niedziela, 29 października 2017

TRZY PUNKTY


                                          Jeden z cmentarzy komunalnych w Toruniu.
 
1. Zbliża się pierwszy listopada. Dla milionów katolików, w szczególności zamieszkałych na polskiej ziemi, ale nie tylko, dzień Wszystkich Świętych to dzień modlitw za dusze zmarłych, oraz odwiedziny pochowanych na parafialnych zwykle cmentarzach. Już któryś to raz pisałem na swoim blogu i będę powtarzał jak mantrę, że nazywanie tegoż dnia dniem wszystkich świętych jest olbrzymią aberracją, jako że na cmentarzach nie leżą żadni święci. Leżą w przeważającej części zmarli, których życiorys był obciążony pełnym worem grzechów. Na tyle pełnym, że starczyłoby na kilka rozpałek pod kotłem, by zrównoważyć grzeszny ciężar piekielnymi mękami według wierzeń pospólstwa chrześcijańskiego. Leżą tam bowiem wszelkiego rodzaju zbrodniarze i rodziny tych zbrodniarzy, targowiczanie, wynaturzone elity, aferzyści i złodzieje. Najemnicy niemieccy i ruscy, paszkwilanci, niepłatnicy VAT i alimentów, esbecy, handlarze narkotykami, nieuczciwi sędziowie i inna zgnilizna moralna. Jakże więc przypisywać im wszystkim świętość, no jakże.
Moim zdaniem 1 listopada jest Dniem Zmarłych i jest to nazwa tego święta adekwatna do normalności. Jest wiadomym, że każda rodzina uznaje swego zmarłego za postać świętą, zgodnie z powiedzeniem, że o zmarłych się mówi dobrze lub wcale. Bo zmarły dbał o rodzinę chociaż kradł i oszukiwał pracodawcę oraz państwo, ale w końcu dostał z rąk kapłańskich ostatnie namaszczenie, a i był po katolicku pogrzebion. Katolikom to wystarczy, więc wystarczy jeno w dniu tym zapalić światełko do nieba na grobie, zapłacić za mszę i wypominki w kancelarii parafialnej i wszyscy szczęśliwi. Okazuje się, że nie wszyscy. Ci co zalegają obszar cmentarny najmniej, ponieważ pozostając wciąż nieżywymi są okradani przez żywych katolików. Nadwiślański lud lubuje się w dewastowaniu cmentarzy i to niekoniecznie obcych katolikom wyznań. Zamroczeni alkoholem poddani Chrystusa, króla Polski, rozwalają płyty nagrobne i pomniki, łamią krzyże, a to co da się ponownie wykorzystać sprzedają za grosze kamieniarzom. Polski cmentarz to miejsce nie tylko spoczynku zmarłych. To arena wszelkiego rodzaju innych zwyrodnień i wynaturzeń. Obok „specjalistów” od kradzieży kwiatów i zniczy, szczególnie w okolicy Dnia Zmarłych, na cmentarzach przez cały rok odbywają się czarne msze ignorantów religijnych, orgie seksualne i gwałty napotkanych tam niewiast, zaś grobowce są wykorzystywane jako skrytki i dziuple na duże ilości narkotyków, oraz innych skradzionych przedmiotów, w tym wszelkiego rodzaju elektroniki, zanim zostaną upchnięte naiwnym nabywcom. Cmentarz polski nigdy nie umiera. Aż chciało by się powiedzieć, jak Paryż nocą. Cmentarz polski żyje. Moim zdaniem najbardziej poszkodowani są zmarli, których poddano kremacji w sytuacji gdy spoczywają obok pakunków z narkotykami, bo nie ma nic bardziej obraźliwego dla trupa niż mieszanie prochów. Powtórzę więc: Dzień Zmarłych to radosne święto dla wielu bezdomnych i bezrobotnych, więc alleluja i do przodu!
                                                     ***
 
