poniedziałek, 23 listopada 2020

TRUDNO DAĆ WIARĘ WIEWIÓRKOM

                   
                 
                                            
Jesienne wiewiórki rozpowiadają, a i prasa przebąkuje, że z końcem tego roku nastąpi też koniec rządów Kaczyńskiego i całego PiS. Kiedy?. Ponoć z tej okazji ludziska będą wznosić toasty na balach sylwestrowych, czyli wszystko jasne. Ponieważ trudno w to uwierzyć, wzniosłem się analitycznie, jakżeż to mogłoby się stać, oczywiście pomijając cuda i konstytucyjne zapisy mówiące o stanach nadzwyczajnych. Modły, modły, modły czas wznosić do naszego narodowego świętego dwu imion papieskich. Ale czy on za swego żywota popierałby unicestwienie Kaczyńskiego. Do sylwestra jeszcze półtora miesiąca, ale pozwólmy poszaleć wyobraźni. Gdyby jednak cudem kaczyzm padł to co potem?. Trudno również uwierzyć, że normalnością Polski zajmie się inna partia prąca do władzy. Bo chyba nie Platforma, która od sześciu lat nie pokazała planu na inną, lepszą Polskę, która potrafi jeno krzyczeć w Sejmie ustami swoich przywódców. Która nie ma należytego zaplecza w masach wyborczych. No chyba nie lewica, rozbita na szczątki partyjek, często ze sobą skłóconych ideologicznie. Już na pewno trudno sobie wyobrazić Polskę w rękach średniowiecznych działaczy OI (ordo iuris), której to organizacji coraz bardziej ulegają nie tylko wierni Kościoła, ale też inni cwaniacy myślący o wzbogaceniu się na ludzkiej naiwności. Jaka ta Polska miałaby być po tym gdy prawicowe myśli ulokowane w głowach Solidarnej Polski Ziobry odbiorą nam miliardy euro zaplanowane w ramach odbudowy popandemicznej. Te błazny uwiązane stułą z klerem zawsze znajdą na swoich stołach smakowite papu wg. zasady „rząd się sam wyżywi” ale obok nich w kraju żyje 37 milionów mieszkańców, którzy po lockdownie nie będą mieli co wsadzić do garnka. Dlatego plany obalenia Kaczyńskiego wraz z tysiącami ich akolitów zatrudnionych w spółkach Skarbu Państwa, to tylko częściowa radość opozycji. Fakt, zastaniemy kraj zadłużony, bez perspektyw na przyszłość, ale to jedyna radość. Niestety radość przez łzy. Do tego kraj skłócony nie tylko z całą Europą ale i światem, po klęsce wyborczej Trumpa. Do kogo się udamy po pomoc, bo chyba nie do Putina, który poprzez swoje tajne organizacje wspiera OI. Kto nie wierzy ten kiep. Rano, gdy w łazience pilnie luzowałem swój pęcherz słyszę w radiu Zet głos Roberta Biedronia, który nie wierzy w veto Morawieckiego w Brukseli. Państwo ledwie dycha, kraj kurewsko zadłużony i do tego umierający Polacy na covid 19, bo brak kadr medycznych, bo brak nawet głupiego tlenu i wielu innych ważnych drobiazgów. Radzimy naszym rządzącym aby na tych setkach łóżek narodowych rozstawionych na narodowym stadionie położyli narodowe społeczeństwo, a właściwie sami się położyli i oddali w opiekę zluzowanym, za to wypoczętym na falach Atlantyku ministrom zdrowia, przy dzwiękach disco polo. Wściekłe na Kaczora i Przyłębską nasze bojowe babki zapiszą się w annałach polskiej historii, jako że tylko one zdolne są obalić ten błazeński rząd, mimo że „obrywają” po plecach razy drucianymi pałkami taleskopowymi. Żarty żartami, ale na coś się zanosi, tyle że nie wiemy na co, bo trzeba być naiwnym by dać wiarę tym radosnym plotkom rozsiewanym przez głupie wiewiórki.

wtorek, 10 listopada 2020

DEKADĄ DO PRZODU

 


                                           W takiej Polsce każdy jest godzien Orła Białego


No i patrzcie państwo, dalej jakoś żyję. Spodziewałem się onegdaj, że jeżeli dociągnę jakimś cudem do osiemdziesiątki, to tylko Bogu i naturze dziękować. A tu osiemdziesiątka mija jakby nigdy nic. Rozglądam się każdego ranka szukając śladów, czy przypadkiem nie zakradała się do mojej sypialni baba z kosą. Nie znajduję jednak najmniejszego. Zatem myślę sobie, że pozostały mi jeszcze pewne rezerwy na których kuśtykam, niestety już tylko z rozpędu nabranego przez ubiegłe lata. Lata dobre i lata złe. Lata piękne i bardzo brzydkie. Lata biedy i obfitości, zależy od okoliczności, jako to powiadają nasi następcy, którzy tak dywagowali: „Rok 2020, był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne wydarzenia”, a ponieważ mamy już rok 2030, przeto tylko możemy powspominać w jakimże burdelu przyszło żyć rodzicom i kto tym burdelem zawiadywał. Wielu z naszych następców nie zapamięta, że jeszcze dekadę temu krajem rządził niezbyt zdrowy fizycznie a i na umyśle niedopracowany przywódca zwany na wyrost prezesem. Powiadam, na wyrost a nie wzrost. Wydawał on polecenia narodowi (bo wszystko było narodowe) jak żyć i kiedy umierać,
 kiedy wchodzić na cmentarze komunalne, parafialne no i oczywiście narodowe. A trzeba wiedzieć że trup w  on czas ścielił się dość gęsto, o czym przypominały codzienne komunikaty pandemiczne. Dużo było dziwów. Najdziwniejsze w tym było to że polecił w ramach antykovidowych zamknąć obok lasów, kin i teatrów sklepy meblowe, a przecież wiadomo było że prawie każdy truposz potrzebuje żałobnej jesionki, czyli mebla.  Wiadomo również, iż zarówno szafa jednodrzwiowa jak i trumna w swej materii powstaje w stolarni, zaś każdy polski nieboszczyk oczekiwał wygody pośmiertnej, bowiem pandemia nie odpuszczała. Oj działo się wtedy, działo, mój panie. Był to rok paskudny, w żadnym razie nie podobny do lat poprzednich, kiedy to prezydent z bożej łaski mocno zacieśnił stosunki polsko-amerykańskie. Wręcz ożenił nas z jankesami wnosząc na ziemię ichniego prezydenta Trumpa duże wiano w postaci m.in. kontraktów wojskowych. Zobowiązał się też do zakupów od USA wszystkiego tego co im nie nadawało się do użytku, płacąc każdą cenę podyktowaną przez sprzedającego. Gorzej mój panie, że ukochany przez naszego prezydenta amerykański odpowiednik przegrał wybory, a ponieważ zwycięzca reprezentował partię liberalną i lewacką wypiął się na wypracowane dwustronne ustalenia z naszym krajem, mimo że to katolik cholera jasna. Dużo, bardzo dużo działo się w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Może nawet za dużo, bo nawet kler, dotychczas spokrewniony z partią rządzącą wyczuł pismo nosem, że prezes prowadzi ich w maliny. Rodzice masowo wypisywali swoje dzieci z lekcji religii, na msze niedzielne stawiało się zaledwie 25% polskich katolików, księża podczas kolędy odbijali się nosami od zamkniętych drzwi. Młodzi brali wyłącznie śluby cywilne, albo nie brali żadnych. Powiększały się hordy dzieci nieochrzczonych. Cmentarze katolickie przeszły w zarządzanie administracji gminnej. Nikogo nie dziwią, poza klerem spacerujące jednopłciowe pary trzymające się za paluszki. Podobnie zresztą jak w Irlandii, Holandii, Danii, Szwecji albo Francji. Wreszcie prawdziwa tolerancyjna, liberalna demokracja. Problem jeno w tym, co zrobić z powstałymi za rządów prezesa bandziorami neonazistowskimi. Państwa nie stać było na  przesiedlenie ich gdziekolwiek, a ponieważ mieliśmy zadarte koty z Rosją, która akurat  jako jedyna dysponowała obszernym areałem syberyjskim, było źle. Ale, ale, dzień po wyborach amerykańskich wybuchła w polskim Kościele jeszcze jedna bomba. Z kardynałem Dziwiszem, sekretarzem osobistym świętego Wojtyły w tle. Wybuchając spowodowała więcej smrodu niżeli rozprute trzewia grubego zdechłego tydzień wcześniej dzika. Grubego, tak mi się skojarzyło z kardynałem Dziwiszem, bo smród w przypadku obu istot byłby jednaki. Tę uwielbianą przez polską katolicką gawiedź, i jednocześnie znienawidzoną przez hierarchię za granicą postać, dzięki TVN24 obnażył dziennikarz programu Czarno na Białym. Zionął smród, który pobudził moją wyobraźnię w kwestii owego dzika. Okazało się, (o czym jako człek w miarę oczytany wiedziałem od wielu lat) że Stachu Dziwisz (pozwólcie że nie ustroję go w tytuł kardynała) to świnia. hodowlana, czy też dzika. Po prostu zakłamana, obrzydliwa świnia chełpiąca się latami przyjaźni z Karolem Wojtyłą. Złodziej, który majątek zbił na umożliwianiu m.in. kontaktów z papieżem za kwotę 5.000 dolarów, o czym opowiadali świadkowie, oraz na ukrywaniu pedofilów (w randze biskupów i kardynałów) przed wymiarem sprawiedliwości, a także handlu krwią JPII. Tylko kontakty z księdzem Macielem, szefem Legionów Chrystusa (to pedofil gwałcący nawet własne dzieci) przysporzyły mu setki tysięcy dolarów z łapówek). Jedna świnia zwąchała się z inną świnią. Ta audycja po raz pierwszy pokazała polskiemu narodowi oraz światu degrengoladę Kościoła katolickiego począwszy od przysłowiowej parafii na Podhalu, gdzie świnka się urodziła, aż po otchłań zła w Watykanie. Pytanie tylko, ilu polskich katolików zechciało z własnej woli obejrzeć ten program, jako że wśród polskiego ludu bożego panuje przekonanie iż każda krytyka księdza, a tym bardziej biskupa jest wierutnym kłamstwem. Nie mam pańskiego płaszcza, no i co mi pan zrobisz?.
                            "Strateg" Macierewicza z pedofilami.

