środa, 30 czerwca 2010

DEBATY, DEBATY- CZYLI SRATY TATY I PIERDATY





No i już po wszystkim. Skończył się najbardziej reklamowany program rozrywkowy. Wesela rzeczywiście nie było, bo panna młoda odrzuciła zaloty obu pretendentów do ręki. Zgodnie z przewidywaniami Napieralski swoje 14% głosów ulokował w banku rozwoju partii na czele której poczuł się bardziej pewnie. Nie rozczarował, zdaję się ani PO ani PIS-u, bowiem wszyscy znawcy zawiłości politycznych przewidywali takowy finał. Obaj "kawalerowie" za pomocą swoich sztabów wyborczych, tudzież instrumentów politycznych, które razem uchwalali w Sejmie poczęli wyciągać brudne ściery w celu zeszmacenia konkurenta na 4 dni przed ostatecznym roztrzygnięciem wyborczym. Obaj mi pachną stęchłym kadzidłem. Komorowski jakby mniej
Właśnie zakończyła się druga runda z cyklu debaty prezydenckie. No cóż, nihil nowi, można rzec. Panowie starali się sobie zaszkodzić nie zawsze uzasadnionymi argumentami i przykładami z wzajemnych rządów, tylko po to, by na koniec podpisać się wspólnie na egzemparzu polskiej Konstytucji, na której wypisane były ich hasła wyborcze. O ile poprzednio wysoko wygrał Komorowski, o tyle w dniu dzisiejszym Kaczyński poniekąd odrobił straty. W sumie owe debaty to po prostu sraty taty. Remis.To że podali sobie ręce nic nie oznacza. Powinny być jeszcze rzuty karne.
Oczywiście obaj się skompromitowali wcześniej (przynajmniej w oczach skrajnej prawicy) wyjątkowym umizgiwaniem się do postkomunistów nazywając ich od dziś europejską lewicą, co zresztą brzmi poprawnie. Słowa te wielu oszołomom napewno długo bedą tkwić w ich gardłach. Ciekawe jak długo pozostaną z owym przekonaniem. Odbijać się będzie im to czkawką .Już wytykają sobie obłudne umizgiwania się do tych których jeszcze niedawno wespół zespół chcieli delegalizować, a niektórych działaczy lewicy wręcz kierować na szafot lub szubienicę. Sądzę, że ten (nie ma co ukrywać obłudny manewr) nie spodoba się Kościołowi z Pieronkiem na czele, który chciał wypalać lewicę kwasem solnym. Ale to już ich problem. Summa summarum, jestem w najwyższym stopniu przekonany, że wybory wygra Komorowski, który jawi się jako te mniejsze zło. Zło, bo jednak obaj kandydaci do fotela pod żyrandolem tkwią mentalnie w XIX wieku. Obaj nie potrafią sprecyzować swoich zamiarów co do ustawy o in vitro, Karty Praw Podstawowych, czy też stosunków na linii państwo-Kościół. Akurat Kaczyńskiego nie umieszczał bym w wieku XIX a wręcz w średniowieczu, bowiem ten akurat aparat na pytania związane z przekonaniami ma jedną jedyną odpowiedź: jestem katolikiem. Ot, kandydat na stanowisko prezydenta dużego europejskiego kraju w XXI wieku. Sądzę, że tą odpowiedzią przekonał wielu światłych Polaków, na kogo mają głosować, a kogo wysłać do lamusa historii i to na zawsze.

W cieniu kampanii wyborczej prasa codzienna informuje nas o postępie dociekań w sprawie przyczyn katastrofy pod Smoleńskiej, ale wydaje się, że nie prędko definitywnie usłyszymy, iż przyczyny tej tragedii leżą w tym że, nie tylko piloci zlekceważyli ostrzeżenia obsługi tego prowincjonalnego lotniska, nie ważne już za czyją podpowiedzią, ale po prostu nie do końca byli oni wyszkoleni. Okazuje się, że aby doskonale obsługiwać samolot typu TU154M, nie wystarczy symulacyjny trening w polskich szkoleniowych warunkach, ale coroczne kursy doskonalące na tego typu maszynach w Rosji (kraju produkujacym tupolewy). Nasze władze zrezygnowały z wysyłania pilotów do Moskwy. Dlaczego? Bo czuliśmy wstręt do sąsiadów ze Wschodu. Bo byłoby to płaszczeniem się przed Jelcynem, Putinem czy też Miedwiediewem.Bo był żal pieniędzy. Tak piszą specjaliści od lotnictwa wojskowego, w ramach którego latają maszyny z naszymi VIP-ami. Twierdzą jeszcze coś dodatkowo. Mianowicie, lotnisko, jako takie w Smoleńsku można zaliczyć dziś wprost do lotnisk typu aeroklubowych, bowiem już przed rokiem zlikwidowano tam jednostkę wojskową. Pozostały tam urządzenia prymitywne do obsługi śmigłowców oraz lotnictwa sportowego. Uszczuplone też były instrumenty nawigacyjne i o tym powinni wiedzieć dowódcy 36 Pułku Transportowego. Tym bardziej przydupni pana prezydenta, dbający o jego bezpieczeństwo, wraz z wywiadem rozłożonym na łopatki przez Macierewicza, powinni posiadać ową wiedzę.

