środa, 29 lipca 2020

"O ZACHOWANIU SIĘ PRZY STOLE"



Utwór ten jest najstarszym zabytkiem polskiej poezji świeckiej i jednym z pierwszych tekstów, pod którym średniowieczny Polak pozostawił swój podpis. Podpis Przecława Słoty, a właściwie Złoty. Szacuje się że napisał go ok.1400 roku.
Utwór zawiera elementy wcale nie śmieszne.. Autor wykorzystując antywzorzec formułuje wypowiedź tak, aby odbiorca, nawet po pół tysiącu lat, sam się zorientował, jakie zachowanie uważane jest za niewłaściwe. Tym samym wyjaśnia choćby podstawowe zasady kultury spożywania posiłków. Z utworu wynika, że na średniowiecznej uczcie nie należało chociażby pierdzieć, ale czy dziś można?.
·         objadać się, ba, obżerać się, (kiedyś szlachta, dziś poseł).
·         wyszukiwać dla siebie jak najlepszych kąsków, (wiadomo)
·         brać zbyt dużych kawałków, (patrz pkt 1)
·         wypluwać resztek jedzenia do misy, dziś talerza lub tacki.
·         brać do ust tego, co z nich wypadło. (patrz pewna posłanka).
·         mówić z pełnymi ustami (patrz wyżej).
Ponadto etykieta nakazywała:
·         siedzieć na wyznaczonym miejscu, (patrz Tarczyński)
·         umyć ręce nim sięgnie się po jedzenie, (Covid -19.)
·         wycierać usta, (nie rękawem)
·         zabawiać damy, ( najlepiej śledztwem smoleńskim),
·     podsuwać im półmiski z co lepszymi sztukami jadła .Z pominięciem np. Pawłowicz. Ona sama sobie weźmie.
To tak jakbym widział dzisiaj przy tym stole takich osobników  na scenie politycznej, jak Tarczyński, jak Karczewski , Gosiewska, Lichocka, Milczanowska, Pawłowicz, Pęk, Kownacki, (chwilowo wystarczy), że pominę ich imiona. Ten ostatni co prawda nie grzeszy nadmierną kulturą słowa, za to potrafi wytykać jej brak innym narodom. Chodzi o Francuzów. Tym razem sztuki  używania widelca. Gdyby Kownacki liznął trochę historii, to dowiedziałby się iż już w XI wieku na stołach Francuzów (oczywiście tych bogatszych) uczono nie tylko używania, ale i układania sztućców i to z dobrego kruszcu. W tym czasie Polacy zamieszkiwali w lepiankach z gliny i słomy w towarzystwie zwierząt domowych.  Jeszcze przez długie setki lat przodkowie Kownackiego jadali rękami lub co najwyżej drewnianymi, wystruganymi z lipy łyżkami. Tak sobie analizuję, bom sam niezbyt wzorowo wychowany „szlachetka”, że prawie każdy Polak im bardziej religijny, a  dodatkowo tym bardziej łasy na jałmużnę od prezesa, lokuje się w otchłani ciemnoty. A w połączeniu z narodowościowym patriotyzmem słynie z nienawiści w stosunku do wszelkiego rodzaju mniejszości począwszy od wyznania i rasy, aż do mniejszości  seksualnych, przez odzianego purpurą biskupa zwanego zarazą. Zdanie to wyjaśnia przyczynę parcia w kierunku wypowiedzenia przez Polskę stambulskiej konwencji zabraniającej przemocy w stosunku do kobiet, dzieci i całej rodziny, bo przecie spuszczenie łomotu żonie za to iż zupa była za słona nie jest żadnym wykroczeniem, tym bardziej, że był to przypadek jednorazowy. Polskie prawo odpuści tym bardziej, że Bóg też. Znudzi ci się baba, matka twoich dzieci, szukaj sobie drugiej. 
                                             Gnida pisowska
Masz wzór od Kurskiego, iż chuć rozsadzającą twoje bokserki uwolnisz przed ołtarzem Matki Boskiej Łagiewnickiej, która akurat najbardziej cię zrozumie jako ta, która swoją chuć zaspakajała z Duchem Świętym nie zakłócając robót stolarskich małżonka. Utwór literacki legendarnego pana Słoty z Wielkopolski, swoją treścią wbrew wszystkiemu jest aktualny od wieków i nie trzeba zmieniać w nim ani jednego słowa, byle tylko jego zapisy były stosowane przez tzw. większość, czyli tzw. elitę polską.  Bo polska elyta to nie literaci, profesorowie uniwersytetów, czy nawet wynalazcy kapsułek do oczyszczania pralek, marzący o dostosowaniu samochodów made in Poland z benzyny na prąd elektryczny, o czym od kilku miesięcy pieprzy nasz Pinokio. Na takie wynalazki musimy jeszcze bardzo długo poczekać, bo elity kończą dopiero podstawówkę, a widać to chociażby w czasie zachowania się przy stole. Polska elyta to Pawłowicz, Gosiewska, Jurgiel, Lichocka, Tarczyński, że oszczędzę sobie mściwości nad setkami innych.


