czwartek, 30 lipca 2015

OJCA SWEGO (PRAWDZIWEGO) CZCIJ.


 
Czcij ojca swego i matkę swoją. Niech wszyscy ci, co uczuć się nie boją, przyjdą tu dziś, bo muszą tu być. Zaśpiewać z nami ten refren. By ojca czcić i matkę czcić, jest za co dziękować, bo uczą jak żyć. Na ludzi wyjść, z przeciwności kpić. I być człowiekiem”. To refren piosenki śpiewanej przez młodzieżowy zespół. To również czwarte przykazanie boskie obowiązujące nie tylko katolików. O jakiego ojca tu chodzi, można zapytać. Ano o rodzica, który dał Ci życie i starał się ukierunkować swoje dziecko tak, by wyrosło na dobrego, pracowitego, prawdomównego, uczciwego i opiekuńczego człowieka. Zapewne nie chodzi tu o ojca typu Tadeusz Rydzyk, czy bodaj innego klechę, często jeszcze żółtodzioba i młodzieniaszka. A niestety, jak obserwujemy życie wygląda wręcz inaczej i przy tym bardzo żenująco, kiedy starsza pani zwraca się do wręcz młokosa odzianego w czarną sukienkę, proszę ojca. Można być też bardzo skonfundowanym, gdy ksiądz w konfesjonale zwraca się do starej kobiety lub starego mężczyzny słowami, córko lub synu. Nachodzi wtedy konstatacja iż zasiadający w tej świętej budce ma się za samego Boga, a przynajmniej Jego prawą rękę z glejtem w kieszeni. Nie wiem jak katolicy, ewangelicy lub wierni innych wyznań chrześcijańskich relatywizują kontakty z osobami duchownymi, ale w Polsce jest to atawistyczny przejaw zwyczajów średniowiecznych.
 
 
Właśnie w Polsce stare babinki, sterane ciężkim życiem, często też okupacją, oraz dziadkowie poruszający się o laskach garną się do całowania rąk księdza, rąk dopiero co oderwanych od pieszczot bioderek gosposi lub jąderek ministranta. Telewizja TRWAM pokazuje setki starych ludzi ustawionych w kolejce do całowania łaps Rydzyka, a przy tym ludzie ci wręczają mu koperty z pieniędzmi ze swych dziadowskich emerytur. Niektórzy czynią to nawet na klęczkach. To jest właśnie sponiewieranie słowa OJCIEC. Słowa, które w swej etymologii tak wiele mówi , tak wiele wyraża empatii i ogólnie serdecznych odczuć. Fakt, dla wielu to słowo nic nie znaczy, a w każdym razie używa go bez emocji tak, jakby mówił o worku ziemniaków. Nasze spolegliwe wedle Kościoła media również nazywają wielu duchownych niezależnie od ich wieku ojcami. Nawet telewizja publiczna, zwłaszcza publiczna wypromowała serial, w którym główną role gra Artur Żmijewski do którego wielu widzów prywatnie zwraca się słowem, ojcze Mateuszu. Taki z niego dla nich ojciec jak ze mnie kosmonauta.
 
 

Jak można w stosunku do pierwszego lepszego księdza, chociażby nawet biskupa zwracać się słowem, ojcze. No może poza papieżem, dla którego owe stanowisko jest już przypisane jako ojca Kościoła, ale nie ojca biologicznego, chociaż historia zna przypadki rozbuchanych chuci papieskich, gdy to w Watykanie urzędowały najlepsze prostytutki miasta Rzym. Z obrzydzeniem natomiast przechodzi mi przez usta słowo ojcze w stosunku do Rydzyka, Wesołowskiego, a nawet Dziwisza i nigdy tegoż słowa nie wypowiem, chociażbym miał ku temu osobistą sposobność. Księża, dzięki postępowi cywilizacyjnemu zostali po latach ich posługi obnażeni z najgorszych instynktów, najgorszych zbrodniczych uczynków. Otwarto tajemnice krucht w Ameryce, Australii i Irlandii. Są one jeszcze zamknięte m.in. w Polsce, ale Polacy coraz z większym zaciekawieniem pragną zajrzeć tam chociażby przez szczelinę. Dzieje się to dzięki publikacjom o bezeceństwach popełnianych przez kler różnych szczebli. Już na nic nie przydają się groźby wyrażone przez papieży, w tym Wojtyłę dla biskupów, że będą karani za ujawnianie w swych diecezjach przypadków pedofilii. To nie te czasy gdy obowiązywał dekret papieski „Crimen sollicitationis". Papież Franciszek jako pierwszy nazwał te zbrodnie po imieniu i nakazał przekazywać do Stolicy Piotrowej wszystkie przypadki pedofilii dokonywanych na nieletnich. Oczywiście wykorzystując kościelne prawo o tajemnicy spowiedzi nadal klechy będą unikać kontaktu z wymiarem świeckiej sprawiedliwości, chociaż przypadki pedofilii nadal będą ujawniane, bo „ojcowie”, jak samo słowo wskazuje muszą gdzieś się wyzwolić z nadmiaru buzującego nasienia. Najczęściej oczywiście w zespoleniu z drugim „ojcem”, bo wiadomo już publicznie, że do seminarium idą ci, którzy unikają spotkań z płcią odmienną. Wszyscy wiemy, że nazywa się to powołaniem kapłańskim. Zatem można powiedzieć że ojciec ojcu nierówny.
 
 
Jeden usilnie płodzi, drugi zaś tylko korzysta z owoców pierwszego. Przykład pierwszego to powiedzmy Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski, Tadeusz Cymański, Jarosław Kalinowski, czy też red. Pospieszalski, drugich zaś reprezentują m.in. abp Wesołowski, ksiądz Gil, a także dziesiątki innych kapłanów odsiadujących aktualnie wyroki.

Obrazki od góry:
1.Miłosierna twarz Rydzyka
2.Ojciec dla starszych babc.
3.Facet z dzyndzlem.
4.Dylemat obsady zakonów.



wtorek, 28 lipca 2015

SENATOR A LA JEŁOP


 
W Radiu Kraków zaprezentował się poprzez udzielenie wywiadu senator z kurzym nazwiskiem Stanisław Kogut z PIS, z wykształcenia mechanik po szkole zawodowej. Tytuł reportażu w tej sprawie brzmiał: „Żywy przykład na to, że w Polsce nawet jełop może zostać senatorem”. Wśród wielu „mądrości” powiedział on m.in. „Jeżeli wygramy wybory, to w uzgodnieniu w episkopatem wprowadzimy takie zmiany że w Polsce ludzie będą mogli mieć dzieci”. Bezdzietne Polki, senator będzie zapładniał bez in vitro z pomocą ...episkopatu (księży). Od siebie dodam że muszą to być wypoczęte, zdrowe byki, podobne tym, których na przepustki z frontu w celach prokreacyjnych wysyłał do kraju Hitler. Pod relacją z jego wywiadu ukazało się FB kilkanaście komentarzy, zresztą nie nadających się do przytoczenia i nie jest to najciekawsze. Wszyscy państwo mają silne nerwy trzymane na wodzy, bo inaczej to w przebogatym w kulturę Krakowie należałoby złapać „koguta”, ukręcić mu co trzeba i na rosół, chociaż wiadomo, że ta szlachetna zupa z takiego wkładu nadawała by się do wylania w przysłowiowym kiblu. Jak ludzie myślący poprawnie odnieśli się do wypowiedzi kogutopodobnych, niech posłuży tylko jedna wypowiedź. Autor podpisał się Charlie Hebdo.
"Uważam, że jedyną alternatywą ratującą Polskę przed pedofilskim klerem, „dudami”, „kaczorami”, „szydłami”, „wróblami”, „klempami”, „kogutami”, „kłopotkami”, „gowinami”, „tuskami”, „kopaczami”, „kukizami” i „kurwinami” jest głosować na zjednoczoną lewicę pod przewodnictwem Barbary Nowackiej. Może komentator(ka) ma racje, może jej nie ma. Każdy musi rozważyć w swoim rozumie, ale wszyscy ci, wymienieni, a ubrani w karykaturalne nazwiska na pewno nie nadają się do tego aby rządzić 38 milionowym narodem na poziomie europejskim, bo już dzisiaj to państwo jest z ich udziałem zachwaszczone klerykalizmem i prawicową ciemnotą . Ciemnotą wyrażającą się w wypowiedzi Koguta, Jackowskiego, Czudowskiej, oraz Pupy (jakże adekwatne nazwisko), sprzyjające prawu, które obowiązywało w czasach zbliżonych do, jeżeli nie średniowiecza to przynajmniej II Rzeczypospolitej. Dla nich wszystkich łącznie z tą nieoświeconą masą przynależną do kaczyzmu, zarodek maciczny jest nazywany człowiekiem." Ecce homo w senackim kogucim głosie : 
 
                                   .com/watch?v=gn0wh_U2XhY
 

Moim zdaniem jeżeli chodzi o to, że to jest człowiek na poziomie pana senatora Koguta i jego partyjnych kolegów, to ja jestem gotów się zgodzić, tyle tylko, że tamten maciczny jest o wiele tańszy, bo nie trzeba mu płacić ponad 20 tysiaków miesięcznie, opłacać wynajętego lokalu dla zamieszkania wybrańca narodu, oraz ubogacać w darmowe przejazdy. Wystarczy ciepły zakątek w brzuszku szczęśliwej matki. Nawet kler jakoś dziwnie przełyka ślinę gdy mu się zadaje pytanie, dlaczego unika katolickiego pochówku takiego człowieka zmarłego np. podczas porodu. No ale może senator Kogut uzgodni z episkopatem nowe zasady nie tylko jak przysporzyć dzieci, ale i jak je ewentualnie po katolicku pochować. Gdyby Kogut cokolwiek czytał, choćby na FB wypowiedź profesora seksuologii Jaczewskiego, to dowiedziałby się, że Kościołowi na tych zarodkach gówno zależy. (dosłownie). To jedynie pretekst do walki o władzę i pieniądze. 

