piątek, 30 grudnia 2011

BO ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE


Jutro 31 grudnia. Imieniny Sylwestra.Dla mnie dzień jak co dzień, nic szczególnego, poza tym, że mój szwagier to Sylwester, a więc nie sposób przeoczyć daty. Zatem życzenia i te tam inne okolicznościowe ukłony, uśmiechy i całusy okraszone milutkimi słowy „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”. Akurat o północy tegoż dnia podobne życzenia padną z ust wielu milionów Polaków na zabawach sylwestrowych i nie tylko. Ot, standard. Często wypaplany bezmyślnie z gąb już upojonych alkoholem i upaćkanych sałatką. Rozgrzane tańcem panie w on czas gorączkowo rozpinają guziki opinające górne partie piersi dla złapania świeżego powietrza, zanim odwdzięczą się sztucznym uśmiechem i rewanżem podobnych życzeń za te co usłyszały od współbiesiadników dotychczas nie poznanych, po czym tak rozluźnione, wraz ze swoimi partnerami wyjdą przed budynek aby podziwiać fajerwerki odpalane przez onych.
Przyzwyczaiłem się do tegoż corocznego rytuału i przyznam się ,że on mnie nudzi, a nawet bardzo zniechęca. Bo tak jak powiadam. Nie można się spodziewać na balu sylwestrowym czegoś nadzwyczajnego, co stanowiłoby nowość, inność od balu z roku ubiegłego, poza uświęconymi słowy „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”, czemu zresztą trudno zaprzeczyć. Oczywiście ci nieco trzeźwiejsi swoje życzenia składane bliźnim okraszą hipokryzją w postaci „ dużo pieniążków, szczęścia i miłości, zadowolenia z dzieci,” nigdy z teściowej, która to w pojęciu obiegowym zawsze pozostaje heterą .Oczywiście życzymy i owszem, zadowolenia z pracy, tak jakby pracę którą wykonujemy z zadowoleniem miał każdy z nas i w tej kwestii już nie ma o czym mówić, tym bardziej trzymając w garści kielich z ruskim szampanem. Na szczęście po umęczonej nocy, zatruciu alkoholem i nie zawsze świeżą zakąską jako pozostałością ze Świąt Bożego Narodzenia, w Nowy Rok śpimy do południa wypijając wszystkie domowe zapasy wody włącznie z zawartością wazonów. Osiągnąwszy choćby częściową świadomość obecności we własnym łóżku i po skorzystaniu z kabiny natryskowej oraz ogoleniu się, musimy być przygotowani na wysłuchanie kazań ze strony małżonek, przyjaciółek, kochanek na temat nieopatrznego zbyt ciepłego przymilenia się do tej zdziry z sąsiedniego stolika, azali użycia słów mało przyzwoitych podczas zwracania się do szefa małżonki, przyjaciółki czy kochanki. Naprawdę powinieneś ubrać się i natychmiast pójść do niego z kwiatami prosząc o wybaczenie. To w końcu dzięki niemu dostaliśmy służbowe mieszkanie. Bez niego nasza mamusia nie znalazła by się w tym luksusowym domu starców,... usłyszy na powitanie.
Wskazane jest by właśnie w Nowy Rok zachować ciszę po szale ogniowym. Ciszę, bowiem każda riposta, każda, chociażby grzeczna próba tłumaczenia się z zarzutów „sylwestrowych”prowadzi do dalszych cichych dni, a często przed sąd rozwodowy.
Ja ze swej strony odpuszczam sobie w tym roku szaleństwa pod sufitem z balonikami, ale tą drogą życzę wszystkim moim czytelnikom i nie tylko, bardzo szczęśliwego Nowego Roku 2012. Panom zwycięstw naszej drużyny na Euro. Paniom, piękna odbieranego ze wszystkich luster zainstalowanych w mieszkaniu, a wszystkim tradycyjnie zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. Niech ten radosny i zadowolony piesek, zapewne z ustawy sejmowej o poszanowaniu naszych braci mniejszych pozostanie symbolem naszej wspólnej radości.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

ŚWIĄTECZNE REFLEKSJE


Naszła mnie psia mać refleksja. Spowodowana atmosferą świąteczną, a też emitowanymi programami w dostępnych kanałach telewizyjnych. Obok wszelkiego rodzaju głupawych jasełek dla myślących inaczej, także moda, ciepły, mało polityczny, mało zadziorny temat, ocierający się też o świąteczną atmosferę źłóbkową i stricte kościelną, jako, że widzę również na wybiegu przystojniaków w koloratkach. Staram się nie popaść w nerwicę eklezjogenną, więc, jak rzadko kiedy jednym okiem spoglądam na owe wybiegi, na których prezentują się eleganckie, wychudzone do granic możliwości dziewoje, oraz wymuskani młodzieńcy, drugim zaś na szklankę z whisky. Starzy, których na tym świecie bez liku, a którzy przecież też na co dzień nago nie chodzą, na wybiegu nie mają swych wzorców. Odbieram to zatem bardziej ze względu na urok prezenterów niżeli na ciuchy, które dyktatorzy na nich pozawieszali. Jestem w pełni świątecznie usatysfakcjonowany (a nawet przesadnie nieco), o czym daje znać zarówno żołądek jak i wątroba o dość już dużym „przebiegu”. Przeto pokaz mody zmusza mnie do owej refleksji. Staram się odtworzyć na tle własnego życiorysu okrycia wierzchnie jakie zawieszali na moim przez lata dorastającym młodzieńczym szkielecie moi rodzice, a i ja sam też w latach po szczenięcych. Kto z nas w Polsce pod protektoratem politycznym Kremla, w czasie gdy ważniejszym było tworzenie wiejskich spółdzielni produkcyjnych, czyli ustrojstwa siostrzanego kołchozom, gdy hasła odbudowy stolicy przypominano nam w szkole, w której obok mnie siedmiolatka zasiadał czterdziestoletni sąsiad w ramach walki z analfabetyzmem, gdy prawie z każdej rodziny był ktoś w więzieniach ubeckich, mógł być poinformowany, że gdzieś tam na świecie ludzie się ubierają u Diora, Yves Saint Laurenta, Pierre Cardina, czy Armaniego. Nawet w stołecznych towarzystwach z kręgu kultury kobiety ubierały się na tzw, „ciuchach” przemycanych ukradkiem z Zachodu, lub za pośrednictwem paczek z USA czy Anglii. Powstawały rodzime zakłady krawieckie, które tworzyły nowości z niczego na skromną skalę zachowując przy tym preferencje człowieka socjalizmu, a więc dbając wyłącznie o wygodę przy wytężonej pracy na rzecz odbudowy ojczyzny. Oczywiście z biegiem dni, z biegiem lat, szczególnie gdy następowało rozweselanie naszego baraku politycznego wśród „szczęśliwych” narodów, dzięki buntom na Węgrzech, w Poznaniu, a następnie nieco później w Ursusie, Radomiu i Gdańsku, polskie damy i dostojni kawalerowie mogli już skorzystać z polskich, rodzimych projektów mody. Kolejno powstawały jak grzyby po deszczu domy mody Grażyny Hase, Barbary Hoff, Jerzego Antkowiaka, Ewy Minge, które to do dzisiaj dyktują naszym rodaczkom i rodakom jak ubrać się do pracy, na bal, do teatru czy nawet na odpust. Zamyśliłem się trochę patrząc swym już kaprawym wzrokiem na te róże, fiolety, czerń, biel i czerwień i przed oczyma stanąłem sam sobie jako chłopak w wieku szkolnym. Wraz z bratem z powodu kłopotów zaopatrzeniowych w polskim handlu, byliśmy ubierani u wiejskiej krawcowej. Ubranka z wykładanymi kołnierzykami koszul i krótkimi spodniami na szelkach . Spodnie zaopatrzone były w klapy na tyłku, zapinane na guziki w przypadku udania się na stronę w związku z nagłą biologiczną potrzebą. Ponadto do szkoły, do kościoła i na wizyty nosiliśmy pończochy podtrzymywane gumką (chyba od wecków). W czasie mrozów wciągaliśmy na nogi pończochy podwójne i raczej grubsze. Buty, raz na dwa lata ojciec nam obstalowywał u znanego na okolice szewca. Były to tzw. kozaki. Pierwej musiał gdzieś tam na bazarze Różyckiego kupić odpowiednią skórę. W lecie na nogi wciągaliśmy pepegi, jedyny wciąż dostępny produkt, niekoniecznie dyktowany modą. Te ówczesne „adidasy” przetrwały do lat dzisiejszych, mimo że producent czyli grudziądzkie zakłady Stomil już dawno się przebranżowiły na produkcję pontonów ratowniczych dla marynarzy. Spodnie długie rodzice mi zafundowali dopiero przy okazji wyprawki do liceum, bo to jednak już miasto, no i osiągnąłem wiek, który pozwalał zaufać młodzieńcowi, że wie on jak nosić coś takiego. Z biegiem lat upodobniałem się w ramach posiadanej kasy do innych, którzy ubierali się w spodnie z kloszami, uszyte z twardego materiału namiotowego, często ufarbowane w ultra marinie lub w soku z buraków ćwikłowych. Potem nastały czasy non ironu (ach, jaka wygoda, bez prasowania), damskie czasy crempliny, ortalionu i wielu innych wynalazków, najczęściej przywożonych z zagranicy przy okazji wycieczek z Orbisu czy też Gromady. Zaczynaliśmy być dumni ze swych strojów, szczególnie po powrotach z wycieczek pociągami przyjaźni z ZSRR. Tam mimo, że inostrańcom nie pokazywano tego, za co nawet nie potrafili się do końca wstydzić, to owi my inostrańcy widzieliśmy kobiety w kufajkach pracujące na torach przy wyładunku wagonów, oraz niechlujnie ubranych przeciętnych obywateli miast. Egzotycznie jakoś postrzegałem człowieka w waciaku z kompletem złotych zębów, w bądź co bądź bardzo ładnym moskiewskim metrze. Objeździłem ten kraj od Kijowa, przez Moskwę, Tbilissi, Petersburg, Taszkient, aż po Irkuck -to wiem. Oglądając zabytki i ciekawostki kraju szczęśliwości, najbardziej musiałem dbać o swoje odzienie, bowiem na każdym dosłownie kroku spotykałem się z propozycjami odsprzedaży adidasów (chińska podróbka), spodni, marynarki ze sztruksu, a nawet gaci, o które pytały etażowe w hotelach. Dlatego mimo, że nie byliśmy prawie w niczym podobni do zgniłego Zachodu, to np. dla żołnierzy radzieckich pełniących służbę wojskową na zachód od Bugu i ich rodzin, Polska to absolutny kapitalizm. Dzisiaj widzę w reportażach telewizyjnych że bracia Moskwianie, a nawet Kazachowie, dzięki namiastkom demokracji potrafią się upodobnić do narodów najbardziej cywilizowanych na świecie, szczególnie ci ... nowobogaccy. Ambicją każdego męża było ubranie swojej żony i córki w futerko lub kożuszek. Do kina i do pracy chodzimy w garniturach, co oczywiście ludzie młodzi uważają do dziś za obciach, a krawat dla nich jest symbolem zniewolenia. Tak oto zleciał mi jeden dzień świąteczny. W dniu następnym, ubrawszy się zgodnie z obowiązującą modą, podawszy małżonce łokieć, udałem się na długi, wyczerpujący spacer, przy okazji lustrując stroje innych. No cóż, wsio normalno, jak powiadają starożytni Rusini. Jesteśmy przecie już od kilku lat w Unii Europejskiej, w najbardziej ekskluzywnym towarzystwie świata. Jak dobrze, że już po świętach.



PS. Sam się sobie dziwię, że ani raz nie wymieniłem nazwiska Kaczyński, ale czy na długo?.



Uśmiechnij się:
Nowobogacki Rosjanin ze złamaną ręką udaje się do chirurga.
Lekarz po obdukcji powiada: No cóż, założymy panu gips
-Jaki gips, jaki gips!. Marmur kłaść!.