O katastrofie i jej konsekwencjach będziemy musieli czytać w prasie jeszcze bardzo, bardzo długo, bowiem rodziny ofiar imaginują sobie różne, wprost niebywałe pomysły a także dociekania z pogranicza idiotyzmów. W dwa miesiące po katastrofie, niektóre "kochające" żony rozgrzebują tę narodową ranę. Kochające powtarzam, ponieważ chodzi o panią Gosiewską i panią Kurtykę. Akurat obie te laski zostały porzucone przez swoich mężów na rzecz kochanek. Tak pisała onegdaj polska brukowa prasa. Zatem żal raczej winien być umiarkowany, tym bardziej ,że na konto bankowe wpływają i dalej będą wpływać różne miłe sercu odszkodowania, liczone w setkach a nawet milionach złotych. Jeszcze bardziej śmieszy mnie ciekawość pani Gosiewskiej, czy w trumnie rzeczywiście leży jej mąż ,czy zgoła ktoś inny. Domaga się kobita ekshumacji. Mając na uwadze fakt, że wszystkie ofiary (poza parą prezydencką i kogoś tam jeszcze) były nierozpoznawalne, a ich ciała trzeba było kompletować ponad tydzień za pomocą DNA, to chciałbym zobaczyć minę pani Gosiewskiej w momencie gdy skieruje wzrok w otwartą trumnę, bo nie wykluczone ,że jej mąż częściowo będzie miał uśmiech Wassermanna, zaś ręce sięgające poza kolana. Czy to jest pani potrzebne. Po co się mścić na ukochanym po śmierci,tym bardziej że zegarek się znalazł. Zdradził to zdradził. Gorsze nieszczęścia spotykają normalnych ludzi.






Uśmiechnij się:

1.Na porodówce doktor prezentuje oszalałemu ze szczęścia ojcu nowonarodzone dziecko. Ten bierze je ostrożnie na ręce i szepce:
-Chłopczyk, Boże chłopczyk!...
Lekarz na to kwaśno:
-Dziewczynka! I niech pan puści mój palec...


2.Kaczyński i Komorowski mieli wypadek samochodowy.Oczywiście pokłócili się czyja wina.Kaczyński nie wytrzymał i mówi: Bronku, nie kłóćmy się, moja wina. Komorowski zmieszany: Nie, no raczej moja wina. Kaczyński na to:
-Wina leży po obu stronach. Nic się nie stało. Rozejm?, - I wyciąga piersiówkę podając Komorowskiemu.
Komorowski pije, oddaje Kaczyńskiemu, a ten chowa ją do kieszeni.
-A ty nie pijesz?
Nie, ja czekam na policję.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

WESELA NIE BĘDZIE



No i proszę. Okazuje się, że już na początku lata zaistniała nam sensacja polityczna. Bo oto na balu ogólnonarodowym, w którym wzięło udział 15 milionów Polaków niespodziewanie pokazała się obecnym wyjątkowo ładna, młoda i posażna panna. Jak w bajce o Kopciuszku, panna ta swoim majątkiem natychmiast zwróciła uwagę głównych dwóch kawalerów, którzy postanowili zabiegać o jej rękę . Mowa oczywiście o Grzegorzu Napieralskim, przewodniczacym SLD, startującym w wyborach prezydenckich. Nikt nie dawał mu najmniejszej szansy. W prognozach zestawiali go na obrzeżach klasyfikacji obok Ziętka. Napieralskim, któremu nie szczędzono uszczypliwosci i kpin. Sam postrzegałem go bardzo krytycznie.Tymczasem on właśnie stał się w oczach opinii publicznej największym zwyciężcą, zdobywając 14% głosów od lewicowych wyborców, a zatem po sportowemu zdobył medal brązowy. Ponieważ zaś żaden z dwóch owych kawalerów Komorowski i Kaczyński nie zdobyli głosów na tyle, by już zasiąść w fotelu pod słynnym żyrandolem, przeto w drugiej turze owa panna wraz ze swoimi wyborcami zdecyduje o zwycięstwie jednego z nich. Już w czasie wieczoru wyborczego obaj umizgiwali się wręcz niesmacznie do swojego dotychczasowego "wroga". Obaj już podstarzali kawalerowie z przychówkiem osobowym, a jeden z nich nawet ze słynnym w kraju sierściuchem. Właśnie on, Jarosław Kaczyński, zawsze gotów do poniżania lewicy (a nawet jej delegalizacji), gnębienia ich członków utworzoną w tym celu instytucją IPN, obcinacz emerytur nabytych w tamtych czasach, człowiek nienawistny do wszystkiego i wszystkich co nie pachnie jego partią, dla pozyskania głosów wyborców Napieralskiego publicznie oświadczył, że PiS jest w rzeczy samej partią lewicową. Matko Boska, Piekutowska, chyba śnię. Napieralski powinien mu zaproponować wstąpienie do SLD, o ile pozostali członkowie nie czuli by odruchów wymiotnych. Nie wiadomo jak dzisiaj postąpi Napieralski, który najpierw spotka się we wszystkich okręgach z działaczami SLD, by ustalić strategię na dalsze działanie. Jedno jest wiadome, że przenigdy nie udzieli bezpośredniego poparcia Alikowi wraz z jego właścicielem. Kawalerowie ci, którzy w gruncie rzeczy mają przewagę w parlamencie, mogą walczyć o głosy Napieralskiego, o ile pan Marszałek Sejmu podejmie się przepchnąć ustawowo kilka spraw o które lewica zabiega od dawna m.in. podpisanie Karty Praw Podstawowych (Polska stanowi tu wyjątek w UE), uchwalenie ustawy o finansowaniu i całkowitej dopuszczalności leczenia bezpłodności metodą in vitro, rewizji konkordatu, a także likwidacji Komisji Majątkowej. Pilnych spraw jest jeszcze wiele, ale gdyby się udało załatwić z nich choć część , to głosy wyborców lewicy nie poszłyby na marne. Małżeństwa w sensie konsumpcji owej panny z którymkolwiek kawalerem wykluczam. Chociaż jest ona łudzona stanowiskiem wicepremiera plus dwoma tekami ministerialnymi. Lepiej dla tej panny będzie jeżeli jeszcze pozostanie w bezżeństwie, zaś welon zawiesi w szafie przy ul. Rozbrat, przynajmniej do wyborów parlamentarnych. A tymczasem, no cóż. Skoro pan Komorowski już się wciągnął w tę posadę, to niech popycha ten wózek.