 Ja sobie tu żarty robię, a tak w ogóle to należałoby popłakiwać nad losem naszej Najjaśniejszej. Pomieszkuje w niej 38 milionów ludzi, z tego blisko połowa, to ci, którzy w ciągu roku nie przeczytali ani jednej książki i są to w większości kogutopodobni wyznawcy kaczyzmu, którym wystarczy spotkanie na stadionie Narodowym z czarnym Boshoborą potrafiącym (tak sam zapewnia) wskrzeszać zmarłych. A poproście do jasnej cholery go o to, by wam wskrzesił Wojtyłę, L. Kaczyńskiego, ulubionych biskupów, oraz nieskazitelnych żołnierzy wyklętych, w końcu płacicie po 50 złotych za bilet na Stadion Narodowy, a na razie wystarczyłoby, aby w porozumieniu z niebem Boshobora wstrzymał wichury i ulewy powodujące tak wielkie straty materialne. W przeciwnym przypadku na modlitwę skazany jest Sejm, bo żniwa idą całą parą.

niedziela, 26 lipca 2015

KRUCHA ISTOTKA



 
Polska, Polka, Polonia, to wciąż rodzaj żeński. Eufemistycznie rzecz postrzegając to taka kobietka. Krucha w gruncie rzeczy istotka. W swej ponadtysiącletniej historii prawie wszystkie wojny przegrała, może poza Grunwaldem, ale to całkiem inna inszość, bo pomagali jej sąsiedzi, nawet ci ze Smoleńska (fuj), Turcji a i Litwy, Czech i bóg wie skąd doprawdy. Przegrała owa kruchość też wszystkie zrywy powstańcze, poza tym jednym, jedynym wielkopolskim. Ale kruchość owa tak do końca nigdy nie pozostawiała pokoju w … spokoju. Zdarzało się bowiem, że krew w niej się burzyła i wtedy brała oręż do swych wiotkich rąk, by zrealizować zamysł powiększenia swego terytorium, ba nawet w swoim czasie pogoniła kacapów aż do ich stolicy by osadzić na tronie kremlowskim syna polskiego króla Zygmunta III.
 
 
Właśnie ten sam imperializm, którym obnoszą się dziś rosyjscy nacjonaliści po aneksji Krymu i apetycie na Ukrainę, przyświecał 400 lat temu polskiemu królowi. W marcu 1611 r. za sprawą polskiej załogi prącej na Ruś doszło do dantejskich scen. „Była rzeź jako między taką gęstwą ludzi wielka, płacz, wrzask gwałconych niewiast, a nawet dzieci” – pisał w pamiętnikach hetman Stanisław Żółkiewski. Inny świadek opisywanych wydarzeń, Samuel Maskiewicz zapamiętał rabunki i gwałty, dokonywane przez, generalnie pijanych, Polaków. „Nasi tak sobie bezpiecznie [butnie] poczynali, że co się komu podobało i u największego bojarzyna, żona albo córka, brali je gwałtem”. Krwawe rządy na Kremlu zniechęciły Rosjan do tego stopnia, że wybuchło antypolskie powstanie pod wodzą księcia Dymitra Pożarskiego i kupca Kuźmy Minina. Rozpoczęło się oblężenie głodującego polskiego garnizonu. Polacy ginęli albo z rąk wroga, albo wzajemnie się zjadali... „Już traw, korzonków, myszy, psów, kotek i ścierwa nie stało. Więźnie trupy wyjedli wykopując z ziemi. Piechota się między sobą wyjadła i ludzi łapiąc pojedli. Syn ojcu, ojciec synowi nie spuścił; pan sługi, sługa pana nie był bezpieczen; kto kogo zgoła mógł, ten tego zjadł” - zapamiętał Józef Budziło. Tak oto krucha polska istotka długo nie porządziła stolicą Rusi.
 
 
W hańbie i samounicestwieniu ten wojenny przypadek przeszedł do historii. W następnych latach polskie wojska wyprawiały się na wschód, ale już nie tak „daleki”. Krucha ojczyzna, łasa jak większość kobietek na błyskotki, ciuszki, salony i niewolniczą służbę powiększała swe terytoria o obszary ukraińskie, białoruskie i litewskie, do dzisiaj zwane polskimi kresami. Ludność miejscową zaprzęgnięto do pługa przy uprawach zbóż na żyznej ziemi ukraińskiej, oraz zmuszono w sposób niewolniczy do pracy przy budowach pałaców dla polskich panów i pań. I tak zostało aż do ruskiej agresji w 1939 roku, gdy polscy panowie zostali wywiezieni do Katynia, oraz na Sybir, a żony i córki zmuszono do seksu z brudnym żołdactwem Armii Czerwonej. Kresowe panowanie kruchej polskiej kobietki dobiegło historycznego końca. Polscy „państwo” pod przymusem „abdykowało”, pozostając dozgonnym i najzacieklejszym wrogiem Rosji. Pozostał tylko synonim „polskie pany”, tak mocno akcentowany przez banderowców.
 
 
Polacy posiedzieli sobie na Kremlu zaledwie „historyczną chwilkę”, za to Ruskie zabrali im pałace i ziemie, do których się bardzo przyzwyczailiśmy, raz na zawsze. Tak oto krucha istotka jeszcze raz doznała klęski. Do innych, aczkolwiek bolesnych klęsk Najjaśniejszej Niewiasty przyczyniły się paradoksy, bo oto polski król zbyt słabo wygrzewał łóżko rozbuchanej seksualnie Carycy Katarzyny, skoro ta wespół Austrią i Prusami pozbawiła jego rodaków niepodległości aż na 120 lat. Po jej odzyskaniu krew w tej podstarzałej matronie na tyle się zagrzała, że po krótkim oddechu skierowała swoje wojska tym razem na południe po Zaolzie przy akceptacji Hitlera. Ten był przez naszą matronę hołubiony, na tyle, że pozwalała ona w polskich puszczach urządzać polowania najwyższym oficerom i ministrom III Rzeszy, po których wraz z naszymi politykami zasiadali oni do uczt biesiadnych.

 
Niestety, jak to bywa z niewiastami, szczególnie gdy życie nie zawsze przebiegło zgodnie z racją stanu, pan Hitler olał tę miłość i na terenie kraju Wiślan urządził niespotykaną w historii świata rzeź niewiniątek w postaci Polan, Żydów, Cyganów, socjalistów, homoseksualistów, słowem Słowian, a także obywateli innych państw, którzy w bydlęcych wagonach byli prosto kierowani do Oświęcimia albo Treblinki. Pozostała nam tylko nikczemna sława, iż obozy koncentracyjne, to wyłącznie polskie obozy, a owa krucha istota to największa antysemitka w Europie. Dzisiaj lada miesiąc będziemy obchodzić urodziny tej już starej niestety, tym bardziej kruchej matrony. Klepnie jej 1050 lat. Niestety większość tych latek mało chwalebna mimo jej słynnych dzieci, jak Kopernika, wieszcza Adama, prymasa Tysiąclecia, papieża, Wałęsy, a nawet Adama Małysza.
 
Obrazki od góry:
1.Polacy u stóp Kremla
2.Hetman Żółkiewski.
3.Polski pałac na kresach
4.Caryca Katarzyna w młodości.
5.Zabór Zaolzia.








czwartek, 23 lipca 2015

WIĘCEJ ŚWIATŁA !!!



