czwartek, 28 lipca 2011

NA RZECZY






Temat, który zamieszczam w tym poście jest drażliwy, straszny, dla wielu wstrząsający w swej wymowie. Nie sposób jednak odwracać głowę i udawać, że dla nas to chata skraja. Chodzi wszak o wydarzenia w Oslo i na sąsiadującej z tym miastem wyspie Utoya zaledwie kilka dni temu. Otóż, wszyscy znamy przebieg tej tragedii, oraz sprawcę zdarzeń. Poznaliśmy go z prasy i telewizji, gdzie prezentowano zbrodniarza ze wszystkich profili, w cywilu i uzurpowanym mundurze „generalskim”.Poznaliśmy jego ego. Wiemy, że to faszysta reprezentujący skrajną prawicę chrześcijańską. Tak się przedstawia sam, tak też wyrażają się o nim wszyscy, którzy go znają od podszewki.
Aliści zdarzyło się to wszystko w kraju chyba najbardziej cywilizowanym, o wielkim dobrobycie społeczeństwa, wielkiej prawdziwej demokracji, gdzie nawet więzienia są lepiej wyposażone niżeli nasze sanatoria, gdzie najwyższą karą w kodeksie jest pobyt w tym luksusie penitencjarnym najwyżej 21 lat. Życie ludzkie w tym kraju ma najwyższą wartość, zgodnie ze współczesnymi socjologicznymi i humanistycznymi zasadami. I oto w kraju, gdzie przestrzega się tej właśnie zasady aż do bólu, jeden ich rodzimy obywatel (nie żaden wysłannik al Kaidy), nordyk z krwi i kości, dobrze wykształcony jak na swój wiek, szczycący się pozytywną opinią wśród otoczenia, w sposób zaplanowany, z premedytacją w ciągu dwu godzin zabija z zimną krwią prawie sto osób, najpierw detonując bombę w centrum miasta, a następnie na pobliskiej wyspie z zimną krwią zabijając z broni maszynowej blisko 70 młodych ludzi, właściwie dzieci od 14 do 20 lat, członków młodzieżówki rządzącej socjaldemokratycznej partii pracy. Partii, która nieprzerwanie rządzi w Norwegii prawie od II wojny światowej. Partii która usadowiła tej kraj w obszarze wszelakiego dobrobytu i wspaniałej demokracji. Ale oto, czynu tego nie dokonał przeciętny „viking”, jak nazywają Skandynawów. Czynu tego dokonał młody człowiek, syn dyplomaty, który przypadkiem zetknął się ze skrajnymi organizacjami narodowców. Tych akurat nigdzie nie brakuje. To towarzystwo faszystowskie dzisiaj można spotkać na forach internetowych, ale też z kamieniami w rękach podczas przemarszu np. parady równości, czy też „manify” w dniu kobiet. Oni w swoich zakamuflowanych częściowo organizacjach szlifują na specjalnych szkoleniach swoją nienawiść do wszystkich, dla których nie najważniejsze jest wyznanie religijne, natomiast ważne są cnoty, jakie zawierają się w równości, wolności i braterstwie w imię wszelkich zasad humanizmu, czyli cnot jakie od ponad 200 lat obowiązują we Francji (egalite, fraternite, liberte) i w większości krajów Unii Europejskiej, do których Polska należy, a w której to akurat nie obowiązuje karta praw obywatelskich. Karty tej nie podpisał „wawelski” prezydent Kaczyński wraz z premierem bratem, ale też nie zdobył się na to liberał Donald Tusk. Kompromitacja, panie premierze. Jak pan może patrzeć w oczy prezydentom i premierom państw „brukselskich” w sytuacji, że obiecał pan natychmiast po wygranej PO, ten spaskudzony przez Kaczorów błąd, godzący w prawa naszego społeczeństwa naprawić. Aż tak panicznie wygląda pański strach przed Kościołem?, przecież obiecał Pan nie klękać przed księżmi.
To co wydarzyło się w Norwegii, może mieć akurat miejsce także u nas w Polsce. Dał temu przykład bombiarz z Krakowa, co to zabijał by każdego, kto na niego nie spojrzy z uśmiechem. Nie czynił tego ze względu na zemstę wzorem muzułmanów za nasz udział w wojnie irackiej i afgańskiej. Jest to nasz rodzimy rasista. Najgroźniejsze są u nas organizacje, którym przyklaskuje część polityków prawicy, szczególnie tej skrajnej. Mam tu na mysli ONR, czyli Obóz Narodowo-Radykalny, którym to tym uzbrojonym w nienawiść chłoptasiom przewodzi Artur Zawisza, fundamentalny mściwy katolik, do niedawna poseł chrześcijański z przyklaskującym mu Markiem Jurkiem (dzieciątko w ręku Maryi na okładce „Wprost”). Podobnie prezentuje się na forum publicznym Młodzież Wszechpolska, którym do niedawna przewodniczył Roman Giertych, także skrajny katolik. Przez pół kadencji zdołał wprowadzić na stanowiska ministerialne kilku wszechpolaków. Kilkoma też obsadził zarząd TVP, sam natomiast wprowadzał nowe zasady kształcenia w polskich szkołach jako minister od oświaty, ogłaszając m.in. amnestię maturalną dla niedouków.. byle katolików. Dzisiaj po zamachu w Norwegii polskie ONR, które wyznaje identyczną zbrodniczą ideologie co Anders Breivik urządza cykliczne szkolenia z programem neofaszystowskim na polskim Podhalu. W tych szkoleniach przy współudziale neofaszysty z Finlandii Niko Puhakkiego, bierze udział wiele wytatuowanej na piersiach tytułem „Blood and Honour” polskiej młodzieży. Są tam też zaproszeni neonaziści z innych krajów Europy. O nich to się mówi na całym Podhalu, właśnie teraz po wypadkach norweskich..W Polsce też mamy środowiska polityczne, które uważają, że demokratycznie wybrany prezydent powinien być obalony wraz z rządem reprezentowanym przez obcą dla nich partię. Podsycanie takich emocji, co miało miejsce szczególnie po wypadku smoleńskim , może doprowadzić do tragedii narodowej. Dlatego dmuchając na zimne nasz parlament powinien zdelegalizować raz na zawsze wszelkie organizacje neofaszystowskie w naszym kraju, mimo oporu skrajnej prawicy i Kościoła katolickiego. Nie bacząc na lamenty takich ludzi jak właśnie Marek Jurek, Michał Kamiński i wielu innych, którzy po zbrodniach Pinocheta publicznie dawali wyraz szacunku dla chilijskiego zbrodniarza głosząc, że nie ma nad czym rozpaczać, bowiem Pinochet wprawdzie zabił kilkanaście tysięcy ludzi, zrzucając ich żywymi z samolotów do oceanu, ale byli to tylko komuniści oraz ich rodziny. Teraz, po dramacie na wyspie Utoya, gdy wszystkie „normalne” gazety i internet analizują genezę i skutki wydarzenia, jednocześnie ostrzegając narody przed tym najgorszym, czyli brunatnym faszyzmem, wielu „komentatorów”, być może polskich narodowców pisze cyt: „Co za rozpacz nad zwłokami tych kilkudziesięciu lewaków. A przecież nie ma znaczenia to, że zabił gość akurat tych których nie znosimy. Nikt natomiast nie upomni się o kilkanaście tysięcy zabitych zygot i wyskrobanych płodów u norweskich kobiet To też są ludzie i to nie koniecznie w przyszłości lewacy”. No i mamy pełny obraz polskiej , wykształconej, po trosze przez Giertycha, po trosze zaś przez oazy młodzieży katolickiej. Jeżeli nie zdelegalizuje się naszych neonazistowskich organizacji młodzieżowych, to drogo za to zapłacimy wszyscy. Bo młodzież dorastająca, a nie ucząca się, nie ma co robić, jako że służba wojskowa została zlikwidowana, a krew buzuje, szczególnie po piwach. Po słynnych " pięciu piwach".




