wtorek, 29 listopada 2011

APTEKI DLA DZIEWIC I IMPOTENTÓW










Do napisania niniejszego posta zainspirował mnie jeden z czytelników ANGORY, który swój list do redakcji właśnie tak zatytułował. Chodzi oczywiście o głośne nie tylko w Polsce, aczkolwiek dotyczy wyłącznie naszej Pomrocznej, pouczenie właścicieli aptek i wszystkich „katolickich” farmaceutów, by w imię nauki Kościoła nie sprzedawali nikomu żadnych środków antykoncepcyjnych, a tym bardziej wczesnoporonnych. Przy pouczeniach jest ostrzeżenie, a nawet groźba „uważaj, bo nikt (w domyśle) z tych moherowych beretów nie przyjdzie do twojej apteki i wtedy pójdziesz z torbami. No tak, bo przecież właśnie ta grupa starszych dziewic jest głównym gościem w aptekach, a na ten asortyment już żaden szatan ich nie skusi. Ale dlaczego innym, tym w sile wieku radości z życia zabraniać. Ano dlatego, że tak sobie życzy nasz średniowieczny, zabobonny, wsteczny jak szósty bieg w autach Kościół, lokując aptekarzy w ciemnogrodzie .Na podstawie rezolucji Rady Europy pt. „Prawo do klauzuli sumienia w ramach legalnej opieki medycznej”, Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich- Polska nakazuje wypełnienie farmaceutom i właścicielom aptek specjalnie skomponowaną ankietę, która de facto jest ścisłym zobowiązaniem się do odmowy sprzedaży środków wczesnoporonnych i antykoncepcyjnych z wyjątkiem... termometru. Klauzula ta nikogo nie namawia na tak ani na nie .Pozostawia decyzje indywidualnemu sumieniu, a tymczasem Kościół, który akurat w Polsce swoje macki rozpostarł we wszystkie dziedziny życia, szczególnie tego co to kojarzy się z poczęciem, z rezolucji tej uczynił mówiąc infantylnie, a dokładniej cynicznie, nakazy wedle swoich najświętszych racji. Z taką odmową, czyli działaniem w myśl wskazań Kościoła spotykamy się już w gabinetach lekarskich, szczególnie tych o charakterze ginekologicznym. Lekarze odmawiają badań prenatalnych, często mimo ewidentnego zagrożenia zdrowia dziecka lub matki. Legalne dokonanie aborcji płodu chociażby powstałego w wyniku gwałtu jest, mimo jej legalności wedle szczątkowego prawa w tym zakresie, bardziej trudne niżeli pozbawienie komara nabiału. Oficjalnie w Polsce dokonuje się w myśl statystyki opartej na super hipokryzji kilkaset aborcji, a tymczasem wiadomo wszech i wobec, że blisko 100 tysięcy Polek skrobie się w ościennych krajach wspomagając dochody obcych ginekologów, drugie tyle poddaje się zabiegom w piwnicach ginekologicznych w Polsce często u tych samych lekarzy, którzy „oficjalnie” w myśl nauki Kościoła odmówili jej w przychodniach. Trudno o większą obłudę, ale dzięki temu przedmieścia obrastają we wspaniałe wille z ogrodami lekarzy, którzy w owych piwnicach za ciche zabiegi biorą po kilka a nawet kilkanaście tysięcy złotych bez podatku. Tak sobie myślę, że pozostający w tej 90% statystyce katolickiej farmaceuci nie należą do ludzi ze sfery ciemnoty w sensie posiadanej, a przede wszystkim nabytej wiedzy podczas bądź co bądź długich bo pięcioletnich studiów. Obok wyznawanych w Polsce wartości w sensie katechetycznym, potrafią w swoich umysłach , a i sumieniach oddzielić prawo od biblii. Straszenie, iż panie w moherowych beretach będą ignorować apteki uważam co najmniej za naiwne. Moherowy wiek i ich chorobowe przypadłości zmuszą do korzystania z apteki, a wiadomo, że ani babcia, ani dziadek nie poproszą o prezerwatywę, co najwyżej o viagrę, tym bardziej, że akurat ten środek Kościół dopuszcza, a nawet zaleca. Coraz częściej spotykamy się z informacjami, że najbardziej w oparach tzw. grzechu pozostają ci, którzy tymi grzechami straszą na prawo i na lewo, by zgodnie z nabytymi sposobami podczas nauk seminaryjnych wydrzeć jak najwięcej dóbr w mamonie i posiadłościach. Wiadomo myślącym, że sutanna najczęściej określa dobrze prosperujący zawód. Zawód, który w myśl nauki o piekle i niebie, umieszcza właściciela tej szaty w tym drugim tu i teraz, a nie tam gdzieś u boku Ojca. Wieści o naciskach na aptekarzy w Polsce rozchodzą się po całym świecie, który już nas umieszcza jako ciemnogrodzian cofniętych w rozwoju i myśleniu o jakieś sto lat. Na świecie prezerwatywy kupuje się w automatach, a nawet w każdej publicznej toalecie. Autor listu krzyczy : nie kompromitujcie kraju, który wydał na świat tylu zacnych ludzi, w tym pierwszą kobietę noblistkę M.C. Skłodowską, a tu z takim ciemnogrodem wyjeżdża środowisko, które jest najbardziej sfeminizowane. Jesteśmy państwem prawno-demokratycznym i jak można pozwalać na takie wybryki!!?,kończy swój list autor. A ja dopowiem tylko, że poprzez podobne nakazy-zalecenia krzywdzimy przeciętne polskie społeczeństwo, bowiem bogaci pojadą za granicę i zakupią wszystko dla siebie i nie tylko .Będzie kwitł czarny rynek. Chyba że o to chodzi.

Uśmiechnij się:
Żyd dawał do gazety nekrolog o śmierci żony: zmarła Salomea Zilberstein.
-Może pan za tę kwotę napisać pięć wyrazów, poucza urzędnik.
-Zmarła Salomea Zilberstein, sprzedam opla.