 
To zawołanie ma kilku autorów, od Konstantego I. Gałczyńskiego w teatrzyku „Zielona Gęś”, po Wolfganga von Goethego w „Cierpieniu młodego Wertera”, a i mnie się przydaje, no bo poczytajcie Państwo: Niedawno byliśmy wszyscy świadkami popisów senackich przed głosowaniem nad Ustawą dopuszczającą leczenie bezpłodności kobiet poprzez in vitro. Cała w miarę wykształcona Polska, a zapewne, że i Polonia zagraniczna dosłownie sikała ze śmiechu po wypowiedziach imć senatorów Stanisława Koguta, Bogdana Pęka albo Doroty Czudowskiej. To żadna asertywność, to pieniactwo i kalectwo mózgu. Każdy może sobie poczytać na googlach. Swoimi wypowiedziami dali dowód nieukończonych podstawówek, ciemnoty, tępoty, kołtuństwa i mizoginizmu. Wiedziałem, że zasiadają tam posłańcy narodu o różnym stopniu inteligencji, ale to co pokazali w swych wystąpieniach, czyli bełkocie, bez żadnej reakcji marszałka Senatu przekracza wszelkie granice szacunku dla homo sapiens.
 
 
Na szczęście zgodnie z zapowiedzią, Ustawę prezydent podpisał co oczywiście rozwścieczyło biskupów i kołtunów religijnych z Terlikowskim na czele. Nikt nie wątpi skąd taki stan udupienia polskiej kultury politycznej i parlamentarnej. Nie jest żadną tajemnicą, że to ten jasełkowy polski katolicyzm, jak kamień u szyi ciągnie wszelki postęp cywilizacyjny społeczeństwa na dno. Rozwrzeszczana nienawistna tłuszcza terroryzuje Polskę krzyżem jak maczugą i jest gotowa wdeptać w ziemię i unicestwić wszystko i wszystkich, którzy nie kraczą ich językiem o miłosierdziu i pojednaniu z Bogiem. Przez Polskę tak naprawdę nigdy nie przeszła fala Oświecenia, a zadbał o to ten rozpasany, rozpustny i bezczelny poza granice wszelkiej przyzwoitości nasz umiłowany kościół katolicki (nie wypada pisać z dużej litery). Stąd tak drastyczne różnice kulturowe między nami a społeczeństwami zachodniej Europy. W tej chwili według mnie symbolicznymi i dominującymi postawami społecznymi są: kibole z bejsbolami i rozhisteryzowani dewoci spod krzyża smoleńskiego, oraz radyjka toruńskiego. Ale cóż, kultury i oświaty się nie kupuje w sklepie.
 
 
To się wykształca w ludziach często przez wieki, a dbać winni o to również mądrzy duszpasterze. No tak, tylko skąd ich brać skoro to albo pedofil, albo pospolity złodziej tyle, że tłusty i złotousty. I tak bezmyślny w swojej masie ciemnogród akceptuje milcząco obyczaje kleru tak wszechobecnego, że aż mdli. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasze „świeckie” władze idą jak szeregi żołnierskie na paradzie ramię w ramię z pomysłami biskupimi. Ze strachu oczywiście przed utratą tłustych posad. Polskie władze praktycznie uwłaszczyły kler poprzez podarunki budowlane, dają im rocznie ponad 10 miliardów złotych, oraz pozwolenie na indoktrynacje dzieci, czyli przyszłych pokoleń senatorów  posłów i księży. Nie spotkasz tego w żadnym innym europejskim kraju. Płaci im też składki ubezpieczeniowe oraz wypłaca sute emerytury. Miasta oddały biskupom najlepsze budynki na ich pałace. Kler stał się właścicielem budynków plebanijnych oraz cmentarzy, z których ma czysty dochód, jakoby zmarli byli chowani na ich prywatnym gruncie. Gorzej, że podarowane pałace, plebanie i budynki kościelne remontuje się kosztem skarbu państwa. Państwo jak ta dojna krowa nawet nie zaryczy, bo jest ubezwłasnowolnione. Skansen katolski na obrzeżach wschodniej granicy UE. Żadna dyskusja na rzecz porozumienia z władzami miasta w sprawach majątkowych jest dla kleru bezprzedmiotowa, co się okazało po liście prezydenta miasta Poznania, skierowanym do abp. Gądeckiego. Dziwię się osobiście, że władze, a nawet sami książęta Kościoła nie reagują na wręcz buntownicze wpisy na forach internetowych, gdzie Polacy, ci sami Polacy, których ponoć Kościół zaliczył do owych 90% wierzących w Polsce, nie potrafią wypiąć się oficjalnie na klesze zawołania i gremialnie nie wyjdą ze świątyń po to tylko, aby tam już nigdy nie wracać.
 
 
Osobliwy przykład dali wierni z Poznania, kiedy to pokazali kaznodziei tyłek, obracając się w stronę drzwi do wyjścia podczas kłamliwego pieprzenia o polityce przez „zasłużonego” dla polskiej psychiatrii ks. Małkowskiego. Tego samego klechę, co to pod krzyżem smoleńskim odprawiał modły i pluł na władze polskie, czyniąc zaklęcia w imię Boga i diabła. Ubezwłasnowolniony bezmózgowiec jest tolerowany bo ponoć ma zasługi ze stanu wojennego. Ciekawe jakie, czyżby zatrzymał czołg, albo przechował w świątyni tchórza Macierewicza. Sadzę, że aby demonstrować dzisiaj swoje zasługi wystarczyło w stanie wojennym przenieść w chlebaku kilka ulotek. Bo takich bohaterów znam więcej. Otrzymują oni dzisiaj od kumpli zasiadających we władzach bardzo duże odszkodowania. Niedawno zmarły senator Romaszewski nawet 250 tysięcy złotych. Ileż to lat przeciętny polski robol musiałby pracować i odkładać by uzbierać podobny worek forsy. Może 20, może 50 lat, a taki sobie cwaniak, co to z wyrachowaniem dał się internować (nie aresztować) na kilka dni, może miesięcy by żyć na wyższym poziomie dzięki darom zagranicznym, niżeli pozostali obywatele na wolności, dzisiaj ma zagwarantowane wysokie odszkodowania. W ten sposób nasz kraj zawsze pozostanie w notowaniach europejskich jako ten najbiedniejszy nie tylko materialnie, ale i kulturowo. Żal mi tylko pana Jarosława Kaczyńskiego, bowiem mimo starań wywrotowych generał Jaruzelski go nie zamknął. Przez co dzisiaj ubolewa nad brakiem swego, jakże należnego mu kombatanctwa.
 
Obrazki od góry:
1.Terlikowski główny katolicki dogmatyk polski.
2.Senator Kogut w swoim intelektualnym towarzystwie.
3.Polski obowiązkowy znak drogowy.
4. Polskie status qwo.


poniedziałek, 20 lipca 2015

CZARNA POLEWKA JEST OK.


 
Pominąwszy telewizyjne stacje nadające programy polityczne, przyrodnicze, sportowe, czy też rozrywkowe, prawie na wszystkich pozostałych można się natknąć na audycje promujące (demonstrujące) jakoweś kucharskie, a powiedzmy szerzej kulinarne poczynania ludzi ubranych w białe kitle i takowe czapki. Z całej Europy i świata. Pan Robert Makłowicz, mądry kulinarny dziennikarz z polskiej telewizji, lubiany za inteligencję, znajomość języków oraz historii poszczególnych narodów robi na mnie, człowieku zaliczającym się do smakoszy, najbardziej miłe wrażenie. Wrażenie pobudzające moje kubki smakowe możliwie najintensywniej. Jego ciekawe demonstracje przy garnkach i patelniach, upiększone przeróżnymi anegdotami i ciekawostkami związanymi z miejscem pokazów, przywiązują mnie do fotela przed telewizorem do ostatniego jego słowa i końcowych napisów.
 

 
Inni telewizyjni kucharze nie robią na mnie większego wrażenia, choćby to byli mistrzowie kuchni z samego Paryża, a tacy też są. A dlaczego tak jest?. Ano dlatego, że ja absolutnie jestem smakoszem wyłącznie starej polskiej kuchni, tej ponoć mało zdrowej. Z francuska cuisine polonais. Tej z terenów Polski wschodniej (zabór rosyjski), południowej (zabór austriacki) i centralno -zachodniej (zabór pruski). Kuchni każdej z tych „Polsk” popróbowałem i każda odpowiada moim wysublimowanym smakom. I ta wschodnia mięsno pierogowa, i ta zachodnia mięsno ziemniaczana i ta centralna o pomieszanych już przepisach kulinarnych. Nie szaleję za owocami morza. Nie szaleję za japońskim suszi (sushi), francuskimi ślimakami, ani hiszpańskimi tapasami. Kilkanaście lat temu, podczas podróży po Włoszech podano mi ogromny talerz z owocami morza, na wierzchu którego leżał duży czerwony homar. Mimo, że byłem głodny to z wielkim oporem coś tam spróbowałem. Dobrze że byłem z synem, który poratował mnie, pierwej "załatwiwszy" swój talerz. Także w oczach kelnera nie wypadłem najgorzej. Innym razem na wyspie Krk w Chorwacji podano nam (byłem w towarzystwie przyjaciół) na stół zupę z owoców morza, (krewetki), wyglądającą jak rosołek z drobiu, gotowany co najmniej trzy godziny na maleńkim ogniu. Była klarowna, przejrzysta jak Adriatyk otaczający ową wyspę i oczywiście smaczna. Mimo wszystko to nie był rosołek który warzy się u nas w domu, albo w domu mojego dzieciństwa na Mazowszu.
 
