czwartek, 31 maja 2018

DYSKRETNA DROGA DO SEKSUOLOGA



Pan Zbigniew Lew Starowicz, najbardziej znany polski seksuolog, w swoich wypowiedziach okazjonalnych dla mediów wypuszcza na światło dzienne szczegóły zachowań pacjentów w osobach księży, sióstr zakonnych, oraz polityków prawicowych, szczególnie tych, którzy na sali sejmowej oraz w wypowiedziach medialnych starają się być świętszymi od papieża. Opisuje w jaki sposób skradają się do niego by wyleczyć się z choroby nabytej w czasie przypadkowego seksu, z przedwczesnego wytrysku, ale też z niemocy płciowej, albo zdrady kochanka. Pytają, jak utrzymać kochankę i jednocześnie sutannę. Zakonnice z kolei mają problem z orgazmem. Domyślam się, że chyba wyłącznie podczas masturbacji. Opisuje ich dwulicowość, obłudę, fałsz i hipokryzję. Ich wizyty u seksuologa najczęściej są ostatnim dniem znajomości z panem profesorem Starowiczem, bowiem taki poseł PIS, a nawet PO stara się potem nie zauważać pana profesora, że o słowie dzień dobry już nie ma mowy. Co innego opowiada u mnie w gabinecie, a co innego na sali sejmowej, mówi lekarz. Tylko politycy z opcji lewicowych są bardziej tolerancyjni i otwarci oraz liberalnie nastawieni do spraw seksu. Wśród prawicowców jest więcej kryptogejów, bo homoseksualizm jest niezgodny z linią ich partii. Mają rozdwojenie jaźni. Lgną do partnera bo chuć i jednocześnie do partii bo daje zarobić.Tak naprawdę to społeczeństwo polskie zna tylko jednego polityka geja, który nie kryje się ze swoją orientacją. To prezydent Słupska, pan Robert Biedroń. Kryptogeje często publicznie są homofobami, albo są wrogo nastawieni do seksu w ogóle. Profesor powiada, że od dawna nie zaskakuje go, że życie intymne danego polityka znacznie odbiega od publicznie deklarowanych poglądów, patrz ostatni przypadek posła Stanisława Pięty, znanego nie tylko homofoba ale i ksenofoba oddanego Bogu, biskupom i Kaczyńskiemu. Takich jest multum, żyją w obłudzie i hipokryzji. Stwierdza też, że wśród księży homoseksualistów jest proporcjonalnie więcej niż wśród reszty społeczeństwa.
Dotyczy to również pedofilii, drodzy panowie Terlikowski i Oko. Pan Lew na koniec zadaje sobie pytanie: Czy w państwie, którym rządzą aż tacy fałszywi i wypaczeni psychicznie politycy, możliwe jest wprowadzenie do szkół przedmiotu, który by nauczał młodzież jak postępować ze swoim życiem na styku z seksualnością? Nie!, bo dodatkowo na ich uczynki sejmowe patrzą przełożeni w sukienkach i habitach. Ci, którzy jako bezżenni mężczyźni pouczają wiernych jak żyć z kobietą i nie tylko. A czy nie lepiej byłoby, gdyby swoje nauki skanalizowali na redukcji w swoich szeregach pedofilii, bo to akurat papież Franciszek najbardziej boleśnie odczuwa. Poprzedni papieże wręcz tolerowali pedofilię, zmuszając biskupów do ukrywania przypadków tych zbrodni, co zresztą trwa nadal. Zalicza się do nich, bez żadnych wątpliwości wyniesiony na ołtarze św. Jan Paweł II, którego nie posądzam o pedofilię. Natomiast nie jest żadną tajemnicą, że sam niezbyt dotrzymywał nakazów celibatu. Miał kochaneczkę, ale i spłodził syna, co w moim osobistym odczuciu zapisuje się na plus. Zanim odszedł do Domu Ojca, zmarłą kochankę-przyjaciółkę pochował incognito w grobie zbiorowym sióstr zakonnych Takich to mamy pasterzy, a nawet świętych. Zachodzę w głowę, czy tacy święci mogą dla nas w Niebiesiech cokolwiek załatwić u Wszechmogącego?. Szkoda klepanych pacierzy. 

Z cyklu- sport ekstremalny:Wybrać się na pielgrzymkę do Częstochowy w koszulce z logo TVN. 