środa, 21 grudnia 2011

CHYLIMY CZOŁA PANIE PROFESORZE



O generale Wojciechu Jaruzelskim, jako mężu stanu, przywódcy państwa, wybitnym patriocie i polityku pisałem już wielokrotnie przy różnych okazjach. Zawsze jak co najmniej milion mężczyzn, którzy pod jego dowództwem odbyli służbę wojskową, uważałem Go za dar niebios dla kraju, gdzie połowa społeczeństwa nie potrafi się dogadać z drugą połową. Właśnie czytając (prawie) niezależną i obiektywną Gazetę Wyborczą w wydaniu na środę przedświąteczną, przed oczy nawinął mi się artykuł pana profesora UJ Andrzeja Romanowskiego, który swoją obszerną wypowiedź na temat postrzegania stanu wojennego i jego autora zatytułował SKŁAMANA HISTORIA, NIERÓWNA MIARA. O ile pierwsza część tytułu odnosi się do IPN, PIS i całej nieoczytanej gawiedzi zapatrzonej w Kaczyńskiego i jego obrzydliwie kłamliwe oceny Generała, któremu swego czasu osobiście chciał strzelić „w łeb”, o tyle druga część tytułu dotyczy zestawienia dokonań Generała z tandemem Piłsudski- Dmowski (chorym na antysemityzm), których nie wiadomo dlaczego umiłował kaczor i jego kibolsko -neofaszystowska hołota. Na wstępie profesor Romanowski po przeanalizowaniu wypadków związanych ze stanem wojennym i jego następstwami w latach późniejszych porównał naszego Generała do Imre Nagya (bohatera narodowego Węgier z 1956r.), z tym, że naszemu Generałowi się udało rozpoczęte dzieło, bo akurat Imre został stracony z udziałem Sowietów. Nasz, jako wybitny znawca „umiłowanych” przyjaciół ze Wschodu nie dał się zaskoczyć. Uratował kraj przed rzezią i rozlewem krwi. Tych parędziesiąt ofiar, które z różnych przyczyn zginęło nie z Jego woli i za które wielokrotnie bardzo przeprasza trudno porównywać do wielokrotnych masakr urządzanych własnemu narodowi przez władze II Rzeczypospolitej. Rzeczpospolitą wolną i niepodległą. PRL natomiast, jak twierdzi opozycja prawicowa była zaś podległa Rosji sowieckiej, a więc która w gruncie rzeczy Rzeczpospolita powinna bardziej się wstydzić konfliktu ze swoim narodem?. Autor artykułu przytacza cierpienia i mordy osadzonych (często posłów opozycji) w obozach koncentracyjnych w Berezie Kartuskiej. Byli zmuszani do mycia gołymi rękami kibli, stosowano terror psychiczny w tym symulowane egzekucje. A takich więźniów były tysiące. Hitler miał z kogo brać wzór przy budowie Oświęcimia, bowiem generalicja III Rzeszy często była zapraszana na polowania i rauty przez nasze władze. Warto dodać, że w tych wstydliwych sprawach Kościół nie kiwnął świętym paluszkiem. Ze środowiska przedwojennej prawicy, dzisiejszych przyjaciół kaczopopulacji wywodził się Niewiadomski, zabójca prezydenta Narutowicza. Z tego mordercy nasza prawica też jest dumna. Nie przeszkadzała też im zbrodnia Pinocheta, który perfidnie zamordował ponad 30 tysięcy rodaków w swoim „niepodległym” państwie, zrzucając ich żywcem do morza z samolotów. Jest to postawa panie Kaczyński, panie Marku Jurku, panie Gowinie, panie Ziobro, panie Kamiński, pani Kempo i wszyscy pozostali kaczoprzydupni, zasługująca na najwyższe potępienie moralne ze strony ludzi, którzy mają choć odrobinę poczucia humanizmu i godności. Był taki czas w naszej najnowszej historii, gdy skrajna prawica gotowa była wieszać współrodaków na gałęziach drzew, tylko za to, że nie byli z nią. Na szczęście wśród „rewolucjonistów” znaleźli się tacy jak Kuroń, Mazowiecki, Modzelewski i Michnik, którzy zdążyli im podać szczepionkę przeciw wściekliźnie. Pozostało ich jeszcze trochę, tych nieuleczalnych. Im żadna medycyna nie pomoże. Ci smutni panowie i panie pochowali się gdzieś w gazetkach (gadzinówkach) „Gazeta Polska”, „Nasz Dziennik”, „Rzeczpospolita” „Gość Niedzielny” i kilku innych z Bublem włącznie, resztę obaj Kaczyńscy ulokowali w IPN, a nawet w Ratuszu Wołomina. Za co to miasto jest tak ukarane, bo to jak nie mafia to kaczyści. Ta obłudna „ynteligencja” z wykształceniem na wpół klerykalnym po KUL lub Uniwersytecie Wyszyńskiego, na które to uczelnie zezwolił ładować społeczne pieniądze właśnie rząd Generała, gotowa jest każdego 13 grudnia podpalić dom autora stanu wojennego. Tak im nakazuje „chrześcijańskie poczucie sprawiedliwości”. Czy trzeba aż tak wytężonej percepcji, by zauważyć, że Jaruzelski narodowi zadośćuczynił, skoro przeprowadził go od totalitaryzmu do demokracji oddając władzę na talerzu. Od państwa podległego do niepodległego. Pełniąc obowiązki pierwszego prezydenta III RP nie przeszkodził premierowi Mazowieckiemu w rozmontowaniu do końca pozostałości komunizmu. Ładne zdanie autora artykułu: W tak skomplikowaną materię wydarzeń z lat 1981-1989 mózg happeningowców spod willi Generała nie jest w stanie wniknąć. I tak już zostanie do czasu śmierci Generała, Patrioty, Bohatera czasu wojny i pokoju.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

DO SIEGO ROKU



Wszystkim moim Czytelnikom

z okazji Świąt, oraz zbliżającego się

Nowego 2012 Roku,

składam serdeczne życzenia

wszelkiej pomyślności. Do Siego Roku.

piątek, 16 grudnia 2011

"DRZEWKO" MAŁO ŚWIĄTECZNE

Warszawa, stolica Rzeczypospolitej Polskiej. Ta administracyjna, bo jeśli chodzi o kulturę, to mimo wielu obiektów podległych Melpomenie i Terpsychorze pozostaje w cieniu Krakowa. Warszawa, dzisiaj miasto dwumilionowe, a więc średniej wielkości wśród stolic świata. Miasto, które dzięki wysiłkowi całego narodu, począwszy od ucznia pierwszej klasy po emeryta zostało wskrzeszone po spopieleniu przez Hitlera. Nawiasem mówiąc, sam jako dzieciak, za podarowane od rodziców złotówki wykupywałem cegiełki, którymi odbudowywano Stare Miasto, a następnie powstawały nowe dzielnice mieszkaniowe dla powracających z całego świata warszawiaków. Wśród dzisiejszej stołecznej populacji, tych powracających było nie więcej niżeli 20%. Reszta to napływowi ludzie z innych miast, ewentualnie z okolic wiejskich jako ta siła robocza. Z biegiem lat co ambitniejsi kończyli szkoły tworząc dzisiejszą inteligencję. Nie wiem, czy do tych ostatnich zaliczyć można Kaczyńskich. Tak, tak, tych Kaczyńskich z dzisiejszego Żoliborza, bowiem rodzice Lecha i Jarosława zanim stali się obywatelami Warszawy, odbyli w życiu swym długą drogę. Rajmund Kaczyński, ojciec jednojajowych, syn carskiego urzędnika z Grajewa, ożeniony z kobietą wyznania mojżeszowego, co akurat dla mnie i każdego myślącego nie ma żadnego, tym bardziej pejoratywnego znaczenia, po wojnie stanął ponoć u boku tych co utrwalali władzę ludową, jednocześnie głosząc swoją przynależność do AK. Tu akurat bredzi, bowiem jako AK-owiec nie mógł zaraz po wojnie dostać się na Politechnikę Łódzką, by już po roku studiów opuścić ją z dyplomem magistra. Miejsce jawnego Ak-owca w najlepszym wypadku było za kratami UB. Nie będę się wiele rozpisywał na temat rodziny Kaczyńskich, wystarczy kilka kliknięć w Wikipedii. A więc kłamstwo, jak wszystko związane z tym klanem. Pan Jarosław, jako "rodowity" warszawiak z Żoliborza, zamieszkały od urodzenia z mamusią, tatusiem, bratem i kotem, w żadnym razie nie może się utożsamiać z warszawiakami ze Szmulek, Pragi czy Targówka. Zapewne nie zna żadnego słowa wyrażanego gwarą pana Piecyka i innych bohaterów Wiecha. Za to zna te swoje szowinistyczne wyrazy i hasła serwowane w wystąpieniach przed kamerami i nawołujące do nieposzanowania prezydenta, a też i rządu. Bo Kaczyński jako syn członka czerwonej partii, oraz wnuczek carskiego oficera posiada pewne nawyki zmierzające do uwypuklania swojej wielkości mimo karłowatego wzrostu. Życiorysy Kaczyńskich są bardzo skomplikowane i zawiłe w odnajdowanych dokumentach. Jedno jest pewne, bowiem śledząc ich "drzewko" śmiało można powiedzieć, iż obaj jednojajowi stanowią wyjątkowy samorodek. Przybyli do stolicy gdzieś z zadupia, mają bardzo powikłaną przeszłość rodzinną i charakteryzują się wyjątkową mściwością w stosunku do wszystkiego co nie jest zbieżne z ich przekonaniami. Oskarżają wszystkich o wszystko, podpierając się klerem. Myślę, że ci dwaj Kaczyńscy (dzisiaj tylko jeden) nie zasłużyli na obywateli, z których stolica, ta odrodzona ze zgliszczy, mogła by być dumna. To potomkowie napływowych karierowiczów, co to zawsze wiedzą jak się ustawić względem podmuchu wiatru historii. Powiadam: nie będę się wgłębiał w obszerne informacje na temat genealogii Kaczyńskich. Zdaję też sobie sprawę, że wiele z tych informacji może być nacechowana złośliwościami, lub wręcz wrogością do owej "zacnej" rodziny. Jedno jest natomiast pewne,że sprawdza się przysłowie że niedaleko spada jabłko od jabłoni patrząc na dzisiejsze wyczyny pana Jarosława. Na czele różnych organizacji kibolskich i neofaszystowskich niszczy on warszawską atmosferę, warszawskie bruki, a nawet wozy telewizyjne. Niszczy dobre imię tej Warszawy na odrodzenie której szły między innymi moje cegiełki, Coś w tych obszernych opracowaniach na temat rodzinki Kaczyńskich jest prawdziwe, bowiem on sam poprzez swoje zachowania to potwierdza,... jak to szczęśliwy bobas, szczęśliwy młodzieniec, szczęśliwy wieczny kawaler otoczony zgrają ochroniarzy. Qui se metui volent, metuant ipsi necesse est. (Kto chce aby się go bano, z konieczności sam bać się musi).

Uśmiechnij się:
Facet spotyka na ulicy swoją teściową, bardzo zamożną kobietę:
-Dzień dobry, jak zdrowie mamusi?
-A niedoczekanie twoje, niedoczekanie...

środa, 14 grudnia 2011

ZAWŁASZCZYŁ ROCZNICĘ






Jarosław Kaczyński, przywódca partii, która sześciokrotnie przegrała wybory wpadł na wyjątkowo perfidny pomysł. Zawłaszczył sobie obchody 30-dziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Pozazdrościł Generałowi narodowej rewolty. Różnica polega na tym, że General miał do dyspozycji całą polską armię, milicję, oraz inne służby mundurowe i nie tylko. Kaczyński dla upodobnienia się na siłacza politycznego, wezwał do uczestnictwa w ulicznej szwancparadzie kiboli, rasistowskie organizacje z Korwinem-Mikke, ONR Zawiszy i Młodzieżą "Weszpolską", a jakże by inaczej, moherowe towarzystwo spod krzyża Smoleńskiego. Oczywiście na czele tejże przechadzki szedł sam prezes ze swoja pisowską hordą. Współczuję Lechowi Wałęsie, który w dniu tej parady poczuł wyjątkowe obrzydzenie, tracąc apetyt. Przywódca Solidarności, jako naoczny świadek tamtych dni, publicznie powiedział, że Kaczyńscy nie mogą demonstrować dzisiaj swego upodlenia w stanie wojennym, bowiem nie byli członkami Solidarności, nie byli internowani, ani nawet notowani przez SB. Ja myślę, że po części wynikało to z tego, że ich tatuś był zaangażowany w budowę i utrwalanie socjalizmu. Brat Jarosława (wciąż nie wiem czy to Jacek, czy Placek) Lech, co prawda, gdzieś tam rozwieszał plakaty, ale gdy z daleka ujrzał żołnierza, uciekł do pobliskiego kościoła, gdzie przez kilka godzin przesiedział w pustym konfesjonale. Ten zaiste "bohaterski" wyczyn był wielokrotnie opisywany przez prawicowe pisemka, budując Lechowi wprost marmurowy postument stachanowca. To między innymi obok bilboardu na którym infantylnie uśmiechała się do całego narodu szczęśliwa rodzina Kaczyńskich włącznie z pierwszym ukochanym mężem córeczki Marty i wnuczką, dało początek kariery Lecha. Kolejno na stanowiskach szefa NIK, ministra sprawiedliwości, a wreszcie wysoki stolec prezydencki., by po czterech latach z innej wysokości wylądować w kruchcie wawelskiej. Gdy patrzyłem na siermiężną postać Jarosława w czasie jego przemarszu, a szczególnie gdy słuchałem treści jego wystąpienia, które było podszyte strachem przed wszystkimi wokół Polski, zaś szczególnie przed Niemcami, a i po części całą Unią Europejską, to sobie pomyślałem: Jakże taki wystraszony człowiek, raczej błazeńskiej postury może mieć tak twardy posłuch. Wobec tego ci jego podkomendni, a raczej posłuszne psiaki muszą być jeszcze bardziej strachliwi. Ponoć Stalin też nie należał do odważnych, dlatego w tak okrutny sposób traktował wszystkich, których podejrzewał o zamach na jego osobę. Myślę, że Generał Jaruzelski dotknięty ciężką chorobą, oglądając z politowaniem cyrk Kaczyńskiego ze szpitalnego łóżka, zdobył się na odrobinę uśmiechu.




