czwartek, 29 czerwca 2017

MADE IN POLAND 2017


                               Dyskretny urok burżuazji.
Coraz częściej się zastanawiam, nad ideą prowadzenia bloga treścią którego są problemy w których przeważa retoryka uczepiona stosunków społeczno politycznych w kraju, a jeszcze bardziej treści, które mają na celu utrwalanie prawdziwego rozbratu między państwem i Kościołem. Nie jest możliwe poruszanie owych treści, bez czepiania się postaci, które generują temat felietonu, a jest ich od pioruna. Wystarczy policzyć ich na spędach smoleńskich albo na mszach odprawianych przez syneczka jarmarcznej damy. Tak czy siak, obserwując rejestr czytelnictwa moich wypocin, stwierdzam iż jest ono wprost proporcjonalne do stanu pogody, a nadto do wolnych dni, oraz sezonów, np. czasu wakacji. Żadna rewelacja. Nie upoluję czytelników wśród polskiego kołtuństwa, po łacinie plica polonica jak powiada profesor Widacki pokazując pisowskiego suwerena, pardon, wyborcę, bo to materia mało czytata i mało rozumna. To kołtun dający wiarę w zamach smoleński, bombę termobaryczną i we wszystkie teorie spiskowe. Kołtun łatwy do oskubania przez „wnuczka”, cygankę a nawet szeptuchę. Gdzie im do jakowyś tajemniczych europejskich wartości, o których mówią Macron i Merkel. Ostatnio Macierewicz wyrzucił z Wojskowej Akademii Technicznej profesora, który ośmielił się poddać krytyce wyniki badań podkomisji Macierewicza, a ponadto oskarżył ją o dokonanie fałszerstwa na opinii WAT przez pseudo naukowców Biniendę i Berczyńskiego. Optymistycznym jest to, że kołtun powoli daje się rozczesywać, dzięki czemu spada pogłowie wyznawców religii smoleńskiej. Na nic się zda ratowanie tejże religii. Podobnie żadna retoryka antyunijna nic nie pomoże, bowiem na wyjściu Polski z Unii najwięcej straci wieś, a więc ówże polski kołtun, że powtórzę, suweren, tym bardziej że w komisjach europejskich nie mamy żadnego poważania. Reprezentuje nas jak tylko może Donald Tusk, niestety kaczyści gotowi są go upodlić do zera. Taka narracja płynie nie tylko z ust premier Szydło ale też z ust prezydenta Dudy. Coraz więcej Polaków bardzo krytycznie obserwuje naszych pożal się Boże przywódców Jak słyszę, co Szydło mówi w Brukseli, to mam silny odruch wymiotny mówi prof. Nałęcz. Z kolei Andrzej Mleczko powiada, że jak ogląda Dudę, to mu się on kojarzy z Duce dla ubogich. Nie będę tutaj oryginalny gdy powiem, że Joachim Brudziński, postać komiczna, wygląda niczym przywódca gangu. Podobnie jak poseł Pięta, jeden i drugi okradali ludzi by mieć pieniądze na
                    
          Władza

zakup broni do walki z komuną. Tak naiwnie twierdzą. Twarz jak człowiek z listów gończych. Z kolei Krystyna Pawłowicz jest też barwną postacią, ciągle robi jakieś błędy językowe i ma mentalność przekupki z bazaru, powiada kabareciarz Skiba. W TV słyszę oto, że można także wygrać z reżymem pisowskim. Sosnowiczanie nie pozwolili sobie narzucić , kto ma być patronem ronda w ich mieście. Uparli się przy swoim rodaku Edwardzie Gierku i wygrali. Pokazali, że społeczność nie pozwoli sobie dmuchać w kaszę. No dobrze, wszystko jest ok, ale co daje pisanie na blogach, o tym, o czym wszyscy wiedzą z mediów, oczywiście wolnych mediów. Powtarzam więc pytanie. Czy blog polityczny, taki jak uprawiam ma sens użytkowy. Zawiera on wyłącznie totalną krytykę rządzących i pokazuje sarkastyczną, ironiczną wręcz rzeczywistość otaczającego nas polskiego świata. Polskiego świata, bo bardzo się różnimy od świata i Europy. Nie zauważyłem by jakoweś medium choćby wyrywkowo zacytowało fragment opinii
wyrażonej na blogu politycznym bądź religijnym, (niekoniecznie na moim), a przecie spotkać tam można wiele mądrości wyrażanych przez osoby interesujące się owymi tematami. Zniechęca mnie to, tym bardziej, że gołym okiem widać, że w moim kraju pozostaje do wykonania tylko jeden krok do faszyzmu, a la lata trzydzieste w Niemczech. Nie można już sobie wyobrazić dyskusji, czy też panelu z akcentami lewicowymi, prowadzonej przez takie osoby jak profesorowie Hartmann albo Środa, bowiem pseudo naziści w strojach ONR nazwą ich piewcami komunizmu i trzeba takie rozpędzić choćby gazem, (mają w tym praktykę) lub rękoczynami. Spotykam się z opinią skrajnej prawicy, że trzeba dbać o budynki obozów koncentracyjnych, bo mogą się przydać dla ich wrogów, czyli opozycjonistów politycznych ale też wszystkich tych, których narzuci nam Unia Europejska i papież. Jasny dowód moich słów potwierdza stosunek Polaków do uczestników wycieczki z Berlina, sprzed dwu dni.
                      Żona dyplomaty?..
Wycieczki złożonej z młodych muzułmanów, którzy w Polsce chcieli „liznąć” wiedzy na temat holokaustu, bo w końcu gdzie jak nie u źródła. Zostali przez polskich przechodniów opluci i wyzwani od ciapatych, brudasów i tym podobnymi ciepłymi słowy. Rzeczywiście skorzystali z lekcji ubogaconej pokazem. No więc dla kogo ja mam prowadzić ten blog. Chyba tylko po to by zaistnieć w nim pod przykryciem (jak wywiadowca lub szpieg). Obserwując wydarzenia w kraju „Solidarności”, boję się, zresztą nie tylko ja, że któregoś dnia mogę być inwigilowany. Przeto powiem tak: panie Kaczyński, mam już


