niedziela, 31 stycznia 2016

ONWÓG, EWENTUALNIE WSPAK



Dla równowagi, po opublikowaniu posta, w którego tytule użyłem dość brzydkie słowo, szukałem cosik pięknego, sympatycznego, miłego i dalibóg nie znalazłem. Cisnęły mi się do głowy tylko łąki niebiańskie z aniołkami baraszkującymi na nich, ale czy to wypada?. Zatem chyba najłatwiej mi będzie tenże poprzedni tytuł zapisać od tyłu, czyli zgodnie z kierunkiem marszruty najbardziej znanego skorupiaka, aczkolwiek on nic nie wyjaśnia, nawet w encyklopedii jest potraktowany mało poważnie. Przeto pozostanie jak zwykle, czyli na smutnawo. Ale oto wyczytałem w weekendowym wydaniu Gazety Wyborczej wywiad, chyba z najbardziej przychylną Kaczyńskiemu komentatorką polityki, panią profesor Jadwigą Staniszkis, która po latach angażowania się w
obronę PiS, czyniąc to wprost z fizycznym oddawaniem się, teraz gdy PiS objęła władzę i pokazała swój pazur ulega jakoby ekspiacji. Na tyle, że wypowiada się bardzo krytycznie o swym dotychczasowym „bracie” do gazet, których czytanie powodowały u niej obstrukcje. Najbardziej nie podoba jej się stosunek Kaczora i jego partii do Unii Europejskiej, oraz zapatrzenie się przywódcy PiS na Wiktora Orbana. Zadaje też pytanie, co zrobi on gdy zacznie się pojedynczy a potem masowy bunt jego dotychczasowych zwolenników partyjnych ,oraz co gorsza medialnych. Gdy straci najpierw przywództwo, a następnie twarz wobec wyborców. Gdzie się uda na wygnanie, bo na pewno nie na wschód ani na Węgry. Bo Węgry to mimo wszystko coś innego niżeli Polska. Redaktor Ziemowit Szczerek, autor wielu artykułów politycznych, pisarz zresztą, powiada, że osobiście Kaczyński mógłby żyć wyłącznie obok Orbana, ale nie wśród Węgrów. Partia Fidesz to starzy wyjadacze, przy których pisowcy to dzieci w piaskownicy i ci wyjadacze najpewniej te dzieci wyrolują. Orban Kaczyńskiego poderwie, naszepcze mu do uszka słodkich obietnic, wykorzysta zostawi w pościeli i zostawi płaczącego. Tak będzie bo Kaczyński sam mu się podkłada. Węgrzy w odróżnieniu od Polaków to bardzo pragmatyczny naród. Nie są fanatyczni. Na Węgrzech Orbana
konstytucja chroni życie od chwili poczęcia, ale aborcja jest dozwolona. Małżeństwo według konstytucji to związek kobiety i mężczyzny, ale można zawierać jednopłciowe związki partnerskie. Dlatego śmiało powiadam:  Polska nie jest państwem wschodnioeuropejskim. Polska jest krajem wschodnim. Polska jest podszyta wschodnimi demonami, obsesjami, wschodnim rugatielstwem i tanim mistycyzmem. Podobnie polski Kościół tylko z tytułu jest zachodnim, ale jego treść jest wschodnia, gdzie nie prowadzi się żadnego dialogu. Tu się huczy z ambony na wiernych. Podobnie jest z policją, która nie służy obywatelom. Nie inaczej też jest z debata publiczną, w której generalnie brak porozumień, natomiast dąży się do tego by przeciwnika zagryźć. Można by skonstatować, że dlatego w tym pojęciu PiS jest prawdziwie polski, bo jest wschodni. Rozważam, że tylko będąc wschodem można na serio traktować Macierewicza, który nie chce żadnej katastrofy smoleńskiej wyjaśnić, tylko chce udowodnić, że zamach miał miejsce, bo to się wie z góry. Tylko gdy przyjmiemy stereotyp Polski wschodniej można zrozumieć bełkot posłanki Pawłowicz o fladze unijnej jako szmacie i histeryczną politykę Błaszczaka i Waszczykowskiego. Co to będzie gdy wszędzie ciemno i głucho, wiedział by chyba tylko twórca dramatu Dziady Cz.IV, bo dramat Kaczyńskiego, (że powtórzę ową sentencję), polega na tym, iż nie będzie on miał dokąd pójść. Na zachód nie, bo go nie rozumie. Nigdzie nie bywał poza miejscem zamieszkania na Żoliborzu. Do Europy Środkowej też nie, bo pragmatyzm to nie jego świat, a poza tym zaraz go tam przekręcą tak, że się nie pozbiera. Będzie się więc kręcił w miejscu, ale i tak w końcu pójdzie na ten wschód choć nienawidzi Rosji. Bo najnormalniej w świecie dalibóg nie ma dokąd pójść. Ewentualnie będzie mógł go przytulić Kościół katolicki. Tyle że on nie nauczony pracy, a świątynię od czasu do czasu sprzątać trzeba. Na koniec powiem, że spodziewam się coraz częstszych wypowiedzi prasowych, które będą zdmuchiwały z rządzącej partii i jej przywódcy tenże złoty kurz, o którym słyszymy w piosence „Bal wszystkich świętych”.

czwartek, 28 stycznia 2016

POLSKA GÓWNEM STOI


Wybaczcie drodzy Czytelnicy ten mało ekskluzywny tytuł, ale zamieściłem go nie przypadkowo. Jest przedwiośnie, tak nam się wydaje, jakże zresztą oczekiwane. Roztapia się śnieg, kałuże spływają do kanałów ściekowych. Wydawało by się temat miły, gdyby na tym poprzestać, ale chodzi o co innego. Mianowicie zacznę od tego, że kochamy zwierzęta. To dobrze, powiedziałby święty z Asyżu. To dobrze, mówią humaniści i wszystkie poprawnie wychowane ludziska. Niestety, najczęściej bywa tak, że lubimy zwierzęta werbalnie, nie przejmując się ich codziennym głodem, chłodem, albo zamierzoną krzywdą wyrządzoną przez ich właścicieli. Tu i ówdzie słyszy się o psiej tęsknocie do swego pana, który z powodów dla psa niezrozumiałych oddaje go do schroniska, gorzej gdy go wyrzuca z pędzącego samochodu, albo przywiązuje do drzewa w pobliskim lesie skazując go na śmierć męczeńską. Dopóki uczucia właścicieli psa lub kota pieszczone były miłym głaskaniem ich sierści, oraz wzajemnym spoglądaniem w swoje zagadkowe oczy było dobrze, ba często bardziej dobrze niżeli w relacji dziecko – rodzic. Rzecz w tym, że zwierzak jak i człowiek ma swoje potrzeby, w tym fizjologiczne, które zmuszają


właścicieli do oderwania się od telewizora albo gazety, by umożliwić pupilowi dokonanie tych biologicznych czynności. W tym wypadku, bodaj na całym świecie właściciel pupila bierze do jednej ręki smycz, do drugiej ręki zaś specjalną papierową torebkę wraz z łopatką, by tzw. psi „urobek” sprzątnąć i wyrzucić do kosza. Tak jest w miastach na terenie całej cywilizowanej Europy,... poza Polską oczywiście. No może jeszcze poza kilkoma cofniętymi w rozwoju cywilizacyjnym krajami. Może. Nie powinienem pisać, że taki stan rzeczy dotyczy wszystkich Polaków umilających sobie życie głaskaniem pieska albo kotka. Nie, bowiem są tacy, którzy zachowują się pod tym względem poprawnie, szczególnie ci, którzy powrócili z kilkuletniego pobytu w Niemczech, Francji, Anglii, Holandii, a nawet pobliskich Czech i tam poprzez obserwację nabyli dobrych doświadczeń. Generalnie osobiście nie lubię zimy, jedynym pocieszeniem mojego stanu psychicznego jest to, że zasra.e trawniki i trotuary zostały przykryte tym białym meteorologicznym obrusem. Wstrętem z kolei napawa mnie myśl, że tenże obrus jest upaćkany od spodu, co z kolei wyzwalało mnie z owych gastronomicznych skojarzeń. Post ten piszę dzisiaj, pod koniec stycznia, gdy wszystkie wody z odwilży spłynęły do kanałów odkrywając to czym „szczyci” się Polska. Wybrałem ja się na poranne zakupy i okazało się, że w drodze do marketu musiałem dokonywać ekwilibrystycznych podskoków by nie wdepnąć w te psie gluty, rozsiane wręcz nie tylko na trawnikach ale i chodnikach. Po bardziej czystych fragmentach trawników spacerują z psami następni psiarze. Dzień dobry, mówię do sąsiada. A nie denerwuje pana to wszystko co widzimy