czwartek, 5 listopada 2020

KOCHANY CZY ZNIENAWIDZONY



Zależy przez kogo. Każdy, człowiek dotknięty trądem pisowskim powie że Jarosław Kaczyński to święta postać. Ten trąd to nasze, narodowe pieniądze w postaci przeróżnych plusów. Chwalcy gotowi byli przed nim klękać chociażby w kałuży błota jak prosty lud katolicki przed kapłanem w stroju „służbowym”. Dzisiaj chyba ten gest gotowi są uczynić jego najbardziej gorliwi, a jednocześnie całkowicie  ślepi. Jarosław się spaskudził poczynając od wygłoszenia słów „jesteście kanaliami, zabiliście mi brata”, bowiem większość myślących Polaków wie, że jeżeli ktokolwiek przyłożył rękę do smoleńskiej katastrofy, to właśnie on wraz z „poległym” bratem. Przez ponad 10 lat udało mu się przy pomocy faceta z chorobą F99, czyli Macierewiczem, mentalnie oderwać „rozum” społeczeństwa od prawdziwego winowajcy i obdzielając pewne grupy społeczne pieniędzmi nie tylko skierować podejrzenia na opozycję, ale i wygrywać kolejne wybory. Powoli jednak pieniądze się wyczerpywały, naród dojrzewał i  bije z niego straszna nienawiść, oto stało się to co widzimy na polskich ulicach. I już nie pomogą biskupi, którzy to sami zblatowani z rządzącą partią, podpadają pod krytykę szczególnie za ukrywanie pedofilii. Kilka dni temu zmarły wielki polski aktor Wojciech Pszoniak odczytywał Kaczyńskiego tak: "Bije z niego straszna nienawiść, którą powinien skanalizować, niestety, otoczył się samymi miernotami". Zresztą bodaj cały PiS wie, że rząd dusz już straciło. Czas dyplomacji też się skończył. Dla kaczystów, tak jak i biskupów zaczął się czas trwogi. Być może czas zwrotów zagrabionych dóbr. Nastąpił karnawał prowolnościowy. Tysięczne tłumy młodzieży skandującej hasła antyrządowe, często oprawione w wulgaryzmy, pulsujące światła radiowozów, korowody taksówek na klaksonach, blokada rolników, wszystkich połączyła jedna idea: chcą obalić kaczystowski rząd za to że podniósł rękę na polskie kobiety. Tylko najtępsi z tępych dają sobie wmówić, że to walka z lewactwem w obronie Kościoła. Bzdura. Jarosławie, legendarny przywódco rzesz polskiej ciemnoty. Twój czas niestety się skończył i to bezpowrotnie. To ja ci to mówię, jako jeden z szeregowych emerytów, wieloletnich cichych budowniczych polskiej prolewicowej demokracji.

wtorek, 3 listopada 2020

Z DMOWSKIM TEŻ W********Ć



Komu potrzebny jest Dmowski. Kto nim się szczyci?, pytanie retoryczne. Wiadomo. To patron przed i powojennych narodowców. Łaskawiec dla czynów Hitlera i Himmlera, polski protoplasta m.in. księdza Jacka Międlara  i całej zgrai tej szumowiny hejlującej w dniu urodzin Adolfa. Kto zaś odważył się nazwać  jedno z warszawskich rond Rondem Dmowskiego ten podpada również pod tenże tytuł, tytuł narodowca. Bunt wzbudzony przy okazji dzieła towarzyskiego odkrycia pani Julii, znakomitej kucharki Kaczyńskiego, tymczasowo zatrudnionej na stanowisku prezeski TK jest okazją by zrobić porządek wśród niektórych patronów. Dmowskiemu już dziękujemy krzyczą demonstrujące kobiety. Dość!. Twórca ruchu narodowego wzywał do antysemickich czystek, sprzeciwiał się obecności Żydów w sferze publicznej. Szczuł i cynicznie próbował rozgrywać społeczne nastroje. Podobnie, jak to czynią współcześni polscy narodowcy, tyle że oni jeszcze nie mają swoich pomników, ale tylko patrzeć. Żeby nie wznawiać wśród jego sympatyków straszliwego gniewu, Dmowskiemu dajcie jakąś małą uliczkę wylotową, niekoniecznie wybrukowaną i niekoniecznie zabudowaną. Natomiast dotychczasowe rondo Dmowskiego przemianować na RONDO PRAW KOBIET, chociażby dla uczczenia zrywu polskich kobiet w obronie dotychczasowego status quo do  prawa aborcyjnego, zwanego porozumieniem, ciekawe tylko kogo z kim. Tak, to wymaga uczczenia podobnie jak poprzedni ruch czarnych parasolek, który spowodował że Kaczyńskiemu wyszły gały z oczodołów. Czekamy na wniosek lewicowych i liberalnych radnych Stolicy. Panie prezydencie Rafale Trzaskowski, odezwij się pan.

sobota, 31 października 2020

GDZIE JEST MAŁY KSIĄŻĘ




I jego towarzyskie odkrycie, zastanawia się cała Warszawa, a wraz z nią pół Polski. Pół, ponieważ drugie pół ma ich obydwoje w rzyci. Nie mówię że w dupie, bo to ma być karalne. Fakt że się gdzieś pochowali, ale gdzie, (to już, przynajmniej dla mnie)  bardzo mało istotne. Mniemam że Jarosław ma przyjaciół gdzieś na wschodniej flance. Musiałbym wczytać się w jego pracę doktorską, bo właśnie tam, w wypowiedziach samego Lenina znajduje inspiracje, a więc zapewne i schronienie fizyczne. Jego odkrycie towarzyskie, oprócz gotowania rosołków i pulpetów zapewne znajduje czas na zwykłe ludzkie przytulanki, chociaż kota w tym względzie nie zastąpi. No więc to „odkrycie” też gdzieś zwiało, chociaż akurat miejsce pobytu tej nader mądrej, ładnej, i co tu dużo mówić, wykształconej iście magisternie damy, bez większego błędu strzelałbym , że uciekło przed gniewem ojczystych mas do męża, aktualnie pełniącego obowiązki ambasadora w Berlinie. Jeździ tam ponoć co piątek, bo jako dobra kucharka wszędzie się przydaje. W tym czasie mały książę podobno chowa się  po czeluściach Warszawy. A to Morawiecki go przygarnie, a to być może Sasin, albo inny pisiol chociażby na chwilę przetrzyma w szafie wzorem ukrywających się małych Żydów podczas okupacji. Łatwo go schować, bo to postać bardzo „średniej” postury. Nie wykluczone iż jako ten któremu wolno łazić po cmentarzach w każdych okolicznościach przyrody ma przygotowaną pieczarę wyposażoną w nowoczesność. Wiemy o pustostanie, przygotowanym dla brata i bratowej, na wypadek gdyby Wawel im się znudził. Ale też nie wykluczone, że  księcia zabrała ze sobą do Berlina księżniczka Julia, aczkolwiek książę unika wyjazdów zagranicznych z powodów lingwistycznych. Jestem pewien, że uchowa się, byle tylko nie wpadł w ręce współczesnych szmalcowników czyt. zdradzieckich mord, bo w takim tłumie zawsze może się znaleźć jakaś menda. Tymczasem spokojnie może szukać schronienia w kościołach chronionych przez polskich nazioli. Wesołych świąt kochani.

środa, 28 października 2020

Z FANATYKAMI RELIGIJNYMI NIE ROZMAWIAM.


