sobota, 30 grudnia 2017

MOIM CZYTELNIKOM

                                                                         Torunczyk

wtorek, 26 grudnia 2017

NASZ SMUTEK ŚWIĄTECZNY


W dniu 19 grudnia zmarła najaktywniejsza komentatorka moich felietonów. Czytelnicy znają Ją z charakterystycznego podpisu dużą literką J. Znają Ją też z bardzo wyważonych komentarzy, pełnych mądrości wyrażanych wspaniałą erudycją, bo Jola (przyjaciółka naszej rodziny) to kobieta, która to należała do ludzi wszechstronnie wykształconych, z doktoratem AR we Wrocławiu. Kobieta o wielkim sercu i miłości dla otoczenia. Była w związku małżeńskim z Lotharem, obywatelem Niemiec. Mimo to w Jej sercu mocno zalegały sprawy Ojczyzny. Bardzo ubolewała nad Jej nieszczęściem po ostatnich wyborach parlamentarnych. Śledziła każdy „polski” dzień. Zmarła prawie nagle na sepsę, tak, że nawet nie zdążyliśmy Ją pożegnać. Śledziliśmy swego czasu wzajemny przebieg naszych chorób z równoległym pobytem w szpitalach. Cieszyliśmy się z poprawy zdrowia, ale śledziliśmy też stan tego zdrowia na bieżąco. Niestety Jola miała mniej szczęścia. Na kilka dni przed Świętami odeszła pozostawiając w nieutulonym bólu Męża i Córkę. Do Nich to kierujemy wyrazy głębokiego współczucia. Zapamiętamy Cię Jolu na zawsze. Cześć Twojej pamięci.

czwartek, 21 grudnia 2017

Słowo na Święta


Wiem, że nikt, albo prawie nikt z sympatyków partii rządzącej mnie nie czyta, przeto łatwiej mi jest zwrócić się do pozostalych Czytelników, z którymi werbalnie sympatyzuję: Wszystkim Państwu życzę Białych, Radosnych Świąt Bożego Narodzenia.  Niech smutki i rozterki po decyzji KE w sprawie polskiego prawodawstwa utoną w kielichach świątecznego wina. Toruńczyk.

wtorek, 19 grudnia 2017

KATOLIKOM D*PY NIE ZAWRACAM


ALE ODWROTNIE SIĘ TO NIE SPRAWDZA.  Ja - agnostyk nigdy i w żaden sposób nie celebruję urodzin kogoś, kto nigdy się nie urodził. Smutne jest to, że w 21 wieku przy tak wielkim rozwoju cywilizacji i nauki jest tyle milionów ludzi, którzy nie chcąc myśleć logicznie i racjonalnie wierzą w urojonych bogów i w religijne bajki.
Wyjaśnijmy sobie wprzódy co ma wspólnego tradycja z religią?, bo o tradycji tu mowa. Otóż mało, albo w każdym razie bardzo mało, bowiem tradycja to przekazywane z pokolenia na pokolenie treści kultury, uznane przez zbiorowość za społecznie doniosłe dla jej współczesności i przeszłości. Religijne pojęcie tradycji jest tu wtórne, tak przy okazji. Ważne zdanie, bowiem ateistom i agnostykom katolicy wytykają iż skoro są nie wierzący to po kiego licha np. ubierają choinkę, albo w wieczór wigilijny jedzą rybę i dzielą się opłatkiem z najbliższymi. No więc właśnie dlatego. Człowiek to istota lgnąca do bliskości z drugim człowiekiem, a tym bardziej z rodziną albo kimś obcym, ale serdecznie zaprzyjaźnionym i niekoniecznie towarzyszyć mu ma jakiś tam żłobek, jakieś sianko czy smażony karp. Jest okazja do spotkań, często przeprosin za mniej lub bardziej przypadkowe wzajemne dokuczliwości. To nie zawsze się sprawdza, ale próbować trzeba, jako że ponoć mały Jezusek tego pragnie. Choinkę ubieram bo
lubię wszelkiego rodzaju girlandy i dodatkowe oświetlenia, karpia smażonego a jakże też. Za jęczącymi kolędami nie przepadam, wolę przykładowo muzykę z okolic Queen lub Led Zeppelin. Tabuny słaniających się po tzw. spożyciu świętych Mikołajów przyprawiają mnie o mdłości i co najgorsze już od Dnia Zmarłych. Miłym akcentem jest wręczanie prezentów, bowiem osobiście bardziej sobie cenię ich dawanie niżeli otrzymywanie. Uśmiech szczęśliwego dziecka z tej okazji jest bezcenny. W takich momentach mimo wszystko twarze normalnych Polaków pokrywa ukrywany smutek często zwilżony łzą gdy pomyślą o paskudnym rządzie pisowskim wzbraniającym się przed przygarnięciem sierot wojennych. Obłuda i hipokryzja tej postawy pisowskich katolików modlących się przy jezuskowych żłóbkach z dnia na dzień obrzydza nasz kraj populacji świata. ALE ODWROTNIE TO SIĘ NIE SPRAWDZA. Właśnie. Katolicy mają to do siebie, zresztą nie tylko katolicy, że gardzą wszystkimi, którzy nie wyznają ich wartości, a tak konkretnie wartości religijnych. Coraz trudniej o normalne rozmowy o Polsce. Bardzo wielu jest takich którzy uwierzyli w opowieści PiS o Polsce, o nowej, często fałszywej historii naszego kraju, o potężnych wrogach, którzy nas otaczają.
                      Tak mu dopomóż Bóg.
Jeszcze nie mieliśmy obozu władzy, który by tak jawnie i bezczelnie kłamał i tak brutalnie łamał prawo i Konstytucję. Tę Konstytucję na którą przysięgali wzywając do pomocy Boga. Agresja, wrogość do wszystkiego co obce, ksenofobia, nietolerancja dla różności to plakat i rysunek Polaków. Ta nienawiść zatacza coraz bardziej rozszerzone kręgi, które zamykają w swym wnętrzu ludzi o innej skórze, innym języku, innym wyznaniu, innej orientacji seksualnej, ale też innej mentalności w sferze norm humanizmu, w tym właśnie wyznania albo jego braku, do której to grupy z godnością sam należę. Gorzkie jest to co piszę, ale przecież zamiatanie tych problemów pod świąteczną choinkę nic nie zmieni. Wierzę jednak w kolejny obrót historii i lepszą Polskę, a na razie dziękując Czytelnikom za lekturę moich felietonów,  pozdrawiam Ich serdecznie.
PS: I jeszcze słowo do katolików w aspekcie słowa "uchodźcy".
Czy puste miejsce przy stole wigilijnym jest już tylko symbolem bez treści?.

