niedziela, 11 października 2020

FASZYSTOWSKI PRYMAS POLSKI



Wcale nie był postacią idealną, a wiele wskazuje, że należałoby go uznać za osobę skrajnie niemoralną i szkodliwą dla Polski. Czego nie znajdziesz w zakamarkach naszej najnowszej historii. Osobiście temat znałem już przed laty. Bałem się jednak  obnażać ze względu na zbyt religijne otoczenie.

Poczytajcie więc:

 Uzasadnione wydaje się nazwanie tej postaci „Pomyłką Tysiąclecia” polskiej historii, ponieważ trudno o wyraźniejszy przykład życiorysu bardziej zakłamanego, niż oficjalny życiorys kardynała prymasa Wyszyńskiego. Niewątpliwie to Wyszyński przekształcił Kościół katolicki w PRL faktycznie w Kościół państwowy, ściśle współpracujący z władzami i legitymizujący istnienie komunistycznej Polski. Było to zjawisko wyjątkowe w Europie Środkowej i Wschodniej i chociaż taka kolaboracja i oportunizm były z pewnością sprzeczne z zasadami religii, to niewątpliwie pozwoliły polskiemu Kościołowi bardzo umocnić swój autorytet i wpływy. Dzisiejszy państwowy katolicyzm w Polsce jest bezpośrednim skutkiem tamtej PRL-owskiej epoki i ówczesnej działalności Wyszyńskiego. Kropka w kropkę.

Oto nieocenzurowany życiorys Wyszyńskiego:

Niewdzięczne początki.

Pod wieloma względami Wyszyński był typowym przedstawicielem polskiego duchowieństwa katolickiego. Pochodził ze środowiska wiejskiej, ciemnej biedoty, przypuszczalnie analfabetów. Legendą jest rzekome szlacheckie pochodzenie jego rodziny. Tę legendę stworzył zresztą sam Wyszyński, wstydzący się swojego chłopskiego pochodzenia. Wyszyński urodził się w zagubionej w lasach, ubogiej wiosce Zuzeli, niedaleko Treblinki. Najprawdopodobniej skończyłby tak, jak większość jego rówieśników z Zuzeli, czyli zostałby małorolnym chłopem, gdyby nie protekcja ze strony proboszcza parafii w Andrzejewie, dokąd przeniosła się rodzina Wyszyńskich. Być może motywy tego proboszcza nie były tak szlachetne, jak się to na ogół przedstawia. Możliwe, że Wyszyński nawiązał z nim związek bliższy, niż dopuszczała to ogólnie przyjęta moralność. W każdym razie to dzięki pieniądzom tego proboszcza młody Wyszyński mógł w latach 1912-1915 uczęszczać do prestiżowego Gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie, a następnie wstąpić do seminariów duchownych we Włocławku.

Krzewiciel nazizmu i antysemityzmu

Po ukończeniu w 1929 r. Wydziału Prawa Kanonicznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Wyszyński rozpoczął szeroko zakrojoną działalność społeczną i wydawniczą. Od 1932 r. był redaktorem naczelnym miesięcznika włocławskiego „Ateneum Kapłańskie” oraz kierował jednocześnie sodalicją mariańską, prowadził chrześcijański uniwersytet robotniczy i działalność społeczno-oświatową w chrześcijańskich związkach zawodowych. Na łamach swojego pisma oraz podczas wykładów i przemówień Stefan Wyszyński dał się poznać jako… gorliwy zwolennik III Rzeszy i jej wodza Adolfa Hitlera. Oto kilka przykładów poglądów Wyszyńskiego, zamieszczonych w jego artykułach w „Ateneum Kapłańskim” w latach 1932-1939:

„Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację.”

„Hitler jest doskonałym znawcą psychologii tłumu i twórcą nowej, genialnej taktyki.”

„Zasady wychowawcze nacjonalizmu niemieckiego są WZORCEM dla innych narodów. W nacjonalizmie odbija się dusza Niemiec.”

„Dzisiejsza III Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkiej idei, która ma przynieść odrodzenie ludzkości. Niemcy stały się obok Włoch rzecznikiem ideologii o zasięgu ogólnoludzkim.”

„Dzisiejsza Trzecia Rzesza reprezentuje nie tylko określony system polityczny. Podejmuje ona tytaniczną próbę urzeczywistnienia wielkich idei, mających przynieść odrodzenie ludzkości (…) Dzięki swej antykomunistycznej postawie niemiecki narodowy socjalizm przyczynił się do tego, aby położyć tamę zagrożeniu Europy przez bolszewizm. W tym względzie ma zasługi dla całej ludzkości.”

