wtorek, 30 listopada 2010

BOGACTWO



Jako państwo średniej wielkości w środku Europy, członek NATO, oraz Unii Europejskiej, członek ONZ i wielu innych organizacji międzynarodowych, nie szczycimy się bogactwem np. złóż naturalnych. Brak nam ropy naftowej (przynajmniej na razie), rudy żelaza, złota, diamentów a nawet dostatecznych zasobów wody pitnej. Mamy za to bogactwo bodajże cenione najwyżej. To 38 milionowy naród. Ludzi wykształconych na krajowych i zagranicznych uniwersytetach oraz innych uczelniach (nie mylić z prywatnymi polskimi fabryczkami do nabijania pieniędzy, które wypuszczają zadowolonych z tytułu mgr, chociaż ich wiedza nie zawsze pozostaje na poziomie choćby maturalnym). Tacy absolwenci nie maja szans zatrudnienia gdziekolwiek w szanujących się przedsiębiorstwach i innych instytucjach. Zwykle zasilają rzeszę bezrobotnych lub godzą się na zmywak gdzieś tam w UK. No ale nie oni są najważniejsi. Skoro mówimy o bogactwie, to mam na myśli tych naszych rodaków, którzy rozsławiają nasz kraj poprzez prace naukowe, niezwykłe dokonania sportowe, filmowe czy też literackie. Nie będę tu wymieniał całej plejady żyjących u nas w kraju a także rozrzuconych po świecie Polaków, którymi się szczycimy. Fakt, nagrody Nobla nam się zdarzają nader rzadko, nie mniej jednak zdarzają. Mam na myśli dziedziny naukowe, chociaż akurat profesor Wolszczan bez wątpienia na takie wyróżnienie zasługiwał i nie tylko on zresztą.

Niestety jak, w każdym ziarnie zdarzają się też i plewy. Mam tu na myśli tę część społeczeństwa, której przyjemność sprawia to by być odmiennym. By być nastawionym na całkowite nie. By przeczyć wszystkiemu, choćby nawet w głębi duszy sobie. Nietolerancja to ich logo. Przeto nie ma co ukrywać, że żyjemy w kraju wzajemnych pomówień, oskarżeń i podejrzeń, które prowadzą do nienawiści i konfliktów. Podsycają je media, karmiąc się atrakcyjnością polskiego piekiełka. Przykłady, bardzo proszę. Ze wszystkich mediów dowiadujemy się , że niektóre rodziny katastrofy smoleńskie,j za wypadek samolotowy winią polski rząd i premiera Tuska. Ba, niektórzy nawet przypisują tę katastrofę zmowie Tuska z Putinem. Mimo, że prokuratorzy filmik zrobiony przez dowcipnisia, który miał pokazywać dobijanie ofiar uznali za podły żart, to w mediach co jakiś czas jest on przywoływany jako niby dowód w sprawie. Komu na tym zależy?. Wiadomo, że Kaczyńskiemu i Rydzykowi, ale dlaczego w podobne klocki bawią się inni?. Gdy prezydent Komorowski uznał, że kontakt z generałem Jaruzelskim pomoże Mu się lepiej przygotować do rozmowy z prezydentem Rosji w czasie jego wizyty w naszym kraju, to natychmiast szalejący jazgot mediów próbował zniweczyć ten podążający ku normalności krok w polskiej polityce.

A wszystko dlatego, że każda gazeta, każda rozgłośnia radiowa czy stacja telewizyjna jest komuś przypisana. TVN wiadomo- zaplecze PO. Media Rydzyka plus TVP (1) to tuby PiS. Rzeczpospolita też na pasku Kaczyńskiego, zaś Wyborcza "ubogaca "Tuska. Skoro wszystko jest komuś przypisane, to nie ma szans na prawdziwe, odpolitycznione, wiarygodne informacje. Do telewizji zapraszani są dziennikarzyny z brukowców, co obniża tym bardziej rangę naszych mediów. Nie do pomyślenia na Zachodzie. Zastanawiałem się nieraz, skąd u nas w Polsce tyle nienawiści człowieka do drugiego człowieka. Genezy tego zjawiska trzeba szukać właśnie w mediach, a raczej w tym, które media do kogo mówią. Najbardziej nienawistni są słuchacze RM oraz czytelnicy Naszego Dziennika, Gościa Niedzielnego, a także prasy zbliżonej do ideologi kaczystowskiej. I to też jest nasze bogactwo. W prawdzie to folklor polityczno-społeczny, ale jednak bogactwo. W końcu disco-polo też znalazło uznanie... w Chinach. Osobiście przekonałem się o tym i przekonuję nadal na własnej skórze, bowiem niektóre moje posty zamieszczane na blogu abrozar.pl, mimo, iż mieszczą się w konwencji "Felieton na ostro", mocno rażą uczucia szczególnie religijne moich niektórych rodaków, a jeszcze bardziej rodaczek. Niektóre z nich zaglądają z wizytą do księgi gości, ale nie pomyślą, że w gości nie przychodzi się z "brudnymi buciorami." Cieszę się że jestem czytany od Zakopanego po Gdańsk, od Kalisza po Ciechanów, ale na Boga, Czytelniczko droga podpisująca się jako "polka", zastanów się nad tym: czyż ja każę Ci czytać przeze mnie wspomnianą książkę. Jeżeli Ci wystarczy "Nasz Dziennik" albo "Pani Domu" to na tym poprzestań, ale nie próbuj udowadniać, że masz rację, bo według Ciebie Mariusz Szczygieł, którego książka otrzymała Europejską Nagrodę Literacką i jest tłumaczona na kilkanaście języków ,nie ma żadnych racji by zaistnieć w Polsce. A przecież autor pokazał nam Czechy, kraj którego mieszkańcy czują się u siebie jak w raju. A dlaczego?, no to wyłuszczyłem dostatecznie w poprzednim poście. Ponieważ wielu Polakom, a jeszcze bardziej Polkom taki raj nie odpowiada, przeto niech pozostaną na etapie późnego średniowiecza. Spodziewałem się ze strony "prawdziwych Polaków" wyzwisk i epitetów, no i się nie zawiodłem. Dla nich jestem i będę ateistą, żydem, gejem, mordercą zarodków i tym, który nie godzien jest stąpać po "ich" świętej ziemi. Dlatego wg. nich byłoby sprawiedliwie bym w miarę szybko uszedł w zaświaty na dno tajemniczych piekieł. Oj nie śpieszno mi, to po pierwsze. Po drugie natomiast, gdy już tam będę się wybierał, to postaram się to zrobić bez rozgłosu i asysty tych wszystkich "prawdziwych".

PS.Dodam tylko, że książka o której mowa, jest niejako zareklamowana przez tygodnik ANGORA nr.49 str.61, ale to tak nawiasem. Tymczasem alleluja i do przodu, jak mawia idol polskiego folkloru.
......................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

1.-
Mając delirkę wmawiaj sobie, że ci zimno.....
Po czym napij się na rozgrzanie!.