Mój ulubiony gej, wybitny reportażysta Mariusz Szczygieł, polsko czeski dziennikarz, swego czasu napisał książkę o zachęcającym tytule. „Zrób sobie raj”. To książka o postępowych Czechach, kraju sąsiadującym z fanatyczną, zapyziałą Polską. Na jej podstawie popełniłem post na swoim blogu, pokazując czytelnikom iż nie sprawdza się powiedzenie i jest nieprawdą jakoby jabłuszka spadają niedaleko od jabłoni. Polska i Czechy leżą na wspólnym, prawie tatrzańsko sudeckim kawałku Europy i mają podobną kulturę, tyle że, ich kultura jest bardziej dopracowana i dużo starsza, jako że wraz z Germanami uszczęśliwili nas ponad 1050 lat temu chrześcijaństwem w prezencie dając polskiemu kawalerowi dziewicę Dobrawę za żonę, o wianie niestety zapominając. Skoro ich kultura jest starsza, to zapewne Polakom na czeski postęp przyjdzie jeszcze poczekać. Może sto, może dwieście lat, ale czy my się doczekamy knedliczków w miejsce pierogów i dobrego, krajowego pilznera?. Nie wiem, może nasze praprawnuki. Po opublikowaniu felietonu o czeskim raju posypały się na mnie ze strony fundamentalnych katolików słowa krytyki, a nawet że zdradzam ojczyznę, jako że spodobała mi się świecka obca Polakom kultura, szczególnie w relacji Czechów z Kościołem. Tam kler katolicki nie ma nic do powiedzenia, ba nawet nie odważył się upominać o ziemie i budynki które stracił za komuny, a na ulicy żaden ksiądz nie odważa się pokazać w stroju „służbowym”. Kościoły są puste, także podczas wizyty papieża Wojtyły wypełnili je Polacy masowo odbywając podróż z kraju nad Wisłą. Czesi w ogóle stoją dużo wyżej  od rodaków JPII jako państwo, ale oni nie tworzą problemów z aborcji, budową pomników świętych, odpustami i pielgrzymkami. Nie ma tam oddziałów zbrojnych Maryi albo Jezusa. Nie słyszałem też o faszystowskich organizacjach młodzieżowych promowanych w klasztorach na wzór Jasnej Góry. W takim państwie trudno o  prymitywny religijny fanatyzm, jakże kwitnący w Polsce. Czechy to niewielki naród, zwykle porównywany z takimi jak Szwedzi, albo Finowie, niemniej bardzo nowocześni i patriotyczni. W Czechach pracuje wielu Polaków, a jeszcze więcej naszych kobiet mimo kosztów odbywa podróż nad Wełtawę aby pozbyć się bez kłopotów niechcianej ciąży, za co w Polsce grozi więzienie. Nie wiem czy pod tym względem Czesi nie zakasowują Niemców, Holendrów, Belgów i Francuzów razem wziętych, jako że ginekolodzy z tych krajów też praktykują między nogami naszych rodaczek. Dużo by można pisać w kwestii  podobieństw, a jeszcze więcej niepodobieństw obu sąsiadujących od południa krajów. Przy okazji powiem iż ten dylemat zaprząta głowę posłom PiS, szczególnie Kowalskiemu, do dzisiaj. Bo skoro Polska sąsiaduje z Czechami od południa, to z kim sąsiadowała do południa. Zbliża się święto zmarłych. W Czechach w dniu tym ludziska siedzą w domach przy piwie, bo nie ma co odwiedzać na cmentarzach. Tam nie spotkasz wzorem Polski budowli o kubaturach stępki pod budowę pierwszego polskiego promu, bowiem wszystkie zwłoki są skremowane i często rozsiane w tzw. parkach pamięci, bez udziału za  przeproszeniem księży, a tym bardziej biskupów, których zresztą jest jak na lekarstwo. O Matuchno, co za grzeszny kraj, co za ateistyczne państwo. Ponoć w niebie pełnym polskich dusz (poza klerem) jeszcze nikt nie słyszał czeskiego języka za to homoseksualizm szerzy się na potęgę, deprawując inne narody. Św. Piotr to widzi ale sam nic nie może, czeka więc na Kaczyńskiego, mistrza w obronie Kościoła i jego wartości, ale prezes się ociąga z podróżą w zaświaty, tym bardziej że on nigdzie nosa nie wyścibia poza cmentarze i Wawel. Podczas protestu kobiet chowa się po zakamarkach stolicy. Myślący Polak, a takich jest coraz więcej stara się otaczać nasze polskie jaja ciepłotą, choćby dla potomnych, bo przecież trzeba się w końcu z czegoś śmiać, niestety, mimo tej troski zachowały się tylko śmierdzące jak problem aborcji zbuki, które rozlały się po kraju od trzech dni. E tam....Żyjcie zdrowi.

  

czwartek, 22 października 2020

CHARAKTEREK PODHALAŃSKIEGO KARDYNAŁA

 


Nie wiem jak nazwać tego otyłego gościa, obleczonego w cyrkowe szaty kardynalskie, z rozumem pospolitego górala, prawdziwego katolika i Polaka.  Chodzi o Stanisława Dziwisza, byłego kapciowego Karola Wojtyły, papieża Jana Pawła II . Wywiad, jakiego udzielił dziennikarzowi telewizji TVN, panu Piotrowi Kraśce, u wielu normalnych Polaków spowodował wołanie o pomstę do nieba, a już na pewno roztrój żołądka. Wzorem trzech symbolicznych małp, Stachu nic nie widział i nic nie słyszał, nawet o tym że ksiądz z jego diecezji zgwałcił ministranta ponad 200 razy. No nie popisałeś się kardynale, ba skompromitowałeś się w oczach ponad połowy oświeconego narodu polskiego. Myślę że twój pryncypał zasiadający po prawicy Ojca miał w czasie twego interwiewu niezły ubaw. Stach nie czyta gazet, nie ogląda TVN, nie interesują go sprawy doczesne, natomiast miał wgląd wszędzie tam gdzie są pieniądze. Każde. I  te od Platformy Obywatelskiej i te od PiS,  ba i te od zainteresowanych spotkaniem z papieżem JPII, bo ponoć aby uzyskać zgodę na takową audiencję, Dziwisz jako jego najbliższy urzędas w Watykanie pobierał grubą kasę w dolarach. Tak pisała wolna prasa w czasie skandalu bostońskiego, w tym amerykańska. Właśnie kardynał Bernard Law, chroniony przez papieża Polaka był pierwszym dla niego wzorem jak ukrywać pedofilię w jego dzisiejszym otoczeniu, czyt. w jego diecezji. Kardynała Lowa, który był ścigany w USA za pedofilię podwładnych ukrył Wojtyła z Dziwiszem. Podobnie było z ks. Macielem, bydlakiem gwałcącym nawet własne dzieci. Aby nie było skandalu wokół papieża, Maciela umieścili w klasztorze. Na ich szczęście Maciel odwalił kitę w niewyjaśnionych okolicznościach, podobnie jak abp Wesołowski, Polak gwałciciel małych obywateli Gwatemali. Cały Watykan to zgnilizna wszelakiego seksu i rozpusty, o czym pisał ks, Isakowicz Zaleski. Jak w takich warunkach mógł być porządnym człowiekiem Dziwisz. Po śmierci Wojtyły Dziwisz handlował (i dalej to czyni) krwią uświęconego papieża w ilościach, jakie można wytoczyć tylko z wieprza, a nie z człowieka przy okazji operacji chirurgicznej. Czy rozcieńczał ją z cola colą, nie wiem, ale jemu się to opłaciło, bo głupi katolicki polski naród to łykał jako święte prawdziwe relikwie. Na miejscu porządnej telewizji nigdy bym nie zapraszał tego osobnika, który nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie czuł, oraz nic mądrego nie mówił. Miał zatem oznaki COWID-19. Mógł pozarażać całą krakowską diecezję przy Franciszkańskiej 3 i TVN Warszawa. Z drugiej strony przy okazji takich spotkań telewizyjnych, mogliśmy się uśmiać bardziej niżeli oglądając serial Świat według Kiepskich.
Uwaga. Z powodu wyzwisk kierowanych pod moim adresem, braku konstruktywnych odniesień, od pewnego czasu uniemożliwiłem jakiekolwiek wpisy i komentarze na mojej stronie. Przepraszam wszystkich normalnych czytelników.  Torunczyk.

niedziela, 11 października 2020

FASZYSTOWSKI PRYMAS POLSKI



Wcale nie był postacią idealną, a wiele wskazuje, że należałoby go uznać za osobę skrajnie niemoralną i szkodliwą dla Polski. Czego nie znajdziesz w zakamarkach naszej najnowszej historii. Osobiście temat znałem już przed laty. Bałem się jednak  obnażać ze względu na zbyt religijne otoczenie.