wtorek, 29 maja 2018

DANKE VON BISMARCK, DANKE SCHON


Ten niemiecki polityk, oficer i kanclerz cesarstwa niemieckiego, mniej znany jest z tego, że przykładowo dał swoje imię pancernikowi, albo powiedział do Polaków, (nawiązując do zaborów), że nie potrafią sami rządzić, a jeżeli już to ich rządy prowadzą do zguby państwa. Otóż mało kto wie, że temu politykowi każdy z nas osiągając wiek 65 lat, zawdzięcza starczy odpoczynek, czyli emeryturę. Co prawda wolność od pracy nazwał rentą starczą, ale jak zwał tak zwał. Osiągnięcie takowego wieku (lub zbliżonego doń) pozwala na wiele dotychczas niemożliwych zachowań w ciągu życia dotychczasowego, przykładowo choćby poznawanie świata, bowiem  nie wszystkich odejście na emerycki spoczynek uszczęśliwia. Zależy to od wielu okoliczności. Wysokości otrzymywanej comiesięcznie kwoty, pozwalającej na spełnianie zachcianek, zachowanego zdrowia, a przede wszystkim od środowiska, w którym dany emeryt (emerytka) dożywa. Jest wielu, którzy muszą żyć w chorobie w otoczeniu ludzi złych, wręcz podłych, czekających z niecierpliwością na jego śmierć i ewentualny spadek, ale też jest wielu, którym te ostatnie lata życia upływają wśród kochających, opiekuńczych członków rodziny, do których sam  nieskromnie się zaliczam. Bo nie zawsze posiadane środki materialne, często bardzo skromne, determinują o szczęśliwym, albo i nieszczęśliwym dożywaniu lat. Biologia nas emerytów tak nastroiła, że z życia cieszymy się dwa razy. Raz gdy narodzi się nam „następca tronu”, ale tylko do czasu, po raz drugi i ostatni gdy doczekamy się wnuków, którym staramy się oddawać całe, zachowane dotychczas pokłady miłości mimo, że najbliższe otoczenie się wykrusza w wyniku nieuleczalnej  choroby zakończonej nieuchronną śmiercią. Z tym jednak pod wpływem upływającego czasu musimy się pogodzić. Osobiście czuję się szczęśliwcem, bowiem spełniam swoje upodobania ulokowane w czytaniu książek i wybranej prasy. Tym bardziej, że upodobania moje podziela także małżonka, która dodatkowo  dba o zakup ciekawych nowości literackich. A czego szukam na ich stronicach?
                                Nasz cesarz.AD.2018
Mojej prawdy szukam. Prawdy życia, nie zmyślonej. Bo życie jest bujniejsze od wyobraźni, dlatego gustuję w reportażach. W formie literackiej najbardziej. Niektóre wykorzystuje na swoim blogu. Szukam potwierdzenia swojej prawdy jakiej?, że jednak ludzie są dobrzy, chociaż oglądając telewizję dochodzę do wniosku, że nie zawsze moje przekonania sprawdzają się, chociażby w kwestii stosunku polskiego państwa i jego rządu do współobywateli niepełnosprawnych. Hipokryzja rządzących i Kościoła katolickiego wlewa się do naszych głów jak tsunami. Dla naszego chorego, mało humanitarnego państwa człowiekiem jest zarodek i płód. Po urodzeniu już pozostaje anonimową istotą, której nie warto poświęcać najmniejszej uwagi, tym bardziej, gdy na świat dziecko przyszło w rodzinie opozycjonisty, albo chore. Reasumując, dobrze jest być emerytem dożywającym zacnego wieku w zdrowiu i pomyślności. Zawdzięczamy  ten status (że przypomnę) cesarzowi Germanii Bismarckowi. Okazuje się, że Niemcy też od czasu do czasu wymyślają dla ludzkości coś pożytecznego. Nie tylko wilczy szaniec, albo cyklon B.

środa, 23 maja 2018

NASZ TY "ZBAWCO"


                     
Przeglądam starsze numery tygodnika NIE. W rubryce „ z   czarnej dupy się wyrwało” czytamy: "ateizm doprowadził do bezmiaru okrucieństw, przemocy, poniżania ludzkiej godności, wojen".
Słowa, te wypróżnił z siebie łońskiego czasu abp Marek Jędraszewski, aktualnie metropolita krakowski, przyjaciel m.in. byłego księdza faszysty Międlara. Otóż panie Jędraszewski obleczon w szaty powłóczyste: Tak obłąkanego księdza, a tym bardziej biskupa nie chciałbym spotkać te-ta-tet, bowiem nerwy człowieka mają obliczoną wytrzymałość na przyjmowanie ciosów w postaci obelg, a nawet świętych wulgaryzmów. Kto pana uczył podstaw historii, nie czepiając się już etyki i innych nauk traktujących chociażby o moralności, do której ponoć jako kapłani dobrego słowa jesteście aż tak przywiązani. Całe zło, którym się pan posłużył w swej wypowiedzi zrodzone jest w religiach jako tym opium, przywoływanym przez wielu filozofów świata. I tak: bezmiar okrucieństwa ludzkość starego świata poznała w inspirowanych przez was wyprawach krzyżowych, inkwizycjach (w tym palenia na stosach, sadowienia na krzesłach nabijanych gwoździami, wbijaniu na pale i rozrywaniu końmi). Czy pan arcypasterz kiedykolwiek oglądał podobne urządzenia w muzeach, jako chluba pomysłowości Kościoła?. Wstęp zaledwie 10 złotych, stać pana. Czy to coś panu mówi o godności człowieka?. A kto nawołuje do nie podpisywania przez polski rząd dokumentów europejskich dot. zakazu stosowania przemocy w rodzinie, kto jak nie polski poprawny kler. Kto w końcu błogosławił wojska hitlerowskie wyruszające na podbój Polski i Europy. To wasz naczelny, Pius XII, którego wzorem innych chcecie posadzić na ołtarzach. Jak to zatem się stało, że do miasta, które szczyci się
historyczną statecznością, siedzibą królów, dziesiątkami wyższych uczelni, tysiącami uczonych i dziesiątką tysięcy wykształconych obywateli, papież Franciszek skierował kogoś takiego jak Jędraszewski?, który to praktyk kontaktu z wiernymi nabierał przez lata u boku miłośnika młodych zadków, abp Paetza. To bluźnierca, to typ, który słowem arcybiskupim potrafi obrazić cały naród polski, bowiem naród składa się nie tylko z ciemnej masy moherowej, ale z oświeconych wyznawców różnych religii, wierzących i niewierzących, praktykujących i niepraktykujących, o czym pan Jędraszewski nie zdaje sobie sprawy do dzisiaj. Nie nazwę tego typa pasterzem. Jeżeli już, to pasterzem podobnym profesji juhasów i baców. To też pasterze, a może nawet pastuchy.