„Trudno nie przyznać słuszności twierdzeniom Hitlera, że Żyd pozostał obcym ciałem w organizmie narodów europejskich (…) Żyd zwalcza obcą jego psychice kulturę, wyrosłą na podłożu chrześcijaństwa. Jego przeobrażenie może się dokonać tylko na drodze religijnej przez szczere, bezinteresowne przyjęcie chrześcijaństwa.”

Jak widać, Wyszyński nie tylko pochwalał rasistowską i antysemicką politykę III Rzeszy, lecz także uważał nazistów za wzór i przykład dla polskich katolików. Niestety, Wyszyński nie różnił się pod tym względem od ówczesnych wybitnych postaci Kościoła katolickiego: m.in. prymasa Hlonda, arcybiskupa Kakowskiego, świętego Maksymiliana Kolbe, a także papieża Piusa XII, którzy tak samo propagowali w Polsce i na świecie antysemityzm i poparcie dla ideałów nazizmu. Już wówczas, w okresie międzywojennym ujawniły się podstawowe cechy Wyszyńskiego: karierowiczostwo, oportunizm i służalczość wobec władzy. Staną się one jeszcze wyraźniejsze w okresie powojennym.

Cyniczny kolaborant czy ofiara komunizmu?

Błyskawiczna i nieoczekiwana kariera Wyszyńskiego w okresie PRL nasuwa szereg poważnych podejrzeń o ścisłą i gorliwą współpracę prymasa z komunistami, które niestety nie mają żadnych szans na obiektywne zbadanie przez współczesnych polskich historyków, znanych ze służalczości wobec Kościoła katolickiego. Po śmierci prymasa Augusta Hlonda w 1948 r. najpoważniejszy kandydat na jego następcę biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski nieoczekiwanie zginął w spowodowanym przez UBP wypadku samochodowym. Ta śmierć dała Wyszyńskiemu możliwość kariery- niespodziewanie został mianowany arcybiskupem metropolitą warszawsko-gnieźnieńskim, prymasem Polski. Jest bardzo prawdopodobne, że już wówczas ubecja nawiązała ścisłą współpracę z Wyszyńskim i dlatego umożliwiła mu karierę,  zabijając jego rywala w odpowiedniej chwili. Kolejne fakty świadczą o wyróżnianiu Wyszyńskiego przez komunistyczne władze PRL: w 1953 r. Wyszyński został mianowany kardynałem i jako JEDYNY kardynał z krajów tzw. „demokracji ludowej” brał udział w czterech konklawe, np. w 1958 i w 1963 r. Żaden inny kardynał z Europy Wschodniej nie otrzymał w tym czasie pozwolenia od władz komunistycznych na wyjazd do Rzymu.

Idylla Wyszyńskiego z polskimi komunistami trwała dalej: 14 kwietnia 1950 r. Wyszyński w imieniu Episkopatu Polski podpisał porozumienie z władzami PRL w zamian za pozorne ustępstwa: przejściowe zagwarantowanie nauczania religii w szkołach i funkcjonowania KUL-u. Ze swojej strony Wyszyński ostro potępił „bandy reakcyjnego podziemia”, czyli polskich patriotów, głównie z Armii Krajowej, walczących z komunistycznymi władzami Polski. Sytuacja Wyszyńskiego w PRL była jednak skomplikowana: służalczość wobec komunistów groziła prymasowi i polskiemu Kościołowi kompromitacją w opinii Zachodu. Trwała wówczas „zimna wojna”. Z tego względu Wyszyński optował za aresztem domowym, gdyż pozwalało mu to twierdzić, że nie ma wpływu na ówczesną politykę Kościoła w Polsce. Dodatkowo kreowało to Wyszyńskiego na rzekomą „ofiarę komunizmu”. Pierwszy areszt domowy prymasa trwał od 25 września 1953 do 12 października 1953, drugi od 12 października 1953 do 6 października 1954, trzeci od 6 października 1954 do 27 października 1955 i ostatni od 27 października 1955 do 26 października 1956. W tym czasie prymas Wyszyński bynajmniej nie przebywał w więzieniu, lecz w komfortowych warunkach w klasztorze, obsługiwany przez zakonników i zakonnice katolickie, gdzie przyjmował bez ograniczeń wszystkich gości, czyli faktycznie nadal kierował polskim Kościołem. Chociaż ten areszt należałoby raczej nazwać luksusowym urlopem, to pozwolił on prymasowi wykreować się na męczennika i postać heroiczną. Dodatkowo przekonało to opinię publiczną, że Wyszyński nie współpracuje z komunistami. Te działania władz PRL były z pewnością bardzo na rękę Wyszyńskiemu i bardzo możliwe, że odbywały się za jego całkowitą zgodą. W ten sposób, po zakończeniu odosobnienia, prymas w aureoli rzekomej „ofiary komunizmu” mógł spokojnie kontynuować kolaborację z władzami PRL: w latach 1957-1966 Wyszyński przeprowadził obchody Tysiąclecia Chrztu Polski- było to wydarzenie religijne, niemożliwe do zorganizowania w żadnym innym kraju komunistycznym. Wyszyński podziękował za to władzom PRL w 1958 r. skutecznie apelując do papieża o ograniczenie stosunków dyplomatycznych z demokratycznym polskim rządem emigracyjnym w Londynie.

