niedziela, 30 grudnia 2018

WOKÓŁ ŻYCZEŃ NOWOROCZNYCH





W Nowym 2019 Roku moim Czytelnikom składam, dzierżąc w ręku kielich szampana,  życzenia zdrowia, wolności twórczej i obfitości materialnej. Niech każdy dzień przynosi Państwu nadzieje na spełnienie wszystkich marzeń i oczekiwań.                              


No cóż. Życzenia zawierają w sobie zwykle miłe treści, łechcące świadomość i serca czytających, ale niestety nic poza tym. Spełniają się, albo i nie, w zależności od wielu okoliczności i środowiska w którym żyjemy. A żyjemy, co tu ukrywać, albo się czarować, w biednym kraju, kraju na obrzeżach Unii Europejskiej, do której tak tęskniliśmy, a którą się jak żaden kraj dość szybko znudziliśmy. Dlaczego?. Otóż dlatego iż mimo postępu cywilizacyjnego wciąż Ona nam ucieka. Im niby szybciej ją gonimy, tym jeszcze bardziej  pozostajemy w tyle i to w każdej praktycznie dziedzinie. Wiele można przypisać naszej narodowej mentalności. To nie prawda, że jesteśmy jakimś wybranym narodem na czele którego stoi sam Chrystus z Matką Boską urodzona gdzieś pod Częstochową, w co wierzy blisko połowa Polaków, podobnie jak w zamach smoleński, albo w ukazującą się tu i ówdzie na drzewach Najświętszą Panienkę, która jakoby grała z Polakami w ciuciubabkę. A skoro jesteśmy tak naiwni, to można z nami czynić dowolnie wszystko, co tylko się naszym przywódcom przyśni. Zbyt dużo nas umiera ze względu na smog emitowany z kominów węglowych, to wmawiamy naiwnym, że ów smog pochodzi z innych źródeł, przykładowo z odbytów bydlęcych. Wybijmy więc bydło, a mleko sprowadzajmy z krajów, gdzie krowy są bardziej dobrze wychowane i nie pierdzą na potęgę. A węgiel zachowajmy z dumą na następne 200 lat jak chce nawiedzony prezydent. Wszystkie otaczające nas kraje dysponują elektrowniami atomowymi i gdyby nie zacofany nasz rząd w latach osiemdziesiątych, to dzisiaj by Polska dysponowała tym najczyściejszym źródłem energii. My posłuchaliśmy wrzeszczących bab i zacofanych księży i mamy dzisiaj co mamy. Czyli g**no mamy. Elektrownie pożerają coraz więcej węgla, którego w rzeczywistości aż tak dużo nie mamy i musimy sprowadzać go w milionach ton od znienawidzonego Putina, a niedługo będziemy go sprowadzać z innych krajów Europy i świata, bo cały świat odstępuje od węgla dbając o zdrowie swoich obywateli. Nasi obywatele zdrowia upatrują zaś w opiece boskiej, a konkretnie w okolicach grudnia w małym Jezusku, małego łatwiej przekonać. Dlatego nigdy nie zapominamy podczas składania życzeń z jakiegokolwiek powodu na pierwszym miejscu umiejscawiać zdrowie i jeszcze raz zdrowie. A kurde, zadbajmy sami  o to by być zdrowym a nie oglądajmy się na siły nadprzyrodzone, albo inne cuda boskie. Spełnianie życzeń idzie w parze z ich realną wartością wyłącznie wtedy gdy im pomożemy nie oglądając się na owe cuda. Orban, przywódca małych Węgier, wypiął się na naszego półbożka z Nowogrodzkiej i zafundował sobie energetykę jądrową od Rosji. A my?, no cóż, chociaż jak podają różne źródła, Macierewicz skrada się pod Kreml. Łapy całego rządu z wyjątkowo nieudolnym ministrem Tchórzewskim i podobnie nieudolnym premierem, kłamczuszkiem Morawieckim, rozpychają się w nocniku, poszukując tam innowacji i ratunku przed wyborami do parlamentów europejskiego i krajowego. Rozpoczyna się polowanie na wyborców, podobnie jak przed trzema laty, a znając łatwowierność polskiego rozmodlonego elektoratu istnieje duże prawdopodobieństwo powtórnego zwycięstwa kaczyzmu. Dlatego my normalni Polacy wołamy: Narodzie, odwieś różaniec na chwilę na kołku i porozmyślaj na trzeźwo sam.

sobota, 15 grudnia 2018

BEZ PÓŁ LITRA NIE ZROZUMIESZ.


