poniedziałek, 27 lutego 2012

GWOLI PAMIĘCI



O Armii Krajowej, w skrócie AK (każdy wie), można dużo, bardzo dużo mówić, bo i napisane jest wiele. Setki, a może już nawet tysiące opracowań historycznych, wspomnień jeszcze żyjących bohaterów tamtych czasów (ciekawe, że im dalej w czasie od dnia rozwiązania organizacji, tym więcej weteranów). Po roku 1989, legitymację żołnierza AK otrzymywał każdy, kto znalazł dwu świadków, najlepiej w wieku pozwalającym na „danie wiary” często za litr wódki niektórzy wydawali fałszywe świadectwo, opowiadał mój Ojciec. Wiadomym jest z naszej najnowszej historii spisanej przez IPN, że Armia Krajowa była największą wojskową organizacją podziemną walczącą z okupantem na zasadach partyzantki w krajach zajętych przez Niemcy hitlerowskie. Może tak, a może zupełnie i nie, bowiem źródła europejskie podają, że w tym akurat przypadku mocno by się obraził gdyby żył przywódca Jugosławii Josip Broz Tito, a i inny Józio nazwiskiem Stalin. też by tego nie zniósł. Wiadomo wszem i wobec, że Tito jako przywódca partyzantki sam wyzwolił swój cudownej urody kraj. Udało mu się to dzięki temu, że kraj jest górzysty i położony nad morzem. Takie warunki utrudniały Niemcom polowanie na wroga. Z kolei partyzantka rosyjska (wówczas radziecka) wysadziła w powietrze setki pociągów niemieckich wiozących materiały wojenne na front pod Stalingrad i nie tylko. Była to olbrzymia armia podziemna chociażby dlatego, że front rozciągał się na terenie wielkości wszystkich pozostałych krajów okupowanej Europy. Armia Krajowa walcząca obok innych mniejszych organizacji może się pochwalić największymi sukcesami w walce z Niemcami m.in. spektakularnym zamachem na kata Warszawy Kutscherę, odbijaniem więźniów z Pawiaka, ale i nie tylko, jako że powołana została przez prawicowy Rząd Polski w Londynie, to jej zadaniem była także walka o to, by tenże rząd mógł wrócić po wojnie do Warszawy. Zatem AK pozostawała wrogiem zarówno w stosunku do okupanta niemieckiego, ale też Rosjan przybyłych w marszu na Berlin. Pozostawała także cichym wrogiem w stosunku do innych polskich organizacji podziemnych jak lewicowa Gwardia Ludowa, Armia Ludowa, czy też, chociaż nieco mniej wrogo do Batalionów Chłopskich. Bratała się z wszystkimi innymi, choćby mało znaczącymi oddziałami o proweniencjach prawicowych, jak WiN i NSZ. Znaleźli tam swoje miejsce nie tylko bardzo zacni oficerowie przedwojenni z honorem i prawością, ale też wielu najnormalniejszych cwaniaków, chętnych do zabijania i rabowania. Bo strzelali też do Żydów, którzy cudem uratowali się z planu shoah. Był tam m.in. bandyta „Kuraś” któremu pomnik w Zakopanem postawił Lech Kaczyński mimo protestów górali polskich i słowackich. Problematyczny bohater „Młot”, ma z kolei pomnik w Siedlcach, oraz wielu innych dzisiaj wybielanych przez IPN, w tym pospolitych zbrodniarzy, którym przypisuje się wymordowanie całych wsi ukraińskich na terenach wschodnich. Wymordowanie w okrutny sposób Polaków na Wołyniu i Bieszczadach przez UPA jest m.in tego konsekwencją. Dlatego chyba dzisiaj jest tak cicho na temat tych cmentarzysk, bo to niestety bardzo dezawuuje szlachectwo AK. Zbrodni podobnych było co niemiara i nie o wszystkich się czyta. Przedstawiciele Rządu Polskiego na uchodźstwie nie mają powodu być zaszczyconymi, tym bardziej, że to właśnie im przypisuje się hekatombę Powstania Warszawskiego. Nie wszyscy byli zbrodniarzami. Wielu z nich to chłopcy kierujący się patriotyzmem szlachetnym, strachem przed komunizmem, ale akurat oni byli tylko pionkami w organizacji. Wszyscy natomiast w ubiegłym roku doczekali się swojego święta jako „Żołnierze Wyklęci”. Część z nich rzeczywiście powinna zwać się nie tyle wyklęta co raczej przeklęta. Przynależnością do oddziałów AK nie chwalił się przez lata też mój rodzony Ojciec, chociaż bezpośrednio nie brał udziału w akcjach sabotażowych, ani w jakichkolwiek innych. Jego przynależność była wykorzystywana do akcji raczej pomocniczych, o czym mnie poinformował na jakiś czas przed swoją śmiercią. Bał się przed rokiem 1989 w ogóle ujawniać publicznie, tym bardziej , że jako „kułak” w latach stalinizmu był aresztowany przez UB i swoje odsiedział. Opowiadał, że w tajnych akcjach przerzucał maszyny do pisania i powielania bibuły, a także przenosił z oddziału do oddziału informacje na temat przygotowywanych akcji odwetowych. Jako uzbrojenie osobiste posiadał pistolet Browning (FN), belgijka, którą po rozwiązaniu AK zakopał w ogrodzie, pierwej ją dobrze konserwując przed samozniszczeniem. Za Gierka kilkakrotnie w tajemnicy przed rodziną próbował wykopać ów okupacyjny skarb, niestety nigdy już nie natrafił na miejsce jego „spoczynku”. Z tego powodu był bardzo zawiedziony. Po śmierci Ojca, wraz z bratem analizowaliśmy jeszcze raz ewentualny teren zakopanej belgijki, ale w końcu doszliśmy do wniosku, że nawet najlepsze zabezpieczenie nie uchroni przedmiotu od unicestwienia w wilgotnej glebie po 60 latach. Właśnie 67 lat temu z rozkazu naczelnego dowództwa zostały rozwiązane oddziały Armii Krajowej. Nie znaczy to, że walki ustały. Wielu skrajnie zatwardziałych „żołnierzy” Polski podziemnej jeszcze strzelało do ludności cywilnej, która otrzymywała przydziały ziemi po parcelacji majątków, oraz do pierwszych ochotniczych milicjantów na posterunkach. Zbrodnie się różnie mierzy. Jedni dokonywali je świadomie, inni zaś nie. Rzeczywiście wykonywali tylko rozkazy. Tyle że często zbrodnicze rozkazy. Pisząc ten post, nie mam powodu do celowego pomniejszania zasług tej organizacji, tym bardziej, że wielu członków mojej rodziny ucierpiało w stalinowskich więzieniach bez żadnego udowadniania winy. Ci co przeżyli Potulice, Strzelce Opolskie i Rawicz w 1956 roku powracali do swych domów jako ludzkie strzępy. Wcześniej niektórzy zaś „wracali” prosto na cmentarz parafialny w szczelnie zaplombowanych trumnach w asyście funkcjonariuszy UB. Ten post właśnie Im poświęcam, gwoli pamięci.

