niedziela, 31 maja 2015

TEGO NIE DA SIĘ SKLEIĆ



Już od lat Polskę podzieliliśmy geograficznie i ideologicznie na dwie prawie równe części. Polskę liberalno- lewicową oraz Polskę często nawet skrajnie prawicową. Polskę dla której wartością są adaptowane z UE i krajów o utrwalonej demokracji, wszelkie ustawy służące wolności, postępowi, nauce, słowem nowoczesnemu społeczeństwu. Ta druga część Polski to ludność zamurowana w niechęci do postępu, w niechęci do zdobyczy naukowych świata, w niechęci do laicyzacji państwa.
 
 
Ludność przecietnie mniej wykształcona, bardzo przyklęczna Kościołowi, słowem ludność dewocyjna, oddana całkowicie „władzy” kruchtowej. Pozostaje w opozycji do takich zdobyczy i postępu w nauce, jak In Vitro, aborcji z powodów zdrowotnych matki i dziecka, eutanazji na prośbę cierpiących, antykoncepcji szeroko rozumianej, związków partnerskich, a nawet badań prenatalnych. W tej części kraju jest największe nie tylko bezrobocie, ale też największy wskaźnik zagęszczenia wszelkiego rodzaju wróżbitami i babami zwanymi przez miejscowych szeptuchami,(wiedźmami), które odczyniają krowom mleko, ale też stoją w gotowości do walki z rakiem. Z zawałami nie, ponieważ nigdy nie zdążą do cierpiącego przed jego śmiercią lub karetką pogotowia. Dla nich świat ma sześć tysięcy lat, a niejaki kapłan afrykański może spowodować odrost urwanej przez snopowiązałkę nogi. Zresztą podobną ciemnotę wyznaje odłam ewangelików czyli Zielonoświątkowcy. Komorowski, kandydat na reelekcję prezydencką przegrał wybory m.in. dlatego, że podzielił Polskę na jeszcze inne dwie połowy (może mniej równe), a mianowicie na Polskę racjonalną i radykalną. Mówiąc o "racjonalnej",miał  na myśli PO jako spokojną partię (czyt. „nicnierobienia”). Ta druga to partia wywracająca ustabilizowany porządek, groźna, często bezprawna pod względem konstytucyjnym, czyli PIS. Chociaż zdarza się, że w każdej z obu partii wyzierają twarze i mordy.
 


 
Tak dla przykładu europoseł PIS Cymański, którego trudno posądzić o zamierzone złośliwości jest lubianym przez nie tylko otoczenie Kaczyńskiego. Z kolei była vicepremier Bieńkowska z PO, obecnie pomagier Tuska w Brukseli, ludzi pracujących za mniej niżeli 6 tysięcy złotych nazwała idiotami, w każdym razie jednostkami bardzo ograniczonymi umysłowo, to przykład typowej mordy. Tak wygląda moralność poselska polskich parlamentarzystów, i jak by powiedziała przywołana Bieńkowska: sorry, ale taki mamy klimat.
 
Fotki od góry:
1.Podzieliliśmy ten kraj, pisowski wschód, i peowski zachód.
2.Wiedźma (szeptucha) w akcji.(Podlasie)
3.Czyżby Baba Jaga.Szeptucha. (Podlasie) 

czwartek, 28 maja 2015

CISZA PRZED BURZĄ?

 Wygrani
 
Czy to cisza przed burzą, zastanawiają się Polacy, szczególnie ci niezadowoleni z wyniku wyborów prezydenckich. Ktoś napisał na Facebooku iż oddał z całą premedytacja głos nieważny, bo chciał tylko zaliczyć obowiązek obywatelski. Inni z kolei, że nie mogli z czystym sercem wstać z fotela i udać się do urny, bowiem musieliby wybierać między dżumą i cholerą, a po co się zarażać takimi choróbskami, do tego z pełną świadomością. Przecieki płynące na kilka dni przed finalnym dniem wskazywały na zwycięstwo Dudy, bowiem zmobilizowane hordy rodzinne wschodniej Polski już były gotowe do ostatecznego boju na śmierć i życie z Platformą Obywatelską i jej reprezentantem Bronisławem Komorowskim. Potwierdziły to obliczenia powyborcze, bowiem w wielu miejscowościach tej tzw. polski B, ponad 90% głosujących postawiło krzyżyk przy nazwisku swego kaczego idola. Ci wyborcy byli pompowani bzdurami chorego Macierewicza o zamachu smoleńskim na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę, że o pozostałych pasażerach nieszczęsnego lotu, z przewagą członków PIS i Kościoła nie wspomnę. Nic dla tych wyborców nie znaczą wyniki raportów komisji powypadkowych, choćby ich było nie trzy ale trzydzieści. Pierdoły opowiadane przez „ekspertów” Macierewicza jako wyniki ekspertyz dokonanych na zgniecionych puszkach od piwa były przekonujące i ci przyszli wyborcy Dudy wzięli sobie je do serca jako najprawdziwsze fakty. Jak ślepcy uwierzyli na słowo, tak jak na słowo wierzą w duchy, ukazującą się Matkę Boską na konarach drzew i parapetach, oraz cud w Sokółce, zresztą to ich tereny. Katolicy wybierając Dudę zgotowali piekło nie tylko ateistom, ale też sobie. Bo wszystkim wiadomo, że zasady religijne, które wyznają , mają dotyczyć innych, nie ich. Jak zaczną trafiać do więzień za in vitro i aborcję to może coś trafi do tych zakutych łbów. Ale wtedy będzie już za późno. Mam rozumieć, że żadna kobieta, która głosowała na Dudę, nie miała aborcji, bzdura!, pisze na swoim blogu pani Magdalena Kowalczyk, i dalej: A teraz jeszcze o skutkach – na pewno skończy się to masową emigracją ludzi samodzielnie myślących, ta resztka myślących wyemigruje, a zostanie w Polce ten katolicki elektorat. Obywatele i Obywatelki, jesteśmy w czarnej dupie.
 Przegrani
 
Badania prowadzone przed wyborami wskazywały na zwycięstwo Andrzeja Dudy, bo jakże mogło być inaczej, tym bardziej, że obiecanki ich kandydata były aż tak hojne, opiewały bowiem na ponad 200 miliardów złotych w przypadku ich realizacji. Wygrał bo musiał wygrać mając takich wyborców i kilkadziesiąt tysięcy księży ustawionych przez kurie. A swoją drogą to sztab Komorowskiego się nie popisał, był wymiękły, mało jaskrawy w obiecankach, chociażby tych realnych, był mało konkurencyjny w spotkaniach z Polakami. I chociaż obie debaty telewizyjne kandydatów wypadły na korzyść dla dotychczasowego prezydenta, to jednak w wyniku determinacji Polaków zamieszkałych od Warszawy na wschód musiał przegrać. Nie pomogły fotografie Komorowskiego przyjmującego w każdą niedzielę komunię, pokazywaną w mainstreamowych mediach. Kościół od początku miał swego umiłowanego kandydata, uzgodnionego z Kaczyńskim i jego partią.
Polska po wyborach
Nie wiem jak sobie poradzi Duda z realizacją tych setek obiecanek, (nie mój cyrk i nie moje małpy), jednak trzeba się liczyć z dysharmonią państwa, tego instrumentu dotychczas jako tako zorganizowanego na tle Europy. W samej Platformie zaczynają się odśrodkowe ruchy, które zagrażają nie tylko wynikom październikowych wyborów do parlamentu, bo aplauz dla zwycięzcy i angaż polityczny PIS nie ustanie. Lud pójdzie za ciosem. Rozpoczyna się kaperowanie do PO co bardziej mądrych posłów z rozbitej lewicy. Mam na myśli Kalisza, Olejniczaka oraz Rozenka. Może to i dobrze pod warunkiem, że swoich konserwatystów PO wyśle do kaczej partii Krytycy prześcigają się w oskarżeniach rządzącej partii, nie tylko samego sztabu Komorowskiego, ale wszystkich z premierem Ewą Kopacz włącznie. Dzisiaj, gdy media ogłosiły fakt, że w ciągu tylko ostatniego kwartału rząd zadłużył nasz kraj na następne miliardy złotych i wynosi on obecnie 850 miliardów, resztki wierzących w tę partię zwolenników straciły ochotę na utrzymywanie jej przy władzy. Na co poszły te ciche wydatki rządu, prosty czytelnik nie wie i się nie dowie, ponieważ dostałby pomieszania zmysłów. Prawdopodobnie ze strachu przed przegraną na wynagrodzenia i ewentualne sute odprawy dla tysięcy urzędasów PO ulokowanych nie tylko w instytucjach państwowych, rządzie ale też w terenowych administracjach państwa. Ponadto rząd pokrył rosnący deficyt w kasach wynagrodzeń, rent i emerytur. Najbardziej niekorzystny wybór dla Polski przeżywają ludzie starsi, ale w miarę wykształceni, ci doświadczeni życiem, często emeryci, którzy poznali na przestrzeni swoich lat tamtą siermiężną Polskę, oraz cieszący się z jej powolnych napraw, chociażby przez przynależność do UE. Każdy więc ruch polityczny w kraju jak chociażby ten cofający nasz kraj do średniowiecza ich pognębia. Gdy słychać tu i ówdzie pomruk grzmotów, następuje burza, często katastrofalna.



