sobota, 26 lutego 2011

CZY WSZYSCY POLACY O TYM WIEDZĄ?





Że, tylko księża katoliccy zatrudnieni na stanowiskach kapelanów w kościołach garnizonowych, dopóki nie osiągną wieku emerytalnego mogą spokojnie brać pensję z naszych podatków. Dla nich właśnie MON podtrzymuje funkcje tych kościołów mimo, iż już od dawna w okolicy nie ma wojska. Takich miast w Polsce jest ponad czterdzieści. Garnizony w nich przestały istnieć w wyniku reorganizacji armii i jej uzawodowiania. Nic to nie przeszkodziło umundurowanemu klerowi. Kościoły garnizonowe muszą dalej istnieć. Trzeba na nie
przyznawać z kasy miast i MON olbrzymie pieniądze z przeznaczeniem na konserwację i utrzymanie personelu kościelnego, a przede wszystkim na uposażenie kapelanów, najczęściej w wysokości pensji dowódcy jednostki, czyli kilka, a nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Żyć nie umierać, bo roboty żadnej, a szmal leci z nieba, a raczej z resortu Klicha. Wniosek, by nie zamykać kościołów garnizonowych po likwidacji wojska, dopóki zatrudnieni tam kapelani nie osiągną wieku emerytalnego padł oczywiście z episkopatu, a ministerstwo obrony bez żadnego szemrania wyraziło zgodę. A niechby tylko spróbowali szemrać. Czy nie jest to jeszcze jeden dowód na to, że Polska jest państwem wyznaniowym. Oczywiście i to w 100 procentach. Bo, czy słyszeliście moi czytelnicy o przypadku, że nie został zlikwidowany w kraju jakikolwiek zakład, czy przedsiębiorstwo (obojętnie prywatne czy państwowe) dopóki wszyscy zatrudnieni tam pracownicy nie zechcą przejść na emeryturę, choćby tę wczesną. Jaja jak ...birety.


Czy wszyscy Polacy o tym wiedzą?, a gdzież tam. Większości to wisi kalafiorem lub spływa jak woda po kaczce. Chyba nawet tej kaczce. Nie wiedzą i wiedzieć nie chcą. Ponad połowa naszych współbraci miedzy Bugiem i Odrą w ciągu roku nie wzięło do ręki żadnej książki. Nie czytają praktycznie nic, może poza prasowymi brukowcami, oraz "Ich Dziennikiem" Rydzyka.. W telewizji dla nich istnieją jedynie bez ambicji seriale i serwowane na kilku kanałach msze. O takich przybytkach jak kino czy teatr w ogóle nie ma co wspominać. Ci, co tam docierają mają szansę oglądać tylko głupkowate filmidła zwane u nas komediami. Pan Zdzisław Pietrasik na łamach Polityki pisze, że w owych filmidłach grają pseudo gwiazdki, które sobą niczego nie prezentują. Sale kinowe zapełniają się po trosze właśnie wtedy, gdy owi widzowie pragną się pośmiać na takich dziełach jak np. "Och Karol 2", miast na filmach Kena Loacha, czy Woody Allena . Generalnie sprowadzamy mało ambitnych filmów. Brak pieniędzy. Te, jakimi dysponujemy wolimy wydać na kręcenie mizerii made in Poland. Zgadzam się z tym spostrzeżeniem. Ale czy wszyscy Polacy o tym wiedzą?. Może tak, ale w gruncie rzeczy im to wisi.


Od lat już nasza telewizja nastawiła się na propagandę, której celem jest obrzydzenie czasów PRL. Pominąwszy to, iż w ogóle ciężko przechodzi przez usta dziennikarzy i publicystów słowo, które by wyrażało 45 letni "łącznik" miedzy II i III RP, to na porządku dziennym widzimy obrazy zniewolenia narodu przez komunę. A to pokazują scenę dyżurną, gdzie na drzwiach robotnicy niosą "Janka Wisniewskiego", a to z poniżeniem zestawiają naszą "syrenkę" ze współczesnym "mercedesem", lub pralki "frania" z dzisiejszym wyposażeniem kuchni i łazienek, a także rosyjskiej produkcji telewizor kolorowy "rubin" zestawiają z aktualnie produkowaną plazmą. Sami się ośmieszacie, tylko nie zdajecie sobie z tego sprawy wy z bożej, a raczej partyjnej łaski pseudopublicyści. Bo akurat te i podobne wasze "zestawienia", mnie i innym moim myślącym rodakom dyndają kalafiorem.