piątek, 24 lutego 2012

KLĄTWA KLĄTWIE NIERÓWNA


Jeszcze raz rzuciłem okiem na „dialogi” przedstawicieli tej najpodlejszej warstwy naszego społeczeństwa, które to zamieściłem w poście pt. „Odgłosy z Miejskiego Szaletu” (poniżej). Po to, by skonfrontować padające tam słownictwo z wydanym przez PIW „Słownik Wulgaryzmów Polskich”, który akurat spoczywa uśpiony wśród księgozbioru mojej biblioteczki. Otóż wspomniany Słownik, chociaż bogato w tym względzie wydany, zawiera zaledwie znikomą część wulgaryzmów szaletowych i odnosi się do ogólnie znanych nazw intymnych części ludzkiego ciała oraz ich zastosowania. Reszta to ludowa twórczość rodem ze społecznego szamba i okolic zgnilizny społecznej. Czy ja słysząc owe ich „gaworzenie” mocno się zdemoralizowałem?. Otóż nie bardzo, jako że swoje latka przeżywszy w różnych okolicznościach przyrody, wielokrotnie moje zmysły były zmuszone przyjąć na małżowinę nie tylko takie słownictwo, nie będę w tym miejscu wybrzydzał. Tak czy owak najbardziej się rumieniłem w momentach, gdy matki oczekujące na ten spóźniający się jak na złość autobus czapkami zasłaniały uszy dzieciom, same zaś wyrażały gniewną w słowach dezaprobatę. Bo w życiu przekonałem się, że można kląć bardzo pięknie, wręcz artystycznie, bardzo nawet literacko. Przykładem tego i na takie słownictwo był mój nieodżałowany Ojciec. Jego klątwy, w których jedno (ogólnie przyjęte jako brzydkie) słowo obudowane było całkiem iście poetyckim słownictwem stanowiły przez to unikalne zdania. Prawie nigdy owe zdania się nie powtarzały. Były niejako zbudowane od nowa i na użytek okoliczności. Np. kiedy jego koń strącił z drzewa kilka dorodnych jabłek w czasie uprawy roli w sadzie owocowym. Zresztą ogród ten, niejako był polem twórczym w tym zakresie, podobnie jak nieprzewidziana awaria jakiejś maszyny. Dlatego porównując „słownictwo” Ojca do tegoż z miejskiego szaletu, to tak jak zestawienie muzyki wiejskiego skrzypka do koncertu Yehudi Menuhina, np. Qrwa jego w uskrzydloną anielską cnotę itp. Matka, kobieta bardzo bogobojna ciągle śledziła ojcowskie zachowania i żegnając się za każdym razem oznajmiała Mu, że podczas wyprawy niedzielnej do kościoła musi się z tych choler wyspowiadać Cholera, to jedyne brzydkie słowo jakie przechodziło Jej przez gardło. Oczywiście Ojciec tłumaczył Jej, że byle gównem nie będzie zawracał ogólnie szanowanemu proboszczowi głowy, ale gdy tychże bluźnierstw się nazbierało to sama go zaprowadziła pod konfesjonał, śledząc przebieg ukorzenia. Spowiedź trwała bardzo króciutko, bo też ojciec poza pomstowaniem niczym innym nie grzeszył, więc zapewne ograniczył się tylko do wyznania tego grzechu, ewentualnie musiał uściślić,ileż to razy obraził Boga. Tu przypomniałem sobie, że za młodu, gdy do konfesjonału iść (nie z własnej woli) musiałem, wtedy sam sobie wymyślałem grzechy, byle ksiądz był zadowolony, iż na próżno nie siedzi w tejże poświęcanej budce. Były to grzechy nie za mocne (czyli śmiertelne) i nie takie na które można by machnąć kapłańską ręką. Ot takie typu: obraziłem rodziców, czy też koleżankę nazwałem krową. Zaprzeczałem, gdy spowiednik pytał o onanizm, albo brudne myśli dotyczące dziewczyn, nie mówiąc już o oglądaniu potajemnym świerszczyków. Spowiedź taka oczywiście w myśl katechizmu była nieważna, ale ja akurat tym się bardzo nie przejmowałem, bowiem starałem się być w miarę oczytanym, niekoniecznie w tekstach Nowego czy Starego Testamentu. Tak oto, dzięki temu, że przypadkowo znalazłem się przy miejskim szalecie, zdobyłem się na przypomnienie sobie kilkunastu lat z wczesnej młodości, co jest wszakże bardzo ozdrowieńczym aktem. Nie sadzę, bym uraził godność mojego Ojca zdradzając Jego poryw który eksplodował wymyślnymi klątwami, bowiem, gdybym te pięknie opakowane bluźniercze zdania onegdaj zapisywał i dzisiaj upublicznił, mógłbym oczekiwać stosownej nagrody. Może od profesora Bralczyka, a może od profesora Miodka. A może powstałaby literatura frustracji. Szkoda bardzo.

środa, 22 lutego 2012

ODGŁOSY Z MIEJSKIEGO SZALETU


(tekst tylko dla dorosłych)
Na kanwie ogólnopolskiej akcji pt.”Gotowość toaletowa 2012”,pozwolę sobie na złożenie relacji z zasłyszanej dyskusji wśród bezrobotnych, a może i bezdomnych. Dzieje się to w mieście średniej wielkości, gdzieś na Mazowszu. Obok przystanku autobusów miejskich postawiono szalet. Dość nowoczesny jak przystało na miasto w kraju przynależnym do Unii Europejskiej. Jest, okrągły w kształcie elipsy, w kolorze zielonym dającym nadzieję, ze już za chwilę potrzebujący owego przybytku uwolni się od parcia. Otwierany za pomocą monety dwuzłotowej. Wnętrze szaletu czyste jak na zwyczaje miejscowego ludu i dość obszerne. Zarówno ściany jak i urządzenia sanitarne, wykonane ze stali lub blachy nieocynkowanej z przyjemnością zaspakajają potrzeby klienta zarówno pod względem estetycznym jak i praktycznym. Owe obszerne wnętrze pozwala na to, by pomieścić w swojej czeluści nie tylko jednego z pilną potrzebą ani nawet dwoje w przypadku rodzica z dzieckiem, ale kilku ludzi wspólnie zainteresowanych izolacją od świata. To żaden szalet typu toi toi. To naprawdę jak na polskie warunki luksusowy przybytek. Jak wspomniałem, szalet stoi przy autobusowym przystanku, w związku z tym dźwięki jakie wydobywają się z dolnej i nie tylko dolnej części ludzkiego ścierwa, wydostają się poprzez okienka wentylacyjne i są bardzo dobrze słyszalne, a to dlatego, że odgłosy owe wzmacniane są tubalnie poprzez kształt szaletu oraz materiału z którego jest on wykonany. To tak, jakby ktoś używał blaszanego instrumentu dętego. I niech by tak i było. W końcu, co to komu przeszkadza, że nieznana mi osoba, gdzieś obok puści bąka, lub sobie postęka. Gorzej, że w okresie nie najlepszej pogody, deszczu czy zimna, do szaletu za pomocą jedynej monety dwuzłotowej wchodzi kilku panów z butelkami „nalewek” blokując przez długi czas ten publiczny przybytek. Ci użytkownicy prowadzą bardzo interesujące głośne dysputy, których treści pasażerowie oczekujący na autobus nie zawsze z przyjemnością wysłuchują naciągając głębiej czapki dzieciom na uszy, bo zasłyszane słownictwo w oczekiwaniu na autobus nie wszystkim przypadły do gustu:

