niedziela, 29 marca 2015

MAFIA MAFI DAĆ POTRAFI



Felietonista i satyryk Stanisław Tym, którego cenię, za sprawą biskupa Antoniego Dydycza poczuł "lekki zapach zjełczałego kadzidła wieszczącego  prawdziwą wiosnę średniowiecza". Hierarcha obwieścił bowiem na Jasnej Górze, że wszystkim, którzy "stanowią niegodziwe prawo, potrzebna jest różańcowa krucjata", a może i egzorcyzmy. Coś podobnego panie Stanisławie. Coś podobnego, bo chyba nie doczytałem.
A jednak w dalszym ciągu swych złotoustych rozważań, gdy biskup nabierał rozpędu airbusa z Germanwings i wpadał w tok ględzenia o Polsce zanim pomyślał, wykrzyczał, że mamy pozorną wolność, ponieważ rządzą nami „hochsztaplerzy i mafia, która drogą fałszerstwa doszła do władzy”.No, ale, ale, skoro biskup tak uważa, może powinien wszystkie pieniądze, które dostaje od mafii na Kościół, szybko i ze wstrętem oddać na biednych. Bo przecież nie będzie ich zwracał hochsztaplerom. Dotyczy to także dotacji na świątynię Opatrzności Bożej" – w tym stylu właśnie napisał swój felieton pan Stanisław w najnowszej Polityce. Po prostu się wzburzył tak jak ja, oraz miliony zastraszonych owym śmierdzącym kadzidłem naszych współobywateli.
Brawo, jeszcze raz brawo, tylko szkoda że tych słów nie słyszy pani premier i minister od kultury i „dziewictwa” narodowego, czyli według biskupa hochsztaplerzy, którzy w rozrzutny sposób pchają do kieszeni niewdzięcznikom miliony złotych, miast ratować głodne polskie dzieci. Słyszycie?. Jesteście hochsztaplerami i mafią, która poprzez oszustwa dostała władzę. Ale oni udają że nie słyszą, bo są zajęci kampanią wyborczą swojego pupila Bronisława Marii Komorowskiego, ubiegającego się o reelekcję, albo po prostu jako ci tchórze, którym z łatwością każdy fioletowy może napluć na facjatę, muszą jakoś przełknąć te ewangeliczne słowa. W końcu bez żadnych wątpliwości doszli do władzy za wskazaniem episkopatu. Mój komentarz: Może biskup ma rację, ale nie do końca, bo zwykle mafia dzieli się z mafią, nawiązuje współpracę, łączy się w przestępcze „kartele”. Inaczej przecież trudno nazwać polskich hierarchów kościelnych obrzydłą mafią, która wyłudza od staruszków kończących swe życie w hospicjach ostatni grosz a nawet ich dorobek życia, czyli majątek poza oczami papieża Franciszka tylko po to by, hulać, bawić się, urządzać rodziny, a jak się uda to i przygarnąć chłopczyka, który ponoć zgodnie z twierdzeniem innego fioletowego hochsztaplera, sam chętnie włazi księdzu pod pierzynę. Jesteście mafią, która poprzez oszukańczą komisje majątkową okradła własny kraj, tyle że tak naprawdę waszym prawdziwym krajem jest Watykan, jak mówi wybitny polski aktor Krzysztof Pieczyński (katolik) w wywiadzie dla „Faktów i mitów”. Jesteście mafią, która naiwnym od wieków sprzedaje czarodziejskie odpusty, leczycie urojonymi egzorcyzmami, a gdy któryś z was popadnie w chorobę, to natychmiast szukacie najlepszych specjalistów medycyny, zamiast uleczać się modlitwą, co zresztą proponujecie maluczkim i ubogim którym czaszkę zamiast mózgu zalega farsz pieczonej kaczki. Jesteście mafią, która wymusiła na Polsce upokarzający konkordat, oraz religię w szkole jako „naukę”, przy czym zobowiązaliście się do opłacania katechetów. To wszystko okazało się kłamstwem i oszustwem, bowiem wykorzystując niespotykaną nigdzie w świecie uległość władz, cały majdan kosztów zrzuciliście na państwo.
Jesteście mafią, która nie zadowoli się symboliczną kwotą co łaska za usługi sakramentalne. Mimo że papież zakazuje pobieranie opłat za podobne usługi, wy za sam pokropek np. nowego przedsiębiorstwa żądacie często kwoty kilkudziesięciu tysięcy. Często tylko za to, że hochsztapler fioletowy machnie dwa razy miotełką i wymamrocze kilka nabożnych słów. Jesteście mafią, która od dziesięcioleci wyciąga rocznie łapsko po 12 miliardów złotych. Gdyby demokratycznie tę kwotę podzielić przez 25 tysięcy kapłanów, tudzież tyle osób zakonnych to każdy z „mafii kościelnej” rocznie by przytulił na rękę ćwierć miliona złotych, ale wiadomo jak to jest w waszym hierarchicznym środowisku. Fioletowi dostaną dziesiątki, a może setki milionów, zaś maluczcy odziani jeno w sutanny po kilka tysiączków, ale to wasza mafijna sprawa, gorzej tylko, że rząd, który podporządkowaliście sobie, wg biskupa Dydycza też jest mafią, zgodnie z zasadą, że kto z kim przystaje takim się staje. Można by tę mafijną wyliczankę prowadzić w nieskończoność, zaiste przecież już wielokrotnie wypunktowałem złodziejskie popisy naczelników KK w Polsce.

Policjant, kur.a i złodziej na jednym wozie jadą, mówi przysłowie. Tych trzecich produkujemy kosztem państwa, nie tylko na własne potrzeby, ale całego światowego kościoła katolickiego, te drugie wzorem grzybów rodzą się same, zaś pierwsi miast łapać złodziei i gwałcicieli (typu Gil, Wesołowski i setki innych) asystują rytualnie w galowych strojach wszelkim nabożeństwom, a nawet gromadnie idą na zarządzone przez proboszczów pielgrzymki.

Fotki od góry:
1.Cala prawda całą dobę, memento
2.Pani premier, przywódca "mafii" rządowej.
3.Wojsko i policja w słuzbie prawdziwej mafii..



sobota, 28 marca 2015

ZBUDŹ SIĘ MAŁA CELEBRYTKO


Obudź się dziewczyno, bo ja już dawno nie śpię, chociaż żałuję, a piękny mój sen opisałem w poprzednim poście. Twój sen dziewczyno nie jest aż tak uroczy, chociaż?. To widać, być może słychać, a szczególnie czuć. Fotografia zmusza myślących do zadania sobie pytania, co spowodowało, że młoda, niebrzydka dziewczyna postanowiła oddać się podobnej drzemce. Dobrze, że nie na przystanku komunikacji publicznej. Odpowiedzi nasuwa się wiele, ale wszystkie mają niejako wspólny pierwiastek: mocne przegięcie w kwestii rozrywkowej. Znaczy to, że wydostawszy się z tzw. dobrego domu, (a "dobry" dom to dom, gdzie bozia wisi na ścianach każdego pomieszczenia), uległość namowom koleżeństwa, że skoro już jesteś tu z nami to nie odmawiaj i czuj się wolna, my płacimy, spoko. Nie odmawiaj kolejnego sznapsa, w końcu nie odmawiaj swej uroczej buzi i .. czegoś więcej, skoro ci z nami dobrze. No i prawdopodobnie nie odmawiała. Przysłowiowy Zenek, potem Stasiek no i jakiś Lutek, on przecież nie gorszy. Co mi tam, pomyślała, bo jeszcze mogła. Przecież to nie mydło, nie wymydli się od razu, a może wypchną mi z organizmu ten cholerny zajob, który mnie powala na tyle, że nie mogę się ruszyć do kibla. Tak, do kibla a nie do toalety, bo w tym środowisku obowiązuje ich kultura. Zatem, ponieważ już nie czuję ciała to nic się nie stanie ludzkim oczom, gdy siknę sobie w majty, tym bardziej, że dawno tego nie robiłam. No i siknęła, po czym skutki  owej heroicznej odwagi zademonstrowała rozkładając nogi, by wiaterek i przedwiosenne słoneczko wpadające przez okno zrobiły swoje zanim wrócą starzy w pielesze domowe. Usnęło niewinne biedactwo, pokazując swój stan nieco zaskoczonej rodzinnej gawiedzi. Jedni jej współczuli, inni z kolei zasłaniali oczy, szczególnie dzieciom, jeszcze inni poczuli niesmak pobudzony urynnym a może nie tylko, zapaszkiem. Niech śpi, nie budź jej, prosili oburzonego widokiem ojca, okaż jej chociaż raz trochę serca. Wygląda jak bezdomna, nie? (ale taka młoda?). Zapewne wróciła z nocnej eskapady po knajpach, być może zgwałcona przez amatorów siłowego seksu, a być może po prostu ma ochotę zostać celebrytką, bo zapewne media, w tym Facebook pokażą ją gdzie trzeba. Skoro tak trudno dostać się do telewizji i na afisze poprzez wykształcenie, pracę i wyjątkowe umiejętności, to pozostaje tylko pokaz próby wytrzymałości na zmoczenia chińskich dżinsów. A nuż producenci uznają jej demonstrację za wyczyn godny nagrody? Ja już uznałem. To się naprawdę nadaje do szeroko pojętych mediów, szczególnie zagranicznych. Polska młodzież górą.
 