Ostatnio ministerstwo infrastruktury ogłosiło stawki opłat, które będą obowiązywać na "rządowych" odcinkach autostrad. Jest to 20 gr. za jeden kilometr. Zatem jadąc autostradą A1 z Katowic do Gdańska via Częstochowa, Łódź, Toruń, za sam przejazd zapłacimy 200 polskich złotych nie licząc kosztów zużytego paliwa oraz amortyzacji pojazdu. I jakoś nikogo to nie razi. Dlatego, że mało kto o tym wie. A to po prostu skandal, bo za winietę 10 dniową np. w Czechach zapłacili byśmy jedynie 40 złotych. A przypomnijmy sobie, jaki hałas wywołany był przez ówczesnego opozycjonistę Tuska, gdy minister Pol przekonywał społeczeństwo, że winiety będą dla użytkowników autostrad bardzo korzystne. Tusk dla ośmieszenia lewicowego ministra nazywał go ironicznie "Winnietou". Dzisiaj ten sam Donald Tusk każe płacić kierowcom podążającym ze Śląska na Wybrzeże i spowrotem 400 złotych polskich. Pół najniższej emerytury. Czy wszyscy Polacy o tym wiedzą. Wielu z nas prawdopodobnie też to powiewa.


Temat skandalicznych zdarzeń w naszej ukochanej Najjaśniejszej jest szeroki jak Wisła po wylewach, ale w tym poście już nie będę ich poruszać, by nie spowodować mdłości w okolicy żołądka, tym bardziej, że z kuchni dochodzą apetyczne zapachy podczas przygotowań do sobotniego obiadku.

......................................................................................................................................................................


Uśmiechnij się:

Jedzie rolnik furmanką, zatrzymuje go przydrożna "panienka".
-Panie, może masz pan ochotę na numerek?
-Rolnik odmawia.
-Rolniku, a wy sex to w ogóle uprawiacie?
-Nie pani, my ino buraki

















poniedziałek, 21 lutego 2011

MÓJ TY GOŚCIU




Wśród stosunkowo rzadkich gości mojej księgi znalazła się wypowiedź czytelnika, który nomen omen podpisał się ksywką "gość". Krótka wypowiedź ale bardzo treściwa w moim odbiorze. Mianowicie pan "gość" namawia dotychczasowy polski elektorat by, kolokwialnie mówiąc olać najbliższe wybory pozostając w domu. W domu, na pikniku, w pubie czy też nawet.. u teściowej. Tak go rozumiem. Jego konstatacja bierze się z tego, że i tak wygra ta partia na którą wskażą biskupi. Owszem, to duża prawda, ale niestety zbyt na skróty. Wybory w myśl konstytucji są ważne niezależnie od tego, ilu z nas myślących zdrowo i mniej zdrowo pójdzie do urn. Chociażby to było 10%. A zastanówmy się: Co by się stało, gdyby idąc za radą "gościa" do punktów wyborczych przyszli wyłącznie ci, którzy są zasłuchani w słowa biskupów i swoich proboszczów. Prawdopodobnie był by to tylko elektorat Jarosława Kaczyńskiego i jego ferajny złożonej z tysięcy żądnych wręcz krwawego rewanżu za urojone krzywdy. "Krzywdy" doznane nie tylko przez nich osobiście jako tych pozostających w opozycji, ale też przez Lecha Kaczyńskiego, którego prezydenturę jednako krytycznie należy oceniać za jego życia, jak i po śmierci. Dlatego śledztwo smoleńskie jest tak zagmatwane, a jego szczegóły nie ujawniane, by nie znalazły się powody do ekspedycji "poległego" prezydenta z podziemi wawelskich. Myślę, że dla wyciszenia atmosfery posmoleńskiej prawdziwa treść rozmowy obu braci na kilka minut przed katastrofą nigdy nie zostanie ujawniona. A napewno jest tam gdzieś zapisana, bo odbyła się poprzez telefon satelitarny. Ale zostawmy już ten, w gruncie rzeczy obrzydły temat, bo już szympansy się z nas śmieją.