2.Jak powiedział pewien kat: - Każdy ma prawo być porąbany.

sobota, 27 listopada 2010

ZRÓB SOBIE RAJ




Posłużyłem się tytułem jednej z nowo wydanych książek Mariusza Szczygła, chyba największego znawcy naszego sąsiada - Czech. Przeczytałem tę książkę "haustem", bez odkładania jej na bok na czas posiłków z wyjątkiem przymusowych czynności natury fizjologicznej. A było warto.Pod tym tytułem kilka lat temu powstał mój niniejszy felieton, który wywołał, szczególnie wśród zapiekłych polskich katolików gniew, jakobym promował w naszym katolickim bajorku aborcję, oraz m.in. tradycyjne chrześcijańskie pogrzeby z uczestnictwem księdza i wykorzystaniem trumien.  Aborcję, z której najbardziej korzystają Polki. Otóż upłynęło 10 lat, książki pana Mariusza są nadal nagradzane przy każdej możliwej okazji w Europie, a na podstawie jego autorstwa grane są sztuki teatralne.  Właśnie pan mariusz otrzymał koleją nagrodę NIKE z rąkMy Polacy mieszkamy po sąsiedzku z narodem, którego nie  znamy. W środkach przekazu o Czechach praktycznie nie usłyszymy nic, bo wieści które stamtąd płyną nie bardzo pasują do naszego grajdoła, czyli katolicko zapyziałej Polski. Po to w telewizji istnieje KAI, po to uwiązani jesteśmy zapisem o przestrzeganiu wartości chrześcijańskich, w skrócie WC, po to mamy ministra Glińskiego, podcieracza u Kaczyńskiego. Czechy jako naród nie mogą stanowić dla nas żadnego wzorca. Dlatego nie warto cokolwiek od nich adoptować na nasze podwórka. Nawet raczej nie wolno.

Czechy, państewko cztery razy mniejsze od naszego kraju z dziesięciomilionowym narodem. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat obywatele nad Wełtawą stworzyli sobie prawdziwy raj. Dosłownie, polski czytelniku, dosłownie. Gospodarczo dużo lepsi od wielu sąsiadów. Kraj czysty, dbający nie tylko o kulturę otoczenia ale i szczycący się wielkimi twórcami w dziedzinie literatury, muzyki czy filmu. Kraj, który w swojej historii doznał, tak jak my wielu okupacji i zaborów ze strony obcych mocarstw. Począwszy od Cesarstwa Rzymskiego, poprzez długie lata Czechami zarządzali Habsburgowie. Tak jak nas nie oszczędził ich też Hitler. My Polacy z głupoty politycznej, podlizując się Hitlerowi zajęliśmy im także kawałek terytorium pokazując światu naszą mocarstwowość sanacyjną. Do dzisiaj Czesi nie mogą nam zapomnieć owej opiekuńczości.

Zrób sobie raj, taki jaki mają Czesi proponuje Mariusz Szczygieł, który jako obywatel polski, bardziej czuje się Czechem. Zna doskonale ich język, kulturę, historie i literaturę.
Ich raj to: dostatek dla wszystkich obywateli, minimalne bezrobocie (dla tych co nie chcą się brudzić robotą), wolność przekonań (ta prawdziwa), wolność wyznania (ta prawdziwa), publiczna wolność orientacji seksualnych (ta prawdziwa), dostęp do badań in vitro z partycypacją finansową państwa, aborcja na życzenie, możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne. dostęp wzorem Holandii do miękkich narkotyków. Z lupą szukać zarówno ludzi buszujących w śmietnikach jak i psich gówien na ulicach i trawnikach. Osobiście byłem kilka lat temu w Czechach. Potwierdzam fakty.
A jak to się stało, że Czesi mogli sobie zafundować aż tak demokratycznie postrzegany raj?. Ano tylko dzięki temu, że państwo jest rzeczywiście oddzielone od Kościoła (w Czechach o tej instytucji pisze się małą literą). Od Kościoła katolickiego, który nam właśnie we wianie do Dąbrówki (Dobrawy) wcisnęli w roku 966. Po latach sami wyzbyli się tego ciężaru, a na nas spoglądają z ironią i współczuciem. Dzisiaj 80% obywateli Czech przyznaje się do ateizmu. Małe, stare kościółki odwiedza tylko 5% katolików. Pozostałe 15% stanowią różni innowiercy od muzułmanów poprzez luteranów, Żydów i prawosławnych. Wszyscy oni nie praktykują swoich wyznań, bo nie ma praktycznie czynnych świątyń. Na terenie Czech nie buduje się żadnych bunkrów kościelnych typu Licheń czy świątynia Opatrzności Bożej, nie mówiąc już o pomnikowych kiczach papieskich czy też wysokościowych rekordach Chrystusowych. Ponieważ Czesi mają bardzo swobodne relacje do wyznawanych, bądź w ogóle niewyznawanych religii, przeto i wszelkiego rodzaju obyczaje zamykają się w tej konwencji. Śmierć w rodzinie nie stanowi żadnego powodu do żałobnych zachowań. Często rodzina jest powiadamiana o czyimś zejściu z padołu dopiero po pogrzebie, który ma charakter bardzo obojętny emocjonalnie bez jakichkolwiek wzruszeń. Wyjątki stanowią pogrzeby dzieci i ludzi młodych. Pogrzeby odbywają się bez udziału osób duchownych, w bardzo skromnej oprawie. Ponad 90% zwłok zmarłych poddawana jest kremacji. Zdarza się i nie jest to odosobnione, że urna z prochami zmarłego członka rodziny przez całe miesiące stoi na półce w krematorium, bo nie ma jej kto odebrać, by złożyć w ziemi lub rozsypać we wskazanym przez zmarłego miejscu. Strój żałobny nosi się tylko w dniu pogrzebu. Ot to taka dziwna dla nas ciekawostka.


I jeszcze coś chyba ważnego. Czechy były zawsze spowite prawdziwym sowieckim komunizmem. Czesi mieli gorzej niżeli Polacy mieszkający w "wesołym baraku." Żadnych własności prywatnych, w tym rolnictwa, żadnego prywatnego rzemiosła. Inwigilacja artystów i przeciwników ustroju była na porządku dziennym.I może właśnie dlatego ten naród potrafił sobie zbudować po roku 1990 prawdziwy raj. Raj który uleczył mocno okaleczone komunizmem społeczeństwo.



Kościół w Czechach jest biedny jak mysz. Tam żaden z członków rządu lub władz terytorialnych nie wpada na pomysł zapraszania na państwowe imprezy żadnego biskupa a nawet prymasa Vlka, do którego ludzie zwracają się per proszę pana i nikomu nie przychodzi do łba, by go całować po rękach. Nie ma tam rzeszy kapelanów zatrudnionych począwszy od szpitali poprzez wojsko, policję, aż po kluby sportowe. Nie ma obowiązkowej religii w szkołach i nie do pomyślenia jest, by przerywać szkolne zajęcia na jakieś rekolekcje czy też uczestnictwo w kościelnych nabożeństwach. Nie spotkasz w klasach szkolnych symboli religijnych. Państwo księżom płaci pensje, a oni odprowadzają należny podatek i sami się ubezpieczają. Nigdy nie przyszło do głowy rządowi Czech aby oddawać w klesze ręce majątki wzorem pomrocznej Najjaśniejszej. Wszystkie historyczne katedry pozostają własnością państwa a nie Kościoła, których wnętrza wykorzystane są na galerie i wystawy. Czechy nie uwiązały się z Watykanem konkordatem, mimo zabiegań naszego JPII. Ciekawostka: Na spotkanie z Benedyktem XVI przybyło ponad 100 tysięcy wiernych, większość to Polacy zza miedzy. To coś nam mówi.