środa, 27 maja 2015

PONOĆ DUDA CZYNI CUDA


 
Gdybym miał czegoś życzyć nowemu prezydentowi, to nie ukrywam, że życzyłbym mu, żeby budował w Polsce nowe średniowiecze. A moim marzeniem jest, by dziś się ono w Polsce zaczęło”. Tak oto skomentował naczelny Frondy i współpracownik TV Republika, Tomasz Terlikowski wyniki wyborów prezydenckich w Polsce. Jak wiadomo wybory wygrał Andrzej Duda, kandydat Prawa i Sprawiedliwości. Czy w tej sytuacji można się było spodziewać innej wypowiedzi od tegoż działacza katolickiego i dziecioroba?. Nie, bo cóż go obchodzi autorytet państwa na arenie międzynarodowej. Mimo, że w tym kraju się urodził, wychował, wykształcił i zdobył pracę. Okazuje się, że Terlikowskiemu autorytet państwa nie jest potrzebny, nie musi się wstydzić bo nie wyjeżdża często za granicę, może poza Watykanem, a zresztą jeżeli pojawi się gdziekolwiek to po jego aparycji nikt nie rozpozna , że to człek o przekonaniach średniowiecznych. Wstyd natomiast dla naszej telewizji, że go stawia przed kamerami. No cóż, zwierzęta z ZOO, też się pokazuje telewidzom. Red. Terlikowski głupi nie jest, bowiem chełpi się tytułem doktora filozofii, napisał kilka książek o tematyce religijnej, (wiadomo kto je czyta), więc tym bardziej trudno zrozumieć, że lgnie do średniowiecza.
 

 
A tak w ogóle to modły przekonanych w zamach smoleński, ale też autora tych bzdetów, czyli Antka Macierewicza,  jak również w samego Jarosława zostały wysłuchane. Stało się tak jak przez kilkadziesiąt miesięcy (każdego 10- tego), w godzinę katastrofy (czyli ruskiego zamachu) wierni kaczyści błagali: Polskę WOLNĄ racz nam wrócić Panie. Wolną od aborcji, od eutanazji, od in vitro, od homoseksualizmu, od ateizmu, od liberalizmu, od antykoncepcji, od napływu kolorowych, od żydostwa, od ustawy antyprzemocowej w rodzinach. Może jeszcze od czegoś, ale to już tylko oni wiedzą. Są przecie w stałym kontakcie z klerem. I oto stał się cud, prezydentem został ich człowiek, można powiedzieć przybrany „syn” Jarosława co Polskę zbawia. Wśród tych wyśpiewywanych życzeń na pewno nie wymienia się „od pedofilii”, bo wtedy trzeba by naruszyć image ukochanego księdza z parafii, bowiem tego rodzaju „zamiłowania” mają właśnie czarni, nie mylić z Afrykanerami. Nawet nie dopuszczają do świadomości tego, że 60% duchownych jest homoseksualistami. Przecież nie widać skutków tego typu rozrywek bo tyłki maja zakryte koronkowymi bokserkami i sutannami. „DUDOWY” lud przenigdy nie uwierzy w tego typu informacje, mimo że pochodzą z prasy włoskiej i samego Watykanu, bo w homoseksualizmie i pedofilii nie tkwią sami wikarzy. W tych orientacjach seksualnych pławią się wszyscy, od prostych księży, aż po arcybiskupów i kardynałów. Są kraje w których z pedofilią wśród duchownych sobie poradzono. Ludzie tam mają otwarte oczy i mózgi, a współpracując z policją ulokowali w celach więziennych sadystów swoich pociech. Tak się stało m.in. w Belgii, Anglii, Holandii, Danii i Niemczech. Francja w zasadzie nie ma takiego problemu ponieważ obok Szwecji i Czech funkcjonariusze religii występują tam incydentalnie, wręcz cząstkowo. Narody te wybrały całkowitą świeckość i tacy Terlikowscy umarliby tam z głodu, bo kto by chciał zakupić i czytać filozofa o poglądach średniowiecznych. W Polsce żadne cuda natury obyczajowej nie nastąpią jeszcze przez co najmniej kilkanaście, a może i kilkadziesiąt lat.
 

 
Wiadomości napływające z Irlandii, gdzie w toku referendum naród wyraził zgodę na związki małżeńskie osób o odmiennej orientacji seksualnej, w Polsce ludzie przyjęli z obrzydzeniem. Tu i ówdzie swój sąd na ten temat wyrażają pluciem i odczynianiem złego ducha. Na wszelki wypadek być może w kieszeniach noszą czosnek. Wielu zapewne dojdzie do wniosku, że zamieszkałe od pewnego czasu na zielonej wyspie ich dzieci należy ściągnąć, by nie zaraziły się tym trendem, a raczej trądem. Jestem tego pewien. Wschodnia strona Polski, ta strona, która swego czasu głosowała na Wałęsę, a następnie na każdego kandydata prawicy, byle wyznawał orientację pisowską wysłała najwięcej swoich pociech za chlebem na zachód Europy, w tym proporcjonalnie najwięcej właśnie do Irlandii. Aby nie dopuścić do Sodomy i Gomory trzeba ich ściągnąć, bo być może syn albo córka pracuje u geja albo lesbijki, a już nie mówiąc u małżeństwa gejów. Nie wolno dopuścić do tego, by dziecko wybitnie katolickich polskich rodziców sprzątało ich mieszkania, a może i się przyglądało ich seksualnym zachowaniom, choćby nawet przez dziurkę od klucza. Jest to do załatwienia. Mają swojego prezydenta, który spełni im każde życzenie, bo tak obiecał w trakcie kampanii wyborczej. Drzwi Pałacu są dla nich otwarte non stop. Kiedyś jeden z posłów LPR, niejaki Goryszewski z trybuny sejmowej powiedział: "Nie jest ważne czy Polska będzie bogata czy też biedna i może nawet gospodarczo zacofana, ale musi być katolicka."
Wypowiedział to mądry inaczej Henio ponad dziesięć lat temu i widać że kolejne rządy tej zasady się trzymają jak wszy przegniłej koszuli. Problemem jest uchwalenie Ustawy o In Vitro, a co dopiero kalkować wydarzenia z Irlandii, która wyprzedza podobnie katolicki kraj czyli Polskę o przysłowiowe lata świetlne. Tymczasem prezydent elekt i jego małżonka robią porządki w swej krakowskiej chacie, pakując do kartonów niezbędne sprzęty, o książeczkach do nabożeństwa i różańcach nie zapominając, by wszystko to znalazło się na co najmniej 5 lat w warszawskim Pałacu Namiestnikowskim. Co prawda będą mieli od groma służby, ale kto by tam do końca wierzył obcym. Najważniejsze, że wyzwolę się od codziennego słania łóżka, gotowania posiłków, już nie wspominając o zmywaniu naczyń, zapewne myśli elekcyjna pierwsza dama i czule tuli do piersi małżonka, który tytularnie zwie się Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, co podkreślał każdego dnia w trzymiesięcznej kampanii, a gawiedź ze wschodniej Polski a z nią kler sika z radości.
 
Fotki od góry:
1.Dzieciorób Terlikowski.
2.Koscielne owieczki, wyborcy Dudy.
3.Prezes i nawiedzona Marysia z lubuskiego.
4.Goryszewski, przyjaciel Suchockiej i AWS.

poniedziałek, 25 maja 2015

BYŁO, PRZEMINĘŁO

 
No i po wyborach prezydenckich, zwyciężcę znamy. Nie wszyscy wyborcy odetchnęli, bowiem wygrał ten, który Polskę cofnie o kolejne pięć lat, mimo że już bylismy opóźnieni w stosunku do Europy. Inni zadowoleni, że wygrał ich kandydat, wszyscy, że cyrk się skończył i media zaczną się wypełniać bardziej ciekawymi informacjami. W każdym razie myślący Polacy nie są  usatysfakcjonowani, jako że już zanim wrzucali swoje wyborcze kartki do urny wiedzieli, że obaj kandydaci, to zaprzysięgli, umocowani w ideologii kanonicznej gorący katolicy i nie można się spodziewać po żadnym z nich jakowejś europejskiej obyczajowej rewolucji, nie mówiąc już o takiej na jaką zdobyła się (także) katolicka Irlandia. A i nie tylko o sprawy obyczajowe tu chodzi. Tak czy siak mało się zmieni, bo wszystko co było bardziej czytelne, minęło już dwadzieścia pięć lat temu, a mam na myśli tym razem polski, prawdziwy, amatorski sport. Właśnie ten post tamtym herosom polskiego sportu poświęcam,  bo w polityce szykuje się bagno, większość Rodaków w nie wdepnie.
Można by zadać pytanie: czy młody Polak potrafi przykładowo cokolwiek powiedzieć na temat takich ludzi jak Feliks Stamm, Hubert Wagner, albo Kazimierz Górski. No może coś tam słyszał od rodziców albo dziadków. W ich środowisku się o nich nie rozmawia, to temat zbyt wapniacki, częściej o przywódcy kiboli Staruchu, Żylecie stadionowej, no może o rockowych kapelach muzycznych. A przecież my ludzie z „tamtej epoki",prawda ,że złej ustrojowo, epoki braku całkowitej wolności, wiele zawdzięczamy papie Stammowi, ojcu polskiego boksu. Boksu, który przysparzał Polsce dziesiątki medali olimpijskich, w tym wielu złotych. Z potęgą polskiego boksu równać się mogła tylko Kuba, a już mniej nawet USA, ZSRR, Francja czy też Niemcy, o NRD nie mówmy bo to sportowcy utkani chemicznie. Tylko jeden europejczyk, Polak Pietrzykowski godzien był stoczyć finałowy olimpijski bój z Muhammedem Ali.
Podobnie Wagner. Jego wręcz heroiczna praca dała owoce, które zniszczyły w finale mistrzostw świata niepokonaną drużynę siatkarzy ZSRR, wtedy euforia sięgnęła zenitu. Polska tej nocy już nie usnęła z emocji. Z kolei Kazio Górski to prawdziwy ojciec polskiej piłki nożnej. Twórca złotej jedenastki na olimpiadzie w Monachium w 1972 r. Także w Monachium dwa lata później zdobyliśmy wysoką pozycję na mistrzostwach świata, pokonując w finałowym meczu o trzecie miejsce Brazylię. Bardzo mało młodych ludzi słyszało kiedykolwiek o Lubańskim, naszym ówczesnym Ronaldo, o Szarmachu, Deynie, Lacie, Tomaszewskim (dzisiaj pośle) i wielu innych znakomitych piłkarzach, którzy grali tylko dlatego, że nosili orzełki na koszulkach a nie za setki tysięcy złotych, jak to jest dzisiaj, nawet w trzeciorzędnych klubach sportowych, nie tylko piłkarskich. Takie wyniki były możliwe tylko dlatego, że młodzież była za pan brat ze sportem już od szkolnych lat, a mamusie nie pisały próśb o zwolnienie z WF, tylko dlatego, że synuś albo córunia szły do szkoły zmęczeni po wczorajszej dyskotece. Podczas meczów lekkoatletycznych stadiony polskie były wypełnione do ostatniego miejsca, bowiem potęga polskiej ekipy mierzyła się z dobrym skutkiem z najlepszymi w świecie. Poza szkołą sport był obecny w wielu zakładach pracy. Osobiście ostatnie 23 lata przed emeryturą przepracowałem w energetyce. Na tle polskiego przemysłu,  wszystkie zakłady energetyczne należały do bardziej bogatych przedsiębiorstw, szczególnie gdy zostały spółkami Skarbu Państwa, ale nie tylko. Stać było „mój” zakład na finansowanie kultury, w tym teatrów i innych kulturalnych imprez, choćby masowych, ale też klubów sportowych, których założycielami była energetyka. Mój zakład powołał i utrzymywał klub „Energetyk”, pierwszoligowy klub tenisa stołowego, oraz żeglarstwa. Długoletnim prezesem klubu, aż bodajże do emerytury był mój wspaniały kolega, wicedyrektor przedsiębiorstwa, niedawno zmarły Wiesław Szurmiej, o którym pisałem we „Wspomnieniu”.

