czwartek, 30 września 2010

TWARZE I GĘBY



Ten akurat temat chodził mi po głowie od kilku dni, aczkolwiek znany był od zawsze. Inspirację do poruszenia go na forum znalazłem w książce Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja pt. "Róże cmentarne". Powieść kryminalna, zawierająca wątki związane z moralnością naszych wybrańców zasiadających w ławach poselskich. Autor na przykładzie posła z Wybrzeża, reprezentującego barwy Samoobrony, pokazał degrengoladę tegoż "polityka". Opisał jego pławienie się w dobrobycie, zdobytym w sposób w większości nieuczciwy. Poseł, dzięki wszelakim znajomościom z możnymi zamieszkującymi okolice (ich okręg wyborczy), zgromadził obrzydliwie, jak na polskie warunki wielki majątek, w którym , wraz z rodziną pławił się w otoczeniu tychże możnych na stanowiskach państwowych w towarzystwie wciąż nowych, łasych na pieniądze kobiet o proweniencji prostytutek. Spuszczony z oczu rodzica 16 letni synek praktykował podobne zachowania. Ciągle napruty dostępnymi dla niego prochami i alkoholem z najwyższych półek, "zaliczał" codziennie nie tylko okoliczne małolaty, ale również dziewuszki przyjeżdżające na wczasy. Ojca, zdemoralizowanego pod każdym względem codzienne życie synka nie interesowało.Synek bez prawa jazdy poruszał się po okolicy najnowszym modelem BMW w stanie spożycia nie zważając na kontrole drogowe, bowiem policja, jak i urzędy zawsze miały na względzie, że jest to syn znanego posła. Lepiej więc z nim nie zadzierać, bo mogę stracić pracę. Już bowiem się zdarzało u nas w kraju, że biskup usunął policjanta z pracy za kontrolę drogową, a co dopiero poseł. Ojciec żył tak jak chciał (że posłużę się cytatem popularnej piosenki), tzn. najczęściej wieczorami baraszkował w towarzystwie nowych lasek w przydomowym basenie oświetlonym ognistymi wyziewami z paszczy lwów umieszczonych na tarasie willi. A willę pan poseł zbudował w Karwieńskich Błotach, małym nadmorskim kurorcie w okolicy Władysławowa. Tak się składa, że akurat znam te miejscowość od podszewki. Tam w tym Nadmorskim Parku Krajobrazowym nie wolno było budować czegokolwiek. Nie pozwalały na to przepisy prawa chroniące środowisko. Ale od czego są znajomości pana posła. Wraz z innymi wybrańcami narodu, którzy też mieli chrapkę na włąsną willę w parku krajobrazowym, zawalczył o to, by zalegalizować ich w gruncie rzeczy status qwo. Udało się, bo jakże miało się nie udać, gdy w grę wchodzą pieniądze, duże pieniądze. Zaczynam wierzyć w kilka lat temu głoszoną po cichu tezę, iż wystarczy trzy miliony dolarów i każda ustawa jest do "załatwienia". Zaczynam też wierzyć, że przynajmniej połowa posłów i senatorów buduje swój i swojej rodziny dobrobyt z łapówek liczonych w kilogramach banknotów. Gdyby było inaczej, gdyby moje przypuszczenia nie pokrywały się z rzeczywistością nigdy posłowie, których wybór na kolejną kadencję jest zagrożony ze względu na notowania, nie uciekaliby jak szczury do partii o silniejszym przebiciu. Przykłady można mnożyć, a przebija wszystkich Rychu Czarnecki, obecnie przytulony przez Kaczyńskiego. Gdzież ten człowieczek nie był?. Od ZChN, poprzez AWS, Samoobronę do PiS, a prawdopodobnie był jeszcze w kilku innych partyjkach, ale nie pamiętam bo szmaciarstwem się nie zajmuję. Szmaciarstwem, dosłownie. Tak powiedział na swoim poczytnym blogu pan profesor Antoni Kopff. Szmatami nazwał ponownie przyjętych do PiS, Ujazdowskiego i Polaczka, gęby kanapowe Polski Plus, obaj z Opus Dei, którzy to "niby" moralni szmaciarze, przyzwyczajeni do luksusowego życia, za nasze podatników pieniądze, poczuli strach pozostania poza Sejmem po najbliższych wyborach. "Kaczyńskiemu dowieźli nowe szmaty"- powiada pan Kopff.

Znajomości i wzajemne wtajemniczenia, których niepisana jest zasada, by swoich uratować przed nędzą pracy z pensją 2000 złotych, wykorzystywane są przez wszystkich posłów z wszystkich opcji politycznych. Swój swojemu krzywdy nie da zrobić, a i urządzi mu słodkie długie życie, gdy ten poprosi, bo być może będę ja potrzebował w przyszłości rewanżu. Wystarczy popatrzyć na córeczkę zmarłej tragicznie pary prezydenckiej. Po jakże smutnej, ale za to nobliwej uroczystości pogrzebowej, ta kobitka dostała od państwa 3 miliony złotych odszkodowania, nie licząc darowanych spłat kredytów i pożyczek, ale też "zrabowała" z Pałacu, w którym nielegalnie zamieszkiwała kosztowności, niekoniecznie osobiste jej rodziców. Nie sądzę bowiem, że tatuś wstawiał tam mebelki zakupione z własnego portfela, a właśnie mebelki też wyfrunęły do Gdańska. Wszystko to działo się przy względnej akceptacji szefa kancelarii prezydenta, bez żadnego protestu. Wyciągam zatem wniosek, że albo jego statyczne zachowanie wynikało z więzi partyjnych (PiS i PO to jedna niedawno partia zwana AWS), albo po prostu z czystej bojaźni. Tak jak bojaźliwie dzisiaj zachowuje się premier Tusk po jakże niesmacznych występach jego ministerki od równości płci i nie tylko, czyli Radziszewskiej. Zamiast wywalić na zbitą m..., i to w obecności kamer, to pan premier, po cichutku porozmawiał sobie z tą ministrantką o rozmodlonej twarzy gdzieś na boczku grożąc jej paluszkiem: Oj ty Ela, no no no, troszkę mi podpadłaś, ale nic takiego się nie stało, bo księża biskupi stoją za tobą murem, a i Gowin z Niesiołowskim bardzo cię lubią. Niech tam jakieś organizacje homo i hetero a także SLD sobie pokrzyczą. Dopóki nie przyjdzie rozkaz z Brukseli, by cię wyrzucić, możesz pierdzieć w stołek ministerialny. A jeżeli taki prikaz przyjdzie, wtedy z bólem serca będę musiał cię zwolnić, ale za to wtedy będę usprawiedliwiony u księdza Dziwisza, bo Unia to siła wyższa, z której do kieszeni biskupich płynie wielką rzeka euro. Tymczasem akurat te "parę" złotych dodatkowo poza leczeniem kataru u dzieci, moja droga ci się przyda. Bo Radziszewska to podobno lekarz medycyny, ale jak mniemam jest to chyba owoc katolickiej uczelni. Pan Tusk boi się też gęby Kaczyńskiego i toleruje mu ochronę osobistą na koszt państwa, a ten z kolei, widząc jego bezradność rozsyła po świecie listy malując mu inną politycznie twarz. Ten strach naszych parlamentarzystów przed ewentualną utratą dobrobytu własnego i swoich przyjaciół powoduje to, że nawet największe lebiegi rządowe mogą spać spokojnie. Stan zachowawczy zwalnia też rząd od realizacji zapowiadanych reform, byle nie zrazić pewnych grup społecznych, a szczególnie zaś świętego Kościoła katolickiego. Tkwimy więc w takim bezruchu ustawowym, ku wygodzie rządzących, bo dla nich niezależnie od stanu finansów państwa, porządne wynagrodzenia i premie znaleźć się muszą. Tak było gdy rządził ZChN, SLD, AWS, PiS i PO. Prawdopodobnie tak pozostanie na zawsze. Pozorowane ruchy Sejmu. Pozorowane ruchy prezydenta. No i stabilny, korzystny niebywale dla nowoczesnego państwa konkordat.Można by zaryzykować twierdzeniu, że prawdziwy ruch posłowie wykonują jedynie, udając się na doroczną pielgrzymkę parlamentarzystów na Jasną Górę. W tym roku spotkają się z niebywałą atrakcją, bowiem zawsze Dziewica przywdziała sukieneczkę przyozdobioną "broszką" z rozbitego TU154M.