środa, 22 lipca 2020

KŁAMSTWA I PIENIACTWO TO AMUNICJA PIS




                                             Poprawiacz humoru narodowego
„Tzw. premier Mateusz Morawiecki” zamiast krawata winien nosić przyczepiony na stałe, długi sztuczny nos Pinokia , jako jego osobiste logo. Wydaje się, że ten człowiek cierpi na pobudzenie ambicjonalne do tego stopnia, iż nie jest możliwe posłużenie się przez niego jakakolwiek wypowiedzią o prawdziwej treści. Taki kabareciarz za miliony złotówek. Nieoficjalnym zdaniem psychologa jest chory na szwejkonizm, podobnie jak covid 19, nie do końca zdefiniowana choroba, z brakiem szczepionki.  Co prawda nie fizyczna to choroba, bo to widać, ale ma niestety inne  objawy, trudne do zdefiniowania, podobne jak u Kaczyńskiego albo Macierewicza F99. Może to zaraza mająca swe źródło w LGTB?. A mowa tu o obowiązującej traktatowo w UE praworządności z polskim dopiskiem „tzw”. czyli „tzw. praworządności”, bowiem o prawdziwej chyba nigdy nie słyszał i to już od dzieciństwa gdy wychowywał się przy ojcu politycznym  cwaniaczku. 
 Taki to tzw. premier potrzebny jest Kaczyńskiemu, Ziobrze i Dudzie, którzy chcą wygrać z Europą i podpisanymi traktatami.  Potrzebny jest człowiek który potrafi kłamać patrząc w oczy milionom. Polityczny kameleon. Tyle że zdaje on sobie sprawę (zapewne), iż mówi do tej części społeczeństwa lokującym się między chamem i plebanem, czyli swoich wyborców. Obok cech utalentowanego kłamstwa Morawiecki jest chwalipiętą. Jak nie nadaje głupot w TV to siada obok premiera Węgier Orbana. Wtedy patrząc sobie w zagniewane na Unię oczy chwalą swoje ogonki wzajem jak przysłowiowe pliszki. Wydaje mi się że ogonek Orbana jest ciekawszy, mniej oblepiony blagą. Nasza pliszka, walcząca o drugą kadencję dla Dudy to iście błazeńska postać. Na szczycie unijnym mają z niego pociechę i to nas Polaków cieszy, bo w czymś musimy się wyróżniać na tle Unii. Znajomi Morawieckiego z biznesu mówią, że kłamstwo jest dla niego poza sferą moralności. Jako prezes banku do perfekcji  opanował sprzedawanie korporacyjnej ściemy i przeniósł te  metody do polityki. 