sobota, 26 listopada 2011

I ŚMIESZNE I SMUTNE




Ośmielam się napisać kilka słów na temat współczesnej polskiej lewicy. Nie dotykam tej części społeczeństwa, która wyznaje przekonania stricte określone marksistowskim internacjonalizmem, do której to części zawsze zaliczałem się sam pozostając wiernym tej idei. Mam na myśli naszą polską teraźniejszą oficjalną lewicę, reprezentowaną w Sejmie przez garstkę szczęśliwców, nad którymi zlitowali się coraz mniej świadomi wyborcy, bo w Senacie chyba nie mamy nikogo z lewej strony nie licząc Cimoszewicza, który od dawna pozostaje bezpartyjnym senatorem z Podlasia. Ta osamotniona, prawie wystraszona garstka, wciśnięta gdzieś między posłów Ruchu Palikota i PO ma w Sejmie tyle do powiedzenia co większość zięciów w obecności „ukochanych” teściowych. Smutne, ale smutek ten jawi się tym większy, iż przywódcą tej garstki jest człowiek, który przez lata lewicę topił, a robił to w sposób, wyjątkowo wyrafinowany. Gdy kilkanaście lat temu lewica polska na czele z Leszkiem Millerem uzyskała w wyborach ponad 45%, co pozwalało na całkowite zreformowanie spraw światopoglądowych w Polsce, a Miller jako „polityk roku” wg.„Wprost” był w centrum uwagi całego społeczeństwa, dziennikarzy, ludzi kultury i polityków Europy, gdy oprowadzał redaktora Lisa po fabryce włókienniczej w Żyrardowie, gdzie jako chłopak uczył się nie tylko zawodu, ale i kończył pilnie kolejne szkoły, aż do studiów (WSNS), zdawało się nam wszystkim ,że złapaliśmy swojego pana boga za nogi. Tymczasem bardzo szybko z wielkim zażenowaniem, a jeszcze większym rozczarowaniem przekonaliśmy się, że jako wyborcy postawiliśmy nie na rączego ogiera, ale na przekupną chabetę. Nie wiem do dzisiaj, jakie intencje przyświecały mu podczas rozrzutności w rozdawnictwie majątku narodowego klerowi, jakież to intencje mu przyświecały gdy jechał do USA by uhonorować szpiega Kuklińskiego, wręczać mu listy żelazne, odznaczać go, a następnie zapraszać do kraju. Tym czynem Miller utracił twarz u dziesiątków tysięcy kadry zawodowej Wojska Polskiego i nie tylko, bo przyznając racje Kuklińskiemu wszystkich żołnierzy składających przysięgę na wierność ojczyźnie (kilka milionów młodych ludzi) zaliczył do zdrajców ojczyzny. Kolejne czyny Millera wołały o pomstę do piekła. Ciągłe wizyty u prałatów i biskupów, w tym u słynnego księdza pedofila Jankowskiego w Gdańsku, po to by dać mu licencję na wydobywanie bursztynu, przekraczały poczucie dobrego smaku, tym bardziej, że Miller przedstawiał się jako zdeklarowany ateista. Tłumaczenie, iż chciał dobrymi stosunkami z episkopatem pchnąć Polskę w objęcia UE podczas referendum mijało się z logiką, ponieważ to nie biskupi siedzą na parafiach, ale prości antyeuropejscy księża, a ci byli jednoznacznie przeciw. Przecież wystarczyło słuchać papieża i jego akceptacji dla polskiego członkostwa. Co prawda owe paskudne posunięcia pognębiły go w następnych wyborach, ale co najgorsze oprócz niego na dno poszła cała polska lewica. To człowiek mało honorowy. Gdy upadł całkowicie w szeregach partii, którą reprezentował, pokłonił się Samoobronie, by tylnymi drzwiami ponownie zasiąść w ławach Sejmu. Nie udało się, ale nie spoczął. Lawirował między TVN24 a TVP mądrząc się na temat odbudowy SLD. Przekonywał, krytykował i umizgiwał się do co bardziej niezorientowanych, mających krótką pamięć, a przy tym wszystkim nie szczędził przykrych słów Platformie, jednocześnie łasząc się do Kaczyńskiego. Przykładem był układ telewizyjny, gdzie wraz z Kaczorami podzielił się programami telewizji publicznej. Oczywiście wyraził w ten sposób pośrednio zgodę na objęcie stołka prezesa TVP przez faszystę z Ligi Polskich Rodzin. Miller to człowiek lawirant, a jego poczynania nijak nie przystają do obowiązujących zasad prawdziwego lewicowca. Dzisiaj mimo, że sam z ową parlamentarną garstką posłów nie reprezentuje prawdziwej lewicy, bardzo krytycznie wypowiada się w stosunku do partii Janusza Palikota, która to idee lewicy, szczególnie w warstwie światopoglądowej prezentuje od pierwszego posiedzenia Sejmu, zgodnie z zapowiedzią przedwyborczą. Sam nie potrafi a drugiemu przeszkadza. Co ty robisz człowieku, komu ty rzeczywiście służysz, pytania takie cisną się na usta. Bo na pewno nie czynisz dobra dla tych, co to wyłącznie z przyzwyczajenia zaciskając zęby oddali na ciebie głos. Chyba, że wzorem tych co twierdzą, że nie ma już lewicy ani prawicy w zrozumieniu gospodarczym, nie ma wielkich różnic poglądów na „środki produkcji a państwo”, bo jesteśmy częścią światowej gospodarki. Prawica i lewica to w gruncie rzeczy stosunek do spraw duchowych, obyczajowych i moralnych, a to już nie jest polityka. To sprawa sumienia. Jeżeli w ten sposób pojmuje swoje posłannictwo Leszek Miller , to właściwie nie ma on wewnątrz swojej partii za dużo do roboty, tym bardziej, że działacze, a więc całe lewicowe poselstwo, które startowało do wyborów z pierwszych miejsc na listach, to ludzie bogaci i to nawet bardzo. Niektórzy szczycą się posiadłością składającą się z kilku domów lub mieszkań, czy też luksusowych samochodów. Wielu z nich zmienia, wzorem celebrytów, wybitnych sportowców i menagerów, co kilka lat swoje żony, wyposażając je w wszelakie dobra na dalszą drogę życia. Czy zatem można mówić o nich jako ludziach lewicy z sukcesem?. Po stokroć nie, bo Miller już jest na tacy. To są ludzie, którzy głosząc hasła równości, walki z biedą i poniżeniem społecznym, a też po cichu dopominając się rozdziału sacrum od profanum liczą swoje i swojej rodziny dochody, które zapewnią kilku pokoleniom klawe, cesarskie życie. Wystarczy uzyskać mandat posła, a jeszcze lepiej europosła, by micha wyglądała apetycznie.






Uśmiechnij się:
Rozmawiają trzy plemniki:
-Ja to chciałbym zostać lekarzem.
-A ja znanym posłem albo europosłem.
-A ja się obawiam panowie, że ten pieprzony onanista zniszczy nasze marzenia
.

