czwartek, 27 lutego 2014

MAJDAN TO NIE WSZYSTKO


Pomyślałem, że powinienem zajrzeć pod kołdrę polityki. Nie tej krajowej na pograniczu nienawiści Kaczyńskiego i Tuska, oraz chamstwa wykazanego przez pijanego europosła Jacka Protasiewicza na lotnisku we Frankfurcie, ale tej, która wciska się w ekrany telewizorów od rana po ciemne wieczory. Ukraina i jej dramaty. Na placu kijowskim zwanym Majdanem od wielu tygodni czuwają dniem i nocą tłumy Ukraińców. Czuwają i protestują przeciwko właściwie wszystkiemu, ale najbardziej przeciwko decyzji ich prezydenta, że nie podpisał on aktu stowarzyszeniowego z Unia Europejską, dając w ten sposób do zrozumienia światu, że Ukraina po wsze czasy bardziej jest związana z dzikimi polami rosyjskimi niżeli z Europą jako taką. Świat się zmienia, przeto część społeczeństwa nad Dniestrem i Dnieprem, szczególnie ta, której korzenie są powiązane z polskim długowiekowym zaborem i która z przeróżnych powodów zagląda do nas nad Wisłę, swoją przyszłość widzi w Unii Europejskiej. Niestety to tylko część państwa. Wschodnią i południową Ukrainę zamieszkuje ludność typowo rosyjska, posługująca się wyłącznie językiem Tołstoja. Ta ludność, oraz reprezentujący dotychczas Ukrainę prezydent Janukowycz ani nie myślał o żadnej separacji z tymi, którzy koczowali od dawna na Majdanie w imię prawdziwej wolności. Jak wiemy bunt kijowski doprowadził do śmierci blisko 100 osób. Uśmierciły ich służby specjalne, oczywiście za wiedzą prezydenta. Świat patrzy na Majdan jak na niedawną Olimpiadę w Soczi, z tym ,że płynące z Kijowa wieści nie skłaniały do podziwu, ale do strachu i przerażenia.
Tymczasem z więzienia wychodzi była premier Tymoszenko, która nie wzbudza zbytniego aplauzu na Majdanie. Ludzie wiedzą, że to oligarchini , która kosztem społeczeństwa zgromadziła majątek wart kilku miliardów dolarów. Takich przywódców społeczeństwo nie potrzebuje, a wręcz nimi gardzi, bowiem ponad połowa Ukraińców żyje w skrajnej nędzy. Tę nędzę wykorzystuje też Kościół prawosławny podburzając masy do protestów. Skąd my to znamy. Przy takich okazjach klechy wszystkich wyznań lubią na plecach pokrzywdzonych ludzi urządzić sobie niebo na ziemi. Teraz, gdy obalono demokratycznie wybranego prezydenta, gdy w ławach sejmowych zasiądą ludzie wybrani spontanicznie przez zgromadzenie Majdanu, gdy dojdzie do w miarę uczciwych wyborów, gdy przepędzą z kraju oligarchów z ukradzionymi miliardami, w tym lalunię Tymoszenko z córeczką, będzie można mówić o rodzącej się prawdziwej demokracji. Ale zanim to nastąpi nowy rząd Ukrainy powinien w porozumieniu ze światem biznesu i banków ściągnąć owe skradzione miliardy do kraju biedy, bo żadna cząstkowa pomoc UE w tym Polski nic nie da. Tu trzeba naprawdę wielkiej kasy bo to wielki kraj i wielki naród. Sprawa się komplikuję jeszcze tym bardziej, że Krym, piękny rosyjski Krym, podarowany przez Chruszczowa Ukrainie, chce powrócić do rosyjskiej macierzy. Na Krymie mieszka większość rosyjska obok Ukraińców, Tatarów oraz wielu innych pomniejszych narodowości. Jeżeli dojdzie do referendum to Rosja odzyska ten piękny półwysep Morza Czarnego. Stacjonują tam tymczasem wojska rosyjskie, flota Czarnomorska, oraz eskadry lotnicze. Zatem Rosja z całą determinacją będzie bronić Krymu jak niepodległości całego kraju. Krym historycznie kojarzy nam się z Jałtą oraz podziałem świata przez Wielką Trójkę, ale Krym to rosyjskie Lazurowe Wybrzeże.

Nie wszystkich stać na wypoczynek w tamtych kurortach. Krym żyje z turystyki oraz z wojska rosyjskiego. Co będzie, zobaczymy. Nie sądzę aby narody ukraiński i rosyjski skoczyły sobie do oczu. Byłaby to wojna domowa, wręcz bratobójcza. Oba narody prawosławne, oba narody w swej historii doświadczyły wielu jakże podobnego zła. Oba narody ucierpiały z rąk Stalina i innych komunistycznych przywódców wczesnego ZSRR, ale różnie może być. Krew Ukraińców i Rosjan ma te samą barwę. Wartość życia jednego i drugiego żołnierza podobna. Oba narody uzbrojone w te samą broń wyprodukowaną najpewniej jeszcze w tych samych fabrykach Sowiet Union. Zobaczymy więc, bo śledzić będziemy z dokładnością przekazu TVN24.
 
