środa, 31 października 2018

MANTRA



Już jutro pierwszy dzień listopada. Dla milionów katolików, w szczególności zamieszkałych na polskiej ziemi, ale nie tylko, dzień Wszystkich Świętych to dzień modlitw za dusze zmarłych, oraz odwiedziny pochowanych na parafialnych zwykle cmentarzach. Już któryś to raz pisałem na swoim blogu i będę powtarzał jak mantrę, że nazywanie tegoż dnia dniem wszystkich świętych jest olbrzymią aberracją, jako że na cmentarzach nie leżą żadni święci. Leżą w przeważającej części zmarli, których życiorys był obciążony pełnym worem grzechów. Na tyle pełnym, że starczyłoby na kilka rozpałek pod kotłem, by zrównoważyć grzeszny ciężar piekielnymi mękami według wierzeń pospólstwa chrześcijańskiego. Leżą tam bowiem wszelkiego rodzaju zbrodniarze i rodziny tych zbrodniarzy, targowiczanie, wynaturzone elity, aferzyści i złodzieje. Najemnicy niemieccy i ruscy, paszkwilanci, nie płatnicy VAT i alimentów, esbecy, handlarze narkotykami, nieuczciwi sędziowie i inna zgnilizna moralna. Jakże więc przypisywać im wszystkim świętość, no jakże. 
Moim zdaniem 1 listopada jest Dniem Zmarłych i jest to nazwa tego święta adekwatna do normalności. Jest wiadomym, że każda rodzina uznaje swego zmarłego za postać świętą, zgodnie z powiedzeniem, że o zmarłych się mówi dobrze lub wcale. Bo zmarły dbał o rodzinę chociaż kradł i oszukiwał pracodawcę oraz państwo, ale w końcu dostał z rąk kapłańskich ostatnie namaszczenie, a i był po katolicku pogrzebion. Katolikom to wystarczy, więc wystarczy jeno w dniu tym zapalić światełko do nieba na grobie, zapłacić za mszę i wypominki w kancelarii parafialnej i wszyscy szczęśliwi. Okazuje się, że nie wszyscy. Ci co zalegają obszar cmentarny najmniej, ponieważ pozostając wciąż nieżywymi są okradani przez żywych katolików. Nadwiślański lud lubuje się w dewastowaniu cmentarzy i to niekoniecznie obcych katolikom wyznań. Zamroczeni alkoholem poddani Chrystusa, króla Polski, rozwalają płyty nagrobne i pomniki, łamią krzyże, a to  co da się ponownie wykorzystać sprzedają za grosze kamieniarzom. Polski cmentarz to miejsce nie tylko spoczynku zmarłych. To arena wszelkiego rodzaju innych zwyrodnień i wynaturzeń. Obok „specjalistów” od kradzieży kwiatów i zniczy, szczególnie w okolicy Dnia Zmarłych, na cmentarzach przez cały rok odbywają się czarne msze ignorantów religijnych, orgie seksualne i gwałty napotkanych tam niewiast, zaś grobowce są wykorzystywane jako skrytki i dziuple na duże ilości narkotyków, oraz innych skradzionych przedmiotów, w tym wszelkiego rodzaju elektroniki, zanim zostaną upchnięte naiwnym nabywcom. Cmentarz polski nigdy nie umiera. Aż chciało by się powiedzieć, jak Paryż nocą. Cmentarz polski żyje. Moim zdaniem najbardziej poszkodowani są zmarli, których poddano kremacji w sytuacji gdy spoczywają obok pakunków z narkotykami, bo nie ma nic bardziej obraźliwego dla trupa niż mieszanie prochów. Powtórzę więc: Dzień Zmarłych to radosne święto dla wielu bezdomnych i bezrobotnych, więc alleluja i do przodu!
Rozmowa cmantarna: Niektórzy mówią, że istnieje życie pozagrobowe, inni z kolei twierdzą że takowe życie nie istnieje, co ty na to? – Zabij mnie jak chcesz, ale ja nie wierzę ani jednym, ani drugim. 1 listopada miliony Polaków pójdą na cmentarze by w zadumie postać nad grobami najbliższych. W czasie obowiązkowej krótkiej modlitwy spoglądać będą na sąsiednie pomniki porównując ich koszt budowy z tym przy którym stoi. Bo Polacy zgodnie z zasadą zastaw się a postaw się budują groby nie dla zmarłego bliskiego lecz dla oczu sąsiadów. Zmarłemu jest obojętne czy leży pod płytą ze złota czy też pod żywą sosną, ale nie jest obojętne to sąsiadowi. Pamiętam, że wielu polskich rolników, gdy otrzymali pierwsze pieniądze z Unii Europejskiej w ramach dopłat, przeznaczyli je na budowę trwałych grobowców rodzinnych. Jestem tego świadkiem. Miliony ton żwiru, cementu zbrojeń i innych materiałów budowlanych zużytych na funeralne budowle, miast na obiekty służące żywym ,zostały bezpowrotnie zmarnowane. Jest o czym pomyśleć w dniu 1 listopada, jednocześnie zadając sobie pytanie: Dlaczego bogaci Amerykanie, Anglicy, albo Francuzi mogą wjeżdżać na cmentarze kosiarką, a my Polacy nawet hulajnogą nie.  Chyba nie dlatego, że nie wypada czymkolwiek jeździć po ziemi poświęconej?. Po prostu tam się nie zmieścimy. Zatem, wieczny odpoczynek racz im dać Panie. A my?. Alleluja i do przodu póki żyjemy.
                                                                               