środa, 23 listopada 2011

SZEŚĆDZIESIĄT SIEDEM





Dowiedzieliśmy się z ust pana premiera Tuska w czasie wygłaszania expose, że w niedalekiej przyszłości, aby uzyskać, dla wielu upragniony tytuł emeryta bądź emerytki trzeba będzie popracować do 67 roku życia. Taką oto wypowiedzią pan premier sprawił nie jednemu (jednej) szczególną radochę. Bo oto nie ma nic gorszego jak rozłąka z ukochanym zakładem pracy, z umiłowanym panem kierownikiem, dyrektorem, prezesem. Okazuje się, że w myśl nowelizacji ustawy, owa rozłąka tak szybko nie nastąpi i wielu cieszyć się będzie dalej przy kawce, obgadując te koleżanki i kolegów, które akurat niezbyt zagościły w ich sercach. Liczba 67 w tej chwili jest wymieniana przez Polaków częściej niżeli każda inna, chociażby historyczno-literacka 44, lub inne związane z wydarzeniami o których warto pamiętać, jak 10 kwietnia (Smoleńsk), 31sierpnia (Gdańsk), 2 kwietnia ( Watykan), 1 maja (UE), 23 sierpnia ( moje urodziny).
O projekcie tej przykrej dla wielu (niestety) ustawy codziennie piszą i nadają media. Związkowcy zapowiadają, że jeżeli kobiety w obronie dotychczasowego wieku emerytalnego zechcą wyjść na ulicę, to dostaną poparcie z ich strony. Podobnie górnicy. No bo proszę państwa: czy panie które wkrótce pracować zechcą w legalnych w Polsce burdelach będą musiały do 67 roku życia zachowywać swój powab i ponętną urodę?. Czy też na rurach w domach rozrywki inne „dziewczęta” urodzone lat temu, powiedzmy 60, zechcą fikać koziołki?. Przypuszczam, że wzorem tancerek teatralnych i innych primabalerin będą one miały jakowyś wiekowy upust. Z kolei profesor Środa w GW projekty pana Tuska nazywa po imieniu ułomnością jako że, reformy mające na celu poprawę stanu gospodarki i poprawę efektywności pracy na każdym odcinku, co ważne, uzależnione są od panującej ideologii, światopoglądu, czy też etosu (niekoniecznie Solidarności). Nie da się bowiem przedłużyć wieku emerytalnego kobiet bez rewolucji w modelach wychowywania. Nie da się też zmienić spadającej na łeb i szyję demografii bez złamania kilku kulturowych i religijnych tabu, takich jak „święta rodzina”, „naturalne poczęcia”, „dziecko musi być z matką”, oraz bez polityki socjalnej prowadzonej na bazie feministycznej ekonomii. Niestety panie premierze, od tego należy zacząć, a na początek należy podpisać i wdrożyć w życie mimo sprzeciwu Kościoła Kartę Praw Podstawowych, która obowiązuję w całej Europie. Ale nasze władze wolą zatykać obszar informacyjny tym, co w gruncie rzeczy nie przynosi nam jakiejkolwiek korzyści. Musimy np. słuchać i oglądać w nieskończoność filmy o burdach na ulicach Warszawy w Dniu Niepodległości, czy też w Poznaniu w czasie marszu tolerancji. Krytyka jednych przeplata się z krytyką drugich w zależności od reprezentowanej politycznej opcji. W ten oto sposób zagmatwano prawdziwy obraz wypadków. A prawdziwy obraz to poparcie Kaczyńskiego dla zachowań kiboli, oraz nie przebrana ochota do bójek i czynienia zniszczeń ludzi z ONR Artura Zawiszy i MW. Próba wmanewrowania do odpowiedzialności za ten bajzel„gości” z Niemiec jest nieuprawniona, jako że byli oni już na początku zamknięci w kawiarni Krytyki Politycznej, pytam dlaczego?! I więcej nie ma co o tym deliberować. Natomiast prawdą też jest, że nasze władze, szczególnie te wywodzące się z prawicy nie ubiegają się o delegalizację skrajnych młodzieżowych ugrupowań jak NOP, ONR I MW. Nie zdziwię się więc, gdy władze w czasie mistrzostw Euro 2012, będą zmuszone do zaprowadzania spokoju na stadionach i w okolicy wzywać nie tylko policję i ochroniarzy, ale też oddziały wojska. Dzisiaj czytam, że sąd, polski, sąd reprezentujący nasze demokratyczne, poprawne dla „różności” obywatelskiej prawo, zarejestrował jako logo Narodowego Odrodzenia Polski, a więc skrajnej organizacji prawicowej młodzieży znak „zakaz pedałowania” oraz krzyż celtycki. Powinienem jakoś to skomentować, ale nie przechodzi mi to przez gardło. Po prostu sąd przyzwala oficjalnie na dyskryminację.! Wystarczy zatem, że jeszcze raz potwierdzę nasze, charakterystyczne dla Polski przywary, czyli brak tolerancji dla inności, homofobia i antysemityzm. A wszystko to podlane sosem dewocji i XIX wiecznego klerykalizmu. W Sejmie reprezentują owe przymioty tzw. obrońcy krzyża, czyli Gowin, Niesiołowski, Raś, Pitera oraz cała trzoda Kaczyńskiego. Amen.

wtorek, 22 listopada 2011

JAK ŻYĆ PANIE PREZESIE, JAK ŻYĆ.










Tydzień temu w głębokim smutku i wielką powagą chwili, w rozpaczy i żalu jaki mi towarzyszy zawsze ze względu na umiłowanie życia istot z kręgu fauny, wydobyłem z siebie kilka słów, które poświęciłem akurat temu stworzeniu. Stworzenie owo, które na chrzcie otrzymało biblijne imię Alik, do końca swych dni towarzyszyło jednemu z największych opozycjonistów w najnowszej historii Rzeczypospolitej pomrocznej. Opozycjonisty, bowiem tylko jeden raz w przeciągu dwóch lat pan Alika zasiadł w fotelu premiera, dość rezolutnie zarządzając krajem dzięki opatrzności swego brata bliźniaka, zwanego dalej uśmiechniętym prezydentem wszystkich tych, co brzydzą się języków obcych. Co prawda w planach miał opanowanie w podstawowym stopniu języka gruzińskiego, ale jak wiemy nie zdążył przed wymarszem nie z własnej ochoty do domu Pana.
Wywód ten, zwany wstępem, albo przekorną inwokacją do dzisiejszego rozważania zamieszczam dlatego, że z chwilą nieodżałowanej śmierci Alika, partia jego pana zaczęła się sypać. Widać miałem uzasadnioną rację, gdy twierdziłem, że Alik był nie tylko najsympatyczniejszą postacią PIS. Był tą postacią co to cementowała partię.. Za jego życia żaden członek partii nie odważył się choćby pomarzyć o tym, by sobie też porządzić. Wtedy żaden Ziobro, Kurski, Cymański, Kempa i kilkoro innych, nieco wystraszonych, nie odważyło się pomruczeć. Mruczenie Alika wystarczało dla, wydawało się wiecznej, mocno spetryfikowanej jedności.
Dzisiaj gdy patrzę na okrąglutką twarz Kaczyńskiego, wciśniętego w fotel sejmowy podczas expose premiera, jego naturalna makup, szczególnie w momentach, gdy mimo zmartwień się sztucznie uśmiechnie, przypomina mi właśnie kocią mimikę. Jakże to potwierdza niepisaną zasadę, że pan upadania się do swojego pupila. Pamiętamy przecież amerykański serial kryminalny, w którym policjant był z wyglądu bratem swojego psa.
Dążąc do konkluzji powiem tak: Już nic nie będzie tożsame, a raczej takie same po śmierci Alika. Nawet Smoleńsk, który w gruncie rzeczy poprzez wielkie ofiary obok Krk, wspomagał pana Jarosława w walce o prezydenturę po bliźniaku, nie można porównywać do owej niepowetowanej dla rodziny PIS straty. Jest to smutne doświadczenie, które wypowiem w języku martwym (jak Alik): eksperimentum In anima vili. A swoją drogą, buntownikom z Ziobrą na czele, (wzorem PJN), nie wróżę wielkich sukcesów, tym bardziej, że Polacy wraz z Trybunałem Stanu czekają na jego uwolnienie spod immunitetu poselskiego. Obok Ryszarda Kalisza czeka zniecierpliwiony kat. (nie kot). Czeka na skazańca, który to zgodnie ze zwyczajem wyraża swoje ostatnie życzenia wypowiadając je w nieskończoność.




..................................................................................................................................




Uśmiechnij się:




Prawnik do przesłuchiwanego świadka w sądzie:




-Wydaje mi sie pan nad wyraz inteligentny jak na człowieka z pańskim wykształceniem.