Tak, tchórze i oportuniści rządzą nami. W ich otoczeniu najbliższym, z kolei całe masy konformistów też żyją nie najgorzej. W ich cieniu, w ich basenach, na ich salonach przyda się każda szmata, choćby z Polski Plus.

................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

Dziadek kupił w salonie wypasioną furę. -Ale teraz ekstra samochody robią. Wystarczyło, że trochę przysnąłem za kierownicą i od razu poduszeczka wyskoczyła.

sobota, 25 września 2010

DRUGIE ŚNIADANIE MISTRZÓW





Z przyjemnością oglądam sobotnie audycje w telewizji TVN24, pod smacznym tytułem "Drugie śniadanie mistrzów", w których rolę gospodarza pełni pan Marcin Meller, redaktor naczelny polskiej edycji "Playboya", prywatnie syn byłego ministra spraw zagranicznych. Audycje o tyle miłe naszym uszom i oczom, bo uczestniczą w nich ludzie kultury i nauki (prof.Bralczyk). Nie usłyszymy z ich ust nienawiści do tych co reprezentują inny punkt widzenia w kwestii wyznaniowej czy orientacji seksualnej. Miło się słucha argumentów, które składają się na politykę proeuropejską a jednocześnie nie drażnią mocno Kaczyńskiego. Jarosława Kaczyńskiego, który stopniuje politykę Donalda Tuska w kwestii stosunku właśnie do Rosji. Niedawno nasze państwo pod rządami PO nazwał kondominium, dzisiaj już nazywa Tuska lokajem premiera Putina. Sądzę ,że są jakieś granice bajdurzenia, ponieważ owe idiotyczne słowa tego smutnego pana wpadają do uszu nie tylko znienawidzonego przezeń Tuska, ale też wszystkich europejczyków, boleśnie zaś do uszu Rosjan. Mniemam, że Kaczor już pogodził się z absolutną przegraną we wszystkich możliwych wyborach, a jako człowiekowi o wyjątkowej zawiści pozostało mu plucie i sianie zamętu przy pomocy wiernych mu jeszcze kilku tysięcy omamionych fanów. Wawelska trumna i kilku wiernych mu biskupów inspirują go najbardziej. Czas jednak działa na jego niekorzyść i na nic się nie zdadzą próby cementowania wierności jego osobie,chociażby poprzez stawianie pomników ku czci brata. Przykładem mogą być hocki klocki czynione z najbardziej mu oddanymi duszą i ciałem, posłanką Jakubiak i posłem Migalskim.Dzisiaj Kaczor chwyta się brzytwy, która straszy ostrzem nienawiści wszystkich tych, którzy nie sprzyjają jego partii. Ostatnio wypowiedział się na temat twarzy pani Joanny Kluzik Rostkowskiej cyt: To urocza twarz, niestety brak jej "tego" co mieć powinien prawdziwy człowiek PiS." Obawiam się, że pan Jarosław też nie ma "tego", skoro zamiast kobiety ma kota alika.

Podobną w zamiarze autorów jest audycja zatytułowana Babilon, jako że jej uczestnikami są wyłącznie kobiety. Kobiety z pierwszych stron gazet. Wydawało by się, że owa audycja może mieć przyjazny charakter dla odbiorcy. I chyba tak by było, gdyby dla równowagi wyrażanych poglądów w składzie dyskutantów opiniotwórczych nie znajdowała się reprezentantka PiS, która wyraża skrajnie odbiegające od tematu opinie. Są to znane nam opinie serwowane przez Błaszczaków, Suskich, Hoffmanów a nawet Nelly Rokitę. Na szczęście grono dyskutantów z profesor Środą na czele sprawia, że audycja jest do przełknięcia. Ale to tak nawiasem, bowiem "Drugie śniadanie mistrzów" stawiam na pierwszym miejscu i jako demokrata i człek sprzyjający tolerancji polecam go wszystkim, którzy po smacznym domowym śniadaniu w sobotę oglądają się za deserem.