Pytacie skąd bierze się tylu wyborców PiS, tylu prostackich dzbanów do których nic nie trafia mimo zapraszającego pustego wnętrza. Ano stąd: Dzisiaj blisko 40% Polaków nie rozumie tego, co czyta, a kolejne 30% rozumie to w niewielkim stopniu. Co dziesiąty absolwent szkoły podstawowej nie potrafi czytać. Aż 10 milionów Polaków (ok. 25%) nie ma w domu ani jednej książki. Analfabetą funkcjonalnym jest co 6 magister w Polsce, najczęściej absolwent płatnych uczelni prywatnych. Ponad sześć milionów Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli nie przeczytało NIC, nawet artykułu w brukowcu.  40% Polaków ma problemy z czytaniem rozkładów jazdy czy map pogodowych. Ponad połowa nie rozumnie dzienników telewizyjnych. To  są dane tak niewiarygodne, że aż zabawne. A jednak napawają grozą. Dane te nie są wyssane z palca. To dane statystyczne z wielu źródeł badawczych stan polskiej kultury, wykształcenia i socjologicznych opracowań. Człowiek przypadkowo rozmawia z przechodniem i nie jest pewien czy on rozumie to co do niego mówisz. Przepraszam za szczerość, ale to są właśnie wyborcy PiS z wiedzą, jaką w ich głowach ulokują kaznodzieje. Jest tak i zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Konstatacja owa rodzi się gdy patrzysz na polską szkołę pod opieką minister Zalewskiej i jej poprzedniczek. Przecież to kobieta nadająca się do sprzątania kościołów, bo dużo ją wiąże z tą instytucją, a nie do zarządzania oświatą. Ale co społeczeństwo może zrobić gdy państwo żyje w symbiozie z klerem (równie ciemnym) i praktycznie ulega jego wytycznym. Kto jeszcze chodzi do szkoły ten wie, że z wszystkich przedmiotów szkolnych najwięcej godzin zajmuje religia.(Uwaga religia to nie nauka lecz ślepa wiara, tu niema nic do dociekania). Ciemnota wychylająca swoje macki zewsząd spycha nasz kraj na dno krajów najmniej oświeconych, wręcz lokujących nas Polaków wśród ludów środkowoafrykańskich, nie obrażając mieszkańców Sahelu. Zalewska powinna w trybie natychmiastowym powrócić tam skąd ją Szydło wytrzasnęła. Aby nie poczuła się zbyt upokorzona może zajmować się przykładowo przepowiedniami lub innym wróżbiarstwem (czyni to obecnie na polu szkolnictwa) w TV. Może swoją „wiedzą” dzielić się w innych środowiskach. Przykładowo na zlotach czarownic lub posłanek Prawa i Sprawiedliwości, gdzie powinna zasiadać obok Kai Godek i innych deliberujących o mikrochrześcijanach trzymających się ścianek macicznych.

tonizar67@wp.pl

czwartek, 13 grudnia 2018

KSIĄDZ TEŻ CZŁOWIEK.


                                      Bernadeta z Zabrza
Planowałem napisać jeszcze jeden post z cyklu BAJANIE PRZY STOLE ŚWIĄTECZNYM, ale zrezygnowałem. Dlaczego?. Ano chociażby dlatego, że w gruncie rzeczy powiedziałem już prawie wszystko na ten temat, pominąwszy wątek mniej „smaczny”, a mianowicie  przykładowe przykre incydenty które zdarzały się podczas podobnych biesiad, a które miały posłużyć jako okrasa tych trzech opublikowanych. Zatem tę łyżkę dziegciu wrzuciłem do ognia pod brytfanną z piekącą się gąską. Inny temat, nie mniej świąteczny: Otóż mało sympatyczna posłanka PiS, niejaka Bernadeta Krynicka, na pytanie dziennikarki, „co sądzi o pedofilii ks. prałata Jankowskiego odpowiedziała: No cóż, ksiądz też człowiek, wiec się mu nie dziwi”. Otóż pani posłanko  Bernadetą, kobietą o imieniu siostry zakonnej

                                                         Bernadeta z Łomży
Bernadety, która została skazana na więzienie za współudział w gwałtach dokonywanych na wychowankach. Jej współudział polegał na tym, że napuszczała starszych wychowanków na tych najmłodszych, by dokonywali na nich gwałtów za karę np. za źle zasłane łóżko. Oczywiście siostra Bernadeta przyglądała się tej „operacji” wychowawczej z obojętnością jak posłanka Bernadeta na protestujące w Sejmie matki z niepełnosprawnymi dziećmi. Po wypowiedzi Bernadety Krynickiej, która usprawiedliwia gwałty księży na chłopcach albo dziewczynkach chcę postawić pytanie: Kogo my wybieramy do Sejmu. Czy cały skład parlamentu jest tak podły, czy tylko PiS. Jesteś posłanko Bernadeto odwzorowaniem swojej partii.
Zdjęcia: Fb