sobota, 16 grudnia 2017

PREZENTY NA POKUSZENIE


                        
LICZ NA LEPSZE, ALE SZYKUJ SIĘ NA NAJGORSZE. Takie motto przyświeca mi od początku gdy zdecydowałem się na kolejny felieton polityczny. Bo oto co się rzuca w oczy Polaka pilnie obserwującego życie nad Wisłą. Od tygodni codzienne manifestacje przed sądami, parlamentem i pałacem prezydenckim znamionują niezadowolenie rodaków z rewolucji w sądownictwie i ordynacji wyborczej. W sposób coraz głośniejszy, ale wydaje się, że coraz mniej efektywny, bo władza nie zważa właśnie na owe tłumy protestujących, PiS robi swoje. Czujemy się jak obywatele kraju pozbawionego siły opozycyjnej bezwolni, bezsilni i jako ci, nad którymi z dnia na dzień roztacza się wrogi parasol nad wewnęrzną opozycją. Przypomina mi się rosyjska smuta za któregoś tam cara, jako że bezsilność ludzka w sprawach, na które nie mamy wpływu z racji ponoć panującej demokracji zniewala i obrzydza każdy dzień. Jak bardzo władza lekceważy te tłumy wzywające prezydenta do zawetowania tych haniebnych ustaw niech świadczy to, że gdy jeden w wicemarszałków opozycyjnych w Senacie zaproponował zebranym by otworzyli okno i posłuchali kilku tysięcy protestujących, wtedy z gardeł senatorów PiS wyrwał się głośny rechot oznajmiający iż traktują tych niezadowolonych Polaków jak błaznów, a ich zachowanie jako groteskę przedświąteczną. Jakże inaczej można okreslić stan polityki w Polsce jak nie smuta, skoro najbliższe wybory urządza nam pisowski minister spraw wewnętrznych Błaszczak, ten od ochrony kiboli, ONR i tych, którzy zafundowali nam w dniu święta niepodległości opinię narodu faszystów, ksenofobów i antysemitów. Ten sam wyznacza mężów stanu w czasie wyborów, którzy to mają mieć na oku komisje wyborcze. W międzyczasie nastąpiła "rekonstrukcja" rządu. Ta rekonstrukcja to też szopka przedświąteczna. 
Gdyby rząd składał się wyłącznie z premiera to taką „rekonstrukcję” można by uznać za dokonaną, bo wbrew zapowiadanym zamiarom, stryjek zamienił swą siekierkę na kijek. Ten „kijek” w osobie Morawieckiego miał poprawić polskie notowania w Brukseli. Pojechał więc ten nowy premier, przywitał się z premierami Europy, spotkał się z prezydentem Macronem, uśmiechnął się do niego, wypowiedział kilka miłych Macronowi słów i przesiadł się do swoich, czyli do Orbana, którego poprosił by ten go zastąpił, bo w dniu następnym ma ważną sprawę do załatwienia w Warszawie. A ta ważna sprawa, okazało się, to spotkanie opłatkowe jego partii, czyli PiS, oraz unik przed spotkaniem z Tuskiem. Nie wyobrażał sobie rechristianizator Europy swej absencji na Nowogrodzkiej, bowiem nie miałby okazji do opłatkowego pocałunku z Kaczyńskim, którego uważa za swego ojca i geniusza. Słusznie, bo jego władza jako premiera oparta jest wyłącznie na tym bóstwie, bóstwie prezesowskim, jako że Morawiecki w odróżnieniu od Szydło nie ma swojej politycznej koterii, czyli zaplecza politycznego. Ucieczka Morawieckiego z Brukseli jeszcze bardziej pogłębiła naszą narodową smutę, jako że Komisja Europejska już zapowiedziała ukaranie Polski „atomowym” artykułem 7 Traktatu, czyli pozbawieniem Polski głosu w PE oraz innymi sankcjami, w tym zabraniem części funduszy europejskich, za brak w Polsce prawa opartego na demokracji i Konstytucji, wycinkę Puszczy Białowieskiej i wielu innych, sprzyjających rozbijania Unii. W parlamencie słyszy się ze strony PiS śmichy hihy, że władze unijne w stosunku do polskiego rządu są bezsilne i można się śmiało wypinać na jej postanowienia. Tyle rządzący, bowiem myślący obywatele odbierają to jako zapowiedź bezhołowia, zamordyzmu, a nawet politycznego terroru. Już obecnie są atakowane wolne media, czego przykładem jest nałożenie badzo wysokiej kary na stację TVN24 za wg nich nieobiektywne pokazywanie protestów, bo akurat stacja reżimowa unika takich informacji. Naród w większości nie ma dostępu do wolnych stacji bo Polska jest pokryta wyłącznie siecią telewizji reżimowo-rządowej, nadającej wyłącznie kłamstwa, manipulację, a nawet bluzgi w stosunku do opozycji.. Stąd PiS ma ponad 40% poparcie, bo naród jest ogłupiany przez 24 godziny na dobę. Protesty w kilkudziesięciu miastach odbywające się od godzin popołudniowych aż do późnego wieczoru napawają uczestników wiarą, że być może nastąpi LEPSZE. Niestety trzeba się przygotować na NAJGORSZE, bo dzban dopóty wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie. Ne nos inducas in tentationen, czyli nie wódźcie nas na pokuszenie. To tak delikatnie mówiąc.

wtorek, 12 grudnia 2017

26 PRZEDŚWIĄTECZNA SZOPKA

                                                                       Słowiki Rydzyka
SEKTY SMOLEŃSKO-TORUŃSKIEJ. Tak powinien brzmieć cały tytuł tego posta. Do Świąt jeszcze ponad trzy tygodnie a już władze PiS zafundowały nam szopkę jw, czyli zmiana ekipy rządowej. Zastanawiam się po co, bo to przecie dobra zmiana, ba, zmiana najlepsza od blisko 30 lat, jak twierdzą. No, ale myślę, że to może tylko ćwiczenia przed absolutną doskonałością. TV pokazywała nam obraz z pałacu prezydenckiego gdzie cały skład rządu ćwiczyl proces wyjścia z zakamarków do sali kolumnowej po kolejne namaszczenia. Tu ustawiali się w rządku dbając o wcześniej ustaloną kolejność, kto za kim, albo kto przed kim. Jakby mieli za chwilę odtańczyć huśtanego walca przed obliczem samego Rydzyka. To trwało kilka godzin. W międzyczasie kamery pilnie śledziły przejazd boskiego Jarosława Kaczyńskiego. Po długim czasie wyszedł w otoczeniu pisowskiego dworu pan prezydent, by oznajmić to, czego wszyscy się spodziewali, czyli NIC, a raczej NIHIL NOVI, bowiem odnowa składu rządu polegała na zachowaniu dotychczasowego składu. Kilka tuzów chcę pokazać.
 
Nawet skonfliktowany z prezydentem Macierewicz tajemniczo uśmiechał się pod swym wymiękłym od potu wąsem. Dumny, choć nie do końca, bowiem u jego boku jakże brakowało Bartłomieja Misiewicza, pierwszego aptekarza Rzeczypospolitej. W głowie mu szumiał świst płatów caracali, bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że zrywając kontrakt na ich zakup z pomocą cwaniaka Berczyńskiego osłabił naszą armię niemożebnie. Można by wiele mówić o Macierewiczu potencjalnie skazanym na wypieprz ze składu Rady Ministrów, ale dość, bo w kolejce na złożenie przysięgi ministerialnej czekali następni, którzy powołując się na Konstytucję, którą dotychczas łamali, prosili o pomoc Boga z ręką na sercu. Tacy zaprzańcy w tych momentach mogli równie dobrze trzymać rekę na rozporku. A oto do nominacji bis wystąpił inny szkodnik twarzy Rzeczypospolitej, a mianowicie minister spraw zagranicznych Waszczykowski. Jego sumienie obciąża wyjątkowo marna opinia kraju w oczach nie tylko Europy ale i świata. Nie ma dnia by źle o Polsce nie pisały wszystkie prasowe agencje na świecie, oczywiście negatywnie. Wstyd się wychylić poza granice kraju. Co prawda ten szkodnik ma być wymieniony na prezydenckiego ministra Szczerskiego, ale już wiadomo, że nie będzie łatwo odzyskać Polsce twarz, bowiem inny prawdziwy szkodnik-kornik nazwiskiem Szyszko, podcieracz ojca Rydza, podstawia mu nogi wmawiając Trybunałowi Europejskiemu, że wycinając drzewostan Puszczy Białowieskiej tworzymy przestrzeń dla dzięcioła trójpalczastego, który to wzorem Rzeszy niemieckiej musi się rozpychać między zbyt gęsto rosnącymi stuletnimi drzewami. Uśmiech i jedziemy dalej, bo skład rządu tancerzy radiomaryjnych jest dość bogaty. Przed oblicze pana prezydenta staje z kolei minister uformowany z wiejskiego sołtysa czyli Jurgiel, ten sam co to oddał do dyspozycji księdza z RM swój samochód służbowy bo o to prosił telefonicznie Rydzyk. Zafrasował się wtedy bardzo do tego stopnia, że zapomniał na kilka lat, swoje posłannictwo i zaniedbał polską stadninę arabów doprowadzając do ich śmierci. Kolejny uśmiech i kolejna sztuka mięsa w pozie erektus. To Zbigniew Ziobro, urodzony prokurator i najwyższy sędzia sądów powszechnych bez odbycia aplikacji. Wisi nad nim odium śmierci Blidy. Otóż pisałem, że cała rekonstrukcja rządu to zamiana kijka na siekierkę, co to uczynił przysłowiowy stryjek. Nowy premier z partii starej premierki to jej podwładny. Wzorem nominacji kremlowskich stara pani premier stanie się podwładną swego dotychczasowego podwładnego. Zapatrzyli się na dotychczasowych przywódców Putin-Miedwiediew czy co?.
                    Czuwam ojcze Tadeuszu
                       
Przed chwilą premier Morawiecki wygłosił swoje expose. Niczym mnie nie oczarował. Ot zwykłe, jak to było w zwyczaju dotychczasowym lanie wody z odrobiną kwaśnej śmietany. W gruncie rzeczy podmiana Szydło na Morawieckiego polega na tym, że ten drugi mówi językami europejskimi, byle do rzeczy. Szydło za granicą raczej bywała wstydliwie milcząca. Moje spostrzeżenie mówi, że o ile dotychczasowy wicepremier Morawiecki był nieco skonfliktowany z kilkoma ministrami, o tyle jako premier położył uszy po sobie. W części expose dot. wątku historycznego, z dumą wypowiedział zdanie, że Polska się przeciwstawiła Holokaustowi. Oczywiście przesadził, bowiem są dokumenty IPN, iż wielu Polaków po zakończeniu wojny kontynuowało zabijanie Żydów, którym udało się ujść z życiem z obozów zagłady. A poza tym wszyscy zdrowi.