bardzo zaawansowane lata, dożyję zapewne w atmosferze nienawiści i rodzącego się z pańskiego przyzwolenia rasizmu. Rezygnuję z pouczania pana i pańskiego otoczenia. Jest pan zbyt tępy by dojrzeć szerzące się zło. Zażryjcie się wzajemnie. O stanowiska, o pieniądze, o głosy kołtuna, o koci  uśmiech prezesa. Wtedy ja na wasze  obłudne ścierwa jeno splunę.Tymczasem sumując dorobek mojego bloga w którym przez lata obnażałem nie tylko proceder Amber Gold, ale też złodziei banków zwanych adekwatnie "Skokami", skąd płynęły pieniądze nie tylko dla pana Plichty, który dzięki nim zakładał swą spółkę AG, ale też do kieszeni partii Kaczyńskiego, oraz indywidualnych członków i działaczy PiS na nic się nie zdały, bo kto z "ważnych" czyta blogi obywateli?. Komisja stwierdza że Plichta ukradł ponad 80 milionów złotych, tymczasem Skoki obrabowały panstwo i ludzi na kilka miliardów złotych, ale o tym pani przewodnicząca Komisji zakazuje cokolwiek mówić posłom opozycji. Powiem tak: Za szkody powstałe w wyniku działalności AG i Pichty po części odpowiada były premier Tusk, bowiem nie dopilnował uczciwości i poprawnej działalności nadzoru banku. Za szkody powstałe w Skokach odpowiada wyłącznie PiS, ale już jako prawdziwi złodzieje.
                 Komisja ds. AG
Napisałem do tej pory ponad 800 felietonów na temat polskiej polityki, w tym polityki bankowej i co z tego. Martwa księga ok. 1000 stronicowa, porównywalna wielkością  jeno do "Jakubowych Ksiąg" Pani Olgi Tokarczuk, wyróżnionej nagrodą Nike. Ja nie spodziewam się żadnych nagród, bo i za co, skoro piszę dla przyjemności, no ale na Boga, niech chociażby ktoś zagląda do mojego i tysiąca innych blogów.

niedziela, 25 czerwca 2017

MACRON I MICRON Z UNIĄ W TLE


Francja ma Macrona (Macron), Polska ma microna (Adrian). I wszystko w temacie wielkości. Nie trzeba przy tej okazji porównawczo rozwijać tematu by udowodnić tę tezę. Zarówno w odniesieniu do gospodarki, w tym przemysłu, uzbrojenia, kosmosu, kultury, poziomu życia obywateli, nauki i wreszcie historii. To porównanie Goliata z Dawidem. Ten pierwszy wyrasta na przywódcę Europy, ten drugi mało, że nie jest nawet przywódcą swego kraju, to jeszcze biega do zwykłego posła by zapytać czy może kupić nowy długopis bo ten którym wszystko podpisuje jest na wyczerpaniu. Można by to w ten sposób ująć, po tym gdy stał się chłopcem na posyłki prezesa, marionetką szefa partii dla której winien być obcym człowiekiem jako głowa państwa. Mądrzy Polacy stawiają mu pytania: Panie prezydencie, czyż nie jest dowodem pańskiego upadku moralnego, że dla pana, wychowanka wspaniałej jagiellońskiej Alma Mater, autorytetami nie są jej wybitni profesorowie, nie są postaci o nazwiskach takich jak Strzembosz, Zoll, Safian, a także najwyższe autorytety prawnicze Europy np. sędziowie Komisji Weneckiej, lecz oto autorytetem stał się osobnik „do wynajęcia” w każdym reżimie i przez każdą władzę, jak prokurator Piotrowicz, albo poseł Kaczyński wraz ze swoim wstecznym, zacofanym, umoczonym w katolickim sosie otoczeniem. Dlaczego jako zwycięzcy po drugiej wojnie światowej, jak sami powiadamy, nie możemy dorównać przykładowo pokonanym Niemcom i ich stolicy Berlin. Wojciech Kuczok, pisarz, którego nazwisko wymieniałem i którego książkę nagrodzono wyróżnieniem Nike, pisze w sobotnim magazynie GW.
Otóż podziwia on Berlin nie tylko za nowoczesność, pochylenie się Niemców nad własną straszliwą historią, ale za pogardę dla rasizmu i ksenofobi. To tak jak skromny ja. Lubię Unię Europejską za to samo, za co nienawidzą jej narodowi socjaliści  katoliccy. Unia jest synonimem piekła dla wszystkich ksenofobów, bo Unia jest azylem dla wszystkich, którzy swym rozumem nadnarodowość przekładają międzynarodowość. W Berlinie już tylko psy naprzykrzają się na tle rasowym. Ludzie chcą być obywatelami Europy, chcą słyszeć z okien wszystkie języki świata. Chcą by ich dzieci grały w piłkę z Turkoniemcami, Ukrainogwinejczykami, i Tunezyjczykami połabskimi, pisze pan Wojciech. Jeszcze jedna natrętna warszawsko-berlińska asocjacja nasunęła mi się gdy patrzyłem na narodowców maszerujących Traktem Królewskim. Widziałem w podświadomości nazistów po zwycięstwie Hitlera w 1933 roku.”Nie mógłbym zjeść tyle ile chciałbym wyrzygać” powiada.. Berlin jest dziś taki jaka jest Europa i jej przywódcy m.in. właśnie Emmanuel Macron. Każda odzywka w stosunku do niego polskich władz obraża godność naszego narodu, który ma swój rozum, i który tylko przez przypadek to towarzystwo wyniósł na piedestał władzy. Jako państwo zamykamy się coraz bardziej w kotle wyszehradzkim V4, nie zważając na to , że ten kocioł przecieka i ma coraz więcej nieszczelności. Niedługo się rozleci, bo żaden członek tego politycznego tworu nie będzie chciał razem z Polską iść na dno Europy. Nieważne o czym plecie rodakom i przywódcom Europy premier Szydło, swoim piskliwym mezzosopranem. To są jedynie kłamstwa głoszone z polecenia jej prezesa na użytek naiwnych, by stworzyć wrażenie wielkości polityki polskiej. Stroszymy piórka poprzez nieudolne wymachiwanie rąk przez ministra Waszczykowskiego, ministra Błaszczaka, ale też panią broszkową. Dla podkreślenia wieczystej przyjaźni między Polską i Ameryką, Kaczyński zamierza wynająć kosztem podatników ponad 140 autokarów, które w dniu przemowy Trampa, zwiozą do Warszawy z terenu kraju kilka tysięcy sympatyków PiS. Mają oni okrzykami stworzyć atmosferę miłości i przywiązania do ignorowanego przez świat i samych Amerykanów prezydenta Trumpa. Trump nie ma w Unii zbyt trwałego umocowania politycznego, bowiem w swoich przemówieniach pogardzał Unią, a to się akurat kaczystom bardzo podoba, ale mądry polityk wie, że Polska leży w obrębie Unii, a nie na pograniczu USA z Meksykiem, lub wśród rezerwatów indiańskich. Z tego zdaje sobie sprawę także Emmanuel Macron, tłumacząc pani Szydło, że skoro Polska podpisała Traktat unijny, a naród powiedział tak w referendum, to musi wypełniać wszystkie jego zapisy, w tym dotyczące przyjęcia uchodźców wojennych, bowiem Unia dla Polski nie jest hipermarketem, ani tym bardziej bankomatem.