Nie wspomina się o fakcie, że kardynał Wyszyński w specjalnym orędziu we wrześniu 1968 r. poparł inwazję wojsk polskich na Czechosłowację w celu stłumienia tam próby reform demokratycznych.

W 1972 r. na wniosek Wyszyńskiego Watykan ostatecznie zerwał stosunki dyplomatyczne z polskimi władzami na emigracji, co oznaczało de facto prawne uznanie przez Kościół komunistycznej Polski. Rozpoczął się okres jawnej kolaboracji prymasa z komunistami.

W roku 1976 r. PRL-owski premier Piotr Jaroszewicz złożył prymasowi życzenia z okazji 75 rocznicy urodzin, co było wyrazem wdzięczności władz PRL za nieudzielanie przez Kościół poparcia protestom robotniczym.

Kolejnym dowodem kolaboracji prymasa z komunistami było postępowanie w czasie polskiego sierpnia 1980, kiedy Wyszyński wzywał działaczy „Solidarności” do współpracy z władzami PRL i „podporządkowania się prawom państwa”. W latach 1980-1981 Wyszyński pośredniczył w rozmowach między władzami komunistycznymi i „Solidarnością”, które zapoczątkowały w Polsce proces „miękkiej transformacji ustrojowej”, pozwalający władzom PRL-owskim i komunistycznemu aparatowi represji uniknąć odpowiedzialności karnej praktycznie aż do dzisiaj.

Patriota?

Czy Wyszyńskiego można nazwać polskim patriotą? Na pewno nie. Ten duchowny, tak jak wszyscy inni polscy hierarchowie katoliccy, służył przede wszystkim swojemu Kościołowi, a nie Polsce. Dowodem na to jest między innymi fakt, że w 1965 r. prymas Wyszyński był inicjatorem wystosowania orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich pod tytułem: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Można się tylko zapytać, jakie to potworne zbrodnie narodu polskiego miał Wyszyński na myśli, prosząc o wybaczenie naród niemiecki? Czy taką zbrodnią Polaków było zaakceptowanie międzynarodowych ustaleń, dotyczących granicy na Odrze i Nysie? Czy można to stawiać na równi z masowym hitlerowskim ludobójstwem? I kto dał prymasowi i biskupom moralne prawo do wypowiadania się w imieniu wszystkich Polaków? Orędzie biskupów polskich do niemieckich jest wybitnym przykładem skrajnego cynizmu i relatywizmu moralnego prymasa Wyszyńskiego.

Pośmiertna legenda

Wyszyński zmarł 22 maja 1981 r. na skutek choroby nowotworowej. Pogrzeb prymasa w dniu 31 maja zgromadził tłumy Polaków naiwnie wierzących, ze odprowadzają do grobu ofiarę komunistycznego reżimu. Pogrzeb stał się symbolicznym podsumowaniem życia Wyszyńskiego: na czele konduktu pogrzebowego ramię w ramię z hierarchami kościelnymi kroczyli czołowi przedstawiciele władz PRL: przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński, marszałek Sejmu Stanisław Gucwa oraz członkowie Rady Państwa, Rady Ministrów i inni wysocy urzędnicy państwowi (m. in. Kazimierz Barcikowski, Jerzy Ozdowski, Mieczysław Rakowski, Józef Czyrek).

O uznaniu władz komunistycznych dla kolaboranta Wyszyńskiego świadczy fakt ogłoszenia przez Radę Państwa PRL żałoby narodowej po jego śmierci w dniach 28-31 maja 1981 r. Przez 51 lat istnienia PRL taką żałobę ogłoszono tylko 4 razy!