środa, 6 grudnia 2017

PRZECIEŻ PAN WIE


                                                                       
                                  Św. Antoni smoleński. Czyżby łapacz much.
Przecież pan wie jako człowiek inteligentny, że sprawa smoleńska, to jest to tylko chwyt polityczny”. Tymi słowami zwrócił się Antoni Macierewicz do generała Piotra Pytla, szefa polskich służb kontrwywiadu wojskowego, przy jakowymś służbowym spotkaniu. Słowa te zdradził mediom pan Pytel już kilka miesięcy temu, a wypowiedział je ponownie dziś gdy Macierewicz oskarża go o zdradę tajemnic wojskowych na korzyść rosyjskiego wywiadu FSB. Fakt miał ponoć mieć miejsce podczas wycofywania polskiego kontyngentu z Afganistanu kilka lat temu. Gen. Pytel uczestniczył w porozumieniu władz polskich i rosyjskich w sprawie wyznaczenia korytarza pozwalającego na przebazowanie, a więc wg Macierewicza wyraził zgodę na szpiegostwo ze strony FSB. Można zadać pytanie: a którędy mieli nasi wojacy powrócić do kraju?. Wiele państw podpisało podobne porozumienia. Pisałem, że nigdy nie uwierzę aby Kaczyński, Macierewicz oraz cała otoczka rządowa dawała wiarę w jakikolwiek zamach w dniu 10 kwietnia 2010 r. To byłaby hyperaberracja. hyperidiotyzm, albo wręcz hyperkretynizm słowem straszne spustoszenie chorobowe F99 wg MSKCiPZ. Macierewicz jako mesjasz nowej religii opartej na kłamstwie i maniakalnych sformułowaniach o sztucznej mgle, wybuchach bombowych i uratowanych ponoć trzech pasażerach, dobijanych przez strażników lotniska Siewiernoje, na polecenie Kaczyńskiego utrwalał owe brednie w narodzie pisowskim, a Kaczyński przy okazji każdej miesięcznicy podsycał ludzką ciekawość, iż niby zbliżamy się do prawdy o zamachu. Doszło do tego, że blisko 30% Polaków i Polek uwierzyło w tenże bestialski zamach, który spowodował śmierć ukochanego prezydenta i jego małżonki, że o 95 innych ofiarach nie wspomnę. Brednie te wściekły Antoni plótł onirycznie po całym świecie, szczególnie na kontynencie amerykańskim wśród ogłupionej chicagowskiej Polonii, przez co PiS zyskiwał głosy wyborcze.

                 "wygłodniali".panowie "profesorowie".

Brednie te były święcone i błogosławione przez polski kler, przy okazji każdej politycznej mszy. Ten „chwyt polityczny” im się opłacił i sądzę, że to pomysł duetu chorych z nienawiści przyjaciół Antoniego i Jarosława. Dzisiaj mimo tylu błędów i wypaczeń, a nawet decyzji szkodliwych dla obronności państwa na stanowisku ministra obrony narodowej, tego szkodnika nad szkodnikami nie można ruszyć ze stanowiska, bowiem jest on przyklejony do prezesa najlepszym klejem rosyjskim. Złapał Turczyn Tatarzyna. A klejem rosyjskim dlatego, iż większość decyzji Macierewicza to miód na serce Putina. Antoni, Antoni, Antoni, zaś innym razem Jarosław, Jarosław, Jarosław, wykrzykiwali wzajemnie na spędach ogłupionego zgromadzenia pisdzielców. Dzisiaj sprawa jest jasna. Czas by zbaraniały naród- suweren przyjął do wiadomości, że był wyłącznie paliwem politycznym dla kilkuset cwaniaków prawa i sprawiedliwości, którzy dzięki wam zdębiali wyborcy opanowali Sejm, Senat, gabinet prezydenta, trybunały, sądy i prokuratury, spółki Skarbu Państwa, kopalnie, oraz wszystkie dziedziny gospodarki i państwa łamiąc prawo i konstytucję, gdzie można szybko napełnić trzos dla siebie, rodziny i przyjaciół królika. Teorię zamachu smoleńskiego wystarczyło podsypać kwotą 500+ z kasy pozostawionej przez poprzednią ekipę. Byłem i jestem absolutnie pewien, że Macierewicza pseudokomisje i podkomisje kosztujące państwo miliony złotych, to błazenada na skalę światową. Dzisiaj coraz większy oksymoron, czyli oczywiste wymowne milczenie. Tymczasem, gdy Macierewicz stawia przed prokuratorem szefa SKW, ten czuje się poniżony (jak dziesiątki innych generałów odwołanych przez pomocnika aptekarza czyli Misiewicza), generał Pytel po raz drugi, tym razem oficjalnie w telewizji wypowiedział słowa, które miały być zachowane we wzajemnej dyskrecji.

PS: Jest grudzień. Za chwilę nastąpi zapowiadana "zmiana miejsc". Rząd częściowo do wymiany, ale co to dla nas obywateli Polski oznacza. NIC. Zamiast premier Szydło będzie jakiś dratewka postawiony i ustawiany przez Kaczyńskiego. Zamiast Szyszko będzie jakiś gałązka, który pozostanie w cieniu Puszczy Białowieskiej aż do nowych wyborów. Czyli status quo. Jakoś się nie podniecam polskim skompromitowanym rządem, bo co najwyżej zamieni stryjek siekierkę na kijek.

piątek, 1 grudnia 2017

GDYBY, ACH GDYBY...

Foto: Fb.5.12.2017                                                Plenny króliczek
Gdyby Jan Paweł II dzisiaj namawiał Polaków, by przyjęli do siebie ludzi uciekających z wojny, usłyszałby "Je...bać belzebuba"? Pisze red. Tochman w DF, dodatku do GW, i dalej: Czuję podziw, szacunek i wdzięczność dla pani Gabrieli Łazarek, samotnej mamy nastolatka, fryzjerki z Cieszyna. To, czego doświadczyła w warszawskim kościele św. Barbary 11 listopada 2017 r., podczas "mszy świętej patriotycznej", nie mieści mi się w głowie. Przypomnijmy, bo może niektórym to znamienne zdarzenie umknęło. Zebranych w świątyni faszystów duchowny zagrzewa do marszu. Mówi, mówi, aż wreszcie wypowiada te słowa: „Kiedy myślę ojczyzna , to widzę białą postać ojca świętego Jana Pawła II, który na lotnisku Okęcie całuje polską ziemię” Na to siedząca z przodu pani Łazarek wstaje i rozwija transparent ze słowami JPII: Rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga. Relacjonuje pan W. Tochman. Kobieta odwraca się w stronę zgromadzonych, stoi w ciszy, tuż obok duże malowidło przedstawiające Ojca Świętego w jak zwykle dobrotliwej, pełnej troski pozie. Na kobietę rzucają się ludzie, w tym członkowie zakonu Rycerzy Chrystusa Króla, w charakterystycznych czerwonych szatach z Jezusem na plecach. Nawy kościoła przeszywa teraz kobiecy krzyk. Jeden, drugi, potem kolejne. Ludzie próbują zerwać transparent. Potem zaczynają popychać, kopać, rzucać obelgi. Nikt nie staje w jej obronie. Nikt. Wynoś się stąd! Wynocha! Przepychają ją w stronę bocznego wyjścia, tam kobieta upada na podłogę. Teraz wloką ją po ziemi, podnoszą za ubranie, wyrzucają na zewnątrz kościoła jak worek kartofli.

                             Może by tak u Jackowskiego etat.
Zamykają drzwi."., a tymczasem nadal trwa bełkot księdza o cierpiącej ojczyźnie. itd etc. Kto ma cokolwiek w głowie to wie, że część polskiego duchowieństwa nie grzeszy rozumem. Jest niedouczona, ale za to pyszna, pełna fobii i zakłamania. Wiemy też, że większość duchowieństwa to ludzie niemoralni. Rasizm, antysemityzm, mizoginia, ksenofobia i homofobia, pedofilia,  wyrozumiałość dla ludobójstwa, tolerancja dla przestępców w sutannach, chciwość, - to twarze Kościoła znane od stuleci. To twarze księży dzisiaj, tu i teraz. Księży z naszego ludu. Prowadzony przez nich Kościół ludowi się podoba. A oto internetowe komentarze na temat papieża Franciszka. Wykropkowuję co ostrzejsze, reszta bez zmian: „Je..ać tego belzebuba”, „Franciszek to błazen”, „Franek to dla mnie wcielony antychryst, który każe przyjmować i tolerować zło”, „srać na starego pedała. Niech go czarne ruch..ą, tak jak lubi”,”zabić gada”, zabić to póki można” „Odstrzelić!”. Jedynym prawdziwym ojcem świętym był nasz JPII, tylko on był odpowiedni na tym stanowisku”
Czyżby???.Gdyby dzisiaj Jan Paweł II namawiał Polaków by przyjęli do siebie ludzi uciekających z wojny. Gdyby upominał Kaczyńskiego, Dudę i Szydło, że demolują Polskę, usłyszałby to samo: „Je.ać belzebuba”. „Zabić gada” itp., bo taka jest Polska złożona z obywateli wychowanych przez ostatnie trendy i ostatnie szkoły w których panoszy się zdemoralizowany kler. Nie warto komentować tego tekstu bowiem już gołym okiem widać nadciągający faszyzm, chroniony przez resorty siłowe. Widzą to szczególnie ludzie starzy pamiętający lata trzydzieste i czterdzieste. A tępym księżom warto przypomnieć, że gdy tylko faszyzm niemiecki okrzepł, tysiące kapłanów znalazło swoje miejsce w Dachau.
              