Fotka (Fb) -ku przestrodze.


środa, 25 marca 2015

MIAŁEM SEN


Piękny sen. Śnił mi się prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Władimirowicz Putin. Oczywiście w pięknych okolicznościach przyrody. Polskiej przyrody. No, w okolicznościach bajecznych, bo wiem doskonale, że każdy sen nie odbiega zbyt mocno od bajki. A było to tak, o ile dobrze pamiętam. Był dość mroźny ranek. Pod Pałac Prezydenta Trzeciej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej podjechał samochód osobowy. Była to czerwona jak sztandar radziecki łada samara, z której majestatycznym krokiem, lekko kulejąc wysiadł właśnie ON, czyli pan prezydent Rosji, oczywiście tym razem „niezapowiedziany”, jak to bywa w momencie wejścia do Sali Kremlowskiej. Rozejrzał się po rycinach ściennych starej Warszawy, a ujrzawszy jeszcze nieco zaspanego doradcę prezydenta Polski w osobie Tomasza Nałęcza kazał się prowadzić do swego polskiego odpowiednika, czyli Komorowskiego. Profesor Nałęcz prawie zesztywniał na widok przybysza, wyprostował się jak witka leszczyny i jąkając się naturalnie, co przychodziło mu z łatwością, odpowiedział. Tak jest wasza miłość, a gdy oprzytomniał, że ma do czynienia z Ruskiem poprawił: Tak toczno wasze błagarodie. Ma szlacheckie pochodzenie, a ta jak wiadomo posługiwała się językiem francuskim i rosyjskim. Mimo, że służył prezydentowi od blisko pięciu lat i znał doskonale rozkład pomieszczeń, sal konferencyjnych a nawet głównych i awaryjnych toalet, z wrażenia miast do salonu podprowadził Putina do kaplicy, gdzie akurat generał Koziej zwany Szogunem przygotowywał ornat i ustawiał dzwonki do porannej mszy. Naraz z powodu swojej bezmyślności zdębiał i przyklękając przed najbardziej usportowionym politykiem Rosji pochylił się prosząc o wybaczenie słowami: pażałsta, prostitie Wasze Wysoczestwo. Putin, który bodaj po raz pierwszy w życiu znalazł się w katolickiej świątyni, nie licząc wizyty u papieża Franciszka, ręką podtrzymał mdlejącego Nałęcza i rzekł: nie nada, nie nada. Ja tolko posmotrim na wasze najbolszee znacienie, a ujrzawszy w konfesjonale prezydenckiego kapelana ks. Lutra, podbiegł do udziwnionego dlań kiosku i począł odbywać spowiedź pokutną. Grzechami sypał jak z rękawa, a to, że skrzywdził polskich rolników i eksporterów warzyw oraz owoców, a to, że zabronił poruszania się po ruskich autostradach polskim tirom, a to, że poprzez aneksję Krymu ograniczył wizy wypoczynkowe dla Polaków w kurortach nad Morzem Czarnym, a to że na Ukrainę wysłał zielone ludziki, które oczywiście tylko pomyłkowo zatłukły kilka ludzików z Polski. Ponadto łkał, iż pozbawił Polaków dobrych trunków, w tym koniaków z serii Ararat, oraz źródlanej wody z carskich i kremlowskich stołów, o nazwie borjomi. I zapewne by się nadal spowiadał, wydając przy tym żałosne westchnienia, gdyby kątem oka nie zauważył wchodzącego na poranne modły prezydenta Komorowskiego w towarzystwie pierwszej damy Anny Komorowskiej, po mężu, hrabiny herbu Korczak. 
 

 
W tym momencie małżeństwo Komorowscy w oczekiwaniu na święte wysłuchanie uklękli z drugiej strony konfesjonału, gdy tymczasem bijąc się w sportowy tors Putin odszedł w kierunku ołtarza oddając się modlitwie pokutnej. Prezydent Komorowski zerkając na ruskiego diabła zaczął zaliczać swoją spowiedź trzymając się formułki: Ostatni raz byłem u spowiedzi wczoraj, niestety wiele grzechów zataiłem. W tym miejscu z żalem i wstydem wyznał, że fałszywie oskarżył pana Putina o współudział w morderstwach politycznych, że sprzyjał propagandzie prasowej w polskich mediach oskarżających Putina i Rosjan o wszystko co najgorsze, że zgrzeszył przeciwko przykazaniu, które mówi aby nie życzyć nikomu tego co tobie nie miłe. Itd, etc. Po otrzymaniu pokuty dołączył do klęczącego Putina oddając się szczerej modlitwie. Wstali z klęczek obaj, jakby na komendę. Popatrzyli sobie w wilgotne oczy, po czym długo się ściskali jak Breżniew z Honeckerem. Już przy pożegnaniu, gdy rozdygotany Nałęcz trzymał naręcze kwiatów dla Gościa, Putin poprosił Komorowskiego o wybaczenie wszystkich grzechów, które zostawił w uszach ks. Lutra i zapowiedział pokryć wszystkie straty spowodowane embargiem na polskie produkty. Stanie się to natychmiast gdy ukończę budowę kilku stadionów na mistrzostwa świata w piłkę nożną, powiedział ze łzami w oczach. Tymczasem już dzisiaj na teren kaliningradzki pozwala nam przegonić wszystkie upierdliwe dziki. Jednocześnie nasz prezydent przyrzekł, że z jego strony już nigdy nie padnie ani jedno słowo w stosunku do Rosji, za które mógłby się potem wstydzić, ale stanie się to dopiero po wyborach.



 
Za oknem odezwały się, jak zwykle o godzinie szóstej dzwony kościelne, które wyprowadziły mnie na jawę. Włączyłem radio Zet. Red. Rafał Olejniczak czytał poranne wiadomości:” W dniu wczorajszym z rozkazu prezydenta Putina przy granicy z Polską Rosja rozlokowała kilkanaście rakiet typu Iskander M. z głowicami jądrowymi. Są wycelowane w Kraków, Warszawę i Pacanów. Chyba nadal jednak śnię.

poniedziałek, 23 marca 2015

PARADA OSZUSTW



 
W rachunkach rządowej rozrzutności sama wypłata pensji katechetkom i katechetom stanowi bardzo istotną kwotę, bo ok. półtora miliarda złotych rocznie. To stanowi prawie 10% wszystkich rocznych wydatków na katolicki Kościół, ustanowionych ponoć wedle zapisów konkordatu. Z kolei największa chwała temu, kto w tym na pół uczciwie zawartym dokumencie znajdzie cokolwiek o opłacaniu przez państwo katechetów, bo o religii w szkole też jest niewiele.

12 marca pan Wiesław Trąmpczyński na Facebooku napisał:„Gdy ponad dwadzieścia lat temu wprowadzono lekcje religii do szkół, atmosfera była nieco inna. Kościół Katolicki miał pozytywną opinię w związku z poparciem opozycji w okresie stanu wojennego. Żywa wciąż była legenda księdza Popiełuszki, który zginął bardziej jako opozycjonista niżeli męczennik za wiarę. Nawet ateiści zdawali sobie sprawę z tego, że ogromna większość społeczeństwa to ludzie wierzący. Religia w szkole była ułatwieniem dla rodziców, którzy nie musieli swych pociech prowadzać na te lekcje po zajęciach szkolnych do sal katechetycznych, tym bardziej iż episkopat zarzekał się, że księża i zakonnice nie będą pobierać pensji. Deja vu?.Nie, to OSZUSTWO NUMER JEDEN, będą też następne.