Rozmowa cmantarna: Niektórzy mówią, że istnieje życie pozagrobowe, inni z kolei twierdzą że takowe życie nie istnieje, co ty na to? – Zabij mnie jak chcesz, ale ja nie wierzę ani jednym, ani drugim.
                                                      ***
2.  1 listopada miliony Polaków pójdą na cmentarze by w zadumie postać nad grobami najbliższych. W czasie obowiązkowej krótkiej modlitwy spoglądać bedą na sąsiednie pomniki porównując ich koszt budowy z tym przy którym stoi. Bo Polacy zgodnie z zasadą zastaw się a postaw się budują groby nie dla zmarłego bliskiego lecz dla oczu sąsiadów. Zmarłemu jest obojetne czy leży pod płytą ze złota czy też pod żywą sosną, ale nie jest obojętne to sąsiadowi. Pamiętam, że wielu polskich rolników, gdy otrzymali pierwsze pieniadze z Unii Europejskiej w ramach dopłat, przeznaczyli je na budowę trwałych grobowców rodzinnych. Jestem tego świadkiem. Miliony ton żwiru, cementu zbrojeń i innych materiałow budowlanych zużytych na funeralne budowle, miast na obiekty służące żywym ,zostały bezpowrotnie zmarnowane. Jest o czym pomyśleć w dniu 1 listopada, jednocześnie zadając sobie pytanie: Dlaczego bogaci Amerykanie, Anglicy, albo Francuzi mogą wjeżdżać na cmentarze kosiarką, a my Polacy nawet hulajnogą nie.  Chyba nie dlatego, że nie wypada czymkolwiek jeździć po ziemi poświęconej?. Po prostu tam się nie zmieścimy. Zatem, wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
                                                                                       Składnica betonu
                                               
3.  Z Dniem Zmarłych wiąże się wiele odniesień, szczególnie literackich. Okres romantyzmu wręcz był w tym względzie nasączony owymi skojarzeniami jak gąbka pod natryskiem. Szczególnie romantyzm polski. Ojczyzna wielbi takich poetów jak Norwid, Mickiewicz oraz kilku innych, bowiem ich patriotyzm cierpiał wraz z Nią pod batem zaborców. Dzień Zmarłych, i co się z nim wiąże, dzień zaduszny, to czas i okoliczność do wspominania poległych w kolejnych powstaniach zakończonych klęską i wywózkami na Sybir. To rojenia nad odzyskaniem niepodległości z ręki Napoleona. Niestety nikt oprócz tych patriotów z piórem w ręku nie majaczył aż tak za wolnością, jak to wieszczowie pokazali w swych dziełach. A mieli powody, bowiem mimo klęsk i wywózek, tysiące naszych rodaków wstąpiło do armii Napoleona by za Francję ginąć na wszystkich polach bitwy w Europie a nawet na Haiti. Smutne dzieła polskiego romantyzmu, na których wychowały się pokolenia, już nie oświecą polskiej młodzieży, bowiem programy szkolne dobrej zmiany nie przewidują tego by na lekcjach z języka polskiego, a tym bardziej historii o nich wspominać. Miejsce to zostało wypełnione martyrologią "zwycięskiego" Powstania Warszawskiego z wykluczeniem AL, GL i BCh, a także "bohaterstwem"  żołnierzy wyklętych (niestety dla wielu najpospolitszych zbrodniarzy) .Bedą uczyć młodych Polaków, że ci "bohaterowie", zaraz po wyzwolonym przez nich kraju, udali się na Zachód tylko dlatego iż chcieli uniknąć konfliktu z narzuconą nam władzą stalinowską. Broń Boże nie z tchórzostwa. A może dlatego, że już nie było czego rabować, albo amunicja im się skończyła. Nie!. Po prostu ze zwykłego tchórzostwa, bo czekał na nich stryczek. Taka jest prawda, pani Zalewska, minister od oświecenia. Ale pani o tym nie może wiedzieć, skoro nie mogła sobie przypomieć co się stało w Jedwabnem. 