                                              



WESELNE POPRAWINY U STASIA WYSPIAŃSKIEGO..


Wielkimi krokami zbliża się 11 listopada. Dla nas Polaków to sławetny dzień, jako że 100 lat temu, w 1918 roku, w dniu 11 listopada Piłsudski wraz z otoczeniem patriotycznym ogłosili światu, że po 123 latach Polska wraca na mapy Europy i świata. Nie będę się zagłębiał w szczegóły polityczne na podstawie których do tego doszło, jako że złożyło się na ten fakt wiele zdarzeń politycznych z zakończeniem Pierwszej Wojny Światowej, zwanej Wielką Wojną  przede wszystkim. Nie będę też się zagłębiał w to, czy rzeczywiście przez owe 100 lat Polska była stricte niepodległym państwem. Fakt że przyjęto datę 11 listopada 2018 roku jako stulecie naszej NIEPODLEGŁEJ. Taką datę należy obejść w sposób iście bardzo świąteczny nie tylko dodatkowym dniem wolnym, ale i całym tygodniem. Tyle że nasze władze nie pomyślały o tym przykładowo przed rokiem, dzisiaj się ośmieszając, zresztą nie po raz pierwszy. Dzisiaj też rząd asygnuje na obchody rocznicowe 200 milionów złotych, aczkolwiek nie wiadomo co nam Rodakom za tę kwotę chce zafundować, bo chyba nie uroczysty bankiet z udziałem 35 milionów  obywateli, w towarzystwie setek przyjezdnych gości zagranicznych do których Duda jako nasz prezydent wysłał błagalne zaproszenia. Od kilku lat tzw. Marsz Niepodległości inspirowany i de facto wyheilowany jest przez narodowców z ONR i Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji o ideologii faszystowskiej nie kryjącej się z rasizmem ksenofobią i homofobią, a nawet miłym uczuciem do pogrobowców Hitlera. W kraju naszpikowanym obozami koncentracyjnymi i milionami grobów naszych rodaków. Warto to zdanie kilka razy powtórzyć. Rząd nie tylko łaskawym okiem patrzy na hołotę nazistowską, którą uważa jako jego zbrojne ramię, ale pokazuje swój paskudny stosunek do demokratycznej Unii Europejskiej. Stąd na zaproszenie Dudy na obchody 100 lecia wszyscy dostojnicy państw się wypięli. Duda pozostał jeno z Dudową i owymi tysiącami polskich narodowców, do których zwrócił się z „prośbą” by na marszu demonstrowali tylko z flagami biało czerwonymi, a tu figa, nie ma z ich strony zgody. Można by skonstatować, że narodowcy polscy rządzą prezydentem Rzeczypospolitej, czyli de facto polskim państwem. Do tego doprowadził mariaż ołtarza z tronem i nowa historia według IPN. Nie dość, że karmimy miłą sercom pisdzielczym brzuchatą sforę biskupów i księży coroczną kwotą 19 miliardów złotych, to ci w zamian przytulają do serca Maryi Częstochowskiej wszelkiego rodzaju hałastrę kiboli i narodowców.
Na marsz świąteczny nie pójdzie żaden z byłych prezydentów i premierów, ba nawet sam Duda publicznie się wycofał aby świat nie posądził go o sprzyjanie faszystowskiej hołocie. Zatem święto to będzie należeć wyłącznie do nich. Do ONR i MW. Nie dziw się POLAKU że nikt w Unii już nas tak bardzo nie pragnie i chętnie się z kaczym państwem rozstanie, mimo że ponoć blisko 80% normalnych obywateli chce pozostać członkami demokratycznych narodów UE. Wtedy po kraju można będzie rozesłać bilbordy na kołach o treści „miałeś chamie złoty róg”. Przeto, jeżeli podczas wyborów parlamentarnych pisowcom Polacy nie pokażą środkowego palca, naszą niepodległość czeka godny pożałowania los. Wie o tym doskonale …. Putin.