Świadek na to:




-Zrewanżowałbym się komplementem, ale zeznaję pod przysięgą.

piątek, 18 listopada 2011

POZOSTAJEMY W BÓLU









Trudno przejść obojętnie koło tegoż wydarzenia. Bo oto wstrząśnięta faktem prasa donosi, że po długiej chorobie, zakończył swój długoletni żywot najbardziej zaangażowany politycznie kot Alik. Przeszedł on do krainy wiecznych kocich łowów w ciszy i niezauważalnie dla otoczenia. Dziennikarze pogrążeni w smutku powiadają, i tu mają absolutną rację, iż Alik był najbardziej sympatyczną postacią w Prawie i Sprawiedliwości. Niech pozostanie w wiecznej pamięci jako ten który stabilizował życie na prawicy, dostarczał dobrych fluidów swemu panu, a jednoczesnie przywódcy tejże. Niektórzy komentatorzy rozważali pochówek na Wawelu, ale chyba to przesada. Nie wiem co o tym myśleć. Po mojemu wystarczą Powązki. Jest tam gotowy pusty grobowiec.

czwartek, 17 listopada 2011

PRZEMÓWIŁAAAAA!





Co prawda nie w oczy, a w formie wypowiedzi drukowanej w GW, ale przemówiła. Do wczoraj pani minister Elżbieta Radziszewska starała się być zamknięta jak mumia egipska. Milczała gdy była zapraszana na wszelkiego rodzaju spotkania feministek, bowiem słowo femina pojmowała w sposób bardzo mało sympatyczny, wręcz wrogi, chociaż to kobieta i w gruncie rzeczy do rzeczy. Mniemam, że w tej sytuacji swobodniej by się czuła w skórze płci brzydkiej, a przecież nie można ją zaliczyć do kobiet o mało przeciętnej urodzie. Stanowisko pt. minister ds. równości płci leżało jej wyłącznie jako dystynkcja funkcji państwowej. Czymże się wobec tego kierowała godząc się na wykonywanie obowiązków związanych z walką o równość obu przeciwstawnych płciowo populacji, jeżeli jej to nie leżało ze względu na przekonania zbliżone do ewangelicznych. Pani ta najlepiej się czuła w otoczeniu biskupa, a najlepiej kilku. Zapraszana z ramienia rządu na spotkania kobiet rzeczywiście walczących o prawdziwą równość, oraz wdrożenie w Polsce praw obowiązujących w Unii Europejskiej milczała, dając do zrozumienia zebranym, iż jej to nie interesuje, a w zasadzie jest przeciwna omawianym zagadnieniom. W rezultacie działaczki feministyczne zrezygnowały ze stosowania do niej zaproszeń. Przynajmniej zebrane unikną jej skrzywionego oblicza i faktycznie złego samopoczucia. I tak oto zleciało pani pełnomocnik Radziszewskiej „pracowite” cztery lata, wzbogacając jej konto osobiste o kolejne półtora miliona złotych z kieszeni podatnika, bo jak wiadomo fortuna favet fatuis.
W ostatnim wydaniu GW pani Radziszewska na którejś z ostatnich stron, już na całkowitym luzie naskoczyła na wydawało by się „koleżanki”, oskarżając je o to, że ich działalność, to nic innego jak walka o legalizację aborcji na życzenie, walka o całkowity dostęp do środków antykoncepcyjnych, walka o finansowanie in vitro. Przy tym któryś raz z rzędu oskarża wicemarszałek Nowicką o to, że jakaś tam firma produkująca osprzęt aborcyjny, oraz środki antykoncepcyjne finansowała jej działalność i prawdopodobnie sama pani Nowicka osobiście z tych środków też korzystała, a to dyskredytuje ją jako posła i wicemarszałka. W każdym razie pracowała ona na rzecz popularyzacji antykoncepcji a to wystarczy Radziszewskiej. Okazuje się, że pani Nowicka uczciwie rozliczała się względem państwa ze wszystkich legalnie wpływających na jej działalność środków, w przeciwieństwie do instytucji jakże bliskiej Radziszewskiej, czyli Kościoła. No hrabino niepokalanie poczęta, przecież w końcu te akurat sprawy są zasadnicze i można powiedzieć priorytetowe dla ruchu feministycznego. Czyżby pani nie wiedziała o co temu ruchowi chodzi?.Czepia się więc pani profesor Magdy Środy, pani Kazimiery Szczuki, pani Katarzyny Kądzieli i wszystkich pań zrzeszonych, które reprodukcyjność kobiet w Polsce postrzegają przez pryzmat katolickiej obłudy,... że trzeba przetrzeć okulary, aby dojrzeć jej owocną pracę na rzecz praw niewieścich. Niechże pani Radziszewska lepiej chyłkiem i bez rozgłosu usiądzie w fotelu poselskim i milczy dalej, zaliczając z kolei już czwartą kadencję, bo jako lekarzowi to nie odważyłbym się do niej udać chociażby z zasmarkanym nosem. Bo tak naprawdę w gruncie rzeczy czym miała się bogobojna pani Elżbieta zajmować piastując te stanowisko. Na pewno nie wzrostem wydajności z hektara, co najwyżej wzrostem dzietności zgodnie z ideologią Krk. Dlatego też artykuł pani minister, który miał stanowić odpowiedź na jej totalną krytykę, jak wielu czytelników, postrzegam w sferze humoru i niezłej zabawy.


Śmieszne: Polscy złomiarze są absolutnie ZA budową tarczy antyrakietowej.