Poczytajcie więc:

 Uzasadnione wydaje się nazwanie tej postaci „Pomyłką Tysiąclecia” polskiej historii, ponieważ trudno o wyraźniejszy przykład życiorysu bardziej zakłamanego, niż oficjalny życiorys kardynała prymasa Wyszyńskiego. Niewątpliwie to Wyszyński przekształcił Kościół katolicki w PRL faktycznie w Kościół państwowy, ściśle współpracujący z władzami i legitymizujący istnienie komunistycznej Polski. Było to zjawisko wyjątkowe w Europie Środkowej i Wschodniej i chociaż taka kolaboracja i oportunizm były z pewnością sprzeczne z zasadami religii, to niewątpliwie pozwoliły polskiemu Kościołowi bardzo umocnić swój autorytet i wpływy. Dzisiejszy państwowy katolicyzm w Polsce jest bezpośrednim skutkiem tamtej PRL-owskiej epoki i ówczesnej działalności Wyszyńskiego. Kropka w kropkę.

Oto nieocenzurowany życiorys Wyszyńskiego:

Niewdzięczne początki.

Pod wieloma względami Wyszyński był typowym przedstawicielem polskiego duchowieństwa katolickiego. Pochodził ze środowiska wiejskiej, ciemnej biedoty, przypuszczalnie analfabetów. Legendą jest rzekome szlacheckie pochodzenie jego rodziny. Tę legendę stworzył zresztą sam Wyszyński, wstydzący się swojego chłopskiego pochodzenia. Wyszyński urodził się w zagubionej w lasach, ubogiej wiosce Zuzeli, niedaleko Treblinki. Najprawdopodobniej skończyłby tak, jak większość jego rówieśników z Zuzeli, czyli zostałby małorolnym chłopem, gdyby nie protekcja ze strony proboszcza parafii w Andrzejewie, dokąd przeniosła się rodzina Wyszyńskich. Być może motywy tego proboszcza nie były tak szlachetne, jak się to na ogół przedstawia. Możliwe, że Wyszyński nawiązał z nim związek bliższy, niż dopuszczała to ogólnie przyjęta moralność. W każdym razie to dzięki pieniądzom tego proboszcza młody Wyszyński mógł w latach 1912-1915 uczęszczać do prestiżowego Gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie, a następnie wstąpić do seminariów duchownych we Włocławku.

Krzewiciel nazizmu i antysemityzmu

Po ukończeniu w 1929 r. Wydziału Prawa Kanonicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Wyszyński rozpoczął szeroko zakrojoną działalność społeczną i wydawniczą. Od 1932 r. był redaktorem naczelnym miesięcznika włocławskiego „Ateneum Kapłańskie” oraz kierował jednocześnie sodalicją mariańską, prowadził chrześcijański uniwersytet robotniczy i działalność społeczno-oświatową w chrześcijańskich związkach zawodowych. Na łamach swojego pisma oraz podczas wykładów i przemówień Stefan Wyszyński dał się poznać jako… gorliwy zwolennik III Rzeszy i jej wodza Adolfa Hitlera. Oto kilka przykładów poglądów Wyszyńskiego, zamieszczonych w jego artykułach w „Ateneum Kapłańskim” w latach 1932-1939:

„Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację.”

„Hitler jest doskonałym znawcą psychologii tłumu i twórcą nowej, genialnej taktyki.”

„Zasady wychowawcze nacjonalizmu niemieckiego są WZORCEM dla innych narodów. W nacjonalizmie odbija się dusza Niemiec.”

„Dzisiejsza III Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkiej idei, która ma przynieść odrodzenie ludzkości. Niemcy stały się obok Włoch rzecznikiem ideologii o zasięgu ogólnoludzkim.”

„Dzisiejsza Trzecia Rzesza reprezentuje nie tylko określony system polityczny. Podejmuje ona tytaniczną próbę urzeczywistnienia wielkich idei, mających przynieść odrodzenie ludzkości (…) Dzięki swej antykomunistycznej postawie niemiecki narodowy socjalizm przyczynił się do tego, aby położyć tamę zagrożeniu Europy przez bolszewizm. W tym względzie ma zasługi dla całej ludzkości.”

„Trudno nie przyznać słuszności twierdzeniom Hitlera, że Żyd pozostał obcym ciałem w organizmie narodów europejskich (…) Żyd zwalcza obcą jego psychice kulturę, wyrosłą na podłożu chrześcijaństwa. Jego przeobrażenie może się dokonać tylko na drodze religijnej przez szczere, bezinteresowne przyjęcie chrześcijaństwa.”

Jak widać, Wyszyński nie tylko pochwalał rasistowską i antysemicką politykę III Rzeszy, lecz także uważał nazistów za wzór i przykład dla polskich katolików. Niestety, Wyszyński nie różnił się pod tym względem od ówczesnych wybitnych postaci Kościoła katolickiego: m.in. prymasa Hlonda, arcybiskupa Kakowskiego, świętego Maksymiliana Kolbe, a także papieża Piusa XII, którzy tak samo propagowali w Polsce i na świecie antysemityzm i poparcie dla ideałów nazizmu. Już wówczas, w okresie międzywojennym ujawniły się podstawowe cechy Wyszyńskiego: karierowiczostwo, oportunizm i służalczość wobec władzy. Staną się one jeszcze wyraźniejsze w okresie powojennym.

Cyniczny kolaborant czy ofiara komunizmu?

Błyskawiczna i nieoczekiwana kariera Wyszyńskiego w okresie PRL nasuwa szereg poważnych podejrzeń o ścisłą i gorliwą współpracę prymasa z komunistami, które niestety nie mają żadnych szans na obiektywne zbadanie przez współczesnych polskich historyków, znanych ze służalczości wobec Kościoła katolickiego. Po śmierci prymasa Augusta Hlonda w 1948 r. najpoważniejszy kandydat na jego następcę biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski nieoczekiwanie zginął w spowodowanym przez UBP wypadku samochodowym. Ta śmierć dała Wyszyńskiemu możliwość kariery- niespodziewanie został mianowany arcybiskupem metropolitą warszawsko-gnieźnieńskim, prymasem Polski. Jest bardzo prawdopodobne, że już wówczas ubecja nawiązała ścisłą współpracę z Wyszyńskim i dlatego umożliwiła mu karierę,  zabijając jego rywala w odpowiedniej chwili. Kolejne fakty świadczą o wyróżnianiu Wyszyńskiego przez komunistyczne władze PRL: w 1953 r. Wyszyński został mianowany kardynałem i jako JEDYNY kardynał z krajów tzw. „demokracji ludowej” brał udział w czterech konklawe, np. w 1958 i w 1963 r. Żaden inny kardynał z Europy Wschodniej nie otrzymał w tym czasie pozwolenia od władz komunistycznych na wyjazd do Rzymu.

Idylla Wyszyńskiego z polskimi komunistami trwała dalej: 14 kwietnia 1950 r. Wyszyński w imieniu Episkopatu Polski podpisał porozumienie z władzami PRL w zamian za pozorne ustępstwa: przejściowe zagwarantowanie nauczania religii w szkołach i funkcjonowania KUL-u. Ze swojej strony Wyszyński ostro potępił „bandy reakcyjnego podziemia”, czyli polskich patriotów, głównie z Armii Krajowej, walczących z komunistycznymi władzami Polski. Sytuacja Wyszyńskiego w PRL była jednak skomplikowana: służalczość wobec komunistów groziła prymasowi i polskiemu Kościołowi kompromitacją w opinii Zachodu. Trwała wówczas „zimna wojna”. Z tego względu Wyszyński optował za aresztem domowym, gdyż pozwalało mu to twierdzić, że nie ma wpływu na ówczesną politykę Kościoła w Polsce. Dodatkowo kreowało to Wyszyńskiego na rzekomą „ofiarę komunizmu”. Pierwszy areszt domowy prymasa trwał od 25 września 1953 do 12 października 1953, drugi od 12 października 1953 do 6 października 1954, trzeci od 6 października 1954 do 27 października 1955 i ostatni od 27 października 1955 do 26 października 1956. W tym czasie prymas Wyszyński bynajmniej nie przebywał w więzieniu, lecz w komfortowych warunkach w klasztorze, obsługiwany przez zakonników i zakonnice katolickie, gdzie przyjmował bez ograniczeń wszystkich gości, czyli faktycznie nadal kierował polskim Kościołem. Chociaż ten areszt należałoby raczej nazwać luksusowym urlopem, to pozwolił on prymasowi wykreować się na męczennika i postać heroiczną. Dodatkowo przekonało to opinię publiczną, że Wyszyński nie współpracuje z komunistami. Te działania władz PRL były z pewnością bardzo na rękę Wyszyńskiemu i bardzo możliwe, że odbywały się za jego całkowitą zgodą. W ten sposób, po zakończeniu odosobnienia, prymas w aureoli rzekomej „ofiary komunizmu” mógł spokojnie kontynuować kolaborację z władzami PRL: w latach 1957-1966 Wyszyński przeprowadził obchody Tysiąclecia Chrztu Polski- było to wydarzenie religijne, niemożliwe do zorganizowania w żadnym innym kraju komunistycznym. Wyszyński podziękował za to władzom PRL w 1958 r. skutecznie apelując do papieża o ograniczenie stosunków dyplomatycznych z demokratycznym polskim rządem emigracyjnym w Londynie.