 



 




środa, 25 października 2017

MOJE MAŁE JESIENNE RETROSPEKCJE



No i po lecie 2017. Jakby ktoś dokonał maczetą rzezi odcinając jednym ciosem pomazane jesienią, ale jeszcze w miarę kolorowe czapy drzew od tego co natychmiast nastąpiło. Smutek wizualny. Dosłownie tak jakby nerwowy malarz jednym pociągnięciem umazanego farbą pędzla zlikwidował swoje dzieło składające się z kwiatów i barw, obraz nad którym ostatnio dość długo pracował marszcząc od czasu do czasu zakłopotane czoło.. Ot proces przemijania, które dotyczy wszystkiego, z człowiekiem na czele. Przemijanie czasu mojego, twojego i każdego z nas. Proces ten uruchamia się z chwilą narodzin, od pierwszej sekundy, gdy słyszymy krzyk ukrwawionego dziecka w rękach położnej, który to krzyk oznajmia ludzkości : jestem i teraz razem z wami będę „przemijał”, przedtem pozwólcie mi dorosnąć, wykształcić się, bym mógł pozostawić potomnym to na co będzie mnie stać. W jesieni życia zrzucę z siebie swoje liście, by otulić nimi przed zimnem, głodem i wszelkim złem następne pokolenie, o ile mnie wcześniej przysłowiowy minister Szyszko nie zetnie wmawiając, iż jestem zakałą społeczeństwa i roznosicielem „korników”. Osobiście do tej części biologicznej społeczności już dość od dawna przynależę. Jako, że nie przysparzam dóbr narodowych, ba, jestem wyłącznie konsumentem tych dóbr dokonując wyrwy w zasobach majętności państwa, na ile starcza mi skromniutka emerytura, żyję myślami i wspomnieniami owych kolorowych dni życia. Ale właśnie na tym polega przemijanie aż... po proch.
Dobrze, że w otoczeniu bardzo przyjaznym a nawet otulonym serdecznością i prawdziwą, wręcz soczystą miłością. Dziś stan zdrowia nie pozwala mi na odbywanie podróży do których tęsknię dokonując remanentu życia począwszy od atawistycznych zdarzeń bardzo wczesnej młodości, bo przecie i pamięć już dziurawa jak poprzecierane skarpety. Retrospekcja ta jest wskazana, a nawet ożywcza. To ostatnie, mało wydajne już soki młodości pobudzające do „wstań i idź dalej, bo przecież możesz, nie załamuj się”. To są tylko słowa, ale jak ważne. Jakże często wymuszone przez lekarza na pacjencie kroki po przebytej operacji nóg wzorem słów Chrystusa skierowanych do Łazarza, którego wskrzesił, jak piszą w bibliach. Starość więc nie jest ostatecznością. Tyle, że nie okryje się wiosną nowym soczystym liściem niestety. Jej coraz bardziej pomarszczone ciało nie należy przypisywać pięknu. Starość jest zmurszała i mało pociągająca nie tylko jako atrakcja wizualna dla otoczenia, ale też jako interesujący obiekt w atelier malarskim. Starość zakończona śmiercią to jak upadający dokuczliwy, niesprawiedliwy ustrój, jak kapitulacja znienawidzonego wroga, jak nagły upadek PiS. Ewolucja nie znosi pustki. Urodzi się nowe.
Jednych to zmartwi, innych ucieszy. Porównanie raczej z księżyca, ale w wielu aspektach mi pasuje. Tymczasem wpatruję się w nagie konary drzew i podświadomie widzę na nich czapę liści poprzetykanych kwiatami wiosny, ale też różnokolorowe barwy owych liści jakoby pomazane jesiennymi przymrozkami. To intelektualny wysiłek. Marzy mi się malarski pędzel umazany w palecie barw, by jednym pociągnięciem dokonać odnowy otoczenia. Po prostu uparcie wracać do młodości.