Na koniec, oczywiście jako czytelnik powtórnie gratuluję udanej książki panu Mariuszowi. Ta książka otwiera oczy wielu nam nad Wisłą, ale zanim ją otworzymy na tyle byśmy przejrzeli rozumem, musimy wybierać ludzi, dla których słowo Polska, naród, Ojczyzna nie będzie się kojarzyć ze słowami posłów skrajnej prawicy "Polska może być biedna, byle była katolicka". A tymczasem wybieramy do stanowienia prawa talibów katolickich, półidiotów a nawet pełnych z przekonaniem, że są to ludzie, co to pozjadali wszystkie rozumy.Jest okazja, mamy kolejne wybory.Kojarzy mi się w tym miejscu przypadek, jak to Mozart poprosił cesarza Franciszka Józefa ,by ten ocenił jego operę. Gdy sztuka dobiegła końca publiczność, a przede wszystkim kompozytor słyszą jakże mądry werdykt." Za dużo nut", powiedział JCM. Wątek ten w swoim filmie umieścił Milos Forman, też Czech. Franciszek Józef, jako obsrywany przez muchy cesarz przywoływany był w powieści "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka" Jarosława Haska, a jakże, też Czecha. " Właśnie podobnych mędrców nasi wyborcy umieszczają w polskim parlamencie, a nawet w Brukseli. Oni stanowią nasze prawa.... i obowiązki. Co to za wartości, przekonujemy się na co dzień.

Jak to się stało, dlaczego Czechom udało się wyjść na ścieżkę takiej normalności?
Właśnie dlatego, że szybciej poznali się, (już od Husa) na obłudzie i hipokryzji kleru katolickiego. Na lepkich rękach do grabieży i zaboru mienia państwowego. Na rozpuście i zaprzaństwie wypasionych byczków w sutannach, którym dobrobyt materialny sprzyja niemoralnym zachowaniom, najczęściej w stosunku do dzieci. Tu jest ich niebo, bo w gruncie rzeczy przecież w inne nie wierzą.
......................................................................................................................................


czwartek, 25 listopada 2010

GDYBY SIĘ UMIAŁ POSŁUŻYĆ BRONIĄ


Prezydent Bronisław Komorowski zaprosił generała Wojciecha Jaruzelskiego do Pałacu Namiestnikowskiego w celu wypracowania odpowiedzi na pytanie: Jak powinno przebiegać spotkanie polskiego prezydenta z prezydentem Rosji, zaplanowane na 6 grudnia. Jak ową wizytę przekuć w jak najbardziej owocny sukces. Pan Generał znalazł się zatem wśród zaproszonych wszystkich dotychczasowych prezydentów i premierów III RP. Właśnie o tym fakcie już od rana usłyszałem z radia Zet z audycji Moniki Olejnik "Kropka nad i". W czasie jej rozmowy z ministrem Nowakiem, szefem kancelarii prezydenta, wyczułem jej nieskrywaną nienawiść do Generała. Jad płynący z umalowanych usteczek Monisi psuł atmosferę audycji w której minister Nowak udowadniał racje prezydenta Komorowskiego, iż ten od początku sprawowania najwyższego urzędu postanowił zasypywać rowy dzielące nasze społeczeństwo.

Ot, pomyślałem, to będziemy mieli bardzo udany dzień w tvn24 i wielu innych kanałach paplających to samo przez cały dzień, boć dolano oliwy do ognia powolnie tlącej się jeszcze nienawiści z powodów politycznych. I miałem rację. Oczywiście natychmiast dziennikarze pobiegli za Kaczyńskim, skąd spodziewali się najbardziej medialnej oceny decyzji prezydenta. I nie zawiedli się. Ten mało sympatyczny krasnal zarówno pod względem wzrostu jak i ważności na scenie politycznej przemówił zwyczajowo zresztą językiem węża. Bo chociaż w podmuchach jego "romantyzmu" chwalił Gierka i Gomułkę, a Oleksego nawet odmłodził, to jak powtarzał wielokrotnie chętnie by sam Jaruzelskiemu strzelił w łeb. Sam Generał o tym wspominał z uśmiechem, bowiem wiadomo wszem i wobec, że Kaczyński, chociaż mógłby zdobyć pistolet, od mafii ruskiej, to i tak nie umiał by się nim posłużyć, bo jako wyjątkowy nieudacznik nie posiada ani konta (mamusia dotychczas chyba trzyma jego pieniążki na swoim, wydzielając mu na niedzielę kieszonkowe przed pójściem na mszę), ani telefonu komórkowego. Nie ma prawa jazdy ani karty kredytowej, bo miałby trudności z obsługą bankomatu, a zresztą po co?.Prasa pisała że nabył komputer gdy się napatrzył na studentów, co to w internecie oglądali pornosy, popijając przy tym piwko. Chociaż tyle przyjemności pomyślał, bo całodzienna zabawa z kotem Alikiem i Szczypińską może doprowadzić do wariactwa. Ale mimo to do wariactwa zdąża on krokami milowymi. Przegrał piąte z kolei wybory, wysłał do USA dwie polityczne lebiegi na swoje i polskiego rządu pośmiewisko, a także zepsuł na tyle atmosferę w klubie PiS, że co bardziej świadomi klęski partyjnej zdecydowali się opuścić pana prezesa. Ci dezerterzy stworzyli nowy klub poselski pod nazwą Polska Jest Najważniejsza, przy okazji okradli ukochanego dotychczas prezesunia z wyborczego, dosyć nośnego hasła.

Pan Generał Jaruzelski, mimo, że nosi na swoich plecach zacny wiek i jest nie oszczędzany przez choroby oraz nieprzyjazne mu media, nie odmówił panu prezydentowi i na spotkanie do Pałacu przybył. Przybył jako ten, z ust którego pan prezydent mógł usłyszeć bodajże najwięcej w aspekcie znajomości dostojników rosyjskich, bo trudno o to byłoby posądzać Kaczyńskiego (był zaproszony na posiedzenie ,ale odmówił bowiem nie uznaje Komorowskiego na zajmowanym stanowisku), który to z obywatelem rosyjskim mógł co najwyżej rozmawiać na targowisku stadionowym. Błazenada Kaczyńskiego daje znać o sobie na każdym kroku. Przemawiając do dziennikarzy proponował on prezydentowi, by na przyszłość skorzystał z usług generała Kiszczaka i redaktora Urbana. Słowa te na pewno większość Polaków odebrała z okropnym zażenowaniem no i współczuciem dla wypowiadającego je. Generał Jaruzelski, jak nikt inny wśród żyjących Polaków, przeszedł drogę, której może mu pozazdrościć wielu mężów stanu. Jego doświadczenia z Rosjanami, najpierw w roli Sybiraka, następnie oficera frontowego, przywódcy państwa, poprzez uratowanie spokoju w latach 80-tych, aż do oddania władzy przy Okrągłym Stole, mogą się przydać w dzisiejszych relacjach z demokratyzującym się już sąsiadem ze Wschodu. Panu prezydentowi w tej kurtuazyjnej decyzji nie przeszkodziło to, że w stanie wojennym był on internowany, gdy tymczasem obaj Kaczorki siedzieli przy mamusi i tatusiu na stanowisku państwowym z legitymacją PZPR. Ponadto generał Jaruzelski pełnił jako pierwszy stanowisko prezydenta III RP, umacniając nową demokratyczną władzę pospołu z premierem Mazowieckim. Więc w czym rzecz?. Polska jako naród przeżyła dwa okrutne totalitaryzmy. Hitlerowski i komunistyczny. Generał czynnie walcząc z jednym, mało świadomie wprowadzał nasz kraj w drugi, ale napewno przyczynił się do tego, byśmy najpierw znaleźli się w tzw. najweselszym baraku komunistycznym, a następnie z niego się wyzwolili na dobre, dając przykład innym narodom z kręgu UW. Dalej więc pytam: w czym rzecz?.

