sobota, 30 lipca 2016

MIĘDZY SŁOWEM I MILCZENIEM


                            Upadek bez krzyża.
Mówi się, że mowa jest srebrem a milczenie złotem, a Kościół zna się na kruszcach, szczególnie tym drugim, pomyślałem sobie w kontekście trzeciego dnia wizyty Ojca Białego w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Program dnia był wypełniony pod sam dekiel, bo już o godzinie ósmej papież był zmuszony do pobudki, bowiem zaraz po porannej modlitwie musiał udać się w towarzystwie kilku samochodów średniej klasy wypełnionych ochroniarzami do byłego hitlerowskiego obozu Auschwitz. W cichym towarzystwie kamer oraz różnych przydupców rządowych, Franciszek sam przeszedł słynną bramę obozu by w milczeniu spacerować po ścieżkach obozowych. W milczeniu zatrzymywał
                 Pytanie na czasie
się w miejscach dokonywanych przez oprawców hitlerowskich kaźniach i fabryczkach śmierci co najmniej miliona istnień ludzkich. Ucałował twarze nie tylko żyjących więźniów, którzy jeszcze ostali się na tym łez padole, ale też narzędzia zbrodni, w tym słup szubienicy i ścianę śmierci. Podobnie milcząco zwiedził piece krematoryjne Birkenau zatrzymując się w celi, gdzie śmiercią głodową zginął ojciec Kolbe, który oddał życie za Polaka. Jak wiadomo 80% zamordowanych mężczyzn, kobie t i dzieci stanowili Żydzi, ale jak też wiadomo, Kolbe był antysemitą. Tu usiadł na krześle by pomodlić się za duszę Maksymiliana, a czy za dusze pozostałych ofiar, pozostanie Jego tajemnicą. Jedno jest pewne. Franciszek w swym przemówieniu z okna pałacu biskupiego na Franciszkańskiej 3 nawiązał do swych przemyśleń z Oświęcimia, Mianowicie powiedział, cyt: „Nie chcę mówić gorzkich słów, ale muszę powiedzieć prawdę. Okrucieństwo jeszcze się nie skończyło w Auschwitz-Birkenau. Także dziś torturuje się ludzi. Wielu jest więźniów poddawanych torturom, by
                 Bez przepychu.
zmusić ich do mówienia. Wielu jest przetrzymywanych w odosobnieniach jak zwierzęta.” W pięknej kolumnie samochodów i motocykli papież powrócił do Krakowa. Odwiedził szpital ciężko chorych dzieci na Prokocimiu, po czym, posiliwszy się obiadem (nie znam menu), wziąć udział w pięknej inscenizacji drogi krzyżowej na Błoniach. Podobało się to zebranym w ponad półmilionowym tłumnie, bo obok typowo sakralnych słów iście teatralna instalacja wypełniona była symboliką nawiązującą do świeckości. Widać to było po młodych twarzach. Wieczorem papież ponownie przemówił do zebranych pod wiadomym oknem.
            Na luzie
Tym razem jeszcze raz nawiązał do potrzeby podania ręki uciekinierom i emigrantom. Ten problem, a więc problem emigracji spod spadających bomb powtarzał w ciągu zaledwie trzech dni aż pięć razy. Chyba po to by ludzie ubodzy w miłosierdzie i litość (PiS) w końcu zrozumieli dramat ludzki XXI wieku. By władze Polski w osobach Kaczyńskiego, Dudy i Szydło, ale też prości katolicy potrafili w swych sercach wzbudzić odruch pomocy potrzebującym. Jeszcze do nas nie przybył ani jeden uchodźca a już Błaszczak (ten od multikulti) rozgłasza że jesteśmy bezpieczni dzięki temu że zmienił się rząd., a dodatkowo mamy pakt podpisany z JPII. Nie wiem na ile słowa Franciszka trafiły do
                  Bedę karał
serc i umysłów pisowskiego suwerena i nie wiem na ile Polacy w ogóle zrozumieli jego słowa, bądź co bądź wypowiedziane bardziej intelektualnie niżeli te wygłaszane podczas kolejnych miesięcznic przez ukochanego Jarosława pod Pałacem. Nie wiem, ale tak czy owak papież nieco namieszał w uczuciach wiernych katolików, chociażby słowami: „Tego wieczoru Jezus i my wraz z Nim obejmujemy szczególną miłością naszych syryjskich braci, którzy uciekli i nadal uciekają przed wojną. Witamy ich z braterskim uczuciem i sympatią”. W takich momentach Kaczyński, Szydło, Waszczykowski, Błaszczak i cała ta horda PiS zapewne zgrzytali zębami tak głośno, że gdyby nie śpiewy i tańce młodzieży świata, odgłos tych zgrzytów byłby słyszalny na każdej ulicy królewskiego miasta Krakowa. Cicho zachowywali się w tej kwestii nasi biskupi i wątpię, czy któryś z nich odezwał się do papieża na wczorajszym spotkaniu w tzw. cztery oczy. Nasi przywódcy odliczają już nie tylko godziny ale i minuty do odlotu Franciszka do Rzymu.
                  Słowo na dobranoc.
Zapewne niektórzy skorzystają z porad kardiologów, bo niestety zło się nie skończy. Komisja Europejska odrzuciła w całości ustawę ponoć porządkującą sprawy związane z Trybunałem Konstytucyjnym, ustawę, nad którą rząd procedował i uchwalał całą noc. W tej sytuacji posłowie Czarnecki i Waszczykowski wypowiedzieli się, że członkowie Komisji Europejskiej z jej przewodniczącym Junkersem przychodzą do pracy pijani. Nie wiem, czy poniosą za te słowa europejskie konsekwencje, ale gdyby premier Szydło miała samodzielne jaja to zareagowałaby w sposób druzgocący. Wiemy natomiast, że tak nie będzie, czyli alleluja i do przodu, jak mawia toruński władca pierścieni.

czwartek, 28 lipca 2016

OKRUSZKI Z PATENY


                  Święte słowa
Oż ty w mordę, chciało by się wykrzyczeć na słowa pana prezydenta Dudy wygłoszone podczas powitania papieża Franciszka. Pycha, pycha i kłamstwo w żywe oczy. W oczy tych Polaków, którzy mają już co najmniej 35 lat i cokolwiek pamiętają, a takich nas jest większość. Otóż powiedział on bez zająknięcia się, że naród polski dzisiaj cieszy się wolnością religijną, której to nie miał przed 1989r. O jakiej to wolności chrzani mówca?. O jakiej, bo wiem z najbardziej wiarygodnych źródeł, że w Polsce za samego Jaruzelskiego zbudowano więcej kościołów katolickich niżeli teraz, już w absolutnie wolnym kraju a i w całej Europie. Nie znam nikogutko, kto by nie ochrzcił w tamtych czasach dziecka, gdy rodzina miała takowe życzenie. Nie znam nikogo spoza oczywiście służb mundurowych i działaczy partyjnych, kto by nie wziął ślubu kościelnego, albo nie pogrzebał bliskich z udziałem księdza, chociaż ci ostatni cichcem brali takowe śluby, sam przygrywałem w wiejskiej parafii w porze wieczorowej takiej młodej parze na organach mimo nędznych umiejętności. Na budowę kościoła zawsze mimo biedy gospodarczej spowodowanej powszechnymi strajkami znalazły się materiały budowlane takie jak cement, deski i inne instalacyjne.. Władze komunistyczne
sprzyjały klerowi licząc na uspokojenie społeczne. Wystarczyło że proboszcz zadzwonił do sekretarza partii, a natychmiast znalazły się wszystkie potrzebne materiały, tak im bowiem nakazał Jaruzelski. Znam to z autopsji, bo bywałem na plebanii. Fakt, że dzisiaj pierwszy lepszy proboszcz żyjący w symbiozie z rządzącą partią PiS na uprzednio upatrzonym terenie wbije w ziemie krzyż to daje w ten sposób do zrozumienia władzom i wiernym że w tym miejscu będzie budował świątynię, nawet mimo protestów tych drugich, bo nikt w tej sprawie nie ma nic do gadania. Polska parodia Kościoła. Tak nazwał Franciszek fakty, gdy młodzi ludzie przychodzą do księdza w sprawie ślubu i natychmiast spotykają się z taryfą. Podobnie jest z pozostałymi sakramentami. Przecież to jest w Polsce nagminne proszę Waszej Świątobliwości. Popisał się nam więc pan prezydent, oj popisał. Popisał się też minister Gowin, który jako głuchy od urodzenia katolik nie usłyszał słów Franciszka o tym, że w imię miłosierdzia bożego, które to słowa są przesłaniem do polskiego narodu i myślą przewodnią całej papieskiej eskapady, mianowicie nie usłyszał gdy papież nie rozgraniczał uchodźców na chrześcijan i innowierców, w kwestii owego miłosierdzia, bowiem Bóg jest jeden kryjący się pod różnymi wyznaniami i wszystkim się należy pomoc, zresztą niezależnie od tego czy uchodźca poszukuje pracy i chleba, czy też ucieka on z rodziną przed bombami. Jakże różni się ta nasza polskokatolicka, utrwalona tysiącem pomników JPII wiara od tej papieskiej, franciszkańskiej. Papież w Polsce porusza się w ciemnicy.. Prowadzą Go tam gdzie nabierze opinii iż Kościół w Polsce jest biedny zgodnie z życzeniem Ojca świętego. Limuzyny pochowano w garażach. Liczą nasi pasterze na naiwność Gościa, ponoć zakupując 50 małych samochodzików marki matiz, którymi to niby nasi biskupi poruszają się po kraju. Nie chce mi się w to wierzyć, ale jak to się mówi, w każdej plotce jest część prawdy.

