czwartek, 31 grudnia 2009

NASE PIKNE GÓRY


Jest zima, polska zima, czyli nijaka. Śniegu co kot napłakał. Mrozik zaledwie pozwalający na przechowywanie na balkonie treści spożywczych, co to nasze panie, dla podtrzymania tradycji świąteczno-noworocznych nie mogą upchać już w lodówkach. Jest zima, a konkretnie dzień Sylwestrowy poprzedzający Nowy Rok, z powodu którego wszyscy ludzie dobrej woli składają sobie życzenia. Wielu z nas przy tej okazji, a przede wszystkim z powodu upodobania do plaż i skwarów wyjedzie do ciepłych krajów. Ale też wielu z nas skorzysta z prawdziwego śniegu w polskich i nie tylko, górach. Do polskich Tatr i na Podhale zwali się już tradycyjnie masa Ukraińców, Białorusinów i Rosjan, przede wszystkim tych nowobogackich, dla których Zakopane i okolice to prawdziwy Zachód, gdzie poczują się jak nasi rodacy w Alpach austriackich, włoskich, szwajcarskich czy też francuskich. A ja Wam powiem drodzy moi czytelnicy, iż wybór naszych słowiańskich sąsiadów jest słuszny. Niewątpliwie, mimo zakopiańskich cen, przeliczanych na gaździnowe dutki na nasze polskie Podhale opłaci się przyjeżdżać każdemu. Transport, a więc przemieszczanie się na te tereny jest co prawda gehenną, ze względu na zimowe utrudnienia na zakopiance i bardzo kulawą kolej, ale za to sam pobyt rekompensuje te wszystkie niedogodności. Bywałem wielokrotnie w stolicy polskich Tatr Zakopanem. Bywałem wielokrotnie u jego podnóża w różnych miejscowościach, ale najprzyjemniej, najmilej, najbardziej rodzinnie i po polsku witany byłem i goszczony w pensjonacie MARYNA, przy ul Środkowej pod nr 166 w Białce Tatrzańskiej. Nie dotyczy to wyłącznie mnie. Obserwowałem innych gości z całego kraju, którzy rezerwację pobytu u MARYNY załatwiali na wiele tygodni a nawet miesięcy naprzód. Ale było warto, bo pobyt u Państwa Marii i Juliana Remiaszów to spotkanie z prawdziwymi, tradycyjnymi, wręcz "ortodoksyjnymi" góralami, gdzie każdy dzień i każdy długi wieczór jest bardziej "ciepły" niżeli własne rodzinne gniazdo. Górale Ci, każdy zapłacony im grosz zrekompensują nie tylko czyściutkim i ładnie wyposażonym pokojem, domowym smacznym posiłkiem, ale też atrakcjami w postaci tradycyjnego pieczenia barana, kuligów i innych "górskich wynalazków" współczesnej turystyki, ale też wrazie niepogody bilardem czy też chociażby stołem tenisowym. Powtarzam: to nie jest nahalna reklama pensjonatu. To zaproszenie od serca, bom życzliwy dla wszystkich rodaków. Komukolwiek zdarzy się zatrzymać na krócej, czy też na dłużej u MARYNY, ten przyzna mi całkowitą rację. A swoją drogą, tłuc się w góry i być zawiedzionym z powodu różnych oszustw, których pełno w naszej katolickiej Rzeczypospolitej, to lepiej dać sobie w ogóle spokój. Spędzenie świąt i Sylwestra w gronie rodziny i miejscowych przyjaciół będzie milszym wspomnieniem niżeli zawód jaki mógłby nas spotkać gdzieś tam na Podhalu. Jeździmy do miejsc sprawdzonych. Przy okazji, miłym Góralom i Ich najbliższym składam najlepsze życzenia Noworoczne w przekonaniu, że tak jak do tej pory uczynią wszystko , by goście do MARYNY pchali się drzwiami i oknami. Ja wiem, że tak będzie, bo było i jest.

Uśmiechnij się:

Proszę rosół z makaronem oraz schabowego z frytkami, .........
-Skąd pan wie, co mamy, skoro jeszcze nie zdążyłem podać panu karty?, dziwi sie kelner.
-Obejrzałem obrus!.

piątek, 25 grudnia 2009

ŚWIĄTECZNE REFLEKSJE NIEKTÓRYCH POLAKÓW


Pierwszy dzień świąt , bardzo ważny sercom katolickim Polaków. Godzina 17.00, pierwszy dzień świąt, jakże polskich świąt. Ostatni wierni wracają ze spóźnionej odrobinę pasterki, tłukąc się poprzez najwcześniej otwierane i najpóźniej zamykane knajpy.. Oczywiście ze śpiewem, niekoniecznie w barwie popularnych kolęd. Mówię w barwie, bo z melodyjnością ma to niewiele wspólnego. Poza tym ulice puste. Nikogo już nie widać z siatkami kapusty i innych choćby zastępczych substytutów świątecznych. Może to jedyny czas, by można się skupić na czymś bardziej wartościowym. Doczytać prasę z czwartku, czy zagłębić się w treść zakupionej lub otrzymanej pod choinkę książki. I o to chodzi. Jest czas by najbliższym złożyć zaległe życzenia, te które z jakiejś nieuwagi umknęły przed wigilią. Złożyć, ale też i otrzymać. Szczególnie milutkie i niezwykłe oryginalne otrzymałem od przyjaciela ze Słupska Zbyszka W. Jakże wymowne na mój wiek. Jedno jest nie bardzo adekwatne do mojej osobowości, ale Mu to daruję. Mój bardzo bliski przyjaciel nie ma dokładnego rozeznania, na ile mnie stać jako chłopa. Zbyszku, życzę Ci podobnej "emeryckiej" postawy. Nigdy nie rozmawialiśmy na te tematy, a szkoda. Mógłbyś się wiele nauczyć od starszego kolegi, chociaż nie wątpię w Twoją męskość, bo jesteś i młodszy i bardziej (co by tu nie gadać) postawny. Inne życzenia, to po prostu szablon życzeniowy, z którego i ja korzystam. Korzystam, ale każdorazowo myślę inaczej. Jednym moim przyjaciołom i rodzinie życzę zdrowia ( bo akurat to wszystkim potrzebne, innym pieniędzy, co akurat niektórym zbywa). Jeszcze innym wszelkiej pomyślności, mając na myśli szybkie zamążpójście lub znalezienie satysfakcjonującej pracy. A jeszcze innym po prostu wygranej w lotto. Najbardziej hipokryzyjne wydaje mi się składanie życzeń pomyślności osobom, o których wiem, że ich żywot dobiega z jakiejś przyczyny końca. Długotrwała, śmiertelna choroba, stan po tragicznym wypadku drogowym lub inna straszna okoliczność życiowa. A niestety ,takich przyjaciół, kolegów, koleżanek też mam wiele w zanadrzu życiorysu. Takie życzenia przechodzą mi za pomocą klawiszy komputera lub wysłanej kartki w miarę odważnie. Bezpośrednio poprzez telefon utkwiły by mi w gardle. Już taki jestem, niekoniecznie zimny drań. Reasumując, mimo różnych okoliczności ,które generują takie czy inne wzburzenia mojego skołatanego serca, wszystkim, niezależnie od przekonań (a szczególnie tych wyznaniowych), rasy, koloru skóry a nawet tych ze sfery zwanej seksualną, życzę naprawdę prawdziwej pomyślności we własnej ojczyźnie, tu nad Wisłą. By nie musieli ukrywać swoich zachowań gdzieś tam na wyspach Irlandii, Anglii czy innych cywilizowanych społeczeństw Europy i świata.

Uśmiechnij się:

Siostra Małgorzata przez pomyłkę trafiła do piekła. Przerażona dzwoni do św. Piotra:
Tu siostra Małgorzata, popełniono straszliwy błąd. Wyjaśniła całą sytuację i uzyskała obietnicę, że pomyłka będzie wyjaśniona. Niestety św. Piotr w natłoku obowiązków zapomniał o obietnicy. Następnego dnia siostra znów dzwoni: Proszę, zabieżcie mnie stąd, na dzisiejszy wieczór zaplanowana jest orgia, obecność obowiązkowa. Św. Piotr tym razem obiecał jej pomoc. Niestety znów w natłoku niezliczonych obowiązków zapomniał. Przypomniał sobie dopiero nazajutrz, gdy odezwał sie dzwonek telefonu:
- Cześć Piotrek, tu Gosia, już nie zawracaj sobie głowy, jest ok.

środa, 23 grudnia 2009

MOJE ŻYCZENIA





Wszystkim moim Czytelnikom, szczególnie tym, którzy wyrażają swoją opinię poprzez komentarze lub wpisy do Księgi Gości, z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz zbliżającego się Nowego Roku 2010, składam życzenia zdrowia, pomyślności i wszelkiego dostatku, a w szczególności spokoju ducha, niezależnie od tego kto i jak nas będzie próbował zdenerwować swym obliczem i słowem prezentowanym za pomocą ekranu telewizora lub na łamach prasy. Do Siego Roku . ( Torunczyk).

poniedziałek, 21 grudnia 2009

PANI LEOKADIO. CZĘŚĆIOWO ZGADZAM SIĘ.



Tak, ma racje pani (nieznajoma komentatorka) Leokadia, co to raczy bronić autorytetu abp. Życińskiego. Ten akurat dostojnik kościelny należy do tzw.prawdziwej inteligencji katolickiej w odróżnieniu od prostackich książąt, wypowiadających słowa maczane w fetorze, jak np. Głódzia, Pieronka, czy też kapciowego papieskiego Dziwisza, a Jego wypowiedzi są równie bardzo wyważone politycznie. Politycznie, ponieważ generalnie nasi hierarchowie nie zajmują się głoszeniem wiary wynikającej z biblijnych zapisów jeno brudną polityką. Akurat tą, która sprzyja pomnażaniu majątków kościelnych. Skąd to się bierze, że nasi dostojnicy reprezentują tak słaby poziom zachowań, które by konsolidowały wiernych niezależnie od postaw i przekonań, pytanie kieruję m.in. do pani Leokadii. Otóż, seminaria duchowne wypełnione są (za duże słowo "wypełnione") chłopcami z rodowodem wiejskim. W każdej wsi polskiej średnio kilka chłopaków kończy co roku szkołę średnią i wtedy ich dylemat "co dalej" rozwiązują żarliwi w wierze rodzice i dziadkowie. "Dziecko, zrób nam radość i zostań księdzem". A dalej idą argumenty nie do odparcia: Będziesz poważany, będziesz blisko Boga, będziesz dobrze sytuowany, bo o twój dobrobyt zadba cała parafia, będziesz tym, z którym liczą się wszyscy, od policjanta po prezydenta Polski typu Kaczyński. Tenże absolwent szkoły średniej, widząc co się dzieje na rynku pracy, także prezencję księdza proboszcza, robi tę przyjemność rodzicom, babciom, niezbyt zawistnym sąsiadom i komuś tam jeszcze z wójtem katolem na czele i ku radości parafialnego proboszcza wstępuje do seminarium , gdzie egzamin przypomina poziomem obronę doktoratu ojca Rydzyka. Tam poznaje życie od podszewki, a właściwie od komży. A, że od czasu do czasu trza się wykąpać, w życie dorosłe wstępuje pod natryskiem okazując koledze , a częściej przełożonemu grzeczność w namydlaniu pleców i nie tylko. Tam rodzi się w nim nowa orientacja seksualna. Młody, zdrowy człowiek, byczek ze wsi już od pierwszej kąpieli zażywa orgazmów dupnych z kolegami po koloratce. Czytałem wiele reportaży na ten temat. Wypowiadali się ci, którym akurat pedalski sex nijak nie przypadł do gustu. Ci, wiejscy chłopcy, ubrani w sutanny, na które nawet najbiedniejsi rodzice grosza nie poskąpili, czarują na przepustkach okolicznościowych rodzinę i sąsiadów. Milczeniem zaś pozostaje na zawsze to co nazywa się oficjalnie "powołaniem kapłańskim". Już dawno udowodniono, że powołanie kapłańskie to nic innego jak pociąg do mężczyzn, a jednocześnie zgodnie z biblią, gardzenie płcią odmienną. Ten stan zachowań seksualnych, ukształtowany w seminarium duchownym z biegiem czasu przekształca się w pożądanie dzieci, a więc zboczenie. Pełno na ten temat opisów i literatury (niekoniecznie pięknej). Świat obiegły ujawnione informacje o nieludzkich gwałtach księży i zakonników na dzieciach w Irlandii, w Australii, w USA, Kanadzie, Brazylii i Argentynie. Czas na Polskę, gdzie dzięki tygodnikowi "Faktów i Mitów", ujawniono zboczeńców w sutannach, a niektórych osadzono w pierdlu, mimo oporów sądowych prawników usłużnych klerowi katolickiemu. I tak oto rodzi się w naszej katolicko-ginekologicznej Polsce klasa polityczna na usługach tych zboczeńców sutannowych, wzajemnie adorowanych przy kolejnych wyborach. Pełno w naszym sejmie członków tajnej katolickiej organizacji Opus Dei. Nie chce mi się ich wymieniać, bo już czyniłem to wiele razy. Był Marcinkiewicz, była Alicja Grześkowiak, byli urzędnicy pałacu prezydenckiego, ale tym razem wymienię tylko z grzeczności Kazia Michałka Ujazdowskiego. Człowieka z wielkim apetytem na władzę. Ta pszczółka przynależy już do którejś tam partii (oczywiście prokościelnej). W tym roku zaliczył już dwie. Ostatnio Polska Plus. Wielki człowiek Kazimierz U. ma też wielkie luki w pamięci. Chwali się w internecie wnukiem, a o tatusiu ani jednego zdania. No cóż, na podobne zachowania stać tylko świętych członków Opus Dei. Konkludując, moją wypowiedź, jeszcze raz potwierdzam iż, większość kleru polskiego wywodzi się z zapyziałych wsi, stąd ich wypowiedzi nie są najwyższego lotu, tym bardziej gdy do głowy uderza woda sodowa. Abp Życiński natomiast należy do prawdziwej inteligencji i dlatego z przyjemnością go słucham, chociaż nie zawsze się z Nim zgadzam. Innych, szamoczących się z poprawnym słowem polskim w telewizji lub radiu (vide: staruszek Glemp) wyłączam. I to tyle na gwiazdkę 2009.

