piątek, 29 listopada 2013

VACUA VASSA PLURIMUM SONANT

Myślący Polacy wiedzą, że jest to przysłowie, ba nawet przenośnia, a w tłumaczeniu na język Polan znaczy, iż ci którzy mają najmniej mądrego do powiedzenia opowiadają swoje bzdety najgłośniej. Tym przysłowiem posługują się wszystkie narody, bo w każdym z nich przewalają się puste naczynia. Rosjanie dla przykładu powiadają że:” pustaja boczka puszcze gremit.” Właśnie, najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy posługują się nic nie znaczącą mową, która mogła by przysłużyć się naprawie państwa lub chociażby polepszeniu jego funkcji.. Pominąwszy już idiotyzmy i brednie głoszone przez „zasłużonego” dla III RP, a jeszcze bardziej dla Kaczyńskiego, Macierewicza, który wykorzystując prostactwo i ciemnotę części społeczeństwa ( ba nawet kilkoro ludzi „niby wykształconych”,) stworzył religię zwaną smoleńską, bo w naszym kraju głosy ludzi nic nie znaczących twórczo są uważane za poważne. Telewizja za grube setki tysięcy złotych transmituje obrady kupy idiotów. Kto jest decydentem pytam ja i co najmniej połowa
Polaków. Zarówno niejaki chłopek roztropek czyli Kłopotek z PSL, kalka odbitka Leppera, ale też jego przybocznej Renaty Beger , co to na stanowisku szefa ONZ widziała Anana Kofana, to przykłady beznadziejności polityki polskiej, państwa bezsilnego, nie reprezentowanego przez ludzi mądrych, wśród których znajdują się niestety też barany ulegające pomysłom Antka policjanta (Rońda PAN). Rząd korzysta często z myśli tych, którym w konsekwencji przyświeca wyłącznie własny interes. Zarówno poseł Schetyna, teoretycznie vice Tusk, jak i wielu innych na poważnych stanowiskach, zauważywszy spadające notowania PO w stosunku do kaczej partii wzięli się za kradzież majątku państwowego na wielką skalę, bo jak inaczej nazwać przekręty wiceministrów MSZ i MSW, a także MON. Oczywiście nikt nie oskarża w tej sprawie samego Schetyny. On ma swoje trefne interesy na Dolnym Śląsku. Na konta dziś już przyłapanych przez CBA, w wyniku tych przekrętów w zamówieniach publicznych wpłynęły nie dziesiątki tysięcy, ani nawet setki. Wpłynęły miliony złotych z kasy państwa wspomagane dotacjami z UE, a przecież to są ludzie niby zaufani, tyle że potrafili głośno upominać się o dobre stanowiska, skoro ich przełożeni skorzystali z ich „umiejętności”. A państwo, no cóż państwo, ono pozostaje

bezsilne. Starożytni Rzymianie powiadali, że takie państwo to infirmitate. gdzie rząd mało może, a najczęściej nic nie może poza tym, że cieszy się stanowiskiem i własnym uposażeniem, bo akurat on ma dostęp do najbogatszej kasy. Nie wiem jak się skończy ta największa afera po uzyskaniu wolności czyli w III RP, ale mniemam, że żaden z tych bohaterów nie pójdzie do kryminału. Znamy to z życia. Zbyt duża kasa. Do celi zamyka się Ikonowicza, który bronił ludzi przed wyrzuceniem na bruk, bo nie mieli czym zapłacić za czynsz i to tylko dlatego że jego życiorys to ciągła walka z bezprawiem, ale nie tylko. Ikonowicz to socjalista. Do celi natomiast nie trafią nigdy ci, którzy okradli społeczeństwo, a więc państwo na miliony złotych. Oni dysponują każdą kwotą na kaucję oraz ewentualne przekupstwo sędziów i prokuratorów. Czy rząd ma cośkolwiek do powiedzenia w sprawie na tyle bulwersującej, jak porządek i spokój w kraju?. Nie ma. Wypadki chuligańskie w czasie obchodów rocznicy 11 Listopada, a także popisy bandziorów na stadionach, od lat wielu są odbierane tak jak wypadki na drogach. Było, minęło, nic więcej. Po ataku na ambasadę rosyjską (rzecz niebywała) w państwie cywilizowanym, rząd zachował spokój beznamiętny. Ograniczył się do przeprosin
rosyjskiego MSZ i prezydenta Federacji, a gdzie jakowaś skrucha i zapewnienie że nigdy w przyszłości nie dopuści się do demolowania integralnej cząstki obcego państwa przez własną katolicką młodzież wychowaną na lekcjach religii i historii z IPN, podgrzaną myślami Zawiszy z ONR, a także słowami idioty Cejrowskiego, który powiedział, że każdy Polak powinien nienawidzić „rusków”. Tego nie spotkasz nawet w dzikiej Afryce, gdzie akurat Cejrowski przechadzał się na bosaka. Z kolei w wyniku burd stadionowych kierownicy tych obiektów, a także prezydenci miast głoszą, iż na okres iluś tam kolejnych rozgrywek pozamykają za karę stadiony dla kibiców. Okazuje się, że najwięcej tych pustych garów znajdujemy na stadionach, bo stamtąd słychać najgłośniejsze, zresztą sfałszowane dźwięki. Tymczasem prezes PZPN Boniek protestuje. Stadion ma być otwarty zawsze a kolejne burdy trzeba jakoś przełykać. Kto za to wszystko ma zapłacić, mowy nie ma. Co na to ministerstwo sportu (nawiasem mówiąc, nowy minister), a no nic, bo w gruncie rzeczy nie wiadomo kto tak naprawdę rządzi w tym kraju. Boniek twierdzi , że zamknięcie stadionów świadczyłoby o bezsilności władz. Zgadzam się nawet z panem Zbyszkiem, ale gdzie u nas szukać wobec tego skutecznych rozwiązań. Chyba nie należy słuchać ględzenia takich polityków jak Kempa, która swego czasu jeździła do więzienia na polecenia Kaczyńskiego, by pocieszyć osadzonego tam przywódcę kiboli Starucha. Anglicy sobie poradzili z pseudokibicami, Niemcy też, poprzez stosowanie kar w postaci bajońskich kwot, ale u nas jak zwykle występują inne okoliczności zwane bezwładem
państwa, czyli tymże infirmitate. Prawda jest taka moi mili Czytelnicy, że media (TV, prasa, radio) cytują wypowiedzi tych, co krzyczą najgłośniej, najczęściej nie dopuszczając do głosu adwersarzy (bo z innej partii), zaś rządzący, często skołowani tymi wypowiedziami zanim podejmą decyzję uzdrawiającą, kręcą się jak coś tam brzydkiego w przerębli. Przykładowo, jak może być rzecznikiem partii lewicowej człowiek- pustak, który na pytanie kiedy wprowadzono stan wojenny w Polsce odpowiada, że było to w 1989 roku. Jak może być poważnie traktowane państwo, co wysyła się do Waszyngtonu prostą babę ze Słupska, która przymiliwszy się do kawalera Kaczyńskiego, z nadzieją na małżeństwo, została posłem III RP i którą właśnie prezes, wraz z inną „zasłużoną” dla polskiej dyplomacji Anną Fotygą ( o Boże) ,wysłał do USA, w celu uściślenia spraw związanych z budową w Polsce tarczy antyrakietowej. Puste gary górą, bo dźwięczą najgłośniej. To tak jakbym przypadkowego człowieka, ale notorycznego alkoholika i bandziora, poprosił, by mnie zastąpił w pisaniu mojego bloga, bom akurat jest zbyt mocno ubezwłasnowolniony kacem po wczorajszych urodzinach. Powtórzę: puste gary tłuką się najgłośniej, jak te dzwony kościelne. Wtedy właśnie z niewiadomej przyczyny u moich sąsiadów wyje pies. Jeszcze nigdy nie nawalił. Punktualnie o 6.00, o 12.00,15.00 i 18.00.


Fotki od góry:
1.Puste, głośne chłopskie naczynia
2.Polski patriota w ogniu .
3.Bandzior w rekach służby stadionowej.
4.Płonąca Tęcza, symbol polskiego święta narodowego.
5.Patrz poz.3.

wtorek, 26 listopada 2013

KTÓRA TO CZĘŚĆ DZIADÓW

Piąta, szósta, a może ….. ale nieistotne . Faktem jest najzupełniej pewnym, że dziadami na obszarze Europy, mimo przynależności do tzw. elity polityczno-gospodarczej w ramach Unii Europejskiej, mimo olbrzymich kwot napływających z Brukseli, niestety, przynajmniej w jakimś procencie pozostajemy nadal. Tu i ówdzie czyta się i słyszy, że pracownikowi fizycznemu, niezależnie od trudów pracy, a nawet wykształcenia proponuje się płacę w kwocie 1,20 za godzinę. Przez osiem godzin odbierze on do kieszonki okrągłe 10 złotych wraz z premią w wysokości 0,40 PLN. Niebywałe. Za trud jednego dnia wracając do domu jest w stanie zakupić dwie butelki mleka i bochenek chleba, w zależności ileż wygłodniałych gęb czeka na wieczorny (często jedyny posiłek w ciągu dnia). Wśród naszego społeczeństwa takich dziadów jest około, albo nawet ponad 25%. Wielu Polakom podobne wynagrodzenie stoi kością w gardle i nie podejmują oni żadnej pracy licząc na zasiłek socjalny, którego wysokość mniej więcej odpowiada uposażeniu tegoż, który pracuje, na piechotę chodzi do pracy bo nie stać go na bilet, nie zabiera ze sobą drugiego śniadania bo skrzywdził by swoje dzieci, które i tak na pół głodne idą do szkoły. Takie jest jego życie z dnia na dzień powszedni, bo w niedzielę wraz z rodziną udaje się do kościółka, aby wysłuchać przeróżnych głupstw (np. proroka ks. prof.
Oko). O tym , że ich biedzie winne są feministki, ateiści, gender, odszczepieńcy od wiary, oraz złodzieje na przeróżnych stanowiskach. O ile ten ostatni argument jest do przyjęcia, o tyle jest on niepełny, bowiem nigdy na kazaniu ten często prosty, biedny lud nie usłyszy najprawdziwszej prawdy, iż gdyby państwo nie ładowało w tyłek Kościołowi blisko 10 miliardów złotych rocznie, to o biedzie tych 25% można by mówić wyłącznie w aspekcie mitycznym. Proboszcz czy biskup wygłaszając te farmazony patrzy w oczy wynędzniałych wiernych, ale nie zauważy przyczyny tego stanu rzeczy. Dla nich społeczeństwo jest przyzwoicie bogate, dlatego za każdą posługę kapłańską niezależnie od stanu majątkowego wiernych zdzierają wręcz ostatnią koszulę. Są parafie, gdzie za oddanie ślubu (pół godziny pracy) życzą sobie 2000 złotych. Dlatego połowa dzieci rodzi się poza oficjalnymi małżeństwami. Pokropienie trumny na cmentarzu w czasie pogrzebu i odklepanie kilku słów skierowanych do tego, który od co najmniej trzech dni stracił słuch na wieki wieków, pan w sukieneczce z komeżką życzy sobie kilkaset złotych, a bywa że i kilka tysięcy, w zależności od parafii, a częściej od ludzkiego odruchu. Dlatego, jak czytam prasę warszawską to dowiaduję się z
nekrologów, że już blisko 30% pogrzebów odbywa się w wersji świeckiej, a przecież wg notowań episkopatu Polskę zamieszkuje 95% katolików. A jest to taka prawda, jak ta trzecia u ks. Tischnera, czyli gówno prawda. Rzecz w tym, że naród nieoświecony zgodnie z doktryną Kościoła, jest milszy jego sercu, a przede wszystkim kieszeni, dlatego najlepiej i najkorzystniej dla opoki watykańskiej jest, by jednych, tych bardziej wiernych napuszczać na tych pozostałych, mających się nieco lepiej materialnie a wyznających inne wartości. Można im wcisnąć każdy idiotyzm namoczony wodą z świętego źródełka za głupie 4 złote od butelki, albo urojonego cudu w Sokólce. Kościół nie potępił bandytyzmu w dniu 11 Listopada, w tym m.in. spalenia Tęczy czyli znaku spójności między Niebem i Ziemią, bo mu się to mało opłaci. Kościół nie potępia kiboli, ba, nawet ich przytula do swojej piersi corocznym zbiegowiskiem w Częstochowie, bo stanowią oni potencjalną część wyborców Kaczyńskiego, przyjaciela toruńskiego cwaniaka nad cwaniakami, ojca Rydzyka. Ciemnota kwitnie w Polsce coraz bardziej, mimo otwartych granic, bowiem ciemny lud, to lud który siedzi w domu na dupie, patrzy w telewizje TRWAM, słucha Radia MARYJA, ale już nic nie przeczyta, oczywiście poza GOŚCIEM NIEDZIELNYM, nabytym w kościółku na polecenie proboszcza, szukając najprostszej drogi i furtki do obiecanego nieba. Tu akurat rodzą się dziady polskie. Z takimi ludźmi trudno podjąć jakąkolwiek dyskusję, by otworzyć im oczy, ale niestety mało skutecznie, bo one są jakby sklejone klejem z obłudy i fałszu. No nie da rady, bo oni szybciej wydłubią twoje oczy z nienawiści do tych, którzy czytają, słuchają normalnych audycji, poruszają się samochodami, których oni akurat nie mają, źle mówią o Rydzyku, nie chodzą do kościoła, a jeżeli już to nie przyjmują ciała i krwi Pana. Wykład proroka ks. Oko w Bydgoszczy zgromadził tyle ludu, że ściany ponoć trzeszczały, (a przecież Bydgoszcz to metropolia wojewódzka, uniwersytecka).,by tenże lud z szaloną przyjemnością mógł wysłuchać, że największymi
 