 
Kolejne rządy trzęsąc portkami ze strachu przed coraz bardziej panoszącym się w przestrzeni publicznej klerem przymykały oczy na to co się w polskich szkołach wyrabia, jednocześnie przełykały łzy wstydu płynącego ze strony świeckiej Europy. A przecież O. Ludwik Wiśniewski przez ludzi Terlikowskiego zwany polskim Lutrem powiada w sobotniej Gazecie Wyborczej, cyt: „Od posłuszeństwa wobec Kościoła ważniejsza jest wolność sumienia każdego człowieka, a od zasad Ewangelii-zasady natury ludzkiej”. Koniec rozważań. A tymczasem biskupi nie tylko pouczali wiernych w myśl biblijnych przykazań, ale bezczelnie w chamski sposób oskarżali Bogu ducha winne polskie dzieci iż, to one są wyłącznie zaraniem pedofilii w Kościele, bo to one włażą do łóżek arcybiskupowi Michalikowi, jego proboszczom i ich sukienkowym pomagierom. Te same dzieci, nad którymi „czarne ludziki w koloratkach” rozpostarły parasol nauk religijnych w szkołach. Cicho, prawie cichutko rodzice się zachowywali po tych oskarżeniach, jakby uwierzyli w słowa pasterza przemyskiego, który kilka miesięcy w tył bronił na ile miał możliwość okrutnego pedofila ze swojej diecezji, konkretnie z Tylawy, przerzucając go po kraju ,aż do ujęcia przez policję. W tym samym czasie tenże fioletowy gość w porozumieniu z iście katolickim komendantem wojewódzkiej policji wysłał do więzienia prostego policjanta za to , że ten odważył się zatrzymać powszechnie "uwielbianego" arcybiskupa za przekroczenie szybkości i jednocześnie miał czelność zwrócić się do niego obraźliwie przez per „pan”, miast umiłowany ekscelencjo.
 
 
A po mojemu to nawet żaden tam pan, jeno najprawdziwszy ćwok i cham proszę kolestwa, jak mawiała pani Janina Jaroszyńska w swoich wystąpieniach w Radiowej Trójce”. Gdzie się rodzą podobne typy?, czyżby to wpływ rozszalałego gender. Otóż religia w szkole jest złym przedmiotem, bardzo złym, a rodzice, którzy uważają inaczej reprezentują właśnie polski, ubogi, zaściankowy folklor,  zresztą jakiż to przedmiot?. Przecież religia to nie nauka jak inna chemia, matematyka, fizyka, czyli przedmioty których wiedza da się udowodnić empirycznie, doświadczalnie. Religia katolicka to wiara i tylko wiara, podobnie jak islam, judaizm, konfucjanizm, buddyzm i dziesiątki innych odłamów chociażby protestanckich. To tylko wiara i aż wiara. OSZUSTWO NUMER DWA. Zatem trudno nazwać owe „nauki” nauką,, no gdyby to było nauczanie o religiach świata czyli religioznawstwo, wtedy można by dyskutować nad przedmiotem jako takim, tym bardziej, że rzeczywistość szybko zweryfikowała ten idylliczny obraz. Religii zaczęli uczyć ludzie, których często żaden rozsądny dyrektor nie wpuściłby do szkoły. Pojawiły się tabuny zidiociałych i zdewociałych pomazańców biskupich którzy swoje „wykłady” często ograniczali do modlitw. Wpływ Kościoła na szkołę nie ograniczył się tylko do prowadzenia religii. Czarę goryczy przelała niedawno historia szkoły, w której obowiązkowa modlitwa z religii przeniosła się na matematykę i inne przedmioty, zaś dziecko, którego ojciec zwrócił uwagę na tę nieprawidłowość zostało zaszczute przez nie tylko kolegów, ale także przez postawę nauczycieli, dyrekcji szkoły i władz gminy. Znamy coraz więcej przypadków, gdy dziecko, którego rodzice są niewierzący jest szykanowane. Katecheci napuszczają wręcz na niego innych uczniów. Normalnym już jest, że dzieci takie muszą samotnie włóczyć się po okolicy, bo kler i wybierane przez tenże dyrekcje szkół, nie sprostały obietnicom ,iż lekcje religii będą na pierwszych lub ostatnich godzinach.
 

Może gdyby ilość godzin religii była ograniczona zgodnie z ustaleniami, ale okazuje się, że takich lekcji jest od jasnej cholery kosztem np. WF. W tygodniu 2 lub 3 godziny religii, zaś po jednej z matematyki i języka polskiego. Gdzie wobec tego czas na wychowanie fizyczne, tak potrzebne młodemu człowiekowi. Tak bywa, bowiem księżulo często musi mieć swój czas na lustracje co apetyczniejszych z fizjonomii chłopców, a wcześniej na ilustrację, jak trzeba księdzu robić „loda”. Głośny w mediach przypadek: katecheta włożył sobie butelkę do spodni a następnie przez rozporek wypuścił jej szyjkę. Potem zwracał się do nauczanej dziatwy by spróbowali się do tej butelki przystawić ustami. Nie liczą się absolutnie z uczuciami młodych ludzi pokazując im na tych lekcjach rozerwane i ociekające krwią płody poaborcyjne. A może by tak pokazali twarz dziecka gwałconego przez dobrodzieja?. Pedofilia w Kościele, mimo, że media wyciszają ten problem jak tylko możliwe, jest odnotowywana w każdej diecezji. Często po kilka przypadków. Gwałcą młodociane dzieci nie tylko zdrowe byczki w sutannach, ale też niewyżyte stare pryki w sutannach dostojników aż do arcypasterzy. Tacy chowają swoje d..y przed prokuratorem w Watykanie. Mam na myśli m.in. abp Wesołowskiego, polskiego duchownego któremu wszystkie święcenia i zaszczyty nadał papież Wojtyła. Właśnie polscy duchowni Wesołowski i Gil wpychali do ust dzieci polskich i dominikańskich swoje fajfusy, w zamian za upominki w postaci trampek, by następnie tymi brudnymi ale jednocześnie „uświęconymi” łapskami podawać wiernym komunię.

 
Polacy jako naród byli często oszukiwani przez swoich pasterzy. Polska jako państwo została wykiwana przez swojego papieża Wojtyłę podpisując z nim konkordat. Papieża do którego po latach każą się modlić jak do Boga, a który w on czas był szefem obcego kraju. Cały ten szwindel, który do dzisiaj kosztuje nas już ponad 200 miliardów złociszy udało się klerowi dokonać w porozumieniu z dewotką Suchocką premierem już w tym czasie formalnie nieistniejącego rządu. OSZUSTWO NUMER TRZY. W nagrodę ta dozgonna panna została polskim ambasadorem przy Watykanie i to prawie przez cały pontyfikat Wojtyły i Ratzingera. Po co?, nie wiadomo, przecież Polska z Watykanem nie handluje i nie wymienia się zdobyczami nauki, no może tylko aby utrzymać import obrazków, medalików i ociemniałej literatury. Reasumując: Jeżeli chcemy nasz kraj doprowadzić do normalności, pokazać światu naszą dążność do świeckości,wyzbyć się powodów do śmieszności, zatrzymać złodziei dóbr narodowych i grosza publicznego, to trzeba, jak to piszą ludzie na Facebooku:
 
 
Po pierwsze, zerwać jednostronnie konkordat jako dokument zawarty bezprawnie. Po drugie, wyrzucić kler ze świeckich szkół. Tam poprzez modlitwę i zawoalowaną pseudonaukę podjudza się młode pokolenie do zła, czyli absolutnej nietolerancji w stosunku do wszystkiego co zwie się postępem.
 
Fotki od góry:
1.Wzorem mafii wymuszali haracz od włascicielki sklepiku szkolnego .  http://www.superportal24.pl/wiadomosc 
2.O. Ludwik Wiśniewski/4020/
3.Indoktrynacja maluczkich.
4.Kabaret TA-CA
5.Pedofil polsko-dominikański ks. Gil,zbrodniarz  zasłaniający sie Chrystusem
6.Humor rysunkowy.
 



piątek, 20 marca 2015

WALC SYBERYJSKI


 
Wiosna to temat, nie tylko u Vivaldiego, bo wiosnę, śpiew ptaków, a także ogrody odczytujemy w owocach kompozytorskich wielu twórców na przestrzeni lat, a nawet wieków. Osobiście ten rodzaj doznań i emocjonalnych uniesień towarzyszył mi zawsze odkąd pamiętam. Szczęśliwym, że podobne emocje tkwią ustrojowo w upodobaniach Małżonki. Słuchanie dobrej muzyki we dwoje jest w dwójnasób korzystne. Przecież na koncerty, chociażby te z najwyższej półki rozbrzmiewające w salach operowych, czy też w filharmonii zwykle wybieramy się w czyimś towarzystwie. Solowe wyprawy na podobne koncerty bywają rzadkością, przeto doznania poprzez słuchanie pięknych dźwięków we dwoje także w obojgu umacniają wspólnotę upodobań, wspólnotę podobnych odczuć, w wielu przypadkach wzajemną miłość. Muzyka od zarania mojej młodości powodowała w moim organizmie pozytywne ... spustoszenia.
 