-Weź ku..wa wypij do dna, bo nie mogę przepatrzyć jak ci cieknie po koszuli, masz dziurę w brodzie czy co?
-Mam, boli mnie jak ch.j. Wczoraj stara przypierdo..ła mi pogrzebaczem i upadłem na kant kozetki. Ale już więcej nie podniesie na mnie łapska. Przetrąciłem jej obie tym pogrzebaczem. Na pogotowiu usztywnili jej te gałęzie gipsem.
-A ty czemu nie pijesz Maniek?, mówiłeś że masz kaca, pij to się poczujesz jak młody byk.
-Jak młody byk to się przedwczoraj czułem i dlatego poszedłem do Zochy, tej koło wysypiska, ale kur.a mi nie dała. Mówi, że jak ci się ruchać chce to musisz płacić. Ja płacić?, a z czego mówię do niej, a ruchać mi się bardzo chce bom dawno żadnej nie rżnął. Nie dała suka. Tłumaczyła się potem, że mam za miękkiego, a nie chce mnie też pokaleczyć. Ząb jej się wykruszył. Jeden z tych dwóch co ma je na przodku. Otwierała butelkę z fioletką i takie nieszczęście.
-A to ciekawe, bo mnie mówiła, żeś był bardzo honorowy i dałeś jej dziesiątaka, a na odejście nawet puszkę Żubra. Szlag mnie trafił, bo to przez twoją hojność inni cierpią. Dała, ale obiecałem, że jej kasę doniosę. Powiedziała na odchodne, że jak doniosę to mi da jeszcze po cygańsku. Nie wiem jak to jest, ale ciekawość mnie wykańcza.
-A co ty ku.wa z ambony myśliwego spadłeś?. Po cygańsku to po prostu po cygańsku i tyle.
-Ale jak?, mów jak wiesz, co to niby za tajemnica.
-Po prostu, ona cię najpierw oszcza, a ty ją potem. Później się rozbieracie aby wysuszyć ciuchy, a na nago jest okazja aby ją przelecieć od góry i z dołu.
-Ale co to za przyjemność, pewno potem śmierdzę jak cap.
-Gorzej, śmierdzisz jak skunks, ale słodkie wspomnienia zostają na długo. Pamiętacie chłopaki jak razem poszliśmy do zezowatej Ruiny. Ten brzydki babsztyl dogodził nam na wszystkie sposoby, a nad ranem też nam zaproponowała cygańską miłość, ale my już mieli dosyć. I co?, grosza nie wzięła, tyle co się z nami napiła fioletki. Dobry z niej człowiek, mało się już takich spotyka. No to za jej zdrówko chłopaki!.
I dalej tego typu treści jak z kościelnego głośnika rozchodziły się po przystanku. Trzask rozbijanej butelki napawał oczekujących z pilną potrzebą nadzieją, że uczta dobiegła końca, a biesiadnicy opuszczą lokal. Rzeczywiście po kwadransie towarzystwo wyległo na zewnątrz kołysząc się na mało sztywnych nogach. Jeden z nich trzymał chciwie pod pachą rolkę papieru toaletowego. Swoją drogą zastanawiałem się jak on ją zdemontował, bo akurat w Polsce w tych „europejskich” szaletach jest on szczególnie mocno zainstalowany. Oczywiście z powodów stricte obyczajowych.
Dialogi te wraz z oczekującymi na przystanku miałem okazję wysłuchać kilka tygodni temu. W tym czasie do szaletu dobijało się wielu potrzebujących. Bluźnierstwa słali na wszystkich świętych i świeckich, których wybrali do władz. Nie oszczędzono też straży miejskiej. Mamusie z dziećmi oddalały się na skwer i tam opróżniały im pęcherze. Same natomiast klnąc zdobyły się na wymuszony uśmiech w momencie gdy podjechał autobus,... bo w gruncie rzeczy najważniejsze, że do Euro 2012 jesteśmy przygotowani.

niedziela, 19 lutego 2012

CHŁAM TELEWIZYJNY

Jako, że żyjemy tu, na super cywilizowanym kontynencie, gdzie środki przekazu rozbudowane są do super możliwości technicznej, toteż zrozumiałym jest, że topimy się w oceanie informacji. Przygniata nas codziennie napływająca z siłą tsunami fala newsów. Jeżeli gdzieś tam ze świata, to jeszcze można ją strawić zagryzając paluszkiem przy piwku lub kawusi, natomiast jeżeli jest to news krajowy, to warto mieć pod ręką cośkolwiek na uspokojenie, albo wręcz odwrotnie np. płyn który najłatwiej przełknąć z lodem. No bo któż to taki może okazać się interesującym interlokutorem Pochanke, Kolendy-Zaleskiej, Piaseckiego, Olejnik, czy też innego znanego nie tylko z twarzy i tubalnego głosu dziennikarza?. Z góry wiadomo, że będzie to Niesiołowski, Pitera, Kempa, Kurski, Kwaśniewski, Miller, Palikot, Schetyna, Staniszkis, Michał Kamiński, Nałęcz, a ostatnio wdrapujący się na falę celebrytów Biedroń, Mucha, Nowicka i Tomaszewski (nie ten co to ponoć zatrzymał Anglię, ale ten amator zootechnik od zapładniania krów lodem).Wydawało by się, że mamy zaledwie trzydziestu posłów a nie 460. Okazuje się, że po polsku do mikrofonu potrafi mówić ich tylko garstka, reszta to sztuki, a raczej tzw. wyszczerbione szable swojego szefa partii. Moi drodzy rodacy łącznie ze mną, czyli człowiekiem o umiarkowanej inteligencji zmuszeni jesteśmy wysłuchiwać od miesięcy wałkowanych tematów ubieranych w różne konfiguracje logiki, w zależności z jakiej opcji politycznej są ględzący. A więc kolejno była to tragedia smoleńska, którą ubrano w szaty zamachu na najwybitniejszego prezydenta wszech czasów nie szczędząc życia 95 innych osób. Samo wyjaśnianie przyczyn tej katastrofy stało się zaczynem walki politycznej PiS nie tylko o stołek prezydencki, ale też o całkowite zniszczenie rządu z premierem Tuskiem. Zarzewiem, a potem katalizatorem wściekłej postawy hodowcy kota i kandydata na prezydenta był oczywiście krzyż pod Pałacem Namiestnikowskim, wokół którego zbierał się tłumek elementu moherowego podżeganego do walki o tron dla Kaczora nie tylko