PS. W TVN24 podano, że w wywiadzie dla moskiewskiej gazety Michaił Gorbaczow oświadczył: Gdy byłem z wizytą u papieża JPII, zapytałem go, co myśli o stanie wojennym w Polsce. Papież odpowiedział, że była to mądra decyzja. Oczywiście, prawica natychmiast zaprzeczyła, że papież mógł się tak wyrazić, bowiem zawsze powtarzał, że modli się by nie było w Polsce ofiar i przelewu krwi. A ja wierzę w owe słowa JPII. W gruncie rzeczy, rzeczywiście w czasie stanu wojennego w przeciągu trzech lat trudno mówić o przelewie krwi, bowiem zginęło "zaledwie" 56 osób w różnych okolicznościach. To tyle ile ginie na polskich drogach w czasie jednego długiego weekendu.




Uśmiechnij się:


Podchodzi do baru trzech murzynów i jeden mulat.


Barman: Co podać najjaśniejszemu panu?.

niedziela, 11 grudnia 2011

IM DALEJ W LAS ....

Mądre stare przysłowie „Im dalej w las tym więcej drzew”, (nie zawsze grzybów). Idąc tym tropem, szczególnie u nas w Polsce można spostrzec, że im dalej od wojen, powstań, rewolucji, tym więcej weteranów i bohaterów wręcz narodowych. Im dalej od ogłoszenia przez generała Wojciecha Jaruzelskiego decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, tym większa nienawiść do decydenta, oraz do wszystkich zdarzeń z tym stanem związanych. To taka nasza narodowa przywara. W latach siedemdziesiątych mieliśmy w Polsce kilkadziesiąt tysięcy prawdziwych weteranów II wojny światowej, a dziesięć lat później stan ich liczebności powiększył się o dalsze tysiące. Można było ich łatwo zliczyć, bo należeli do organizacji, która dawała pewne przywileje i profity. Można się zadumać, jak to się dzieje, że w miarę upływającego czasu, oraz ubytków biologicznych, weteranów nam przybywało ku chwale Ojczyzny. Dzisiaj jest absolutnie podobnie. Dzięki IPN, który sieje wrogość między Polakami przy pomocy instytucji poobsadzanych ludźmi o proweniencji PIS-owskiej, Polacy między sobą zatracają wspólny język, bo nie wiadomo czy współpasażer w pociągu nie ubliży ci obserwując cię spod oka jak czytasz Gazetę Wyborczą, a nie daj Boże Fakty i Mity. Nie wiadomo, czy pod nogi nie splunie ci babcia, która usłyszy twoją krytyczną rozmowę na temat obrońców krzyża. Nie wiadomo, czy załatwi cię paniusia w banku, czy przy innym okienku, jeżeli zauważy na twoim ubraniu coś czym brzydzi się Kaczyński ze swoją owczarnią. Możesz się spodziewać całkowitego ostracyzmu sąsiadów, gdy nie wpuścisz do swego domu księdza z kolędą. Wydawało by się, że tych dziwolągów ubywa, boć to zdziwaczenie charakteryzuje przede wszystkim starsze pokolenie, ale jednak się mylę. Gdy słuchałem dzisiaj audycji Moniki Olejnik i jej gości „Śniadanie w Radiu Zet”, przemówił za pomocą nagrania do swojego narodu schorowany Generał, który to w krótkich słowach potwierdził słuszność swej decyzji sprzed trzydziestu lat, zaznaczając, że dzisiaj uczynił by to samo. Jednocześnie jeszcze raz przeprosił społeczeństwo za utrudnienia oraz konieczne odosobnienia. Były to chyba już ostatnie Jego przeprosiny. Jeden z pisowskich dyskutantów w ramach odniesienia do słów Generała rzekł z butą, że miejsce Jaruzelskiego nie jest w radiu Zet a za kratami. Oczywiście mnie ten super nieempatyczny głosik szczenięcia w latach osiemdziesiątych nie wytrącił z równowagi. Jedynie pomyślałem, że rozmodlony pisowiec winien dziękować swemu bogu, że akurat tak się stało jak się stało, bo mógłby do dzisiaj wraz z rodziną zbierać gałęzie na opał, oraz ptasie jaja na obiad gdzieś tam w tajdze syberyjskiej.
W owym, jeszcze bardzo mocno prosowieckim czasie, Wojciech Jaruzelski był jedynym politykiem na polskiej scenie, któremu leżała na sercu polska racja stanu. Przymierze z ZSRR było wymuszone wynikiem II wojny światowej. Grał Generał tylko tak jak na to pozwalała sytuacja geopolityczna. Za to co wyprawiali od roku 1980 solidarnościowcy, pani Margaret Thatcher sprawiła by im wielokrotnie większą łaźnię, niżeli to co się stało w kopalni Wujek. Na osłodę uzyskanej demokracji mieliśmy przyuczonego kaprala na elektryka, którego posadziliśmy ze strachu przed Tymińskim na stolcu prezydenta.. Niemal wszyscy ci którym żyło się bardzo dobrze za PRL, żyją w jeszcze większym dostatku po wyprzedaży majątku narodowego, uciułanego przez cały naród w ciągu 45 lat. Nikt nie zająknie się na temat, jakże to było możliwe, że tak uciskany lud wypracował tyle dóbr. To wszystko spadło z nieba dzięki permanentnym modłom, wznoszeniu licznych kościołów, oraz wzdychań patriotycznych do gór i jezior ojczystych JPII. Wałęsa przegrał w ping ponga swoja ojczyznę na rzecz rozwałki przez Balcerowiczów, Bieleckich, Pawlaków, Suchockiej i kleru. Nie ma recepty jak powinno być, ale jest wiadomym, ze jeżeli ma się duże gospodarstwo, to nie sprzedaje się jedynego konia czy traktora sąsiadowi. Dodam jeszcze do wiadomości tym niedouczonym politycznie chłystkom czyli Hoffmanom, Kurskim i całej zgrai włazidupom IPN- owskim, że w czasie stanu wojennego przed kościołami nie stało ZOMO. Wierni i niewierni mogli sobie chodzić gdzie chcieli. Polskich barw narodowych i godła bez korony nigdy się nie wstydziłem. W tym czasie największe żule bez krępacji wyły po barach, po bramach i zaułkach pieśni patriotyczne oraz hymn narodowy, fałszując go bardziej od Kaczyńskiego. I nie kojarzyłem zwycięstwa Szewińskiej, Kuleja czy Szurkowskiego ze zdobyczami
socjalistycznej Ojczyzny, a tylko z Polską. Piłsudski nie nosił orła w koronie i nikt mu przez to nie ujmie patriotyzmu, Ci którzy dzielą Polaków na lepszych i gorszych ze względu na wyznanie wiary i polityczne sympatie zasługują na największą pogardę i potępienie. Okazuje się, że animatorami tych podziałów i nieuprawnionej nienawiści są ci, którzy tylko czekają na okazjonalne rocznice, by dla umocnienia swej pozycji rozsiewać w imieniu wyimaginowanych „milionów pokrzywdzonych i ofiar stanu wojennego” oburzenie i gniew, imając się różnych form propagandowych, jak powtórka marszu niepodległości, czy też kolejne bydlęce wycie pod oknem Generała. Minęło trzydzieści lat od pamiętnego 13 grudnia, a tymczasem ponad połowa Polaków uważa decyzje Generała za uzasadnioną wyższą koniecznością. Zanim usiadłem do napisania niniejszego postu przeczytałem na forach WP wypowiedzi wielu zainteresowanych najnowszą historia. Ich opinię potwierdzam swoim postem. Jest nas ciągle większość od tych, co to przeczytawszy wypociny IPN -owskich historyków po KUL i UKSW udają prawdziwych znawców polskich realiów.

Uśmiechnij się:
Żona do męża:
Czytałam, że woda podrożała.
-No to wreszcie i abstynentom dobrali się do dupy.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

MISZ MASZ





Chodzą za mną tematy, gorące tematy, na które do końca nie potrafię się jednoznacznie wypowiedzieć, ale jednak co nieco wtrącę, bo powinienem.
Do jednego z nich zainspirowała mnie pani Jolanta, która jako „dyżurna” komentatorka (co jest mi miłe) podesłała link, pod którym znalazłem publikację dot. nietuzinkowego przedszkola na terenie Warszawy pod szyldem „Polak Mały”. Odnalazłem, przeczytałem statut, oraz wielce rozbudowany program nauczania i wychowania w tym przybytku. Ponadto zaciekawiła mnie fundacja przedszkola. Otóż, autorem przybytku jest Fundacja św. Marcina Patria et Misericordia. Podczas wgłębiania się w bardzo rozległy program nauczania i wychowania w którym aż roi się od wielkich słów, jak ojczyzna i patriotyzm, skojarzyłem ten program z ową nazwą fundacji Patria, a następnie z nazwą przybytku Polak Mały. To pobrzmiewa jak Wszechpolak czy też inny nacjonalista. Z drugiej jednak strony zadałem sobie pytanie: czy tenże mały Polak w wieku 3, 4 czy 5-ciu lat poprzez chociażby uporczywą indoktrynację, przy umiejętnym wykorzystaniu nawet baśni i legend, cośkolwiek zrozumie z istoty naszej polskiej historii i problematyki kraju w którym to przyszedł na świat?.Przepraszam, ale to przedszkole jest z góry przeznaczone na wylęgarnię przyszłych politycznych wywrotowców spod znaku ONR czy też podobnej organizacji. Za moją teorią dodatkowo przemawiają chociażby takie świadectwa jak nadzór nad przedszkolem osób kościelnych z kapelanem BOR księdzem Wesołowskim. Mogę ze swojej strony tylko powiedzieć, iż rozbudzanie dumy z przynależności narodowej u przedszkolaków za pomocą pokazanego programu jest chore, wręcz zboczony to pomysł. Ale zapewne komuś zależy na zdrowych, bojowych małych Polakach w pampersach. Z góry wiem też, kto z naszego parlamentu i nie tylko odprowadza tam swoje wnuki ( a może jeszcze dzieci).
***
13 grudnia 2011.Trzydziesta rocznica wprowadzenia przez Generała Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego w Polsce. Ta data, każdego roku powodowała u naszej prawicy sraczkę i bicie piany, wyłącznie dla umocnienia swojej pozycji na scenie politycznej poprzez pohańbienia Generała. Ale niestety, mimo wrzasków pod Jego oknem, pieski prawicowe w osobach (do niedawna) takich jak Mariusz Kamiński, Michał Kamiński, Julia Pitera, Bronisław Wildstein i kilkudziesięciu innych, a nawet takich, którym obiecano flaszkę, w najgorszym przypadku kufel piwa, Pan Generał Jaruzelski dowódca setek tysięcy Polaków, którzy odbyli służbę wojskową i złożyli przysięgę na wierność Ojczyźnie, do których osobiście się zaliczam, zachował swoją godność oficera, generała, szlachcica. Szarpany do swych ostatnich dni (bo powoli żegna się z tym światem) przez wściekłych skrajnie prawicowych prokuratorów IPN oraz sądy, potrafił chociażby na łożu szpitalnym udzielać wywiadów, w których oprócz przeprosin kierowanych do wszystkich Rodaków, wyjaśniał w nieskończoność wszelkie wątpliwości, jakie Nim targały w momencie wprowadzenia stanu wojennego. Ale któż Go słucha?. Po 30 latach ponad połowa Polaków uznaje, że Generał ocalił kraj przed niewyobrażalną tragedią. Pozostała część społeczeństwa, to młodzi ludzie wychowani na książeczkach IPN, w treściach których Generał jest zbrodniarzem. Na podstawie dokumentów odkrywanych w źródłach rosyjskich, amerykańskich, niemieckich i czeskich usprawiedliwia swoją decyzję. Niestety panie Generale, ale szczerze mówiąc mówi pan do tych co panu wierzą od początku, natomiast ci pańscy kaci nie przyjmują do wiadomości nic, co miałoby zniwelować do Pana ich nienawiść .Oni doskonale wiedzą, że Pan miał i ma racje, ale zgodnie z polityczną doktryną nie zmienią swojego stanowiska. Pan przede wszystkim kierował się zasadą, by nie dopuścić do rozlewu bratniej krwi zgodnie z łacińską zasadą quid sit pace dulcius. Pańscy wrogowie po trzydziestu latach nienawiści do Pana, by się skompromitowali wobec swoich politycznych przyjaciół i swojego elektoratu. Oni cierpią bardziej niżeli Pan, bowiem wobec źródeł historycznych są względem siebie idiotami, dlatego słyszeliśmy z ich ust namowy by Pan popełnił samobójstwo. Ich cierpienie moralne uległo by skróceniu. Obszerny wywiad z Panem (chyba już ostatni),jaki zamieścił PRZEGLĄD w sprawie okoliczności wprowadzenia stanu wojennego, oraz wypowiedzi innych osób wojskowych, pełniących wtedy wysokie stanowiska powinny przekonać do pańskich racji najbardziej zatwardziałych niedowiarków. Niestety nie polską narodową, skrajną prawicę. Niech zatem żyją i pomrą z tym swoim zaprzaństwem.
***
Artystów polskich dzielę na tych, co to ulegali wpływom swoich chlebodawców, presji obowiązującej ideologii i obowiązujących pisanych lub nie pisanych reguł, oraz na tych, którzy niezależnie od wszystkiego zachowali swój image i zasady wyznawane od zawsze. Większość z nich została wychowana za tamtych „podłych” czasów .Większość ukończyła darmowe studia zgodnie z umiłowanym kierunkiem, a jednak wielu z nich poszło za „chlebem” na lep dzisiaj obowiązującego kierunku bicia w bęben. Bicia, oraz wyszydzania wszystkiego co kojarzy się z PRL. Nie mówię o tych, którzy zostali skrzywdzeni przez władzę ludową, którzy za przekonania polityczne odbyli wyroki więzienne, bo to jest oczywiste, że nienawiść się im w mózgach kumulowała zza krat. Ale wielu jest takich, którzy byli hołubieni przez władze PRL, byli noszeni przez publiczność na rękach. Właśnie ci poszli na lep prawicy i Kościoła. Co prawda z obrzydzenim, ale wymienię tu kabareciarza Pietrzaka, oficera LWP, ulubieńca Cyrankiewicza, a dzisiaj całuśnika rączek Kaczyńskiego. Mocno religijnymi i prawicowymi stali się, Zanussi, Rosiewicz, Pazura i wielu innych, którzy ode mnie braw nigdy nie dostaną, bo to ludzie chorągiewki. Natomiast bardzo budującym przykładem człowieka o niezłomnym, śląskim charakterze jest pan Kazimierz Kutz, wielki reżyser okresu tego i tamtego. On jak rzadko który, kręcąc tematycznie zbieżny ze stanem wojennym film „Śmierć jak kromka chleba”,jest zapoznany z instrumentarium sztuki w dzisiejszych i tamtych niepopularnych czasach. A mimo to, pan Kutz potrafi oddzielić przysłowiowe ziarno od plew, cyt. Za ANGORĄ: „W PRL-u ględzili o propagandzie sukcesu, ale artystom pozwalali robić swoje i po swojemu. Dzięki temu powstawały w telewizji dzieła teatralne i filmowe, które weszły do kanonu kultury narodowej. Gdyby to trwało, w Polsce nie byłoby dzisiaj tyle chamstwa, brzydoty, agresji i zapiekłej nienawiści. Zmarnowanie tego dorobku to niewyobrażalne barbarzyństwo. Gwałt na kulturze. Wszystkiemu są winne te zasrane ideologie, ciągłe upartyjniania i komercjalizacja telewizji publicznej.” Pan Kazimierz Kutz ma ponad osiemdziesiąt lat i dlatego wie co mówi. Zarówno tu, jak i podczas inauguracji kadencji Senatu. Jest moim ulubieńcem. Życzę Mu 100 lat w zdrowiu.