Uśmiechnij się:



Na zapadłej polskiej wsi podkarpackiej chłop przychodzi do lekarza:
-Panie doktorze, mam już ośmioro dzieci, co zrobić bym nie miał ich więcej.
-Kup pan prezerwatywę.
Później chłop zakłada prezerwatywę, a żona do niego mówi:
-Dzieci nie mają co jeść, chodzą w potarganych butach, a ty sobie ptaszka stroisz
.

sobota, 23 lipca 2011

KANIKUŁA, KANIKUŁA






No i zaczęło się. Moc narodowych atrakcji w tym naszym kraju. Wszystkie jakby nam spadły z nieba, bo to przykładowo prezydencja europejska napędza nam ważniaków z całego kontynentu, wśród których nasz premier i nasz prezydent czują się szczególnie dowartościowani, a to rusza powoli jak lokomotywa Tuwima kampania wyborcza do parlamentu, dzięki której naród może się nasłuchać obiecanek jakie serwują na wyścigi wszystkie liczące się partie A to nareszcie, w każdym razie z absolutnym spokojem pan premier zapozna oficjalnie rodaków z wynikami śledztwa dotyczącego przyczyn katastrofy smoleńskiej, a które to wyniki pod kierownictwem ministra Millera rodziły się w okropnych bólach. No, ale poród okazuje się, że przebiegł prawidłowo, zaś szczęśliwy ojciec (Miller) z tej okazji, jak wieść niesie ma zamiar oskarżyć co najmniej 150 osób o spowodowanie katastrofy, każda z nich w jakimś tam stopniu ponosi winę. Osobiście rozumuję, że skoro aż tylu jest winnych, to nikt nie jest winny. Nie podobna, by pan Tusk posadził w celach więziennych 150 funkcyjnych, którym raport przypisuje zaniedbania na swoich odcinkach pracy. Po prostu nie wypada, chociażby były to cele w najelegantszym kiciu Rzeczypospolitej, jakim szczyci się miasto Piotrków Trybunalski. Z góry wiem, że cały ten raport to pic i propaganda „ogromnego wysiłku i tzw. ciężkiej pracy” rządu. Dla uszanowania tej „ciężkiej pracy” minister od wojska zwolni, a raczej przeniesie na inne stanowisko dowódcę wojsk lotniczych. Ten z kolei zwolni, a raczej przeniesie na równorzędne co najmniej stanowisko dowódcę 36 pułku transportowego. Ten, a jakże, w ramach kary zwolni, a raczej przeniesie kilku pilotów do innych jednostek. Kiedy owe roszady w ramach kar zostaną dokonane aż do kaprala włącznie, pan premier zdymisjonuje ministra obrony Klicha, lokując go na równorzędnie ciepłej posadzie, nie narażonej na oczy rodaków i medialne kamery. Nic więcej z raportu się nie dowiemy, bo wszystko było wiadome w kilka dni po katastrofie, a nawet..... zaraz po tragedii.
Innym tematem, ale jakże wdzięcznym są oczywiście tegoroczne wybory, a raczej kampania obiecanek. Kampania kojarzy mi się z ziemniakami i burakami, bo też kochani, wśród każdej, dosłownie każdej ubiegającej się o mandaty poselskie i senatorskie partii, można znaleźć zarówno buraki jak i kartofle. Akurat ową ziemniaczaną asocjację Niemcy przypisali Kaczyńskim. Skoro jednak Lech osierocił swego bliźniaka, przeto ten zaszczyt kojarzący się ze zdrową jarzyną dzierży samotnie Jarosław. Buraków natomiast można się w tej partii ,zwanej jak na ironię Prawem i Sprawiedliwością doszukać na pęczki, a nawet na wywrotki. Nie chcę przytaczać z nazwiska, bo zgodnie z zaostrzonym prawem, może się poczuć obrażony przykładowo pan Jurgiel, czy też pani Sobecka. Można na owej wywrotce znaleźć jeszcze, inne trufle polityki, jak panią Rokicinę, Kuchcińskiego (zwanego członkiem), Koguta (co rozłożył PKP), oraz urodziwe warzywo w osobie pani Kempy. Nieco wyraźniej zauważalni są w tej partii „ochlapusy wysokiego ryzyka” w osobach pani Kruk (coś tam, coś tam), pana Karskiego (chuligana z Cypru), a także pani Sikory oczekującej policyjnych pocałunków w swoją poselską dupę.
Nie trudno się doszukać buractwa w każdej innej partii. Zdawałoby się, że najwięcej z racji „przywiązania do ziemi” można wyszperać ich w PSL. Tymczasem chłop swój rozum ma i wie gdzie stoją konfitury. Oni wiedzą, że gdy tylko przekroczą te 5% progu wyborczego, to niezależnie jaka opcja wygra wybory, oni te konfitury, czyli 14 miliardów złotych dopłaty rządowej do KRUS dostaną. Dlatego nazywać ich burakami nie jest zbytnio trafnym skojarzeniem. Chociaż ze wsi, niektórzy z nich to posłowie bardzo wygadani (Kłopotek, zwany problemikiem) a i za kołnierz nie garną się wylewać Przykład temu dał publicznie poseł Andrzej Pałys wchodzący do gmachu Sejmu na macanego, z powodu całkowitej utraty wzroku i orientacji przestrzennej.