 
To chyba rodzinne, bo dwie moje siostrzenice, mimo że wybrały zawody nie związane stricte z muzyką (farmacja i biotechnologia), pierwej ukończyły średnie szkoły muzyczne, by dzisiaj popisywać się prawdziwą wirtuozerią fortepianową. Obie znają moje upodobania, szczególnie z muzyki filmowej, jak chociażby z ”Dr. Żywago” kompozycją Maurice Jarre, z pięknym walcem syberyjskim, albo „Michał Strogow, kurier carski” autorstwa rumuńsko-francuskiego kompozytora Vładimira Cosmy. Walc syberyjski jest moim "prześladowcą" do dzisiaj. Gdy prosiłem o mały koncercik, zawsze dziewczyny wiedziały czym ucieszą moją duszę. Przyznam, zbyt ciężka jest dla mnie muzyka operowa, a nawet skrzypcowe utwory baroku, konkretnie muzyka która nie jest zbyt często eksponowana w mediach. Człowiek by mógł coś polubić musi się osłuchać. Bez żadnej wątpliwości bardzo sobie cenimy z Małżonką wszelkie utwory Chopina, także każdy Konkurs Chopinowski w Warszawie jest przez nas oczekiwany jak wygłodzonemu chociażby skórka chleba. Muzyka klasyczna kompozytorów wiedeńskich ( Straussów, Mozarta, Beethovena,, Haydna) jest też do przełknięcia, szczególnie wszystkie walce Straussów, emitowane w telewizji każdego Nowego Roku pod znanym tytułem „Koncert Noworoczny”. Są kompozycje innych „wiedeńczyków”, które zachwycają, chociażby „Do Elizy” Beethovena, jego „Piąta i Dziewiąta” Symfonia. Jako obywatel Unii Europejskiej ucieszyłem się że właśnie „Dziewiąta” zwana „Odą Do Radości”została oficjalnym hymnem Unii.
 

 
Utwory te zawsze mi towarzyszyły podczas jazdy samochodem na dłuższych trasach. Wiedeń to miasto wyjątkowo płodny muzycznie. Podczas pobytu w austriackiej stolicy, prawie na każdej ulicy, lub skwerze odnajdywałem chociażby obelisk któregoś ze słynnych kompozytorów. Z daleka odgadywałem, że to następny słynny muzyk wiedeński. Raz się pomyliłem, bo to był Zygmunt Freud. Zdarzało się mi fragmentarycznie słuchać innych kompozytorów, jak chociażby Norwega Edwarda Griega. Podobał mi się dlatego, że podświadomie słyszałem w jego utworach dźwięki naszego Fryderyka. Jako fan muzyki jakoś nie dane mi było skorzystać z nauk fortepianowych, chociaż potrafię jako samouk posługiwać się akordeonem czy też pianinem.
 
 
Od lat „smarkatych” gram dobrze na ustnych harmonijkach, a miałem ich w życiu chyba dziesiątki. Dziś oddech krótszy nie pozwala na ekwilibrystykę wśród dźwięków, ale coś tam, coś tam jeszcze i owszem. Przed laty, gdy dyrektor mojej szkoły podstawowej podpowiadał Ojcu by wysłał mnie do szkoły muzycznej w Warszawie, Ojciec kategorycznie odmówił. Powiadał, że muzykant to żaden zawód. Syn ma być adwokatem, księdzem, lub lekarzem. W tym względzie bardzo Go zawiodłem, ale upodobania do sztuki, której opiekunką pozostaje Terpsychora, bogini muzyki i tańca mi pozostały na zawsze. Amen.
PS: zapraszam do posluchania walca syberyjskiego na You Tube.
 
Fotki od góry:
1.Film Dr. Żywago
2.Krystian Zinermann, laureat IX MKSz.
3.Ludwig Van Beethowen
4.Akordeonisci rosyjscy "Bajan Mix"

wtorek, 17 marca 2015

KASIARZE


 
Ujawniane skandale, wywoływane przez ludzi władzy, którymi karmią nas media, coraz mniej zaskakują. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że większość tych, którzy „załapali się” na stanowiska burmistrzów, prezydentów, posłów, senatorów, partii, kierowało się nie dobrem interesu publicznego, nie dobrem środowiska, nie dobrem państwa, ale wyłącznie tym aby się „nachapać”, aby urządzić na całe życie swoją najbliższą a nawet dalszą rodzinę a nawet kumpli i przyjaciół królika. Znamy już złodziei grosza publicznego z Prawa i Sprawiedliwości: Hofmann i spółka, czyli sprawa madrycka, londyńska, paryska i diabli wiedzą jaka jeszcze, Bierecki i jego bank zwany adekwatnie do czynu SKOKIEM (na kasę) i dziesiątki innych, których w tej chwili nie pomnę. Jeszcze nie zdążyłem pomyśleć o ostatnim zdaniu, a już wciska mi się do mózgownicy nowa wieść, przyniesiona przed oczy czytelników na łamach Newsweeka. Osobiście się tego domyślałem od lat kilku, tak jak wszyscy korzystający z komórek mózgowych zresztą, a wiadomość ta tylko potwierdza to o czym piszę na początku. Temat traktuje o kasiarzach.
 

 
„Europosłowie PiS zatrudniają ludzi na fikcyjnych etatach. Wśród nich są m.in. makijażystki prezesa Kaczyńskiego (aż trudno uwierzyć, że to taki goguś, laluś) i inni pracownicy partii, którzy nie wiedzą nawet, gdzie mieszczą się biura ich deputowanych „ to właśnie ustalił „Newsweek”. Europosłowie PiS zatrudniają ludzi na lewych etatach, a ich asystenci nadal pracują w partyjnym aparacie. Część z nich naprawdę nie wie, gdzie mieszczą się biura ich pryncypałów, część nadal siedzi w partyjnej centrali na Nowogrodzkiej, a jedna z asystentek za unijne pieniądze opiekowała się chorą mamą prezesa Jarosława. Wśród europosłów, którzy przejęli pracowników partii do specjalnych poruczeń, znaleźli się m.in. Andrzej Duda, (kandydat na prezydenta RP) Zbigniew Kuźmiuk (były chłopski poseł z PSL, obecnie PIS) Tomasz Poręba (syn kolejarza, twardy katolik) i Ryszard Legutko (kłopotliwy profesor). Każdy europoseł z PIS musiał podpisać panu prezesowi obok lojalki oświadczenie, że część zarobionych pieniędzy w Brukseli będzie odpalał na specjalnie utworzone, tajne kacze konto. Ktoś powie, że to zapewne wyssane z mlekiem matki. Może i tak, tylko dlaczego oni, ci ssacze pchają się akurat tam , gdzie jest łatwo (przy naszym polskim prawie) kraść.
 
 
Kradną ci z PIS, kradną też ci z PO. Przykładem może być arcyzłodziej z Platformy, który w Piasecznie ze łzami szczęścia witał prezydenta Komorowskiego, czyniącego objazd w ramach kampanii wyborczej i jednocześnie przyjął łapówkę w wysokości 600 tysięcy złotych za odrolnienie ziemi. Z kolei inny zasłużony dla PO Adamowicz, prezydent Gdańska nie wpisał do rejestru dochodów ośmiu mieszkań, które, kupił podczas prezydentury. Wartość kilku milionowa. Zapewne podobne przypadki łapownictwa, czy też ordynarnego złodziejstwa występują a jakże w innych ugrupowaniach partyjnych, ale jakoś ostatnio o nich nie słychać. To tylko kwestia czasu, bo to są wszystko „resortowe dzieci”, jak powiadają dziennikarze. Wyborcy na resortowe dzieci powiadają, że to świnie na smyczy układów i układzików, zrobią wszystko by zgnoić, upodlić, opluć, zmarnować , wszystko co ma znamiona przyzwoitości, praworządności, godności i patriotyzmu! Polskę postrzegają jako krowę dojną, a szeregowi Polacy to dla nich bydło, frajerzy, niewolnicy od ciężkich prac, którzy mogą dorobić się garbu i wizyt komornika. Jakże jaskrawym przykładem nieposzanowania grosza publicznego pozostaje postawa ministra Sikorskiego, który znajomemu koledze z uczelni brytyjskiej płacił kilkanaście tysięcy złotych za każdorazowe napisanie dla niego wystąpienia publicznego .. na dwu kartkach papieru. Proceder ten uprawiał przez kilka lat. Płacił oczywiście z funduszu ministerstwa. Jak podaje radio Zet imieniny pana ministra Sikorskiego kosztowały ponoć państwo 200 tysięcy złotych. Zainteresowany twierdzi że to oszczerstwo, ale my wiemy od słynnych kelnerów, że szastał pieniędzmi na ośmiorniczki zalewane najlepszymi francuskimi trunkami w restauracji „Sowa i przyjaciele”.A przy okazji, to ciśnie się na usta pytanie: a ilu asystentów i doradców i za jaką kwotę zatrudnia rząd?. Każdy minister i kilkudziesięciu wiceministrów i podsekretarzy stanu uprawia taki proceder zlecając kumplom i rodzinom przeróżne prace na jakiejś tam umowie. Prace mało warte merytorycznie, za to warte wymierne pieniądze. Nasuwa się pytanie, czy rzeczywiście aby być posłem czy senatorem koniecznie należy mieć coś w głowie.