niedziela, 13 listopada 2011

OTWARTY, CZY RACZEJ ZAMKNIĘTY




Jest 14 listopada. O przebiegu Święta Niepodległości sprzed kilku dni nie będę pisał, bo to obraża moje.... uczucia, a właściwie dobre samopoczucie. Niech się martwią ci którzy zezwolili na harce bandytów, kiboli, nazistów i pospolitych chuliganów, a więc prezydent W-wy, policja i w końcu pan premier. Powiem tylko, że prędzej czy później sądy będą musiały zdelegalizować wszelkie politycznie ekstremalne organizacje, jak MW i ONR. Jeżeli tego nie uczynią, mogą czuć się poważnie zagrożeni. Przykłady popełnianych zbrodni na przedstawicielach wymiaru sprawiedliwości już mieliśmy i znane są powszechnie z mediów. A że sieją zniszczenia? Zaledwie na 70.000 zł. Dzienne utrzymanie Sejmu kosztuje nas za to 1,2 mln.zł.
************************************************************************************
Chodzi mi w tym poście z gruntu o coś innego. Mianowicie w ramach szerokiej dziennikarskiej dysputy na temat zakneblowania ust księdzu Bonieckiemu, w sobotniej "GW" , której to gazecie trudno przypisać wrogość do Kościoła, co najwyżej aprobatę rozdziału sacrum od profanum, ukazał się mądry artykuł pani Katarzyny Wiśniewskiej, specjalistki od problematyki związanej z Kościołami w Polsce. A o co chodzi w tych rozważaniach?, ano chodzi o Kościół otwarty, a właściwie śmierć owego otwartego na wszystkich ochrzczonych obywateli, niezależnie od ich zaangażowania się w istotę starań o zbawienie. A więc otwarty na wierzących i agnostyków, a nawet ateistów, czego pozytywny patriotyczny przykład poprawnego zachowania swoim kolegom po fachu dał ksiądz Popiełuszko wprowadzając np. przez zakrystię ateistę Kuronia. Taki przypadek nie mógłby się dzisiaj zdarzyć ze strony żadnego hierarchy, a nawet szeregowego księdza, poza oczywiście księdzem Bonieckim, któremu zgodnie ze zwyczajem watykańskim „ucięto” język. Być może gdyby ksiądz Jerzy dożył czasów dzisiejszych, byłby także odsunięty od mikrofonów. Ratowała go wówczas tylko walka z PRL-em. Kilka lat temu, za powszechną aprobatą hierarchii, w tym naszego papieża, w Toruniu powstała Twierdza, która odgrodziła światy Kościoła otwartego od tych, którzy w owej Twierdzy zamknęli się na innych, pozostałych Polan. Gorzej, Kościół otwarty się kurczy, zaś ten drugi rozrasta, w wyniku takich dostojników ubranych w coraz bardziej lśniące kolorowe purpury z torbami na głowach jak abp abp Michalik, Głódź, Mering i wielu mniej ubogaconych w tytuły kapłańskie, za to zdobiące swoje nazwiska tytułami naukowymi, jak chociażby „doktorstwo” Rydzyka, który posługuje się wypowiedziami na swojej antenie na poziomie absolwenta zawodówki. Właśnie w sprawie zaprzestania dalszej izolacji Kościoła od wykształconego społeczeństwa zabrał głos ksiądz Boniecki. Jego ludzkie, normalne jak na współczesny świat słowa drukowane w Tygodniku Powszechnym, a także wypowiadane na antenie radia i TV, a dotyczące m. in. tego, iż krzyż w Sejmie może wisieć ale jednako też nie powinien, (obie odpowiedzi są poprawne) wyzwolił w skostniałych mózgach obrońców Twierdzy i jego przełożonych nienawiść do mądrego kapłana. Nienawiść ta, mimo krytyki ich poczynań przez większość społeczeństwa, utwardza się w wypowiedziach z ambon i w prasie tych, co to pozostają wierni i mierni Rydzykowi. Świadczy to tylko o tym, że oświecenie hierarchów, nie mówiąc już o tych tysiącach księży parafialnych pozostawia wiele do życzenia. Przysłowie „kto z kim przystaje takim się staje”, jak na dłoni widać w relacjach Rydzyka i jego świty z Twierdzy z większością polskiego episkopatu. Fale radiowe Rydzyka najbardziej dają skuteczny owoc na południowych rubieżach Polski- tej Polski. Polski najbardziej zubożałej w oświatę, przywiązanej do całowania rąk swoich pasterzy, ale też tych, którzy udają wierność Bogu i Kościołowi, a więc np. Kaczyńskiemu . Najbardziej, ale nie do końca, bo oto pod Toruniem w parafii Czernikowo proboszcz ksiądz (a jakże by inaczej, „doktor”) Siołkowski, w tydzień po wyborach wyzwał z ambony wielu swoich parafian od wrzodów. „Na ciele naszej parafii utworzyły się wrzody, które trzeba, wyciąć by nie zarażać pozostałych.”-powiada. Chodziło oczywiście o tych parafian, którzy w liczbie 207 zagłosowali na partię Janusza Palikota. Część ludzi, chociaż to wieś, wychodziła w czasie ślinienia się ich pasterza z kościoła. Byli oburzeni do szpiku kości i jestem przekonany, że wielu z tych parafian już nie wróci do tej świątyni, a może nawet do żadnej innej. W ten i podobny sposób Kościół w Polsce zamyka podwoje do świątyń Pana. Chamstwo, zaprzaństwo i święta hipokryzja to dzisiejsze logo polskiego kościółka. Ludzi wyzywa się dlatego, że mają swój rozum i zgodnie z konstytucją głosują wedle swoich przekonań i uznawanych racji. A jednocześnie w naszych polskich świątyniach obowiązuje„morda w kubeł”, czyli absolutne milczenie na nazistowskie wybryki na terenie Jedwabnego, na ulicach polskich miast, czy też stadionach. Byle to było w imię poparcia ich ukochanego PIS-u. Kościół milczy, bo nie jego dobra zostały podeptane, ale czy tak naprawdę nie jego? Kościół robi sobie kuku siejąc nienawiść do antyklerykałów i szerząc kłamstwa. Według niego katolik ma czytać tylko pisma katolickie, np. Nasz Dziennik i Gościa Niedzielnego, oraz głosować na katolika. Księża nie wyobrażają sobie rynku prasowego, gdzie oprócz treści Rydzyka i Michalika, za pośrednictwem NIE, GW, Faktów i Mitów propagowane są treści uniwersalne dla tych co myślą, i nie pozostają bezmózgowymi zakładnikami księży i skrajnie prawicowej hołoty. Ale też Kościołowi wydaje się, że ma do czynienia wciąż z większością u której mózg nie jest używany zbyt często, tym bardziej, że nasza religia jest prosta i płaska jak naleśnik. Wykazał to swoimi publicznymi wypowiedziami profesor Obirek, były jezuita, oraz wielu innych, których racjonalne wykształcenie i zdolność myślenia przekonało do pozbycia się sutanny, zgodnie z zasadą : sapere aude. Bezmyślne działania kleru widać w nakazach kierowanych do telewizji by natychmiast wyrzuciła zeń Nergala jako tego szatana, albo do społeczeństwa, by pisało listy z narodowym oburzeniem na zatrudnienie muzyka. Nakazuje polskim parlamentarzystom, by uchwalali ustawy wyłącznie w treści odpowiadające Kościołowi, a nie obywatelom, szczególnie zaś obywatelkom. Biskupi pozwalają sobie na stwierdzenie, że polskie media zatruwają duszę narodu, że jako naród wybrany przez Boga musimy oświetlać katolickim kagankiem całą Europę. Walczyć z antyklerykalizmem i pokazywać światu przykłady katolickiej, heteroseksualnej, najlepiej wielodzietnej rodziny. Tymczasem , jak się okazuje, dobro Kościoła jest ważniejsze niżeli los molestowanych przez księży dzieci. Wyklęci pozostają ci, którzy ujawniają owe zbrodnie i za karę są przenoszeni na najgorsze parafie. Powtarzam: nie ci, którzy dopuszczali się tych zbrodni, ale ci co je ujawnili. Tylko najgłupszy baran w tym miejscu potrafi bronić racji episkopatu. Na szczęście wymykają się spod ortodoksyjnych skrzydeł takie pisma stricto katolickie jak Tygodnik Powszechny, Więź i Znak. Czuje się w treściach tam zamieszczanych coraz większy powiew głębszych myśli . Powstaje jakoby nurt katolicyzmu inteligenckiego. To oczywiście zniewala Michalików, Rydzyków i Meringów, a także wielu parlamentarzystów, którym o wiele bliżej do tych wymienionych, niżeli do księdza Bonieckiego. Zatem dlaczego w Polsce Kościół otwarty się nie udał?. Dlaczego wypaczono Sobór Watykański II, nakazujący dialog między wiernymi i pozostającymi na ich „obrzeżach”?. Odpowiedź daje prawicowy publicysta Ziemkiewicz: Bo lepiej nie być katolikiem w ogóle, niż wyznawać takie nie wiadomo co. Bo Kościół ma być latarnią morską. A jeżeli próbuje się nią jeździć na kółkach, żeby ludzie mieli więcej światła, to wówczas nie jest ona już nikomu potrzebna. Święte słowa panie Ziemkiewicz. Tyle że, latarnia owa nie jest potrzebna coraz większej grupie myślących Polaków. Tym bardziej, że gospodarki morskiej też już się prawie pozbyliśmy. Przerzućmy tę już rdzawą latarnię w całości do Afryki, gdzie zresztą swoje przyczółki Kościół katolicki już uchwycił na dobre.