niedziela, 20 maja 2018

SKUP BUTELEK


Mrużąc oczy, obserwujemy bardzo już nagłośniony strajk osób niepełnosprawnych wraz z ich opiekunami w gmachu sejmowym. Ten strajk już trwa od miesiąca, mimo iż rządzący obiecują im dać żądane 500 złotych, tyle że w formie rzeczowej, czyli opłacenia usług medycznych, zakup różnych pieluchomajtek i innych znaczących udogodnień, przykładowo przyjęć do gabinetów lekarskich bez kolejek. Tymczasem strajkowicze bezwarunkowo żądają gotówki, bowiem sami wraz z opiekunami wiedzą na co im te pieniądze są potrzebne oprócz ww., chociażby na kino, mecz i inne drobiazgi, jak lody, oczywiście poza opłatą rehabilitantów. Cały ten strajk generuje wściekłość parlamentarzystów partii rządzącej, a szczególnie nieudolnego Marszałka Sejmu jako, że w najbliższej przyszłości w tym obiekcie ma nastąpić spotkanie urzędników NATO. Nie bardzo obraz protestu składający się z ludzi na wózkach inwalidzkich będzie świadczył o Polsce, która w wyniku ustawy o IPN, oraz zastrzeżeń ze strony UE co do praworządności ma już spaskudzoną opinię bodajże na całym świecie. A najlepszą ilustracją wątpliwego szacunku dla Polski jest podróż do USA prezydenta Dudy wraz z małżonką. Jego przyjazd do Ameryki (pod pretekstem wygłoszenia referatu w ONZ) nie została zauważona przez nikogo z Białego Domu ani w Senacie. Dudzie pozostała tylko „satysfakcja” podania ręki burmistrzowi New Jersey, przy okazji składania kwiatów pod spornym pomnikiem ofiar Katynia. Ponieważ pojechał tam na tydzień, przeto postanowił czas zagospodarować na spotkaniach z Polonią w Chicago, składającą się w przeważającej części z wyborców jego partii czyli PiS. Będzie co wypić, bo to górale z Podhala i byli mieszkańcy Podlasia.
Postawie protestujących społeczeństwo się nie dziwi. W sytuacji gdy premier chwali się nadwyżką pieniędzy w kraju, a telewizja pokazuje całe zwały i bloki gotówki, gdy rząd nagradza praktycznie za nic swoich ministrów dziesiątkami tysięcy złotych, zamiaruje budować największe lotnisko w Europie, oraz buduje w każdym powiecie strzelnicę, to ich protest jest zrozumiały dla każdego. Chyba, że owa propaganda o bardzo dobrej gospodarce jest fałszywa, jest obłudnym kłamstwem, to wtedy upór względem żądań jest jeszcze bardziej zrozumiały. Co ciekawe nikt nie mówi o zadłużeniu naszego kraju, w sytuacji grożących nam konsekwencji podczas rozdziału funduszy unijnych na następne lata. Protestujących duchowo jest gotowych wspierać dużo ludzi, niestety jest to mało możliwe, ponieważ Marszałek Sejmu z przybytku parlamentaryzmu uczynił twierdzę. Bariery z metalowych bramek, oraz kordony policjantów pilnują spokoju i sielanki wybranków narodu pobierających duże pensje praktycznie za nic, bowiem sesje sejmowe mają oni jeden raz na miesiąc, a sam Marszałek swoje drzwi do gabinetu wzmocnił dodatkowymi mechanizmami. Także w relacji rząd – niepełnosprawni nastąpił nieograniczony w czasie pat. Wiadomo, że pieluchomajtki nie zamienią się w lody, a zasypka w pizzę.
Niepełnosprawni chcą żyć mimo swego kalectwa na przyzwoitym w miarę poziomie, chociaż kilkoro posłów chciałoby ich wynieść na ulicę. Rzecz w tym, że „naczelnik państwa” przebywa w szpitalu, bo ma kłopoty z kolanem, które nadwerężył podczas klękania przed duchownymi, szczególnie przed Rydzykiem, a nikt z marionetkowych władz nie rozwiąże tego problemu bez jego decyzji. Jeden kraj, jedna religia, jeden wódz. Jakże to podobne do czegoś co się już zdarzyło. A propos humanitarnej pomocy skojarzył mi się dowcip: 
Czym się pan zajmuje sąsiedzie?.
Pomagam ludziom uzależnionym od alkoholu
Psychoterapeuta?
Nie, prowadzę skup butelek .