Dowiaduję się, że prasa zachodnia pisze, iż gestem tym Komorowski zrehabilitował Jaruzelskiego. A ja się pytam, z czego?. Dzisiejsze Jego procesy sądowe wynikają wyłącznie z nienawiści IPN, gdzie w większości pierdzą w stołki ludzie podobni Kaczyńskiemu, Romaszewskiemu, Zawiszy, Paczkowskiemu, Cz.Bieleckiemu,Macierewiczowi i wielu innym, a nawet po trosze Tuskowi, który obnażył się publicznie ze stosunku do generała, wcześniej zabierając mu emeryturę. Wiadomo jednak, że Tuska akurat stan wojenny nie skrzywdził, bowiem siedział on wysoko na kominie z pędzlem w ręku. Z czego więc rehabilitować Generała?. Czy z tego, że oddał władzę na tacy mimo strachu przed zbrojną reakcją Wielkiego Brata z Moskwy?. Czy może z tego, że praktycznie bez krwawej przemocy, dla utrzymania porządku, umiejętnie zgarnął w ciągu jednej nocy nie tylko agresywnych działaczy, ale też dostojników państwowych z Gierkiem i Jaroszewiczem włącznie. Przecież wszystkie dokumenty mówią, że w roku 1970 do robotników w Gdańsku strzelano z rozkazu Gomułki, przy wyraźnej odmowie ministra Obrony Narodowej. Dzisiaj to Gomółka ma wiele uznania w oczach żyjącego bliźniaka. Pewno akurat za Gomułki i Gierka najlepiej się działo tatusiowi. Nigdy nie zrozumiem naszego społeczeństwa. Decyzja pana prezydenta, która to jest próbą pogodzenia go w imię najwyższych wartości jaką jest jedna Ojczyzna, jest bardzo wymowna i moim zdaniem bardzo słuszna. Takie gesty maja sens i uczą. Zauważyłem, że nawet Stefan Niesiołowski nieco mądrzeje, dobry znak.

Ktoś z czytelników nazwie mnie oczywiście komuchem, żydem i kto wie może i zdrajcą. Wiem i zdaję sobie z tego sprawę, ale trudno, bo oprócz znajomości najnowszej historii posiadam jeszcze swój ....normalny rozum.
......................................................................................................................................


Uśmiechnij się:

Miałem już dość słuchania, jak koleś za ścianą uprawia seks z jakąś panienką, więc zadzwoniłem do swojej dziewczyny, czy nie chce skoczyć ze mną na jakieś jedzenie. Usłyszałem jej komórkę. Przez ścianę.

sobota, 20 listopada 2010

NAJ NAJ NAJ



Dzisiaj cisza wyborcza, zatem o moich przekonaniach partyjnych ani słowa. Ani słowa też o tym, że pan Jarosław Kaczyński klnie się na swojego brata z zaświatów swoimi zapewnieniami, iż uczyni wszystko, aby wypełnić jego testament. O ile wiemy prezydent Lech Kaczyński, przez pół Europy zwany kartoflem nie pozostawił żadnego testamentu, bowiem czuł się doskonale o czym zapewniał Janusza Palikota, gdy ten prawie codziennie żądał od niego świadectwa zdrowia. A więc, moi kochani cisza i ani mru mru. Niech się w spokoju dadzą wybrać na radnych burmistrzów i prezydentów miast, po czym z radością na twarzach złożą oficjalne wizyty proboszczom i biskupom z podziękowaniem za poparcie, jednocześnie zapewniając ich o dalszych dotacjach na rzecz Kościoła. Wpadłem na pomysł by obnażyć nasze społeczeństwo z jakże charakterystycznych dla Polan właściwości, z którymi oczywiście nie spotkasz się nigdzie zarówno na wschodzie, a tym bardziej na zachodzie.
Zacznijmy od naszego wprost bezmyślnego przywiązania do tradycji ukształtowanej w tzw. grajdole pozaborowym. Dzisiaj mówimy, że tylko dzięki Kościołowi przetrwał polski naród i wyszedł zwycięsko z zaborów. Nic bardziej błędnego. Kościół ile tylko mógł poprzez swoich kaznodziei hamował wszelkie narodowowyzwoleńcze zapędy. Papież błogosławił zaborców zarówno tych z korzeniami katolickimi jak i prawosławną carycę Katarzynę, w łóżku której gościł nasz król Stanisław August. Z tego około 120 letniego okresu pozostały nam niektóre "mega" a często "naj". Jesteśmy narodem najmniej dbającym o swoją higienę o czym powiadał pan Jerzy Paczkowski, który powtórzył bodajże po Boyu Żeleńskim wcześniej wypowiedziane znamienne słowa: "Są dwa powody dla których Polska mi zbrzydła. Za dużo święconej wody, a za mało mydła". Polki są generalnie ładne, niestety zbyt natrętnie wpadające do nosa. Ta uwaga również dotyczy w jakimś procencie nadwiślańskich mężczyzn. Jesteśmy narodem mało oczytanym, a już na pewno niechętnie poznajemy zdobycze światowej wiedzy na temat powstania wszechświata oraz wszelakich religii, których w historii globu było tysiące. Nie mają się czym chwalić biskupi, że katolicyzm przetrwał już dwa tysiące lat, a zatem jest niepodważalny. Otóż takich religii, które przetrwały dwa tysiące, a może nawet cztery tysiące lat było wiele, po czym przychodził kres, a na ich miejsce powstawały nowe wyznania i nowi prorocy. Kres też przyjdzie na rozpanoszony, szczególnie jeszcze w Polsce katolicyzm. Zdają sobie z tego sprawę hierarchowie magazynując na wszelki wypadek dobra doczesne, często nawet z naruszeniem prawa i moralności. Póki co, tu w Polsce znajdują najwięcej owieczek, które potulnie w dni świąteczne i nie tylko, pokornie stadami idą do postrzyżyn. I tu akurat pasuje drugie powiedzenie Paczkowskiego które brzmi: "Są dwa ważne powody dla których Polska mi zbrzydła. Za dużo wciskaczy ciemnoty i parafialnego bydła". Wyrazem naszej religijnej megalomanii zapewne pozostają kicze budowlane w Licheniu, Wilanowie, a także wielu parafiach. Zastaw się, a postaw się. W tym wypadku nakazuje proboszcz, tym bardziej, że zastawia nie swoje, ale ostatnie, bywa często, że wdowi grosz. Głupotą naszej megalomanii do potęgi entej zapewne pozostaje największy na naszym globie świebodziński Chrystus. Wyjątkowo estetycznie nieudolny, brzydki i nieproporcjonalny. To 400 tonowa kiczowata szmira. Podobnie stwierdzili uczestnicy audycji telewizyjnej "Drugie śniadanie mistrzów", a to ludzie kultury, znawcy piękna i brzydoty. Osobiście naocznie nie widziałem tej budowlanej chały i nie śpieszno mi spotkać się z ludźmi, którzy przyjadą do biednej Polski, tylko dlatego by dla poprawy humoru, choćby nawet z zażenowaniem popatrzeć na monumentalne w głupocie dzieło miejscowego proboszcza. Nie zdziwiłbym się, gdyby boży gniew poprzez wichurę lub burzę z piorunami powalił tę szkaradę na przedpole miasteczka. Byle by nie było jakiegoś nieszczęścia, bo już ktoś podczas montażu ponoć stracił stopę. Po to by wywindować kilkutonową głowę Zbawiciela w koronie królewskiej pozłacanej 24 karatowym kruszcem, ściągnięto najpotężniejsze dźwigi z całej Polski nie licząc się z kosztami. Może to jakaś miejscowa tradycja. W tej okolicy możemy się spotkać z największym na świecie pomnikiem byka rozpłodowego. Sam widziałem i naprawdę podziwiałem.