 
Na naszym podwórku, w gospodarstwie składającym się z sadu oraz kilku ha ziemi, zawsze biegał drób. Same kury trudno było zliczyć, bo Mama brała wiosną z wylęgarni minimum 200 kurcząt, były też kaczki, kilka gąsek a i indyk się znalazł. W takiej menażerii z łatwością pożywił się lis, kuna i tchórz, ale mimo to i dla nas właścicieli starczało. Pamiętam, że najbardziej częstym posiłkiem obiadowym był drób w postaci rosołków, pomidorówek, ale też czernin, przez niektórych zwana czarną polewką, którą uwielbiałem. Na inne wymyślne posiłki z drobiu nie było po prostu czasu. Oczywiście rodzice chowali ponadto świnki i krówki, no bo jak to żyć bez schabowego, golonki, oraz szklanki mleka prosto od krasuli. W stajni zawsze stał porządny koń. Porządny w sensie bardzo zdrowy umięśniony, który nam służył nie tylko do przejażdżki na oklep, ale przede wszystkim do prac polowych, oraz przewozu owoców na rynki. Oczywiście do czasu gdy w garażu nie pojawił się samochód oraz traktor, ale mimo tego Ojciec jeszcze długo trzymał swojego gniadosza, chociażby po to by się nacieszyć jego towarzystwem. Także z urozmaiceniem polskiej kuchni w zasadzie spotkałem się dopiero od lat licealnych gdy zamieszkiwałem na stancjach, a potem gdy już sam założyłem rodzinę i zamieszkiwałem w kilku stronach naszego kraju. A to w Wielkopolsce, a to na Pomorzu, oraz na Podlasiu. Dzisiaj wraz z Małżonką, która jest bez wątpienia artystką kulinarną, obdarzoną niebywałym wyczuciem smaku (nie tylko ust), na emeryturze przywołujemy owe dawne wspomnienia poprzez pitraszenie tego na co nabieramy najprawdziwszej ochoty.
 


 
Prawda, że nie jesteśmy alfą i omegą, bo pamięć już nie taka, ale od czego jest internet, na który można coraz bardziej liczyć, bowiem jego zapisy są uzupełniane. Zakończę wobec tego ten post słowem, smacznego. Obyśmy zdrowi byli.

Obrazki od góry:
1.Pieczone kurcze
2.Rosołek z wołowiny
3.Polskie gołąbki
4.Pasztet z zająca

piątek, 17 lipca 2015

BRICS


BRICS to skrót gospodarczy, ale i polityczny. W każdym razie nie wojskowy jak powiedzmy NATO albo SEATO. Ten skrót to Rosja, Chiny, Indie, Brazylia i South Africa. Pakt zawarty na wniosek Rosji, powołany w syberyjskim ponadmilionowym mieście Ufa. Ma na celu spowodować równowagę gospodarczą w odniesieniu do zachodniego świata z USA na czele. Nie ulega wątpliwości, że BRICS to przeogromny kapitał ogarniający bardzo wybijające się gospodarki Chin, Indii i Brazylii. Kapitał tylko tych gospodarek  to ponad połowa dorobku finansowego ludzkości.
29 marca br. odbył się w New Delhi kolejny coroczny zjazd liderów państw BRICS. Znaczenie polityczne, gospodarcze i kulturowe tej struktury, której liczba ludności stanowi ponad 40% wszystkich mieszkańców Ziemi, rośnie i według wszelkich prognoz nadal będzie rosnąć. Zastanówmy się co spowodowało zawarcie tegoż paktu, potężnego paktu. Co prawda gospodarczego, ale gdyby go „podrasować” i przekształcić w militarny?, to nie wiem, czy USA z NATO i innymi pomniejszymi związkami militarnymi mogły by wytrzymać starcie wojenne. Oczywiście każdy zdrowo myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że jakakolwiek konfrontacja nuklearna obu tych paktów likwiduje naszą planetę wraz z jej strukturą i mieszkańcami. O tym wiadomo jeszcze z okresu tzw. ziemnej wojny. Trzeba przy okazji nadmienić, że akurat wszystkie te państwa właśnie dysponują bronią jądrową. Wyczytałem, że BRICS już zaproponował pomoc gospodarczą upadającej Grecji. Spłata zadłużenia greckiego wobec wierzycieli to dla BRICS „kwota na waciki”. Warunkiem jest wyjście Grecji z Unii Europejskiej. Ponadto Grecja musiałaby się dać przygarnąć Rosji. A to już chyba mało możliwe. Unia Europejska zdaje sobie z tego sprawę i dlatego mimo upierdliwych oporów Grecji w sprawie zastosowania narzuconych reform, robi wszystko by ją utrzymać w brukselskim gnieździe, dlatego politycy greccy wiedzą doskonale, że z Unii Hellady tak łatwo nie wyrzucą. Zbyt duże Zachód by poniósł straty, nie tylko gospodarcze, ale i polityczne. Bogaty zachód wie, że alternatywą dla zachodnich instytucji finansowych być może jest powołany wspólnie przez państwa BRICS (Chiny, Indie, Brazylię, RPA i właśnie Rosję) bank, a także wspólny fundusz rezerwowy. - Te instytucje są jednak ciągle w fazie tworzenia, i zanim fundusze nabiorą pełnej wartości operacyjnej minie rok czy nawet dwa, bowiem trzeba ustalić nawet wspólną walutę bez euro, dolara i funta. Być może będzie to chiński juan. Myślę, że do powstania tejże Wspólnoty bogatych państw także przyczyniło się embargo rzucone wobec Rosji, oraz mało nieuzasadniony atak na Rosję po wcieleniu Krymu do macierzy. W końcu to Krym zgoła rosyjski, gdzie 90% zamieszkałej tam ludności to rdzenni Rosjanie. Można mieć do Putina wyłącznie pretensje o wtrącanie się do konfliktu ukraińskiego poprzez dozbrajanie wschodniej części tego kraju na rzecz utworzenia tzw. Małej Rosji. Bez żadnej wątpliwości Putin poprzez przystąpienie do BRICS chce pokazać światu oraz obywatelom Federacji Rosyjskiej, że Rosja pomimo embarga nie zginie, a jej mieszkańcom nie będzie się żyło zbytnio gorzej niżeli dotychczas. Wątpię!. Polska jako sąsiad, (a raczej mały sąsiadek) sama sobie strzeliła w stopę, ponieważ przystępując do embarga zamknęła dotychczasowy dopływ dewiz , jaki spływał z największego światowego rynku, gdzie popyt na nasze towary był praktycznie nieograniczony. Na nasze miejsce weszli inni kontrahenci i wypchnąć ich z rynku Rosji praktycznie nie będzie możliwe. Mądry Polak po szkodzie, jak zwykle zadziałała głupia polityka mężów złożonych przynajmniej w połowie z idiotów gospodarczych.
PS: Post ten traktuję jako odskocznię od nużących tematów składających się na ironiczną krytykę świrniętych polskich biskupów katolickich, dla których problemy takie jak in vitro, albo nic nie znaczący dla ludu bożego gendżer stanowią zasadniczy kręgosłup życia narodu. Dobrze, że coraz więcej moich rodaków pokazuje im środkowy palec, przez co ich autorytet pokrywa się mniej więcej z autorytetem błaznów. Domyślamy się, że nęka ich, w tym samego abp Dziwisza, sprawa Wesołowskiego, oraz dziesiątek donosów do sądów powszechnych na księży pedofilów z żądaniem odszkodowań, ale tego nie przykryją samym dżenderem ani krzykiem do tłumów na Jasnej Górze w otoczeniu innych błaznów z PIS. Naród mądrzeje. To potrwa, bo to Polska a nie Francja czy Irlandia, ale jest do wygrania.
 
Na razie jednak w dobie podlizywań się do Kościoła zarówno aktualna pani premier jak i potencjalna jej następczyni umizgują się do biskupów czynem. PIS osobiście klęczy na oba kolana, zaś Platforma jako ta która zarządza finansami postanowiła dorzucić Kościołowi na drobne wydatki 23 miliony złotych. Pani premier, chociażbyście wszyscy całą Platformą leżeli plackiem przed siedziba episkopatu, to i tak poparcie w wyborach jesiennych ze strony kleru znajdzie wyłącznie partia Kaczyńskiego. Szkoda tych pieniędzy, bo was akurat nie szkoda.
 