Skoro mam otwarty komputer, jest okazja, by skomentować posła Palikota z jego zamiarem stworzenia odrębnej partii. Partii, której zasadniczą ideą jest wyprowadzenie Polski z państwa wyznaniowego i skierowanie jej na tory świeckości, gdzie rozdział między państwem i Kościołem będzie rzeczywisty na wzór francuski czy hiszpański. W swoim programie Palikot nie zapomina o dopuszczalności aborcji i wyprowadzeniu religii ze szkół. Sądzę jednak, że Palikot kierując się wyłącznie hasłami dot. religii niewiele znajdzie zwolenników, bowiem by dobrze prosperowało państwo, potrzebne są jeszcze, a może przede wszystkim programy gospodarcze, w tym sprawy dot. nauki, zdrowia, obronności, finansów i wielu innych dziedzin o których szef partii w zarodku milczy. Jednocześnie jego zamiarem jest zniszczenie SLD. Nic z tego nie rozumiem. Brawo, sprawy rozdziału państwa od Kościoła katolickiego w tej chwili są najpilniejsze, bowiem Kościół pożera nam obywatelom RP majątek narodowy, wytworzony przez pokolenia, w tym "komunistów". Dzisiaj były komunista, a nawet SB -ek, dobrze robi Kościołowi wydębiając (wykradając) miliony od Pomrocznej. Sam przy okazji wzbogacił się obrzydliwie. I co?, akurat w tym wypadku przeszłość pana, członka komisji majątkowej z ramienia rządu biskupom nie przeszkadzała. Tam gdzie idzie o wielką forsę, o moralności kler zapomina. Zapowiedzi w wygłoszonym referacie przez premiera na zjeździe PO w dniu dzisiejszym w dalszym ciągu nie zaszkodzą "biednemu"Kościółkowi. Można było z jego słów odczytać od dawna praktykowane hasło" Panu Bogu świeczkę, a "diabłu" ogarek ...w postaci dalszych dóbr".Dodam tylko, że gdyby udało się Palikotowi doprowadzić kraj do absolutnej świeckości i laicyzmu, to pal diabli z niemrawym SLD.

I właśnie chociażby tylko pod tym względem zamiar pana Palikota jest wielce szlachetny. Daj mu Boże zrobić porządek z Twoimi urzędnikami na tym padole, którzy najbardziej rozmnożyli sie nad Wisłą. To, że pan Palikot chce się wyrwać z otoczenia Gowina, Radziszewskiej i Niesiołowskiego, dewotów ośmieszających nasz wydawało by się demokratyczny i choćby w miarę świecki parlament, nie dziwię się. Ostatnie wypowiedzi jego koleżanki z PO Radziszewskiej podobno lek. med., kwalifikują ją do szczelnie zamkniętego klasztoru, gdzie w habicie z zasłoniętą twarzą mogłaby spełniać swoje przywiązanie do średniowiecza, ale jak się okazuje uśmiech tej modliszki Tuskowi jest milszy niżeli jej światopogląd. Swiatopogląd nie ministra lecz ministranta.
.....................................................................................................................................................................
Uśmiechnij się:

Na lekcji historii:
-Jasiu, co wiesz na temat powstania listopadowego?
-Na razie nic, ale pilnie słucham wujka Jarosława.

środa, 22 września 2010

NIECHCIANYCH CIĄŻ PRZYBYWA WCIĄŻ




Do napisania tegoż felietonu (posta) sprowokował mnie wywiad z dr Januszem Rudzińskim, zamieszczonym w dodatku do Gazety Wyborczej (WO) w sobotę, 18 września. Pan doktor, specjalista onkologii ginekologicznej pracuje w szpitalu w Prenzlau (Niemcy). Wcześniej pracował w wielu klinikach m.in w Hanowerze, Karlsbadzie, a jeszcze wcześniej w Akademii Medycznej w Gdańsku. Dr Rudziński wziął udział w wysłuchaniu obywatelskim w polskim Sejmie pod hasłem: Turystyka aborcyjna Polek. I cóż on usłyszał z ust naszej minister zdrowia?. Ano usłyszał, że w Polsce, kraju 38 milionowym, kraju obywateli głęboko wierzących katolików, zasadniczo z powodu gwałtów wykonano w ub.r. bodajże ok. 250 aborcji. Podczas wysłuchania owego referatu, pan doktor wielokrotnie mrużył oczy i przecierał uszy ponieważ nie był pewien czy się nie przesłyszał. Wiedział bowiem doskonale, że w Polsce działa (prawie bezpiecznie) podziemie aborcyjne. Dopiero wystąpienie działaczek feministycznych zrozumiał jako prawdziwe w treści. Tak, proszę towarzystwa. Rocznie ponad 200 tysięcy Polek dokonuje aborcji. To tyle co ludność Białegostoku, Torunia lub Częstochowy. Połowa z tej liczby "skrobie" się w kraju za kwotę od 4-7 tysięcy zł.,w warunkach konspiracji, zasilając kasę lekarzy.Tych samych lekarzy, którzy wykonując obowiązki w szpitalach i klinikach, oficjalnie odmawiają wykonania aborcji ze względów religijnych. No cóż, w polskich szpitalach wiszą krzyże, w piwnicach zabiegowych zapewne ich nie ma. Są więc bezczelnie obłudni, podobnie jak nasi hierarchowie no i poselstwo, które słucha bzdur z trybuny, a jednocześnie czyta oficjalne wieści w tej materii w prasie krajowej i zagranicznej. Przywołany bliżej pan doktor Rudziński, osobiście rocznie "skrobie" ok. 500 Polek. Zabiegi wykonywane są w warunkach sterylnych z zachowaniem obowiązującej w krajach UE sztuki medycznej, za kwote 410 euro. Hipokryzja sięgnęła dna. Jak mogę brać na poważnie posła jednego czy drugiego, który nie jest przecież idiotą, a słuchając podobnych urojonych sprawozdań sejmowych przyjmuje owe urojenia za prawdziwe. A może jednak jest idiotą, bezmózgowcem, żyjącym na tym padole z diet poselskich. By wysnuć wniosek na temat zaćmionych religijnymi przykazaniami posłów wystarczy posłuchać mądrości PiS, ale także innych z Gowinem i Niesiołowskim na czele (podobno profesorami). Oni reprezentują średnią religijną naszego społeczeństwa. To co mówi proboszcz jest jedyną prawdą, nie tylko objawioną. Dzisiaj Polaka najłatwiej wyobrazić sobie jako bohatera starego dowcipu- gościa, który ogląda w zoo żyrafę. Patrzy długo, uważnie, a gdy odchodzi, kręci głową i szepcze:- To nieprawda.


