sobota, 24 października 2009

PATRZĘ W NIEBO, GWIAZD SZUKAM



Że posłużę się słowami wieszcza Adama. Niestety, między szarymi jesiennymi chmurami znajduję jeno tandetę, którą nasze, w rzeczy samej w większości proste społeczeństwo zalicza do megagwiazd, a nawet skarbów narodowych. Jakaś Jola Rutowicz, która z nadzwyczajnym wysiłkiem szczątkowego intelektu zgaduje, iż pan Nowicki to chyba jednak aktor. Jakaś Frytka czy inna Doda, która wniosła do skarbnicy narodowej kultury swoje wypielęgnowane półdupki. No, może jeszcze kilka innych pseudogwiazdeczek, które spowodowały początki jaskry mojego wzroku, bo zapomniałem użyć przyciemnionego szkła. A jakich to ja gwiazd szukam zaiste?, zadaję sobie retoryczne pytanie. Przecież co kilka dni prawdziwe gwiazdy spadają bezpowrotnie z niebieskiego firmamentu . Odeszli raz na zawsze: Szczepkowski, Bardini, Czechowicz, Rudzki, Wichniarz, Fijewski, Opaliński, Łomnicki,Filipski, Maklakiewicz, Wilhelmi, a ostatnio Niemczyk, Dziewoński i wielu innych, których moja pamięć nie potrafi w tej chwili odszukać. Celowo przytaczam męskie postaci, bowiem gwiazdom płci żeńskiej udaje się dłużej pozostawać na tym padole.
Nie ma gwiazd, przeto nie ma też dobrych filmów. Filmów godnych prezentacji na światowych festiwalach. Nawet gdy jakowyś film wysyłamy na konkurs, nie kwalifikuje się on do nominacji, nie mówiąc już o nagrodach czy chociażby wyróżnieniach. Nawet hit Wajdy "Katyń"potraktowano z przymrużeniem oka, jako dzieło wyjątkowo polityczne, na zamówienie polskiej prawicy.Tak mówią krytycy. Wymierają dobrzy aktorzy, wymierają też dobrzy reżyserzy. Wielką stratę polski film poniósł po nagłej śmierci m.in.Krzysztofa Kieślowskiego, czy też Barei. Zanim ktoś ich godnie zastąpi upłynie dużo wody w Wiśle.

A filmy, no cóż, stać nas co najwyżej na takie produkcje jak "Galerianki", propagujące obrzydliwe zachowania zdeprawowanych podlotek, które za świecidełka pozbywaja się (wstydliwej wobec koleżanek szkolnych) cnoty dziewiczej. Nie ważne dla nich, czy ową cnotę zagospodaruje młodzieniec, czy też starzec, któremu podnosi ciśnienie już tylko viagra. Byle miał pieniądze i zrealizował zakup nowego modelu telefonu komórkowego, wytartych spodni dżinsowych, czy odtwarzacza mp4. Nie gardzą żywą gotówką, jak to prostytutki. Aktoreczkom dobranym do realizacji tegoż filmu, włożono w usta tekst złożony wyłącznie z wulgaryzmów.Dla nich znajomość pięciu wyrazów zaczynających się na p lub ch, wystarcza do prowadzenia konwersacji. Wyszedłem z kina z wielkim autentycznym obrzydzeniem, mimo, że zaliczam się do względnie zdemoralizowanych osobników rodzaju ludzkiego.