Nie wspomina się o fakcie, że kardynał Wyszyński w specjalnym orędziu we wrześniu 1968 r. poparł inwazję wojsk polskich na Czechosłowację w celu stłumienia tam próby reform demokratycznych.

W 1972 r. na wniosek Wyszyńskiego Watykan ostatecznie zerwał stosunki dyplomatyczne z polskimi władzami na emigracji, co oznaczało de facto prawne uznanie przez Kościół komunistycznej Polski. Rozpoczął się okres jawnej kolaboracji prymasa z komunistami.

W roku 1976 r. PRL-owski premier Piotr Jaroszewicz złożył prymasowi życzenia z okazji 75 rocznicy urodzin, co było wyrazem wdzięczności władz PRL za nieudzielanie przez Kościół poparcia protestom robotniczym.

Kolejnym dowodem kolaboracji prymasa z komunistami było postępowanie w czasie polskiego sierpnia 1980, kiedy Wyszyński wzywał działaczy „Solidarności” do współpracy z władzami PRL i „podporządkowania się prawom państwa”. W latach 1980-1981 Wyszyński pośredniczył w rozmowach między władzami komunistycznymi i „Solidarnością”, które zapoczątkowały w Polsce proces „miękkiej transformacji ustrojowej”, pozwalający władzom PRL-owskim i komunistycznemu aparatowi represji uniknąć odpowiedzialności karnej praktycznie aż do dzisiaj.

Patriota?

Czy Wyszyńskiego można nazwać polskim patriotą? Na pewno nie. Ten duchowny, tak jak wszyscy inni polscy hierarchowie katoliccy, służył przede wszystkim swojemu Kościołowi, a nie Polsce. Dowodem na to jest między innymi fakt, że w 1965 r. prymas Wyszyński był inicjatorem wystosowania orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich pod tytułem: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Można się tylko zapytać, jakie to potworne zbrodnie narodu polskiego miał Wyszyński na myśli, prosząc o wybaczenie naród niemiecki? Czy taką zbrodnią Polaków było zaakceptowanie międzynarodowych ustaleń, dotyczących granicy na Odrze i Nysie? Czy można to stawiać na równi z masowym hitlerowskim ludobójstwem? I kto dał prymasowi i biskupom moralne prawo do wypowiadania się w imieniu wszystkich Polaków? Orędzie biskupów polskich do niemieckich jest wybitnym przykładem skrajnego cynizmu i relatywizmu moralnego prymasa Wyszyńskiego.

Pośmiertna legenda

Wyszyński zmarł 22 maja 1981 r. na skutek choroby nowotworowej. Pogrzeb prymasa w dniu 31 maja zgromadził tłumy Polaków naiwnie wierzących, że odprowadzają do grobu ofiarę komunistycznego reżimu. Pogrzeb stał się symbolicznym podsumowaniem życia Wyszyńskiego: na czele konduktu pogrzebowego ramię w ramię z hierarchami kościelnymi kroczyli czołowi przedstawiciele władz PRL: przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński, marszałek Sejmu Stanisław Gucwa oraz członkowie Rady Państwa, Rady Ministrów i inni wysocy urzędnicy państwowi (m. in. Kazimierz Barcikowski, Jerzy Ozdowski, Mieczysław Rakowski, Józef Czyrek).

O uznaniu władz komunistycznych dla kolaboranta Wyszyńskiego świadczy fakt ogłoszenia przez Radę Państwa PRL żałoby narodowej po jego śmierci w dniach 28-31 maja 1981 r. Przez 51 lat istnienia PRL taką żałobę ogłoszono tylko 4 razy!

Mało kto wówczas, tak jak dzisiaj (poza pracownikami PRL-owskiego aparatu bezpieczeństwa) zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę Wyszyński był jednym z największych i najbardziej gorliwych kościelnych kolaborantów z władzami PRL

Pogrzeb Wyszyńskiego

W drugim rzędzie za trumną idą przedstawiciele władz PRL

25 października 2000 r. w uznaniu jego zasług przyjęto w Sejmie RP uchwałę następującej treści: „W setną rocznicę urodzin Kardynała Stefana Wyszyńskiego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnie uczcić tego wielkiego Polaka, kapłana i męża stanu, którego życie i działalność wpisały się trwale do historii naszej Ojczyzny. Jego nauka, myśl społeczna i wzór patriotyczny pozostają aktualne i mają szczególne znaczenie dla odrodzenia Trzeciej Rzeczypospolitej. Oddając hołd i szacunek wybitnemu Polakowi, Sejm Rzeczypospolitej.... itd. Jak bym czytał dzisiejsze prawicowe piśmidła i mowę Kaczyńskiego, po ewentualnej śmierci abp Jędraszewskiego albo Głódzia. (Żródła: m.in.WP.)

PS. Tryumfatorka turnieju tenisowego 2020 French Open Polka Iga Świątek ubrała się w tęczową sukienkę do wywiadów udzielanych prasie całego świata. Prawicę i polski kościół szlag trafia. I dobrze. Kto nie chce tego widzieć niech patrzy na sukienkę Jędraszewskiego. Iga, jesteś wielka.

                                            Ku pokrzepieniu serc



 

 

 

Dół formularza

 

środa, 7 października 2020

SIKANIE LUDZKA RZECZ


                                                       patriotyczna młodzież daje przykład
Widziałem (zresztą tak jak wszyscy) moment gdy nowomianowani ministrowie odbierali „insygnia ważności) z rąk prezydenta, inaczej mówiąc z rąk Dudy. Otrzymał je też Kaczyński, oczywiście z niesmakiem, bowiem nie patrzył w oczy dudowe, jeno na czubki swoich niedoczyszczonych butów. Ja go rozumiem, bo jak można się cieszyć gdy wysyłają cię na stanowisko, gdzie staniesz się podległym człowiekowi którego sam mianowałeś premierem. Po godzinie uroczystość mimo pandemii koronawirusa dobiegała końca ku radości gawiedzi. Organizator zarządził ustawienie się do zdjęcia okolicznościowego. I stał się skandal, bo oto nowomianowany wicepremier Jarosław Kaczyński wyrwał się z grupy i pomaszerował w nieznane. Nie opowiadając się nikomu. Miliony Polaków, szczególnie Polaków pisowskich przecierało okulary ze zdumienia. Co się stało. Czyżby pan Jarosław postanowił dać jeszcze raz do zrozumienia że on tu zarządza i z byle kim nie myśli się fotografować. Zapanowała konsternacja. Dziennikarze zapomnieli języka w gębie, a przecież nic się nie stało. Po prostu pan prezes chciał się odsikać. Stary pęcherz dawał znać już od godziny, a w ogrodach prezydenckich nie ma sławojek, toytoyek, ani innych przybytków rozkoszy dla cierpiących na prostatę. Na tej śmiesznej uroczystości zabrakło mi pierwszego edukatora, wróć, kreatury polskiego szkolnictwa. Ponoć złapał koronowirusa, a może wstydził się pokazać twarzy po wypowiedziach: cyt. „ brońmy się przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”. Z dalszej jego wypowiedzi wynikało że baba ma rodzić dzieci zaraz po wyrośnięciu z wieku dziecięcego,  bo nie zdąży urodzić ich tyle, ile państwo potrzebuje. Rodzić i pilnować ogniska domowego. Tego chce Czarnek, pierwszy rozpłodowy pisowiec, bowiem doszedł on do wniosku że cała ta ideologia LGBT wzięła się z neomarksizmu, korzeniami sięgającymi  w narodowy socjalizm hitlerowski, odpowiedzialny za wszelkie zło  II wojny światowej w tym zamordowanie powstańców w 1944 r. Taką kość do obgryzienia rzuca nam Kaczyński, a sam spieprza z najważniejszej zbiórki zaprzysiężenia nowego rządu pod pozorem dziurawego pęcherza. Nic by się przecież nie stało, gdyby nie zdążył sobie ulżyć, bowiem już kilka razy w jakimś czasopiśmie widzieliśmy ciemne plamy w kroczu zbawiciela Polski.
                                                              ***

Jestem po osiemdziesiątce i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

niedziela, 4 października 2020

HOMOFOBY RODZĄ SIĘ NA UCZELNIACH?