 
Dysponując funduszem ministerstwa, czy kasy sejmowej zawsze znajdą się jacyś mądrzejsi, którzy panu (pani) ministrowi, posłowi podpowiedzą, napiszą, „zrobią po prostu mu dobrze”. Ten temat jakże otwarcie pokazuje serial Ranczo w TVP. Przynależność do rodziny brukselskiej otworzyła dla wielu Polaków dostęp do sejfów kasowych. Mówi się, że nawet Donald Tusk, który rzeczywiście jako premier przez osiem lat zrobił niewiele dla kraju, wykorzystał zażyłe stosunki z kanclerz Merkel i innymi przywódcami, by uciec do Brukseli na stanowisko mało odpowiedzialne a bardziej symboliczne (Przewodniczącego Rady Europejskiej) na którym pobiera wyższe uposażenie niżeli prezydent USA. Reasumując: powiada się, że dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Zgoda, ale czy my tu mamy do czynienia z dżentelmenami?. To tyle, aczkolwiek ciąg dalszy zapewne wkrótce nastąpi.

Foto od góry:
1.Dali sie złapać, ale czy odpowiedzą za przekrety?
2.Pouczenie dla wyborców.
3.Zakąska za blisko dwa tysiace zlotych.
4. Córka polskiego europosła złapana na kradzieży.
 

piątek, 13 marca 2015

WSADŹCIE SOBIE TE WIZY


 
Ja rozumiem, są miłości wzajemne wśród małżeństw, narzeczeństw, też mocno koleżeńskie, matczyne i ojcowskie i diabeł wie jakie ponadto. Wszystkie zazwyczaj są umocowane w absolutnej wzajemności, to niestety zdarzają się miłości jednostronne: ona mnie kocha, niestety ja jej nie, rodzic kocha dziecko a tymczasem ono ojca lub matki nienawidzi. Masę przykładów znajdujemy w literaturze, że przytoczę tylko „Lalkę” Prusa. Otóż bywa też miłość, która jest umocowana w polityce i podlana sosem, jakże doskonale spreparowanym na bazie hipokryzji i historycznych prawie bajek. Taka miłość wiąże niejako konformistycznie Polskę ze Stanami Zjednoczonymi. To taka udawana miłość, bo naszych w USA mieszka ponoć około dziewięć milionów, wraz z dziećmi narodzonymi za Atlantykiem, gdy tymczasem Amerykanów nad Wisłą można policzyć na przysłowiowych palcach jednej ręki. W ciągu ostatniego wieku, w czasie, gdy bieda Polaków zmuszała do spożywania zupy z pokrzyw i innego zielska, gotowanej na tłuszczu niewiadomego pochodzenia, ze Stanów Zjednoczonych rodacy przysyłali w listach po jednym dolarze, który miał u nas wartość dzisiejszych co najmniej stu. Tak rodziła się owa, obowiązująca do dzisiaj miłość Polaków do Amerykanów. Nikt natomiast w Ameryce nie oczekiwał w listach banknotów polskich, ani niczego innego, poza gotowością Jerzego Urbana, który deklarował się bezdomnym Amerykanom wysyłać z Polski koce i materace. Sytuacja wygląda podobnie jakby chłopak powoli przywiązywał do siebie dziewczynę zakupując jej od czasu do czasu tabliczkę czekolady za 5 złotych nie oczekując rewanżu w postaci choćby podobnie skromnego prezentu. Tak właśnie było z genezą miłości polsko-amerykańskiej, a nawet polsko-brytyjskiej, też zresztą nie bardzo odwzajemnionej, (wypowiedzi Camerona). Dlatego do dzisiaj głupi Polacy stali się pośmiewiskiem całej Europy, ze względu na włazidupstwo bez mydła marki „jeleń” i oczywiście bez honoru. Można by rozważać dlaczego w Polsce tak trudno jest przyjąć chociażby ustawę o zapobieganiu przemocy. Dlatego, że mimo, iż co trzecia kobieta w Polsce dostaje po buzi za przesoloną zupę, oficjalnie twierdzi się, że żadnej przemocy nie ma. Przynajmniej takie stanowisko utrzymuje kler i prawica. Niejaki ksiądz Dariusz Oko z oczyma członka świętego oficjum ds. Inkwizycji powiada w telewizji, że przez dwadzieścia lat żadna kobieta podczas spowiedzi nie skarżyła się do niego na przemoc ze strony męża. Może się bała widząc okrutny wyraz twarzy polskiego ”Torquemady”. Aliści właśnie tak wygląda owa miłość polsko- amerykańska. Jakże podobna miłości Kościoła do kobiet. Ameryka nas bije w tyłek z każdej pozycji, a najbardziej ekonomicznie, prawie zmuszając różnym szantażem do zakupów ich uzbrojenia za wielkie pieniądze wypracowane ciężko przez naród. Uzbrojenia najczęściej już nie będącego na wyposażeniu armii jankesów, ale my twierdzimy, że między naszymi krajami istnieje obopólne poszanowanie, a nawet dla nikogo niezrozumiała oszalała miłość. Oficjalnie moglibyśmy produkować broń sami, dając zatrudnienie Polakom, lub zakupywać od innych państw o równie wysokiej technice, ale niestety, wystarczy, że Wuj Sam pogrozi paluszkiem i już jesteśmy ugotowani w sosie USA. Jako najlepszy przyjaciel i sojusznik Ameryki, Polacy, jako jedyni obok Rumunów i Bułgarów są zobowiązani do zakupu wiz (oczywiście, jeżeli jakaś pani Jesica, czy inna Victoria, urzędniczka konsulatu USA w Warszawie, Krakowie czy w Gdańsku wyrazi na to zgodę).
 
 
Wtedy możemy odwiedzić zamieszkałą od lat rodzinę np. w Chicago lub Nowym Jorku, pod warunkiem że inny urzędnik na lotnisku Kennedy,ego nie wsadzi nas do powrotnego samolotu, w przypadku gdyby mu się nasze spojrzenie nie spodobało. Jakież to upodlenie kochającego przyjaciela znad Wisły, oczywiście obok Rumunów i Bułgarów, narodów z których Polacy tak lubią się nabijać i czynić paskudne żarty. „ A z kogo się śmiejecie, z siebie się śmiejecie” kabotyni, może za wieszczem powiedzieć każdy Europejczyk, w tym myślący mieszkaniec Bukaresztu i Sofii. Pominąwszy to, że Polak w Ameryce nadal pozostaje obiektem mocno ośmieszających nas dowcipów i docinków typu głupi pijaczek, pijany polaczek, złodziejaszek, pucykibel w domach żydowskich, jesteśmy tam wyłącznie przydatni podczas wyborów prezydenckich. Nas to nie obraża, cieszymy się jak dzieci, gdy wspomniana panna Jesica, po dokonaniu bezzwrotnej opłaty, przyłoży za zgodą ambasadora (konsula) pieczątkę wizową w naszym paszporcie i choćby przy pożegnaniu splunęła nam na do widzenia w twarz to uznamy, że deszcz pada. Polak był i jest głupi prawie zawsze i prawda ta jest dość oficjalnie potwierdzana w przeróżnych okolicznościach przyrody, jak mawiał nieodżałowany aktor Jasio Himilsbach. Reasumując: Polacy do USA wyjeżdżali na zarobek. Dzisiaj, gdy granice Unii są dla nas całkowicie otwarte, to Amerykanie swoimi wizami mogą się wypchać.

środa, 11 marca 2015

WYBIERAMY PREZYDENTA


 
 
Już w maju Polacy, oczywiście nie wszyscy, wybiorą prezydenta III Rzeczypospolitej. Nie wszyscy, bowiem ponad połowa naszych obywateli nie zechce ruszyć tyłka z fotela, by swój głos umieścić w urnie wyborczej. No nieco przesadziłem, bo wybory zawsze odbywają się w niedzielę, a w tym właśnie dniu pewne gremium polskich katolików musi oderwać tyłek po to, by pokazać się proboszczowi na mszy parafialnej.