przez ojca-”doktora”, ale i przez pozostały kler. Z biegiem czasu tzw. czas antenowy w temacie Smoleńska wypełniały idiotyzmy Macierewicza i Fotygi. Trwało to do momentu, aż połowa naszych rodaków ujrzawszy te maski na ekranie poczęła biegiem oddalać się do najbliższego WC, by w nagły sposób oddać naturze drogą dolną a często i górną wszystko to, co umieścili w żołądkach w czasie ostatniej wieczerzy. W międzyczasie w Norwegii niejaki Breivik dla dopieszczenia swoich przekonań zastrzelił blisko siedemdziesiąt osób, głównie z młodzieżówki rządzącej partii socjalistycznej. O tym dramacie mówiono zaledwie 3 (słownie: trzy dni). A ileż można było gadać, skoro Breivik to skrajny nazista prawicowy, a wiadomo w czyich rękach są aktualnie nasze media. Lepiej więc milczeć ze wstydu. Ludzie zapomną, bo to prosty lud jak mawiał Kurski. Jest przecież tyle polskich tematów, którymi można wypełniać na okrągło przez całą dobę ekrany TVN24, oraz innych stacji walczących o ogłupionego widza. Też w międzyczasie odbyły się wybory do parlamentu. Sensacją niezbyt apetyczną dla prawicy i Kościoła było wprowadzenie do Sejmu 40 posłów z Ruchu Palikota, w tym tak egzotycznych w oczach Polaków-katolików jak Biedroń, Grodzka, Nowicka, a przede wszystkim Kotliński, redaktor naczelny Faktów i Mitów, gazety, której nazwa dotychczas nie przechodziła przez świątobliwe usta większości redaktorków pracujących na zlecenie i zgodnie z linią polityczną mocodawców. W on czas, to Olejnik w celu dyskredytacji ww. przy każdej okazji podkreślała, że Kotliński to nie kto inny jak były ksiądz, (tu powinna robić ukłon) a przy tym współpracownik z mordercą Popiełuszki. Działo to się do czasu, gdy FiM w rewanżu opisały w dość mocny, może nawet w nieco za mocny sposób dotychczasową karierę pani Monisi. Było dużo skruchy i przeprosin, ale to jednak się opłacało. Pani Olejnik już chyba raz na zawsze zapamiętała, że rozmawiając z redaktorem Kotlińskim, wystarczy gdy przedstawi go słowami: Poseł Roman Kotliński-Ruch Palikota. Temat ucichł, ale TVN24 musi nadawać, bo oglądalność spada na łeb na szyję i to nie za przyczyną Rydzyka który nawołuje do bojkotu. W międzyczasie odeszła po cichutku nasza Noblistka Wisława Szymborska. Temat jakże ważny, ale mało nośny, bo to w końcu ateistka i za swej młodości pochwaliła Stalina, co z lubością powtarzano w nieskończoność. I chyba nastałaby cisza medialna, ale na szczęście „skradziono matce małą Madzię”. Rozpoczęła się epoka madziewia. Cała Polska na wieść o tym wydarzeniu ruszyła na poszukiwania zachęcana z dnia na dzień rosnącą kwotą przeznaczoną na nagrodę. Ruszył też Rutkowski, zostawiwszy na pastwę losu swoją nową żonkę, którą wykradł z klasztoru oraz wyswobodził z ciasnego habitu i korneta. Ta znudzona swobodą poza klasztorną była zakonnica, krzycząc że ma „przesrane życie” chciała skoczyć samobójczo z okna na dziewiątym pietrze KUL, gdzie nadal pobierała nauki. Z tym „przesranym życiem” to wyraźnie przesadziła, bo zamieniła w końcu „ubogi” klasztor na bogatego w miliony męża. Ludzie ją uratowali dzięki temu Rutkowski mógł ośmieszać policję dalej. Dzielił się więc z mediami wynikami swoich skutecznych dociekań w wyjaśnianiu dramatu sześciomiesięcznego dziecka, któremu hołd w ruinach, gdzie znaleziono zwłoki oddał cały Sosnowiec. Nie potrafię dzisiaj powiedzieć, gdzie było najwięcej zniczy i kwiatów: czy pod pałacem Buckingham po śmierci Diany, pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie po katastrofie smoleńskiej, czy też pod kupą cegieł, gdzie spoczywały zamarznięte na kość zwłoki „słynnej” Madzi. Przez moment my widzowie ucieszyliśmy się, że po pogrzebie tego maleńkiego niemowlątka temat się wyczerpał,.. oj dla niektórych szkoda,ale na szczęście stało się nieszczęście. Po narkotykach i środkach uspakajających z popitką alkoholu zeszła z padołu Whitney Houston. Temat na kilka dni, ale co dalej?.Może coś się stanie.... bóg da i uratuje program stacji informacyjnych, no bo o zwycięstwach na drodze po czwartą kryształową kulę pani Kowalczyk nie da się w kółko powtarzać, a to jest akurat bardziej do przełknięcia, nawet bez zakrapiania wódeczką. Może pani Justysia nas przez moment wyzwoli od tego telewizyjnego chłamu. Na innych sportowców też liczymy, bo akurat dokument zwany ACTA poszedł w pioruny w.... ad acta. A o Rosji należy milczeć, chyba, że nastąpi zamach na Putina, spadnie jakiś samolot z bombą nuklearną na pokładzie, albo Jakuci ze smakiem zjedzą na kolację ministra Gowina.
Inne nasze stacje, gdy nie mają czym ogłupiać widza puszczają chłam w postaci tanich, ogranych filmów amerykańskich, które to niektórzy zaliczają do arcydzieł sztuki. Ktoś ładnie napisał w liście do poczytnej Redakcji: „W zawiści, a raczej nienawiści,( o której to tak pięknie pisała Wisława Szymborska) ... do Rosji, media wyrugowały ze swych ramówek, wspaniałe, a tak niesłusznie wyszydzane kino radzieckie. A przecież to inny pułap, ponadczasowe treści i brak woni unoszącego się kiczu, żenującej paplaniny i rozmów o niczym, które obecnie są serwowane społeczeństwu". Im więcej „wytrajkotanych” niechlujną polszczyzną słów, tym lepiej .Ciekawe tylko dla kogo lepiej.