               Franciszkańska 3

Prawdziwy obraz miłości do papieża Biały Papa ujrzał dopiero na krakowskich Błoniach z masowych ust wszystkich przybyłych na ŚDM z 188 państw świata. To był naprawdę sympatyczny i radosny przekaz wierności religii watykańskiej, jednak inaczej jak to było za panowania Wojtyły. Nie tak sztampowo, bardziej kolorowo, wręcz żartobliwie z tangiem argentyńskim w tle. Nie dopuszczają władze myśli by Gość słuchał kogokolwiek poza nimi, dlatego nawet minister Kempa dopuściła się świństwa skreślając przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego prof. Rzeplińskiego z listy osób towarzyszących papieżowi podczas zaplanowanej wizyty w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Boją się rządzący o swój katolicki tyłek człowieka, którego akurat ten papież odznaczył medalem Pro Ecclesia et Pontificate (Dla Kościoła i Papieża) a który mógłby przekazać rzeczywistą prawdę o prawnych cyrkach w IV RP. Na razie zatykają więc uszy papieżowi daniną 500+ oraz powszechnym szczęściem narodu, nie mówiąc już o „wzajemnym zrozumieniu z UE”. Ani słowa o masowych zwolnieniach w celu ulokowania na tych stanowiskach swoich miernych ale wiernych. Pozostanie tajemnicą o czym papież rozmawiał z polskimi biskupami na zamkniętym dla mediów spotkaniu na Wawelu, ale przecieki są i nie są to sympatyczne słowa. Papież miał bardzo ograniczony czas, bowiem dzień był wypełniony ścisłym programem, także nawet nie zszedł do podziemi by odwiedzić grób Kaczyńskich mimo zabiegów w tej sprawie Beaty Kempy, która gotowa była zainwestować kupę forsy z kasy państwowej na instalacje ruchomych schodów, za to odwiedził w szpitalu z własnej woli ciężko chorego przyjaciela Kardynała Macharskiego. Przyglądam się tej kolorowej wesołej autentycznie masie młodych. Jakże jest to inna, młodzież od naszej, o twarzach smutnych jak oblicze kata. Ale jaka to ma być ta nasza, skoro na ŚDM IPN wydał specjalnie przewodnik po historii Polski w setkach tysięcy egzemplarzy w 9 językach, w którym to czytelnik dowiaduje się, że „wiara chrześcijańska jest dla nas Polaków oczywistością”,jak sen i mycie zębów, a wszystko co z tym się wiąże najlepszego stało się po rozpadzie bloku demoludów”. Dowiadujemy się też, że największym zagrożeniem dla Polski jest liberalizm europejski wpychający się do naszej ojczyzny, który propaguje zabijanie dzieci poprzez aborcję i środki poronne. A przecież to nie jest prawda, bo Polska była i jest państwem wielonarodowym, co prawda nie aż tak jak to było przed wojną,

                   Nie dowierzam.

ale jednak. Nie znajdziesz tam choćby wzmianki o tak wstydliwych dla dzisiaj rządzących, "epizodach" jak o chociażby nienawiściach rasowych, religijnych i kulturowych, skoro to historia,czyli wszystko to co pozbawiło nasz kraj tej różnorodności, np. Jedwabne, czyli przywarach charakterystycznych dla wyborców PIS. Na szczęście do Polski przybyło z różnych stron globu kilkaset tysięcy młodych, rozweselonych ludzi, z flagami swoich barw. W czwartek kilkoro z nich w parku Łazienkowskim śpiewając próbowało zatańczyć. Obok na ławce popijali piwo nasi rodzimi „młodzieńcy”. W pewnej chwili jeden z nich popatrzył na tych wesołych, kulturalnych ludzi i głośno się wypowiedział: Ale kurwa dzicz!. Niech to stanowi puentę tego posta. Dodam tylko, że ci mili kolorowi młodzi ludzie stąpają i pląsają po naszej ziemi. Tej ziemi.  Ziemi, która nosi ONR, Młodzież Wszechpolską, Terlikowskiego i posła Piętę.
PS: Mimo, że  się rozglądałem, wśród całej hordy dostojników Kościoła polskiego zabrakło mi  ojca doktora dyrektora Rydzyka, szefa twierdzy Toruń.
patena - talerzyk podstawiany wiernym pod brodę w czasie przyjmowania komunii. 


wtorek, 26 lipca 2016

MAŁO APETYCZNY FRANCISZEK


Katolstwo polskie.
Jak zwykle śledzę z wielką przyjemnością, ale też z atencją dla mądrego słowa cotygodniowe wydanie PRZEGLĄDU. Obok wielu poważnych artykułów pisanych rękoma światłych autorów, redakcja zamieściła głos Stanisława Obirka, profesora nauk humanistycznych, byłego jezuity pt. POPRAWIANIE FRANCISZKA. Franciszek przybywa do naszego kraju na ŚDM.
Ten papież dla polskiego narodu i polskiego Kościoła jest mało apetyczny, a przybyć musi bo impreza zapowiedziana jest już od kilku lat. Dlaczego tak mało apetyczny, ano dlatego że nie naśladuje cepeliowskich zachowań swego poprzednika, którego sam kanonizował, czyli Jana Pawła II. Tego którego słowa o wadowickich kremówkach mówiły wiernym nad Wisłą więcej niżeli wydane przezeń kolejne encykliki. Wydawało by się, że ten wypiek przeniósł w oczach Polaków Wojtyłę do panteonu wieczności. Wymachiwanie rękami w rytm ukochanej, odpustowej melodii pt „barka” pobudzało wielu Polaków do życia bardziej niżeli najwyższej klasy afrodyzjaki. Z kolei wielu tłukło się pociągami i samochodami do Wadowic by uszczknąć chociaż kęs normalnej dla mało wierzących "napoleonki". Jakże łatwo być papieżem dla polskiej gawiedzi, znacznie trudniej dla narodów nie opętanych katolstwem. Katolstwem a nie katolicyzmem, ponieważ wiara wyznawana przez większość naszych rodaków ma bardzo mało wspólnego z rozumem jako takim, który pozwala na własne zdanie i jako taki pomyślunek.
              Fotel dla obecnego  Tron dla bylego.
Mnożące się cuda od północy (Hajnówka) do południowych rubieży kraju (Legnica), polegające na pojawiających się krwawych plamach na hostiach, prosto z mięśnia sercowego Jezusa, poprzeplatane cudami leśnymi, gdzie uparła się Matka Boska wypoczywać w polskich ostępach na pniach ściętych (być może przez ministra Szyszkę) drzew, ale też na parapetach brudnych okien, przyciągają ciemną jak tabaka w rogu gawiedź by mogli u podnóża tych cudów na kolanach poprosić o uzdrowienie osobiste, własnej krowy żywicielki i ewentualną krzywdę dla kłótliwego sąsiada co to rok po roku podskubuje po skibie ich ziemie. Jak bym widział „Samych swoich” w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego. Takiemu narodowi potrzebny jest papież ludowy typu Wojtyła. Franciszek tu nie ma nic do powiedzenia, ponieważ nie odpowiada on "intelektualnie" Terlikowskiemu i jego Frondzie, Gowinowi i Lisickiemu. Ten pierwszy nieustannie wypowiada się w duchu „poprawiania” dokumentów watykańskich i samego Franciszka. A dlaczego?, bowiem papież w ich mniemaniu jest omylny w sprawach nie dotyczących wiary. Omylny więc jest w sprawie przyjmowania uchodźców, omylny jest w sprawie oceny gejów, omylny jest w sprawie tolerancji dla wolnomyślicieli, omylny jest w sprawie lekceważenia mnożących się jak choroba ziko w Brazylii cudów na polskiej ziemi, wreszcie omylny jest w sprawie rezygnacji z należnych mu hołdów. Nie pała entuzjazmem w stosunku do umiłowanego nam Jarosława Kaczyńskiego i jego dobrej zmiany. 
                  A gdzie czerwone ciżemki?

 My Polacy mamy swoją katolską religię. Religię nienawiści do innych nam obcych wyznaniowo, innych kolorem skóry albo nawet językiem, czyli po prostu mamy katolizm. Papież którego przyjazd do Krakowa spowoduje przybycie do Małopolski miliona młodych ludzi z całego świata katolickiego znajdzie poważanie wyłącznie u nich, czyli tych obcych. My zabezpieczamy tylko całą otoczkę, logistykę, która pozwoli przy tej okazji napełnić naszemu polskiemu Kościołowi trzos, oczywiście z wielką stratą dla budżetu państwa. Modlić się do Franciszka nie trzeba. Polacy będą się modlić przed oknem św. JPII na ul. Franciszkańskiej 3, gdzie w ramach naszej polskiej gościnności pozwolimy Franciszkowi spędzić tu noce. Przecież tam chyba nic nie zginie. Red. Terlikowski i Kardynał Dziwisz mogą być spokojni.Na zewnatrz też powinno być spokojnie ponieważ minister B(P)łaszczak wszystkim, którzy przyjechali do Franciszka pozabierał kolorowe kredki. Żadnych tam multikulti.