Oprócz żeglarzy, Zakład wspomagał też innych wodniaków, a mianowicie klub wioślarzy, z którego wielu zawodników po przejściu do bydgoskiego Zawiszy zdobywało właśnie  mistrzostwa olimpijskie. Energetyka toruńska dysponowała doskonałą halą sportową, która służyła wielu szkołom i całemu miastu. Hala wyposażona w dość nowoczesny sprzęt pozwalała na uprawianie innych dyscyplin sportu. Bodajże w roku 1995 zakupiono i dostawiono tam dwa stoły bilardowe do rozgrywek „poola”. Wtedy to zgłosiliśmy do Północnego Okręgu Energetycznego wniosek, by stworzyć ligę bilardową, tym bardziej, że w przedsiębiorstwie znaleziono wielu zapaleńców dość dobrze poczynających sobie w te „klocki”, a też dlatego, że wzorem toruńskiego Zakładu stoły bilardowe zakupywali też inni. Ligę powołano i rozpoczęły się rozgrywki zgodnie z terminarzem, czyli kalendarzem spotkań. Toruń, Gdańsk, Koszalin, Bydgoszcz, Olsztyn i kilka innych zakładów energetyki z powodzeniem prowadziły między sobą bardzo profesjonalne mecze z licznymi kibicami. Uciążliwością były tylko niedzielne podróże na mecze wyjazdowe, li tylko za skromne diety. No ale nic nie było za darmo, tym bardziej satysfakcja z wygranych spotkań i wysoka pozycja w tabeli rozgrywek mistrzowskich.

Byłem jednym z założycieli naszej toruńskiej ekipy, ale też jej zawodnikiem, jako że akurat dobre umiejętności posługiwania się kijem nabyłem w czasie służby wojskowej w klubach oficerskich. Dywagując więc na temat sportu polskiego śmiem twierdzić, że dzisiejszy zawodowy sport (bo tylko taki istnieje), jest niczym innym jak sposobem na zarabianie pieniędzy, często kosztem zdrowia, bo wyczynowe treningi niestety wspomagane przeróżnymi środkami chemicznymi owo zdrowie rujnują w sposób tragiczny. Dzieje się to wyłącznie dla dużych pieniędzy, by się wyhulać, by się urządzić, chociażby kosztem tego co najcenniejsze, czyli zdrowia, by stać się celebrytą, mniej zaś dla wspomnianego wyżej orła na piersi i czystego patriotyzmu. Niech żyje sport, ten prawdziwy, czyli masowy sport amatorski. Gdyby tak wtedy były dzisiejsze Orliki. Gdyby.
 
Fotki od góry:
1.Czy zadba o swoje towarzystwo?.
2.Zbigniew Pietrzykowski, przeciwnik ryngowy Muhammeda Ali.
3.Pomnik Bronisława Malinowskiego, złotego medalisty z Moskwy.
4.Wiesław Szurmiej, prezes klubu Energetyk w Toruniu.
5. Ekipa bilardowa ZE Torun. Drugi z prawej, autor posta.

piątek, 22 maja 2015

CISZA WYBORCZA





Jest piątkowy poranek. Dwa dni przed wyborami i doba przed ciszą wyborczą, ustanowioną przez Państwową Komisję Wyborczą po to, by zatrzymać jazgot kandydatów i ich sztabów. Jazgot płynący z wszystkich mediów, a więc plakatów ulicznych, kanałów telewizyjnych, kanałów radiowych, dzienników prasowych, a nawet portali internetowych. Im bliżej owej ciszy tym jazgot wzmaga się podobnie jak okrutny dźwięk hitlerowskich Junkersów zwanych sztukasami. Samolotów bombardujących obiekty i ludzi. Gdy orkiestra wykonująca utwór muzyczny zbliża się do finału to się powoli wycisza, jakoby melodia zjeżdżała z górki. Tu jest inaczej. Każda godzina przybliżająca ciszę wyborczą wzmaga tenże jazgot reklamowy kandydata na urząd pałacowy. W europejskich zwyczajach jest to pewnego rodzaju ewenement, jako, że nie znam (a powinienem?) innego kraju który by stosował tego rodzaju instytucję. Instytucję ciszy wyborczej. W sobotę przed aktem wyborczym, o zaletach i obiecankach obu kandydatów można teoretycznie gawędzić (możliwie w ciszy) tylko w gronie rodzinnym podczas spotkań przy stole biesiadnym, no ewentualnie wymieniając swoje zdania między sąsiadami przy grillu (nie wiem czy to akurat nie koliduje z prawem stanowionym). Cisza zatem obowiązuje całą nację polską za wyjątkiem kleru. Kler korzystając z ambon inteligentnie potrafi wpleść w „słowo boże” głoszone z ambon, wskazania i swoje chciejstwo pt: kto powinien wygrać wybory. Aby słowo stało się ciałem, zaraz po zgromadzeniach mszalnych, posłuszne masy moherowe udają się do urn, niektórzy wyposażeni w ściągi jak głosować, aby sprostać życzeniom proboszcza, czyli w polskich warunkach na kandydata Prawa i Sprawiedliwości, partii zarządzanej przez Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Rydzyka. Swego czasu, podczas wyborów prezydenckich, gdy kandydowali do Pałacu Wałęsa z Kwaśniewskim zasiadałem w komisji wyborczej. Przy okazji byłem świadkiem zjawiska niebywałego. Otóż za zasłony wchodziły całe grupy moherowe, by zagłosować na Wałęsę. Podobnie zachowywały się grupy siostrzane tzn. grupowe oddawanie głosu przez siostry zakonne. Przy liczeniu okazało się, że siostrzyczki wrzucały głosy całymi garściami, głosy skserowane, poza lokalem wyborczym. Mimo to, jak wiemy, wygrał inteligentny Kwaśniewski mimo, że Wałęsa chciał się z nim podczas debaty telewizyjnej przywitać nogą gdakając przy tym kogucim słowem „kukuryku”. Nic się od tamtego czasu nie zmieniło. Rydzyka, czyli kasiarza i bździocha toruńskiego, polski kler uważa powoli za swego naczelnego guru, jako że wyrzekł on publicznie znamienne, bardzo im pasujące słowa, że katolika, szczególnie w koloratce nie obowiązuje prawo państwowe. Wystarczy się stosować do prawa ewangelicznego, czyli po prostu do słów księży i biskupów. W normalnym państwie tego typu tłusty bździoch natychmiast spotkał by się z reakcją państwa i organów ścigania, ale nie w Polsce, kraju podległym Watykanowi i jego „wysokim”urzędnikom stacjonującym nad Wisłą.

Zatem powiadam wszem i wobec: Cisza wyborcza obowiązuje lud, prosty, posłuszny lud boży, oraz media. Ponieważ kler jest reprezentantem obcego nam państwa, przeto nie musi respektować zarządzeń rządu polskiego, a nawet Konstytucji. O tym doskonale wie większość parlamentarzystów (zresztą wybranych z pomocą czarnych), powtarzających jak mantrę w czasie przysięgi; Tak mi dopomóż Bóg. No i dopomaga. Prawie żaden z nich nie nadaje się do żadnej innej pracy, tym bardziej za 1400 zł netto (chociaż bywa że nadaje się w praktyce rządowej na każde wysokie stanowisko). Dzięki Bogu i klerowi pobiera więc swoje 15 tysięcy złotych pierdząc przez 5 lat w fotel Sejmu, Senatu, lub w radach nadzorczych..