wrogami świata ludzkiego są m.in. feministki i ateiści. Aliści ponoć oni byli tymi właśnie największymi zbrodniarzami w historii świata. A ja panu szyderczemu profesorkowi powtórzę, że zarówno Hitler jak i Stalin mieli wykształcenie teologiczne. O ile Stalin niszczył cerkwie w imię (akurat prawdy marksistowskiej, że religia to opium), o tyle Hitler był zawsze gorliwym katolikiem, a jego żołdacy swą przynależność do Boga mieli wypisane na klamrach pasów. Oko mówił też o seksualnych maniakach wywodzących się z feminizmu i modnej dla nich ostatnio teorii gender. Zapomniał teologiczny profesorek, że największe ostatnio notowane rozpasanie seksualne widzimy wśród księży, a nawet arcybiskupów. Trzy po trzy klepał też metropolita Łódzki (abp Jędraszewski). Powtarzał on po pośle Arturze Górskim, że za kilka lat wyginie rasa biała, a resztki białego człowieka będzie można oglądać w rezerwatach. I ludziska zebrani tam w owej świątyni (diabła) w to wierzą, w rezerwacie znajdą się ich wnuki. Z jakim to przesłaniem i z jaką świadomością wychodząc z owej świątyni popatrzą na przechodzącego człowieka o innej skórze, nie mówiąc już o innej religii, a tym bardziej na człowieka nie uznającego żadnej religii. Strach pomyśleć jak zachowa się taki świeżo napompowany katolik. Właśnie z tych kręgów biorą się polskie dziady, oraz bandziory wykonujące polecenia w imię przykazań. Głupi prostak to ten, który odczuwa wstręt do jakiejkolwiek wiedzy, poza tą padającą z ust rottweilera kościelnego księdza Oko, ewentualnie z ust innego rottweilera świeckiego, czyli Terlikowskiego, źródła niewysychającej wiedzy i wspomożenia ideologicznego. U nich,
jak w przychodni ładują swoje akumulatory nienawiści i nietolerancji bezrobotni (pominąwszy tych nie z własnej winy), kibole, nasi rodzimi naziści i faszyści skupieni w ONR i NOP. Dlatego mądre słowa zacytuje za prof. Widackim: Bardziej niżeli końca ery białego człowieka boję się nowej ery polskiej teologii, coraz mniej mającej wspólnego z Kościołem powszechnym, ale nawet w ogóle z chrześcijaństwem,. Ja też panie profesorze, bo coraz bardziej wątpię, czy papieżowi Franciszkowi wystarczy sił i determinacji by zmienić Kościół w Polsce. A tymczasem dziady górą, dziady śpiewający pieśń carską o przywróceniu im wolnej Polski. Ale co oni wiedzą o historii i o tym ,że akurat Watykan był zawsze przeciwko wolnej Polsce. Za to z uwielbieniem afirmował „słuszne” decyzje polskich zaborców.


Fotki od góry:
1.Twórca polskiej dziadowskie szkoły.
2.Prawda polskich wielu wsi
3.Dziwisz oddaje hołd Kaczyńskiemu.
4. Taka flaga nam grozi gdy Kaczor wygra wybory.
5.Jednego przegonił, ale jest ich miliony.

sobota, 23 listopada 2013

TAK IM DOPOMÓŻ BÓG

Déjà vu – odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe.  (vikipedia). A jednak możliwe, bardzo możliwe.

Obiecanki rzucane ludowi, powtarzające się przed każdymi wyborami to już rytuał. Parcie na okupację fotela sejmowego jest tak duże, że każdy startujący do parlamentu gotów jest obiecać nie tylko gruszki na wierzbie ale i pomarańcze z figami. Tak było zawsze, przed wojnami, po wojnach, no i obecnie. Są tacy w polskim parlamencie, co to zasiadają tam od początku III RP i nawet przed, a ich tyłki już wrosły w drewno foteli jak krzaki wpuszczające swoje korzenie w stare spróchniałe wierzby. No i ludziska owczym pędem idą do urn w nadziei, że tym razem warto zawierzyć swoim kandydatom. Nie można zrozumieć tego zjawiska, tak jak wielu mężczyzn twierdzi, że żona ich nie rozumie. Głosił to swego czasu Pietrzak w swojej piosence. A przecież w przysiędze małżeńskiej składanej u stóp ołtarza nie ma nic o zrozumieniu. Mężczyzna ma kochać, być wiernym i nie opuszczać jej aż do śmierci. Ani słowa o zrozumieniu. Taki dość mądry wniosek wygłosił jeden z bohaterów serialu „Rancho”. Dość racjonalne, przyznam. Po wyborach nasi nowi posłowie najpierw muszą zadbać o układy gwarantujące stabilność życia rodzinie (dobra praca, dobra płaca), poprzez ulokowanie swego nazwiska w radach nadzorczych dobrych spółek, najlepiej Skarbu Państwa, poprzez rozszerzenie znajomości z prezydentami miast i gmin, rektoratami uczelni, poprzez w końcu, jak to w Polsce jest zawarciem sojuszu z Kościołem katolickim. Wszystko to gwarantuje, że choćby nie dotrzymał żadnego obiecanego słowa wyborcom, on już nie zginie, a ród jego nie zazna żadnych kłopotów na wieki wieków. Tak mu zresztą dopomóż Bóg, o co publicznie w obecności kamer poprosił podczas składanego ślubowania poselskiego. Są posłowie, którzy, jak już wspomniałem zasiadają w ławach poselskich od „zawsze”. Gdy podeszwy poselskie w ramach jego partii zaczynają się palić, szybko zmieniają kolorek partyjny, za co są umieszczani na czele list wyborczych, no i do przodu. Przykładów jest od jasnej ciasnej i trudno ich wszystkie wymieniać. Długim stażem poselskim mogą się szczycić panowie Zych, Tusk, Kaczyński, Żelichowski, Miller, Oleksy i wielu, wielu innych, którym się udaje nabierać na owe pomarańcze, a jeszcze lepiej na figi swoich wyborców co cztery latka. Kabaretowym przykładem wielopartyjności o przeróżnej ideologii jest poseł Ryszard Czarnecki (obecnie zasiadający w Brukseli). Przeskoczył już wszystkie

partie od lewicy po skrajną prawicę i głupi lud tego nie zauważa. Może dlatego, że Czarnecki to zaprzysiężony katolik, przyjaciel ludu bożego, najlepiej ubranego w czerń i fiolet. Ale okazuje się, że największe świństwa przynależą takim katolikom, bo oto media doniosły, że „kryształowy pod każdym względem człowiek prawicy i znany partyjny wycierus Ryszard Czarnecki, wymienił żonę na nowszy model. Starą sukę wystawił za drzwi, a na salony wpuścił młodą frajerkę. Zmajstrował jej już nawet nowego Richarda Henriego juniora, a nawet dwóch, tak na wszelki wypadek i tytułem ubezpieczenia, bo nigdy nie wiadomo kiedy młoda żona gdzieś bokiem się puści. Co ciekawe, nowy model żony (za rok lub dwa w promocji kupi sobie jeszcze nowszy model), jest córką jedynego polskiego kosmonauty, Mirosława Hermaszewskiego. I tu z kolei zaskoczenie, bo ten Hermaszewski to ogólnie w porządku chłop, i w głowę przeto zachodzę, co mu do k..wy nędzy odbiło, że takiego luja do domu wpuścił. No, ale jak sobie Hermaszewski pościelił, tak się pewnie i wyśpi. Natomiast patrząc na to z drugiej strony, to ta nasza jak najbardziej katolicka prawica, wierna bogu, wierna zasadom i
wszelakim możliwym przykazaniom, zaiste jest prawa i porządna i czysta niczym łza górnika. To wzór dla prawdziwego polskiego katolika. Panowie Dorn, Gosiewski, Marcinkiewicz, ów Czarnecki, pani Marta Kaczyńska, w du.pie mają przykazania boże, zaś rodzinę, tę ponoć świętość nad świętościami, traktują niczym zużyty  model Renault odstawiony chybcikiem do komisu. I tylko ten wygibus, ostatni z rodu Kaczyńskich, też imieniem boga codziennie podcierając sobie tyłek, porządny na pozór się okazał. Nie założył jeszcze rodziny, więc i rzucać nie ma kogo, choć kandydatka do rodzinnych więzów pewnie za drzwiami stoi i niespokojnie nogami przebiera".Ten tekst wyczytałem już w 2010 roku, pewno od tej pory się u nich wiele zmieniło. Ale pytać Ryska Czarneckiego nie mam zamiaru, bo mnie po prostu brzydzi. Status rodzinny prezesa, jak wiadomo nic się nie zmienił poza ubytkiem jego Mamusi oraz Alika.

