poniedziałek, 27 kwietnia 2020

OJCIEC, TO JEDNAK OJCIEC



Tata z małym synkiem poszli na basen. Popływali, popływali, po czym udali się pod prysznic. Namydlili się. Nagle synek się pośliznął bo mydło mu wypadło z ręki. Ratując się przed upadkiem złapał ojca za fiuta. Podciągnął się i stanął na nóżkach.  Ojciec spojrzał na niego i mówi: Widzisz, a  gdybyś tak przyszedł z matką, to byś się wypierdzielił.
                                              ***
Przypowieść powyższa może mi posłużyć do rozwinięcia poważnego tematu z bezpieczeństwem w tle. No bo jedni potraktują ją jako pewnego rodzaju ostrzeżenie, inni zaś jako bajkę, z której jak zwykle wypływa morał. A morał ci może być jeno jeden: mianowicie trzymaj zawsze z silniejszym. Z tym który w przypadku zagrażającego ci niebezpieczeństwa poda ci rękę, ewentualnie coś innego, czego się można chwycić. Choć to żadna filozofia, to dziwię się że polski rząd nie   stosuje się do tej zasady. Polski rząd miast trzymać się mocnych, bogatych i dobrze wyposażonych jak Niemcy, Francja, do niedawna Wielka Brytania przykleja się  i upodabnia do nie tryskających bogactwem Węgier,  Rumunii albo Białorusi. Zamiast budować silne ekonomicznie państwo, w tym warunki dla ochrony zdrowia obywateli, my się zbroimy skupując w miarę tani złom, niegdyś przed laty pokazywany na paradach jako sprzęt nowoczesny, będący postrachem na potencjalnego wroga. Nigdy nie byliśmy na tyle mocni by obronić własny kraj. Nawet w czasie tzw. komunizmu, bo wtedy o naszą niepodległość (bez przesady) dbali towarzysze „gościnnie” stacjonujący na  terenach Rzeczypospolitej Ludowej. Dzisiaj panie Kaczyński i panie Błaszczak niepodległości nie zapewni nam ani bratanek z nad Dunaju, ani Rumun z nad tej samej melodyjnej rzeki, ani też Białorusin z nad Dniepru, czy też Tramp z nad Potomaku, bowiem znając najbardziej współczesną historię, trudno dawać wiarę teorii iż obroni nas NATO, jako że sprawdzian  w tym względzie mieliśmy we wrześniu 1939. 
Jeżeli znów, bacząc na przypowieść o natrysku, teoretycznie kraje bliskie Kaczyńskiemu nazwalibyśmy matką, zaś kraje unijne ojcem, to te drugie sprawdzają się jako bardziej atrakcyjne. Są bogaciej uposażone. Zważyć jednak trzeba, że Polska już nie jest  państwem prawa, o czym świadczy chociażby szalony pęd do wyjścia z Unii, oraz fałszerstw wyborczych po tzw. trupach, mimo setek krytycznych słów wypowiadanych przez profesorów prawa konstytucyjnego, ale kurduplowi to wisi kalafiorem. Jego przydupnik Duda musi pozostać prezydentem na dalsze pięć lat, chociażby z nazwy i jako operator długopisu. Tu nasunęła mi się pewna asocjacja, odnośnie fizycznej postaci Jarosława. Otóż to dobrze że nie ma on żony. Nie przysporzy dzięki temu dalszych nieszczęść rodzinie, a może i krajowi, poza tymi które się już wydarzyły. Brak żony, a więc i dzieci, a tym bardziej wnuków zwalnia go od wypraw na baseny i pod natryski z użyciem mydła. W jego akurat przypadku dzieciak nie miałby za co się chwycić w chwili nagłego niebezpieczeństwa. Zachodzi kwestia dymensji. Nie śmiejcie się proszę, bo przecież  nie z każdego nieszczęścia można się śmiać.
Foto: FB