Uśmiechnij się:


W czasie występu w cyrku magik zwraca się do widowni.: A teraz , żeby pokazać państwu, iż nie ma tu żadnego oszukaństwa, poproszę na arenę kogoś z publicznosci. Kogoś o kim nie można powiedzieć, że jest ze mną w zmowie. O! Może tego chłopczyka. Prawda, że widzisz mnie po raz pierwszy?

-Tak, tato...

piątek, 18 czerwca 2010

PLAGI JEDYNIE POLSKIE



Piszę ten post na dzień przed ciszą wyborczą. Nikt zatem nie zaprotestuje, że treścią bloga zakłóciłem ową ciszę, bowiem prawda o której piszę jest autentyczna i dla wielu Polaków odpowiednio oczytanych jawna. Rzecz o wyjątkowej rozrzutności naszego państwa. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego zadając sobie pytanie: jak to jest, że mija już ponad 20 lat tzw. demokracji, albo inaczej, uśmiercenia komunizmu, a nadal jesteśmy zaściankiem Europy. Nadal jesteśmy na ostatnich miejscach notowani we wszelkich rankingach zarówno gospodarczych, kulturalnych, a nawet sportowych. Przylgnęły już do nas wystawiane nam oceny z pogranicza dostateczny z dwoma minusami. Dalej Polak ma najniższą emeryturę w UE, dalej Polak ma najniższą pensję w Unii, dalej Polak jeździ najgorszymi drogami. Dalej Polak płaszczy się u lekarza by mu założył opatrunek, nie mówiąc już o badaniu prenatalnym zaciążonych kobiet. Dalej Polki w liczbie ok. 150 tysięcy rocznie wyjeżdżają do krajów ościennych, by (jako świadome katoliczki mieszczące się w 95% społeczeństwa) przerywać niechcianą ciążę. Otóż rzecz ma się m.in w wyjątkowej rozrzutnosci państwa. Konkretnie naszego rządu. I to niezależnie z jakiej opcji politycznej on się składa. W międzyczasie dotykają nas bogobojnych straszne kataklizmy i nieszczęścia. Dramat smoleński kosztował nas dziesiątki milionów. Dramat powodziowy następne dziesiątki, a może i setki milionów złotych. Na tych dwóch nieszczęściach, z których ten ostatni wywołany był onegdaj poprzez modlitwę poselską o prawdziwy deszcz, krocie zarobił wyłącznie nasz ukochany ponoć przez owe 95% społeczeństwa Kościółek katolicko-pedofilski. Caritas- cóż to za nadzwyczaj szanowana przez jeszcze wielu oszukanych Polaków instytucja. Skądinąd jednak wiadomo, że jest to firma wyjątkowo nieuczciwa, wręcz mafia złodziejska, bowiem tylko ok.30% zebranych dóbr od społeczeństwa trafia dla naprawdę potrzebujących. Reszta jest milczeniem. Ale nie jest to najważniejsze. "Ważne jest to", (jak zwykł zaczynać swoje wypowiedzi kandydat na prezydenta Waldemar Pawlak,) że nigdy nie znajdziemy się w strefie dobrobytu europejskiego jeżeli nadal będziemy oddawać rocznie zdemoralizowanemu prawdziwym dobrobytem klerowi 7 miliardów złotych, utrzymując na koszt państwa ich seminaria, uczelnie teologiczne, pensje katechetów i składki ubezpieczeniowe ZUS. Kościół jako organizacja watykańska naciąga państwo polskie na wiele innych kosztów związanych niby z ochroną zabytków oraz utrzymaniem tzw. domów opieki zarówno dzieci jak i ludzi starszych. Nigdy nie znajdziemy się w strefie dobrobytu europejskiego jeżeli dalej będziemy finansować zachcianki PSL (przybudówki dla rządzącej partii, niezależnie od opcji politycznej) w kwocie 14 miliardów rocznie jako dofinansowanie KRUS. Nie poprawimy swojego polskiego statusu, jeżeli nie zrezygnujemy z ambicji mocarstwa militarnego, wysyłając na każde pierdnięcie prezydenta USA swoich żołnierzy do walki z ich wrogami. Bo cóż nam Polakom winni są Irakijczycy, czy też Afganie, chociażby talibowie. Takich prawie talibów mamy w swoim kraju zatrzęsienie. To wyznawcy "doktora" Rydzyka i Kaczyńskiego. Z nimi się najpierw powinniśmy rozprawić, a nie szukać ich w górach Afganistanu. Koszty byłyby mniejsze, a pożytek większy. Mam na myśli tych, co to nawołują ulotkami do zabicia