładowca Uniwersytetu Gdańskiego od kilku już lat jest zafascynowany ekspresjonizmem Ani. Ona w swoim malarstwie szczególnie widzi człowieka i jego fascynacje, powiada. Przedstawia go właśnie w ekspresjonistycznym akcencie. Podobne zdanie o talencie Ani mają prof. Świeszewski wydawca brytyjski i prof. Markowicz wykładowca na UG, zresztą promotorzy naszej artystki. O jej dziełach piszą wszystkie światowe magazyny kulturalne od Gdańska, gdzie artystka ma dom rodzinny, aż po oba kontynenty amerykańskie. Oczywiście coraz rzadziej bywa gościem najbliższych jej osób w kraju, bowiem jak powiedziałem Ania jest obywatelką świata. Tego artystycznego, w ramach którego zapisują się chociażby jej dzieła: Muzeum Bursztynu w Gdańsku, Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, Centrum Hevelianum, Wystawa "Zaślubiny z morzem" w Kołobrzegu, Muzeum II wojny światowej - "wartownia nr 1" na Westerplatte.

Widzowie teatrów mogą spotkać się z jej scenografiami. Przykładem jest "Makbeth" w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, 'Revizor" Gogola, ale też scenografia wg. jej autorstwa dla teatru w Czeskim Tesinie.

Ania B. tylko do roku 2009 otrzymała ponad 15 nagród i wyróżnień o wydźwięku światowym. Nagrodzono ją za te kilkadziesiąt wystaw w galeriach krajowych oraz niemal całego świata. Nasza artystka poliglotka, poruszająca się po salonach artystycznych dzięki tylko i wyłącznie swojemu talentowi i wrodzonej pracowitości dostarcza nam, ale przede wszystkim polskiej bohemie samych zaszczytnych wieści, o których możemy przeczytać w oceanie publikacji kulturalnych.

Moje serdeczne gratulacje Aniu, chociaż w Twojej dziedzinie sztuki nie zaliczam się do znawców. Zatem nie podejmuję się wyrażania własnych opinii, jestem raczej ignorantem, ale oświadczam, iż napawasz mnie dumą i z przyjemnością oglądam każde nowe dzieło zamieszczone na Twoich stronach internetowych. Wraz z Ciocią pozdrawiamy Cię serdecznie gdziekolwiek akurat teraz jesteś.

...................................................................................................................................

Uśmiechnij się:


Z okazji 25 rocznicy ślubu małżeństwo wybrało się na długi miesiąc miodowy. Wieczorem w hotelu żona pyta męża zalotnie:

-Kochanie powiedz mi, co myślałeś, gdy 25 lat temu stanęłam przed tobą naga?.

-Hmm, Chciałem się z tobą kochać tak, by odebrało ci rozum...

-A teraz co myślisz?-powiedziała żona, wciąż zalotnie uśmiechnięta.

-Że wykonałem dobrą robotę.

piątek, 8 kwietnia 2011

KAMELEON


Jarosław Kaczyński s. Romualda i Jadwigi, bliźniak Lecha, groteskowy aktor filmu dla dzieci, działacz partyjny, naczelny Porozumienia Centrum, a następnie Prawa i Sprawiedliwości, w międzyczasie premier- hochsztapler. Potrafił dobrać do koalicji najgorsze elementy błazenady politycznej, by tylko zrealizować zamiar powołania IPN i CBA, a następnie ich z hukiem wyrzucić z orbity swojej koalicji. Ale przede wszystkim to człowiek-KAMELEON.