sobota, 18 kwietnia 2020

RASPUTIN MOICH CZASÓW



to ojciec Tadeusz Rydzyk, hochsztapler osiadły w Toruniu. Osiadły wtedy, gdy na drodze mojego dość pokrętnego życia Toruń stanowił jeden z etapów.  Wtedy to właśnie Rydzyk zapaskudził  to piękne miasto.
.......................................................................................................
Historia, mówi, że średnio co kilkaset, a często co   kilkadziesiąt  lat  świat  dotknie coś (ktoś) podłego. Jak nie Hitler lub Stalin to sraczka. Jak nie Rasputin to właśnie cwaniak Rydzyk. Tyle że Rasputin wplątał się w otoczenie cara i bojarów ruskich, a szczególnie ich żon i kochanek, czyli bogatych prostaków,  Rydzyk zaś ulokował się swym prostym, ale łzawym językiem wśród biedoty mało intelektualnej, do uszu której najłatwiej trafiały  zbawienne kazania o siłach ich wykorzystujących. Hitler swe ofiary znalazł w Żydach, Rydzyk podobnie. Sprawdziła się ścieżka po której już łazili tacy jak polityk Dmowski, ale też odziani sutannami, między innymi kardynał Wyszyński i inni żydożercy. Zestawienie obu postaci działa na korzyść Rydzyka, bo przez głupie podpowiedzi Rasputina car nie tylko przegrał bitwy w pierwszej wojnie światowej ale i własne życie wraz z rodziną. Rydzyk na wojnę się nie wybiera, ale i nie sypia z Kaczyńskim, bo nie ma takiej konieczności. JK ma ciepłego sierśćciucha. Do łóżka ojca dyrektora damom emerytalnym a nawet przedśmiertnym także nachodzi ochota, tyle że on nimi gardzi, ale tylko nimi, a nie ich majątkami. Chociaż szalona miłość czyni cuda.
                                                
                                   Władza absolutna
Jest czas zarazy. Koronawirus COVID-19 zbiera obfite funeralne żniwo, Kaczyńskiemu to nie przeszkadza, byle utrzymać władzę nad narodem. Tym ciemnym i tym nieco wykształconym i mu się to udaje dzięki stworzonej wokół siebie elicie dobrze sytuowanej finansowo w postaci stanowisk, wysokich odpraw i innych fruktów. Biedota zaspakaja się ochłapem 500+ zamiast iść do pracy. Tak się robi karierę polityczną. Majątek narodowy trzymany w łapach PiS trafia do swoich, miernych ale wiernych, wspartych Kościołem katolickim. Przykładem niech będzie rozstrzygniecie konkursu na laureata w przedmiocie walki z przemocą w rodzinach, gdzie wyłoniony zwycięzca walczył o nagrodę w wysokości 50 mln złotych. Zwycięzcą wg pisowskiej komisji okazał się niejaki, mało znany ksiądz Olszewski ewangelizator, były egzorcysta.  Jest ich coraz więcej od czasu gdy Kaja Godek została posłanką PiS, a niejaki Bosak chce być następcą Dudy. Olszewski miewał w mediach pisowskich kontrowersyjne wypowiedzi. Ponoć dostawał SMS od szatana i wypędzał z dzieci duchy Harry Pottera. Jedną z weganek nawracał salcesonem. Pewno przeterminowanym. Tak pisze wolna prasa i nie ma to nic wspólnego ze złośliwością. Szerzy się w kraju coraz groźniejsza zaraza wszelakiej nienormalności. Kto to wszystko zatrzyma, bo chyba nie Unia, która wobec obserwacji rządów nad Wisłą staje się bezradna. Unia wie, że kaczyści dążą do jej opuszczenia, ale mimo wszystko stara się niwelować zgrzyty, bo nie po to budowano tę najpiękniejszą ze Wspólnot po II wojnie światowej, by choroba jednego czy dwu ludzi oparta na nienawiści (Kaczyński-Orban) mogła to zniszczyć. Niestety, to nie zależy do końca od Unii, natomiast od nas, strachliwych obywateli kraju, zadowolonych z byle czego.
                                                      ***
Przyznam, że nie chce się dalej rozwijać tematu, bo piszę ten tekst przed sobotnim pachnącym obiadem, a ten akurat temat zajeżdża kloaką i obrzydliwością. Życzę zatem miłej rodzinnej kwarantanny, podobnie jak i sobie a także przyjaciołom. Jestem wolny od kaczego widzimisię. Nie obrażając Konstytucji wybory korespondencyjne w maju olewam, bowiem one nie mają nic wspólnego z ustawą zasadniczą, a ja zaliczam się do zdyscyplinowanych obywateli RP.
                                                                                  