Dzisiaj pan prezes Kaczyński zapewne już nie zdobędzie się na słodkie słowa pod adresem Rosjan, jak to uczynił za namową swojej szefowej sztabu wyborczego pani Kluzik, a o czym wspomina inny mój czytelnik (dość częsty) podpisujący się "rybka500". Dzisiaj pan Jarosław będzie oczekiwał jeno wsparcia ze strony biskupstwa polskiego. Tego, o którym mówisz "gościu". I go dostanie na 100, a może i 200 procent. Mimo totalnej krytyki owego zachowania kleru przez o. Wiśniewskiego. Krytyka zakonnika zrobiła ogromne zamieszanie wśród polskiego Kościoła. Niestety, sumienia tylko niektórych fioletów zostały nieco poruszone. Większość postawę i opinię o. Wiśniewskiego odebrała z niesmakiem w myśl radiomaryjnej polityki. Gdybyśmy zatem całkowicie zignorowali jesienne wybory do parlamentu, to jestem najzupełniej przekonany, że na czele rządu stanie tandem Kaczyński-Ziobro, który w myśl zwyczaju II Rzeczypospolitej (i niedokończonej IV-tej) nawiążą do chwały żołnierzy wyklętych, oraz sanacyjnych praktyk ocierających się o aresztowania i obozy koncentracyjne typu Bereza, czego wstępną próbkę mieliśmy za Ziobry. Zapewne nie czekają nas inne tradycje i zachowania spotykane w II RP, jak np. załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych za stodołą i wycieranie tyłka wiechciem słomy ,o czym pisze inna moja czytelniczka podpisujaca się "grafika44", boć to zgoła inne czasy, no i sama przynależność do UE, gwarantuje nam komfort w miarę nowoczesnych wykafelkowanych łazienek, gdzie spotykamy ciszę, ciepło, zapach wód kolońskich oraz przyjemny dotyk iście mięciutkiego papieru toaletowego. I o tym Prawo i Sprawiedliwość doskonale wie. Wie też, że zabrać nam ten luksus to zniszczyć podstawowe hasło i logo partii. Jednako "Sprawiedliwym" jest podcieranie luksusowym papierem tyłka Macierewicza i Fotygi, jak i elektoratu partii liberalnych, a nawet lewicowych.Dzisiaj za stodołami uzdrowiciele znajdują wszystkie potrzebne im zioła do produkcji leków stosowanych w medycynie niekonwencjonalnej.


Tym to właśnie optymistycznym akcentem z przekonaniem, że na wybory udamy się wszyscy, jedni wprost z pubu, inni z kolei z mszy niedzielnej, chciałbym zakończyć dzisiejszy post, pozdrawiając przy okazji czytelników, których wypowiedzi zacytowałem.

..................................................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

1. Synku, chciałbyś mieć braciszka?

-Tak, tatusiu!

-To śpij...
..............................................................................................................................

2.Po niedzielnej mszy rodzina wraca do domu:

-Ależ ten organista dzisiaj fałszował, mówi matka.

-A ten ksiądz strasznie przynudzał na kazaniu-dodaje ojciec.

Syn strasznie się zdziwił:

-A co wy byście chcieli za złotówkę?..

wtorek, 15 lutego 2011

TCHÓRZE


Nasze kolejne rządy (a także w całości parlamenty), aby utrzymać się u koryta, zachowują się jak pospolite tchórze. A mówię to nie tylko na podstawie wypowiedzi Polaków w prasie codziennej i tzw: tygodnikach. Sam widzę owe tchórzostwo obserwując tuskowy rząd, który prawie od czterech lat unika jakichkolwiek ruchów ustawowo-reformatorskich, byle nie zachmurzyć czoła wyborcom, a przede wszystkim Kościołowi, oraz plującemu nań Kaczyńskiemu. Dlaczego państwo pozwala się deprecjonować?. Jak taki ktoś jak Kaczyński ma czelność wypowiadać frazesy o idealnej Polsce?. Władze państwowe już dawno powinny postawić go przed sądem, nie bojąc się wycia moherii i Rydzyka, właśnie za demontaż pokoju społecznego, za sianie nienawiści, za dokonywanie podziałów, za szantaż, presję etyczną, za zawłaszczanie etosu wolności i prawdy i niszczenie autorytetu, niechby i formalnego legalnych władz!. Ale do tego nie wystarczy już dzisiaj bieganie za piłką. To tylko pozory męstwa i odwagi panie premierze Tusk. Współczuję klimatu, w jakim przychodzi panu rządzić, ale sam pan jest najbardziej winien tej sytuacji. Gubi pana tchórzostwo. Tak pisze jeden z czytelników Przeglądu.