Polki w Niemczech, a nie tylko w tym kraju dokonują aborcji mimo ogromnego stresu, bowiem godzą się na wszystko, byle wieść o dokonaniu aborcji nie dotarła do rodzinnej miejscowości, a szczególnie proboszcza. Kobiety do kliniki przyjeżdzają w towarzystwie zaufanych koleżanek, matek, ciotek, a nawet, co bardzo interesujące ....księży. Opowiada pan doktor, że na pytanie kierowane do opiekuna pacjentki, kim pan jest?, padła odpowiedż: Jestem księdzem. Widzi pan, w życiu są takie sytuacje, że lepiej dokonać aborcji, niżeli dziecko urodzić, mówi kawaler w sukience. Bardzo świeckie i bardzo laickie myślenie księdza . Niech to powie w swojej kurii. Powiada lekarz też, że przyjął niedawno dwie wyemancypowane zakonnice z Polski. Jedna z nich mi próbowała wyjaśnić, że dzisiaj tylko debil wierzy, że tam na górze siedzi staruszek z brodą i patrzy kogo by tu ukarać. Jeżeli ten staruszek dał nam popęd seksualny, to nie po to by go hamować.


Napisałem ten post, mimo to, iż znajdzie się jakowyś "gość normalny" mojego bloga, który z powodu swoich przekonań religijnych i wyznawanych wartości (WC) nazwie mnie bydlakiem i ponownie zaproponuje mi z racji mojego wieku spacer z laską u nogi. Otóż zapewniam go i innych troszczących się o mój stan zdrowia, że często chodzę na spacery, tyle że z laską.... pod rękę. Ja nie powinienem już brać udziału w ewentualnym referendum narodowym w sprawie nowej ustawy aborcyjnej, tak jak i nie powinien w tym referendum wypowiadać się nikt kto już dawno zapomniał o prokreacji, ale jako obywatel wolnego kraju, mam prawo na forum publicznym, do którego zaliczam internet, się wypowiedzieć. Szczególnie po zapoznaniu się z wypowiedzią dr. Rudzińskiego i nie tylko. Takich doktorów, którzy zajmują się aborcją naszych pań w wieku 16-40 lat są setki. Powiada się, że gdyby uchwalono legalizację aborcji w Polsce, wiele klinik europejskich padło by na pysk, bo w tej chwili Polki należą do najbardziej upośledzonych z braku wiedzy o antykoncepcji. W bara-bara bawi się cała Europa z tym, że większość kobiet spoza naszej Pomrocznej uczy się w szkole jak to robić bezpiecznie. W naszych szkołach, godziny te wypełniamy religią.
................................................................................................................................................................
Uśmiechnij się:
.........................
1.Nauczyciel pyta Jasia:
-Jasiu, a ile ma dziś lat ktoś, kto urodził się w 1970 roku?
Jasiu drapie się po głowie:
-Kobieta czy mężczyzna?
..........................................
2.Dziadku, czy to w czasie wojny urwało ci rękę?
- Tak, wnusiu.
-A w jaki sposób?
-Próbowali mnie do wojska zaciągnąć.

poniedziałek, 20 września 2010

ORŁY KUJAWSKIE





Nie wierzę w to, że w Polsce mamy aż tylu idiotów, którzy wbrew jakiejkolwiek logice zbierają się wokół dołka po zabranym przez kancelarię prezydenta krzyżu na Krakowskim Przedmieściu. Sądzę, że chodzi tu o wykreowanie swojej osoby będąc przekonanym, że media ich irracjonalne zachowania kupią. Bo media to nic innego jak ciemny lud Kurskiego. Happeningi okraszone głośnymi modłami, nie wiadomo w jakiej intencji, tym nierobom, a i częściowo dewotom niezależnie od wieku, służą po temu, by ktoś nimi się zainteresował, jako ludźmi bardzo (w ich mniemaniu) wartościowymi. Obok aktorzyny Bulskiego, jakaś kobitka, biegająca z chorągiewkami i krzyżem już osiągnęła swój wymarzony cel. Przygarnął ją do swojej audycji "Warto rozmawiać" do ekipy klakierów redaktor Pospieszalski. A to, że mogła stanąć przy nim do wspólnej fotografii wynagradza jej wszystkie nocne i dzienne dyżury przy drewnianym krucyfiksie. Bo co tu dużo gadać. Tak się często rodzą legendy.

Za PRL też były wzorce osobowe dla ciemnego ludu.Przykładem był Wincenty Pstrowski, prosty jak łopata górnik strzałowy, któremu udało się wespół z ekipą kolegów wykonac 500% normy socjalistycznej.

Nie inaczej wygląda kariera Lecha Wałęsy. Bo przecież nikt nie uwierzy, by chłopisko spod Lipna, specjalizujący się w dziecioróbstwie, a miał ich ośmioro, porwał na barykady stoczni gdańskiej tysiące zwolenników. Tam, w odpowiednim czasie znalazły się prawdziwe głowy, takie jak Geremek, Michnik, czy też Mazowiecki. Wśród strajkujących była masa inżynierów jak Gwiazda, Lis i Frasyniuk. Potrzebny był jednak robol-symbol klasy uciskanej czyli stoczniowców. Bo w gruncie rzeczy Wałęsa w stoczni miał do powiedzenia tyle co Żyd na gestapo. Ponieważ był to zryw robotniczy, tylko robotnik mógł go sygnować.Ten robotnik miał szczęście. Oczywiście splendoru panu Wałęsie dodała przyznana Mu Pokojowa Nagroda Nobla, która się Mu bardziej należała niżeli np. Obamie czy premierowi Izraela.W każdym razie do dzisiaj trudno uwierzyć w jego "leninowskie" przywództwo.Pan Lech nie potrafił sklecić od siebie dwóch logicznie brzmiących zdań. Tak jest bodaj do dzisiaj mimo pięciu lat prezydentury, podczas której nad nim pracowało wielu "uczonych". Co ciekawe, dalej nad nim pracują w instytucie noszącym jego imię. Piszą honorowemu doktorowi wielu uczelni świata referaty, które on odczytuje naiwnym słuchaczom za duże zielone pieniądze. Przyznam się, że bardzo wstydziłem się przy urnie wyborczej, gdy wrzucałem ze strachu przed Tymińskim kartkę z krzyżykiem koło nazwiska Wałęsy. A było tylu mądrych kandydatów, jak chociażby pan Mazowiecki, który niestety nie wszedł do drugiej tury. Wstydziłem się też przebiegu jego wizyt zagranicznych, a każdy jego powrót bez znaczącego skandalu przynosił mi, a pewno i wielu Polakom ulgę. Dzisiaj pozytywnie wykreowany (to chyba jednak pleonazm) przez media Wałęsa, mimo różnych "Zygzaków", którzy ręką IPN sterowaną przez PiS, udowadniają jego małość przed 30 laty, pokazywany jest światu jako ten drugi, zaraz po JPII. Jego zdania na temat bieżących wydarzeń głoszone w poważnych stacjach nic nie wnoszą poza zapewnieniem, że gdyby nadal był prezydentem to świat wyglądałby inaczej. Mówię świat, bo Wałęsa mimo żartów należy do rady mędrców Europy. To jakaś groteska, bo słyszałem, że dziennikarze przechodzili specjalne szkolenia by zrozumieć język pana prezydenta. A może to plotka?. Tak czy owak udało się chłopu w życiu, ku rozpaczy jego kolegów, m.in. tych, co to podsadzali go do skoku przez płot.