Ciężej mi będzie znaleźć owe warzywa w partiach, w których bardziej zagnieździła się tzw. ogłada i inteligencja. Mam tu na myśli PO i SLD. Z tej pierwszej można bez wysiłku wydłubać rodzynki nie gardzące alkoholem w pracy. Są tam też parlamentarzyści lubiący się zabawić na cały gwizdek. np. pan Piesiewicz, zaiste człowiek zasłużony dla kultury narodowej. W słynnej sukience bardzo się skompromitował w oczach rodaków, dodatkowo płacąc szantażystce 400 tysięcy złotych za trzymanie ozora za zębami. Z kolei posłanka Śledzińska-Katarasińska, pokazała, że lubi prowadzić samochód na podwójnym gazie. Ponoć przedawkowała leki preparowane na bazie spirytusu.
Najtrudniej mi znaleźć przykłady warzywne wśród posłów klubu lewicy. Nie, nie dlatego, że wyznaję wartości zbieżne z przekonaniami Dario Fo. Po pierwsze dlatego, że są to ludzie dobrze wykształceni. Po drugie byli i są zdyscyplinowani, wiedząc, że jako „komuchy” są zawsze i wciąż obserwowani przez prawicę szeroko pojętą, duchowieństwo katolickie (które im wytyka ateizm), oraz odpowiednio zaprogramowane media. Mimo to SLD, partia dotychczas budząca szacunek, ze względu na swoją błazenadę polityczną i małą skuteczność w walce o lewicowe ideały jest mi coraz bardziej obca. Swego czasu pohulał na całego Bronisław Cieślak, ale on już zrezygnował z poselstwa, a ponadto to w końcu nasz Bond 007. Natomiast w klubie tym można się doszukać innych perełek obyczajowych, szczególnie z lat ubiegłych. Prof. Iwiński lubił w podróże służbowe zabierać powabne tłumaczki. Ot, lubował się w głaskaniu ich po bioderkach. Było to bardzo dziwne zachowanie uczonego posła, bo wiem, że sam włada biegle co najmniej 10 językami i jako poliglota wyróżnia się pod tym względem wśród całego poselstwa. Można jeszcze wspomnieć o pani Błochowiak (zasłynęła z pionowych korytarzy).Ale to filipik zrodzony z przejęzyczenia, a takowych nie mam zamiaru się czepiać.
Wszystkie te partie w czasie kampanii wyborczej, jak wspominałem obiecują nam nie tylko gruszki na wierzbie, ale może i pomarańcze na osice. Wzajemnie się oskarżają, przypisując oczywiście tylko sobie siły zbawcze narodu. Najbardziej niesmaczne w moim odczuciu są krytyki, nie zawsze uzasadnione posłów lewicy kierowane do PO, miast walić z całej siły w „kaczy” kuper. Nie mogę sobie wyobrazić, aby człowiek, który ciężko choruje na stanowisko wicepremiera, a mam na myśli Napieralskiego, był aż tak głupi w swoich krytycznych wypowiedziach celowanych w Donalda Tuska., przewidując jednocześnie ewentualną koalicję z PO. Totalna głupota. Cały mądry elektorat planuje wytrącić raz na zawsze ludzi Kaczyńskiego z orbity Sejmu, a tymczasem Napieralski zamiast w PiS uderza w PO. Głupota panie Grzegorzu, głupota. Jest pan co prawda młody, ale wokół pana jest naprawdę dużo mądrych ludzi, prawda panie profesorze Iwiński, czy też pani profesor Senyszyn.?, a na naukę nigdy nie jest za późno.
Tak czy owak, zapowiada się ostra kampania i to na oczach różnych delegacji brukselskich, które to w bieżącym półroczu zabawiają się polskimi bączkami przy prezydencie Rady Unii Europejskiej tu w Warszawie. Najmniej dzięki tym wydarzeniom mówi się o niedokończonych stadionach, oraz rozbabranych autostradach. Wszystkie ręce na pokład dla ratowania euro, jako waluty, której co prawda jeszcze nie mamy, ale się jej spodziewamy. Oj Hellado ty piękna, cóżeś ty nam wszystkim, całej Europie uczyniła swym lenistwem i rozrzutnością. Nawet tak biedny kraj jak Polska z konieczności gotowa jest „odjąć sobie od ust” i wspomóc cię kwotą ponad 300 milionów euro. Piękny i solidarny gest!
Za chwilę zewsząd wyruszą do Częstochowy pielgrzymki, aby podziękować św. Panience, a raczej św. Matce, bo przecież miała syna ( i to nie jednego, jak twierdzą badacze biblii), za czuwanie nad szczęściem naszego polskiego narodu. Przecie nie będziemy Jej wytykać tej wyjątkowo przypadkowej katastrofy smoleńskiej, wyjątkowych potopów i zniszczonych upraw, wyjątkowo oszalałych wichur i trąb powietrznych ,czy też tych kilka tysięcy zabitych w ciągu roku na polskich drogach. Miejmy swój honor.. W końcu to nasza Królowa.