Tchórzostwo rządu, (jeszcze do niedawna agnostyka Tuska), przejawia się na każdym kroku w relacjach państwo- Kościół. Jak można było pozwolić panie premierze na zerwanie obrad Sejmu, w celu wyjazdu do Częstochowy 80-ciu wybrańców narodu na modlitwę i wysłuchanie biskupiego kazania za pieniądze podatników, w sytuacji gdzie na terenie gmachu sejmowego zbudowano kaplicę też zresztą za pieniądze podatników. Skoro wśród braci parlamentarnych wystąpił aż taki głód modlitwy, to do owej kaplicy mógł się pofatygować rzeczony biskup. Byłoby o wiele taniej.

Jakże jarmarcznie i poniżająco na tle świeckiej Europy wygląda pan podczas oficjalnych występów w otoczeniu kleru. Stan koegzystencji władzy i kropidła został rozszerzony na tzw. teren. Również w urzędach wojewódzkich, powiatowych, gminnych, a nawet sołeckich. Chociaż po prawdzie, miejscowi proboszczowie niechętnie stają obok urzędnika tak niskiej rangi.

Panie premierze, być może nawet z przymrużeniem oka, ale godzi się pan z tym, że owym kropidłem Kościół wydziera pieniądze z naszych podatków. Biskupi i pomniejsi sukienkowi używają kropidła do święceń nie tylko świeżo oddanych do użytku obiektów, takich jak fabryki, hotele, zajezdnie, lotniska, nowo nabyte autobusy i wagony kolejowe, ale też zwierzęta rogate i nierogate z psami włącznie. Jest taki dzień dobroci i poświęcenia braci mniejszych. Szkoda, że tylko jeden w roku w świetle zbrodni popełnianych na zwierzętach przez polskich katolików.


To wstyd panie premierze, a przede wszystkim tchórzostwo, by pozwalać na podobne zniewolenie świeckiego narodu. To wstyd, by kler w różnych odcieniach barw opanował szkolnictwo, wojsko, policję, kluby sportowe, straż graniczną i pożarną oraz służbę zdrowia. Mówię o tym panie premierze, nie koniecznie ze względu na moją asertywność, jeno z troski o mój rodzinny, wydawało by się świecki kraj. Jeżeli ktoś odczytuje moje słowa inaczej to przepraszam za urojoną infantylność.

Na oczach całego świata kwitną w Polsce pseudocuda i gusła. Matka Boska z załzawionymi oczami ukazuje się nie tylko w świątyniach, ale też na szybach okiennych, parapetach oraz parkowych drzewach. Telewizja polska (w tym wydawało by się, ta świecka prywatna TVN) ok. dziesięć razy pokazuje fakt przekazania na rzecz uzdrowienia Kubicy jednej kropli krwi utoczonej Karolowi Wojtyle w klinice, podczas jego leczenia po zamachu na pl. św. Piotra. Dokonał tego z otwartą przyłbicą depozytariusz krwawej fiolki kardynał Dziwisz. Takie gusła i przesądy mogą mieć miejsce tylko w Polsce panie premierze. Tylko patrzeć, jak ten sam kardynał postara się umieścić na ołtarzu najgorszego w historii Polski, ale miłego sercu Kościoła prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego położył obok nic nie winnego Piłsudskiego.