PS. Pan Wiarus ma rację. Matka Boska pochodziła rzeczywiście spod Lichenia. Tam do dzisiaj mieszkają Boskowie


Uśmiechnij się:
W akademiku:
-Chłopaki powiedźcie szybko, czy homoseksualizm jest w porządku?
-Jasne, że w porządku.
Student zdejmuje rękę z mikrofonu słuchawki:
-Halo, halo, mama? u mnie wszystko w porządku.

czwartek, 1 grudnia 2011

STAN POD WRAŻENIEM









Zacznę od jakże ważnej dla wielu Polaków informacji. Otóż ukazała się Historia Polityczna Polski 1945-1991, autorstwa profesora UJ Andrzeja Leona Sowy. (nie mylić z księdzem Sową z TVN),wydana przez Wydawnictwo Literackie Kraków. Dlaczego o tym sygnalizuję. Ano dlatego, iż po latach ogłupiania, szczególnie młodego pokolenia fałszywymi ocenami PRL, autor postanowił głośno powiedzieć dzisiejszemu społeczeństwu, że „Nie tak znowu prosto z tym PRL-em”- tytuł artykułu GW. Na łamach swojego dzieła demitologizuje naszą przeszłość. Czyni to z tęsknoty za prawdą zatrutą przez IPN-owskich historyków i usłużnych publicystów. Zaproponował nowy sposób traktowania historii najnowszej, w którym należy oddzielić ziarno od plew, bo dzisiaj wszystko co wiązało się z PRL wg IPN i skrajnej prawicy pozostaje plewami. Książka w prawdziwym świetle pokazuje zdobycze uznawanego przez cały świat i organizacje międzynarodowe państwa z dobrym dorobkiem w zakresie przemysłu oraz sfery socjologicznej, socjalnej i naukowej narodu. Pokazuje też w prawdziwym świetle patriotyzm przywódców państwa począwszy od Bieruta aż do Jaruzelskiego. Oczywiście patriotyzm skuty okowami opieki politycznej z Moskwy. Pokazuje wiele przykładów oporu władz polskich wobec ZSRR. Pokazuje też populizm socjalistyczny Solidarności, od którego władze chciały się uwolnić. W każdym razie, w zestawieniu z najnowszą historią Polski wydaną przez panów Roszkowskiego, Paczkowskiego i Dudka, książka profesora Sowy jest odległa o lata świetlne. Jestem pod wrażeniem.
***
Dzisiaj wszystko dzieje się bardziej dynamicznie, niżeli kilka lat temu. Bo oto papież wzywa sądy doczesne do nie orzekania wyroków śmierci, gdy tymczasem najbardziej przyołtarzny przywódca partii opozycyjnej w Polsce wzywa do jej przywrócenia w Kodeksie Karnym. Nawet w samym polskim katolickim Kościele w tej kwestii nastąpiły podziały. Kardynał Nycz powiada, że Kościół kierując się miłosierdziem nie jest za odbieraniem komukolwiek życia. Wyjątek stanowi obrona własna. A tymczasem abp Michalik znajduje zapis w egzegezach ewangelicznych, który zezwala na „czapę”. Postawa tegoż hierarchy bardziej odpowiada PIS, o czym wypowiedział się nowy zastępca Kaczyńskiego, czyli Mariusz Kamiński. Ten sam, co to w CBA posługiwał się w prowokacjach agentem Tomkiem, ze względu na bardziej oględną aparycję od jego własnej, albowiem on do dzisiaj prezentuje swoją mimiką ten stan rzeczy, czyli celę śmierci, jako że jego spojrzenie przypomina bezkompromisową, wyzbytą jakichkolwiek oznak litości postać pracownika firmy funeralnej. Nie wiadomo, czy taka postawa Kamińskiego podyktowana jest serwilizmem w stosunku do szefa, czy wypływa ona z osobistych głębokich, a jednak katowskich przemyśleń. Fakt, ludzie myślący, nie do końca zdolni utrzymać nerwy na wodzy, słysząc o morderstwach ze szczególnym okrucieństwem, chcą takowej kary, by wyeliminować zarazę społeczną z otoczenia. Niestety, należymy z własnej nieprzymuszonej woli do coraz bardziej ucywilizowanych narodów, a zatem czas na rozwagę i dobre naśladownictwo.
***
A teraz bardzo budująca nas zwykłych (nie tych prawdziwych od krzyża) Polaków wiadomość. Otóż 29 listopada br. zmarła pani Antonina Wyrzykowska. To akurat nie jest w żadnym wypadku radosne. Radosne jest to, co pani Antonina w swoim życiu dokonała, a dokonała rzeczy heroicznych. Bo oto przez dwa i pół roku pod chlewem przechowała siedmioro młodych Żydów w Jedwabnem karmiąc ich i przyodziewając, chociaż sama wraz z rodziną przymierała głodem . Młodych, których rodzice zostali spędzeni wraz z setkami innych do płonącej stodoły, by z rąk polskich sąsiadów ponieść niewyobrażalną w cierpieniu śmierć. W tym Jedwabnem z którego okolic wywodzi się jeszcze do niedawna przyjaciel Kaczyńskiego Michał Kamiński. On to wraz z księdzem proboszczem swojej parafii protestował przeciwko upamiętnieniu tej zbrodni pomnikiem. Wrzeszczał, że sprawa jest przez Żydów amerykańskich wyssana z palca. W kilka lat później, kierując się swoimi antylewicowymi przekonaniami w towarzystwie dwu innych prawicowych kolegów zawiózł do Londynu dla Pinocheta ryngraf Matki Boskiej w uznaniu dla dokonanej zbrodni na socjalistach chilijskich. W tym Jedwabnem, gdzie po wielu latach miejscowe władze nie zezwoliły na spotkanie pani Wyrzykowskiej z młodzieżą szkolną. Nie zezwoliły, bowiem z pokolenia na pokolenie, tej młodzieży wszczepiany jest antysemityzm, chociażby tytułem usprawiedliwienia tej potwornej zbrodni. Po wyzwoleniu, polscy partyzanci (wiadomo jacy), dowiedziawszy się o tym ,że w zabudowaniach państwa Wyrzykowskich są Żydzi przyszli ich zabić, czyli dokończyć tego, czego owi Żydzi uniknęli w czasie okupacji. Ponieważ pani Wyrzykowska dobrze ich ukryła została wraz z ojcem pobita do nieprzytomności. Pani Wyrzykowska, jako jedyna z Jedwabnego i okolic jest laureatką „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”, co nie przynosi jej chluby w rodzinnej miejscowości. Dlatego pomieszkiwała w wielu krajach spotykając się z ogromną wdzięcznością ze strony ocalonych od śmierci. Do dnia swojej śmierci bywała ich najmilszym gościem. Czytając taki tekst, w którym pokazani są Polacy o tak bohaterskim, a przy tym niezmierzonej empatii do drugiego człowieka charakterze, to tak jakby się słuchało przepięknej symfonii, albo „O sole Mio” w wykonaniu trzech słynnych tenorów, bowiem po przeczytaniu książek panów T. Grossa czy też J. Grabowskiego, wydawało się, że my wszyscy Polacy nie jesteśmy ani krzty lepsi od faszystów, bo jednak w tej polskiej krwi coś niedobrego z tamtych lat pozostało. Widać to dzisiaj w tworzących się jak grzyby po deszczu, oraz rejestrowanych przez sądy organizacjach neofaszystowskich. Pani Wyrzykowska po śmierci męża wyszła za mąż w USA za innego Polaka. Gdy ten zaproponował jej by wystąpiła do sądu po odszkodowanie od żyjących, a przechowywanych Żydów, pani Antonina przegnała go z domu raz na zawsze. Myślę, że zdaniem wielu zasłużyła, tak jak i Korczak na beatyfikację. Niestety, oboje czynili dobro dla Żydów. Wiadomo wszak, że jedynym pozytywnym Żydem był (jest) ... Jezus. W tym jest problem.

wtorek, 29 listopada 2011

APTEKI DLA DZIEWIC I IMPOTENTÓW










Do napisania niniejszego posta zainspirował mnie jeden z czytelników ANGORY, który swój list do redakcji właśnie tak zatytułował. Chodzi oczywiście o głośne nie tylko w Polsce, aczkolwiek dotyczy wyłącznie naszej Pomrocznej, pouczenie właścicieli aptek i wszystkich „katolickich” farmaceutów, by w imię nauki Kościoła nie sprzedawali nikomu żadnych środków antykoncepcyjnych, a tym bardziej wczesnoporonnych. Przy pouczeniach jest ostrzeżenie, a nawet groźba „uważaj, bo nikt (w domyśle) z tych moherowych beretów nie przyjdzie do twojej apteki i wtedy pójdziesz z torbami. No tak, bo przecież właśnie ta grupa starszych dziewic jest głównym gościem w aptekach, a na ten asortyment już żaden szatan ich nie skusi. Ale dlaczego innym, tym w sile wieku radości z życia zabraniać. Ano dlatego, że tak sobie życzy nasz średniowieczny, zabobonny, wsteczny jak szósty bieg w autach Kościół, lokując aptekarzy w ciemnogrodzie .Na podstawie rezolucji Rady Europy pt. „Prawo do klauzuli sumienia w ramach legalnej opieki medycznej”, Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich- Polska nakazuje wypełnienie farmaceutom i właścicielom aptek specjalnie skomponowaną ankietę, która de facto jest ścisłym zobowiązaniem się do odmowy sprzedaży środków wczesnoporonnych i antykoncepcyjnych z wyjątkiem... termometru. Klauzula ta nikogo nie namawia na tak ani na nie .Pozostawia decyzje indywidualnemu sumieniu, a tymczasem Kościół, który akurat w Polsce swoje macki rozpostarł we wszystkie dziedziny życia, szczególnie tego co to kojarzy się z poczęciem, z rezolucji tej uczynił mówiąc infantylnie, a dokładniej cynicznie, nakazy wedle swoich najświętszych racji. Z taką odmową, czyli działaniem w myśl wskazań Kościoła spotykamy się już w gabinetach lekarskich, szczególnie tych o charakterze ginekologicznym. Lekarze odmawiają badań prenatalnych, często mimo ewidentnego zagrożenia zdrowia dziecka lub matki. Legalne dokonanie aborcji płodu chociażby powstałego w wyniku gwałtu jest, mimo jej legalności wedle szczątkowego prawa w tym zakresie, bardziej trudne niżeli pozbawienie komara nabiału. Oficjalnie w Polsce dokonuje się w myśl statystyki opartej na super hipokryzji kilkaset aborcji, a tymczasem wiadomo wszech i wobec, że blisko 100 tysięcy Polek skrobie się w ościennych krajach wspomagając dochody obcych ginekologów, drugie tyle poddaje się zabiegom w piwnicach ginekologicznych w Polsce często u tych samych lekarzy, którzy „oficjalnie” w myśl nauki Kościoła odmówili jej w przychodniach. Trudno o większą obłudę, ale dzięki temu przedmieścia obrastają we wspaniałe wille z ogrodami lekarzy, którzy w owych piwnicach za ciche zabiegi biorą po kilka a nawet kilkanaście tysięcy złotych bez podatku. Tak sobie myślę, że pozostający w tej 90% statystyce katolickiej farmaceuci nie należą do ludzi ze sfery ciemnoty w sensie posiadanej, a przede wszystkim nabytej wiedzy podczas bądź co bądź długich bo pięcioletnich studiów. Obok wyznawanych w Polsce wartości w sensie katechetycznym, potrafią w swoich umysłach , a i sumieniach oddzielić prawo od biblii. Straszenie, iż panie w moherowych beretach będą ignorować apteki uważam co najmniej za naiwne. Moherowy wiek i ich chorobowe przypadłości zmuszą do korzystania z apteki, a wiadomo, że ani babcia, ani dziadek nie poproszą o prezerwatywę, co najwyżej o viagrę, tym bardziej, że akurat ten środek Kościół dopuszcza, a nawet zaleca. Coraz częściej spotykamy się z informacjami, że najbardziej w oparach tzw. grzechu pozostają ci, którzy tymi grzechami straszą na prawo i na lewo, by zgodnie z nabytymi sposobami podczas nauk seminaryjnych wydrzeć jak najwięcej dóbr w mamonie i posiadłościach. Wiadomo myślącym, że sutanna najczęściej określa dobrze prosperujący zawód. Zawód, który w myśl nauki o piekle i niebie, umieszcza właściciela tej szaty w tym drugim tu i teraz, a nie tam gdzieś u boku Ojca. Wieści o naciskach na aptekarzy w Polsce rozchodzą się po całym świecie, który już nas umieszcza jako ciemnogrodzian cofniętych w rozwoju i myśleniu o jakieś sto lat. Na świecie prezerwatywy kupuje się w automatach, a nawet w każdej publicznej toalecie. Autor listu krzyczy : nie kompromitujcie kraju, który wydał na świat tylu zacnych ludzi, w tym pierwszą kobietę noblistkę M.C. Skłodowską, a tu z takim ciemnogrodem wyjeżdża środowisko, które jest najbardziej sfeminizowane. Jesteśmy państwem prawno-demokratycznym i jak można pozwalać na takie wybryki!!?,kończy swój list autor. A ja dopowiem tylko, że poprzez podobne nakazy-zalecenia krzywdzimy przeciętne polskie społeczeństwo, bowiem bogaci pojadą za granicę i zakupią wszystko dla siebie i nie tylko .Będzie kwitł czarny rynek. Chyba że o to chodzi.