Uśmiechnij się:




Dwie aktorki za naigrywanie się z wartości chrześcijańskich wbito na pal.
Pierwsza z nich dogorywa spokojnie, a druga wierci się i wierci, zakłócając ciszę. W końcu pierwsza nie wytrzymuje i pyta:
-Co, koleżanka znowu źle obsadzona...?.

poniedziałek, 18 lipca 2011

NADZIEJA




Nadzieja umiera ostatnia. Nie wiem kto to powiedział jako pierwszy, mało ważne. Wiem natomiast kto nazwał nadzieję matką głupich, to George Bernard Show. Nieprawda zaprzeczę, jako że znam wielu mądrych ludzi żyjących nadzieją. Sam chciałbym się chociażby częściowo do nich zaliczyć. Aliści nie jest to takie łatwe. Bowiem żyjąc nadzieją np.: że w ciągu mojego już chyba niezbyt długiego pobytu na tym świecie, Polska będzie się mogła równać gospodarczo z państwami Europy Zachodniej, że moi Rodacy wreszcie uszanują kobietę jako tę, która nie tylko pozostaje inkubatorem jak chce Kościół katolicki i posłuszny mu parlament, ale tę która postępuje zgodnie ze swoim rozumem i przekonaniami, że nikt z marsową miną na ulicy nie będzie się oglądał za czarnoskórym przechodniem, oraz dwojgiem ludzi tej samej płci, akurat trzymających się za ręce - to jednak mogę doznać zawodu. Różne klimaty, które mogłyby ogrzać moją nadzieję na lepsze polskie jutro, gasną w sytuacji, gdy docierają do moich uszu (oczu) informacje prasowe o popełnianych zbrodniach w imię obrony wiary lub zaspokojenia chuci, szczególnie chuci kapłańskich, rozładowywanych na dzieciach. Cieszy mnie wtedy każda informacja, że bydle zostało postawione przed obliczem sądu. Smuci natomiast to, że owe zwierze za karę zostało przeniesione do innej parafii, często bogatszej. Bo jak powiedział Francis Bacon, nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz zwykle kiepską wieczerzą.
Mimo wszystko, pobudzam w sobie nadzieję, że polskich emerytów, do których się zaliczam, stać będzie wzorem kolegów i koleżanek zza Odry, na choćby kilkudniowe eskapady do co ciekawszych miejsc naszego starego kontynentu, czy też na cykliczny pobyt w gabinetach odnowy biologicznej. Mogę się w tym miejscu oszukiwać (wolno mi), że przecież upłynęło dopiero dwa lata, gdy spacerowałem z małżonką odpłatnie po ciechocińskim deptaku. Mogę, ale Jerzy Andrzejewski powiedział, że nie kłamstwa, lecz prawda najbardziej zabija nadzieję. Chyba racja, bo w istocie prawdą jest, że jesteśmy pod każdym względem ogonem Europy. Że jesteśmy skansenem kapliczek, figur religijnych, oraz przydrożnych krzyży, które wskazują niektórym obcokrajowcom, iż Polacy chowają swoich zmarłych gdzie popadnie, gdzie im najbardziej pasuje (po drodze). Że nasze służby mundurowe w gruncie rzeczy służą do zabezpieczania imprez kościelnych, a policja zwykle odmawia ścigania za jazdę po pijaku ludzi ubranych w szaty, których krój wskazuje na zatrudnienie w obrębie klasztoru lub kościoła. Że nasi sportowcy na światowych imprezach z dumą będą nosić na piersi orła nie oglądając się na profity. Że czas przeznaczony na sumienne ćwiczenia i treningi nie będzie im kradziony przez przydzielonych do ich klubów opiekunów duchowych na modlitwy i rozważania o Duchu Świętym.
Mimo wszystko, dopóki oddycham tryskam nadzieją (Dum spiro spero), że akurat chociażby namiastka moich życzeń spełni się. Szczególnie w zakresie poszanowania mojego kraju przez obcych, którzy dobrze o Polakach mówić będą wyłącznie mając na myśli naszą kulturę, dobrą gospodarkę, postęp naukowy i humanizm, nie zaś, ze względu na to, że Kowalski i Nowak dobrze się wywiązują z powierzonej im roboty w Londynie, Paryżu czy Kopenhadze przy czyszczeniu szamb, myciu garów i pieleniu truskawek. Że w polskich szkołach przedmiot religii nie będzie nazywany nauką lecz po prostu umacnianiem wiary. Że polski minister wzorem kolegów z krajów o bogatszej kulturze politycznej natychmiast poda się do dymisji, gdy jego praca przyniesie jakiekolwiek szkody państwu (vide ministrowie Grad, Grabarczyk, Ziobro). Że policja i inne straże nie pozwolą na pseudoreligijne cyrki pod Pałacem prezydenta, organizowane przez klerykalne partie polityczne oraz wierną im ciemnotę moherową. Że Polak w ciągu roku przeczyta chociaż jedną książkę i kupi choćby jeden bilet do kina lub teatru.
Słowo nadzieja, tak jak i Polska są synonimami kobiecości. „Przy nadziei”może być wyłącznie niewiasta. Bo zaiste kochani, nadzieja to również imię żeńskie. Tym pięknym imieniem posługuje się pani Artymowicz polsko-białoruska pisarka i poetka. Tym odpowiednikiem „wiary”, podpisuje się też Nadia Comaneci, wybitna gimnastyczka rumuńska, wielokrotna złota medalistka olimpijska..A jakże, owe imię nosiła Nadieżda Krupska, żona Lenina. Skojarzenie owe przytaczam jeno nawiasem, bo przecież przywołane nazwiska opatrzone NADZIEJĄ, nijak nie korespondują z tym, co chciałbym wyrazić żywiąc swoją osobistą nadzieję.


Uśmiechnij się:


1.Ciężkie czasy, rzekł żołnierz radziecki zdejmując zegar z wieży mariackiej.
2.Moja seksowna koleżanka zaprosiła mnie wczoraj na rozmowy filozoficzne. Do Nietzschego nie doszło.
3.Miejski autobus. Nastolatek do kaszlącej staruszki:
-Na zdrowie babciu!
-Ależ ja zakaszlałam, a nie kichnęłam.
- Dla mnie to babcia mogła by się i ch**em zadławić. Dla harcerza to najważniejsze jest dobre wychowanie.