                                 Brzeszcze czekają.
Kilkaset polskich księży i biskupów poszło do gazu i pieców krematoryjnych. Warto im to przypominać, bo ich poprzednicy także rozdmuchiwali faszyzm, tzw. getta ławkowe i inne formy nienawiści. Douczali się na antysemickich gazetkach Wyszyńskiego i Kolbego, bohatera kleru dzisiejszego, stawianego obok Popiełuszki i samego Jezusa. Zapamiętajcie sobie „pseudokapłani” z kościoła warszawskiego, gdzie Kaczyński odprawia swoje msze nienawiści, a także z kościoła w Białymstoku, oraz na Jasnej Górze, gdzie setki flag ONR zasłaniają wam choćby przebłyski rozumu. Zapamiętajcie!

wtorek, 28 listopada 2017

KTO ULECZY TEN KRAJ?


Minęły 22 lata od wprowadzenia wynagrodzenia księży katechetów za nauczanie religii. Jakie są efekty pracy ponad 32 tysięcy osób zatrudnionych na 21 tys. pełnych etatach?. Żadne. Znacząca ich część to księża i zakonnicy obojga płci. Każdy etat to ponad 4 tysiące złotych brutto. Razem kosztuje nas ta „zabawa” ok. 1,5 mld rocznie. Rezultaty widać gołym okiem.(Przegląd). Łatwo więc policzyć, że dotychczas Kościół wydarł z kasy państwa tylko za nauczanie o kreacjonizmie teologicznym (nauce wyssanej z paluchów upierścienionych) 33 miliardy złotych, a jak to wymierzyć?. A setki milionów corocznie przekazywanych w ramach funduszu kościelnego, a budowa Świątyni Opatrzności Bożej, a finansowanie sekty Rydzyka? Przykładowo budowa Stadionu Narodowego pochłonęła niecałe 2 miliardy złotych. Tylko za nauczanie czegoś, co uczniowie i niestety wielu ich rodziców traktują z przymrużeniem oka. Kościół przytulił od państwu 16 stadionów o kubaturze Narodowego. A efekty?, polituj się Boże nieistniejący. W szkołach od najmłodszych klas istnieje przemoc, a także brak poszanowania nauczycieli. Już kilkunastoletni młodzieńcy, a więc chłystki przystępują do organizacji, której ideologii nie rozumieją, a które im imponują jak Młodzież Wszechpolska oraz ONR.

Morale tych młodych ludzi jest pod zdechłym psem. Wystarczy popatrzeć na zabazgrane mury miast i miasteczek. Prasa donosi o dewastacji pomników i cmentarzy. Tu i ówdzie słyszy się o brutalnych morderstwach i porwaniach dla okupu. Rodzice nie wiedzą co robią ich dzieci na dyskotekach, często przymykając oczy na problem używek w tym twardych narkotyków. Morale i przekonania absolwentów szkół gdzie serwuje się lekcje religii widać było na tzw. marszach narodowych w święta państwowe. To im imponuje. Młodzież ta żywi się nienawiścią i nietolerancją, a niesione przez nich i wygłaszane całym gardłem hasła świadczą o tym, że swych wzorców szukają w najnowszej historii. W faszystowskim hitleryzmie, w faszyzmie włoskim i hiszpańskim, aczkolwiek o prawdziwej historii tych narodów nie mają jak najbardziej nawet zielonego pojęcia, bo dzisiejsi absolwenci podstawówek i szkół średnich to kompletne barany, wręcz debile.
A jacy mają być, skoro pani minister szkolnictwa nie ma pojęcia co się stało w Jedwabnem. Wielu z nich wpada w łapy polityczne skrajnej prawicy, a wielu innym udaje się w życiu zostać posłami, senatorami, ba, ministrami, a niektórym nawet reprezentować nasze państwo na zewnątrz, chociażby w Unii Europejskiej. Znamy kilku takich, którym wystarczyło obycie z językiem narodowym i bezwzględna wiara w przywódcę jego partii. Nawet z przekonaniami parafaszystowskimi. Są tacy w partii Kukiza i Korwina. A zaczęło się to od przedszkola, bo lekcje religii młodzian pobiera już w grupach przedszkolnych a kończy na maturze, jeżeli przebrnie przez szkołę średnią. Potem przystępuje do parafaszystowskich organizacji, albo wstępuje do seminarium, bo tam najłatwiej o chleb, opierunek i mieszkanie. Tam nauczą jak bajerować wiernych ale miernych by wszystko mieć. Od dwóch lat, gdy rządzi nami PiS wielu młodych obu płci dołączyło do tzw. wojsk obrony terytorialnej ministra Macierewicza, by strzec lasów i puszcz przed napaścią ze strony ruskich, za co otrzymują diety w postaci (na razie) 500 złotych. Na gorzałę wystarczy, bo zakąskę dostają. Są szkoleni jak zabijać znienacka a przy tym samemu nie dać się zabić. A tak naprawdę są szkoleni i przygotowywani do obrony rządzących przed rodakami niezadowolonymi z ich rządów.
Ostatki prawdziwej demokracji są bowiem kruszone poprzez dewastację trybunałów i sądów, niszczenie Puszczy Białowieskiej, obsadzanie dochodowych stanowisk pracy swoimi ludźmi, dewastacją kultury poprzez ingerencję w teatry, kinematografię, niszczenie pomników ludzi historycznie zasłużonych dla narodu, a w ich miejsce stawianie bohomazów papieskich albo tzw. żołnierzy wyklętych, często zbrodniarzy. Już chyba trwa burza mózgów w temacie, jak zagospodarować plac po obaleniu PKiN. Rodzina Kaczyńskich swoimi postaciami już „upiększa” dziesiątki placów, ulic, rond i szkół. Polski rząd całkowicie się wyizolował z obowiązujących traktatów w UE, nie jest dla niego istotna opinia świata o Polsce. Ważne jest tylko to, co wygłasza wódz Jarosław.
                   hihi.  Mały psikus.
Ważne tu w kraju, bo na zewnątrz naród wysyła panią premier, pierwszą kłamczuchę  Rzeczypospolitej, której wszelkie kłamstwa przechodzą przez jej usta z szybkością pendolino. Dlatego jest witana po powrocie na "Chopina" kwiatami i pocałunkami pana prezesa. Zapewne po skończonej misji dla Polski prezes wyśle ją na eksponowane stanowisko, być może na ambasadora do Watykanu. W tym względzie mamy już doświadczenie. Jedna pani premier właśnie skończyła swoją misję w Stolicy Apostolskiej. Należy jej się to. W końcu to doświadczona polityczka, a i kobieta, która wydała na świat księdza, a to się w Polsce liczy w trójnasób.

środa, 22 listopada 2017

CO MOŻE PiS?



Otóż PiS g*wno może, chciało by się rzec, ale powiem to kulturalnie. PiS nic nie może. Minęły bowiem dwa lata szaleństw i nadchodzi czas żniw. Po debacie w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, premier Beata Szydło może grać rolę osoby oburzonej, tyle tylko, im realistyczniej ją gra, tym bardziej się ośmiesza, podobnie jak podczas wyboru Tuska na drugą kadencje. PiS już od jakiegoś czasu skreśliło Europę, może więc nadchodzą lepsze czasy na stosunki z Ameryką? A figa tam, mili państwo. Wizyta prezydenta Trumpa w Polsce rozgrzała głowy pisowskie, a tymczasem prezydent USA, miesiąc później powiada: "Kiedy wreszcie głupcy i hejterzy zrozumieją, że dobre stosunki z Rosją są dobrą rzeczą, a nie złą. Innym razem mówi: Wiemy już co jest ważne dla amerykańskiej polityki, zarówno dla demokratów jak i republikanów- dobre relacje z Rosją, zapamiętajcie to sobie". Więcej nie warto przytaczać by pisowców nie denerwować, bo większość z nich dostaje niekontrolowanego rozwolnienia, szczególnie po wpisie twitterowym Tuska w którym ocenił politykę PiS w Polsce na tle Europy.Wykrzywiły im się "twarzyczki"jak Kiepskiemu na widok picia wódki przez innych, co im sugerowało że ma on zamiar wrócić do kraju i powalczyć o prezydenturę. Z innej beczułki. Trwa akcja promowania prof. Elżbiety Karskiej absolwentki UKSW na stanowisko komisarza Rady Europy ds. praw człowieka. Pani ta, to małżonka europosła PiS Karskiego, z partii której zarzuca się łamanie praworządności w Polsce, a więc zapewne kicha. Pisowcy skazani są na ciągłe zderzenia ze ścianą, i tak pozostanie na zawsze, bo sami są niereformowalni.
                             