środa, 12 grudnia 2018

PRZY STOLE WIGILIJNO- ŚWIĄTECZNYM



Z CYKLU BAJANIE OKOŁOŚWIĄTECZNE
Wigilia, i następnie dni świąteczne to czas spotkań rodzinnych przy jednym stole. Wyjątkiem są rodziny, w których np. dziesięcioro dzieci to norma zgodnie z katolickim zapotrzebowaniem, bo takie też są, szczególnie teraz, gdy każde dziecko to kapitał w nominale banknotu pięćsetzłotowego miesięcznie. Wtedy dostawiany jest stół dodatkowy dla owej rozbrykanej drobnicy. Spotkanie rodzinne przy świątecznym stole to nie zebranie partyjne ani korporacyjne. Dlatego na pewne tematy nie należy (przynajmniej umownie) rozmawiać, bowiem bywają zarzewiem konfliktów miedzy członkami rodzin, a w Polsce szczególnie, gdzie naród w kwestii wielu przekonań jest podzielony jak żaden inny w Europie. A więc o czym nie należy deliberować?. W każdym razie o polityce i religii. Jest to bardzo ciężka sprawa, ponieważ dzisiaj w naszym kraju wszystko kojarzy się z polityką jak żołnierzowi z d*pą panienki. (Wspomnę, że wojsko  z natury jest apolityczne, więc nawyk żołnierza jest usprawiedliwiony). Co prawda na dworze JKM królowej brytyjskiej nie wolno dodatkowo rozmawiać o chorobach i służbie, ale nie u nas. Temat chorób w rodzinach zdaje się być priorytetowy, szczególnie gdy ktoś w bliższej lub dalszej rodzinie spogląda w kierunku drzwi św. Piotra. Ale jednak polityka to ulubiony temat rozmów Polaków.
- No właśnie. U nas w Polsce spotkanie towarzyskie, imieniny, urodziny, a także święta są często powodem do debat politycznych. Jeszcze przez pierwszą godzinę, może dwie, każdy powstrzymuje się przed takim tematem, a potem, gdy atmosfera w wyniku używek się rozluźnia, od razu pojawia się ten drażliwy temat. To bardzo niestosowne. My, jako gospodarze, powinniśmy wcześniej uprzedzać na przykład rodziców, teściów, by nie podejmowali tematów politycznych, bo mogą doprowadzić do kłótni. A chwalić się sukcesami dzieci, wnuków?, jak najbardziej można o tym rozmawiać. Chyba że wiemy, że któryś z gości ma duże kłopoty wychowawcze z dziećmi i nie ma się czym chwalić, a nasze rozmowy mogą zrobić mu przykrość.
O czym jeszcze można rozmawiać, by było miło?

- Kulinaria. Polska i Polacy oszaleli na punkcie gotowania, czytania o gotowaniu, oglądania tego, jak inni gotują, wymieniają się przepisami, radami. I oczywiście chwalimy to co gospodarze dla nas przygotowali, szczególnie gdy zewsząd pachnie kapustą i sosami. Mimo tych zastrzeżeń, wielu uczestników biesiady wigilijno- świątecznej nie ustrzeże się od wydalenia swojego zdania w kwestii polskiej polityki, w odniesieniu do, choćby pisowskiego prawnego bajzlu, który skłócił nas z narodami Europy i samej Unii, oczywiście w kontekście rządów małego kurdupla. Wtedy do „rozmowy” włączają się pozostali goście, często z zawołaniem „ja ci nie przerywałem”, aż do miłych słów „stul pysk, daj mi coś powiedzieć”. W tym momencie w zasadzie luźna atmosfera powoli twardnieje jak zaprawa betonowa, pokazując twarz tych, którzy w swoich przekonaniach bywają betonem na co dzień. W rzeczy samej po obu stronach, zarówno po lewicy jak i prawicy. Najgorzej jednak bywa w tych rodzinach, gdzie do stołu wigilijnego zasiada ksiądz, bo tam zwykle mimo zakazów wyzwala się jeszcze inny temat. Mianowicie temat pazerności kleru, jego rozpusty, a nawet pedofilii. Szczególnie w tym roku, gdy wyszedł na jaw smrodliwie  grzeszny żywot ks.prałata Jankowskiego, patrona pierwszej Solidarności, oraz  gdy na ekrany kin wszedł film KLER, a który zdążyło już obejrzeć ponad 5 milionów Polaków. Ksiądz w polskich rodzinach nie jest rzadkością, bowiem aspiracją matki Polki jest oddać jednego z przychówku na służbę Bogu. Tym bardziej, że zgodnie z przysłowiem „tego bieda nie ubodzie, kto ma księdza w rodzie”, to powiedzenie sprawdza się co do joty w czasach, gdy Kościół pozostaje na utrzymaniu rządu. Zatem o ile życzliwe we wzajemnych spojrzeniach uczestników bywa rozpoczęcie wigilijnej uroczystości, o tyle jej zakończenie „przeistacza” się  wzorem eucharystycznego nabożeństwa w gniewne rozstania, często bez czułych pożegnań i dziękczynienia dla pań, które ogromnym wysiłkiem napełniły stoły jadłem i napitkiem. Ja osobiście nie przepadam za podobnymi imprezami. Staram się pozostawać w domu w towarzystwie własnej rodziny i czuję się z tego powodu jak najbardziej szczęśliwym.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