Innym wykreowanym przez media Polakiem celebrytą o zasięgu międzynarodowym jest Gołota. Słynny Endriu. Ten chuligan spod Włocławka lat dziewięćdziesiątych, charakteryzował się żelazną pięścią, którą często wykorzystywał na zabawach wiejskich. Z powodu tej pięści znalazł zainteresowanie władz PZB. Jako junior nawet odniósł jakieś tam sukcesy okraszone brązowym medalem. To umożliwiło mu wyjazd do USA. Tam fachowcy od boksu zawodowego, znający się na robieniu dużych pieniędzy podstawiali mu przeciwników. Gołota w większości służył za worek sparingowy, bowiem był bardzo odporny na ciosy, mimo mało ruchawej masy ciała. Generalnie prawie zawsze przegrywał, ale jako sparingpartner był OK. W międzyczasie jeden z pokrzywdzonych we Włoclawku oskarżył Gołotę o trwałe uszkodzenie ciała. Granice bezpiecznego powrotu do kraju przed Gołotą zamknęły się. Ponieważ pan Andrzej chciał naprawić krzywdy wyrządzone na zabawie, prezydent Kwaśniewski dał mu list żelazny. Od tej pory nasz eksportowy worek do bicia, kreowany był jak przyszły niekwestionowany mistrz świata, a że zarówno zwycięzca pojedynku, jak i "worek" dostawał kasę, tym bardziej. Nawet nieważne było, czy w ringu Gołota bił przeciwnika po jajach, obgryzał mu uszy czy rozbijał mu głowę telefonem komórkowym, ważne były dolary a sława jego wyjątkowości jako twardziela była głoszona przez wszystkie polskie media. Dzisiaj tej góry mięsa nikt już nie chce wpuszczać na poważne ringi, ponieważ walka z nim kończy się co najwyżej w drugiej rundzie, a ludzie płacąc za bilety przygotowani są emocjonalnie na rund kilkanaście. A mimo to Gołota to celebryta, że hej.
Piszą o nim wszystkie kolorowe gazetki, a i nie tylko kolorowe. Ostatnio ten salceson, opakowany w dobrze skrojony garnitur dał się namówić cwaniakom od showbiznessu do programu "taniec z gwiazdami". Jego ruchy na parkiecie, a nawet poza kulisami, gdzieś tam na uboczu wychwytywane są przez kamery. Przypominają kroki po pierwszym nokaucie. Wielu widzów TVN, po fokstrocie Gołoty zrezygnowało z dalszego śledzenia przebiegu tej audycji.


Ci dwaj nasi narodowi bohaterowie, wykreowani można powiedzieć, przypadkiem losu, dla nich bardzo szczęśliwym pochodzą z tej samej ziemi. Z ziemi włocławsko-lipnowskiej. Tak sobie myślę, że akurat ta ziemia nie szczędzi nam powodów do dumy narodowej. Z tej ziemi wyszła w świat jedna z najsłynniejszych aktorek kina niemego Pola Negri. Nazywała się pierwotnie Apolonia Chałupiec. Nie sadzę by Wałęsa jak i Gołota za jej przykładem chcieli zmienić nazwiska, mimo iż te aktualne nie należą do idealnie brzmiących.


I oto powracam do wciąż aktualnego krzyża. Tam, naprzeciw głównego wejścia do Pałacu, rodzą się nowi celebryci. Rodzą się nowe twarze przyszłej Polski. Coraz głupsze, coraz brzydsze, coraz wścieklej rozmodlone, ale jednak nowe. Nowe, które mimo woli reklamuje polskie tartaki i stolarnie. 96 krzyży, czyż to nie cieszy? Serce rośnie, duma rozpiera.



Uśmiechnij się:

1.Prokurator polski wezwał na świadka obywatela USA. Ten siadając naprzeciw przesłuchującego obie nogi położył na biurku mówiąc:
- U nas w USA mamy zwyczaj swobodnego zachowania, chyba nie ma pan nic przeciwko temu, że oprę nogi o pańskie biurko.?
- Nie, nie mam. Może pan oprzeć wszystkie cztery.

2.Czasami lepiej milczeć i sprawiać wrażenie idioty, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości.

czwartek, 16 września 2010

POZOSTAŁY BARIERKI, KRZYŻOWCY I SMRÓD





Pozostały barierki. Barierki odgradzające demokratycznie wybrane władze Rzeczypospolitej od "narodu". Powiedzmy sobie szczerze, od narodu który ponoć reprezentuje kilkanaście babsko-męskich oszołomów namaszczonych świętą ręką Rydzyka. Ten kurzy spęd pilnowany jest, tak jak w każdym dobrym kurniku przez młodego kogutka, zawiedzionego na polu artystycznym aktorzynę Mariusza Bulskiego, który po ukończeniu nauk w szkołach filmowych "popisał" się zaledwie bodajże jedną rolą w małooglądalnym serialiku. Widocznie był niezbyt atrakcyjnym artystą, skoro swojej popularności, podobnie jak Cukier-Kotka u Kaczyńskiego, postanowił szukać wśród oszołomstwa uzbrojonego w krzyże i różańce. I chyba tu znalazł. Tu nie trzeba uczyć sie ról na pamięć, tu wystarczy przed kamerą poszarpać i dzwonić barierkami, jednocześnie plując na rządzących. Bo cóż mu pozostało po "spalonym teatrze". A nuż spadkobierca po Lechu dopatrzy się w nim kandydata na posła PiS?. Oj chyba już się dopatrzył. Tymczasem pan Bulski w dniu 16 września nieco zaspał i pod jego nieobecność, po godzinie 8.00, władze Pałacu "jego" krzyż przeniosły do kaplicy. Oczywiście media z tej okazji mają nowy temat do podsycania sensacji.