Uśmiechnij się:
Żyd dawał do gazety nekrolog o śmierci żony: zmarła Salomea Zilberstein.
-Może pan za tę kwotę napisać pięć wyrazów, poucza urzędnik.
-Zmarła Salomea Zilberstein, sprzedam opla.

sobota, 26 listopada 2011

I ŚMIESZNE I SMUTNE




Ośmielam się napisać kilka słów na temat współczesnej polskiej lewicy. Nie dotykam tej części społeczeństwa, która wyznaje przekonania stricte określone marksistowskim internacjonalizmem, do której to części zawsze zaliczałem się sam pozostając wiernym tej idei. Mam na myśli naszą polską teraźniejszą oficjalną lewicę, reprezentowaną w Sejmie przez garstkę szczęśliwców, nad którymi zlitowali się coraz mniej świadomi wyborcy, bo w Senacie chyba nie mamy nikogo z lewej strony nie licząc Cimoszewicza, który od dawna pozostaje bezpartyjnym senatorem z Podlasia. Ta osamotniona, prawie wystraszona garstka, wciśnięta gdzieś między posłów Ruchu Palikota i PO ma w Sejmie tyle do powiedzenia co większość zięciów w obecności „ukochanych” teściowych. Smutne, ale smutek ten jawi się tym większy, iż przywódcą tej garstki jest człowiek, który przez lata lewicę topił, a robił to w sposób, wyjątkowo wyrafinowany. Gdy kilkanaście lat temu lewica polska na czele z Leszkiem Millerem uzyskała w wyborach ponad 45%, co pozwalało na całkowite zreformowanie spraw światopoglądowych w Polsce, a Miller jako „polityk roku” wg.„Wprost” był w centrum uwagi całego społeczeństwa, dziennikarzy, ludzi kultury i polityków Europy, gdy oprowadzał redaktora Lisa po fabryce włókienniczej w Żyrardowie, gdzie jako chłopak uczył się nie tylko zawodu, ale i kończył pilnie kolejne szkoły, aż do studiów (WSNS), zdawało się nam wszystkim ,że złapaliśmy swojego pana boga za nogi. Tymczasem bardzo szybko z wielkim zażenowaniem, a jeszcze większym rozczarowaniem przekonaliśmy się, że jako wyborcy postawiliśmy nie na rączego ogiera, ale na przekupną chabetę. Nie wiem do dzisiaj, jakie intencje przyświecały mu podczas rozrzutności w rozdawnictwie majątku narodowego klerowi, jakież to intencje mu przyświecały gdy jechał do USA by uhonorować szpiega Kuklińskiego, wręczać mu listy żelazne, odznaczać go, a następnie zapraszać do kraju. Tym czynem Miller utracił twarz u dziesiątków tysięcy kadry zawodowej Wojska Polskiego i nie tylko, bo przyznając racje Kuklińskiemu wszystkich żołnierzy składających przysięgę na wierność ojczyźnie (kilka milionów młodych ludzi) zaliczył do zdrajców ojczyzny. Kolejne czyny Millera wołały o pomstę do piekła. Ciągłe wizyty u prałatów i biskupów, w tym u słynnego księdza pedofila Jankowskiego w Gdańsku, po to by dać mu licencję na wydobywanie bursztynu, przekraczały poczucie dobrego smaku, tym bardziej, że Miller przedstawiał się jako zdeklarowany ateista. Tłumaczenie, iż chciał dobrymi stosunkami z episkopatem pchnąć Polskę w objęcia UE podczas referendum mijało się z logiką, ponieważ to nie biskupi siedzą na parafiach, ale prości antyeuropejscy księża, a ci byli jednoznacznie przeciw. Przecież wystarczyło słuchać papieża i jego akceptacji dla polskiego członkostwa. Co prawda owe paskudne posunięcia pognębiły go w następnych wyborach, ale co najgorsze oprócz niego na dno poszła cała polska lewica. To człowiek mało honorowy. Gdy upadł całkowicie w szeregach partii, którą reprezentował, pokłonił się Samoobronie, by tylnymi drzwiami ponownie zasiąść w ławach Sejmu. Nie udało się, ale nie spoczął. Lawirował między TVN24 a TVP mądrząc się na temat odbudowy SLD. Przekonywał, krytykował i umizgiwał się do co bardziej niezorientowanych, mających krótką pamięć, a przy tym wszystkim nie szczędził przykrych słów Platformie, jednocześnie łasząc się do Kaczyńskiego. Przykładem był układ telewizyjny, gdzie wraz z Kaczorami podzielił się programami telewizji publicznej. Oczywiście wyraził w ten sposób pośrednio zgodę na objęcie stołka prezesa TVP przez faszystę z Ligi Polskich Rodzin. Miller to człowiek lawirant, a jego poczynania nijak nie przystają do obowiązujących zasad prawdziwego lewicowca. Dzisiaj mimo, że sam z ową parlamentarną garstką posłów nie reprezentuje prawdziwej lewicy, bardzo krytycznie wypowiada się w stosunku do partii Janusza Palikota, która to idee lewicy, szczególnie w warstwie światopoglądowej prezentuje od pierwszego posiedzenia Sejmu, zgodnie z zapowiedzią przedwyborczą. Sam nie potrafi a drugiemu przeszkadza. Co ty robisz człowieku, komu ty rzeczywiście służysz, pytania takie cisną się na usta. Bo na pewno nie czynisz dobra dla tych, co to wyłącznie z przyzwyczajenia zaciskając zęby oddali na ciebie głos. Chyba, że wzorem tych co twierdzą, że nie ma już lewicy ani prawicy w zrozumieniu gospodarczym, nie ma wielkich różnic poglądów na „środki produkcji a państwo”, bo jesteśmy częścią światowej gospodarki. Prawica i lewica to w gruncie rzeczy stosunek do spraw duchowych, obyczajowych i moralnych, a to już nie jest polityka. To sprawa sumienia. Jeżeli w ten sposób pojmuje swoje posłannictwo Leszek Miller , to właściwie nie ma on wewnątrz swojej partii za dużo do roboty, tym bardziej, że działacze, a więc całe lewicowe poselstwo, które startowało do wyborów z pierwszych miejsc na listach, to ludzie bogaci i to nawet bardzo. Niektórzy szczycą się posiadłością składającą się z kilku domów lub mieszkań, czy też luksusowych samochodów. Wielu z nich zmienia, wzorem celebrytów, wybitnych sportowców i menagerów, co kilka lat swoje żony, wyposażając je w wszelakie dobra na dalszą drogę życia. Czy zatem można mówić o nich jako ludziach lewicy z sukcesem?. Po stokroć nie, bo Miller już jest na tacy. To są ludzie, którzy głosząc hasła równości, walki z biedą i poniżeniem społecznym, a też po cichu dopominając się rozdziału sacrum od profanum liczą swoje i swojej rodziny dochody, które zapewnią kilku pokoleniom klawe, cesarskie życie. Wystarczy uzyskać mandat posła, a jeszcze lepiej europosła, by micha wyglądała apetycznie.






Uśmiechnij się:
Rozmawiają trzy plemniki:
-Ja to chciałbym zostać lekarzem.
-A ja znanym posłem albo europosłem.
-A ja się obawiam panowie, że ten pieprzony onanista zniszczy nasze marzenia
.

środa, 23 listopada 2011

SZEŚĆDZIESIĄT SIEDEM





Dowiedzieliśmy się z ust pana premiera Tuska w czasie wygłaszania expose, że w niedalekiej przyszłości, aby uzyskać, dla wielu upragniony tytuł emeryta bądź emerytki trzeba będzie popracować do 67 roku życia. Taką oto wypowiedzią pan premier sprawił nie jednemu (jednej) szczególną radochę. Bo oto nie ma nic gorszego jak rozłąka z ukochanym zakładem pracy, z umiłowanym panem kierownikiem, dyrektorem, prezesem. Okazuje się, że w myśl nowelizacji ustawy, owa rozłąka tak szybko nie nastąpi i wielu cieszyć się będzie dalej przy kawce, obgadując te koleżanki i kolegów, które akurat niezbyt zagościły w ich sercach. Liczba 67 w tej chwili jest wymieniana przez Polaków częściej niżeli każda inna, chociażby historyczno-literacka 44, lub inne związane z wydarzeniami o których warto pamiętać, jak 10 kwietnia (Smoleńsk), 31sierpnia (Gdańsk), 2 kwietnia ( Watykan), 1 maja (UE), 23 sierpnia ( moje urodziny).
O projekcie tej przykrej dla wielu (niestety) ustawy codziennie piszą i nadają media. Związkowcy zapowiadają, że jeżeli kobiety w obronie dotychczasowego wieku emerytalnego zechcą wyjść na ulicę, to dostaną poparcie z ich strony. Podobnie górnicy. No bo proszę państwa: czy panie które wkrótce pracować zechcą w legalnych w Polsce burdelach będą musiały do 67 roku życia zachowywać swój powab i ponętną urodę?. Czy też na rurach w domach rozrywki inne „dziewczęta” urodzone lat temu, powiedzmy 60, zechcą fikać koziołki?. Przypuszczam, że wzorem tancerek teatralnych i innych primabalerin będą one miały jakowyś wiekowy upust. Z kolei profesor Środa w GW projekty pana Tuska nazywa po imieniu ułomnością jako że, reformy mające na celu poprawę stanu gospodarki i poprawę efektywności pracy na każdym odcinku, co ważne, uzależnione są od panującej ideologii, światopoglądu, czy też etosu (niekoniecznie Solidarności). Nie da się bowiem przedłużyć wieku emerytalnego kobiet bez rewolucji w modelach wychowywania. Nie da się też zmienić spadającej na łeb i szyję demografii bez złamania kilku kulturowych i religijnych tabu, takich jak „święta rodzina”, „naturalne poczęcia”, „dziecko musi być z matką”, oraz bez polityki socjalnej prowadzonej na bazie feministycznej ekonomii. Niestety panie premierze, od tego należy zacząć, a na początek należy podpisać i wdrożyć w życie mimo sprzeciwu Kościoła Kartę Praw Podstawowych, która obowiązuję w całej Europie. Ale nasze władze wolą zatykać obszar informacyjny tym, co w gruncie rzeczy nie przynosi nam jakiejkolwiek korzyści. Musimy np. słuchać i oglądać w nieskończoność filmy o burdach na ulicach Warszawy w Dniu Niepodległości, czy też w Poznaniu w czasie marszu tolerancji. Krytyka jednych przeplata się z krytyką drugich w zależności od reprezentowanej politycznej opcji. W ten oto sposób zagmatwano prawdziwy obraz wypadków. A prawdziwy obraz to poparcie Kaczyńskiego dla zachowań kiboli, oraz nie przebrana ochota do bójek i czynienia zniszczeń ludzi z ONR Artura Zawiszy i MW. Próba wmanewrowania do odpowiedzialności za ten bajzel„gości” z Niemiec jest nieuprawniona, jako że byli oni już na początku zamknięci w kawiarni Krytyki Politycznej, pytam dlaczego?! I więcej nie ma co o tym deliberować. Natomiast prawdą też jest, że nasze władze, szczególnie te wywodzące się z prawicy nie ubiegają się o delegalizację skrajnych młodzieżowych ugrupowań jak NOP, ONR I MW. Nie zdziwię się więc, gdy władze w czasie mistrzostw Euro 2012, będą zmuszone do zaprowadzania spokoju na stadionach i w okolicy wzywać nie tylko policję i ochroniarzy, ale też oddziały wojska. Dzisiaj czytam, że sąd, polski, sąd reprezentujący nasze demokratyczne, poprawne dla „różności” obywatelskiej prawo, zarejestrował jako logo Narodowego Odrodzenia Polski, a więc skrajnej organizacji prawicowej młodzieży znak „zakaz pedałowania” oraz krzyż celtycki. Powinienem jakoś to skomentować, ale nie przechodzi mi to przez gardło. Po prostu sąd przyzwala oficjalnie na dyskryminację.! Wystarczy zatem, że jeszcze raz potwierdzę nasze, charakterystyczne dla Polski przywary, czyli brak tolerancji dla inności, homofobia i antysemityzm. A wszystko to podlane sosem dewocji i XIX wiecznego klerykalizmu. W Sejmie reprezentują owe przymioty tzw. obrońcy krzyża, czyli Gowin, Niesiołowski, Raś, Pitera oraz cała trzoda Kaczyńskiego. Amen.

wtorek, 22 listopada 2011

JAK ŻYĆ PANIE PREZESIE, JAK ŻYĆ.