Fotki od Góry:
1.Gdzie diabeł i baba nie może tam pop zadziała.
2.Kaczyński na Majdanie (jakże widoczny)
3.Jeden z kurortów na Krymie.

niedziela, 23 lutego 2014

BOCIANY WRACAJĄ


Już są, przyleciały do swego kraju, bo powiada się, że czwarta część populacji tych ptaków to skrzydlaci Polacy. Można by im śmiało skrzydła ostemplować wizerunkiem szachownicy wzorem Kamila Stocha. Oczywiście nie wszystkie nasze bociany już dotarły nad Wisłę, niektóre zapewne zrezygnowały z różnych przyczyn z wyprawy do Polski. Nawiasem mówiąc jakaś część tych ptaków jesienią nie odleciała od nas, te chore z pokaleczonymi skrzydłami, ale zapewne też te ciekawsze życia, by na własne oczy zobaczyć co też w tym bogobojnym kraju się dzieje gdy ich tu nie ma, oraz kto tak naprawdę ich wyręcza w owym czasie w dystrybucji dzidziusiami, bo akurat największą wielodzietność spotykamy na Podlasiu. Pokrywa się to z tym, iż właśnie akurat tam jest też największe skupisko uroczych boćków, (gniazda na każdej stodole) które to z ochotą dotuje Unia Europejska.

Ale tak czy owak wiosna puka do naszych drzwi. Śnieg znika z naszych ulic i alejek parkowych, jest stosunkowo jak na luty ciepło, a nawet słyszałem wychodząc rankiem do sklepu trele jakowyś ptaszków nawołujących się zapewne w celach, nazwijmy to.. ściśle romantycznych. Pomyślałem z odrobiną "zazdrości:" tak zimno, bo akurat termometr wskazywał 3 stopnie powyżej zera, a im się już chce. O zdarzeniu opowiedziałem Żonce, która odparła, że była to na pewno sikorka i ja Jej wierzę, bo akurat w znajomości ptaków w całej rodzinie jest najlepsza. Dobra. Grunt, że coś się już zdarza na rzecz prawdziwej wiosny, która jak wiadomo jest pomostem do prawdziwego ciepła, rozkwitu przyrody i rozjaśnienia naszych, zimą skwaszonych lic. I tak naprawdę można by z optymizmem spoglądać na naszą polską rzeczywistość, gdybyśmy jeszcze mieli odpowiednich rządzących naszym państwem, naszymi skromnymi zasobami ludzkimi i materialnymi, bo tymczasem nasze ludzkie zasoby w wyniku beznadziejnej polityki państwa ciągle masowo opuszczają rodzimy kraj, by uczciwie zarobić na w miarę godne życie swych rodzin. Wyludniamy się jako kraj, biedniejemy przez coraz mniejszy dochód narodowy, ale też widmo dziadowskich emerytur. Są obszary wiejskie, ale nie tylko, gdzie z modlitewnikiem w rękach pozostają jeno staruszkowie na wymarciu. Bezludne pustynie na wzór tych po klęskach przyrodniczych straszą przejezdnych zabitymi deskami chałup oraz powybijanymi oknami budynków poprzemysłowych. Jedynie krzyże i figury
przydrożne pozostają nietknięte ręką wciąż pobożnego Polaka, zgodnie z obowiązującym hasłem: tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem. Słyszę, że w tym roku emeryci jak zresztą zawsze na zachętę do życia dostaną zwaloryzowane emerytury średnią kwotą ponoć w wysokości 18 złotych polskich, w przeliczeniu 3,5 funta, lub 4,5 euro. Czyli nędza. UWAGA: NIE DOTYCZY KOŚCIOŁA! Tam biedy nie uświadczysz mimo rozrzutnego trybu życia tejże czarnej stonki. Te przysłowiowe domy uciech ulokowane w biskupich pałacach i proboszczowskich plebaniach nigdy nie są zagrożone jakimkolwiek niedostatkiem, bo świeckie na pozór władze polskie zadbają o ich brzuchy, pomijając prawo i konstytucję. Pod pozorem ochrony zabytków walą kasę na nowe świątynie, czego ostatnim przykładem jest uszczuplenie kasy państwa z naszych podatków na wciąż „głodną” nowych pieniędzy Świątynię Opatrzności Bożej, którą sobie wymyślił w chwilach znudzenia padołem ziemskim nieboszczyk prymas Glemp za życia. Otrzymując od państwa 10 miliardów złotych rocznie pod przeróżnymi postaciami, tych kilkadziesiąt tysięcy kleszej populacji może żyć jak pączek w maśle czyli w dobrobycie okraszonym rozpustą, a przecież jeszcze dorabiają sobie za granicą bałamucąc inne narody urojonym szczęściem niebieskim. Nic się u nas nie zmieni, bowiem Papa Franciszek mało respektuje ewangeliczne
zapisy mówiące o ubóstwie duchownych.. Nie będą oni czekać na jakieś tam niebo ( w które w gruncie rzeczy mało wierzą), muszą sobie obiecane niebo tworzyć tu na ziemi. Na tej ziemi, z obliczem wyproszonym u św. Ducha przez JPII w czasie pamiętnej pielgrzymki do Ojczyzny. Tak im dopomóż ich bóg. Bóg mamony, bóg rozpusty, bóg wszelako dostatniego, a często i bezkarnego życia. Wspomniane wyżej bociany to wszystko widzą, ale ich to nie dziwi, bowiem polskich kapłanów widzą też w Afryce, dokąd odlatują na zimę. Tam polskie kapłaństwo w sutannach i habitach ma dodatkowo bezpośredni dostęp do kolorowych dzieci nie tylko w celach nakazanych ewangelią, ale i tych, których patronem jest belzebub, czego dowodem są najbardziej dzisiaj znani z „uczciwego i pokornego kapłaństwa” ks. Gil i abp Wesołowski, oraz przynajmniej stu innych, których sprawy powolutku toczą się przed organami ścigania w Polsce. Tygodnik FiM nr 8 wyszczególnia ich z wielką troską o prawdę.