Z kolei do najgłupszych wypraw zagranicznych w sprawach wagi państwowej na pewno zaliczymy wyjazd do USA pary świrów PiS- owskich Fotygi i Macierewicza.(patrz: rysunek).

Niewątpliwie ewenementem na skalę światową pozostaje prywatna firma radiowo-telewizyjna ojca Rydzyka. Zakonnik ten nie licząc się z nikim i żadnym prawem potrafi pluć na polityków, którzy źle patrzą na jego złodziejskie poczynania. Zbiera od naiwnych (najczęściej najbiedniejszych emerytów) pieniądze na cele nikomu nie służące, oczywiście poza nim. Miliony wyszabrowane na niby ratunek dla Stoczni Gdańskiej przepuścił na giełdzie i nie poniósł żadnych konsekwencji. Nie poniósł i nie poniesie, ponieważ poprzez propagandę medialną sam ustawia sobie zarówno skład KRRiT, Trybunałów a nawet prokuratury. Jest to bodajże największy przekręt medialny jaki zna współczesny świat. To mogło zdarzyć się tylko w bezprawnej, zapyziałej Polsce, bowiem Rydzyk pierwotnie stworzył swoje radio Maryja na terenie Niemiec, skąd został przepędzony na cztery wiatry. Mamy najwięcej w świecie cudów i objawień. W Polsce co jakiś czas nawiedzone katoliczki podczas spacerów po lesie odnajdują gniazda nadrzewne Matek Boskich. Ostatnio w okolicy Żyrardowa Zawsze Dziewica "umieściła" swoje oblicze na ściętym konarze przy kościółku. Pątnicy jadą tam jak po świeże bułeczki, a zawodzenia i modły niosą się echem po całej okolicy, czemu ze zdziwieniem przygląda się miejscowa fauna.

Pozostając w konwencji "naj" zauważamy bez okularów najgorsze polskie drogi, najgorszą służbę zdrowia, najmniej transplantacji chirurgicznych, najgorsze koleje, najgorsze urzędy,najniższe emerytury i zasiłki, wreszcie najgorszy ustrój partyjny, na który pieniądze wyciskane są z podatków obywateli miast składek członkowskich.

Posłowie i biskupi objęci są całkowitą ochroną w postaci immunitetu i dostojeństwa, nawet podczas popełnienia przestępstwa. W przypadku interwencji policji pada z ich strony propozycja by całować ich w dupę. Zdarza się, że po interwencji policjanta w czasie wykroczenia drogowego winowajca w szatach biskupich nie tylko wymusza na przełożonych funkcjonariusza wyrzucenie go z pracy, ale nawet osadzenie w areszcie. Znacie li inny kraj, gdzie obowiązują podobne zachowania bezczelnych dostojników i tolerancja dla owych zachowań ze strony państwa.

Mamy oczywiście najlepszą podobno na bożym świecie gorzałę. Ona rekompensuje nam wszystkie niedostatki.
......................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

1.Mama poprosiła do siebie synka: Synku, wiosną w naszym domu pojawi się twój braciszek.
-No nie. Znowu tego łobuza z mamra wcześniej wypuszczają?

2.Jakie suczki lubią psy?
-Przy kości.




czwartek, 18 listopada 2010

EMISARIUSZE

Szczery uśmiech do prezesa zawsze procentuje

Chodzi oczywiście o "przepiękną" przedstawicielkę PiS, byłą szefową MSZ Annę Fotygę, której ze względu na jej urodę i niebywałą mądrość przepojoną nieukrywaną nienawiścią do Rosji poświęciłem już nie jeden spot, oraz fascynata problematyką związaną ze służbami specjalnymi, lektora ojca Rydzyka Antoniego Macierewicza. Oboje bowiem zostali skierowani przez prezesa Jarosława jako emisariusze jawni do USA, by tam szukać poparcia dla idiotycznych fantazji Kaczyńskiego związanych z jego dociekaniem prawdy o katastrofie w Smoleńsku. Zwykle emisariusz kojarzy się z wyprawą o charakterze tajnym, tym razem jednak chodzi o nagłośnienie wciąż szerzonych w środkach przekazu "prawd", które mają za zadanie skompromitowanie do końca przeciwników politycznych. Jestem przekonany, że w gruncie rzeczy większość oponentów wobec oficjalnego raportu w sprawie katastrofy cichutko, nie dzieląc się z nikim owym przekonaniem uznaje raport komisji, jednak zasada wierności partii nakazuje im publiczną negację tego raportu i głoszenie bzdur, że katastrofę spowodował Tusk w porozumieniu z Putinem.

Nie wiem, na ile owe wątpliwości mieszczą się w mózgownicach emisariuszy do Ameryki. Dochodzę jednak do przekonania, że jednak tak dramatyczne zabieganie o kontakt z kongresmenami USA raczej wskazują, że zarówno Fotyga, jak i Macierewicz długo nie wyzdrowieją psychicznie, jeżeli w ogóle kiedykolwiek. Politycy Kongresu USA zapewne z politowaniem patrzą na te błąkające się po Stanach sieroty polityczne szukające kontaktu z kimkolwiek, byle by o nich wspomniał choćby byle prasowy szmatławiec. Amerykanie znają doskonale dokonania polityczne obojga wysłanników prezesa. Znają doskonale Fotygę i jej owoce dokonań na forum Unii Europejskiej. Znają jej upośledzenia nie tylko natury fizycznej, ale też wynikające z reprezentacji Lecha Kaczyńskiego, jako prezydenta RP. Czy więc ochoczo zechcą rozmawiać z kimś takim narażając się na zdradę tajemnic, o które potrafili zawsze należycie zadbać?. Tym bardziej nie będą rozmawiać z Macierewiczem, który to na polecenie rządu Kaczyńskiego pod przykrywką walki z okruchami PRL, rozpieprzył na cztery wiatry polskie służby specjalne, ujawniając światu wszystkie polskie tajemnice wywiadowcze. Gdyby taki Macierewicz dokonał podobnego czynu na amerykańskiej CIA, to byłby powieszony za zmurszałe klejnoty na najwyższej sekwoi w parku Yellowstone. W Polsce zasłużył w oczach Kaczyńskich na stanowisko ministerialne. Takie coś może zdarzyć się w takim kraiku jak Polska. W USA jest nie do pomyślenia, by dzielić się tajnymi informacjami, chociażby z sojusznikiem, a tym bardziej z opozycyjną partią. Z tych amerykańskich zasad obowiązujących w CIA mogą być akurat zadowoleni emisariusze Kaczyńskiego, ponieważ, jak czytam Fedorowicza w GW, bardziej im zależy na tym, by nigdy nie ujrzała światła dziennego treść dialogu bliźniaków na kilka minut przed katastrofą. Bo zdaje się, że gdyby oficjalnie ujawniono to, co pozostaje zasadniczą przyczyną tragedii, partia kaczystowska raz na zawsze odeszła by w niebyt, a ekspedycja pana prezydenta z Wawelu na Powązki nastąpiła by w trybie przyspieszonym. Dlatego Kaczyński i jego przyboczni powinni się cieszyć z tego, że od Ameryki nic się nie wydębi z zapisów rejestrowanych jako "secret defense". Gdyby jednak (w co prawie nikt nie wierzy) okazało się , że rzeczywiście katastrofa nastąpiła z winy Rosjan (samolot produkcji rosyjskiej, lotnisko rosyjskie, pogoda typowo rosyjska itp), to i tak nigdy Amerykanie nie zdecydują się na chociażby mały uszczerbek względnie dobrych stosunków z Rosją na rzecz prawie nic dla nich znaczącej Polski, a tym bardziej samych Kaczyńskich. Za sukces swej misji emisariusze PIS pewnie wyłącznie uznają spotkanie z wiernymi ("jankesami" z Podlasia i Podkarpacia) w kościele katolickim, gdzie zapoznają słuchaczy z bzdetami Jarosława.