Fotki od góry:
1.Logo BRICS
          2.Polscy muzulmanie
     3.Sport to zdrowie
                   4.Pacież polskiego dziecka.

wtorek, 14 lipca 2015

JEGO "KRÓLEWSKA" MOŚĆ


 
Szlachcica Janusza Korwina Mikke (JKM), herbu Korwin,  z powodu demonstrowanego gestu można nazwać politycznym idiotą, i tak jest w gruncie rzeczy przez wielu postrzegany. Zachodzę jednak w głowę kim są osoby mu asystujące, oraz ci wyborcy, którzy oddali na niego swoje głosy i zrobili go europosłem. Sadzę, że ta dziewuszyna, która mu towarzyszy nic nie rozumnie i dlatego nadaje się na członka niektórych partii w Polsce. JKM, stary zmurszały jak zapomniany w lesie grzyb, polityk partii jego nazwiska, niepotrafiący powstrzymywać swoich emocji w jakichkolwiek okolicznościach, przypomina mi innego szaleńca, mianowicie Władimira Żyrinowskiego, który swoimi wypowiedziami i zachowaniem przebija wszystkich deputowanych rosyjskiej Dumy. Korwin reprezentuje prawicę laicką i tym się różni od pozostałej. Swego czasu w Sejmie się znalazł z ramienia partii UPR, której zresztą przewodził do czasu jej upadku.
 
 
Człowiek z ambicjami prezydenckimi (startował nieudanie we wszystkich dotychczasowych wyborach), właściciel kilku kamienic oraz innych dóbr, z zagadkowymi dochodami wciąż razi swoją chorą inteligencją i nieodpowiedzialnymi wystąpieniami na różnych forach i w telewizji. Chuligan polityczny, publicznie spoliczkował innego polskiego europosła Michała Boniego, zalecał byłemu prezydentowi Ukrainy Janukowiczowi, by ten spacyfikował Euromajdan, podobnie jak to zrobiły władze chińskie z protestami studentów na placu Tiananmen. To gość o przekonaniach nieco profaszystowskich i homofobicznych. Zastanawiam się więc w tym momencie, czy nasza demokracja jest na tyle rozciągliwa w tolerancji, że nie znajduje lekarstwa i sposobu na utemperowanie podobnych typków., którzy posługując się paszportem z orłem na okładce co chwila przysparzają kompromitującymi zachowaniami złych świadectw swojemu krajowi. Mikke podnosząc rękę w geście hitlerowskim, w języku niemieckim wykrzyczał na sali poselskiej „ Ein Reich, ein Volk, ein Ticket.” -, jeden kraj, jeden naród, jeden bilet, a do tego od dawna głosi teorie by w Polsce przywrócić monarchię. Być może ma apetyt na koronę i stolec królewski, bowiem jak zapewnia, w jego członkach płynie iście monarchistyczno- królewska krew. Nie wiem jak długo Polska, a zanosi się, że i Europa będzie znosić tę błazenadę, bo moim zdaniem człowiek- wróg Unii Europejskiej nie powinien pobierać pieniędzy z jej kieszeni . Ale co to z człowieka robi mamona otrzymywana w bardzo namacalnych kwotach widać było u innych europosłów, szczególnie z PIS oraz (wcześniej) LPR. Obie te partie głosiły absolutny sprzeciw w staraniach Polski o wstąpienie do europejskiej Wspólnoty. Jeździli po kraju autokarami jak nie przymierzając dzisiaj Szydło i Kopacz po to, by przekonywać społeczeństwo do referendalnego sprzeciwu.
 
 
Gdy jednak doszło do wyborów, masowo kandydowali na stanowiska europosłów, szczególnie wtedy gdy usłyszeli ile wynosi wynagrodzenie europoselskie. Znając zatem przekonania takich ludzi od podszewki można śmiało zaryzykować twierdzenie, że ci europosłowie z Korwinem Mikke na czele w Brukseli robią tej Unii tylko krzywdę, pracując na jej niekorzyść. Szkoda tylko, że ta niekorzyść przekłada się również na ich kraj. Kto z takimi politykami zrobi porządek i kiedy, wiedzą chyba tylko oni sami, gdy się im znudzi owa polityka za euro, albo po prostu mocno zapadną na zdrowiu, czego im akurat nie życzę.
 
 
Apropos dziewuszyny stojącej u boku JKM z rozwiniętym być może papierem toaletowym. Dywaguję, że wyrośnie z niej owoc polityczny podobny współczesnym senatorom jak Kogut, Jackowski, Pęk, Słoń, albo Czudowska. Podczas dyskusji w sprawie in vitro okazali się oni wieśniakami, granatem oderwanymi od pługa. Ich sprzeciw dla in vitro był m.in. determinowany argumentami: nie można namawiać mężczyzn do onanizmu, bo to są wrota do piekieł, albo nigdy nie zgodzimy się na kłucie igłą lekarską tak maleńkiej istoty ludzkiej jaką jest zarodek. Wystarczy?.Wystarczy aby splunąć na takie ... argumenty.

                                                 ***
Naturalne święte krowy możemy spotkać wyłącznie na terenie Indii, albo tam gdzie ludność wyznaje hinduizm. Na pozostałych terenach świata wałęsaja się ich podróbki. W Polsce też, a nawet, a może przede wszystkim na terenie Watykanu. Otoczony kolegami po fachu i "miłością do obcych dzieci", arcypedofil Wesołowski miał stanąć po długim oczekiwaniu pokrzywdzonych przed sądem na terenie swej ostoi czyli Watykanu. Szeroko zapowiadany proces, w dniu jego rozpoczęcia niestety został odwołany na czas nieokreślony z powodu nagłej awarii zdrowia oskarżonego arcybiskupa. Biedactwo zaniemógł na nerwy, które przestały działać z powodu, iż tego dnia nie miał dostępu do chłopczyka lub dziewczynki. Cóż organizm ma swoje przyzwyczajenia, i dlatego masz babo placek. To akurat mogą być żarty.

 
Prawda jest taka, że Wesołowskiemu nie miał i nie może spaść ani jeden włos z głowy, jak większości pedofilom w purpurze. Ani w Watykanie, ani w Polsce. Tacy zbrodniarze nie stają przed sądem, a jeżeli już to tylko po to, by być uniewinnionymi z powodów wiadomych tylko sądom złożonym z przyjaciół podsądnego.Do takich zaliczam kapciowego św. JPII, Stanisława Dziwisza, który doskonale znał "Wesolutkiego", pardon Wesołowskiego jako swojego ziomka spod Krakowa od lat seminaryjnych. Wesołowski może być osądzony wyłącznie w Hadze. Przed sądem, który patrzył w twarze zbrodniarzy serbskich, a nawet dożywających sędziwego już wieku esesmanów. Nigdzie indziej. 
 
Foto od góry:
1.Bohater posta JKM
2.Postać ogólnie znana i podziwiana.
3.Czudowska, senator PIS
4.Patronka dzieci z probówki
5.Cała prawda (fotka z Facebooka.)
 
 
 

sobota, 11 lipca 2015

NIESZCZĘŚLIWA


 
Nie minęło pół roku jak zamilkły media ale też politycy na temat tzw.„zamachu smoleńskiego”. To tworzywo polityczne, podzieliło społeczeństwo na dwie a może i więcej części. Najwięcej nas należało i oczywiście nadal należy do grupy społecznej niedającej wiary, ani nawet przypuszczeniom, iż nastąpił jakikolwiek zamach na polską elitę kościelno-polityczną spieszącą się (dosłownie) na uroczystości 70 lecia mordu katyńskiego, oraz porwanie przez KGB kilkoro „najcenniejszych” dla Rosji pasażerów rządowej "tutki". Druga część to ci którzy nie mieli i nie mają swojego zdania na ten temat. Ostatnia część (dość duża, bo ok.25%) to Polacy, którzy w słowa Macierewicza i jego „specjalistów” od wypadków lotniczych uwierzyli jak w literę najświętszej ewangelii.
 