Tydzień temu w głębokim smutku i wielką powagą chwili, w rozpaczy i żalu jaki mi towarzyszy zawsze ze względu na umiłowanie życia istot z kręgu fauny, wydobyłem z siebie kilka słów, które poświęciłem akurat temu stworzeniu. Stworzenie owo, które na chrzcie otrzymało biblijne imię Alik, do końca swych dni towarzyszyło jednemu z największych opozycjonistów w najnowszej historii Rzeczypospolitej pomrocznej. Opozycjonisty, bowiem tylko jeden raz w przeciągu dwóch lat pan Alika zasiadł w fotelu premiera, dość rezolutnie zarządzając krajem dzięki opatrzności swego brata bliźniaka, zwanego dalej uśmiechniętym prezydentem wszystkich tych, co brzydzą się języków obcych. Co prawda w planach miał opanowanie w podstawowym stopniu języka gruzińskiego, ale jak wiemy nie zdążył przed wymarszem nie z własnej ochoty do domu Pana.
Wywód ten, zwany wstępem, albo przekorną inwokacją do dzisiejszego rozważania zamieszczam dlatego, że z chwilą nieodżałowanej śmierci Alika, partia jego pana zaczęła się sypać. Widać miałem uzasadnioną rację, gdy twierdziłem, że Alik był nie tylko najsympatyczniejszą postacią PIS. Był tą postacią co to cementowała partię.. Za jego życia żaden członek partii nie odważył się choćby pomarzyć o tym, by sobie też porządzić. Wtedy żaden Ziobro, Kurski, Cymański, Kempa i kilkoro innych, nieco wystraszonych, nie odważyło się pomruczeć. Mruczenie Alika wystarczało dla, wydawało się wiecznej, mocno spetryfikowanej jedności.
Dzisiaj gdy patrzę na okrąglutką twarz Kaczyńskiego, wciśniętego w fotel sejmowy podczas expose premiera, jego naturalna makup, szczególnie w momentach, gdy mimo zmartwień się sztucznie uśmiechnie, przypomina mi właśnie kocią mimikę. Jakże to potwierdza niepisaną zasadę, że pan upadania się do swojego pupila. Pamiętamy przecież amerykański serial kryminalny, w którym policjant był z wyglądu bratem swojego psa.
Dążąc do konkluzji powiem tak: Już nic nie będzie tożsame, a raczej takie same po śmierci Alika. Nawet Smoleńsk, który w gruncie rzeczy poprzez wielkie ofiary obok Krk, wspomagał pana Jarosława w walce o prezydenturę po bliźniaku, nie można porównywać do owej niepowetowanej dla rodziny PIS straty. Jest to smutne doświadczenie, które wypowiem w języku martwym (jak Alik): eksperimentum In anima vili. A swoją drogą, buntownikom z Ziobrą na czele, (wzorem PJN), nie wróżę wielkich sukcesów, tym bardziej, że Polacy wraz z Trybunałem Stanu czekają na jego uwolnienie spod immunitetu poselskiego. Obok Ryszarda Kalisza czeka zniecierpliwiony kat. (nie kot). Czeka na skazańca, który to zgodnie ze zwyczajem wyraża swoje ostatnie życzenia wypowiadając je w nieskończoność.




..................................................................................................................................




Uśmiechnij się:




Prawnik do przesłuchiwanego świadka w sądzie:




-Wydaje mi sie pan nad wyraz inteligentny jak na człowieka z pańskim wykształceniem.




Świadek na to:




-Zrewanżowałbym się komplementem, ale zeznaję pod przysięgą.

piątek, 18 listopada 2011

POZOSTAJEMY W BÓLU









Trudno przejść obojętnie koło tegoż wydarzenia. Bo oto wstrząśnięta faktem prasa donosi, że po długiej chorobie, zakończył swój długoletni żywot najbardziej zaangażowany politycznie kot Alik. Przeszedł on do krainy wiecznych kocich łowów w ciszy i niezauważalnie dla otoczenia. Dziennikarze pogrążeni w smutku powiadają, i tu mają absolutną rację, iż Alik był najbardziej sympatyczną postacią w Prawie i Sprawiedliwości. Niech pozostanie w wiecznej pamięci jako ten który stabilizował życie na prawicy, dostarczał dobrych fluidów swemu panu, a jednoczesnie przywódcy tejże. Niektórzy komentatorzy rozważali pochówek na Wawelu, ale chyba to przesada. Nie wiem co o tym myśleć. Po mojemu wystarczą Powązki. Jest tam gotowy pusty grobowiec.

czwartek, 17 listopada 2011

PRZEMÓWIŁAAAAA!





Co prawda nie w oczy, a w formie wypowiedzi drukowanej w GW, ale przemówiła. Do wczoraj pani minister Elżbieta Radziszewska starała się być zamknięta jak mumia egipska. Milczała gdy była zapraszana na wszelkiego rodzaju spotkania feministek, bowiem słowo femina pojmowała w sposób bardzo mało sympatyczny, wręcz wrogi, chociaż to kobieta i w gruncie rzeczy do rzeczy. Mniemam, że w tej sytuacji swobodniej by się czuła w skórze płci brzydkiej, a przecież nie można ją zaliczyć do kobiet o mało przeciętnej urodzie. Stanowisko pt. minister ds. równości płci leżało jej wyłącznie jako dystynkcja funkcji państwowej. Czymże się wobec tego kierowała godząc się na wykonywanie obowiązków związanych z walką o równość obu przeciwstawnych płciowo populacji, jeżeli jej to nie leżało ze względu na przekonania zbliżone do ewangelicznych. Pani ta najlepiej się czuła w otoczeniu biskupa, a najlepiej kilku. Zapraszana z ramienia rządu na spotkania kobiet rzeczywiście walczących o prawdziwą równość, oraz wdrożenie w Polsce praw obowiązujących w Unii Europejskiej milczała, dając do zrozumienia zebranym, iż jej to nie interesuje, a w zasadzie jest przeciwna omawianym zagadnieniom. W rezultacie działaczki feministyczne zrezygnowały ze stosowania do niej zaproszeń. Przynajmniej zebrane unikną jej skrzywionego oblicza i faktycznie złego samopoczucia. I tak oto zleciało pani pełnomocnik Radziszewskiej „pracowite” cztery lata, wzbogacając jej konto osobiste o kolejne półtora miliona złotych z kieszeni podatnika, bo jak wiadomo fortuna favet fatuis.
W ostatnim wydaniu GW pani Radziszewska na którejś z ostatnich stron, już na całkowitym luzie naskoczyła na wydawało by się „koleżanki”, oskarżając je o to, że ich działalność, to nic innego jak walka o legalizację aborcji na życzenie, walka o całkowity dostęp do środków antykoncepcyjnych, walka o finansowanie in vitro. Przy tym któryś raz z rzędu oskarża wicemarszałek Nowicką o to, że jakaś tam firma produkująca osprzęt aborcyjny, oraz środki antykoncepcyjne finansowała jej działalność i prawdopodobnie sama pani Nowicka osobiście z tych środków też korzystała, a to dyskredytuje ją jako posła i wicemarszałka. W każdym razie pracowała ona na rzecz popularyzacji antykoncepcji a to wystarczy Radziszewskiej. Okazuje się, że pani Nowicka uczciwie rozliczała się względem państwa ze wszystkich legalnie wpływających na jej działalność środków, w przeciwieństwie do instytucji jakże bliskiej Radziszewskiej, czyli Kościoła. No hrabino niepokalanie poczęta, przecież w końcu te akurat sprawy są zasadnicze i można powiedzieć priorytetowe dla ruchu feministycznego. Czyżby pani nie wiedziała o co temu ruchowi chodzi?.Czepia się więc pani profesor Magdy Środy, pani Kazimiery Szczuki, pani Katarzyny Kądzieli i wszystkich pań zrzeszonych, które reprodukcyjność kobiet w Polsce postrzegają przez pryzmat katolickiej obłudy,... że trzeba przetrzeć okulary, aby dojrzeć jej owocną pracę na rzecz praw niewieścich. Niechże pani Radziszewska lepiej chyłkiem i bez rozgłosu usiądzie w fotelu poselskim i milczy dalej, zaliczając z kolei już czwartą kadencję, bo jako lekarzowi to nie odważyłbym się do niej udać chociażby z zasmarkanym nosem. Bo tak naprawdę w gruncie rzeczy czym miała się bogobojna pani Elżbieta zajmować piastując te stanowisko. Na pewno nie wzrostem wydajności z hektara, co najwyżej wzrostem dzietności zgodnie z ideologią Krk. Dlatego też artykuł pani minister, który miał stanowić odpowiedź na jej totalną krytykę, jak wielu czytelników, postrzegam w sferze humoru i niezłej zabawy.


Śmieszne: Polscy złomiarze są absolutnie ZA budową tarczy antyrakietowej.