wokół, ten zgnojony teren, pytam. Eee tam panie, trzeba poczekać na dobry deszcz, ulewę, wszystko spłynie i śladu nie będzie. No ale póki nie ma deszczu wdeptujemy w te odchody, próbuję kontynuować dialog. Powinna reagować straż miejska, jest przecież jakoweś zarządzenie władz, kontynuuję. Oj panie, jakby tak za wszystko karali, to co to za życie. Władza i straż to też ludzie, też maja zwierzaki, święty Franciszek miał ich od cholery, czy on po nich sprzątał, daj pan spokój. A tak naprawdę nie jest panu wstyd, pytam. Panie, wstyd to kraść, chodź murzyn wracamy do domu. Rzeczywiście, tu akurat miał częściowo rację.
 
Fotki od góry:
1.Święty Franciszek, patron zwierząt.
2.Nasi milusińscy
3.Dobry przyklad dla swego pana.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

RADOSNA KŁAMCZUSZKA


Ciemny lud to kupi. Słowa wypowiedziane swego czasu przez polityka, ze względu na przeszłość kategorii zero Jacka Kurskiego obowiązują nadal, szczególnie w jego teatrzyku pisowskim, a więc w poczynaniach pani premier Beaty Szydło również. Kłamczuszka nie tylko krajowa ale i zagraniczna, jako że popisała się wyjątkową bezczelnością w Strasburgu, gdzie była wezwana na dywanik w wyniku coraz większego zaniepokojenia polską polityką przywódców UE. O premierze mojego polskiego rządu, że jest to kłamczucha mówić mi jest bardzo niewygodnie i smutno, bo jako lojalny obywatel z reguły szanuje swoje władze naczelne, ale w tym wypadku szlag trafia nie tylko mnie obserwatora polityki wewnętrznej kraju, ale okazuje się że i prasę światową. Kłamstwem szastała już w czasie kampanii wyborczej. Aby dopiec poprzednim ośmioletnim rządom ustawiała się do briefingów naprzeciw kawałka murów z łuszczącej się cegły, by wykrzyczeć że Polska jest w ruinie mimo napływu ogromnych dotacji unijnych. Wystarczyło dosłownie kilku tygodni rządów PiS by z kolei chwalić się,, że kraj się wspaniale rozwija i ma świetlane perspektywy, o czym zapewniała też słuchaczy w Strasburgu. Cud, czy co?. W czasie kampanii dla kamuflażu przedstawiła swojemu elektoratowi Gowina jako przyszłego ministra obrony narodowej, natomiast znanego z kłamstw smoleńskich Macierewicza schowała sprzed oczu wyborców. Nie tylko Macierewicza zresztą. W tej umownej psiej budzie zmieścili się Ziobro, Mariusz Kamiński, no i oczywiście sam Kaczyński, który swoją twarz pokazał publicznie dopiero na pięć minut przed głosowaniem. Jak wiadomo ci ukrywający się „partyzanci” objęli główne resorty w kraju, ba nawet ten, który kilka dni wcześniej był naznaczony 3
letnim wyrokiem odsiadki. Według premier Beatki demokracja w Polsce rozkwita znakomicie. Podobnie znakomicie ma się Trybunał Konstytucyjny, mimo paraliżu od miesięcy, a relacje parlamentu z panem prezydentem można by nazwać wzorcowymi dla wolnego świata, mimo odmowy zaprzysiężenia wybranych, przez poprzedni parlament sędziów TK. Z otwartą przyłbicą chwaliła się, że Polska przyjęła ponad milion uchodźców z Ukrainy. Prawda wygląda tak, że do Polski przyjęliśmy kilkadziesiąt rodzin ukraińskich pochodzenia polskiego. To żadni uchodźcy. Jedynie prawdą jest to, że pozwoliliśmy na pobyt w naszym kraju kilku tysiącom Czeczenów, ale to ze względu na wrogość w stosunku do Rosji. Wypowiadając swoje „prawdy”, pani premier gestykulowała rączkami i uśmiechała się jak aktorka, którą zapewniono, iż za chwilę, wejdzie na scenę, by odebrać statuetkę Oskara. Oszukiwała w całym kraju swoich ewentualnych wyborców poprzez obiecanki, które dzisiaj ze względów ekonomicznych państwa trudno będzie spełnić. Ale to mało ważne, wystarczy być lojalnym i pieprzyć za przeproszeniem ludziom to, co jej nakazał Kaczyński. Marionetka Jarosława naobiecywała górnikom, że nie dopuści do zamknięcia nierentownych kopalń mimo nawoływania Komisji Europejskiej iż należy zaprzestać trucia społeczeństwa. Ze strachu, że górnicy wcześniej czy później przyjdą po nią pod Sejm, zaapelowała do Unii o pomoc i współpracę na rzecz ratowania tych kopalń. Tą hipokryzją wywołała zdziwiony uśmiech na twarzach Martina Schulza i Fransa Timmermansa. Smutnym jest fakt, że żaden z europosłów Platformy nie zaprzeczył jej kłamstwom, natomiast ich koledzy z PiS potwierdzali bzdety Szydło jako prawdziwe, bo podobno nie mówi się źle o Polsce za granicą. Skoro służba cywilna, którą kształcono wielkim finansowym wysiłkiem ulega likwidacji, skoro władza ma apetyt na wszelkie tajemnice obywateli poza tajemnicą spowiedzi, skoro dobrze płatne stanowiska obsadza się ludźmi swoimi bez konkursów, skoro ubezwłasnowolniono media, to trudno się dziwić, że na ulice w całym kraju w proteście wychodzą już po raz trzeci miliony obywateli w obronie demokracji. Miliony skupione wokół
Komitetu Obrony tejże Demokracji utrwalanej z trudem przez dwadzieścia lat. Taki stan rzeczy jest niemożliwy na dłuższą metę. Jest przede wszystkim zaraźliwy, a zaraza napłynęła znad Dunaju z zagrody Orbana. To gorsze niżeli H5N1, albo nawet ebola. Większość Polaków ma jednak nadzieje, że skoro należymy od 12 lat do rodziny demokratycznej ze stolicą w Brukseli, to ta rodzina uczyni wszystko by czarną owcę przemalować trwałą farbą na kolor wszystkich pozostałych. Takie nadzieje Kaczyński nazwałby zdradą i donosicielstwem. Nie ma się jednak czym przejmować. Ludziom gorszego sortu wolno wszystko.
 