Mało kto wówczas, tak jak dzisiaj (poza pracownikami PRL-owskiego aparatu bezpieczeństwa) zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę Wyszyński był jednym z największych i najbardziej gorliwych kościelnych kolaborantów z władzami PRL

Pogrzeb Wyszyńskiego

W drugim rzędzie za trumną idą przedstawiciele władz PRL

25 października 2000 r. w uznaniu jego zasług przyjęto w Sejmie RP uchwałę następującej treści: „W setną rocznicę urodzin Kardynała Stefana Wyszyńskiego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnie uczcić tego wielkiego Polaka, kapłana i męża stanu, którego życie i działalność wpisały się trwale do historii naszej Ojczyzny. Jego nauka, myśl społeczna i wzór patriotyczny pozostają aktualne i mają szczególne znaczenie dla odrodzenia Trzeciej Rzeczypospolitej. Oddając hołd i szacunek wybitnemu Polakowi, Sejm Rzeczypospolitej.... itd. Jak bym czytał dzisiejsze prawicowe piśmidła i mowę Kaczyńskiego, po ewentualnej śmierci abp Jędraszewskiego albo Głódzia. Żródła: m.in.WP.

PS. Tryumfatorka turnieju tenisowego 2020 French Open Polka Iga Świątek ubrała się w tęczową sukienkę do wywiadów udzielanych prasie całego świata. Prawicę i polski kościół szlag trafia. I dobrze. Kto nie chce tego widzieć niech patrzy na sukienkę Jędraszewskiego. Iga, jesteś wielka.

                                            Ku pokrzepieniu serc



 

 

 

Dół formularza

 

środa, 7 października 2020

SIKANIE LUDZKA RZECZ


                                                       patriotyczna młodzież daje przykład
Widziałem (zresztą tak jak wszyscy) moment gdy nowomianowani ministrowie odbierali „insygnia ważności) z rąk prezydenta, inaczej mówiąc z rąk Dudy. Otrzymał je też Kaczyński, oczywiście z niesmakiem, bowiem nie patrzył w oczy dudowe, jeno na czubki swoich niedoczyszczonych butów. Ja go rozumiem, bo jak można się cieszyć gdy wysyłają cię na stanowisko, gdzie staniesz się podległym człowiekowi którego sam mianowałeś premierem. Po godzinie uroczystość mimo pandemii koronawirusa dobiegała końca ku radości gawiedzi. Organizator zarządził ustawienie się do zdjęcia okolicznościowego. I stał się skandal, bo oto nowomianowany wicepremier Jarosław Kaczyński wyrwał się z grupy i pomaszerował w nieznane. Nie opowiadając się nikomu. Miliony Polaków, szczególnie Polaków pisowskich przecierało okulary ze zdumienia. Co się stało. Czyżby pan Jarosław postanowił dać jeszcze raz do zrozumienia że on tu zarządza i z byle kim nie myśli się fotografować. Zapanowała konsternacja. Dziennikarze zapomnieli języka w gębie, a przecież nic się nie stało. Po prostu pan prezes chciał się odsikać. Stary pęcherz dawał znać już od godziny, a w ogrodach prezydenckich nie ma sławojek, toytoyek, ani innych przybytków rozkoszy dla cierpiących na prostatę. Na tej śmiesznej uroczystości zabrakło mi pierwszego edukatora, wróć, kreatury polskiego szkolnictwa. Ponoć złapał koronowirusa, a może wstydził się pokazać twarzy po wypowiedziach: cyt. „ brońmy się przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”. Z dalszej jego wypowiedzi wynikało że baba ma rodzić dzieci zaraz po wyrośnięciu z wieku dziecięcego,  bo nie zdąży urodzić ich tyle, ile państwo potrzebuje. Rodzić i pilnować ogniska domowego. Tego chce Czarnek, pierwszy rozpłodowy pisowiec, bowiem doszedł on do wniosku że cała ta ideologia LGBT wzięła się z neomarksizmu, korzeniami sięgającymi  w narodowy socjalizm hitlerowski, odpowiedzialny za wszelkie zło  II wojny światowej w tym zamordowanie powstańców w 1944 r. Taką kość do obgryzienia rzuca nam Kaczyński, a sam spieprza z najważniejszej zbiórki zaprzysiężenia nowego rządu pod pozorem dziurawego pęcherza. Nic by się przecież nie stało, gdyby nie zdążył sobie ulżyć, bowiem już kilka razy w jakimś czasopiśmie widzieliśmy ciemne plamy w kroczu zbawiciela Polski.
                                                              ***