Tchórzostwo rządu i naszego premiera widoczne jest poza tym w samej działalności ustawodawczej. Praktycznie ze strachu przez cztery lata rząd niczego nie zreformował. Niczego, co mogło by nas przybliżać do UE. Pozostały same obiecanki i zamiary. Reforma emerytalna (krytykowana przez oponentów ale i przez przyjaciela Bieleckiego). Klapa w budowie autostrad. Klapa w unowocześnianiu PKP. Klapa z zapowiadaną kastracją pedofilów. Klapa, klapa, klapa. Każda z tych klap jedynie powiększa nasze zadłużenie, którego faktyczna wysokość utrzymywana jest w tajemnicy przed narodem. Klapa również w zakresie obiecanej reformy CBA i IPN, gdzie za sprawą ambicji pani prokurator Koj mają ubaw wszyscy dozorcy cmentarni w Europie. Liczą przy tym, że da się co nieco z budżetu IPN-owskiego uszczknąć, gdy pani Koj zechce rozgrzebać jakiś stary grób, by sprawdzić czy przypadkowo nie ma tam śladów rosyjskich. Ponad 600 tysięcy złotych (nie licząc kosztów ponownego pochówku) kosztowała nas zachcianka ekshumacji generała Sikorskiego, po to tylko, by ubrać go w nowy mundur. Szkoda, bo pani Koj na siłę chciała się doszukać na ciele generała ran zadanych ręką Stalina. A ponieważ jej przypuszczenia zawiodły, zabrała się wartko za Ali Agcę, niedoszłego zabójcę JP2, kosztem dalszych setek tysięcy, a może i milionów złotych. Panie premierze, czas zabrać IPN te kosztowne zabawki. Nawet zapewne pan nie przypuszcza, jak bardzo budżet państwa, o który winien pan dbać, bardziej niżeli o własną rodzinę, nadszarpują panu owe niepotrzebne dzisiaj instytucje. Jeżeli się pan nie obudzi i twardymi decyzjami nie dokona pan prawdziwych reform w aspekcie społeczno-gospodarczym, w tym obyczajowych, a także nie przegoni pan ze składu rządu kolesiów-ministrów, którzy powalają swoimi decyzjami państwo (vide Grad, Grabarczyk, Klich, Radziszewska, Pitera) przegra pan jesienne wybory mimo strachu sianego przed społeczeństwem, iż Polską mógłby ponownie rządzić Kaczyński z Ziobrą. Mógłby, ale nie będzie rządził. Takich wyborów społeczeństwo zapewne nie dokona, ale roszady będą jak cholera. ..................................................................................................................................................................... Uśmiechnij się:

1.Spotykają się dwaj właściciele firm:
-Słuchaj, ty swoim pracownikom płacisz jeszcze pensje? -Nie, a ty?
-Ja też nie, a oni dalej przychodzą do pracy.
-To tak jak u mnie, a może by tak pobierać od nich opłaty za wejście?

2.Czasy okupacji hitlerowskiej, pewien jegomość załatwia sprawę kenkarty:
-Nazwisko pana?
-Schultz
-Imię?
-Henryk.
-Gdzie się pan urodził?
-W Berlinie.
-Jest pan Niemcem?
-Nie, Polakiem.
-Gdzie się pański ojciec urodził?
-W Berlinie.
-A matka?
-W Berlinie.
-To jest pan bezwarunkowo Niemcem.
- Panie, zawołał zniecierpliwiony Schultz,- jeśli kura zniesie jajko w chlewie, to koniecznie z niego wylęgnie się świnia?.