Obrazki od góry:
1. Wiadomo
2. Wiadomo
3.Wszyscy znają.

sobota, 23 stycznia 2016

TELEDURNIEJE


 
Polskie programy telewizyjne zapchane są przeróżnymi teleturniejami, często adoptowanymi z telewizji zachodnich, najczęściej amerykańskich. Ich poziom w większości odpowiada znośnej opinii jaka przewija się wśród społeczeństwa wyposażonego w odbiornik telewizyjny. Otóż najczęściej owe zagadkowe audycje nazywa się teledurniejami podpartymi wydaniami prasowymi o niebanalnych nazwach telesrele lub telepierdziele. Słusznie zresztą, bowiem poziom tych audycji jest dopasowany do tzw. widza masowego. Widza, który przez cały rok nie weźmie książki do ręki, zaś informacje prasowe są dla niego też zbyt męczące. Zatem rozciągnąwszy się w wygodnym fotelu, lub na kanapie z zaciekawieniem popatrzy na zmagania dwóch lub kilku dorównujących mu poziomem wiedzy i inteligencją uczestników. Tego typu teledurniejami szczególnie zapchana jest ramówka telewizji publicznej, która to szczyci się tym iż wypełnia programy misyjne, a więc te, które z punktu widzenia kultury powinny wnosić jak najwięcej. Niestety jest inaczej. Przede wszystkim telewizja

publiczna nie może być wypełniona reklamami, tak jak jest obecnie. To zaprzecza wszelkiej misyjności. Poza tym powinna proponować wysokiej klasy produkcję we wszystkich dziedzinach, od dzienników i debat do filmów i seriali, a zwłaszcza teatru. Tego wszystkiego brakuje i jest wyjątkowo tandetnie. Pytanie, co z tym fantem zrobić?. Dzisiaj gdy na czele ministerstwa kultury stanął pan (niedoszły premier techniczny) Piotr Gliński, który ma swoje wysublimowane smaki w odbiorze prezentacji o charakterze kulturalnym, trudno się spodziewać zmian, a jeżeli już to telewizja publiczna zostanie całkowicie podporządkowana IPN, polskiej martyrologii oraz oględnie mówiąc Kościołowi. Już można zauważyć że nie ma jakiekolwiek produkcji filmowej, w tym seriali, by w pokazywanych środowiskach nie było księdza, biskupa, bądź chociażby siostry zakonnej. Dlatego produkcje te są na poziomie owych telesreli, by każdy zjadacz chleba, kartofli, kapusty i buraka mógł połykać płynące z ekranu telewizyjnego mądrości z otwartą gębą. Na szczęście wymieciono z podstawowych kanałów gnioty południowoamerykańskie ze szczególnym uwzględnieniem Brazylii, nie mniej jednak buraczane mądrości płyną też z naszych niszowych spektakli, oczywiście również w niszowych,
prywatnych stacjach, z telewizją Trwam na czele, a przecież ta stacja jest obsadzona absolwentami tzw. Wyższej Szkoły Medialnej ojca Rydzyka. Magistrami, którym dyplomy nadał doktor Rydzyk. Powracając do teleturniejów, mogę z całą stanowczością upierać się, że swoją wartość na wysokim poziomie prezentuje jedynie teleturniej pt. „Jeden z dziesięciu” prowadzony od wielu lat, a może nawet od początku przez pana redaktora Tadeusza Sznuka. Prezenter wyjątkowo inteligentny, wyczulony nawet na cień chamstwa, człowiek erudyta. Pan Sznuk był kilkakrotnie narażony na wydalenie z publicznej „dwójki”, bowiem chyba dla niektórych program był chyba zbyt trudny w odbiorze, albo czyhano na jego miejsce. W wyniku powszechnego oburzenia, zarówno widza jak i najmądrzejszej części zarządzających tym medium pan Sznuk się ostał. Mniemam jednak, że nie na długo, bowiem telewizja publiczna, jak zresztą prawie wszystko dostało się w łapy Prawa i Sprawiedliwości, czyli nadpremiera Kaczyńskiego. Jak on to zrobi?. Po prostu zlikwiduje Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Od tej pory sam będzie alfą i omegą, czyli sam będzie obsadzał etaty TV począwszy od prezesa aż do sprzątaczek i babć klozetowych. Na razie posadził tam Jacka Kurskiego, człowieka mu tak wiernego jak tresowany latami pies. W polskim publicznym radiu zaś posadził Barbarę Stanisławczyk, prawicową dziennikarkę i reportażystkę, autorkę m.in. książki „Kto się boi prawdy”.Prawdy oczywiście tej, którą ona oraz PiS uznaje za oczywistą. Telewizja jest niedofinansowana, tak twierdzą ci, którzy odpowiadają za misje. Może to i prawda, bowiem swego czasu premier Tusk w swej nieszczęsnej wypowiedzi niejako zwolnił Polaków od płacenia abonamentu. Nie mniej jednak potrzeby telewizji publicznej
 
 

zdaniem wielu powinny być pokryte z budżetu państwa, czyli również z podatków abonentów telewizyjnych. Skoro nas stać na finansowanie całodobowej ochrony pana Kaczyńskiego, człowieka nie pełniącego żadnej funkcji państwowej, IPN, CBA, partii politycznych i wielu innych wątpliwie ważnych instytucji, stać nas też powinno na prawdziwe dotacje kultury narodowej, bo tymczasem zatykamy dziury programowe tanim chłamem amerykańskim, ewentualnie naszymi teledurniejami, podpartymi prasowymi wydaniami wyśmiewanymi w serialu w „Świat wg. Kiepskich” pt. Telesrele i Telepierdziele. Na szczęście mam kablówkę i 100 programów na przyzwoitym poziomie.
 
Obrazki od góry:
1-2 Kiepscy
3-4 Red. Sznuk.


czwartek, 21 stycznia 2016

KRÓLEWSKI SZCZEP PIASTOWY


Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!
Nie damy pogrześć mowy.
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep Piastowy.

Nie damy, by nas gnębił wróg!
Tak nam dopomóż Bóg!
Tak nam dopomóż Bóg!


 
Do napisania tegoż posta zainspirował mnie wpis anonimowego komentatora pod poprzednim tematem zatytułowanym DYLEMATY. Z barwy emocjonalnej widać, że jest to zatwardziały pisowiec, gardzący Unią Europejską, zasadami demokracji liberalnej, mistycznie oddający cześć Jarosławowi Kaczyńskiemu, katolik co się zowie, brzydzący się każdą innością, w tym słowem komunizm, Żyd, gej, lesbijka. Należy też do tej grupy Polaków katolików, dla których pieśń papieska pt. Barka, a także Rota stanowią nieodzowną przybudówkę hymnu państwowego, co często demonstrują podczas miesiączki smoleńskiej przed Pałacem Namiestnikowskim. Osobiście jestem absolutnie przekonany, że gdyby wiedzieli, że: po pierwsze Rotę napisała Maria Konopnicka, która obok tego, że była pisarką patriotką, była też lesbijką, żyjąc w pogardzanym społecznie związku z malarką Marią Dulębianką. Po rozstaniu z mężem wyprowadziła się do Warszawy, gdzie łatwiej jej było ukryć tę miłość. Po drugie, że pałac w którym urzęduje ukochany ich prezydent Duda zbudowali Rosjanie dla carskiego namiestnika w Warszawie, a nie żaden biskup polski, wtedy znając ich obrzydzenie obcością, szczególnie zaś Rosją i odmiennością seksualną, przez usta by im nie przeszły słowa Roty. Owe moherowe berety zaniechały by też czytania wnukom bajek napisanych przez autorkę „Stefka Burczymuchy”. W przeciwnym razie ciotki kościelne by je zagryzły. Taka to oto jest moralność naszej, niestety dość dużej części niedouczonego społeczeństwa, oczywiście z reguły wyborców PiS. Jak wyprowadzić na drogę prawdziwej światłości nasz polski lud?. Trudno powiedzieć. Przez okres PRL władze oświatowe wiele zrobiły by wydobyć naród z ciemnej przedwojennej zapaści, spowodowanej analfabetyzmem.