Ten tekst (wybaczą Państwo) rozpocznę od podziękowań za sympatyczny list przesłany w formie wpisu do 'księgi gości'. Dziękuję Panu serdecznie za przypomnienie faktu wspólnej podróży koleją na trasie Warszawa- Toruń.  Rzeczywiście przypominam sobie po części naszą dysputę na aktualne wówczas tematy. Wiem, że dyskusja była owocna, jako że nadawaliśmy na podobnych falach. Przypuszczam, że dzisiaj byłaby ona jeszcze bogatsza. Miły Gościu. U mnie wiele się zmieniło, przypuszczam że u Pana również. Panta rei, a my coraz  starsi. W sierpniu skończyłem osiemdziesiątkę, a i zdrowie adekwatne do tegoż wieku, dzięki ukochanej Małżonce. Mimo przebytych chorób trzymam się, ale już tak często nie piszę. Namawiam do czytania moich wcześniejszych felietonów, a jest ich dużo. Jestem ciekaw co u Pana i jak zdrówko. Jeszcze raz bardzo pozdrawiam i ślę najlepsze życzenia.-  Adres email: tonizar67@wp.pl

                                                           ***

A teraz ad rem:  Mamy nowego ministra od szeroko pojętej oświaty, czyli od przedszkola do magistra. Homofoba, chama i prostaka mimo tego iż KUL umeblował go w tytuł doktora,  niejako w togę profesora, tyle że nadzwyczajnego, czyli nadzwyczajnie prostackiego, o czym już wie cały boży świat. Boży, bo profesor Czarnek, o którym mowa to człek niebywale religijny, posługujący się słowem zbawiennym średnio co dwie minuty. Jako były wojewoda lubelski przemknął się oczom świata nie eksponując wzorem kraśniczan swoich nadzwyczajnych charakterologicznych przekonań, za to jako gwiazda oświaty proszę bardzo. Od razu z grubej beki. I ta beka mu pozostanie na zawsze. Nie sądzę by ten typ zbyt długo pozostał na świeczniku, wróć, na „kagańcu” oświaty. Mamy dość dużo światłych pedagogów (oczywiście pomijając niejaką Nowakową z Krakowa) która samym zachowaniem straszy pedagogów, że o słowach nie wspomnę, ale czy Czarnek ją przebije nie wiem. Na razie dobrze mu idzie. Nawiasem mówiąc ten homofob, nieuk i cham będzie personifikacją poziomu umysłowego obecnej władzy oraz jej zaplecza intelektualnego. Warto przypomnieć, w tym miejscu - ŻE TU JEST POLSKA .

piątek, 2 października 2020

UBEZWŁASNOWOLNIONA POLSKA MACICA

 

                                      


Kilka lat temu w poście pt. „Ubezwłasnowolniona macica” wyłuszczyłem swoje myśli o aborcji, a raczej o tym zabiegu medycznym, który podejmuje się w przypadku zapisanym w prawie o dopuszczalności do niej, czyli gdy ciąża zagraża zdrowiu matki lub dziecka, ewentualnie powstała w wyniku gwałtu. Zresztą ta ostatnia możliwość pozostaje w decyzji zgwałconej. W moim poście przywołałem głośny przypadek prof. Chazana, który to jako ordynator (a może szef szpitala) oddziału ginekologicznego uparcie postanowił, że kobieta musi urodzić dziecko kalekie ( z połową głowy, bez mózgu i innych członków ciała), bo takie jest jego przekonanie jako „debilnego” katolika. Debilnego tym bardziej że gość szczyci się tytułem profesora. Oczywiście od czasu gdy uczelnia katolicka nadała mu ten tytuł. Nie ważne czy dziecko się urodzi żywe czy martwe. Czy będzie żyło kilka minut czy kilka godzin, wiadome bowiem było że ten stworek w objęciach matki żywy ze szpitala wyjść nie może. Co za mizogin i talib. Ten talib przyznał się do wykonania kilkuset aborcji, zanim nie zrodził nam się PiS. Przemiana Chazana bardzo się spodobała episkopatowi, który jako wszeteczny podmiot dzieci nie rodzi a tym bardziej nie żywi i nie wychowuje. Chazan był postrzegany od tej pory przez rozumnych ludzi jako człowiek bez serca za to z orderami od kopniętych prosto w mózg pisdzielców. Ten typ nawet nie zdobył się na to (co jest zapisane w obowiązkach szpitalnych) by wskazać inny szpital, który potrafi odczytywać prawo, z którego wynikało że kobiecie trzeba pomóc) i nie kieruje się katolickim sumieniem. 


Od czasu, gdy szaleńcy pisowscy doszli do władzy większościowej,  zapowiedzieli, że uchwalą ustawę zabraniającą dokonywania aborcji w każdych warunkach. Kobiety zbierajcie grosz na konieczne aborcje w jakimkolwiek kraju graniczącym z Polską, a nawet w świecie poza Iranem i Pakistanem. Pisowska ustawa ma chronić życie od POCZĘCIA aż do ŚMIERCI. Bardzo by to odpowiadało Stalinowi i Hitlerowi w czasie działań wojennych, o czym wielu posłów nie chce wiedzieć. Co to znaczy, zastanawiam się, OD POCZĘCIA. Czy od momentu gdy kobieta poczuje ruchy dziecka w brzuszku, czy dużo wcześniej gdy zacznie wymiotować, czy wtedy gdy nasika sobie na test ciążowy, czy w końcu od pamiętnego wieczora, gdy poszła z Frankiem czy Cześkiem w krzaki albo do toalety na dyskotece. Oj, oj, państwo pisdzielstwo, nie bądźcie tacy ufni, bowiem u was z zaufaniem jest jak z wiarą o sześciotysięcznej historii świata. Jedni w to wierzą bo tak im mówi proboszcz, zaś inni bo tak powiadał pan prezes i ojciec dyrektor. A ja wam podpowiadam: zróbcie porządek z tą aborcją od prawdziwego początku aż do …. no właśnie do usranej śmierci. Ustawa powinna moim zdaniem brzmieć: Zakazuje się dokonywania aborcji na Polkach wyznających wiarę w jedynego Boga, stworzyciela krainy zamieszkałej nad Wisłą i Odrą, oraz w pana prezesa od momentu wytrysku aż do naturalnej śmierci. Zdarza się bowiem, że małżonek z powodu "wiotkości"  nie zdoła zamieścić w macicy oblubienicy chociażby części nasienia, a jest to grzechem śmiertelnym, chyba że samiec na co dzień ubiera się w sutannę i koloratkę. Z biegiem czasu, gdy nadal siłą przewodnią będzie PIS, ustawę się unowocześni w ten sposób, że słowo „moment wytrysku” zamieni się „momentem wzwodu”, co jest gwarancją pełnej wymowy w tym temacie. Sflaczałym, emeryckim fallusom dadzą zapewne spokój. Czy słowo „wytrysk” jest akurat tak bardzo ważne?. Jest ważne!, tak jak ważna jest wielkość, długość oraz obwód mechanizmu dostarczającego nasienie. Wszystko jest ważne, może nawet bardziej niżeli sam prezes, albo chociażby posłowie Terlecki, Macierewicz, Ozdoba i cała ta ich średniowieczna ferajna. W tym zdaniu fallus rośnie do niebotycznych rozmiarów w myśl mizoginicznych teorii nowego ministra edukacji i szkolnictwa wyższego posła Czarnka. A jak się cieszy posłanka z Ordo Juris, która jak przypuszczam nigdy nie zaznała przyjemności z  prawdziwego seksu, tego ludzkie słowo nie wypowie.

 

 