czwartek, 16 lutego 2012

ROZDWOJENIE JAŹNI



Wielu internautów, szczególnie zaś zatwardziałych w wierze katolików po przeczytaniu donosów z Watykanu, po zapoznaniu się z postami na tzw. odważnych blogach, w sprawie oceny długiego pontyfikatu, wyniesionego na ołtarze polskiego papieża JP2, ma rozdwojenie jaźni. Fakt, dużo naszych rodaków z dociekliwości i ciekawości „po trosze” tu i ówdzie doczytywało się, że postawiony na czele państwa watykańskiego kardynał Karol Wojtyła, jako też, a może przede wszystkim na czele Kościoła katolickiego nie pozostawił zbyt wiele dobrego zarówno swemu następcy jak i miliardowi oddanych Chrystusowi. Kościół Karola Wojtyły przybrał złą, mało przyjazną człowiekowi twarz, co daje się powoli zauważać w różnych, nie zawsze wrogich Kościołowi opracowaniach i analizach. Otóż JP2 w Polsce stał się niekwestionowanym autorytetem od wszystkiego i niemal dla wszystkich. Okazuje się nim w dziedzinie poezji, dramatu, pedagogiki, poczucia humoru, moralności, filozofii i wielu innych dziedzinach. Ten, kto by się ośmielił poddać to w w wątpliwość spotykał się zwykle z surową reprymendą. Czy jednak rzeczywiście JP2 jest dla nas Polaków tak wielkim autorytetem, jak pompatyczne są ich wiernopoddańcze deklaracje?. Przecież rzadko który katolik w Polsce przeczytał choćby jedno dzieło papieża. A niemal każdy deklaruje znajomość nauczania JPII. Zbudowali Mu za to setki pomników, jeszcze za jego życia, co świadczy tylko o jego wyjątkowej pysze i samouwielbieniu.
Rzeczywistość wygląda niestety inaczej. Kościół odcina się powoli od tzw. biedoty, a więc tych, którzy pozostają mu najbardziej wierni. Według watykańskich statystyk, aż 80% światowych katolików żyje poniżej granicy ubóstwa i Kościół uzyskuje od nich zaledwie 2% swoich dochodów w wysokości 395 miliardów dolarów. Mało! Nic dziwnego, że JP2 postanowił zupełnie odciąć się od biedoty i uwagę stolicy apostolskiej skierował wobec grup majętnych, zgodnie zresztą z zasadą więzi „wójta, pana i plebana”. Z całą pewnością ani Episkopat, ani prokatolickie media w Polsce nie przedstawiają nam obiektywnie pontyfikatu JP2, o czym wie każdy, kto swojej opinii nie kształtuje na podstawie głosu płynącego z ambon, lecz poprzez własną inicjatywę poznawczą. A oto ważniejsze fakty dotyczące pontyfikatu JP2, które w naszym kraju są tematem tabu:
Zatajenie pedofilstwa duchownych z jednoczesną ochroną przestępstw seksualnych. W tym celu wydaje tajny dokument w formie instrukcji ( Sacramentorum sanctitatis) dla biskupów całego świata katolickiego, w którym wymaga się całkowitego milczenia w przypadkach ujawnionej zbrodni pedofilii. Należy (czytamy w nim) niezwłocznie otoczyć oskarżonego księdza opieką i przenieść go do innej parafii, a nawet innego kraju. Skandal taki musi iść w zapomnienie. Dokument zakazuje współpracy z organami ścigania. Kontrowersyjne wyświęcenia, które podrywają autorytet głowy Kościoła. Przykłady:
Na ołtarzach JP2 ustawił m.in. Piusa IX, który wsławił się wyjątkowym okrucieństwem w nawracaniu Żydów na katolicyzm. Ścinano im głowy oraz ich rozszarpywano. On to ogłosił dekret o nieomylności papieża.. Innym przykładem uświęcenia przez JP2 jest postać Alojzego Stepinaca, biskupa katolickiej Chorwacji, założyciela i głównego herszta w obozach koncentracyjnych dla walczących z hitleryzmem, oraz mordercę masowego Żydów chorwackich. Jego strojny grobowiec widziałem osobiście w katedrze w Zagrzebiu. Kolejny to Jose de Anchieta, który głosił, że tylko miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje. Josemaria Escrive de Balaguer, założyciel tajnej organizacji kościelnej Opus Dei, do której należy kilku naszych polityków. Człowiek związany z reżimem frankistowskim, faszysta. Jego dewiza to: być posłusznym, to droga bezpieczna, być ślepo posłusznym przełożonemu, prowadzi do świętości. Matka Teresa z Kalkuty, jako przereklamowana opiekunka cierpiących. Wszystkie bardzo duże pieniądze jakie otrzymywała od darczyńców na pomoc cierpiącym przekazywała naszemu papieżowi, natomiast jej podopieczni mieli cierpieć i umierać w bólu jak Chrystus na krzyżu. To jej dewiza. Planował, lecz nie zdążył beatyfikować papieża Piusa XII, wroga Żydów, przyjaciela Hitlera i Mussoliniego i w gruncie rzeczy wroga Słowian w tym Polski. Po wojnie Pius XII umożliwił ucieczkę do Ameryki Południowej setkom esesmanów i zbrodniarzom wojennym wydając im paszporty watykańskie.
Każdego dnia nauki JP2 w kwestii seksualizmu, kontynuowane przez Benedykta XVI tego, przyczyniają się do śmierci dziesiątków, a może setek tysięcy ludzi, zakazując katolikom używania prezerwatyw. AIDS zbiera największe żniwo w krajach biednych, szczególnie w Afryce. Brak wychowania seksualnego młodzieży, zwłaszcza w odniesieniu do HIV, jest też ciężkim nadużyciem i niezgodnym z głoszonym miłosierdziem boskim. JP2 miał na sumieniu zażyłość w przyjaźni z ojcem Macielem, wyjatkowym zboczeńcem. Jako zakonnik i założyciel tzw. Legionów Chrystusa, Marcial Maciel miał kilka kobiet, mężczyzn i chłopców w pożyciu seksualnym. Seks uprawiał nawet z własnym synem. Gdy prokurator brał go za tę zboczoną dupę, zaopiekował się nim właśnie nasz papież, lokując go w jakimś bezpiecznym klasztorze. A to tylko dlatego, że Maciel walił do papieskiej kasy miliony dolarów. Podobnie zresztą jak oskarżony o pedofilię amerykański kardynał. On też znalazł przytulisko u JP2. Media piszą, że JP2 był niegodnym następcą swego poprzednika. Otóż wielce niegodnym było przybranie przez Wojtyłę imienia swego poprzednika Jana Pawła I. Gdyby nie przedwczesna podejrzana śmierć „uśmiechniętego papieża”, dziś Kościół z dużym prawdopodobieństwem byłby wolny od wszelakiej patologii, jaka go zżera. Jako jedyny papież wierzył w Kościół ubogi i dla ubogich. Jego następca dał się poznać jako ortodoksyjny dogmatyk, szowinista, marionetka w rękach Opus Dei, zwolennik reżymów dyktatorskich w Ameryce Płd i Afryce, oponent teologii wyzwolenia. Przyjaciel zbrodniczego Pinocheta. Między bajki można włożyć jego wysiłki na rzecz ekumenizmu. Zbliżenie Watykanu do Izraela i Palestyny było podyktowane wyrachowaniem. Karol Wojtyła był za to bardzo zżyty z prymasem Wyszyńskim, antysemitą, który pochwalał Hitlera za zbrodniczy plan uśmiercenia Żydów w Europie.

Wyrazem bezradności JP2 było jego odwołanie się do Miłosierdzia Bożego, jako panaceum na bolączki współczesnego świata. Wykreowany obraz JP2 jako intelektualisty, erudyty i poligloty kłóci się przeto z wizerunkiem człowieka, który powołał w Watykanie kongregację ds. egzorcyzmów, fascynował się organizacją Opus Dei, a jej członków nazywał jezuitami nowego tysiąclecia. Gdy analizuję szpaler osobistości, których JP2 „ulokował” gdzieś tam w niebie u boku Ojca, to
dochodzę do wniosku, że czynił to z myślą o sobie. Przedłużył bowiem na wieki grono swych najbliższych przyjaciół, bo jak wiadomo naszym polskim katolikom, JP2 wiecznie odpoczywa u boku Ojca. Nie jest zatem sam. Hierarchowie zdają sobie sprawę, że podobne publikacje wytrącają z szeregów Kościoła coraz większą ilość wiernych. Maleje pogłowie owieczek. Maleje też pogłowie pasterzy, bo do seminariów już nie ma wyścigu. Zwiększa się ilość próśb i wniosków o wykreślenie z księgi chrztu, a więc o wyłączenie z przynależności do stada pokornych owieczek. Mało już kto reaguje na strach przed ogniem piekielnym i ostrzeżenia, że za twoją trumną nie pójdzie żaden ksiądz. A oto wierszyk, który na tę okoliczność przypadł mi szczególnie do serca.

Niech nad mym grobem oszust czarny

Nie wznosi w niebo swoich dłoni

Na nic mi jego obrzęd marny

Gdy mnie na wieczność ziemia chłonie

Nic mi martwemu z pustych zwrotów

Obłudnych próśb i modłów płatnych

Faryzeusza, który gotów

Wziąć od biedaka grosz ostatni

Niech mnie nie żegna świątobliwy

Wilk przyodziany owczą skórą

Przejrzałem jego serce chciwe

I myśli podłe pod tonsurą

Nie wskrzeszą mnieżne gesty

Ani organów głośne granie

Liść mnie pożegna swym szelestem

I gwiazd odległych migotanie.

sobota, 11 lutego 2012

ABY DO "WIOSNY"