Bartoszewskiego, bowiem on między innymi nie zgadza się z ich teorią spiskową, że niby Tusk spowodował tragedię smoleńską. Tych należy unicestwic najpierw. Dla dobra wszystkich normalnych Polaków. Mówię normalnych a nie "prawdziwych", których znam z autopsji, bowiem wypowiadali się na moim blogu, dopóki mieli okazję zaistnieć anonimowo. A inne oszalałe koszty państwowe?. Otóż, trudno uwierzyć, nam w gruncie rzeczy biednym europejczykom ,że w każdej sekundzie pałac pana prezydenta Kaczyńskiego wydawał 5 złotych. Stanowi to, że w ciagu jednej minuty złotych 300, 18 tysięcy w ciagu godziny, zaś 430 tysięcy w ciagu doby. Jeżeli to przemnożymy przez 360 dni w roku, to mamy niebotyczną kwotę 154.800,000,00 PLN. Pan prezydent walczył jeszcze o wiekszą kwotę, ale rząd nie ustąpił. Nie ma się czemu dziwić, bowiem koszty utrzymania sierot po przegranych wyborach PiSu, których przygarnął Lech Kaczyński, wyloty samolotem dwa razy w tygodniu na Hel, a także koszty dyżuru karetki reanimacyjnej pod helską rezydencją, niezależnie od tego, czy tam akurat przebywa "gość" czy też nie, liczyły właśnie miliony złotych. Fakt, część tych sierot po PiSie Kaczyńscy umieścili w TVP oraz w bankach polskich, dzięki śp. Skrzypkowi. Dziwię się Tuskowi, że nie zrobił z tym cwaniactwem porządku zaraz po objęciu stanowiska premiera. Dzisiaj ma za swoje. Swoją drogą lenistwo i niekompetencja jego ministrów przynosi też olbrzymie szkody państwu. Minister Grad ma na sumieniu stocznie, natomiast pani minister Radziszewska od spraw równości płci straciła dla państwa 300.000,00 euro,... bo zapomniała złożyć wniosku do Brukseli. Pamięta zaś o imieninach dostojników kościelnych. Stała się posmiewiskiem środowisk kobiecych, i słusznie. Co za nierozgarnięta kobita. Przypomina mi Annę Fotygę, przyjaciółkę Kaczyńskich.
Czekają nas oczywiście inne jeszcze olbrzymie wręcz wydatki. Zakup samolotów dla VIPów, odszkodowania dla ofiar katastrofy, bo jak się okazuje prezydent LK nie raczył ubezpieczyć wycieczki do Katynia, budowa pomników tych ofiar na koszt rządu, no i wybory. Dobrze by było, gdyby skończyły się na jednej turze. Ale zanosi się na dwie. Można by zapytać, skąd biedny rząd polski na to wszystko ma?. Otóż ma, ale wyłącznie na permanentne podwyżki dla poselstwa i senatorstwa. Na ochłapy dla poszkodowanych przez powodzie i pożary, na urządzanie imprez rządowo kościelnych i w gruncie rzeczy moglibyśmy jako laicy powiedzieć na inne miłe mu pierdoły. Pierdoły przynoszące chwałę i splendor czynnikom rządzącym w oczach kleru. Nie chcę już, ze względu na "obszar" bloga wywlekać tym naszym rządom począwszy od Buzka, poprzez Millera, Marcinkiewicza , Kaczyńskiego i Tuska wyjątkowej rozrzutności w świetle gospodarki dotacjami z Unii Europejskiej. Wiem jedno napewno, że zasadnicza część tych milionów euro spływa do głębokich kieszeni polskich biskupów. Zarówno jako dopłaty do obszarów rolnych w ich posiadaniu, jak i na "niby" konserwację zabytków. Dziwię się, że Unia nie dokonuje audytu tych wydatków. Jestem pewien, że wyszłyby z tego jaja jak berety, a raczej... birety. Zaiste było by to godne i sprawiedliwe.

Na koniec odpowiem sam sobie na pytanie, dlaczego trwa tak zajadła walka o stanowisko prezydenta. Otóż jest to walka o wielkie pieniądze dla siebie, rodziny, ale i swojej partii. W przypadku wygranej Kaczyńskiego, walka o dobro... pierwszego kota w kraju. Przypomnę tylko, że pensjonariusz krypty wawelskiej zatrudniał na swoim dworze ok. 600 wyznawców PiS, gdy tymczasem Kwaśniewski obył się 200 -stoma dworzaninami.


.......................................................................................................................................................................