A tak przy okazji: Ja i moja rodzinka zagłosuje w niedzielę mimo wszystko na Bronisława Komorowskiego. Mimo wszystko, tzn mimo jego dewocji, fałszowania historii i przekonań politycznych gloryfikujących tych „wyklętych”, styropianowych kumpli i polowań na dziki, bowiem nie chcę by Zbigniew Ziobro z Mariuszem Kamińskim i Antkiem Macierewiczem, polując na ludzi, o szóstej rano rozwalali ludziom drzwi do mieszkań mając w kieszeni glejt od kaczego przywódcy. Nie chcę by na tematy międzynarodowe Polski wypowiadała się niemota Anna Fotyga i nie chcę by wciskano ludziom ideały w osobach marnego prezydenta Lecha K. i jego „bohaterskiej” śmierci poniesionej w wyniku „zamachu Putina”. Głosuję ze ściśniętym sercem na Komorowskiego.
 
Fotki od góry:
1. Obiecanki, obiecanki.
2. Sukces Kukiza.
3. Średniowieczna plejada polskich gwiazd z Dudowej schedy

wtorek, 19 maja 2015

RECYKLING HISTORII


 
Pod hasłem ZNIEWOLONA HISTORIA dzięki tygodnikowi PRZEGLĄD dotarł do moich i nie tylko moich oczu apel 19 francuskich historyków o zaniechanie polityki historycznej. Apel oczywiście w Polsce, (bo gdzież by indziej) przeszedł bez echa, mimo, że podpisało go wielu naszych wybitnych profesorów historii m.in. pan Karol Modzelewski, pan Krzysztof Pomian, zaś w skali świata tenże apel poparło 1,4 tysiące uczonych. Dla Polski, a szczególnie Polski pisowskiej, choć nie tylko, ten apel to trutka,a potraktowanie jej na poważnie wytrąciło by z rąk obłudne zagrywki i błazenady polityczne na których budowana jest współczesna historia Polski przy pomocy jakże kosztownego dla naszego biednego państwa Instytutu Pamięci Narodowej, obiektów o wielu gmachach wypełnionych setkami skrajnie prawicowymi pracownikami. Samych prokuratorów wałęsa się po zgromadzonych zasobach archiwalnych ponad 120 za ca 10 tysięcy złotych miesięcznie. Apel głosi m.in.: „Oburzeni z powodu mnożących się ingerencji w oceny wydarzeń przeszłości i z powodu rozpraw sądowych przeciw historykom i intelektualistom, uważamy za ważne by przypomnieć następujące zasady”:
 

  • Historia nie jest religią. Historyk nie może akceptować żadnego dogmatu, ani jakiegokolwiek zakazu, nie zna też tabu. Ma prawo przeszkadzać.
  • Historia nie jest moralnością. Rzeczą historyka nie jest ani gloryfikowanie, ani potępianie, historyk ma wyjaśniać.
  • Historia nie jest niewolnicą aktualnych potrzeb względem polityki.
  • Historia nie jest upamiętnianiem. Historyk kieruje się zbiorem wspomnień ludzi, porównuje je, oraz konfrontuje z dokumentami.
  • Historia nie jest przedmiotem prawa, dlatego w żadnym wolnym kraju ani parlamentowi, ani organom sprawiedliwości nie przysługuje prawo do definiowania prawdy, nawet gdy państwu przyświecają dobre zamiary, nie powinno ono prowadzić polityki historycznej.

Wśród wielu cennych wolności, które zawdzięczamy III Rzeczypospolitej, zabrakło jednej: mianowicie wolności dla historii, którą nasze państwo z premedytacją gwałci z przeświadczeniem, iż ten gwałt umacnia sprawowaną władzę, jednocześnie wychowuje młode pokolenia wg obowiązującej religii politycznej.
 

Obserwując naszą politykę, która z zasady jest wyłącznie historycznie wybiórcza wg bieżących potrzeb, rzuca się w oczy szczególnie starszego pokolenia kłamstwo, obłuda i hipokryzja, która polega na wyciszaniu, a nawet wręcz rugowaniu wszystkiego co było związane z:
 

  • wkładem Polaków walczących u boku Armii Czerwonej w wyzwolenie Ojczyzny z jednoczesnym wręcz potępieniem tych żołnierzy, niegdysiejszych ofiar reżimu stalinowskiego, czyli więźniów katowni syberyjskich. Bohaterami zaś dla III RP są ci polscy żołnierze, którzy wyzwalali u boku Andersa Włochy, Anglię, Francję, Belgię i Holandię.
  • gloryfikowaniem tzw. żołnierzy wyklętych, w tym AK, mimo udokumentowanych tysięcy zbrodni popełnionych przez nich na braciach Polakach, którzy pragnęli nowej, sprawiedliwej Ojczyzny.
  • wyciszanie faktu odbudowy Polski, w tym Warszawy ze zniszczeń wojennych przez obywateli, którzy słowo socjalizm pojmowali jako sposób na nowe lepsze życie.
  • wyciszanie faktu likwidacji przez nowy ustrój wręcz powszechnego analfabetyzmu.
  • wyciszanie faktu zbudowania 1000 szkół mimo biedy państwa.
  • wyciszanie faktu braku bezdomności i bezrobocia aż do 1989 roku.
  • zatajanie faktu współudziału Polaków w Holokauście Żydów.

Zniewoleniem historii w Polsce są fakty zamazywania zbrodni ukraińskich dokonywane na Polakach przez OUN i UPA, (120 tysięcy), by nie tracić wątpliwej przyjaźni ze strony władz Kijowa, które zresztą czekają na odzyskanie m.in. polskich Bieszczadów, przy jednoczesnym hołdzie dla ofiar Katynia (4 tysiące), bo to ofiary sowieckie. Pielęgnowanie rocznic przegranych powstań (Warszawskie, Listopadowe, Styczniowe) a jednocześnie milczenie władz w rocznicę zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. To właśnie jest zakłamywaniem historii. To recykling wydarzeń historycznych, tych niewygodnych i mało przydatnych aktualnie rządzącym. O tym właśnie mówi apel francuskich historyków.

Fotki od góry:
1.Błogosławienstwo po polsku
2.Szkoła, jedna z tysiąclatek
3.Żołnierze 1 Armii WP w Berlinie (maj 1945)
4.Pomnik zołnierzy wyklętych w Siedlcach
5.Bezdomni bezrobotni.
6.Polacy, ofiary UPA.




niedziela, 17 maja 2015

PRAWDA

 
Prawda – według klasycznej definicji właściwość sądów polegająca na ich zgodności z faktycznym stanem rzeczy których dotyczą. W potocznym rozumieniu jest to stwierdzenie w formie zdania oznajmiającego, wyrażone o określonym fakcie, tak jak ma, czy miało to miejsce w rzeczywistości. Tyle Wikipedia, podobną definicję słowa prawda znajdziemy w każdym słowniku i prawie każdej encyklopedii. Górale polscy prawdę dzielą wg wypowiedzi księdza Tischnera, ich zmarłego przed kilku laty proboszcza i filozofa, mianowicie, że PRAWDA dzieli się na prawdę jako taką, półprawdę, oraz gówno prawdę.

Najbardziej słowo „prawda” kojarzy mi się z tytułem dziennika prasowego wydawanego przez 70 lat w ZSRR, w którym akurat prawdy trudno było się doszukać, oczywiście poza winietą.(stopką).
Dzisiaj w przeddzień finału drugiej tury wyborów prezydenckich w Polsce, słowo prawda bywa chyba najbardziej zdyskredytowane, zeszmacone i opluskwione. Obaj kandydaci szalejący na ulicach miast w towarzystwie swoich giermków, wzajemnie się opluwają wymyślonymi przez ich partyjne otoczenie przykładami najczęściej wyssanymi z palca, bo walka o władzę i tytuł pierwszej osoby w państwie wiedzie ich na najbardziej kretyńskie pokuszenie, najczęściej nie mające nic wspólnego z moralnością, o prawdzie nie wspominając. Są to uliczne spotkania z mieszkańcami, którzy zadają , mniej lub bardziej przewidywalne pytania kandydatowi oczekując uczciwych odpowiedzi, a otrzymują w gruncie rzeczy te, które mają na celu poprawienie samopoczucia pytającego, bo obaj kandydaci są gotowi werbalnie obiecać wszystko włącznie z uchyleniem furtki do nieba, oraz dużej wygranej w lotto.
Kłam, obiecuj i się milutko uśmiechaj, jeżeli jest możliwość przytul się do jakiegoś dziecka a nawet kaleki. To nic nie kosztuje. Nikt też z twoich obiecanek nie będzie cię rozliczał, podpowiadają sztabowcy kandydatów. W obiecankach musisz przebić konkurenta, jak w pokerze. Tak było zawsze, tak jest teraz, a nawet będzie w przyszłości. Nie mów nic na temat „zamachu smoleńskiego” ani głównego śledczego, czyli Macierewicza, którego tymczasowo przechowam w partyjnej klatce. Twoim zadaniem Andrzejku Dudo jest maczać Komorowskiego w imaginowanym błocie, takim jak WSI, w organizacji SKOKÓW, jego lenistwie etc... Uważaj, ani słowa o jego pobożności, bo byśmy urazili naszych biskupów, u których i my sami mamy konto poparcia, podobnie jak i u księcia dr Rydzyka. To nauki Jarosława Kaczyńskiego, który już przebiera swoimi krótki nóżkami do władzy, bo ma szaloną ochotę na powtórkę Czwartej Rzeczypospolitej. Jego kandydat potrafi obiecać wszystko co głupi naród sobie życzy i dlatego notowania tego hochsztaplera rosną. A jak się cieszą Ziobro z Macierewiczem, który to ma obiecane wyściełane krzesło w Pałacu u podnóżka Dudy na stanowisku szefa bezpieczeństwa narodowego, a i Ziobro byłby uratowany przed Trybunałem Stanu, dokąd rozlazła PO wysyła go nieudolnie od kilku lat. Takiej radości nawet najlepsi kabareciarze z Pietrzakiem na czele nie potrafią wykrzesać. Ludziska już odczuwają lepsze samopoczucie, bo to i podatki mają być dużo niższe i zarobki dużo wyższe i dodatki na dzieci ewidentnie duże i krócej się będzie pracować do emerytury i wartość franków w których Polacy są zadłużeni też odpowiednio wyceniona na ich korzyść i znikną umowy śmieciowe i unieważni się ratyfikowaną przez Komorowskiego konwencję dot. przemocy jak życzy sobie kler, , no i będzie ewidentnie większa kwota którą można odpisać od podatku, a w końcu i niebo będzie jaśniejsze. Gdy znajdzie się ktoś odważny i zapyta go skąd weźmie na to wszystko fundusze, wtedy odwraca się i idzie dalej, udając głuchotę. Ależ ten naród naiwny i wprost dziecinnie głupi, aby łykać podobne „prawdy” gówniane prawdy.. Z kolei drugi z kandydatów, czyli aktualny prezydent potrafi z dnia na dzień zmieniać treści swoich „reklam”. Jednego dnia wyśmiewa Kukiza, który zgłosił JOW (jednomandatowe okręgi wyborcze) jakoby sposób na uzdrowienie parlamentu, by na dzień następny, a konkretnie po ogłoszeniu wyników wyborów pierwszej tury (gdy Kukiz uzyskał aż 20% głosów) zmienić swoje zdanie i wyrazić gotowość na ogłoszenie w tej sprawie referendum, przed którym bronił się przez pięć lat. Uśmiechy do Kukiza, by w drugiej turze mogli zyskać głosy jego wyborców są żenujące. Ludziska bardziej wykształceni i nieco myślący śmieją się z takich zachowań, a działacze PIS odpłatnie podsyłają swoich cwaniaczków na ulicę, którzy w świetle kamer mają zadawać bardzo kłopotliwe pytania konkurentowi, pytania na które nie ma dobrych odpowiedzi. Takie świństwa oczywiście może tylko PIS robić. To partia bez honoru i bez czci a nawet moralności. Dodatkowo w telewizji publicznej, tej która powinna być jak najbardziej obiektywna, redaktorzyna z PIS, słynny z nienawiści do każdego spoza kaczej partii Jan Pospieszalski, z którym podobno „Warto Rozmawiać” w swoim programie „Bliżej”, przy pomocy specjalnie zaproszonych swoich ludzi (gości) ośmiesza aktualnego prezydenta, wmawiając mu właśnie m.in. autorstwo WSI i przychylność dla SKOKÓW. Ponadto ponoć Komorowski miał coś wspólnego ze sprawą dot. zabójstwa Olewnika, w tym sensie, że olał wyjaśnienie sprawy.