Powiedzenie owo powtarzamy w zimie, lub na tzw. przedwiośniu gdy nas coś gryzie. A gryzie nas praktycznie wszystko i to ze wszystkich stron tak, że nie nadążamy się drapać. W sferze materialnej, w sferze polityki, a i w sferze kultury jako takiej, czyli każdej. Nie będę w tym miejscu dokonywał jakiejś głębszej analizy dla potwierdzenia powyższych słów, bo po prostu musiałbym się powtarzać, a tak naprawdę to już nawet mi się nie bardzo chce. Należę do tej grupy społecznej, która oprócz spożycia powszedniego chleba, dla zdrowotności ciała i ducha czyta prasę. Prasę, nie pisemka partyjne w których produkują się wrogowie nie tylko Szymborskiej, w osobach Karnowskich, Sakiewiczów Wolskich, Warzechów, Ziemkiewiczów i innych stworzeń pisopodobnych. Dlatego dla potwierdzenia moich tęsknot za wiosną, a mam na myśli wiosnę zapowiadaną między innymi programem Janusza Palikota, przytoczę wypowiedzi dwóch Polaków, którzy to broń Boże nie potrafią się odciąć od korzeni drzewiej zapuszczonych w kraju nad Wisłą. Tygodnik ANGORA drukuje list Polaka, który wraz z grupą kolegów opuścił kraj za Gierka. Wiemy że wygrali raj ci którym, się udał przeskok za żelazną bramę. Polacy byli hołubieni, jako uciekinierzy spod reżymu komunistycznego, dlatego autor listu nie miał żadnego problemu z pracą, mieszkaniem, należnymi zasiłkami itp.dobrodziejstwami, mimo początkowej nieznajomości języka. Miał skalę porównawczą, ale to akurat tam na obczyźnie starał się bronić dobrej twarzy Ojczyzny nawet przed rodakami, którzy dla przypodchlebienia się potrafili pluć na kraj swego urodzenia.” Walczyłem jak lew, mówiąc, że przecież nie było tak do końca źle, że szkoła była za darmo, że wczasy prawie darmo, że służba zdrowia itd. Okazało się, że znów się pomyliłem, bo kiedy z tęsknoty po wielu latach wróciłem do kraju, na własne oczy ujrzałem go jako szambo, które wciąga człowieka jak bagno. Umieralnia która pozbawia nadziei i odziera z godności. Nie da się żyć wśród ludzi, którzy skazują człowieka na śmierć (dosłownie i w przenośni mimo braku ustawy o eutanazji) chociażby wyłącznie dlatego, że miał czelność skończyć ileś tam lat i szukać pracy by utrzymać rodzinę. Nie liczy się wykształcenie, doświadczenie, znajomość języków, nie liczy się nic oprócz wieku. Polska choroba narodowa. To co jest za granicą przez pracodawców mile widziane tutaj działa na moją niekorzyść. Polska to naprawdę chory kraj i lepiej być tu nie ma prawa. Każdemu, kto kontempluje nad powrotem do Polski mogę tylko powiedzieć, by dał się przebadać na iloraz inteligencji, poszedł na piwo lub rzucił się pod pociąg, bo polsko-katolickie społeczeństwo go wykończy. Żaden kraj nie wdeptał mnie tak w ziemie jak moja Ojczyzna i żaden również kraj nie odebrał mi godności i nadziei na przyszłość tak skutecznie.” Cóż ja mogę dodać do tak gorzkich słów, które padają nie tylko z ust pojedynczych naszych rodaków. Ileż tu jest goryczy, ileż tu jest boleści. Boleści jakie odczuwają dziesiątki tysięcy absolwentów uczelni, a przede wszystkim ci, co ukończyli co najmniej 50 lat, a ich dotychczasowy zakład pracy upadł. Czy jest jakowaś nadzieja?. Chyba nie, mimo, że dramaturgia tych słów może brzmieć jako przesadnie wyrazista. Słucham premiera i obserwuję posunięcia
rządu dot. gospodarki, gdzie oszczędności szuka się w kieszeni emerytów, oraz tych co na luksus kilku lat spokojnego życia na emeryturze muszą czekać przy tokarce, w hucie, na kolei, a nawet za biurkiem podobno do 67 urodzin, jak ich wcześniej szlag nie trafi biorąc pod uwagę „skuteczność” naszej służby zdrowia. Polska to szambo, które wciąga człowieka jak bagno. Mocne słowa czytelnika ANGORY, ale trudno mu nie przyznać choćby częściowej racji, skoro miliardy złotych płacimy obibokom w kieckach, zwalniamy ich z podatków, płacimy na ich ubezpieczenia emerytalne i za lekcje religii ( a miały być za darmo). Skoro samorządy ładują corocznie setki tysięcy, a zdarza się, że i miliony na poszczególne parafie. Skoro prawo ustanawiane przez parlament jest wcześniej konsultowane z episkopatem. A jak ma być, skoro obok premiera i prezydenta pracują ludzie bezpośrednio ( a nawet pokrewnie) związani z Kościołem. Dlatego też prawo stanowione przez nasz parlament, w którym co drugi poseł i senator to były ministrant ma zapisy średniowieczne, nie tylko w zakresie dotyczącym praw kobiet do własnego ciała, ale też w zakresie wychowania i współżycia obywateli w podobno nowoczesnym społeczeństwie. Dowodem na upokorzenie owieczek katolickich jest chociażby zmowa milczenia w sprawie aktów pedofilii wśród księży, o czym niejako półgębkiem rozmawiali ostatnio biskupi w Watykanie. Nasze środki przekazu poza internetem i GW nabierają wody w usta, by zbyt dużo na ten temat nie powiedzieć, tym bardziej, że akurat w Polsce pedofilia księży stała się już plagą. Dość dawno temu sam osobiście znałem takowego typka, co to biskup przenosił go z miejsca na miejsce. Zaliczył kilka parafii na Mazowszu. Nie wiem co z nim obecnie się dzieje, być może dożywa w wygodnym pensjonacie dla steranych życiem starców duchownych przy lampce koniaku, bo akurat wypić też lubił. A po co nam ta zasrana wojna w Afganistanie, a wcześniej w Iraku. Oczywiście z polecenia zamorskiego Wielkiego brata, bo czy te Araby nam w jakikolwiek sposób zagrażali?.A po co nam te rdzawe już F-15? Nikt nas nie naciskał na realizację takowych inwestycji. Mimo wydanych miliardów dolarów na zakupy militarne, ewentualną wojnę byśmy przegrali w ciągu kilku dni chociażby z atomową Białorusią, bo nasi szwejkowie nie mają dostatecznej ilości amunicji do ćwiczeń na poligonach, dlatego ilość godzin szkoleniowych wypełniają przemarszami do Częstochowy i Lednicy. USA, które Polskę obok Bułgarów i Rumunów pozbawia ruchu bezwizowego do „bratniego” kraju, nakazuje złożenie podpisu pod tajnym dokumentem zwanym ACTA i posłuszny premier Polski to czyni. Dopiero wściekły protest młodych ten podpis unieważnił.
Ponieważ jestem w temacie, przeto przytoczę jeszcze jeden fragment wywiadu z GW(DF). Chodzi o pana Wilhelma Sasnala, znanego już w świecie czterdziestoletniego malarza współczesnego, człowieka europejczyka, który urodził się i spędził wczesną młodość na ziemi tarnowskiej. Jako młody człowiek nie interesował się historią wojenną i powojenną Tarnowa, czyli tej okolicy galicyjskiej, gdzie było największe skupisko Żydów i gdzie praktycznie wszyscy zostali wymordowani. Dopiero później, gdy dojrzał, spojrzał tym faktom w oczy dowiadując się, że duża część tych współobywateli została zamordowana przez jego ziomków a może i jakowyś jego krewnych. Sasnal, człowiek wykształcony, potrafiący patrzeć na Polskę okiem krytyka szukał odpowiedzi na pytanie, gdzie tkwi geneza tej nędzy i ciemnoty tarnowszczyzny, która pchała miejscową ludność w otchłań zbrodni. I odpowiedział: „Całą katastrofą dla Polski jest Kościół katolicki. To taka trochę katastrofa smoleńska. Denerwuje mnie, że Kościół pcha łapy, tam gdzie nie powinien pchać. Publiczny klerykalizm pakuje ludzi w zaścianek mentalny. A już Kościół, który mówi jakie prawa mogą mieć kobiety, jest czymś wyjątkowo kurewskim. Rzecz w tym, że każdy z nas w sobie nosi taki naród, taki kraj, jaki sobie zbuduje”. Myśmy sobie poprzez dziesięciolecia, a może i setlecia zbudowali taki właśnie kraj. Do nikogo nie możemy mieć pretensji. Gorzej, że wyjście z tej matni następować będzie też przez dziesięciolecia, ale już nie przez setlecia. I to wyłącznie dzięki przynależności do Unii narodów prawdziwie demokratycznych, świeckich i postępowych, która przygarnęła wielu naszych obywateli. Kiedyś ta czara narodowego szamba się musi przelać. (rysunek).