środa, 13 lipca 2011

ŚREDNIOWIECZNI Z PRZEŁOMU NASZYCH WIEKÓW



Post ten przede wszystkim poświęcam z najwyższym „uszanowaniem” panu Markowi Jurkowi. Temat to nie tylko nośny, ile w swym meritum mało smaczny dla czytelnika nowoczesnej Europy. Najpierw jednak kilka zdań, skąd tego typu indywiduum wzięło się na scenie politycznej Dzięki czemu zwiastował się on (dobre słowo) całej polskiej społeczności. Najpierw kilka epitetów (aczkolwiek w przypadku tego osobnika to nie są żadne epitety). Miast używać nazwiska Marek Jurek można posłużyć się terminami: homofob, antysemita, bigot, pobożnik, dewot, świętoszek, hipokryta, demagog, a nawet cynik. Na scenie polskiej polityki Marek Jurek pojawił się zaraz po obaleniu systemu w roku 1989. Powstała bowiem partia chwytliwa w nazwie przez katolicki naród, a mianowicie Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe. Jako świętoszkowie znaleźli się tam m.in. Moczulski ze swoim odłamem KPN, oraz zięciem Krzysztofem Królem, który zasłynął kradzieżą starych woluminów z Biblioteki Narodowej, Łopuszański wzięty w episkopacie ministrant, Macierewicz rycerz Najświętszej Panienki i KOR, Niesiołowski zanim przejrzał na oczy, zajadły wróg PRL Naimski, oraz Kapera dentysta z zawodu obrońca wszelkich płodów i zygot. Z biegiem lat ów ZCHN, o którym śpiewał Kukiz, że czai się jak złodziej do każdych drzwi, przekształcił się kolejno w AWS pięknego Maryjana, LPR rodziny Giertychów i Ligi Republikańskiej, z której wykluła się Młodzież „Weszpolska”, ROP i NOP, której z kolei przewodzi mały wzrostem, ale bitny jak „oryginał”, Zawisza. Ot, takim to życiorysem politycznym może chwalić się pan Marek Jurek. Należał on kolejno prawie do wszystkich tych zaszczytnych i uwielbianych przez polski Kościół katolicki organizacji partyjnych. Dlaczego o tym pisze i przypominam moim czytelnikom drogę życiową tego osobnika. Otóż dlatego, by zrozumieć dzisiejsze jego ideały i głoszone przezeń „głupoty”, niegodne posła kraju przynależnego do demokratycznej w istocie Unii Europejskiej. Tutaj trzeba jednak wspomnieć o jego wyjeździe w towarzystwie Mariusza Kamińskiego posła od Kaczyńskich oraz Tomasza Wołka, redaktora naczelnego, prawicowego dziennika „Życie”do Londynu, gdzie w klinice więziennej leczył się największy zbrodniarz Ameryki Południowej z Chile, Augusto Pinochet. Ci trzej „królowie” polskiej skrajnej prawicy pojechali tam, by złożyć hołd zbrodniarzowi i wręczyć mu ryngraf Matki Boskiej (jakie to wymowne w katolickiej religii).W religii, gdzie zbrodnie zabijania w imię obrony wiary i tych co służą interesom kleru są chwalebne i wręcz nakazywane. Ponieważ owo wydarzenie miało miejsce dobrych kilkanaście lat temu, sądziłem, że człowiek, który uczestniczy codziennie w modlitwie, gdzie jej meritum jest boskie miłosierdzie za swój czyn dzisiaj pokrywa się wstydem. Niestety, okazuje się, że jedynie Tomasz Wołek przyznaje, że popełnił błąd polityczny klękając przed zbrodniarzem. Marek Jurek natomiast w wywiadzie, właśnie dla gazety Wołka powiada, że „Pinochet nie popełnił żadnej zbrodni, bowiem wymordował jeno ludzi o poglądach lewicowych wraz z ich rodzinami”. Przypomnę, że mówi to najsłynniejszy dewot i katol III Rzeczypospolitej. W tym miejscu nawiążę do jednego z odcinków „Stawki większej niż życie”, gdzie Kloss zabrania dyżurnej telefonistce kolejowej wykonania rozkazu wstrzymania pociągu z wojskiem Wermachtu, ponieważ zagraża to życiu 50 polskich robotników. „To tylko Polacy” mówi Niemka, a więc nic nie znaczące stworzenia. Tak oto jednako odbieram wypowiedź Marka Jurka, jak i owej nazistki. To nie tylko dewot i obłudny cynik. To faszysta, jako i Pinochet był faszystą z krwi i kości. Wypowiedzi Marka Jurka, głosem, raczej mało męskim, podpadającym bardziej pod tonację ojca Króla z Radia Maryja, który z prawdziwym chłopem nie ma nic wspólnego, nie odbiegają zbytnio od słów mizdrzącego się dzisiaj do PO, współuczestnika wyprawy do Londynu Michała Kamińskiego, który to kilka lat temu w Sejmie zwrócił się do lewej strony ław poselskich ze słowami: „Jak na was patrzę, to wiem, że o generale Pinochecie nie trzeba mówić, ale trzeba go naśladować.”Po tych słowach mogłem bardziej zrozumieć Kamińskiego zaciekły antysemityzm, gdy jako poseł z okolic Jedwabna, całkowicie zaprzeczył faktom mordu tego miasteczka popełnionego przez przodków jego otoczenia na sąsiadach żydowskich. W gruncie rzeczy cóż ten kurpiowski siusiak, urodzony w 1972 roku mógł wiedzieć o słynnym mordzie. Powtarzał tylko po babci i dziadku „ich prawdy”. Przy okazji uwypuklenia postaci Marka Jurka przypomnę inne postaci o negatywnej proweniencji w odbiorze masowym. Bo jak nazwać Macierewicza, wpychającego naiwnym, głupim wyborcom PIS teksty z bajek o lesie smoleńskim. Czytelnik zapoznający się z jego „białą księgą” podczas wgłębiania się w tekst, w każdej chwili obok różnych zjawisk mgielnych może się doszukać tam baby jagi oraz domku z piernika, w którym miast Jasia i Małgosi zamieszkują członkowie "rodzin smoleńskich", gotowych do walki o urojony krzyż. Nie wszyscy. Tylko ci najbardziej poszkodowani przez Tuska i Putina, a więc, Gosiewscy, Wassermanowie,Kurtykowie,Kaczyńscy i kilku tam innych, o których historia zapomina z szybkością światła.