A przecież wiadomo ,że prezydentowi nie wolno wtrącać się do dociekań, nad którymi pochyliła się już prokuratura. Są to oczywiście same oszczerstwa i pospolite kłamstwa. Czyli w kategorii prawd ta trzecia, gówniana. Fakt, panu Komorowskiemu można by wiele zarzucić, o czym wielokrotnie na moim blogu pisałem, a nawet się za niego wstydziłem, np. za brak ogłady towarzyskiej, braki w ortografii, brak dobrych zachowań w innych kulturach, ale nigdy nie potrafię zaakceptować chuligaństwa uprawianego przez Dudę i jego ludzi. Zanosi się jednak ( a piszę w dniu 16.maja) na zwycięstwo wyborcze Dudy. Takie są notowania w badaniach jego popularności na ten dzień. Jego zwycięstwo w wyborach prezydenckich jednocześnie przybliża powrót PIS do władzy w wyborach parlamentarnych. Myślę jednak, iż znając zarozumiałość Kaczyńskiego, chyba nie bardzo byłby on uradowany ostatecznym zwycięstwem swego młodego człowieka, bo gdyby jednocześnie PIS wygrał jesienią wybory do Sejmu, to Kaczor zasiadł by ponownie na fotelu premiera (przecież on by nie podarował tej fuchy) i musiałby skłaniać głowę u Dudy pod żyrandolem, a to nie przystoi temu człowieczkowi, oj nie. Co innego przed bratem, „poległym” Lechem. Prezydent to jednocześnie zwierzchnik Sił Zbrojnych i jest odpowiedzialny za politykę zagraniczną państwa. W tym wypadku pan Komorowski bije swego konkurenta na przysłowiowy łeb. Ma doświadczenie, ponieważ był ministrem obrony narodowej, a podległym pilotom kazał latać na drzwiach od stodoły. To taka dygresja.
 

Reasumując, przy takich okazjach jak chociażby wybory, prawda zbyt daleko nie odbiega od kłamstwa. Subtelna różnica jest tylko w interpretacji. Najczęściej okazuje się, że do obu terminów śmiało można dodać brzydkie słowo tischnerowskie, czyli gówno. Na koniec powróćmy na moment do encyklopedycznej definicji słowa prawda: Otóż spotyka się taką jeszcze ale tylko szczątkowo. Podobnie jak tygrys syberyjski, jest ona jakby na wymarciu.

Fotki od góry:
1.Kaczor wyrzuca krawaty dla swego bezpieczeństwa.
2.Full bajer, dosłownie.
3.Demony IV RP
4.Uchowaj Boże, wołają co mądrzejsi.

Pozostałe posty na www.abrozar.pl


piątek, 15 maja 2015

WPADNIJ DO MNIE TO POGADAMY

Wpadnij do mnie, do Pałacu to pogadamy, gdy już na mnie zagłosujesz, a ja zostanę prezydentem. Tak mniej więcej wyglądała kilkusekundowa rozmowa kandydata na URZĄD Andrzeja Dudy z napotkanymi potencjalnymi wyborcami, którzy korzystając z okazji chcieli sobie cokolwiek, mówiąc kolokwialnie, załatwić. Nie tylko z Dudą. Podobnie wyglądają rozmowy z urzędującym aktualnie prezydentem, co to namawia ludzi, których trapią kłopoty, by do niego pisali listy z dramatycznymi prośbami. Wtedy on słyszy od nich słowa: Panie prezydencie, ale ja już wysłałam do pan takich listów co najmniej pięć i na żaden nie otrzymałam odpowiedzi. Znaczy to, że pan ich nie czyta. Pan je poleca swoim ludziom wrzucać do niszczarki (bo to dość twardy papier i do podcierania hrabiowskiej, myśliwskiej pupy się nie nadaje). Telewizja oczywiście tylko przypadkiem pokazuje owe momenty dialogu zakłopotanych ludzi z kandydatami na URZĄD. Dziennikarze robią co tylko mogą by pokazać ścigających się o głosy z jak najlepszej strony, szczególnie zaś pana Komorowskiego, aczkolwiek nie zawsze im się to udaje. Smutna, beznadziejna, a nawet spowita złością twarz małżeństwa Komorowskich podczas ogłaszania wyników wstępnych pierwszej tury wyborów mówiła wszystko. Okazuje się, że to jakieś szaleństwo narodu. Przecież państwo Komorowscy nawet w myślał nie dopuszczali możliwości przegranej. Wywodzą się bowiem z Platformy Obywatelskiej, a ta jest niezwyciężona, bowiem zabezpiecza nasz ukochany kraj przed Kaczyńskim i jego hordą mściwych Ziobrów, chorego psychicznie Macierewicza, którego twarz ukryto na czas kampanii, Kamińskich i setek im podobnych. Tak, jest to ważki argument i dlatego przez osiem lat tysiące członków tej najszlachetniejszej ze szlachetnych partii mogli leżeć bykiem pobierając wysokie pensje z wysokich stanowisk nie tylko w administracji państwowej i terenowej, ale także w spółkach Skarbu Państwa. Nagle okazuje się, że trzeba się obudzić z pięknego snu. Snu, do którego byli ululani przyjaznymi głosami pani Pochanke z mężem, pana Durczoka z koleżankami, pani Paradowskiej z jej puszką, pani Olejnik ze swoja kropką i wielu innymi, chwalącymi się etatami z łaski PO, czyli TVN, TVN24 czy też TVP, o stacjach radiowych nie wspomnę, bowiem największe przebicie propagandowe ma telewizja.
Wszystko, dosłownie wszystko, zespoły dziennikarskie tych stacji robiły by poniżyć kandydatów szeroko pojętej lewicy z panią Ogórek na czele i przy okazji zniszczyć do końca Millera z jego SLD, przypominając że są to jego ostatnie oddechy. Oddechy człowieka umierającego na własne życzenie, tak jakby oni nie przykładali propagandowej rączki do tej politycznej śmierci byłego premiera, któremu akurat się udało po śmierci AWS załatać 90 miliardową dziurę budżetową, zmniejszyć ewidentnie bezrobocie, powstrzymać inflację i podnieść ewidentnie PKB, a wszystko kosztem roztrwonienia ponad 40% popularności swej partii. Stało się. Trudno, taka jest polityka i tak wyglądają skutki kłów opozycji. Tym razem Miller, jako podstarzały mężczyzna uległ urokowi zgrabnej i ładnej, a ponadto z tytułem doktora dziewczyny z warzywnym nazwiskiem Ogórek. Zapach i smak ogórka, szczególnie bezpośrednio zerwanego z krzaka pobudza apetyt i chęć posiadania, wystarczy trochę posolić. Z tego to też eufemistycznie pojętego skojarzenia, bo nie wierzę, że z innego powodu, pani dr Magdalena Ogórek chyba zaistniała w polityce pana Millera. Okazało się, że wyszedł z tego planu czysty oksymoron, jako że planowane szczęście zapachniało goryczą.
Ten ogórek nie jest świeży. To bardzo przekwaszone warzywo, tym bardziej, że ono jak tylko mogło, alienowało się od lewicy, twierdząc że stała się nagle kandydatką niezależną. Od koga ja się pytam, od partii która ją finansowała?, od męża z którym ma ponoć prawnicze kłopoty?, od świeckości państwa o czym nie rzekła ani słowa, jako historyczka Kościoła, a do którego lgnęła w słowach i czynach nie zawsze eleganckich. Na groby ofiar katastrofy smoleńskiej na Powązkach, ponoć kandydatka lewicy przyszła w sukieneczce jakby prosto z dyskoteki, czyniąc demonstracyjnie jak polscy sportowcy znaki krzyża. Przeciwnicy wiadomych stacji to uchwycili. Mieli temat do permanentnego pognębiania Millera i jego partii. Nie dziwię się. Taka jest polityka. Na kogo więc miały głosować te miliony ludzi o przekonaniach lewicowych?, no na kogo. No chyba nie na Dudę, którego maskę przywdział Jarosław Kaczyński, chyba nie na Komorowskiego, który przez pięć lat ograniczał się do przypinania orderów i medali żyjącym „żołnierzom wyklętym” i kumplom z solidarności, a w międzyczasie przesiadywał w kościołach pomimo, że miał pod ręką w Pałacu kaplicę i zatrudnionego spowiednika. Wielu wyborców zgrzytając zębami oddało w końcu swój głos na Kukiza, średniej klasy muzyka i przyjaciela kiboli. I chociaż on nie dostał się do drugiej tury zajmując trzecie miejsce z 20% głosów, to w chwili obecnej jest tym do którego z żenadą ślinią się ci dwaj finaliści czyli Duda i Komorowski, by oddał im głosy swoich wyborców. Pajacuje więc Kukiz wzywając ich do Lubina na dysputy przedfinałowe w atmosferze wręcz stadionowej, gdzie obaj by na pewno spotkali się z ośmieszeniem przez fanów tego piosenkarza, a może i rozróbą kibolską, bowiem w takim towarzystwie trudno o kulturę, szczególnie polityczną. Tak czy owak, ta druga tura wyborów pozwala na dokładniejsze przyjrzenie się obu kandydatom niezależnie od ich prezentacji w telewizji.
Tak na moją ocenę, to żaden z nich nie powinien reprezentować narodu pod żyrandolem pałacowym. Są tymi, którym zależy zbyt mocno na osobistym dobrobycie, szeroko pojętej rodziny i porządnej emeryturze. Ja bym tam widział wyłącznie naukowca o dużym dorobku politycznym, najlepiej prawnika, w średnim wieku, albo kogoś z długim stażem i dyplomatycznym doświadczeniem, znającym obce języki, przykładowo pana Stanisława Cioska, albo panią profesor Ewę Łętowską. Kłopot w tym, że trudno ich namówić na start w wyborach.
 