 

niedziela, 24 lipca 2016

POMYŚLMY CHOĆ PRZEZ CHWILĘ


                           Fanatyk kopnięty w mózg
Czego polska prawica nienawidzi, co wywołuje u nich największą trzęsawkę?, otóż wyłącznie prawda!. Prawda która boli, która dotyka jej urojonej szlachetności, jej moralności katolickiej, jej „prawego” ducha. Tak się składa, że w tych letnich miesiącach przypadają kolejne rocznice straszliwego mordu dokonanego przez współmieszkańców na Żydach w Jedwabnem, oraz pogromu ocalałych z Holokaustu Żydów w Kielcach. W okresie wakacyjnym dokonała się także masakra Polaków ręką Ukraińców na Wołyniu, ale to inny temat, ba 1 sierpnia z kolei to data wybuchu Powstania Warszawskiego, które pochłonęło 200 tysięcy istot ludzkich i pozostawiło stolicę w gruzowisku. Tu akurat w imię nieprzemyślanego patriotyzmu elit prawicowych sami sobie zgotowaliśmy ten los. Zatrzymam się zatem nad Jedwabnem i Kielcach i od razu stawiam pytanie. Czy dzisiaj i w przyszłości nasze pokolenia będą w stanie pochylić się nad oczywistymi zbrodniami dokonanymi brudnymi katolskimi łapskami naszych
                    Faszyści w sutannach
ojców i dziadów, skoro nauczycielka, ba, minister od nauki historii w wywiadzie dla TV, kręcąc dupskiem na fotelu jakby miała owsiki, próbuje zdezawuować oczywisty fakt dokonanych zbrodni w Jedwabnem i kilku innych miejscowościach Podlasia oraz Kielc, twierdząc iż były to pewne zaistniałe okoliczności, a uczestnikami wypadków zapewne byli jacyś antysemici (odkrycie, równe wynalazkowi pasty na pozbycie się uwłosienia między pośladkami). Słyszycie państwo te słowa?. Ten babsztyl z uśmiechem rozkosznej dzierlatki powinien zbierać krowie placki na ognisko a nie pełnić funkcję ministra.Piszę to na stronie który ma w tytule ironię, ale jak nazwać taką postać jak ministra oświaty w XXI wieku. Stwierdzenia, przy których sumienia ludzkie nie są absolutnie nienaruszane.Pisowcy, jeżeli nie dajecie wiary Grossowi z Ameryki, to przeczytajcie książkę pt. "Miasta smierci" Mirosława Tryczyka, historyka z Polski.Włosy wam staną na głowie. I tu nieco pofilozofuję. Otóż zdaniem myślących, dyskusja wokół haniebnych czynów Polaków zbyt szybko została zinstrumentowana, stała się orężem w debatach politycznych, sposobem na upokorzenie oponenta politycznego w parlamencie. Obchody rocznic w Jedwabnem i innych miejscowościach osłaniane są kordonem policji oddzielającej mieszkańców (najbardziej współwinnych poprzez korzenie) od przyjezdnych. Wielu młodych dzisiaj ma poczucie, że ich dziadowie zabili Żydów dla majątku, z którego oni dotychczas korzystają, a jednocześnie przykrywa ich całun wstydu. Bardzo często przy okazji waśni wokół Jedwabnego albo Kielc pojawiają się wezwania do mówienia całej prawdy, czyli powoływania się na czyny Polaków w kwestii ratowania Żydów z opresji niemieckiej. Rzecz polega na tym, aby przy tej okazji ukazać całą prawdę. Wywrócić serca do podszewki. Niestety, Polacy są jednak bardzo wybiórczy w ocenie swej historii. Tak jak wikłamy się w politykę mordu w Jedwabnem i Kielcach, podobnie wikłamy się w ocenę wyklętych, czyli też morderców rodzimych. Ogólnie mówiąc, mordercy ci w zasadniczej części nie kierowali się żadną ideologią, bo przecież nie wierzyli w trzecią wojnę światową, to często byli ludzie z tzw. dobrych domów, a tylko nienawiścią, wrogością i zachłannością lub chociażby żądzą odwetu za domniemane krzywdy ze strony nowego ustroju. Czyli kierowali się bardzo niskimi pobudkami. Akurat ten ostatni powód, choć nie do końca, dotyczy wyjątkowo mordu na Wołyniu. Ideologia zbrodniarzy ukraińskich głosiła by zabijać Lachów za doznane krzywdy polegające na sprowadzeniu ludności ukraińskiej do kasty
                      Wspaniała II RP
niewolniczej i cierpienia niewyobrażalnej nędzy na oczach puszącej się polskością obszarników i właścicieli pałaców. Właśnie Sejm polski nazwał mord na Wołyniu tak jak powinien go nazwać ponad 50 lat temu czyli ludobójstwem, a nie jak dotychczas czymś co wskazywało na ludobójstwo. Wyobrażam sobie ilu skonfundowanych, prawych posłów wyszło z budynku sejmowego. Mówię tu wyłącznie o posłach prawicy, bo oni nie znoszą historii z trupem w tle, a tym bardziej w szafie. Tu się zastanawiam, kiedy podobnej uchwały, tym razem uchwały o ludobójstwie dokonanym na Żydach na Podlasiu i w Kielcach doczekają się rodziny ofiar Jedwabnego i innych kilku miejscowości, nie mówię już o tysiącach ofiar żołnierzy wyklętych. Czy przypadkowo nie nazwą ten tragiczny czas jakąś prehistorią, atawizmem, do którego nie warto wracać?. Kiedy wreszcie Kościół uchyli swej maski i powie: Myśmy nic nie zrobili w tej kwestii, myśmy nawet podjudzali do podobnych zachowań, zarówno duchowni prawosławni na Ukrainie jak i tu katoliccy w kraju, (bo podobno Bóg jest wspólny). Ale niestety wszyscy winni już nie żyją. Jak to wszyscy?, a księża Międlar i Kneblewski i być może kilku innych, np., proboszcz parafii w Białymstoku, który wpuścił przed ołtarz katedry księdza Międlara, żyją i mają się doskonale.?.To sztandarowi faszyści pierwszego sortu. Przeczytajcie wywiad z ojcem Józefem Puciłowskim, dominikaninem, a zrozumiecie, że w naszej katolskiej ojczyźnie tacy duchowni jak o. Józef rodzą się tylko na kamieniu.

sobota, 23 lipca 2016

CICHOCIEMNY POD PRZYKRYCIEM


                              Kaczy bestseler
Hi, hi, hi. Ostatnio przebojem pseudoliterackim roku jest książka autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, którą zatytułował górnolotnie „porozumienie przeciw monowładzy.” czyli heroizm walki o prawdziwą Polskę. To tzw. samochwała w kącie stała, jak gaworzą przedszkolaki. Chłop co prawda nie oddalał się ze swojej chaty nigdzie poza Sejm w czasie głosowania, jedynie do biedronki po zakup bułek w liczbie cztery, bowiem jego poranny żołądek przyjmuje raptem trzy małe wypieki, no ale jest jeszcze kot. Miał czas by wymyślić sobie atrakcyjny życiorys z lat kawalerskich, któremu to stanowi pozostał wierny do dziś mimo wieku emeryta.. Narzekał, narzekał że nikt go nigdy nie internował, ani nawet nie przyprowadził za ucho do matki z powodu niegrzeczności. Okazuje się, że był bardzo grzeczny, to i incydent z kradzieżą księżyca puszczono mu płazem. Spod jego ręki ukazały się wypociny ( w 95% kłamliwe) nazwane przez lizusów pisowskich kaczym mein kampf, a przez ludzi spoza PIS, a jest ich trzy razy więcej, po prostu życiorysem życzeniowym. Czy ktoś to kupuje?. Ano jakże
                  Drabinka po władzę
 

by inaczej. Przecież do kaczej stadniny należy 18% głosujących w czasie wyborów i tyleż oczekujących na dobrze płatne stanowiska, jakże by można zrezygnować z ambitnych myśli prezesa?. Wpadł mi do ręki tygodnik NIE Urbana, który jako jedyny dokładnie zlustrował całą treść wypocin Kaczyńskiego. A czego tam nie ma, nie potrafię przez skromność wyliczyć. (kupcie gazetę). Heroizm Jarosława patrzy na czytelnika z każdej strony. Jak to w czasie jaruzelskiej prohibicji, wódkę przenosił w butelce od tonika. Jak to potrafił się znaleźć zawsze tam gdzie wódka była za darmo, niszcząc w ten sposób gospodarkę PRL. Miał farta, bo gdziekolwiek w tej walce podziemnej się znalazł, wszędzie była wódka, swojski chleb i wiejska kiełbasa. Już mi ślinka cieknie. Chleba nie kroiło się nożem, powiada, jeno rwało na kawałki, ... co jest zrozumiałe, pomyślałem, bowiem  niezrównoważonym noża się nie daje do ręki. Jedno co mnie wzbogaca, to to, że dowiedziałem się iż Jarosław był aż takim smakoszem gorzały, w odróżnieniu od brata który był odciągany od kieliszka przez małżonkę, m.in po to, by następnego dnia nie zapominał o zapięciu rozporka. Tymczasem żadne źródła nie odnotowują choćby
                  
