wtorek, 31 maja 2016

POLAK MAŁY


Patriotyczny wierszyk dla wyrośniętych osesków, odpowiadający na pytanie: kto ty jesteś?. Pada odpowiedź Polak mały. Tyle, że przymiotnik „mały” rozciąga się na większość dzisiejszej populacji Polaków, z zastrzeżeniem, że małość tutaj wyrażana jest rasizmem, ksenofobią, homofobią, antysemityzmem, chamstwem, pijaństwem, nieuczciwością, złodziejstwem, czyli nade wszystko nienawiścią do „innych” w pojęciu kolorowych, wyznających inną wiarę, szczególnie islam, oraz religię Mojżesza. Te „patriotyczne wartości” prezentuje nie tylko u siebie w kraju, ale też staje się nienawistnym dla obcych w krajach, do których udał się za chlebem. Dosłownie w stosunku do tych, którzy tak jak on przyjechali tam z powodu biedy. Czyli zachowuje się jak pies ogrodnika, a nawet gorzej, bo ponoć wielu Polaków twierdzi, że najgorzej im się pracuje za granicą wtedy, gdy szefem firmy jest ich rodak. Słowo Polak Mały ma wyjątkowe konotacje, bowiem symbolem jego małości jest rzeczywiście mały człowieczek, który swą paskudną ideologią potrafił oczarować aż tylu obywateli kraju, podobnie jak Joseph Goebbels mieszkańców Rzeszy.


Fizyczna małość Jarosława Kaczyńskiego w dosłownym tego słowa znaczeniu pokrywa się z jego małością moralną, bo przecież nie kto inny jak on nawoływał do izolacji kraju przed napływem uchodźców z obszarów gdzie toczą się krwawe wojny. Krzyczał, że wyznający inne religie będą podpalać chrystusowe kościoły, a nawet się w nich wypróżniać. Od kogo ten miłościwy kurdupel usłyszał takie wieści nie powiedział. Być może przypomniał sobie, gdy jako dziecko siedząc na matczynych kolanach popuścił w rajtuzy. Czytamy w prasie codziennej, że młodzi Polacy, dotąd raczej na Wyspach lubiani, zaczynają mieć opinię rasistów, bo oto coś się w naszych emigrantach zaczęło zmieniać pod wpływem pisowskiej propagandy. Coraz częściej dochodzą słuchy o pubowych wybrykach młodych Polaków, którzy chętnie zdradzają światu swoje właśnie rasistowskie poglądy. Wyrażają je do każdego kto nie modli się do jego



bozi i nie je wieprzowiny. Teraz ośmielony podniosłą mową premier Szydło o Polsce jako przedmurzu w walce z zalewem muzułmańskim Polak poczuł się jak Sobieski pod Wiedniem i z tego powodu rozpiera go kretyńska duma. Swoją drogą utrzymując kontakt z pozostawioną w kraju rodziną, co jest zrozumiałe i chwalebne, jego poglądy są weryfikowane z poglądami pisowskiego społeczeństwa polskiego. Karmi się też hasłami durniów spod znaku ONR i Młodzieży Wszechpolskiej, a nabytą wiedzę okrasi dodatkowo egzegezą z kazań w czasie niedzielnej mszy. Najwięcej w tej chwili zbrodni i innych ciężkich przestępstw na terenie brytyjskim popełniają Polacy. Ci katoliccy, miłosierni, natchnieni duchem świętym przybysze z kraju (jak to powiadają na Zachodzie) od białych niedźwiedzi.
 
Wielka Brytania za chwilę głosami referendum wypowie się na temat swej dalszej przynależności do Unii Europejskiej. Karygodne zachowanie obcych, szczególnie współczesnych sarmatów nie sprzyja głosom na tak. Gdyby angole opuścili nasze towarzystwo, to w imię ratowania opinii Albionu, za każde, choćby niewielkie przestępstwo przybysze z Polski będą deportowani z ich kraju, nie mówiąc już o pozbawieniu ich wszelkich dodatków rodzinnych. Jestem Polakiem i przykro by mi było słyszeć podobne komunikaty, ale niestety, trzeba być przygotowanym na zderzenie z taką ewentualnością. Na negatywne opinie sami sobie zasłużyliśmy. Polak

katolik, Polak złodziej, albo Polak rasista, to dla wielu na Zachodzie nie żaden slogan ale najprawdziwsza prawda. Po takiej operacji władz brytyjskich straciło by pracę i mieszkanie wielu uczciwych emigrantów, bo jak by nie było jest ich większość wśród tego miliona przybyłych z kraju św. JPII, no ale wtedy po otrzeźwieniu trzeba będzie całować w kaczy kuper zbawcę Jarosława, by dał jakikolwiek zasiłek na chleb i pasztetową, bo okazuje się że mały człowiek jak chce to dużo może, wystarczy że podstawią mu podnóżek. Na razie, jak sam powiada, jest daleko od kapitulacji i status quo.
 
Fotki od góry: -google.
1.Z orędzia pani premier
2.Moherowy dylemat .
3.Symbol narodowy
4. Zdziwiony?
5.Gęsi uciekły czy co? 

niedziela, 29 maja 2016

DŁUGI WEEKEND


Weekend, okres od piątkowego popołudnia do niedzieli włącznie, wolny od pracy i nauki, ale też wypoczynek poza miejscem zamieszkania. W Polsce najdłuższy i chyba najbardziej często występujący. Cóż, co kraj to obyczaj. Obyczaj, który jest zrodzony z polskiej, siermiężnej tradycji odradzającej się wciąż w kościelnej kruchcie. Dzisiaj, po 1989 roku, czyli od zmiany ustroju, a dla niektórych, od odzyskania „niepodległości”, świąt jako takich pozwalających na leniuchowanie przybyło Polsce bez liku. Pominąwszy tradycyjne święta Bożego Narodzenia, Wielkanocy, Zielonych Świąt, albo Bożego Ciała i Wniebowstąpienia NMP, czy też Wszystkich Świętych, nasz kraj dorobił się wielu innych, które, gdy wypadają w ciągu roboczych dni tygodnia, rodzą tzw. długie weekendy. Nie tylko odrodzone na wniosek prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego posła PO święto Trzech Króli, który tego dnia zakładał koronę i bryczką objeżdżał miasto, oczywiście z


poparciem posłów prawicy ale i episkopatu, po blisko pół wieku przywrócono je na łono kalendarza. Nie tylko liczne święta kościelne wpisały się w ów polski kalendarz. Prawicowa polityka zmieniających się rządów, oraz powołany do wspomagania ich zamierzeń IPN, stworzyła przestrzeń do ustanowienia wielu innych świąt, które mają na celu podkreślanie polskich nieszczęść w szczytnych opakowaniach. Mam na myśli klęski poniesione na przestrzeni wieków. Przy okazji chcę zauważyć, że są to klęski, które były kropione wodą święconą. Milczy się natomiast np. o Powstaniu Kościuszkowskim, bowiem sam przywódca był wrogiem Watykanu i polskiego Kościoła. Kościoła, w którym widział grabieżcę jego ojczyzny. Ten sam Kościuszko był jednym z największych bohaterów nie tylko zniewolonej zaborami Polski, ale i Stanów Zjednoczonych. Podobnie milcząco wspomina się zwycięskie Powstanie Wielkopolskie. Czci się tzw.
Żołnierzy Wyklętych, urządza im się powtórne pogrzeby, mimo protestów żyjących staruszków, będących świadkami ich zbrodni popełnianych na niewinnych współobywatelach. Dla nich się ustanawia święta. Co prawda jeszcze nie są to święta wolne od pracy, ale tylko patrzeć gdy, w takich dniach będą odbywać się procesje pod ich pomniki podkreślające wątpliwe i raczej zakłamane zasługi. Dzisiaj dzięki tej masie świąt zarówno religijnych jak i świeckich, jak np. święto flagi państwowej, albo, co ważne bez wątpienia Święto Odzyskania Niepodległości, pracujący naród staje się niepracującym, bowiem gdy ów dzień wypada w środku tygodnia, pracownik bierze dwa dni z urlopu wypoczynkowego i w gruncie rzeczy ma