PS. Dobra wiadomość dla tych, którzy wiją sobie gniazdko między pośladkami Kaczyńskiego: Otóż Polska nie musi sama występować z Unii. Unia wyrzuci nas zgodnie z art. 50 traktatu w sposób bezbolesny, na własne i Kaczyńskiego życzenie.






czwartek, 22 czerwca 2017

MONOORATIOSTACJA


                          
                                    Wygodniej niż na drabonce.
Trudne do wymówienia. To cykliczna manifestacja polegająca na homiliach jednego oratora o niemal identycznej zawartości. Nie potrzeba bardziej dotykalnych wyjaśnień tytułowego terminu. Każdy wie o co i o kogo chodzi. Biega oczywiście o Jarosława Kaczyńskiego jako przedmiotowego oratora. W celu utwardzenia swojej pozycji właśnie w monooratiostacji spowodował jako wszystkomogący uchwałę sejmową o tzw. manifestacjach cyklicznych. A ponieważ mu na to pozwolono to teraz można mu... przepraszam za kolokwializm, skoczyć. A gdzie można mu skoczyć?, trzeba by zadać pytanie panu „uczniowi na nauce”?, gdzie pada odpowiedź zaiste szwejkowska. Ano tam gdzie obywatel może pana majstra (czyt. prezesa) w dupę pocałować dopowiedział z powagą rzeczony uczeń. Tak wyraziłby się zapewne i dzisiaj Wiesław Gołas w dialogu z Janem Kobuszewskim, gdyby obaj należeli do PiS, a w tym w środowisku, czyli artystów scenicznych i filmowych nie jest najlepiej z upartyjnieniem. Większość gardzi pisowcami, podobnie jak ich starsi koledzy 30 lat temu stanem wojennym. Buntownicy na stałe zapisali się w pamięci widzów, ale nie wszyscy. W swoim konformizmie tkwili: Stanisław Mikulski znany przede wszystkim
z roli Klossa w „Stawce większej niż życie”, Janusz Kłosiński odtwórca wielu ról szczególnie filmowych, a także Kazimierz Kowalski, pieśniarz znany z pięknego barytonu. Mamy dziś w Polsce koherentne towarzystwo artystyczne związane nie tylko sercem z PiS, m.in. Katarzyna Łaniewska, dyżurna wierszokletka w czasie zbiegowisk pisowskich, Jerzy Zelnik, orator chwały prezesa wszystkich prezesów, znany polski faraon, ale jeszcze bardziej z wypowiedzi chrześcijańskiej „zdradzałem żonę za jej życia, przestałem gdy zmarła”. No Zelnik: bardziej uwierzyłbym że grzmociłeś owce, albo jałowice, ale że myślałeś o nekrofilii, to już wyjątkowy sybarytyzm i obrzydliwość. Jest oczywiście dużo większe upartyjnienie wśród ludzi kultury, ale ponieważ to młodzież polująca na stanowiska zgodnie z zasadą a la Misiewicz albo Sadurska,, to staje się zrozumiałe. Wymienić tu trzeba przykładowo Dałkowską, Łabonarską albo Samosionek. Prawie w każdej produkcji TVP obsadzana jest młoda stosunkowo aktorka o nazwisku Beata Fido, ale to zrozumiałe, bowiem ta pani to krewna prezesa, podobnie jak niejaki Tomaszewski, którego „zasługi” i nazwisko wymieniłem jakiś czas temu. No cóż, każdy żyje jak mu pasuje. Ciekaw tylko jestem co te aktorzyny trzymający się spodni Jarosława ze sobą zrobią gdy rządy w państwie obejmie opozycja.
Chyba że Kurski założy swoją prywatną telewizję z całodziennym programem zbliżonym oczywiście do jasełek. Z kolei Gliński stworzy teatr pod wezwaniem Chrystusa Króla, gdzie już nigdy na scenie nie pojawi się pan Oliver Frljić ze swoją „Klątwą”. Miast tego paskudztwa będziemy non stop oglądać „ Przed sklepem jubilera" Karola Wojtyły, a może i „Wyprawę Czerwonego Kapturka do męskiego klasztoru”. Na tę sztukę pójdę z przyjemnością o każdej porze dnia i nocy.
Po raz 86 patos Kaczyńskiego wygłoszony z narcystycznym ekshibicjonizmem z drabinki, a zaczynający się słowami „jesteśmy coraz bliżej prawdy”, jest najlepszym lekarstwem na zatwardzenie polityczne rodaków. Gdy ów „specyfik” nie zadziała, w kaczym zanadrzu pozostaje podkomisja Macierewicza złożona z samych nieuków, która z podniesionym czołem kasuje setki tysięcy złotych za próbę wyjaśnienia czegoś, czego do tej pory na oczy nie widziała, bowiem wyjazd do Smoleńska to podróż w zbyt nieznane.
Okazuje się więc, że władzę można uchwycić dzięki tezom głoszonym z konsekwencją comiesięczną. Domniemanie „prawdy” w słowach powtarzanych w sposób iście goebbelsowski, tym bardziej okraszonej jałmużną 500+ musi przynieść spodziewane owoce. Myślę, że opozycja mimo krytyki totalnych rządów PiS, wiele się nauczyła, jak zdobywać głosy przy urnie.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

FRASYNIUK DZIELI NA PÓŁ

                               Na zdrowie!

Do czasu tragedii smoleńskiej, Władysława Frasyniuka, przedsiębiorcę transportowego z Dolnego Śląska, a zarazem człowieka zasłużonego dla polskiej demokracji znali tylko i wyłącznie jego towarzysze w walce oraz Polacy interesujący się najnowszą historią kraju, których to dzisiaj jak kaczy kot napłakał.
Ci ostatni wiedzą doskonale, że Frasyniuk to również uczestnik Okrągłego Stołu, poseł na Sejm dwu kadencji z ramienia Unii Wolności. Dzisiaj wróg Jarosława Kaczyńskiego nr 1. Kaczyńskiego, czyli tego gościa, który wbija ciemnemu ludowi do głowy, że to właśnie on złamał komunę, chociaż prawie każdy wie, że w stanie wojennym krył się u mamusi pod ciepłą pierzyną, tym bardziej, że akurat w dniu 13 grudnia pamiętnego roku na dworze był trzaskający mróz, a mieszkania były niedogrzane. Upłynęło blisko 30 lat, więc jest sposobność, że ciemny naród uwierzy w jego bohaterskie czyny polegające..na rozrzucaniu ulotek. Brawo.
          