wtorek, 23 października 2018

ŚWIĘTO, ŚWIĘTO I PO ŚWIĘCIE

                                                              polski halloween
Oczywiście chodzi o święto demokracji, czyli wybory. Tym razem samorządowe. Były to dziwne wybory w rzeczy samej, bowiem po ogłoszeniu wyników pogubiliśmy się, jako że naczelny Prezes Polski z nieskrywanym zażenowaniem ogłosił, że wybory wygrała jego radosna partia. ”Co prawda ubyło nam, ale jednak przybyło”. Ględził o przejęciu przez PiS sejmików, o ewentualnych koalicjach, mając na myśli względnie dobry wynik wyborczy PSL, a zebrany lud pisowski z rozdziawionymi gębami łykał jego słowa jak pelikan żabę. Prawda jednak wygląda inaczej i na znacznym obszarze Polski kacza partia przechodzi do opozycji. Zabaweczki wracają do rąk Platformy Obywatelskiej, koalicji złożonej z liberałów i lewicowców. Status quo zachowują pisowcy w najmniej zurbanizowanych terenach wschodniej Polski, gdzie 500+ stanowi majątek. Kaczyński w chwili wątpliwej radości zapomniał co kilka dni temu wypluła jego urocza inaczej rzeczniczka Kujawiak, pardon, Mazurek. Otóż  z miną władczyni rzekła iż wieś przejmuje Prawo i Sprawiedliwość, natomiast historyczną partię chłopską PSL należy zniszczyć do zera. Tymczasem już zapowiadana koalicja Platformy Obywatelskiej z PSL może odchudzić pisioli do zera, co jest dobrym prognostykiem przed wyborami parlamentarnymi. Polityczna hołota złożona z dobrze opłacanych BMW w zespoleniu z klerem już widziała Polskę poza Unią i o krok bliżej do ciepłego Łukaszenki i łagodnego Putina, a tu niepodziewanie przychodzi z Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu nakaz wstrzymania jakichkolwiek ruchów w obszarze prawa konstytucyjnego oraz przywrócenia zwolnionych sędziów na dotychczasowe stanowiska w SN, pod groźbą kar. Ot, stało się. Zamach na Konstytucję nie udał się. Na nic nie zda się bajdurzenie Ziobry i jego akolitów o pseudo sprawiedliwości w polskim sądownictwie. Naród wolny zdecydował i wybrał. Na nic nie zdało się szczucie na nie wygodnych pisdzielcom kandydatów na prezydentów wielkich miast. Na panią Zdanowską w Łodzi, na pana Jaśkowiaka w Poznaniu, czy też pana Sutryka we Wrocławiu, pana Matyjaszczyka w Częstochowie i Ferenca w Rzeszowie.
Największą jednak boleść pisowcom spowodował pan Rafał Trzaskowski w stolicy Polski, Warszawie. Wygrał z pisowskim betonem Patrykiem Jakim, podrzutkiem z Opola. Żeby się nie rozpisywać nadaremno w temacie, który jest znany już większości społeczeństwa powiem tak: PiS na czele z Kaczyńskim powoli będą schodzić z tego kontrowersyjnego pomnika, który na siłę zbudowali na placu Piłsudskiego. Gdy zejdą na sam dół zostaną starci z mapy Polski, choć to trochę jeszcze potrwa, ale Polska się ucieszy, Europa się ucieszy, świat będzie z powrotem nas podziwiał., bo okazuje się że nas stać na wzbudzenie podziwu. Warunek, likwidacja kaczej tuby zwanej telewizją rządową i wygranie wyborów parlamentarnych. Wszystko okaże się za rok.
Rys. FB.