niedziela, 13 listopada 2011

OTWARTY, CZY RACZEJ ZAMKNIĘTY




Jest 14 listopada. O przebiegu Święta Niepodległości sprzed kilku dni nie będę pisał, bo to obraża moje.... uczucia, a właściwie dobre samopoczucie. Niech się martwią ci którzy zezwolili na harce bandytów, kiboli, nazistów i pospolitych chuliganów, a więc prezydent W-wy, policja i w końcu pan premier. Powiem tylko, że prędzej czy później sądy będą musiały zdelegalizować wszelkie politycznie ekstremalne organizacje, jak MW i ONR. Jeżeli tego nie uczynią, mogą czuć się poważnie zagrożeni. Przykłady popełnianych zbrodni na przedstawicielach wymiaru sprawiedliwości już mieliśmy i znane są powszechnie z mediów. A że sieją zniszczenia? Zaledwie na 70.000 zł. Dzienne utrzymanie Sejmu kosztuje nas za to 1,2 mln.zł.
************************************************************************************
Chodzi mi w tym poście z gruntu o coś innego. Mianowicie w ramach szerokiej dziennikarskiej dysputy na temat zakneblowania ust księdzu Bonieckiemu, w sobotniej "GW" , której to gazecie trudno przypisać wrogość do Kościoła, co najwyżej aprobatę rozdziału sacrum od profanum, ukazał się mądry artykuł pani Katarzyny Wiśniewskiej, specjalistki od problematyki związanej z Kościołami w Polsce. A o co chodzi w tych rozważaniach?, ano chodzi o Kościół otwarty, a właściwie śmierć owego otwartego na wszystkich ochrzczonych obywateli, niezależnie od ich zaangażowania się w istotę starań o zbawienie. A więc otwarty na wierzących i agnostyków, a nawet ateistów, czego pozytywny patriotyczny przykład poprawnego zachowania swoim kolegom po fachu dał ksiądz Popiełuszko wprowadzając np. przez zakrystię ateistę Kuronia. Taki przypadek nie mógłby się dzisiaj zdarzyć ze strony żadnego hierarchy, a nawet szeregowego księdza, poza oczywiście księdzem Bonieckim, któremu zgodnie ze zwyczajem watykańskim „ucięto” język. Być może gdyby ksiądz Jerzy dożył czasów dzisiejszych, byłby także odsunięty od mikrofonów. Ratowała go wówczas tylko walka z PRL-em. Kilka lat temu, za powszechną aprobatą hierarchii, w tym naszego papieża, w Toruniu powstała Twierdza, która odgrodziła światy Kościoła otwartego od tych, którzy w owej Twierdzy zamknęli się na innych, pozostałych Polan. Gorzej, Kościół otwarty się kurczy, zaś ten drugi rozrasta, w wyniku takich dostojników ubranych w coraz bardziej lśniące kolorowe purpury z torbami na głowach jak abp abp Michalik, Głódź, Mering i wielu mniej ubogaconych w tytuły kapłańskie, za to zdobiące swoje nazwiska tytułami naukowymi, jak chociażby „doktorstwo” Rydzyka, który posługuje się wypowiedziami na swojej antenie na poziomie absolwenta zawodówki. Właśnie w sprawie zaprzestania dalszej izolacji Kościoła od wykształconego społeczeństwa zabrał głos ksiądz Boniecki. Jego ludzkie, normalne jak na współczesny świat słowa drukowane w Tygodniku Powszechnym, a także wypowiadane na antenie radia i TV, a dotyczące m. in. tego, iż krzyż w Sejmie może wisieć ale jednako też nie powinien, (obie odpowiedzi są poprawne) wyzwolił w skostniałych mózgach obrońców Twierdzy i jego przełożonych nienawiść do mądrego kapłana. Nienawiść ta, mimo krytyki ich poczynań przez większość społeczeństwa, utwardza się w wypowiedziach z ambon i w prasie tych, co to pozostają wierni i mierni Rydzykowi. Świadczy to tylko o tym, że oświecenie hierarchów, nie mówiąc już o tych tysiącach księży parafialnych pozostawia wiele do życzenia. Przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje”, jak na dłoni widać w relacjach Rydzyka i jego świty z Twierdzy z większością polskiego episkopatu. Fale radiowe Rydzyka najbardziej dają skuteczny owoc na południowych rubieżach Polski- tej Polski. Polski najbardziej zubożałej w oświatę, przywiązanej do całowania rąk swoich pasterzy, ale też tych, którzy udają wierność Bogu i Kościołowi, a więc np. Kaczyńskiemu . Najbardziej, ale nie do końca, bo oto pod Toruniem w parafii Czernikowo proboszcz ksiądz (a jakże by inaczej, „doktor”) Siołkowski, w tydzień po wyborach wyzwał z ambony wielu swoich parafian od wrzodów. „Na ciele naszej parafii utworzyły się wrzody, które trzeba, wyciąć by nie zarażać pozostałych.”-powiada. Chodziło oczywiście o tych parafian, którzy w liczbie 207 zagłosowali na partię Janusza Palikota. Część ludzi, chociaż to wieś, wychodziła w czasie ślinienia się ich pasterza z kościoła. Byli oburzeni do szpiku kości i jestem przekonany, że wielu z tych parafian już nie wróci do tej świątyni, a może nawet do żadnej innej. W ten i podobny sposób Kościół w Polsce zamyka podwoje do świątyń Pana. Chamstwo, zaprzaństwo i święta hipokryzja to dzisiejsze logo polskiego kościółka. Ludzi wyzywa się dlatego, że mają swój rozum i zgodnie z konstytucją głosują wedle swoich przekonań i uznawanych racji. A jednocześnie w naszych polskich świątyniach obowiązuje„morda w kubeł”, czyli absolutne milczenie na nazistowskie wybryki na terenie Jedwabnego, na ulicach polskich miast, czy też stadionach. Byle to było w imię poparcia ich ukochanego PIS-u. Kościół milczy, bo nie jego dobra zostały podeptane, ale czy tak naprawdę nie jego? Kościół robi sobie kuku siejąc nienawiść do antyklerykałów i szerząc kłamstwa. Według niego katolik ma czytać tylko pisma katolickie, np. Nasz Dziennik i Gościa Niedzielnego, oraz głosować na katolika. Księża nie wyobrażają sobie rynku prasowego, gdzie oprócz treści Rydzyka i Michalika, za pośrednictwem NIE, GW, Faktów i Mitów propagowane są treści uniwersalne dla tych co myślą, i nie pozostają bezmózgowymi zakładnikami księży i skrajnie prawicowej hołoty. Ale też Kościołowi wydaje się, że ma do czynienia wciąż z większością u której mózg nie jest używany zbyt często, tym bardziej, że nasza religia jest prosta i płaska jak naleśnik. Wykazał to swoimi publicznymi wypowiedziami profesor Obirek, były jezuita, oraz wielu innych, których racjonalne wykształcenie i zdolność myślenia przekonało do pozbycia się sutanny, zgodnie z zasadą : sapere aude. Bezmyślne działania kleru widać w nakazach kierowanych do telewizji by natychmiast wyrzuciła zeń Nergala jako tego szatana, albo do społeczeństwa, by pisało listy z narodowym oburzeniem na zatrudnienie muzyka. Nakazuje polskim parlamentarzystom, by uchwalali ustawy wyłącznie w treści odpowiadające Kościołowi, a nie obywatelom, szczególnie zaś obywatelkom. Biskupi pozwalają sobie na stwierdzenie, że polskie media zatruwają duszę narodu, że jako naród wybrany przez Boga musimy oświetlać katolickim kagankiem całą Europę. Walczyć z antyklerykalizmem i pokazywać światu przykłady katolickiej, heteroseksualnej, najlepiej wielodzietnej rodziny. Tymczasem , jak się okazuje, dobro Kościoła jest ważniejsze niżeli los molestowanych przez księży dzieci. Wyklęci pozostają ci, którzy ujawniają owe zbrodnie i za karę są przenoszeni na najgorsze parafie. Powtarzam: nie ci, którzy dopuszczali się tych zbrodni, ale ci co je ujawnili. Tylko najgłupszy baran w tym miejscu potrafi bronić racji episkopatu. Na szczęście wymykają się spod ortodoksyjnych skrzydeł takie pisma stricto katolickie jak Tygodnik Powszechny, Więź i Znak. Czuje się w treściach tam zamieszczanych coraz większy powiew głębszych myśli . Powstaje jakoby nurt katolicyzmu inteligenckiego. To oczywiście zniewala Michalików, Rydzyków i Meringów, a także wielu parlamentarzystów, którym o wiele bliżej do tych wymienionych, niżeli do księdza Bonieckiego. Zatem dlaczego w Polsce Kościół otwarty się nie udał?. Dlaczego wypaczono Sobór Watykański II, nakazujący dialog między wiernymi i pozostającymi na ich „obrzeżach”?. Odpowiedź daje prawicowy publicysta Ziemkiewicz: Bo lepiej nie być katolikiem w ogóle, niż wyznawać takie nie wiadomo co. Bo Kościół ma być latarnią morską. A jeżeli próbuje się nią jeździć na kółkach, żeby ludzie mieli więcej światła, to wówczas nie jest ona już nikomu potrzebna. Święte słowa panie Ziemkiewicz. Tyle że, latarnia owa nie jest potrzebna coraz większej grupie myślących Polaków. Tym bardziej, że gospodarki morskiej też już się prawie pozbyliśmy. Przerzućmy tę już rdzawą latarnię w całości do Afryki, gdzie zresztą swoje przyczółki Kościół katolicki już uchwycił na dobre.



Z cyklu- sport ekstremalny:
Wybrać się na pielgrzymkę do Częstochowy w koszulce z logo TVN.

czwartek, 10 listopada 2011

OSOBLIWOŚCI SIÓDMEJ KADENCJI




Persona ta tkwi w ławach sejmowych już kilka kadencji, drzewiej grzejąc tyłek w fotelu warszawskiego Ratusza posługując u prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przy okazji jako urzędnik stołeczny załatwiła sprytnie mieszkanko dla swojej latorośli za tzw. marne grosze. Było o tym głośno. Trąbili tę nowinkę dziennikarze w gazetach z prawa i lewa, ale tak naprawdę Julia Pitera, dla przyjaciół "Picera" dała się poznać jako posłanka na Wiejskiej. Pół Polski pozostaje w ogromnym kłopocie, by udzielić sobie racjonalnej odpowiedzi na pytanie: Cóżeś Donaldzie Tusku, ty nie najgłupszy premierze Rzeczypospolitej dostrzegł w osobowości tej jakże wyjątkowo niesympatycznej niewiasty, powierzając jej zaszczytne stanowisko ministra od spraw korupcji w sferach rządowych. Pitera, jako ta wygadana, zwykle nie na temat baba z magla dała się poznać od górnych partii ciała, gdzie zwykle natura umieszcza instrument zwany mózgiem, aż po gumę od majtek. Dziennikarze zapraszali ją do różnych wywiadów, chyba tylko ze względu na tenże charakter z magla, który pozwala tanio wypełnić czas antenowy. Od Pitery nic mądrego nikt nie usłyszał. To Nelly z lepszą polszczyzną bo przecież jest , jak powiada dla Wikipedii, po filologii. Jak wielu cwaniaków, Pitera zaliczyła kilka opłacalnych przynależności partyjnych, począwszy od Porozumienia Centrum Kaczyńskich, by wreszcie trafić pod skrzydła Platformy. Ponieważ tutaj nic jako poseł za 20 tysięcy złotych miesięcznie + dodatek ministerialny przez cztery ostatnie lata nie zrobiła, poza wykryciem głośnej afery zakupu przez przedstawiciela opozycji kilograma dorsza za 8,80 złotego na służbową kartę, sądziłem, że jej zasoby inteligencji, którą można by wykorzystać dla dobra kraju się ewidentnie wyczerpały i Pitera (Picera) sobie odpocznie. Przez ostatnie cztery lata napisała ponoć kilka linijek rodzącej się ustawy dotyczącej akurat jej powinności antykorupcyjnej za kwotę 960.000,00 złotych pobranych przez jedną kadencję z kasy podatnika. Tymczasem ta okazuje się „niespożyta” w swoim wigorze niewiasta w dniu wczorajszym pokazała swoje najprawdziwsze oblicze w „Kropce nad i”, jako adwersarz posła Roberta Biedronia. Pokazała i do końca obnażyła swój, nie ma co ukrywać, prostacki, ksenofobiczny charakter, w gruncie rzeczy nie zasługujący na pokaz w nowoczesnej telewizji.W zderzeniu z grzeczną, sympatyczną postawą Biedronia, który wcześniej swoją wypowiedzią z trybuny sejmowej, w obronie posłanki Wandy Nowickiej „rozbawił” polski zaściankowy, obłudny skład Sejmu (przynajmniej tę prawą stronę), ujawniając ich hipokryzję seksistowską, Pitera jawiła się jako ta przykościelna, pozostająca daleko od Europy, prostą babą z rozpaloną od nienawiści do tzw. innych, twarzą. To takie pozostaje moje odczucie, ale zaraz po audycji zajrzałem do komentarzy Polaków zamieszczonych na forach internetowych, a tam znalazłem tylko potwierdzenie tego, co było udziałem moich i mojej rodziny odczuć i jak Piterę oceniałem na przestrzeni kilku jej kadencji. A oto co piszą na temat tej warszawianki moi Rodacy znad Wisły i nie tylko:
-Politykom prawicy wszystko kojarzy się z seksem, bo są zakłamani i niewyżyci. To oni są najczęściej klientami agencji towarzyskich ( w tajemnicy przed żonami, wieczorową pora) albo polują na chłopców w saunach ( w saunie jest ciemno, nikt ich nie rozpozna) a potem głośno potępiają innych z mównicy sejmowej. W naszym Sejmie jest oczywiście wielu gejów i wiele lesbijek, ale to oni najbardziej protestują przeciw Biedroniowi, aby broń Boże- ktoś się nie domyślił na ich temat.
-JAJCA JAK BERETY. GŁUPOTA GONI GŁUPOTĘ. PITERA PO TRZECH KADENCJACH NIC NIE ROBIENIA CZUJE SIĘ JAK SZLACHCIANKA NA SWOIM DWORZE. TAK TO JEST Z NOWOBOGACKIMI BUCAMI, BO PRAWDZIWA INTELIGENCJA ZGINĘLA POD SMOLEŃSKIEM.
-Pani Pitera, najbardziej leniwy minister Tuska. Przecież ta pani bierze wielkie pieniądze za darmo i za pokazywanie się w mediach. Skandalem zaś niebywałym było zachowanie się posłów na sali sejmowej, a premier zachował się jak pastuch, a nie człowiek kierujący rządem. Co go tak mocno rozśmieszyło?, „powiedzenie poniżej pasa?” Dla mnie ci wszyscy faceci z PO, PIS i PSL pokazali ewidentny brak kultury i dobrych obyczajów. O Piterze nie wato nawet wspominać półgębkiem. To postać spoza nowoczesnego, a tym bardziej stołecznego świata. Nadaje się na woźną w wiejskiej szkole.
-PANI PITERA, PANI SIĘ KOMPROMITUJE PORAZ KOLEJNY. DZISIAJ W KROPCE NAD I POGRĄŻYŁA SIĘ PANI CAŁKOWICIE. WYSZŁA Z PANI POSTAWA KSENOFOBICZNA, JAKIEGO MOGŁEM SIĘ TYLKO SPODZIEWAC PO KILKU POSŁACH PIS. OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST PANI ZACOFANĄ INTELEKTUALNIE POLSKĄ DULSKĄ-ŻAL MI PANI, ALE SWOIMI WYPOWIEDZIAMI W POLEMICE Z POSŁEM BIEDRONIEM STRACIŁA PANI JUŻ RESZTKI SWOJEJ TWARZY.PO TYM CO PANI ZAPREZENTOWAŁA PLATFORMA POWINNA ODSUNĄC PANIĄ OD MEDIÓW RAZ NA ZAWSZE. RAZEM Z POSŁEM NIESIOŁOWSKIM KOMPROMITUJE PANI PODOBNO NOWOCZESNĄ PARTIĘ. NIE GŁOSOWAŁEM NA RUCH PALIKOTA, ALE WIDZĘ ŻE TA PARTIA MA WIELE DO ZROBIENIA DLA POLSKI. A PANIĄ POSTRZEGAM JAKO KATECHETKĘ W SZKOLE MOICH DZIECI.
-Dzisiejszy wieczór zapamiętam szczególnie. Pani Monika Olejnik zaprosiła do studia posła Biedronia, pierwszego posła, który jest zdeklarowanym gejem, oraz pierwszą ksenofobkę Warszawy Piterę. To co ona pokazała na tle inteligentnego i postępowego Biedronia, woła o pomstę do nieba. Jej wypowiedzi predestynują ją do PIS-u i to tej skrajnej strony. Ośmieszyła się w swoim zaperzeniu i nienawiści nie tylko do pana Roberta, pani poseł Nowickiej, ale do wszystkich innych co to wyznają wartości uniwersalne. Ja z taką babą nie potrafił bym żyć..Przegonił bym ją na cztery wiatry. Myślę,że rodzina jej, oraz wszyscy jej znajomi najedli się piekielnego wstydu. Ja nie jestem jej znajomym, nie mówiąc już o pokrewieństwie, ale jako Polak przed swoim towarzystwem, z którym oglądałem ten program mocno się jako Polak zawstydziłem.
******
I tak dalej, i tak dalej .Nie chce się czytać już innych wypowiedzi i wyrazów powszechnego oburzenia na autoprezentację w najgorszym stylu tej pani. Jeszcze bardziej smutne jest to, że razem z hołotą sejmową ryczał ze śmiechu po rzeczywiście bardzo trafnej wypowiedzi pana Biedronia sam pan premier. Jestem mocno zirytowany tym obrazem i pozostaję we współczuciu tym, których to chamstwo dotknęło w podobny sposób.