Zaraz po tragedii smoleńskiej, w wyniku której obok 95 osób z różnych ugrupowań partyjnych zginął jego brat prezydent RP z żoną, dla korzyści wyborczych, przed kamerami bodaj wszystkich kanałów telewizyjnych pan Jarosław wygłosił bardzo dziękczynne przemówienie pod adresem "Przyjaciół Moskali".Część tekstu, dla podkreślenia otwartości swego serca wypowiedział w języku Puszkina. Zresztą bardzo poprawnie. Były to ciepłe słowa za to, co zrobiły dla Polski, a przede wszystkim dla rodzin tragicznie zmarłych , władze państwowe oraz sami obywatele Rosji. Wszyscy wybałuszaliśmy oczy ze zdziwienia, bo przecież Kaczyński nie przyjął słów kondolencyjnych od rosyjskiego premiera, a nawet dawał wiele znaków na to, iż nie darzy żadną sympatią tych, w kierunku których jego brat wymachiwał szabelką. Niestety, twarz pokazana w telewizji nie zachowała się na dłużej. Doszedł on do wniosku, że bardziej mu pasuje, przynajmniej jako opozycjoniście przybranie twarzy wrogiej, tym bardziej po przegranych wyborach na stanowisko prezydenta. Postanowił negować wszystko. Prezydenta Komorowskiego ani on, ani jego ordyńcy nie nazywają prezydentem, jeno Komorowskim. Podobnie miała się sprawa z premierem Tuskiem. Jak dzieci w piaskownicy. Gniew wywołany przegraną wyborczą, podburzany krzyżowym zbiegowiskiem pod Pałacem, celem którego była gloryfikacja PISu, tym bardziej utrwalała w nim nienawiść do wszystkiego co nie jest mu i jego cwaniackiej rodzince bliskie. Okazuje się, że ani pochówek brata i bratowej na Wawelu, ani wprost niewyobrażalne, jak na polski budżet odszkodowania dla ofiar, w tym dla niego, jego mamusi oraz bratanicy po 250.000 PLN, nie złagodziły wrogiego nastroju. Już w kilka tygodni po sympatycznym przemówieniu do Rosjan, oskarżył ich o zbrodniczy spisek i zamach przyrównując Katyń do Smoleńska. Słyszeliśmy zewsząd, iż Rosjanie specjalnie błędnie naprowadzali nasz samolot, rozpylili dymną mgłę, użyli środków elektronicznych, by zakłócić pracę urządzeń pokładowych, wreszcie ocalałych z wypadku dobijali strzałami z pistoletów, by pozbyć się świadków. I oto właśnie czar prysnął. Od tej pory Kaczyńskiego i jego przybocznych jak Czarnecki, Brudziński, Kempa, Błaszczak czy Macierewicz można by zamknąć w jednym ogrodzie obłąkańców i psycholi. Teorie zamachu za pośrednictwem posłusznego Antka Policmajstra i rodzinnej kuchareczki Fotygi, rozsiewano po całym świecie od Brukseli po Chicago, wywołując pośmiewisko z narodu polskiego. Nie zaliczam do grona wstydliwych amerykańskiej Polonii, która to jako podhalańsko-podkarpacka materia wyborcza PISu uwierzy w każdą, nawet najbardziej durną wiadomość, byle była ona podparta słowami Rydzyka. Kaczyński nie zaakceptował wyników śledztwa w sprawie katastrofy, nie chciał słuchać mądrych profesjonalnych wypowiedzi pilotów oraz uczonych i specjalistów w dziedzinie awiacji. Sądziłem, a pewno też około jedna trzecia Polaków, że pan Jarosław doznał nieodwracalnych urazów psychicznych, prowadzących do nieokreślonych bliżej zachowań w stanie ciągłym. A tymczasem:


Nadeszła środa 6 kwietnia. Pan Jarosław siadł naprzeciw pani Justyny Pochanke, cwanej zresztą manipulantki nie do podrobienia w audycji "Fakty po faktach". Ponieważ pan Kaczyński gardził TVN, jako stacją która często kontestuje "doktora" Rydzyka, dlatego chętnie wysłuchałem tegoż wywiadu. Pani Pochanke obchodziła się z prezesem jak z jajeczkiem. Uśmiechała się zalotnie i starała się trafiać z pytaniami, w jego życzenia. Ale co mnie najbardziej zdziwiło. Otóż, ten to zatwardziały oponent wszystkiego co mu nie służy, na pytanie jak przyjął raport MAK pani Anodiny wydobył z gardła mniej więcej następującą wypowiedż: NIE MAM ZASTRZEŻEŃ CO DO WYNIKÓW ROSYJSKIEGO I POLSKIEGO ŚLEDZTWA PO KATASTROFIE SMOLEŃSKIEJ. OCZYWIŚCIE TEN RAPORT JEST JAK KAŻDY PO TAKIEJ KATASTROFIE NIEDOSKONAŁY, ALE MAM NADZIEJĘ, ŻE WSZYSTKO SIĘ WKRÓTCE WYJAŚNI. Już ani słowa o zamachu, ani słowa o spisku Tuska z Putinem, wreszcie ani słowa o bezczeszczeniu szczątków brata prezydenta podczas jego identyfikacji. Przyznał, że zwłoki brata nie były umazane w błocie, leżały na folii położonej na podeście z drzewa a obok stała ładna trumna rosyjska.