Gdzie te czasy, gdy w kinach prezentowano filmy dla tzw. grup dyskusyjnych. Gdzie te czasy, gdy młodzież szkolna (licealna) jeden raz w miesiącu szła do domów kultury na prezentację dobrej, przeważnie poważnej muzyki w ramach tzw. artosów. Kto wtedy z nich myślał o łatwym sposobie zdobywania świecidełek poprzez prostytułowanie się. To było nie do pomyślenia. Dzisiejsza młodzież chłonie muzykę z sektora chłamu, gdzie cały utwór składa się z jednej zwrotki,naszpikowanej wyrazami, których przytaczał nie bedę, bo jest mi zwyczajnie wstyd. Czy to się zmieni? Nie!. Nie, bo na kulturę brak pieniędzy. Pieniądze w pierwszym rzędzie, poza dobrym uposażeniem decydentów należy wydawać na bardziej potrzebne dzisiejszej Polsce instytucje. A więc na IPN, CBA, CBŚ, Kościół katolicko-ginekologiczny, ubezpieczenia dla rolników (bo się koalicja rozpieprzy), wojny arabsko-amerykańskie oraz wiele innych instrumentów zapewniających stabilność władzy rządzącym. Dobrze, że w pakiecie telewizji kablowej mam kanał Kultura. Kanał, który nie zawsze ze smakiem (bo pozostaje jednak w zarządzie TVP), to jednak od czasu do czasu pokazuje dobre filmy i sztuki teatralne z tamtych "podłych" lat. Niestety, większość społeczeństwa III Rzeczypospolitej Pomrocznej musi sie zadowolić telewizją publiczną, a więc Pospieszalskim, Wildsteinem, Ziemkiewiczem, Cejrowskim i uroczą siostrą Szymallą. I to jest właśnie powód do wielkiego polskiego wstydu. To by było na tyle. Jedźmy, nikt nie woła!.

Uśmiechnij się:

Mąż sądząc, że żona śpi ogląda strony porno w internecie. Żona jednak się przebudziła, stanęła za nim i też ogląda.
Nagle gościu słyszy:
Stop! pokaż poprzednie zdjęcie. Nie, jeszcze wcześniejsze.

Przewija zdjęcia i słyszy:
O!, takie zasłony do kuchni chcę.

piątek, 23 października 2009

SŁOWA SŁOWA SŁOWA




Jest to powiedzenie, które utarło się w środowisku bohemy aktorskiej, wśród publicystów i gadających bez sensu głów, a które swój źródłosłów bierze z odzywki samego... Hamleta. A więc warto je cytować, chociażby dla podkreślenia w oczach i uszach odbiorców swojej inteligencji, i co by tu nie mówić, erudycji. Słowa słowa słowa. Jak łatwy towar, którym wypełniamy wszelkiego rodzaju audycje telewizyjne, komentarze prasowe czy wreszcie prozę życia.

Gdyby nie nuda emerycka, prawdopodobnie nie włączyłbym telewizora, gdzie prawie na każdym kanale informacyjnym, przez cały dzień wałkowane są często duperelne wydarzenia. Aby podkreślić wartość informacji, a często dla wypełnienia czasu antenowego, zaprasza się kolejnych dyskutantów (daj Boże z różnych politycznych orientacji), by swoją opinię wyrażali na temat stanowiący dzienny gwóźdź programu. Najczęściej jednak zaprasza się takich dyskutantów, którzy (jak z góry wiadomo) przyklaskiwać będą, a jakże podzielać opinię usłużnych władzy dziennikarzy.Vide; Szkło Kontaktowe. Nie dorobiliśmy się jako kraj uchodzący za demokratyczny, mediów w miarę pluralistycznych, a tym bardziej mediów gdzie każdy, ktokolwiek ma coś mądrego do powiedzenia, wzorem hyde parku, mógłby wygłosić swoje racje. No może poniekąd Superstacja. Niestety, ten początkujący wśród polskich mediów kanał TV, z biedy lub zachłanności na kasę, załadowany jest reklamami, wtykanymi nam co 15 minut, co jest chyba zjawiskiem wyjątkowym w świecie. Zanim widz zaangażuje się myślowo, być może w interesująco poruszany problem, już jego uwaga jest wytrącana przez proszki do prania, odchudzające margaryny, tanie telefony komórkowe służące do wszystkiego. Czy wreszcie jak zahamować totalną sraczkę przed pójściem na spotkanie z chłopakiem.