wtorek, 16 października 2018

BYŁEM NA "KLERZE"


  1. Jako spokojny emeryt, do tego odczuwający wiele słabości pochorobowych, nie nosiłem się z zamiarem wyprawy do kina na bodajże najbardziej kasowy dzisiaj film KLER Smarzowskiego, mimo wyjątkowej reklamy medialnej. Nie wybierałem się, ponieważ środowisko polskiego kleru było mi dobrze znane… powiedzmy z osobistego życia. W czasach licealnych pełniłem obowiązki „szefa” grona ministrantów (do dziś znam ministranturę po łacinie), w mieście powiatowym, dziś słynącym z 3 kościołów, produkcji niezłego piwa „KASZTELAN” i KRÓLEWSKIEGO sera z dziurami. Kręciłem się siłą woli w okolicach plebanijnych, zatem miałem całe teatrum towarzystwa sukienkowych przed oczami, a ponieważ jeden z księży to mój bliski krewny, przeto uczestniczyłem w tzw. biesiadach libacyjnych także, ale było to już kilka dobrych lat później, kiedy jako dorosły mężczyzna mogłem im dotrzymywać kroku w ostro zakrapianych alkoholem prosto z tzw. sklepów komercyjnych (PRL) kolacyjkach. Było to możliwe gdy krewniak otrzymał samodzielną parafię. Niestety przedwcześnie zmarł na zawał, być może z powodu nadmiarowego spożycia koniaków i nałogowego palenia. Zanim to się stało, widziałem spektakularne wódczane przypadki posiedzeń proboszcza kanonika w towarzystwie sekretarzy partyjnych, komendantów milicji i innych  notabli. Film KLER, który obejrzałem przy absolutnie pełnej sali, jest prawdziwy. Pokazuje dzisiejsze układne stosunki kleru z władzą, czyli tak samo jak za Ojczyzny ludowej, tyle tylko że współczesny kler dodatkowo zajmuje się polityką, a nawet w pomieszczeniach plebanijnych urządza zbiórki i szkolenia grup nazistowsko faszystowskich. Film odkrywa demoralizację księży i biskupów. Skoro arcypasterz
    posługuje się słownictwem spod budki z piwem ch*j, pi*da, pierd*l się kutasie prawie w każdym zdaniu, to jestem przekonany, że otworzy oczy wielu dewotom, ale pod warunkiem że nie posłuchają księży i na film pójdą. Zgnilizna urzędników Pana Boga wypełniała ich usta, ale też czyny. Film nawiązuje do jarmarcznych zachowań bp. Głodzia z aktimelkiem w tle, wstrętną siostrę Bernadettę z Zabrza, ale też nie ukrywa innych grzechów np. pedofilii i gwałtu na celibacie, chytrość na kasę. Pokazuje
      nie tylko molestowanie, ale i prawdziwe kurestwo. Tak, spodziewałem się tych wątków i się potwierdziły. A w ogóle moja ocena dzieła pana Smarzowskiego wypada bardzo dobrze, ponieważ tak naprawdę nie odciąga od Boga, czego się najbardziej obawiali prawdziwi katolicy, ale jednocześnie obnaża Jego urzędasów dosłownie do golasa.
  2. Foto: Facebook, NIE.


CZY WRÓCĄ DINOZAURY?