Fotki od góry:
1.Polskie boćki
2.Dylematy bogatych
3.Polska XXI wieku
4.Nadzieja w młodzieży.




środa, 19 lutego 2014

Z GÓRKI ŚNIEŻNEJ


Oczy już mamy zmęczone od patrzenia na śnieżne trasy biegowe, tory wyścigów i inne olimpijskie areny zmagań sportowych. Powoli też cichnie jazgot dziennikarzyn, tych wysłanników kół prawicowych. Złoto wywalczone przez naszych sportowców na owych „dziadowskich obiektach” nieco zatkały im dzioby. Zatem można powiedzieć (panie Babiarz), że tylko nieobliczalny heroizm naszych sportowców urodził sukcesy. To bardzo niebywałe i można zaryzykować, że pomógł im w tym sam Pan Bucek, bowiem przed startem gremialnie nasi sportowcy uczestniczyli w mszach świętych, celebrowanych przez kapelanów, a sam Stoch zanim skoczył rozpościerał szeroko ręce kreśląc znak krzyża. Wiemy że blisko 100 złotych medali na olimpiadzie w Soczi zdobędą sportowcy bodaj z całego świata. Rozmodlonym Polakom przypadły  4, bo nie znamy jeszcze zwycięzców biegu na 30 km pań, ale za dużo nie należy w tym względzie rozbudzać apetytów. Nasza gwiazda z Kasiny Wielkiej będzie startowała dalej ze złamana kostką stopy, a 30 km to nie 10 i wszystko, w tym (przykre) może się zdarzyć. O samych obiektach w sensie ich
przygotowania do zawodów ciszej. Ciszej bo wstyd, jako że każdy obserwator widział, jak przeróżne potknięcia i wywrotki sportowców były przypisywane niedbalstwu organizatorów. Owszem mogło się zdarzyć coś, co powinno być natychmiast poprawione, jak chociażby powstała w wyniku przeorania nartą dziura w tzw „rurze” snowboardowej, w której zawodnicy zjeżdżali z jednej ściany na drugą wykonując w powietrzu ewolucje. To bywa i zdarza się na każdej olimpiadzie, niekoniecznie u Putina i u tych wstrętnych Polakom Ruskich. Reasumując, uważam, że olimpiada na Kaukazie okazała się dla Polski bardzo udana. Cztery złote medale (chyba tylko cztery?), to wielki sukces. Nigdy na żadnej olimpiadzie zimowej nie mieliśmy tylu mistrzów olimpijskich. Dotychczas królował od 30 lat Wojciech Fortuna. Czas wreszcie na detronizację.

Równolegle z Olimpiadą w Soczi rozgrywa się jeszcze inny, mniej sportowy dramat, tym razem u naszych granic. To dramat ukraiński na Majdanie kijowskim. Zdawało się jeszcze kilka tygodni wstecz, że rozpalone apetyty na odesłanie prezydenta Janukowycza na emeryturę przygasną. Bowiem poza Polską ( która akurat jest bardzo historycznie „wdzięczna” Ukrainie za Wołyń i kilka innych kaźni), Europę owe apetyty Majdanu mało interesowały, mimo ,że nasi europarlamentarzyści czynili co tylko w ich mocy, by napuścić PE na Janukowycza. Wiara czyni cuda,
powiedzą ci najbardziej bogobojni prawicowi politycy, no i się doczekali. Doczekali się krwi, której pragnęli jak kania dżdżu. Jest dobrze powiadają, bo trup ściele się tymczasem gęsto. To pożywka dla buntu gawiedzi. To zastrzyk dla przywódców na Majdanie. To w końcu permanentny temat dla naszych telewizji, szczególnie TVN. Można wypełnić okienka tanio i z pożytkiem dla swoich mocodawców i głównych płatników. Ze swojej strony powiem, ze jest mi przykro patrzeć na zbryzgane krwią, czy też farbą twarze protestujących, ale tłumaczę sobie tak, że skoro uważają, że mogą w ten sposób wykuć sobie i swoim dzieciom lepszy los, to proszę bardzo. Jako Polak jestem tylko w tym względzie dumny, że nasze rozruchy w latach stanu wojennego i przed nim, nie były aż tak krwawe, a i nikomu nie przyszło do głowy malować sobie pyska. Myślę, że jeszcze długo będziemy karmieni wiadomościami z Kijowa, bo władza wybrana demokratycznie przy współudziale wysłanników z Europy, tak szybko się nie podda, a trup będzie się ścielił jeszcze gęściej.