Posłem polskim łatwo jest zostać po „kądzieli albo po mieczu”. Przykładowo synek posła Cymańskiego, jeden z pięciorga dziatwy postarał się o mandat. No i popatrzcie, ojciec zaczynał od stanowiska grabarza cmentarnego, a dzisiaj, oho, ho. Kilkoro naszych obywateli zostało posłami, w ramach współczucia rodzinom po tragedii smoleńskiej. Najczęściej współmałżonkowie tych ofiar, albo też inni, może nawet bliżsi sercu ofiary, a ofiara poniesiona przez posła Gosiewskiego zaowocowała dwoma posłankami. Obie żony pana Przemysława awansowały do parlamentu i tylko lekki poślizg sprawił, że nie trafiła tam matka i być może któraś z teściowych. W ławach poselskich krąży taki oto wierszyk, którego treść, jak i wymowa merytoryczna jest absolutnie poprawna i odpowiadająca rzeczywistości.

A po wyborach, kiedy znów,

Zajmiemy swe fotele,
To pomyślimy, jakby tu,
Powiększyć swe portfele.
Bo w nosie mamy głupi lud.
Tak nam dopomóż Bóg.
Przesłanie takie damy wam,
Ludziska me kochane,
Co obiecuje poseł wam,
Na wodzie jest pisane.
Nie zmieni tego żaden cud.
Tak nam dopomóż Bóg.


Fakt, to tylko taki sobie wierszyk, ale niech któryś z tych, którym udało się dostać do „naczelnego” koryta zaprzeczy jego meritum. W gruncie rzeczy nie zaprzeczy, bo w końcu prosił o to samego Boga.

Fotki od góry:
1.Więzy IV RP
2..Szczęście Frania, pardon, Rysia.
3.Uczeń czarnoksiężnika
4.Legalny kłusownik III RP.

środa, 20 listopada 2013

POLSKIE KRÓLESTWO



Żal mi tego kraju, mojego kraju, który jest reprezentowany przez tak otumanionego ideologicznie prezydenta. Żal tym bardziej, że ja na niego głosowałem, przyznam jednak, że tylko ze strachu przed rozsierdzonym katastrofą smoleńską Kaczyńskim. Okazuje się dzisiaj, że wybór był między dżumą a cholerą. Pan prezydent z dumą składający wieńce z okazji Święta Niepodległości przed pomnikami władców II RP wygłasza przemówienia, które nas obywateli, pamiętających Polskę spinającą historycznie II i III RP obrażają i napawają wstrętem. Bo oto mówi pociot przedwojennego dworu, szczycący się herbem i wspólna krwią z królestwem Danii, Luksemburga, Szwecji i kogoś tam jeszcze, że Polska odzyskała niepodległość dwa razy, czyli 1918 i 1989 roku. Nie, to nie jest jakiś ciemniak ahistoryczny, to absolwent historii, tyle że ukończonej na kościelnej uczelni, także o mały włos gdyby nie zachciało mu się polityki, byłby dzisiaj może biskupem, ale na pewno prałatem. W ostatnich latach tak niepoprawne i stronnicze wypowiedzi królowały na kartach opracowań wyłącznie IPN, oraz w środowiskach ultraprawicowych, bo oto powiedział nasz prezio, że od roku 1989 Polska budowała swą gospodarkę na ruinach. Tu Komorowski przekroczył granice absurdu. Fakt, liczył on na poklask strony przeciwnej społecznie, ale to są jednak słowa prezydenta, głowy państwa, a i historyka jako powiadam. Ma on już swoje latka i zapewne po roku 1989 nie maszerował on po morzu ruin, które po 1945 roku zostały tak pięknie uprzątnięte, a które spowodowali jego przodkowie prawicowi wywołując Powstanie, w wyniku którego zabito 200 tysięcy ludzi. Po wygłoszonym przemówieniu i odbyciu parady w towarzystwie przybocznej małżonki Komorowski udał się prosto do Belwederu odbudowanego przez jego poprzedników, jakże znienawidzonych fachowców z PRL. Przez 24 lata tej drugiej niepodległości, wszystkie kolejne rządy, a w największym stopniu właśnie te z których wywodzi się pan hrabia Bronisław herbu Korczak, mimo korupcji i nieudolności klasy rządzącej do kasy państwa wpłynęły miliardy złotych ze sprzedaży tych RUIN. Gdyby nie strajki w KGHM to akurat ta złota żyła Dolnego Śląska byłaby też sprzedana za kwotę, jaką uzyskuje kopalnia w
ciągu jednego roku. Zatem czym się różnią kłamstwa Komorowskiego o PRL od kłamstw Kaczyńskiego na
temat III RP. Niczym. Chyba tylko natężeniem nienawiści.. Ciekawe, dlaczego ten nasz chwalca Drugiej Rzeczypospolitej nie wspomniał o Rydzu Śmigłym, prezydencie Mościckim i rządzie, którzy to pospołu uciekli po dwóch tygodniach wojny do Rumunii, zostawiając naród na pastwę okupantów. Okazuje się drodzy moi Rodacy, że życiorysów i prawdy historycznej musimy bronić sami. Przeczytałem wypowiedź pana red. Jerzego Domańskiego w powyższym temacie. Właśnie On mnie zainspirował do tegoż posta, dziękuję. Pozostaję bardzo oburzony, aczkolwiek przed wyborami przewidywałem, że akurat ten herbowy klęczon, wypróbowany przyjaciel wszystkich biskupów, chwały Polsce i nam obywatelom nie przyniesie.

Fotki od góry:
1.Szef królestwa nadwiślańskiego.
2.Wychwalana II RP (Obraz wiejski)

wtorek, 19 listopada 2013

WSI SPOKOJNA, WSI WESOŁA

Na dziś dosyć! Powiedziała Celina obejmując wzrokiem przestrzeń pola niedawno odpisanego jej przez rodziców. Podciągnęła do góry spodnie watowane, oraz obciągnęła dwa robocze swetry, które od lat miała przeznaczone do prac polowych. Zaorana ziemia lśniła wilgocią, natrętne wrony podchodziły blisko do ludzi, szukając w odwalonych skibach swoich przysmaków. Słońce, nie przymglone żadnym obłokiem grzało jak w maju, chociaż od Narwi dął zimny, ostry wiatr. Celina zacisnęła pod brodą końce chustki.
-A dyć czemu dosyć, odezwała się stara Grzymkowa, która miała u Celiny dość duży dług do odrobienia. Przecie jeszcze słoneczko na niebie choćby nawet niziutko.
Na dziś dosyć! Powtórzyła i odwróciła się w stronę czerwonych zabudowań gospodarstwa. Mus mi być w obejściu, bo maciora na wyprosieniu. Wiosną nie dałam baczenia przez to zadusiła dwa prosięta i je zżarła, piekielnica jedna. 
Celina, a wy byście może dali mi parkę prosiaczków, a ja z chłopem odrobimy je podczas omłotów, przecie u was stodoła pełna, a grzechem by było zostawić snopki na zimę myszom.
Dogadamy się Grzymkowa, jeno niech odrobinkę podrosną, na pewno się dogadamy, po czym otrzepawszy dłonie w spodnie ruszyła ku zagrodzie. To tyle rustykalnego wstępu, bo felieton dotyczy właśnie wsi.
Tak mniej więcej ludziom na wsi zlatują dzionki. Między chatą i polem, między rynkiem i geesem. Między odpustem i karczmą. Między niedzielną mszą, a często sądem spadkowym.
I tak może się zaczynać każda powieść, czy to Kraszewskiego, Reymonta, Orkana, a może i Fleszarowej, ale też "inwokacja" do opowiadania wymyślona przeze mnie (jak wyżej), bo to w końcu nie takie trudne. Nie, ani nie myślę płodzić opowiadania, chociażem z roli, a zatem wiem co „mnie boli”, jak mawiał Czarniecki, ale uważam, że dobrze będzie, gdy napiszę kilka słów o życiu na polskiej wsi. O życiu zrodzonych i wychowanych, aż do pełnoletności kolejnych pokoleń, a nawet śmierci.
Fakt, mamy XXI wiek, przynależność do Unii Europejskiej, w wielu domach można znaleźć internet i plazmową telewizję, jednak pewne obyczaje, język międzysąsiedzki, oraz mentalność chłopa (chłopki) zachowaliśmy jako Polacy z ubiegłych wprost wieków, wręcz z zaborów, wieków pańszczyzny, ogólnej biedy i nędzy i ciemnoty, a także przywiązania do proboszcza i samej wiary naszych dziadów i ojców (jak powiadają.) 
Mimo postępu cywilizacyjnego, wpływu prasy, telewizji i obserwacji życia na co dzień, w wielu polskich obszarach, szczególnie na Mazowszu, Podlasiu, a także terenach wschodnich i południowych, zachowały się obyczaje z tamtych, często nawet właśnie jeszcze rozbiorowych lat. Widać to podczas uroczystości związanych z chrzcinami, weselami, odpustami, a także pogrzebami. Na nic się zdały pokazowe przyjęcia weselne zwane wstrzemięźliwymi, bez alkoholu. Oficjalnie dla kamery, która dzisiaj należy do obowiązkowego obok kapel disco polo folkloru, goście popijają soki i herbatki, natomiast na uboczu otwierane są butelki z tradycyjnymi napojami. Wódka, wino, ewentualnie bimber, zresztą najbardziej chwalony, jako alkohol po którym ponoć głowa nie boli. Problemowy zwyczaj uroczystości bezalkoholowych upadł jak stonka po wykopkach. Polakom to nie odpowiada. Przykładowo chrzciny muszą się odbyć z hukiem, by wszyscy goście, w tym rodzice chrzestni zapamiętali, że mają obowiązek
wychowawczego wpływu na nowonarodzonego. Podobnie proboszcz, który często bywa zapraszany po świętym pokropku, musi zachować swoją obecność w jak najlepszej pamięci rodziców i chrzestnych, a wypić zwykle może dużo.
Podobnie wyglądają wesela, gdzie jest zachowany dotychczas zwyczaj przeróżnych (w zależności od terenu) błogosławieństw wszystkich czworga rodziców, smutnych, udawanych oczepin a wcześniej targowisk obu stron w sprawie wian, czyli co do nowej rodziny wniosą młodzi. Sam przebieg wesela, oczywiście z udziałem „abstynenta księdza” ma charakter czysto polski. Hektolitry napojów alkoholowych, żarcia jak z filmu Ferreriego, skomponowanego z kilku zabitych świń, cielaków i masy drobiu, wszystko to zostanie wchłonięte bezpośrednio po ślubie, albo na tzw. poprawinach, bo wesele zwykle trwa na polskiej wsi dwa
do trzech dni z udziałem ponad stu gości, za wyjątkiem Podhala, gdzie goście bawią się, piją i jedzą dni kilka z rzędu, zdarza się że i tydzień. Sam wytrzymałem na podobnym weselu tylko dwa dni niestety. Z tym, że w górach panuje zwyczaj zapraszania na weseliska całych wiosek, z wyjątkiem tych, z którymi jesteśmy skłóceni, szczególnie sądownie. Alkohol który dzisiaj nie jest w żaden sposób reglamentowany, jest podstawą udanej imprezy. Zdarza się, że jeszcze po kilku dniach od ślubu niektórzy goście o słabych głowach są znajdowani w stodołach pod kupą snopków zbożowych. Jakże mogłaby wyglądać pierwsza komunia dziecka katolickiego. Oprócz samych prezentów, które w dzisiejszych czasach są w postaci bardzo drogich, bajeranckich przedmiotów, począwszy od wyczynowych rowerów, a na quadach skończywszy, dzieciak musi mieć się czym pochwalić w szkole, bo wronie spod ogona nie wypadł. To nie szkodzi że tatuś z mamusią, albo rodzice chrzestni wzięli na zakup prezentu, oraz przyjęcie pożyczkę w banku, to jakoś ją spłacą. Polak musi wyznawać staroszlachecką zasadę „zastaw się, a postaw się”, bo inaczej nie możesz oczekiwać znikąd szacunku. Jakże mało od polskich zwyczajów pijackich odbiegają uroczystości
pogrzebowe na wsi. Dzisiaj, gdy profesjonalne zakłady pogrzebowe ścigają się między sobą o pierwszeństwo w obsłudze nieboszczyka i natychmiast po śmierci zmarłego zabierają do lodówki, obowiązek pogrzebowy rodziny zamyka się na dostarczeniu ubrania, oraz uczestnictwa w samej uroczystości cmentarnej, a także zamówienia kateringu w celu poczęstunku żałobników, szczególnie przybyłych z daleka. Do niedawna, za PRL, sam pogrzeb zmarłych na wsi wyglądał iście przytłaczająco jak to przedstawiał Reymont, albo właśnie Kraszewski. Sam jako chłopak, przebywając na wakacyjnym pobycie u moich dziadków spotykałem się z podobnymi smutnymi zdarzeniami, które mimo, że nie dotyczyły mnie bezpośrednio, a wydarzały się po sąsiedzku, ale też bardzo mnie przytłaczały emocjonalnie. Dawny zwyczaj pozostawiania zmarłego w domu przez zwykle trzy doby, nawet podczas upałów nie nastręczał przyjemnej atmosfery. Nieboszczyk się po prostu psuł, co zmuszało domowników często do wymiotów, tym bardziej, że przez wszystkie noce zalegiwania zmarłego w domu, ludziska z całej wsi zbierali się wokół trumny po to, by modlitwą utorować mu zbawienie wieczne. Pamiętam doskonale, gdy moja babcia na całą noc poszła na podobne egzorcyzmy do domu zmarłego sąsiada. Po powrocie rano pytam ją, jak było?.
Oj, kochany wnuczku nie bardzo, bo było go już mocno słychać. Jak to, pytam: to on się odzywał do was?. Nie, po prostu już śmierdział, jako że słowo smród ludziska wyrażali jak głos. Sam starałem się unikać takich smutnych uroczystości, za wyjątkiem tych, które mnie dotknęły bezpośrednio. Chociaż, większość uczestników żałobnych już zamieszkiwało w mieście od lat, to mimo wszystko, spotkanie popogrzebowe musiało być moczone alkoholem. Bo zmarzli na cmentarzu, bo przyjechali z daleka, bo jest powód spadkowy, bo, bo, bo. Nikt nie protestował, zresztą jak ja sam, chociaż zniewalały mnie toasty „za zdrowie nieboszczyka”!. Chciałbym jeszcze dodać, że wielu naszych wiejskich (rolniczych) obywateli nie zbyt mocno lęka się samej śmierci, jako że po pierwsze, ma utartą poprzez modlitwę i sute ofiary składane proboszczowi drogę prosto do nieba, a także pobudowany za unijne pieniądze z dopłat dla rolników grobowiec, często przypominający mauzoleum. To jest Polska. Wielka Polska Katolicka, jak wrzeszczą „patrioci” przy każdej okazji.