Na siłę chciał dorównać bratu Lechowi, bo akurat ten zapisał się w działalności antykomunistycznej bardziej wyraźnie.. Jarosław Kaczyński lubił dowodzić, bratem też, tym bardziej że wspomagała go w tym mamusia. Miał w tym argument pierwszeństwa, bowiem urodził się troszkę wcześniej. Swą przywódczą naturę najpierw szlifował na braciszku bliźniaczym, a dzisiaj na całym narodzie, no może przynajmniej na swojej partii zwanej Prawem i Sprawiedliwością, którą przepoczwarzył z Porozumienia Centrum. Jego ego i wymarzona wielkość nastąpiła w dniu kiedy pod Smoleńskiem zginął w tragicznej katastrofie wraz z 95 ważnymi Polakami Lech. Lech co prawda jako pełniący stanowisko prezydenta nie miał najmniejszych szans na reelekcję, bowiem na tle przywódców europejskich stanowił tzw. popychadło w sensie zachowań i walki o krzesło, ale ponieważ jego kariera ustała w dniu katastrofy, jego brat na kanwie żałoby starał się wypełnić belwederską pustkę licząc na masowe poparcie jego osoby w czasie wyborów prezydenckich. Niestety, wygrał Bronisław Komorowski, przez co ten stał się jego najbardziej zajadłym wrogiem obok oczywiście Wałęsy i Władka Frasyniuka, bo ponoć ten dzieli Polskę na pół i dlatego pilnuje go na miesięcznicach kilka tysięcy policjantów. Ot i tak zostało do dzisiaj tyle, że obecnie dzięki kłamstwom, nachalnej propagandzie, obiecankom oraz zapowiadanym rozdawnictwom pieniędzy z kasy państwa (500+) wybory wygrał i to w sposób totalny. Ma rząd, premiera i prezydenta, ma władzę absolutną nie pełniąc konstytucyjnie żadnego stanowiska. Ni pies ni wydra, coś na wzór świdra. Od półtora roku podporządkowuje sobie trybunały i sądy wszystkich szczebli. Wolni od jego wzroku pozostają jeno sędziowie piłkarscy. Od dnia katastrofy już 86 razy, czyli każdego 10 dnia miesiąca jego klika partyjna oraz setki wyznawców religii smoleńskiej, którą mu stworzył Macierewicz, pierwszy tchórz RP, zbierają się pod pałacem na Krakowskim Przedmieściu, by sączyć jad nienawiści do przeciwników politycznych, do kobiet (bo to podejrzany wieczny kawaler), do Unii Europejskiej i wszystkich, którzy nie chcą go lizać po łapkach. To właśnie z powodu niekończących się miesięcznic umacniających wieczną żałobę, a także niepohamowany pęd do lustracji trumien spoczywających w ziemi
                       Pisowscy grabarze w akcji..

od siedmiu lat, czyli kopalnictwa cmentarnego PiS, powstał ruch „Obywatele RP”, którego celem jest obrzydzenie Kaczyńskiemu i jego akolitom tych niby modlitewnych zlotów, na których z drabinki judzi Polaków na Polaków, nazywając rodaków zdrajcami i agentami obcych wywiadów. I mu się to po części udaje, bo w tym kraju jak powiada pisarz Wojciech Kuczok, prywatnie mąż pani Agaty Passent, „tylko piły nie są tępe. Naród jest gnuśny i zajadły, działa najczęściej w odruchach zbiorowych, kieruje się pędem stada. Inni rżną, rżnij i ty, inaczej ciebie zarżną. Gdyby nasz Napoleonek powiedział z drabinki, że w każdą miesięcznicę smoleńską można zabijać bezkarnie wszystkich naszych wrogów ludu, mielibyśmy tu krwawe zapusty o jakich się nawet Jakubowi Szeli albo protoplastom współczesnych Jedwabian nie śniło”. Ale jeszcze nic straconego powie minister Płaszczak, który na razie zbiera koperty od pozostałych kolegów ministrów, w których ponoć znajduje CV kandydatów do sprawowania władzy totalnej.
Kandydatów tych nazywa dla niepoznaki córkami leśniczych (a nie lepiej czerwonymi kapturkami?, byłoby bardziej bajecznie, a bajkom rzadko kto daje wiarę panie Szyszko). Ławka wybitnych pisowczyków jest bardzo krótka, chyba że chodzi o wybitnych inaczej, jak chociażby skład podkomisji Macierewicza, to w tym przypadku jeszcze jest jako taki zapas, ale nie daj boże, gdyby z jakichś powodów wykruszyli się ze składu ministrów takie orły jak przykładowo Jurgiel, Wójcik, Szyszko, albo Radziwiłł, dramat, bo przecież pani Pawłowicz wraz z Kempą, nawet z pomocą Rydzyka wszystkiego nie ogarną. Na razie jest na tyle dobrze, że skład rządu Szydło jest zdrowy fizycznie, mimo licznych wypadków drogowych, bo o zdrowiu psychicznym można rozmawiać wyłącznie w odniesieniu do Macierewicza, oraz jeden raz w miesiącu do Napoleonka. Idzie wytrzymać. Jest nadzieja, że kot go ustawi. Koty mają ponoć wielki wpływ na zdrowie psychiczne swoich właścicieli.

czwartek, 15 czerwca 2017

.... REKLAMA


                                     Podła czy niewykształcona.