Fotki od góry:
1.Gdzie jest Macierewicz, ekspert od katastrof lotniczych.
2.Dyda i alegoria kandydata.
3.Obowiązki prezydenta Rzeczypospolitej.
4.Błaganie.

wtorek, 12 maja 2015

SIEDEM TYSIĘCY KM OD WARSZAWY


Wiedziony poniższym odczytem zainteresowania moim blogiem zauważyłem, że miejscem zamieszkania większości czytelników poszczególnych postów jest głęboka syberyjska Rosja. Miejscowości rozrzucone gdzieś tam za Uralem, czyli daleko od Europy. To Polacy, prawdopodobnie, a nawet na pewno, którzy wyrośli z korzeni zesłańców polskich po 1863 roku, czyli po Powstaniu Styczniowym, albo potomkowie łagierników, którym szczęście dopisało na tyle, iż fascynacja klimatem, przyrodą i bezkresnym obszarem utkanym tajgą, dziką fauną, ewentualnie możliwością badań naukowych odebrała ochotę na powrót do umiarkowanego klimatycznie kraju nad Wisłą. Niewykluczona jest też napływowa współcześnie nacja Polaków zainteresowanych egzotyką. Ta społeczność polskojęzyczna, z której wywodzili się przed laty polscy naukowcy i podróżnicy dzisiaj może być dumna ze swej krwi, często już bardzo wymieszanej z rosyjską, nie mniej jednak słowiańską, bowiem większość odkrywców „dzikiej Syberii” to Polacy : Czerski, Czekanowski, Dybowski, Karpiński, Godlewski i wielu, wielu innych. Od jakiegoś czasu widzę, dzięki rejestrowi (w tytule), że suma czytelników z Polski, Europy i nie tylko, jest mniejsza niżeli ilość zainteresowanych, zamieszkałych na Syberii. Ponieważ jednak jestem też niejako fascynatem Rosji, a szczególnie Syberii (po moim Ojcu), przeto tym bardziej każdy odgłos z okolic koła podbiegunowego brzmi w moim sercu melodyjnie. Ojciec, całymi dniami ciężko pracujący, wieczorami rozkładał przed oczami permanentnie atlasy, globus i inne geograficzne ilustracje, by wciąż analizować geografię Wielkiej Rosji, szczególnie jej obszary syberyjskie. Jako były Akowiec nie miał szans za życia na osobistą podróż koleją Transsyberyjską. Jak już swego czasu pisałem, mnie się udało częściowo zwiedzić Rosję w ramach blisko miesięcznej wycieczki orbisowskiej począwszy od Moskwy, poprzez Petersburg, Tbilisi, Erewań, Soczi, Taszkient aż do Irkucka. I tylko tyle, bo to kosztuje i czasu i pieniędzy. Zobaczyłem obok komunistycznej biedy i zacofania gospodarczego również piękną Rosję. (wtedy ZSRR). Chociażby wspaniały wystrój moskiewskiego metra, pałace carskie w i wokół Petersburga, zbudowanego podobnie jak Wenecja na wyspach, śliczne arabskie mozaiki w Taszkiencie, oraz starorosyjskie (obok nowoczesnego) budowle w milionowym Irkucku. Co ważne na każdym kroku spotykałem się z prawdziwą, szczerą do bólu gościnnością i otwartym sercem dla innostrańców. Dlatego dzisiaj, gdy zerkam na internetowych przyjaciół zza Uralu jest mi niezmiernie miło. Korzystając z okazji jeszcze raz serdecznie Was moi Rodacy pozdrawiam i po przyjacielsku ściskam na niedźwiedzia, z którym to obok tygrysów syberyjskich żyjecie w symbiozie. Niech Wam ta rosyjska, i nade wszystko słowiańska ziemia sprzyja w każdym dniu, miesiącu, roku i przez całe życie. Jednocześnie chcę przy okazji wyrazić żal, że stosunki polsko-rosyjskie nasze władze potrafiły zepsuć do tego stopnia, iż Rosja Polskę uważa za największego wroga. Tego chyba nigdy nie potrafię zrozumieć.
    Http://www.histats.com/viewstats/sid=740179&act=10

Fotki od góry:
1.W gościnie u Polonii syberyjskiej
2.Typowy pejzaż syberyjski
Wcześniejsze posty na www.abrozar.pl


poniedziałek, 11 maja 2015

MEMORY



 
W poprzednim poście, pisząc o stosunku Rosjan i Ukraińców do naszych rodaków, zamieszkałych na wschodnich rubieżach przedwojennej Polski, porównałem zbrodnię katyńską dokonaną przez sowieckie NKWD do rzezi wołyńskiej, wskazując na nieporównywalny rozmiar w ilości ofiar. Można by odczytać, że w stosunku do 130 tysięcy zamordowanych Polaków siekierami, piłami i innymi narzędziami prostymi, te 4 tysiące zastrzelonych z pistoletu w tył głowy w Katyniu to po prostu mały pikuś. Otóż to nie tylko statystyka, która wskazuje na rozmiar dramatu, wydawało by się wielu z nas. Czytelnik wypełniony skarbem jakim jest empatia i gotowość do potępienia każdej zbrodni nie akceptuje w świadomości podobne statystyczne porównanie, bowiem dla niego każda zbrodnia, nawet pojedynczego człowieka, tym bardziej niewinnego jest ohydnym czynem. Jakże mądre żydowskie powiedzenie, iż uratowanie jednego człowieka jest uratowaniem całego świata, choć filozoficzne, ale słuszne i sprawiedliwe, szczególnie w odniesieniu do owej uratowanej istoty.
Bo akurat świat tej istoty został zachowany, a więc uratowany. Naszym obowiązkiem, żywych, jest zachowanie w pamięci wszystkiego, co zda się wykorzystać ku mądrości pozwalającej na zachowanie pokoju między sąsiadami a nawet narodami, niezależnie od wyznawanej wiary, orientacji seksualnej, światopoglądu, koloru skóry i innych różnic. Ku temu powinna służyć pamięć narodów. Nie wolno nam jej zamazywać instrumentalnie dla politycznych albo materialnych korzyści określonych grup społecznych, z czym oczywiście spotykamy się dzisiaj na siłę budując nienawiść do Rosjan i jednocześnie poprzez mainstreamowe media wymazując z świadomości Polaków okrutne krzywdy doznane ze strony ukraińskich nacjonalistów, których potomkowie dzisiaj zasiadają w kijowskim rządzie. Czynimy to z obłudnym przeświadczeniem, że w ten sposób dołączamy do „swoich”, czyli tych co razem z nami nienawidzą Rosjan, a jednocześnie da się z pamięci rodaków wymazać wszystko to, co zakłóca ową ohydną politykę polskiego parlamentu i władz państwowych. Aliści władza powinna wiedzieć, że nie tylko słowa pisane się zachowują mimo ich ograniczonego druku i nakładów. Zachowują się też w pamięci osób pojedynczych, środowiskach społecznych, a nawet w całych narodach. Poprzez pamięć i przekazywaną wiedzę z pokolenia na pokolenie utrwala się historia, choćby nie do końca będąca egzegezą źródła, co widać chociażby w publikacjach biblijnych. Wiadomo wszak, że Nowy Testament został spisany trzysta lat po śmierci Chrystusa na podstawie fragmentarycznie przekazywanych wieści z pokolenia na pokolenie, choć z dużą aberracją od rzeczywistych faktów, w końcu to trzysta lat, faktycznie niepiśmiennych pokoleń, a przeżyło ich aż dwanaście licząc cztery pokolenia na sto lat.
Wiadomo też, że w owych czasach ludzie żyli dużo krócej niżeli dzisiaj. Fakty, ubrane w miarę koherentne bajki i inne dopowiedzenia autorskie pozwoliły stworzyć poparcie dla decyzji cesarza Konstantyna, właśnie w IV wieku n. e., który ujarzmił chrześcijańskim zbrojnym orężem w ciągu następnych wieków całą Europę. Dzisiaj się próbuje dla celów politycznie „uzasadnionych” wyciszać pisaną, a nie wygodną historię naszego narodu, ale pozostanie pamięć. Mądra, sprawdzona, a nadto ceniona w każdym narodzie poprzez wieki pamięć. Istnieje łacińska sentencja (chyba z Cycerona) : Thesaurus omnium rerum est memoria.,co się tłumaczy: Skarbcem wszechwiedzy jest pamięć. Pamięć przynajmniej spokrewniona z prawdą. Prawda was wyzwoli krzyczą biskupi, którzy to sami są najbardziej winni zakłamywaniu historii i niewygodnych Kościołowi faktów w całej jego historii.