Wszystkim moim Czytelnikom i nie tylko, życzę wesolutkich Świąt niekoniecznie w pasterkowej i jasełkowej atmosferze.

Uśmiechnij się:

Tata kupił synkowi łuk. Sprawdzają go w ogrodzie i po którymś razie strzała znika w krzakach. Synek pobiegł po nią i wraca, trzymając w ręku zakrwawioną strzałę.
-Tato, mam dla ciebie dwie wiadomości, złą i dobrą. Którą chcesz pierwszą?
Dobrą.
-Przebiłeś jądro proboszczowi.
A zła?
-A mamie obydwa policzki.

sobota, 19 grudnia 2009

SEX, NARKOTYKI, ALKOHOL I MODA MĘSKA




Właśnie wróciliśmy z Małżonką z Ciechocinka, boć to święta za pasem. Tak, skorzystaliśmy nieco z uzdrowiskowego powietrza, no i z serwowanych sanatoryjnych zabiegów. Warto było, mimo iż otaczała nas ciżba moherowego do potęgi entej towarzystwa. Państwowe, jak dotychczas sanatorium jako przerywnik w rehabilitacji urządza dla kuracjuszy pielgrzymkowe wycieczki do Lichenia i innych sanktuariów, których bez liku nie tylko na Kujawach ale i w całej Katolandii. Nawet wycieczka do Torunia pt. zwiedzanie pięknej starówki ograniczyła się do wizyt we wszystkich okolicznych domach modlitwy. Kopernik chociaż biskup, mocno skrzywił się z zażenowania na cokole. Nie dziwią już nas krzyże i krzyżyki rozwieszane w prawie wszystkich pomieszczeniach od stołówki po gabinety. Nie dziwią, bo Polska została dzisiaj ukrzyżowana w szczególności, na przekór decyzji Trybunału w Strasburgu, zgodnie z zawołaniem bliźniaka na posadzie prezydenta oraz bpa Michalika, tego od posyłania policjantów za wystawiane mandaty do cel więziennych. W końcu normalny człowiek może przymknąć oczy na owo zatrzęsienie krzyżowe i przejść do porządku dziennego. Ale przecież obok tych normalnych Polaków, w ciechocińskich sanatoriach (myślę, że tak jest we wszystkich) do zdrowia dochodzą inni Europejczycy, ci jeszcze bardziej normalni. Co oni myślą o tym wszystkim, lepiej nie wiedzieć. Tym bardziej, iż wszystkie polskie gazety i gazetki kościelne rozpisują się o tym, że polscy parlamentarzyści poza pracą zwiazaną z uchwalaniem ustaw, wstępnie uzgodnionych w kręgach zbliżonych do Episkopatu i potwierdzonych w alejach cmentarnych, zabawiają się w tranwestytów, naćpawszy się wprzódy rozweselającymi środkami, zwanymi dalej narkotykami. Z kolei bezdomni Polacy, poszukiwacze żelastwa dla paru złotych kradną metalowy ważny dla każdego obywatela świata napis na bramie Oświęcimskiej. Potworne to, psiakrew. Senator Piesiewicz, znany ogólnie jako scenarzysta filmu polskiego, a nadto wielki przyjaciel Kościoła, w towarzystwie lasek, które wypełniły mu pustkę w separacji, dopasował na swoje bioderka sukieneczkę i urządził wieczór tańcujący.Nie zauważył imć pan że zabawa ta została utrwalona na taśmie filmowej, która z racji zawodu pozasenatorskiego nie jest mu obca. Ta hryja, jak by nie mówić, mocno nadwyrężyła fundament codziennego życia pana senatora. A nie szło to panie senatorze ubrać się, skoro już ma pan taką życiową potrzebę, w sukieneczkę jakiegoś księżulka. Myślę, że lepiej by się układała na dość smukłej pańskiej figurze. A i może przy okazji zapałał by pan na stałe do stanu zakonnego?. Żony nie ma, dziwki się odsunęły, grzeszki pozostały. Zbawienie w tym wypadku można osiągnąć tylko poprzez pokutę klasztorną, gdzie poprzez biczowanie można ubogacić życie ciekawymi doznaniami erotycznymi.
Dużo się działo, dużo, ale wypadki w domu pana K. P. przebijają wszystko inne. A ja myślę, że w podobnych seansach uczestniczą prawie (powtarzam prawie) wszyscy wybrańcy narodu katolickiego, no może poza Sobecką. Na jej figurę trudno coś dopasować. Ogrom pieniędzy, jaka płynie do ich kieszeni z tytułu reprezentacji pospólstwa znad Wisły, Odry i Nysy Łużyckiej generuje pomysły z piekła rodem, jak powiadają ci którzy wierzą w owe przybytki pośmiertne. Póki co czekamy na nową dostawę "działek" do sal sejmowych i senatorskich.

Uśmiechnij się:

Świeża para zakochanych w Paryżu.
-Kochanie, idziemy najpierw do łóżka, czy na wieżę Eiffla?
Do łóżka skarbie. Wieża Eiffla postoi znacznie dłużej.

czwartek, 3 grudnia 2009

MÓJ NIEUTULONY BÓL

Disco z udziałem kleru w łódzkim klubie.

Szanowni moi Czytelnicy. To nie będzie zbyt długi post. Kilka zdań, dosłownie. Chodzi o to, że już wczoraj postanowiłem napisać coś pozytywnego w zakresie tematyki dotychczas poruszanej na łamach bloga. Pozytywnego, ponieważ od dnia moich zaślubin z internetem nie wyraziłem w żadnym poście swego pełnego zadowolenia, a tym bardziej euforii z procesu naszej europeizacji w ramach przynależności do UE ,no bo:

Chyba nie z naszej polityki społecznej, bo chociaż Polska rośnie w siłę, jak uparcie powiada pan premier, to ludziom żyje się jakoś mniej dostatnie.

Z naszego szkolnictwa i nauki, bo z powodu braku pieniędzy, tylko dwie uczelnie UW i UJ znalazły się pod koniec notowanej przez ONZ światowej listy, obok uczelni z Zimbabwe i Kostaryki, czyli bodajże pozycja 398 i 399. Ale jak może być inaczej, skoro na IPN i inną policję polityczną rząd wydaje więcej grosza niżeli na PAN i myśl techniczną. Za to nasza oświata została ubogacona przez Trybunał Konstytucyjny (skład tego ciała to sympatycy PiS i Kościoła), zapisem , iż ocena z religii będzie wliczana do średniej ucznia. Czyli, tenże Trybunał (z Bożej łaski, dosłownie) nie potrafi czytać Konstytucji, do obrony której jest powołany, iż religia i świeckie państwo to dwa oddzielne światy. Przyznał, że religia jest przedmiotem i zalicza się do nauki. No to teraz można zrozumieć praźródło doktoratu ojca Rydzyka i potwierdzenie cudu w Sokółce.

Z naszej polityki zagranicznej?, a skądże. Może są tacy, co to podobają im się umizgi i włazidupstwo Stanom Zjednoczonym, wysyłanie naszych żołnierzy na front do walki z tymi, ze strony których nic nam nie grozi, darcie kotów z sasiadami, łaknienie jak powietrza ustrojstwa rakietowego z głowicami jądrowymi. Ot, sarmacja polska, naburmuszona.

A może z przestrzegania umów i postanowień międzynarodowych ?. Mam na myśli odmowę (obok chyba tylko Malty) ratyfikacji przez Sejm i prezydenta załącznika do Traktatu Lizbońskiego, którego zapisy dbają o prawa człowieka europejczyka. Wniosek z tego iż Polacy tylko geograficznie tu się wpisują. Dzikusy.

To może chociażby z sądownictwa, a gdzież tam! Długo będzie odczuwać skaleczenie nasza polska Temida. Mocno jej szkielet pogruchotał niejaki Ziobro, aktualnie ukrywający się w Brukseli.

To może chociaż z szacunku dla praw kobiet?, no właśnie. W tym temacie to istny ugór. To między innymi prawa dostępu kobiet do in Vitro, oraz do aborcji ze względów społecznych zaciążyły na odmowie ratyfikacji załącznika do Traktatu. W tym dziele nasz kościół przekształcił się z Kościoła katolickiego w katolicko-ginekologiczny. Zgroza. Rozmyślam od wczoraj, jak powiadam nad tym, by znaleźć chociaż jeden temat,który na moim blogu by przybrał barwę różową. Piękną, powabną, jak młoda śliczna sportsmenka. No nie znalazłem. Rezygnuję zatem z dalszego poszukiwania. Pozostaję umartwiony jak większość moich krajan, mimo że prywatne środki przekazu, reprezentujące w większości liberalne towarzystwo polskiego dzikiego kapitalizmu namawiają mnie do uśmiechu i radości. Ja jednak pozostaję w nieutulonym bólu.

PS. Serdecznie dziękuję, jak zwykle za zamieszczane komentarze oraz wpisy w księdze gości, niezależnie czy mają one posmak krytyczny, czy też akceptują mój pogląd na poruszany temat. Autor.

Uśmiechnij się:
Modlitwa dziecka:
Dziadek wczoraj umarł i jest w drodze do Ciebie Panie. Bądź dla niego miły, mów głośniej bo niedosłyszy i posadź między miłymi paniami, bo wtedy dziadek jest w dobrym humorze. Amen.

sobota, 28 listopada 2009

O NAPRAWIE RZECZYPOSPOLITEJ


Że posłużę się słowami Andrzeja Frycza Modrzewskiego.
Na gwałt wskazany kapitalny remont Rzeczypospolitej, ponieważ wszystko się wali, zaś mieszkańcy tegoż "obiektu", przyzwyczajeni do permanentnych zaniechań od lat przyzwyczaili się już do tego stanu rzeczy. Ta narodowa "nieruchomość" sypie się powoli i woła o ratunek, bo:
Naprawy pilnej potrzebują finanse państwa, które z rozmachem wydawane są na prawo i na lewo, z tym oczywiście, iż więcej na prawo, gdzie zagnieździł się i utrwalił swoje posiadanie Kościół katolicki., a nasze wpływy z handlu międzynarodowego i podatków kurczą się w postępie arytmetycznym. Tylko zadłużenie wobec mało sympatycznie odbieranej Rosji sięga kilku miliardów dolarów, ale cóż zrobić? Gaz i ropę musimy brać, bo w końcu polski chłop nie wyjedzie traktorem w pole, zaś po powrocie do domu na obiad zastanie surowe kartofle. A Rosjanie, co od nas kupią?. Prawie nic poza mięsem, przy tym marudząc na jego jakość. Dzisiaj polskie badziewie trudno jest upchnąć gdziekolwiek, bo świat przebija nas jakością i ceną. Dlatego też Rosjanie przebierają w zakupach jak w ulęgałkach, wypinając się sympatyczną częścią ciała na polityków typu Sikorski czy Kaczyński.
Zaiste pilny jest prawdziwy remont służby zdrowia. Ale nie ten wg. Tuska, zmierzający do sprywatyzowania szpitali, by je oddać w ręce przyjaciół z PO. Wyremontować trzeba polskie sadownictwo, opanowane dotychczas przez Ziobro (zero), tak by nikt z opcji PiS nie poniósł żadnych konsekwencji po złamaniu prawa, a jednocześnie wszyscy spoza partii Kaczyńskich byli z całą surowością prawa traktowani. Wcześniej często byli osadzani w tzw. aresztach wydobywczych, by za fałszywe zeznania uniknąć więzienia. Te zeznania obciążały ludzi należących do opozycyjnych partii (vide: posłanka Ostrowska z SLD, oraz niewygodny PiS adwokat Jan Widacki). Dzisiaj owe zero, dla uniknięcia odpowiedzialności karnej siedzi na immunitecie brukselskim za 40 tysięcy złotych miesięcznie i przygotowuje się do powrotu do władzy z pomocą ojca doktora, dyrektora z Torunia, któremu oddał wraz z Sobecką największe hołdy przy okazji imienin (Tadeusza). W Brukseli nie zabiera głosu, bo nie zna języka, dlatego ma dużo czasu na przemyślenia i knucie następnych intryg politycznych.
Remontu pilnego wymagają takie instytucje jak IPN oraz CBA, bowiem jak dotychczas to udaje im się pomiatanie obywatelami rodem z PRL oraz oskarżanie przeciwników politycznych w wyniku kosztownych prowokacji. Powołana do tych spraw minister Pitera sama sobie nie radzi, a dotychczasowy sukces jaki odniosła to złapanie gościa z opozycji, co to za pieniądze służbowe zakupił kilo śledzi, narażając skarb państwa na straty w kwocie 7 złotych.