Słowo PREZYDENT brzmi zaszczytnie, ale po roku 1998 zostało ono nieco zdezawuowane, bowiem prezydentów w Polsce mamy już na kopy. Każde miasto, co najmniej 25 tysięczne wybiera sobie takowego. Ponadto tym słowem, zwykle obcokrajowcy zwracają się do przeróżnych osób pełniących obowiązki np. przewodniczących partii, premiera, ważnych prezesów itp. zwrot: mister president wcale nie oznacza, że ów mister piastuje godność jakiegoś tam prezydenta w zrozumieniu Polaka. Upływa powoli kadencja Bronisława Komorowskiego na pilnowaniu żyrandola, oczywiście w wolnym czasie, bo prezydent jednak ma wiele innych, bardziej zaszczytnych obowiązków, chociaż jak ironizuje wielu, wykonywał je słabo ze względu na wrodzone lenistwo (jak to hrabia), oraz niebywałą dewocję, która popychała go permanentnie do kościołów na przeróżne nabożeństwa mniej lub bardziej patriotyczne i spotkania z klerem, najlepiej w strojach fioletowych. A przecież mógł poranne modlitwy odmawiać w kaplicy pałacowej, bo tam zatrudnia osobistego kapelana i spowiednika.

Na to zaszczytne stanowisko, obok Komorowskiego, który stara się o drugą kadencję, kandydują: Andrzej Duda, Magdalena Ogórek, Paweł Kukiz, Janusz Palikot, Jarubas z PSL, Janusz Korwin-Mikke, Anna Grodzka oraz jakiś tam Kowalski z Ruchu Narodowego, czyli reprezentant Artura Zawiszy i kiboli. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że głównymi pretendentami do zwycięstwa jest oczywiście obok Bronisława Komorowskiego tylko Andrzej Duda, na którego zagłosują wszyscy wyborcy partii Jarosława Kaczyńskiego, oraz z dość nikłymi szansami przedstawicielka SLD Magda Ogórek. Reszta to plankton polityczny, w teatrze wyborczym nic nie znaczący. Jakież to oni maja szansę wg takich obserwatorów polityki polskiej jak przykładowo ja. Główni pretendenci do fotela pod żyrandolem dysponują w ramach funduszy partyjnych dużymi pieniędzmi. Zaciągają dodatkowo pożyczki bankowe, bo banery reklamowe, kampania telewizyjna i inne reklamy kosztują krocie. Komorowskiego stać na szesnaście objazdowych autokarów oklejonych hasłami, oraz podobizną jego facjaty.
 

 
Na cholerę aż 16 autokarów skoro pan Bronisław może jechać tylko w jednym?. To tajemnica przysłowiowej wiary. Duda z kolei przemieszcza się „tylko” kilkoma „dudobusami”. To, że apetyt na fuchę w Pałacu ma aż tylu chętnych, obniża szansę Komorowskiego na reelekcję w pierwszej turze. Wygra jednak w drugiej i dalej przez następne pięć lat będzie polował na dziki i sarny, będzie wychwalał żołnierzy wyklętych, a stetryczałych, często zbrodniarzy spod znaku WIN obwieszał orderami. No i co ważne w jego przypadku, będzie odmawiał ratyfikacji ustaw, które są niewygodne klerowi. Swoje poddaństwo episkopatowi potwierdzał będzie jak dotychczas coniedzielnym publicznym przystępowaniem wraz z uroczą małżonką do „Stołu Pańskiego”. Będzie to czynił w katedrach, publicznie zamiast kameralnie w kaplicy prezydenckiej. Będzie dla podkreślenia wagi swego stanowiska zwoływał Radę Bezpieczeństwa Narodowego ,by pogadać z przywódcami partii o konflikcie ukraińsko -rosyjskim, oczywiście bez udziału Kaczyńskiego, który od początku odmawia uczestnictwa w jakimkolwiek gremium, gdzie musiałby się spotkać z Komorowskim. Taka dziecinada dla dorosłych. Każdy z kandydatów posługuje się obranym hasłem. Komorowski głosi "Zgoda i bezpieczeństwo", Miller to skomentował, że jest to reklama producentów prezerwatyw. Dosyć trafne.. Niektórzy wyborcy kierują się tym, że być może Komorowski ma coś wspólnego z tanim przedsiębiorstwem funeralnym, o czym wie pan Władysław Bartoszewski, który wykrzyczał na konwencji PO: „będę głosował na Komorowskiego, ponieważ życzę sobie aby właśnie on mnie pochował”.Można by się zastanowić czy lepszym prezydentem byłby Duda, lub Ogórek?.
 

Otóż nie daj boże, aby człowiek Kaczyńskiego wygrał te wybory. To byłby dla wielu ludzi obecnej koalicji armagedon. Trzeba by ogłosić amnestię dla tysięcy skazanych, aby zrobić możliwie dużo miejsca w celach więziennych dla ofiar kaczych rządów. Z kolei w przypadku absolutnie tylko teoretycznego zwycięstwa pani Ogórek, byłbym również mało pocieszony. Sama nienaganna figura modelki, oraz miła aparycja nie wystarczy. Wykształcenie pani Magdy, czyli doktorat z historii chrześcijaństwa też na nic się nie przyda, szczególnie dlatego, że prezydent jest nie tylko kustoszem Konstytucji, ale też zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Ponadto do tej pory pani Magda ani słowem się nie wypowiedziała na temat rozdziału państwa i Kościoła, a przecież to reprezentantka lewicy. Ostatnio aktualny prezydent bardzo optuje za ewidentnym dozbrojeniem naszej armii (za 130 miliardów złotych), już mu nie wystarczą wrota od stodoły, na których mieli latać polscy piloci. Ludzi mdli widok tych kandydatów, obłudnie uśmiechających się z ekranów telewizyjnych do potencjalnych wyborców, twierdzących że niby zwycięstwo jest w ich zasięgu. Otóż nie spodziewam się dużej frekwencji przy urnach, bo jakaż to pociecha z prezydenta, który w salach obcych parlamentów wchodzi buciorami na krzesła, nie zna obcych języków, lgnie do kleru i gardzi postępowymi ustawami wynikającymi z podpisanych przez Polskę Konwencji. Jakaż to pociecha z prezydenta, który będzie na posyłki szefa PIS, byłaby to powtórka z rozrywki (panie premierze melduję wykonanie zadania) , a z kolei jakaż to pociecha z pani prezydent, która z powodu ignorancji musi być otoczona wielkim wieńcem wszelkiego rodzaju darmozjadów doradców, ale jak by nie patrzyć, dumnie brzmi tytuł mister president.
 
Foto, od gory:
1.Nadzieje na tani pogrzeb prof. Bartoszewskiego.
2.Duda, kandydat PIS
3.Kościelne nauki pana prezydenta.
4.Ogorek, kandydatka lewicy.
 

 
 
 

niedziela, 8 marca 2015

Z ZAKAMARKÓW PAMIĘCI


 
 
Po wyemitowaniu posta który zatytułowałem „Młodym być”, zadzwoniła do mnie młodsza siostrzyczka wyrażając uznanie dla mojej pamięci. Po tylu latach ty jeszcze pamiętasz nie tylko nazwy (odmiany) owoców, które rodziły się w naszym rodzinnym sadzie, ale też sektory, jakie odgradzały poszczególne kultury sadu. Sadu, który już od dość dawna nie istnieje, mówiła z podziwem. Otóż odpowiedziałem, że człowiek czym jest starszy, im bardziej chyli się ku, nie bójmy się tego słowa, zdziadzieniu, tym częściej wydłubuje z zakamarków pamięci zdarzenia z lat tych młodych, szczególnie tych najmłodszych.. Ciekawa socjologiczna rozprawka doktorska. I to jest absolutna prawda, bo mówiąc szczerze, ten dziwny atawizm trudno mi do końca immanentnie skanalizować.
Zaraz po skończonej rozmowie pogrzebałem w życiorysie i odnalazłem dla mnie istotne epizody z lat szkoły podstawowej, oraz średniej. A było to, jakby nie liczyć ponad sześćdziesiąt lat temu, czyli pół wieku+10.