I to by było na tyle. Powtórzę zatem o co mi chodzi. Nie chodzi mi o statystykę, która zbrodnia winna znaleźć się i w jakiej kolejności na historycznym podium. Każda ofiara zbrodni pozbawienia życia powinna być jednako zakodowana w pamięci. I ten Żyd z Holokaustu i ten polski oficer z Katynia, ale też ten prosty chłop z Wołynia i Podola rozcięty siekierą. Boję się jednak, że Polacy mają dobrą... ale krótką pamięć. Widzę to już po wynikach pierwszej tury wyborów prezydenckich 2015.
 
Fotki od góry:
1.Wywózki Polaków na Sybir
2.Moderatorzy polscy koscielnej i nie tylko prawdy.
3.Wciskane kłamstwo dziecku i reakcja matki.
Poprzednie posty na www.abrozar.pl

piątek, 8 maja 2015

KRÓCIUTKIE NÓŻKI

Świat obchodzi siedemdziesiątą rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. Kto obchodzi?. Świat, (poza Polską). Dla nas druga wojna skończyła się dopiero w 1989 r. i trwała lat blisko 50. Takimi bredniami posługuje się polska prawica, która znalazła sobie nowego brata za oceanem, porzuciwszy dotychczasowe "pokrewieństwo" z Rosją. Co na to powiedzą następne pokolenia, to już inna sprawa. Prof. Jerzy Vetulani z PAN powiada: „Futurologia służy głównie do tego, by przyszłe pokolenia mogły się śmiać z poprzednich”. I to właśnie nam grozi. Piłsudski za życia był przez całe odłamy prawicowe znienawidzony. Grożono mu zamachem na jego życie. Jednak w jego imieniu zginął Narutowicz. Dzisiaj Piłsudski razem z Dmowskim stawiani są przez współczesną prawicę na piedestał naszej „najlepszej” historii. Podobnie jest z doborem owych sojuszników, (zwanych braćmi), zgodnie z porzekadłem: zamienił stryjek siekierkę na kijek. Sztucznie wyhodowana nienawiść do Rosji i Rosjan prędzej czy później sprowadzi na nasz kraj nieszczęście jakiego nigdy w swojej historii Polacy nie doznali. Nakręcanie sprężyny nienawiści do sąsiadów, z którymi łączą nas wspólne losy, przy jednoczesnym zacieśnianiem jednostronnej przyjaźni z wrogiem, jakim od wielu stuleci dla Polski była Ukraina, wpycha Polaków w jakże słuszną nazwę polonobanderowców. A fałsz i kłamstwa mają króciutkie nóżki.
Świat, (oprócz Polaków) wie, że wojnę z Trzecią Rzeszą wygrała armia Związku Radzieckiego, czy to się prawicy podoba czy też nie. Twierdzenie imć pana ministra Schetyny, że jest świadkiem (chyba go jeszcze nie było na świecie) wyzwalania obozu Auschwitz- Birkenau przez Ukrainę zakrawa na konieczność natychmiastowego leczenia psychiatrycznego, oraz powtórnego zdawania podstawowych egzaminów z historii, której jest ponoć absolwentem. To przykład polonobanderowca, jak powiada profesor Bronisław Łagowski. Świat wie (oprócz Polski), że ponad 80% żołnierzy Wermachtu zginęło z rąk żołnierzy Armii Czerwonej, u boku których walczyła I Dywizja im. Tadeusza Kościuszki ubrana w polskie mundury z orzełkiem na czapkach. Tymczasem Polacy walczący u boku Anglików musieli przywdziać ich umundurowanie. Świat wie (oprócz Polski), że Drugi Front na Zachodzie utworzono dopiero po rozbiciu Niemców pod Stalingradem i Kurskiem. W tej sytuacji prawdopodobnie Rosjanie by sami wygrali tę wojnę, oczywiście z dużo większymi stratami ludzkimi. Dzisiaj żołnierze polscy walczący na wschodzie są w kraju poniewierani jako wojsko polskojęzyczne.
A przecież składało się prawie wyłącznie z katorżników syberyjskich łagrów. „Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości,” powiadał Józef Piłsudski, obok którego pochowaliście swojego współczesnego idola, beznadziejnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Świat wie, (oprócz Polaków), że w defiladzie poświęconej zwycięzcom wojny w Moskwie wzięli udział polscy generałowie i żołnierze. Natomiast w defiladzie londyńskiej Polaków zabrakło. Zabrakło pancerniaków od Maczka, pilotów od Skalskiego, innych żołnierzy Andersa et caetera. Generałowie i wyżsi oficerowie po wojnie, aby doczekać emerytury zatrudniali się na stanowiskach barmanów i ochroniarzy. Rozczarowani, zastraszeni polskim komunizmem popadali w smutną nicość. Świat wie, (prócz Polaków), że na Reichstagu zawisła 8 maja 1945r, obok flagi sowieckiej flaga biało czerwona. Zawiesili ją właśnie polscy Kościuszkowcy. Nie Amerykanie, nie Anglicy, ani żaden inny żołnierz koalicyjny, a Polacy, którzy przyszli ze Wschodu po drodze wyzwolili swoją ojczyznę. Świat wie (oprócz Polski), że w natarciu na Berlin wzięło udział ponad 100 tysięcy Polaków, z których zginęło kilkanaście tysięcy. Podczas wyzwalania Polski Armia Czerwona straciła blisko 600 tysięcy swoich żołnierzy. Ziemia polska jest usiana ich mogiłami. Dzisiaj słowo wyzwolenie zastępuje się słowem wkroczenie, a nawet twierdzi się, że naród polski dostał się pod sowiecką okupację. Jeżeli nawet tak, to za przyzwoleniem Churchilla i Roosevelta (patrz Jałta). Dzisiaj mamy do czynienia z relatywizacją zbrodni hitlerowskich na Polakach (6 milionów naszych obywateli poniosło, najczęściej męczeńską śmierć) i jednocześnie uwypuklanie i eksponowaniem ponad miarę cierpienia doznane od Sowietów. Katyń, a nie zbrodnia Wołyńska tkwi nieuleczalnie w świadomości naszej prawicy, tyle że zbrodnia zbrodni nierówna. Nieporównywalna jest przecież liczba zabitych w Katyniu (ok. 4 tysiące uśmierconych strzałem w głowę), z ludobójstwem wołyńskim (130 tysięcy zamordowanych mężczyzn, kobiet i dzieci siekierami i piłami). Polonobanderyzm dzisiaj przemilcza ustanowienie na Ukrainie święta na rzecz chwały UPA i OUN. Przemilcza też to, że Ukraina mimo naszej łaskawości nadal stosuje wobec Polski embargo na polski eksport mięsa i płodów rolnych, czyli jakoby przestrzega putinowskich „ukazów”. Przemilcza ukraińskie aspiracje do polskich wschodnich terenów położonych w Bieszczadach i na sądecczyźnie.

Do końca spsiała nasza polska polityka. Na „złość babci” organizujemy obchody zakończenia wojny w miejscu gdzie ona się zaczęła, czyli na Westerplatte, byle nie w Moskwie. Jakże żenującym posunięciem naszych władz było zatrzymanie kilkunastu motocyklistów, udających się na groby swoich rodaków, groby rozrzucone na połowie Europy. Taka jest mentalność potomków polskiej szlachty. Głupiej, ubogiej, rozmodlonej i ze zbutwiałym rozumem. Sam prezydent Komorowski, a jakże potomek hrabiów jakiś tam, w swoich wypowiedziach unika jak diabeł święconej wody słów, które by nawiązywały do wyzwolenia Polski przez Armię Czerwoną, a przecież Kreml nie musi niczego udowadniać wam polska prawico. Prezydent powinien postąpić zgodnie ze słowami pana Bartoszewskiego, który przecież był dla was idolem: „Jeżeli nie wiesz jak się zachować, to na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie.” Rosjanie i narody ówczesnego ZSRR to główni bohaterowie zmagań z III Rzeszą, którzy wnieśli największy wkład w jej rozgromienie. Dodać trzeba, że gdyby nie powstał drugi front, to wojna by potrwała nieco dłużej, ale sama Armia Czerwona by tę hydrę dobiła nie tylko w Berlinie, ale w całej Europie. Tylko strach przed komunizmem spowodował, że Churchill i Roosevelt zmobilizowali się do walki z Niemcami. Po siedemdziesięciu latach można już otwarcie mówić jak wyglądała prawda polityczna, bez niepotrzebnych zahamowań i bojaźni. Wieczna Chwała Wyzwolicielom Europy z obu stron Łaby.
 