Trzeci jakże interesujący temat to oczywiście sprawa pedofila księdza Gila. Po kilku miesiącach od ustalenia przez naszą policję miejsca pobytu amatora dziecięcych pośladków, oficjalnie podano, że Gila zwinęła nasza bardzo świecka policja. Stało się to zapewne po uzgodnieniu terminu i formy aresztowania z episkopatem. Przez kilka miesięcy Gil wiedząc, że wcześniej czy później będzie inwigilowany przez polską policję, miał czas by wyczyścić sobie nie jeden dysk w komputerze, ale nawet kilka.
Pozbył się zapewne wszystkich możliwych śladów swojej winy, poza oczywiście żywymi świadkami, których należałoby ukatrupić. Ale skoro jako tako księżulo się „obmył” to episkopat dał sygnał: brać go!. Tym bardziej, że abp Wesołowski, ten drugi stary skurwiel, amator zapachów tyłków i majtek chłopięcych został „otoczon” opieką papieską. Tu mleko się nie rozleje, bowiem dla uspokojenia poszkodowanych „Stolica Apostolska” wydała komunikat, że abepe będzie ukarany z całą surowością. Jaka stolica, taka surowość, oczywiście w stosunku do zamieszkałych tam „apostołów”. Dlatego wybaczcie, ale nie wierzę w żadną sprawiedliwość w stosunku do tych rozbuchanych seksualnie skur....nów, przebierających się w pawie pióra i kolorowe torby po cukrze. Byłbym jednak usatysfakcjonowany tym, gdyby Gil trafił do celi gejów (nienawidzących pedofilów), by jego tłusty odbyt krwawo przypominał Majdan.

Trynkiewiczem nie będę się zajmował. Odsiedział swoje mimo prób podłożenia mu świni. Jest wolny, …. do czasu gdy nie przypomni sobie seksualnych rozkoszy zabijania chłopców.

Fotki od góry:
1.To takie polskie
2.Panczenista Bródka, złoty medalista
3.Konkurs: Znajdź Kaczyńskiego
4.Cała prawda o Watykanie.

poniedziałek, 10 lutego 2014

POLSKI KOZAKIZM



Czyli co???. Otóż jest to publiczna demonstracja nienawiści do „Przyjaciół Moskali” wyrażana za pomocą środków masowego przekazu. Przez kogo???. Przez ludzi wydawało by się wykształconych, dobrze wychowanych, ba nawet bardzo często religijnych. Starających się zabłysnąć w świetle jupiterów studyjnych oraz biało-czarnych szpalt prasowych. My ludzie zachowujący jeszcze szczątki rozumu, sądziliśmy, że sztuczna mgła rozpylona w Smoleńsku przed lądowaniem naszego najwybitniejszego prezydenta w historii świata, oraz wbita w leśną glebę żelazna brzoza zdążyła wywietrzeć z głów członków sekty Macierewicza, tymczasem zjawisko owo uwiło sobie