Fotki od góry:
1. pejzaż polskiej wsi XVIII w.
2.Współczesny ślub na wsi.
3.Pierwsza komunia w górach.
4.Chrzest dziecka.
5.Pogrzeb wiejski XIX wiek
6.Niepokojący list od Szefa.


niedziela, 17 listopada 2013

NADEJSZŁA WIEKOPOMNA CHWIŁA


Że posłużę się słowami Pawlaka z filmu „Kochaj albo rzuć”. Tak, nadeszła i to już dawno, bo kilka lat temu, gdy policja ponoć rozbiła mafię pruszkowską, a też mafię wołomińską, ani słowa nie było o mafii wyszkowskiej, która grasuje na tamtym terenie od "zawsze" i terroryzuje właścicieli choćby najmniejszych przedsiębiorstw, nie mówiąc już o agencjach oficjalnie zwanych burdelami. Niestety, to tylko przechwałka policyjna na użytek zaprzyjaźnionych mediów. Fakt, że akurat ta gangrena odradza się jak nieuśpiony do końca rak, ale gdy popatrzyliśmy na tzw. marsz zwany marszem niepodległości patriotów z oplecionymi jak drzewka owocowe na zimę twarzami (a lepiej mordami), to nie ma już żadnych wątpliwości co do tego, że mafia to już nasza polska specjalność. Ma oblicza kibolskie, ma oblicza katolickie, ma oblicza skrajnej prawicy, ale też ma oblicza obłudnego patriotyzmu, bowiem dla nich słowo patriotyzm oznacza niszczenie, nie zaś tworzenie czy budowanie. Najgorzej w tym wszystkim, że jak się czyta reportaże np. w Przeglądzie, Polityce, Dużym Formacie, czy też w codziennej prasie, poza stricte prawicowymi gazetkami, to wzrok aż się buntuje na opisy współpracy policji z mafią (której się po prostu boi), na opisy skorumpowanych sędziów i prokuratorów zaprzyjaźnionymi z tymi bydlętami. Te bydlęta, wyzuci z najbardziej choćby skąpych zasad postępowania moralnego, to ludziki, za pomocą których Kaczyński spodziewa się przejąć władzę. Czynił starania by wyciągnąć z aresztu najpospolitszego chuligana Starucha, licząc że ten przywódca kiboli (już liczonych w tysiącach ludzi) zagłosuje na jego partię. Jest niestety przykro obserwować, jak wielu ludzi, szczególnie tych wiekowych aprobuje i identyfikuje się z PIS i przywódcą tej, nie ma co ukrywać, profaszystowskiej partii. W samej Warszawie oficjalnie działa kilka grup kibolskich, którzy w swoim logo mają swastyki i inne odznaki faszyzmu i są z tego dumni. Jak to mogło się stać, że kibole, którzy wyrośli z normalnych kibiców, dzisiaj są
postrachem przechodniów i okolicznych mieszkańców. Jak to mogło się stać, pomimo długoletniej niby walki z nimi, że ksywka Staruch czy inny Hanior dzisiaj w Warszawie jest postacią bardziej nośną medialnie niżeli władze miasta, niżeli parlamentarzyści. O nich się mówi w rodzinach przy niedzielnym obiedzie .O nich się mówi na osiedlu, o nich się mówi na dzielnicy, o nich się mówi w całym mieście, mimo że to prości jak widły zatknięte w gnoju bandyci z ukończoną ( a może i nie) podstawówką. Z takimi zajobami idą w konszachty policjanci (vide Ostrołęka i Wyszków), z takimi bandziorami współpracują (zwykle nie bezinteresownie) sędziowie a nawet prokuratorzy i nieoficjalne władze miasta. Ci bandyci z szczątkowymi pokładami mózgu, nawiązują kontakty z podobnymi w Holandii, oraz na terenie Wysp Brytyjskich. Mnie niech nikt nie powiada, że oni w Polsce działają wiedząc, że prawo i władza ich nie chroni. Wszystko się bierze od góry, ryba też zaczyna śmierdzieć od głowy. Bo oto, premier Tusk, być może z tchórzostwa, bo akurat bohater to z niego żaden, mimo że potrafił się wspinać na kominy jako chłopak, robił wszystko, by nie zaleźć za skórę Kaczyńskiemu, chociaż mu obiecał Trybunał Stanu. Fakt, Kaczyński był mu potrzebny jako straszak na wątpiące w nań społeczeństwo, ale dzisiaj się to skończyło, widać po notowaniach. Ludziska się przekonali o tym, o czym pisałem wielokrotnie, że zarówno Tusk jak i Kaczyński to jedna (tylko okresowo skłócona) polityczna rodzina. Jedni i drudzy chcą przechytrzyć „partnera z Solidarności” w wyścigu po tekę premiera. Razem w AWS wymyślili CBA na czele z Mariuszem Kamińskim i agentem Tomkiem, razem w AWS wymyślili IPN z prawicowcem Kurtyką który naszym dzieciom od najmłodszych lat przewracał w głowach. Razem czczą żołnierzy wyklętych (wielokrotnych zbrodniarzy) a przez wielu nazwanych żołnierzami przeklętymi. Teraz zbierają owoce tej wspólnej polityki. Przecież te bandziory to są często ludzie wykształceni za komuny mimo że krzyczą „precz z komuną,” od której w życiu nic złego nie doświadczyli . Ale też to są niewiniątka wychowane w szkołach, gdzie zamiast lekcji WF było dwie godziny religii tygodniowo. Nie uczyli się historii napisanej przykładowo przez Zbigniewa Domino, ani nawet przez prof. Samsonowicza, który uległ biskupom i wyraził zgodę na wprowadzenie ogłupiania młodzieży lekcjami religii. Te akurat lekcje zwykle prowadzili i prowadzą w ogóle nie przygotowani pedagogicznie faceci w sutannach lub proste wielbicielki Rydzyka. Historię dzisiejszą dla szkól napisali mędrcy z IPN, fani onych żołnierzy wyklętych, wnuki hrabiów i właścicieli pałaców przedwojennych, do których należy nasz pan prezydent, według którego Polska odzyskiwała "dwa" razy niepodległość. Pan hrabia Komorowski nie stara się zrozumieć, że gdyby nie PRL, to naród mógłby uwierzyć w każdą jego bajkę. Ale niestety PRL wykształcił nie tylko jego, ale też miliony tych analfabetów, co to za miskę zupy brukwianej pracowali na jego włościach. Ja się jako obywatel Polski wstydzę za tego kłusownika ze strzelbą. Boże bądź miłościw mnie głupiemu, bom głosował na pana hrabiego. A co ja bym pisał dziś, gdyby wygrał Jarosław K, tego nawet nie pojmę, bo może bym odsiadywał jakowyś wyrok. Biedna Polska, Trzecia Rzeczypospolita.