Z cyklu- sport ekstremalny:
Wybrać się na pielgrzymkę do Częstochowy w koszulce z logo TVN.

czwartek, 10 listopada 2011

OSOBLIWOŚCI SIÓDMEJ KADENCJI




Persona ta tkwi w ławach sejmowych już kilka kadencji, drzewiej grzejąc tyłek w fotelu warszawskiego Ratusza posługując u prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przy okazji jako urzędnik stołeczny załatwiła sprytnie mieszkanko dla swojej latorośli za tzw. marne grosze. Było o tym głośno. Trąbili tę nowinkę dziennikarze w gazetach z prawa i lewa, ale tak naprawdę Julia Pitera, dla przyjaciół "Picera" dała się poznać jako posłanka na Wiejskiej. Pół Polski pozostaje w ogromnym kłopocie, by udzielić sobie racjonalnej odpowiedzi na pytanie: Cóżeś Donaldzie Tusku, ty nie najgłupszy premierze Rzeczypospolitej dostrzegł w osobowości tej jakże wyjątkowo niesympatycznej niewiasty, powierzając jej zaszczytne stanowisko ministra od spraw korupcji w sferach rządowych. Pitera, jako ta wygadana, zwykle nie na temat baba z magla dała się poznać od górnych partii ciała, gdzie zwykle natura umieszcza instrument zwany mózgiem, aż po gumę od majtek. Dziennikarze zapraszali ją do różnych wywiadów, chyba tylko ze względu na tenże charakter z magla, który pozwala tanio wypełnić czas antenowy. Od Pitery nic mądrego nikt nie usłyszał. To Nelly z lepszą polszczyzną bo przecież jest , jak powiada dla Wikipedii, po filologii. Jak wielu cwaniaków, Pitera zaliczyła kilka opłacalnych przynależności partyjnych, począwszy od Porozumienia Centrum Kaczyńskich, by wreszcie trafić pod skrzydła Platformy. Ponieważ tutaj nic jako poseł za 20 tysięcy złotych miesięcznie + dodatek ministerialny przez cztery ostatnie lata nie zrobiła, poza wykryciem głośnej afery zakupu przez przedstawiciela opozycji kilograma dorsza za 8,80 złotego na służbową kartę, sądziłem, że jej zasoby inteligencji, którą można by wykorzystać dla dobra kraju się ewidentnie wyczerpały i Pitera (Picera) sobie odpocznie. Przez ostatnie cztery lata napisała ponoć kilka linijek rodzącej się ustawy dotyczącej akurat jej powinności antykorupcyjnej za kwotę 960.000,00 złotych pobranych przez jedną kadencję z kasy podatnika. Tymczasem ta okazuje się „niespożyta” w swoim wigorze niewiasta w dniu wczorajszym pokazała swoje najprawdziwsze oblicze w „Kropce nad i”, jako adwersarz posła Roberta Biedronia. Pokazała i do końca obnażyła swój, nie ma co ukrywać, prostacki, ksenofobiczny charakter, w gruncie rzeczy nie zasługujący na pokaz w nowoczesnej telewizji.W zderzeniu z grzeczną, sympatyczną postawą Biedronia, który wcześniej swoją wypowiedzią z trybuny sejmowej, w obronie posłanki Wandy Nowickiej „rozbawił” polski zaściankowy, obłudny skład Sejmu (przynajmniej tę prawą stronę), ujawniając ich hipokryzję seksistowską, Pitera jawiła się jako ta przykościelna, pozostająca daleko od Europy, prostą babą z rozpaloną od nienawiści do tzw. innych, twarzą. To takie pozostaje moje odczucie, ale zaraz po audycji zajrzałem do komentarzy Polaków zamieszczonych na forach internetowych, a tam znalazłem tylko potwierdzenie tego, co było udziałem moich i mojej rodziny odczuć i jak Piterę oceniałem na przestrzeni kilku jej kadencji. A oto co piszą na temat tej warszawianki moi Rodacy znad Wisły i nie tylko:
-Politykom prawicy wszystko kojarzy się z seksem, bo są zakłamani i niewyżyci. To oni są najczęściej klientami agencji towarzyskich ( w tajemnicy przed żonami, wieczorową pora) albo polują na chłopców w saunach ( w saunie jest ciemno, nikt ich nie rozpozna) a potem głośno potępiają innych z mównicy sejmowej. W naszym Sejmie jest oczywiście wielu gejów i wiele lesbijek, ale to oni najbardziej protestują przeciw Biedroniowi, aby broń Boże- ktoś się nie domyślił na ich temat.
-JAJCA JAK BERETY. GŁUPOTA GONI GŁUPOTĘ. PITERA PO TRZECH KADENCJACH NIC NIE ROBIENIA CZUJE SIĘ JAK SZLACHCIANKA NA SWOIM DWORZE. TAK TO JEST Z NOWOBOGACKIMI BUCAMI, BO PRAWDZIWA INTELIGENCJA ZGINĘLA POD SMOLEŃSKIEM.
-Pani Pitera, najbardziej leniwy minister Tuska. Przecież ta pani bierze wielkie pieniądze za darmo i za pokazywanie się w mediach. Skandalem zaś niebywałym było zachowanie się posłów na sali sejmowej, a premier zachował się jak pastuch, a nie człowiek kierujący rządem. Co go tak mocno rozśmieszyło?, „powiedzenie poniżej pasa?” Dla mnie ci wszyscy faceci z PO, PIS i PSL pokazali ewidentny brak kultury i dobrych obyczajów. O Piterze nie wato nawet wspominać półgębkiem. To postać spoza nowoczesnego, a tym bardziej stołecznego świata. Nadaje się na woźną w wiejskiej szkole.
-PANI PITERA, PANI SIĘ KOMPROMITUJE PORAZ KOLEJNY. DZISIAJ W KROPCE NAD I POGRĄŻYŁA SIĘ PANI CAŁKOWICIE. WYSZŁA Z PANI POSTAWA KSENOFOBICZNA, JAKIEGO MOGŁEM SIĘ TYLKO SPODZIEWAC PO KILKU POSŁACH PIS. OKAZUJE SIĘ, ŻE JEST PANI ZACOFANĄ INTELEKTUALNIE POLSKĄ DULSKĄ-ŻAL MI PANI, ALE SWOIMI WYPOWIEDZIAMI W POLEMICE Z POSŁEM BIEDRONIEM STRACIŁA PANI JUŻ RESZTKI SWOJEJ TWARZY.PO TYM CO PANI ZAPREZENTOWAŁA PLATFORMA POWINNA ODSUNĄC PANIĄ OD MEDIÓW RAZ NA ZAWSZE. RAZEM Z POSŁEM NIESIOŁOWSKIM KOMPROMITUJE PANI PODOBNO NOWOCZESNĄ PARTIĘ. NIE GŁOSOWAŁEM NA RUCH PALIKOTA, ALE WIDZĘ ŻE TA PARTIA MA WIELE DO ZROBIENIA DLA POLSKI. A PANIĄ POSTRZEGAM JAKO KATECHETKĘ W SZKOLE MOICH DZIECI.
-Dzisiejszy wieczór zapamiętam szczególnie. Pani Monika Olejnik zaprosiła do studia posła Biedronia, pierwszego posła, który jest zdeklarowanym gejem, oraz pierwszą ksenofobkę Warszawy Piterę. To co ona pokazała na tle inteligentnego i postępowego Biedronia, woła o pomstę do nieba. Jej wypowiedzi predestynują ją do PIS-u i to tej skrajnej strony. Ośmieszyła się w swoim zaperzeniu i nienawiści nie tylko do pana Roberta, pani poseł Nowickiej, ale do wszystkich innych co to wyznają wartości uniwersalne. Ja z taką babą nie potrafił bym żyć..Przegonił bym ją na cztery wiatry. Myślę,że rodzina jej, oraz wszyscy jej znajomi najedli się piekielnego wstydu. Ja nie jestem jej znajomym, nie mówiąc już o pokrewieństwie, ale jako Polak przed swoim towarzystwem, z którym oglądałem ten program mocno się jako Polak zawstydziłem.
******
I tak dalej, i tak dalej .Nie chce się czytać już innych wypowiedzi i wyrazów powszechnego oburzenia na autoprezentację w najgorszym stylu tej pani. Jeszcze bardziej smutne jest to, że razem z hołotą sejmową ryczał ze śmiechu po rzeczywiście bardzo trafnej wypowiedzi pana Biedronia sam pan premier. Jestem mocno zirytowany tym obrazem i pozostaję we współczuciu tym, których to chamstwo dotknęło w podobny sposób.