Ucichło coś ze Smoleńskiem. Ani słowa o komisji Macierewicza powołanej dla ostatecznego wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Ani słowa o jej pracach. Są natomiast słowa i to gorzkie o pieniądzach utopionych w tę komisję. Państwo wydało już kilka milionów na same pensje, żarcie i hotele. Oby tylko. Brak jakichkolwiek rozliczeń, nie mówiąc o raportach i owocach dociekań prawdy musi to zastanowić. Komisjanci nie ruszyli dup z foteli, nie zechcieli pojechać na miejsce tragedii, nie interesowało ich dopasowanie terenu do „dowodów w sprawie” czyli zgniecionych puszek po piwie i pękających parówek. Skandal, który może nam rozjaśni Kaczyński na ostatniej miesięcznicy do której się zbliżamy. Póki co część członków komisji już dała w długą. Po prostu uciekli, nie chcąc się narażać na jeszcze większą kompromitację. Drogę utorował im Wacław Berczyński. Wacku, dziekuję ci! ,- powiedział Macierewicz  publicznie.                                           
Europa jest chora, a my Polacy jeszcze nie jesteśmy do końca zdrowi, powiada Kaczyński ze stóp Wawelu w dniu Święta Niepodległości, czyli podczas odwiedzin sarkofagu „zamordowanego” przez mordy zdradzieckie, brata. Ale za rok, za dwa już wyzdrowiejemy i damy przykład Europie, kontynuował. Można się domyślać, że jeżeli się nie uda, to będzie to wina ludzi o liberalnych poglądach. Zapewne, bo rasistowskie hasła w marszu niepodległości, to wedle prezesa prowokacje i spisek, co jak mantrę powtarzają wszystkie barany i owce pisowskie. Oni nie tylko powtarzają, oni w to wierzą, wystarczy, że było to wypierdziane przez prezesa. Czy ten paranoik, który próbuje rozwiązać problemy techniczne wszędzie węsząc spiski, kogoś nie przypomina państwu, bo mnie i owszem. Jego ludzie w to wierzą, podobnie jak w to, że 100 lat temu, w 1918 roku, uciekł z twierdzi magdeburskiej marszałek Piłsudski, odświeżył się po podróży, zjadł polską jajecznicę na boczku, wymoczył nogi, a następnie wyzwolił nasz kraj ze 123 letniej niewoli pod zaborami. Oczywiście zero faktów historycznych, co oczywiście charakteryzuje nasze szkolnictwo i nieuka panią Zalewską, jako ministerkę od tegoż nieuctwa. Otóż, kto chce to wie, albo, kto co bardziej dociekliwy też wie, że Polska nigdy nie odzyskałaby swojej państwowości i niepodległości, gdyby nie klęska trzech naszych zaborców na frontach I wojny światowej, tudzież wybuch Rewolucji Październikowej, a co za tym idzie, jedna z pierwszych decyzji Lenina o rezygnacji Rosji z terenów zabranych Polsce. Tak to było, a marszałka Piłsudskiego czcimy za jego wielkość w odbudowywaniu naszej państwowości, oraz mądrą taktykę w wojnie z bolszewikami zakończonej zwycięstwem, co polski katolicyzm przypisuje Matce Boskiej i księżulkowi o nazwisku Ignacy Skorupka. A niech i tak będzie. Upłynie jeszcze dużo czasu gdy nastąpi inny cud, a mianowicie hostie nasączone krwią wątrobianą fruwać będą po kościele, a łapać je będzie sam prezydent Duda.
                           
Mimo nawoływań Młodzieży Wszechpolskiej i członków ONR do wieszania komunistów na drzewach w miejsce liści, komuna w naszym kraju kwitnie. Nasz pisowski bard, nazwiskiem Wolski (nie ten z wolski do Polski) żartuje z estrady, że chętnie sam by przyłożył rękę do tych wyroków. Nie wspomina że osobiście był członkiem PZPR. Teraz namawia aby go ktoś powiesił?. Ma myśli samobójcze, ale brak mu odwagi?. Sam był przecie odważnym członkiem partii komunistycznej i to nawet w stanie wojennym. Podobnie jak poseł PiS Piotrowicz, prokurator skazujący opozycjonistów na więzienie. Dziś powiada, że robił wszystko by wyroki były łagodne, wręcz bardzo miłe i chwytające za serce. Ano żyjemy w domu wariatów. Wybacz nam Panie.

                    
Wraca oficjalnie pomysł zburzenia Pałacu Kultury i Nauki w stolicy. Pierwszy taki pomysł rzucił kilka lat temu Radosław Sikorski, ten, który swoją majętność pod Bydgoszczą zdekomunizował, a wieść o tym zawiesił na bramie wjazdowej. Po tym dostał robotę w charakterze ministra obrony narodowej w rządzie Kaczyńskiego, by po wygranych wyborach przez Tuska, nadać się na ministra spraw zagranicznych. Po prostu zmienił swoje barwy partyjne ze łzami w oczach podczas przyklęku przed sztandarem WP. Sikorski w sprawie PKiN zachował się głupio, bardzo głupio. Otóż ten dar Stalina dla Polski jest niezwykłym świadectwem czasu. Właśnie czasu. Po latach budynek się ładnie zestarzał, wpisali go na listę zabytków UNESCO i teraz uważam, że jest to niezwykle interesujący obiekt. Bardzo dobrze się wpisuje w panoramę Warszawy.                                                                      
                        Umowa stoi.
Rydzyk, szef imperium medialno religijnego umysłowo zdrowieje za przyczyną spodziewanych dolarów. Otóż od kilku dni ani w Radiu Maryja, ani w gazecie Nasz Dziennik nie wolno nic powiedzieć (napisać) przeciwko Żydom. Wywalił z radia dwóch zaprzysięgłych żydożerców, Michalkiewicza i R. Nowaka, zaś telefony od słuchaczy odbierane w czasie cyklicznej audycji „Rozmowy niedokończone” , w czasie których pada jakiekolwiek słowo niekorzystne w stosunku do Żyda, są natychmiast wyłączane i lokowane w skrzynce, iż tych nie należy odbierać. Co się stało Rydzykowi. Otóż Rydzyk był w Hajfie i Jerozolimie, popatrzył na bogaty, nowoczesny kraj obwąchał ich bogactwo. Lampka się mu w mózgownicy zaświeciła, a gdyby tak uszczknąć nieco od tych pejsatych?. Właśnie teraz, gdy prezydent Zaleski tak chętnie odprzedaje mu hektary w Toruniu. Szekle się przydadzą, po ile stoi szekla?, zapewne pytał w powrotnej drodze towarzyszących mu redemptorystów. Sprawdzimy policzymy po powrocie, ojcze nasz.

niedziela, 12 listopada 2017

UTOPIA I NIEMOC

 
Jako że pisowska „okupacja” może się utrzymać i pasożytować na potulnym narodzie przez kolejne lata wyłącznie dzięki kasie to wiemy, bo innego paliwa nie ma, pisze znajoma a nawet bliska mi osoba zza granicy, a głos Jej uważam za ważny, jak ważna jest dla mnie Ona sama: „PiS aby żyć musi mieć ciągły dopływ gotówki, a skąd? Ano przede wszystkim ze Spółek Skarbu Państwa, które nie są zobligowane tak dużymi obciążeniami wobec państwa jak pozostałe przedsiębiorstwa, więc są firmami bardzo bogatymi”. Dlatego wszystkie stanowiska kierownicze tych Spółek, i nie tylko, kaczyści obsadzili swoimi miernymi ale wiernymi, za to łatwo sterowalnymi ludźmi ,podobnie jak na każdym innym odcinku gospodarki państwowej. Podparli to zmianami konstytucyjnymi na tyle, by dla nich korzystne pomysły ulokować w nowym prawie. Takie spółki jak dostarczyciele prądu, gazu, wody, paliw i materiałów kopalnych, dostały się w łapy PiS od momentu przegranych wyborów przez PO. Przykładowo należą do nich m.in. ENEA, ENERGA, KGHM, Lotos, PGNiG, Tauron PE, Orlen, Azoty, PKP, Huty, Spółki Węglowe Wytwórnia Papierów wartościowych, państwowe przetwórnie rolnicze i setki innych przedsiębiorstw. Prosta myśl: upadek chorego organizmu pt. Bezprawie i Niesprawiedliwość mógłby nastąpić wyłącznie po całkowitym bankructwie tych spółek i odcięciu „dobrej zmiany” od źródeł finansowania. To oznaczałoby załamanie się wielu dziedzin gospodarki, a podobny stan mógłby mieć miejsce tylko wtedy gdyby społeczeństwo, a przynajmniej jego część prounijna, a jest to blisko 60% społeczeństwa, zaprzestała korzystać z dóbr serwowanych przez przedsiębiorstwa pozostające w łapach PiS, ale to jest niemożliwe i raczej utopijne, mimo tego, że ten elektorat antypisowski zastosowałby się choćby częściowo do podobnego reżimu. Na razie nadal rozdaje się stanowiska dobrze płatne członkom partii, a jest to jak powiadam masa wygłodniałych, często bardzo surowych, prostych ludzi, którzy pensję w kwocie 50-100 tysięcy nigdy w życiu nie trzymali w rękach. No ale spróbuj namówić do podobnych zachowań Polaków korzystających z programu 500+, albo też miliona słuchaczy i wyznawców Rydzyka.
             