 

Być może od tej pory tak bardzo staliśmy się jako Polska wrogami Rosji i narodu rosyjskiego. Głosi się tezę, że Putin tylko czycha na nasz kraj by powiększyć sobie granice z Unią. Podzieliła nam się Polska podobnie jak Francja za sprawą Dreyfusa. Podzieliła do tego stopnia, że temat katastrofy smoleńskiej bywał osobistą tajemnicą, o której nie należało rozmawiać ze znajomymi, przyjaciółmi, a nawet rodziną w sytuacji gdy znamy odmienne od naszych opinie, a nadto przekonania polityczne. Z góry można było założyć, że potencjalny wyborca PIS będzie bijąc się w piersi optował za zamachem Putina na Lecha Kaczyńskiego. Należało więc podczas przypadkowych spotkań, ewentualnie zorganizowanych towarzyskich biesiad najpierw wysnuć, albo wręcz zapytać, na jaką partię ostatnio głosował, ewentualnie ma zamiar głosować w przyszłości, po czym dalszą rozmowę na tematy polityczne można ukierunkować już swobodnie, albo na wszelki wypadek, by uniknąć skandalu podziękować za gościnę i opuścić towarzystwo. Można się było też spotkać z nachalną namową, a nawet wręcz molestowaniem, aby podczas najbliższych wyborów oddać głos na tego albo innego, według twojego rozmówcy bardzo wartościowego kandydata. Osobiście słyszałem o podobnym przypadku, gdy jedna z sióstr bezpośrednio i telefonicznie wręcz błagała drugą siostrę o to aby ona oddala głos na Andrzeja Dudę. „Błagam i zaklinam cię na wszystko, okaż się katoliczką i oddaj głos na kandydata, który sprzyja Kościołowi i publiczną modlitwą daje wyraz temu że jest dobrym człowiekiem”. Tak jakby dotychczasowy prezydent Komorowski okazał się zatwardziałym komuchem, pluł na kler i z daleka omijał świątynie. Jakaż siła przekonań płynie z ambon, że ludzie mimo, że osobę Komorowskiego wraz z małżonką widzieli w każdą niedzielę i święto przed ołtarzem podczas komunikowania, albo w towarzystwie biskupów w czasie państwowych wystąpień, dali się omotać do tego stopnia. Komorowski przeciętnemu Kowalskiemu ani nie przeszkadzał, ani mu nie pomagał. Można by powiedzieć, że poza wręczaniem orderów kolegom solidarnościowcom, ale też potomkom żołnierzy wyklętych spędzał spokojne wygodne życie. W Dudzie polski episkopat z powodu dewocyjnych wystąpień jego rodziców którzy głosili, że „Bóg powierzył Polskę naszemu synowi”, widział tego, co to pozwoli jeszcze bardziej oskubać ten
 


nie najbogatszy kraj.
Podobne stanowisko zajęła cała skrajna prawica, dla której powrót do IV RP jest nadrzędnym zadaniem. Jak wspomniałem na początku, od co najmniej pół roku słowo zamach smoleński ucichło, ale nie sądźcie krajanie, że te słowa umrą na wieki. Z zamysłem schowani w czeluściach kociej nory Kaczyńskiego Macierewicz i Fotyga, tylko czekają na spust z łańcuchów. Owe 25% ich wyznawców czeka na ten cud, gdy z otwartą przyłbicą będą znów mogli sobie spojrzeć w oczy z najbardziej „poszkodowanymi w Smoleńsku”, czyli wdowami po gen. Błasiku, Wassermanie, Gosiewskim, Kurtyce i innymi, dla których żadna kwota odszkodowawcza nie jest i nigdy nie będzie satysfakcjonująca. Zarzewie nienawiści jednej części społeczeństwa do tej drugiej wciąż się tli, wystarczy gdy Macierewicz, albo inny chory pisowiec podrzuci poświęconych przez księży smolnych drew i wyciągnie z kieszeni zapałki.
 
 
Nie będziemy na to zbyt długo czekać. Zanosi się, że już jesienią Kaczyński i Szydło uszczęśliwią prawie 90 miliardami nasze społeczeństwo. Miliardami, które jak królika z kapelusza wyciągnie, albo uczyni cud jak w przypowieści Jezusowej o rozmnożeniu chleba w Galilei przy pomocy cudotwórcy afrykańskiego Boshobory. Przyznaję, że przez te ciche od smoleńszczyzny pół roku pozwoliły nam na lekki oddech. Tylko niestety na lekki, bo przegrana Komorowskiego, a szczególnie pierwsze od ośmiu lat zwycięstwo wyborcze reprezentanta PIS, ponownie wyostrzyły apetyty na powrót Polski smoleńskiej, czyli wstecznej pod każdym względem. Na powrót ciemnoty, jeszcze większej dominacji polskiego Kościoła katolickiego, trywialnego prostactwa, nienawiści do Unii Europejskiej oraz sąsiadów Polski, ale też mizoginizmu poprzez zapowiedź unieważnienia ustaw o przemocy w rodzinie, oraz tej ostatniej dotyczącej in vitro.

 
Grozi nam atawizm feudalny i to w najbardziej wyrafinowanym wzorcu. Enklawa ciemnoty, przedsionek piekła. Te zapowiedzi powrotu do IV RP przypominają mi klimat niemiecki sprzed wielu dziesiątek lat. To taki kaczystowski Mein Kampf. Są pewne analogie autorskie. Obaj to „prawdziwi” katolicy. Obaj autorzy to przyjaciele zwierząt. Pies czy kot, co za różnica. Nieszczęśliwa ta nasza ojczyzna. Otoczona i usiana tysiącami figur i kościołów, zawierzona najwyższym istotom niebieskim. Zawsze Dziewica to nasza narodowa matka, a Jej Syn lada miesiąc ma zasiąść na tronie królewskim. A jednak nieszczęśliwa.

Fotki od góry;
1. Szacunek dla pana prezesa- premiera.
2. Zarozumiały car.
3.Ciemnota narodowa.
4.Wniosek.

czwartek, 9 lipca 2015

NIE LICZ NA DZIADKA


 
Cytat prasowy: "Liczba osób w wieku 70 lat i więcej wynosi w naszym kraju w przybliżeniu 4 miliony. Prawie 2 miliony starszych obywateli naszego kraju nie pobiera wyższych świadczeń emerytalno-rentowych niż 1500-1800 złotych miesięcznie. Ich standard życia jest bardzo niski. Beata Szydło, kandydatka Prawa i Sprawiedliwości na urząd premiera, ani jednego słowa nie wypowiedziała na temat socjalnego statusu ludzi w podeszłym wieku w Polsce, a przecież większość z nich słucha Radia Maryja, które każdego dnia promuje partię Szydło i Kaczyńskiego". Paranoja?. Niekoniecznie mili państwo, bo partia promująca wartości katolickie okazuje się mieć w "głębokim poważaniu" swój twardy elektorat. Ten elektorat godzi się na największe upodlenie, byle mieć poczucie, że jest z Jarosławem i Rydzykiem. Starsza osoba w Polsce przeciętnie wydaje miesięcznie na lekarstwa kwotę około 300 złotych. Stałe koszty 50 metrowego mieszkania (obejmujące koszt ogrzewania, zużycia wody, gazu i prądu oraz opłaty administracyjne) są szacowane na około 800 złotych.

 
Przeciętnemu polskiemu starszemu emerytowi pozostaje na miesiąc na życie kwota mniejsza niż 700 złotych. Ten elektorat pani Szydło nie ubiera się w butikach, ale w tzw. szmateksach. Są to ciuchy używane, zwożone z całej Europy. Słyszymy też, że pani Szydło preferuje interes tych, którzy płacąc niewolnicze pensje swoim pracownikom, dotkliwie niszczą etos godności pracy. A tak przy okazji konkluzja dla pani premier Kopacz, która to wszystkimi siłami, zanim staniemy do jesiennych wyborów chce nadrobić w trybie przyspieszonym realizację obiecanek złożonych narodowi w czasie wygłoszonego expose. Otóż z bólem i pod wpływem strachu uchwalona przez Sejm Ustawa o in Vitro trafiła do Senatu. Tu większość senatorów reprezentuje Platformę Obywatelską. Wydawało by się, że nie ma żadnych obaw jak Senat potraktuje decyzję Sejmu. Czy ją zaaprobuje, czy zrodzą się w tych starszych głowach w świątyni dumania jakoweś wątpliwości natury chociażby moralnej. Okazuje się, że takie wątpliwości się zrodziły.
 

 

Natychmiast ta „rada starszych” zapowiedziała dokonanie na organizmie projektu masy poprawek, które w sumie doprowadzą całość ustawy do jej zniszczenia merytorycznego, czyli tak, że można by ją potłuc o kant d..y. A dlaczego się tak dzieje?, ano dlatego, że dziadki tam zasiadające wystraszyły się biskupów, którzy ich postraszyli słowami brzmiącymi miej więcej tak: Żaden z was, ani żadna z was choćby teoretycznie już nie może oczekiwać potomstwa ze względów biologicznych, ani też poprzez in Vitro, ze względu na swój pesel, natomiast wszyscy zbliżacie się do deski grobowej. Gdy nie odrzucicie tej ustawy z piekła rodem, Kościół święty i powszechny wyłączy was z szansy zbawienia rzucając na was klątwę zwaną ekskomuniką, czego skutkiem będzie odmowa pochówku w ziemi poświęconej. Wielu dziadków i babć pierdzących w stołki senackie już zatrzęsło swoimi dość sfatygowanymi członkami. Kościół wie jak postępować z tymi, którzy jeszcze mimo sekularyzacji społeczeństwa, co niedziela turlają się do świątyni i wysupłują datki na tacę. Co prawda, w przypadku senatorów słowo wysupłują jest nie na miejscu. Oni posługują się zwykle banknotami o większych nominałach. Dlatego pani premier Kopacz nie powinna zbytnio liczyć na dziadków. Dziadek mimo swej organicznej głuchoty pierwej usłyszy głos księdza, niżeli swego wyborcy, w tym bezpłodnych kobiet. Taki dziadek albo babcia ma poszanowanie u oczekujących na spadek wnucząt, a gdy znajdzie się w „pensjonacie” zwanym hospicjum, również u księdza lub siostry zakonnej, którzy obiecują im koczując u wezgłowia zbawienie w zamian za zapis majątku na ich rzecz.