  1. Mądre przysłowie powiada:  „Nie było nas był las, nie będzie nas będzie las”. Czyżby?. Coraz bardziej postrzegam zjawiska, które właśnie przeczą temu powiedzeniu. Świat w istocie podąża ku samounicestwieniu. Świat, a wraz z nim, no jakże mogłoby być inaczej- Polska. Mamy w tym duży wkład. Sami się do owej śmierci przyczyniamy chociażby w osobach przykładowych obywateli Jana Szyszki i Tomasza Duszkiewicza. Pierwszy jak na ironię był ministrem środowiska, drugi zaś zadufanym w sobie księdzem. To symboliczni nasi prekursorzy martyrologii otoczenia przyrodniczego. Szyszko w symbiozie z Rydzykiem, wciąż głodnym pieniędzy postanowili wyciąć Puszczę Białowieską, nasz, bodajże największy skarb narodowy i zamienić ją na w gruncie rzeczy nic nie znaczącą dla narodu mamonę. Ksiądz Tomasz Duszkiewicz, kapelan myśliwych, leśników i gajowych, to raczej najprostszego sortu kłusownik, przestępca pospolity. Morderca zwierząt chronionych przez prawo. Ale dla niego, jak to dla każdego sympatyka PiS, prawo to jak splunąć na zapisy traktatowe Unii Europejskiej. Świadectwem potworności Duszkiewicza są wypchane zwierzątka w jego posiadłości, a m.in. truchła rysia, puszczyka, wilka a nawet żubra. Mięsem żubra ten klecha częstuje swoich gości. I w tym
    teoretycznym kraju, jak powiedział minister Sienkiewicz, nikomu to nie przeszkadza. Pewno sobie koncypuje, że skoro nie będzie puszczy to i zwierzęta są niepotrzebne. Drzewa się wytnie i wraz z ziemią sprzeda, a gdy nie będzie miał czym oddychać, to za te pieniądze spierdzieli do Amazonii tropem nazistów po II wojnie światowej. Nazistom taki trop wyznaczył jeden z poprzedników papieża Jana Pawła II, Pius XII. Myślę, że człowiek sam przygotowuje się do zagłady nie bacząc na przyszłe pokolenia. W roku 1945 użyto po raz pierwszy bomb jądrowych. Zwaliły się na Hiroszimę i Nagasaki obnażając obraz ludzkiego
     armagedonu. Zrzucono je niby z konieczności by zakończyć wreszcie  tę najstraszniejszą z wojen, ale pozostało świadectwo tego co czeka ludzkość w przypadku następnej wojny światowej. Wojna jądrowa to pokaz zniszczenia całego globu poprzez wytrącenie kuli ziemskiej z osi jej obrotu. Co  brzmi przewrotnie, bo bomba atomowa to jednocześnie gwarant utrzymania pokoju na świecie poprzez strach. Inną sprawą jest naruszanie spokojnej struktury ziemskiej poprzez dokonywanie prób jądrowych w podziemiach, nadmierne wydobywanie na powierzchnię bogactw naturalnych, regulowanie wedle widzi mi się biegu rzek, problem cieplarniany globu. Stąd trzęsienia ziemi, tsunami, orkany, tajfuny i inne dramatyczne zjawiska zabijające miliony istot ludzkich i nie tylko. Uczepię się jednak Polski. Nie trzeba być wyjątkowym obserwatorem by nie zauważyć niszczących zjawisk naszej przyrody i atmosfery. Od blisko stu lat nie zmieniła się forma ogrzewania naszych mieszkań. W prymitywnych piecach palimy byle czym,  byle tanio. Świat odchodzi od węgla a u nas to podstawowy opał, bo mamy go ponoć dużo, a i jeszcze dodatkowo sprowadzamy z Rosji, ba nawet z Chin. Smog wiszący nad miastami zabija rocznie kilkadziesiąt tysięcy Polaków zaś innym skraca tudzież niszczy komfort życia i zdrowia. Na świecie próbuje się przestawić transport na „paliwo” elektryczne, a u nas ludzie zadają pytania, co to takiego. Wątpliwe jest u nas zjawisko tsunami, bo Bałtyk to pokorne „zwierze”, ale on cichcem też zabiera nam ziemię. W Jastrzębiej Górze, znanej miejscowości wypoczynkowej w ciągu ostatnich lat pożarł nam już ponad
    100 metrów nabrzeża wraz z budynkami hotelowymi i szkołą.
    To wynik zjawiska cieplarnianego, powodującego rozmarzanie zlodowaciałych biegunów ziemskich i podnoszenia się poziomów mórz i oceanów. Należy pamiętać że północny biegun już został podzielony przez sąsiadujące państwa na obszary wydobywcze ropy i gazu. Ludzkość nie dba o przyszłość planety, liczy się wyłącznie interes narodowy. Przykładem są Stany Zjednoczone, oporne w kwestii podpisywania umów międzynarodowych chroniących naturę, mimo iż każdego roku atakują to państwo coraz tragiczniejsze w skutkach kataklizmy pogodowe.


piątek, 12 października 2018

BOŻE, TY TO WIDZISZ I NIE GRZMISZ!?