 
Otwierano świetlice, rozprowadzano książki (niezależnie od zawartości ideologicznej), Posłano jednak najpierw ludzi do szkół podstawowych. Umożliwiono zdobywanie matur oraz dyplomów wyższych uczelni. Wydawało by się, że po Okrągłym Stole, gdy do władzy doszli ci co gardzili gospodarką socjalistyczną, ci co wyszli z internowania, zasady wpajania postępowego pojmowania świata będą kontynuowane. Niestety zaniechano wszystkiego pod tym względem, a nawet korzystając z ciemnoty kruchtowej pogardzano ze zdobyczy wiedzy ogólnej. Mamy więc to co mamy, czyli w przeciwieństwie np. do Niemców cofamy się na drzewo. Tak trudno nam wyjść z kokonu kołtuństwa. Przywołuję tu państwo niemieckie nie bez powodu. To naród który potrafił wyciągnąć wnioski ze swojej brzydkiej, wręcz straszliwej historii. Przed siedemdziesięcioma laty nazizm hitlerowski zniszczył w obozach i piecach krematoryjnych wszystkie swoje mniejszości narodowe, oraz rasowe. By ratować życie garstki z nich, w tym wielu Żydów opuściło swój kraj na zawsze, lokując się w innych krajach Europy i świata, co i tak nie uchroniło ich od Holokaustu. Dzisiaj Niemcy stanowią wzór humanizmu. Jako jedyni są gotowi wpuścić na swój teren milion uchodźców z krajów objętych wojną, gdy tymczasem w katolickiej aż do bólu Polsce rozprawia się, czy stać nas na zaopiekowanie się siedmiu tysiącami nieszczęśników, bo a nuż będą nam bezcześcić kościoły a przy tym budować minarety, z których wołanie muezina budzić będzie nasze katolickie dziatki. Tak jakby dzisiejsze dzwony kościelne dudniące już od godziny szóstej usypiały nas wszystkich. Zastanawiam się więc jak można było osiemdziesięcio milionowe społeczeństwo, w którym to jak nigdzie krew większości obywateli składała się nie z osocza ale brunatnych ciałek w ciągu kilku dziesięcioleci dokonać aż takich przeobrażeń, które dzisiaj służą za wzór dla świata. Wstydź się Polsko, która nie jesteś samodzielnym, niepodległym do końca państwem, bo stanowisz zaiste kolonię małego Watykanu. Kolonię


w której administratorami pozostają biskupi, oraz ponad 40 tysięcy różnego rodzaju duchowieństwa, często pedofilów, utrzymywanego z podatków obywateli, tego na niby niepodległego państwa. Taki już nasz los Królewskiego szczepu Piastowego. Coś ty nam narobił Mieszku I przed 950 laty. Przecież ta Dobrawa czeska nie była znowuż aż tak cudnym zjawiskiem, że trzeba było unieszczęśliwić dla twoich książęcych chuci cały naród.
 
Obrazki od góry:
1. Są o tym przekonani.
2.Słuchacz paranoik.
3.Pedofil w kajdankach.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

DYLEMATY



Mam dylematy. Bo oto patrzę w kalendarz jak dni upływają, a ja nie wiem o czym mam napisać kolejny post. Bo przecie nie mam zamiaru cytować ostatnich wydarzeń z Gazety Wyborczej, ewentualnie w najgorszym przypadku Gazety Polskiej lub Naszego Dziennika, co najbardziej pasuje do ulubionej, nieco satyrycznej konwencji rodem z polityki i kruchty. Widzę, że jako Polska znaleźliśmy się w kręgu podejrzanych o zadeptywanie demokracji, a nawet jak niektórzy mówią na krawędzi zamachu stanu. W prawdzie premier Szydło i prezydent Duda tylko się mijają w podróżach do Brukseli i Strasburga z przeróżnymi wyjaśnieniami na zarzucane nam uchybienia względem demokracji, ale obawiam się, że to nam wiele nie pomoże, tym bardziej, że w tym tygodniu popisał się brzydko minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który zaognił relacje Polski z Komisją Europejską, pisząc wyjaśniający, ale jednak arogancki list. Podobnie członkowie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych protestują przeciwko ingerowaniu unijnych instytucji w wewnętrzne sprawy Polski. Ci akurat list krytykujący ostatnie działania Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego wobec Polski przesłali do przewodniczącego europarlamentu Martina Schulza. W liście wyliczają zasługi Polaków dla Europy, przede wszystkim zarzewie obalenia muru berlińskiego. Wydarzenia na linii Warszawy z Unią Europejska stają się nudne. Tak nudne, że w pewnej chwili zamknąłem klapę komputera i zniesmaczony leniwie słaniałem się od okna do okna. A tam zima, ta prawdziwa, śnieżna i mroźna. Ludziska powłóczą nogami w drodze na mszę, boć to niedziela. Dobrodziej z tacą czeka jak ja w kolejce do okienka bankowego. Drzewa uginają się pod czapami i nawisami z białego puchu.
Nikt nie odśnieża, bo to dzień boży i odpoczynku. Wpatruję się więc w ten monotonny, ale jednak uroczy pejzaż, który dość od dawna nam się nie zdarzał. Bywało, że zimy zlewały nam się z jesienią i wiosną. Na białym obrusie ulicy pięknie się wpisują czarne syberyjskie kruki, które w miejsce ptaków jakie odleciały przed zimnem uzupełniają naszą faunę. Ciekawe dlaczego owe widowisko kojarzy mi się z czarną sutanną i białą komżą. Być może dlatego, że jest to czas, gdy tu i ówdzie przemykają żebrzący księża w ramach tzw. kolędy. W pewnym momencie z drzewa zeskoczyła pobudzona chyba hałasem z uszkodzonej rury wydechowej ruskiego kamaza wiewióreczka. Wypadł być może jej orzeszek. Myślę sobie, obudziła się ze snu, albo jeszcze nie zapadła w zimowy senny letarg?.
Okazuje się, że te sympatyczne kitki zimą nie zasypiają, pilnują swoich zapasów. Dla niej to bardzo niezwykłe zjawisko. Po chwili brnąc podskokami w zwałach śniegu z powrotem uciekła na drzewo do swej dziupli okopując się w liściastej kołderce. Ją nie interesują relacje Polski z Unią i sąsiadami, aczkolwiek podobnie jak ponad połowa światowej populacji bocianów, która ma obywatelstwo polskie. Taka oto refleksja mnie akurat naszła, którą wymiotłem z świadomości z chwilą wzięcia do ust łyczka kawusi, oraz do rąk ciekawej książkowej lektury zatytułowanej „Koronkowa robota", kryminał  Pierre Lemaitre'a. A niech tam dzieje się co chce. Mam przecież świadomość, że skoro Unia i NATO nas przyjęli nie tylko po to by wzmocnić bezpieczeństwo wschodniej europejskiej flanki przed ewentualnym zagrożeniem ze strony narodów mniej cywilizowanych, ale też zapewne po trosze na wspólny garnuszek, co się wyraża w miliardowych dotacjach. W tym momencie podszedłem do biurka by przeliczyć zasoby emerytalne do następnej wypłaty. Niestety jako pojedynczy obywatel Unii na ówże garnuszek liczyć nie mogę, bom nie rolnik. Tak dobrze nie jest i nie będzie. Nie żyjemy w Abu Dhabi, ani innym emiracie arabskim. Podobne dylematy nachodzą mnie, ale też zapewne wielu Polaków. Bardzo, ale to bardzo cieszyłem się z momentu wstąpienia Polski obok kilku innych krajów do WIELKIEJ RODZINY EUROPEJSKIEJ. Dzień 1 maja 2004 roku był dla Polski, więc i dla mnie wielkim świętem. Kto tam wtedy kojarzył ten dzień ze świętem pracy, tym bardziej, że dzień następny jest polskim świętem flagi narodowej, obok której powiesiłem w ośrodku wczasowym, którym zarządzałem, niebieską flagę z gwiazdkami. Tę samą, której władze polskie się dzisiaj brzydzą, a niektóre polskie poselstwo (już wiekowa, wciąż na głodzie, panienka

Pawłowicz), nazywa szmatą, o którą można brudne buty wycierać. Nie dziwię się więc temu co dzieje się w relacjach Warszawy z Brukselą i Strasburgiem. Miło jest dostawiać pyski do wspomnianego wyżej garnuszka, budować autostrady i setki obiektów użyteczności publicznej za dotację, miło jest pobierać dziesiątki tysięcy euro pensji za poselstwo polskie w Brukseli, miło jest wyciągać łapska po diety i zwrot kosztów podróży w celu odwiedzin kraju. Miło jest, a jednak są siły w Polsce, siły wsteczne, powiedziałbym nawet sarmackie, które to dążą do wyrwania kraju z objęć unijnych, tej bezbożnej oazy. Zgodnie zresztą z zawołaniem posła wicepremiera z partii prawicowej Goryszewskiego, że Polska może być ciemna i biedna byle zawsze była katolicka. Wracamy na drzewo, bo ewangeliczny atawizm jest naszym celem zbawiennym. Bronić w razie czego będzie nas Macierewicz z hufcami jasnogórskimi. Dylematy, zaiste dylematy.
 