Jak teraz mogą spojrzeć w oczy telewidzom ludzie typu Brudziński czy Czarnecki, którzy twierdzili, że szczątki prezydenta były upaćkane błotem i leżały w podłej ruskiej trumnie ustawionej również w błocie.Wiemy skądinąd, że Brudziński towarzyszył prezesowi w wyprawie na miejsce tragedii. No więc tak wygląda prawda i wiarygodność w oczach tej całej bandy oszołomów. Zastanawiam się jednak nad tym, dlaczego prezes PIS jak KAMELEON w ciągu zaledwie kilku miesięcy zmienił swoją twarz na bardziej przyjazną nie tylko kotu alikowi.

Otóż, dochodzę do jedynego wniosku. Mianowicie nic nie dały obłudnie rzucane oskarżenia na Tuska i Putina o spowodowanie zamachu. Raporty polski i rosyjski nie potwierdzają jego podejrzeń o spisek, obarczając winą jedynie pilotów, ich słabe wyszkolenie oraz brak dyscypliny podczas lotu, co wyrażało się wpuszczaniem do kabiny osób trzecich, ale też częściowo brak koordynacji wśród kontrolerów smoleńskich. Mogli zamknąć lotnisko na "kłódkę", co oczywiście owocowałoby skandalem międzynarodowym. Ale katastrofy chyba by nie było. Inna rzecz, że być może, Kaczyński sam doszedł już do wniosku, że prawdziwa przyczyna dramatu może się wydać po odczycie zapisu jego rozmowy z bratem, co podobno zostało utrwalone i zapisane przez służby duńskie. W każdym razie, dobrze by było, gdyby taka bardziej ludzka twarz pozostała mu jak najdłużej.


......................................................................................................................................

Uśmiechnij się:


Biskup wizytował parafię na wsi. Rozpętała sie burza i musiał zostać na noc. Ponieważ parafia była biedna, przyszło mu nocować z proboszczem w jednym łóżku. Bladym świtem, nie otwierająć oczu, rozespany proboszcz wali biskupa łokciem w bok:

-Mańka, wstawaj krowy doić.!

Zaspany biskup-także bez otwierania oczu-odpowiada zdziwiony:

-Ależ panie pośle, co to za nowe maniery?.

niedziela, 3 kwietnia 2011

ZABRAKŁO STYP POGRZEBOWYCH


Obraz z "Galery funeral".

W programie każdej uroczystości pogrzebowej jest stypa. To nic innego jak towarzyskie spotkanie przy suto zastawionym stole z pogrążoną w smutku rodziną. Już w średniowieczu stypy były hucznymi biesiadami zakrapianymi mocną okowitą, na których dochodziło nawet do bójek, najczęściej z powodów spadkowych po zmarłym. Czyniono to z przekonaniem, iż zmarły po suto zakrapianej biesiadzie znajdzie swoje miejsce w zaświatach i nie będzie powracał do świata żywych. Dzisiaj stypę wyprawia się również po to, by powspominać pogrzebanego(aną), często dzieląc się anegdotami, a nawet dowcipami związanymi ze zmarłym za jego życia na tym łez padole. Po takiej imprezie uczestnicy stypy przechodzą do porządku dziennego pozostawiając go tylko w lepszej lub gorszej pamięci. W żałobie pozostaje tylko najbliższa rodzina. Dlaczego o tym piszę?.