Jeżeli Kościół katolicki zrezygnuje z 11 000 000 000 PLN konkordatowych, wydzieranych corocznie państwu i odda wyłudzone od Polaków i Polski majątki to uwierzę w dobre intencje biskupów i całej reszty, oczywiście oprócz pedofilii osób przykościelnych w tym bpa Wesołowskiego, szczęśliwie zmarłego, ks. Gila i setek innych zdrowych byczków w koloratkach, którzy to swoimi postępkami całkowicie obnażyli Kościół, pokazując światu jego prawdziwe oblicze. To też do Was hierarchowie Michalik i Dziwisz oraz waszych kolegów po fioletowych piuskach. Może nawet bardziej do was pisowskie ścierwa, którzy karmicie hojną ręką tę wciąż nienapasioną  gangrenę, kosztem państwa, czyli nas wszystkich Polaków. Kosztem ludzi pracy i majątku narodowego.”- ,przeczytałem wypowiedź katolika na Facebooku. Zdenerwowałem się?, może trochę, bo przecie żyję tu i teraz wśród ludu ogłupionego do szczętu wciąż obiecywanym, wyimaginowanym szczęściem niebiańskim po śmierci, gdy tymczasem urzędnicy pana B. pławią się nie tylko w biblijnym grzechu plugastwa pedofilskiego ale też dobrach doczesnych, co uzmysłowił wiernym ogłupionym ślepcom film pana Wojciecha Smarzowskiego KLER. Hierarchowie nawołują do zignorowania filmu, albo wręcz zakazują jego projekcji posługując się pisowskimi posłańcami z twarzą „BMW”*  na stanowiskach administracyjnych, ale to już nic nie da panie Głódż, panie Michalik, albo i panie Kaczyński. Mleko się rozlało. Film jest prawdą większą niż tablice mojżeszowe z przykazaniami, które wy olewacie ciepłym moczem. Chyba że tablice biblijne Mojżesza też macie w czarnej dupie, w co obserwując doniesienia prasowe z łatwością uwierzę. Ponad 120 polskich biskupów z małymi wyjątkami, w większości mianowanymi przez Jana Pawła II trzyma łapy nad tym biednym, sponiewieranym rozumem Polaków, ich karmicielami, gotowymi odbierać ich zakłamane pouczenia na klęczkach z pocałunkiem nie tylko stuły po spowiedzi, ale i łap w chwilę, gdy dobrodziej przed momentem wyszedł z wychodka bez umywalki.

*BMW - BIERNY,MIERNY, WIERNY.

wtorek, 9 października 2018

CZY WARTO SIĘ URODZIĆ?