Uśmiechnij się:


Przychodzi gruba baba do lekarza. Lekarz pyta:
-Bierze pani te tabletki na odchudzanie?
-Tak, biorę.
-A ile?
-Ile, ile... aż się najem.

sobota, 9 lipca 2011

STRACH CZY WYRACHOWANIE




Zastanawiam się, zresztą chyba nie tylko ja, czemu przypisać tak bojaźliwą postawę pana premiera Donalda Tuska. Przecież to chłop na schwał. Za młodu kołysał się jak taternik na wysokościach, malując wysokie kominy. Gra dobrze w piłkę kopaną, a na pewno też uprawia inne sporty, by zachować jak najdłużej sylwetkę macho. Dlatego zadaję sobie uciążliwie to samo pytanie. Dlaczego pan premier, szef największej i do tego rządzącej partii w oczach obserwatorów, a i prostych obywateli zachowuje się jak pospolity tchórz. Tę właśnie postawę szczególnie objawił podczas, gdy Kaczyński i jego sfora oskarżali go o współudział (wraz z Putinem) w „zamordowaniu” Lecha Kaczyńskiego. Jawne, głośne wprost obrzydliwe dla myślących oskarżenia o morderstwo z premedytacją, powinno natychmiast znaleźć finał na wokandzie sądowej. Tymczasem pan Tusk z podkulonym ogonem wysłuchiwał tych wynurzeń z magla politycznego. Tylko kilku co odważniejszych dziennikarzy oraz posłów spoza PIS starało się zniwelować w opinii publicznej owe oskarżenia poprzez delikatne łagodzenie atmosfery powołując się na dociekania komisji MAK, Millera, oraz podstaw logiki. To akurat coraz bardziej rozjuszało kaczystów, którzy na tej bazie planowali przejęcie władzy w Polsce., organizując w tzw. miesięcznice, czyli spęd przed Pałacem wzorem zlotu czarownic. A moim zdaniem, natychmiast po tym, gdy Kaczyński sobie pozwolił na nazwanie premiera mordercą, należało sprawę skierować w trybie pilnym do sądu z żądaniem wysokiego odszkodowania. Tak wysokiego, że Kaczor by się utopił w kilku bankach. Tego nie było, za to z dnia na dzień przy pomocy innego psychola ze wspomnianej sfery, czyli Antka Macierewicza, image premiera było i jest podważane, aż do dzisiaj. Zastanawiałem się nad jednym. Mianowicie nie chciało mi się wierzyć w to, że premier nie zna treści rozmowy obu Kaczyńskich na parę minut przed katastrofą smoleńską. Stawiam dolary przeciwko orzechom że chyba jednak zna. No więc dlaczego nie upubliczni i nie otworzy oczu tym co wierzą w spisek smoleński? czego się lęka?, pyta Lech Wałęsa, pytają obywatele, pytam ja. Widocznie ma coś sam za skórą, ale co? Chociaż nie trzeba aż tak mocno się nad tym głowić, wiedząc że Tusk to przecież, jak by nie było „rodzina” polityczna Kaczyńskiego poprzez AWS, gdy razem współrządzili, a Kaczyński (ten z Wawelu) pozostawał ministrem sprawiedliwości. Ponadto Kaczyńscy rękami Antka policmajstra likwidowali WSI. Bardzo ważne tajne dokumenty, szczególnie te, którymi łatwo udupić przeciwnika politycznego po przegranych wyborach PIS, Macierewicz nocą przewiózł do Pałacu pana prezydenta, gdzie blisko 100 ludzi z obsługi pałacowej pławiło się w przygotowaniu zemsty na PO i SLD, bo akurat PSL to partia ludzi bezideowych, chętna na objęcie stanowisk przy każdej rządzącej partii . To plaster, który można przylepić na każdym pośladku. W tym to właśnie kontekście rozważań, dochodzę do wniosku, że Tusk po prostu jest ubezwłasnowolniony aktywnością ludzi Kaczora i zapędzony w otchłań strachu. Strachu, że być może Kaczyński zdobędzie się na odkrycie czegoś tam, co mogło by go skończyć jako polityka. Już ludzie Macierewicza przebąkiwali, że znaleźli bardzo kompromitującą teczkę na prezydenta Komorowskiego. A tymczasem premier jeno stroszy piórka, oburzając się np. na pedofilów, których miał kastrować, a jednak pozostawił im „nabiał nienaruszony”, a to narobił medialnego wrzasku przy zamykaniu sklepów z dopalaczami, które jednak swobodnie funkcjonują nadal jako składy „pamiątek”. Z zażenowaniem i przykrością wysłuchałem chamskiej riposty europosła Ziobry po expose Tuska na forum Parlamentu w Strasburgu. Te obłudne „zero”, złożone z samych genów zemsty na wszystkich, którzy stanęli mu na drodze kariery, pluło na własnego premiera przypisując mu to, z czego on właśnie nie został dotychczas rozliczony. Przecież ten człowiek odpowiada za śmierć Barbary Blidy, odpowiada za niesłuszne oskarżenia wybitnych polskich chirurgów o łapownictwo, odpowiada za aresztowania o świcie osób na których fałszywe dowody przestępstw wymuszano na więźniach. Odpowiada za zepsucie opinii posłanki Ostrowskiej, profesora Widackiego i W. Czarzastego (wszyscy troje z lewicy), którym to spreparowano przy pomocy recydywistów więziennych oskarżenia. W tym momencie, tam w PE spodziewałem się ostrej reakcji pana premiera. Niestety nastąpiła dziwna cisza i gdyby nie głos przedstawiciela lewicy oraz innego europosła z PJN, oskarżenie owo, jak g*wno przylepiło by się do premiera Tuska. Dlaczego ten propagator liberalizmu, a jednocześnie w rzeczywistości bezwzględny wróg lewicy, (co można zauważyć na każdym kroku, chociażby przypisując jej koalicję z PIS) jest aż tak tchórzliwy?.Mając na dłoni dokument Komisji Sejmowej posła Kalisza dot. postawienia Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Stanu za wprost udowodnione morderstwo, Tusk ponownie stchórzył przed Kaczorem. Odmówił wraz z PO złożenia podpisu pod przedmiotowym wnioskiem. Wiadomo dlaczego. Dlatego, że prawdziwym wrogiem Tuska nie jest PIS, wrogiem jest wyłącznie lewica. PiS jest tylko konkurentem do władzy, ale to jednak rodzina polityczna i nie jest wykluczone, czy w dniu gdyby Kaczyński zasiadł za stołem premiera, nie zechciał by Tuska postawić przed Trybunałem. Co o tym myśleć?. Po prostu tchórz. Czy zatem człowiek, aż tak bojaźliwy powinien pełnić zaszczytne stanowisko premiera, któremu podlega wszystko co stanowi o funkcji kraju. Może, bo w odpowiednim czasie poprosi naiwnych wyborców lewicy o głosy dla PO, strasząc ich kaczyzmem. A tak naprawdę to on ma wszystkich spoza swojego ugrupowania bardzo głęboko w okolicach dolnych partii ciała i o tym doskonale wie pan JK.
PS:Właśnie dowiaduję się, że raport Millera ukaże się z opóźnieniem. Jeszcze jeden dowód, że premier czegoś się boi. Mocno się boi, mimo że Kaczyński mu skacze po głowie. Cierpiętnik. Tymczasem PiS miesza ludziom w głowach jakąś tam białą księgą z bardzo czarnym tekstem.