tenże długi kilkudniowy weekend na tradycyjnego grilla. A takich długich weekendów w roku jest kilka albo kilkanaście. Tak może być tylko w bardzo bogatych krajach, a Polska widocznie ma podobne aspiracje, bo a nuż któreś władzy odpali i będziemy święcić czynnie np. Dzień Podziemnego Państwa Polskiego, albo Dzień papieża Jana Pawła II, lub Dzień Piernika Toruńskiego, ewentualnie (żart) Dzień Chorego na Syfilis. W mózgownicach prawicowo- kościelnych decydentów zapewne kołacze się pomysł zaklepania kalendarzowego święta Cudu nad Wisłą, albo Dzień Sołtysa, ewentualnie "pozytywnej" klęski Powstania Warszawskiego. Wszystko jest możliwe, tylko zależy od tego kto jest aktualnie u władzy.Długie weekendy przynoszą Polakom dużo radości. W tych dniach powiększa sie areał cmentarzy, bowiem jeździmy na wypoczynek atawistycznie jak dzicy. Czesto zbyt radośnie, już nawet na bani. Dla wielu innych Polska nie jest szczęśliwym krajem, szczególnie dzisiaj. Ktoś w komentarzu nawet napisał że, urodziliśmy sie w marnej ojczyźnie. Zgadzam się z nim, ale tylko częściowo, bowiem  ojczyznę sobie sami stroimy. Serdecznie pozdrawiam Czytelników w kolejny długi weekend.
 
Foto: google.










środa, 25 maja 2016

TERRORYSTA MIMO WOLI



Ostatnio Sejm głosami PIS i przystawką Kukiza- 15, z minimalnym udziałem głosowym pozostałych partii uchwalił kilka ustaw, w większości służących realizacji zamierzeń i postanowień kaczystowskich w ramach tzw. dobrej zmiany, w tym Ustawę antyterrorystyczną. Ta Ustawa nie poprawi bezpieczeństwa w Polsce, za to doprowadzi do ograniczenia swobód obywatelskich. Nie tylko w pospolitym tego słowa znaczeniu, ale także wypowiedzi np. w internecie. Jak by tytuł tej Ustawy groźnie nie brzmiał, to jednak ma ona niby służyć przede wszystkim zwalczaniu terroryzmu. Jak się okazuje nie do końca taki jest zamysł rządzących, bo chociaż w Polsce jak na razie nie wydarzył się żaden akt terroryzmu, nie licząc bzdurnych urojeń smoleńskich Macierewicza, to jednak akty terroryzmu dokonane w Europie Zachodniej bardzo sprzyjały uchwaleniu tejże, tu nad Wisłą. W gruncie rzeczy chodzi o stosowanie legalnego bezprawia w imię porządku, a ogólniej zamaskowania walki z tymi, którzy w taki czy inny sposób ujawniają świństwa w rządzącej partii, ale też w zaprzyjaźnionym na śmierć i życie z nią Kościele. Ostatnio szefowi tygodnika „Fakty i Mity” Romanowi Kotlińskiemu, przedłużono po cichutku areszt przy bardzo wątpliwych i absurdalnych zarzutach. I co? I znowu cisza medialna. Absolutna cisza. Jedynie Jacek Żakowski napisał komentarz w tej sprawie na łamach Polityki. Zapytał on wprost: A gdzie są


ci wszyscy obrońcy demokracji?. Kotlińskiego się nie broni bo to antyklerykał. Dlatego prokuratura pana Ziobry próbuje mu przyszyć łatkę pospolitego przestępcy. To samo resort ministra Błaszczaka. Jesteśmy świadkami podstawowej zagrywki, którą stosują represyjne służby, by odebrać człowiekowi godność i zamiast karać za jego poglądy i działalność społeczną zrobić z niego pospolitego bandytę. (wtedy by to wyglądało na mało demokratyczne). Teraz można robić dodatkowo z niewygodnych ludzi terrorystów. Jestem przekonany, a zresztą nie tylko ja jako stały czytelnik FiM, ale tysiące tych, którzy w każdy piątek zaopatrują się w tygodnik, że cała akcja przeciwko Panu Kotlińskiemu, byłemu posłowi na Sejm RP, została spreparowana na polecenie episkopatu oraz skrajnej prawicy. Tej prawicy ogłupionej chociażby kazaniami ks. Oko, ks.
Małkowskiego i wielu innych... Terlikowskich. Osiem lat temu publicznie Jarosław Kaczyński się wypowiedział, że wybory przegrał z powodu Faktów i Mitów, które pokazywały prawdę, a według niego nieprawdę, a także wątpliwą wartość jako przeszłego i ewentualnie przyszłego premiera. Czekał na okazję zemsty. Tygodnik obnażał i nadal obnaża do kości wszystkie świństwa Kościoła, oraz skrajnej prawicy. Tym razem Kaczyński się bał powtórki z „rozrywki” i dlatego w porozumieniu z Kościołem spreparowali (zapewne opłacili świadków), jakoby Pan Kotliński, człowiek, którego całe życie to działalność dla dobra innych, był zaplątany w namowę do zabicia niewygodnej mu osoby. To hiperbolicznie, kłamliwe oskarżenie tych co poczuli się właśnie zagrożeni, bo w końcu kilkanaście tysięcy Polaków w kraju i za granicą czyta tygodnik Pana Romana, a to też potencjalni wyborcy. Martwi mnie jako Polaka i obywatela to, że

Konstytucja jest olewana nie tylko przez władze ale też przez tych którzy mają w ręku instrumenty do jej przestrzegania. Mam na myśli dziennikarzy, (kolegów pana Romana po fachu) którzy nie bronią w swych licznych wydawnictwach człowieka niewinnego. To ohydni, zakłamani ludzie, którzy ze smrodem w gaciach z powodu strachu przed klerem i pisowskim ministrem sprawiedliwości Ziobro pozostają nikczemnie głusi, chociaż wiedzą, że w następnej kolejności sami mogą się stać ofiarami. Jedynym odważnym, prawdziwym dziennikarzem, poza pomrukami lewicujących pism okazał się red. Jacek Żakowski z Polityki i chwała mu za to. Odczytując uchwaloną Ustawę można śmiało stwierdzić, że akurat w przypadku red. Romana Kotlińskiego, prawdziwymi terrorystami można nazwać jego oskarżycieli i samego Ziobrę, twórcę aresztów wydobywczych IV RP. Tymczasem tygodnik FiM mimo aresztu Naczelnego normalnie wychodzi i nadal obnaża nasze polskie brudy. I niech tak zostanie bo prędzej czy później Roman Kotliński będzie uniewinniony, a zasądzone duże odszkodowanie tylko wzmocni Jego redakcję. Ale smród długo jeszcze będzie się rozchodził.
 
Obrazki - zasoby google.

wtorek, 24 maja 2016

WROTA PIEKIEŁ


To tytuł książki Anji Lunholm, opowieści o więźniarkach Ravensbruck. Podobne tytuły pojawiały się w świecie filmu, ale ja nie o tym. Moje wrota to drzwi do świątyń, za którymi ukrywają się największe łajdactwa kleru katolickiego. Drzwi, przez które nie może się przecisnąć prawo karne. Odbija się ono jak ślepy ptaszek od szklanego okna. Właśnie tak się dzieje w naszym arcykatolickim kraju, gdzie spokój i słodkie życie nawet najprostszego księdza jest wartością najwyższą, które szanuje nie tylko gawiedź, ale też prezydent, premier i wszelka władza.