Każda Cyganka, za marne 10 złotych podejmie się wróżby twojego losu. Nie ważne, czy ona zgaduje, improwizuje, czy też udaje się jej rzeczywiście trafiać przypadkowo w fakty z życia naiwnej osoby. Na podstawie linii przecinających się na twej dłoni, a szczególnie jednej, tzw. linii życia opowiada wcześniej zapamiętane formułki z których powinieneś być zadowolony lub nie, w zależności od ochoty na wymuszaną dopłatę którą wyczuwa patrząc w twoje oczy i na mimikę twarzy. Rzeczywiście, nawet bez Cyganki, los i życie człowieka można by odrysować linią, której początek bierze się w miękkiej, wyścielonej kołysce, zaś kończy w czterech deskach. Ten los jest uzależniony od miejsca urodzenia, zasobności portfeli rodziców, ale też nabytych genów określających uzdolnienia, zapał do nauki i pracy, czy też charakter określany człowieczeństwem, humanizmem, serdecznością. To wszystko jest dodatkowo determinowane okresem pokoju lub wojny. W naszych polskich warunkach jak do tej pory cieszyliśmy się tym pierwszym. Linia życia dla jednego biegnie przez długie lata, często zatrzymując się koło setki a nawet powyżej, dla innego zaś zanika powoli po pół wieku. Nie ma reguły na długowieczność żywota ludzkiego. Osobiście dobiegam osiemdziesiątki i wyczuwam dość wyraźnie, że zdrowie mi z lekka kruszeje. Jakoby ucieka jak piasek przez przysłowiowe palce. Liczne pobyty w szpitalach nie upiększały mi żywota. Niedawno pochowałem młodszego ode mnie brata, co jest nie bardzo trzymające się logiki, bowiem z racji wieku miałem pierwszeństwo do tej „uroczystości”. Nie sprawdziła się też owa logika w przypadku moich rodziców. Mama dużo młodsza od Ojca odeszła w wieku 72 lata, gdy tymczasem Rodzic dożył lat 86. Oboje byli spracowani do szczętu dla dobra swego oraz czwórki dzieci.  Ich linia życia to ciężka harówa przerywana jedynie posiłkami i modlitwą. Przez te lata życia i pracy żadne z nich nigdy nie widziało morza ani gór. Bo nie było czasu na takowe mało im potrzebne zachcianki mimo, że finansowo było ich stać na owe „fanaberie”. Kto potrafi się zastanowić nad analizą podobnego życia, zapewne zada sobie pytanie które brzmi: czy warto się było narodzić?,  czy warto było przyjść na świat by żyć udręką swoją i innych, uczyć się przez kilkanaście lat, pracować w różnych warunkach, by utrzymać siebie i rodzinę, by w końcu z łaski państwa po wielu latach otrzymywać kilka złotych i wolne chwile na emeryturze. Emeryturze, która nie zwalnia od kłopotów, najczęściej związanych z życiem i zdrowiem swoim i potomstwa lub innych bliskich nam osób. Mimo to, oraz dotykających nas coraz częściej chorób, jednak zdobywamy się na to, by pozostałe okruchy życia umeblować skrawkami przyjemności. Zobaczyć nie tylko swój kraj, ale też inne obszary Europy i świata. Osobiście lub chociażby oczami wyobraźni poprzez literaturę, film albo muzykę. W takich okolicznościach przyrody warto się było narodzić mimo linii losu biegnącego poprzez naukę, pracę, a tym bardziej szczęście małżeńskie. Tak, wtedy może warto się urodzić. Sądzę, że wielu Czytelników mojego bloga zada sobie podobne pytanie na które spróbuje udzielić odpowiedzi.




sobota, 6 października 2018

SPAZM SKRZYWDZONYCH DZIECI.



                        Wymowne zaiste.

"Zgadnij ludzka szmato, co mnie obchodzi twoje „przepraszam”, skoro nawet nie jesteście w stanie zapłacić odszkodowania dziewczynce wielokrotnie zgwałconej przez waszych brzuchatych przedstawicieli... Nie ma w was żadnej refleksji, nie ma w was skruchy. Sracie po gaciach, bo się boicie, że się wam ktoś dobierze do skarbonki i wam zabierze dukaty zdobyte na ludzkiej krwi i mokre od ludzkich łez! Wasze złoto, to  wasz jedyny bóg!”, słuchać krzyk w codziennych doniesieniach medialnych. To jednostkowe przypadki, jak mówi Kościół i przyssana doń władza? Wątpię.