Z przyzwyczajenia, z chwilą przebudzenia porannego włączam radio, bo lubię wiedzieć co w trawie piszczy. Głosy spikerów, dziennikarzy radiowych przeplatany muzyką towarzyszą mi poprzez kolejne czynności poranne począwszy od łazienki aż do spokojnej lustracji prasy przy kawce po posiłku. Jak większość słuchaczy nie lubię reklam, szczególnie tych marketingowych, którymi epatują nas właściwie wszystkie media, a które zniesmaczają wykonywaną czynność. Przykładowo zasiadam do śniadanka. Na stole talerze z parującą owsianką, grzankami i zimną wędliną, gdy tymczasem do ucha dolatuje kaskada słów w postaci zmasowanego ataku reklam. Środki na zaparcie poleca kobieta o bardzo radosnym głosie, jakby była bliżej orgazmu niżeli wypróżnienia. Następnie męski głos namawia do zakupu pastylek poprawiających erekcję – „kup tabletkę D, a szczycić się będziesz długim i grubym penisem”. Potem kuszenie do zakupu podpasek, kremu na hemoroidy, środka na drożdżycę pochwy. Wtłacza mi się do ucha również reklama wkładek higienicznych dla mężczyzn „Wkładki męskie zaprojektowane specjalnie dla ciebie, niwelujące przykre zapachy, duża chłonność i komfort użytkowania podczas wykonywania każdej czynności włącznie z tańcem”.Zostawiam niedojedzone śniadanie. To jest coś takiego? pomyślą starzy ludzie którym zwieracze już nie bardzo służą i wiele płynów im wycieka bez kontroli do majtek. Dotyczy to również ust. Starzy stają się gadatliwi, słabo słyszą, więc ratują się mówiąc i plotąc trzy po trzy. Wkładki dla mężczyzn wielu z nich zapewne zainteresowały. To chyba nie są to wkładki do butów upewniają się słuchając powtórki reklam. Powyższą reklamą ubawiłem się po przeczytaniu cotygodniowego felietonu pana Tomasza Jastruna zamieszczanego w PRZEGLĄDZIE, szczególnie w odniesieniu do tańca. Bardzo poważam tego autora za dowcip i wyjątkową inteligencję słowa. Cieszę się z jego powrotu do zdrowia, bowiem Pan Tomasz, jako opozycjonista, mocno przeżywając polski bajzel polityczny podupadł na tyle zdrowotnie iż przez pewien czas leczył się w psychiatryku. Tak i to w niejednym. Z sali chorych pisał swe felietony nie unikając barwnych opisów panujących tam stosunków, warunków oraz osobistych cierpień psychologicznych.
             T. Jastrun
Dzisiaj od czasu do czasu widzę Go w Superstacji. Inne stacje obchodzą Go z daleka, bowiem cięty język oraz pogarda dla PiS mogłyby dyrekcje zapraszające pana Tomasza zapędzić przed oblicze sądów. W każdym razie teksty napisane przez Pana Tomka chętnie czytam nawet przy spożywaniu zup mlecznych. Jestem przekonany, że w następnym numerze tygodnika znajdę jego opinię na temat wypowiedzi sołtyski (chwilowo w roli premiera) z terenu obozu oświęcimskiego, gdzie w 77 rocznicę wywózki pierwszych Polaków do obozu zapewniła że zrobi wszystko by chronić swoich obywateli. Dała do zrozumienia że nie interesują ją inni (np.
                     Do prezesa czy do sera?.
cierpiący uchodźcy). Powtórzyła niejako stanowisko jej rządu, że na teren kraju nie wpuści ani jednej rodziny uciekającej spod bomb i jest gotowa wykonać każdą karę nałożoną przez UE, podobnie jak każde polecenie prezesa. Panie Władku Frasyniuk, najbardziej popularny Wrocławianinie, ostatni żywy opozycjonisto z czasów PRL, nie ma pan szans. Na Dolnym Śląsku sołtyska ma swoje macki, chociażby poprzez kumpelę Kempę i jej osobistych policjantów, których  ulokowała na stanowiska komendantów i ich zastępców.

wtorek, 13 czerwca 2017

ACH TE 90 TYSIĘCY


Hałas jaki powstał na kanwie wydarzenia z panią Sadurską w tle nie dziwi, choć mówiąc szczerze nie przywiązałbym do niego większej wagi. Bo cóż to za wydarzenie, że jedna kobieta, która omiatała paprochy z garnituru swego szefa przed jego publicznym wystąpieniem dostąpiła zaszczytu bycia wiceprezesem PZU z pensją, daj boże zdrowie. No może niekoniecznie grzesząc umiejętnościami i wykształceniem adekwatnym do potrzeb, lub chociażby do wymagań. Nosiłem się z zamiarem olania tematu, ale skoro wrastamy w ustrój misiewiczowski do tego stopnia iż w kraju obowiązuje już oficjalnie owsiakowe zawołanie „róbta co chceta”, byle było zgodne z programem i ideą krzykacza drabinkowego Jaroslawa K., temat ten postanowiłem chociażby w formie groteski wtrącić na moim blogu, bo:
Myślisz o komunizmie, a w głowie ci Lenin. Myślisz o 90 tysiącach zł za ugniatanie fotela a w głowie ci Sadurska. Myślisz Sadurska, a w głowie ci niebywała fucha. Jakże wielki musisz włożyć wysiłek aby zarabiać 90 tysięcy złotych miesięcznie. No, swego czasu brał takie grosze Balcerowicz na stanowisku prezesa NBP. Albo wynalazca perpetuum mobile?, wybitny aktor filmowy? otóż żaden z nich. Takie pieniądze dostajesz za tytuł i przynależność partyjną, zgodnie z dudowym hasłem ojczyznę dojną przywróciłeś nam Panie. Kogo z tzw komitetu centralnego PIS interesuje praca, a raczej stanowisko za 10-20 tysięcy złotych?. Chyba że ciecia z ochrony Kaczyńskiego lub Szydło. „Żyć nie umierać”, to zawołanie jak katolicki pacierz obowiązuje dziś wszystkich pisowców przy okazji wzajemnych spotkań, nie tylko rodzinnych, nie tylko przy grillu, ale też już może stanowić wzajemne pozdrowienia. Misiewicze i Sadurskie pożerają naszą ojczyznę. Przeżywszy już na tym świecie dobrych kilkadziesiąt lat wiem, że nie sposób jest wydać 90 a nawet 50 tysiaków miesięcznie, chyba że  człowiek zrezygnuje z zakupu papieru toaletowego, albo podzieli się z ubogą swoją i nie tylko... rodziną, ale kto z działaczy pisowskich dzisiaj wywodzi się z ubogich rodzin. Każda łajza, co to jeszcze kilka lat temu nosiła teczkę Kaczyńskiemu, Brudzińskiemu albo przykładowo Płaszczakowi dzisiaj już nie mieszka w tzw. bloku. Zajeżdża na obiad do własnej willi z basenem gdzieś na wylocie z miasta beemką. Nie, nie, to nie dotyczy wyłącznie polityków PiS. Dotyczy wszystkich, którzy co najmniej przez cztery lata przynależeli do partii rządzącej. Pamiętam, gdy Solidarność w latach osiemdziesiątych przejmowała władzę, prasa opozycyjna rozpisywała się o wprost niewyobrażalnym bogactwie znalezionym u I sekretarza PZPR w Toruniu Bolesława Kapitana, dopóki nie wpuszczono do jego zagrody kamery filmowej. Wtedy okazało się , że jego dom nie może nawet mierzyć się z przybudówką do dzisiejszych willi prominentów i działaczy partyjnych. Nie mam na myśli takiego Lecha Wałęsy, bo to w końcu były prezydent, niezależnie od jego oceny politycznej, albo Komorowskiego, którego bogactwo należy przypisać rodowodowi. Mam na myśli prawdziwą gawiedź, która jeszcze niedawno zadowalała się pensją dwóch, trzech tysięcy złotych brutto, a dzisiaj mieszka jak emir i porusza się co najmniej lexusem, często z kierowcą i ochroną. Jak porównać karierę osobistą wybitnego profesora, absolwenta kilku wydziałów najlepszych uniwersytetów świata do działacza partyjnego PiS, który dwadzieścia lat temu służył tamtej władzy, a dzisiaj zasiada w parlamencie kasując kilkadziesiąt tysięcy w kraju albo w Brukseli przy tym nie znając języków obcych. Naszych polityków cechuje hedonistyczny tryb życia. Kto widział, może poza prezydentem Słupska Robertem Biedroniem, by polityk poruszał się rowerem albo przemieszczał się pieszo, chyba że po plaży. Gdyby była taka możliwość to pani premier, prezydent albo inny kaczy przydupnik do swoich rodzin latali by luksusowym samolotem z wyposażeniem hotelowym lądując na świeżo wybudowanych przydomowych lotniskach. Póki co jeżdżą kolumnami merców, beemek albo audi po świeżo położonym asfalcie pod samą willę na koszt tych co pobierają miesięcznie właśnie owe 3 tysiące złotych .To są często błazny polityczne typu Korwin Mikke zastawiający się dawno przebrzmiałymi herbami rodowymi. Dla nich nie ważna jest prawda jako taka. Dla nich ważna jest ideologia wyznawana przez guru partyjnego, choćby wyrażała niedorzeczności typu bomba termobaryczna. Dzisiaj wszystkie spółki skarbu państwa obsiadły pisowskie Misiewicze, czyli bierny, mierny ale wierny. Pani Sadurska, szefowa kancelarii prezydenta, bez żadnego doświadczenia i wykształcenia w dziedzinie obrotu finansami zasiada na stanowisku któregoś wiceprezesa PZU, instytucji obracającej miliardami, też do nich należy, ale komu to ma przeszkadzać. Chyba tylko tym, którzy są na wylocie z partii.
Podobnie pan Jasiński, prezes Orlenu, były sekretarz PZPR w Płocku, a potem członek rządu Kaczyńskiego w latach 2005-7. To tylko dwa przykłady, bo można by wymieniać dziesiątki a nawet setki stanowisk na których zasiadają znajomi królika pobierając za samo ugniatanie tyłkiem fotela po kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy złotych. Chociażby taki Jan Maria Tomaszewski, krewny kaczej rodziny który był formalnie zatrudniony w płockiej Petrochemii, a gdy mu się znudziło na odchodne pobrał milionową odprawę oraz pensje a priori przez dalszy rok. Dziś ma fuchę u Kurskiego w TVP. Już tam Kurski w imię najlepszej przyjaźni z Jarosławem krzywdy mu nie zrobi.