Dlatego to co czytamy w prasie, oglądamy w telewizji i internecie o przeróżnych świństwach osób duchownych, w gruncie rzeczy jest rozpatrywane przez sądy, ogłaszane są nawet wyroki (zwykle przy drzwiach zamkniętych), natomiast nie podlegają one egzekucji. Nie mogę sobie przypomnieć, gdzie i w którym więzieniu jakikolwiek ksiądz odbywa karę np. za wielokrotne zgwałcenie dziecka czyli pedofilię, lub prowadzenie samochodu po pijaku i spowodowanie wypadku, chociażby ze skutkiem śmiertelnym, albo namowę kochanek do usunięcia ciąży, czy też wręcz do nienawiści do przeciwników politycznych. W przypadku skazania któregokolwiek na odsiadkę w więzieniu, natychmiast stan zdrowia mu nie pozwala na odbywanie kary. A oto w skrócie wybrane przykłady na potwierdzenie moich słów, a jest tego od jasnej cholery, dlatego ograniczę się do kilku ostatnich. 50 letni ksiądz Jarosław B z południa Polski wykorzystywał seksualnie nieletnich. Obnażał się przy nich i kazał się masturbować. Jest wina nie ma kary. Dostojewski się kłania. Ks. Isakowicz ujawnia, że biskup z Małopolski (zapewne z Krakowa, bo jest ich tam na pęczki) najpierw namawiał kochankę na in vitro, a gdy zaszła w ciążę kazał jej dokonać aborcji. Brawo, to zgodne z nauką Kościoła i z ich obłudą, następnie ją porzucił w nieszczęściu. Cisza. W poznańskiej parafii kochanka księdza w bólach rodziła dziecko na plebanii, gdy ksiądz, ojciec tego dziecka słuchał muzyki w sąsiednim pokoju. Cisza. Abp Wesołowski przez lata polował na plażach Dominikany i innych państw, (gdzie pełnił obowiązki dyplomatyczne), na małoletnich, którym za seks i masturbację jego fallusa płacił np. trampkami. Gdyby nie popełnił samobójstwa (mówią, że zmarł na serce), prawdopodobnie w Polsce by był hołubiony nie tylko przez głupie, ciemne masy Podhala ale i władzę. Podobnie zresztą jak abp Paetz. Nie wiem czy ks. Gil za podobne zbrodnie siedzi, czy tez masturbuje się w chacie matki, bo jest cisza jak makiem zasiał. Wyjątkowo skandaliczny artykuł pokazał tygodnik PRZEGLĄD.

Ksiądz Jacek, z ordynariatu polowego upodobał sobie dziewczynki w wielu 10-15 lat, którym zabierał błony dziewicze. Nic nie pomagały przenosiny do innych garnizonów. Na ofiary polował w czasie nauki religii w szkołach, oraz podczas nauki jazdy na wrotkach. Gdy zachodziły w ciążę, dawał pieniądze na aborcję. Piszą że dostał 10 lat do odsiadki, ale wyrok jest nieprawomocny. Zatem podejrzewam, że się wymiga tak jak inni jego koledzy z apetytami na młode „skórki”. Czytam, że złapali na pedofilii polskiego księdza w Brukseli. Jeżeli zdąży uciec do Polski będzie bezpieczny. Chyba że osadzą go w Belgii, wtedy współwięźniowie pokażą mu czym jest pedofilia. Wiemy, że zakonnica Bernadetta z Zabrza, (straszna facjata, dlatego jej nie pokazuję by chronić apetyt) okrutna opiekunka domu dziecka (upajająca się np. zbrodnią gwałtu młodszych dzieci przez starszych) mimo wyroku skazującego, do więzienia nie pójdzie, bowiem nagle jest atakowana przez przeróżne choróbska. To naprawdę tylko czubek góry lodowej. Poprzestanę na tych przykładach, bo w końcu też nieraz atakuje mnie uczucie obrzydliwości. Kościół w Polsce nie interesuje zachowanie współbraci w strojach ewangelicznych.

Interesuje go polityka i kasa. PiS wygrał wybory dzięki klerowi i Radiu Maryja, za co Kaczyński wielokrotnie publicznie dziękował słownie i finansowo. A polityka księży należy do tych idei, które ocierają się (bez ukrywania) o faszyzm. Przykładem nr 1 jest obłudne uciszanie faszysty z ONR księdza Międlara, oraz jego przyjaciela z Bydgoszczy ks. Kneblewskiego. Ci urodzeni antysemici swobodnie głoszą nacjonalistyczną nienawiść do liberalnej demokracji wciągając w swoje nazistowskie macki coraz więcej zagubionej młodzieży. Księża drzwi kościelne nazywają wejściem do domu bożego, a ja nazwę owe wejście wrotami piekieł, bowiem za nimi skrywają się liczni wyświęceni przestępcy, którzy akurat w żadne piekło nie wierzą. Ostatnio widziałem na którymś portalu ławki kościelne w 100% zajęte przez modlących się w skupieniu policjantów. Rekolekcje dla mundurowych czy
cosik takiego. Pomyślałem wtedy, że takim policjantom ręka by uschła, gdyby byli zmuszeni aresztować księdza katolickiego przypadkowo za zgwałcenie dziecka, albo zabicie przechodnia przez klechę jadącego po pijaku. Czy taki, wymodlony aż do upośledzenia zmysłów policjant może sprawować ochronę prawa w przypadku złamania go przez proboszcza? Nie, po trzykroć, nie!.Polska to kraina bezprawia kapłańskiego. Tutaj hulaj dusza piekła nie ma. Można gwałcić dzieci, deprawować je poprzez masturbację, a następnie gdy dorastają przygotowywać je do studiów seminaryjnych. W końcu już będzie chłopak miał wstępne przygotowanie do kapłańskiego życia. Nad Wisłą, ziemi usianej tysiącami obiektów sakralnych można chlać, prowadzić samochód będąc zalanym w trupa, oraz rabować w świetle prawa fundusze państwowe. Kiedyś śpiewano piosenkę opiewającą raj amerykański, „to słynne USA”. Okazało się, że rajem dla kleru katolickiego jest dziś Polska, bowiem w Ameryce episkopat wydał już na odszkodowania dla skrzywdzonych seksualnie przez księży miliardy dolarów. W Polsce póki co nie obowiązuje takie prawo. Tu obowiązuje prawo świętych krów i wypoczętych byczków.

Obrazki od góry -google.
1. Najwieksza świnia obok Wesolowskiego, ks. Gil z Małopolski
2. 2,3,4. Pedofile postawieni przed sądem, ale czy siedzą, raczej chorują
3. Rzutki dziadek.

sobota, 21 maja 2016

ULTIMATUM?, NIGDY !!!