Obrazki od góry:
1.Współzarządzający Polską.
2.Wiewiórka zimą.
3.Status qwo.
4.Gdy jest syta to nie rzuca sie na flagę unijną.

piątek, 15 stycznia 2016

POLACY, NIC SIĘ NIE STAŁO.


Temat, który lokuję na swoim blogu jest na tyle poważny, iż moja osobista wypowiedź praktycznie nic nie znaczy dla czytelnika, jako że przeciętny obywatel może tylko czynić obserwacje wydarzeń na styku Polska a Unia Europejska, nic ponadto. Ale skoro wszystkie media każdą audycję informacyjną rozpoczynają od oświadczeń wysokich urzędników brukselskich, to jako Polacy nadstawiamy uszu. Bo oto w środę Komisja Europejska zdecydowała się wszcząć wobec Polski pierwszy etap procedury dotyczącej ochrony państwa prawa ze względu na to, że - jak mówił wiceszef KE Frans Timmermans - wiążące zasady dotyczące TK nie są obecnie przestrzegane.19 stycznia odbędzie się w Parlamencie Europejskim debata poświęcona Polsce. A tak z grubsza o co biega?. Biega o to, nie ma co ukrywać, o „wygaszenie” ( to dość popularne słowo w rządzie pani Szydło) Trybunału Konstytucyjnego, co z kolei poprowadzi zbrojnych Kaczyńskiego do zmiany Konstytucji wedle jego pomysłów. W prawdzie media, które już pozostają w rękach PiS rozmydlają niekorzystną dla Polski atmosferę która opanowała Komisję Europejską, ale jest inaczej. Bardzo inaczej. Jeszcze niedawno wydawało się, że żadne postępowanie Polsce nie grozi. A jednak. Komisja Europejska większością głosów zadecydowała, że


Bruksela bierze nasz kraj pod lupę. Zacznie się od rozmów. Może się skończyć nawet na pozbawieniu nas głosu w Unii!. Sprawa ostatnich zmian w Trybunale Konstytucyjnym i publicznych mediach wywołała niepokój wśród unijnych polityków. Przedwczoraj Komisja Europejska rozpoczęła tzw. procedurę państwa prawa wobec Polski, co oznacza, że nasz rząd będzie musiał się tłumaczyć. Gęsto tłumaczyć. To pierwszy raz, kiedy taka procedura została zastosowana wobec kraju Unii. To samo już bardzo wiele oznacza. Oczywiście Kaczyński i jego akolici z Szydło na czele wykrzykują, że cały ambaras wynika z tego, iż opozycja skarży się Brukseli na doznane krzywdy w kraju. Nie może się pogodzić z przegraną podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Politycy PiS krzyczą, że ci, którzy donoszą na Polskę, powinni się wstydzić! , tak właśnie oburzała się szefowa kancelarii premiera Beata Kempa, genderowy pseudoprawnik przyklejony do kasty rządowej. Opozycja zaś przekonuje, że winny jest rząd. Polska po raz pierwszy jest na cenzurowanym – stwierdził były vice szef MSZ Trzaskowski. Jak widać, zgoda w kwestiach międzypartyjnych stosunków Unia – Polska trwała jeden dzień. Politycy opozycji po wtorkowym spotkaniu z premier Beatą Szydło zapewniali, że będą wspierać rząd w walce o dobre imię Polski w Europie. Już wczoraj podczas sejmowej debaty zgody nie było. W konflikt włączył się także Donald Tusk, szef Rady Europejskiej, który w rozmowie z eurodeputowanymi mówił, że decyzje podjęte przez KE powstrzymają działania PiS. Wątpię, dodam od siebie. Dodam też, że widząc i słysząc Kempę mam wrażenie, a nawet pewność, że to towarzyszka partyjna, skrajny katol RP zapomniała, że w donoszeniu na Polskę rej wodzili Macierewicz, Fotyga, Ziobro i Legutko. Macierewicz wraz z Fotygą nawet w USA opluwali Polskę i z niej szydzili. Świat ma uszy i oczy. Natomiast nie słyszałem nigdy, by europosłowie innych partii występowali na forum europarlamentu z oskarżeniami przeciwko rządowi polskiemu i narodowi, nawet gdy rządził PIS kiedyś i obecnie. Polacy powinni wstydzić się zarówno za Kempę i cały ten partyjny, bolszewicki rząd, nie zapominając o prezydencie
wszystkich Polaków, pisze ktoś mocno oburzony na WP. Ciekawe, wielki przyjaciel Kaczyńskiego Orban nie poparł go. Bo on, sądzę, na taką orbanizację Polski chyba się nie zgadza, a nawet jest jej przeciwny. On prawa nie łamał, bo miał większość konstytucyjną. I dobrze widzi i słyszy co się w Polsce wyrabia. Tajemne spotkanie Kaczyńskiego z premierem Węgier nie wzmocni zbyt mocno ducha tego pierwszego. Mocno się różnią ideologicznie jak i mentalnie. Orban pochodzi z biednej, proletariackiej rodziny, przesiąkniętej ideałami iście lewicowymi, zaś Kaczyński to wychuchany od kołyski laluś, dla którego słowo proletariat jest bardziej obrzydliwe niżeli mycie umywalki z wymiocin jego kota. Wprawdzie nic nam obywatelom Polski do wielkiej polityki, a za takową uważam narastający konflikt nadwiślańskiego rządu z zasadami obowiązującymi w Unii Europejskiej, ale siłą rzeczy, a jeszcze bardziej siłą przekazów medialnych jesteśmy jako wyborcy uprawnieni do komentowania tematu. Temat będzie narastał, bowiem media, którymi zarządzali będą fachowcy pisowscy Kurski i Stanisławczyk tego nie wyciszą. Wręcz przeciwnie. Po
wyrzuceniu z TVP, oraz Polskiego Radia wszystkich, którzy w swych przekazach nie chuchali na zgniliznę polityczną PiS z red. Lisem, jego żoną, oraz Kraśko na czele, wielu, bardzo wielu Polaków odwróci się od informacji nadawanych przez owe media. Pozostaną ci, dla których tragedia smoleńska na zawsze będzie skutkiem zamachu na prezydenta, oraz ci dla których wycieczki zwane miesięcznicami są najwyższym nakazem. Będą wysłuchiwać bajdurzenia, że tak naprawdę nic się nie stało. Śpiewnik kibolski z pieśnią „Polacy nic się nie stało” zostanie uzupełniony repertuarem prawicy. Obok hymnu z wolską ojczyzną, którą raczy Bóg pobłogosławić, bo rzeczywiście teraz jest wolna i demokratyczna aż w oczy parzy, znajdzie się owa pieśń, którą kibole zanoszą w celu utwardzenia, powiedziałbym nawet spetryfikowania, na Jasną Górę podczas corocznych zlotów.
 