wzmianki o jakiejkolwiek działalności wywrotowej PRL Jarosława Kaczyńskiego. Jego brat owszem, odegrał pewną szczątkową rolę w czasie strajków i w procesie porozumienia w stoczni gdańskiej. Nie ma to nic wspólnego z późniejszym Porozumieniem Centrum PC, które stanowiło "drabinkę" umożliwiającą Kaczyńskim zdobycie władzy. A propos, drabinki, to do dzisiaj z nią chodzi. Samochwała w kącie stała i niczego się nie bała. Ciekawe, bo gdyby się nie bał to by nie dozbrajał tak Macierewicza, ale jak można się czegokolwiek bać siedząc pod pierzyną u mamusi. Wierszyk z poziomu przedszkolaka, jakże pasowny dziadkowi Kaczyńskiemu. Rety, jakiemu dziadkowi, skoro jego życiorys nie odnotował jakiegokolwiek romansu, nawet z umiłowaną koleżanką, oczarowaną przez wiele lat jego ideałami Jadwigą S., albo klejącą się doń od lat Jolantą ze Słupska. Z oszalałej miłości do niego gotowa jest mu dać wszystko, nawet różę przyniesie mu w zębach. Dzisiaj popróbowawszy odwagi, gdy mentalnie dorósł, postanowił zawalczyć o grubszą rybę. Dał motłochowi 500 złotych i się udało, dostał władzę i to wprost nieograniczoną żadną tam konstytucją.
                        Poseł Pyzik czyli cham.
Postanowił więc obalić Trybunał Konstytucyjny. Policzył szable i wydał komendę: na koń przeciwko brzydko mu pachnącej demokracji. W ławach sejmowych posadził kilkuset bałwanów i prostaków (prostaczek), którzy to swego guru za pensje, jakich nigdy nie widzieli na oczy obronią go ryzykując choćby życiem, nie mówiąc już, że zagłosują za każdą pisowską, choćby głupotą. Piotr Pyzik, poseł PIS wymachuje palcem środkowym w geście nienawiści do opozycji, co już jest wg PIS dobrym obyczajem sejmowym. O dobry nastrój prezesa panienka Pawłowicz zadba rezerwując całodzienny uśmiech dla ukochanego prezesa, choćby jej usta wykręcała gruba nadwyżka chili w zjedzonym kebabie. Łatwo jest kochać swego prezesa, gdy hojną ręką rozdaje dobre stanowiska bałwanom typu senator po zawodówce Kogut albo inny niedouczony  poseł Marek Ast. Wystarczy, że łażąc po korytarzach sejmowych robi coś tam, coś tam. Zatem, do księgarń narodzie, póki nakład niewyczerpany.


czwartek, 21 lipca 2016

JESTEM UMIARKOWANYM RUSOFILEM.


                  
 
Komentatorzy ostatniego postu wyrazili zaniepokojenie stosunkiem polskiego społeczeństwa do Rosjan i odwrotnie. Chodzi o ostatnie dwa posty. Ważne, choć nie na temat. Zarówno Pan „Ja” jak i Pan „Borys” (Rosjanin z krwi i kości) poruszyli ten temat z powodu narastającej w Polsce ksenofobii i rusofobii, ale też takowej w stosunku do Polaków w Rosji, wyrażającej się w żartach a nawet śmiechu okazywanym poprzez rechot z naszych przywar, ciemnoty i braku kultury. Ja osobiście nie żywię jakiejkolwiek urazy do przyjaciół Moskali. Fakt, wiele zawiłości (jak to ujęła nasza minister Zalewska) w historii było pomiędzy naszymi narodami., szczególnie w tej najnowszej od roku 1939 aż do śmierci naszego wspólnego tyrana Stalina. Ucierpiała też moja rodzina. Zadra tkwiła aż do kwietnia 2010 roku, kiedy to władze Rosji oraz ludność moskiewska serdecznie przytuliła rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej łącząc się w bólu. Widziałem naocznie moment wielkiego żalu i słów współczucia prezydenta Rosji w stosunku do polskiego premiera, oraz odmowę przyjęcia takowych ze strony Jarosława Kaczyńskiego. Polacy to widzieli i wszystko odbywało się na koszt Moskwian. Dzisiaj, chociaż w Polsce robi się wiele ze strony partii sprawującej władzę by wmówić narodowi że niby to Rosjanie dokonali zamachu na polskiego prezydenta na podstawie wyssanych z brudnych palców pseudodowodów, zmieniłem swoją opinię o tym słowiańskim narodzie. Nic nas dzisiaj nie powinno dzielić. Nic, wyłącznie granice geograficzne , a jednak brak mi odpowiedzi, dlaczego robi się aż tyle, by nasze społeczeństwa ustawiały się tyłem do siebie. Pamiętamy Katyń, a jednocześnie przez palce patrzymy na wielokroć większe zbrodnie ukraińskich faszystów, którym dzisiaj stawia się pomniki przy naszym milczeniu. Jednocześnie dewastuje się pomniki żołnierzy radzieckich poległych w licznie 600 tysięcy na ziemiach polskich.
                Nienawistnik wszystkich poza PIS
Dzieje się to z inspiracji tej właśnie partii. Partii rządzącej. Szerzy się ciemnota historyczna, odżywają grupy narodowców, potomków strażników Berezy Kartuskiej, polskiego obozu koncentracyjnego II RP. Po co więc mamy ten ukochany IPN?. Chcemy prawdy!!!!!!.
Swego czasu napisałem post pod tytułem „Szalejąca rusofobia”. Napisałem go z przeświadczeniem że ten stan, stan nienawiści to choroba przejściowa. Wypunktowałem jej przyczynę, oraz grunt na jakim ona się rodzi. Nie będę przytaczał treści. Zainteresowani mogą sami odnaleźć na mojej stronie. Powiem tylko, że dzisiaj nie tryskam już takim optymizmem. Rany zadane swego czasu wzajemnie, a do tego rozdrapywane przez zainteresowanych paskudzą się coraz bardziej. Wydawałoby się, że władze obu krajów robią wszystko by nie prowokować do nienawiści. Nic z tego, partia Jarosława Kaczyńskiego wydaliła ze swego odbytu już taką ilość urzędników i nauczycieli politycznie rakotwórczych, że teraz można się tylko spodziewać chociażby, co nie daj Bóg, gangreny, czyli agresji zbrojnej. Gorzej, że nasz minister od wojny, niestety mało zrównoważony emocjonalnie wierzy w zwycięstwo w przypadku konfliktu. Wywołuje tym śmiech wśród innych ministrów NATO, którzy akurat unikają sytuacji konfliktogennych z kimkolwiek, a już z mocarstwem atomowym nigdy. Nasz wojak spod pomnika poronińskiego chce się właśnie dozbroić w jądrowe. Czym będzie je wyrzucać?. Chyba sprężonym gazem, swym i całego poselstwa PIS.. W tym miejscu chylę czoła w kierunku red. Pana Borysa, który słusznie powiada, że Polacy nie znają jego kraju, stąd takie uleganie propagandzie pisowskiej. Potwierdzam, jako że w kilku postach oraz artykułach wysyłanych do prasy codziennej oraz tygodnika PRZEGLĄD dałem wyraz zadowolenia
                   Ambasada polska w Moskwie
z osobistych kontaktów z Rosjanami. Przez 28 dni od Moskwy po Irkuck los pozwolił mi odbyć podróż turystyczną. Wszędzie spotykałem się z niebywałą gościnnością, wszędzie mogłem wyśmiewać trywialne a zarazem konformistyczne hasła typu „dazdrastwoj socjalistyczeskij demokracji”, ale też wszędzie podziwiałem wspaniałą architekturę jaką pozostawili Rosji carowie. Tak było w Moskwie, tak było w Petersburgu, Taszkiencie, Tbilisi aż po Irkuck. Jest powiedziane, że skąd wiesz czy kogoś lubisz albo nie, skoro go nie znasz. Poznaj rosyjski dorobek kulturalny. Wspaniałą literaturę, wybitną muzykę, wybitne malarstwo, film, teatr i inne sztuki. Fakt, czułem w pobliżu kogoś kto mnie obserwuje. Ale na szczęście ani on do mnie ani ja do niego nie zbliżaliśmy się zbyt blisko. Nie mogę znieść dzisiejszej napastliwej propagandy antyrosyjskiej serwowanej praktycznie we wszystkich stacjach, ale słuchając wieści z Rosji w stacjach reżimowych (media narodowe) można się zdefekować zanim dobiegnie się do łazienki. Rozpalanie nieuzasadnionej nienawiści do innego narodu rodzi podobny odwet i nawet się temu nie dziwię.
Roznosicielka prawdziwej wiedzy.
Jedno jest tylko na to lekarstwo. Trzeba zmienić definitywnie władze. Pisowcy spróbujcie siać podobną nienawiść np. do Ukrainy albo Niemiec, a tu macie oczywiste powody. Przekonacie się jak boli w odwecie cios obronny.
PS. Moje umiarkowanie w sympatii do Rosji ukonstytułowało się po informacji, że udział sportowców ze znakiem na koszulkach dwuorła w igrzyskach olimpijskich w Brazylii jest wykluczony z powodu fałszerstw w które zaangażowani byli nie tylko sami sportowcy ale i działacze sportu rosyjskiego.