PS:
Polskiej polityki, gdzie jego kłamstwom sprzyja katolicki grunt. Tyle że dzięki wolnym mediom znamy owoce szczytu unijnego. Jak na Polskę są  przyzwoite i nie potrzeba kłamać, a tym bardziej  przypisywać sobie zasług. Teraz trzeba tylko zgodnie z zapisami Traktatu zagospodarować te miliardy, by nie stawać przed obliczem rozgniewanego TSUE.


sobota, 18 lipca 2020

MAŁY POST



                                Byłem marionetką, będę pacynką
Rożne mamy posty. Te maleńkie za grzechy złodziejstwa i opilstwa, aż po Wielki Post, jako kara za ukrzyżowanie Jezusa, na kilkanaście dni przed obżarstwem świątecznym. Ten post to pokłosie wyborów prezydenckich w Polsce. Stało się jak się stało, czyli z założeniem iż PiS wzorem III Rzeszy zapowiada swoje rządy na tysiąc, no może ino na sto lat. Otóż Rzesza była u władzy lat kilkanaście, ale to była Rzesza. Dlatego sądzę wraz z 10 milionami wyborców Trzaskowskiego, że ten obrzydliwy stan kaczyzmu potrwa dużo, dużo krócej. Kaczyńscy pisząc prace doktorskie z dzieł Lenina, (sami czy przez kogoś, nieważne), postępują zgodnie z zasadą twórcy państwa bolszewickiego która brzmi: "Władzy raz zdobytej, nigdy nie oddamy", chociażby po trupach dawnych przyjaciół z PO, jako że był czas braterstwa, tzw. POPIS. Dziś Tusk pluje sobie w brodę, ale to dudowa musztarda wyborcza po obiedzie. Zresztą w całym procesie walki o władzę nic się Tuskowi tak nie sprawdza jak przysłowie: Kto czym wojuje od tego ginie. Mam na myśli niewybaczalne świństwo uczynione ręką podwładnego (śp. posła Miodowicza) Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, kandydatowi na prezydenta RP, Z takiego prezydenta  bylibyśmy dzisiaj dumni. Dzisiaj „cimoszka” jest w tej samej partii europejskiej, pod przywództwem właśnie Tuska. Jak to się wszystko zmienia. Polityka to jednak dobrze płatne kurewstwo .

Inna sprawa, to rozszalały stosunek hierarchii naszego Kościoła katolicko-ginekologicznego do problemu nie tylko  in vitro, ale i do innych zdobyczy współczesnej nauki, w tym do zrozumienia, iż tolerancja w stosunku do tzw. „innych”, w tym LGBT, jest nakazem boskim, a w każdym razie papieskim. Za nasze, zrabowane państwu z przyklaśnięciem władzy, w ramach "odszkodowań po PRL" pieniądze, kler nie tylko propaguje ciemnotę i gusła w świątyniach, salach seminaryjnych, ale nawet w wydziałach teologicznych, wydawało by się, świeckich uniwersytetów im. Adama Mickiewicza, Mikołaja Kopernika i innych. Namacalnym symbolem jaj czynionych z nauki jest śmieszny doktorat Tadzia Rydzyka. Jakże śmieszny też w tym kontekście, pozostaje Instytut Badań Rozwoju Człowieka im. Pawła VI, którego m.in naukowym zadaniem jest badanie śluzu pochwowego. Cóż to za instytucja godna XXI wieku. Bodaj wszyscy tam zatrudnieni to "kandydaci" do nagrody Jobla. Na podstawie wyników tych badań, sposobem na ciążę być może metoda organoleptyczna, (może poprzez lizanko z francuska zwanej minetą). Tak oto "poświęcony teologiczny naukowiec" wyda werdykt, iż niekoniecznie winniśmy stosować metodę in vitro, by posiąść upragnione dziecko. Wszystko zależy od: smaku, powonienia, przylepności śluzu i tylko Bóg wie czego jeszcze, by chłop jednak sam, bez jakiś tam sztucznych zapłodnień  mógł zrobić babie dzieciaka. I oto właśnie chodzi w tej naszej zapyziałej od czerni i zwykłej pomroczności Rzeczypospolitej. Brawo. Ten tekst można by połączyć z powtórnym wyborem Dudy na prezydenta Żałosnej Rzeczypospolitej, bo w końcu wybrały go masy tzw. piećsetzłotowców z wykształceniem podstawowym, których szczególnie ta ciemna masa w Polsce stanowi gros populacji. Ten mały post nijak się ma do rzeczywistości, bowiem każdy pisowski PLUS (+)  niszczy  rzesze wegetarian. Nie ma się co martwić. Wystarczy obserwować brzuchy biskupów. One stanowią o stanie państwa i narodu, a nie brzuchy zapłodnionych Polek.
                                                                                                               