Czym że więc Polska może zaimponować Ameryce, poza najwyższym w świecie Chrystusem?. Może jeszcze tylko niedościgłymi nigdzie na świecie dotacjami państwa na rzecz Kościoła katolicko-ginekologicznego.


Także, jak powiada przysłowie, wilk syty i owca cała. Wyjazd Fotygi i Macierewicza za ocean jeno rozdmuchuje bzdurne podejrzenia, szerzone wśród ludzi ogłupionych polityką katolicko-rydzykowego kaczyzmu na temat badań nad tragedią smoleńską. Jednocześnie skrywana mocno tajemnica zapisu rozmowy obu Kaczyńskich nigdy nie ujrzy światła dziennego. Prezes Kaczyński będzie nadal mówił rzeczy coraz to efektowniejsze, lecz odleglejsze nie tylko od jakiejkolwiek prawdy i realności , ale też od rozumu. Brat spokojnie będzie spoczywał w grodzie smoka. Przybywać będzie jego pomników, tablic poświęconych chwale oraz szkół, rond i ulic jego imienia. Z kolei panie Gosiewska i Wasserman dalej będą wołać o ekshumację ciał ich bliskich, by upewnić się co do ich autentyczności porównując je z fotkami w rodzinnych albumach.
...................................................................................................................................................................... Uśmiechnij się:

1.Rolnik do rolnika: -
-Ja to się najbardziej boje wałka.

-Chyba wołka?

-Ech, widzisz, ty o zbożu, ja o żonie.

2.Po operacji pielęgniarka pociesza lekarza:
-Nie można powiedzieć, żeby zabieg był całkiem nieudany. Pacjent wygląda jak żywy.

sobota, 13 listopada 2010

TRZEJ KRÓLOWIE PO LATACH



Inspiracją do napisania niniejszego tekstu bez wątpienia jest przywrócenie nam święta Trzech Króli. Fakt ów z kolei jest asocjacją do pewnego wydarzenia, bądź co bądź niebywałego w krajach demokratycznych, a mianowicie wyprawy trzech naszych prawicowych polityków do Londynu w celu złożenia hołdu internowanemu tam zbrodniarzowi o nazwisku Augusto Pinochet. Kto ów Pinochet, prawie każdy wie. To morderca demokracji w Chile, który przy pomocy CIA zamordował legalnie wybranego prezydenta Allende i jego rodzinę, a następnie w celu zduszenia buntów na stadionach ogrodzonych kolczastym drutem niszczył i torturował opozycję demokratyczną. Dzisiaj znane są jego rozkazy, w myśl których ładowano ludzi do samolotów, po to, by podczas lotu nad oceanem, żywcem zrzucać ich do wody.Podobnie zresztą postępowała junta wojskowa w Argentynie, ale to tak tylko nawiasem. Było to działanie w myśl miłosierdzia katolickiego, bowiem Pinochet sam zaliczał się do wiernych synów Watykanu. Wdzięczność za jego religijną postawę wyraził mu JPII podczas wyprawy do Chile mocnym uściskiem i soczystym pocałunkiem. Dzisiaj już obaj w Domu Ojca. Obaj czekają na santo. Właśnie nasi trzej politycy, wzorem trzech króli z Betlejem wyprawili się nad Tamizę, by złożyć hołd temu, który pozabijał w Chile sympatyków lewicy. By podobnie jak królowie sprzed 2000 lat ubogacić go darami. Jako dar zawieźli ryngraf z Matką Boską Częstochowską. Ci nasi królowie to: Michał Kamiński, Marek Jurek oraz Tomasz Wołek. A cóż to wtedy byli za jedni?
Michał Kamiński to chyba najaktywniejszy homofob i antysemita, żołnierz przyboczny Kaczyńskich. Głośno protestował przeciwko upamiętnieniu pomnikiem zamordowanych Żydów w Jedwabnem, podważając wiarygodność oskarżeń o mord dokonany na nich przez mieszkańców miasteczka. W kuluarach sejmowych do dzisiaj nazywany Małą Dziewczynką, bowiem podczas wypowiedzi na temat pedofilów mówił: "Gdy byłem małą dziewczynką to już wiedziałem że każdy gej to pedofil". Następnym z owej trójki to Marek Jurek. Wyjątkowy dewot o przekonaniach iście sprzecznych z rozumem. Jest przykładem absolutnego wstecznictwa i przekonań o zabarwieniu średniowiecznym. Uświęcony swego czasu przez tygodnik "Wprost" rysunkiem, przedstawiającym go jako dzieciątko w objęciach Matki Boskiej. Całuśnik pulchnych rączek biskupich.
Trzecim pielgrzymem udającym się do stóp Pinocheta był Tomasz Wołek. Ten sam, który jako naczelny skrajnie prawicowej gazety "Życie" spreparował fałszywe oskarżenie prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, jakoby ten potajemnie spotykał się na terenie Władysławowa z rosyjskim szpiegiem. W sądzie oskarżenie prezydenta upadło, Wołek przegrał, a jego gazeta znikła. Przyznam, że wtedy nie mogłem zrozumieć postawy Wołka. Jego chorobliwej nienawiści do czasów PRL, bo przecież przez co najmniej kilkanaście lat był on redaktorem działu sportowego Trybuny Ludu. Na koszt tej redakcji przebywał w Południowej Ameryce. No ale każdemu może pała odbić, a co dopiero człowiekowi skrajnej prawicy lat 90-tych.
Ta trójka bohaterów, w styczniu 1999 roku samolotem PLL LOT udała się do Londynu. Tam, klęcząc przed mordercą z Chile, złożyli mu hołd w imieniu całej polskiej prawicy, jednocześnie wieszając na piersi największego przestępcy Ameryki Południowej wspomniany ryngraf. Podkreślam: klęcząc!. Jakiż to musiał być widok. Jakież upokorzenie polskiego Sejmu, bo przecież to w końcu posłowie. Ciekawostką tej wyprawy był fakt oblania Kamińskiego na lotnisku Okęcie płynem prosto z szamba. Nieusuwalny smród zmusił właściciela płaszcza do podróży w samym garniturze, a był przecież styczeń. Nowe okrycie nabył w Londynie. Ta ciekawostka, w gruncie rzeczy jest mało miła, ale czyn tych panów jest równie haniebny, a może jeszcze bardziej.