piątek, 20 października 2017

MARNA AMBIWALENCJA


              Polakuobróć się!.
Dla wielu polskich wyborców głosujących dotychczas na Platformę albo PiS, wybór świadomy w tym względzie nie był i nie będzie możliwy. Głosując na jedną bądź drugą partię zagłosujesz źle, jako że PiS i PO więcej łączy niżeli dzieli: klerykalizm, konserwatyzm, tradycjonalizm, neoliberalizm, rusofobia. Zatem obie partie względem siebie to symetryści. Dotychczasowi zwolennicy PO, po odkrytych skandalach zagłosowali na PiS, nie ze względu na 500+, ale po prostu by wyrzucić z siebie raka zawodu na dotychczasowej ich partii, a liczyli na wiele, posuwając się do tego, że ich partia zdemolowała lewicę czyli SLD. Jako przykład wyjątkowego tchórzostwa niech posłuży uwalenie Włodzimierza Cimoszewicza, twardego, a nawet pewnego kandydata na urząd prezydenta w konkurencji z Lechem Kaczyńskim w II turze. PO chwaliło się wysokimi standardami etycznymi, tymczasem posługując się
                  Cnoty polskie
Miodowiczem i Brochwiczem ze służb specjalnych, oraz namówioną sekretarką Cimoszewicza uknuli haniebny spisek rzucając fałszywe oskarżenia na pana Włodka, by go utrącić, w sytuacji gdy on miał w kieszeni pewne zwycięstwo. I co z tego dzisiaj mają ci liberalni moraliści?. A nie byłoby zwłaszcza Smoleńska, oraz quasi religijnego kultu, który tuczył politycznie i moralnie PiS. Z tych wydarzeń Platforma także nie wyciągnęła żadnych wniosków. W Sejmie głosowała ręka w rękę z „dobrą zmianą” choćby w sprawach IPN i CBA. Przez litość nie powinienem im to wypominać, ale się nie powstrzymam. Razem z PiS PO niszczyła Trybunał Konstytucyjny, niezależność sądów i bezgranicznie oddawała cześć „Żołnierzom Wyklętym”. Nie zawalczyła ani o in vitro, ani o związki partnerskie, ani o kartę praw podstawowych, ba ani o kompromis aborcyjny, obowiązujący od lat i o wiele innych politycznych, dobrych prądów płynących z Unii Europejskiej. Ale jak ta niby liberalna partia mogła nazywać się postępową, skoro w swoich szeregach tolerowała kilkudziesięciu doktrynerów zbliżonych do światopoglądu PiS?, jak przykładowo Marek Biernacki, Andrzej Czuma. Piotr Gliński, John Godson, Patryk Jaki, Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Radziszewska, Jacek Żalek, Jarosław Gowin, oraz Radosław Sikorski minister obrony w rządzie PiS. Szydło też złożyła deklarację wstąpienia do PO, ale po wahaniach wylądowała w kaczej partii.. Ta wyliczanka dotyczy poglądów i nie jest dzisiaj ograniczona do przynależności partyjnej. Obie partie łączy więcej niż dzieli. Dzisiaj można by powiedzieć tej partii tak; podkładając świnię ewentualnym konkurentom, skrzywdzili siebie, bo obserwując notowania popularności, partia zapoczątkowana przywództwem Tuska chyli się do całkowitej śmierci pod przewodnictwem mało charyzmatycznego Schetyny. A wystarczyło trochę odwagi po to, by wyrzucić ich na zbity pysk bez oglądania się na Kościół.
               Cała żywa prawda.
Wszystkich których wymieniłem. Po to, by obronić kręgosłup liberalnej, naprawdę europejskiej partii, która zachowując świecki charakter państwa, dzisiaj zbierałaby owoce szacunku ze strony swego suwerena.