piątek, 9 czerwca 2017

BOKSERKI KSIĘDZA KRZYSZTOFA


Głośna decyzja o ujawnieniu swej orientacji seksualnej ks. Krzysztofa Charamsy, chłopa krwi polskiej, dostojnika Watykanu wykładowcy teologii na papieskim uniwersytecie gregoriańskim w Rzymie, kapelana honorowego Ojca Świętego, (pięknie brzmi) siedzi mi w głowie. (zdanie złożone). Tym bardziej że ks. Krzysztof przestał marzyć o awansie na kardynała jako, że miał zbyt słabe poparcie ze strony środowiska, więc na złość pokazał swego partnera seksualnego w fotce ilustrującej pocałunek erotyczny. Złożone zdanie. Powiadomił o tym cały świat katolicki, Polskę katolską też. Złośliwie ujawnił stosunki panujące w Watykanie, z otwartą przyłbicą nazywając Watykan gniazdem mafijnym, oraz łożnicą niebywałej zgnilizny seksualnej. Powiada, że w Kościele katolickim na całym świecie, prawie 50% duchownych to homosie, mniej lub bardziej w ukryciu, którzy usprawiedliwiają swój „naturyzm” ewangelią i słowami nauczania religijnego. W zasadzie problem homoseksualizmu wśród księży, ludzi myślących mało interesuje, niech się rżną na zdrowie, gorzej jest z degrengoladą zwaną pedofilią, a okazuje się, szczególnie na polskich terenach wiejskich, że matki zgwałconych lub chociażby molestowanych przez księży dzieci, za żadne skarby nie zgłaszają tych faktów władzom., bo jakże by tak: przecież ksiądz to święty człowiek, a co ludzie powiedzą, jak można krzywdzić księdza.. Taki stan rzeczy trwa nadal i nie pomagają fakty pedofilii pokazywane w co odważniejszych mediach, a nawet oficjalna wiadomość o pedofilii polskiego arcybiskupa i innych księży na placówkach zagranicznych. Charamsa mianowicie powiada, że zawsze zachował czystość. „Nigdy nie złamałem obietnicy celibatu, złożonej gdy zostawałem księdzem jako, że w celibacie wymaga się od kapłanów jedynie tego, by nie dotykali kobiety, a o dotykaniu mężczyzn mowy żadnej nie ma”. Zatem mężczyzn można dotykać nawet intensywnie, tarmosząc im  przyrodzenie nie łamiąc przy tym celibatu. Taka jest diabelska logika Charamsy. Macać kobietę, to złamanie celibatu i grzech śmiertelny, macać mężczyznę sprawa czysta jak łza anielska. Ciekawe czy wysoki rangą ksiądz miał też na myśli mężczyzn w wieku dziecięcym.
Wyczytał gdzieś jako młody kandydat do seminarium, że Watykan jest gejowskim rajem i dlatego wspinał się po szczeblach kariery aż do stanowiska kapelana ojca świętego. Fakt.. Skromność Charamsy jest większa niż może się wydawać. Powiada, że nigdy nie chciał zostać papieżem, aczkolwiek podobnie jak oficer nosił w plecaku swą „buławę marszałkowską”. (w jego przypadku w bokserkach). Miał za to potrzebę zostania kardynałem, prefektem, szefem Kongregacji Nauki Wiary. A jak mu się to nie udało, to się ujawnił. A dlaczego aż kardynałem?, ja pytam. Wystarczy arcybiskup jak nam dał przykład abp Wesołowski, który biblię miał głęboko w odbycie.
                    Też karierowicz
                            .
Zmarł z nadmiaru emocji erotycznych, a może ktoś mu pomógł odejść do domu Pana, jak pisała prasa. „Gdyby jednak mi się to udało miarkował ks. Krzysztof”, co nie było zbyt trudne w jego seksualnym środowisku, to Charamsa by dzisiaj stał na stanowisku urzędnika Świętego Oficjum, a że to nie wypaliło, przeto plwa na papieża Benedykta XVI i ujawnia całą kloakę watykańską. Można by sądzić, że seks niczym dzienne posiłki oraz hipokryzja modlitewna wypełnia każdy dzień i każdą noc komnat Bazyliki i jej przyległości. Z wypowiedzi Charamsy w jego książce pt. „Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła”, dowiadujemy się czegoś o czym każdy myślący katolik wiedział od dawna. Mianowicie stosunki panujące w Watykanie, w tym seksualne nie muszą zarażać kapłaństwo w tzw. terenie katolickim, bowiem prasa pisze, że zdarza się iż z okien plebanijnych, m.in. w Polsce wyskakują opłacane prostytutki, męskie i damskie, a to już jest niezgodne z ewangelią i celibatem. Korzystniejszy więc chłop, bo kobietę bowiem
                  Partnerska miłość dozgonna