Widoczna gołym okiem ruina to polityka informacyjna oraz media. Sterowane przez tzw. słuszne partie oraz właścicieli o orientacji prawicowej, przekazują nam wieści, celem których jest podniesienie wartości i chwały rządzących. To stacje prywatne, czyli komercyjne. Publiczna telewizja zwana słusznie parafialną, emituje zaś wyłącznie to czym nie skazi kleru. Zaś PiS jawi się tam jako najmądrzejsza formacja pod słońcem. Ostatnio byliśmy świadkami wprost niebotycznego chamstwa jakim popisali się redaktorzy audycji "Teraz my". Potraktowali oni zaproszonego do studia generała Jaruzelskiego jak sztubaka, zadając mu natarczywie pytania m.in. ze sfery intymnej. Ponadto pytania, na które setki razy generał odpowiadał, także w wydanych książkach. Ich zachowanie, w tym złośliwe wtręty oburzyło prawie całą normalną widownię TVN. Jestem pewien, że ten chamski wybryk Sekielskiego i Morozowskiego odpowiednio potraktuje sąd, a także pracodawca dziennikarzy (gówniarzy), którzy jak było widać wiedzę o historii Polski współczesnej posiadali na poziomie gimnazjalistów, nabytej zresztą z książeczek IPN.
Ta ekipa zdolna jest raczej do rozwałki niżeli remontów i budowania. Przykładem tego jest apetyt na PKiN, który gryzie w oczy takich jak Sikorski. W tej ekipie w gruncie rzeczy brak fachowców do remontu Rzeczypospolitej. Jeden potrafi wyłącznie malować kominy i kopać piłkę, zaś o drugim nie warto nawet wspominać, podobno hoduje kota ,a tu trzeba jeszcze posprzątać teren po dwóch upadłych stoczniach. Usunąć złom żelazny którego nikt kupić nie chce, choćby za grosze.
Bardzo pilnej ponownej analizy wymaga bardzo szkodliwy dla kraju konkordat podpisany przez świątobliwą premier Suchocką, oraz ustawa Komisji Majątkowej dot. zwrotu ziemi Kościołowi. Dzisiaj Rzeczypospolita dała we władanie hierarchom ogromne połacie ziemi, które zresztą kler na pniu sprzedaje z wielokrotnym przebiciem. Taka jest już publiczna prawda. Lustracji nie cierpiącej zwłoki należy poddać sektor szkolnictwa i oświaty. Bo jak narazie, to najwięcej do powiedzenia tam mają ukrzyżowani hierarchowie kościelni podpierani przez takich bakałarzy wiedzy jak włazidup red. filozof Terlikowski. Ten zajadły rycerz chrystusowy gotów jest zatruć każdą informację niekorzystną dla Kościoła argumentami iście ze średniowiecza. Wystarczy się wsłuchać w jego wypowiedzi by zrozumieć, iż trunek w jego ustach oznacza truciznę. Jeżeli się tutaj nic nie zmieni i dalej nasze polskie pociechy pobierać będą wiedzę tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, to ręczę, że gdy dorosną, dołączą do tych co rujnują, a nie do ekipy remontowej. Bowiem takie będą Rzeczypospolite, jakie jej młodzieży chowanie.
....................................................................................................................................
PS: Bardzo jestem ciekaw zachowania polskich biskupów, gdy strasburski sąd UE nakaże zdjęcie krzyży z polskich sal lekcyjnych. Jad będzie ciekł strumieniami, a wyrok niestety trzeba będzie wykonać.

Uśmiechnij się:
Rozmawiają dwie emerytki.
-Co dostałaś jak odchodziłaś na emeryturę?

Ooo, takiego ch*ja.
-A ja głupia wzięłam pieniądze.

środa, 25 listopada 2009

MAŁE PIWO.... MARKI HEINEKEN




W natłoku informacji jakimi obdarzają nas środki masowego przekazu, szczególnie teraz, gdy wiadomości związane z wydumaną pandemią grypy wieprzowej złapały wiatr w żagle, przemknęła po naszych uszach jak zefirek wieść o tym, że winniśmy zapłacić holenderskiej firmie Eureko 12 miliardów złociszy. Zresztą podano nam tę wiadomość w radosnej formie jako sukces rządu polskiego. Czy ktoś kpi z narodu czy pyta o drogę. Sprawa konfliktu z Eureko ciągnie się już od czasu gdy premier Buzek sterowany "duchową" inteligencją pięknego Maryjana Krzaklewskiego podpisał nieszczęsną umowę na prywatyzację PZU. Co za durnie wtedy zasiadali w rządzie Rzeczypospolitej aby sprzedać w ramach prywatyzacji największą firmę ubezpieczeniową kraju "firemce" nie posiadającej w sumie ani grosza, a raczej pensa. Ta firemka kupiła znaczny pakiet naszego PZU za kredyt, na co polskie prawo kategorycznie nie pozwalało. Już nawet ten fakt (podstawowy fakt) niejako z prawnego punku widzenia nakazywał unieważnienie takiej transakcji w trybie natychmiastowym. Jest to przeogromny szwindel prywatyzacyjny.Wydaje się, że tu w grę wchodził interes Kościoła i AWS. Potrzebna była Krzaklewskiemu kasa na telewizję Familijną (Puls), która by naganiala mu wyborców. Jak to się skończyło wiemy dobrze. AWS z 3 procentami przepadł na śmietniku historii. Ponadto, jak powiada nasz były premier Miller, Eureko nie miało prawa nabyć akcji PZU z powodu tego, iż nie była wtedy spółką ubezpieczeniową. Są to bodaj najpoważniejsze machloje z jakimi nam przyszło się spotkać w ciągu ostatniego stulecia. Dzisiaj ta nędzna,upadająca holenderska firemka zrobiła interes życia. I jeszcze inny aspekt tejże obrzydliwie śmierdzącej sprawy. Otóż w umowie zawartej między PZU i Eureko napisano, że wszelkie sprawy sporne rozstrzygać będzie polski sąd. Komu zatem zależało, by zwlekać z owym niekorzystnym dla nas i mocno podejrzanym załatwieniem sprawy?. Co na to może odpowiedzieć pan premier Tusk i jego minister Grad?. Czy komuś bardzo zależało na takim zakończeniu tego prawnego bubla-tasiemca, który winien zaabsorbować już kilka rządów?. Zarówno komisja sejmowa jak i wielu posłów w ramach interpelacji wzywało rząd do rozplątania tego węzła gordyjskiego poprzez polski sąd (a jakże). Niestety, odpowiedzią było milczenie, a wielu posłów z tego grona, jak czytam prasę, zasiadło w rządzie Tuska na stanowiskach ministrów (Grabarczyk, Bury). Dzisiaj dowiadujemy się, że wypada nam się cieszyć, ponieważ Eureko za ten powstały galimatias zgodziła się przyjąć w formie zadośćuczynienia od Polski kwotę 12 miliardów złotych. Przypomnijmy tylko, że tajemniczy Arabowie nasze dwie stocznie mieli kupić zaledwie za 300 milionów dolarów, a więc za jeden miliard 200 milionów złotych. A jakże się cieszyliśmy z tej transakcji. A jakże z trudem przełykaliśmy gorycz porażki, gdy mimo tak marnej ceny kupcy się wypięli na nasze złomowiska stoczniowe. A tu, proszę bardzo. Oddajemy Holendrom za frico 10 razy tyle. I co?, i nic, proszę koleżeństwa, jak mawiała nieodżałowana pani Jaroszyńska. To tylko małe piwo. Zadaję zatem pytanie: Czy my jako Polska mamy kogoś w rządzie, kto zadbałby o naszą gospodarkę i ogarnął te resztki dorobku wypracowane w tamtych paskudnych czasach PRL?. Czego nie dało się jeszcze dotychczas sprzedać?. Dzisiaj mamy jeden całkowicie polski bank, resztki niezamkniętych przez Buzka kopalni węgla, miedzi, soli i żwiru, częściowo własne huty i elektrownie wraz z rdzewiejącymi liniami przesyłowymi i prawie nic poza tym, bo ziemie i lasy w dużej mierze za darmo oddaliśmy Kościołowi, a więc też obcemu kapitałowi ze stolicą w Watykanie. Reszta fabryk i innych przedsiębiorstw produkcyjnych, to spółki z udziałem kapitału zagranicznego. Jeżeli dorzucimy do tych radości serwowanych nam przez pana premiera, odnośnie rozkwitu naszej gospodarki, zadłużenie Polski za granicą w kwocie ponad 500 miliardów PLN (co stanowi 13 tysięcy złotych na każdego z 38 milionów Polaków, od oseska po starca), oraz dziurę w budżecie państwa w wysokości już ok. 100 miliardów, to rzeczywiście wyprzedzamy wiele skrajnie wyczerpanych kryzysem państw Europy. Tylko jakoś żaden kraj dotknięty tym nieszczęściem nie chce brać z nas przykładu.

Uśmiechnij się:

Chłopak i dziewczyna w samochodzie za miastem. Późny wieczór.Chłopak zaczyna całować włosy dziewczyny, ale ona go powstrzymuje:
-Dobrze wiem, że powinnam ci to powiedzieć wcześniej, ale właściwie jestem prostytutką i za numer biorę stówę.
Chłopak płaci niechętnie. Po wszystkim pali papierosa i gapi się w okno. -Dlaczego nie jedziemy?,pyta dziewczyna.
Dobrze wiem, że powinienem ci to powiedzieć wcześniej, ale właściwie jestem taksówkarzem i taksometr wskazuje sto pięćdziesiąt....

poniedziałek, 23 listopada 2009

TAK SIKAM JAK PAN MÓWI



Ten dowcip w rzeczy samej ilustruje treść niniejszego postu, a brzmi on tak:
W poczekalni do lekarza siedzą obok siebie dwaj mężczyźni. Stary i młodzieniec jąkający się.
W pewnej chwili młody pyta starszego pana:
-Aaa, ppppan, szanowny to nnnna co choruje?
Mam prostatę, odpowiada.