wtorek, 17 października 2017

KU ROZWADZE WOJUJĄCYM KATOLOM

                         
                                              Jak sam powiada, przecie nie będzie jeżdził na krowie.
Nie spodobają się te słowa oszołomom religijnym, których w Polsce zatrzęsienie. Jednak jestem przeświadczony o tym, że nawet w środowisku twardych katolików jest przewaga tych, którzy z ochotą poszerzają swoją wiedzę na tematy religijne nie poprzestając na słowach z Pisma św. czytanych przez kapłanów, więc tekst ten powinien być przyjęty przez nich aprobująco. Nie spodobają się natomiast tym, dla których życie zamyka się między kropidłem chrzestnym w wieku niemowlęcym i klapą trumienną w dniu śmierci. Tym, dla których ich Bóg jest pokarmem, zaś słowo ateista, a nawet deista jest bluźnierstwem. A przecie dla uspokojenia ich sumień można nawet aprobować Boga i nie wyznawać żadnej religii – jest się właśnie wtedy deistą. Dla wielu katolików taka deklaracja wystarczy, „wystarczy otoczeniu mówić że się wierzy w Boga, a co tam sobie myślą to ich sprawa”, a tak naprawdę, to wystarczy zmusić się do poczytania Wikipedii: „Deiści odrzucają głoszone przez wyznawców religii monoteistycznych, a więc m.in. chrześcijan i islamistów przekonania religijne, w myśl których objawienia, cuda, proroctwa i święte księgi posiadają faktyczną wartość poznawczą”. A więc w tym punkcie deiści w pełni zgadzają się z ateistami, ponieważ jedni i drudzy nie mają przekonań religijnych. Ale może ateizm jest jakąś pseudoreligią lub religią w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu?, jak to sądzą oszołomy?. Nic z tych rzeczy, ateizm nie jest nawet ideologią ani doktryną, bo nie zawiera nie tylko żadnego systemu wierzeń lub przekonań, ale w ogóle niczego nie zawiera.
Dlatego ateiście nie jest potrzebny żaden ksiądz w jakiejkolwiek postaci: czy to w osobie proboszcza parafialnego, ani też księdza szpitalnego, ani duszpasterza rekolekcyjnego, wreszcie tym bardziej obcy mu jest jakiś tam kapelan, i każdy inny ochroniarz jego morale, wystarczy ateiście lub deiście etyka na poziomie człowieka uczciwego, do tego rozumienie porządku świata. Niestety, jak się okazuje w polskiej szczególnie praktyce, księża ze swymi naukami nie przenikają do miejsc dla nich trudnych, gdzie musieliby sobie ubrudzić wylizane przez parafianki rączki. Mowa o środowiskach gdzie ciężką pracą znaczą swój żywot, (górnicy pod ziemią, rolnicy przy pracach ziemnych, budowlańcy podczas wznoszenia obiektów, portowcy i inni). Oni ze swoimi pseudonaukami wyćwiczonymi w seminariach trafiają pomiędzy tych, którzy podobnie z czystymi rączkami szerzą konieczność przywiązania do Kościoła, ale też nienawiść do innych wzorem nauk faszystowskich, i mają coś do powiedzenia w kwestii zarządzania dobrami.
Dlatego widzimy ich wśród władzy, wśród kiboli, wśród ONR, wśród Młodzieży Wszechpolskiej, wśród różnego rodzaju wywrotowców porządku publicznego, by przypodobać się tego typu chuliganerii wywołując obrzydzenie wiernych i poklask tych co rządzą nie tylko kasą ale i posłusznym ludem. Dlaczego więc nie chodzę do kościoła? -Bo sumienie mi nie pozwala.