                                                                            



piątek, 10 kwietnia 2020

WIELKANOC TEGO ROKU BĘDZIE JAKAŚ DZIWNA




Inna niż poprzednie a zapewne i późniejsze. Bo to czas zarazy, właściwie aż dwu na raz. Tej płynącej z każdej strony świata. Od chińskiego Vuhan, poprzez Lombardię włoską, ale i z Krakowa, z pałacu arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Tyle że pan arcypasterz zarazę na nasz katolicki kraj sprowadził wcześniej niżeli ta światowa się do nas przywlokła, aczkolwiek akurat tę światową medycyna jest zdolna zwalczyć. Trzeba trochę poczekać a z powrotem będziemy się spotykać i witać okazując wzajem serdeczności. Zaraza odkryta przez krakowską uświęconą przez JPII postać, to LGBT, gender, ekologizm i inne „świństwa”, które mimo wysiłku sił medycznych i nadprzyrodzonych są nieuleczalne, chociaż nie mają właściwości zatruwających funkcji organicznych człowieka. Można z tym żyć, często dość nawet szczęśliwie. Nosiciele tej "zarazy" nie muszą zakładać maseczek ani innych sanitarnych instrumentów, ba pozbywają się wszelkich strojnych dziwadeł, chociażby dlatego aby nie być złośliwie klasyfikowanym przez ciemną, nieuświadomioną część społeczeństwa. Czyli przez KOŁTUN -19. Tyle bowiem % ludności naszego kraju wyznaje religię smoleńską, pozostając w wszawej nietolerancji. A tymczasem pozostający w kręgu LGBT nie muszą poruszać się w odległości dwóch metrów od siebie, wręcz przeciwnie, się przytulają, albo prowadzają trzymając się za ręce. Zastanawiam się w kwestii walki z koronawirusem, czy aby jedną z tych zaraz nie szło by zwalczyć tą drugą w myśl obowiązującego powiedzenia „klin klinem”. Gdy przesadzimy z pijaństwem nabywając potężnego kaca, jedynym medykamentem jest seta mocnej gorzały, bo powiada się z pewną racją, iż czym się strułeś tym się lecz, co nawiązuje do działania antybiotyku. Ja nic nowego nie wymyślę, ale zapewne mądre głowy nad problemem się pochylają, tym bardziej że problem ów ma wspólną kontaminację. W obu przypadkach mamy do czynienia ze spirytusem o mocy 75%., tyle że w jednym przypadku zewnętrznie zaś w tym drugim wewnętrznie. Którą więc zarazę napuścić na którą?, oto jest hamletowskie pytanie.
Kończąc owe rozważania, z okazji zbliżających się tych "niemych" Świąt Wielkanocnych, składam Państwu mimo tego życzenia pozostawania przy zdrowiu, zarażonym zaś szybkiego powrotu do całkowitej zdrowotności.