wtorek, 19 lipca 2016

GLOBALNE OŚLEPIENIE


No może nie aż tak globalne, ale polskie na pewno. Oślepła cała partia, ba, całe rzesze społeczeństwa, ale najgorszej francy na oczy dochrapał się sam prezes partii o której mowa. Otoczył się podobnymi ślepcami, którzy nie widzieli ani nie słyszeli np. o pogromach kieleckim i jedwabieńskim, ale chętnie doradzają innym. Zalewska, ps. minister ciemnoty i Błaszczak, ps. minister spraw kościelnych i zbiegowisk młodzieży katolickiej, zwany przez wielu Płaszczakiem ze względu na to iż służy swemu guru za dywanik. Obie postaci już się globalnie ośmieszyły w środkach przekazu. Zalewska z powodu nieuctwa, ale też kompletnej głuchoty, bo nie słyszała co mówił Obama do Dudy. Błaszczak z powodu doradztwa Francuzom jak oni mają sobie poradzić z terroryzmem islamskim. Ta pierwsza poleca milczenie o wspomnianych pogromach dokonanych przez Polaków na Żydach (bo takie były uwarunkowania), po drugie, zaleca zabrać francuskim dzieciom kredki wielokolorowe i dokonać ponownego chrztu narodowego). Ale ja chciałem o tym największym ślepcu, któremu za białe laski inwalidzkie służą Orban i Erdogan. Orban, zbuntowany członek UE przywódca partii rządzącej na Węgrzech i Erdogan, prezydent Turcji, któremu udało się zdusić kosztem setek zabitych i rannych w ciągu kilku godzin pucz wojskowy. Pragnie przywrócić karę śmierci choćby kosztem rezygnacji z wstąpienia
do UE. Co Kaczyńskiemu się podoba w tych dwu postaciach. Ano właśnie ten bunt, tyle że Orban czynił to bardzo delikatnie, dzięki czemu nie spowodował ostracyzmu europejskiego w stosunku do siebie, natomiast Erdogan to prezydent państwa z cząstkową demokracją, co Kaczyńskiemu bardzo odpowiada w sytuacji zamordyzmu o jakim marzy dla Polski. Widać już jak na dłoni po próbach paraliżowania Trybunału Konstytucyjnego i uchwalanych ustawach. Dajmy spokój Węgrom, bo co to za potęga?, natomiast smalenie cholewek do Turcji wygląda mi na mezalians. Turcja kraj dwa i pół raza większy od Polski. Podobnie jest z ludnością. Kraj posiadający armię siedmiokrotnie większa od armii Macierewicza, także rzeczywiście byłby to mezalians o charakterze międzynarodowym. Co Kaczyńskiego ciągnie do Ankary i Stambułu. Przecież to kraj muzułmański a Kaczyński nie pała sympatią do islamu, bo wierni Allacha chętnie zanieczyszczają katolickie świątynie, zaś w historii zadeptywali wschodnie rubieże I Rzeczypospolitej siejąc śmierć i zgliszcza. W tych zgliszczach poległ bohater sienkiewiczowski pan Wołodyjowski, za co odwetu Turcy doznali od samego króla Sobieskiego pod Wiedniem, gdzie nasz król Jan, ukochany Marysieńki bronił chrześcijańskiej Europy przed zalewem islamskim, podobnie jak marszałek Piłsudski w roku 1920 przed zalewem bolszewickim. Polska z Turcją ma raczej stabilny historyczny układ. Nie należy go psuć i narażać się na gniew ze strony Orbana, bo miłość nie wybacza zdrady. A tak w ogóle to wiele chorągwi tureckich w imię Allacha siekło Krzyżaków pod Grunwaldem, wielu też biło się na innych polach wraz z polskim rycerstwem, za co otrzymywali polskie szlachectwa, oraz byli nagradzani ziemią. Do dzisiaj mieszka w naszym kraju ok.3500 ich potomków. Wystarczy pojechać do
                    
Kruszynian w białostockim. Są polskimi obywatelami, nie zapaskudzają kościołów, płacą podatki, są wzorem współżycia obywateli różnych wyznań i koloru skóry. I to w białostockim, tym mateczniku rasistowskim. Może akurat te wszystkie czynniki zadecydowały o sympatii Kaczyńskiego do współczesnej Turcji, a może coś innego. Turcja gości rocznie kilkanaście tysięcy polskich turystów i wczasowiczów. W Polsce o wypoczynku Turków nad Wisłą nie słyszałem, a przecie jak twierdzą historycy Turcy z miłości do Lechitów nie uznali nawet rozbiorów, a król turecki ciągle zadawał swojej służbie pytania, czy poseł z Lechistanu już dojechał?. Może akurat ten historyczny moment utkwił w sercu Kaczyńskiemu. Ot, chyba jednak nie, bo gdyby tak było to jako kawaler już dawno by pojął za żonę jakąś ładną Turczynkę, choćby półkrwi polskiej, jako że wiele Polek trafiało w jasyr turecki jako branki. Ale to chyba też nie. Kaczyńskiemu się podoba system polityczny byłego imperium osmańskiego. Prezydent ma pełnię władzy. Nasz niestety jest podległy prezesowi i to akurat mu pasuje. Dlatego dziwię się tym romantycznym spojrzeniom prezesa
na Turcję. Turcja to w gruncie rzeczy bogaty kraj. Ma wiele bogactw naturalnych, bardzo rozwiniętą turystykę, oraz wielkie bazy militarne wojsk NATO. Potrafi wykorzystać każdą okazję do bogacenia się, choćby ostatnie porozumienie w sprawie zatrzymania uchodźców zdążających do Europy, za miliardy euro. Polska na takim interesie nie zarobi bowiem nie godzi się na żadnego uchodźcę z powodu zatwardziałego katolicyzmu. Czemu więc prezes jest aż tak mocno wpatrzony w Erdogana? Psychiatra potrzebny od zaraz, najlepiej kilku.
















czwartek, 14 lipca 2016

ODPRYSKI SZCZYTU


Nie chodzi tu o ustalenia i podpisane dokumenty szczytujących na Stadionie Narodowym, ale wszystko to co nazwiemy odpryskiem wydarzenia, bez wątpliwości ważnym dla nas jako członka NATO, bo pierwszym tu nad Wisłą. Zaraz po tym jak goście rozjechali się do domów rozrzuconych między dwoma wybrzeżami Atlantyku, najważniejsi politycy polscy, oczywiście z PIS, zasiadali we wszystkich stacjach radia i telewizji by przekonać polską gawiedź iż szczyt jest ich sukcesem, co wyraził ponoć w swoim wystąpieniu prezydent nr 1, czyli Barack Obama. Żaden (żadna) z nich bijąc się prawie w piersi nie usłyszała z usta prezydenta USA ani jednego wyrazu upomnienia pod adresem polskich władz w sprawie polskiej demokracji i toczonej wojny z Trybunałem Konstytucyjnym.
Wszyscy zaś usłyszeli słowa pochwały, że Polska jest oazą wolności prasy i demokracji. Chryste panie, czy ci pisiole przez dwadzieścia kilka lat nie nauczyli się chociażby szczątkowo języka angielskiego, czy ich tłumacze mają im mówić wyłącznie kaczym tekstem?. Powtarzają jak mantrę, że są dumni z rządowych dokonań, które zauważył i uwypuklił prezydent Obama. Żarty z ich postrzegania przed mikrofonami i kamerami robią sobie dziennikarze prowadzący wywiady. Dosłownie wszyscy, którzy prowadzą programy zatytułowane „tak jest”, „fakty po faktach” albo „kropka nad i”. Prawdopodobnie gdyby żyła Janina Paradowska, to też by sobie poużywała. Kilku tuzów PIS od dnia zakończenia szczytu już się blamowało na ekranie m.in.TVN24, że nie wspomnę o publicznej czyli narodowej telewizji Kurskiego, gdzie każde słowo wyemitowane jest mocno rozrzedzoną wazeliną rządu, a tyłki Kaczyńskiego, Dudy i Szydło toną w tym mazidle. Nikt, naprawdę nikt nie usłyszał ani słowa z tej części przemówienia Obamy, która chociażby w dyplomatyczny sposób wyrażała niepokój o prawo w Polsce. To trzeba mieć tupet i bardzo drewniane uszy. Drewniane ale odpowiednio oszlifowane przez KC PIS. „Obama ani nikogo nie beształ, ani nie groził paluszkiem, ba- wręcz chwalił obecną demokrację. I tym