Jestem po osiemdziesiątce i czuję się dość zmęczony, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Już nie ta percepcja, już nie ta charyzma, tudzież rozedrganie umysłu. Od dwóch lat nosiłem się z zamiarem wydania zbioru postów w formie książki. Niestety, jako emeryta z dolnej półki nie stać mnie na podobny luksus.
Wpadłem zatem na pomysł odsprzedaży moich myśli. Jestem gotów do pozbycia się swoich praw autorskich osobie zainteresowanej treściami mojego bloga, wraz z domeną. Z kraju bądź z zagranicy, a ponieważ nie znam się na informatycznych i prawnych zakamarkach problemu związanego z podobnym zamiarem, spodziewam się,  że owe kłopoty weźmie na siebie ewentualny nabywca. Mój adres mailowytonizar67@wp.pl 

niedziela, 4 października 2020

HOMOFOBY RODZĄ SIĘ NA UCZELNIACH?




Ten tekst (wybaczą Państwo) rozpocznę od podziękowań za sympatyczny list przesłany w formie wpisu do 'księgi gości'. Dziękuję Panu serdecznie za przypomnienie faktu wspólnej podróży koleją na trasie Warszawa- Toruń.  Rzeczywiście przypominam sobie po części naszą dysputę na aktualne wówczas tematy. Wiem, że dyskusja była owocna, jako że nadawaliśmy na podobnych falach. Przypuszczam, że dzisiaj byłaby ona jeszcze bogatsza. Miły Gościu. U mnie wiele się zmieniło, przypuszczam że u Pana również. Panta rei, a my coraz  starsi. W sierpniu skończyłem osiemdziesiątkę, a i zdrowie adekwatne do tegoż wieku, dzięki ukochanej Małżonce. Mimo przebytych chorób trzymam się, ale już tak często nie piszę. Namawiam do czytania moich wcześniejszych felietonów, a jest ich dużo. Jestem ciekaw co u Pana i jak zdrówko. Jeszcze raz bardzo pozdrawiam i ślę najlepsze życzenia.-  Adres email: tonizar67@wp.pl

                                                           ***

A teraz ad rem:  Mamy nowego ministra od szeroko pojętej oświaty, czyli od przedszkola do magistra. Homofoba, chama i prostaka mimo tego iż KUL umeblował go w tytuł doktora,  niejako w togę profesora, tyle że nadzwyczajnego, czyli nadzwyczajnie prostackiego, o czym już wie cały boży świat. Boży, bo profesor Czarnek, o którym mowa to człek niebywale religijny, posługujący się słowem zbawiennym średnio co dwie minuty. Jako były wojewoda lubelski przemknął się oczom świata nie eksponując wzorem kraśniczan swoich nadzwyczajnych charakterologicznych przekonań, za to jako gwiazda oświaty proszę bardzo. Od razu z grubej beki. I ta beka mu pozostanie na zawsze. Nie sądzę by ten typ zbyt długo pozostał na świeczniku, wróć, na „kagańcu” oświaty. Mamy dość dużo światłych pedagogów (oczywiście pomijając niejaką Nowakową z Krakowa) która samym zachowaniem straszy pedagogów, że o słowach nie wspomnę, ale czy Czarnek ją przebije nie wiem. Na razie dobrze mu idzie. Nawiasem mówiąc ten homofob, nieuk i cham będzie personifikacją poziomu umysłowego obecnej władzy oraz jej zaplecza intelektualnego. Warto przypomnieć, w tym miejscu - ŻE TU JEST POLSKA .

piątek, 2 października 2020

UBEZWŁASNOWOLNIONA POLSKA MACICA

 

                                      