Foto: zasoby FB

sobota, 4 kwietnia 2020

JAKO JEDEN Z TRZYDZIESTU MILIONÓW


Zadanie internetowe: Wraz z 30 milionami rodaków mam wybrać prezydenta Rzeczypospolitej na następną kadencję, To znaczy, wymienić Dudę na … Dudę., bo akurat do tej „marki” najbardziej się prezes przyzwyczaił. Z drugiej strony, w prawdzie jest nas nad Wisłą około 38 milionów, to jak wiadomo dzieci, ryby i opozycja głosu nie mają, a problem jest ważny, bowiem jako naród który wydał na świat  Kopernika, Curie- Skłodowską i Wojtyłę, nie powinniśmy (ale musimy) nadal tolerować na stolcu głowy państwa marionetkę, którą zabawiał się i wygłaskał do zdarcia sierści przez pięć lat Jarosław Kaczyński w chwilach gdy zanudzał go kot, kiedy przykładowo nakichał na leżankę, albo podrapał świeżo zakupioną w Strasburgu makatkę ścienną, upominek dziękczynny z okazji kolejnej miesięcznicy, wręczony prezesowi przez europosłanki PiS , z francuskim napisem: („Dobry prezes tym się chlubi, co kot zwącha on polubi”). Niestety z tymi wyborami to istna aberracja. Naczelnik państwa tak kombinuje aby niezależnie od nastrojów i tendencji politycznych wygrał je ponownie Duda. Po prostu jak powiadam, przyzwyczaił do tej „marki”, jak chłopka do trzonka motyki, albo jej ślubny do wideł, bowiem, choć kulawy to jednak ten sabaryta ma ochotę jeszcze porządzić, a Duda podpisze choćby najbardziej niedorzeczne jego bumagi.  Obserwując sytuację można powiedzieć że to nie naród wybiera prezydenta, a wybiera go sobie Kaczyński i musi za wszelką cenę go sobie wybrać choćby kosztem setek tysięcy ofiar zarazy. Tymczasem naród jest zamknięty w swych chałupach i szyje maseczki dla biednych szpitali, ba, nawet bezrobotne panienki w agencjach towarzyskich chwyciły za igły. W innym przypadku, o czym on doskonale wie, z chwilą przegranych wyborów Kaczyński jako pierwsze spotkanie zaliczy nie z papieżem, a nawet nie z Jędraszewskim, ale stanie przed dużym zespołem prokuratorów. Dużym, ponieważ obok Jego "Wysokości" w ławach oskarżonych zasiądzie zgrabny wianuszek przybocznych akolitów wykonujących bez szemrania każde kocie pierdnięcie wydmuchane z ulicy Nowogrodzkiej, ze szkodą dla Państwa. 


Choćby dlatego, iż żaden z członków rządu oraz prezydent nie potrafił wyrazić swojego zdania, które by mogło być autoryzowane przez posła, ministra, a choćby i wicepremiera. Morda w kubeł, albo ruki po szwam, jak  powiadali starożytni Rosjanie. Duda, dotychczas rozdokazywany na spotkaniach z cudzymi dziećmi, roztańczony z góralkami i Kaszubkami z koła gospodyń wiejskich gdzieś na Kociewiu, rozbawiony internetowym tic tocem i wspomnieniami o leśnym ruchadle, cichutko siedzi jak mysz pod miotłą, czekając na „dobry” wynik wyborów, których nie ma i nie będzie w najbliższym czasie z powodu COVID19, chociażby odbyły się one za pomocą korespondencji pocztowej, a gdy poczta zamarudzi to wywala się jej  prezesa na zbity pysk.  Refleksja: Jako że w sierpniu tego roku skończę okrągłą, chociaż kolczastą jak wizerunek koronawirusa osiemdziesiątkę, założyłem się sam ze sobą o flaszkę dobrej whisky,  iż ja mimo zarazy, szybciej swój plan zrealizuję niżeli Kaczyński i to bez różnicy czy w pałacu Namiestnikowskim dalej będzie zasiadać rozmodlony i zabawny, ale i posłuszny jego burek, bo kota to już on ma, czy też inna wyśmiewana w  Unii postać w osobie np. Krzysia Jurgiela, albo innego Krzysia  Kononowicza. Jest mi to obojętne. Przynajmniej będę miał okazję kiedyś w zaświatach opowiadać kumplom z poczuciem humoru, do których dołączę i razem z nimi będę zrywać boki, bo zapewne będą ciekawi co się w tym maryjnym kraju zmieniło na lepsze albo na gorsze.
..........................................................................................................................
A teraz dowiedzcie się moi Czytelnicy że:
Gdyby zgodnie z Konstytucją rząd ogłosił stan wyjątkowy, to Polacy i firmy mogliby spodziewać się odszkodowań w wysokości od dwóch do czterech miliardów złotych  .... miesięcznie. A to byłby definitywny koniec kaczyzmu, bowiem żaden rząd tego finansowo nie wytrzyma. Stąd taki opór przed ogłoszeniem tego stanu. 
                                      

TO NIE JEST POST O LGBT

                                                                                       Co za upokorzenie. Tłuc się takim czymś. Po...