Po jakimś czasie jąkała, zaabsorbowany nazwą choroby o której jeszcze nie słyszał, pyta ponownie:
Aaaaa, tttaka prostatta, to czym się obbbbbjawia?
- Młody człowieku. Otóż tak sikam jak pan mówi.
..........................................................................................................................................
Skojarzyła mi się owa scenka z naszym polskim grajdołem. Należymy bowiem do Unii Europejskiej, ale nie korzystamy z wszystkich przynależnych nam dobrodziejstw tego członkostwa. Tylko na pół gwizdka. Tak jak oddawanie moczu przez tegoż starszego nieszczęśnika. Niby "ukochany" przez cały naród pan prezydent zechciał w obecności dziesiątek kamer i najwyższych przedstawicieli UE podpisać Traktat Lizboński, ale jednak uczynił to z wyraźnymi zastrzeżeniami. Nie zaakceptował bowiem w trosce o "dobro obywateli", a przede wszystkim Kościółka katolicko-ginekologicznego załącznika pt. Podstawowe Prawa Człowieka i Obywatela, czy jak go tam zwał. Dokument ten bowiem jest dla niego, a więc i Polaków zbyt liberalny i wolnościowy, a więc grzeszny i wręcz bluźnierczy. Taka wolność, pozwalająca na postępowanie człowieka wedle jego rozumu i nabytych zasad moralności jest przepustką do piekieł, ale przede wszystkim pozwala na wyrywanie się ze szponów głoszonych przez Kościół przykazań i nakazów. W prawdzie z roku na rok wyraźnie słabną wpływy hierarchów na postępowanie dotychczas bardzo wystraszonych ogniem piekielnym owieczek, to jednak gdyby PPCiO zaistaniały urzędowo w Polsce, wkrótce Kościół (rządzący krajem) swych wiernych mógłby znajdować tylko wśród ludzi starych, którymi w gruncie rzeczy pogardza. Młodzi Polacy mimo braku załącznika do Traktatu, zachłysnąwszy się świeżym laickim powietrzem Zachodu zaczynają powoli odchodzić od wpajanej im wiary i przymusu uczestnictwa w niedzielnych mszach. Już słychać o opustoszałych kościołach, a nawet braku chętnych do seminarium, o klasach szkolnych, gdzie uczniowie wybierają przedmiot etyki zamiast religii, o odmowie przyjmowania księży kolędujących po mieszkaniach. I nie pomoże tu nawet cud w Sokółce, w którego "autentyczność" uwierzyli nawet "naukowcy" kościelnych uczelni, a których merytoryczna opinia jest tyle warta co doktorat Rydzyka. Panie prezydencie Kaczyński i Spółka. Ani pan, ani rząd liberalno-klerykalny już nie zatrzyma uruchomionej lawiny. Ta lawina wzorem Irlandii, Hiszpanii, Portugalii czy też Francji powoli przysypuje zmurszałe średniowieczne okowy w których dotychczas poprzez wieki ujarzmiani byli obywatele nad Wisłą. Wprawdzie Polak jak na razie prawie każdej sprawiedliwości musi szukać w Strasburgu, ale jednak ją znajduje. Szafy tegoż sądu zawalone są w większości pozwami z Polski. Drogę polskim kobietom utorowała, prześladowana przez średniowiecznych mścicieli w koloratkach pani Alicja Tysiąc. Kobiety polskie, których nie stać na urodzenie i wychowanie dziecka (bo akurat urodzonymi Kościół już się nie interesuje), wyjeżdżają do wszystkich sąsiednich państw i dokonują aborcji na żądanie. Jest ich ok. 150 tysięcy rocznie. Za nic mają przykazanie kościelne tak bardzo podkreślane przez rządowe agendy z Piechą i Gowinem na czele. Obłuda polska wszem i wobec głosi, że tylko kilkadziesiąt Polek dokonało aborcji w wyniku gwałtu i zagrożenia życia matki lub dziecka. Żaden zakaz czy też kordon idiotycznych praw kościelno-rządowych już nie zatrzyma pędu do normalności, do humanistycznych zdobyczy Europy. Poszanowanie inności pod względem wyznaniowym, seksualnym i rasowym jeszcze w Polsce kuleje. Bierze się to z kołtuństwa i ciemnoty, której przewodzi akurat również Kościół. Homofobia, a przede wszystkim antysemityzm był głoszony a nawet nakazywany wiernym przez KK od setek lat.Polacy ów stosunek do Żydów nabywali z matczynego cyca, który był wcześniej zatruty z ambony. Zawsze zdobycze wiedzy i nauki były nie na rękę wyznawcom Jezusa. Stosy ksiąg zakazanych powiększały się z wieku na wiek, a liczba potępionych i ekskomunikowanych liczona była w tysiącach. Dzisiaj w sytuacji odkryć i dowodów naukowych powoli i ze wstydem Kościół przeprasza, chociaż tylko półgębkiem. Najbardziej już śmieszy ciągłe straszenie łatwowiernych potępieniem wiecznym w umiejscowionym gdzieś tam piekle. Co prawda Kościół już zrezygnował z czyśćca, który miał służyć jako przejściowa forma reedukacji dusz, ale jednak podtrzymuje nadal, iż piekło spotka każdego, kto dokonał aborcji, kto próbował bezbólowo zejść z tego świata z pomocą eutanazji, kto niechętnie wspomaga kasę kościelną, kto się rozwiódł a nie zrobił tego poprzez sąd biskupi, kto, kto, kto i.t.d. Korzyści z podpisania Karty Praw Podstawowych to nie tylko poluzowania względem przynależności religijnej. To prawo do uczciwej pracy, płacy a także emerytury. Emerytury, gdzie człowiek pracujący wiele lat, może sobie wybrać bardziej korzystny wariant zaopatrzenia emerytalnego. Państwo nie powinno ingerować w zasady obowiązujące w całej Europie wg. widzi mi się. A tak właśnie jest, czego osobiście doświadczam, iż przepracowując dla państwa polskiego 45 lat, emeryturę otrzymuję za lat 20, bowiem wg. naszego prawa: kto raz przeszedł na emeryturę, drugi raz nie jest mu dane, a tak mi się zdarzyło, gdy pierwszą cząstkową emeryturę otrzymałem przed kilkudziesięciu laty. Zresztą nie tylko mnie. Głupie to prawo jak stołowe nogi. Pan prezydent i cała jego "krzyżowa" podpórka wiedzieli co robić. Nasz naród jeszcze do końca nie dojrzał by móc korzystać w całości z dóbr prawdziwej demokracji. Jeno tak po troszku, jak ten chory na prostatę mężczyzna. Posikiwać, posikiwać, trochę na zewnątrz, trochę w spodnie. Podobnie z dokumentem o którym mowa. Sądzi wszak prezydent, że od nadmiaru wolności, po ciężkich czasach PRL, oraz nie do końca wyleczonej posocjalistycznej psychiki, mógłby nasz naród zwariować. Trzeba dozować te wartości unijne, byśmy z niektórych zapisów już dziś mogli skorzystać np. z kasy unijnej, ale nie ze wszystkich. Bo nie daj Boże, by oficjalnie jakiś homoś publicznie zawarł związek małżeński, do tego adoptując dziecko. Narazie damskich biskupów mają w Szwecji, Danii i Holandii. U nas męskość pod sutanną trzyma się mocno jak Chińczyki u Wyspiańskiego. Ten ukrzyżowany kraj od Sejmu, poprzez drogi, autostrady, klasy szkolne i przedszkolne, urzędy, hotele i gospody, powoli wstaje z kolan. Powoli, bo młyny rozumne jak kościelne mielą bardzo powoli. Zawołanie, że tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem.... staje się mało przydatne i przekonujące. Nawet gadzinówka Rydzyka RM, ostoja mściwej ,odwetowej partii Kaczyńskich chyli się ku upadkowi, bo babcie się spłukały i nie mają na chleb i mleko, dzięki temu, że Polska rośnie w siłę a emerytom żyje się dostatniej.. Bóg, jaki by nie był, jeżeli w ogóle jest, to wie co robi.

Uśmiechnij się:

1. Panie doktorze, wolałbym umrzeć, niżeli poddać sie operacji.

-No przecież jedno drugiego nie wyklucza drogi panie. Następny proszę!

2. Więc mówi pan doktorze, że to jest 23 tydzień ciąży, a nie 27-my?

-Tak absolutnie, 23 tydzień.
Boże, nie za tego za mąż wyszłam!....

środa, 18 listopada 2009

KOMU NAGRODĘ, KOMU !


Kwotą 122 milionów polskich nowych złotych nagrodził się polski rząd, w formie premii za ciężką i mozolną pracę wykonaną na rzecz społeczeństwa w okresie dwóch lat, czyli przez połowę kadencji. Można by rzec,iż były to premie za oportunizm a nawet konformizm wobec obowiązujących w Polsce tendencji nie tylko związanych z klerykalizmem. Należy się, a jakże, bezspornie się należy. Samo hasło "oszczędne państwo" nie może przecież blokować należnych premii i nagród. Tylko wojna mogłaby przeszkodzić realizacji i to taka ,która spowodowała by areszt lub przynajmniej internowanie wybrańców narodu. Wiadomo przecież, że w okresie wojny zawiesza się olimpiady, ale nie np. Nagrody Nobla. Zatem, praktycznie nic nie może przeszkodzić temu, by po dwóch latach "pseudorządzenia" (bo prezydent zgodnie z wytycznymi brata na wiele szaleństw ustawowych im nie pozwolił), nie można zgarnąć po milionie do kieszonki, za który teraz mogą kupić i ładny samochodzik i ładny domek z ogródkiem z przystrzyżonym opłotowaniem i być może jeszcze zabawić się niekoniecznie w samotności. No, ale przecież nie będziemy dociekać konkretów za co naprawdę te premie. Pan premier ze swoim otoczeniem ministerialnym, to same tuzy na skalę europejskiego geniuszu. Bo weźmy tylko z samego brzegu np. ministra z chłopięcym imieniem czyli Sikorskiego (tego od zdekomunizowanej strefy), to zapewne został on nagrodzony za budowanie iście najlepszych stosunków z sąsiadami Polski. A chęć rozwałki PKiN własnymi siłami stawia go w szeregu największych tytanów pracy i nie do końca najzdrowszych na umyśle. Ktoś napisał że napis na bramie posiadłości Sikorskiego winien brzmieć "strefa psychiatryczna, rozum nie ma dostępu". Inna pani minister godna tejże premii to oczywiście pani Radziszewska, ta od spraw równości kobiet i mężczyzn. Ta milcząca jak kamień na organizowanych imprezach feministycznych kobieta, to potwarz dla niby nowoczesnego, europejskiego rządu. Kobieta ta, kierowana duchem świętym i przykazaniem biskupim reprezentuje najbardziej wsteczne stanowisko w przedmiotowym ministerstwie. Ponieważ nie ma nic cennego do powiedzenia, przeto generalnie milczy, a potem udaje się do kasy po "należność" za mozolnie wykonaną pracę. Byłby skandal gdyby pominięto w premiowaniu np. ministra Grada, który jak pies policyjny wynalazł, gdzieś tam na pustyni kupców na upadające polskie stocznie. No, a że te cwaniaki wycofali się, to stocznie padły na amen. Ale czy to wina Grada?. Przecież tych Arabów nie będziemy karać.Za krótkie ręce naszych prześwietlonych przez Macierewicza służb specjalnych!. Nagroda jednak jak psu zupa się Gradowi należy i basta. Z kolei nie dać nagrody panu o nazwisku Czuma, to byłoby nieludzkie. Czuma pieniędzy potrzebuje jak kania dżdżu. Nikt bowiem za niego nie spłaci ciągnących się jak smród po gaciach długów amerykańskich. Na wyjątkową nagrodę napewno zasłużyła minister od szkół, nazwiskiem Hall. Bliska koleżanka pana premiera z czasów szkolnych, dzisiaj wykonawca wszelkich poleceń i wskazówek abp. Głódzia podczas realizacji programów szkolnictwa podstawowego i średniego. Zapewne do tej pani minister nie należy kierować wniosków o zdjęcie krzyży ze ścian klasowych, mogłaby z wrażenia odejść w zaświaty.Jej kolega szkolny i zarazem przełożony natomiast nagrodził się zapewne za obietnice kastracji pedofilów. Wreszcie minister Bogdan Klich, ten od dowodzenia armią. Ja nie wiem, jak można stanąć przed frontem żołnierzy, a tym bardziej generałów, nie służąc w wojsku ani jednego dnia. Pan Klich jako młody człowiek, gdy WKU upomniało się o jego mięso armatnie działał w organizacji pacyfistycznej, gardząc wszelkimi strojami z pagonami. Fenomenalna mencizna. Wie jak sobie radzić w dowodzeniu nie znając się na tym. To są owe tuzy i giganty intelektu pana premiera Tuska. Zorientowałem się, iż w składzie rządu pracuje na stanowiskach ministerialnych raptem ok. 25 osób. Gdyby przyjąć, że nagrodzony został wyłącznie rząd to na ryło z teczką (jak powiada ktoś dowcipny) wypadło by po cztery i pół melona PLN. Mniemam, że na nagrody "zasłużyli"też wszelkiego rodzaju sekretarze i podsekretarze stanu, dlatego każdy ze szczęśliwców zakasował w granicach miliona złotych z hakiem. Mało?. Trudno, musimy dbać o hasło "oszczędne państwo". Chłopaki, już jest z górki. Za dwa lata nagrody podwoimy, a i o odprawie dla posłów i senatorów nie zapomnimy. Chyba, że zajrzała by im wszystkim w oczy wizja Kasandry. Zatem tak im dopomóż Bóg.

PS. Nie pomnę, czy premierzy Kaczyński Miller i Buzek rozdawali swoim ludziom takie premie. No ale wówczas nie obowiązywało hasło dot.oszczędnego państwa.