Fotki od góry:
1.Zawiedziona po wyborach.
2.Szczęśliwi są zawsze uśmiechnięci.
3."Prezydent" Unii Europejskiej D. Tusk
4. Szef Parlamentu Europejskiego M. Schulz.
 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

SIELANKA





To żadna rewolucja, co niektórzy próbują wmawiać społeczeństwu, obserwując kilkakrotne wielotysięczne zgromadzenia na polskich ulicach. To po prostu inkluzywne pospolite ruszenie. Nazwał bym to bardziej okazją do spotkań, mimo haseł potępiających rządzący PiS, wypisanych (wymalowanych) na transparentach i kawałkach tektury. Wydawało by się, że rządzący się przestraszą i włączą hamulce rozpędzonej machiny urządzania państwa według planu i wyobrażeń guru Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, w którym mało myśląca część społeczeństwa widzi zbawcę Polski, a konkretnie ich samych. Rzecz w tym, że właśnie w rzeszach ludu prostego, Kaczyński upatruje sobie szansę na sukces. Podpiera się wynikami wyborów, że niby naród tak chciał. Nie obywatele, ale naród, co jest zarzewiem nacjonalistycznego fundamentu do budowy IV RP (jeden naród, jedna partia, a właściwie jeden wódz.). Bardzo mu odpowiada okazuje się forma budowy państwa totalitarnego, jakie zmajstrował Adolf H. po sąsiedzku w połowie XX wieku. Jemu będzie trudniej, a właściwie jeszcze trudniej, bowiem Niemcy to naród od wieków bardzo zdyscyplinowany, pracowity i nastawiony prawdziwie patriotycznie do ojczyzny. Dzisiaj nie jest mu potrzebny żaden faszyzm i nazizm, by postawić kraj na najwyższym poziomie opartym o bardzo silną demokrację. Demokrację, która jest wzorem współistnienia nie tylko o charakterze międzynarodowym, ale też, a może jeszcze bardziej społecznym. Dzisiaj społeczeństwo niemieckie składa się z obywateli o różnej karnacji skóry, o różnych wyznaniach religijnych, różnych orientacjach seksualnych i różnych postrzeganiach w stosunku do innych, ale zawsze w ramach obowiązującej konstytucji. W Polsce zapisy konstytucyjne traktowane są jak nasza trywialna rozmamłana religia, czyli z przymrużeniem oka. Jestem katolikiem, bo mnie ochrzcili, matka kazała iść do kościoła no to chodziłem z kolegami, by pod świątynią popalać skręta, chlapnąć piwko, kupić działkę i kłaniać się katabasowi. Podobnie z Konstytucją. Wiedzą, że takie coś jest, ale skoro nie czepia się mnie, to wszystko w porządku. Gorzej, że o instytucji zwanej Trybunałem Konstytucyjnym już bardzo rzadko kto wie, a tym bardziej do czego jest on powołany. Nawet wśród tych rzesz protestujących na ulicach znajdują się podobni ignoranci. Idę, bo wszyscy idą, ale po co? to już inny problem. To właśnie wykorzystują rządzący, bowiem ich działania znajdują marny, a właściwie tylko wizerunkowy opór ludzi wykształconych, (prezesi, dziennikarze, dyrektorzy banków i Spółek SP, słowem szczególnie tych, którzy muszą się siłą rzeczy pożegnać z wygodnymi, dochodowymi stanowiskami, bo w naszym kraju utarły się zasady, że wygrywający wybory bierze wszystko od ministra po sprzątaczkę, a nawet babcię klozetową. Dlatego
likwiduje służby cywilne, czyli tysiące wykształconych kadr, które według założenia miały pełnić swoje obowiązki niezależnie jaka opcja partyjna w Polsce rządzi, by postawić tam swoich. Co prawda miernych ale wiernych. Rzecz w tym, że aby wziąć w karby całe społeczeństwo należy podporządkować sobie Trybunał Konstytucyjny, który to jako ostatni człon władzy sądowniczej ma obowiązek bronić zasad Konstytucji. Nie będzie łatwo zlikwidować albo przenicować wedle potrzeb partyjnych tej instytucji chociażby poprzez grzebanie w ustawach sejmowych, tym bardziej, że blisko milion Polaków w ostatnią sobotę wyszło w proteście przeciwko tym zakusom. Ludzie wyszli pokojowo, jakby na festyn i władza o tym wie, że łażenie po placach i ulicach wyjdzie społeczeństwu tylko na zdrowie. Władza też wie, że po 1989 r sprywatyzowano po to fabryki i inne instytucje, by pracownika wziąć za pysk i mu pokazać, że w każdej chwili może być z tej roboty wyrzucony na przysłowiowy zbity pysk. A gdzie on znajdzie następną pracę?. Wiadomo, nigdzie. Dlatego władza nie boi się strajków tak jak za PRL, bo ich po prostu nie będzie. Pozostaje tylko KOD (Komitet Obrony Demokracji), który będzie nękał rządzących krytycznymi hasłami. Dla mnie słowa pana profesora Karola Modzelewskiego (PRZEGLĄD), który powiada, że nikt nie wygra z oporem społecznym brzmią w odniesieniu do Polski mało przekonująco. Bo kto ma ten opór stawiać?. Emeryci?, młodzież szkolna?, cykliści a może wegetarianie?.Miliony tych, którzy rzeczywiście mogli się zbuntować bardziej radykalnie wyjechało na Zachód za chlebem , którego w Polsce dla nich zabrakło. Pracujący, jak powiadam nie zaryzykują strajku. Władza doskonale sobie przekalkulowała co jej się opłaca. Jedynie jako członek Unii Europejskiej, możemy liczyć na obronę (raczej werbalną, ewentualnie finansową) społeczeństwa. Demokracja nam się wali i walić będzie dalej bo takie są założenia PiS jakoby na wzór WKPb, której tezy Kaczyński jako historyk zapewne przeczytał.
Przeczytał też jego największy przyjaciel premier Węgier Wiktor Orban, z którym potajemnie spotkał się w Czorsztynie, nawet bez udziału premier Szydło. Z tym Orbanem, który sobie wydedukował, iż nie do końca warto ideologicznie potępiać Rosję skoro chce się utrzymać własną gospodarkę na poziomie i w miarę nie za drogo. Nie posłuchał on Unii w sprawie embarga narzuconego na Rosję. Dołączył się do rosyjskiej rury gazowej, a nawet poprosił Putina o zbudowanie na terenie Węgier dwu elektrowni jądrowych. Nie dopuszczam by Kaczyński zrobił to samo. Jest za głupio ambitny. Rozum mu zaćmiewa wrak rozbitego w Smoleńsku samolotu, na którym to żelastwie częściowo doszedł do władzy ogłupiając miliony niewykształconych rodaków, jakoby Putin z Tuskiem dokonali zamachu na jego brata i blisko setki innych ludzi. Powracam w tym momencie do tytułu posta. Protesty Polaków wyrażające się spacerkiem weekendowym po mieście, panie profesorze Modzelewski są dla PiS sielanką polityczną, tym bardziej, że jak piszą w POLITYCE, w samym KOD nie dzieje się dobrze. Zaczynają się przepychanki kadrowe. Vide Olsztyn. Jest to walka o przyszłościową władzę w terenie, ale powiadam: dzielenie skóry na niedźwiedziu, albo ściąganie gołębia z dachu za pomocą wędki nie zapowiada niczego pewnego.