wtorek, 7 lutego 2012

BARDZO WZRUSZAJĄCE SŁOWA


Zaciekawiło mnie któregoś dnia wypowiedziane przez Adama Michnika zdanie: „Podobają mi się słowa doktora Tadeusza Rydzyka i profesora Roberta Nowaka, że oto odczuwa się brak dialogu między wierzącymi i niewierzącymi. Brak szukania wspólnego dobra bez względu na wyznanie. Zapominamy o pluraliźmie, wielości myśli i poglądów”. Ładnie.
Ja tego nie słyszałem z prostej przyczyny. Po prostu nie mam w zwyczaju zagłębiać się w myśli zwykle wypaplane bez składu i ładu przez pana doktora TR. Tymczasem podobno Rydzyk modli się o to, by Polacy rozmawiali, szukali dobra u każdego obywatela. Czyż to nie piękna modlitwa?, pyta naczelny GW. A jakże, piękna. Tak jak pan Michnik, podobnie i ja uległem szokowi, ponieważ zarówno Rydzyk jak i Michnik to skrajne przeciwności pod każdym względem. Ideologicznym, światopoglądowym i etycznym. Łączy ich obu wyłącznie wielkość posiadanych dóbr materialnych. Zarówno jeden jak i drugi dzięki posiadłościom medialnym stali się multimilionerami. Jeden ma telewizję, radio i Nasz Dziennik, drugi zaś wydawnictwo Agory i Gazetę Wyborczą, czyli dziennik o najwyższych nakładach. Niestety to jest wszystko co ich łączy, reszta to same przeciwności, skrajne przeciwności. Po przeczytaniu owych pochwał dla Rydzyka pomyślałem, że szlachetność i klasa Adama Michnika nigdy nie przestanie wprawiać mnie w niemy zachwyt, ale żeby nie być gorszym wielkodusznie zgadzam się też z wygłoszonymi tezami... oraz tezami Włodzimierza Lenina, że po wtorku jest środa, a woda jest mokra. No bo jak to jest?
Adam Michnik, eseista, pisarz, historyk oraz działacz polityczny, główny organizator strajków gdańskich, działacz KOR, uczestnik Okrągłego Stołu, poseł na Sejm, Kawaler Orła Białego i Francuskiej Legii Honorowej mógłby stawać do konfrontacji z w gruncie rzeczy, mimo jakowegoś tam doktoratu z tak prostym, często chamskim człowiekiem jakim jest pan Rydzyk?. Michnik wywodzi się z przedwojennej rodziny działacza komunistycznego żydowskiego pochodzenia. Przyjaciel Kuronia, Modzelewskiego oraz Geremka, a więc ludzi diamentowych. Ma wiele twarzy, bowiem jako ideolog lewicowy broni liberalizmu i środowisk najbogatszych. „Pochodzę z żydokomuny” lubi mawiać. Jako wieloletni członek Unii Wolności, a więc partii w kolorze stricte liberalnym, jednocześnie potrafił znaleźć wspólne zdanie z gen. Wojciechem Jaruzelskim, Czesławem Kiszczakiem, Jerzym Urbanem oraz Aleksandrem Kwaśniewskim. Dzisiaj mógłbym pomyśleć, że próbuje poszerzyć krąg przyjaciół o ojca Rydzyka. Nie, tak nigdy nie pomyślę, bowiem Rydzyk to przyjaciel ludu moherowego, a więc tego, który nie tylko pójdzie za nim w ogień, ale comiesięcznie odpali część swojej emerytury na toruński biznes zakonnika. Ci, którzy przejrzeli na oczy i zrezygnowali z uszczuplania wypracowanej daniny z ZUS, już nie mogą zaliczać się do przyjaciół doktora-dyrektora. Rydzyka i Michnika różni wszystko. Ojczulek w habicie dorobił się wielkiej fortuny przy biernej postawie jego kościelnych przełożonych, oraz słabości prawnej naszego państwa. Rydzyk popełnił już tyle przestępstw, szczególnie gospodarczych a i przeciwko polskiej konstytucji, mnożąc ofiary swego postępowania, iż wiktymologia, a więc nauka o tychże ofiarach mogłaby owocnie posłużyć studentom prawa (z wyjątkiem jego uczelni). Pominąwszy wielkie oszustwo polegające na zbiórce wielu milionów złotych na ratowanie Stoczni Gdańskiej, Rydzyk potrafił na forum PE nazwać rząd polski totalitarnym, gorszym od hitleryzmu. Uważa się za dyskryminowanego i upodlonego w wyniku nie przyznania mu platformy cyfrowej, przez co nawołuje do niepłacenia podatków. Skandal! Olewa polskie prawo ( każde w zasadzie prawo). Nie zapłaci ten „nędzarz” nawet symbolicznej w jego przypadku, kary 3,5 tysiąca złotych zasądzonej przez sąd. Podobnie postępuje Głódź w Gdańsku, ukarany tysiącem złotych. Postawa tych „nędzarzy” świadczy o wyjątkowej bezradności naszego państwa. A jeszcze bardziej o tym, iż żyjemy w państwie (czy tego sobie życzymy, czy też nie) wyznaniowym, gdzie każde pierdnięcie parlamentarne wcześniej jest uzgadniane z episkopatem. Nie wiem jakaż to metamorfoza mogła dotknąć Rydzyka i jego profesora Nowaka, skoro w głośnikach RM wielokroć słyszeliśmy, że w komorach gazowych Oświęcimia ginęli nie tylko Żydzi, .. ale też Polacy, gdy byli chorzy. Cyklon B używano do dezynfekcji a nie do mordowania ludzi, a łaźnia służyła wyłącznie do kąpieli higienicznej. Opowiadania ocalonych jakoby widzieli gazowanie ludzi są bezwartościowe. Podobnie na antenie tejże gadzinówki przemawiali inni profesorowie, Ratajczak i Bender, bohaterowie występu u Kobylańskiego w Ameryce Płd. Krzyczeli, że nie ma w Polsce niepodległej prasy. Jest tylko żydowska, wyłączając oczywiście Nasz Dziennik, Gazetę Polską, Uważam Rze, no i Gościa Niedzielnego. W świetle przytoczonych wypocin antysemickich jestem przekonany, że jakiekolwiek próby dialogu Michnika z Rydzykiem byłyby zbezczeszczeniem przyzwoitości i elementarnych zasad współistnienia ludzi, tym bardziej o skrajnie różnych światopoglądach. Panu Michnikowi się po prostu wymknęło, ale to nawet dobrze zapachniało, tyle że bardzo króciuteńko, ponieważ nigdy człowiek o tak nienawistnym języku jakim posługuje się Rydzyk, nie zdobędzie się na jakikolwiek dialog.
Piszę ten post jeszcze przed pogrzebem naszej literackiej Noblistki. Obok podziwu i
podziękowań dla geniuszu Pani Wisławy Szymborskiej już, czyli zanim ona spocznie w grobie, skrajnie usposobieni krytycy przypinają jej brudne łatki za popełnione wiersze w młodości, których się zresztą bardzo wstydziła. To dosłownie tak samo jak było z Broniewskim, poetą, który przeszedł szlak wojenny z generałem Andersem, a który natychmiast po zakończeniu wojny wrócił do zrujnowanej stolicy, by wspomagać jej odbudowę w nowej jakże innej rzeczywistości. Mocno podpadł tym, którzy z wyboru wygody życia podpierając się ideologią zostali w Londynie na zawsze, oraz tym, których ojcowie dzisiaj mają wznoszone pomniki jedynych obrońców polskiej racji stanu. Na szczęście Broniewski radził sobie z takimi, dla niego nic nie znaczącymi pseudo krytykami. Często wykorzystując swój geniusz „bawił” się nimi nazywając ich nie zawsze dość parlamentarnie. Dał wyraz temu w zdaniu: „Dobrze jest czasem pobawić się kutasem”. Niestety dzisiaj Pani Szymborska już bronić się nie może, a na pewno potrafiłaby posłać do diabła nie jednego „znawcę” jej liryki.