RYBA MUSI BYĆ


Z CYKLU BAJANIE OKOŁOŚWIĄTECZNE: sięgam myślą do lat młodzieńczych, a nawet dziecięcych. Wiadomo, że w grudniu, a szczególnie w czasie przedświątecznym  wszystko kręci się w temacie zbliżającej się wigilii, czyli tegoż magicznego spotkania opłatkowego w gronie rodziny. Na stole muszą się znaleźć tradycyjne, postne potrawy (sztuk 12), aczkolwiek, przynajmniej dla mnie osobnika mięsożernego mało smakowite, oczywiście poza świeżo upieczoną rybą. Dzisiaj proboszczowie udzielają dyspensy od postów i pozwalają w czasie wigilii wtranżalać każde mięso ociekające tłuszczem, jako że sami gardzą postami, czego doświadczyłem osobiście w latach nieco późniejszych. Skoro mięso to i wódeczka, bo tak nakazuje tzw. „dobre odżywianie” w wersji polskiej. Być może polscy biskupi zerknęli na stoły wigilijne w Skandynawii, gdzie oprócz czystej atlantyckiej ryby zobaczyli tłuste szynki. Tak jest przykładowo w Norwegii, kraju chrześcijańskim, gdzie prawdziwego katolika spotkać trudniej niżeli borowika na pustyni. W ramach rozgrzeszenia powiem, że co prawda ryba od wieków pozostaje symbolem dla chrześcijanina, ale przecie jagnięcina też smakowała rodzinie betlejemskiej. Ale dosyć tej egzegezy. Pamiętam, że ryby wigilijne od lat dostawaliśmy od naszego wujka, właściciela dzikiego stawu rybnego po sąsiedzku, nawiasem mówiąc mojego ojca chrzestnego. Rodzice w dniu 24 grudnia wysyłali mnie i mojego brata z wiaderkiem po szczupaki i karasie, bo akurat takowe  w tym stawie żyły odżywiając się zbożem i gotowanymi ziemniakami. Zdarzały się też karpie, ale rzadziej. Byliśmy przy okazji świadkami połowu. Z obu stron 50 metrowego stawu ciągnięta była sieć (z jednej strony kilku sąsiadów, z drugiej koń). Po wyciągnięciu na brzeg w sieci kotłowało się od bogactwa ichtiologicznego. Wyjmowano jeno dorodne osobniki, pozostałe powracały do środowiska. Z pełnym wiaderkiem z wodą, w której rzucało się kilka szczupaków i karpi wracaliśmy przez zaśnieżone pola do domu. Niektóre wyskakiwały nam z wiadra w śnieg. Trudno je było wyłapać bo śliskie.Z płaczem doszliśmy do domu. Oprawiała je natychmiast nasza mama, która była zwolniona od wszystkich prac w gospodarstwie, poza przygotowaniem wigilii. Nawet choinki nie ubierała, bo to robota moja i mojego trzyosobowego rodzeństwa. Wigilia, jak to bywało w zwyczaju polskim zaczynała się od dzielenia opłatkiem i składania życzeń pieczętowanych pocałunkami, po czym wygłodniali całodziennym postem, rzucaliśmy się na owe „dary boże”, dokonane ręką człowieka, oczywiście ze wskazaniem na ryby. Białe mięso szczupaków dla mnie miało priorytet w konsumpcji. Po odśpiewaniu kolędy rodzice wręczali nam mikołajowe podarunki. Pamiętam, że mając 11 lat dostałem ruski zegarek,(chyba od kogoś odkupiony, bo miał nadtłuczone szkiełko), który gdzieś zapodziałem, albo mi skradziono w szkole. Siostry dostawały też jakoweś prezenty, niestety nie pamiętam jakie, być może lalki, albo ciuszki. Brat cieszył się saneczkami, które tato sam zrobił. Upłynęły dziesiątki lat, rodzice już dawno nie żyją, tudzież mój brat. I tylko okołoświąteczny czas napędza jakże miłe myśli generujące wspomnienia z okresu dzieciństwa.

sobota, 8 grudnia 2018

ŚWIĘTA Z WNUKAMI



                            Z CYKLU; BAJANIA OKOŁOŚWIĄTECZNE.