środa, 9 lutego 2011

NARODY WYBRANE



Czytający biblię wiedzą (a ci nieczytający o tym słyszeli), że narodem wybranym przez Boga jest naród żydowski. Stało się to za pośrednictwem Abrahama i jego potomnych Sarę i Izaaka, których Bóg wybrał jako namiestników jednego, najważniejszego narodu. Tak powiada Stary, a i częściowo Nowy Testament. Oczywiście, gdyby historia ową legendę potwierdziła, to Izraelici przez tysiące lat żyliby w swoim szczęśliwym kraju w aureoli piękna i wszelakiego dostatku. Bo tak chciał Bóg. Niestety, owa mitologia ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co fakt cudownego uzdrowienia francuskiej zakonnicy z choroby Parkinsona poprzez modlitwy do człowieka. Polaka, ale jednak człowieka. Wg. twierdzeń Kościoła człowieka wielkich zasług. Zasług, których poza owym Kościołem i jego najwierniejszymi nikt nie potwierdza, włącznie z kapitułą Nagród Nobla.
***
Naród wybrany. Ja to określenie postrzegam trochę przekornie, bo ono daje się zweryfikować poprzez historię narodu żydowskiego. Przez setki lat Żydzi jako naród "odpowiedzialny" za ukrzyżowanie Chrystusa (swojego obywatela) byli krwawo tępieni poprzez papieskie Wyprawy Krzyżowe, ale też przez lokalne antysemityzmy w całej Europie. Słowo "wybrany" widzę jednak najbardziej dosłownie w pierwszej połowie XX wieku. Kiedy to naziści i wszyscy z nimi kooperujący w zbrodniach "wybierali" Żydów ze społeczności okupowanych przez Hitlera. "Wybierali", jak wybiera się pisklęta z ptasich gniazd. Dosłownie, tak rozumiem słowo "naród wybrany". Wybrany i zamordowany w ramach holocaustu.
***
Gdy analizuję ów wyraz z etymologicznego punktu widzenia, to chyba bardziej mógłby on się odnosić do nas Polaków. Czujemy się narodem ważniejszym od innych, szczególnie ościennych, mimo szeregu przegranych wojen i powstań. Czujemy się powołani do szerzenia tzw. wartości chrześcijańskich, do osłony Europy przed innymi religiami i sektami, a przede wszystkim do utrzymania w mocy kultury i wręcz obyczajowości (szczególnie religijnej) czerpanej wprost ze średniowiecza. "Polak może być biedny i niekoniecznie wykształcony. Musi on być jednak gorliwym katolikiem", głosił z trybuny sejmowej jeden z posłów AWS. O tym akurat wie cała Europa. Wystarczy poczytać tłumaczenia zachodnich gazet.
Polska to naród wybrany.... nie przez Boga, bo nieszczęść ci u nas dostatek, mimo próśb poselskich podczas składania ślubowania "tak mi dopomóż Bóg". Polska to naród wybrany przez Watykan. To kraj-raj dla wszelkiego rodzaju łajdactwa duchownych, którzy na całym świecie popełniają przestępstwa natury finansowej, czy też zbrodni pedofilii. Mogą się oni u nas ukryć w setkach klasztorów i parafialnych plebaniach. Tu sądy dla nich są o wiele łaskawsze, lub wręcz ich nie dotyczą, bo prokuratura dostając sprawę księdza zwykle ślepnie. A strumień płynącego od państwa "dobrobytu" jest nieskończony... jak łaska pańska. Na taki stan rzeczy pracuje, za nasze pieniądze parlament, który w ramach godzin pracy, autokarami odbywa pielgrzymkę do Częstochowy, by otrzymać z ust biskupa wskazówki do dalszej owocnej dla Kościoła pracy przy uchwalaniu ustaw.
***
Polska to naród wybrany, a więc dumny i napuszony, jak przesadnie nadmuchany balon. To kraj megalomanów. Potrafi się obrażać na wyroki sądu w Strasburgu. Przykładem czego była sprawa pani Tysiąc, oraz sprawy dotyczące przestrzegania praw człowieka w naszym polski grajdole. Polska nie dowierza w dobre intencje sąsiadów, przykładem czego jest reakcja części polityków na raport MAK w sprawie smoleńskiej katastrofy. A w ogóle każde polityczne działanie Rosji wobec Polski przyjmowane jest z ogromną podejrzliwością. A przecież czy tak trudno zrozumieć, że Rosja osiągnęła z Polską na tyle wystarczająco zadowalające stosunki, na ile jej wystarczają do uprawiania polityki międzynarodowej w świecie. Większe czułości są jej zbędne. Nam też to powinno wystarczyć.Lubimy udzielać rad innym narodom w sytuacji, gdy one tego nie pragną. Przykładem jest nasza polityka wobec Białorusi i Ukrainy. Robimy to kosztem naszego społeczeństwa, bo niestety np. radio Biełaruś, oraz inna propaganda na złość Łukaszence finansowana jest z naszych podatków. Na ten cel ani centa z Unii Europejskiej. Jesteśmy Mesjaszem innych narodów. Za naszą i waszą....!
Polska potrafi się skutecznie izolować od postępu i nowoczesności. Przykładem są zapóźnienia nie tylko natury gospodarczej, ale i w sferze nauki. Nasi inżynierowie i naukowcy robią kariery za granicą, a najważniejsza uczelnia UJ jest plasowana na 400-nej pozycji wśród uczelni świata. Wstydliwym przykładem megalomanii i co tu dużo mówić, złego wychowania, było zachowanie naszego prezydenta (dla którego mam jakiś pozytywny szacunek) podczas wizyty w naszym kraju prezydenta Francji i kanclerza Niemiec. Pan prezydent pierwszy usadowił swój tyłek w fotelu zanim to zrobiła dama Angela Merkel. Podobnie, potrafił parasolem osłonić swoje hrabiowskie ciało pozwalając moknąć gościom przed Pałacem Wilanowskim.
***
Polska to detonator wszelakich politycznych skandali, co szczególnie było widać w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego, a co kontynuują, nie bardzo wiadomo dlaczego nie leczony, chociażby przez przymus z urzędu Antoni Macierewicz i jego przyboczna A. Fotyga. Oczywiście jako wykonawcy poleceń swego guru J.K. Moim pragnieniem jest by J.K. nie ośmieszał całego narodu. Już wolałbym gdyby urządzał orgietki typu "bunga-bunga".Pośmialibyśmy się na zdrowie.
Powtórzę: Jesteśmy narodem wybranym, ale nie przez Boga, ani przez żadnego boskiego posłańca, jako rzekłem: Wyłącznie przez Watykan.
.....................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