W tej sytuacji musimy czekać (ale czy rzeczywiście musimy?) na całkowity krach gospodarki i tak duże zadłużenie państwa, że na nic byłaby każda próba wywiązania się z umów wobec kontrahentów i obcych banków, bo jak na razie, to struktury bankowe też są w rękach PiS, chociażby w formie SKOKÓW. Z drugiej strony, dlaczego mielibyśmy sami się krzywdzić, bo przecie upadek gospodarczy każdego państwa najbardziej odczuwają jego obywatele, więc tak czy owak kicha. I tyle moich, być może nie najmądrzejszych, wręcz utopijnych rozważań. Ktoś pomyśli, że zachowuję się jak truteń i wróg ojczyzny. Namawiam do torpedowania gospodarki, do zatrzymania jej rozwoju, a więc jest ze mnie kawał wywrotowca i podlegam izolacji. Otóż nic bardziej błędnego. Boli mnie bardzo twarz Polski widziana oczami świata. Że nadal jesteśmy postrzegani jako ten polish joker, czyli polski głupek, sam siebie krzywdzący, bo póki co nic się nie zmieni dopóki będziemy wypinać się na Unię Europejską, olewać decyzje i prawa stanowione przez Komisje Europejskie, łamać wszelkie zasady współżycia społeczeństw, w tym poprzez okazanie wrogiej twarzy w stosunku do uchodźców wojennych, tudzież poprzez niszczenie ekologii, lekceważenie pogróżek ze strony Unii, a jednocześnie swoje sympatie lokując w kruchtach kościelnych i u hochsztaplera Rydzyka, władcy Polski anno Domini 2017.
                                               ***
Polacy obeszli kolejne Święto Niepodległości. Obeszli, to złe słowo, raczej zadeptali, jak depcze się pety albo robactwo. Bez najmiejszego szacunku dla tej daty, bez szacunku dla najnowszej historii państwa. 60 tysięcy narodowców (aż strach, że tego się aż tyle ulęgło w cieple dobrobytu z przynależności do UE) przeszło ulicami stolicy, głosem i transparentami wyrażając swoją przynależność do faszyzmu. Bo czymże jest hasło „Biała Europa”, albo Polska dla Polaków?, no czymże?. Atmosfera marszu przypominała Polskę lat 30 tych, a jeszcze bardziej Niemcy z tychże lat. Nie zabili nikogo z alternatywnych ugrupowań, bo pilnowało tych faszystów siedem i pół tysiąca policjantów, co nie znaczy, że policja zajmowała się wyłącznie pilnowaniem porządków. Jej uwagę najbardziej absorbowały zgromadzenia antyfaszystowskie. Do samochodów ładowała każdego, komu nie odpowiadały hasła „patriotów” z napisami śmierć wrogom ojczyzny, a pakując do suk policyjnych kobiety można było usłyszeć słowa „no właź kurwo”. Mam to zapisane. To jest policja narodowa?, Tak, dosłownie. Jest to policja, której płacimy pensję za otaczanie narodowców opieką wręcz matczyną. Błaszczak, minister od bezpieczeństwa publicznego też nic nie widział, nic nie słyszał, więc też nic nie mówił, przynajmniej na ten temat. To tyle. Ile to jeszcze lat potrwa, uległy naród nie wie i jak obserwuję rozwój politycznych wypadków mało to mu przeszkadza. Musi nastąpić wstrząs na skalę bomby jądrowej z masą ofiar i strat w gospodarce by cokolwiek się zmieniło na bardziej normalne, Jednak niech nas Polaków Bóg broni. Ten Bóg którego nieśli na transparentach polscy narodowcy. Narodowe święto niepodległości winno być wzorem innych narodów świętem radosnym, cementującym nas wzajemnością. Tymczasem wokół wyczuwało się apatię, wręcz wrogość Polaka do Polaka. Nawet do Polaka, aktualnie pełniącego stanowisko Szefa Rady Europejskiej, Donalda Tuska. Duda go zaprosił bo musiał, jako że zaproszenia otrzymali wszyscy byli prezydenci i premierzy, ... i na tym się skończyło. Dostojnego gościa nie powitał na lotnisku ani na pl. Piłsudskiego nawet rządowy pies z kulawą nogą.. To taki polski haniebny wzorzec dla potomnych. 27:1, bardzo słuszny, sprawiedliwy wynik. My chcemy Boga, że powtórzę po polskich faszystach.

środa, 8 listopada 2017

KATOLICYZM KARTOFLANY


                          
                                     Nie wypada. Syn patrzy.
Wsąsiednich Czechach każdy "Pepiczek" czyta 7 książek rocznie. My czasu nie mamy. Bohatersko wyłazimy z gnoju historii prosto w jej szambo, (pod przewodnictwem PiS-u). Opisał to Witkacy w „Szewcach”. Czyli już dość dawno. Jako przykład oczytania, a więc i kultury ducha Polaków niech posłuży jakże plastyczny obrazek zilustrowany twarzą prawdziwej Polki, zamieszczony na Facebooku. Nie słyszałem, ani nigdzie nie doczytałem, choćby z dziennikarskiego zaangażowania się pana Mariusza Szczygła, który posiada obywatelstwo Havla, by Czesi w podobny sposób jak środowiska polityczne w Polsce się żarli między sobą, gotowi zadać ciosy nożem kuchennym każdemu kto choćby wątpi w boskość rodziny Kaczyńskich. Co prawda bratanica Jarosława się nieco wyrodziła, na niekorzyść dobrej opinii, ale dostała swoje miliony a więc rezygnuje z mało cennych wypowiedzi. Kaczyńskiemu potrzebny jest suweren głupi, prosty jak trzonek od wideł utkniętych w gnoju, który za marne 500+ gotów jest uczynić wszystko dla ukochanej przezeń władzy. Twarze potencjalnych zabójców widzimy co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu, gdzie kilkaset bab i dziadów prosto z mszy otacza swego idola pieszcząc go zbójecką twarzą z gotowością armii bolszewickiej. Twarz pokazana na Facebooku, twarz dość młodej Polki mówi wyjątkowo wiele, ale słowa wypowiedziane pod adresem przeciwników politycznych śmierdzą szambem i kiłą. Jakże obraz ten kojarzy mi się z brakiem czytelnictwa w mojej ojczyźnie. Ponad połowa naszych obywateli w ciągu roku nic nie czyta. Nie bierze do rąk nawet prasy.