Ps. Jerzy Owsiak, mimo napastliwej krytyki chorego posła Pięty i tryskającej zdrowiem posłanki Pawłowicz zebrał wraz ze swoją Orkiestrą rekordową kwotę pieniędzy w celu zakupu dla szpitalnych oddziałów sprzętu medycznego dla pacjentów najmłodszych i najstarszych. Obywatele pana Piętę i panią Pawłowicz, a także łkanie kleru mają bardzo głęboko w otchłani wydalniczej. Orkiestrę Owsiaka pokazała TV publiczna pod rządami nowego prezesa, bulteriera PiS Jacka Kurskiego. Mniemam, że ostatni raz.

środa, 6 stycznia 2016

PYTAJNIKI I WYKRZYKNIKI


Zadaje sobie pytanie, czy należy się zagłębiać w psychikę polityków?, naszych aktualnych polityków, którzy po wygranych wyborach rządzą Polską?. Odpowiadam też sobie: że należy, ale czynić to trzeba po cichu, bez roztrząsania wśród rodziny, znajomych, a nawet wydawałoby się, że także wśród sprawdzonych przyjaciół. Obejrzałem i wysłuchałem prawdopodobnie ostatniej popularnej telewizyjnej audycji autorskiej „Lis na żywo”, gdzie autor żegna się z widzami, bowiem jest absolutnie świadom iż nowa pisowska władza zamówiła już w MSW dla niego kajdanki.


Zanim go skują, CBA wyszuka podstaw do aresztowania popularnego liberalnego aż do bólu dziennikarza, ten zapewne już opuści swój szczęśliwy kraj i poszuka sobie gniazdka oraz pracy u przyjaciół, których ma bez liku. W audycji tej zabrali głos ludzie mediów, którzy podobnie jak pan Lis spodziewają się dymisji ze swoich stanowisk,. Wystarczy podpis prezydenta pod świeżutką ustawą dot. mediów publicznych, ale jak się okazuje ustawa ta może też dać przyzwolenie na niszczenie tych prywatnych. Wystarczy, że zlikwiduje się KRRiT, a później zabierze się koncesje na nadawanie czegokolwiek. Zrobią to ludzie u władzy, o których Tomasz Jastrun pisze tak, cyt:”Są to ludzie, od których bije chłód emocjonalny, spłycenia uczuciowości, niska zdolność wyrażania uczuć, obojętność na pochwały i krytykę, słabe zainteresowanie sferą seksualną, preferowanie samotnictwa, brak bliskich przyjaciół, mała wrażliwość na konwencje społeczne. Po niektórych twarzach widzę, że to osobowości dyssocjalne tj. nie liczące się z uczuciami innych, przyjmujące postawy lekceważenia norm i reguł społecznych. Są ślepi moralnie i nadmiernie wrażliwi, agresywni, niezdolni do przeżywania poczucia winy. Obwiniają innych, nigdy nie przyznają się do błędów”.Niestety ta diagnoza się potwierdza w całości. Kaczyński mści się, bo zawsze szaleje ten, który ma silną potrzebę zemsty i czuje bezkarność, a tą bezkarność dały mu wyniki wyborów. Czy on ma jakoweś zaplecze, czy też samotnie tak szaleje?. Otóż ma!!! Jego zaplecze to ludzie o zatrzaśniętych twarzach, wszyscy smutni, zapiekli. Do niego podobni. Jak spod sztancy. Czy takich ludzi należy się bać?,
oczywiście należy, bo cała władza należy do jednej partii i jednego prezydenta, ale wydaje się, że tak naprawdę to cały interes spoczywa w rękach niezbyt pokaźnego faceta w znoszonych butach. Postać nieco paranoiczna, a taka właśnie jest nieobliczalna, tym bardziej że na szczytach władzy. Paranoję widać w wydawanych jak ciepłe bułki, często nocą! ustawach, zdążających do całkowitego unicestwienia wolności słowa, zapisanych konstytucyjnie, dosłownie jak adnotacja o nadaniu imienia nowo narodzonemu obywatelowi. Czy ja jako szary obywatel boję się o swoja wolność i bezpieczeństwo?. O wolność mniej, bowiem nie planuję włamu do banku, ale o bezpieczeństwo a jakże. Skoro hunwejbini Kaczyńskiego będą inwigilować internet, w którym na swoim blogu od kilku dobrych lat poddaje z odcieniem ironicznym krytyce rządzących i Kościół katolicki w sposób mniej lub bardziej ostry, przeto, znając żywe zasoby pisowskie w postaci hord narodowców błogosławionych przez księdza pajaca Międlara z Wrocławia, oraz przeora jasnogórskiego, mogę się spodziewać najgorszego. Podpalenia drzwi, obrzucenia jajami lub czymś śmierdzącym podczas wyjścia na miasto, czy ewentualnie napaści czysto chuligańskiej. No nie wiem, ale oni wiedzą jak potraktować tych, których z racji wtłaczanej im do łbów przez przywódców pisowskiej ideologii mają obowiązek nienawidzić. Znane są nam przykłady kretyńskiego zachowania polskich chłystków w stosunku do obcokrajowców z państw, które PiS uznaje za wrogie.
Niedawno zapoznałem się z relacją dwojga turystów z Niemiec, z pochodzenia Polaków, podróżujących samochodem po Bieszczadach. Już od początku, dosłownie na każdym kroku byli atakowani. A to notorycznie przebijano im opony,  wybili też szybę. Wystarczyło że na chwilę weszli do sklepu po zakupy, mazano na ich pojeździe słowa „spier...ać szwaby”, mimo że rozmawiali wyłącznie po polsku. Zapłonem do wyrażenia nienawiści i ataku dla nich była rejestracja niemiecka samochodu. Zrozumiały strach tych ludzi spowodował natychmiastowy powrót do domu, mimo że ich wycieczka miała trwać bodajże trzy tygodnie. Z żalem postanowili raz na zawsze pożegnać się ze swoją ojczyzną urodzenia i wzrastania. A ileż to krajowych informacji o napaściach na obcokrajowców, ludzi o innym kolorze skóry, gejów, ateistów i innych podpadających pod ich „sztandar” dociera do naszych oczu i uszu!. Dość poczytać internet oraz prasę liberalną.

Co będzie jak napłyną do nas zgodnie z ustaleniami unijnymi syryjscy uchodźcy?. Taki oto czarny obraz Polski nam się maluje, właśnie teraz po wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Jeżeli zamiast dziesiątek tysięcy na ulice nie wyjdą miliony by dać odpór aktualnej władzy, jeżeli Unia Europejska, oraz świat demokratyczny w sposób kategoryczny, w tym finansowy nie zmusi członka Unii Polskę do rezygnacji z totalitarnych zakusów, możemy my wolni Polacy stać się bezwolnymi pionkami na szachownicach pisowskich, przy których zasiadać będą m.in. Kaczyński,  Sellin,  Ziobro, Piotrowicz, Macierewicz,Kamiński, Pawłowicz, Waszczykowski, Błaszczak, Jurgiel, Kempa i inni, że o Szydło i Dudzie nie wspomnę, bo to wyłącznie pajacyki w ręku Jarosława K. mimo, że zasiadają na najwyższych stanowiskach państwowych. Oni stworzą raj dla tych, których nie zalicza się do
obywateli drugiego sortu, czyli dla twardych wyborców PiS. W każdym razie nie dla "komunistów i złodziei", aczkolwiek wielu takich uwiło sobie ciepłe gniazdo u boku Kaczora. W tej sytuacji, w poczuciu dbałości o bezpieczeństwo własne i mojej rodziny, ten post traktujący w sposób krytyczny o sprawowanej władzy będzie zapewne jednym z ostatnich. Czas pokaże co będzie dalej, być może po jakimś czasie odetchniemy bardziej zdrowym powietrzem. Pożyjom, uwidzim, jak powiadali starożytni Rosjanie. Pomyślałem, iż może ktoś z państwa uzna moją zapowiedź za zbyt tchórzliwą, proszę jednak przed wydaniem takiej opinii głęboko ją przemyśleć.
 