gniazdko w ich mózgach na wieki wieków, amen. Tenże stan chorobowy, diagnozowany przez czołowych psychiatrów symbolem F99, okazuje się być nie tylko nieuleczalnym jak trąd, ale też stanowi zagrożenie epidemiczne. Jak ratować tych chorych nie z własnej winy, jak ratować ich empatię i zdroworozsądkowe zachowania, szczególnie w sytuacjach ich kontaktu z widzem, słuchaczem, czytelnikiem, bo mowa jest o polskich dziennikarzach obu płci. Dokładniej, mowa o tych, którzy ponoć mają coś do powiedzenia w sprawie olimpiady w Soczi. Nie dotyczy to w żadnym wypadku sprawozdawców sportowych przekazujących nam na żywo to co dzieje się na wszystkich arenach olimpijskich. Dotyczy to tych, co
mówią i piszą o wiosce olimpijskiej, o Soczi jako kurorcie, o warunkach
pobytu, o miejscowej ludności, wreszcie o samej Rosji. Epidemia nienawiści do naszych sąsiadów ze Wschodu wyziera z tekstów, których celem jest nam przybliżenie ogólnych wieści z XXII Olimpiady Zimowej. Wielu z nich
pojechało tam na polecenie swoich mocodawców partyjnych, by za wszelką cenę szukać dziury w całym. Fakt, przygotowanie Olimpiady w tym surowym, nie zawsze przyjaznym dla sportowców i budowniczych w górskim, mało dostępnym terenie, kosztowało 50 miliardów dolarów. Stać ich widocznie na to, a wszystkim zarażonym kozakizmem nic do tego. Rosjanie jako naród często biedny to akceptują i są szczęśliwi z tego powodu. Nasze śledcze dziennikarzyny pojechali tam za pieniądze telewizji, co to są wyżebrane w ramach abonamentu, oraz z reklam tylko po to, by po kilka
razy na dobę głosić iż zobaczyli kółko olimpijskie, które się nie otworzyło i jako jedyne, bardzo osierocone pozostawało gwiazdką w komplecie symbolu olimpijskiego. Innym razem, mając w pamięci sztuczną mgłę, doszli do wniosku, że
śnieg jaki na wszelki wypadek zmagazynował Putin jest sfałszowany po to, by utrudniał zmagania sportowców, podobnie zachowuje się lód co to zbyt mocno stępia łyżwy, bo te ruskie to są zahartowane i dadzą sobie radę w każdych warunkach zgodnie z powiedzeniem gniotsa nie łamiotsa. Jak to ruskie. Zamiast patrzeć na areny sportowe, przemarznięte dziennikarzyny łażą po okolicznych wioskach, by raczyć się zasłoniętymi przed okiem gości składowiskami materiałów budowlanych, albo krótkimi wywiadami z mieszkańcami Kaukazu, którzy
akurat nie pałają sympatią do Putina, prezydenta „wszechrusi”. Pal czort, jeżeli wypowiada się na temat olimpiady jak baba spod Radomia czy Pcimia Dolnego, gorzej, że nienawiść do Rosji i jej osiągnięć organizacyjnych wymyka się z ust kogoś kto reprezentuje naszą, polską, szlachecką, najjaśniejszą kulturę. Tak kulturę, bo chodzi o dyrektorkę kanału telewizyjnego KULTURA. Otóż ta „kulturalna” pani, dyrektor TVP nazwiskiem Katarzyna Janowska zdenerwowała się na ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Nic jej się tam nie podobało. Mówiła o tym w telewizji z miną hrabiny, co wdepnęła w krowie łajno i nie ma pod ręką chama o którego mogłaby się wytrzeć. Janowską nie tyle zmierziła ceremonia jako taka, ale fakt że nie pokazano tam nic o zsyłkach,, łagrach, Łubiance i Katyniu, a na trybunie honorowej obok Putina stała tajemnicza blondynka. Janowska też jest blondynką, tyle że jej nikt nie przytuli, w każdym razie ktoś pokroju Putina. (DT). W podobnym tonie o Igrzyskach
wypowiada się nasz autor „wała” czyli Kozakiewicz. Nie może on przeżyć, że jako mistrza olimpijskiego nikt go tam nie zaprosił. Musi celebryta polsko- niemiecki zrozumieć, że go nikt w Rosji nie tylko nie pamięta ale i nie zna.
Ci „fani” Rosji są zawiedzeni, że wszystko przebiega niezbyt po ich myśli, bo najlepiej by dla nich było, gdyby przez kordony ochronne przedarło się kilku, jak to oni ich nazywają „bojowników” i wysadzili by w powietrze kilkudziesięciu kibiców, najlepiej oczywiście tych z samej Rosji. Nasz skoczek Kamil Stoch z podhalańskiego Zęba chyba jako jedyny z polskiej reprezentacji (trzeci dzień Olimpiady) zdobył złoty medal, a fiesta w kraju z tego powodu była taka, jakbyśmy podbili pół Rosji i pojmali samego Putina. Na razie jednak nikt ze sportowców nie narzeka na gościnę, warunki wypoczynku, czy też rozrywek. A co mają narzekać, od narzekania mają wykwalifikowanych rodaków z legitymacjami dziennikarskimi w kieszeni. Jeśli nasi dostaną po tyłku w Soczi, a na to się zanosi, przypomnijcie sobie proroctwo Kozakiewicza, który powiada, że Ruskie zrobią wszystko by utrudnić zwycięstwa obcym, a ułatwić swoim. Czy to nie bajdurzenie jednego z tych co to popadli w chorobę F99?. Oczywiście, i nie trzeba specjalistów psychiatrii by to orzec. O tempora, o mores. A ta w ogóle to SORRY, TAKI MAMY NARÓD.
 
Fotki od góry:
1.Stoch. Na razie rodzynek wśród polskiej ekipy
2, nasza para taneczna
3.Zloty medal naszego skoczka.

PS. Po opublikowaniu ww. tekstu przez moment miałem wyrzuty sumienia, że chyba zbyt mocno uderzyłem w polskich dziennikarzy, co to niejako na zamówienie partyjne śledzą przebieg zmagań olimpijskich, tylko pod kątem chwytania potknięć organizacyjnych tejże imprezy. Szybko jednak wyzdrowiałem z tych autoboleści. Stało się to po przeczytaniu kilku felietonów zamieszczonych w prasie, która na rynku się liczy. Jednym z takich uzdrowieńczych mnie felietonów jest artykuł Ludwika Stommy zamieszczony w POLITYCE nr. 7/2014. pt. Wina Putina. Sławny bez wątpliwości dziennikarz polsko-francuski, profesor Sorbony wyśmiewa z ironią zachowanie dziennikarzy III RP, iż przy nędzy polskiego sportu, przy buraczanych wzajemnie na własny użytek kształtowanych opiniach nie potrafią w żaden sposób obiektywnie docenić ogromnego wysiłku Rosjan z Putinem na czele przy organizacji OLIMPIADY ZIMOWEJ SOCZI 2014. Miasteczko wypoczynkowo-rekreacyjne, jakim było Soczi zanim zapadła decyzja o przyznaniu mu szansy urządzenia Olimpiady po siedmiu latach stało się jednym z najpiękniejszych miast świata, przy tym jest naszpikowane najnowocześniejszymi obiektami sportowymi, które służyć będą nie tylko Rosjanom przez następne długie lata. Fakt, przy organizacji tak dużej imprezy coś tam nie wypali, coś się zatnie jak to przysłowiowe kółeczko olimpijskie, pogoda, (vide tor do ślizgu na desce, ponoć była tam dziura w śniegu), ale przecież przy minimalnym pomyślunku, można było ową dziurę załatać, śniegiem, lodem, czy tam jeszcze czymś, no nie wiem. Podobnie chwalebnie na temat Putina (bo to jest jego oczko w głowie wypowiadają się inni , szczególnie zagraniczni komentatorzy, oraz myślący Polacy. Putin ma swój wiek, ale jest rzeczywiście sportowcem i chłopem na schwał. Niech któryś z naszych polityków od prawa do lewa ubierze na siebie ciuchy hokeisty i spróbuje poruszać się po lodzie nie mówiąc już o uderzeniu krążka laską. Nie ma takiego, są tylko maruderzy, krytycy, fajtłapy chowający się za plecami swoich dziennikarzy.  