należy kochać miłością platoniczną, bez dotykania w sensie towarzyskim jako takim, zaś fizycznie jako żonę należy trzymać krótko, a gdy zajdzie taka potrzeba to jej wierność utrwalać pięścią. Tą pięścią z której wyrasta palec na którym tkwi poświecona obrączka. Szerzej na ten temat napisał w DF pan Varga. Osobiście też jako Polak obojętny religijnie śledzę karierę ks. Krzysia wyłącznie jako materiał ośmieszający cały ten bajzel katolski, który w żaden sposób nie przeszkadza polskim katolikom. Choćby Charamsa i całe pogłowie pozostałych księży wybzykało ich synów, a nawet córki i żony, w szczególności gdzieś w kruchcie. Ba, utrwala ich wiarę.

sobota, 3 czerwca 2017

PLEBS I POLITYKA


                                             Herb rodu Radziwiłłów
Od blisko pół wieku w PRL, (zwanym dalej przez niedouczonych okresem komunizmu) programy ustrojowe wyzwoliły naród od tzw. klasy posiadającej, słowem arystokracji, czyli hrabiów i książąt, wszelakiej maści. Przed represjami osobniki te pochowały się na tyle, że nikt nie wiedział, że tacy w ogóle w Polsce są.
                              Pan z Wami ciemnoto 500+
Osobiście sądziłem, że wzorem rosyjskiej burżuazji po wybuchu rewolucji, pochowali się oni za granicami kraju, pierwej grabiąc majątek narodowy wypracowany przez setki lat rękami plebsu. Taka zresztą była oficjalna narracja. Zaraz po II wojnie światowej wielu z tych co pozostali w kraju inspirowanych i dozbrajanych przez polskie elity na zachodzie podjęło walkę z nowym ustrojem, a więc z milicją, wojskiem i tworzącą się administracją. Była to walka bezwzględna w obronie majątków i dóbr szlacheckich przed wygłodniałym, często bezrolnym plebsem, Każdy chłop bezrolny, który przyjmował płacheć gruntu musiał się liczyć z tym , że tzw. leśni bandyci, dzisiaj zwani żołnierzami wyklętymi, go ukarzą, najczęściej śmiercią. Takich przypadków w kraju było bardzo dużo. W celach aprowizacyjnych bandyci napadali na posterunki, małe jednostki wojskowe, urzędy gminne, oraz właśnie na tych co z ochotą wzięli ziemię, jednocześnie z nadzieją oczekiwali oni wybuchu III wojny światowej, która zniszczy ładunkiem nuklearnym komunistyczną Rosję, zaś katolicką Polskę rozszerzy od morza do morza, o czym wielu marzy do dziś, np. pani Anders, posłanka PiS. Nic takiego się nie stało, bowiem ludzkość miała dość śmierci, a obdarty z nadziei plebs posłano do szkół, by wyprowadzić go z otchłani ciemnoty i zabobonu. Tego drugiego do XXI wieku nie udało się w części naszego kraju do końca zlikwidować. Przez blisko pół wieku żyliśmy w warunkach, które narzucili nam przywódcy trzech mocarstw na Krymie w Jałcie. Dopiero, gdy nastąpił rozpad Paktu Warszawskiego w latach osiemdziesiątych, gdy nastąpiły wolne wybory, naraz jak króliki spod kapelusza wyłazili polscy burżuje, dopominając się pozostawionych majątków w tym kamienic odbudowanych kosztem umęczonego okupacją narodu. Zażądali nie tylko kamienic, drobnych fabryk, słowem wszelakich dóbr, ale też wysokiego odszkodowania za pozostawione, często bardzo zadłużone, nawet poprzez hipoteki przedwojenne własności. I odzyskiwali je, bo taki był trend i wyczulenie na słowo własność.
Lenin powiada:          Nawet kucharka może być kimś.
Dziś okazało, że w sposób iście rabunkowy,wręcz złodziejski. Wielu z nich z łatwością dostało się do parlamentu, pusząc się posiadaniem błękitnej krwi, a nawet zostali ministrami mimo bardzo średniowiecznych przekonań (przykładowo: Radziwiłł). Całe instytucje pracowały nad odtwarzaniem drzew genealogicznych. Nieważne prawdziwych czy fałszywych. Wszystko zależało od kasy. Dzisiaj wmawia się dzieciom, że ich dziadkowie byli kolaborantami, ponieważ zamiast wysadzać pociągi, które wiozły cegłę na odbudowę Warszawy, to uprawiali ziemie z reformy rolnej zabraną ich panom. Prawda jest jednak inna. To tylko dzięki polskiej wojnie z analfabetyzmem potomkowie tych, którzy przy tablicy szkolnej poznawali litery, jak przykładowo dziadowie Dudy, Szydło, Rydzyka, Szyszko, Kempy i Pięty rządzą państwem, a nie pasą gęsi i nie pielą buraki u swego pana. To są plebejskie, chłopskie nazwiska. Często na salony trafiali prosto z latryny, nawet nie podciągając spodni. To dostojnicy z powojennego awansu społecznego o rodowodach właśnie plebejskich, choć wielu z nich onirycznie pławi się w symbolice martwej szlachetczyzny.