Podobnie wygląda nasza prasa. Zresztą większość dzienników w gazetowych wydaniach jest własnością obcego biznesu. Zatem posłuszni, dobrze zarabiający dziennikarze piszą w tych gazecinach to co nakazuje boss. Wiadomo jednak, że duży business nigdy nie pozostaje w rękach ludzi o poglądach lewicowych, zatem wszelkie informacje prasowe to nic innego jak słowa słowa słowa, przychylne liberalizmowi i gospodarce dużego pieniądza. Z kolei taki podział prasowy stwarza konkurencję a także okazję do poniewierania opozycją polityczną. Nie bez kozery najwieksze afery dot. partii Tuska ujawniane są w dzienniku Dziennik (który z powodu braku zainteresowania czytelników połączył się z Gazeta Prawną), a także w Rzeczpospolitej. Są to bowiem redakcje w swoim czasie zagospodarowane przez braci Kaczyńskich. Zatem znajdujemy tam jeno słowa słowa i tylko słowa, które dzięki obsadzie przez PiS policji politycznej przeciekają z CBA .Pokorny ponoć pan premier, a może bardziej wystraszony niżeli należałoby, nie likwiduje tejże instytucji, chociaż zapowiadał to w expose, bo diabli wiedzą co tenże Kamiński na rozkaz swoich szefów, czyli braci K. na niego i PO wstrętnego przygotował. Bo jak można było zaufać facetowi, który z koszem jaj jeździł do Paryża, by nimi rzucać w parę prezydencką? Teraz wywalając na zbitą buzię tego smutasa sam drży o swoją polityczną przyszłość. Bo niestety zgodnie z mądrym przysłowiem Qui se metui polent, metuant ipsi nocesse est, czyli, kto chce by go się bano, z konieczności boi się sam. Pan premier boi się wyraźnie, tym bardziej, że wespół z Kaczyńskimi powołał do życia ten przybytek prowokacji i bezmyślnego szastania pieniędzmi publicznymi. Bo co tu ukrywać, takich pleybojów jakim jest pan Tomek, w CBA "pracuje" cała masa.To kumple z Ligi Republikańskiej. Mówiąc szczerze, prawdopodobnie spotkania cmentarne członków rządu pana Tuska nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie Kamiński. Podsłuchiwał on cmentarne dysputy i spotkania nie dlatego, że leżało to w interesie państwa, ale w interesie ukochanego przezeń PiS-u i Kaczyńskich. A swoją drogą,na miejscu Chlebowskiego i kumpli połączyłbym owe wyprawy na cmentarze z faktem, iż zbliża się Święto Zmarłych?. A że były tam jakieś słowa typu Miro, Rysiu, czy Zbysiu?.Pełno ich przecie na tablicach nagrobnych. To tylko słowa słowa słowa. Amen.

Uśmiechnij się:

Do taksówki wsiadają dwie paniusie, które z miejsca zaczynają rozmowę ze sobą.

-Ach, moja kochana, nie masz pojęcia o tym, jak dzisiejszym ludziom brakuje kultury. Wyobraź sobie, wczoraj moi znajomi podali widelce do ryb, którymi z reguły je się ciasto.

-To jeszcze nic. Moi znajomi kochana, podali na stół kompot w wazie do zupy!.
W pewnym momencie odzywa się taksówkarz:
Mam nadzieję, że panie nie wezmą mi za złe, że siedzę do nich tyłem?.