środa, 5 lutego 2014

DONOS


Dotarł do moich rąk kolejny tygodnik PRZEGLĄD. Z tego powodu w poniedziałki poprawiam sobie humor. Jest to bowiem chyba jedyny tygodnik w którym znajduję bezapelacyjnie najbardziej uczciwie podane treści. Tygodnik przygniata prawdą i tylko prawdą, aż do bólu. Każda analiza polityczna podparta jest logiką i wyprzedza ona wszystkie rozumowania zawarte w innych, nawet dość (wydawało by się) obiektywnych i liberalnych mediach. Sam wstępny artykuł Jerzego Domańskiego, redaktora naczelnego tchnie wulkanem rozumu i analitycznym spojrzeniem na polską politykę. A dalej?, też ciekawie, bo dowiadujemy się, m.in, że:

 
Ukraińcy nie przyjeżdżają do Polski, by odetchnąć tzw. wolnością, bo i u siebie mogą wykrzyczeć co myślą o złodziejskich rządach pomarańczowych, Juszczenki i Tymoszenki, oraz niebieskich z Janukowyczem na czele. My Polacy mamy zależnie od tego, kto rządzi w kraju, mniej lub bardziej zamydlone oczy fałszywymi informacjami i odnosi się to nie tylko w odniesieniu do ukraińskiego Majdanu. Niczym nieuzasadniona nienawiść do Rosjan powoduje, że patrzymy miast w ekran telewizora w krzywe zwierciadło. Jedna wielka manipulacja. Dziennikarze są ślepi na jedno oko i głusi naprawdę, Oczywiście nie za darmo. Tymczasem nasi wycieczkowicze na Majdan dziwią się. Dziwią się, że próba obalenia legalnej władzy przez zamaskowanych demonstrantów używających koktajli Mołotowa, pałek i wyrzutni kamieni, nazywana jest przez polskie media pokojowym zrywem wolnościowym, a to akurat nie spotyka się ze zrozumieniem w państwach Unii Europejskiej. Tymczasem u nas toczy się sejmowa dyskusja na temat zakazu zakrywania twarzy przez polskich kiboli, no ale co innego Ukraina, tam jest wszystko dozwolone, bo działa to na niekorzyść więzów z Rosją. Nasza hipokryzja polityczna jest obrzydliwa do tego stopnia, że gotowa jest wypaczyć raz na zawsze historię Polski. Tusk, demokrata mówi, że wyzwoliliśmy się spod okupacji dopiero w 1989 roku. Jakże koresponduje z tym wieść z obchodów 27 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz. Reportaż nadany w TVP ani razu nie wskazał przez kogo tenże obóz został wyzwolony. Nie przeszły dziennikarzynom przez gardło słowa - Armia Czerwona. Młodsi Polacy zatem wyciągną wniosek że zrobili to zapewne żołnierze wyklęci, no bo kto do diabła.
-Z tegoż numeru dowiadujemy się prawdy o naszym narodowym „bohaterze” Kuklińskim. Otóż jak wykazują szczegółowe badania archiwalne teczek „bohatera”, oraz innych dokumentów, okazuje się, że Kukliński, pochodzący z biednej rodziny (matka pracownica PGR), dysponował bardzo dużymi zasobami pieniężnymi już od lat szkoły wojskowej a także gdy pracował na różnych stanowiskach, zawsze w okolicy SB oraz wywiadu wojskowego. Szastał pieniędzmi w sposób zastanawiający jego kolegów i
przełożonych. Dostawał duże gratyfikacje za donoszenie na kolegów i sprzedaż wiedzy wojskowej. Stać go było na duży jacht i wycieczki odbywane na jego pokładzie po Bałtyku i Morzu Północnym. Dzisiaj daje się coraz większą wiarę temu że pracował nie tylko dla USA ale też dla ZSRR, szczególnie w początkowej fazie kariery zawodowej. O tym zapewne wiedzą już nasze współczesne władze, w tym IPN, ale potrzeba jest inna. Jest potrzeba, ze strony polskiej prawicy, by Kukliński pozostał dla narodu bohaterem. Przecież już mu ulepiono pomnik. Z tego też powodu film Pasikowskiego Jack Strong, pokazujący Kuklińskiego w świetle jego sławetnych czynów jest absolutnym fałszem historycznym i politycznym a powstał niejako na zamówienie prawicy. Dziwić się należy, że tylu mądrych i szanowanych powszechnie, zdawałoby się aktorów w tym bagnie się postanowiło tarzać. Ich sprawa.