Przypomina mi się przypadek z mojej młodości za czasów PRL. Znajomemu z okazji imienin (dane utajniam), wraz z kolegą wręczyliśmy skromne upominki. Kolega podarował mu scyzoryk, który akurat przywiózł z wycieczki do Kijowa, ja zaś wręczyłem mu wraz z okazjonalną dedykacją książkę Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. Solenizant jakby z niesmakiem podziękował, odłożył ją na bok, zaś scyzorykiem bawił się cały wieczór. Żałowałem, że nie kupiłem mu klocków lego, tym bardziej, że kilka dni wcześniej wróciłem z Budapesztu. Po kilku latach, gdy się ponownie spotkaliśmy, zagadałem go czy odważył się przeczytać mój prezent. Nie pamiętam, powiedział zakłopotany, ale ja się nie lubuję w książkach podróżniczych. Oto obraz polskiego czytelnictwa. Dziś ten solenizant dożywa swych dni na emeryturze. Dodatkowo udziela się w miejscowej partii kaczystowskiej.
Dlatego powiadam: jesteśmy jako kraj fizycznie tak blisko Czechów, a jednocześnie aż tak daleko mentalnie. Wiadomo, że źródło tych różnic tkwi w naszym katolicyzmie. Niestety jest to katolicyzm kartoflany. W tej sytuacji nie dziwi już nikogo w Europie reakcja kartoflańców na decyzję władz Francji nakazującej usunięcie krzyża z pomnika JPII zgodnie z postanowieniami konstytucji o rozdziale kościoła od państwa obowiązującej od ponad 100 lat. W Polsce burza: Paskudnym żabojadom (w dodatku jadającym żaby widelcem Made in Poland) nie podoba się krzyż i to krzyż nad św. Janem Pawłem II, polskim papieżem!. Zatrzęsły się z oburzenia narodowo-katolickie media. pani premier gotowa odkupić pomnik w całości i przenieść go na ziemię polską. Minister od obrony gotów nawet użyć sił zbrojnych WOT, tymczasowo koczujących po lasach i puszczach. Kaczyński na razie milczy, ale on swoje myśli. Ostatnio mówił, że tam coś przeczytał, ale nie zrozumiałem do końca, czy chodzi o bajki, czy też myśli leninowskie w których się specjalizował podczas studiów prawniczych.


niedziela, 5 listopada 2017

ZABILI GO I UCIEKŁ


Pouczani jesteśmy, że człowiek urodzony przez Dziewicę chodził po wodzie, teleportował się, lewitował, transmutował substancję zmieniając wodę w wino, rozmnażał materię, zmieniał pogodę, zabili go i uciekł, był swoim własnym synem, którego jesteśmy dziećmi i owcami, (raczej tym drugim), a jeśli będziemy przestrzegać jego nakazów zostaniemy uszczęśliwieni po śmierci, w przeciwnym wypadku ugotują nas w smole” To cytat z nauczania katolików. Tych mało rozwiniętych umysłowo, a raczej bezrozumnych. Przypomina mi to fabularne wczesne filmy sowieckie, gdy żołnierze tracący życie na polu walki, za moment wstawali i podejmowali bój z wrogiem. To tyle zapiski biblijne.

Jako laik, jeden z siedmiu miliardów homo sapiens, ze wskazaniem na sapiens słowa te lokuję między bajki dla dorosłych, aczkolwiek nawet młodzieńcy nie bardzo dają im wiarę. Ludzkość poprzez wieki nie zapisała w kronikach życia człowieka, który by swobodnie chodził po wodzie, chociażby zamocował pod stopami jak najdłuższe narty, jak też by lewitował chociażby schudł do grubości ołówka. Owszem, od wieków przemieniamy wodę w alkohole, ale jest to proces chemiczny, a bazą oprócz wody są owoce lub inne rośliny. Odnosi się to również do rozmnażania chleba i innych pokarmów. Pogodę mimo upływu ponad dwa tysiące lat potrafimy zmieniać wyłącznie poprzez rozpraszanie chmur za pomocą rakiet i gazów, co nie jest żadnym cudem. Wielu wyznawców różnych religii żyje w strachu przed ogniem piekielnym, którym nas grzesznych straszą urzędnicy pana Boga. Instrument ten im wystarcza, by utrzymać w garści poddanych swojej religii, a przy tym żyć na dobrym poziomie, często kąpiąc się nie tylko w dobrobycie, ale i w grzesznych uczynkach z łajdactwem włącznie. Dotyczy to nie tylko szeregowych pasterzy stad owczych ale i samego Watykanu, gdzie łajdactwa te są bardziej wyrafinowane. Nadto powiadał Chrystus w swoim nauczaniu, że każdy, kto odszedł z tego świata, w momencie gdy na jedno skinięcie boskiego palca ten świat się unicestwi, wtedy ze wszystkich cmentarzy ziemskich,  niezależnie od tego kiedy kto umarł, ludność zostanie ożywiona by ponownie stanąć przed sądem pańskim. Oczywiście na golasa, bowiem uczucie wstydu nie będzie obowiązywać. Naukowcy obliczyli (raczej domniemują), że od czasu gdy na ziemi pojawił się człowiek zmarło circa
kilkaset miliardów ludzi, niezależnie z jakiego powodu (wojny, zbrodnie, choroby, zarazy, wiek), co daje do myślenia, iż gdyby oni chcieli jeszcze raz dotknąć stopami gruntu, to niestety nie byłoby to możliwe ze względu na zatłoczenie. Wskrzeszanie umarłych w ludzkiej wierze też jest aż nadto problematyczne, bowiem ożywienie Łazarza było (jeśli było) przypadkiem jednostkowym, nie licząc "cudów" afrykańskiego cwaniaka Bashobory, który na naiwnych Polakach dorobił się milionów. Wciąż bowiem na kolejny spęd, za który trzeba słono zapłacić, by wejść na Stadion Narodowy w celu spędzenia czasu z  „uzdrowicielem” w Polsce jest więcej chętnych niżeli na koncert najlepszych zespołów rocka. Ten czarny hochsztapler opowiada, że w życiu nie tylko uzdrawiał z najcięższych chorób, ale dokonał blisko dwudziestu wskrzeszeń umarłych. Skala naiwnych Polaków każe przypuszczać, że jesteśmy odrębnym narodem, bo Bashobora tak nie pcha się do innych krajów, gdzie wierni mają nieco więcej rozumu. Tytuł posta nawiązuje do uzdolnień afrykańskiego cwaniaka, ale wiadomym jest, że nie zdarzyło się jak dotychczas przywrócenie życia umarłym, oczywistość oczywista, poza umiejętnościami kilku reżyserów wczesnosowieckich, gdy aktorzy odtwarzający rolę żołnierzy na polu walki zaraz po śmiertelnym postrzale wstawali i nadal gonili Niemców. Ja wybaczam im, bowiem każdy żołnierz w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej był na wagę złota. Tekst ten umieszczam w kategorii groteski. Zachciało mi się go popełnić jako balsam na serca po smutnych dniach zaduszkowych. Nic się nie stało, poza tym, że nadal ludzkość żywa i umarła będzie niecierpliwie oczekiwać końca świata.



niedziela, 29 października 2017

TRZY PUNKTY


                                          Jeden z cmentarzy komunalnych w Toruniu.
 
1. Zbliża się pierwszy listopada. Dla milionów katolików, w szczególności zamieszkałych na polskiej ziemi, ale nie tylko, dzień Wszystkich Świętych to dzień modlitw za dusze zmarłych, oraz odwiedziny pochowanych na parafialnych zwykle cmentarzach. Już któryś to raz pisałem na swoim blogu i będę powtarzał jak mantrę, że nazywanie tegoż dnia dniem wszystkich świętych jest olbrzymią aberracją, jako że na cmentarzach nie leżą żadni święci. Leżą w przeważającej części zmarli, których życiorys był obciążony pełnym worem grzechów. Na tyle pełnym, że starczyłoby na kilka rozpałek pod kotłem, by zrównoważyć grzeszny ciężar piekielnymi mękami według wierzeń pospólstwa chrześcijańskiego. Leżą tam bowiem wszelkiego rodzaju zbrodniarze i rodziny tych zbrodniarzy, targowiczanie, wynaturzone elity, aferzyści i złodzieje. Najemnicy niemieccy i ruscy, paszkwilanci, niepłatnicy VAT i alimentów, esbecy, handlarze narkotykami, nieuczciwi sędziowie i inna zgnilizna moralna. Jakże więc przypisywać im wszystkim świętość, no jakże.
Moim zdaniem 1 listopada jest Dniem Zmarłych i jest to nazwa tego święta adekwatna do normalności. Jest wiadomym, że każda rodzina uznaje swego zmarłego za postać świętą, zgodnie z powiedzeniem, że o zmarłych się mówi dobrze lub wcale. Bo zmarły dbał o rodzinę chociaż kradł i oszukiwał pracodawcę oraz państwo, ale w końcu dostał z rąk kapłańskich ostatnie namaszczenie, a i był po katolicku pogrzebion. Katolikom to wystarczy, więc wystarczy jeno w dniu tym zapalić światełko do nieba na grobie, zapłacić za mszę i wypominki w kancelarii parafialnej i wszyscy szczęśliwi. Okazuje się, że nie wszyscy. Ci co zalegają obszar cmentarny najmniej, ponieważ pozostając wciąż nieżywymi są okradani przez żywych katolików. Nadwiślański lud lubuje się w dewastowaniu cmentarzy i to niekoniecznie obcych katolikom wyznań. Zamroczeni alkoholem poddani Chrystusa, króla Polski, rozwalają płyty nagrobne i pomniki, łamią krzyże, a to co da się ponownie wykorzystać sprzedają za grosze kamieniarzom. Polski cmentarz to miejsce nie tylko spoczynku zmarłych. To arena wszelkiego rodzaju innych zwyrodnień i wynaturzeń. Obok „specjalistów” od kradzieży kwiatów i zniczy, szczególnie w okolicy Dnia Zmarłych, na cmentarzach przez cały rok odbywają się czarne msze ignorantów religijnych, orgie seksualne i gwałty napotkanych tam niewiast, zaś grobowce są wykorzystywane jako skrytki i dziuple na duże ilości narkotyków, oraz innych skradzionych przedmiotów, w tym wszelkiego rodzaju elektroniki, zanim zostaną upchnięte naiwnym nabywcom. Cmentarz polski nigdy nie umiera. Aż chciało by się powiedzieć, jak Paryż nocą. Cmentarz polski żyje. Moim zdaniem najbardziej poszkodowani są zmarli, których poddano kremacji w sytuacji gdy spoczywają obok pakunków z narkotykami, bo nie ma nic bardziej obraźliwego dla trupa niż mieszanie prochów. Powtórzę więc: Dzień Zmarłych to radosne święto dla wielu bezdomnych i bezrobotnych, więc alleluja i do przodu!
                                                     ***
 