piątek, 3 lutego 2012

NUDA VERITAS, CZYLI NAGA PRAWDA


Polsce, jak zresztą na całym bożym świecie dość pokaźna grupa ludzi, z których znaczną część bez urazy można z czystym sumieniem zaliczyć do świrów, czyli inaczej mówiąc do tych z odchyłkami, czyli względnie mało normalnych. Wśród nich znajdujemy, a raczej pokazują nam ich w TV. To tzw. celebryci, z francuskiego celebrie czyli sławni, chociaż sławni.... inaczej. Znajdujemy ich zarówno w sferze masowej kultury, raczej tej chałturnej, jak i polityki, czy też życia społecznego. Wielu z nich przewinęło się przez moją klawiaturę na przestrzeni lat, a też o wielu z rozmysłem zapominałem ze względu na tzw. niechęć do obciachu. Wbrew temu wszystkiemu dziś postanowiłem na nich popatrzeć jeszcze raz. Na pewno na liście celebrowanych przez środki przekazu świrów umieszczę niejaką Jolę Rutowicz, która demonstracyjnie na oczach milionów widzów oddawała się chuciom miłosnym w Big Brodherze, za chińskiego boga, natomiast nie potrafiła sobie przypomnieć czym w życiu zajmuje się Jan Nowicki. W tym sektorze mogłaby się znaleźć też Doda, do niedawna Elektroda, chociaż akurat ona ma przebłyski prawdziwej inteligencji, chociażby powiadając, że biblię napisali „zielarze” popijający wino. Zafascynowała mnie tym spostrzeżeniem dot. powstawania „świętych” ksiąg. To, że obraziła uczucia senatora (semafora) Koguta i Nowaka od (in) sekt, jest mało ważne, bo akurat w tym wypadku obaj panowie wpisali się automatycznie w osobowość leżącą daleko od rozumu, razem z panią sędziną, karzącą ją za ową wypowiedź. Dodę mimo wszystko zaliczę do świrów chociażby ze względu na zbyt nachalne prezentowanie swojego pupska i wszystkiego co doń przylega, a raczej zsuwa się z tegoż zgrabnego instrumentu gazowo wydalniczego. W ramach usprawiedliwienia swoich czynów Doda może przytaczać wypowiedź swojej ukochanej mamy, która to cała w zachwycie dla córki rzekła „dzięki zgrabnej pupci zgarniasz bogactwo i jesteś słynna”. Czy ta wypowiedz mieści się w sferze świrostwa?. Nie wiem. Zubożeniem kory mózgowej jeszcze w większym zakresie, tym bardziej, że chodzi o tragedię a nie jakąś tam rozrywkę może się „pochwalić” pan Macierewicz z panią Fotygą, wielu przynależnych do partii Kaczyńskiego, a także niektórych członków rodzin ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Nie wolno nam pominąć ojca „doktora” Rydzyka, właściciela mediów szerzących nienawiść do tzw. innych czyli ateistów, socjalistów, gejów, Żydów, oraz tych co to się na spotkanie z nim nie umyli (czarnoskóry ksiądz). Do świrów zaliczam ich dlatego, iż żaden poprawnie zachowujący się człowiek nie wymyśli tyle bzdur na temat przyczyn owej katastrofy, począwszy od rozpylonej mgły, aż po wybuch bomby odpalonej telefonem komórkowym, tylko po to by zabić nic nie znaczącego, marniutkiego i nie szanowanego w Europie prezydenta. Czynu tego według tych świrów dokonał Putin w porozumieniu z Tuskiem. Czy można jeszcze coś dodać wysłuchując owych wynurzeń idioty, chyba tylko prośby „miej ich panie Boże w opiece bo nie wiedzą co gadają”. Tak, gadają, bo mowa to nie jest na pewno. W ostatnich dniach w „panteon super świrów”. wpisał się niejaki Adam Słomka. Tak, ten sam Słomka, co to jako wieczny działacz antykomunistyczny przy boku szefa KPN próbował robić polityczną karierę. Próbował, bo między nim a Moczulskim dochodziło do scysji kończących się rękoczynami. Trochę w międzyczasie odpoczywał w celi więziennej ładując akumulatory na dalszą działalność polityczną, bo życie Słomki bez polityki nie miało i nie ma sensu. Ba, w międzyczasie ambicja poniosła go nawet na listę ubiegających się o Pałac prezydencki. Właśnie ostatnio kolejny raz wyszedł z więzienia, gdzie odsiedział krótki wyrok. Tym razem dwutygodniowy, za zakłócenie prac sądu podczas procesu nad autorami stanu wojennego. Jak przystało na prawdziwego rewolucjonistę, zaraz za bramą więzienną ogłosił gotowość do nieustępliwej walki, tym razem z sędziami, prokuratorami, oraz wszelką swołoczą zasiadającą w ławach prawniczych. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Słomka kierował grupą przestępczą przeciwko demokratycznym wyborom. Fałszował listy wyborcze. Przepisywał dane osobowe na listach z wyborów poprzednich. Rozdawał zasiłki żywnościowe tym , którzy nakłaniali innych do głosowania na niego. Fałszował podpisy. Popełniał oszustwa polegające na tym, że za drobne kwoty obiecywał załatwić możliwość zasiadania w obwodowych komisjach wyborczych, a spreparowane przez niego legitymacje podobno miały uprawniać do bezpłatnych przejazdów w komunikacji miejskiej. Słomka miał jeszcze wiele innych bezprawnych zdarzeń, za które winien dostarczać rozkoszy cwelom, ale chyba jeszcze bardziej nadaje się do wygłaszania pierdół zaciekawionym jego dokonaniami w domach dla „zdrowych” inaczej. W tym miejscu można by rzec, za łacińskim przysłowiem; Hominen non odi, sed eius vitia, co z grubsza można przetłumaczyć, iż nie człowieka potępiamy, tylko jego wady. To tak dla samousprawiedliwienia. Jednak najbardziej głupie w tym wszystkim jest to, że nasze środki masowego przekazu pokazują na wyścigi (dziennikarskie) właśnie takich, których bez najmniejszych obaw można umieścić razem ze Słomką. Widać to było zaraz po uwolnieniu pana Adama z aresztu. Widać to było podczas „transmisji” wypocin pseudo profesorów amerykańskich, fachowców od nawozów sztucznych, „dowodzących” zamachu na nasz najsłynniejszy samolot w historii polskiej awiacji.
Widać to też na każdym bodajże kroku gdy, stacja telewizyjna szuka widza dla polepszenia swojego bilansu oglądalności. Bo jak najlepiej nazbierać widzów, jak nie poprzez pokazywanie świrów, takich jak mecenas Rogalski, nieumyślnie i przypadkowo mąż córki nieszczęsnego prezydenta, albo jej stryja, który w trumnie znajduje brata w mundurze z lampasami generała. Co prawda stryj był na prochach, ale jego wypowiedz wywołała zdumnienie a nawet szok u nawet najbardziej mu przyjaznych.

Ktoś kto czyta moje kolejne posty zauważy, że ich treści to permanentna krytyka. Rządu, partyjniactwa, zachowań osób publicznych. Dojdzie być może do tego, że jakowaś kapituła ufunduje mi tytuł honorowego upierdliwego obywatela kraju. Przyznam, że poczułbym się niezmiernie zaszczycony.

NA MARGINESIE MADRYCKIEJ KONFERENCJI

Czytałem, słyszałem (wierzę, że to prawda), iż służby kwatermistrzowskie w Wojsku Polskim wydały zarządzenie, że w   soboty i niedziel...