środa, 9 listopada 2011

ŻAL MI TEJ NIEWIASTY




Tak z ludzkiego punktu widzenia żal mi pani poseł Beaty Kempy. Ta białogłowa jest całkowicie oddana idei Prawa i Sprawiedliwości. A jeszcze bardziej oddana samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu. najbardziej zaś bez wątpienia oddana Zbigniewowi Ziobro, któremu posługiwała jako jego zastępczyni w randze wiceministra sprawiedliwości za rządów ukochanego Jarosława. Okrąglutka na ciele, oraz w formułowaniu swoich wypowiedzi, ostatnio znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jej krągłości cielesnej nie będę komentował ze względu na szacunek dla każdej przedstawicielki płci pięknej, a w jej przypadku „najpiękniejszej”, natomiast w kwestii formułowanych wypowiedzi to oczywiście mogę i powinienem. Beata Kempa to po prostu niewygodne dziennikarzom babsko, które nigdy nie pozwala swojemu adwersarzowi dojść do głosu, chociażby po to, by mieli oni szansę zadać jej kolejne pytanie, na które i tak nigdy nie odpowiada, pieprząc trzy po trzy słowa oderwane od tematu. Dlatego jej zapraszanie na wywiady nie ma najmniejszego sensu pani Moniko. Żal mi po ludzku tej zajadłej w swej ideologii kobiety, bo pałając być może odwzajemnioną miłością do Ziobry musiała dokonać niezamierzonej zdrady ojca partyjnego. Zgodnie z przysłowiem i boje się i chciała bym, Kempa wdepnęła na poletko utworzonego klubu poselskiego Polska Solidarna jedną nóżką, zaś drugiej nie może oderwać z tego, które uprawia Jarosław Kaczyński. Zatem przy każdej okazji prawie modlitewnie wychwala dotychczasowego pryncypała, a nuż się przyda. Ponieważ trzej założyciele nowego ugrupowania zostali wykluczeni z partii, jej depresyjne samopoczucie może spowodować zdrowotne nieszczęście. Już w dniu wyborów wicemarszałka po przegranym głosowaniu i poniesionej klęsce w rywalizacji z Wandą Nowicką, jej mina wskazywała na głęboką psychiczną zapaść, tym bardziej, że na minutę przed głosowaniem jak Rejtan donośnym głosem krzyczała do posłów wszystkich ugrupowań, że dla niej krzyż jest najwyższą świętością, że będzie bronić religii w szkołach, że szanuje WC i jest za tradycyjnymi innymi wartościami katolickiej rodziny polskiej, a skończywszy tę agitacyjną mowę „nakazała ” posłom: a teraz głosujcie!, po czym udała się na koniec sali sejmowej, gdzie po wejściu do klanu ziobrystów wyznaczono jej wyraźnie podłe miejsce. Jakże odległe od zapachu ciała pana Jarosława w którego wonnościach się zwykle pławiła. To bardzo dla niej przykre. Zresztą było widać jej załamanie. Ktoś pisze na forum, że może to zemsta zza światów Barbary Blidy?, do uśmiercenia której obok Ziobry bez wątpliwości jako jego wice się przyczyniła. Widać to było w jej zajadłych podłych oskarżeniach byłej lewicowej minister, wygłaszanych z trybuny sejmowej. Oskarżeniach, które się nie potwierdziły, a Kempa nie poniosła żadnej kary za swoją nienawiść. A nienawiść do zasad demokracji i postępowej Europy wyraża się dotychczas u niej, chociażby w planach uczestnictwa w Marszu Niepodległości z okazji 11 listopada razem z Młodzieżą Wszechpolską, Obozem Narodowo-Radykalnym, oraz ściągniętymi z całej Polski kibolami. Z tym akurat towarzystwem jest szczególnie zżyta, bowiem wyciągała wraz z Romaszewskim bandziorów stadionowych z więzień dla pozyskania głosów na PIS. Tylko patrzeć, że gdyby jej noga się jeszcze bardziej poślizgnęła i wyborcy nie dali by jej immunitetu poselskiego, to poszłaby na barykady w walce z przeciwnikami PIS obok Starucha i całej tej nazi bandy. Dzisiaj Marsz Niepodległości Magdalenie Środzie, która akurat bierze w nim udział po stronie, jakże by inaczej „kolorowych”, przypomina czas stanu wojennego, z tym ,że dzisiaj radosne odkryte twarze pokazują normalni ludzie, zaś strona brunatna „kryje swoje ryje” kapturami. W stanie wojennym było odwrotnie. Ryje kryło tylko ZOMO. ZOMO, którego należało się bać, a dzisiaj trzeba się bać tych, którzy idee narodu i niepodległości zawłaszczają i okrawają do swoich ksenofobicznych horyzontów. Wśród nich jest miejsce dla Beaty Kempy.
Tworzy się nowy rząd. Pan premier do dziś nie puszcza pary z gęby na temat jego składu. Wiemy, że większość zachowa swoje stanowiska, ale też wiemy, że jest okazja by wyrzucić takich pseudo ministrów jak Hall, jak Radziszewska, jak Grabarczyk, który w nagrodę za „dobre” ministrowanie już został wicemarszałkiem Sejmu, jak Pitera co przez cztery lata pisała i nie napisała ustawy antykorupcyjnej, jak i jeszcze kilku innych. Są kłopoty z nowym nabytkiem, chociaż wydawało by się, że do stanowisk rządowych jest przepychanka stwarzająca ciasnotę jak w majtkach Kalisza, ale jak wiadomo w poszukiwaniu nowego narybku ideologicznie niemożliwa jest koalicja z SLD i Ruchem Palikota. Dlatego pozostając jak dotychczas w ścisłej więzi z episkopatem, jest propozycja dla pana premiera, którą pokazał na łamach Angory jeden z czytelników, wskazując akurat tych co to znają się na problematyce, a funkcje mogliby pełnić dożywotnio. Ot, chociażby bp Paetz, świetnie by się nadawał na ministra edukacji, bądź opieki społecznej. Wszak w opiece nad dziećmi swoje doświadczenie ma. Sławoj Leszek Głódź byłby świetnym ministrem obrony narodowej. Aby nie marnować jego zdolności i wiedzy mógłby jak Halszka Wasilewska poprowadzić wojskowy program pt.„Wódko pozwól żyć”.Księdza Natanka widziałby na stanowisku duszpasterza wszystkich służb mundurowych. Widzimy bowiem, że bez żadnej pomocy państwa ubrał na czerwono cały swój regiment. Ojciec Rydzyk to wymarzony minister finansów, z jednoczesnym pełnieniem obowiązków szefa KRRiTV, a nawet rzecznik rządu. To byłoby kabaretowe blubranie. On i jego koledzy wiedzą jak robić mamonę, a w ramach pełnionej przez Polskę prezydencji UE można by wysłać chociaż jednego purpurata do upadającej finansowo Grecji. Jest jeszcze wielu innych „niezagospodarowanych” zdolnych odzianych w suknie i okazjonalne ornaty. Póki jeszcze nie ma prawdziwego rozdziału państwa od Kościoła, (co było widać na balkonach sejmowych), prawie nikt by nie zauważył wypełniania państwowych funkcji przez duchownego. Bo przecież pod względem obyczaju i ubogaconych religijnie w przekonania, niczym się różnią się postawy Gowina, Niesiołowskiego, Rasia, Radziszewskiej, czy też Hall od przekonań pierwszego lepszego biskupa czy też księdza. Mógłby pan Tusk zaryzykować, póki ma jeszcze na tyle sił sejmowych, które umożliwiają skuteczną walkę z programem pana Palikota.


Uśmiechnij się:
Matka do córki:
-Słuchaj, a ten twój narzeczony to czasem nie jest żonaty?.
-Mamo, przecież po pierwszej nocy nie będę się o takie rzeczy pytała!.

niedziela, 6 listopada 2011

PANTA REI - AŻ DO WYCZERPANIA





A w polityce, jak to w polityce. Dzieją się rzeczy zwykłe, bardziej ciekawe, albo wręcz niebywałe. Ostatnio te ostatnie. Bo któż by pomyślał, że Ziobro i jego przyboczni rebelianci zostaną potraktowani przez ojca Jarosława, jako ci synowie wyklęci i zgodnie z biblijnym wzorem zesłani na potępienie. A poszło ponoć jedynie o to, że w partii zabrakło podstawowej demokracji, gdzie każdy jej członek mógłby zabrać głos i wygłosić swoje, zaiste wyłącznie partyjne spostrzeżenia, mające na celu udoskonalenie jej funkcji. Partia przegrała kolejne sześć wyborów, a tacy ludzie jak Ziobro czy też Kurski, w żyłach których płynie krew zdobywców nie potrafią już dalej czekać, tym bardziej że w nieskończoność na stanowiska pozwalające powalać naród na kolana, jak to onegdaj bywało m. in. poprzez uśmiercenie Blidy, tudzież aresztowanie w świetle kamer najwybitniejszych lekarzy. Trójka zesłańców brukselskich C+K+Z, czyli Cymański, Kurski i Ziobro, w ciszy parków stolicy wszystkich Belgów, gdzie nikt nie stosuje podsłuchowego „gwoździa”, postanowili pospołu, że nadal wyrażając się o PIS-ie jako o wartości najwyższej, będą się starali zaszczepić nieco pierwiastka demokracji, który nie dopuści do siódmej z kolei klęski wyborczej. C+K+Z, to jakby trzej królowie betlejemscy czyli Kacper, Melchior i Baltazar. Mogę prawie z dokładnością zegarmistrzowską sądzić, że jeżeli powstanie partia „trzech”, to ich wyborcy i wielbiciele z namaszczenia ojca toruńskiego, dla którego Ziobro to jego złoty chłopiec, będą na swoich drzwiach odnotowywać z okazji Nowego Roku całkiem nowe litery połączone znakiem plus, a takich akurat Ziobro ma w bród, szczególnie na terenach galicyjskich. Jak to się skończy nie wiemy. Wiemy natomiast, że w serwilizmie łatwo widzimy wallenrodyzm, a w konformizmie makiawelizm. Co oznacza, że przez dość długie lata absolutne bezwarunkowe poddaństwo Kaczyńskiemu odczytywane było jako służba ojczyźnie ponad wszystko, choćby poprzez cynizm i brak skrupułów. Być może, chociaż nie sądzę na pewno, że odezwała się w tych brukselskich bohaterach dusza opowiadająca się za racją stanu, racją państwa. Nie sądzę, bo znając charakter, szczególnie Kurskiego i Ziobry, nawet poprzez zachowanie pozorów prawości, w oczach większości Polaków pozostaną oni po prostu politycznymi cwaniakami, natomiast sam Kaczyński i jego pachołkowie, przytaczając Słownik Polskich Przekleństw i Wulgaryzmów PWN, nazwą ich postawę i czyn zwykłym kurestwem, mimo że nadal w swoich wypowiedziach na temat kaczej osoby są zwykłymi lizodupami, podobnie zresztą jak niejaka Jakubiak z PJN, którą Kaczyński mimo rzewnego płaczu i strapionego oblicza, wyrzucił raz na zawsze za „cesarskie” pisowskie drzwi. Panta rei. Jeszcze niedawno koniem zwany, minister Giertych, gdy tylko mu czas pozwalał, przesiadywał w Toruniu przed kamerami TV TRWAM, a dzisiaj publicznie potrafi wypowiedzieć zdanie: Proszę państwa, ojciec Rydzyk i RM to największa karykatura katolicyzmu. Kaczyńscy doktoryzując się pisali prace chwalebne na cześć Stalina, by po latach stać się największymi wrogami nie tylko komunizmu, ale i Rosji. Być może doczekamy się, że pan Jarosław ukorzy się przed Ziobrem, Cymańskim i Kurskim, a może nawet przed Kluzik-Rostkowską.



Uśmiechnij się:
1.Zagadka: Co to jest?. Pomarańczowe i bardzo szkodzi na zęby?
-Cegła.
2.Stara strzecha w górach. Biedne małżeństwo, baca zakłada prezerwatywę.
-Józuś, coś ty zgłupiał do reszty. Dzieciska butów nie mają, a ty se ciula stroisz!.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...