Uśmiechnij się:
17-letnia córka pyta matki:
-Mamo, co to jest impotencja?
Zakłopotana mama odpowiada:

-Córciu,nie wiem, jak ci to wytłumaczyć, ale to jest mniej więcej tak, jakbyś gotowanym makaronem grała w bierki...

wtorek, 10 listopada 2009

SARMATYZM JAK CHIŃCYKI, TRZYMA SIĘ MOCNO

Poseł Palikot zakupił wieczne pióro, którym Kaczyński ratyfikował Traktat UE
Jedenasty Listopada. Polskie narodowe Święto Niepodległości. Datuje się, jak wiemy od roku 1918, chociaż władze polskie o 11 listopada jako święcie zdecydowały nieco później. I tak to trwało do II wojny światowej. Przywrócono je po roku 1989. Jednocześnie prawica polska nieuznająca Polski Ludowej jako wolnego (chociażby częściowo) kraju, głosi z siłą Niagary, że niepodległość prawdziwa Rzeczypospolitej nastąpiła dopiero po wyjściu z Polski wojsk radzieckich za prezydentury L. Wałęsy. Czcząc zatem tę uzyskaną za czasów Piłsudskiego i zrodzoną powtórnie w 1989 r, spotykamy się zatem ze świętem mnożonym przez dwa. Powracając do tej pierwszej "niepodległości", to jak wiemy z oficjalnie serwowanych nam źródeł, została ona wywalczona przez bohaterskie oddziały Piłsudskiego. Te oto "oficjalne" źródła tylko półgębkiem napomykają, że oto stworzyła się okazja polityczna w wyniku zakończenia I wojny światowej. Reszta to wyłącznie nas Polaków zasługa. A figę prawda. Fakt, że nasi okupanci rozbiorowi (Austria i Niemcy) rzeczywiście ponieśli klęskę, ale też prawdą jest, że trzeci okupant czyli Rosja nie oddałaby z powrotem naszych wschodnich ziem, gdyby nie wybuch i zwycięski przebieg Rewolucji Październikowej. Ale o tym tak naprawdę mówi się najciszej, a najlepiej w ogóle. Na odzyskanie niepodległości przez Polskę miały wpływ nie tylko okoliczności o których mówię, ale też układy polityczne państw-decydentów o porządku europejskim, i bez wątpienia działalność polityczna wielu wybitnych Polaków zamieszkałych za granicą (vide: Paderewski). Podobnie wygląda sprawa z odzyskaniem niepodległości po raz drugi. Nasza sarmacka prawica największe zasługi w tej materii przypisuje papieżowi JP II. Otóż nic bardziej błędnego. Do dzisiaj bylibyśmy PRL-em gdyby nie nastąpiły zmiany w Rosji Radzieckiej. A nastąpiły dzięki laureatowi Nagrody Nobla Michaiłowi Gorbaczowowi. Tylko jego odwaga polityczna zawarta w "głasności", czyli jawności politycznej, wbrew wetu twardogłowych, doprowadziła do rozwałki systemu. Oczywiście w tej sytuacji wygenerowała się też odwaga u Polaków, która pozwoliła na powstanie "Solidarności". Nie można by sobie nawet wyobrazić wołania o niepodległość, gdyby nie pęknięcia w ZSRR, oraz późniejsze rozwiązania mądrej polityki w Polsce włącznie ze stanem wojennym i nade wszystko Okrągłym Stołem, którym tak gardzą dzisiejsi "sarmaci", a których bez liku zasiada w polskim parlamencie. Oni to właśnie szczycą się herbami rodowymi własnymi, lub po prostu zakupionymi, przynależnością do Zakonu Maltańskiego lub Opus Dei. Gorbaczowowi świat zawdzięcza nie tylko rozpad ZSRR, ale też połączenie Niemiec w wyniku upadku muru berlińskiego. Wczoraj minęła 20 rocznica zjednoczenia Niemiec, co oczywiście (powiedzmy sobie szczerze) źle "poinformowany" nasz Wałęsa wyłącznie przypisuje papieżowi, no i sobie osobiście. Nie panie prezydencie!. Mur by stał dotychczas gdyby nie zareagował Gorbaczow na krzyki berlińczyków "niech nam pan pomoże zlikwidować ten mur", oraz słowa Reagana: Panie Gorbaczow "rozwal pan ten mur, proszę." Papież mógł tylko do nieba kierować modły by spełniły się prośby Niemców. A w ogóle to jako sarmaci przypisujemy sobie przeróżne zasługi w tym, że świat wygląda tak a nie inaczej.

Nasza megalomania sarmacka oraz wymachiwanie szabelką psuje nam opinię w oczach Europy i świata. Już nie wspomnę o napuszonym aż do wzdęcia prezydencie, który by chciał po swojemu ustawiać Europę, ale chociażby polityczne wypowiedzi antyrosyjskie poszczególnych ministrów. Ostatnio przoduje w tym pan Sikorski, minister spraw zagranicznych, który wyznając zasadę szlachty "po nas choćby potop", kieruje do Rosjan uszczypliwe słowa. Z kolei premier, tylko deklaratywnie powiada, że Polska zabiega o dobre stosunki ze wschodnim sąsiadem. Zależy nam podobno na taniej ropie i gazie, ale chyba jednak tylko podobno, bo w rzeczywistości już sprowadzamy te surowce za dużo większe pieniądze z państw arabskich. Ale skoro mamy ich pod dostatkiem. I na służbę zdrowia, i na podwyżki płac i emerytur (oczywiście dla siebie),i na wojnę w Afganistanie, i na autostrady, i przede wszystkim dla wciąż, coraz bardziej ubogiego Kościoła katolickiego, to można się puszyć.


Nasze ambicje wbrew woli decydentów światowych, by na terenie kraju mieć wyrzutnie rakietowe ośmieszają tacy znawcy polityki jak chociażby Zbigniew Brzeziński, który wyśmiewa ten polski czempionat wśród państw Europy środkowej. Mówi, że nigdy Polska nie była i nie będzie ważnym sojusznikiem USA. W polskim nastawieniu typowe jest dopraszanie się słów uznania. Profesor Łagowski pisze m.in. "Polacy pojęli umowę o tarczy antyrakietowej jako rozwiązanie przesłane przez Boga. A co Bóg związał to On sam tylko może rozwiązać. Barack Obama jest tak mało popularny w Polsce, ponieważ sprzeciwił się woli Boga". Polscy sarmaci nie mogą zrozumieć, że gdyby doszło do światowego konfliktu zbrojnego to nastąpi on na kierunkach północ -południe, nie zaś wschód-zachód. Nasz Sikorski tkwi jeszcze w doktrynie Breżniewa i w swej nienawiści do Rosjan, gotów jest chociażby własnymi rękami rozebrać Pałac Kultury i Nauki. Pan Sikorski nabawił się strasznej choroby podczas pierwszej wojny w Afganistanie, gdzie jako żołnierz współpracował z Talibami. Dzisiaj gotów jest leżeć w okopach armii amerykańskiej przeciwko Talibom. Pan Sikorski już w latach dziewięćdziesiątych ogrodził swoją posiadłość pod Bydgoszczą drutem kolczastym i płytami żelbetu umieszczając napisy "strefa zdekomunizowana". To taki dziwny człowiek na rządowych stanowiskach, bo akurat na zajmowanym aktualnie być nie powinien.Przynosi więcej szkody niżeli korzyści. Może by premier z powrotem przesunął go do armii. Kocha wojsko do łez. Płakał przed frontem żołnierzy gdy Kaczyński zabrał mu owe zabawki.

Miła sercu Polsko, Ojczyzno moja. Z okazji Święta Twojej Niepodległości, wraz z milionami rodaków życzę Ci: Mniej megalomanii, więcej skromności w kontaktach z sąsiadami i nie tylko, a przede wszystkim dbałości o własnych obywateli.
Polsko, nie zaglądaj do cudzych garów w Rosji, USA czy Niemczech. Staraj się o to, by własne były wypełnione czymś, co najbardziej smakuje Twoim obywatelom.

Uśmiechnij się:

1. Mówi kowboj do drugiego kowboja:
Mam najszybszą rękę na Dzikim Zachodzie.
-A ja tam wolę dziewczyny.

2.Czym się pan zajmuje?
Pomagam ludziom uzależnionym od alkoholu.
-Psychoterapeuta?
Nie, prowadzę skup butelek .

niedziela, 8 listopada 2009

KRAINA LĘKU I PRZYKLĘKU



Jest pokój, można by powiedzieć od kilku dziesięcioleci. Powszechny dostatek, jak twierdzą ci na górze. Naród objęty troskliwą opieką medyczną, że daj Boże zdrowie-dosłownie. Jest praca dla każdego w sile wieku, oraz godna emerytura dla 7 milionowej zgredziałej części społeczeństwa. Czyli żyć nie umierać, jak powiadają niepoprawni optymiści przymróżając oko. Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle, zastanawiają się ci którzy nie wierzą w ten powszechny dobrobyt. A może go nie odczuwają, lub nie potrafią odczuwać? Polacy są na ogół narodem smutnym. Mijając przechodniów nie widać żadnego uśmiechu na twarzy, choćby wymuszonego owym dobrobytem. Prawie we wszystkich krajach z którymi popełniliśmy mariaż w ramach Unii Europejskiej ludzie posługują się uśmiechem. Swój wesoły wyraz twarzy pokazują na codzień na ulicy, w obiektach użyteczności publicznej, czy też w sklepach. Sam widziałem to zjawisko. No, w sklepach, ktoś powie, bo tak trzeba, by zachęcić klienta do zakupu. A ja się z tym nie zgadzam. W naszych polskich sklepach sprzedawca wymawiając nakazane z urzędu słowa"w czym mogę panu, (pani) pomóc"marszczy brwi i pokazuje niegościnny wyraz twarzy, jako że klient zakłócił mu błogi spokój przy czytaniu ważnych treści z życia gwiazd filmu polskiego. Okazując uśmiech i zadowolenie z tego, iż klient zrezygnował z zakupu czegokolwiek, ów sprzedawca może spokojnie doczytać wieści z podwórka Joli Rutowicz, czy innej ulubionej przez "Fakt" i Superekspres" gwiazduni. Zastanawiam się, gdzie tkwi przyczyna smutku narodowego. Tych martyrologicznych facjat. Tak jakbyśmy wszyscy ciągle wracali z pogrzebów i zaraz wybierali się na następny. Odpowiedź jest jedna: z lęku i przyklęku. W gruncie rzeczy nie jest tak pięknie jak mi się napisało na początku. Pracujący Polacy lękają się o pewność pracy i płacy. Słuchając przykrych relacji TV ze szpitali i ośrodków zdrowia, boją się, że gdy zajdzie potrzeba kosztownego leczenia, zostaną pozostawieni sami sobie. Martwią się, czy ich pociechy, które nie bacząc na umiłowanie ojczyzny wyjechały do pracy na Zachód, nie ulegną demoralizacji, nie będą wzorem "tamtych"stronić od Boga, czy też ich małżeństwo przetrwa próby zderzenia z tą cywilizacyjną rozpustą. Emeryci i renciści zaś swój smutek na twarzy wyrażają często z powodu prozaicznego, że oto na początku miesiąca w swym szaleństwie wydali emeryturę na leki z których dotychczas rezygnowali, a dziś dużym łukiem muszą omijać sklepy z szyldem "mięso i wędliny". Ludziska z obywatelstwem polskim poprzez swój smutek wyrażają lęk przed pospolitym czychającym nań grzechem, który nieopatrznie popełniają ,a to złorzecząc sąsiadowi, a to nieuczciwie rozliczając się z podatku, a to przeglądając prasę z bezwstydną golizną panienek i nie tylko, a to przekleństwem jakie im się z ust wymknie w czasie wiązania sznurowadeł gdy w krzyżu strzyknie. Policja się też boi bandziorów i na wszelki wypadek z nimi często współpracuje W tej sytuacji z czegoż można być zadowolonym?. Tym bardziej że władza, którą wybraliśmy do magistratu, starostwa, województwa czy też Sejmu boi się najbardziej. I to w dwójnasób, bo w grę wchodzą takie pieniądze, jakich wyborcy zwykle nie trzymali nigdy w ręku. Czy ktoś widział na codzień radosny uśmiech na twarzy prezydenta, premiera, czy jakiegoś posła, szczególnie z Prawa i Sprawiedliwości?. No może u Gosiewskiego, ale akurat on sam wyzwala w narodzie uśmiech swoim naturalnym obrazem. A czegoż oni się boją?. A boją się duchów cmentarnych o biblijnych imionach Miro i Zbychu, które coś tam w tajemnicy knują dla wyłącznie swojego dobra. Boją się też ludzi w sutannach i habitach, którzy w gruncie rzeczy rządzą tym nieszczęsnym krajem. Oni z ambon oraz za pomocą środków medialnych w których obok wystraszonych dziennikarzy, mają najwięcej do powiedzenia ostatecznie decydują o tym, jaka partia ma dojść do władzy. Jaka?. Taka która będzie wypełniać decyzje płynące z Watykanu poprzez przedstawicieli w osobach panów Dziwisza, Pieronka, Nycza, czy wreszcie Michalika, ba nawet Gowina, cywilnego czujki sejmowego. Akurat ta "władza" boi sie jeno wyroków sądowych w Strasburgu. Dzięki takiej oto strukturze władzy mamy państwo ponure, smutne, bez perspektywy postępu cywilizacyjnego, a jego obywatele wszelkich praw obowiazujących w UE muszą dochodzić w trybunale strasburskim. Możemy być jako naród w środku Europy dumni z jednego. Otóż jesteśmy narodem uwrażliwionym na tzw. uczucia religijne. Ktokolwiek spróbuje je naruszyć, znajdzie się przed obliczem Temidy, która w Polsce jest równie uwrażliwiona.
No i tyle było do udowodnienia, jak mawiają matematycy.