Minęło 11 lat od tego wydarzenia. Co dzisiaj porabiają ci pielgrzymi?. Ano:
Michał Kamiński, jako wierny sługa Jarosława Kaczyńskiego, po przegranych wyborach do Sejmu przez PIS, został oddelegowany przez pryncypała w drodze wyborów do parlamentu europejskiego. Tam wytknięto mu homofobię i antysemityzm, ale też pamiętną wizytę u pana Augusto. Musiał się mocno zaklinać, iż się bardzo zmienił on i jego poglądy. Stał się poprzez przeistoczenie europejskim demokratą. Pozostał jednak dla otoczenia słynną Małą Dziewczynką oraz misiem w stajni Kaczyńskiego. Na razie, bowiem już przeczuwa pismo nosem, że Kaczor wyrzuci go z partii, ponieważ podobno odmówił kablowania na kolegów i koleżanki . A wiadomo że szefowi się nie odmawia. Marek Jurek gdy znalazł się poza "ogrodem" Kaczyńskich, wraz z kolegami o podobnych przekonaniach i świadomości polskiego dziewictwa zawiązał partyjkę pod nazwą Polska Plus. Wszyscy jej członkowie m.in. Polaczek, Sellin, Libicki i Ujazdowski (żołnierze Opus Dei, tajnej formacji katolickiej) mieszczą się na połowie kanapy narożnikowej. Jurek Od czasu do czasu jest zapraszany do TV, by mógł wygłosić swoje bzdety na temat embrionów oraz macierzyńskiego poczęcia.
A co porabia Tomasz Wołek.? Otóż Wołek jest komentatorem i publicystą. Z jego jakże licznych wypowiedzi wynika, że przeszedł on gruntowne oczyszczenie przekonań politycznych. Jest bardzo krytyczny w stosunku do kaczyzmu, wspiera liberalną partię Tuska, po ludzku traktuje lewicę. No, lepiej późno niżeli wcale. Jestem też pewien, że jako jedyny z tej trójki dzisiaj bardzo się wstydzi owej wyprawy do Londynu. Ale to już tylko jego zapewne bolesny problem.
......................................................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

Kumpel do kumpla:
-Co studiujesz?
-Filozofię.
-A gdzie po tym można pracować?
-Wszędzie! Na budowie, w supermarkecie, w McDonaldzie.

wtorek, 9 listopada 2010

WSTYD




Prasa i inne media wałkują kłopotliwą dla pań Kluzik- Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak sprawę wyrzucenia ich z ukochanej przez nich partii PiS. Obie panie są przechwytywane przez dziennikarzy w kuluarach sejmowych, na ulicy, a nawet w terenie, gdzie panie starają się błyszczeć i tworzyć wokół siebie mit prawdziwych świętości. Przebąkiwanie Platformy, iż jest ona gotowa przyjąć nieszczęsne pod swoje skrzydła oficjalnie zdementował Halicki. Przypuszczam jednak, że o ile pani Kluzik mogła by zasilić szable Tuska, bo to kobieta o miłej aparycji i nie tylko, to pani Jakubiak czuła by się tam jak upokorzony pies po swoich wystąpieniach publicznych w sprawie oceny prac rządu.

Wydaje mi się, że wstyd by ją zjadł doszczętnie, o ile ma jego poczucie. Wielokrotnie bowiem zapatrzona w swojego guru, czyli Jarosława Kaczyńskiego potrafiła pluć jadem na wszystkich, którzy nie akceptują poczynań jej szefa. Była forpocztą kłamstw szerzonych przez Macierewicza w sprawie katastrofy smoleńskiej. Była obrończynią ośmieszonego publicznie krzyża pod Pałacem. Przede wszystkim jednak była chorobliwie zakochana w byłym prezydencie i jego rodzinie. Tu akurat jest to wytłumaczalne o tyle, że Lech Kaczyński prezydent Warszawy, w chwili awansu na prezydenta Polski, z kierownika administracyjnego urzędu miasta, a więc osoby odpowiedzialnej za m.in sprzątaczki, zrobił z niej ministra sportu. Na sporcie to ona znała się na tyle co przeciętny kibol Legii, a może i dużo mniej. Była więc mu niezmiernie wdzięczna. Gdy po przegranej PIS objęła wysokie stanowisko w Pałacu Namiestnikowskim, wypruwała sobie trzewia by na każdym kroku bronić pana prezydenta LK, w chwilach, gdy ze wszystkich stron padały oceny jego prezydentury jako najgorszej w historii III RP. Dzisiaj, gdy prezydent przeszedł w zaświaty, a bliźniak jej urokiem pogardził na rzecz kota Alika, pani Jakubiak została z ręką w nocniku. I tylko PSL, który jak ich były poseł Rychu Czarnecki potrafi lawirować w polityce miedzy partiami, byle by lokować pośladki na stołkach rządowych, mógł by ją przyjąć. Ale co to za "chłopka", która jako warszawianka nie odróżnia brony od pługa, czy też buraka od kartofla. W każdym razie Kłopotek jest jej gotów podać rękę, bo jakże mogło by być inaczej, skoro nasza polityka to zbiorowisko politycznych fruwających świń.

Inaczej ma się sprawa pani Kluzik -Rostkowskiej (nie mylić z Rostowskim, tym rządowym dewotem, który córeczkę ( fotografującą się na przeciw mało religijnej tablicy, z papierosem w ustach) zatrudnił w MSZ, (patrz dwa posty wstecz). Pani Kluzik to osoba typowo antyklerykalna o poglądach stricte lewicowych (dała temu wyraz podczas głosowania w sprawie ustawy o in vitro), w partii PiS sprawowała funkcję wyłącznie po to, by uatrakcyjnić postać Jarosława Kaczyńskiego. Zrobiła dla niego wiele, mimo, że pasowała tam jak kwiatek do kożucha. Dzięki niej Kaczor uzyskał wynik bardzo wysoki, chociaż wyborów nie wygrał. Ale właśnie to, czyli przegrana w wyborach, zdołowała tego człowieczka "ciętego z metra", z mózgiem rozwścieczonego byka na tyle , że mimo podziwu wszystkich mediów dla działań pani Kluzik- Rostkowskiej jako szefa sztabu wyborczego, na niej się zemścił. To ,że poza nawiasem PiS znalazła się również pani Jakubiak było z kolei konsekwencją jej prywatnej przyjaźni z panią Kluzik. Inaczej zachowuje się zaś Ziobro ksywka "prawdziwe zero". On, pozbywszy się konkurencji w wyścigu do stolca prezesa partii, potrafi z fałszywym cynizmem ośmieszyć swoją towarzyszkę, mimo że oboje byli po imieniu i potrafili się szanować. Ale akurat Ziobrze się nikt nie dziwi. Ten świński charakter pan europoseł zachował od lat młodzieńczych, o czym czytałem w wielu wywiadach.To karierowicz obrzydliwie złośliwy i niesympatyczny .Wyjątkowo pasuje do stajni Kaczyńskiego, obok takich habet jak Szczypińska, Fotyga i Kempa, oraz zblazowanych wałachów w osobach Błaszczaka, Girzyńskiego, Brudzińskiego, Kurskiego i kilku innych ochwaconych "wierzchowców". Wstyd i poruta (jak mawiają Wielkopolanie) gryzie na pewno obie panie i dlatego miast pozytywnie odpowiadać na puszczane oko przez PSL, wolą przebąkiwać o utworzeniu swojej, odrębnej partii, wzorem Palikota. Mają szansę, bowiem setki tysięcy wyborców PiS stawiało krzyżyk obok nazwiska żywego bliźniaka wyłącznie ze względu na obecność w niej pani Kluzik-Rostkowskiej. Zaczyna być ciekawie, bowiem wyścig o mandaty poselskie nowej partii tych pań i partii Palikota przysporzy nam prawdziwych igrzysk, jako że w Euro-2012 szans nie mamy żadnych. W każdym razie te dwie oszustki (bowiem oszukiwały naród prezentując fałszywą twarz Kaczyńskiego) lekko już nie będą miały.