 

Mimo tego mamy nadzieję, że pani premier Ewa Kopacz wyperswaduje starcom z izby wyższej parlamentu, choć łatwo nie będzie, że w sumie nie opłaci im się jakikolwiek układ z biskupami, bo ci zawsze byli po stronie mamony, ciemnoty, zacofania i obłudy, a zbawienie wieczne pracujących na nich owieczek, w gruncie rzeczy mało ich obchodzi. To tylko biznes.
 
Obrazki od góry:
1.Kaczoszydło.
2. Modły przeciwko in Vitro w Polsce
3.W przerwie obrad parlamentu.
4.Wywiad legalny.

poniedziałek, 6 lipca 2015

NA SKRAJU JUTRA


 
Film D. Limana zatytułowany podobnie jak mój post, jest przepowiednią tego co nas czeka. Może nie aż o tak alegorycznie wyreżyserowanych skutkach, bowiem akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w której rasa obcych, zwanych Mimikami, przypuściła na Ziemię bezlitosny atak i rozpanoszyła niczym pszczeli rój. Ja jednak widzę pewne skojarzenia, bo co nas czeka jako kraj, jako naród, jako społeczeństwo w następnym czteroleciu, żeby nie wychylać się poza jutro. Chodzi mi tylko o czterolecie w rodzinie, w kraju, w świecie. Pytanie pozostaje otwartą zagadką. Nauka zwana futurologią, stanowiąca element filozofii, której nie chcę wywlekać z czarnych czeluści moich zakamarków mózgowych zapewne w jakimś stopniu, każdemu ciekawskiemu, chociażby częściowo odpowie na postawione pytania. Z obserwacji życia politycznego w ojczyźnie, a co dalej idzie w Unii Europejskiej i na świecie widzimy, że z powodu przeogromnych przepaści ekonomicznych, oraz niekontrolowanej rozrodczości w krajach trzeciego świata, tenże świat, a przy nim również świat wysoce cywilizowany o utrwalonej demokracji jest mocno zagrożony. Podstawowym zagrożeniem są nieakceptujące się wzajemnie religie. Religie, gdzie wierni wyznawcy liczą się w setkach milionów, a także w miliardach. Dotyczy to islamu i chrześcijaństwa. Religie te zwalczają się wzajemnie od tysiąca lat, a konkretnie od wypraw krzyżowych organizowanych na zawołanie papieży. Przykładem powyższego są kolejne zamachy ze strony wyznawców Allacha, chociażby ten ostatni na turystów przybyłych po słońce do Tunezji z krajów o tradycji chrześcijańskiej.
 
 
Po słońce?, jakby go było mało w ojczyźnie JPII. Takie incydenty o coraz większej sile rażenia spotykamy i spotykać będziemy coraz częściej. Mój kraj jak na razie nie jest zbytnio zagrożony ze strony islamu, aczkolwiek słyszy się sygnały różnego niezadowolenia, chociażby z powodu braku zgody władz na budowę meczetów, tudzież odmowy udzielenia stałej gościny uciekinierom z Afryki Płn. w liczbie proponowanej przez Brukselę. Innym kłopotem jest to, że Polska stoi na skraju wielkiej niewiadomej po wygranych wyborach przez Dudę, człowieka, który jeszcze nie wstąpił w progi Pałacu, a już włóczy się po kościołach, by na kolanach zbierać spadające na posadzki sakramentalne opłatki, dzięki czemu już za żywota jest uświęcony przez biskupów, a i własnych rodziców. Można snuć wizję, że do krucht zapędzi większość społeczeństwa, szczególnie tę część, która w 70 procentach zamiast uczestniczyć w kościelnych jasełkach baluje w supermarketach. Pomoże mu w tym nowy pisowski parlament z Szydło na czele, oraz mało poważny politycznie Kukiz, który jako kandydat na wicepremiera wyrzekł się raz na zawsze wszelkich politycznych programów, za to cudownie nawrócił się nabożnie po słynnej piosence „ZChN zbliża się”, którą lansował przed laty. Okazuje się, że brak programu nie przeszkadza Kukizowi w dążeniu do władzy.
 
 
Wykorzystując ludzkie poczucie niesprawiedliwości, (co jest faktem), jak kwerulant pieniąc się zdobywa coraz więcej fanów, szczególnie wśród kiboli i sfrustrowanej młodzieży. Z jego teorii, które głosi nic nie wynika, ale chyba nasz naród nie potrzebuje jako tako koherentnych obiecanek. Wystarczy mu jak widzom cyrkowym zbawiciel wyciągnięty z kapelusza. Zbawiciel podobny białostockiemu kandydatowi na prezydenta miasta, nazwiskiem Kononowicz, co to miał zamiar wszystko zlikwidować, by nie było niczego. Wtedy w jego wizji naród będzie szczęśliwy, o ile pomoże Matka Boska. Z kolei obiecanki przyszłej pani premier z ramienia kaczystowskiej partii opiewają na blisko 150 miliardów złotych. Nie ważne skąd rząd je weźmie. Ważne, że wyborca uwierzy w jej słodkie jak pszczele tworzywo słowa. Ile to już było tej słodyczy rozlewanej przez poprzedników. Też nie ważne. Było, minęło. Podobnie koncypuje przyszła pani premier. Nikt jeszcze nie stanął przed Trybunałem Stanu za głoszone banialuki, bo i za co?.
 


 

Przecież chciała dobrze, a że wyszło jak zwykle to już nie jej wina, a całego narodu. Narodu zbyt leniwego, zbyt zapatrzonego w słowa „daj niżeli masz”. Narodu przywykłego do powiedzenia „jakoś to będzie”, ewentualnie „Polacy nic się nie stało”. Ja natomiast wiem i czuję to całym swoim skromnym jestestwem, że „stanie się” i trudno będzie się z tego wygrzebać przez długie lata. Amen. 
 
Fotki od góry:
1.Prezydent elekt i jego zręczny gest przy biernej postawie m.in generałow i. "szoguna".
2.Kukiz walczący
3.Groteskowy kandydat Kononowicz.
4.Nie chcę takiej Polski.
 





piątek, 3 lipca 2015

O TAKIE POLSKIE ...


 
„W ciągu 45 lat "komuny" w Polsce przybyło obywateli (z 26 mln po II wojnie do 38,5 mln w roku 1989). Z kolei w ciągu 25 lat "wolności" czyli rządów Solidarności Polsce ubyło ponad 4 mln obywateli, a uwzględniwszy nieudolność rządzących, z Polski większość chce uciec (za chlebem). Uciekają najlepiej wykształceni, młodzi, zdolni. I pracują na korzyść kraju do którego się udali, bo Polska swoim obywatelom nie potrafi zapewnić godziwego życia, ale "SWOIM" zapewnia kolosalne majątki. Bo jakie "kominy" płacowe były za "komuny"?. Były, ale delikatne. A w Polsce solidarnościowej różnice między najwyższą i najniższą płacą dochodzą do 1500 (prezes Banku Gdańskiego w 1999 r. zarabiał 900 tys. zł miesięcznie, a sprzątaczka w tym samym banku zarabiała aż! 600 zł miesięcznie). Ciekawe ile pan prezes zarabia dzisiaj po 15 latach. "O TAKIE POLSKIE" - jak powiedział klasyk Wałęsa, z którym tak chętnie się fotografowali wszyscy dzisiaj rządzący, albo ich następcy (pocioty, kumple i dozgonni przyjaciele). Wielkość kraju pozostaje ta sama, ubyło nas tyle milionów, jest mniej gęb do wyżywienia, dlaczego więc bieda się nie kurczy, a wręcz odwrotnie, pęcznieje”.
 