środa, 9 listopada 2011

ŻAL MI TEJ NIEWIASTY




Tak z ludzkiego punktu widzenia żal mi pani poseł Beaty Kempy. Ta białogłowa jest całkowicie oddana idei Prawa i Sprawiedliwości. A jeszcze bardziej oddana samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu. najbardziej zaś bez wątpienia oddana Zbigniewowi Ziobro, któremu posługiwała jako jego zastępczyni w randze wiceministra sprawiedliwości za rządów ukochanego Jarosława. Okrąglutka na ciele, oraz w formułowaniu swoich wypowiedzi, ostatnio znalazła się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Jej krągłości cielesnej nie będę komentował ze względu na szacunek dla każdej przedstawicielki płci pięknej, a w jej przypadku „najpiękniejszej”, natomiast w kwestii formułowanych wypowiedzi to oczywiście mogę i powinienem. Beata Kempa to po prostu niewygodne dziennikarzom babsko, które nigdy nie pozwala swojemu adwersarzowi dojść do głosu, chociażby po to, by mieli oni szansę zadać jej kolejne pytanie, na które i tak nigdy nie odpowiada, pieprząc trzy po trzy słowa oderwane od tematu. Dlatego jej zapraszanie na wywiady nie ma najmniejszego sensu pani Moniko. Żal mi po ludzku tej zajadłej w swej ideologii kobiety, bo pałając być może odwzajemnioną miłością do Ziobry musiała dokonać niezamierzonej zdrady ojca partyjnego. Zgodnie z przysłowiem i boje się i chciała bym, Kempa wdepnęła na poletko utworzonego klubu poselskiego Polska Solidarna jedną nóżką, zaś drugiej nie może oderwać z tego, które uprawia Jarosław Kaczyński. Zatem przy każdej okazji prawie modlitewnie wychwala dotychczasowego pryncypała, a nuż się przyda. Ponieważ trzej założyciele nowego ugrupowania zostali wykluczeni z partii, jej depresyjne samopoczucie może spowodować zdrowotne nieszczęście. Już w dniu wyborów wicemarszałka po przegranym głosowaniu i poniesionej klęsce w rywalizacji z Wandą Nowicką, jej mina wskazywała na głęboką psychiczną zapaść, tym bardziej, że na minutę przed głosowaniem jak Rejtan donośnym głosem krzyczała do posłów wszystkich ugrupowań, że dla niej krzyż jest najwyższą świętością, że będzie bronić religii w szkołach, że szanuje WC i jest za tradycyjnymi innymi wartościami katolickiej rodziny polskiej, a skończywszy tę agitacyjną mowę „nakazała ” posłom: a teraz głosujcie!, po czym udała się na koniec sali sejmowej, gdzie po wejściu do klanu ziobrystów wyznaczono jej wyraźnie podłe miejsce. Jakże odległe od zapachu ciała pana Jarosława w którego wonnościach się zwykle pławiła. To bardzo dla niej przykre. Zresztą było widać jej załamanie. Ktoś pisze na forum, że może to zemsta zza światów Barbary Blidy?, do uśmiercenia której obok Ziobry bez wątpliwości jako jego wice się przyczyniła. Widać to było w jej zajadłych podłych oskarżeniach byłej lewicowej minister, wygłaszanych z trybuny sejmowej. Oskarżeniach, które się nie potwierdziły, a Kempa nie poniosła żadnej kary za swoją nienawiść. A nienawiść do zasad demokracji i postępowej Europy wyraża się dotychczas u niej, chociażby w planach uczestnictwa w Marszu Niepodległości z okazji 11 listopada razem z Młodzieżą Wszechpolską, Obozem Narodowo-Radykalnym, oraz ściągniętymi z całej Polski kibolami. Z tym akurat towarzystwem jest szczególnie zżyta, bowiem wyciągała wraz z Romaszewskim bandziorów stadionowych z więzień dla pozyskania głosów na PIS. Tylko patrzeć, że gdyby jej noga się jeszcze bardziej poślizgnęła i wyborcy nie dali by jej immunitetu poselskiego, to poszłaby na barykady w walce z przeciwnikami PIS obok Starucha i całej tej nazi bandy. Dzisiaj Marsz Niepodległości Magdalenie Środzie, która akurat bierze w nim udział po stronie, jakże by inaczej „kolorowych”, przypomina czas stanu wojennego, z tym ,że dzisiaj radosne odkryte twarze pokazują normalni ludzie, zaś strona brunatna „kryje swoje ryje” kapturami. W stanie wojennym było odwrotnie. Ryje kryło tylko ZOMO. ZOMO, którego należało się bać, a dzisiaj trzeba się bać tych, którzy idee narodu i niepodległości zawłaszczają i okrawają do swoich ksenofobicznych horyzontów. Wśród nich jest miejsce dla Beaty Kempy.
Tworzy się nowy rząd. Pan premier do dziś nie puszcza pary z gęby na temat jego składu. Wiemy, że większość zachowa swoje stanowiska, ale też wiemy, że jest okazja by wyrzucić takich pseudo ministrów jak Hall, jak Radziszewska, jak Grabarczyk, który w nagrodę za „dobre” ministrowanie już został wicemarszałkiem Sejmu, jak Pitera co przez cztery lata pisała i nie napisała ustawy antykorupcyjnej, jak i jeszcze kilku innych. Są kłopoty z nowym nabytkiem, chociaż wydawało by się, że do stanowisk rządowych jest przepychanka stwarzająca ciasnotę jak w majtkach Kalisza, ale jak wiadomo w poszukiwaniu nowego narybku ideologicznie niemożliwa jest koalicja z SLD i Ruchem Palikota. Dlatego pozostając jak dotychczas w ścisłej więzi z episkopatem, jest propozycja dla pana premiera, którą pokazał na łamach Angory jeden z czytelników, wskazując akurat tych co to znają się na problematyce, a funkcje mogliby pełnić dożywotnio. Ot, chociażby bp Paetz, świetnie by się nadawał na ministra edukacji, bądź opieki społecznej. Wszak w opiece nad dziećmi swoje doświadczenie ma. Sławoj Leszek Głódź byłby świetnym ministrem obrony narodowej. Aby nie marnować jego zdolności i wiedzy mógłby jak Halszka Wasilewska poprowadzić wojskowy program pt.„Wódko pozwól żyć”.Księdza Natanka widziałby na stanowisku duszpasterza wszystkich służb mundurowych. Widzimy bowiem, że bez żadnej pomocy państwa ubrał na czerwono cały swój regiment. Ojciec Rydzyk to wymarzony minister finansów, z jednoczesnym pełnieniem obowiązków szefa KRRiTV, a nawet rzecznik rządu. To byłoby kabaretowe blubranie. On i jego koledzy wiedzą jak robić mamonę, a w ramach pełnionej przez Polskę prezydencji UE można by wysłać chociaż jednego purpurata do upadającej finansowo Grecji. Jest jeszcze wielu innych „niezagospodarowanych” zdolnych odzianych w suknie i okazjonalne ornaty. Póki jeszcze nie ma prawdziwego rozdziału państwa od Kościoła, (co było widać na balkonach sejmowych), prawie nikt by nie zauważył wypełniania państwowych funkcji przez duchownego. Bo przecież pod względem obyczaju i ubogaconych religijnie w przekonania, niczym się różnią się postawy Gowina, Niesiołowskiego, Rasia, Radziszewskiej, czy też Hall od przekonań pierwszego lepszego biskupa czy też księdza. Mógłby pan Tusk zaryzykować, póki ma jeszcze na tyle sił sejmowych, które umożliwiają skuteczną walkę z programem pana Palikota.