A propos Palikota: Wdzięczną imprezę dla naszych oczu i uszu urządził pan Palikot pod siedzibą największego chyba współczesnego obżartusa i ochlapusa w purpurze, czyli abp.Sławoja Głódzia ksywka "flaszka". Rzecz się miała w ramach protestu przeciwko zachłanności majątkowej nie tylko tegoż purpurata, ale też całego polskiego kleru.
.......................................................................................................................................
Uśmiechnij się:

Z zapisków w dzienniczkach uczniowskich:

1. "Męska część klasy odmówiła wyciągnięcia fletów"

2."Piotr wydłubał brud z ucha kolegi posługując się palcem koleżanki."

3."Weronika nie słucha poleceń nauczyciela i mówi, że jej to zwisa: Proszę po-
wiedzieć córce, iż nie może jej nic zwisać"

sobota, 6 listopada 2010

.... I RZEKŁ DO NICH: PASZŁY MI Z MOJEJ PARTII



Zalewa nas tsunami informacji i komentarzy. Joanna Kluzik-Rostkowska i Elżbieta Jakubiak zostały wieczorową porą, w dniu 5 listopada wyrzucone z hukiem ze stajni Kaczyńskiego. Nie umieszczam tego tematu na swoim blogu z powodu, iż odczuwam jakikolwiek absmak. Bo o ile pani Kluzik, kobieta o miłej twarzy i atrakcyjnej figurze może wzbudzać sympatię , to jednak jej sama przynależność do rodziny PiS była możliwa wyłącznie dlatego, że wyznawała ona i zapewne dalej wyznaje ideologię kaczystowską. Prezentowała swoją twarz w czasie wyborów prezydenckich na rzecz Jarosława, mimo to Jarosław powiada, że tego było zbyt mało. Może powinna publicznie pokazywać nieco więcej ze swych powabności. Jarosław co prawda publicznie tego nie ujawnił, ale jako mężczyzna, chociaż to zatwardziały kawaler zapewne mógł się ślinić na widok swojej szefowej sztabu wyborczego, czemu dał publiczny wyraz soczystymi pocałunkami składanymi na jej licu, tudzież rączkach.

Niestety prezes skazany był wyłącznie na uporczywe, wręcz nachalne "wdzięki" tylko Szczypińskiej, a tę panią jak wiadomo bardzo trudno umieścić w sektorze płci pięknej. Okazuje się, że miłość niespełniona może pozostawać mimo wszystko bardzo bezwzględna, wręcz spetryfikowana, dlatego Szczypińska nigdy nie odejdzie z PiS. Kaczyński jej też nie wyrzuci, bo przecież te kilka kobiet mu jest potrzebne, chociażby dla zachowania parytetu. Znając jej stosunek i przywiązanie do partii, usunięcie z niej mogło by ją doprowadzić nawet do samobójstwa, tym bardziej, że umiłowany ksiądz z którym się z różą w zębach oddawała publicznie prezentowanym amorom na ulicach Słupska, gosposię już chyba ma.
Czy panie Kluzik i Jakubiak przejdą do innej prawicowej partii trudno powiedzieć. Obie te kobiety, nasycone ideologią kołtuństwa, na pewno nadal zachowają średniowieczne przekonania w wielu sprawach, które to Europa już dawno przykryła wstydliwym pancerzem historii. No może z pani Kluzik jeszcze byłby pożytek w tuskowym stadzie poselskim, bowiem dała temu wyraz swoim rozumem podczas głosowania nad odrzuceniem projektu pisowskiego w sprawie in vitro, który zakładał karanie więzieniem za poddanie się temu zabiegowi, ale też co istotne, w szeregach "nowoczesnej" PO, aż 19 posłów wyrażało aprobatę dla tego "muzułmańskiego" projektu. Inaczej ma się sprawa z panią Jakubiak. Pani poseł EJ, jeszcze niedawno potrafiła deptać posłów Platformy, za to, że pozwolili sobie chociażby w delikatny sposób poddawać krytyce jej Jarosława. Dzieliła pogląd z swoimi towarzyszami, że Tusk ma krew na rękach mordując w porozumieniu z Putinem jej ukochanego prezydenta. Była mu wierna jak członkowie KPZR leninowskim przykazaniom. Ona, gdyby nawet wstąpiła do PO, to poruszała by się w niej jak żołnierz krokiem defiladowym po podmokłej łące. "Kaczyński" się rozsypuje, mimo, że stada mocno pilnują owczarki podhalańskie jak Ziobro, Kurski, Brudziński i Rychu Czarnecki. Ten ostatni pokazując swoją twarz gdzie tylko się da, emanuje nie tylko obrzydliwym włazidupstwem, ale też wyjątkową antypatią w oczach widzów. Tylko pierwsza lepsza polityczna menda potrafi na przestrzeni kilku lat zaliczyć wszystkie, poza SLD partie i do każdej przywódczej dupy wślizgiwać się za bez wazeliny. Rozsypuje się PiS. Odchodzi z niej również poseł Ołdakowski. Ten sam, który jako pupil Lecha Kaczyńskiego mianowany został dyrektorem dzieła życia prezydenta Warszawy, czyli Muzeum Powstania Warszawskiego. Tylko patrzeć, jak inne owieczki poszukają dziury w płocie kaczystowskim i nie bacząc na ww.bulterierów opuszczą stado. Tym bardziej, że zanim panią Kluzik wyrzucono, dla ponad 30 tysięcy kandydatów PiS do samorządów, wyprodukowano w ramach promocji plakaty ze zdjęciem najładniejszej twarzy, wzorem sławetnej akcji za czasów Wałęsy. Trzeba będzie pewno je wyrzucić. Podwójna strata partii. Strata twarzy oraz kosztownych plakatów, które w ten sposób by dezawuowały kandydatów na radnych i wszelkiej maści burmistrzów, wójtów i prezydentów. A niech ich tam, PIS z nimi. Żałować nie będę, jako mi się rzekło na wstępie.
.....................................................................................................................................

Uśmiechnij się:

1. Podczas testowania wibratorów ocena "zadawalający" jest wyższa od oceny "dobry".

2. Dlaczego jelita człowieka mierzą aż 12 metrów?
- Po to aby człowiek sobie nie poparzył dupy podczas picia herbaty.

3.Co to jest?. Wchodzi jednym uchem, wychodzi drugim a mimo to pozostaje w głowie?
- Kilof.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...