Gdy polski naród poczuje zapach świąt bożonarodzeniowych, jednoznacznie kojarzących się z rustykalnym klimatem choinki, opłatkami, kolędami prezentami, uściskami, i powietrzem o zapachu siana, do domów rodzinnych zjeżdżają dziatki jak ptaki do gniazd na wiosnę , a wraz z nimi wnuki. Zdarza się to w każdym prawie domu, skąd przed miesiącami lub laty nasze pociechy zdecydowały się  wyrwać z polskiej niestety biedy. To zdanie zatrzymuje mocniej  w moich myślach, gdy podczas zabawy wnuki wypowiedziały polską wyliczankę:  "Ele mele dutki, gospodarz malutki, gospodyni garbata, a córeczka smarkata". Natychmiast kojarzę to z rzeczywistością, nie dopuszczam jednak do świadomości, że te małe szkraby wychowywane na wyspach brytyjskich w treści wyliczanki umiejscawiają aktualne polskie naczalstwo, czyli PiS. Owszem, gospodarz co prawda jest malutki, ale wyłącznie z powodu błędów natury. Żyje on w celibacie. Zatem nie może mieć chociażby garbatej żony, a co dalej idzie smarkatej córeczki. Ma jeno sierotkę siostrzenicę, Martusię skrzywdzoną przez los smoleński, ale ona już dawno się pocieszyła kilkoma mężami i nie jest smarkata, bo sama sobie nos wyciera.
Dzieci!, pokrzykuję do najstarszego, Thomasa: Teraz w Polsce nie wolno podobnej wyliczanki wypowiadać, bo św. Mikołaj się na was pogniewa i nie przyniesie prezentów. Pan gospodarz, chociaż malutki to ma w garści wszystkich, łącznie z Mikołajem, który jest cichym wielbicielem pana prezesa i musi go też słuchać. Oni dalej swoje: "Jadą posły do prezesa, mają swoje interesa. Bo choć prezes ledwo żywy, to nie zawsze sprawiedliwy. Pozabierał im nagrody. – Do roboty idźcie smrody". Raz, dwa, trzy itd. zmienili wyliczankę, oczekując mojego werdyktu. Ładnie, ale nie do końca, bo zapomnieliście o kocie pana gospodarza. To posłuchaj dziadku: "Siedzi prezes na kanapie, za uszami kota drapie. Ta kocica jest kochliwa, bo z uśmiechem łebkiem kiwa, grzeje mu „nadprzyrodzenie” vivat Boże Narodzenie. Raz, dwa trzy, odchodź ty, itd…." Ładnie, naprawdę ładnie, pogłaskał dziadek z uśmiechem swoją brodę. Chodźcie wy tu do mnie, niech was uściskam, Thomas, Margarette, chodźcie.
Dostaniecie pod choinkę super prezenty może nawet smartfony, a ponieważ jest już dość późno, to mówię wam dobranoc. Babcia wtedy z minorową miną pyta: Dziadek, czyżbyś się tak wcześnie uchlał,  bo ględzisz jakbyś się urwał z naszej choinki. A może ty po kryjomu zapisał się do PiSu, a?. Nie, ale tak jest bezpiecznie, no i gospodarz oraz ksiądz się ucieszą. Pamiętaj że kamery wszystko widzą, miejmy zatem nadzieję, że a nuż prezes wyśle nam szlachetną paczkę. Szykujmy się na pasterkę.