Uśmiechnij się:

Pewien koleś pokazuje fotografię swojemu koledze w pracy:
To zdjęcie zrobiłem w Ciechocinku. Widzisz te babki? Z każdą z nich spałem, kiedy byłem tam ostatnio w sanatorium.
Kolega z zaciekawieniem ogląda fotografię i nagle zauważa na niej zdjęcie swojej żony. Strasznie zdenerwowany, chce się upewnić.
-Z tą też spałeś?
Nie, z tą nie. Ona jedna była wierna.
-Uff, odetchnął z ulgą.
Wyobraź sobie, że jako jedyna przyjechała z mężem i z nim wyjechała.

czwartek, 5 listopada 2009

WRESZCIE POZNAŁEM ANIĘ



Nie tę z Zielonego Wzgórza, lecz tę z Gdańska-Wrzeszcza. Ania, to śliczna, mądra, zmysłowa, młoda kobieta. Do tego artystka malarka. Jej dzieła wypełniają galerie w kraju, ale przede wszystkim za granicą. Dlatego Ania ciągle przebywa w podróży. Kursuje między Wiedniem, Paryżem, Berlinem, Mediolanem, Saint Tropez, Nowym Jorkiem, Malme, Alicante ,Londynem, Cannes, Regensburgiem i wielu innymi miastami świata artystycznego, by osobiście prezentować swoje prześliczne dzieła. A ma co prezentować. Wystarczy zajrzeć na Jej stronę internetową www.annabocek.com, by poczuć mrowienie podziwu dla talentu, wyobrażni, wrażliwości i pracowitości. Bo Ania to nie tylko urodzona malarka. Jej pomysłami na wystrój wnętrz chwali się m.in. Muzeum Bursztynu w Gdańsku, Muzeum Przyrody w Krakowie, Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu, Muzeum Archeologiczne w Gdańsku, ale też zaprojektowała wiele innych aranżacji przestrzennych w kraju i za granicą. Ta przesympatyczna kobieta (raczej dziewczyna, bo młodość ma swoją nomenklaturę) mimo nawału zajęć w realizacji weny twórczej, znajduje jeszcze czas na pogaduszki i spotkania towarzyskie. W takich uczestniczyłem. To wielka frajda rozmawiać z Anią. Jako laik w dziedzinie malarstwa, nie bardzo potrafię dogłębnie ocenić Jej dzieła poza wyrażeniem podziwu dla kunsztu. Wiem jedno. Są znakomite, skoro wypełniają tak znane, światowe galerie. Ta dziewczyna wbiła mnie w dumę, bo Ania należy do mojej rodzinki.

Uśmiechnij się:

Reklama: Jąkasz się?, nie wymawiasz "r"?. Pomożemy ci. Pytaj w aptekach o cyklopentanoperhydrofanaltren.


sobota, 24 października 2009

PATRZĘ W NIEBO, GWIAZD SZUKAM



Że posłużę się słowami wieszcza Adama. Niestety, między szarymi jesiennymi chmurami znajduję jeno tandetę, którą nasze, w rzeczy samej w większości proste społeczeństwo zalicza do megagwiazd, a nawet skarbów narodowych. Jakaś Jola Rutowicz, która z nadzwyczajnym wysiłkiem szczątkowego intelektu zgaduje, iż pan Nowicki to chyba jednak aktor. Jakaś Frytka czy inna Doda, która wniosła do skarbnicy narodowej kultury swoje wypielęgnowane półdupki. No, może jeszcze kilka innych pseudogwiazdeczek, które spowodowały początki jaskry mojego wzroku, bo zapomniałem użyć przyciemnionego szkła. A jakich to ja gwiazd szukam zaiste?, zadaję sobie retoryczne pytanie. Przecież co kilka dni prawdziwe gwiazdy spadają bezpowrotnie z niebieskiego firmamentu . Odeszli raz na zawsze: Szczepkowski, Bardini, Czechowicz, Rudzki, Wichniarz, Fijewski, Opaliński, Łomnicki,Filipski, Maklakiewicz, Wilhelmi, a ostatnio Niemczyk, Dziewoński i wielu innych, których moja pamięć nie potrafi w tej chwili odszukać. Celowo przytaczam męskie postaci, bowiem gwiazdom płci żeńskiej udaje się dłużej pozostawać na tym padole.
Nie ma gwiazd, przeto nie ma też dobrych filmów. Filmów godnych prezentacji na światowych festiwalach. Nawet gdy jakowyś film wysyłamy na konkurs, nie kwalifikuje się on do nominacji, nie mówiąc już o nagrodach czy chociażby wyróżnieniach. Nawet hit Wajdy "Katyń"potraktowano z przymrużeniem oka, jako dzieło wyjątkowo polityczne, na zamówienie polskiej prawicy.Tak mówią krytycy. Wymierają dobrzy aktorzy, wymierają też dobrzy reżyserzy. Wielką stratę polski film poniósł po nagłej śmierci m.in.Krzysztofa Kieślowskiego, czy też Barei. Zanim ktoś ich godnie zastąpi upłynie dużo wody w Wiśle.

A filmy, no cóż, stać nas co najwyżej na takie produkcje jak "Galerianki", propagujące obrzydliwe zachowania zdeprawowanych podlotek, które za świecidełka pozbywaja się (wstydliwej wobec koleżanek szkolnych) cnoty dziewiczej. Nie ważne dla nich, czy ową cnotę zagospodaruje młodzieniec, czy też starzec, któremu podnosi ciśnienie już tylko viagra. Byle miał pieniądze i zrealizował zakup nowego modelu telefonu komórkowego, wytartych spodni dżinsowych, czy odtwarzacza mp4. Nie gardzą żywą gotówką, jak to prostytutki. Aktoreczkom dobranym do realizacji tegoż filmu, włożono w usta tekst złożony wyłącznie z wulgaryzmów.Dla nich znajomość pięciu wyrazów zaczynających się na p lub ch, wystarcza do prowadzenia konwersacji. Wyszedłem z kina z wielkim autentycznym obrzydzeniem, mimo, że zaliczam się do względnie zdemoralizowanych osobników rodzaju ludzkiego.

Gdzie te czasy, gdy w kinach prezentowano filmy dla tzw. grup dyskusyjnych. Gdzie te czasy, gdy młodzież szkolna (licealna) jeden raz w miesiącu szła do domów kultury na prezentację dobrej, przeważnie poważnej muzyki w ramach tzw. artosów. Kto wtedy z nich myślał o łatwym sposobie zdobywania świecidełek poprzez prostytułowanie się. To było nie do pomyślenia. Dzisiejsza młodzież chłonie muzykę z sektora chłamu, gdzie cały utwór składa się z jednej zwrotki,naszpikowanej wyrazami, których przytaczał nie bedę, bo jest mi zwyczajnie wstyd. Czy to się zmieni? Nie!. Nie, bo na kulturę brak pieniędzy. Pieniądze w pierwszym rzędzie, poza dobrym uposażeniem decydentów należy wydawać na bardziej potrzebne dzisiejszej Polsce instytucje. A więc na IPN, CBA, CBŚ, Kościół katolicko-ginekologiczny, ubezpieczenia dla rolników (bo się koalicja rozpieprzy), wojny arabsko-amerykańskie oraz wiele innych instrumentów zapewniających stabilność władzy rządzącym. Dobrze, że w pakiecie telewizji kablowej mam kanał Kultura. Kanał, który nie zawsze ze smakiem (bo pozostaje jednak w zarządzie TVP), to jednak od czasu do czasu pokazuje dobre filmy i sztuki teatralne z tamtych "podłych" lat. Niestety, większość społeczeństwa III Rzeczypospolitej Pomrocznej musi sie zadowolić telewizją publiczną, a więc Pospieszalskim, Wildsteinem, Ziemkiewiczem, Cejrowskim i uroczą siostrą Szymallą. I to jest właśnie powód do wielkiego polskiego wstydu. To by było na tyle. Jedźmy, nikt nie woła!.

Uśmiechnij się:

Mąż sądząc, że żona śpi ogląda strony porno w internecie. Żona jednak się przebudziła, stanęła za nim i też ogląda.
Nagle gościu słyszy:
Stop! pokaż poprzednie zdjęcie. Nie, jeszcze wcześniejsze.

Przewija zdjęcia i słyszy:
O!, takie zasłony do kuchni chcę.

piątek, 23 października 2009

SŁOWA SŁOWA SŁOWA




Jest to powiedzenie, które utarło się w środowisku bohemy aktorskiej, wśród publicystów i gadających bez sensu głów, a które swój źródłosłów bierze z odzywki samego... Hamleta. A więc warto je cytować, chociażby dla podkreślenia w oczach i uszach odbiorców swojej inteligencji, i co by tu nie mówić, erudycji. Słowa słowa słowa. Jak łatwy towar, którym wypełniamy wszelkiego rodzaju audycje telewizyjne, komentarze prasowe czy wreszcie prozę życia.

Gdyby nie nuda emerycka, prawdopodobnie nie włączyłbym telewizora, gdzie prawie na każdym kanale informacyjnym, przez cały dzień wałkowane są często duperelne wydarzenia. Aby podkreślić wartość informacji, a często dla wypełnienia czasu antenowego, zaprasza się kolejnych dyskutantów (daj Boże z różnych politycznych orientacji), by swoją opinię wyrażali na temat stanowiący dzienny gwóźdź programu. Najczęściej jednak zaprasza się takich dyskutantów, którzy (jak z góry wiadomo) przyklaskiwać będą, a jakże podzielać opinię usłużnych władzy dziennikarzy.Vide; Szkło Kontaktowe. Nie dorobiliśmy się jako kraj uchodzący za demokratyczny, mediów w miarę pluralistycznych, a tym bardziej mediów gdzie każdy, ktokolwiek ma coś mądrego do powiedzenia, wzorem hyde parku, mógłby wygłosić swoje racje. No może poniekąd Superstacja. Niestety, ten początkujący wśród polskich mediów kanał TV, z biedy lub zachłanności na kasę, załadowany jest reklamami, wtykanymi nam co 15 minut, co jest chyba zjawiskiem wyjątkowym w świecie. Zanim widz zaangażuje się myślowo, być może w interesująco poruszany problem, już jego uwaga jest wytrącana przez proszki do prania, odchudzające margaryny, tanie telefony komórkowe służące do wszystkiego. Czy wreszcie jak zahamować totalną sraczkę przed pójściem na spotkanie z chłopakiem.

Podobnie wygląda nasza prasa. Zresztą większość dzienników w gazetowych wydaniach jest własnością obcego biznesu. Zatem posłuszni, dobrze zarabiający dziennikarze piszą w tych gazecinach to co nakazuje boss. Wiadomo jednak, że duży business nigdy nie pozostaje w rękach ludzi o poglądach lewicowych, zatem wszelkie informacje prasowe to nic innego jak słowa słowa słowa, przychylne liberalizmowi i gospodarce dużego pieniądza. Z kolei taki podział prasowy stwarza konkurencję a także okazję do poniewierania opozycją polityczną. Nie bez kozery najwieksze afery dot. partii Tuska ujawniane są w dzienniku Dziennik (który z powodu braku zainteresowania czytelników połączył się z Gazeta Prawną), a także w Rzeczpospolitej. Są to bowiem redakcje w swoim czasie zagospodarowane przez braci Kaczyńskich. Zatem znajdujemy tam jeno słowa słowa i tylko słowa, które dzięki obsadzie przez PiS policji politycznej przeciekają z CBA .Pokorny ponoć pan premier, a może bardziej wystraszony niżeli należałoby, nie likwiduje tejże instytucji, chociaż zapowiadał to w expose, bo diabli wiedzą co tenże Kamiński na rozkaz swoich szefów, czyli braci K. na niego i PO wstrętnego przygotował. Bo jak można było zaufać facetowi, który z koszem jaj jeździł do Paryża, by nimi rzucać w parę prezydencką? Teraz wywalając na zbitą buzię tego smutasa sam drży o swoją polityczną przyszłość. Bo niestety zgodnie z mądrym przysłowiem Qui se metui polent, metuant ipsi nocesse est, czyli, kto chce by go się bano, z konieczności boi się sam. Pan premier boi się wyraźnie, tym bardziej, że wespół z Kaczyńskimi powołał do życia ten przybytek prowokacji i bezmyślnego szastania pieniędzmi publicznymi. Bo co tu ukrywać, takich pleybojów jakim jest pan Tomek, w CBA "pracuje" cała masa.To kumple z Ligi Republikańskiej. Mówiąc szczerze, prawdopodobnie spotkania cmentarne członków rządu pana Tuska nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie Kamiński. Podsłuchiwał on cmentarne dysputy i spotkania nie dlatego, że leżało to w interesie państwa, ale w interesie ukochanego przezeń PiS-u i Kaczyńskich. A swoją drogą,na miejscu Chlebowskiego i kumpli połączyłbym owe wyprawy na cmentarze z faktem, iż zbliża się Święto Zmarłych?. A że były tam jakieś słowa typu Miro, Rysiu, czy Zbysiu?.Pełno ich przecie na tablicach nagrobnych. To tylko słowa słowa słowa. Amen.

Uśmiechnij się:

Do taksówki wsiadają dwie paniusie, które z miejsca zaczynają rozmowę ze sobą.