  • Jak zwykle profesor Widacki swym krytycznym spojrzeniem z Galicji obnaża ze sztucznego szlachectwa w sensie politycznym kilku naszych notabli. Chodzi o ponoć „sprywatyzowanego” Macierewicza i jego „prywatnej” funkcji likwidatora WSI, przez co staje się nietykalny przez sądy. Okazuje się, że o gnoju wyciekającym z powstającego raportu likwidacyjnego wiedział nie tylko Wasserman jako szef audytu, posłany do Macierewicza przez premiera (Jarosława Kaczyńskiego), ale też minister obrony narodowej Sikorski. Dziś prokurator Seremet, bardzo zżyty z oboma bliźniakami K. popiera tezę, że pełniący funkcje państwowe Macierewicz, Sikorski, Ziobro, a i on osobiście to ludzie działający z prywatnej inicjatywy. Można zaryzykować twierdzenie , że Polska jako taka została sprywatyzowana w całości łącznie z rządem i parlamentem. Z artykułu red.
    Panasiuka wyziera bijąca w oczy prawda o „walce” polskich służb specjalnych, policji, ABW i kogoż tam jeszcze z nazizmem, który zalągł się na dobre na polskim Podlasiu. Dziesiątki przykładów wykroczeń, sprzecznych z demokratycznymi zasadami współżycia, dokonywanych przez rozszalałych młodych faszystów, wspomaganych nie tylko przez dorosłych, często biznesmenów działających pod przykryciem, ale wspomaganych też przez księży i siostry zakonne czują się bezkarnymi. Ani jedno zachowanie, szczególnie odnoszące się do antysemityzmu nie zostało ukarane, mimo że minister Sienkiewicz krzyczał w telewizji: IDZIEMY PO WAS. Chyba idziemy DO was na ciepłą herbatkę, bo to kraina dość chłodna. Wszystkie służby powołane do ścigania tego rodzaju brunatnych przestępstw pozostają ślepe i głuche. Rasizm panie premierze, któregoś dnia weźmie się i za pana rodzinkę, wystarczy, że jakiś Jerzy Robert Nowak w Radiu Maryja dojdzie do wniosku, że reprezentuje pan interesy niemieckie, zgodnie z przekonaniami dziadka z Wermachtu. Jeżeli się pan nie ocknie będzie bardzo bolało, bo w jakim państwie spotkał się pan z podobnym zjawiskiem, gdzie razem z kibolami idzie ksiądz z zakonnicą, którzy biją brawo i śpiewają ulubioną kolędę „Raz sierpem, raz młotem”?. No w jakim? Kuriozum światowe.

  • Skoro już o czytaniu mowa, to moich czytelników, szczególnie tych, co to w zimowe wieczory lubią się zanurzyć w literaturę, namawiam do nabycia książki Erika Larsona pt. „W ogrodzie bestii”. Książkę tę reklamował niedawno na łamach DF Mariusz Szczygieł, sam zresztą nagradzany za swoje książki. Uznał, że jest to najlepsza książka jaką w życiu przeczytał. Otóż ja ze swej strony potwierdzam. Tak, to wspaniała książka, napisana bardzo dostępnym językiem, a jej treść jest ulokowana w III Rzeszy, a dokładniej w Berlinie. Bohaterami są dyplomaci amerykańscy wraz z rodzinami, którzy spotykają się z brutalnym zezwierzęceniem SA, SS, Hitlera i jego wysokich dostojników. Wspaniała literatura na zimę przy kominku. Trudno się oderwać.

Fotki od góry:
1.Trzj królowie i mały.
2.Pełne zadowolenie
3.Dylemat Polak
4.Cała prawda, calą dobę.