wtorek, 14 lipca 2020

ŚWIŃTUCH, NIE EWANGELISTA


I nie żaden premier. Chociaż dla skorumpowanego Kościoła polskiego to „ewangelista Mateusz” obok innego „świńtucha” Marka Szumowskiego - jak najbardziej. Obaj ulokowani są w panteonie partyjnych polskich świętych przez jednego osobnika z Krakowa w stroju biskupim. Powtórzę więc, dla mnie i dla tysięcy innych Polaków, Mateusz to świńtuch i to ufajdany w gnoju pisowskiej hołoty, że posłużę się słownictwem Kaczyńskiego. Oczywiście chodzi o Morawieckiego, premiera z łaski kaczej, który jeszcze do niedawna lizał tyłek premierowi Donaldowi Tuskowi  w podziękowaniu za przymykanie oczu na jego machlojki na stanowisku doradcy finansowego. To prawda że wszyscy święci, a tym bardziej polscy ewangeliści tak postępują, ale Mateuszek miał z kogo brać przykład. Z śp. tatusia oczywiście, „bohatera” walk o wolność, posła głosującego na cztery ręce z posłanką Zwiercan, kutego na obie nogi, bezczelnie wciskającego przyciski, (cudze przyciski) sejmowe, byle dogodzić nowej partii aktualnie utrzymującej ojca i syna, czyli Prawu i  Sprawiedliwości. Świńtuch jeździł po całej Polsce zamiast pilnować rządu w czasie pandemii Covid -19  i krzywiąc swe usta obłudnie, a nawet fałszywie,  bluzgał na swoich byłych żywicieli, byle pozytywnie zapamiętał go Kaczyński, vel nowy chlebodawca. Byle nikt nie czepiał się jego przekrętów finansowych w układzie z kardynałem Gulbinowiczem, jednym z bohaterów filmu braci Sekielskich. To przekręt oceniony na  miliony złotych, z działkami kościelnymi w tle, które dla bezpieczeństwa przepisał na żonę. Kalumnie ten święty świńtuch rzucał na Bogu ducha winnego Trzaskowskiego, oskarżając go bez logiki, o nietrzeźwość kierowców w stolicy i awarię kolektora ścieków.  W oczach wielu Polaków słowa te ulokowały „ewanglistę” Mateusza na liście  trzody chlewnej, ubranej tylko na kampanie wyborczą w garnitur Armaniego. To jakaś groteska polityczna. Panie Morawiecki, straciłeś pan ostatnie szczątki ludzkiej, nie partyjnej ale ludzkiej przyzwoitości, udawany katoliku. To nie tylko moje zdanie. To zdanie ok. 10 milionów Polaków . W kraju i za granicą. Ale co ciebie chłopie to obchodzi, byleś ocalił dupę przed prokuratorem a być może i Trybunałem Stanu. Z chwilą jednak przegranej PiS, wraz z rodziną uciekniesz wzorem powojennych niemieckich tchórzy na kontynent południowoamerykański w objęcia banków wypełnionych gotówką wypracowaną przez miliony rodaków. Dzisiaj, gdy opadł kurz wyborczy jesteśmy ciekawi jaki jest stan finansów państwa. Czy przypadkiem władze, które rzuciły na rzecz Dudy cały aparat rządowy jak "jankesi stonkę", nie uszczupliły złota sprowadzonego z Londynu. Ale kto nas o tym poinformuje?, Może Banaś, który ostatnio ustawia się do PiS bokiem za doznane osobiste "krzywdy".