Powiem tak: rzeczywiście nadeszła wiekopomna chwila, by skoro jesteśmy już w tej Unii Europejskiej, mimo krajowego politycznego harmidru, to powinniśmy, a nawet musimy przyjąć wszelkie zasady współżycia w społeczeństwie tym naszym, polskim, ale też w ramach współistnienia unijnego. Panie premierze Tusk: Nie zajedzie już pan za daleko na tym ochwaconym małym koniku Kaczyńskim. Czas się otrząsnąć niezależnie od spodziewanych notowań. Przecież pan potrafi zmieniać swoją orientację (po dwóch dziesięcioleciach pozostawania w ateiźmie wziął pan ślub kościelny). Niech pan, panie premierze pokaże że ma pan jaja. Fakt, naciął się pan na cwaniactwie tych, co to nosili za panem teczkę z pańskimi marzeniami. Dzisiaj Sławomir Nowak, ten sam, którego jako cwanego szczeniaka politycznego przytulił pan do swego serca, poprzez przeróżne oszustwa finansowe obniża  panu loty. Bardzo prosimy jako społeczeństwo wprowadzić w służbach specjalnych, oraz w policji i sądach zasady prawdziwej, przejrzystej uczciwości, ale już bez oglądania się na "brata" Jarosława i na wszystkich bandziorów, co to opluwają własną ojczyznę,  podpalając warszawską tęczę, obcą ambasadę i nic nie winnych mieszkańców squata, dla których wyrażają nieuzasadnioną dziką nienawiść, spowodowaną wścieklizną Kaczyńskiego i Macierewicza. Należy ich zamknąć, a wypuścić ludzi, którzy nie uczynili nic przeciw społeczeństwu. Zwolnienie samych pijanych rowerzystów nie wystarczy. Młodziak u którego policjant znalazł 5 gram marihuany nie jest groźny dla przechodniów i bezdomnych w opuszczonym budynku.


Groźny jest pijany zgorzkniałą ideologią i nienawiścią katolicką bandzior ze swastyką lub krzyżem celtyckim, a także ukrywającym na razie w kieszeni krzyżem żelaznym Hitlera. Co ten, czy inny gówniarz wie o historii Polski, co on wie o holokauście okupacyjnym, o Oświęcimiu i Treblince, co on wie o milionach nieznanych mogił Polaków. On wie natomiast że na Polskę napadli ruskie we wrześniu 1939 i męczyli ją do 1989, bo o tym mówił prezydent, hrabia Komorowski, którego ojciec był ukochanym przez niego i jemu podobnych żołnierzem wyklętym. I oto mamy wyjaśniony współczesny obraz Polski. Teraz możemy sobie powiedzieć, że „nadejszła wiekopomna chwiła”, by spierdzielać z tego ciężko chorego jak plujący krwią gruźlik kraju, tym bardziej tak mocno zanieczyszczonego m.in. wyziewami CO2.

Fotki od góry:
1.Popisy chuliganów na marszu Niepodległości.
2.faszyści polscy z asystą księdza katolickiego.
3.Każdy zna.
4.Radość kłusownika.

piątek, 15 listopada 2013

TO NIE JEST JAKAŚ TAM REKLAMA

Słowo eskapada kojarzy nam się z wyprawą w bardziej lub mniej znane. Konkretnie z wyjazdem. Obojętnie gdzie i w jakim czasie. Mnie natomiast słowo ESKAPADA zawsze będzie się kojarzyć z wycieczką dla mnie w nieznane, ewentualnie z wrażeniami dzieciaków, które za pośrednictwem tegoż biura miały szansę wypoczynku wakacyjnego, ale też poznania rodzimego kraju, a także części Europy. Tak się w życiu zdarzyło, że współpracowałem jako ten, który w dużym przedsiębiorstwie odpowiadał za wypoczynek dzieci, a także pracowników. Co prawda zarządzałem zakładowym ośrodkiem wypoczynkowym o charakterze stricte letnim, ale też współpracowałem z wieloma biurami turystycznymi w kraju, a między innymi ze słupską Eskapadą. Dlaczego po wielu latach nawiązuję do Eskapady i jej właścicieli. A to po prostu dlatego, że jak się okazuje, to biuro nadal funkcjonuje z powodzeniem podobnym jak przed laty. Nie zdarzyło się, by nasza telewizja, tak chętnie pokazująca upadki i bankructwo biur podróży, konsekwencją czego pozostawało setki Polaków wypoczywających gdzieś tam za granicą bez pomocy, a nawet bez jakiejkolwiek nadziei na szybki powrót, cokolwiek negatywnie wspomniało o Eskapadzie. Eskapada nigdy nie zawiodła swoich klientów. Sam zanim wysyłałem dzieci na wakacyjne kolonie bardzo skrupulatnie sprawdzałem uprawnienia, oraz gwarancje złożone w zarządach i biurach krajowej turystyki, czy firma do której się zgłaszam i z którą podpisuję umowę jest na tyle poważna, że mogę spać spokojnie. Okazuje się, że właśnie
Eskapada, która woziła „moje” dzieci od Tatr i Bieszczadów po Bałtyk, a nawet na Węgry i do Chorwacji nigdy nie nawaliła. Kolonie miały zabezpieczony wypoczynek, rozrywkę ,ale też wycieczki w interesujące miejsca. Osobiście szef firmy, zanim oddałem do jego dyspozycji dzieciaki, starał się mi pokazać naocznie w jakich warunkach będą przebywać podopieczni. Co prawda „moje dzieci” wyjeżdżały z różnymi organizatorami kolonii po całej Europie, m.in. Paryż, Grecja, Kostaryka, Węgry, Słowacja, nie mniej nigdy nie miałem najmniejszych uwag, czy też pretensji zarówno ze strony dzieci jak i ich rodziców po powrocie do domów. Organizator potrafił nawet wspomóc dzieciaka w momencie gdy mu zabrakło kieszonkowego. Opiekunowie potrafili nie tylko zapobiegać przykrym incydentom, ale też stawili czoła przypadkom , gdy dzieciak źle się poczuł, lub zachorował. Spośród wszystkich biur, z których korzystałem na placu boju od początku pozostała Eskapada. Wiele z nich już upadło. Okazuje się, że warto być uczciwym. Dzisiaj Eskapada zaistniała też jako URLOPLANDIA. Dosłownie każdy zainteresowany na terenie całego kraju szybko i sprawnie zostanie obsłużony z pełnym zadowoleniem. Każdy, ktokolwiek by chciał wypocząć w górach, nad morzem, nad jeziorami czy też w interesującym mieście, a także gdzieś za granicą. Wystarczy wejść na stronę: urloplandia.pl, by bez problemu odnaleźć swoje wymarzone miejsce na wypoczynek. Co jest ważne nie są to propozycje dla bogaczy. To jest dla nas, materialnie przeciętnych

Polaków. Nawet człowiek nie zdaje sobie sprawy, ileż około wypoczynkowych wielce ciekawych propozycji znajdujemy w Urloplandii i to w całej Polsce. Począwszy od wszelkiego rodzaju rezerwacji a skończywszy na zabezpieczeniach gwarantujących rozwiązanie wszelkich problemów jakie mogą się człowiekowi przytrafić. Nie wiem dlaczego akurat ten temat wpadł mi pod klawisze komputera, ale byłbym mocno niesprawiedliwym człowiekiem, gdybym nie wspomniał o Eskapadzie, która ułatwiła mi życie służbowe przez wiele długich lat. Osobiście byłbym też niegodziwcem, gdybym dzisiaj po wielu już latach nie napisał tych miłych kilka słów o Was załogo: Grażynko, Marto i Zbyszku. I nie jest to reklama na zamówienie, bo Eskapada broni się sama. Ja ze swej strony życzę Eskapadzie i Urloplandii długich następnych lat najlepszej prosperity. Zasługuje na to, bo służy ludziom bardziej niżeli nawet sobie.


Fotki od góry:
1. Logo firmy
2.Załoga Eskapady
3.Marta w pracy.
 

środa, 13 listopada 2013

KAPCIE vel LACZKI

Ten rodzaj obuwia każdy zna i praktycznie każdy z nas ma. Kapcie służą bowiem człowiekowi do wygodnego poruszania się po mieszkaniu w czasie, gdy powróci z pracy, delegacji, kościoła, kina, skądkolwiek, a pozbywszy się obuwia twardego przywdziewa właśnie kapcie. Kapcie zakupujemy szczególnie od producentów z południowej Polski, konkretnie pod zakopiańską Gubałówką, a praktycznie to na całym Podhalu. Górale w produkcji kapci wyspecjalizowali się bardziej niżeli pozostali Polanie zwani przez nich ceprami. Przeciętni ludzie z wszelkiego rodzaju kapci (niekoniecznie ze skóry) korzystają w tzw. samoobsłudze. Z kolei dostojnicy tacy jak prezydent, premier (może mniej), papież, kardynał, arcybiskup, biskup, król, szejk, kalif czy sułtan, z „powodu” swojego dostojeństwa sami osobiście nie zakładają na swoje umęczone dolne kończyny kapci, pierwej ich poszukując gdzieś pod łóżkiem czy też tapczanem. Podawaniem kapci zajmują się kapciowi. Wyjątek stanowi abp Głódź z Gdańska, który ma aktimelka. To taki erzac kapciowego, za to jest bardzo wielofunkcyjny, biega po gorzałę i gra na akordeonie. Kapcie (inaczej laczki) służą jak powiedziałem, wyłącznie wygodzie podczas domowego wypoczynku, chociaż zdarzają się odstępstwa. Przykładem może być wizyta Adama Michnika w Pałacu Prezydenckim.(foto). Komorowski przyjął go prosto sprzed telewizora. Słyszałem, że mówi się, iż w kapciach powinno się chodzić do filharmonii, bo twarde obuwie zakłóca smak odbieranej muzyki. Nie wiem, rzadko bywam w tym akurat przybytku kultury. Za czasów Drugiej Rzeczypospolitej (oczywiście i wcześniej też) funkcję podawacza kapci sprawowali właśnie kapciowi. Często stanowisko kapciowego było lepszą trampoliną do kariery niżeli doktorat a nawet profesura. W wojsku od stopnia majora wzwyż funkcje kapciowych pełnili
ordynansi. Na nogi Marszałka Piłsudskiego kapcie nakładał niedawno zmarły Stanisław Wycech, zresztą uczestnik Bitwy Warszawskiej. W PRL zniesiono funkcje ordynansów, ze względu na wyznawaną etyka socjalistyczną. Kapciowi mają swoje etaty w muzeach i galeriach. Tam zmuszają zwiedzających do ich przywdziania, zanim przejdą na salony zapełnione sztuką lub zabytkowymi przedmiotami. W Polsce powoli odchodzi się od tego rodzaju praktyk, ale w Rosji, w nawet najmniejszym muzeum, nie mówiąc już o Ermitażu, zaraz za drzwiami wejściowymi siedzi często kilka zasłużonych politycznie, bo z orderami starszych pań, których zadaniem jest obucie przybyłych w kapcie. Stosy ich zalegają w skrzyniach. Te panie w wolnym czasie również owe kapcie naprawiają, gdy zachodzi taka potrzeba. Słowo kapciowy ma co prawda akcent pejoratywny, nie mniej jednak kapcie w wielu przypadkach stanowią autentyczną trampolinę do kariery. Akurat oficjalnie rolę kapciowego w Belwederze prezydenckim Wałęsy sprawował (jak powszechnie wiadomo) pan Mieczysław Wachowski. Obok podawania kapci Wachowski sprawował wiele innych funkcji m.in. dyrektora gabinetu, zresztą nie zawsze zgodnie z etyką i prawem, przez co miał kłopoty prokuratorskie przez wiele lat, nawet po zakończeniu kariery kapciowego. W otoczeniu Wałęsy było jeszcze kilku innych mu bliskich, przyjaciół z Solidarności, ale oni nie zostali zaszczyceni wąchaniem jego skarpet, szczególnie ksiądz Cybula, osobisty spowiednik. Wachowski dzisiaj jest już na emeryturze, ale wcześniej dzięki kapciom miał bardzo dużo do powiedzenia, a jeszcze więcej do zrobienia. Ten prosty taksówkarz z zawodu, działał nie tylko
obok Wałęsy,, (też prostego człowieka), ale też był w radzie nadzorczej wielu firm m.in. Sobiesława Zasady. Miał olbrzymie możliwości dzięki znajomościom z wieloma ważniakami w naszym kraju. Istniało powiedzenie „kto nie z Mieciem, tego zmieciem”. Po zakończeniu kariery kapciowego pływał po wszystkich morzach i oceanach żaglowcami, udowadniano mu łapówkarstwo na wielką skalę, udzielał się jako opiekun drużyn żużlowych, ponoć przemycał narkotyki, także praktycznie z sądu nie wychodził, a w jego ewidentnie pustym mieszkaniu zamieszkała Maria Wałęsa. Dzisiaj jest już wolnym, ale wcale nie biednym człowiekiem. A zaczynał karierę właśnie jako kapciowy. W kapcie ubierał Lecha i jego rodzinę jeszcze zanim znalazł się w Belwederze. Kapcie, to są jednak kapcie, kurde.