piątek, 7 grudnia 2018

PARTII CI U NAS DOSTATEK


Partii ci u nas w Polsce dostatek. Brać, wybierać, przebierać, jak w ulęgałkach. Wprawdzie nie znamy programów żadnej z nich, poza oczywiście przywiązaniem do Kościoła, walką z dostępem do aborcji i in vitro, a także antykoncepcją, co akurat nawet u Kaczyńskiego budzi zdziwienie, ponieważ ten zakaz miał spowodować większy przyrost naturalny ludności, a tu statystyka mówi wręcz odwrotnie. Ludziska piep… się z hasłem na ustach precz z kaczyzmem, a to jest bardzo mały doping w kwestii rozrodczej. Możliwy jest tylko przypadek, gdy partner w czasie orgazmu zamyśli się o stuleciu polskiej niepodległości i nie „wyskoczy” z raju. Tym bardziej, że kaczor sam jest złym przykładem dla narodu. Bez żony i dzieci, bez konta w banku, bez prawa jazdy, bez animuszu fizycznego, chodzi jak emeryt 80 letni, albo dziad proszalny, nie wzbudzając w nikim większych nadziei, tym bardziej do rozrodu. Okazuje się, że dotychczasowe partie, te które jako żywo swój początek i koniec upatrują w ojcu dyrektorze i jego nastrojom, mało sprawdzają się w relacjach rząd –Radio Maryja. Nie wiem, czy zbyt nieruchawo tańczą na zlotach toruńskich, albo śpiewają jedynie piskliwym głosikiem posłanki Kempy, no nie wiem, albo dotychczas darowane Rydzykowi 100 milionów brzydzi ojca  jako skromna jałmużna. Otóż dzisiaj obudziłem się z pomysłem bajkowego Dobromira  i już wiem. Jakże mogłem o tym zapomnieć?. Chodzi oczywiście o kasę, bo jakże by inaczej, przecie nie o smog. Polska praktycznie już jest oskubana bo długi ma po uszy. Rydzyk-Dobromir tworzy partię pod wiele znaczącą nazwą: RUCH PRAWDZIWA EUROPA. Inaczej mówiąc, teraz trzeba pociągnąć z kasy europejskiej ile się da i jak się da. Dlatego już dzisiaj w tajnych zakamarkach zakrystii „muchomorka” ustalana jest lista kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Ważny moment prawa wyborczego, bo jeżeli chodzi o sam akt wyboru, to od tego jest rzesza wiernych  rodziny radia Maryja, którzy kochają ojczyznę tak jak to ocenił sam Morawiecki. Człowiek od chrystianizacji Europy. Patrząc na nową zbudowaną wysiłkiem finansowym społeczeństwa toruńskiego piękną halę widowiskową wypełnioną po brzegi wiernymi Rydzyka, wygrane wybory ma Rydzyk w kieszeni. To raczej powód do zmartwienia dla Kaczyńskiego, bowiem na obie partie głosować będą ci sami wyborcy. Zatem na Nowogrodzkiej popłoch, bo w tej sytuacji wielu zasłużonych dla kaczora i Kościoła pójdzie do roboty za 1500 złotych, chyba że Rydzyk i Glapiński szef NBP, wygospodarują rezerwy i uruchomią dla nich specjalne 500+. Chyba też, że ten drugi pójdzie siedzieć, bo opozycja szykuje wiele cel więziennych dla rządzących dzisiaj, chociażby na podstawie krwawo poranionej przez nich Konstytucji.
Tymczasem popadam w kłopot, bowiem nie wiem jaką postawę polityczną przyjmą księża katoliccy podczas niedzielnych kazań: czy będą nadal perorować za PiS Kaczyńskiego, czy też namawiać na głosowanie za partią Rydzyka, czyli Ruchem Prawdziwa Europa?  Żyjemy w radosnych czasach.

czwartek, 6 grudnia 2018

KRYSZTAŁOWY BUHAJ POSŁA MOSIŃSKIEGO


                Tak było.
Przez kilkanaście lat była to udawana tajemnica, zarówno w schyłkowym PRL jak i w III RP. Tajemnica dot. zabagnionego  żywota buhaja w ludzkiej skórze, opakowanego sutanną, prałata katolickiego Henryka (dla wielu Heinricha) Jankowskiego z Gdańska. Tajemnica dla wielu, ale nie dla mnie i innych czytających prasę typu NIE Urbana, albo Fakty i Mity Jonasza. Wiedziałem dużo o pedofilii proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku i jego homoseksualnym pożyciu z  byłymi ministrantami i księżmi o podobnej orientacji seksualnej. To że to gej, to sprawa jego urody, nie powinno nikomu przeszkadzać, ale że pedofil na dużą skalę, to już problem Kościoła gdańskiego i społeczeństwa. Najgorzej, że to przyjaciel wielu byłych polskich polityków z ław sejmowych. Krył go zapis papieski pt. Crimen Solicitationis. Czuł się niedotykalny. Aż trudno uwierzyć, że w mieście, bodajże najbardziej europejskim zamieszkiwało tylu kołtunów. I to nie tylko wśród prostej gawiedzi, ale i wśród tzw. elity. Dziś publicznie się podaje, że w arystokratycznej plebanii Jankowskiego, pozłacanej złotem i wszelkim luksusem, do którego płynęły codziennie tony darów z całej nieświadomej Europy, spotykali się nie tylko działacze Solidarności, w większości dzisiejsi wyznawcy Kaczyńskiego. Do plebani Jankowskiego sprowadzani byli ludzie, którzy decydowali często o losach społeczeństw:
Margaret Thatcher, prezydent Niemiec Weizsacker,, sekretarz generalny NATO, Jane Fonda, Edward Kennedy i wielu innych. W tej plebani Wałęsa jako przywódca „rewolucji” przyjmował m.in. Frasyniuka, Kuronia, Michnika, Mazowieckiego i innych działaczy. Aż dziw, że „Henio” któregoś nie wciągnął do łóżka. Może dlatego, że zgodnie z ideologią nazistowską preferował prawdziwych blondynów. To żart, ale do dzisiaj wstyd, szczególnie dla żyjących. Kapelanem Solidarności zrobił go prymas Wyszyński, który go nie znał od podszewki. Ot, to dobry kapłan, który odważył się pójść do stoczni by słuchać spowiedzi strajkujących, a okazało się że to bydle, z powodu którego skrzywdzone dzieci popełniały samobójstwa skacząc z wysokich pięter. Bydle, które opryskiwało swoja spermą sukieneczki dziewczynek. Bydle, które na wyjazdy zagraniczne (Włochy, Niemcy) zabierało pojedynczych chłopców z biednych rodzin, którym za milczenie płacił nawet po tysiąc złotych. Mnie interesuje bardziej milczenie rodziców dzieci, które to po powrocie relacjonowały z dumą co się działo we wspólnym łóżku i za co przywoziły pieniądze, którymi dzieliły się z ojcem pijakiem, albo matką dewotką. A jak ocenić postawę abp Gocłowskiego, który na jego temat wiedział wiele. Nie będę się więcej rozpisywał na temat buhaja Jankowskiego. Sadzę, że prasowe doniesienia wreszcie dotrą do mózgu polskiego kołtuństwa, a pomniki zboczeńców w strojach ewangelicznych będą wysadzane w powietrze jak to było z
Dzierżyńskim i Marchlewskim, z tym, że akurat ci dwaj są nic nie winni w kwestii krzywdzenia dzieci. Ja osobiście jako dobrze poinformowany, od początku brzydziłem się prałatem z Gdańska, nawet gdy brałem do ręki butelkę alkoholu znaczonego jego logo. Kto wie, czy premier Leszek Miller nie przegrał kolejne wybory z powodu osobistej wizyty na plebanii parafii św. Brygidy. Jak wiemy, pojechał tam z ukłonami, oraz prezentem w postaci ton bursztynu. No i skończył jak skończył. Zresztą Jankowski w krótkim czasie też skończył swój grzeszny żywot z powodu cukrzycy, pijaństwa, kurestwa, nadciśnienia, a kto wie, może i HIV.