niedziela, 18 października 2009

ŁOOO MATKO JEDYNA




Cud najprawdziwszy w Sokółce, czyli na bliskim wschodzie naszej pomrocznej umęczonej łojczyzny. Gdzie nie jeden już bohater umęczonego znojem ludzkim i wyjątkowym zacofaniem cywilizacyjnym naszego kraju został świętym. A to dziewica przecudnej urody nie chciała Niemca, za co została nagrodzona pośmiertnie rajem niebieskim. A to inne z kolei bohaterskie cnotliwe dziewcze, co to wolało umrzeć, niżeli oddać się żołdakowi, tym bardziej ruskiemu. Dzięki temu, że mieliśmy swojego papieża, "pogłowie" świętych polskich zwiększyło się do tego stopnia, że w niebie zajmują główny areał anielskiego ukwieconego parku. Co ławeczka to polski święty albo i kilku. Chyba z nudów zabawiają się w klasy lub berka bo nie zawsze pilnie strzegą spraw ojczyźnianych, do czego są zobligowani ze względu na pochodzenie narodowościowe. Brak zdyscyplinowania niebieskiego powoduje to, iż coraz częściej jesteśmy zalewani powodziami z rzek i alkoholu. Zdarzają się też długotrwałe susze i wtedy musi na klęczkach interweniować Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Z tym jednak, że modlitwa sejmowa nie ma ograniczeń wymiarowych w skutkach. Ostatnia parlamentarna modlitwa o deszcz spowodowała właśnie ogromne powodzie na terenach bogobojnych. Tu pan marszałek Sejmu, jako organizator pielgrzymki do sejmowej kaplicy przegiął pałę, tym bardziej, że zgodnie ze zwyczajem narodowym polscy rolnicy z reguły się nie ubezpieczają w PZU, licząc na opiekę boską i trochę litościwe wzruszenie premiera, który ma w zwyczaju troskliwe odwiedziny powodzian. Nasz zapyziały, biedny, co by tu nie mówić kraj, ratuje się zatem cudami, których w ostatnich latach jest bez liku. A to Matka Boska usiadła sobie wygodnie na cmentarnej wierzbie i do dzisiaj ściąga setki gapiów ubranych w znajome berety, a to ukazała się Najświętsza Panienka na szybie okiennej, nieustannie zakurzanej pyłem węglowym na terenie Śląska. Na takiej szybie można się dopatrzeć nie tylko tej postaci. Z kolei na Mazowszu niedawno bogobojne kobiety zauważyły Matkę Boską na parapecie w pozycji siedzącej.Niestety nogami nie majtała. Ostatni, coraz bardziej nagłaśniany cudowny przypadek w Sokółce winien napawać nadzieją i radością polskich kardiochirurgów. Bo oto za pomocą małego płatka rozpuszczonego w wodzie możemy produkować żywe, do tego święte tkanki mięśnia sercowego w sam raz na przeszczepy. To dopiero cud. Albo po prostu ciemnogród, bo jak powiadał jeden z czynnych księży oni sami pozostają sceptyczni, a często po prostu nie wierzący. Racje mają ci, co twierdzą, że Kościół katolicko-ginekologiczny chwyta się brzytwy by zatrzymać owieczki, coraz częściej uciekające ze stada. A że dzieje się to w rejonie rzeczywiście bardzo uległym klerowi, przeto pomysł z cudem bardzo trafny. Tylko patrzeć jak do Sokółki ciagnąć będą rzesze łatwowiernych (oczywiście z Polski), tarasując wąskie drogi, bo autostrady akurat na tych terenach nie są planowane, poza ciągle problematyczną obwodnicą Augustowa. Ludność sobie nie życzy. "Autostradami jeździjta sobie do tej żydowskiej Brukseli sami, a nas zostawta z Leszkiem, Jarkiem i łojcem doktorem Rydzykiem w spokoju". Nam takie drogi wystarczą by dojechać do Sokółki, czy też Świętej Lipki. Czekamy zatem na następny cud, choćby mniemany, jak wszystkie.

Uśmiechnij się:

Dyrektor w delegacji służbowej zwraca się do recepcjonisty hotelowego: -Poproszę pokój jednoosobowy na pierwszym piętrze, oraz drugi pokój jednoosobowy na trzecim pietrze dla mojej sekretarki.
Ma pan tu klucz do pokoju dwuosobowego na parterze...
-Ale ja prosiłem....

Recepcjonista uprzedza jego dalszy wywód i mówi: Bardzo nie lubię gdy goście hotelowi w nocy biegają po korytarzach w piżamach.

poniedziałek, 12 października 2009

CZY NORMALNYM JEST CZŁOWIEK, KTÓRY...