Tak brzmiały słowa pani premier III RP Beaty Szydło wygłoszone na dwa dni przed kolejną spodziewaną negatywną oceną polskiej demokracji w zakresie przestrzegania prawa. Słowo ultimatum ma w naszych odczuciach bardzo źle wspominaną przez nasz kraj narodową hekatombę. Mianowicie, to właśnie przedwojenny odpowiednik naszego współczesnego ministra spraw zagranicznych Waszczykowskiego, wykrzykiwał z trybuny sejmowej, że nie oddamy ani guzika w przypadku wojny z hitlerowskimi Niemcami. Po tym oddaliśmy wszystko. Poprzedni post zatytułowałem „nudy”, z czym nie zgodzili się moi komentatorzy w świetle wydarzeń sejmowych w dniu 20 maja. Zarówno Pani J, którą witam po przerwie, jak i Pan AA, a także Pani Agata P., której komentarze z przyjemnością będę czytać w przyszłości, ale też Pana Bywalca z Torunia, miasta mi bliskiego. Wszystkich Państwa serdecznie pozdrawiam. To co wypłynęło z Brukseli, trudno nazwać ultimatum, było to raczej przypomnienie o tym iż rząd musi zaakceptować prawo wedle obowiązującej Konstytucji drukując orzeczenia Trybunału, a także domagać się od prezydenta zaprzysiężenia prawidłowo wybranych sędziów. W innym przypadku na Polskę, zgodnie z traktatem unijnym, spadną kolejne punkty „karne” co prowadzi nasz kraj na margines polityczny a potem ekonomiczny wspólnoty europejskiej. Jak wiadomo rząd, zgodnie z nakazem posła szeregowego Kaczyńskiego, który uzurpuje sobie wszelaką władzę z uwagi iż wybory wygrała jego partia, wzorem Orbana odmawia współpracy z Komisją Europejską. Premier Szydło wykrzyczała z trybuny, że nie pozwoli narzucać sobie ultimatum, wytykając przy tym opozycji donosicielstwo, wręcz zdradę kraju, na co posłowie opozycji zarzucili jej obrazę społeczeństwa i jako takiej Polski. Najbardziej spektakularnym tworzywem Sejmu było uchwalenie uchwały, która powiada że Polska jest krajem niepodległym i suwerennym. Po jaką cholerę coś takiego, nie wiadomo, bowiem już od 1989 roku właśnie takim państwem Polska jest i nikt na świecie temu nie przeczy. To jakoby dla uspokojenia.
Podobnie jak codzienne zapewnienia małżeńskie o wzajemnej miłości. Mimo to przestraszyłem się i drzwi zamknąłem na dodatkowy skobel. Polska się za panią wstydzi bowiem sprofanowała pani Konstytucję Rzeczypospolitej wykrzyczał przewodniczący PO G. Schetyna. Słowa te wypędzily posłów PIS z sali. No, mówiąc szczerze można się powstydzić za panią Szydło skoro wątpiła w brak suwerenności swojej ojczyzny. Popsuliśmy już sobie stosunki swym awanturnictwem nie tylko z Unią Europejską, ale też ze strategicznym przyjacielem Stanami Zjednoczonymi, chociażby poprzez wypowiedź wicepremiera: Zanosi się na to, że w Białym Domu zasiądzie od jesieni albo dżuma albo cholera. Krzywimy się na krytyczne słowa byłego prezydenta Clintona, który obok prezydenta Kwaśniewskiego niejako inaugurował naszą suwerenność, w którą wątpi Szydło. Sadzę, że nasi politycy grają wyłącznie dla Putina i Rosji, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Tyle tylko, że jednocześnie się przeciw tejże Rosji dozbrajamy, chociażby budując na naszym terenie tarczę antyrakietową, zaś Macierewicz, którego Sikorski nazwał, zresztą bardzo poprawnie, świrem, zbroi ochotników w powiatach w ramach OTK, a nawet widzi możliwość wydanie broni członkom ONR, organizacji parafaszystowskiej. Gdzie wobec tego mamy szukać pomocy w razie konfliktu zbrojnego, czyżby na Węgrzech, albo Rumunii?. Z Białorusią i Ukrainą mamy złe stosunki, podobnie z Litwą, gdzie więc szukać?, no chyba nie we Francji i Anglii, bo tu mamy bardzo złe doświadczenia. Jeżeli doszczętnie zrujnujemy naszą przynależność do Unii Europejskiej, to jednocześnie może się na nas wypiąć również NATO, które jest powołane do obrony właśnie Unii. Putinowi tylko w to graj, chociaż nawet przez moment nie pomyślałem, że Rosja nam militarnie zagraża. Po cóż my jej?., chyba tylko po to by mieli dostęp do tanich jabłek i kartofli. Taki żart, ale prawie nie żart, a czy nadal odczuwam nudę, oczywiście, ponieważ nic się nie dzieje co by mogło wnosić nowego dla ucha i oka Polaków. Oczywiście poza rodzącą się wściekłością.

czwartek, 19 maja 2016

NUDA


Przytoczę na początek znane, aczkolwiek mało grzeczne przysłowie, które powiada, że pies jak nie ma co robić ….. to szczeka na swojego pana. Zatem powtórzę pytanie, które kieruję do samego siebie. Czy ja się nudzę?, że od lat zajmuje się pisaniem bloga o tematyce takiej a nie innej. Jedni blogerzy piszą o grządkach kwiatowych, inni o swych doświadczeniach miłosnych, a jeszcze inni o wysublimowanych smakach kuchennych albo przykładowo ciuszkach. Osobiście długo się zastanawiałem nad tematem, który ostatecznie ulokowałem w tym moim cieście. Polityka państwa i jego stosunki z Kościołem, dla wielu nie do przełknięcia. A dlaczego akurat taka papka mi odpowiada?, ano dlatego, że po prostu znam się na tym na tyle, na ile powinien znać się każdy przyzwoity, śledzący puls życia ojczyzny jej obywatel.
Dzisiaj akurat śledzenie polityki polskiego rządu jest łatwe, bowiem od momentu ostatnich wyborów, ten jednomyślny skład parlamentarny, z wyłączeniem opozycji nie zajmuje się rządzeniem zgodnym z linią Unii Europejskiej, do której wciąż należy, a raczej sprawami sakralnymi. Zarówno pani premier, pan prezydent, a jakże główny dyktator „mody” obowiązującej w Polsce parafialnej Jarosław K. mają zakodowane w zakresie obowiązków służbowych na pierwszym miejscu, uczestnictwo osobiste we wszystkich kościelnych imprezach od stopnia parafialnego aż do tej z udziałem komisji episkopatu. Nie ma praktycznie dnia, by obok biskupa, a chociażby szeregowego księdza nie stał w skupieniu modlitewnym ktoś z władz świeckich, z udziałem policji lub wojska. Po niedawnej sesji wyjazdowej rządu i parlamentu do Poznania na uroczystości 1050 lecia zaślubin Mieszka I, z panną „zza między” imieniem Dąbrówka, (to takie poprawiny weselne), a już cała śmietanka
rządowa udała się do Torunia na huczną konsekrację podwojów budynku kościelnego pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Błogosławionego Jana Pawła II, stworzonego ręką Rydzyka za pieniądze wiernych i kasy państwowej. Tytuł pełny jak wór wypchany kasą, (wezwanie), czyli wg świeckiej nomenklatury „imię” tejże instytucji. Oj, ktoś się napracował nad owym logo kościoła. Zastanawiam się, kiedy ci rozmodleni faceci i facetki mają czas na pełnienie obowiązków którymi obdarzył ich „suweren” w swym 18% wymiarze wyborczym, skoro w każdej chwili muszą się przebierać w stroje pogrzebowe by wystąpić godnie koło osoby duchownej na terenie kraju a nawet za granicą. Ostatnio bardzo żałobny strój wdziały na swoją cielesność dwie ważne damy polskiego rządu. To pani premier Szydło i towarzysząca jej szefowa kancelarii Kempa, obie obdarzone imieniem Beata, które to sławi piosenka Janusza Laskowskiego, barda wielu odpustów i remiz strażackich w rytmie disco polo. Obie te „panienki" stanęły przed obliczem białego Franciszka, tworząc wyraźną odpowiedź na pytanie co jest czarne a co białe, żeby nie było już żadnych wątpliwości panie Kaczyński. Obie, zasłużone dla katolickiej polskości „dziewice konsekrowane" dygnęły przed majestatem papieskim, gotowe lizać nie tylko święte ręce, ale też obuwie, gdyby była taka sugestia ze strony papieskiego protokołu dyplomacji watykańskiej. Papież jako osoba duchowna, który zapewne od lat nie praktykuje ceremonii pogrzebowych, mógłby się przestraszyć upiorów przybyłych z dalekiej Polski, bo oto przyjechały do niego dwie płaczki cmentarne. Już jest niemłody, a czeka go lipcowy, a więc gorący przylot do kraju JPII. Na szczęście nic się nie stało, jedna z „kostuch” odśpiewała psalm mszalny i po zrobieniu drobnych zakupów na placu św. Piotra, w postaci różańców poświęconych a priori i świątków, wróciły na pisowską ziemię łojców. A Rydzyk?,ten który swym dziełem miał zamiar nie tylko przyćmić wielkość Chrystusa świebodzińskiego, ale też największe budowle zaprojektowane przez głównego hitlerowskiego architekta Alberta
Speera, pozostał na wysokości dużo niższej, być może dlatego, że teren w tym miejscu, nie wytrzyma większego obciążenia, nie jest zbyt stabilny (nad Zalewem Wiślanym w Toruniu), znam osobiście to rozlewisko. Mimo to ogromny splendor na postać Muchomorka polskiego katolicyzmu spłynęła, bowiem na uroczystość, wraz z wypchanymi kopertami przybyło kilka tysięcy mocherów na czele, właśnie z polskim „świeckim” rządem. Okazuje się, że cała działalność rządu pod wezwaniem (właśnie) Jarosława K. będzie się opierać na modlitwie, kropidle oraz stawianiu kapliczek i krzyży przydrożnych. Idea katoprawicy jest wcielana młodym ludziom już od przedszkola a kończyć się ma na maturze z religii. Przykładem beznadziei rządzących są chociażby trójki czy tam czwórki modlitewne (pokazała telewizja), które z różańcami w rękach koczują przed sklepami sprzedającymi tzw. dopalacze, czyli po prostu narkotyki, zamiast ustanowić prawo absolutnie zabraniające dystrybucji narkopodobnych substancji i skutecznie egzekwować to prawo. W każdym razie nie tak jak to uczynił Donald Tusk, który to zapowiedział walkę z pedofilią poprzez chemiczną kastracje. Dlaczego zrezygnował z zamiaru?, Domyślamy się. Zaprotestował kler, gdzie jest, jak wiemy tego zboczenia na kopy. Nuda, nuda, jeszcze raz nuda, bowiem codziennie jako społeczeństwo tkwimy w starych zdarzeniach. Nihil nowi. Albo boczenie się na Brukselę, która nawołuje Polskę do przestrzegania prawa, albo święcenie nowych obiektów sakralnych z udziałem reprezentacji wyłonionej z kaczej sekty.