 
Niestety prawda i tę prawdę, o której pisze powyżej internauta przeniesiono w całości na praktyki współczesne. Szefowie centralnych instytucji, a także prezesi spółek Skarbu Państwa, a jakże też szefowie rad nadzorczych, nie wspominając o europosłach dosłownie kąpią się w mamonie. Przechodząc na emeryturę, lub zmieniając stanowiska, wszyscy zostają milionerami. Rzecz niepojęta dla przeciętnego Polaka. Wystarczy wyjechać z każdego miasta kilometr, dwa, by zobaczyć prawdziwe pałace ze służbą, ochroniarzami i garażami w których pomieszkują cacka od mercedesa i BMW wzwyż. Całość ogrodzona bezpiecznym płotem z odpowiednią instalacją alarmową. Pobierają w skali miesięcznej setki tysięcy złotych w ramach wynagrodzenia. Te kwoty dla otoczenia są tajemnicą. Władza to widzi i to aprobuje.
Przykładowo premier powołał przed kilku laty zespół złożony z przyjaciół, który to zespół miał koordynować plan budowy elektrowni atomowej. Cwaniacy pobierają do dzisiaj po ok. 100 tysięcy złotych pensji miesięcznie, a o „atomówce” cicho sza, nawet nie ustalono gdzie ma powstać. Podobnie jak w latach dziewięćdziesiątych dzisiaj też masy ludzkie pracują za banknoty śmieciowe na umowach także śmieciowych. Różnica między PRL a rządami postsolidarnościowymi jest taka, że w PRL istniały wielkie zakłady pracy produkujące m.in. na eksport. Każdy dobrze zorganizowany strajk generował olbrzymie straty. Rząd się tego bał, dlatego ministrowie jeździli z workiem pieniędzy, którymi gasili zarzewie tych buntów. Po roku 1989 z woli Balcerowicza, dla uniknięcia zagrożeń strajkowych, po prostu rozwalono duże zakłady w miastach, oraz spółdzielnie produkcyjne i PGR na wsi. W ten sposób pozostawiono naród na śliskim lodzie. Nie ma fabryk, nie ma załóg, nie ma strajków. Kazali wziąć swój żywot we własne ręce, czyli ratuj się kto może. Obiecywano słodkie życie z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej. Niestety na tej operacji zyskali oni sami, przenosząc się z foteli poselskich na jeszcze lepiej płatne europoselskie. Wszyscy to wiemy. Wszyscy słyszymy obiecanki przedwyborcze, ale niestety ciągle jako Polska i naród pozostajemy w ocenach dochodów krajowych na ostatnim miejscu w Europie. Jesteśmy, kurde, za przeproszeniem w czarnej dupie. Tak powiadają moi sąsiedzi. Pieniądze z Unii marnujemy, chociażby rozdając je Kościołowi, mimo że większość księży i biskupów nie może już dopiąć swoich spodni i sutann, albo po prostu ratując rządowy tyłek rozdajemy górnikom, by zachować nierentowne kopalnie. Poza tym społeczeństwo jest indoktrynowane poprzez intytucję IPN nienawiścią do wszystkiego co zdarzyło się w PRL. Milczeniem pomijany jest dorobek milionów ludzi pracy i odbudowa kraju po zniszczeniach wojennych, natomiast cichcem następuje wyprzedaż resztek majątku narodowego z takim trudem i wyrzeczeniami zgromadzonego właśnie wysiłkiem tamtej Polski. 
Przerywam pisanie, bo dociera do mnie sygnał ostrzegawczy: Hola, hola, a w gruncie rzeczy to kto ja jestem, jakiś uzdrawiacz narodowy, John Bashobora od wskrzeszania rzeczy padłych?, czy inny Anatolij Kaszpirowski, co to poprzez odliczanie napędzi rozumu rządzącym. Nie jestem też Wernyhorą, ani też ks. Piotrem z Dziadów Mickiewicza, mesjaszem narodu. Daj sobie luz człowieku mówię cichcem do siebie, po to by powtórzyć te słowa głośno i jeszcze głośniej. Popatrz na świat poza Polską, bo masz ku temu warunki, choćby poprzez media. Nie musisz wyjeżdżać, bo szczerze mówiąc nie masz ku temu ani środków ani zdrowia.. Jesteś, tak jak większość biało-czerwonych w czarnej du..e. Jak większość.
 
Fotki od góry:
1.Tak mieszkają polscy biskupi.
2. A tak bezdomni obywatele.
3.Elektrownia atomowa w Żarnowcu, zbudowana w PRL, zniszczona przez Solidarność.
4.Uzdrowiciel Kaszpirowski.










środa, 1 lipca 2015

O TYCH CO W KIECKACH


Z kazania kardynała Stefana Wyszyńskiego wygłoszonego po wyświęceniu nowych kapłanów - kard. Stefan Wyszyński, Ateneum Kapłańskie, zeszyt 2, IX-X 1960 r). Poczytajcie proszę.
"Otrzymaliście w tej chwili straszliwą władzę. To jest władza nie tylko nad szatanami, nie tylko nad znakami sakramentalnymi, ale przede wszystkim - nad samym Bogiem! Jesteście przecież "spirituales imperatores", a jako tacy, macie władzę rozkazywać nawet samemu Bogu. On tego zapragnął, on tego od Was chciał! Będziecie Mu rozkazywać, gdy na Wasze słowa zstępować będzie na ołtarze - Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy ... Kto ku Wam patrzy, widzi w Was Boga. Kto do Was się zbliża, nie szuka ludzkiego, ale Bożego. Prawdziwie: Sacerdos, alter Christus!, czyli kapłan jest drugim Chrystusem !!.
 


Teraz już rozumiecie parafianie, czyli jak powiada encyklopedia, prostacy, głupki, ciemniaki, tępaki. Jak rozumiem nie przyznajecie się dzisiaj w XXI wieku do tego typu „zaszczytnych tytułów”. Wydawałoby się, że słowa wygłoszone przez kardynała Wyszyńskiego do nowych kapłanów powinny Was mocno obrazić. Chyba, że rzeczywiście godzicie się pokornie na encyklopedyczne wyzwiska w imię zaklepania sobie u swojego klechy miejsca w wymyślonym przez nich niebie. W wymyślonym, ponieważ jak wskazują badania, co najmniej połowa z nich nie wierzy w żadne niebo ani piekło. Są po prostu ukrytymi ateistami.
 
 
 
Ostatnio zlikwidowali czyściec, by sobie nim głowy nie zaprzątać. Dla nich niebo, czyli raj jest tu na ziemi. Wiedzą doskonale, że tyle doświadczą dobra i szczęścia ile wyrwą, choćby z gardła od parafian i państwa (rządu). Kwestia tylko w tym jak rządy przysposobić sobie na tyle, by były absolutnie im podporządkowane. W Polsce nie mają z tym problemu. Tu stosuje się towar wymienny. Wy nam dużą kasę, ziemię i obiekty, a my poprzez posłuszny, katolicki naród usadowimy was w parlamencie i nie tylko. Nieco gorzej kleszemu stworzeniu wiedzie się w krajach bardziej cywilizowanych, a w takiej Szwecji, Francji, albo nawet w Czechach bieda coraz częściej zagląda im w wychudzoną niedostatkiem twarz. Dlatego w celu pokrycia vacatów tej garstce praktykujących posługi kapłańskie w przytoczonych krajach polska „wytwórnia” księży wysyła wsparcie.
 
 
Niechętnie jednak oni tam jadą, czują się skazańcami, bo nawet nie warto chodzić tam z tacą, wystarczy uchylić kieszonkę. Może to potwierdzić sam Rydzyk spieprzając z Niemiec do Torunia. Nie zginą jednak tam z głodu, ponieważ w polskich kościołach od czasu do czasu proboszczowie nawołują wiernych do wspomagania sukienkowych kolegów za granicą, nazywając ich działalność działalnością misyjną. Raju pod względem materialnym polscy księża nie mają też w dzikiej Afryce i podobnych miejscach na świecie, gdzie służą za ambasadorów Watykanu, chociaż nasze władze nazywają ich ambasadorami Polski. Wierutna bzdura. Oni tam nie mają co prawda raju materialnego, za to mogą praktykować ulubione rozrywki związane z aktami seksualno- pedofilskimi.
 
 
Niedawno czytałem książkę autorki ze Szwajcarii, która opisała gehennę gwałtów dzieci boliwijskich oddanych pod kuratelę księży przysłanych z Europy. W tej sytuacji taki zabiedzony materialnie kardynał Dziwisz, albo inny jego kolega z episkopatu mogą tylko przenosić na niwę swej posługi słowa prymasa Tysiąclecia. Zatem nie lękajcie się kapłani. Nic wam nie zagraża, przynajmniej w Polsce. Dzięki legendzie o Chrystusie macie władzę i pieniądze, jak powiedział któryś ze średniowiecznych papieży do zgromadzonych biskupów, co opisali brytyjscy historycy. Fałsz, obłuda, kłamstwa, zbrodnie. Skutkiem czego była niewątpliwie tajemnicza śmierć papieża Jana Pawła I. Amen.


Fotki od góry:
1.Precz z in vitro, precz.
2.Ktoś to mądrze rzekł.
3. Upamiętnienie na wzór KRLD.
4.Żal mi tych chłopców.
 

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...