piątek, 18 maja 2018

UWAGA NA KOŁTUN


Prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Tak twierdził biskup Ignacy Krasicki, oświecony autor wielu utworów ośmieszających jego środowisko, czyli polski Kościół katolicki, że przytoczę tylko słynną Monachomachię. Jednak co oświecony biskup to nie Kaczyński i jego sfora, bo okazuję się, że współtwórca kabaretu Klika z Bydgoszczy, Antoni Szpak, satyryk i felietonista tygodnika „Angora” usłyszał zarzut publicznego znieważenia narodu polskiego. Chodzi o słowa, z jego artykułu. Szpak użył sformułowania „durny, kołtuński kraj”. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności – podaje TVN24. Szpak ma rację. Sam na swoim blogu dość często posługiwałem się owym sformułowaniem. Mój blog zatytułowany z ironią na ostro to nic innego niżeli owa cotygodniowa satyryczna wstawka w Angorze, a kraj nasz w rzeczy samej jest durny i kołtuński, co
pokazują liberalne środki prasowe i elektroniczne. Kołtun wystaje z przybytków kościelnych, wystaje z wielu domostw wiejskich, ale i miejskich, wylewa się z donosów prasowych środowisk skrajnie prawicowych, z odzywek poselskich i treści kazań głoszonych przez niedouczonych księży. Więc skoro cnota krytyk się nie lęka, to czego boi się PiS i cała kacza otoczka. Chyba, że ta dobra zmiana z cnotą i prawdą ma tyle wspólnego co dziewczyna z agencji towarzyskiej z dziewictwem.

poniedziałek, 14 maja 2018

IMPERATYW KATEGORYCZNY



Znaczy to tyle co: postępuj wedle takiej maksymy, co do której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem. Autorem tejże jest zmarły w 1804 roku filozof i etyk niemiecki Immanuel Kant, mieszkaniec Królewca, dziś rosyjskiego Kaliningradu. Ten wybitny filozof wypowiedział ponadto, co zresztą etycznie zahacza też o imperatyw, iż „kto działa na szkodę wspólnoty, w ostatecznym rachunku szkodzi samemu sobie”. Stawiam w tym miejscu pytanie: czy dr Jarosław Kaczyński o tym wie?, czy też z powodu żywionej obrzydliwości do Niemiec i Rosjan nie brał nigdy do rączek filozofii Kanta, w tym Dzieła Zebranego, w którym to w swoich rozważaniach Autor odrzucił wszelkie założenia oprócz zasad elementarnej logiki. Odrzucone określał transcendentalnymi, ponieważ wykraczają poza rozum, w tym oczywiście wszelkie religie. Kaczyński jako ojciec dzieła pt. Prawo i Sprawiedliwość ma bardzo mało wspólnego nie tylko z filozofią Kanta, ale i z filozofią stricte choćby komunistycznego Marksa, a przecie pozostawił po sobie na półkach Uniwersytetu Warszawskiego doktorat z cytatami Lenina. Tym doktoratem się nie chwali, jako że napisany on został z potrzeby chwili, gdy Polska była w szponach komunizmu, a jedynym ciepłym komunistą polskim był ponoć patriota Edward Gierek, którego nazwisko JK wykorzystał dla potrzeb kampanii wyborczej. Zastanawiam się, że skoro nasz współczesny zbawca być może zna zasady imperatywu kategorycznego, to dlaczego postępuje w swoich rządach na niekorzyść ogółu, poza wyjątkiem tych z otoczenia partyjnego.
Dlaczego zamyka oczy i uszy jako jedyny decydent w tym kraju, na dramat niepełnosprawnych i ich opiekunów błagających o pomoc socjalną, w sytuacji bezczelnego nagradzania dziesiątkami tysięcy złotych swoich przydupasów. Gdzie tu znaleźć choćby zapach rzeczonego imperatywu. Dlaczego zmienia historię Polski dla potrzeb ogłupionego, jakże  ciemnego wyborcy. Dlaczego polubił faszyzm. Dlaczego odbiera zasłużone emerytury ludziom mu niewygodnym, sam opływając w dobra na koszt państwa?. Dlaczego zadziera koty z Unią Europejską na kanwie niszczenia sprawiedliwości sądowniczej mimo, że 85% społeczeństwa polskiego pragnie pozostać w Unii, a czyny kacze zdążają ku polexitowi. Gdzie imperatyw! A przypomnę: kto działa na szkodę wspólnoty, szkodzi sobie sam. Dlaczego na kolanach łasi się do episkopatu i sam wciąga naród w bagno średniowiecza, ośmieszając ojczyznę w oczach świata? W tym miejscu zapewne nie znalazłby zrozumienia, a raczej gest politowania w oczach filozofa z Królewca. Dlaczego, dlaczego, dlaczego, można by wyliczać w nieskończoność. Słyszy się, że pan Jarosław cierpi na niedowład kolana. Z czego to się wzięło? Trzeba było łazić do kościoła z jaśkiem. Tylu masz pan przydupasów, którzy chętnie poduszeczkę poniosą, jeżeli jest zbyt ciężka, a nawet się sami podłożą, dla tak dobrej dla nich zmiany.