niedziela, 15 października 2017

MOŻECIE MI SKOCZYĆ


Tak można odczytywać słowa Jarosława Kaczyńskiego, gdy po raz pierwszy oznajmił, że jednak prawdy do której się przybliżał przez lata, już na odległość swojej ręki nie da się wyjaśnić!. Tak można przemawiać tylko do czarnego, bajkowego, albo nadzwyczaj głupiego luda, którego w naszym kraju multum. W tym jednoosobowym rządzie, powtarzam, jednoosobowym w postaci Kaczyńskiego, bowiem ani premier, ani prezydent, ani marszałkowie parlamentarni praktycznie nic nie mają do powiedzenia od siebie, rządzi wyłącznie ON. Inni powtarzają wyłącznie słowa prezesa z wielką atencją i ostrożnością, by przypadkowo nie pomylić się, bo prezes może gadać z trybuny sejmowej albo z drabinki wszystko co mu się nawinie na ozór i nic mu nikt nie zrobi. Pozostali pisowcy mogą tylko powtarzać słowa prezesa z wyjątkiem tych, które oscylują wokół  zdradzieckich mord opozycji. 
Żadnych wychyleń, bo każde słowo wypowiedziane od siebie może być odczytane jako bluźnierstwo. Skoczyć pisowskiemu rządowi można za wszystko, np. za zubożenie służby zdrowia, co wyrażali głodując w proteście młodzi lekarze rezydenci. Skoczyć mu można za rozrzutność grosza wspólnego na wiele problematycznych a zapowiedzianych inwestycji: budowa największego w Polsce portu lotniczego w okolicach Starachowic wraz z infrastrukturą komunikacyjną, planowany przekop Mierzei Wiślanej, co spowoduje zakłócenie struktury przyrodniczej i tzw. rozwałkę natury podobnie jak wycinka Puszczy Białowieskiej. Skoczyć mu można za rozdawnictwo swoim majątku narodowego wyrażającego się w obsadach na wszystkich stanowiskach kierowniczych, spółek Skarbu Państwa, a także w administracji począwszy od stanowiska wojewodów aż po sprzątaczek miernymi, ale wiernymi ludźmi ze znaczkiem PiS.Partyjny merkantylizm. Z tym, że akurat sołtysi, burmistrzowie, wójtowie i prezydenci miast są wybierani przez mieszkańców, a nie mianowani przez kierownictwo partii, ale i z tym sobie Kaczyński siłami Ziobro, prezydenta i Marszałka Sejmu poradzi. Już od dawna majstrują przy ustawach o sądach oraz PKW, co ma zagwarantować im następną kadencje przy korycie. Co prawda Duda w charakterze prezydenta stara się udawać samodzielność w podejmowaniu decyzji, nie mniej robi to tak, by prezes na niego zbytnio się nie pogniewał, bo znów w miejscu publicznym nie poda mu ręki jak chłop chłopu, jeno jakby żabę pomacał. W tej chwili cały zespół obrzydliwych kłamców kombinuje jak wybrnąć z kłopotów szefa partii po przyznaniu się, iż żadnego zamachu na prezydencki samolot nie było. Jak zamazać „poszukiwanie prawdy”. Jak odkręcić blubranie o tym że trzech pasażerów katastrofę przeżyło, że jednak brzoza była naturalna a nie pancerna, że Rosjanie jednak ostrzegali polskich pilotów że nie ma warunków do lądowania w Smoleńsku, że proponowali lądowanie w innym mieście i przeczekanie na poprawę stanu pogody na lotnisku docelowym. Już udowodniono, że piloci byli słabo wyszkoleni bo nie korzystali z symulatorów moskiewskich na złość Putinowi.