Kilka lat temu w poście pt. „Ubezwłasnowolniona macica” wyłuszczyłem swoje myśli o aborcji, a raczej o tym zabiegu medycznym, który podejmuje się w przypadku zapisanym w prawie o dopuszczalności do niej, czyli gdy ciąża zagraża zdrowiu matki lub dziecka, ewentualnie powstała w wyniku gwałtu. Zresztą ta ostatnia możliwość pozostaje w decyzji zgwałconej. W moim poście przywołałem głośny przypadek prof. Chazana, który to jako ordynator (a może szef szpitala) oddziału ginekologicznego uparcie postanowił, że kobieta musi urodzić dziecko kalekie ( z połową głowy, bez mózgu i innych członków ciała), bo takie jest jego przekonanie jako „debilnego” katolika. Debilnego tym bardziej że gość szczyci się tytułem profesora. Oczywiście od czasu gdy uczelnia katolicka nadała mu ten tytuł. Nie ważne czy dziecko się urodzi żywe czy martwe. Czy będzie żyło kilka minut czy kilka godzin, wiadome bowiem było że ten stworek w objęciach matki żywy ze szpitala wyjść nie może. Co za mizogin i talib. Ten talib przyznał się do wykonania kilkuset aborcji, zanim nie zrodził nam się PiS. Przemiana Chazana bardzo się spodobała episkopatowi, który jako wszeteczny podmiot dzieci nie rodzi a tym bardziej nie żywi i nie wychowuje. Chazan był postrzegany od tej pory przez rozumnych ludzi jako człowiek bez serca za to z orderami od kopniętych prosto w mózg pisdzielców. Ten typ nawet nie zdobył się na to (co jest zapisane w obowiązkach szpitalnych) by wskazać inny szpital, który potrafi odczytywać prawo, z którego wynikało że kobiecie trzeba pomóc) i nie kieruje się katolickim sumieniem. 


Od czasu, gdy szaleńcy pisowscy doszli do władzy większościowej,  zapowiedzieli, że uchwalą ustawę zabraniającą dokonywania aborcji w każdych warunkach. Kobiety zbierajcie grosz na konieczne aborcje w jakimkolwiek kraju graniczącym z Polską, a nawet w świecie poza Iranem i Pakistanem. Pisowska ustawa ma chronić życie od POCZĘCIA aż do ŚMIERCI. Bardzo by to odpowiadało Stalinowi i Hitlerowi w czasie działań wojennych, o czym wielu posłów nie chce wiedzieć. Co to znaczy, zastanawiam się, OD POCZĘCIA. Czy od momentu gdy kobieta poczuje ruchy dziecka w brzuszku, czy dużo wcześniej gdy zacznie wymiotować, czy wtedy gdy nasika sobie na test ciążowy, czy w końcu od pamiętnego wieczora, gdy poszła z Frankiem czy Cześkiem w krzaki albo do toalety na dyskotece. Oj, oj, państwo pisdzielstwo, nie bądźcie tacy ufni, bowiem u was z zaufaniem jest jak z wiarą o sześciotysięcznej historii świata. Jedni w to wierzą bo tak im mówi proboszcz, zaś inni bo tak powiadał pan prezes i ojciec dyrektor. A ja wam podpowiadam: zróbcie porządek z tą aborcją od prawdziwego początku aż do …. no właśnie do usranej śmierci. Ustawa powinna moim zdaniem brzmieć: Zakazuje się dokonywania aborcji na Polkach wyznających wiarę w jedynego Boga, stworzyciela krainy zamieszkałej nad Wisłą i Odrą, oraz w pana prezesa od momentu wytrysku aż do naturalnej śmierci. Zdarza się bowiem, że małżonek z powodu "wiotkości"  nie zdoła zamieścić w macicy oblubienicy chociażby części nasienia, a jest to grzechem śmiertelnym, chyba że samiec na co dzień ubiera się w sutannę i koloratkę. Z biegiem czasu, gdy nadal siłą przewodnią będzie PIS, ustawę się unowocześni w ten sposób, że słowo „moment wytrysku” zamieni się „momentem wzwodu”, co jest gwarancją pełnej wymowy w tym temacie. Sflaczałym, emeryckim fallusom dadzą zapewne spokój. Czy słowo „wytrysk” jest akurat tak bardzo ważne?. Jest ważne!, tak jak ważna jest wielkość, długość oraz obwód mechanizmu dostarczającego nasienie. Wszystko jest ważne, może nawet bardziej niżeli sam prezes, albo chociażby posłowie Terlecki, Macierewicz, Ozdoba i cała ta ich średniowieczna ferajna. W tym zdaniu fallus rośnie do niebotycznych rozmiarów w myśl mizoginicznych teorii nowego ministra edukacji i szkolnictwa wyższego posła Czarnka. A jak się cieszy posłanka z Ordo Juris, która jak przypuszczam nigdy nie zaznała przyjemności z  prawdziwego seksu, tego ludzkie słowo nie wypowie.

 

 

FASZYSTOWSKI PRYMAS POLSKI

Wcale nie był postacią idealną, a wiele wskazuje, że należałoby go uznać za osobę skrajnie niemoralną i szkodliwą dla Polski. Czego ...