Ps: O spaczonej psychice kaczego poselstwa świadczy postawa niejakiego Pięty, posła  Stanisława Pięty przywiązanego do szpitalnego łóżka z powodu raka krwi i kości. Tenże łachudra moralny wzywa ludzi by nie dawali datków na rzecz WOŚP Jurka Owsiaka. Pieniądze te według posła powinny trafić do Kościoła, sam zaś żebrze o szpik kostny od ludzi dobrej woli, zamiast udać z błaganiem o ratunek do Caritasu, albo wprost do ojca Muchomorka.To prawdziwy obraz katolskiego psychola stanowiącego prawo w ramach parlamentu. 
 
Obrazki:
Jarosław K. w drodze na cokół po Piłsudskim

niedziela, 3 stycznia 2016

ZACHODZĘ W GŁOWĘ


W odpowiedzi panu Krakusowi, który zadał mi pytanie, dlaczego od już dłuższego czasu najwięcej czytelników mojego bloga mam w Rosji, co dostrzegł na rejestrze HISTATS. Podejrzewał być może moją współpracę ocierającą się o politykę, a może nawet zdradziecki wywiad, chociaż zastrzegł iż to wyklucza, ale jak wiadomo każdy ma swoje myśli. Prosi o odpowiedź, przeto mówię: Otóż drogi Czytelniku Krakusie, z Rosjanami i z ich ojczyzną, obojętnie jaka by ona nie była nic mnie nie łączy ponadto, że w miarę znam ich język na poziomie podstawowych kontaktów, czyli zresztą podobnie jak wielu z nas Polaków. Podróżowałem po Rosji
(jeszcze tej paskudnej, czyli radzieckiej), a relację z tej wyprawy zamieszczałem w kilku postach. Mam wiele miłych wspomnień z gościnnych spotkań i obserwacji zasobów kultury starorosyjskiej i rosyjskiej. Muzea, wystrój metra, budynki cerkiewne, cmentarze na których leżą najsłynniejsi Rosjanie, a więc pisarze, artyści sceniczni i uczeni, laureaci nagród noblowskich, konstruktorzy i wynalazcy, ale też obyczaje życia codziennego, szczególnie w republikach kaukaskich i Syberii. To wszystko mnie człowieka europejczyka mocno interesowało. Ale widziałem też skrywaną przed turystami biedę, bałagan gospodarczy oraz nastroje prostych Rosjan w sytuacji reżimowej polityki Breżniewa. Zwyczajem tamtych czasów był obowiązek odstania w kolejce do kremlowskiej nekropolii, gdzie od blisko 100 lat leży w kryształowej trumnie twórca ich socjalistycznego państwa Lenin. Nic poza tym, chyba że to, iż (co nie dało się ukryć) na ulicach Moskwy, Irkucka, czy Petersburga (wtedy Leningradu) widziałem ludzi bez uśmiechu (co się zdarza i u nas aż do dziś. Moi Czytelnicy to zapewne Polacy, potomkowie zesłańców polskich, ale też naukowców, którzy tam się osiedlili i założyli swoje rodziny wstępując w związki małżeńskie z sybirakami. Czytelników z innych terenów wielkiej Rosji jest mało, w zasadzie tylu ile odnotowuję na terenie państw europejskich, USA czy Australii i Afryki (bo tacy też się znajdują). Stałych, co prawda bardzo rzadko komentujących czytelników mam wyłącznie właśnie za Uralem, a więc w azjatyckiej części Rosji. To tyle i aż tyle. Dziękuję za zainteresowanie i spostrzegawczość. Ja w dalszym ciągu zachodzę w głowę, bo chciałbym bliżej poznać owych Czytelników. Być może patriotyzm nakazuje Im szukać wieści z kraju, które w jakiejś tam cząstce znajdują na moim blogu. Kłaniam Im się nisko.


Z innej beczki: Zachodzę też w głowę i to bardzo z powodu człowieka, którego los, a właściwie Kaczyński posadził nam na stanowisku ministra obrony narodowej. Pominąwszy to, że ten brodaty typ rozpieprzył polski wywiad wojskowy narażając naszych żołnierzy na niechybną śmierć podczas misji wojskowych, oraz to, że wpompował do głów prawie jednej trzeciej populacji społeczeństwa polskiego idiotyczną teorię wybuchu w samolocie prezydenckim udającym się do Katynia, chociaż jak czytam wolną prasę, jeden z czytelników pisze, że wybuch był możliwy, bowiem bardziej jest prawdopodobnym, iż eksplodował ze złości prezydent kartofel (jak go nazywała prasa niemiecka), dlatego że piloci nie chcieli lądować w Smoleńsku, tylko w Moskwie lub Kijowie. Siła wybuchu była tak wielka , że pozabijał wszystkich na pokładzie.
 
Jest to tak śmieszne jak śmieszna jest każda idiotyczna teoria którą wydala człowiek z brodą. A tymczasem człowiek z brodą zatęsknił za Polską mocarstwową, planując wystosowanie prośby do USA o to, by w łaskawości swej przysłali nad Wisłę głowice jądrowe, które nas uchronią od ataku ze Wschodu. Idiotyczne myślenie brodacza nie pozwala zrozumieć, że wtedy staniemy się pierwszym obiektem ataku jądrowego. Naraża ten człowiek naród na całkowite unicestwienie. Ciekawe, że nikt z mądrych mu nie wytłumaczy, że on plus 36 milionów jego rodaków w jednej sekundzie zapełni zarówno łąki niebiańskie jak i otchłanie piekielne.
Jeszcze prezydent nie podpisał ustawy medialnej (zrobi to ponoć dzisiaj lub jutro), a już zaczęły się czystki. Wszyscy prezesi spółek medialnych (m.in.TV, Radio, PAT) podali się do dymisji, bowiem dano im do zrozumienia że są ludźmi persona non grata. Pani „Lodzia”w komentarzu pisze: A więc zaczęło się. Naczelnik KOD już się skarży, że PiS przystąpił do ataku medialnego na niego. Nieprzyzwoite wpisy na Facebooku, próby wyrzucania go z internetu i inne szykany zauważa pan Mateusz Kijowski od kilku dni. Ponoć szef KOD jątrzy naród by bojkotował przemówienie noworoczne prezydenta. Ja uważam, że bez jątrzenia mało kto wysłuchał słów pana prezydenta, bo w tym czasie aż z trzech ośrodków TV transmitowane były gale sylwestrowe naszych i zagranicznych gwiazd rozrywki. Komu by przyszło słuchać napuszonych słów pana Dudy w takim momencie. Powiem tak na koniec: Nie musimy się szczególnie martwić jako Polacy. Jeżeli Kaczor posunie się za daleko i wprowadzi w Polsce jakikolwiek rodzaj stanu wyjątkowego, lub chociażby tylko w sposób bardzo rażący złamie Konstytucję, to Unia Europejska w ciągu kilku dni może zawiesić nasz kraj we wszystkich lub niektórych prawach członka Unii. A to może oznaczać na przykład koniec z bezdewizowym ruchem na terenie Europy, natychmiastowe wstrzymanie wymiany handlowej i wszelkiej współpracy gospodarczej, a nawet wojskowej panie Macierewicz. Polska to nie Rosja, nie mamy ropy i gazu, ani bilionów dewiz zgromadzonych w czasie hossy gospodarczej. To też nie Grecja. Jakiś tydzień po wprowadzeniu tych sankcji, po rządzie Kaczyńskiego nie będzie śladu, bo obywatele w tym upadku mu pomogą. Być może zbawiciel Polski zdaje sobie sprawę z tego i dlatego każe Antkowi M. na wszelki wypadek załatwiać broń atomową. Gorzej, bo Unia od dawna ma głowice, ale też głowę, której używa na każdym kroku. Dlatego w tym wypadku też zachodzę właśnie w swoją głowę, co się wydarzy w najbliższej przyszłości. Amen


ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...