Uśmiechnij się:

Julia jak zwykle stała na balkonie. Czekała.Powoli zapadała noc, a jego nie było. Wyglądała go już od kilku dni, skubiąc ze zniecierpliwienia i tak już porwane firanki. Zazwyczaj stawał pod oknem i głośnym krzykiem obwieszczał swoje przybycie. Tym razem jednak mocno się spóżniał. Kiedy już miala zamknąć okno i udać się na spoczynek, usłyszała jego-wywołujący drżenie serca, mocny, męski głos:
-Pani Julio, RENTA!.

piątek, 11 czerwca 2010

TO JEDNAK PO TROSZE.... DZIKI KRAJ



Właśnie przeczytałem książkę zatytułowaną "W szponach władzy" autorstwa Anny i Henryka Stokłosów. Tak, tych samych słynnych onegdaj Stokłosów spod Piły. Tych, co to pracą i organizacją stworzyli potęgę prywatnej firmy, dając zatrudnienie 7 tysiącom pracowników. Owa firma utrzymywała zatem przy dostatnim życiu ponad 30 tysięcy obywateli z pobliskich okolic Śmiłowa. Zakład zarządzany przez państwo Annę i Henryka Stokłosów jest największym pracodawcą na terenie Wielkopolski. O czym traktuje książka
"W szponach władzy"? Otóż pokazuje ona w jaki sposób prawdziwy przedsiębiorca, który poprzez majątek stał się oligarchą, pada ofiarą polityki PiS. Ofiarą Ziobry i usłużnych jemu prokuratorów, ofiarą wzorem Barbary Blidy oraz Dr. G. Ofiarą spaczonego moralnie wymiaru sprawiedliwości i usłużnych z kolei dziennikarzy, czychających jak głodne hieny na zaszczutą ofiarę goniąc za karierą i mamoną. Dziennikarze ci stali się normalnymi zwierzętami z nieodrutowanymi ryjami. Sprzyjała im w tej ohydnej robocie wręcz stachanowska polityka Kaczyńskich oraz totalna krytyka oligarchów, do których obok Kulczyka i Krauzego zaliczali bez wątpienia Stokłosę. Książka jest napisana w formie wywiadu z małżonkami Anny i Henryka Stokłosów. Jest to zapis wręcz tragicznych splotów wydarzeń na linii przedsiębiorca- wyrzuceni z pracy za pijaństwo i brak dyscypliny robotnicy-podburzani przez media mieszkańcy Śmiłowa-setki (dosłownie) kontrolerów nasyłanych w celu wykańczania firmy- oraz ludzi Ziobry. Książkę zakupiono .... w sklepie mięsnym firmowanym przez Stokłosę, bo ponoć jedynie tylko poprzez tak dziwne punkty dystrybucyjne miała ona szansę ujrzeć światło dzienne. Ale tak sobie myślę. Skoro ta książka nie jest dostępna w księgarniach, to w jakim my kraju żyjemy. Dzisiaj, gdy zszedł z codziennych ekranów telewizyjnych Ziobro, Kamiński, Kotecka czy też Kaczyński? ,więc powtarzam: w jakim kraju żyjemy?. Wydawcą książki jest Instytut Wydawniczy "Świadectwo" z Bydgoszczy, zaś wywiadu wysłuchał z chronologicznym zapisem dramatycznych wydarzeń w świecie państwa Stokłosów pan Aleksander Radek. Cieszę się, że dane mi było przeczytać tę książkę, która zresztą z okazji imienin otrzymałem w prezencie od jakże sympatycznej osoby, ponieważ napompowany, jak się okazuję nieuczciwymi wieściami z firmy Farmutil HS, byłem bardzo niesprawiedliwy w ocenie wydarzeń. Zarówno TVP, jak i stacje komercyjne, a przede wszystkim media Rydzyka okazały się hienami na usługach CBA, CBŚ, Ziobry i Kaczyńskich. Nie dziwią mnie teraz awanse nadawane przez Macierewicza z szybkością rozmnażania się komarów. W ciągu dwóch tygodni szkolenia jego ludzie otrzymywali stopnie oficerów młodszych, by w okresie następnych kilku miesięcy nosić naszywki majorów i podpułkowników. Takie działanie miało sens dla speców od służb specjalnych. Ci ludzie nagradzani awansami i namacalnymi premiami robili wszystko dla swych mocodawców. Gotowi byli do najgorszych świństw. A świństwa te mogły mieć miejsce wyłącznie w Wolsce pod rządami wścieklicy pisowskiej pisanej górnolotnie jako IV RP. Nie będę przytaczał treści książki. Jest ona totalnym oskarżeniem władzy. Wydaje się, że oskarżeniem absolutnie uczciwym. Zapisem bezsilności obywatela kraju członka UE, starającego się udowodnić swojej niewinności w świetle obowiązującego prawa. Namawiam, przeczytajcie Państwo tę książkę. Znajdziecie ją w każdym sklepie mięsnym firmy Stokłosa. Do ówczesnej władzy doznacie uczucia wstrętu, ale także po trosze do siebie, poniewazż wielu z nas uwierzyło w brednie podawane nam poprzez media na temat wydarzeń w Śmiłowie.
...................................................................................................................................................................

Inna sprawa, która dzisiaj wpłynęła dramatycznie na moje samopoczucie to świeżutki artykuł FiM traktujący o zachowaniu 61 letniego księdza kanonika z warszawskiej parafii , który to sześcioletniej Wiktorii wpychał do buzi swojego (przepraszam za wyrażenie) fiuta. Kiedy nie chciała mu zrobić tej jakże zboczonej przyjemności, bił ją i nawet kopnął. Wpychał jej łapę do majteczek uszkadzając podczas swej podniety krocze dziecka. Oto nasz Kościół Rzymsko-pedofilski. Oto czysty obraz pasożyta, żyjącego kosztem bojaźliwych owieczek, a przy tym czującego się bezkarnie wedle zapisów konkordatowych i rozdziału sądowniczego państwa i Kościoła. Tekst dostępny na trzeciej stronie ostatniego wydania tygodnika. To dzieje się w Polsce. W stolicy, jakże blisko nas wszystkich. Tylko niech nikt nie mówi , że walczę z Bogiem, bo nie sądzę aby Bóg o tym wiedział. Ksiądz kanonik jako urzędnik pana Boga, tę sprawę zatuszował nawet przed swoim "absolutem" . Dla niebios pozostanie ona tajemnicą.
.......................................................................................................................................................................