czwartek, 10 maja 2018

WSPÓŁCZESNY KAZIMIERZ NIEWIELKI


Jest 10 maja 2018 r. Jeszcze do niedawna, mrucząc przy piwku pomyślałbym: Już tylko 30 dni do kolejnej miesiączki szeregowego posła Jarosława K. Właśnie odcierpiał tę cykliczną dolegliwość, w oczekiwaniu na menopauzę która akurat u niego spóźnia się mimo wieku emerytalnego. Jest więc mimo swych blisko 70 lat życia zdolny do płodzenia w parze z kotem następne rzesze ogłupionych religią smoleńską. Wiele dziewic, choćby posłanka Pawłowicz mu może pozazdrościć, bowiem miesiączka u niego występowała iście bardzo punktualnie, a konkretnie każdego dziesiątego dnia miesiąca. Dotychczas wyciekło mu kilkadziesiąt litrów posoki, tyle że skażonej jadem, którym zionie do przeciwników politycznych, nazywając ową czynność modlitwą za ofiary tych co „polegli w zamachu”. W zamachu, bowiem nawet po ośmiu latach tłustych w niezaprzeczalne dowody, iż żadnego zamachu nie było, on udaje wiarę w tenże. Udaje, bowiem nikt o zdrowych zmysłach nie posądza go o podobne nieuctwo i kretynizm. Ktoś mu ten doktorat dał, choć wielu twierdzi, że rodzina pomogła. Religia smoleńska, w której wraz z Macierewiczem, zwanym przez społeczne podziemie świrem, dzięki szarym masom, pokropionym wodą święconą, oraz jałmużną 500+ dała mu władzę absolutną. To berło dzierży od blisko trzech lat. Z nieograniczonej władzy korzysta nie zważając na Konstytucję, którą zdążył wraz ze swoją męską marionetką z Pałacu zdemolować do cna. Zdemolował też sobie rzepkę kolanową w wyniku naprzemiennego klękania i wstawania przed biskupami a nawet przed szeregowym księdzem z Torunia. Po kolei obsadził wszystkie instytucje swoimi wiernymi, co to by mu nie wiązali rąk w budowie Polski wedle zasad obowiązujących w wieku XIX, a nawet dużo wcześniejszych, bo zapowiedział odbudowę zamków z czasów Kazimierza Wielkiego. Do tej pory nie zważał absolutnie na pogróżki ze strony Unii, Komisji Weneckiej, oraz krytyki płynącej z całego świata za demontaż m.in. polskiego sądownictwa. Gdy jednak usłyszał, że Unia nie żartuje i rzeczywiście podskubie zarządzany przez niego kraj z funduszy którymi dotychczas dobrze mu się żyło, oddał swoje umęczone kolano w ręce szpitalnego ortopedy, zaś premierowi polecił błagać Brukselę o łaskę i rezygnację z zastosowania pkt. siódmego, bo dla niego instytucja UE liczy się tylko jako bankomat, o czym słusznie wspomniał prezydent Francji Emmanuel Macron,.. a tu kicha. Nie mamy jako Polska żadnego szacunku ze strony współczłonków Unii, co pokazał sławetny wynik głosowania w sprawie Donalda Tuska (27:1), no może poza Trumpem, ale on nie przynależy do naszej wspólnoty. Wydaje się Kaczyńskiemu, że dopóki ma on modlitewne wycieki miesiączkowe, w czasie których, wraz z swoimi przybocznymi na placu zagospodarowanym przez żałobników w dniach miesiączkowych, może wygłaszać słowa nienawiści do wszystkich, którzy nie godzą się na sklerykalizowaną politykę rządu i marionetkowość prezydenta. Dzięki swej charyzmie trzyma w garści prezydenta, premiera jak i cały rząd. Instytucje, które
 
osobiście obsadził służą mu do zabaw jak kukiełkami. Jego dziwactwa od kilku miesięcy zakłócali Obywatele RP, którym znudziła się żałoba ciągnąca się już od ośmiu lat.„Żałobną” manifestację próbowano zatrzymać, a najlepiej ośmieszyć i rozgonić na cztery wiatry. Nie udało się mimo obecności Władysława Frasyniuka, opozycjonisty z czasów PRL, którego kacza policja nawet na chwilę aresztowała. Nie udało się, bowiem Kaczyński ma w kieszonkach wszystkich ministrów, zaś resortów siłowych w szczególności. Wypuścił więc Brudzińskiego, czyli ministra od spraw wewnętrznych, by ten posłuszny uczeń premiera uporządkował mu plac Piłsudskiego. Plac, do którego osobiście tęsknił od 2010 roku. I na którym w tym roku, mimo sprzeciwu konserwatora miasta stołecznego pobudował schodki na które planował, gdyby nie to kolano, się wspinać. Najbardziej jednak, zaraz po pogrzebie brata pragnął być prezydentem. Nie udało się zająć miejsca po bliźniaku, przeto posadził sobie w Pałacu Dudę.
Dudę, którego ponoć odebrał z rąk samego Boga, jak twierdzą jego rodzice i tłuszcza katolicka. Nienawiścią wyplutą z trzewi, ochlapał coraz to większe obszary społeczeństwa, szczególnie z terenów wiejskich położonych na „wschodnich rubieżach” kraju. Nie doczekał się Kaczyński rozróby mimo prowokacji. Po „modlitwie” składającej się z różańców, pieśni religijnych, oraz nienawistnych spojrzeń na tych co stali z białymi różami za ustawionymi przez policję stalowymi barierkami. Manifestanci rozchodzili się do domów pozostawiając działaczy PIS z trzema tysiącami, ściągniętych zewsząd policjantów. Tak wygląda wolność obywatelska w Polsce w stulecie Jej Niepodległości. By się wcisnąć pomiędzy pośladki Donalda Trumpa, podczas jego wizyty w Polsce, Kaczyński nie licząc się z kosztami, setkami autokarów zwiózł z całej Polski kilka tysięcy klakierów, wyposażając ich w kwoty 200 złotowe na piwo i kebab. Ich zadaniem było wrzeszczenie na cześć gościa, oraz gwizdanie, jako pogardę dla Wałęsy, gdyby nazwisko Lecha wymienił prezydent USA. A stało się tak, co ze zgagą musiał Kaczyński przełknąć. Można by pomyśleć, że PRL się budzi. Nauka nie poszła w las. Breżniew miał wcześniej podobne powitania w katolickiej Polsce, nie mówiąc już o naszych największych krwiopijcach z Watykanu.
                                                                                      Modlitwa w intencji kolana prezesa.
Obserwując społeczeństwo, kupione przez PIS za przysłowiowe srebrniki, dochodzimy do wniosku, że długo jeszcze Polacy rozleniwieni w dniach wyborów, nie korzystając z przywilejów decydowania o swoim państwie, spowodują, że pisiole z pomocą ogłupionego religijnie narodu dalej będą decydować o tym, czy kraj powinien dążyć do postępu gospodarczego, naukowego i kulturalnego, czy też mózgi tępić w murach świątyń, zaś braki finansowe uzupełniać pracą dzieci wysłanych do roboty w państwach Unii, choćby pomiędzy tych, których kolory i dziwaczność językowa w Polsce za chińskiego Boga tolerowana być nie może. Tak im dopomóż Bóg i Panienka Częstochowska, jedyna czarna kobitka tolerowana nad Wisłą, Nie dziwota, jest tu urodzona, gdzieś w okolicy Lichenia w gminie Ślesin k. Konina.
 