niedziela, 15 maja 2016

SPOTKANIE Z CIEKAWYM CZŁOWIEKIEM


Powtórzę; spotkanie z ciekawym człowiekiem, powiem więcej, z bardzo ciekawym człowiekiem, czyli z byłym premierem, dla wielu aktualnym, Jarosławem Kaczyńskim. Czyżby ten ciekawy człowiek niedawno zszedł na bosaka ze szczytu Czomolungmy, czy może gołymi rękami usidlił niedźwiedzia w momencie gdy ten niebywale groźny drapieżnik wybebeszał partyjnego kolegę, przykładowo Brudzińskiego?, znawcy ruskich trumien. Nie, to zwykły, zresztą bardzo tchórzliwy człowiek otoczony w dzień i w nocy przez dobranych z byłych żołnierzy jednostki GROM ochroniarzy pilnujących go za pieniądze podatników. To naprawdę bardzo przeciętny człowiek o wzroście okolicznościowo podbudowanym drabinką sklepową. A cała sprawa wzięła się z tego, że po kilku miesiącach odmowy jej premier na ogłoszenie poprzez wydrukowanie w Dzienniku Ustaw wyroku Trybunału Konstytucyjnego, oraz odmowy prezydenta przyjęcia ślubowania od trzech legalnie wybranych sędziów do składu tegoż Trybunału, pan „premier”, a właściwie nadpremier i nadprezydent, zwany też Jarosławem Zbawicielem Polski, czyli po prostu Kaczyński pewnego dnia obudził się i ogłosił iż się chce spotkać z szefami partii i klubów sejmowych, by w drodze dyskusji wypracować kompromis w tym gorącym i ośmieszającym Polskę temacie. No wreszcie, oddech złapali dziennikarze, opozycja ale i społeczeństwo. Okazało się, że nic się takiego nie stało, był to pisowski blef. Kaczyński pozostał nieustępliwy i zapowiedział status quo, czyli po prostu dupa, co zasłyszałem w czasie dyskusji smakoszy piwa na pobliskiej ławce. Opozycja wpadła w złość i zarzekła się, że już nigdy nie pójdzie na podobne spotkanie z Kaczyńskim. Wtedy z ust pisowców, szczególnie z ław rządowych

usłyszeliśmy, że nie ma powodu tak się wściekać, bowiem było to spotkanie z ciekawym człowiekiem. I to za darmo, bez biletów wstępu, ba za zaproszeniem osobistym pana prezesa zwanego premierem. Co za altruizm z jego strony!. Zresztą, chyba tylko w naszym kraju, cierpiącym na niedostatek megalomanii, dziennikarze w rozmowie z politykami (nawet, którzy przed wielu laty piastowali stanowiska premierów, wicepremierów, ministrów, wiceministrów, dyrektorów departamentów, a nawet zwykłych posłów) zwracają się do nich tytułami o których sami zainteresowani już mało pamiętają, chociaż wiemy, że konstytucyjnie tytuł z pełnionego stanowiska, do końca życia zachowują wyłącznie prezydenci, którzy to również z tego tytułu otrzymują ustawową emeryturę i ochronę osobistą na koszt państwa, ale byle poseł, posłanka, albo nawet jakiś tam dyrektor departamentu, do którego w czasie pełnienia obowiązków przysługuje tytuł ministra?. Śmiechu warte mili państwo. Polska megalomania wieczysta. Choroba podobna do innej, równie groźnej jak Zespół Macierewicza. Zastanawiam się, czy ówże ciekawy człowiek, który za największe osiągnięcie życiowe uważa, że w czasie stanu wojennego wykiwał ZOMO chowając się u mamy w jakimś zakamarku, jak nie przymierzając Żydzi w czasie wojny, jeszcze raz zaproponuje spotkanie z opozycją. O ile jego brat, prezydent Lech Kaczyński, „poległy” pod Smoleńskiem, rzeczywiście był czynnym opozycjonistą, przez co zresztą był na krótko internowany, o tyle pan Jarosław do dzisiaj pozostał wyłącznie ciekawym człowiekiem. W tym miejscu moim zamiarem było, by w tekście poruszyć dodatkowo słynny już audyt (którego nie było), ale skoro tymże mądrym terminem nazwano zwykłą, zmieszaną z plwocinami informację o złodziejach skorumpowanych z milionerami polskimi i zagranicznymi, co jest zresztą tematem nr 1 we wszystkich mediach, dałem sobie spokój. Ciekawy człowiek zasiadający w pierwsze ławie sejmowej, na prawo od trybuny mi wystarczy.

Foto: (FB). 

piątek, 13 maja 2016

GRZECHEM JEST DALSZE MILCZENIE


Grzechem, oczywiście w nomenklaturze wyznania wiary. Obojętnie której, bowiem każda wiara ma w swym katalogu grzechy i zasługi zbawienne. Otóż stało się, że w zaświaty w wieku 76 lat odeszła pani Maria Czubaszek. Bodaj najbardziej znana współczesnej literaturze humoru i satyry pisarka, a jednocześnie człowiek z komorą mózgową wypełnioną realizmem i filozoficznym podejściem do życia tu i teraz. Tu i teraz jako, że żadna ambiwalencja w kwestii życia po życiu w Jej rozumowaniu nie istniała. Człowiek i jego istnienie to problem zero jedynkowy. Była otwarta w czasie licznych wywiadów, podczas których bez zahamowań i hipokryzji mówiła co w Jej życiu stanowiło priorytet. Ponieważ była bezwyznaniowcem, przeto nie kierowała się żadnymi, tak dzisiaj mocno uwypuklanymi przez rząd prawicowy oraz biskupów zasadami odnośnie prokreacji i przywiązania do dewocji szeroko pojętej. Publicznie przyznała się swego czasu, że ponieważ nie tęskni za wielością potomstwa, przeto poddawała się aborcji. Tak powiedziała do mikrofonów prawicowych, bo nie widziała potrzeby głoszenia kłamstw, podobnie jak wiele kobiet, które po zajściach w ciążę np. z księżmi skrobały się w Niemczech, Austrii, albo w Słowacji. Dlatego dzisiaj, gdy zamyka się nad jej wielką postacią wieko trumny odezwały się prawicowo- kościelne szumowiny.
 