Komentarze przedstawicieli Kościoła, czyli depozytariusza krzyża są też bardzo podzielone, bo w gruncie rzeczy polski kler jest bardziej podzielony niżeli jajko wielkanocne w wieloosobowej biednej katolickiej rodzinie. Wszyscy jednak, którym wstyd wywołany zachowaniem niektórych rodaków zdmuchiwał sen z oczu wypowiadają się z dużym zadowoleniem, bowiem zagraniczne agencje prasowe z nieukrywaną satysfakcją jako pierwsze podały te informacje. Jako pierwsze, bo idiotyzmy pod Pałacem polskiego prezydenta traktowane były wyjątkowo na poważnie. Tak to jest gdy pozwoli się na ukrzyżowanie państwa. Takim właśnie przypadkiem w XXI wieku jest Polska. Tu krzyż, który króluje na każdym kroku, od Sejmu począwszy a na przybytkach dworcowych WC skończywszy, oznacza wartość najwyższą. Nie dziwmy się zatem światowym newsom. Nie zgadzam się z twierdzeniem urodziwej w oczach śp.Gosiewskiego pani Kempy, że państwo oddzieliło się owymi barierkami od społeczeństwa. Bo oto wszystkie poczynania rządowe wskazują na to, że rząd jest bardzo związany ze społeczeństwem. Bez niego nie sposób mu egzystować. Dał przykład ostatnimi decyzjami. Symbioza ta wyraża się chociażby tym, że ze względu na niegospodarność, a przy tym rozrzutność, która wyraża się włażeniem w ... klerowi, do którego pisze się nawet listy z prośbą o poparcie, przytakiwaniem żądaniom PSL w sprawie KRUS, utrzymywaniem izby dumania czyli Senatu oraz instytucji typu IPN, podnosi niby mało dokuczliwy dla społeczeństwa podatek VAT. Zadłużenie państwa wobec banków zagranicznych to już kwota, której nie ogarnia umysł przeciętnego Polaka. Każdy z nas, od oseska po staruszka zadłużony jest kwotą ok. 20.000,00 złotych. Tego zadłużenia, przy naszym PKB i stanie bezrobocia spłacić się nie da. Nie dziwię się zatem, że Donald Tusk zapowiedział, że za 4 lata oddaje władzę. Niech się wali i pali, ale już nie ze mną.


W międzyczasie kraj wzruszał się bolesnym ciosem zadanym panu Migalskiemu i pani Jakubiak przez ich guru czyli pisowskiego bożka.Za zwątpienie w słuszność linii politycznej Kaczyński zawiesił ich w prawach członka PiS. Co za trauma, co za boleść.Jasna cholera. Serwilizm tych dwojga a nawet modlitwy stwarzają nadzieję na to, że trafią oni z powrotem do królestwa zarządzanego przez PiSDUCZE. Będzie to jednak długa droga pełna wyrzeczeń i oczywiście osobistego upodlenia. Młyny gniewu szefa mielą bardzo powoli ale skutecznie.


Powróćmy zatem do owej radosnej niby informacji z dnia dzisiejszego. Zanim służby zwinęły z Krakowskiego Przedmieścia owe dwie deski zbite pod kątem prostym, niektóre, zdrowo myślące rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej zmówiły się, by ów krzyż zawieźć na miejsce katastrofy w ramach pielgrzymki. Okazało się, co nie jest z nowu aż tak dziwne, że ten pomysł nie spodobał się wszystkim rodzinom, szczególnie wywodzącym się z korzenia PiSu. To rodziny Wasermanna, Gosiewskiego, Kurtyki i kilku innych Skrzypków, którzy wespół ze swoim guru Macierewiczem stawiają veto. Veto, które nawet najgłupszy Polak, bo takich też mamy na kopy, odczyta jako sposób na protest wobec tego, iż prezydentem Polski został pan Komorowski. Oni nigdy nie pogodzą się z tym, że po Lechu nie zasiada na fotelu Jarosław. Na prezydenckim jakimś tam fotelu, bowiem nie do końca wiadomo, czy oryginalny nie został wywieziony przez Martę Kaczyńską do jej domu jako pamiatkę po wybitnym ojcu . Podobno zabierała nie tylko osobiste rzeczy rodziców ale też meble. Zresztą nie była by to jakaś nowość. Wałęsa też podczas "nocnej ucieczki" z Pałacu zabrał "swój" fotel. To już jest jakaś tradycja prezydencka w Polsce. Co będzie się działo dalej na najsłynniejszym trakcie ulicznym w Polsce, nie wiadomo. Zaiste jednak wiadomo, że dziennikarze będą mieli darmowy materiał do bezustannego mielenia ozorami w tvn24,a także w kilku innych stacjach. Wszyscy my, w miarę normalni, tak jak dotychczas, po każdej informacji dot. krzyża, pobiegniemy do łazienki dokonać czynności biologicznych, nieco przyśpieszonych bez użycia reklamowanych leków.



Uśmiechnij się:



1.Dlaczego Polacy przegrali z Australią?
-Bo wszyscy obrońcy stali pod krzyżem


2. W gabinecie pacjent pyta dentystę:
-Co pan by mi radził zrobić przy moich żółtych zębach?
-Najlepiej włożyć brązowy krawat.

piątek, 10 września 2010

PEŁNIA ŻYCIA


Jak w każdy piątek lekturę FiM inauguruję felietonem Redaktora Naczelnego.
Tym razem był to artykuł pt. „Pełnia życia”.Felieton ów wskazuje na nasze życiowe błędy,