Obrazki od góry:
1. Pomnik w hołdzie zolnierzom 1 Armii WP.
2. W drodze na front.
3.Odznaka zolnierzy 1 Dywizji im Tadeusza Kosciuszki.
4. Podpisanie aktu kapitulacji III Rzeszy.

Poprzednie posty na www.abrozar.pl

wtorek, 5 maja 2015

FRANCUZI BEZ ŚWIĘTYCH POMNIKÓW


Francjo, najstarsza córko Kościoła!!! Tymi słowy papież Jan Paweł witał kilka tysięcy wiernych podczas swej wizyty w kraju dumnych Francuzów a było tak:
 
 
Gdy w 1980 roku, Jan Paweł II w pierwszej, apostolskiej podróży do Francji pytał: „Francjo, najstarsza córko Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem”, wielu Francuzów nie zniosło krytyki i wystąpiło do swych parafii o dokonanie, na podstawie ustawy, adnotacji, że nie są już katolikami. Kolejna wizyta Jana Pawła II we Francji w 1996 roku, na obchodach 1500-lecia „chrztu Francji”, wywołała sprzeciw wobec uczestnictwa instytucji państwowych w uroczystości o charakterze religijnym, a gdy rada miasta Reims ogłosiła plany pokrycia kosztów budowy podium dla papieża, jedna z organizacji doprowadziła do sądowego unieważnienia tej decyzji jako sprzecznej z konstytucją. Zaś na jednym z francuskich kościołów, obok chałupniczo zrobionej bomby znaleziono napis: „W imię papieża, bum!”....Boże nieistniejący, co za piekło!.
Quo vadis Francjo, wołał papież Wojtyła, wizytując ten kraj następnym razem. Za każdą swą wizytą zastawał bowiem w powitalnych ukłonach coraz mniej wiernych, oraz przedstawicieli władz o coraz niższej randze. Zafrasował się, bo akurat w tym na wskroś i absolutnie świeckim kraju nikt przywódcę Kościoła katolickiego i szefa Watykanu nie całuje po rękach, ani nawet nie przyjmuje pozycji przyklęcznej, do czego papieże, poza współczesnym Franciszkiem byli przywiązani jak do picia wina podczas sprawowania eucharystii. Dla papieży pozytywnym wzorcem do naśladownictwa dla wszystkich wiernych w świecie byli niewątpliwie Polacy, Meksykanie i Filipińczycy, jak i ich przywódcy. Starający się o prezydenturę niejaki Krzaklewski Maryś mu było, (AWS), w czasie audiencji u papieża Wojtyły klęczał na obu kolanach, po czym chwycił w obie dłonie ręce papieskie i całował je na przemian, podobnie jak pijak gorąco błagający żonę o przebaczenie za zdradę z pobliską prostytutką.
 
 
Tak zachowują się polscy (z nazwy) katolicy, oraz przedstawiciele władz począwszy od sołectwa aż do prezydenta państwa. To fanatycy religijni, w większości nie znający podstaw swojej religii, często schizofrenicy, dla których 1000 pomników Jana Pawła II to wciąż mało. Za cenę własnego ubóstwa gotowi oddać swoje dochody w czapkę (biret) kapłański. W takim państwie usunięcie pomnika papieskiego mogłoby doprowadzić do rebelii o niewyobrażalnych następstwach, bo Polska karmiąc milionami Kościół księdza Oko i ojca Rydzyka nigdy się nie doczeka rewolucji „francuskiej” która to raz na zawsze ustawiła swoich biskupów w należnym szeregu, dzięki czemu pierwszy lepszy sąd mógł zarządzić usunięcie pomnika osoby jakiegokolwiek papieża, bo wizualizacja w ten sposób którejkolwiek religii obraża świecki naród francuski. Wyobrażacie sobie państwo podobny wyrok w Polsce, choćby miał on być wydany przez Sąd Najwyższy i sam Trybunał Konstytucyjny z Trybunałem Stanu łącznie?.
 
Fotki od góry:
1. JPII, pomnik we Francji
2. JPII, pomnik w Polsce x 1000
Poprzednie posty na www.abrozar.pl

sobota, 2 maja 2015

WIOSNA


A więc wiosna. Ta prawdziwa, wyczekiwana przez długie ponure miesiące zimowej szarzyzny. W moim przypadku wystarczy otworzyć okna przez które natychmiast wpada rześkie poranne powietrze zmieszane z zapachem róznych kwiatów upiększających parapety, ale także cała symfonia dźwięków zbudowanych przez trele i świergoty ptaków zwołujących partnerki do wspólnego zakładania gniazd. Serce się natychmiast wzmacnia ochotą do życia. Obok tych barw zieleni o przeróżnych odcieniach z uśmiechem spoglądam na spieszących do pracy, ale też na tych co to z ochotą i ekologicznymi siateczkami biegną do najbliższej piekarni po świeże rogaliki i bułeczki, obiecane współmałżonce w przeddzień. Jest cudownie i chyba z dnia na dzień będzie jeszcze piękniej, jako że na balkonach i parapetach, ale nie tylko, przybywa przeróżnej maści kolorowej flory. Nie wszystkie znam z autopsji, mimo że jestem synem ogrodnika, chociaż chyba bardziej sadownika, a to zasadnicza różnica w kulturze produkcji i upraw. Przybywa ich, bo akurat moja Małżonka jest zakochana w każdym płatku kwiecia, co się potwierdza podczas wspólnych spacerów. Musi rzucić ciekawskim okiem do każdego przydomowego ogródeczka.
Tekst ten piszę w dniach tzw. długiego majowego weekendu, na który, szczególnie lud pracujący oczekiwał już od tygodni. Termin „weekend” jest tu jak najbardziej na miejscu, chociaż jeszcze ćwierć wieku temu mało kto go znał. 1 maja był Pierwszym Majem, czyli świętem ludzi pracy i musiał być czczony uroczystymi pochodami wzdłuż centralnych ulic miast. Niechętnie nam się chodziło na ten spęd bo to jednak pod przymusem. Z drugiej strony, po analizie za i przeciw „rozpierała” nas radość, że oto jest okazja spotkania przy piwku znajomych i kolegów z poprzednich miejsc pracy, oraz możliwości okazjonalnego zakupu dobrych wędlin i czegoś tam jeszcze, ale nie pomnę, bo władze starały się w tym dniu doposażyć kramy handlowe..Był to jeno jeden dzień świąteczny, chyba że sąsiadował z niedzielą. Do dzisiaj podobnie wyglądają te dni wszędzie poza Polską. U nas Kościół sobie zagospodarował je dla pieniędzy. Dzień Matki Boskiej, który był ustanowiony w podzięce za Konstytucję 3 Maja przeniósł z trzeciego na drugiego maja, zaś pierwszy maj to dzień św. Józefa robotnika. Akurat w tym roku pozostaje jeszcze niedziela, też biorąca tacowo. Słowem, trzydniowe żniwa. Mimo, że Polak na pochody szedł raczej z musu, to dzisiaj wielu normalnych Polaków tęskni za tamtym pierwszym, niezależnym od episkopatu majem. Dzisiaj trzy wolne dni początku bodaj najpiękniejszego miesiąca roku, to inauguracja modnych spotkań grillowych z popijawą.
 
 
Do późnych godzin wieczornych wielu normalnych ludzi będzie wysłuchiwać pijackiego rechotu osiedlowych „artystów”, których głosy upodabniają się do trąbki z koziej, a nawet byczej d..py., po czym z rana wraz z małżonkami udadzą się do parafialnego kościółka, by pokłonić się świętemu Cieśli, w końcu też robotnikowi. Początki maja, to przede wszystkim świeżutka zieloność (viridi), posprzątane ulice, pomalowane na biało krawężniki, no i to powietrze o którym wspomniałem na początku, a które odświeżane jest deszczykiem a często i ulewą pierwszych burz. Na koniec kilka słów refleksji osobistej. Otóż chyba poza Bitwą pod Grunwaldem, której to daty nie świętujemy, oraz zwycięstwem Piłsudskiego nad armią sowiecką, tak naprawdę nie mamy prawdziwych powodów do okazjonalnego leniuchowania. Co prawda Konstytucja 3 Maja, była pierwszym takim aktem w ówczesnej Europie, to nie weszła ona w życie choćby na jeden dzień. Zaraz po euforii poselskiej, oraz upadku Powstania Kościuszkowskiego, Polska została rozebrana jak sukno przez dwóch cesarzy i jednego króla, oczywiście z błogosławieństwem papieskim. Pozostaliśmy w kleszczach zaborców ponad 120 lat, więc co tu się podniecać truchłem Konstytucji?, a czy Józef, ojciec Chrystusa zrodzonego dzięki dobrodziejstwu ówczesnego „In vitro”, był stolarzem, cieślą, czy też innym specjalistą, nie widzę powodu do rozważań, a tym bardziej do świętowania. Życzę wszystkim miłego weekendu majowego, bo to jednak prawdziwa wiosna. Ją po staropolsku należy świętować, jak to czynili Słowianie jeszcze za Peruna i Świętowita.

Moje dotychczasowe posty na: www.abrozar.pl

ŚMIECH, PRAWIE RECHOT

Vivat, brawo. Do Polski zawitał długo zapowiadany przez papieża Franciszka pogromca pedofilów w sutannach abp Charles   Scicluna, duchow...