Właśnie. Czy normalnym jest człowiek, który wraz z watahą Giertycha czyli członkami Ligi Republikańskiej, m.in Farfałem, Bosakiem i innymi piwoszami (5 piw), w trakcie wizyty naszego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w Republice Francji, pojechał do Paryża z koszem kurzych jaj. Pojechał nie na handel, ale po to, by na oczach całej francuskiej elity politycznej rzucać nimi w człowieka, którego naród polski wybrał głową państwa. Tak było. Był to Mariusz Kamiński, póżniejszy szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego z łaski PIS i PO. Ten sam człowiek jeszcze kilka lat temu każdego roku 13 grudnia koczował do północy pod domem generała Jaruzelskiego przy świecach, wyrażając swój gniew za stan wojenny, w czasie którego biegał w krótkich spodenkach po watę cukrową. Ten sam człowiek z wyżej wspomnianą watahą kumpli opłacanych z kasy LPR zakłócał przy poklasku władz naczelnych wszystkie postępowe marsze, których przesłaniem był postęp cywilizacyjny oraz dążenie do świeckości państwa. Ten sam człowiek , który w dniach świąt państwowych powodował chuligańskie ekscesy w czasie składania wieńców przez przedstawicieli lewicy polskiej. Odpowiedź jest jednoznaczna. To nie jest człowiek normalny. Jego ponura, niezadowolona z życia twarz przypomina rozjuszonego byka w czasie walki. Niech ktoś sobie przypomni, choćby lekko zarysowany uśmiech na twarzy szefa CBA. Ot, taki nieprzejednany, można powiedzieć bezlitosny typ był potrzebny PiS na stanowisko policji politycznej. A że, ze strachu przed lewicą i zgodnie z doktryną prawicy, PO poparła ustawę o CBA to już inna sprawa. Sami sobie zgotowali ten los. Wszystkim nam było wiadome, co to jest AWS, czyli jajo z którego wykluł się PiS i PO, partie które jako razem rządzące skompromitowały się pod przywództwem pięknego Maryjana. Wszyscy chcieli rządzić, a ponieważ dla wszystkich by zabrakło dobrych stanowisk, mimo błogosławieństwa Kościoła, musieli się podzielić. Podział jednak nie był na tyle skuteczny by mógł oświecić rozum. Generalnie działali razem, chociaż osobno. W wyścigu o władze rządowe i prezydenckie powstawały konflikty, które przerodziły się w nienawiść. Na szczęście dla PiS-u pozostał na stanowisku Mariusz Kamiński. Ten akurat najbardziej zaufany człowiek Kaczyńskich, który wespół-zespół z innym tuzem ksywka Zero, poprzez działanie na niekorzyść partii opozycyjnych mocno się zapędził, bo pognębił w oczach Polaków swoje środowisko polityczne, po drodze doprowadzając do śmierci posłankę lewicy Blidę oraz wkręcając w afery koalicyjnych przyjaciół z Samoobrony. Zresztą czynił to z polecenia swojego szefa, któremu Samoobrona zaczęła śmierdzieć gnojem. No i co panie premierze Tusk. Ma pan rękę w nocniku, z którego wylewa się cuchnąca zawartość. A trzeba było zgodnie z zapowiedzią podczas wyborów przepędzić na cztery wiatry ten cały kosztowny bajzel zwany CBA. A jeżeli cokolwiek pana premiera, wówczas (elekta) powstrzymywało, to można było Kamińskiego wysłać do psychiatry. Kaftan pewny, z samej fizjonomii. Na nic się nie zdało lizusostwo w stronę Kaczyńskich oraz Kurtyki, szefa podobnego tworu za miliony złotych z kasy podatników. Wiele wskazuje na to, że w tej chwili jest pan skończony jako przyszły prezydent, bowiem Kaczyńscy pisząc prace doktorskie z dzieł Lenina, postępują zgodnie z zasadą twórcy państwa bolszewickiego która brzmi: "Władzy raz zdobytej, nigdy nie oddamy", chociażby po trupach dawnych przyjaciół z PO. Zresztą w całym procesie walki o władzę nic się Tuskowi tak nie sprawdza jak przysłowie: Kto czym wojuje od tego ginie. Mam na myśli niewybaczalne świństwo uczynione ręką podwładnego Miodowicza Włodzimierzowi Cimoszewiczowi.