które mogą ewidentnie skracać nasze, nie zawsze znowu takie sielskie życie.
Jestem w wieku raczej złotej jesieni i tak, jak powiada dowcipna piosenka pana Laskowika
jest mi bardzo 'z górki”. Pan Jonasz, który w tej akurat chwili jest w wieku Karwowskiego
z serialu „Czterdziestolatek” musi jeszcze dość długo wspinać się na szczyt owej górki, a co
dopiero z niej schodzić.
Jest po prostu zdrów i chwat i dlatego życzliwie namawia nas do zdrowego trybu życia
poprzez zainteresowania sportowe, ale też inne, mocno odbiegające od wysiłku fizycznego,
za to powodujące drżenie serca, jak choćby nauki gry na fortepianie.
To zainteresowanie,niezależnie od wieku pobudza nas emocjonalnie, co wyraża się konsta-
tacją, iż po prostu bardziej chce się żyć.
Sam jestem przyznam, wrażliwy na muzykę, szczególnie wszelkiego rodzaju przeróbki
muzyki klasycznej na formy bardziej lekko wpadające w ucho, jak to czyni często
mistrz fortepianu pan Malicki, w swej, jakże miłej audycji. Nie czuję, choćby najmniejszego
obrzydzenia, czy chociażby jakiejkolwiek niechęci w stosunku do muzyki poważnej. Słowo. Z przyjemnością słucham Chopina, Bethowena jak i Szuberta.
Pan Jonasz zachęca nas też do biegów porannych, siłowni, a ponad wszystko do
porzucenia raz na zawsze nałogów, ze szczególnym naciskiem na palenie tytoniu. Zaiste
podoba mi się przytoczona rozmowa pacjenta z lekarzem, gdzie pacjent zobowiązuje się do
wypalania li tylko jednej paczki dziennie. Uśmiecham się w tym momencie, bo jestem podo-
bnym długoletnim palaczem, chociaż całkowicie zdaje sobie sprawę z zagrożeń. Właśnie
wypalam 20 sztuk cienkich papierosów dziennie. Ten pierwszy zaraz po śniadaniu
smakuje najbardziej, pozostałe 19 już nieco mniej, ale zapalić je mimo wszystko się chce.
No cóż, panie Jonaszu, bardzo sobie jako stały czytelnik Tygodnika, cenię Pańskie rady.
Są zawsze aktualne i takie.. dosłownie życzliwe, no i za darmo. Za podobne rady od
lekarza... trzeba zapłacić. Dobra rada Pana Jonasza dotyczy też modnych ostatnio, nawet
tu na ścianie wschodniej naszej Pomrocznej, marszów z użyciem kijków pod nazwą
Nordic Walking. Obserwuję ludzi, którzy korzystają z tej formy regeneracji zdrówka.
Ostatnio np. patrzę przez okno i widzę dwóch 80-latków, którzy poruszają się przy
pomocy kijków. Mówię do małżonki, która nota bene często namawia mnie na tego typu
relaks fizyczny: Popatrz no tylko: Ci starzy sąsiedzi ulegli temu nowoczesnemu „nałogowi”.
Spojrzała przez okna i marszcząc czoło odparła: Och ty mój wariacie, toż oni tylko podpierają
się swoimi laskami, a drugie ręce wykorzystują do wzajemnego podtrzymywania się dla
utrzymania równowagi. To oczywiście żart. Ale właśnie w tym miejscu chcę podkreślić, że
akurat to, o czym chciał nam powiedzieć Naczelny FiM, zasługuje na brawa. Niekoniecznie
co tydzień musimy czytać o świrniętych facetach typu Kaczyński czy Macierewicz , a także
zblazowanych przepychem arcybiskupach. To o czym tym razem Pan napisał jest bodaj
najważniejsze, chociaż chyba nie zawsze, jak życie wskazuje.




Uśmiechnij się:

Dowcip jest w treści posta. Wystarczy.




czwartek, 9 września 2010

GDY COŚ SIĘ RODZI..... MOC TRUCHLEJE





To co wypowiedział pan poseł Palikot w dniu 7 września w programie "Fakty po faktach" w TVN24, zmusza rodaków do poważnego zamyślenia. Tym, którzy pragną wolnej, demokratycznej, a przede wszystkim świeckiej Polski podnosi się adrenalina , a ich serca zaczynają bić bardziej rytmicznie, zaś ci, którzy swoje życie umocowali w nierozerwalnej więzi z Kościołem katolickim, godząc się na wszystko cokolwiek ten zażąda i co im nakazuje, nie bardzo wiedzą o co właściwie idzie, ponieważ ich myślenie zamyka się dogmatami religijnymi oraz wytycznymi kierowanymi dla nich z ambon. A co takiego kontrowersyjny poseł PO pan Palikot powiedział. Ostro zagrał.
Tak ostro, że dziennikarka-gospodarz programu mrużyła oczy.
Otóż powiedział, że jeżeli rząd PO- PSL w tym roku nie zrealizuje jego programu tzn: nie uchwali Ustaw które by zalegalizowały Polkom dostęp do aborcji na życzenie, do bezproblemowego korzystania z zapłodnień in vitro, do eutanazji w sytuacji cierpienia i nieuleczalnej choroby, a także do wyprowadzenia religii ze szkół oraz weryfikacji konkordatu, by rozdział Kościoła i państwa miał charakter oczywisty, to on występuje z Platformy i zakłada swoją, nową partię, której naczelnym programem będzie ww.problematyka.
Wiadomość ta jest jakże budująca i optymistyczna. I pewno byłaby bardziej radosna, gdyby wygłaszał ją ktoś inny, równie zaangażowany politycznie, ale może ociupinkę bardziej zrównoważony osobowościowo. Otóż mimo empatii, jaką darzę tego gościa, na jego plany patrzę sceptycznie. Bo jakże można do końca wierzyć Palikotowi, że dokona tak rewolucyjnych zmian na polskiej ziemi wbrew gniewnym pomrukom biskupów, skoro jeszcze kilka lat temu ten milioner, właściciel wytwórni wódek, sponsorował olbrzymimi kwotami czasopisma katolickie o charakterze fundamentalistycznym. Czasopisma, które akurat dzisiaj reprezentuje niejaki katotalib Terlikowski. Czy człowiek o mentalności zamroczonego religijnie typa może się zmienić aż tak?. Czy być może pan Palikot znając sondaże społeczeństwa w sprawie rzeczywistego rozdziału państwa i Kościoła, chce przygarnąć do siebie jak najwięcej wyborców, a także posłów PO i SLD, by tylko zagrać na nosie Tuskowi i stanąć na czele nowej, a w gruncie rzeczy nic nie wnoszącej dla kraju partii?. Spęd zainteresowanych nową formacją Palikota w Sali Kongresowej, jaki ma się odbyć w dniu 2 pażdziernika, da nam wstępną odpowiedż, co też wyniknie z tych istotnie demokratycznych, ba, rewolucyjnych pomysłów pana Janusza P.
Jeżeli mu się uda to ja, jak zresztą ponad połowa Lachów nadwiślańskich, będę się cieszyć i głośno klaskać w otwartym oknie w pełnych godzinach, a w szczególności na Anioł Pański. Tak nam dopomóż Wszechmogący, bo jak coś istotnie nowego się rodzi -to moc truchleje.