Warszawa się odbudowywała wysiłkiem całego narodu. Przy każdej operacji urzędowej i bankowej petent musiał wykupić cegiełkę. Podobnie uczniowie w szkołach płacili tę symboliczną złotówkę na wskrzeszenie zmarłej stolicy. Osobiście pierwszy raz byłem w Warszawie z Ojcem w roku bodajże 1950. Tato zabrał mnie na bazar Różyckiego. Nabywał tam cebulkę dymkę, oraz nasiona do wysiewu w inspektach. Pierwszy raz w życiu jechałem pociągiem. Zszokowany szybkością „pojazdu”, mimo prawie pustego wagonu stałem jak wryty wciąż koło okna i się dość głośno śmiałem z uciechy i podziwu dla migających drzew i budynków, aliści, że aż tak niebywała przygoda mi się trafiła. Wtedy z okolic Pragi Warszawę popowstańczą za Wisłą jako 10 latek mało zapamiętałem . Zresztą wokół zgliszcza i ruiny, chociaż tu i ówdzie pracowały dźwigi budowlane i tzw. trójki murarskie. Po raz drugi w Warszawie „gościłem” dosłownie pięć może sześć lat później. Byłem w ósmej klasie licealnej, kiedy polonistka ogłosiła, że kto zapłaci kwotę 300 złotych, ten pojedzie w wakacje na wycieczkę do Warszawy, a też będzie uczestniczyć w Światowym Festiwalu Młodzieży i Studentów. Największe szanse mieli uczniowie klas wyższych, ale ponieważ to były wakacje i wielu zaplanowało je spędzić według swojego planu, a jednocześnie opłata była dość duża, jak na owe czasy, miałem szansę się załapać. Tak się też stało. Wycieczka była trzydniowa, a na mój wyjazd rodzice mimo ogromu pracy w gospodarstwie wyrazili zgodę, być może w nagrodę za promocję do klasy dziewiątej. Z początkiem sierpnia 1955 roku Warszawa jeszcze szczerzyła zęby ruinami i lejami po bombach. Jednak tu i ówdzie widziałem oznaki nowoczesnych budowli. Wszędzie krzątali się jacyś budowlańcy. Najważniejszą z nich był dopiero ukończony Pałac Kultury i Nauki z napisem „Dar Józefa Stalina”.


Nie wiem czy już funkcjonował w środku, ale zewnętrzna powłoka nie zmieniła się do dzisiaj. Oficjalnie jako Pałac był oddany w dniu 22 lipca tamtego roku. Po powrocie do domu, gdy opowiadałem o tymże „podarunku” Stalina, Ojciec rzekł: „Sk..wiel, najpierw pozwolił ją zabić, a potem przynosi jej kwiaty”. Oczywiście w programie wycieczki było zwiedzanie odbudowanych osiedli stolicy, wejście do ZOO, gdzie najciekawszym momentem były nabywane lody od roznosiciela, który donośnie krzyczał „lody bambino lody!!!”, do Muzeum Wojska Polskiego, Łazienek, oraz pójście do Teatru Nowego na „Mazepę”, wg dramatu Juliusza Słowackiego. Widziałem odrestaurowane, a właściwie odbudowane piękne Stare Miasto, a także Trakt Starego Miasta. I praktycznie to wszystko. Najciekawszym jednak było to, że po raz pierwszy w życiu zobaczyłem parę młodych Afrykanów.



Czarny kolor skóry mnie zauroczył do tego stopnia, że wraz z kolegą za tą parą szliśmy co najmniej przez pół godziny. Mogli nas wziąć za jakiś rzezimieszków. Mnóstwo wesołej, kolorowo ubranej młodzieży o różnej karnacji skóry, śpiewem i tańcami na ulicach niejako rekompensowało smutek jaki ogarniał każdego Polaka na widok ruin warszawskich. Zainstalowano nas w Domu Harcerza (dokładnie nie pamiętam, chyba tak), przypominam sobie, że łóżko miałem piętrowe. Zmęczonych po całodziennym łazikowaniu, wieczorem zaprowadzono nas do rzeczonego teatru. Nic nie pamiętam z tej sztuki, bowiem zaraz po dzwonkach zasnąłem w wygodnym fotelu, a ponieważ była to długa sztuka, przeto wyspałem się porządnie, nawet w czasie antraktów. Obudziły mnie dopiero brawa publiczności. Treść sztuki mieliśmy później zanalizować na języku polskim. Oczywiście niedostateczny. Bywało, a jakże. Tak oto ze skrytek mózgowych wyskrobałem epizod, który, być może Państwa zanudzi, ale przecież nic się nie stanie. Można ten post pominąć i oddać się w objęcia Morfeusza, podobnie jak ja na Mazepie.

PS. Dzisiaj, w Miedzynarodowy Dzień Kobiet składam wszystkim moim Czytelniczkom najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności.
 
Foto: od góry:
1.Otwrcie Światowego Festiwalu Młodziezy i Studentów
2.Świeżutki Pałac Kultury i Nauki, (dar Stalina)
3..Prezentów sie nie oddaje , ale też  i nie niszczy panie ministrze Sikorski.
4.Posiłek fastiwalowców.

piątek, 6 marca 2015

BIAŁA ARMIA


A tak wygląda naga prawda o polskim walecznym wojsku, stacjonującym w dumnym kraju zwanym Polską Rzeczpospolitą numer III, okresowo IV. Z czegoż ta nasza niezłomna się składa, poza 90 tysiącami szwejów (jak za króla Stanisława Poniatowskiego) wyposażonych w przestarzały sprzęt poradziecki, oraz mocno sfatygowane tzw „darowizny” z USA. Nawet te 48 samolotów F-16 zakupione za miliardy dolarów, z których tylko połowa jest na co dzień sprawna, (brak amunicji), w chwili zakupu w USA nie należała do najnowszych zdobyczy amerykańskiego lotnictwa. Z kolei blefem jest twierdzenie, że jesteśmy całkowicie bezbronni, bo:
 

• W katolickim Ordynariacie Polowym WP pracuje (służy 131 kapelanów) i 250 zakonnic (w stopniu sierżanta); w Prawosławnym Ordynariacie WP 19 kapelanów, w Ewangelickim Duszpasterstwie Wojskowym 14 duchownych.
• Kapelani wojskowi zawsze są oficerami WP i zarabiają według odpowiedniego zaszeregowania. Katolicki biskup polowy zwyczajowo otrzymuje stopień generała dywizji, a biskupi prawosławny i ewangelicki – generała brygady.
• Utrzymanie ordynariatów kosztowało w zeszłym roku 24,7 mln zł, z tego 20,5 mln przypadło na Ordynariat Polowy WP.
W Polsce jest 92 proboszczów kościołów garnizonowych, nawet w garnizonach gdzie wojska już dawno nie ma.Większość ma stopień pułkownika, dzięki czemu zarabiają około 7 tysięcy złotych. Dodatkowo wojsko płaci za utrzymanie świątyń, ich wyposażenie i remonty.
Zatem w przypadku konfliktu z Rosją, (bo taka jest polska doktryna wojenna), nasze wojsko musi się bronić samodzielnie przez miesiąc, zanim NATO udzieli nam pomocy. Na front pójdzie ta "garstka" żołnierzy z krzyżami, na czele owych kapelanów pułkowników i sierżantów w spódniczkach, a raczej w białych komeżkach. Po prostu biała armia. Jak bardzo się nam przypomina wrzesień 1939 roku. Czeka nas wielka smuta.
Już nie chce się o tym pisać i, a tym bardziej rozważać temat mizerii obronnej naszego państwa. Ciekawy jest przy tej nędzy obronnej fakt, że politycy oraz im posłuszne media wypowiedziami pełnymi przeróżnych przekłamań dążą do waśni zbrojnej z Rosją. Mądre głosy starające się tłumić fakty nienawiści do Rosji, szczególnie do popieranego przez 86% społeczeństwa Putina, są zagłuszane krzykami, iż każda wypowiedź kierująca się rozumem i rozwagą, to piąta kolumna Putina, komunistyczny bełkot, itp. Nie dziwię się zatem, że Polska jako zarzewie różnych konfliktów jest pomijana w polityce zdążającej do zakończenia waśni ukraińsko-rosyjskich, czego jaskrawym przykładem były spotkania pokojowe w Mińsku. A przecież jesteśmy najbliższym sąsiadem Ukrainy.
 
 

Wiadomo, nie dopuszcza się do negocjacji pokojowych kogoś kto chce wysyłać broń, a nawet swoje wojska, po to by rozniecać ten ogień jeszcze bardziej. Wystarczy, że za nasze pieniądze, w naszych szpitalach leczymy rannych żołnierzy ukraińskich, oraz zaopiekowaliśmy się kompleksowo ukraińskimi rodzinami z terenów Donbasu. Dziwi mnie, że taki Zbigniew Bujak i kilku innych polityków, szczególnie z PIS rwą się (nie własnym mięsem armatnim) do czynnej wojny z ukraińskimi separatystami. Nikomu z nich nic nie daje do myślenia, że niedawno Ukraińcy, ci sami, którzy nie przyjmują od Polski mięsa i owoców wzorem Rosji i ci sami, którzy nie wpuścili delegacji polskiej na uroczystość obchodów 70 rocznicy wymordowania obywateli polskich przez banderowców z oddziałów UPA w Hucie Pieniackiej. Cisza w tej kwestii jak makiem zasiał, a gdy Borusewicza (oczywistego krytyka polityki Putina) Rosja nie wpuściła do siebie na pogrzeb Niemcowa, to wtedy rozgorzała wrzawa polityczna że hej. To tak jak w powiedzeniu o Kalim i jakiejś tam krowie.
 