tokiem myślenia prezesowej ma naród myśleć. Obamie się odpowiednie tłumaczenie jego słów podeśle, albo nie, bo co tam taki mulat może tak wielkiemu człowiekowi (czyt. Kaczyńskiemu) powiedzieć, który to podobno nawet jako spałowanym już w roku 1968 został. Obamie w tym czasie pokazano pierwsze literki. I to uważam za największe szczytowanie, szczytowanie w dziedzinie bezczelności, tuż przed wzmożonym błądzeniem ludu smoleńskiego w intelektualnej mgle.” Tak napisała Pani J, komentatorka moich postów. Czy ja mogę coś dodać?, poza tym, że całe pogłowie PIS chodziło do jednej, ale to twardej jak głowa ormowca podstawówki. Gdzie nauki pobierali chyba razem z byłym PRL-owskim prokuratorem, kaczym przydupasem Piotrowiczem i pod jego kuratelą. Ja rozumiem, że tekstu tłumaczonego na bieżąco w TVN24 mógł nie zrozumieć jakiś senator Kogut, albo minister Jurgiel, ale cała kwaśna śmietanka rządowa?, to już paranoja. Dzisiaj teorię o zachwycie Obamy Polską potwierdziła w programie „kropka nad i” pisowska minister edukacji, uśmiechnięta jak pęknięty owoc kasztana, Zalewska. Ona też nic nie słyszała w tej kwestii, podobnie jak Macierewicz, ale jemu się nie dziwię, bo to dziadek ze stępionym słuchem przez wybuchy artyleryjskie. Oczywiście Zaleska przy okazji pochwaliła Macierewicza za pomysł łączenia uroczystości państwowych organizowanych na rzecz upamiętnienia wydarzeń historycznych, (w tym wypadku rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego) z obowiązkiem odczytywania apelu smoleńskiego, bo przecież ci jego partyjni pobratymcy zginęli na posterunku w lesie smoleńskim. Zabito ich tam we mgle. Ładnie pani minister od szkolnictwa.
                Minister głąb.

Pokazała też klasę, gdy dziennikarka ją zapytała czy podczas upamiętnienia ofiar żydowskich w Jedwabnem i Kielcach też Macierewicz odczyta listę ofiar smoleńskich. O, tutaj miała odmienne zdanie, ponieważ w szkołach dzieciom trzeba mówić prawdziwą prawdę. Jest to oczywista oczywistość. A więc nie taką jak opisał pan Gross, bowiem do dzisiaj nie ustalono kto zamordował i spalił tę „garstkę” Żydów, natomiast pogrom kielecki też trzeba by rozjaśnić, bo Gross swoją pseudoliteraturą uwłacza godności Polaków. Jakbym słyszał Winnickiego albo Zawiszę z ONR. I taka oto zaleska (z małej litery) otworzy oczy naszym dzieciom wedle doktryny głoszonej przez narodowców a uśmiechać się będzie do wszystkich jak znany pacjent do sera. Uśmiech nas rozbraja bo jest wystudiowany przed lustrem, także darujemy jej etymologię słowa - polec.





wtorek, 12 lipca 2016

SZCZYT SZCZYTÓW



Samolotami, samochodami, śmigłowcami, dronami (nie, nie, to przesada), a nawet "bestiami" przybyli do Polski mężowie stanu z Europy i Ameryki na konferencję szczytu NATO ( North Atlantic Treaty Organization, ładnie brzmi po angielsku) po to, by uszczelnić tzw. wschodnią flankę (flanka to ulubione słowo Macierewicza), oczywiście na wypadek napaści wroga (czyt. Rosji), na Europę stowarzyszoną w tejże obronnej organizacji. Ciągnęli jak królowie do nowo narodzonego w Betlejem. Ciągnęli, bo przy okazji na żywo chcieli ujrzeć, a nawet dotknąć dłonią człowieka „niebywałego w przyrodzie”, człowieka wielkiego mimo małego wzrostu, bo tak zwykle bywa, Napoleon też był stosunkowo mały podobnie jak Stalin, nie mówiąc już o moim znajomym, chełpiącym się wzrostem 140 centymetrowym, z zawodu wybitnym zielarzu. Nie spotkali go, bowiem tenże zbawca Polski zaszył się na Nowogrodzkiej, by przeczekać inwazję owych mężów. Jeździli więc po Warszawie z nadzieją spotkania, go, choćby w biedronce. Ale po co, zastanawiam się, skoro Kaczyński nie zna języka migowego, w którym ciężko wyrazić dzieła przez niego dokonane. Ulice wymarłe, puste, więc bestia i inne krążowniki szos mogły się poruszać szybciej niżeli po najlepszych autostradach. To był szczyt nr 1, bo też numerem 1 był gość najważniejszy czyli prezydent USA. To szczyt nad szczyty powiadano, ku zawstydzeniu Giewontu, a nawet Himalajów. Obama w Polsce i to dwie doby.


Dziesiątki innych prezydentów, premierów, że nie wspomnę o ministrach spraw zagranicznych chciało się sfotografować z nim sam na sam. Niektórym się nawet udało, dzięki temu że kręcili się przy Tusku, osobie ważnej w tym spędzie stadionowym, bowiem tu na murawie zbudowano odpowiednie namioty dyskusyjne. Równie dobrze mogli je pobudować na którymś z orlików, których Tusk pobudował ponoć bez liku, ale jak wiadomo z tych boisk przepędzają intruzów pobliscy księża, bo użytkownicy orlików nie przyklękają w czasie przeróżnych procesji. Po co stresować Obamę, na wpół metodystę, na wpół ateistę. Więc Macierewicz ps.”Antek flanka” i PIS zgodzili się na Stadion Narodowy. Przecież go nie zdemolują bardziej niżeli kibole zmieszani z narodowcami. Szczyt podobno się udał. Ustalono, że obok Polski, trzy inne kraiki zostaną dozbrojone w międzynarodowe bazy natowskie, każda po tysiąc żołnierzy. W Polsce stacjonować mają Amerykanie, czyli ci, których politycy polscy (niezależnie od opcji politycznych ukochali najbardziej, szczególnie zaś młode dziewczynki o przeróżnej proweniencji). Kilku uczestników tego zlotu mogło doznać zawodu jedynie w kwestii osobistego kontaktu z twórcą polskiego cudu zwanego dobrą zmianą, czyli Jarosławem Kaczyńskim, ale tak jak wspomniałem, z powodu trudności lingwistycznych, równie dobrze mogli się spotkać z jego kotem. Bez sensu. A była niesamowita okazja.
Wystarczyło by zarezerwowali pokoje hotelowe na jedną noc dłużej, bo każdego dziesiątego, czyli w tzw. miesięcznicę zbawca Polski wyłazi ze swej pakamery, by na czele zagniewanych kilkuset bab i dziadów umysłowych odprawić swe religijno-polityczne egzorcyzmy pod Pałacem Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu. Była więc okazja, ujrzeć darmowy kabaret, folklor i jednocześnie marazm. Krakowskie Przedmieście to epitom Polski (ładny termin), podzielonej na dwa obozy: ten, który dba o imponderabilia (wolność, demokracja, Trybunał Konstytucyjny) i ten, który syci się nauką nienawiści głoszoną z ambon i trzystopniowej drabinki. Co bardziej myślący Polacy już sobie zadają pytanie: Czy mamy czekać, aż nas krew zaleje, a zanim to się stanie, próbować zaspakajać potrzebę buntu uczestnictwem w sporadycznych manifestacjach?. Czy w ten sposób nie dokładamy naszej cegiełki do tego marazmu?. Może czas, żeby wielotysięczne manifestacje zajęły się odbijaniem Krakowskiego Przedmieścia. Powinniśmy się cieszyć życiem, wykonywać nasze prace, zajmować się naszymi hobby, a nie być zmuszani do kopania się z pisowskim koniem, który tę wolność krok po kroku nam zabiera, pisze pan Hlebowicz. Od siebie dodam, że to właśnie jeden ze szczytów głupoty przy okazji szczytu NATO z którymi spotykamy się każdego miesiąca. Szczyt przywódców NATO był też okazją do towarzyskich spotkań, przy dobrze zaopatrzonych jadłem i napojem stołach. Obserwując twarze gości można było odnieść wrażenie satysfakcji i zadowolenia. Wyjątek stanowił meicap naszego pana prezydenta, co by nie powiedzieć współorganizatora Szczytu.
                  JK miłośnik Rodeo

Każdy kto rozumie politykę wie, że prezydent Obama musiał skorzystać z okazji by udzielić reprymendy polskim politykom za niszczenie demokracji, w szczególności zaś Trybunału Konstytucyjnego. Gdy Obama przemawiał w tej kwestii zwracając się bezpośrednio do Dudy, ten stał sparaliżowany jak uczniak podstawówki wezwany do tablicy. Był czerwony jak dolna część flagi narodowej i tylko wyciszony sprzęt audio nie pozwalał odczytać do końca treści tych upomnień. Z kolei zarówno Kaczyński jak i przydupni z kancelarii pana prezydenta mówią, że nic takiego nie słyszeli ani nie widzieli, a sam Macierewicz o mały włos by nie wyrzekł że kogoś takiego jak Obama w ogóle na szczycie nie było, więc skąd tyle złośliwości. To następny szczyt, szczyt szczytów zaprzaństwa a nawet idiotyzmu, ponieważ z nieźle oświeconego narodu przywódcy państwa jak i ich usłużne media (narodowe) robią baranów (bożych), jako tych pasących się na niebieskich łąkach Kościoła. Jestem skłonny do żartów więc pomyślałem, że prezydent Obama rzeczywiście mógłby pozostać dłużej w Warszawie, by okazyjnie zobaczyć SZCZYT głupoty i kalifatu na Krakowskim Przedmieściu, a najważniejsze, to, że własnymi oczami uzmysłowiłby sobie miejsce na którym Kaczyński kazał zbudować pomnik wielkiemu bratu. To ważne, ale niestety dramatyczne wypadki w Teksasie odciągnęły go od tej przyjemności. A tak w ogóle, to uczestnicy Szczytu, nakarmieni, napojeni i w miarę wypoczęci odlecieli dziesiątkami samolotów do swych żon i kochanek by poszczytować w ich towarzystwie.