Uśmiechnij się:
W wiejskiej świetlicy trwa spotkanie przedwyborcze. Kandydat na posła zapewnia:
-Uwolnie was od komunizmu, anarchii, korupcji oraz klerykalizmu.
Głos z sali: A macie panocku cuś na reumatyzm?.




sobota, 4 września 2010

O SZYBY DESZCZ DZWONI



Chociaż to początek września, to jednak w gruncie rzeczy prawdziwa już jesień w tym, nie bardzo umiarkowanym pogodowo roku. Co kilka tygodni najważniejsze stacje medialne pokazują nam wylewy rzek, które dokonują dramatycznych zniszczeń dorobku ludzkiego poprzez obsunięcia gruntów.Następstwem czego są zawalenia domostw a nawet całych gospodarstw. Przewaga dni dżdżystych nad pogodnymi nastraja nas posępnie i nie generuje pomysłów na miłe spędzenie czasu między snem i snem. Widoki za zaparowanymi szybami przypominają raczej łowicki śmigus dyngus. Przechodnie chowają swoje oblicza pod rozpiętymi parasolami, a młode dziewczyny przemoczone deszczem przypominają swoim wyglądem zmokłe gołębie skulone z zimna na gałęziach drzew. Widać, że pod tym względem natura jest szczodra. Człowiek chowający się przed ulewą pod drzewem staje się małą cząstką wielkości owej natury. Momenty takie sprzyjają głębokim przemyśleniom spraw odnoszących się do naszej egzystencji. Egzystencji w kraju, w którym jest tyle nienawiści. Zarówno tej międzyludzkiej, międzysąsiedzkiej, ale także miedzyśrodowiskowej, miedzypartyjnej i miedzywyznaniowej. Ta ostatnia wydaje się być najważniejszym rodnikiem pozostałych. No bo popatrzcie moi mili (jak zwykł powiadać prezydent L.W.), gdyby nie kazania kleru, w których myślą przewodnią było popieranie PiS i Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, masy wiernych, szczególnie te podatne na słowa ojca "doktora" Tadeusza ,nie stworzyłyby reduty pod pałacem prezydenckim, przez co byśmy uniknęli powodu do ośmieszenia się władz państwowych z panem prezydentem na czele, ale i Kościoła katolickiego, który broniąc rydzykowych idei podzielił się ideologicznie jak nigdy dotąd. Słyszymy z ust biskupa Pieronka, który często wypowiadał się brzydko o lewicy jako o betonie, którego i kwas solny nie ruszy , że zjawisko jakie zaistniało pod oknami pałacu prezydenckiego z inspiracji kół kościelnych w obronie Kaczyńskiego jest wielkim złem, powodującym przyśpieszenie rozłamu w łonie polskiego Kościoła katolickiego, co zauważa się już gołym okiem. Wykorzystują to (i bardzo słusznie) politycy lewicy. Z różnych źródeł prasowych, brifingowych, a także poprzez telewizję i radio słyszymy, że czas zrewidować nasze polskie niewolnicze, wręcz skrępowanie konkordatem, który służy wyłącznie jednostronnie Watykanowi i jego urzędnikom na terenie Rzeczypospolitej. Czas zbliżyć się pod wzgledem wyznaniowym do rodziny państw europejskich i przenieść w trybie zarządzenia administracyjnego religię ze szkół do kościołów. W kościele jest też miejsce dla wszystkich krzyży i krzyżyków, którymi obsialiśmy nasze budynki oświatowe, lecznicze, urzędowe i całe ojczyźniane drogi i pola, dokładniej niżeli łanami zbóż. Prezydent Komorowski, jeszcze jako kandydat na to najwyższe stanowisko obiecał (szczególnie wyborcom lewicowym), iż zrobi wszystko, by pchnąć nasz kraj w kierunku rozdziału państwa od Kościoła, byśmy czuli się bardziej obywatelami świeckiego państwa. Nie wykluczał starań o finansowanie przez państwo metody in vitro, nie wykluczał też współwalki o tzw. parytety, chociaż początki Jego urzędowania na to mało wskazują, bowiem prezydent w swoim pałacu zatrudnia narazie samych mężczyzn. Nie będzie łatwo w temacie świeckości państwa czynić cokolwiek rządzącej Platformie. W jej szeregach tkwią zatwardziali do bólu katoposłowie chociażby w osobach Gowina, Rasia, a także zbiorowisko małopolskiej PO, które to na pośmiewisko całej niby świeckiej partii mieniącej się jako partia europejska, rozesłali do proboszczów listy proszalne o pomoc w kampanii wyborczej. Co prawda, Kościół zbłaźnił się Kaczyńskim, przez co upada na łeb i szyję, ale zapewne mu są miłe podobne uniżenia w sytuacji rodzącej się klęski. I taka jest prawda, z którą powinni się oswoić między innymi ci, którzy mają względem moich wypowiedzi zdanie nie tylko krytyczne ale i wrogie, zapisując swoje wzburzenia w księdze gości, jednocześnie obrażając mnie, a przy tym zastrzegając, że do tzw. moherów im daleko. Otóż bardzo blisko.
Warto w tym momencie wspomnieć o całkowitej kompromitacji Kaczyńskiego i jego pretorian na uroczystości 30-lecia Solidarności. Został wraz z nimi wyśmiany przez tych, co rzeczywiście tworzyli ów Związek, bowiem właśnie on wraz z nieżyjącym bratem przypisywali sobie obalenie socjalizmu. No cóż, chłopcy nieraz mają dużą wyobraźnię. Ja udawałem Vinnetou.


Stan pogody, jak wspomniałem na początku nastraja nas nieco pesymistycznie, ale wydarzenia, szczególnie wokół drewnianego krzyża i wciąż mocno tkwiących koło niego kilkunastu niezbyt zdrowych psychicznie jego "obrońców", stanowią zaczyn drozdżowy czegoś nowego, bardzo wiosennego.



Uśmiechnij się:


1.Para staruszków kladzie się spać:
-Umyłeś zęby? - pyta żona.
- Tak, kochanie. Twoje też.


2.Chłopak podchodzi do dziewczyny i mówi:
-Ale jesteś ładna.
Ona na to:
- Niestety, nie mogę tego powiedzieć o tobie.
Chłopak niespeszony.
- To zrób tak jak ja..... skłam.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...