Innym nam znanym i bardzo zasłużonym kapciowym jest ksiądz Stanisław Dziwisz, dzisiaj jako kardynał, szef krakowskiej Kurii Metropolitarnej, władca pierścieni, krwi, a nawet innych części ciała papieskiego, które to przemycił po złożeniu JPII do grobu. Jako góral, a więc człowiek bliski producentom tego

miękkiego, a jednak wpływowego obuwia, młody Stanisław po ukończeniu seminarium został przygarnięty pod skrzydła też górala, bpa Wojtyły, by już na zawsze iść obok Jego Wielkości aż do śmierci. Z chwilą wyboru Wojtyły na papieża, Dziwisz, znający każdą tajemnicę szefa i jego ciała, zahaczył się o delegacje do Watykanu, a tu jako Jego wierny Giermek służył papieżowi do końca. Krakowskiego kardynała nie należy zaliczać do wybitnej inteligencji. Posługuje się prostym biblijnym słowem bożym, ale okazuje się, że wierna służba w pobliżu kapci bardzo procentuje. JPII za tę wierność obdarza go kolejnymi awansami, aż do godności arcybiskupa. Kardynałem zostaje za wierność
zmarłemu papieżowi z rąk Benedykta XVI, z jednoczesnym nadaniem mu „włości” krakowskich. Dziwisz był dobrym służącym. Nie odstępował JPII ani na chwilę. Odbywał z Nim wszystkie podróże, asystował podczas głoszonych kazań, podczas posiłków, oraz przy osobistych czynnościach, często bardzo intymnych od każdego świtu, przy zmianie bielizny oraz kąpieli, aż do nocnego spoczynku papieża, pierwej wstrząsając puchowe poduszki. Można powiedzieć, kapciowy pięciogwiazdkowy. W gruncie rzeczy żaden kapciowy nie ma dziś powodu do narzekania bo „dwusmrodzian skarpecianu” można jakoś znieść, a funkcja ta u boku dostojnych osób praktycznie zabezpiecza dobrobyt do końca życia. Za dowód niech posłużą przytoczone wyżej przykłady.


Fotki od góry:
1.W kapciach do Pałacu Namiestnikowskiego
2.Mogą być w różnych kolorach
3.Obok ciepłych kapci ważne są też ciepłe szaliki.
4.Wystarczył by taki kapciowy, prawda?

poniedziałek, 11 listopada 2013

JEST DOBRZE

             Tak mówi pan premier..albo i nie bardzo, tak mówi opozycja.
Mamy 95 rocznicę odzyskania niepodległości po 123 latach. W ciągu 123 lat w mentalności narodu powstało ogromne spustoszenie w obywatelskości państwa, które miało swoją utrwaloną setkami lat kulturę i tradycję, oraz poczucie
patriotyzmu, nie tylko tego lokalnego. Widać to od kilkunastu lat podczas Marszów Niepodległości w stolicy. Miast jednego, idą w swoich ugrupowaniach nie tylko rządzący politycy, prawdziwi patrioci, zwykli obywatele, czyli tzw. ugrupowania mainstreamowe, ale też narodowcy i faszyści z coraz bardziej otwarta przyłbicą. Nasz naród mocno się zróżnicował pod tym względem i to w zależności od tego, który zaborca nad nim panował. W sensie gospodarczym najmniejsze szkody poczynił zabór pruski, bo zaborca wprowadzając na tereny okupowane swoje niemieckie zasady gospodarowania, oparte na szacunku dla dyscypliny i porządku oraz odpowiedzialności pozostawił w większości pozytywne skutki. Dzisiaj Wielkopolska i jej sąsiednie tereny najlepiej sobie radzą i mają najbardziej owocną gospodarkę. Gorzej to wygląda na terenach byłego zaboru rosyjskiego i austriackiego. Tu nawet po tych 95 latach widać tzw. bylejakość podpartą obwistionalizmem, albo jak niektórzy powiadają tumiwisizmem. W dzisiejszej wolnej powtórnie (jak to powiedział prezydent) Polsce pozostało więcej mentalności z właśnie tych ostatnich, czyli carsko-cesarskich zwyczajów i wyraźnie gorszej, prawie przaśnej gospodarki. Robimy większość na tzw. odpie..ol, czego dowodem były i nadal są autostrady, oraz inne inwestycje związane m.in. z organizacją mistrzostw Europy w piłce nożnej. Pokolenia zamieszkałe na tych terenach zdają się być bardziej zacofane, oporne na postęp i wdrażanie europejskich rozwiązań, również w dziedzinie cywilizacyjno- światopoglądowej. W byłym zaborze austriackim mamy najwięcej kościołów, seminariów, wiernych oraz księży. To tereny gdzie w każdą niedzielę dotychczas na msze chodzi ok. 80% ludności (poza obłożnie chorymi), gdy tymczasem w Polsce przeciętna to ok. 35%, a np. w zachodniopomorskim ledwie 15- 20% i to ludzi w podeszłym wieku. Taką zacofaną mentalność reprezentują też urzędnicy, posłowie i senatorowie z tamtych terenów. Większość wyborców ze wschodniej i południowej Polski od lat stawia na Prawo i Sprawiedliwość, partię, dla której ideały XIX wieku w wielu obszarach, w tym właśnie te ideowe są rdzeniem (jądrem) założycielskim. Ci posłowie są popierani przez kler na zasadzie wzajemności i dlatego po tylu latach od wstąpienia do UE tak mocno odstajemy od niej. Ludzie zamieszkali na tych terenach zgodnie z głoszonym strachem przez partie prawicowe i ludowe (PIS, LPR,) byli generalnie przeciwni wejściu Polski do Unii. Dopiero gdy napłynęły pierwsze pieniądze w ramach dotacji wielu
oportunistom i konformistycznym wyznawcom partii Kaczyńskich oczy się otwierały, ale mimo to pierwsze dopłaty polski rolnik miast wkładać w unowocześnienie swojej gospodarki, lokował np. w budowę cmentarnych miejsc pośmiertnego odpoczynku, niczym rodzinne mauzolea, bowiem wychodził z założenia, że jak powiadał ksiądz na kazaniach, pieniądze brukselskie nie są czyste do końca, to fundusze żydowskie. Dzisiaj każdy klecha pierwszy wyciąga łapy po te fundusze (dopłaty dla rolnictwa) pierwej odbierając państwu, za modlitewną ugodą administracji tysiące hektarów ziemi. Pan premier chełpi się, że przeprowadził Polskę przez ocean zagrożeń kryzysowych, niczym Mojżesz Żydów przez morską otchłań. Mówi, że nie staliśmy się Grecją, Hiszpanią czy też Portugalią, ale nie dopowiada, że jesteśmy wciąż na poziomie sprzed lat dwudziestu, a często i trzydziestu. Zarabiamy wciąż 5-7 razy mniej niżeli pracownicy wymienionych państw babrających się w owym kryzysie. Ja np., a przypuszczam, że nie tylko ja, wolałbym żyć właśnie w Hiszpanii, Grecji czy Portugalii i mówię to przy okazji rocznicy odzyskania naszej niepodległości., bo samym patriotyzmem opartym na ideologii martyrologicznej naszych klęsk żyć nie sposób. Szaleje u nas bezrobocie w granicach 14-16%, w zależności od aglomeracji. Gdyby zaś nie wyjechało od nas z kraju te 2,5 miliona ludzi młodych, zdolnych, często wykształconych fachowców, to nasze bezrobocie kształtowało by się na poziomie właśnie Grecji albo Hiszpanii, czyli ok. 35%. Sądzę, że jeżeli nasza gospodarka nie drgnie, to podobny kryzys ze skutkami bardziej dokuczliwymi nas czeka w niedalekiej przyszłości. „Wykształciliśmy” dziesiątki, jeżeli nie setki tysięcy pseudo magistrów w płatnych, prywatnych niby uczelniach, zamiast prostych fachowców po szkołach zawodowych, które unicestwiliśmy. To oni, ci magistrowie w pierwszej kolejności tworzą tenże procent bezrobotnych, bo nikt nie chce ich zatrudnić zgodnie z kierunkiem wykształcenia. Jeżeli się któremuś absolwentowi takich uczelni uda znaleźć pracę to pozostaje ona w oderwaniu od przedmiotowego wykształcenia, a jak wiadomo samym papierkiem i tytułem mgr nie można się najeść i utrzymać rodziny. Liczą się umiejętności, a więc to co w głowie. Panie premierze, proszę już nas nie pocieszać, że jest dobrze, bo jak jest w rzeczywistości my lepiej widzimy. Nam oczu nie przysłaniają miliardy złotych, którymi obracacie i to na tyle nieudolnie, że dopiero po 6-ciu latach pana minister od finansów spostrzegł, że w kasie państwa brakuje aż 24 miliardów PLN. To gdzie one faktycznie wypłynęły?, niech pan premier powie narodowi. Ja może
spróbuję panu podpowiedzieć:, wypłynęły do kieszeni nie tylko parlamentarzystów, nie tylko dla wciąż nadmiernie dotowanego Kościoła katolickiego, nie tylko na nagrody dla urzędników, prezesów spółek Skarbu Państwa, na szaleńcze odszkodowania dla internowanych w PRL (choćby przez 24 godziny), oraz dla rodzin, których członek poniósł śmierć w katastrofie lotniczej, mimo że był ubezpieczony, na zakupy sprzętu bojowego dla wojska biorącego udział w akcjach na rzecz obcego państwa, wycieczki turystyczne po świecie państwowych urzędasów etc, etc, ale przede wszystkim po prostu się wywiały poprzez wiatry marnego planowania i zarządzania państwem, bo przecież nie na dotacje na nic nie znaczący polski sport, ledwo prosperującą służbę zdrowia albo dogorywającą energetykę. Jedynie kto odniósł sukces gospodarczy, tyle że absolutnie prywatny to ojciec Rydzyk. Obrabował staruszków, a oni o tym nawet nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Po co to się chwalić panie premierze czymś, czego nie widać okiem, ani dotknąć nie idzie. Wydaje mi się, że podobne okazje jak Święto Niepodległości mogą tylko sprzyjać propagandzie rządzących, służą uspokojeniu ich własnych bardzo nieczystych sumień, ewentualnie mogą jeszcze pobiegać w okazjonalnym maratonie, albo pograć w gałę.