czwartek, 7 lipca 2016

Z cyklu: MIĘDZY JAWĄ A SNEM


Zerkam na telewizję. Zerkam, bo chcę się upewnić kiedy i co się w Polsce dzieje naprawdę, przynajmniej coś co jest zbliżone do prawdy, i tym co jest tylko i wyłącznie snem. Merytorycznie temat poprawny, bo polskie „towarzystwo ustawodawcze” przyjęło za zasadę pracować w nocy i to począwszy od szarego jak Jurgiel posła, aż do pana nadprezydenta czyli prezesa wszystkich prezesów Kaczyńskiego. W ten sposób postanowili zbawiać Polskę w myśl pieśni śpiewanych podczas kolejnych miesięcznic. Pracują na rzecz nowiutkiej (bardzo poprawnej wg PIS) ustawy dot. Trybunału Konstytucyjnego. Słowo „poprawna” jest tu nie na miejscu,

bowiem jej zasoby mają zdążać do całkowitej eliminacji tego prawnego ciała. Pracowali (większość oczywiście drzemała) do godziny czwartej nad ranem. Ja, jak większość obywateli spałem i śniłem o jakiś tam migdałach. Często po przebudzeniu dociekam szczegółów sennych, bo w istocie, choć onirycznie to dążę do realizmu. Mam na myśli przypadek z lat młodzieńczych, który przypomina mi się w momentach rozmyślań na styku jawy ze snem. Otóż, jak każdemu dziecku rodzice opowiadali mi przeróżne bajki w których często umieszczali bohaterów dobrych, jak np. Jasia i Małgosię, ale też złych, jak Baba Jaga, Cygan, który może cię zabrać, albo wilk który może cię zjeść. Na długie lata treści tych opowiastek pozostawały w głowach. Upływał czas, znalazłem się w liceum, 70 kilometrów od domu, zatem od czasu do czasu musiałem przywozić brudne ciuchy do prania. Był listopad, dzień zaduszny.
W tym dniu wielu ludzi udawało się na cmentarze by zapalić znicz. Po lekcjach spakowałem „brudy”, udałem się na stacje kolejową i wykupiłem bilet do stacji odległej od domu ok. 9 kilometrów. Planowo powinienem dotrzeć do niej daleko przed wieczorem. Tymczasem pociąg wlókł się jak żółw, do tego dosłownie godzinami stał na stacjach. Miast dojechać o godzinie szesnastej, dojechał po dziewiętnastej. Gdy wysiadałem z wagonu było już dosłownie ciemno. Nikt po mnie nie wyjechał ponieważ nie wysłałem listu, liczyłem bowiem na jakąś okazję. Nie tylko na dworcu ale i na uliczkach całego miasteczka ani jednego człowieka. Obleciał mnie, czternastolatka strach, bowiem do domu rodziców trzeba dotrzeć wyłącznie piechotą. W tamtych latach pięćdziesiątych spotkać samochód można było rzadziej niżeli borowika  na pustyni. Na szczęście w sklepie geesowskim paliło się światło. W nim kupiłem latarkę oraz dwie płaskie baterie, bowiem ciężko mi już było odróżnić wąski chodnik od jezdni. Trudno, postanowiłem bohatersko pokonać te 9 kilometrów pieszo. Na plecach ciążył mi tobołek z ciuchami do prania, zatem dość szybko poczułem pot pod koszulą. Po drodze musiałem iść koło cmentarza,
na którym paliły się resztki świec. Nie byłem świadom, że żadnych duchów nie ma skoro w domu Mama odmawiała wraz z nami co wieczór modły za dusze tych co spoczywają akurat na tym cmentarzu, których zresztą znałem osobiście. Po pokonaniu blisko sześciu kilometrów było już tak ciemno choć oko wykol. Latarką świeciłem sobie pod same stopy. Zaczęło padać, słychać było tylko odległe ujadanie psów. Wyły też te których rodowód wywodził się z rodziny wilków. Napływały mi myśli wyjęte z dziecięcych bajek. Latarka świeciła coraz słabiej, zmieniłem baterię. W świetle latarki ujrzałem dwa jasne punkciki psich oczu. Pomyślałem o wilkach, tym bardziej, że wchodziłem na odcinek drogi biegnącej przez niewielki las. Przeraziłem się do tego stopnia, że nogi odmawiały mi dalszego posłuszeństwa. Wiedziałem, że w tym lasku Rosjanie w 1945 roku pochowali jednego ze swoich towarzyszy, a dosłownie kilka tygodni temu władze dokonały ekshumacji pozostawiając pusty dół, to obok ścieżki którą podążałem. Przeogromny strach paraliżował mnie doszczętnie. Uderzałem głową w drzewa, na chwilę mdlejąc, a gdy się ocuciłem, zsunąłem z pleców ładunek i ryzykując gniew rodziców pozostawiłem go pod drzewem.
Zmęczony długim marszem, przemoknięty do suchej nitki, podrapany przez gałęzie, powoli udałem się w kierunku domu rodzinnego. Gdy dotarłem do bramy poznało mnie stare psisko biegające na łańcuchu posuwającym się po drucie rozciągniętym między domem i stodołą. Szczekanie obudziło rodzinę. Nie spodziewali się mnie przecież, co najwyżej przeróżnych „leśnych”, albo bezpieki, bo ci akurat nas nachodzili nawet po północy. Mama się przeżegnała gdy ujrzała swego syna pobierającego nauki w warunkach "jakoby konspiracyjnych". Ojciec się rozzłościł do tego stopnia, że gotów był mi dać porządne lanie, od którego uratowała mnie Mama. Gdy się dowiedział o porzuconym plecaku, kazał mi się umyć, przebrać w suche ciuchy i wraz z nim udać się do lasku by dostarczyć ładunek do domu. Ostatecznie zlitował się nade mną, poszedł i odnalazł sam. Rankiem doszedłem do wniosku iż rodzice popełniają wychowawczo wiele błędów, bo zamiast czytać im bajki Andersena i innych pisarzy, opowiadają im te zmyślone najczęściej osobiście, a w treści wypełnione strachami po to tylko by ugrzecznić pociechy. Nie należy też opowiadać o duchach i innych stworach pokutujących za popełnione za życia grzechy. To się mści do czasu, aż owe pociechy na tyle dojrzeją i sami poprzez edukację


dojdą do wniosku, że wszystkie bajdy pozagrobowe mogą służyć tylko dla postrachu wiernych mało myślących. Dlaczego ja napisałem post o takiej treści. Po pierwsze to wszystko jest prawdą, zaś po drugie, co zresztą jest zarzewiem mojego postanowienia wzięło się ze snu. Podczas gdy Sejm unieruchamiał nową ustawą TK ja śniłem. Obudziłem ci ja się zmoczony wiadrem potu z tegoż snu w którym uciekałem po lesie nocą z latarką w ręku przed watahą wilków. Co dziwne, wilków od co najmniej lat sześćdziesięciu się nie boję. Mało tego, bardzo lubię te zwierzęta, a dzięki panu Adamowi Wajrakowi mam do nich wielki szacunek, jako do tych, co to odgrywają rolę sanitariuszy puszcz i lasów. Co do tego wszystkiego mają obrady nocne naszych parlamentarzystów z PIS?, Ano mają. Pomyślałem sobie, że gdyby te nieroby nie miały na miejscu pokojów sejmowych z rozścielonymi wyrkami, na których natychmiast mogą się rzucić i musieli po skończonej debacie zasuwać do swoich chat w czasie deszczu i po ciemku, a do tego byli straszeni duchami, w które wierzą jak w pana prezesa, to potrafili by tak zorganizować sobie prace by nie chować się nocą przed wyborcami. Przed suwerenem, który okłamywali i okłamują nadal.
PS. Gdy skończyłem  posta zadałem sobie pytanie: co ja chciałem  powiedzieć poprzez zamieszczoną treść?.  Nie wiem. Być może dowiem sie od Czytelników. 
 