Otóż, to co się dzieje w sferze medialnej w Polsce, gdzie na przemian słyszymy niejako sztywne jak nieboszczyk tematy, związane w katastrofą smoleńską oraz beatyfikacją papieża JP2, należy przypisać tylko i wyłącznie zaniedbaniu. Państwo polskie nie wyprawiło styp. Z ogromnym pietyzmem dokonano uroczystych pogrzebów tych co pod Smoleńskiem ponieśli tragiczną śmierć. Szczególną fetę wyprawiono małżonkom Kaczyńskim, chociaż wobec śmierci podobno wszyscy są równi. Nieważne. Gorzej, że mija rok od dramatu, a dzięki idiotycznym zachowaniom Jarosława Kaczyńskiego i jego świty ów dramat nie schodzi nam z ekranów tv oraz łam prasowych. Żywy bliźniak był pewien, że śmierć brata, do tego na ruskim terenie, ulokuje go w Pałacu. Tymczasem g**no z tego wyszło, ale plan i wyjątkowy apetyt na prezydenturę pozostał. Przeto wykorzystał religijne, ciemnogrodzkie emocje Polaków, by z ich udziałem urządzić teatrzyk modlitewnej grozy pod rzeczonym Pałacem. Trwało to kilka miesięcy i dzisiaj każdego 10 dnia miesiąca na czele ze swoimi przydupnymi wędruje w owo najbardziej w Warszawie wydeptane miejsce dzierżąc duży wieniec, z nad którego od czasu do czasu w rytm kroczków pokazuje się czubek zawistnej głowy. Po czym dopiero jedzie na cmentarz Powązkowski, by na pustym grobie, wybudowanym na wszelki wypadek, gdyby brata eksmitowano z Wawelu, składać drugi wieniec. O miejscu faktycznego spoczynku Lecha K. nie pamięta. Bo to się nie opłaci propagandowo. Minął rok, a my musimy codziennie słuchać o wielkości byłego prezydenta, o jego przymiotach i zasługach na rzecz niepodległości Gruzji. O jego przyjaźni z Juszczenko i Saakaszwilim, za co go świat "podziwiał" i wiązał z nim olbrzymie wręcz mesjanistyczne nadzieje.


Przyczyny katastrofy są już znane. Winę ponosi obsługa samolotu i nie warto już dociekać tego kto "towarzyszył" pilotom w kokpicie. Ten kto cokolwiek myśli znał przyczynę tragedii już w godzinę po jej ogłoszeniu przez media i nic w tym względzie nie zmieniło się mimo tak olbrzymich nakładów finansowych na dociekania, oraz inne koszty związane z odszkodowaniami, spotkaniami z rodzinami i ich wycieczkami do Smoleńska.

Żałobie posmoleńskiej już dawno mówimy: NIE. To wyłącznie emocje dotyczące rodzin najbliższych, których państwo przynajmniej w materialny sposób pocieszyło. I to nadzwyczaj hojnie. Dlaczego nie było popogrzebowej stypy, która problem żałobny by z nas zdjęła raz na zawsze. Należało by zgodnie ze słowiańską tradycją, a nawet katolickim zwyczajem urządzić ogólnonarodowy pochlaj w dniach ogólnonarodowej żałoby i po ptakach. Dzisiaj ci, którzy powracają do swojej ojczyzny nad Wisłę z dalekich, może półdzikich krain, mogliby myśleć, że skoro tyle nawijamy o ofiarach katastrofy, to zapewne jeszcze tych ofiar nie pochowaliśmy, nie mówiąc już o stypie popogrzebowej. I to by było na tyle co dotyczy poruszonego tematu, proszę ja was.