Fotki od góry:
1.Największa pasja premiera III RP
2.Hołota polityczna III RP
3.Człowiek sukcesu III RP 

sobota, 9 listopada 2013

FLAKI Z OLEJEM


Temat pedofilii w polskim Kościele katolickim staje się już nudny jak flaki z olejem w wielokrotnej dawce. Przez dziesiątki lat, szczególnie w czasie pontyfikatu Karola Wojtyły, wychwalanego na wszystkie możliwe strony, polski świat medialny w krytyce księży miał zakneblowane usta. Natomiast co chwila z mównicy sejmowej w czasie wystąpień posłowie, premierzy i prezydenci cytowali słowa papieskie i to niezależnie od tego jaką opcję reprezentowali. „Tak im dopomóż Bóg”. Problem pedofilii był absolutnym tabu do tego stopnia, że przaśni polscy katolicy tłukli swoje dzieci, jeżeli które z nich chciało się poskarżyć, że ksiądz proboszcz je próbował wykorzystać seksualnie. O takich przypadkach nieraz zdarzało nam się usłyszeć w wybranych audycjach TV, ale program był tak konstruowany, byle nie pozostawił jakiegokolwiek uszczerbku na majestacie kapłańskim. Kto czytał zabronioną przez kler podczas kazań prasę, np. Fakty i Mity, NIE, lub książkę "Lękajcie się" ten był dobrze poinformowany, ale takich odważnych było zbyt mało aby otworzyć Ojczyźnie oczy. Nic nie mogło się zmienić, skoro władza, w tym ta sądownicza bała się bardziej księdza bardziej, niżeli NIK, Izby Skarbowej, nie mówiąc już o nocnych duchach cmentarnych. Dzisiaj, kilka lat po śmierci „naszego” papieża, który w sprawie pedofilii księży katolickich na świecie, obok Ratzingera, ponosi największą odpowiedzialność za wystosowany do biskupów nakaz ukrywania tych zbrodni, ale szczególnie dzięki wyborowi na Stolicę Piotrową odważnego kardynała z Argentyny, zwanego papieżem Franciszkiem, worek z pedofilami w czarnych sukieneczkach rozsypał się jakoby cetnar kartofli. Okazuje się, że podobnych zbrodni dopuszczali się nie tylko szeregowi kapłani, ale też hierarchowie z tytułami arcybiskupimi. Zakazane słowo zostało wyzwolone, gorzej, że nadal władze cywilne państwa polskiego jakoby się nie wychylały spod kiecek kapłańskich. Siedzą tam pieszcząc ich ciepłe ciałka wszelakimi, obfitymi dobrami, bowiem tylko w ten oto sposób mogą przedłużyć sobie wysokie poselskie i senatorskie stanowiska. Podobnie jest z władzą terenową, a nawet z instytucjami mundurowymi. Wystarczy że ktoś się odważy w świeckim gabinecie w imię konstytucji zdjąć krzyżyk ze ściany, a już pierwszy lepszy klecha podnosi krzyk jak baba na jarmarku, że oto tak wygląda walka z Kościołem, a konkretnie z Bogiem. Dzisiaj prawie cały dzień na wszystkie możliwe interpretacje telewizja pokazuje wypowiedź młodego palanta, ale już rektora w sutannie, który ośmiela się twierdzić, że tylko dzieci są winne pedofilii, bowiem to one się pchają do łóżek kapłańskich, po to by się spełnić seksualnie, a często jakoby rozdziewiczyć. Jest to wypowiedź która potwierdza z kolei podobne majaczenia innych księży w tym abp Michalika i wielu innych biskupów na stanowiskach metropolitarnych. Szlag może człowieka trafić, iż taki grzeszny klecha pokazuje przysłowiowy gest Kozakiewicza prokuratorowi, że tajemnica spowiedzi zobowiązuje go do milczenia i praktycznie można mu skoczyć tam, gdzie „pana majstra można w dupę pocałować” W tym miejscu bez specjalnej złośliwości mogę śmiało przypuszczać,, że jeden pedofil spowiada się drugiemu pedofilowi, obaj się wzajemnie rozgrzeszają, a za pokutę jeden drugiemu późnym wieczorem po kolacji i koniaczku (przepraszam)„pobawi się ptaszkiem”, bo wśród kleru jest największy odsetek homoseksualistów. Zaiste tacy ludzie nie mogą wierzyć w Boga. Dotyczy to nawet Watykańczyków, gdzie ponoć około 60% to geje, o czym pisała prasa włoska i co potwierdził nieoficjalnie papież Franciszek. Tak oto wygląda morale tych, co to mają najwięcej do powiedzenia w sprawie moralności, oraz miłości. Zauważyłem, że część parlamentarzystów dotychczas milczących na temat występnych zachowań księży zaczyna się burzyć, ba nawet dotyka to Tomasza Terlikowskiego też, ale niestety są tacy jak niejaki Jaworski z PIS, albo Sobecka czy Pawłowicz, którzy mimo wszystko
są gotowi służyć Kościołowi z łapkami w górze jak tresowane pieski, choćby się okazało, że akurat z nimi zaprzyjaźnieni księża to zbrodniarze seksualni, a przy tym gwałciciele dzieci, niechby nawet ich własne dzieci. Abp Wesołowski, czy też ojciec Gil, a nawet tych około pięćdziesięciu innych, skazanych za gwałty na niewinnych dzieciach na kary w zawieszeniu, to tylko ułamek zjawiska, które tliło się w Polsce dotychczas pod osłoną majestatu Jana Pawła II podwójnie świętego, któremu naród w podzięce wystawił 1000 pomników, oraz nadał jego imię tysiącom szkół, szpitalom, ulicom i skwerom. Temu świętemu przyznano honorowe obywatelstwo wielu tysiącom miast i miasteczek. Mniemam, że przyjdzie zapewne taki czas, gdy wszyscy ochłoniemy i ze wstydem będziemy podmieniać tablice na patronów świeckich, i do tego bardziej moralnych, bo jak na razie topimy się w szambie święconym kropidłem, oczywiście nie za darmochę.

Aktualny dowcip: Słuchaj, wybierasz się jutro na dzień pedofila?

-Nie, ja nie obchodzę świąt kościelnych.

czwartek, 7 listopada 2013

O ROKU ÓW.

Tytuł zaczerpnąłem z XI księgi poematu wieszcza Adama M., nie mniej jednak nie chodzi tu o rok 1812 i ucieczkę Napoleona spod Moskwy. Mam na myśli rok 1960 wraz z „przyległościami”. Zarówno w naszym ludowym kraju, jak i na świecie wydarzyło się wtedy bardzo wiele. Ba, na tyle, że już od 1945 roku spodziewaliśmy się trzeciej wojny światowej w najgorszym wydaniu, bo wojny termojądrowej. Najbardziej wojny pragnęła skrajna prawica. Osobiście w pamiętnym roku 1960 byłem już człowiekiem bardzo dojrzałym zarówno emocjonalnie jak i w pojęciu osobistej odpowiedzialności. Interesowałem się wydarzeniami światowymi, tym bardziej, że byliśmy informowani o kolejnych wynalazkach do zabijania. Najpierw, tzn. kilka lat wcześniej o bombie atomowej, następnie wodorowej, w której zapalnikiem jest atomówka, aż w końcu o neutronowej, której skutki użycia pozostawały by najbardziej mało humanitarne, ale nie rujnowałyby obiektów. Rzecz w tym ,że akurat ta bomba zabijała wszystko co żywe w świecie flory i fauny pozostawiając budynki nietkniętymi. Odbywałem akurat służbę wojskową. Codziennie byliśmy nękani dwoma zasadniczymi problemami. Pierwszy to biegłe posługiwanie się sprzętem służącym do neutralizacji skutków użycia broni atomowej, a więc zastosowanie przeróżnych środków
chemicznych do dezaktywacji i dezynfekcji ludzi i sprzętu bojowego, najpierw jednak obsługi przeróżnych aparatów które służyły rozpoznawaniu użytych środków i poczynionych przezeń skutków np. dozymetry i wszelkiego rodzaju radiometry, a także zachowania się w przypadku gdy wróg zaatakuje. Drugim, jakże ważnym problemem dla naszych dowódców, z punktu widzenia politycznego, było przygotowanie nas pod względem ideologicznym, a więc słusznych naszych usiłowań dla uratowania zdobyczy socjalizmu. Polska należała już do Paktu Warszawskiego, który powstał w kontrze do NATO (North Atlantic Treaty Organization), a po prostu Północny Pakt Atlantycki, w którym rolę przewodnią pełniły i pełnią do dzisiaj, ale już z naszym udziałem Stany Zjednoczone, podobnie jak ZSRR przewodził w Układzie Warszawskim. W tym czasie nasza armia liczyła ok. 700 tysięcy żołnierzy. Posługę kapelana pełniło 20 księży. Dzisiaj mamy armię w liczbie ok. 90 tysięcy żołnierzy w tym aż 190 kapelanów. Co oni robią poza szerzeniem ciemnoty i braniem pensji oficerskich, dalibóg nie wiem. Rok 1960 i jego okolice w rzeczy samej spowodował drżenie serc, szczególnie tych, którzy jeszcze nie zapomnieli o II wojnie światowej, bo oto nastąpiło tyle wydarzeń, które mogły być zarzewiem ognia wojennego jak np. Kryzys Kubański rozpoczęty upaństwowieniem amerykańskich kopalń ropy na Kubie, a tylko rozwaga przywódców obu wielkich mocarstw, świadomych skutków takiej wojny, pozwoliła unicestwić to zarzewie, dosłownie w ostatniej chwili. A różnie mogło być, bo w owym czasie przywódca rosyjski Chruszczow, jak chuligan walił swoim butem w pulpit auli ONZ narzucając światu swoje racje. Czuł się mocnym, bo kilka dni wcześniej Rosjanie używając rakiet zestrzelili szpiegowski samolot USA typu U2 i schwytali pilota tegoż samolotu. ZSRR w owym czasie miał przewagę w pracach na rzecz zagospodarowania kosmosu. Gagarin był tego najlepszym dowodem. Na pokładzie
Wostoka 1 w ciągu ok. półtorej godziny okrążył Ziemię, po czym bezpiecznie wylądował na piaskach pustyni gdzieś w Kazachstanie. Wywołało to w kołach naukowych NASA istny popłoch, bowiem był to dowód, że Rosjanie mogą dosięgnąć USA pociskami atomowymi. Lot Gagarina był poprzedzony wyprawą rakiety z dwoma psami Biełką i Striełką. Świat stał też nad przepaścią z powodu jednostronnej decyzji w sprawie budowy muru w Berlinie, by odgrodzić świat socjalizmu od świata wolnego zwanego ironicznie u nas zgniłym kapitalizmem. Osobiście jako młody człowiek, który naoglądał się w kinach zbrodni i okropności wojny, oczywiście także z prasy i literatury, byłem bardzo podekscytowany sytuacją międzynarodową. Bałem się rozwoju wydarzeń, które z dnia na dzień przysparzały tylko tegoż strachu. A przecież życie płynęło nie tylko torem polityki i zagrożeń wojennych. Pokazały się pierwsze telewizory. W Polskim radiu nadano pierwszy odcinek rodzinnej audycji w Jezioranach, która zachowała się do dziś. Na olimpiadzie w Rzymie Zdzisław Krzyszkowiak ustanowił w biegu na 3000 m z przeszkodami nowy rekord świata . Na powtórkę jego wyczynu musieliśmy czekać aż do roku 1980, gdy Bronek Malinowski pędził po złoto w Moskwie.. Pamiętam powstał wtedy pierwszy big bitowy zespół polski Czerwono- Czarni. Byłem na ich jednym z pierwszych występów w Gdańsku w klubie Non Stop. Z Republiki Federalnej Niemiec po odbyciu służby wojskowej powrócił do USA Elvis Presley, bożyszcze mojej młodości, zresztą obok wielu innych rockendrolowców, szczególnie anglojęzycznych. W tym czasie naszą Ziemię zamieszkiwało nieco ponad 3 miliardy ludzi (najwięcej Chińczyków), dzisiaj jest nas grubo ponad 7 miliardów, mimo lokalnych wojen, plag,katastrof, trzęsień ziemi i chorób. Znaczy to, że w ciągu mojego
dotychczasowego życia liczba ludności na naszym globie się podwoiła i to z dużym ogonkiem. Więc chyba nie jest aż tak źle do końca. Co prawda słyszymy i czytamy, że w krótkim czasie zabraknie nam wody i żywności, że skutki ocieplenia klimatu spowodują zalanie miast przez wody arktyczne, nic to, bo za mojego i moich najbliższych żywota to nie nastąpi. Każdego 31 grudnia z okazji Sylwestra, w każde urodziny, a i imieniny, czy też inne okolicznościowe rocznice wzajemnie składamy sobie życzenia długich lat życia w zdrowiu. Trochę na nie też liczę, bo na cóż innego?. Niezależnie od wieku człowiek powinien dokładać starań na tyle, by być w miarę szczęśliwym.