piątek, 18 września 2020

LITWO, DAJ NAM KRÓLA



                                               
Parafialny oddział różańcowy            
W sytuacji jaki jest stosunek krajów ościennych Polski do Rzeczypospolitej i stosunek Polski do tych krajów, można by zaryzykować twierdzenie, że nie mamy żadnych kurde przyjaciół. Przyjaciół Rzeczypospolitej trudno znaleźć również wśród współczłonków Unii iż, są najwyżej kraje z obojętnością tolerujące polski bajzel. Do tej pory wydawało się że jedynie Litwa jest nam politycznie bliska. Otóż to tylko złudzenie, bo nawet okazało się że kandydatka na prezydenta Białorusi pani Światłana Cichanouska  skryła się na Litwie a nie w kraju z którego płyną 24h na dobę słowa otuchy dla opozycji białoruskiej przez opłacane przez nasz kraj Radio Biełaruś. Teoretycznie Litwa jest naszym sojusznikiem, ale co to za siła polityczna, nie mówiąc już o sile militarnej. Razem kochamy Trampa i to jest jedyna nitka więzi. W tym rejonie Europy rządzi Rosja, a nie żadna Polska, Ukraina, Białoruś czy też kraje nadbałtyckie. To są mrzonki mimo zakupu za gigantyczne pieniądze (jak na nasz kraj) amerykańskiego sprzętu bojowego. Ameryka z Trampem na czele doi nas jak krowę. Wysyła ku uciesze Dudy do Polski kilka tysięcy Szwejków nie podlegających naszemu prawu, oczywiście na nasz koszt przy budowie bazy ich stacjonowania oraz ich utrzymania. Nie ma u nas rządu dbającego o interesy rodaków. Nie ma premiera ani prezydenta z jajami. Psujemy sobie zatem opinię nie tylko w kierownictwie Unii Europejskiej, ale w gruncie rzeczy i w Białym Domu, gdzie nasz prezydent stoi przy stole negocjacyjnym. Ale skoro nie mamy rządu w systemie republikańskim, to prośmy Litwę, (póki jeszcze rozmawiamy), aby ponownie dała nam króla. Poprzedni Jagiełło nam się bardzo dobrze sprawdził więc może kolejny też będzie nie gorszy. Może być stanu wolnego. Dziewek ładnych u nas bez liku to i żona dla niego się znajdzie. A dotychczasowa broń sprowadzona z Ameryki przyda się na kolejny być może Grunwald. Gorzej że władza w naszym ukochanym kraju gnije. Rządząca koalicja gryzie się z powodu dwóch ustaw. Jedna dotyczy poprawy warunków hodowli i zabijania zwierząt, druga zaś poprawy samopoczucia złodziei. Otóż złodzieje z partii Kaczyńskiego według ustawy mają być rozgrzeszani ponieważ kradli w czasie epidemii, czyli w warunkach ryzyka zakażeń i „każdy dobry człowiek” jak powiada prezes to zrozumie. Zapowiadana rekonstrukcja rządu polegać ma na uzdrowieniu gospodarki i samopoczucia władzy. Dzieje się to przy akompaniamencie totalnej krytyki płynącej z parlamentu europejskiego i groźbie zatrzymania funduszy strukturalnych. Tymczasem władza dostaje wysypki od wścieklizny na widok siedmiu barw LGBT, którego skrótu nie zawsze potrafi wypaplać. Z tym litewskim królem to trochę chyba przesadziłem, ale jest coś na rzeczy, bo takie "mocarstwo" jak Litwa daje sobie radę, Od lat jej walutą jest euro, O niej w Brukseli nie usłyszysz złego słowa, a jej wolność ustrojowa zaprasza wszystkich potrzebujących schronienia przed nie tylko żołnierzami Maryi ale i przed Łukaszenko. Dajcie nam króla, chociażby w zamian za „Królową Polski” która to Wam Litwini pilnuje katedry Ostrobramskiej.


poniedziałek, 14 września 2020

NAJŚWIĘTSZA STRUKTURA HAŃBY



Od małego wmawiało mi się że ksiądz (choćby niskiej rangi) jest namiestnikiem Pana Boga na ziemi, a przynajmniej w parafii. Jest Jego urzędnikiem, dlatego każde przeciwstawienie się mu jest buntem przeciw Bogu. Oczywiście ksiądz  parafialny to najniższa ranga w strukturze katolickiej świata. Bardziej niższa to parafianin, którego godność określa każda encyklopedia, nazywając go prostakiem i posługaczem. Proboszcz jest odpowiednikiem referenta w polskich urzędach. Nad nim jest biskup diecezjalny, odpowiednik kierownika działu, zaś w dalszej drabinie występuje kardynał czyli dyrektor instytucji. Oczywiście zarówno prości księża jak i ci z sektora fioletowego mają swoje szczeble związane z  ubogacaniem się zgodnie z tzw. należnością  i upodobaniem ze strony przełożonych. Chrystus też miał swoich umiłowanych. Wszystko zależy od pieniędzy. Wśród kapłańskiej nacji parafialnej spotykamy najwięcej pedofili, bowiem oni mają bezpośredni dostęp do zasobów cielesnych w młodej skórze. Nie znaczy to że biskupi czy kardynałowie nie umilają sobie życia tarzając się w grzechu pedofilii, tyle że podobne przypadki są dyskretniej kamuflowane. Opisał to ks. Isakowicz- Zaleski, a także jakże odmieniony red. Tarlikowski, nazywając Watykan gniazdem rozpusty. Naszym polskim przykładem tego są udowodnione zachowania abp. Wesołowskiego i abp Paetza. Ten ostatni, jak mi powiadali świadkowie, chodził wieczorami w stroju cywilnym po parkach poznańskich, polując na chłopców. Miał kieszenie wypchane banknotami, a zabiedzonych dzieci nigdy nie brakowało. Działo się to zaraz po tym gdy papież po wielu skargach zakazał mu działalności zawodowej. Dzisiaj, gdy tak się zastanowić, to ksiądz, a jeszcze lepiej biskup, to najlepszy zawód na świecie. Nie dlatego że jemu bliżej do Boga niżeli innym, ale dlatego, że katolicka ciemnota jest gotowa go bronić przed kodeksem karnym, choćby wyrządził ich dzieciom największą krzywdę. Podobnych zachowań katolickich matek nie spotkasz nigdzie na świecie, jedynie w Polsce. Tu nad Wisłą, szczególnie na południu kraju dziecko uprowadzone przez księdza zawsze jest winne. Klecha, choćby rozerwał swoją chucią kiszkę stolcową dziecka, pozostaje niewinny, bo dziecko mu się pchało do łóżka, a następnie uparcie go molestowało nie dając mu spać, a przecież kapłan musi być wypoczęty, by głosić słowo boże. Taką racją kieruje się wielu prokuratorów i sędziów z otoczenia ministra Ziobry. Gdzie szukać sprawiedliwości, gdzie szukać pomocy. Nigdzie, bowiem polski katolik jest gotów oddać swoje dziecko w ręce proboszcza, przy tym odczuwając szczęście i dumę. Nad tym całym cyrkiem stoi Stolica Apostolska czyli Watykan. Szefem struktury jest papież, dla Polaków Ojciec Święty, chociaż niekoniecznie, bowiem prawdziwym dla nas ojcem świętym był Karol Wojtyła, polski papież wywodzący się z gawiedzi podhalańskiej. Tu wyrósł na pomazańca Boga. Dzisiaj polski narodowo katolicki Kościół nie uznaje słów nauczania papieża Franciszka za słuszne ponieważ jego słowa stoją w sprzeczności z nauczaniem takich tuzów świętości jak abp Jędraszewski, który normalność nazywa zarazą i podżega do nienawiści. Szczególnie zaś do osób o innej orientacji seksualnej. Tacy  ludzie poza Polską biorą ze sobą śluby, adoptują nieszczęśliwe, często porzucone, niechciane dzieci, a u nas muszą się ukrywać po to, by ludzie spod znaku episkopatu oraz rządzącej partii i organizacji parafaszystowskich nie wyrządzili im krzywdy. Jaka tu jest rola księdza, biskupa a nawet papieża. To towarzystwo woli pieprzyc trzy po trzy o wyimaginowanej miłości Chrystusa i Matki Boskiej. Jakiej miłości i na czym ona ma polegać panie Jędraszewski, a nawet panie papieżu. Po czynach ich poznacie,  a nie po suchych słowach, woła Pismo Święte, ale który katolik wie jak wyglądają dobre, zbawienne czyny, skoro naucza go pedofil podczas każdej coniedzielnej mszy.

niedziela, 6 września 2020

KOWALSKI CONTRA ZAGŁOBA


                                                   Onufry Zagłoba na ławeczce
Noblesse oblige, szlachectwo zobowiązuje, by trzymać się tradycji. Całe wieki zobowiązywało. Przynajmniej w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, gdzie szlachcic mógł jednym słowem zerwać Sejm. Paskudztwo. Całe rody trzymały się tej zasady i postępowania w relacjach nie tylko rodzinnych, epistolarnych ale i urzędowych. Onufry Zagłoba (w Panu Wołodyjowskim) powiadał do Kowalskiego że wuj to wuj i wujenka (ciocia), podobnie jak stryj to stryj i stryjenka. Dla niekumatych też ciocia. Dzisiaj w Sejmie też mamy takiego Kowalskiego, niestety brak Zagłoby.  Osobiście rozważam  sprawę (dlaczego osobiście?). bo było nas dwóch braci. Dwa lata temu mój braciszek zmarł, pozostawiając żonę i dwóch synów. Jeden z nich szczęśliwie żonaty i dzieciaty. Zmarły doczekał się wnuka, dziś studenta białostockiej uczelni.. Drugi zaś nie paląc się  do małżeństwa wybrał pobyt i pracę w Skandynawii. Dla nich obu trzymając się  polskiego zwyczaju i tradycji, aczkolwiek tylko do pewnego czasu pozostawałem wujkiem. ŹLE ! wtedy zaprotestowałem. A jakaż to różnica, słyszę. Otóż taka że każdy stryjek może być wujkiem, a nie  każdy wujek jest stryjkiem. Jestem dla Was ukochanym Stryjem, a moja Żona ukochaną Stryjenką. (no może bez tych przymiotników). Tak mówi tradycja rodzinna i nie tylko. Wątpiących w moje dywagacje odsyłam do profesora Bralczyka, który z racji wykształcenia, tytułu a i poczucia grzecznościowego wyłoży wszystko jak trzeba. W wielu źródłach powiada się, że w przypadku gdy zabraknie ojca, jego rolę w pierwszej kolejności podejmuje jego brat, czyli stryj, kropka. W moim przypadku do tej pory nie zaszła podobna potrzeba, bo to już bardzo dorośli mężczyźni. I niech tak zostanie. Pozdrawiam wszystkich Stryjków i wszystkie Stryjenki.
                                                                        poseł Kowalski PS:

 PS: Nieważne, zarówno wuj, jak i stryj mają jednakowe szanse na dobre stanowisko w Spółkach Skarbu Państwa. Wystarczy mieć krewniaka w PiS, najlepiej blisko Janusza Kowalskiego.