Nawet filmik skomponowały w którym ciało Pani Marii ulokowali na wysypisku śmieci, skąd zabiera je wóz asenizacyjny. Nie boją się niczego. Nic im już nie zagraża, bo przecież mają kaczą osłonę, bo przecież Ziobro z Błaszczakiem zadbają, by żadnemu krytycznemu komentatorowi, który potrafi wydobyć ze swoich trzewi gnojowicę, którą obleje Panią Marię, cokolwiek się stało. W jakim my państwie żyjemy, to nawet nie warto zadawać sobie podobnego pytania, bo w tym kraju dobrej odpowiedzi nie otrzymamy, jeno właśnie bluzgi przesiąknięte katalogiem okraszonym jakąś modlitewną koronką. Na szczęście nie wszystkich Polaków objęła zaraza, która zaraz po śmierci głosił Terlikowski, cywilny, nieco kopnięty, nadbiskup polskiego katolickiego fundamentalizmu. Wielu z nas, na forach internetowych (które były w wielu przypadkach kasowane przez usłużnych administratorów) wyrażało swoją opinię. Opinie nic nie odległe od moich przekonań i mojego zdania, dlatego je z ochotą przytoczę. Można się z nimi zapoznać w dzisiejszym zapisie na Facebooku. Są to słowa skierowane bezpośrednio właśnie do Terlikowskiego. Sądzę, że już jutro trudno będzie je znaleźć. Zacytuję wobec tego póki są:.

      • Pani Maria Czubaszek była wspaniałą postacią i może jej pan tylko pozazdrościć, bo nie dorósł pan do jej obcasa.. Żal mi pana, ale z drugiej strony, to dobrze jak takie oszołomy wyłażą na zewnątrz jak glizdy po deszczu. Wtedy wiadomo z kim ma się do czynienia
      • Nad Terlikowskim to już nawet koronka i inne modlitwy nie czuwają. Kiedy Bóg chce kogoś ukarać to najpierw odbiera mu rozum, co widać po państwie Terlikowskich o im podobnych.
    - Ten środkowy palec to dla ciebie idioto, który katolikiem nie jesteś,
    nigdy nie byłeś i nim nie będziesz.
    - Niezależnie od tego, że Panią Marię uwielbiam, stwierdzam, że
    Terlikowski jest jednym z niewielu ludzi, którzy potrafią wzbudzić moją odrazę i niechęć bliską nienawiści. Dziwię się, że red.  Lis tak często zapraszał go do swego programu. No cóż, dla uatrakcyjnienia audycji można też pokazać gołą dupę, albo posła Piłkę. Ten sam efekt.
  • Więc odmawiaj człowieku tę swoją koronkę wyłącznie za siebie, bo pani Maria nigdy nie zniżyła się do tego poziomu.
  • Człowieku, nie godzien jesteś, aby Jej buty czyścić. Parszywy cyniku!.
  • Za Nią zawsze, jako wierzący wraz z Jej fanami mogę się pomodlić, ale kto się pomodli za Terlikowskiego oprócz jego małżonki?.
  • Podziwiam zapał obrońców cudzych macic, bo mniemam, że ci obrońcy własnych nie mają. Ludzie, co was obchodzi Jej podejście do swojej dupy, pilnujcie swoich własnych, bo zaskoczy was jakiś pies od tyłu i będzie bieda. Stracicie wtedy nie tylko dupę, ale i wiarę w swą "czystość".
  • Wypowiedź prezydenta Dudy (na Twiterze), której się nie spodziewałem, (a może to słowa jego małżonki?): Każdy ocenia swoimi kategoriami. Ja zwyczajnie lubiłem Panią Marię tak po ludzku. Poglądy miały i mają tu drugorzędne znaczenie. To taka łyżeczka miodu w tej beczce pełnej goryczy.











sobota, 7 maja 2016

POMILCZĘ TROSZKĘ


Czuję się nieco zmęczony. Nie, nie klikaniem w klawisze po to, by zamieszczać dwa, trzy razy w tygodniu swoje przemyślenia, często bez większego sensu, mimo że w końcu to też rodzaj treningu fizycznego o tzw. małym trudzie, podobnie jak wysiłek sekcji sportowej szachistów. Czuję się zmęczony wydarzeniami w naszym kraju. Bajzlem politycznym w relacji rząd – opozycja. W relacji Kościół – społeczeństwo, wreszcie w relacji... ja i życie.

Tak. Ja i życie. Mógłbym tak z rana deliberować, zanim w domu znajdą się świeże śniadaniowe bułeczki. A wystarczyło otworzyć na oścież okno. Wykonać oddech pełną piersią powietrzem oczyszczonym kropelkami majowego deszczu. Wystarczyło wciągnąć w nozdrza zapach ściętej trawy i pierwszych kwiatów, które z pierwszymi promieniami słońca jakoby z ciekawości świata rozchylają płatki pąków. Wystarczyło przez minutę posłuchać symfonii śpiewu małych ptaszków, zwołujących się w pary jak Stwórca przykazał. Wystarczyło, bowiem chwilę postałem wpatrując się w liściasty czerep kasztana i wtedy rzeczywiście postanowiłem odpocząć od klawiatury komputera. Męczy mnie bowiem codzienna, a nawet (dosłownie) cogodzinna przepychanka prawna, trwająca bodajże od dnia ogłoszenia wyników wyborów parlamentarnych i prezydenckich pomiędzy PIS i resztą parlamentarzystów, której celem jest ubezwłasnowolnienie władzy określanej jako ta trzecia, na czele z Trybunałem Konstytucyjnym. Odrzuca mnie szwancparada osiłków nazywających się ONR, czyli po prostu organizacją wprost faszystowską, nawołującą do zbrodni, a pokazywana na wielu stacjach, nie wiem, czy dla dezaprobaty, czy też dla reklamy. Ja rozumiem, że zamysłem tej telewizyjnej audycji jest pobudzenie w Polakach obrzydzenia nazizmem, które wyraża się w napaściach na przybywających do Polski przedstawicieli innych nacji, szczególnie o odmiennym kolorze skóry. Ale czy ten zamysł się sprawdza?. Wątpię, bo gdy ekran pokazuje falangę przypominającą filmy z

niemieckich lat trzydziestych i czterdziestych, w głowach wielu młodych ludzi, których już zagospodarował Kościół a nie żaden zakład pracy zakiełkuje pomysł przynależności do tej hałaśliwej organizacji, która stwarza złudną nadzieję na ciekawsze i lepsze życie. Ja tak myślę. Z drugiej zaś strony społeczeństwo musi znać fakty, aczkolwiek nie należy je przejaskrawiać. W kraju iście wyznaniowym (bo chyba już dziś brzydko byłoby się wypierać tego terminu), oficjalnie rządzi wyłącznie kler, zaś rząd stanowi dla niego tylko kwiatek do kożucha. To taka zasłonka jak czador u muzułmanki. Oczywiście nie licząc posiedzeń Komitetu Centralnego Episkopatu, gdzie zapadają decyzje o charakterze państwowym. Malowany rząd PIS te decyzje jeno konformistycznie zaklepie, a pani premier z dopasowaną do marynarki, rustykalnie wykonaną brochą w kolejnych briefingach zapewni naród o dobrej zmianie. Co ja mówię, naród!.Każdy nowy dzień pokazuje, że nie ma mowy o jakimkolwiek inkluzywnie pojętym dobrem
 