Uśmiechnij się:


W szkole, trzecia klasa, lekcja matematyki:
-Aniu, co robi twój tata?
-Jest nauczycielem w przedszkolu.
-A ile zarabia?
-950 złotych
-A gdzie pracuje twoja mama?
-Mama jest bibliotekarką i zarabia 800 złotych.
-To ile wynosi wasz budżet?
-1750 złotych.
-Bardzo dobrze, piątka. A twoja mama Jasiu gdzie pracuje i ile zarabia?
-Moja mama pracuje w samochodowej izbie celnej i zarabia 800 złotych.
-A twój tata?
-Tata jest celnikiem i zarabia 900 złotych. A nasz budżet to 9000 złotych.
-No Jasiu znów będę musiał ci postawić jedynkę.
- A g*wno mnie to obchodzi. Przynajmniej żyjemy jak ludzie.

wtorek, 5 lipca 2011

CO NARÓD Z TEGO WSZYSTKIEGO MA?




Nic, czyli guzik z pętelką, powiedziałby ktoś grzeczny w wymowie, albo takiego wała, jakby powiedział ktoś bardzo asertywny podczas towarzyskiej konwersacji.
Polska wyrzuca z kasy ogromne fundusze na cele, które nie budują jej autorytetu w oczach nowoczesnego świata. Trudno już dzisiaj zliczyć kasę z naszego budżetu rozdawaną na prawo i lewo, najczęściej bez wiedzy szeroko pojętego społeczeństwa. Najczęściej czyni to w imię ideologii, ale też dla przypodobania się tym, którzy wciąż pozostają dla większości Wolaków zarządcami ich dusz. To oczywiście kler Kościoła katolickiego. Z kolei rządząca partia daje się naciągać niewyobrażalnie, jak dla zwykłego zjadacza chleba swoim koalicjantom, tylko dlatego by mieć większość sejmową i w ten sposób utrzymywać się przy władzy. Chodzi oczywiście o PSL, na które ładuje corocznie miliardy złotych dopłat do KRUS (w tym roku aż 16 miliardów złotych). Za tę kwotę ładowaną na potencjalnie najbogatszą partię w kraju rząd kupuje sobie przewagę sejmową. PSL to cwaniacy polityczni, co to potrafią się przypodobać na lewo i na prawo. Trzymający się klamki kościelnej, jak trzeba potrafią pokazywać twarze europejczyków. Przed wyborami, by zabezpieczyć sobie dalsze dobre koryto uśmiechają się m. in. obliczem Kłopotka do wszystkich partii, mających szanse potencjalnego zwycięstwa. Dzisiaj współrządzą z Platformą Obywatelską, ale już dyskretnie robią dobre miny się do partii Kaczyńskiego. Są przekonani, że gdyby PiS wybory wygrał to oni mają zapewnione stanowiska w rządzie. Ta partia nadaje się na koalicjanta z każdym ugrupowaniem, jest uniwersalna jak scyzoryk szwajcarski. Bo są to chłopki... ale roztropki. Dla nich żadna ideologia nie jest świętością. Świętością są stanowiska i pieniądze. A więc naszym, co by nie mówić kosztem biednych obywateli wygrywająca wybory partia poprzez przekupstwo załatwia sobie co najmniej czteroletnie pełne koryto. Drugim, jakże urągającym logice wydatkiem z budżetu państwa (a więc z naszych pieniędzy) jest kupowanie sobie przychylności Kościoła, który poprzez sterowanie wiernymi napędza ich do głosowania na swoich dobroczyńców. Siedem miliardów złotych z corocznego budżetu odprowadzamy do Episkopatu. To są pieniądze jakie otrzymuje Kościół poza tacą, opłatami za usługi sakramentalne, ubezpieczeniem księży, oraz co wywołało już społeczny gniew rozdawnictwem ziemi, lasów i obiektów budowlanych wielomiliardowej wartości. No ale skoro chce się być u władzy to trzeba płacić, tym bardziej, że akurat w budżecie zostaje jeszcze na tyle grosza, że można się nim dobrze pocieszyć w ramach pełnionych funkcji państwowych. A naród tu ma do powiedzenia tyle co kot napłakał. To, że nie wykonano planu budowy autostrad to nieważne. Winę się zwali na Chińczyków, którzy odmówili dalszej współpracy. A to, że zabrakło pieniędzy na ową budowę, to o tym się milczy. Ale co tam, najważniejsze, że Chińczycy wykonali najgorszą robotę, czyli pobudowali wiadukty i osuszyli grunty pod asfalt. Sam asfalt już jakoś położy minister Grabarczyk. Nie, tego też nie zrobi przed Euro2012. Bo ten bardzo nieudolny oraz niewydajny urzędnik potrafi jeno spartolić każdą robotę. Więc niech lepiej się nie bierze za cokolwiek, bo zostawi po sobie ruiny stoczniowe oraz nędzę PKP.
Pisałem już kilkakrotnie o naszym oddziaływaniu ideologicznym na sąsiednie państwa, uznawane przez naszych polityków i dziennikarzy za państwa reżimowe, albo wręcz totalitarne. Kilka lat temu ładowaliśmy ogromne pieniądze na opozycję polityczną wobec rządzących na Ukrainie. Słaliśmy pieniądze osłabiając nasz budżet, byle tylko wyborów nie wygrał Janukowicz, chyba najbardziej popularny wśród Ukraińców polityk. Zachciało nam się władzy Juszczenki (ponoć mocno skrzywdzonego na twarzy przez aktualnie rządzących z Kuczmą w tle).By pucz zwany pomarańczową rewolucją przeciwko Janukowiczowi był zwycięski, na placu kijowskim Ukraińców podburzali prawie wszyscy najważniejsi w Polsce.. Był tam Kaczyński i Krzaklewski. Był Miller i Buzek. Był Wałęsa i Kwaśniewski. Jakże cieszyliśmy się ze zwycięstwa w powtórnych wyborach Juszczenki. Jakby był on naszym wspólnym najbliższym krewnym. Tyle