Oczywiście, że dalsze lata przynosiły nowe wydarzenia, które nie sposób nie odnotować, np. lot Amerykańców na Księżyc, ponadto postęp naukowo techniczny umożliwił ludzkości dostęp do telefonii komórkowej, internetu oraz innych dóbr, o których w pamiętnym roku 1960 nawet nikt nie pomyślał.

Fotki od góry:
1. Gagarin
2. Krzyszkowiak
3.Presley.
4.Głódź- Flaszka, główny kapelan WP.

wtorek, 5 listopada 2013

SOJUSZNIK

Chodzi o nasz kraj, Polskę, Trzecią Rzeczpospolitą. A czyim to jesteśmy sojusznikiem, z kim zaprzyjaźnieni na dobre i na złe, no z kim?. Z Rosją nie, bo do tanga trzeba dwojga, a poza tym mało wdzięczna historia. Z Niemcami nie, bo to jednak wyłącznie historia. Z Czechami raczej nie, bo to wstrętni ateiści i mało bitni, nie angażowali się w powstaniach przeciwko okupantowi. Z Ukrainą też nie, bo trzymają w kiciu nam ukochaną panią Julię Tymoszenko, a dodatkowo oskarżają ją o współudział w politycznym morderstwie. Z Litwą, chciałoby się, owszem, ale Litwini nie mogą nam wybaczyć okupacji Wilna przez wojska II RP, a ponadto nie szanują naszego prawdziwego języka. Podobnie jest z Białorusinami, „z szacunku” dla nich zbudowaliśmy im Wolną Europę Telewizyjną na koszt polskiego podatnika, ale wdzięczności nie odczuwamy, oj nie. Zresztą kto by tam szukał przyjaciół blisko siebie. Blisko siebie są zazwyczaj wrogowie. Wobec powyższego pragniemy się przytulić i to od wielu lat do państwa bogatego, chociaż oddalonego od nas, (jak mawiają kosmonauci) jak stąd do księżyca.
Zarówno w USA jak i w Rosji zamieszkuje kilka milionów naszych obywateli, którzy to wypięli się na swoją pierwotną ojczyznę już bardzo dawno. Wśród Polaków skupionych w Chicago, a nawet rozrzuconych po wszystkich 49 stanach jest wielu
Polaków pochodzenia żydowskiego. Im akurat nie wytykamy obrzezania, ani nawet tego, że nie wyznają Chrystusa i nie czczą umiłowaniem Panienki Zawsze Dziewicy, bo to są Amerykanie. Na każdej zabawie słychać radosne słowa polskiej piosenki: To jest Ameryka, to słynne USA, to jest szczęśliwy kraj, prawdziwy raj. Od niepamiętnych czasów zabiegamy o miłość do Polski u wszystkich prezydentów znad Missisipi. Gdy prezydentem tego demokratycznego kraju został Afroamerykanin Barack Obama, jeden z naszych posłów prawicowych na forum parlamentu wyraził opinie pełną gniewu, że tylko patrzeć jak świat opanuje czarna rasa. To niejaki Artur Górski (człowiek nadzwyczaj biały), nieszczęśliwy bo zachorował na groźną chorobę, błagając o oddawanie na jego rzecz krwi. Jako jednym z pierwszych zgłosił swój akces poseł Biedroń, oficjalny gej, którego orientacji nadzwyczaj nienawidzi pan Górski. Nie wiem czy krew geja będzie się sprawdzać w ustroju homofoba, ale ważne że ludzie chcą pomagać. Ta obraźliwa wypowiedź Górskiego bardzo zaszkodziła Polsce. Obama oficjalnie nie wypowiedział się akurat w tej kwestii, ale widać, że jego zapał do sojuszu z Polską nieco przybladł. Nie hołubi Polaków w USA, chociaż jest ich tam ponad 6 milionów, cichcem zrezygnował z zaplanowanej przez jego poprzednika budowy tarczy antyrakietowej. Ponoć takowa tarcza powstanie, ale w Rumunii. Być może mając w pamięci wypowiedź posła Górskiego, „nieumyślnie nazwał obozy śmierci, polskimi obozami”. Niestety nie zanosi się na subtelności w kontaktach Polska-USA. Pomijając to, że zostaliśmy wykiwani na miliardy dolarów z zakupem samolotów F-16 i nie należy się spodziewać profitów około transakcyjnych, związanych z remontem i uzupełnianiem zużytych części do tych cacek, to jeszcze, o zniesieniu wiz jest coraz ciszej, jakoby ten problem nigdy nie był poruszany. A przecież ten dyżurny temat był zasadniczym w czasie kolejnych wizyt w USA prezydentów: Wałęsy, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego, mimo że ta bilateralna rozmowa z amerykańskimi prezydentami odbywała się prawie na kolanach ze strony polskiej. Każda wizyta polskich dostojników
poprzedzona była rozmową z Wojtyłą, papieżem JPII, jako że do USA leciało się już pobłogosławionym w Watykanie. Cieszymy się zatem, gdy Obama napisze kilka słów pocieszenia po śmierci kogoś ważnego w Polsce, bo akurat na pogrzeb Kaczyńskiego nie miał zamiaru się pofatygować, zresztą sprzyjał mu w tym względzie gniewny wulkan na Islandii, co akurat prezydentowi Rosji Miedwiediewowi nie przeszkadzało. Cieszymy się, gdy Obama zadzwoni z nudów do polskiego prezydenta lub premiera i tylko zapyta co słychać, lub jak zdrowie. Taka wiadomość będzie powtarzana przez wszystkie środki przekazu przez cały dzień, a nawet następny. Polacy wiz nie dostaną, jako jedyni w UE, bo wykorzystują swój pobyt na terenie Ameryki do pracy na czarno. Tak się mówi oficjalnie, a ja uważam że powód jest bardziej złożony. Polacy w Ameryce uchodzą za antysemitów (bardzo im się ostatnio spodobał film opluty przez skrajną polską prawicę „Pokłosie”) , za prostaków oraz dewotów, którym wiedza głoszona przez pasterzy w szatach biskupich wystarcza. Jasne, że są jednostki ambitne, kończące uniwersytety, ale to są wyjątki na tle całej polskiej populacji w USA. Zresztą kilku z nich skutecznie „wyjaśniało” katastrofę smoleńską u Macierewicza. Z Polski przylatują do USA często typowi antysemici, ale zaraz po przybyciu zajmują się sprzątaniem mieszkań i klopów żydowskich. Ładnie to pokazał z ironią serial Kiepskich. Polak to jokes, który był, jest i będzie zawsze bohaterem dowcipów i brzydkich kawałów. Ponoć sami sobie na to zapracowaliśmy. Dzisiaj dalej na taki stan rzeczy pracujemy. Przykładem jest wypowiedź ministra Sikorskiego „sarmaty” spod Bydgoszczy, a także jego szacownej małżonki, iż Pałac Kultury powinien być zburzony, a przecież to dziennikarka amerykańska z krwi syjońskiej. A mnie akurat się nie widzi budynek amerykańskiego kongresu, jest jakiś taki mało sympatyczny, ale nie
namawiam do burzenia go. Pan Sikorski mimo że chciał się podlizać Obamie, odrzucając prośbę Snowdena o udzielenie mu azylu, ośmieszył się, bo Snowden sobie zażartował, wiedząc, że dla USA Polacy nawet gotowi są pobudować katownie, co się już oficjalnie potwierdziło. Snowden zamieszkał sobie legalnie w Rosji, państwie militarnie potężnym, ale nie bogatym, za to wiele mogącym i wcale przez to nie zepsuł stosunków między tymi dwoma mocarstwami, co okazało się w przypadku wojny syryjskiej i użyciu przez nią broni gazowej. USA dbają o swoich sojuszników, ale tych prawdziwych panie Sikorski. Nam wystarczą śmieszne i obłudne słowa sekretarza stanu USA, że „naród polski przekształcił swój kraj w potęgę”, kpiny. W potęgę czego. Ameryka zawsze będzie dążyć do przyjaźni z mocnym albo bogatym jak właśnie Rosja, Arabia Saudyjska, Brazylia, Niemcy, Francja, Anglia, a nawet komunistyczne Chiny. Niech no ktoś to wytłumaczy naszym decydentom.


Fotki od góry:
1.Prezydent USA B. Obama
2.Aplembaum, dziennikarka i żona polskiego ministra.
3.Godło sojusznika.
4.Snowden.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...