Inna sprawa, to rozszalały stosunek hierarchii naszego Kościoła katolicko-ginekologicznego do problemu in vitro. Za nasze, zrabowane państwu z przyklaśnięciem władzy, w ramach "odszkodowań po PRL" pieniądze, kler nie tylko propaguje ciemnotę i gusła w salach seminaryjnych, ale nawet w wydziałach teologicznych, wydawało by się, świeckich uniwersytetów im. Adama Mickiewicza, Mikołaja Kopernika i wielu innych. Namacalnym symbolem jaj czynionych z nauki jest śmieszny doktorat ojdyra Rydzyka.Jakże śmieszny też w tym kontekście, pozostaje Instytut Badań Rozwoju Człowieka im. Pawła VI, którego m.in naukowym zadaniem jest badanie śluzu pochwowego. Cóż to za instytucja godna XXI wieku. Bodaj wszyscy tam zatrudnieni to "kandydaci" do nagrody Nobla. Na podstawie wyników badań, sposobem być może organoleptycznym (może poprzez lizanko), "poświęcony naukowiec" wyda werdykt, iż niekoniecznie winniśmy stosować metodę in vitro, by posiąść upragnione dziecko. Wszystko zależy od: smaku, powonienia, przylepności śluzu i tylko Bóg wie czego jeszcze, by chłop jednak sam, bez jakiś tam sztucznych zapłodnień zrobił babie dzieciaka. I oto właśnie chodzi w tej naszej zapyziałej od czerni i zwykłej pomroczności Rzeczypospolitej.

PS: Pan prezydent jednak podpisał Traktat, ale uczynił z tego faktu fetę na cztery fajerki. Palce lizać.

Uśmiechnij się:

Podczas lotu samolotem pasażer mówi do sasiada:
-Niedobrze mi, chyba bedę wymiotować, co robić?
Naciśnij pan ten guzik nad głową!.
-A po co?
Wówczas u stewardessy zapali się światełko.

-To ja tu ku*wa chory, ledwo żyję, a ona nie potrafi sobie sama zapalić!?