Te dwie sprawy, wbrew pozorom mają swój wspólny mianownik. Bowiem w obu tych przypadkach nasze państwo jawi się jako bezsilne. W imię partykularnych interesów, w imię oportunizmu, a nawet swoistego konformizmu, a przede wszystkim .... bojaźni przed tymi co mają rząd dusz. W XXI wieku, w środku ucywilizowanej 100 lat temu Europy.

..........................................................................................................................................................


Uśmiechnij się.


W autobusie:
-Panie, co pan tak się o mnie ociera!? ma pan na mnie ochotę?
Nie. ..Skądże!
-To odsuń się pan, bo może inni mają...

środa, 9 czerwca 2010

ALE O CO CHODZI, SKORO WSZYSTKO JEST W PORZO.



Cały stroskany żałobami i zalewami rzek naród, we wtorkowy wieczór rozerwał się oglądając mecz piłkarski naszej narodowej jedenastki z reprezentacją Hiszpanii. Liczyliśmy na jakiś wynik, który podniósłby na duchu nasze umartwione społeczeństwo. Tymczasem 6:O, oczywiście nie dla chłopaków Smudy.Winien się zwać chyba Smuta. Ale co tam 6:O. Myśmy onegdaj wygrali z San Marino IO:O i nie chwaliliśmy się za bardzo. W każdym razie od tej pory staliśmy się postrachem piłkarskiej Europy. A nasi chłopcy z Kiszkowa Wyżnego wygrali z Nacią Juchy Stare 21:2. Co prawda w drugiej połowie meczu Nać nie miała bramkarza, bo czas był na dojenie krów, ale jednak wynik poszedł ... w powiat. Można przytaczać wiele przykładów świadczących o tym , że nie należy zbytnio przywiązywać uwagi do wyniku spotkania z Hiszpanami. Hiszpanie zaraz po spotkaniu lecą do RPA walczyć w Mundialu. Nam to wisi. Chłopcy wracają na tarczy z przekonaniem, że zaoszczędzone siły przydadzą się do układania worków z piaskiem na zerwanych wałach. Chociaż chyba sobie zbyt śmiało zażartowałem. Nasi nazwijmy ich z szacunkiem "piłkarze", to zblazowani pseudosportowcy. Ci osobnicy, z poziomem często wykształcenia podstawowego lub zawodowego otrzymują za to, iż zgodzili się biegać po boisku kilkanaście tysięcy złotych (lub euro) miesięcznie, gdy tymczasem profesor na uczelni zadawala się kilka razy mniejszym uposażeniem. Nasi "piłkarze", tak jak zarządcy naszego państwa wierzą w cuda i opatrzność, umocowaną w katedrze wilanowskiej. Wystarczy przed występem wykonać na oczach widowni znak krzyża a wcześniej zmówić pod przewodnictwem kapelana ekipy modlitwę o szczęśliwy wynik. Trening jest nam mało potrzebny. Ekipy innych państw potrafią grać na najwyższych obrotach do ostatniego gwizdka, bo czują się prawdziwymi reprezentatami swojego kraju. I na tym polega patriotyzm a nie na klepaniu pacierzy i liczeniu na opatrzność. Można by powiedzieć, w d..ie tam z Hiszpanami. Nie ma co rozpaczać. Za rok i trochę oni wszyscy przyjadą do Polski i będą na naszej łasce. Nasi kibole, nasze stadiony, lać będziemy jak w kaczy kuper. Ale dlaczego kaczy?


Ale skoro już przytrafił mi się kaczy akcent, to chcę powrócić do wypowiedzi w prasie i internecie odnośnie pochówku na Wawelu prezydenta Kaczyńskiego. Otóż proszę państwa, nawet gdyby się okazało, że bohater spoczywający w krypcie Srebrnych Dzwonów jest winny czegoś co nazwalibyśmy potwornością razy 96, to i tak nikt go stamtąd nie ruszy. Spoczywąjący po sąsiedzku Marszałek Piłsudski za życia winien jest śmierci ponad 400 niewinnych osób. Zbudował jako pierwszy w Europie obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej po to by katować niewygodnych przeciwników politycznych. I to by była praprzyczyna zasadnicza, dla której winien być pochowany bardziej skromnie. Te argumenty akurat nie przeszkadzały biskupom katolickim. Przeszkadzało im coś zgoła innego. Mianowicie Piłsudski był socjalistą przynajmniej w początkowym okresie działalności politycznej. Ponadto był rozwodnikiem, a przede wszystkim wypiął się na wiarę w której był ochrzczony i dla kochanki przeszedł na protestantyzm. To zasadnicze przyczyny, dla których wedle prymasa Polski nie powinno się składać jego zwłok w rzeczonej krypcie. Ale Kościół swoje, a rząd swoje. Wtedy władza kościelna była równie prężna podobnie jak dziś, ale władze państwowe nie dały sobie dmuchać w kaszę jakiemuś tam zarządcy na Wawelu. Dzisiaj wiadomo jak jest. Dziwisz chce, rząd musi, więc nie ma się czemu dziwić.
Uśmiechnij się:
1.Czy jest pan przesądny? pyta chirurg-ortopeda pacjenta.
-Ależ skąd, panie doktorze.
To dobrze, bo od jutra będzie pan wstawał tylko lewą nogą.