Rozmowa cmantarna: Niektórzy mówią, że istnieje życie pozagrobowe, inni z kolei twierdzą że takowe życie nie istnieje, co ty na to? – Zabij mnie jak chcesz, ale ja nie wierzę ani jednym, ani drugim.
                                                      ***
2.  1 listopada miliony Polaków pójdą na cmentarze by w zadumie postać nad grobami najbliższych. W czasie obowiązkowej krótkiej modlitwy spoglądać bedą na sąsiednie pomniki porównując ich koszt budowy z tym przy którym stoi. Bo Polacy zgodnie z zasadą zastaw się a postaw się budują groby nie dla zmarłego bliskiego lecz dla oczu sąsiadów. Zmarłemu jest obojetne czy leży pod płytą ze złota czy też pod żywą sosną, ale nie jest obojętne to sąsiadowi. Pamiętam, że wielu polskich rolników, gdy otrzymali pierwsze pieniadze z Unii Europejskiej w ramach dopłat, przeznaczyli je na budowę trwałych grobowców rodzinnych. Jestem tego świadkiem. Miliony ton żwiru, cementu zbrojeń i innych materiałow budowlanych zużytych na funeralne budowle, miast na obiekty służące żywym ,zostały bezpowrotnie zmarnowane. Jest o czym pomyśleć w dniu 1 listopada, jednocześnie zadając sobie pytanie: Dlaczego bogaci Amerykanie, Anglicy, albo Francuzi mogą wjeżdżać na cmentarze kosiarką, a my Polacy nawet hulajnogą nie.  Chyba nie dlatego, że nie wypada czymkolwiek jeździć po ziemi poświęconej?. Po prostu tam się nie zmieścimy. Zatem, wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
                                                                                       Składnica betonu
                                               
3.  Z Dniem Zmarłych wiąże się wiele odniesień, szczególnie literackich. Okres romantyzmu wręcz był w tym względzie nasączony owymi skojarzeniami jak gąbka pod natryskiem. Szczególnie romantyzm polski. Ojczyzna wielbi takich poetów jak Norwid, Mickiewicz oraz kilku innych, bowiem ich patriotyzm cierpiał wraz z Nią pod batem zaborców. Dzień Zmarłych, i co się z nim wiąże, dzień zaduszny, to czas i okoliczność do wspominania poległych w kolejnych powstaniach zakończonych klęską i wywózkami na Sybir. To rojenia nad odzyskaniem niepodległości z ręki Napoleona. Niestety nikt oprócz tych patriotów z piórem w ręku nie majaczył aż tak za wolnością, jak to wieszczowie pokazali w swych dziełach. A mieli powody, bowiem mimo klęsk i wywózek, tysiące naszych rodaków wstąpiło do armii Napoleona by za Francję ginąć na wszystkich polach bitwy w Europie a nawet na Haiti. Smutne dzieła polskiego romantyzmu, na których wychowały się pokolenia, już nie oświecą polskiej młodzieży, bowiem programy szkolne dobrej zmiany nie przewidują tego by na lekcjach z języka polskiego, a tym bardziej historii o nich wspominać. Miejsce to zostało wypełnione martyrologią "zwycięskiego" Powstania Warszawskiego z wykluczeniem AL, GL i BCh, a także "bohaterstwem"  żołnierzy wyklętych (niestety dla wielu najpospolitszych zbrodniarzy) .Bedą uczyć młodych Polaków, że ci "bohaterowie", zaraz po wyzwolonym przez nich kraju, udali się na Zachód tylko dlatego iż chcieli uniknąć konfliktu z narzuconą nam władzą stalinowską. Broń Boże nie z tchórzostwa. A może dlatego, że już nie było czego rabować, albo amunicja im się skończyła. Nie!. Po prostu ze zwykłego tchórzostwa, bo czekał na nich stryczek. Taka jest prawda, pani Zalewska, minister od oświecenia. Ale pani o tym nie może wiedzieć, skoro nie mogła sobie przypomieć co się stało w Jedwabnem. 





 



 




środa, 25 października 2017

MOJE MAŁE JESIENNE RETROSPEKCJE



No i po lecie 2017. Jakby ktoś dokonał maczetą rzezi odcinając jednym ciosem pomazane jesienią, ale jeszcze w miarę kolorowe czapy drzew od tego co natychmiast nastąpiło. Smutek wizualny. Dosłownie tak jakby nerwowy malarz jednym pociągnięciem umazanego farbą pędzla zlikwidował swoje dzieło składające się z kwiatów i barw, obraz nad którym ostatnio dość długo pracował marszcząc od czasu do czasu zakłopotane czoło.. Ot proces przemijania, które dotyczy wszystkiego, z człowiekiem na czele. Przemijanie czasu mojego, twojego i każdego z nas. Proces ten uruchamia się z chwilą narodzin, od pierwszej sekundy, gdy słyszymy krzyk ukrwawionego dziecka w rękach położnej, który to krzyk oznajmia ludzkości : jestem i teraz razem z wami będę „przemijał”, przedtem pozwólcie mi dorosnąć, wykształcić się, bym mógł pozostawić potomnym to na co będzie mnie stać. W jesieni życia zrzucę z siebie swoje liście, by otulić nimi przed zimnem, głodem i wszelkim złem następne pokolenie, o ile mnie wcześniej przysłowiowy minister Szyszko nie zetnie wmawiając, iż jestem zakałą społeczeństwa i roznosicielem „korników”. Osobiście do tej części biologicznej społeczności już dość od dawna przynależę. Jako, że nie przysparzam dóbr narodowych, ba, jestem wyłącznie konsumentem tych dóbr dokonując wyrwy w zasobach majętności państwa, na ile starcza mi skromniutka emerytura, żyję myślami i wspomnieniami owych kolorowych dni życia. Ale właśnie na tym polega przemijanie aż... po proch.
Dobrze, że w otoczeniu bardzo przyjaznym a nawet otulonym serdecznością i prawdziwą, wręcz soczystą miłością. Dziś stan zdrowia nie pozwala mi na odbywanie podróży do których tęsknię dokonując remanentu życia począwszy od atawistycznych zdarzeń bardzo wczesnej młodości, bo przecie i pamięć już dziurawa jak poprzecierane skarpety. Retrospekcja ta jest wskazana, a nawet ożywcza. To ostatnie, mało wydajne już soki młodości pobudzające do „wstań i idź dalej, bo przecież możesz, nie załamuj się”. To są tylko słowa, ale jak ważne. Jakże często wymuszone przez lekarza na pacjencie kroki po przebytej operacji nóg wzorem słów Chrystusa skierowanych do Łazarza, którego wskrzesił, jak piszą w bibliach. Starość więc nie jest ostatecznością. Tyle, że nie okryje się wiosną nowym soczystym liściem niestety. Jej coraz bardziej pomarszczone ciało nie należy przypisywać pięknu. Starość jest zmurszała i mało pociągająca nie tylko jako atrakcja wizualna dla otoczenia, ale też jako interesujący obiekt w atelier malarskim. Starość zakończona śmiercią to jak upadający dokuczliwy, niesprawiedliwy ustrój, jak kapitulacja znienawidzonego wroga, jak nagły upadek PiS. Ewolucja nie znosi pustki. Urodzi się nowe.
Jednych to zmartwi, innych ucieszy. Porównanie raczej z księżyca, ale w wielu aspektach mi pasuje. Tymczasem wpatruję się w nagie konary drzew i podświadomie widzę na nich czapę liści poprzetykanych kwiatami wiosny, ale też różnokolorowe barwy owych liści jakoby pomazane jesiennymi przymrozkami. To intelektualny wysiłek. Marzy mi się malarski pędzel umazany w palecie barw, by jednym pociągnięciem dokonać odnowy otoczenia. Po prostu uparcie wracać do młodości.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...