1.Dwóch ortodoksyjnych Żydów zwiedza cmentarz, podziwiając macewy, pomniki, patrzą, a tam gigantyczny grobowiec fabrykanckiej rodziny. marmur włoski, granit, złocenia, potęga, wrażenie niebywałe.Patrzą podziwiają, obchodzą w koło...
-Aj, widzisz Mosze... Tacy to sobie pożyją...

2.Rosenblum, wasz syn się ochrzcił. Co teraz zrobicie?
-To samo co Bóg po tym, jak jego syn się ochrzcił.
-Czyli co?
-Spiszę nowy testament.

piątek, 4 lutego 2011

GĘSIARNIA

Doda i jej podstawowe wartości.

Gdy patrzę (często z nudów) na polską telewizję, z przykrością stwierdzam, że wielu z nas to nic innego jak pospolita gęsiarnia. Po prostu głupie gęsi, prostacy (czki). Opinię tę wygłaszam wbrew tezie Mikołaja Reja. Stawiam tę opinie na podstawie poziomu emitowanych w polskiej telewizji tzw. teleturniejów, zwanych przez wielu bardzo trafnie teledurniejami. Najbardziej na powyższą nazwę zasługują "Familiada", czy też "Kocham Cię Polsko". W tym drugim konkursie, prowadzonym przez (bez wątpliwości) bardzo inteligentnego redaktora od sportów, Macieja Kurzajewskiego, biorą udział osoby bardzo rozpoznawalne, boć to bohaterowie popularnych seriali "M jak Miłość" oraz " Barwy Szczęścia". Seriali (jak mówią statystycy telewizyjni) oglądanych przez wielomilionową widownię. Przykro patrzeć, gdy ulubiona aktorka czy aktor ze względu na to, że gra pozytywną postać w filmie, kompromituje się na oczach tej samej widowni brakiem podstawowej wiedzy, nie potrafiąc udzielić odpowiedzi na pytania typu: Kto to był Kapuściński, albo jaka rzeka przyczynia się do depresji wodnej w Świnoujściu. Dla tej aktorki Niemcy dwadzieścia lat po zburzeniu muru berlińskiego to wciąż RFN. Za trudne było też pytanie, z ilu naszych wybrańców składa się Senat. Prawdopodobnie pani ta znała by odpowiedź na pytanie: w jakich majtkach wystąpiła Doda podczas udzielania wywiadu dla "Faktu." Zaprawdę, bywa, że kompromitujące są wypowiedzi uczestników "Familiady", tym bardziej, iż zwykle w czasie rozmowy z prowadzącym ten teledurniej, większość chwali się kończeniem studiów na wyższych, najczęściej na prywatnych uczelniach. Przez wstyd nie wymieniają zwykle nazw owych uczelni. Prowadzący (Karol Strasburger) stara się sam program okrasić dowcipem. Dowcipem zwykle ubogim w puentę na tyle, że trudno zdobyć się na uśmiech, chociażby przez zapomnienie.