sobota, 5 czerwca 2010

NIC NIE JEST WYKLUCZONE




Na kanwie tragicznej śmierci naszego ostatniego prezydenta Lecha Aleksandra Kaczyńskiego, do mojego mózgu, mózgu człowieka bądź co bądź już leciwego dociera uświadomienie, iż na przestrzeni mojego życia "pochowałem" wszystkich przywódców a więc generalnych i pierwszych sekretarzy oraz innych możnych mojego "świata", którzy odeszli z niego w sposób mało konwencjonalny. Gdy uczęszczałem do wiejskiej szkoły podstawowej, zwanej na ówczas powszechną, zmarł Stalin. Stało się to nagle, bo wg. oficjalnej propagandy serce mu pękło. Tymczasem wiemy z dobrze poinformowanych źródeł, że ukochany przez wszystkie narody globu Soso Dżugaszwili, na łożu śmierci skonał bez żadnej opieki, bowiem nikt nie odważył się zajrzeć w chore, powoli zamykające się oczy gada. Pamiętam, że na uroczystej zbiórce naszej szkoły wszyscy płakaliśmy, od dyrektora po ostatniego ucznia. Zbiorowy szloch udzielił mi się tak bardzo, że całym sobą dygotałem jak liście osiki, tak, że musiał podtrzymywać mnie obok stojący 30-latek, bowiem i takich wyrośniętych kolegów się miało. Był to czas walki z analfabetyzmem.
Zapłakany jak po stracie najbliższej mi osoby wróciłem do domu, by wciąż w nieutulonym żalu, podzielić się ową straszną informacją z moimi rodzicami. Ojciec, który przyjął tę wiadomość ze stoickim spokojem, wyszedł do kuchni, by przekazać ją mamie.Wyobrażałem sobie, że za chwilę nastąpi totalna żałoba, być może zostaną przykryte domowe lustra i odpalone świece. Tymczasem usłyszałem głośny chichot i radość powodującą występowanie rumieńca na ich twarzach. Powodu tej radości rodzice nie zechcieli mi uświadomić. Wiadomo takie czasy. Dla spokojności kazali mi zmówić krótką modlitwę za duszę Soso. Zmów, on był taki fajny urwis, gdy był oczywiście w twoim wieku. Potem to już było różnie. W owym czasie z mojej rodziny kilka osób gniło w kazamatach stalinowskich. Czas goił "rany". Było, minęło. Dopiero po śmierci innego przywódcy, Bolesława Bieruta w trzy lata później, trauma i przygnębienie spowrotem nas młodych dopadła. Wszyscy wiedzieliśmy, że Bierut, przyjaciel młodzieży i zabawiacz dzieci nie zmarł śmiercią naturalną z powodu jakiejkolwiek choroby. Z przyjacielskiej wizyty w Moskwie, dostarczono go nam w opakowaniu trumiennym. Atak serca. To taka dość powszechna przypadłość ludzi piastujących bardzo ważne stanowiska. Podczas pogrzebu prezydenta Bieruta mieliśmy w liceum wolne. Nie znaczy to, że całkiem. Wszystkich nas zgromadzono przed kołchoźnikiem (to taki głośnik, zwany przez co odważniejszych propagandową szczekaczką), by w skupieniu wysłuchać żałobnych przemówień przywódców bratnich partii transmitowanych z Moskwy, Budapesztu, Bukaresztu, Pragi, Berlina, Sofii, Pekinu, Ułan Bator, Paryża i Rzymu. Powtarzam: Rzymu, nie Watykanu. Następnie bardzo, bardzo długo słuchaliśmy powtarzającego się marsza żałobnego Chopina. Ciągnął się on jak bolero Ravela jeno, że jeszcze dłużej jako, że przez całą podnoszoną z gruzów Warszawę w kierunku Powązek trumnę na lawecie ciągnęły cztery białe wierzchowce. Starsi nauczyciele mówili, że w podobny sposób chowano Piłsudskiego ale kuda mu tam do uroczystości bierutowskich. Byliśmy wzruszeni, szczególnie ci wrażliwsi na muzykę naszego Fryderyka. Obiecywaliśmy dobrą naukę i deklarowaliśmy spontanicznie wolę walki o pokój i umocnienie socjalizmu. Śpiewaliśmy pieśni patriotyczne jak i religijne, bowiem w kondukcie szli także biskupi i księża-patrioci. Było, też minęło.
Zanim jednak doczekaliśmy się równie "pięknego" a może jeszcze piękniejszego pogrzebu naszego dostojnika, który tym razem chowany był w towarzystwie małżonki, oglądaliśmy wiele jakże uroczystych pogrzebów przywódców Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Żaden z nich nie zszedł z powodów czysto biologicznych. Z różnych żródeł dowiadywaliśmy się, że sprowadzani byli do podziemi poprzez trucizny oraz choroby syfilisopodobne, a także inne podstępne mroczne siły. To już taka tradycja od czasów carskich. Nawiasem mówiąc śmierć z powodu syfilisu dotykała wielu przywódców świata od Lenina począwszy, a na niektórych papieżach skończywszy. W każdym razie, od czasów Breżniewa (podobno ten