środa, 2 września 2020

DEBIL DEBILA DEBILEM ...ITD


                                        

                                            Pawlak pigularz genderowy

Jestem starym mężczyzną, poza żoną nikomu nieprzydatnym. Martwi mnie to, bo całe życie starałem się być jako tako pożytecznym społecznie, a i prywatnie. Okazuje się, że chyba doczekałem się … dobrej zmiany w tym względzie, bo oto jakiś uczony z grona PiS albo episkopatu (no bo skąd!) wynalazł pigułki, pozwalające po ich połknięciu na zmianę płci, po czym zastrzegł ich stosowanie w sposób niekontrolowany. Co prawda próby czynione są na  osobnikach młodych, konkretnie uczniach szkół podstawowych i średnich przez tzw. edukatorów seksualnych, ale czy na pewno pigułki owe wyłącznie na mlecznych działają?. Ja, osiemdziesięciolatek też chętnie bym skorzystał z owych zdobyczy nauki genderowej. W sensie doznań płciowych jako mężczyzna jestem zbyt zużyty,  ale jako kobieta?, kto wie. Aparycja odbita w zwierciadłach mówi mi że i owszem, bowiem w gronie takich tuzów jak chociażby panowie Czarnecki, Kowalski, Macierewicz, czy nawet chyba najbardziej Terlecki wyglądam dość interesująco i „miałabym” szansę u nich, jak i wielu im podobnych. Wystarczy kilka małych poprawek z zakresu chirurgii kosmetycznej i po kłopocie. Wykluczam Kaczyńskiego, ma zbyt dużo na głowie. Nie można narażać ojczyzny na szkody. To by zapachniało zdradą państwa. Niech się pociesza wyłącznie kotem. Tak czy owak teoria ociera się o skończony debilizm. Debilizm rzecznika praw dziecka już  powoli i mnie dotyka, o czym  świadczą moje owe dywagacje. Boże nieistniejący ratuj - wykrzyczałem i obudziłem się.
                                             A gdyby jednak zaryzykować.
                                                                                                             

wtorek, 1 września 2020

Z CYKLU; POLSCY UCZENI



                                               Doktor Jarosław Kaczyński- Uczony myślą leninowską
Ani się obejrzałem a tu znów jubileusz. Wprawdzie nie okrągły (raczej połówkowy), ale jednak jubileusz. Dosłownie dwa tygodnie temu obchodziłem swoje osiemdziesięciolecie, a tu znów okazja do świętowania. Otóż piętnaście lat temu napisałem na swoim blogu pierwszy felieton. Nie pomnę o czym. Wiem natomiast że poczułem się dumnym, jako że wraz z dziesiątkami tysięcy innych blogerów wstąpiłem na drogę komunikacji w przestrzeni świata współczesnego. Dzisiaj przyglądam się mojemu dorobkowi w zakresie ideologii, jaka przebijała się poprzez teksty. Prawda jest taka iż od początku, to znaczy od czasu gdy nabyłem sztukę umiejętności samodzielnego czytania, zawsze pozostawałem człowiekiem lewicy. Nie żadnym komunistą, a nawet postkomunistą, jak to plecie współczesna, niedouczona skrajna prawica. Byłem i jestem póki żyję, socjalistą. Zarówno w sensie ideologicznym, jak i w zakresie podziału dóbr materialnych we współczesnym społeczeństwie. Komunizm poznawałem z literatury twórców rosyjskich, polskich, francuskich, a nawet amerykańskich. Ten polski do roku 1956 jeno z grubsza. Mnie nastolatka, w przeciwieństwie do moich członków rodziny, oraz  tym bardziej sąsiadów on nie dotknął. On zdechł wraz ze Stalinem, a jego smród w Polsce czuć było jeszcze przez trzy lata.

                                        Profesor Andrzej Walicki- Uczony życiem i historią
Kilka dni temu zmarł jeden z najwybitniejszych, światowej sławy uczony, historyk idei Profesor Andrzej Walicki. Dużo publikował, a ja jako jeszcze dość młody człowiek, zanurzałem się w Jego przemyśleniach, które potwierdzały słuszność mojego wyboru ideologicznego. Głosił wszem wobec iż ustrój PRL nie był komunizmem ani z punktu widzenia doktryny marksistowskiej, ani z punktu widzenia kierownictwa PZPR lub KPZR, ani wreszcie z punktu widzenia zwykłego zdrowego rozsądku. W wielu wypowiedziach pan Walicki odrzucał egocentryzm, politykę nienawiści i pozasądowych lustracji, a także dyskryminacji tzw. ekskomunistów. Domagał się maksymalnego obiektywizmu w ocenie dorobku Polski Ludowej. Bronił cywilizowanych zasad państwa prawa. Nie godził się na rusofobię i wszelkie próby antysemityzmu. Bronił swobód obyczajowych i moralnych w tym antykoncepcji i kontroli urodzeń. Wśród wielu wstrętów do dzisiejszej rządzącej prawicy Profesor  napisał: nie podoba mi się moralnie, zarówno klerykalizm, jak i- może jeszcze bardziej lękliwy konformizm wobec kleru. Podobnie lękam się moralnie przed nadmiernym lizusostwem wobec Stanów Zjednoczonych połączonym z nadymaniem się wobec Europy. Pan Profesor pisał o tym przed wielu laty a także w latach ostatnich. Zawsze był mi bliski i dlatego wspominam Go w okolicznościach Jego śmierci. Jakaż to wielka szkoda dla Polski.

wtorek, 25 sierpnia 2020

OSUWAMY SIĘ NA DNO



Im bliżej mi do nieistnienia, tym bardziej cenię sobie dar życia. O ile w młodości, a i bardziej później potrafiłem zabić karpia, szczupaka, kurę, kaczkę i wiele innych jadalnych stworzeń, o tyle dzisiaj, gdy do bogatych zbiorów swego istnienia odłożyłem ósmy krzyżyk przypinając do ego początek dziewiątego, nie potrafię pozbawić życia żadnej istoty poza muchą, ćmą, albo komarem, aczkolwiek żyje kilkoro polityków prawicy, których karki ideologiczne bardzo by nam pasowały do pieńka i tasaka. Media codziennie wręcz informują o atakach zwyrodnialców na Bogu ducha winnych dzieciakach. „Winnych” owym zwyrodnialcom, bowiem psują im przaśny, zasmarkany widok zasiany psimi kupami i butelkami od piwa i gorzały. W ich zamroczonych ślepiach kolory tęczy i przykładowo zielone włosy wyzwalają u nich nieopisany ból zwojów mózgowych. Problem się nawarstwia tym bardziej, że zarówno prawicowy pisowski rząd, jak i katolicki Kościół nie zauważają go jako coś absolutnie sprzecznego z nauczaniem katechetycznym. Czytam w dostępnej prasie iż zauważalna część polskiego społeczeństwa wyraziła by zgodę na reaktywację obozów koncentracyjnych, a już zapewne na budowę komunistycznych obozów pracy, w których z przyjemnością widzieli by nie tylko przeciwników politycznych, ale też każdego innego z racji odmienności seksualnej, narodowościowej i rasowej. Zagranica mówi, (przed czym tak bojaźliwie broni się polska prawica),  że nasz kraj był współwinny Holokaustowi nazistowskiemu. Zachowania policji w czasie marszów równości potwierdzają niestety mocno takową opinię, czyli potwierdzają owe zdanie wielu historyków mało przyjaznych Polsce. Fakt ów potwierdzają też żyjący jeszcze świadkowie pogromów dokonywanych na Żydach, rabunki ich mienia i bogata literatura w tym temacie. Nie mam nic do wszystkich innych, w tym  do osób homoseksualnych, ale mimo wszystko cieszę się ze swojej starości. Nie będę miał okazji do ewentualnej powtórki z historii. Do okupacji, komunizmu, przaśnego PRL, kaczyzmu i innych idiotyzmów ustrojowych. Swój jubileusz spędziłem w towarzystwie Małżonki oraz miłych i serdecznych mi osób, wyznających podobne wartości i upodobania i za to jestem Im wdzięczny.

TRUDNO DAĆ WIARĘ WIEWIÓRKOM

                                                                                   Jesienne wiewiórki rozpowiadają, a i prasa przebąkuje, że...