Uśmiechnij się:
Matka do córki:
-Słuchaj, a ten twój narzeczony to czasem nie jest żonaty?.
-Mamo, przecież po pierwszej nocy nie będę się o takie rzeczy pytała!.

niedziela, 6 listopada 2011

PANTA REI - AŻ DO WYCZERPANIA





A w polityce, jak to w polityce. Dzieją się rzeczy zwykłe, bardziej ciekawe, albo wręcz niebywałe. Ostatnio te ostatnie. Bo któż by pomyślał, że Ziobro i jego przyboczni rebelianci zostaną potraktowani przez ojca Jarosława, jako ci synowie wyklęci i zgodnie z biblijnym wzorem zesłani na potępienie. A poszło ponoć jedynie o to, że w partii zabrakło podstawowej demokracji, gdzie każdy jej członek mógłby zabrać głos i wygłosić swoje, zaiste wyłącznie partyjne spostrzeżenia, mające na celu udoskonalenie jej funkcji. Partia przegrała kolejne sześć wyborów, a tacy ludzie jak Ziobro czy też Kurski, w żyłach których płynie krew zdobywców nie potrafią już dalej czekać, tym bardziej że w nieskończoność na stanowiska pozwalające powalać naród na kolana, jak to onegdaj bywało m. in. poprzez uśmiercenie Blidy, tudzież aresztowanie w świetle kamer najwybitniejszych lekarzy. Trójka zesłańców brukselskich C+K+Z, czyli Cymański, Kurski i Ziobro, w ciszy parków stolicy wszystkich Belgów, gdzie nikt nie stosuje podsłuchowego „gwoździa”, postanowili pospołu, że nadal wyrażając się o PIS-ie jako o wartości najwyższej, będą się starali zaszczepić nieco pierwiastka demokracji, który nie dopuści do siódmej z kolei klęski wyborczej. C+K+Z, to jakby trzej królowie betlejemscy czyli Kacper, Melchior i Baltazar. Mogę prawie z dokładnością zegarmistrzowską sądzić, że jeżeli powstanie partia „trzech”, to ich wyborcy i wielbiciele z namaszczenia ojca toruńskiego, dla którego Ziobro to jego złoty chłopiec, będą na swoich drzwiach odnotowywać z okazji Nowego Roku całkiem nowe litery połączone znakiem plus, a takich akurat Ziobro ma w bród, szczególnie na terenach galicyjskich. Jak to się skończy nie wiemy. Wiemy natomiast, że w serwilizmie łatwo widzimy wallenrodyzm, a w konformizmie makiawelizm. Co oznacza, że przez dość długie lata absolutne bezwarunkowe poddaństwo Kaczyńskiemu odczytywane było jako służba ojczyźnie ponad wszystko, choćby poprzez cynizm i brak skrupułów. Być może, chociaż nie sądzę na pewno, że odezwała się w tych brukselskich bohaterach dusza opowiadająca się za racją stanu, racją państwa. Nie sądzę, bo znając charakter, szczególnie Kurskiego i Ziobry, nawet poprzez zachowanie pozorów prawości, w oczach większości Polaków pozostaną oni po prostu politycznymi cwaniakami, natomiast sam Kaczyński i jego pachołkowie, przytaczając Słownik Polskich Przekleństw i Wulgaryzmów PWN, nazwą ich postawę i czyn zwykłym kurestwem, mimo że nadal w swoich wypowiedziach na temat kaczej osoby są zwykłymi lizodupami, podobnie zresztą jak niejaka Jakubiak z PJN, którą Kaczyński mimo rzewnego płaczu i strapionego oblicza, wyrzucił raz na zawsze za „cesarskie” pisowskie drzwi. Panta rei. Jeszcze niedawno koniem zwany, minister Giertych, gdy tylko mu czas pozwalał, przesiadywał w Toruniu przed kamerami TV TRWAM, a dzisiaj publicznie potrafi wypowiedzieć zdanie: Proszę państwa, ojciec Rydzyk i RM to największa karykatura katolicyzmu. Kaczyńscy doktoryzując się pisali prace chwalebne na cześć Stalina, by po latach stać się największymi wrogami nie tylko komunizmu, ale i Rosji. Być może doczekamy się, że pan Jarosław ukorzy się przed Ziobrem, Cymańskim i Kurskim, a może nawet przed Kluzik-Rostkowską.



Uśmiechnij się:
1.Zagadka: Co to jest?. Pomarańczowe i bardzo szkodzi na zęby?
-Cegła.
2.Stara strzecha w górach. Biedne małżeństwo, baca zakłada prezerwatywę.
-Józuś, coś ty zgłupiał do reszty. Dzieciska butów nie mają, a ty se ciula stroisz!.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...