wtorek, 4 grudnia 2018

PEŁNA MICHA DLA MNICHA


A raczej wór pieniędzy, ba, pokrowiec na samochód. I wszystko ponoć dla Maryi. Dla której Maryi?, tego nikt nie jest pewny, bo Maryj, tych świętych u nas po sam czubek głowy i nie tylko głowy. Podobno najważniejsza jest ta z Częstochowy, a wszystkie inne, a jest ich w kraju od jasnej świętej Anielki są mniej ważne, aczkolwiek równie pojemne w sensie biorczej „łaskawości” na tzw. wdowi grosz wyrażony w banknotach o dużych nominałach. Poruszając się po kraju, sam naliczyłem kilkanaście sanktuariów poświęconych Czystej Panience, Czarnej Madonnie i innym Maryjom obdarzonym mniej lub bardziej ciepłym przymiotnikiem, ale hola hola. Nie każda z Nich jest tak czczona jak ta w Licheniu, której ciągle powiększają kieszenie na miliony, ba , miliardy walut zwożonych z całego polonijnego świata. Ostatnio, na zlocie obłudnych katoli do toruńskiej Maryi z okazji rocznicy Jej Radia, na pierwszym planie pokazał się komunistyczny prokurator Piotrowicz z różańcem, długim jak łańcuch burka podwórkowego, a pan premier Morawiecki wraz z całym polskim rządem, (istoty nie mniej tonące w hipokryzji), między pląsem a eucharystią wzniósł  do Maryi toruńskiej błaganie o to, by nauczyła Polaków kochać swoją Ojczyznę nie słabiej niżeli czyni to rodzina Radia Maryja, albo przynajmniej tak jak on osobiście wszystkich Polaków kocha. By zachęcić
Adresatkę do spełnienia wzniosłej prośby, gotów jest ponownie rzucić w łapy mnicha Rydzyka kilka milionów, jako temu, któremu w Polsce jest do Niej najbliżej. Bo w Polsce korupcja szczególnie w relacjach państwo-Kościół jest krwiobiegiem państwa, co potwierdził nam ostatnio skandal związany z KNF. Rydzyk praktycznie rządzi ponoć świeckim państwem, dlatego cała pisowska czołówka przybyła do Torunia w gruncie rzeczy po to, by błagać nie Maryję, a ojca Tadeusza w szczególności, o zwycięstwa w kolejnych wyborach do europarlamentu, a następnie do krajowego parlamentu. Czy jest taki drugi kraj na świecie, gdzie na każde za przeproszeniem pierdnięcie obłudnego zakonnika zbiera się biuro polityczne partii rządzącej. Tego nie było przez setki lat w historii naszego
                               Kto się w opiekę.
kraju. Pośmiewisko narodowe w oczach Europy i świata trwa i trwać będzie nadal, dopóki nie uda się wyrwać polskiej oświaty z łap kleru, zaś całkowity upadek partii małego wodza nie spowoduje cud, czyli otrzeźwienie narodowe, choćby w stulecie naszej niepodległości.
Zdjecia: Fb.