-Ach, moja kochana, nie masz pojęcia o tym, jak dzisiejszym ludziom brakuje kultury. Wyobraź sobie, wczoraj moi znajomi podali widelce do ryb, którymi z reguły je się ciasto.

-To jeszcze nic. Moi znajomi kochana, podali na stół kompot w wazie do zupy!.
W pewnym momencie odzywa się taksówkarz:
Mam nadzieję, że panie nie wezmą mi za złe, że siedzę do nich tyłem?.

niedziela, 18 października 2009

ŁOOO MATKO JEDYNA




Cud najprawdziwszy w Sokółce, czyli na bliskim wschodzie naszej pomrocznej umęczonej łojczyzny. Gdzie nie jeden już bohater umęczonego znojem ludzkim i wyjątkowym zacofaniem cywilizacyjnym naszego kraju został świętym. A to dziewica przecudnej urody nie chciała Niemca, za co została nagrodzona pośmiertnie rajem niebieskim. A to inne z kolei bohaterskie cnotliwe dziewcze, co to wolało umrzeć, niżeli oddać się żołdakowi, tym bardziej ruskiemu. Dzięki temu, że mieliśmy swojego papieża, "pogłowie" świętych polskich zwiększyło się do tego stopnia, że w niebie zajmują główny areał anielskiego ukwieconego parku. Co ławeczka to polski święty albo i kilku. Chyba z nudów zabawiają się w klasy lub berka bo nie zawsze pilnie strzegą spraw ojczyźnianych, do czego są zobligowani ze względu na pochodzenie narodowościowe. Brak zdyscyplinowania niebieskiego powoduje to, iż coraz częściej jesteśmy zalewani powodziami z rzek i alkoholu. Zdarzają się też długotrwałe susze i wtedy musi na klęczkach interweniować Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Z tym jednak, że modlitwa sejmowa nie ma ograniczeń wymiarowych w skutkach. Ostatnia parlamentarna modlitwa o deszcz spowodowała właśnie ogromne powodzie na terenach bogobojnych. Tu pan marszałek Sejmu, jako organizator pielgrzymki do sejmowej kaplicy przegiął pałę, tym bardziej, że zgodnie ze zwyczajem narodowym polscy rolnicy z reguły się nie ubezpieczają w PZU, licząc na opiekę boską i trochę litościwe wzruszenie premiera, który ma w zwyczaju troskliwe odwiedziny powodzian. Nasz zapyziały, biedny, co by tu nie mówić kraj, ratuje się zatem cudami, których w ostatnich latach jest bez liku. A to Matka Boska usiadła sobie wygodnie na cmentarnej wierzbie i do dzisiaj ściąga setki gapiów ubranych w znajome berety, a to ukazała się Najświętsza Panienka na szybie okiennej, nieustannie zakurzanej pyłem węglowym na terenie Śląska. Na takiej szybie można się dopatrzeć nie tylko tej postaci. Z kolei na Mazowszu niedawno bogobojne kobiety zauważyły Matkę Boską na parapecie w pozycji siedzącej.Niestety nogami nie majtała. Ostatni, coraz bardziej nagłaśniany cudowny przypadek w Sokółce winien napawać nadzieją i radością polskich kardiochirurgów. Bo oto za pomocą małego płatka rozpuszczonego w wodzie możemy produkować żywe, do tego święte tkanki mięśnia sercowego w sam raz na przeszczepy. To dopiero cud. Albo po prostu ciemnogród, bo jak powiadał jeden z czynnych księży oni sami pozostają sceptyczni, a często po prostu nie wierzący. Racje mają ci, co twierdzą, że Kościół katolicko-ginekologiczny chwyta się brzytwy by zatrzymać owieczki, coraz częściej uciekające ze stada. A że dzieje się to w rejonie rzeczywiście bardzo uległym klerowi, przeto pomysł z cudem bardzo trafny. Tylko patrzeć jak do Sokółki ciagnąć będą rzesze łatwowiernych (oczywiście z Polski), tarasując wąskie drogi, bo autostrady akurat na tych terenach nie są planowane, poza ciągle problematyczną obwodnicą Augustowa. Ludność sobie nie życzy. "Autostradami jeździjta sobie do tej żydowskiej Brukseli sami, a nas zostawta z Leszkiem, Jarkiem i łojcem doktorem Rydzykiem w spokoju". Nam takie drogi wystarczą by dojechać do Sokółki, czy też Świętej Lipki. Czekamy zatem na następny cud, choćby mniemany, jak wszystkie.

Uśmiechnij się:

Dyrektor w delegacji służbowej zwraca się do recepcjonisty hotelowego: -Poproszę pokój jednoosobowy na pierwszym piętrze, oraz drugi pokój jednoosobowy na trzecim pietrze dla mojej sekretarki.
Ma pan tu klucz do pokoju dwuosobowego na parterze...
-Ale ja prosiłem....

Recepcjonista uprzedza jego dalszy wywód i mówi: Bardzo nie lubię gdy goście hotelowi w nocy biegają po korytarzach w piżamach.

poniedziałek, 12 października 2009

CZY NORMALNYM JEST CZŁOWIEK, KTÓRY...




Właśnie. Czy normalnym jest człowiek, który wraz z watahą Giertycha czyli członkami Ligi Republikańskiej, m.in Farfałem, Bosakiem i innymi piwoszami (5 piw), w trakcie wizyty naszego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w Republice Francji, pojechał do Paryża z koszem kurzych jaj. Pojechał nie na handel, ale po to, by na oczach całej francuskiej elity politycznej rzucać nimi w człowieka, którego naród polski wybrał głową państwa. Tak było. Był to Mariusz Kamiński, póżniejszy szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego z łaski PIS i PO. Ten sam człowiek jeszcze kilka lat temu każdego roku 13 grudnia koczował do północy pod domem generała Jaruzelskiego przy świecach, wyrażając swój gniew za stan wojenny, w czasie którego biegał w krótkich spodenkach po watę cukrową. Ten sam człowiek z wyżej wspomnianą watahą kumpli opłacanych z kasy LPR zakłócał przy poklasku władz naczelnych wszystkie postępowe marsze, których przesłaniem był postęp cywilizacyjny oraz dążenie do świeckości państwa. Ten sam człowiek , który w dniach świąt państwowych powodował chuligańskie ekscesy w czasie składania wieńców przez przedstawicieli lewicy polskiej. Odpowiedź jest jednoznaczna. To nie jest człowiek normalny. Jego ponura, niezadowolona z życia twarz przypomina rozjuszonego byka w czasie walki. Niech ktoś sobie przypomni, choćby lekko zarysowany uśmiech na twarzy szefa CBA. Ot, taki nieprzejednany, można powiedzieć bezlitosny typ był potrzebny PiS na stanowisko policji politycznej. A że, ze strachu przed lewicą i zgodnie z doktryną prawicy, PO poparła ustawę o CBA to już inna sprawa. Sami sobie zgotowali ten los. Wszystkim nam było wiadome, co to jest AWS, czyli jajo z którego wykluł się PiS i PO, partie które jako razem rządzące skompromitowały się pod przywództwem pięknego Maryjana. Wszyscy chcieli rządzić, a ponieważ dla wszystkich by zabrakło dobrych stanowisk, mimo błogosławieństwa Kościoła, musieli się podzielić. Podział jednak nie był na tyle skuteczny by mógł oświecić rozum. Generalnie działali razem, chociaż osobno. W wyścigu o władze rządowe i prezydenckie powstawały konflikty, które przerodziły się w nienawiść. Na szczęście dla PiS-u pozostał na stanowisku Mariusz Kamiński. Ten akurat najbardziej zaufany człowiek Kaczyńskich, który wespół-zespół z innym tuzem ksywka Zero, poprzez działanie na niekorzyść partii opozycyjnych mocno się zapędził, bo pognębił w oczach Polaków swoje środowisko polityczne, po drodze doprowadzając do śmierci posłankę lewicy Blidę oraz wkręcając w afery koalicyjnych przyjaciół z Samoobrony. Zresztą czynił to z polecenia swojego szefa, któremu Samoobrona zaczęła śmierdzieć gnojem. No i co panie premierze Tusk. Ma pan rękę w nocniku, z którego wylewa się cuchnąca zawartość. A trzeba było zgodnie z zapowiedzią podczas wyborów przepędzić na cztery wiatry ten cały kosztowny bajzel zwany CBA. A jeżeli cokolwiek pana premiera, wówczas (elekta) powstrzymywało, to można było Kamińskiego wysłać do psychiatry. Kaftan pewny, z samej fizjonomii. Na nic się nie zdało lizusostwo w stronę Kaczyńskich oraz Kurtyki, szefa podobnego tworu za miliony złotych z kasy podatników. Wiele wskazuje na to, że w tej chwili jest pan skończony jako przyszły prezydent, bowiem Kaczyńscy pisząc prace doktorskie z dzieł Lenina, postępują zgodnie z zasadą twórcy państwa bolszewickiego która brzmi: "Władzy raz zdobytej, nigdy nie oddamy", chociażby po trupach dawnych przyjaciół z PO. Zresztą w całym procesie walki o władzę nic się Tuskowi tak nie sprawdza jak przysłowie: Kto czym wojuje od tego ginie. Mam na myśli niewybaczalne świństwo uczynione ręką podwładnego Miodowicza Włodzimierzowi Cimoszewiczowi.

Inna sprawa, to rozszalały stosunek hierarchii naszego Kościoła katolicko-ginekologicznego do problemu in vitro. Za nasze, zrabowane państwu z przyklaśnięciem władzy, w ramach "odszkodowań po PRL" pieniądze, kler nie tylko propaguje ciemnotę i gusła w salach seminaryjnych, ale nawet w wydziałach teologicznych, wydawało by się, świeckich uniwersytetów im. Adama Mickiewicza, Mikołaja Kopernika i wielu innych. Namacalnym symbolem jaj czynionych z nauki jest śmieszny doktorat ojdyra Rydzyka.Jakże śmieszny też w tym kontekście, pozostaje Instytut Badań Rozwoju Człowieka im. Pawła VI, którego m.in naukowym zadaniem jest badanie śluzu pochwowego. Cóż to za instytucja godna XXI wieku. Bodaj wszyscy tam zatrudnieni to "kandydaci" do nagrody Nobla. Na podstawie wyników badań, sposobem być może organoleptycznym (może poprzez lizanko), "poświęcony naukowiec" wyda werdykt, iż niekoniecznie winniśmy stosować metodę in vitro, by posiąść upragnione dziecko. Wszystko zależy od: smaku, powonienia, przylepności śluzu i tylko Bóg wie czego jeszcze, by chłop jednak sam, bez jakiś tam sztucznych zapłodnień zrobił babie dzieciaka. I oto właśnie chodzi w tej naszej zapyziałej od czerni i zwykłej pomroczności Rzeczypospolitej.

PS: Pan prezydent jednak podpisał Traktat, ale uczynił z tego faktu fetę na cztery fajerki. Palce lizać.

Uśmiechnij się:

Podczas lotu samolotem pasażer mówi do sasiada:
-Niedobrze mi, chyba bedę wymiotować, co robić?
Naciśnij pan ten guzik nad głową!.
-A po co?
Wówczas u stewardessy zapali się światełko.