Foto: zasoby FB.
 
 


niedziela, 6 maja 2018

MOCNO TKWI W PAMIĘCI


         Młot
Zjawy, mary, majaki, przywidzenia, widma, zwidy, widziadła, duchy, fantomy?. Nie. To coś absolutnie innego. To obrazy, które nam się przyśniły lub przywidziały. Gorzej, że to coś, a raczej ktoś co zdarzyło się człowiekowi na jawie. Wtedy, w 1948 roku, chyba jesienią. Mam na myśli tzw. żołnierzy wyklętych, o których dzisiaj się tyle „świątobliwie” mówi, jak i tych drugich, czyli przeklętych. Kto to są ci pierwsi i ci drudzy. Ci pierwsi to bandziory działający bezprawnie, zaś ci drudzy to też bandziory działający zgodnie z obowiązującym, wtedy stalinowskim prawem. Obie bandy jednakowo umundurowane, czyli w barwy eklektyczne, z brudnymi łatami, jak obrazy zwane kolażami. Jedni z orzełkami w koronie, drudzy z orzełkami bez korony. Pierwsi to leśni, byli partyzanci, co to nie złożyli broni po rozwiązaniu AK, oczekujący III wojny światowej. Wygodniej im było żyć z rabunków i zbrodni, niżeli iść do pracy przy odbudowie zrujnowanego kraju. Drudzy to bydlaki w ludzkiej skórze działający pod szyldem Urząd Bezpieczeństwa. Nie odróżniam ich wyraźnie. Jedni i drudzy to przeklęci, warci siebie. Jak "Ogień", bandyta z Zakopanego. Wtedy miałem 8 lat, gdy jedni jak i drudzy nawiedzali nasz dom na Mazowszu. Dom położony samodzielnie, na uboczu głuchej wsi. W pamięci mojego rodzeństwa nie ma takich zapisów, byli zbyt mali, ale ja potrafię to odtworzyć.
Jest godzina druga w nocy, gdy w drzwi i okna walą kolbami karabinów, pamiętających I wojnę światową jacyś ludzie. Rodzina w komplecie. Oboje rodzice, ja ośmiolatek, mój brat pięciolatek, oraz mała dwuletnia siostra. Otwierać natychmiast, słyszymy głos sołtysa, którego bandziory dokooptowali do swej ekipy dla podkreślenia ważności ich wizyty. Zrywamy się wszyscy ze snu, dzieci w płacz, ojciec wygląda przez okno zza firanki. Ciemno, choć oko wykol, zapala lampę naftową i otwiera drzwi. Do ręki bierze stojący zawsze za szafą toporek, który ukrywa za plecami. Wchodzą z latarkami informując że poszukują bandytów ukrywających się we wsi. Jest ich bodaj sześciu. Świecą nam w oczy, zdzierają z nas wszystkich kołdry (pierzyny), zaglądają do szaf, przy okazji wyrzucając na podłogę ich zawartość. W spiżarce znajdują wędlinę słoninę i alkohol. Zaczyna się na naszych wystraszonych oczach uczta. Jedni piją z gwinta inni świecą latarkami pod łóżka, używając paskudnych wulgaryzmów. Znajdują tam dziecinny nocnik. Pijany zbój wciska mi go na głowę. Na szczęście nikt z niego tej nocy jeszcze nie korzystał. Ojciec pokornie stoi i odpowiada na zadawane mu pytania. Co robi na co dzień, ile ma dolarów, jakie dochody z ogrodu, czy zapisze się do spółdzielni produkcyjnej, czy nabył ziemię z reformy rolnej. Ponieważ wszystkie odpowiedzi były negatywne, a dochody swoje określił na niskim poziomie, dlatego zatrudnił się dorywczo wraz z furmanką przy odgruzowywaniu Warszawy, dostał kolbą w głowę. Po twarzy spłynęła krew. Zażądali więcej żywności, alkoholu oraz pieniędzy. Mama w koszuli nocnej poszła do piwnicy, wyjęła z beczki solone mięso, które było tam przechowywane za każdym razem po uboju świnki, nakładła do koszyka najlepsze owoce i im dała wraz z świeżo upieczonym jeszcze ciepłym chlebem. Zabrali z domu wszystko cokolwiek im się spodobało, w tym worek poszatkowanej przez ojca tabaki, srebrną papierośnicę z herbem stolicy, z naszych szyj pozdejmowali złote łańcuszki z medalikami, niemiecki budzik, oraz zegarek naręczny ojca. Na koniec wyprowadzili ze stajni młodą klacz. Ich przywódca na niej usadowił dupę i wraz z całą bandą odjechali skoro świt. To byli właśnie żołnierze wyklęci. Z jakiego byli oddziału nie wiadomo. Na pewno ci co to niby reprezentowali dogorywający polski rząd londyński. Innym razem, tego samego bodaj roku nocnymi gośćmi byli ci drudzy wyklęci, czyli bydlaki z UB. Ci także przyszli uzbrojeni w karabiny i latarki zaraz po północy. Ci tak samo zlustrowali nasze pomieszczenia, szukając „bandytów”, dolarów, oraz wszystkiego co im wpadło w łapy. Nażarli się zawartością spiżarni i wychlali mały kanisterek bimbru, który ojciec w prezencie dostał od sąsiada. Zanim wpadli do mieszkania zastrzelili nam pieska, który broniąc dostępu do drzwi szarpnął jednego z nich za nogawki. Obojętnie, która z band przyszła najbardziej interesowali się przeszłością wojenną ojca. Ojciec był akowcem "pod przykryciem", zatem nie mieli namacalnego świadectwa jego uczestnictwa w ruchu oporu. Chociaż go wypytywali, nie przyznawał się ani jednym, ani drugim, bo mogło się to skończyć tragicznie dla niego jak i dla całej rodziny. Jedni i drudzy to byli zwykli, pospolici bandyci, dla których życie człowieka, szczególnie tego który próbowałby stawiać jakikolwiek opór nie miało żadnego znaczenia. Kilkoro z naszych sąsiadów pożegnało się z życiem albo wolnością. W 1952 roku mój ojciec trafił też do katowni UB w Ciechanowie, w wyniku zastosowanej na nim prowokacji. Zabrali go prosto z rynku gdzie sprzedawał owoce. Na szczęście trafił do więziennej kuchni, gdzie nie było zbyt tragicznie, opowiadał.
 