niedziela, 2 grudnia 2018

A W OWCZARNI PO STAREMU


Stado gotowe do strzyżenia, posłuszne swemu panu i jego pieskom pilnującym zgromadzenia, by zbyt mocno się nie rozbiegało. Ostatnio pan premier Morawiecki zebrał do kupy swoją część owczarni, zwanej elektoratem, by kolejny raz posłużyć się kłamstewkami jak to odbudował zrujnowany przez Platformę i PSL dom, czyli Polskę. Wystarczyło teraz usiąść w wygodnym fotelu, włączyć TV rządową i oddychać luksusem polskim. Podkreślam: rządową, która upewni nas o polskim sukcesie. Boże, jakiż to z tego gościa blagier. Jakież kłamstwa przechodzą mu przez zwichnięte usta. Być może od tego pieprzenia ma ową fizyczną skazę. Stado złożone z wyselekcjonowanych najczęściej radiomaryjnych owiec oraz bezmyślnych baranów zasiadło potulnie by z rozdziawionymi gębami połykać każde słowo Morawieckiego. Stek pierdół płynący z coraz z większą siłą wodospadu uwiarygodniającego „cud” gospodarczy jaki pisowska dobra zmiana osiągnęła, spowodował większe zatrucie powietrza niżeli uciążliwy smog w stolicy. Ta niby myśląca część narodu, która z odwagą włącza od czasu do czasu TVN, albo w tajemnicy przed swoim kierdelem zakupuje Wyborczą przeciera oczy ze zdziwienia, że aż tylu ludzi nie daje wiary słowom ich bacy. Że prawo pisowskie przegrywa z europejskimi trybunałami, że świat ichniej Polski nie szanuje, że jako naród olewamy nakazy szczepienia dzieci, że wychowanie szkolne a nawet przedszkolne oddajemy Kościołowi (a przepraszam, komu mamy bardziej zaufać jak nie Panience Częstochowskiej i kapłanom ohydnie oskarżanym o pedofilię). Że pozwalamy bić żony i dzieci? (a przepraszam, a kto ma nam je wychować wedle przykazań boskich?). Że w Unii jako Polska jesteśmy notowani na ostatnich miejscach prawie we wszystkich dziedzinach życia.

Że Polacy zarabiają najmniej w Europie, (o przepraszam, Ukraińcy pracują za połowę naszych stawek, a co to Ukraina to nie Europa?, do Uralu daleko. Że pijemy hektolitry gorzały. Kłamstwo, Finowie i Francuzi piją więcej. To co, że wina, alkohol jest alkohol i nikt nam oczu nie zaślepi, ponieważ wiemy co jest czarne a co białe. Dał nam przykład nasz rodzimy bonapartek z Żoliborza. Że jako kraj dotknięty swego czasu najazdem faszystów pozwalamy na rozprzestrzenianie się nazistowskich zachowań, przy milczeniu władz. To są nasze dzieci. Muszą się wyszumieć. Ordynarne i wręcz ohydne słowa płynące z TVN i zapisane w GW  przekonują ten zagubiony i podzielony na dwa sorty naród do jeszcze większego zaufania naszym pasterzom; Kaczyńskiemu, Morawieckiemu, Dudzie i Radiu Maryja. Jakże dobrze, że kilka razy do roku możemy posłuchać słów płynących prosto z serc premiera i prezydenta. Zbliżają się wybory do europarlamentu. Ponoć brak chętnych do zasiadania w towarzystwie tych wyzutych z morale i prawdy w parlamencie europejskim. Okazuje się, że dla dobra Polski i ukochanej ojczyzny JPII, z ochotą choć bardzo niechętnie poświęcą się nasi najlepsi: Kempa, Zalewska, Szydło, Witek, Kuchciński i kilkoro innych, bo jednak ktoś musi bronić naszych racji. Prawdziwych racji, a nie rozdrabniania się nad problemami sprzątania psich gówien. Bóg im zapłać za wszystko. Wczoraj przytulił ich do swego ojcowskiego serca sromotnik Rydz z Torunia, było coroczne święto Radia Maryja i ulubionej przez owczarnię Morawieckiego TV Trwam. To było wczoraj, a dziś te kilka tysięcy pątniczek rozpakowuje walizki obwąchując ciuchy w poszukiwaniu zapachu spoconego Rydzyka.

Obrazki z Fb.


AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...