Obrazki od góry:
1. Praawie Piłsudski. prawie.
2.Nogi i kłamstwo.
3.Oczywista oczywistość.
4.Kto tu rzadzi.
5.Prawda.
6.Wzorowy syn.

poniedziałek, 4 lipca 2016

SPAZMY NARODOWE


Piękne lato europejskie, temperatura powietrza jak w Kalifornii, do tego wszelakich imprez co niemiara. Oczywiście prym wiodą Mistrzostwa Euro 2016, szczególnie dla tych społeczeństw, których reprezentacje dostały się do francuskich finałów, ale to nie wszystko w temacie. Imprezy jak to imprezy dla jednych pozostają wesołą rozrywką, dla innych powodem do jęku, zgrzytania zębami, płaczu, a nawet spazmów narodowych. Oho, ho, już wszyscy się domyślają o czym, no właśnie tenże temat, a on ci o zwycięstwach i porażkach, ze wskazaniem na to drugie. Najbardziej do clou tematu pasuje okrzyczany Brexit, którym Angole straszyli Unię Europejską, mając na myśli wycyganienie jeszcze lepszych warunków przynależności do europejskiej rodzinki. Przypomina mi to rozkapryszoną córunię, która coś tam chce wymusić na rodzicach, bo w przeciwnym razie ucieknie z domu, chociaż nigdy by ją na taki czyn nie było stać, jest bowiem zbyt tchórzliwa. Propaganda w brexitowym temacie jednak doprowadziła do dramatycznego finału. Co prawda mieszkańcy Wielkiej Brytanii w przeważającej części niby „zażartowali”, bowiem sami nie wierzyli w to, że naprawdę może dojść do izolacji ich Wyspy od Kontynentu w kwestii organizacyjnej. Wystarczy przecie  ta geograficzna. A jednak doszło do niej.

Gdy następnego dnia po referendum Brytyjczycy się obudzili zauważyli z ogromnym strachem, iż mają wszyscy łapska w nocnikach. Wszyscy, zarówno ci którzy wierzyli w ten postrach Brukseli jak i ci, którym nawet do głowy by coś podobnego nie przyszło. Okazało się bowiem, że sympatycy UE w sumie przegrali tylko głosami jednego miliona mieszkańców. Brytyjczycy jako naród złożony z kilku sektorów administracyjnych, w materii ochoty na realny Brexit nie stanowili monolitu. Nigdy na poważnie nie myśleli o nim Szkoci, Londyńczycy oraz Irlandczycy Północni. A tu masz babo placek, bo stało się coś wbrew ich woli. Przecierali oczy ze zdumienia, bo nigdy nie wierzyli w podobne szaleństwo do jakiego doszło. Wygrali brytyjscy krewni polskich wyborców Prawa i Sprawiedliwości, zresztą w podobny sposób, poprzez oszustwo. Niebywałe, piramidalne oszustwo i gdy usłyszeli od Junkersa i Tuska, że skoro UK dokonała takiego a nie innego wyboru, należy w miarę szybko dokonać prawdziwego rozwodu. Kiedy oprzytomnieli co się stało, postawili oczy w słup, które jednocześnie łzami pociekły. Zawstydzenie a nawet płacz ze spazmem. Sam sobie jesteś winien Grzegorzu Dyndało, że podeprę się Molierem. Tak się złożyło, że Anglików dotknęło jeszcze inne nieszczęście. Mianowicie reprezentację Anglii, jednego z kandydatów do tronu mistrzowskiego europejskiej piłki nożnej, za burtę rozgrywek wyrzucili na wpół amatorzy islandzcy. Dla wielu to wcale nie mniejsze upokorzenie jak Brexit. Spazm narodowy słychać od Tamizy do Wisły. Innych kandydatów, zdaniem wielu specjalistów od sportu, do ww. tronu, a przynajmniej strefy medalowej m.in. Polaków grających jak z nut wyrzucił za burtę własny piłkarz Jakub Błaszczykowski, bo nie strzelił gola w rzutach karnych. Nie strzelił bo mocno zlekceważył zadanie. Błaszczykowski jako doświadczony piłkarz powinien wiedzieć jak zmylić bramkarza. Na szczęście, o ile sami polscy piłkarze wracali z minami minorowymi, o tyle kibice zgotowali im iście królewskie, a nawet papieskie (oczywiście JPII) przyjęcie, bo w sumie to zasłużyli na to. Od wczoraj płacz i zgrzytanie zębów słychać też w całych Włoszech, którzy też nie umieli strzelać karnych.

Przegrali jednak z mistrzami świata, chociaż sami ten tytuł dzierżyli aż cztery razy. Dzisiaj przeciwko gospodarzom Mistrzostw, Francuzom (też byłym mistrzom świata stają rewelacyjni piłkarze (półamatorzy) z Islandii. Kraju, gdzie żyje zaledwie 350 tysięcy ludzi. Na widowniach stadionów na których grają ich reprezentanci zasiada kilkadziesiąt tysięcy przyjezdnych z Wyspy. Żartowałem, że Wyspę opuścili wszyscy poza oseskami i dziadkami, którzy zostali tam by się nimi zająć. Dużo w tym prawdy. Ta garstka tam mieszkających ludzi naprawdę kocha sport, bowiem na podobnym poziomie mają narodową reprezentację piłki ręcznej. Gdyby dzisiaj dołożyli żabojadom, to można by rzec, że chyba świat oszalał. Niestety tym razem nic takiego się nie stało. W posumowaniu powiem tak: są powody do radości i do smutku, a nawet płaczu, ale nie warto aż tak mocno sobie brać wszystkiego do serca. Zdarzają się przypadki śmierci zawałowej kibiców, ale też zdarzają się śmierci z powodu nadmiernej euforii. Wraz z kibicami Islandii cieszę się umiarkowanie, bo jednak doszli do ćwierćfinałów. Smucę się gdy sobie wyobrażę aż czteroletnie (o ile nie dłuższe) kacze rządy, a jeszcze bardziej się zasmucę gdyby angielskie homofoby zmusili naszych rodaków do powrotu do kraju, bo wielu z nich naprawdę nie miało by do czego wracać. Tak sobie myślę, że duża część społeczeństwa polskiego, wzorem zawodów sportowych może nie wytrzymać szkodliwego napięcia generowanego rządami PIS, z kolei wielu innych może nie przeżyć euforii w oczekiwaniu na dobrze płatne stanowiska uwolnione redukcją pracowników nie sprzyjających władzy.






piątek, 1 lipca 2016

NO I PO PTOKACH


Tak powiadają piloci opryskujący las, a także ludzie przegrani i do tego sfrustrowani. Tak dobrze żarło, no i co?. Nie pomogły znaki krzyża wykonywane przez wbiegających na trawę piłkarzy, ba nie pomogły aż dwie Matki Boskie (Częstochowska i Fatimska) do których myślami i słowem zwracali się polscy piłkarze. Przegraliśmy ćwierćfinał Euro-2016. Po prawdzie to Matek Boskich mamy setki, a nawet tysiące i może Adam Nawałka postawił nie na tą co trzeba. Ta Częstochowska jest już trochę za bardzo zużyta i do tego wpada w złe towarzystwo. Mam na myśli towarzystwo z kibolami i narodowcami. Mam na myśli też grzesznych ojców paulinów od wieków żyjących sobie w luksusach na krzywdzie wiernych naiwnych, o czym wielokroć pisała prasa i inne środki przekazu. Trudno mieć pretensję do reprezentacji narodowej jako całości (drużyny) bo to naprawdę dobry zgrany zespół. Trudno mieć też pretensje do Kuby Błaszczykowskiego, który wczoraj po nieudanym strzale oddał by wszystkie zgromadzone wysiłkiem piłkarskim posiadane dobra, byle by odwrócić zdarzenie. Wykonywanie rzutów karnych podczas tak dużej imprezy, gdzie na egzekutora zwrócone są oczy milionów a nawet może miliarda, jest związane z ogromnym napięciem emocjonalnym. Zawodnik nerwy musi uwiązać na bardzo grubych postronkach, a nie jest to łatwe. Błaszczykowskiemu się nie udało, tym bardziej, że do reprezentacji powrócił po osobistych kłopotach w relacji z kadrą narodową. Bardzo się cieszył z tego powrotu, było to widać jak na obrazku, był bardzo aktywny, ruchliwy, a przy tym jako jedyny „dotykalnie” przyczynił się do dwu zwycięstw. Strzelił bowiem dwie bramki. Jako polscy kibice nie możemy się wstydzić za ostatni występ w meczu z drużyną Cristiano Ronaldo. Byliśmy bardzo równorzędną ekipą, a nasz gwiazdor Lewandowski wykazał się lepszą skutecznością w stosunku do światowej sławy kapitana Portugalczyków, jako że to właśnie on umieścił piłkę w ich siatce.
Może jednak Matka Boska Fatimska jest rzeczywiście bardziej opiekuńcza?. Trudno odpowiedzieć na takie pytanie laikowi spoza Kościoła. Nasza Częstochowska ma swoje „popiersia” i figury w każdym obiekcie sakralnym, na każdym skrzyżowaniu dróg, a nawet prawie w każdym domostwie i może w tej materii konkurować tylko z postacią Karola Wojtyły w roli papieża, smakosza wadowickich kremówek. Jak mogło dojść do takiego nieszczęścia drużyny z kraju, gdzie hostie fruwają przed oczami prezydenta, gdzie hostie zmieniają swe oblicza z mąki na ludzkie mięśnie sercowe, tego nie da się wytłumaczyć bez wiary wykluczającej rozum homo sapiens. Zarówno Polska jak i Portugalia to kraje bardzo katolickie i tu bym się doszukiwał podobieństw remisowych, ale niestety remis się utrzymał tylko do 120 minuty meczu. Reszta to już pozareligijne dywagacje, bowiem mówiąc wprost takich problemów nie mają kraje laickie, których zawodnicy wbiegają na boisko bez demonstracji swego przywiązania do Matek Boskich.
 
Zagadka dla myślących:Jeśli przed meczem modlą się piłkarze obu drużyn, to za kim jest Bóg?

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...