tylko, że ten „najbliższy nam krewny” zaraz po objęciu władzy uznał pogrobowców UPA, czyli morderców Polaków za najbardziej zasłużonych dla Ukrainy, a samego przywódcę Banderę nazwał bohaterem narodowym. Wszystkim tym zbrodniarzom przyznał odznaczenia i specjalne emerytury. Gdy to się stało, nasi politycy jakby nabrali wody w usta. Zamurowało ich ze wstydu. Najbardziej jednak wstydzą się dzisiejszych spotkań z prezydentem Janukowiczem, którego odżegnywali od czci i wiary, a który kolejne wybory wygrał w tri miga. Tak to jest z tymi naszymi politykami, oraz im usłużnymi mediami. Myślałem wówczas, że sprawa ukraińska będzie nauczką dla polskich mesjaszy i propagatorów wolności na świecie. Okazuje się, że niestety ta choroba jest bardziej zaawansowana, niżeli można było się spodziewać. Przykładem naszej polskiej troski pozostaje aktualnie Białoruś. Do niedawna polską rację stanu (chodzi o tzw. mniejszość narodową) reprezentowała na białoruskim obszarze niejaka Angelika Borys, która wykorzystując naiwność polskich władz korzystała z polskiego budżetu w milionowych kwotach. Pod przykrywką racji stanu, jako przywódczyni tej garstki Polaków ( bo większość należała do innego, legalnego ugrupowania) starała się przypodobać naszym politycznym celebrytom, by jak najwięcej skorzystać z naiwności naszych władz. Pisałem o tym przed rokiem. Mój artykuł wydrukował tygodnik NIE w maju ubiegłego roku. Szybko jakoś tak, po cichutku Polacy zamieszkujący Białoruś pozbawili tę ulubienicę polskich salonów władzy. Dzisiaj tam nie ma większych zaognień w sensie politycznym, poza ściganiem Poczobuta, opozycjonisty w stosunku do władzy. Wiadomo jednak, że na Białorusi panuje prawdziwy reżim Łukaszenki. Nikt temu nie przeczy. No, ale skoro naród go wybiera, to co nam do tego?. Właśnie, co nam do tego. Okazuje się, że nasz mesjanizm nie wygasa, a skoro mówimy o ogromnych wydatkach z budżetu, to należy też odezwać się w sprawie wciąż „żywej” propagandy na rzecz obalenia prezydenta Białorusi. Dlatego też po „abdykacji” pani Angeliki Borys stworzyliśmy TV Biełsat, która 24 godziny na dobę wciska Białorusinom do głów zasady demokracji, przedkładając za wzór demokrację społeczeństwa nad Wisłą . Naiwne to jak zakochane dziewczęcie. A żeby państwo mieli obraz, że nie odbywa to się ot tak o suchym propagandowym pysku, to powiem, że utrzymanie tejże „Wolnej Europy” dla Białorusi kosztuje nas rocznie ponad 20 milionów złotych. 16 milionów z naszych podatków daje Sikorski z MSZ, zaś 4 miliony płaci TVP. Ta sama TVP, co to chce wymusić na narodzie płacenie abonamentu, a która swoim pupilom od propagandy i wątpliwej jakości rozrywki płaci po 100 tysięcy złotych pensji, zaś zmieniający się tam jak rękawiczki różni dyrektorzy i prezesi otrzymują odprawy po kilka milionów złotych. Koniec, dość bo zwymiotuję. Na razie nasi rządzący piastujący z dumą prezydencję w Radzie UE głoszą ,że postarają się o porządny budżet dla Polski z brukselskiej kasy na lata 2014-20. Ciekawe, czy Unia wie do końca na co Polska wydaje wspólne europejskie pieniądze. Czy urzędnicy w parlamencie europejskim mają pojęcie, ile euro idzie dla Kościoła katolickiego w Polsce, który był zawsze przeciwko integracji. Który to ostatnio językiem Rydzyka popisał się niedawno w PE. Obawiam się, że niestety nie mają o tym pojęcia. Nie mają wiedzy o tym, że przyznane pieniądze na konserwację zabytków, w gruncie rzeczy idą na budowę nowych świątyń, patrz ŚOB Glempa. Tajemnicą dla kierownictwa UE, jest też to, że większość przyznanych dotacji nie spełnia faktycznie wymogów zapisanych w tej materii .Przykładem jest np. doposażenie policji, która miast dbać o bezpieczeństwo obywateli chadza na pielgrzymki oraz zabezpiecza procesje bożocielne. Podobnie ma się sprawa szkolnictwa, gdzie poziom wiedzy naszej młodzieży jest adekwatny do wykładów z religii, co się odbiło m.in. na maturach w bieżącym roku i gdyby nie było prywatnych płatnych uczelni większość z nich nie dostałaby się na żadne studia. Nie widać ani jednego polskiego wynalazku, który by był świadectwem polskiej nauki. Nas w UE reprezentują truskawki i ogórki. Te same ogórki, których nie chcą brać od nas Rosjanie pod pretekstem ich zatrucia. Wiemy jednak, co jest ku temu przyczyną. Odpowiedź prosta jak drut. Przyjrzyjcie się Kaczyńskiemu. I tak dalej, i tak dalej. „Polska to jednak bardzo dziwna kraj”, jak powiadał Zulu Gula, dzisiaj poseł partii rządzącej. Zgadzam się.



Uśmiechnij się:


Na arenę cyrkową wychodzi pies, który umie liczyć.
-Piesku, ile jest dwa razy dwa?
-Hau, hau, hau, hau.
-A ile jest dwa razy trzy?
-Hau, hau, hau, hau, hau, hau.
Piesek schodzi z areny, gdy nagle jeden z widzów wstaje i krzyczy:
-Ej, piesku, ile jest 388 248 razy 185?
-Tyle to sobie sam zaszczekaj!.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...