                Kwiaty polskie

Podobne zdania wydobywające się z otchłani bezradności wygłasza każda matka każdego dziecka skrzywdzonego przez klechę . Obojętnie czy to klecha z jajami czy, też zakonnica, (jednako klecha, ale bez jaj), czyli zwyrodniała zbrodniarka a la siostra Bernadetta. Normalnych ludzi bardzo bolała krzywda wyrządzana dorosłym przez matkę Teresę, którą, w podzięce za miliony dolarów dla Watykanu Jan Paweł II posadził na katolickich ołtarzach. To dorośli, oni mimo trudności sami potrafią się bronić, ale dzieci?.. Coś makabrycznego. Ale jaką wartość dziecko stanowi dla Kościoła. Tyle co wartość obliczona na zysk marketingowy. W domach dziecka w słonecznej Hiszpanii hurtowo siostry opiekunki sprzedawały dzieci do USA. Od 100 -200 tysięcy. Podobnie w Irlandii, Brazylii i wielu innych krajach z symbolem ukrzyżowanego Jezusa.. Irlandia ponadto zasłynęła makabrą uśmiercania dzieci zrodzonych przez kobiety niezamężne. Od dnia gdy na światło dzienne odkryto szkielety kilku tysięcy dzieciaków, katolicyzm w tym kraju zaczął się chwiać. No i zachwiał się na tyle, że ten kraj, bodaj najbardziej religijny, dzisiaj przoduje w wielu dziedzinach oraz pozostaje przykładem humanizmu i postępu. A Polska?. No cóż Polska?. Ten kraj nadal pozostaje w okowach ciemnoty, egzorcyzmów oraz pseudouzdrowień przez modlitwy różańcowe odmawiane nad chorym, a nawet nad zmarłymi, by zapewnić im urojone szlaki wprost do łąk niebiańskich. A może by tak rozkopać ziemię wokół wszystkich klasztorów katolickich?..

wtorek, 2 października 2018

OKALECZONY FIUTEK DOBREJ ZMIANY



Nie lada ubaw mieli ratownicy medyczni z Gdańska, którzy zostali wezwani do poszkodowanego w jednym z prestiżowych adresów w mieście. Po przyjeździe na miejsce, na dachu apartamentowca, przy basenie leżał zakrwawiony mężczyzna nad którym stały dwie panie w dosyć wymownych strojach. Jak mówi anonimowo jeden z ratowników, "prostytutka w czasie seksu oralnego silnie ugryzła swojego klienta w prącie" - doszło do krwawienia. Na szczęście pacjenta członek nie został zbyt mocno okaleczony." Tyle GW. Osobiście znam podobny temat, gdzie pewna dama klientowi obgryzła fiuta całkowicie. Ostał się jeno korzeń. Ogromne krwawienie, karetka pogotowia i zabawne poszukiwanie żołądzia, który gdzieś się zapodział w stłamszonej pościeli. Poszukiwany obiekt w końcu znalazł się, niestety nie dało się go z powrotem zainstalować, był zbyt poharatany. To zdarzyło się ponad trzydzieści lat temu, w czasach gdy nie było jeszcze dobrej zmiany a ofiara była prostym robotnikiem a nie sędzią z partii rządzącej, czyli PZPR. Powtórzmy więc: Nieoficjalnie wiadomo, iż ów gdański klient burdeli jest sędzią Sądu Apelacyjnego z Krakowa. Tzw. Dziecko Dobrej Zmiany. Tą sprawą powinny zainteresować się służby specjalne. A nuż, był to atak na najbardziej ważną instytucję państwową. Sąd to trzecia władza, ta najbardziej dziś upolityczniona. Czy prostytutka pochodziła z państwa zaprzyjaźnionego, albo i nie, np z Niemiec. Wtedy zachodziłoby podejrzenie o ojkofobię w stosunku do polskiego narodu. Media nie podają dlaczego pani prostytutka ugryzła sędziego dobrej zmiany w penisa. Czy lubi ostrzejszy seks?. Być może modny BDSM? Być może coś powiedział na opozycję, albo zrobił coś dla niej przykrego. Może kazał jej szybciej działać, bo śpieszył się odebrać żonę i dziatki z mszy świętej. Tego nie wiemy. Znając życie, pewnie za niedługo poznamy jego personalia. Aż człowiek tęskni za czasami, kiedy największym zmartwieniem była kradzież przez sędziego kiełbasy. Ciekawe, że incydent zdarzył się teraz przed wyborami. Ponadto zachodzę w głowę, iż może prostytutka była przekupiona przez kogoś z Platformy, by obniżyć notowania kandydatów Dobrej Zmiany. Jedno wiem na pewno. Dużo ciekawiej czyta się podobne informacje, niżeli te o układzie radomskim, gdzie w przekręty i skandale związane z budową drogi S12 zaplątali się posłowie PiS z Suskim na czele.


AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...