paralityczny dziad na każdą noc wzorem arabskich szejków musiał mieć świeżą dziewkę), co one mu robiły w łóżku?. Oto wielka tajemnica wiary... w te wieści. No wlaśnie, od pogrzebu Breżniewa, średnio co rok oglądaliśmy wystawiane na widok publiczny w Pałacu Zjazdów świeże zwłoki, starych, a nawet bardzo starych dostojników KPZR, a długie szeregi obywateli kraju, naszego Wielkiego Brata, dniami i nocami oddawało im ostatni hołd.I byłbym już zapomniał o tym, że podobne przypadki miały miejsce w współczesnej osobiście mi znanej historii nowoczesnej Europy. Jasne, że poza naszym obozem też tacy ze świeczników umierali różnie, a nawet bardzo dziwnie. Że wspomnę braci Kennedych, Olofa Palme, Aldo Moro czy Arafata. Rzecz w tym, że pogrzeby naszych, rodzimych, (w sensie przynależności do obozu) przywódców wywarły na mnie na tyle duży wpływ emocjonalny, iż sądziłem, że takie "imprezy" mogły się odbywać jedynie w systemie totalitarnym.
Tymczasem, straciliśmy naszego Lecha Aleksandra Kaczyńskiego, co ja mówię... straciliśmy? Pan prezydent na własne życzenie poległ śmiercią "bohatera" (wg. oceny rządowo-kościelnej), zabierając ze sobą w zaświaty 95 osób. Nawiasem mówiąc Bogu ducha winnych i to niezależnie od przynależności partyjnych. Zawsze lubił się otaczać wianuszkiem towarzystwa, szczególnie w strojach biskupich, kardynalskich oraz w umundurowaniach generalskich. I oto właśnie, gdy przywieziono trumnę z cennymi szczątkami (dosłownie), przed którą padł na kolana posłusznie cały polski rząd z premierem i pełniącym obowiązki prezydenta marszałkiem Sejmu i gdy w paradzie królewskiej przewieziono Je do Pałacu Namiestnikowskiego, rozpoczął się nieprzerwany pochód rodaków, którzy nawiedzili Warszawę z różnych stron kraju (sympatycy PiS są wszedzie, jak lasy i woda), by w pokłonie i ze znakiem krzyża oddać Mu cześć. "Impreza" ta trwałaby conajmniej kilka miesięcy, ale jak to w przypadku pogrzebu, czas nagli. Drogie, zasłużone dla Ojczyzny w sposób niebywały szczątki, w kolumnie złożonej m.in. z lawet, złożono do świeżutkiego sarkofagu w krypcie Srebrnych Dzwonów na Wawelu w towarzystwie małżonki. Zatem również bohaterki. Uroczystość zniewoliła cały kraj. Stały zakłady pracy i koleje, by w odpowiednim momencie oddać sygnał syreną. Sklepy zamknięte na trzy spusty. Oczywiście poza tymi z alkoholami. Zakaz pracy nie dotknął jeno agencji towarzyskich no i kancelarii parafialnych. Dobre i to.
Bohater IV RP spoczął obok bohatera II RP czyli Marszałka Józefa Piłsudskiego. Obaj jakże bardzo różni. Zarówno pod względem stosunku do religii, wierności małżeńskiej (tu zyskuje Kaczyński), a także wyznawanych przekonań politycznych. Jak wiadomo Piłsudski to socjalista, zaś Kaczyński to prawicowiec z krwi i kości, prawie oszołom. Nie pasują do siebie pod żadnym względem, ale jak mówi historia, Piłsudski nie zawsze uchodził za bohatera narodowego. Można przypuszczać, że i Jego towarzysz z krypty może się okazać niezbyt "pełnowartościowym" bohaterem, a wtedy się w krypcie mocno uluźni. Podobny przypadek miał miejsce w Moskwie, właśnie po śmierci ukochanego Soso. Oby to się u nas nie zdarzyło , bowiem ogromne koszta, jakie już dzisiaj ponieśliśmy w związku z rzeczonym wypadkiem pod Smoleńskiem, oraz wymodloną swego czasu przez Sejm powodzią, mogłyby całkowicie rozłożyć na przysłowiowe łopatki nasz umiłowany kraj.
....................................................................................................................................................................
Uśmiechnij się:
1.Facet baraszkuje w łóżku z piękną blondynką. Nagle ona pyta:
-Ale nie masz AIDS, co?
Oczywiście że nie!
-Dzięki Bogu,! Nie chciałabym znowu tego złapać.
...................................................................................................................................
2.Myśliwy zaprosił kolegów i chwali się swoimi trofeami:
-Oto skóra niedźwiedzia upolowanego w Kanadzie, tu dzik z Borów Tucholskich, a tu lew ubity w Afryce.
Koledzy patrzą, a na środku ściany wisi głowa kobiety.
-A to co?
To jest moja teściowa.
-A co ona taka uśmiechnięta?
Cały czas myślała, że żartuję...



ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...