-To ja tu ku*wa chory, ledwo żyję, a ona nie potrafi sobie sama zapalić!?

wtorek, 6 października 2009

ABSMAK ZUPEŁNY


Podpisze, czy nie podpisze, oto jest pytanie. Jak mówią tajemne źródła tkwiące w przeciekach z kancelarii prezydenta, podobno nasz dumny pierwszy po Bogu, w wyniku pozytywnego dla UE referendum irlandzkiego, skłania się do złożenia podpisu pod traktatem lizbońskim w najbliższą środę, czyli jutro. Oczywiście jeszcze w ciągu nocy przemyśli swój zamiar, a może pogada z Vaclavem Klausem, narodowcem czeskim, czy w ogóle warto uczynić taki krok.Toć to zupełny absmak. Nie po to blokował traktat przez trzy lata, by teraz ad hoc go podpisywać. Jeżeli już jednak zdobędzie się na ten wysiłek, to zrobi to z wielkim szumem medialnym na oczach gawiedzi złożonej z dziennikarzy krajowych i zagranicznych reprezentujących wszystkie krajowe i światowe media. Należy się spodziewać przedstawicieli CNN, CBC ,Routera,ITAR- TASS, BBC, France Presse i diabli wiedzą kogo jeszcze, nie mówiąc już o telewizji Trwam i Radiu Maryja, które to media zwykle miały otwarte szeroko drzwi u obu panów K. Ufając swojej władzy i wiedzy, prezydent nie grzesząc skromnością, nie zdaje sobie sprawy, że reprezentuje kraj, którym wyraźnie gardzi współczesny świat przez to, iż jest zacofany i w gruncie rzeczy ubogi. Nie zrobiliśmy żadnego kroku gospodarczo-politycznego, który by nas lokował pośród bardzo cywilizowanych narodów. Zapyziała, blokowana wstecznictwem Kościoła katolicko-ginekologicznego Polska, jawi się w oczach tych w Europie i świecie, którzy nigdy tu nie byli, jako siedlisko dzikiej zwierzyny i ostoja niedźwiedzi. I właśnie takiego kraju prezydentem jest dumny pan Lech K. Jak pisze mój ulubiony dziennikarz red.B. Łagowski, w Polsce jeszcze w XIX wieku obowiązywała pańszczyzna na rzecz właścicieli majątków i Kościoła, zniesiona razem z niewolnictwem Murzynów w Stanach Zjednoczonych. W niektórych aspektach od tamtej pory w naszym kraju wiele się nie zmieniło. Żyjemy w zakłamaniu i obłudzie gdzie biskup wsadza do więzienia policjanta za kontrolę drogową, a 150 tysięcy kobiet po zajściu w niepotrzebną ciążę skrobie się na terenie wszystkich otaczających nas krajów. Obywatele nadal wierzą bardziej w cuda produkowane z opłatka i kawałka mięśnia sercowego, niżeli w materialistyczną teorię powstania świata. Wstąpiliśmy do NATO i UE bo taki był trend, ale nijak nie potrafimy się dostosować do tej wymarzonej Europy. Pan prezydent wraz ze swoją, pożal się Boże minister Fotygą, skłócił z naszym krajem sąsiadów szukając przyjaciół za oceanem zaś wrogów za miedzą. Jakaś niezrozumiała nawet dla lekarzy nienawiść do Rosji zrodziła w Kaczyńskich potrzebę wykazywania się niepotrzebną rycerskością. Pojechał Lech do Tbilissi by powiedzieć zdziwionym Gruzinom, że napadła na nich wredna Rosja. Zdziwionym, bo przecież oni sami wiedzieli najlepiej kto pierwszy użył broni. Przy okazji przekonywał całe NATO, że czas na czujność bo Rosja się na nas szykuje w najbliższym czasie. Panowie Kaczyńscy rzeczywiście z tematem wojennym maja coś nie bardzo poukładane.Na wszelki wypadek rozpieprzyli nasz kontrwywiad i wywiad. Może dlatego nie odróżniają wojny od pokoju. Dla nich II wojna światowa skończyła się w 1989 roku. Gdzie oni się uchowali przez te długie okupacyjne lata diabli wiedzą, bo nie byli internowani, ani tym bardziej nie wywieziono ich na Sybir. Tak oto ta nasza duma narodowa, prezydent wszystkich Polaków w kraju i zagranicą do jutra pozostaje w ogromnym rozdwojeniu jaźni. Podpisze czy nie podpisze. Boże, żeby tylko nic mu się do tego czasu nie stało, bo do podpisu jeden krok, jeden jedyny krok nic więcej, jak mówi piosenka. To tyle na dziś. Zostańcie Państwo ze mną.

...................................................................................................................................
Suplemencik:

Jest środa 7 pażdziernika. O obiecanym podpisie ani mru mru.Wielu moim znajomym z którymi podejmuję temat wydaje się, że jednak nie podpisze. Dochodzę zatem do wniosku, że chyba nie warto zajmować się tym tematem, bo i nasz "bohater" to człowiek mało poważny i mało widoczny. On w tej chwili absorbuje się wraz z bratem rozwałką rządu PO. To cel nadrzędny na drodze do powrotu na salony władzy. Tak przy okazji, dziwię się Lewicy, która z takim rozmachem wspiera pisowską opozycję w walce z Tuskiem. Nie tędy droga do poprawy notowań przed wyborami w przyszłym roku. Lewico,panie Napieralski nie idżcie tą drogą jak się rzekło w swoim czasie byłemu prezydentowi, który w tej chwili nabawił się mało rozpoznawalnej choroby w wyniku której śni mu się współpraca z Kaczyńskimi.To jakaś paranoja .Jako stały twardy wyborca z sercem po właściwej stronie, nie zgadzam się na to!.

Uśmiechnij się:
Młodzieniec do ojca swojej dziewczyny:
Czy mogę prosić o rękę pańskiej córki?

-A co?, nie ma pan swojej?
Mam, ale już jest zmęczona.

środa, 30 września 2009

CHAMSTWO, NIENAWIŚĆ, OBŁUDA,..I INNE WYRAZY



Jest o czym pisać. Pisać i mimowolnie złorzeczyć wczytując się w codzienne informacje prasowe. Oczywiście prasy dla zdrowo myślących. Nie uważam bowiem by zdrowy na umyśle człowiek mógł czerpać wieści ze szmatławców typu "Fakt", czy tym bardziej wielkonakładowego, sprzedawanego wiernym w kościołach po mszy "Gościa Niedzielnego." "Pisma" owe albo szokują swoich czytelników fotkami często fotomontażowymi (przypadek Polańskiego w celi) wraz z bzdurnymi komentarzami, albo wypowiedziami ludzi o skrajnych poglądach religijnych lub ideologicznych. W ten oto sposób ratują swoje gazeciny przed upadkiem, bo naiwnych u nas, w pomrocznej katolandii nie sieją. A oto inne przykłady smutnych wydarzeń.
Polskę i Europę obiegła, jakże dla pewnych środowisk wesoła nowina, że oto pan Cimoszewicz, przedstawiciel naszego rządu przegrał wybory na stanowisko przewodniczącego Rady Europy. Wygrał Norweg, co prawda też socjalista ale nie nasz, bo nasz to potomek wstrętnej komuny. Jak mógł wygrać skoro sztab obłudnego Tuska wystawił go na odstrzał, byle nie zagrażał mu w konkurencji o prezydenturę. Bez jakiegokolwiek lobby politycznego ze strony swojego kraju musiał przegrać. Tym bardziej, że Polska skłócona prawie z całą Unią i Rosją, nijak nie może oczekiwać przyjaznych gestów. Nawet Rosjanie, którzy akurat do Cimoszewicza nic nie mają, po ostatnich cyrkach politycznych ze strony Kaczolandu, godzących w ich ambicje, na czas głosowania wyszli na korytarz. Oczywiście komentarze internetowe tłumaczą klęskę naszego kandydata tym, iż jest on synem pułkownika Wojska Polskiego. Otóż taki komentarz może wyjść tylko z głowy, gdzie mózg ma ogromny luz i turla się po obrzeżach głupoty i prostactwa. Pan Włodzimierz jest doktorem prawa, posługuje się obcymi językami. Ma ogromny dorobek polityczny począwszy od stanowiska ministra, poprzez marszałka sejmu aż po premiera . Właśnie dlatego jest mądry i solidnie wykształcony, bo pochodzi z rodziny inteligenckiej, podobnie jak Kaczyńscy, którzy swe wykształcenie zawdzięczają ojcu na wysokim stanowisku w tamtych podłych czasach. Tyle tylko, że do języków obcych mieli i mają wrodzony wstręt. Wydawało by się zatem, że wy, z bożej łaski komentatorzy na pewno (tak sądzę z waszych wypowiedzi) jesteście potomkami nieuków, a przy tym kompletnych ignorantów i tak wam zostało pokoleniowo .Jesteście też istnymi kalekami w dziedzinie historii najnowszej, a wasza wiedza, dość okrojona i sfałszowana pochodzi z wypocin "magistrów"IPN. Wasze pseudo-wypowiedzi, często z błędami ortograficznymi na to wskazują aż nadto. Inaczej nie sposób sobie tego wszystkiego wytłumaczyć. Właśnie wam podobni przedstawiciele zasiadają dzięki Radiu Maryja w ławach sejmowych. To ci wszyscy, którzy miast zajmować się Polską, głowią się nad ustawami, w których zabraniają rodakom noszenia koszulek z symbolami lewicowymi. A niech to diabli. Che Guevara przewraca się w grobie ze złości, że niejaki poseł Mularczyk w Polsce zabrania mu prezentacji rewolucyjnego uśmiechu na młodzieżowych tiszertach. Sejm złożony w dużej części z podobnych typków jest nie tylko śmieszny, ale i bardzo szkodliwy. Taki sejm zdolny jest jeno do uchwalania idiotyzmów w ocenie myślących. Taki sejm dla zabezpieczenia swojego istnienia i ochrony przed totalną krytyką powołał do swojej dyspozycji policję polityczną typu IPN oraz CBA. Co prawda ponad 120 prokuratorów tam zatrudnionych za 12ooo miesięcznie nie ma zbyt dużo pracy, ale przydaje się na każde skinienie, szczególnie twórców niedoszłej IV RP, czyli PIS-owców, w większości stanowiących ściek polityczny po przegranych wyborach, przygarniętych przez prezydenta. Ostatnio ścigają jakiegoś milicjanta z lat 70- tych, który na trasach pielgrzymkowych rozrzucał kondomy oraz owoce róży, by spowodować swędzenie nóżek aż po uda, a może i wyżej. Wtedy kondomy jak znalazł (na szosie). Powiedzcie, że to kabaret bo oszaleję. To na takie dzieła IPN, rząd wydaje setki milionów złotych z naszych podatków.

Bardzo aktualny temat pt. Alicja Tysiąc. Wszystkie stacje telewizyjne, już nie wspominam o katolicko-narodowej prasie, komentują korzystny dla pani Alicji wyrok sądu katowickiego. Przegrał cytowany wyżej Gość Niedzielny, który cynicznie, wręcz chamsko obraził panią Tysiąc, nazywając ją morderczynią, a sam zamiar aborcji przyrównał do holocaustu. Nie pomogła obecność na sali sądu hordy kleryków i świątobliwego Marka Jurka. Sąd tym razem zachował się tak, jak przystało na sprawiedliwą Temidę. Wyrok ten spowodował właśnie dysputy w których starano się upodlić mimo wszystko panią Tysiąc. Nawet poseł PIS, rzeźnik nienarodzonych w ilości ponad tysiąc dwieście , niejaki Piecha poprzez swoje nawrócenie katolickie poniżał tę niewinną kobietę. Wespół zespół z innym rydzykowcem, Girzyńskim, w programie red. Lisa nie dopuszczał do głosu tych, którzy wyrażali uznanie i podziw dla pani Tysiąc. To tacy są właśnie przedstawiciele składu sejmowego. To ta sama materia, o której mówiłem powyżej.

SLD róbcie coś, by was widziano, nie tylko przy majstrowaniu wokół TVP, bo nie jesteście w stanie i tak uprzątnąć nagromadzonych tam śmieci. Jest tyle niesprawiedliwości i upokorzeń, że roboty w obronie człowieka jest aż nadto. Do tego jesteście powołani. Taka jest ideologia i podstawowa doktryna socjaldemokracji . Różne gierki z Tuskiem czy Kaczyńskimi przynoszą wam tylko ośmieszenie i w sumie klęski wyborcze. Macie mnóstwo pracy. Chociażby to, że powinniście i musicie obronić niewinnego, dobrego policjanta wtrąconego do więzienia za zatrzymanie i mandat 200 zł. za jazdę bez pasów i przekroczenie prędkości na wąskiej bieszczadzkiej szosie dla kierowcy, który akurat wiózł arcybiskupa Michalika. Wtedy to pan arcybiskup raczył ściągnąć tyłek z tylnego siedzenia, a gdy też udało mu się wysiąść spytał policjanta, czy on zdaje sobie sprawę z kim ma do czynienia. Kiedy nieszczęsny policjant odpowiedział: nie wiem proszę pana kim pan jest, bo prawdą jest że dość często takie słowa padają od naszego poselstwa i innych kacyków zatrzymanych do kontroli, abp Michalik postanowił zgnoić go. I to w sposób iście miłosierny, po katolicku. Wykonał kilka telefonów do komendanta w Rzeszowie w wyniku czego policjant stracił pracę a następnie w myśl dalszego miłosierdzia zgodnie z życzeniem pana w fiolecie trafił do więzienia. Tak tu w Polsce, w kraju demokratycznym, członku Unii niestety bywa. Sądzę, że tenże policjant zwróci się do Strasburga o odszkodowanie i jestem przekonany ,że tak jak pani Alicja Tysiąc je otrzyma. To nic nie znaczy, że nasz pan prezydent wyznaniowy nie podpisał Traktatu oraz załącznika o podstawowych prawach obywateli. Mimo to, ten policjant wygra. Szkoda tylko, że dzisiaj w wyniku chamstwa, nienawiści i obłudy wysokiego przedstawiciela Kościoła musi cierpieć. A my normalni razem z nim.

Uśmiechnij się:

Dwóch gejów jechało samochodem. W pewnym momencie lekko uderzył w nich inny kierowca. Winowajca zaczyna prosić:
Panowie, nie dzwońcie na policję, dam wam 100 złotych.
-Heniek dzwoń po policję.
Panowie, dam wam 200 złotych.
-Heniek dzwoń.
No dobra, dam wam 500 złotych.
-Heniek dzwoń po policję.
Nie chcecie, to ch*j wam w d*pę.
-Heniek, nie dzwoń. Facet chce się dogadać.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...