wtorek, 6 października 2009

ABSMAK ZUPEŁNY


Podpisze, czy nie podpisze, oto jest pytanie. Jak mówią tajemne źródła tkwiące w przeciekach z kancelarii prezydenta, podobno nasz dumny pierwszy po Bogu, w wyniku pozytywnego dla UE referendum irlandzkiego, skłania się do złożenia podpisu pod traktatem lizbońskim w najbliższą środę, czyli jutro. Oczywiście jeszcze w ciągu nocy przemyśli swój zamiar, a może pogada z Vaclavem Klausem, narodowcem czeskim, czy w ogóle warto uczynić taki krok.Toć to zupełny absmak. Nie po to blokował traktat przez trzy lata, by teraz ad hoc go podpisywać. Jeżeli już jednak zdobędzie się na ten wysiłek, to zrobi to z wielkim szumem medialnym na oczach gawiedzi złożonej z dziennikarzy krajowych i zagranicznych reprezentujących wszystkie krajowe i światowe media. Należy się spodziewać przedstawicieli CNN, CBC ,Routera,ITAR- TASS, BBC, France Presse i diabli wiedzą kogo jeszcze, nie mówiąc już o telewizji Trwam i Radiu Maryja, które to media zwykle miały otwarte szeroko drzwi u obu panów K. Ufając swojej władzy i wiedzy, prezydent nie grzesząc skromnością, nie zdaje sobie sprawy, że reprezentuje kraj, którym wyraźnie gardzi współczesny świat przez to, iż jest zacofany i w gruncie rzeczy ubogi. Nie zrobiliśmy żadnego kroku gospodarczo-politycznego, który by nas lokował pośród bardzo cywilizowanych narodów. Zapyziała, blokowana wstecznictwem Kościoła katolicko-ginekologicznego Polska, jawi się w oczach tych w Europie i świecie, którzy nigdy tu nie byli, jako siedlisko dzikiej zwierzyny i ostoja niedźwiedzi. I właśnie takiego kraju prezydentem jest dumny pan Lech K. Jak pisze mój ulubiony dziennikarz red.B. Łagowski, w Polsce jeszcze w XIX wieku obowiązywała pańszczyzna na rzecz właścicieli majątków i Kościoła, zniesiona razem z niewolnictwem Murzynów w Stanach Zjednoczonych. W niektórych aspektach od tamtej pory w naszym kraju wiele się nie zmieniło. Żyjemy w zakłamaniu i obłudzie gdzie biskup wsadza do więzienia policjanta za kontrolę drogową, a 150 tysięcy kobiet po zajściu w niepotrzebną ciążę skrobie się na terenie wszystkich otaczających nas krajów. Obywatele nadal wierzą bardziej w cuda produkowane z opłatka i kawałka mięśnia sercowego, niżeli w materialistyczną teorię powstania świata. Wstąpiliśmy do NATO i UE bo taki był trend, ale nijak nie potrafimy się dostosować do tej wymarzonej Europy. Pan prezydent wraz ze swoją, pożal się Boże minister Fotygą, skłócił z naszym krajem sąsiadów szukając przyjaciół za oceanem zaś wrogów za miedzą. Jakaś niezrozumiała nawet dla lekarzy nienawiść do Rosji zrodziła w Kaczyńskich potrzebę wykazywania się niepotrzebną rycerskością. Pojechał Lech do Tbilissi by powiedzieć zdziwionym Gruzinom, że napadła na nich wredna Rosja. Zdziwionym, bo przecież oni sami wiedzieli najlepiej kto pierwszy użył broni. Przy okazji przekonywał całe NATO, że czas na czujność bo Rosja się na nas szykuje w najbliższym czasie. Panowie Kaczyńscy rzeczywiście z tematem wojennym maja coś nie bardzo poukładane.Na wszelki wypadek rozpieprzyli nasz kontrwywiad i wywiad. Może dlatego nie odróżniają wojny od pokoju. Dla nich II wojna światowa skończyła się w 1989 roku. Gdzie oni się uchowali przez te długie okupacyjne lata diabli wiedzą, bo nie byli internowani, ani tym bardziej nie wywieziono ich na Sybir. Tak oto ta nasza duma narodowa, prezydent wszystkich Polaków w kraju i zagranicą do jutra pozostaje w ogromnym rozdwojeniu jaźni. Podpisze czy nie podpisze. Boże, żeby tylko nic mu się do tego czasu nie stało, bo do podpisu jeden krok, jeden jedyny krok nic więcej, jak mówi piosenka. To tyle na dziś. Zostańcie Państwo ze mną.

...................................................................................................................................
Suplemencik:

Jest środa 7 pażdziernika. O obiecanym podpisie ani mru mru.Wielu moim znajomym z którymi podejmuję temat wydaje się, że jednak nie podpisze. Dochodzę zatem do wniosku, że chyba nie warto zajmować się tym tematem, bo i nasz "bohater" to człowiek mało poważny i mało widoczny. On w tej chwili absorbuje się wraz z bratem rozwałką rządu PO. To cel nadrzędny na drodze do powrotu na salony władzy. Tak przy okazji, dziwię się Lewicy, która z takim rozmachem wspiera pisowską opozycję w walce z Tuskiem. Nie tędy droga do poprawy notowań przed wyborami w przyszłym roku. Lewico,panie Napieralski nie idżcie tą drogą jak się rzekło w swoim czasie byłemu prezydentowi, który w tej chwili nabawił się mało rozpoznawalnej choroby w wyniku której śni mu się współpraca z Kaczyńskimi.To jakaś paranoja .Jako stały twardy wyborca z sercem po właściwej stronie, nie zgadzam się na to!.

Uśmiechnij się:
Młodzieniec do ojca swojej dziewczyny:
Czy mogę prosić o rękę pańskiej córki?

-A co?, nie ma pan swojej?
Mam, ale już jest zmęczona.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...