Ojczyzny, narodzie. Marsze i pochody są formą pokojowo wyrażanego niezadowolenia, ale na Boga, przecież gołym okiem widać, że rządząca partia i jej nadprezes drwią i szydzą sobie z takich imprez. Podzielili społeczeństwo na dwa sorty zachowując sobie tych wiernych, co to za Kaczyńskim pójdą w ogień, a przed biskupem nie tylko klękają i całują jego niesterylne łapska, ale gotowi są ssać jak oseski każdy palec tego łapska.. Ten drugi sort to po prostu komuniści i złodzieje. Gdy patrzę na tłumy KOD, to dalibóg, zachodzę w głowę, że tak dużo ich się jeszcze uchowało od Okrągłego Stołu. Ten katolicki naród może tylko scementować, ale tylko na chwilę przyjazd papieża Franciszka na ŚDM. Drugi sort, to starzy sybaryci, lenie rozmiłowani w luksusie i rozpuście, mówią wierni kaczyści, bo nie uwierzę, że mają na myśli biskupów z Paetzem na czele. Zapewne ich myśli kierują się też do uprzednio rządzących, czyli PO-PSL. Nawiasem mówiąc znajdzie się w każdej partii trochę tych sybarytów bez sutanny, bo w końcu po to się pchali do władzy, wiedząc, że generalnie dymensja koryta państwa polskiego jest na tyle pojemna, że wystarczy ponosić w kieszeni tylko jedną kadencję poselski immunitet by zostać owym sybarytą na resztę życia, szczególnie w roli posła brukselskiego. Pomilczę też ze względu na bajzel w relacji Kościół społeczeństwo, które coraz to  bardziej zostaje ubezwłasnowolnione światopoglądowo poprzez nakazy i zakazy. Miast korzystania z dobrodziejstw postępu z którego słyną kraje o wysokiej kulturze życia, w tym szkolnictwa i ochrony zdrowia, Polska cofa się do wieków średnich, a w każdym razie do międzywojnia, które obfitowało w analfabetyzm, ciemnotę, zabobon i nędzę, szczególnie na obszarach wiejskich. Przy takim stosunku rządu i Kościoła do zdobyczy narodów zachodnich nie ma żadnej mowy o implementacji tychże tu nad Wisłą i Odrą w najbliższych latach. Rozsadzała mnie i zapewne wielu Polaków duma z faktu przystąpienia, naszej skołatanej Ojczyzny do Unii Europejskiej, a okazuje się po 12 latach iż czas ten dla Polski był w dużej mierze zmarnowany, bo olbrzymie dotacje unijne wykorzystaliśmy tylko częściowo budując autostrady (zresztą bardzo drogo), dworce i stadiony. Zabrakło niestety brukselskiego grosza m.in. na kulturę, wdrożenie wielu postępowych zdobyczy w zakresie ochrony zdrowia i oświatę młodych ludzi. Lukę tę za zgodą rządzących wypełniły katolickie ewangelie, bezsensownie stracone godziny na lekcjach religii w szkołach, za półtora miliarda złotych rocznie, oraz głoszenie pod płaszczykiem walki z homoseksualizmem, aborcją i in vitro, mizoginizmu, z uwzględnieniem szczególnej nienawiści do ruchu feministycznego, przy konformistycznej postawie rządu i prezydenta. Ba, ta postawa polskiego Kościoła jest nagradzana każdego roku kwotą ponad 10 miliardów złotych z kasy państwa. Tak, 10 miliardów złotych, niektóre źródła mówią nawet o 12 miliardach. Przykładowo, aż nie chce się
 


uwierzyć, ale kwota ta mogłaby oddłużyć wszystkie szpitale w kraju, oraz wyposażyć je w najnowszy sprzęt medyczny wykorzystywany w krajach największego postępu w dziedzinie medycyny. Kaczyński podświadomie mimo sprzecznych wypowiedzi chce Polskę wyłączyć z Unii. Sądzę, że Tusk do tego nie dopuści, co zresztą obiecał papieżowi. W nim cała nadzieja.
Czy teraz państwo rozumieją moją decyzję o zamilczeniu, przynajmniej na jakiś czas?. (Może tydzień, może dwa). Pewnie że rozumieją, bowiem w gruncie rzeczy nasze społeczeństwo, w szczególności zaś moi Czytelnicy to ludzie bardzo poprawnie myślący. PS: Oddam się czytaniu stosu książek, które w międzyczasie nabyłem. Serdecznie Państwa pozdrawiam. 
Fotki (FB). 


wtorek, 3 maja 2016

KONSTYTUCJA. WIELKIE SŁOWO


Wielkie, ponieważ ten najważniejszy dokument, wyraża zbiór największych wartości narodowych. Nie mylić ze słowem narodowościowych. Zbiór praw i obowiązków obywatelskich,... ale niekoniecznie do przestrzegania. Ta słynna z 1791 roku i ta ostatnia z 1997 roku, a po drodze jeszcze kilka innych, w zasadzie się w głównym przesłaniu, szczególnie w preambule nie różnią. Obchodzona już kolejna rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja, jest jeno tradycją bez pokrycia w jej realizacji, bowiem zanim jej treść została wdrożona w życie Rzeczypospolitej, tym bardziej że z drukowaniem uchwały konstytucyjnej było jeszcze trudniej niżeli dzisiaj, nastąpił trzeci i ostatni rozbiór Polski. „W życie Rzeczypospolitej”, nie znaczy w życie wszystkich obywateli państwa. Większość mieszkańców Polski trudno było umieścić w spisie jako obywateli, bowiem nie mieli oni żadnych osobistych dokumentów. Trzeba pamiętać że praktycznie niewolnictwo (pańszczyzna) chłopa polskiego zniesione zostało dopiero na przełomie wieków XIX i XX. Zatem zapisy konstytucji dotyczyły
wyłącznie szlachty, mieszczan i szeroko pojętej władzy. Przemówienie prezesa Kaczyńskiego w przeddzień 225 rocznicy jej uchwalenia, a także w dniu następnym jego „podwładnego” pana prezydenta, naszpikowane były jak sernik rodzynkami słowami absolutnego niezadowolenia z zapisów dzisiejszej, czyli obowiązującej konstytucji. Ma ona blisko lat dwadzieścia, a więc jest jak kobieta, której pożycie małżeńskie z małżonkiem podstarzałym niezbyt się układa i jest nudne jak flaki z olejem. Jest zatem okazja by ją zmienić. Nie męża, ale właśnie dwudziestoletnią konstytucję. A dlaczego?. Otóż nie uwzględnia ona nadrzędnej ważności postaci prezesa PIS, pana „premiera” Jarosława Kaczyńskiego. Konstytucja powiada o równości praw i obowiązków wszystkich obywateli, a tymczasem chodzi nie o obywateli ale o suwerena który postawił na czele państwa Prawo i Sprawiedliwość. Kto to ten suweren na Boga?. Otóż w kaczym mniemaniu, to te 18% obywateli spośród uprawnionych do głosowania, którzy postawili krzyżyk na PIS. Krzyżyk w rozumieniu poparcia. To ten suweren upoważnił Kaczyńskiego i jego akolitów do wyrzucenia do kosza konstytucji zatwierdzonej przez cały naród. I to nie mierzony 18 procentami. Nie ma tam bowiem zapisów, że prezes może nakazywać prezydentowi

odmowy zaprzysiężenia wybranych sędziów, że ostatnie słowo w sprawach konstytucyjnych ma należeć do niego a nie do jakiegoś tam Trybunału Konstytucyjnego, że zarówno Sejm, Senat jak i marszałkowie tych instytucji powinny realizować poprzez uchwały wyłącznie kacze pomysły, inspirowane przez katolicki episkopat. Warto wspomieć, że na przestrzeni wieków Polska miała kilka Konstytucji, niestety żadna nie spowodowała rozdziału państwa od Kościoła, nie wspomieli o tym też ww. mówcy, bowiem co tam Komisja Wenecka, co tam Parlament Europejski i Rada Europy, skoro suweren dał się kupić za głupie 500+. Oczywiście, by zamknąć usta opozycji, napomknął z jakże twardym słowem, że Polska jest w Europie i dlatego należeć powinna do Europy!. Panie prezesie, Albania i Białoruś też są w Europie, która zresztą rozciąga się aż po Ural. Co się kryło w tych obłudnych słowach wie tylko chyba posłanka Pawłowicz, która z flagą Unii jako szmatą ma do czynienia na co dzień. Pan prezydent z kolei w swym jakże inkluzywnym przemówieniu nazajutrz, zadbał o suwerena na wózkach inwalidzkich, na niskich emeryturach i na umowach śmieciowych, co powinno się znaleźć w nowej konstytucji. Zapowiedział istotną poprawę. Rzecz w tym, że o tym mówi również ta obowiązująca od lat dwudziestu. Słowa pana prezydenta zatem to dęta mowa o tym co powinno od zawsze podlegać implementacji, a niestety nie podlega. Faktem jest, że Platforma Obywatelska zawaliła wiele spraw przyobiecanych na przeróżnych zjazdach partyjnych, dlatego przegrała z kretesem. Dzisiaj jej pozycja, w wyniku rozdawnictwa finansowego PIS spada coraz bardziej. Bez żenady i wstydu niektórzy jej członkowie przechodzą do innych ugrupowań. W historii naszego parlamentaryzmu zasada ucieczki do innych, choćby opozycyjnych ugrupowań zapewniających posadę poselską jest normą, bo inaczej trudno będzie w najbliższej przyszłości dostać się z powrotem do koryta.