sobota, 4 lipca 2020

LUDZISKA UMIERAJĄ A KAMPANIA TRWA


                                              A orkiestra gra dalej....
Upływa ostatni tydzień kampanii wyborczej na prezydenta RP. Śledzę wysiłki obu kandydatów na rzecz przekonania wyborców do ich racji. Znam się na polityce, niestety mało znam się na moich rodakach, a    w zasadzie w ogóle ich chyba nie rozumiem. Co prawda wolne media pokazują lekką przewagę Rafała Trzaskowskiego w notowaniach opinii publicznej, ale niestety mózg mi podpowiada że wybory wygra Andrzej Duda, dotychczasowy mieszkaniec Pałacu i Belwederu. A to dlatego iż kampania pana Rafała jest w swoim wyrazie ogólnie rzecz biorąc zbyt grzeczna, wyważona i zawiera w swoim  przekazie wiele subtelności w odróżnieniu od kampanii reprezentanta PiS, Dudy. Dudy występy, to totalna „nagonka” stałych wyborców tzw. twardego elektoratu, którzy maja wyrażać  dziękczynienie za tzw. 500+, 300+, trzynastkę emerytalną oraz tańszą musztardę i podpaski dla kobiet. Słowo totalna to mało powiedziane, chociażby w porównaniu mocy tego słowa w zestawieniu z totalnością Schetyny, którą zapowiedział po przegranych wyborach  Platformy kilka lat temu. Totalność Dudy to armageddon kłamstw, przeinaczeń i hejtu wytwarzanych przez dobrze opłacaną stacje rządową TVP oraz prasę pisowską. Moim zdaniem Duda nawet nie umywa się do konkurenta i to z wielu względów, a mimo to wygra. Dzięki owej telewizji i setkom trolli. Dzięki takim specjalistom od kłamstw jak choćby Morawiecki w randze premiera, naczelnego kłamcę i hochsztaplera od robienia interesów z kardynałami. Morawiecki, generał przekrętów swoje wypowiedzi ocierające się nawet o świństwa wpycha w świadomość wyborców po prostu na siłę. One to w połączeniu z  obiecankami Dudy wypełniają obraz tej kampanii. Duda już prawie wyczerpał repertuar obiecanek. Obiecał do tej pory wszystko, o czym naród ponoć marzy. Tańsze mydło i powidło a nawet sos musztardowy. Pozostało mu tylko gwarantowanie zbawienia wiecznego, a ponieważ jego wyborcy w większości to ludzie nadzwyczaj religijni, więc wielu z nich łyknie te bajki.  Ludziska umierają a kampania trwa.


                                    Syryjska szeptucha uzdrawia Dudę olejem.
Do dnia ostatecznych wyborów już nie będę się wypowiadał w przekonaniu, iż Duda i jego sztab nakręci w głowach wyborców tyle, że choćby zagrażała druga fala epidemii  COVID 19, narażająca ludzi na pewną śmierć to na wybory pójdą gremialnie. Jeśli mimo wszystko wygra Trzaskowski, będę, tak jak połowa rodaków bardzo przeszczęśliwy.

Rzeźba: Dzieło pana Zbyszka Jaszczyka z Grudziądza.