Drugim tematem, równie nie zamkniętym stypą jest śmierć naszego rodaka, papieża JP2, naczelnego szefa państwa Watykan, oraz przywódcy wyznaniowego ok. miliarda katolików na świecie (wg ich "uczciwych" notowań). Stało to się jeszcze wcześniej niżeli katastrofa smoleńska, bo lat temu sześć. Nieboszczyk, już za życia zwany świętym został pochowany w tymczasowym grobowcu, bo okazuje się, że z okazji beatyfikacji jego jeszcze ponoć dobrze zachowane szczątki, zostaną przeniesione do innego, bardziej zbliżonego ku niebu grobu. Przy okazji da się jeszcze co nieco uskubnąć, co trwalszych kostek, które za bajońskie sumy można odprzedać zainteresowanym budowniczym nowych kościołów jako drogocenne relikwie. Także ten drugi temat dzisiaj jest chyba najbardziej obecny w naszych absolutnie świeckich do bólu mediach. Dziennikarze z mikrofonami w ręku biegają po rynkach miast z uśmiechem zadając pytanie: Co dla pana(i) uczynił Jan Paweł II?. Oczywiście w telewizji pokazuje się jeno pozytywne dla tej postaci odpowiedzi takie jak: Poczułam się silniejsza. Ustąpił mi reumatyzm. Bardziej zbliżyłam się do Boga. Wiem, że teraz naprawdę żyję. Kury mi się lepiej niosą (żart). Za to w internecie można poczytać bardziej uczciwe, zgodne z przekonaniami wypowiedzi rozmówców: że Polska stała się kolonią Watykanu, jego kondominium, protektoratem. Poprzez konkordat Watykan okradł Polskę, używając przy tym słów na p. i ch. Zaszczepił biedę wiernym a urządził bogactwem kler. Ktoś pisze, że spiskował z obcymi przeciwko legalnej władzy w ojczyźnie. Jak można czcić kogoś poza Bogiem jak to czyni wielu, znając przykazanie -nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Jak można Polskę oszpecić tysiącem szkaradnych pomników Jego postaci. Niektóre z nich sam sobie wyświęcał, np. w Licheniu. Co za zarozumiałość, a nawet pycha. Nudzą mnie ciągłe przypominania propagandowe jego umiłowania dla kremówek, jego kichnięć na miarę zdarzeń historycznych oraz przypominania swego zameldowania na Franciszkańskiej 3, pisze m.in internauta podpisujący się KSM. To tyle przypadkowych cytatów.

Szczerze mówiąc na Franciszkańskiej 3 do dzisiaj zbierają się tabuny moherów, by w tym miejscu poczuć powiew Jego a po trosze i swojej świętości. Propaganda głosiła, że do Rzymu na uroczystość beatyfikacji wybiera się ok. dwa miliony wiernych, w tym ponad milion obywateli polskich. Już na miesiąc przed faktem beatyfikacji przy grobie JP2 zbierają się tłumy wiernych. Tymczasem rzeczywiście na tę niebywałą (mam nadzieję stypę) pojedzie "tylko" 35 tysięcy Polaków. Z tego powodu hotelarze rzymscy są bardzo zawiedzeni.

Dlaczego pamiętając o wstydliwie wypominanym uwielbieniu dla Stalina czynimy to samo z postacią Karola Wojtyły?. Za kilkadziesiąt lat prawdopodobnie będziemy się wstydzić dzisiejszych zachowań. Bo w gruncie rzeczy wielbimy Go na siłę, w celach (nie ukrywajmy tego) polityczno-propagandowych, skoro do Rzymu jedzie prawie cały rząd, prezydent państwa, oraz zarządy wielu miast. Jest to bardzo atrakcyjna pożywka dla ogólnie postrzeganej prawicy, która zapewnia sobie poparcie plebana w najbliższych wyborach. Szkoda tylko, że nasz ciemnogrodzki naród tego nie zauważa i nie odepchnie od koryta tych obłudników, którzy za ich podatki "modlą" się obłudnie na placu św.Piotra. Dzisiaj naród karmiony jest tymi dwoma tematami a nóż nie będzie się dociekał solidnych wyjaśnień w sprawie tych nieszczęsnych OFE, postępujących permanentnie podwyżek cen i wielu innych potknięć rządu.

Dlatego moi czytelnicy, powiem tak mianowicie: Jeżeli chcemy zamknąć temat czegokolwiek raz na zawsze, to trzeba urządzić zakrapianą stypę, jak to wykazałem w tych dwóch przypadkach. Można też, jak to było w średniowieczu, nieboszczyka wykopać i przebić go osinowym kołkiem, by zapadła upragniona cisza. (uczynił to jeden z papieży) albo jak kto woli, wręcz urządza się huczną parapetówkę, by się nie ..... rozeschło. Wybór należy do ciebie.
........................................................................................................................................................................

Uśmiechnij się:


Kobieta: Czy kochasz mnie tylko dlatego, że mój ojciec zostawił mi fortunę?

Mężczyzna: Ależ skąd, skarbie, kochałbym cię tak samo, bez względu na to kto zostawiłby ci tę fortunę....

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...