Obrazy z tych nocnych wizyt stały nam, szczególnie dzieciakom wiele lat przed oczami i wywoływały drżenie całego ciała. Do dzisiaj, gdy się człowiek zamyśli i próbuje odtworzyć te obrazki, to widzi przed oczami majaki, zwidy, albo po prostu upiory. Taka trauma pozostaje na zawsze, jak po gwałcie, chociaż minęło już równo 70 lat .Dzisiaj, gdy widzę wystąpienia sejmowe prawicowych posłów, składającym hołdy tym „żołnierzom”, a także przemarsze ONR owców osłanianych przez policję pisowską nadal przechodzą mnie ciarki i zapewne nie tylko mnie. No i kto mi odpowie dlaczego mam głosować na partię, której zbrojne ramię stanowi Młodzież Wszechpolska, albo zdelegalizowana w II RP ONR, czyli organizacje profaszystowskie, pronazistowskie, ziejące jadem  antysemityzmu i ksenofobii. Kto?

Foto: zasoby FB.












czwartek, 3 maja 2018

RUSTYKALNIE ULEGLI POLACY


Wielu Polaków wierzy w te bzdury i stąd Polska jest usiana stygmatami cudów
.
Polacy to naród naiwny jak dzieciaki. Społeczeństwo infantylizmu, łatwe do kupienia. Z tym, że dzieciaki kupuje się na słodycze, zaś dorośli mieszkańcy ziem nadwiślańskich ciągle myślą o mamonie, najlepiej w dularach, co wykorzystuje rząd pisowski, no i ewentualnie zbawieniu pośmiertnym, co z łatwością wykorzystuje nasz kler. Są zatem do kupienia przez polityków i księży. Długotrwała podległość szczątków rozumu tym dwom przymiotom powoduje całkowitą anihilację świadomej percepcji pisowskich parafian. Zarówno politycy jak i kler nie wchodzą sobie w paradę. Raczej tworzą symbiozę, tolerując m.in. atawistyczny mizoginizm i nacjonalizm. Kaczyński nie obiecuje łąk niebiańskich, ale też trudno się spodziewać jakiejkolwiek darowizny pieniężnej od proboszcza. „Głupcy, prostacy i ciemna masa parobków, jak ich nazywa encyklopedia”, muszą rozkładać swoje sympatie po połowie, zarówno na księdza, którego bronią przed prokuratorami i sądami, zeznając, iż prawdą jest, że im synka albo córkę miętolił w łóżku plebanijnym, ale przecież ją nie skrzywdził, nie ma ciąży, jak i na prezesa, bo dał im 500+ i dawać obiecał nadal. A gdyby nawet tę córkę plebanek zbrzuchacił, to jednak to ksiądz, a nie jakiś parobas z sąsiedniej wsi. Dlatego deklarują o przynależności i wierności wiecznej dla Kaczyńskiego jak i katabasa, nie bacząc na to,