                                                                                                              

środa, 1 lipca 2020

JA, PRAWIE MIZANTROP


                                   Ch. D. i kamieni kupa.
Mizantrop to osoba stroniąca od ludzi, mająca do nich niechętny lub wrogi stosunek. No, nie do końca tak jest w moim przypadku, jak twierdzi nauka o ludzkiej naturze. Ja, a nie żaden bohater dramatu Moliera. Jako że chodzi o mnie, dosłownie, autora tych słów. Do tej pory nigdy nie przyszło mi do głowy lokować siebie wśród odludków, ludzi oderwanych od otoczenia, czy też towarzystw bliżej nieokreślonych, a jednak. Jak pamiętam od dzieciństwa zawsze oblewałem się wstydliwym rumieńcem, gdy któreś z rodziców prosiło bym popisał się przed gośćmi deklamacją nowego wierszyka, albo  bym pocałował ciocię za wręczoną mi tabliczkę czekolady. Podobnie zawsze wymigiwałem się przed występami szkolnymi z okazji świąt państwowych np. rocznicy Rewolucji Październikowej,  Święta 1 Maja, lub święta szkoły, do czasu osiągnięcia tzw. dorosłości, aczkolwiek wiele się nie zmieniło w tej kwestii. Przez długi czas nie wyobrażałem sobie zapoznania „osobistej” dziewczyny, czy też nawiązania z kimkolwiek wartościowej, ewentualnie korzystnej znajomości, jak to czynili inni. Moja zachowawcza skromność deprymowała mnie przez wiele lat. W szkole nie wyrywałem się do odpowiedzi na zadane pytanie do całej klasy, mimo że czułem iż jako jedyny znalem poprawną odpowiedź. Przeto balansowałem na czwórkach miast walczyć o najlepsze świadectwo. W życiu dorosłym otaczałem się wyłącznie sprawdzonymi do szczętu kolegami a i prawdziwymi przyjaciółmi. Zwykle otwierałem się na zewnątrz dopiero po  kilku kieliszkach trunku. Był to moment uruchomienia języka, który potrafił rozbawić towarzystwo dobrym dowcipem, jakich to w zanadrzu miałem ful. I tak jest do dzisiaj. Dzisiaj już moi koledzy i przyjaciele odeszli udeptywać łąki niebiańskie, więc moja aktywność mocno przygasła. Pozostało mi się tylko uśmiechać do sympatycznych koleżanek mojej małżonki, odwiedzających nas z okazji imienin i jubileuszów. Babeczki jednak żyją dłużej. Na szczęście moja Połówka obdarzona jest przez naturę równie inteligentnym poczuciem humoru. Humoru, który to jest warunkiem sine qua non dobrego towarzystwa. Samo czytanie książek, choćby w masowej ilości nie zastąpi wrodzonego humoru, dobrze lokowanego w okolicznościach i odpowiednim momencie. Humor proszę państwa to jak dobry zakwas do wypieku smacznego chleba. (sam to wymyśliłem, podobnie jak tajemniczy wyraz „skapnik”. To nic innego jak po prostu najdłuższy włos na kobiecym łonie, z którego skapuje ostatnia kropla moczu.) Reasumując posta, oficjalnie przyznaję się do mizantropi i nic tego nie zmieni. Taki się urodziłem na tej wsi mazowieckiej, zaś dalsze moje losy ocierające się o naukę i pracę niewiele zmieniły tenże stan rzeczy. Po głębokiej analizie stwierdzam że jest mi z tym dobrze. Nawet teraz podczas wyborów prezydenta RP. Fakt, ten starający się o reelekcję to wysłannik najważniejszego kurdupla skatoliczałej Polski, ale jak widać jest szansa aby go wykopać na śmietnik historii. Kwestia dotarcia do szczątków mózgowych prostej ale największej części społeczeństwa zakiszonej w buraczano kartoflanym sosie polanym podlaskim bimbrem. Czy tak się stanie?. Nie wiem, ale wiem jedno. Mianowicie, zarówno ja, jak i setki tysięcy mi bliskich mizantropów odzyskałoby przygaszony przez lata animusz i asertywność, bowiem zgodnie z zawołaniem konkurenta, DUDY MAMY DOŚĆ!   

TO NIE JEST POST O LGBT

                                                                                       Co za upokorzenie. Tłuc się takim czymś. Po...