Okazuje się, że nasi ulubieńcy, to bardzo proste gęsi potrafiący wypowiadać w miarę poprawnie napisane przez autora scenariusza krótkie kwestie, często o treści: jedna baba drugiej babie... To nie są aktorzy, którzy wnosili na scenę swoje improwizacje, jak chociażby prowincjonalny Himilsbach, czy dowcipny Maklakiewicz, który podczas porannego spaceru dla zabicia kaca, potrafił zainspirować wstawki do przedłożonego mu scenariusza. Oczywiście nie mówię tu o geniuszach sceny takich jak Wołłejko, Zapasiewicz czy Łomnicki, bo to w ogóle inny teatr i film. Tak, dzięki takim serialom jak wspomniany "M jak Miłość"," Barwy Szczęścia" "Klan", czy inny tam "Szpital, powiedzmy na...... Podlasiu", które to, nie wiem do końca z jakiego powodu przez wiele lat przyklejały mój wzrok, gdzie młodzi bohaterowie, często prosto po szkole aktorskiej, a często i bez, na siłę budują swój image i tzw. tanią popularność. Przy okazji powiem, że daj Boże pokazywany w serialu szpital gdzieś w Białej Podlaskiej czy w Łukowie.Nie wspominam już o takich dziełach jak "Plebania" lub inna "Tylko miłość ..czy coś takiego" po których normalny telewidz doznaje zaburzeń w okolicy jelita grubego. Dobrze, że w przerwach reklamowych "zaopatrują" nas w leki na wzdęcia. Ktoś jednak trochę pomyślał.

Trzeba jednak spojrzeć na owo zjawisko z wyjątkowym przymrużeniem oka, bo generalnie są to "aktorzy"zatrudnieni po tzw. castingu, gdzie rolę często dostaje się na krzywy ryj, a najczęściej na ładną buzie i sylwetkę (nie mówiąc już o bardziej "namacalnych" gratyfikacjach składanych reżyserom i producentom w podzięce). Słowem, ci którym udało się wyjść zwycięsko z owego "przetargu", nigdy nie osiągną pozycji chociażby Englerta, Gajosa, Jandy, Pokory, czy Barbary Kwiatkowskiej. Pozycji artystycznej, bo na pewno przerastają ich pozycją finansową. Te aktorzyny zarabiają przez jeden dzień zdjęciowy więcej, niżeli górnik przez trzy miesiące pod ziemią.Polska sztuka filmowa, szczególnie ta telewizyjna ma sie do prawdziwej sztuki, jak filmy Barei do filmów Bergmanna, albo rap niejakiego Peji do muzyki Ravela.
Gęsiarnia. Polskie gęsi owsiane. Te prawdziwe, opierzone mają wzięcie u naszych sąsiadów za Odrą. Oczywiście na kuchennych stołach i w restauracjach. Są przysmakiem, bo łechcą podniebienie. Gęsi ze scen polskich nas nie połechcą. Raczej podrapią naszą świadomość.

Zdaje sobie sprawę, że by się wypowiadać na temat elokwencji i kultury obycia naszych aktorów, trzeba posiąść wiedzę prawdziwego krytyka sztuki teatralnej, filmowej czy też muzycznej. Wypowiadam się jako widz przeciętny w miarę oczytany i osłuchany ze słowem scenicznym. Nie znoszę muzyki usypiającej ani drażniącej. Nie jestem za tym, by czytano mi do łóżka "Dziady", albo łechtano moje ego krytycznym słowem pana Pietrasa prosto z mediolańskiej La Scali. Nie tracę też czasu na czytanie Trylogii, jak to Skrzetuski podróżował stepem. Wolę serię kryminalnych opowieści Marka Krajewskiego. Opowieści, gdzie ciekawe, intrygujące zdarzenia działy się w niemieckim mieście Breslau w latach międzywojennych. Powtarzam zatem: nie jestem uprawnionym do absolutnie obiektywnej oceny naszej kultury, szczególnie tej telewizyjnej, ale mówię co czuję, a czuje nieraz totalny wstyd za naszych nazwijmy to, ulubieńców. Nie mylić z psami.
........................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

1.Pewna kobieta poprosiła Einsteina:
-Czy może mi pan wytłumaczyć, jaka jest różnica miedzy chwilą a wiecznością?
-Oczywiście, zajęłoby mi to chwilę, ale obawiam się, że zrozumienie mojego
wywodu pani zajęłoby wieczność...

2.Przyjeżdża Ślązak do Warszawy i kupuje w monopolowym:
- Poproszę flaszkę wódki.
- A co to jest flaszka?
- Ma pani racje, poproszę dwie.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...