czwartek, 1 czerwca 2017

SĘDZIOWIE PRĘŻĄ MUSKUŁY


                                     Duda podpisze.
I NABIERAJĄ ODWAGI. Oto sprawa wagi państwowej czekająca na wyjaśnienie, ewentualnie na wyrok potwierdzający lub obalający decyzje rządzących, w tym wypadku pana prezydenta Rzeczypospolitej. Chodzi o bezprawne ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i jego trzech funkcjonariuszy skazanych wyrokiem sądu pierwszej instancji na kary więzienia za nadużycie uprawnień CBA w głośnej sprawie gruntowej za rządów PIS w latach 2005-7. Ten smutny z natury gość miał być też ścigany za śmierć Barbary Blidy. Jak nam wiadomo, został ułaskawiony przez prezydenta Dudę zanim wyrok się uprawomocnił. Stało się tak zapewne z woli Jarosława Kaczyńskiego, bowiem Kamiński był mu potrzebny do składu rządu Szydło, a z wyrokiem nie mógłby pełnić żadnych funkcji państwowych. W tej sprawie obaj Duda-Kaczyński się konsultowali w nocnych wzajemnych odwiedzinach. Dzisiaj zapadł wyrok w sprawie czy prezydent miał prawo zastosowania tejże łaski. Okazało się że NIE. Takimi słowy wypowiedział się sąd najwyższy w składzie siedmiu sędziów. Zatem łaska pana Dudy jest nieważna w myśl zapisów konstytucji. Duda mógł to zrobić dopiero po zapadnięciu wyroku sądu drugiej instancji. Oczywiście prawica jest serdecznie oburzona, bowiem cała kacza układanka wali się jak domek z kart. Ale, ale, rzeczniczka PiS, przesympatyczna Mazurek ogłosiła że PiS nie przyjmuje do wiadomości wyroku SN, bo w tej sprawie winien się wypowiedzieć Trybunał Konstytucyjny. Ciekawe, bo wyroków TK też nie uznawali. Tyle że dzisiaj TK jest przez pisiorów zdemolowany na tyle, że zapadać tam mogą wyłącznie wyroki na zamówienie Kaczyńskiego. Co będzie działo się dalej. Nie wiem, ale grzęźniemy coraz głębiej jako państwo na pograniczu barbarzyńskiego bezprawia. Ba, nawet Unia jest już gotowa na stosowanie restrykcji finansowych wobec Polski, szczególnie Niemcy. 
                                           Szefowa zgliszcz Trybunału Konstyt.
Z innych ciekawostek z Polski należy odnotować czterogodzinne przesłuchanie przez prokuraturę byłej premier Ewy Kopacz, jeszcze jako ministerki zdrowia w sprawie braku dbałości podczas 'kompletowania” ofiar smoleńskich i wkładania ich do trumien. Jak wiadomo tej operacji przyglądała się pani Ewa, która poleciała do Moskwy na własne życzenie, ale nie po to by towarzyszyć patologom, bo to rola prokuratorów, ale by wspomagać rodziny ofiar w bólu po stracie bliskich. Dzisiaj gdy ekshumacje ofiar wykazały duże oznaki niedbałości w momencie lokowania tych ofiar do trumien, bowiem w niektórych z nich znajdowano szczątki innych osób, rząd prawicowy zapowiedział, że zarówno panią Ewę jak i Tuska postawią przed Trybunał Stanu. Za co ja się pytam, ano jak powiadają, za kłamstwo, iż podobno zapewniała rodziny ofiar że wszystko w Moskwie przebiegało z poszanowaniem wszelkich procedur. A ja, jako obserwator życia powiem tak: Ci co twierdzą iż nie poszanowano procedur nigdy nie powinni wchodzić do prosektorium gdzie leżą ofiary katastrof lotniczych a właściwie rąbanka ludzka bo by się (przepraszam za słowo) posrali nie tylko ze względu na widok ale i smród, a tego im dzisiaj życzą ludzie sprawiedliwi. Kopacz tam pojechała jako ochotnik bo nikt inny nie chciał. Zdaniem wielu, jej postawa i czyn zakrawa na przykład filozoficzny Ingardena i świadczy o człowieczeństwie.(Nie musisz a robisz). Ona jako lekarka jednak musiała takie widoki z goryczą przełknąć, aczkolwiek w Sejmie jest wielu innych lekarzy. Dzisiaj widać jak to zaniedbania z litości albo z kalkulacji się mszczą. Zaraz po posiedzeniu komisji sejmowej w sprawie śmierci minister Barbary Blidy, w której komisja w swym orzeczeniu stwierdziła, że zarówno Kaczyński jak i Ziobro powinni stanąć przed Trybunałem Stanu, w czasie głosowania sejmowego w tej sprawie, pani Kopacz, pan Tusk i kilku innych posłów PO wyszło z sali sejmowej, by wniosek o tenże Trybunał upadł. Uczynili tak z powodu od lat obowiązującej, choć nie pisanej tradycji: Zamieciemy im to pod dywan, to oni też nas podobnie potraktują gdy noga się nam w przyszłości powinie, Okazuje się że ta zasada przestała obowiązywać po ostatnich wyborach. Zarówno Kopacz jak i Tusk, a może jeszcze kilku innych posłów PiS postawią przed Trybunałem. Błędy się mszczą, ponieważ gdyby siedem lat temu pod TS trafił Kaczyński i Ziobro to wybory nie zakończyły by się zwycięstwem PIS, a i Duda nie siedział by na stolcu pałacowym. Zatem sami sobie zgotowaliście tenże smutny los mając władzę w ręku.

Jakie wyroki zapadną dowiemy się niebawem, bo okazuje się, że winnych u nas bez liku i trzeba ich tylko odszukać. Gdy szukanie nie przynosi rezultatów należy ich rozpoznać wśród swoich ale mało wygodnych, choćby po bruzdach na twarzy. Bowiem łatwiej,(szczególnie wśród naszego społeczeństwa) znaleźć kandydatów do piekieł niżeli kandydatów do beatyfikacji, aczkolwiek wielu już dzisiaj szuka dla siebie postulatorów. Wojtyła miał szczęście, bo przecie nie był on aż taki święty jak mówią dokumenty odnajdywane za Spiżową Bramą, ale udało się.

                             Żołnierz WOT
Polacy się zbroją. Na razie zgodnie  z tradycja historyczną w kosy i widły, lub w drewniane karabiny, bo do wojaczki jest nas chętnych ponoć aż ćwierć miliona pospolitego ruszenia zwanego wojskiem obrony terytorialnej, czyli tzw mięsa armatniego dowodzonego przez oficerów po dwutygodniowych szkoleniach. Dość słabiutkie uzbrojenie przykrywamy maskowaniem, jako że dopóki nie kupimy szturmowe helikoptery chowamy się po krzakach puszczańskich. Co innego marynarka wojenna złożona z czterech U-botów made in Poland dodatkowo wyposażonych w samoloty podwodne. To jest postęp przykrywający czapkami Dolinę Krzemową w USA.
A tak w ogóle to wszyscy zdrowi i oby tak dalej.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...