 Fotki od góry:
1.Jak na tablicy.
2.Prezydent, dysponent sił zbrojnych w towarzystwie przełożonego.
3.Wyborowy, katolicki strzelec. 

środa, 4 marca 2015

ROZMOWA DOKOŃCZONA


Ty, człowiek prawy, nigdy nie karany, szczery dla innych, uczynny, uśmiechnięty, pełen humoru, to na pewno po śmierci pójdziesz do nieba, tylko na Boga ta twoja upartość i …. deklaracja niewiary, zganił mnie delikatnie kawiarniany rozmówca, katolik ajakże.
-Mój drogi przyjacielu, nie rozumiem co to ma do rzeczy, przecież papież Franciszek, którego chyba jako katolik otaczasz szacunkiem, powiedział że:

 
No ale jak?, tak bez wiary w jedynego Boga?.
Ano bez, bowiem sama wiara nie poparta czynem jest niczym. Null, zero. Filozof Ingarden powiedział: Miarą prawdziwego człowieczeństwa jest to co robimy, szczególnie ponad potrzebę. Nie musimy a jednak robimy. To żadna kazuistyka, to wielka powaga. Nie oczekując zapłaty ja to robię. A przykładowo, czy członkowie takich partii, partii ubogaconych religią i wycierających sobie gęby Bogiem, jak PiS albo PO czy PSL, którzy deklarują jednoczesnie posłuszeństwo wobec swoich szefów, twierdzą, że wierzą w nich jak w żywego Boga?, bo tak by się wydawało. Lejąc miód i śmietanę na nich podczas udzielanych wywiadów, są gotowi mentalnie oddać za nich życie, a przynajmniej fizycznie do krwi ostatniej bronić ich czci. Ja wątpię. Co tam wątpię. Jestem absolutnie przekonany, że ich zachowanie to demonstracja uległości (lojalności) za wymierne korzyści, słowem za pieniądze, za stanowiska, za przymykanie oczu na ich świństwa, ujawniane coraz częściej. Tak też jest z tymi „prawdziwymi malowanymi katolikami”. Prawdziwymi w cudzysłowie, czyli żałosnymi, w ocenie myślących, katolami. Czy pospolity chuligan kibol, któremu do „zajebistej” rozmowy wystarczy kilka słów zaczynających się na k, p, ch, błogosławiony na corocznym zlocie przed Czarną Madonną przez jasnogórskiego mnicha sądzi, że będzie zbawiony?.Otóż jemu się wydaje, że tylko i wyłącznie. W gruncie rzeczy jeden i drugi bałwan nawet nie zna do końca dziesięciu przykazań spisanych na Mojżeszowych  tablicach, którymi kieruje się nie tylko większość wyznań świata, ale też prawa państwowe. Aliści dla niego jest jeno ważna słowna deklaracja, zresztą kłamliwa podobnie jak zeznania na policyjnej komendzie po aresztowaniu. TAK, przyznaję racje papieżowi Franciszkowi. Od siebie zapytam, jakiż to Bóg mógłby się zajmować setkami miliardów dusz (bo dusza ponoć żyje wiecznie), by je systematyzować wg. tego, któraż to dusza w Niego wierzy, czy też nie wierzy. Co ma do tego ta samosiejna masa Jego urzędników na ziemi. Czyż  oni mają jakiekolwiek pełnomocnictwa nadane im oczywiście nie przez kolegów wyżej w hierarchii postawionych, a właśnie przez Niego?.Podobnie można medytować, no bo co z tego by miał przywołany wyżej np. szef PiS, że jakiś tam Nowak czy Kamiński w niego wierzą całym swym jestestwem, a gdy przychodzi co do czego, (np. zmiana barw partii), to przy kuflu piwa z kolei mieszają go z plwocinami. Być uczciwym w życiu, to znaczy żyć tak, by nikt przez ciebie nigdy nie ucierpiał, oto jest sztandar zbawienia, przynajmniej w świadomości tych którzy oczekują dobrej pamieci po sobie.. Reasumując. Na co mi zbawienie które można za pieniądze kupić u Dziwisza, Głódzia, Rydzyka, czy miejscowego proboszcza, chociaż w średniowieczu było jeszcze łatwiej o takie zbawienie, bo po chałupach chodzili sprzedawcy odpustów i relikwii w postaci napletków Jezusa, ale płacić też trzeba było słono, podobnie jak Dziwiszowi za krew utoczoną Wojtyle, tyle że milionowymi dotacjami KK. Papież Franciszek jest pierwszym, który na problem tzw. zbawienia spojrzał otwartymi szeroko oczami. Oczywiście Terlikowski go zgani i pośle do piekła, chociaż nie sądzę, bo akurat piekło jest już zatłoczone tysiącami dusz papieskich i biskupich, nie mówiąc już o duszach prostych zboczonych seksualnie katabasów.

poniedziałek, 2 marca 2015

POMNIK


 
Erazm z Rotterdamu, holenderski filozof średniowieczny napisał dzieło swojego życia, czyli „Pochwałę Głupoty”. Czy jego wzorem (w końcu to filozof i pisarz) nie można by zamiast np. kolejnego pomnika smoleńskiego wystawić pomnik dwóch polskich sióstr - „głupoty i ciemnoty?" - pyta Stanisław Tym w "Polityce”, oczywiście po przepychankach sejmowych w sprawie ustawy antyprzemocowej wobec kobiet, po czym dodaje, że abp. Hoser (jak to Hoser) podejrzewa, iż ratyfikacja nie jest naszą suwerenną decyzją. Azaliż czyją panie arcymądralo się pytamy, bo jak wiadomo wszelkie dziwne decyzje Sejmu zapadają zgodnie z interesem episkopatu. Tym razem dwie siostry, czyli głupota i ciemnota przegrały, ale jeszcze nie do końca, bowiem ratyfikowaną przez Sejm ustawę powinien podpisać prezydent Komorowski, a ten jak wiadomo się waha. Nie waha się z powodu ewentualnej rozbieżności treści ustawy z Konstytucją, bo akurat takiej rozbieżności brak. Waha się i waży swój interes, ten interes - przedwyborczy. Komu się mniej narazić, trapi się naczelny myśliwy. Czy lepiej podpisać ustawę, która zatrzyma przemoc wobec kobiet, czy też jej nie podpisać i zachować (chociaż to niesłychana hipokryzja) bonus u biskupów i części elektoratu Kaczyńskiego. Jak zapowiada, ostatecznie oprze się na opinii ultrakatolickiego prawnika prof. Zolla. Tego samego, który swego czasu, jako członek Trybunału Konstytucyjnego uchronił polskie kobiety przed postępem wieku XXI, a wpędził wiele z nich w ból (pisany przez ó zamknięte), cierpienie i średniowiecze w kwestiach światopoglądowych.
Ja osobiście mając doświadczenia z ubiegłych lat w kwestii braku podpisu prezydenta na wielu postępowych ustawach, które udało się uchwalić Sejmowi mimo szaleństwa owych polskich sióstr czyli głupoty i ciemnoty, obawiam się, że cały ten dokument zakazujący przemocy wzorem innych pójdzie do kosza ku radości ciemnego kleru i części społeczeństwa podpierającego się laskami a jednocześnie jedną nogą haczącego już progu nieba obiecanego im za systematyczne napychanie kabzy kościelnej. Dlatego moim zdaniem pomnik tych sióstr by się przydał bardziej niżeli polskie autostrady, stadiony, orliki, obeliski żołnierzy wyklętych i dozbrajanie Ukrainy. Powinien stanąć na ulicy Wiejskiej w Warszawie, ewentualnie naprzeciw Belwederu. Jedno jest pewne. Ten pomnik wzorem wielu innych nigdy nie będzie dewastowany, bo to będzie nasz pomnik. I tylko nasz, prawdziwy, narodowy, polski, nie żaden tam ruski. Skoro już mamy najwyższego Chrystusa na świecie, to pokuśmy się jeszcze o jedno wyzwanie. Na pomniku powinna obowiązkowo znaleźć się inskrypcja, (przesłanie), chociażby dla obcokrajowców, ponieważ oni nigdy nie zrozumieją, że kraj może istnieć tylko dzięki głupocie i ciemnocie: SIOSTRZYCZKOM POLSKIM, GŁUPOCIE I CIEMNOCIE Z WDZIĘCZNOŚCI ZA OPIEKĘ PRZED NAWAŁNICĄ GENDEROWĄ I FALĄ NIEOKIEŁZNANEJ ROZWIĄZŁOŚCI PŁYNĄCEJ Z UNII EUROPEJSKIEJ – POLACY.
 
Fotki od góry:
1.Erazm z Rotterdamu, autor "Pochwały głupoty"
2.Pierwowzór pomnika polskiej głupoty.


NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...