poniedziałek, 3 lutego 2014

OSTATNI ZGASI ŚWIATŁO


Ponad pół miliona dzieci w Polsce nie dojada, bo ich rodziców nie stać, by zapewnić im przynajmniej w co drugi dzień posiłek z mięsa, drobiu, ryby lub odpowiednika wegetariańskiego"- wynika z publikacji GUS.
Dane zawarte w opracowaniu "Warunki życia rodzin w Polsce" są zatrważające -czytamy m. in. że 450 tys. dzieci nie ma wszystkich podręczników, bo rodziców nie stać na ich zakup. Z powodu biedy 530 tys. dzieci nie chodzi do specjalistów, a blisko 600 tys. do dentysty. Pociecha:  Ponoć premier zakupi książki do I klasy.
Dlaczego tak jest mimo miliardowych dotacji z Unii Europejskiej, mimo optymistycznych przemówień premiera?. No dlaczego?. Nie będę przytaczał haniebnych dla państwa w XXI wieku wydatków m.in. na Kościół i wszystko co znajdziemy w konkordacie, dopłaty dla PSL, by nie rozpadła się koalicja rządząca, ogromne uposażenie szefów spółek Skarbu Państwa oraz wszelkiego rodzaju prezesów banków i korporacji, uposażenie parlamentarzystów i wszelkiego rodzaju dostojników wybieralnych i mianowanych. Ale, oto czytam:
KTOŚ MUSI GŁODOWAĆ, BY KTOŚ MÓGŁ WYDAĆ 130.000.000.000 NA ZBROJENIA !! NICZYM W AFRYCE ŚRODKOWEJ - LUD GŁODUJE ALE NA ZBROJENIA IDĄ MILIARDY !! Jakaż to smutna prawda.
Kraj średniej wielkości europejskiej, potencjalnie bogaty w zasoby naturalne, w setki uczelni, przybytki kultury i sportu oraz w zaledwie 36 milionów mieszkańców, pod względem tzw. dobrobytu plasuje się na jednym z ostatnich miejsc wśród
podobnych wielkością terytorialną i zasobami ludzkimi. To, że ludzie jeszcze jakoś pchają tę bidę do przodu należy przypisać pokorze i propagandzie, która mydli oczy, że średnia płaca w Polsce wynosi ca 4200 złotych. Powtarzam, średnia. Znaczy to że jeżeli jakiś prezes dostaje 15000 złotych, a jego podwładny Kowalski 1000 złotych, to średnio obaj biorą do kieszeni po 8000 złotych. Mądre: To tak jak przyjmiemy, ze skoro jeden na bieżąco jada kapustę, zaś drugi mięso, to można przyjąć że obaj jedzą gołąbki. Bzdura. I dlatego po to by dziecko miało codziennie ciepły należny mu posiłek, po to by nie chodziło w dziurawych pepegach, po to by miało potrzebne podręczniki, po to by, gdy zachoruje znalazło się przed obliczem lekarza i można było wykupić niezbędne lekarstwa, jego rodzice, a przynajmniej jeden opuszcza ukochany, sprawiedliwy, katolicki do bólu kraj i udaje się do krajów Unii, by niezależnie od wykształcenia podjąć każdą pracę za którą otrzyma godną płacę i opiekę państwa zarówno medyczną jak i szkolną. Ale czy to załatwia sprawę?. Nie, nie załatwia, ponieważ jako Europejczycy mamy swoją godność. Nie powinniśmy
wykonywać prac mało wdzięcznych za niewykształconych Francuzów, Anglików czy Niemców. W ich mentalności stajemy się ludźmi mniej wartościowymi, posługaczami, pomywaczami, popychadłami. Podobnie jak większość Polaków postrzega pracujących u nas za grosze obywateli Ukrainy i innych państw byłego ZSRR. Taka jest prawda, ale mimo to po wstępnym przełknięciu upokorzenia, nasi obywatele, którzy dostają dobrą płacę dostosowują się do nowej sytuacji życia codziennego, ściągają rodziny i pokazują gest Kozakiewicza w odpowiedzi na pytanie: „kiedy planujesz powrót do rodzinnego, ukochanego, katolickiego kraju, z którego wywodził się za chwilę pełnoprawny święty JPII i który to ma nas Polaków ciągle w opiece prosto z nieba”. Anonimowy komentator do poprzedniego posta napisał:
Głowa boli mnie, ale pewno też tysiące innych, którzy widzą Polskę taką jak ją pan opisał. Dno można by powiedzieć, ale mimo to dno lepsze jak u Ukraińców albo innych Rumunów. Tylko dzięki temu że przygarnęła nas Unia i dzięki niej ponad dwa miliony Polaków żyje wśród narodów cywilizowanych Europy. Bez katoli i ks. Oko, bez pielgrzymek i Lichenia, bez tysiąca pomników Wojtyły, bez śmieciowych umów i bez plądrowania śmietników. Gorzej, że oni już w większości do zasranego kraju dzieciństwa i dorastania nie wrócą. Tak im dopomóż Bóg”..
Tak się składa, że w mojej rodzinie, dwoje dorosłych dzieci (syn i córka z własnymi rodzinami) pięknie, lecz z domieszką ironii podziękowali Ojczyźnie za ciężką pracę i śladową płacę, jednocześnie opuszczając kraj przodków. Jedno z nich w komplecie rodzinnym mieszka w Irlandii, dorabiając Republikę. Drugie zaś w Anglii wzbogacając dobrobyt Jej Królewskiej Mości. Zanosi się, że z roku na rok, dopóki będzie można w ramach swobodnego przepływu ludności wybierać miejsce zamieszkania i pracy, nasz zbrojny i gotowy na walkę za wolność naszą i waszą grajdoł wyludni się na tyle , że zgodnie z powiedzeniem ”ostatni zgasi światło”.
 PS: Duże fragmenty tekstu ukazały się w kąciku listów do redakcji "NIE" Nr.6/2014
Fotki od góry:
1. Dublin, centralny punkt miasta
2.Narodowy napój Irlandczyka
3.Muzeum Titanica w Belfascie.
4.Belfast nocą.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...