że politycy pisowscy dążą do izolacji, czyli wyjścia z Unii, jak niektórzy... straszą tym bardziej, że oni tych politycznych procesów nie bardzo rozumieją, podobnie jak dziennika telewizyjnego TVP1. Ale jednocześnie ci „parafianie” o Unii Europejskiej, a jeszcze bardziej o funduszach unijnych wypowiadają się pozytywnie aż w 80 procentach. Jak to ogarnąć skoro parafianin (przestarzale): to człowiek bez ogłady, wykształcenia, zacofany, ograniczony, że powtórzę za „Słownikiem Języka Polskiego”?. Nikogo nie chcę obrażać, bo w końcu też od jakiegoś czasu jestem parafianinem, przynajmniej w sensie miejsca zamieszkania objętego jurysdykcją podziału kurialnego. Nic to jednak nie znaczy, bowiem encyklopedia nie kłamie. Parafianie, szczególnie wiejscy to łatwowierni ludzie z kręgu zacofanych, (staram się do nich nie zaliczać) których to właśnie można urabiać ochłapem pieniężnym albo obiecankami niebiańskimi jak ciasto na najpodlejszy wypiek.
I pomyśleć, że ta Ziemia wydała na świat tak wielkie postaci jak Kopernik, Chopin, Mickiewicz albo Kochanowski. Tak, ale Oni kształcili się za granicą w Padwie, Paryżu, Getyndze, albo Petersburgu. Syn Polaka twardego katolika, choćby się doktoryzował i habilitował nie przynosi należnej dumy rodzicom, bo zwykle w takich wypadkach luzuje on związki z religią.
Prawdziwą dumą okrywają się rodzicie absolwenta seminarium. Ksiądz w rodzinie to dopiero niebywałe szczęście. Tymczasem chłopa  ostatecznie dodatkowo można postraszyć mękami piekielnymi. Moje racje potwierdzają statystyczne notowania o polskim czytelnictwie, szczególnie osób zamieszkałych tereny wiejskie. Otóż są lata, kiedy ich mieszkańcy nie biorą do rąk ani jednej książki albo czasopisma. Im znana jest najbardziej książeczka do nabożeństwa, którą otrzymali przy okazji pierwszej komunii i to też nie do końca, bowiem wiara polskiego katolika jest tak płytka jak rzeczki afrykańskie po miesiącach posuchy. No i po co żeśmy z takim wysiłkiem walczyli z analfabetyzmem?. Po co?.
 
PS: Może się zdarzyć, że ktoś, którego korzenie sięgają gdzieś zapadłej wsi poczuje się urażony. Całkiem niepotrzebnie. Lech Wałęsa, przyszły prezydent Polski też urodził się i mieszkał na wsi.

wtorek, 1 maja 2018

CZTERNASTA ROCZNICA


Właśnie dzisiaj, 1 Maja mija czternasta rocznica wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. 1 maja 2004 roku z wielką ochotą i dumą narodową wywiesiliśmy obok flagi narodowej niebieską flagę z białymi gwiazdkami symbolizującą związek polityczny i gospodarczy państw o utrwalonej demokracji, państw pragnących pokoju i rozwoju, tolerancji i przyjaźni między narodami. Pamiętam z jaką radością i dumą wywieszałem owe dwie flagi w miejscu mojej pracy. To był niewątpliwie bardzo historyczny dzień. Faktu wstąpienia do UE zazdrościło nam wiele narodów na świecie, bowiem ten związek należy do dzisiaj do najbardziej ekskluzywnego zrzeszenia w skali światowej. Czy dzisiaj nadal kipi w nas ta duma?. Otóż nie. Naród polski jest podzielony na tych co nie wyobrażają sobie ojczyzny poza Unią, oraz tych, którzy wprost pragną izolacji, symbolem jest tu posłanka Krystyna Pawłowicz, bo tak marzy się przywódcy partii rządzącej Jarosławowi Kaczyńskiemu wbrew głoszonym deklaracjom. Deklaracjom obłudnym, pełnym wszelakiej hipokryzji. A wszystko bierze się stąd, że Kaczyński jest wyjątkowym zacofańcem w świetle postępu i kultury obycia. Żyjąc z kotem, bez żony i rodziny, bez znajomości jakiegokolwiek języka obcego, najlepiej się czuje w otoczeniu swoich kilkunastu bodyguardów. To jaskiniowiec a la polonais. By wygrać wybory gotów jest rozdać polskie fundusze nie tylko tej rzeszy przydupasów, ale i wielu grupom społecznym, które są gotowe na niego zagłosować. Obłuda Kaczyńskiego nie kryje się tylko w wypowiedziach politycznych ale przede wszystkim w symbiozie z Kościołem katolickim, któremu też nie żałuje grosza podatników. Powtórzę więc: Nie wyobrażam sobie izolacji Polski wobec Unii, ale wszystko może się zdarzyć, bo od Białorusi, Ukrainy i azjatyckiej Rosji różni nas tylko stan dróg i autostrad, które zbudowaliśmy za unijne fundusze. Może się to zdarzyć w przypadku, gdy PiS ponownie wygra wybory, a w pałacu Namiestnikowskim zasiądzie nadal Duda. Ta Duda klęcząca przed każdą figurką, no i oczywiście przed Kaczyńskim.
Tymczasem niech się święci 1 Maja, święto ludzi pracy i niezapomniana rocznica zaistnienia Polski w Unii Europejskiej. W tym roku będziemy obchodzić stulecie odzyskania Niepodległości. Stanie się to 18 listopada, ale tylko dla tych dla których Polska istniała w ciągłości, bowiem wedle pana prezydenta i jego popleczników powinniśmy czcić jeno 50 lecie tejże niepodległości, bowiem w latach 1945-1989, a także 1939-1945 Polski nie było na mapach Europy, czyli pierdu, pierdu, bądźmy zdrowi.

AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...