Doskonale wiedzą o tym posłowie Czarnecki (PiS) i Kamiński (PO). Przez najbliższe kilka lat, dopóki pisiorom starczy budżetu, pozycja PIS właściwie się na tyle spetryfikuje, że trudno będzie ich odpędzić od tegoż koryta. I nie wierzę w owocną krytykę przeróżnych komisji europejskich, weneckich, czy nawet buntu narodowego. Nad obywatelskim spokojem w pisowskim państwie zapanują oddziały Obrony Terytorialnej Macierewicza, złożone w części z członków ONR. Zaczynam się przyzwyczajać do oświadczeń pisowców: „będziemy rządzić przez kilka kadencji”. Vivat Konstytucja, oczywiście ta z 1791 roku, bo ta jeszcze niby obowiązująca nadaje się do niszczarki a wszyscy, choćby prawnicy i konstytucjonaliści, co twierdzą inaczej to kolesie, podobni tym spod budki z piwem. Ogłosiła to rzecznik PiS, przesympatyczna Beata Mazurek. Swoją drogą w parlamentarnym klubie pisowskim nastąpił wysyp Beat, bo to wspomniana Mazurek, Kempa, no i ta z broszką na lewej piersi, czyli Szydło. I wszystkie na dobrych fuchach.
 
Obrazki od gówry:
1.Orzeł jakze piastowski i pisowski na majówkę.
2. okolicznosciowy medal.
3.Prostacki sekciarz
4.Oni szanowali Konstytucję.

niedziela, 1 maja 2016

NAAAREEESZCIE!


Pojawiło się światełko w tunelu. Podobne do tego, które ponoć widzą zdążający zaraz po wyzionięciu ducha. Aliści zdążający w kierunku nieba albo piekła, albo jakie zauważył pan Petru na spotkaniu z wiadomym prezesem. Zanim jednak podążymy owym pośmiertnym metrem, musimy znosić trudy i znoje ziemskie tu na ziemi. Tej ziemi, jak powiadają katolicy lubiący cytować słowa swego guru, który obecnie zasiada po prawicy Ojca, pierwej też podróżując owym metrem. Różne są wyroki w kwestii terminowości znoszenia tych trudów. A ich ciężar zależy od miejsca na ziemi. Tej ziemi, że powtórzę ważną sentencję. Łatwiej je znosić np. w Skandynawii, Anglii, czy też Beneluksie, dużo trudniej w krajach środkowej i wschodniej Europie. Najgorzej chyba jednak w Polsce, mimo przynależności do Unii Europejskiej. Wielu powie, że przyczyna leży w długoletnim zacofaniu gospodarczym, mentalności narodu, przywiązaniu do krwiopijnej religii, a nawet zapaści historycznej, czyli wieloletnim okresie braku wolności. Może to prawda, a nawet tylko prawda. I to ta, którą wymieniał ks. Tischner na pierwszym miejscu. Wielu Polakom, szczególnie tym ciągle nieutulonym z żalu po śmierci Żołnierzy Wyklętych, po śmierci Karola Wojtyły, oraz po męczeńskiej śmierci smoleńskiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a takich jest w Polsce ponoć ok. 30% koncypuje, że nasz polski trud jest chrystusową karą za tolerowanie, wprawdzie garstki, ale jednak Żydów, za grzechy popełnione poprzez aborcje, za rozwydrzenie młodzieży unikającej przynależności do ONR i podwórkowych kółek różańcowych. W ich ustach pojawiają się od wielu lat hasła monarchistyczne, hasła nawołujące do posadzenia na tronie Rzeczypospolitej króla wzorem państw wymienionych wyżej, bo stanowisko prezydenta już od początku II RP u nas się nie sprawdza. Dobrobyt ponoć w Polsce panował aż do rozbiorów i tak byłoby dalej gdyby seksualnie rozjuszony król Stanisław August Poniatowski nie wlazł do łóżka carycy Katarzyny. Mało się chłop sprawdził, bo szybko nastąpiły rozbiory. A było tak dobrze.
Co prawda chłopi stanowili niewolniczą siłę roboczą na rzecz tych Polaków, którzy się liczyli w państwie, jako prawdziwi obywatele. Robotników jako takich można było policzyć na palcach, bo i przemysłu nie było, a mieszczanie zwykle rozpierzchli się po dworach i karczmach jako siła równie potraktowana jak chłopstwo. Król!. król jest nam potrzebny na gwałt, wołają coraz głośniej moi rodacy. I to nie jakiś tam chłystek z importu, jak ten cały Henryk Walezy, co to nocą uciekł z powrotem do Francji i do dziś nie wiadomo czy czegoś cennego nie zakosił, bo tu w kraju nie znajdziesz przecież kandydata na tron, choćby to był sam pan prezes, ale prawdziwy władca, jak angielska Elżbieta, holenderska Beatrycze, duńska Małgorzata, albo szwedzka Sylwia. Nam jednak potrzebny jest król, czyli mężczyzna. Historia nas obdarzyła tylko jedną królową Jadwigą, ale i tak szybciej jej berło przejął rosły chłop z Litwy, Władysław nazwiskiem Jagiełło, niżeli fotel premiera Marcinkiewicza Kaczyński. Czy wtedy, czyli za czasów królewskich w Polsce było dobrze wszystkim jej obywatelom. Oczywiście że nie, bo większość pospólstwa nie znała innego życia jak niewolnicza praca na rzecz pana i plebana, którzy to w parze korzystali nie tylko z podatków, różnych dziesięcin, ale też z niewinności córek chłopskich przy okazji tzw. pierwszej nocy. Zatem pragniemy króla jak kania dżdżu, jak zbawienia wiecznego, jak zwolnienia od podatków, jak 500+ na każde dziecko (nie tylko te drugie i następne), jak oglądania Kaczyńskiego w pozie Napoleona na drabince, jak wygranej szóstki w lotto, jak codziennie nowej broszki na lewej piersi pani Szydło, jak powrotu rodaków na łono bogatej ojczyzny. Jest jednak światełko w tunelu by ziściły się nasze, wielu Polaków pragnienia. Oto w dniu 9 listopada br. w Łagiewnikach krakowskich na królewskim fotelu zasiądzie dawno oczekiwany król Polski. Będzie nim Chrystus.
Naprawdę, powiadam wam, nikt inny tylko Chrystus. Już najlepsi stolarze w kraju obmyślają dla Niego należyty fotel tronowy, bo ten historyczny zabrał Wałęsa do swego domu. „Fakty i mity” przypominają nam, że ów dzień będzie zapewne tak wielkim świętem kościelnym i państwowym, że przyćmi dotychczasowe święta 1 Maja, 3 maja, a nawet 8 Marca i w hierarchii świąt stanie obok Bożego Narodzenia, Wielkanocy, no może jeszcze tylko Dnia Żołnierzy Wyklętych. Sen z oczu naszym biskupom spędza tylko wypowiedź ewangeliczna Jezusa, gdy powiadał iż Jego królestwo nie jest z tego świata. Wątpliwości w tym względzie nie rozstrzygnie przecież ani żaden trybunał, ani żadna Komisja Wenecka. By uniknąć owych merytorycznych kłopotów, należy dopowiedzieć sobie, że Polska, to jednak kraj nie z tej ziemi i wszystko gra jak gruźlikowi w piersiach.
PS: przypuszczam, że o etat królowej, czyli asystentki króla ubiegać się powinno kilka niepokalanych pań z Prawa i Sprawiedliwości.

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...