Zostało jeszcze tylko potwierdzenie obecności w kabinie w chwili wypadku pijanego Błasika, dowódcy Wojsk Lotniczych przyjaciela prezydenta, o czym mówi raport MAK. Całą tę religię smoleńską, której głównym kapłanem na polecenie Kaczyńskiego, na potrzeby wyborcze PiS był Macierewicz dziś można o dupę rozwalić, tym bardziej, że główny ekspert powołanej przez niego komisji ze wstydu uciekł do Stanów, zaś inni też chyłkiem się wycofują. Kilka milionów złotych poszło w PiS, z dopiskiem du. No i co im zrobisz?, możesz im po prostu skoczyć. Podobnie można skoczyć twórcom za miliardy pisowskiej armii zwanej Wojskiem Obrony Terytorialnej, ponoć w zasadniczym, tajnym
                       Siły pomocowe WOT.
założeniu przeznaczonym do pacyfikowania niepokojów społecznych. Aż dziw, że nie dokonano próby generalnej na protestujących medykach. Armia wciąż jest nie uzbrojona tak jak powinna. Klops z zakupem śmigłowców oraz innych planowanych przez MON elementów uzbrojenia, klajstrowanie braków sprzętem wysłużonym w innych państwach NATO, korzystanie z zużytych śmigłowców i samolotów armii radzieckiej z lat osiemdziesiątych, oto sukcesy Macierewicza. A przecież do łap na zakupy nowoczesnego uzbrojenia dostał 39 miliardów złotych. Gdzie są te pieniądze?, możemy zapytać?. Możemy, ale odpowiedzi nie będzie, bo co mieli by odpowiedzieć?. Że Misiewicz je ukradł?, WOTrowcy przeżarli i przepili po lasach, albo Polskę dotknęła wyjątkowo zła pogoda, łącznie z kataklizmem w okresie letnim na północy kraju  (to jest akurat prawda), z którym to rząd Szydło, w tym Macierewicz i Błaszczak nie potrafili sobie poradzić aż do dnia dzisiejszego. Wystarczy zapytać poszkodowanych. No i co im zrobicie. Możecie im po prostu skoczyć. Mnożące się wypadki komunikacyjne borowców przewożących VIP, to następny tragiczny bilans. Rozbitymi limuzynami można wypełnić nowy utworzony i poświęcony przez miejscowego księdza szrot. A co tam, kupujemy nowe pancerne limuzyny po 2 miliony euro  i co nam zrobicie?. Teraz Polska rządzona przez PiS Kaczyńskiego realizuje problem zmiany mentalności rodaków. Naczelnym zadaniem ministerstw edukacji, kultury, IPN, obrony narodowej i spraw wewnętrznych jest przemeblowanie w świadomości Polaków przekonań opartych na prawicowej ideologii. Miast prawdziwych wyzwolicieli spod okupacji niemieckiej i sowieckiej czcić mamy rodzimych zbrodniarzy  zwanych Żołnierzami Wyklętymi. Miast rozszerzonych w szkołach lekcji pozwalających na wychowanie młodego pokolenia w duchu nowoczesności i postępu światowego, uczniowie będą nabywać wiedzę w oparciu o biblię, mitologię kościelną i wypociny IPN. No ale co my, obywatele kraju możemy na to poradzić, skoro aparat przekazu w Polsce oparty jest wyłącznie na rządowych stacjach TVP i Rydzykowej TRWAM, które to stacje odbierane są przez jego elektorat. Stacje te przez 24h wciskają im do głów kłamstwa, jednocześnie ostrzegając ich wraz z proboszczami, że oglądanie innych programów grozi "piekłem lub co najmniej umysłowym kalectwem". 
           
                   Droga wolna
Kaczyński już zapowiada likwidację wolnych komercyjnych mediów poprzez zabieranie im koncesji. No nie wiem. Zachodzę w głowę co może zrobić opozycja, ale jak już przekonałem się, to nic nie zrobi, bo jako takiej nie mamy. Takowa może im co najwyżej skoczyć. A gdzie może im skoczyć?, padło pytanie w skeczu z Janem Kobuszewskim i zmarłym przed kilkoma dniami Wiesławem Michnikowskim. Odpowiedż była iście zawiła, co dyplomatyczna, cyt: Może im pan skoczyć tam, gdzie może ich pan w dupę pocałować. I to by było na tyle, amen.



wtorek, 10 października 2017

SKARB




„Gdy 14 (słownie czternasty) wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, czyli Richard Henry Czarnecki (ur. w Anglii) otwiera usta znika świeże powietrze, nie ma czym oddychać”. To zdanie wypowiedział pan Jerzy Urban, a zacytował tygodnik „Przegląd” w kąciku „Aby język giętki...”. Osobiście przypuszczam, ale wyłącznie przypuszczam, że europoseł zatruwa powietrze swymi słowy a nie fetorem niemytych zębów. Jestem bowiem wręcz przekonany, że używa o wiele lepszej pasty niżeli przeciętny rodak, jako że ma możliwość zaglądania do sklepów brukselskich, gdzie obowiązują wyższe standardy i o wiele wyższe ceny na jakie go stać. Zarabia gość nie tylko w PE ale tudzież w pisie. Tu w salonach Kaczyńskiego jakoby widać go częściej. Tu stanowi słowną zaporę przeciwko słowom wygłaszanym przez opozycję, a że mówi nie zawsze do rzeczy, to nie szkodzi, bo słowa kieruje do pisowskiego suwerena. Obatel Czarnecki w powietrzu między Brukselą, Strasburgiem i Warszawą spędza 90% swego żywota, ba, są chwile że nie ma czasu na jakiekolwiek lądowanie, tym bardziej, że lubi zaglądać też do Armenii. Wracając jednak do notki z „Przeglądu”, to rzeczywiście powziąłem wątpliwości, czy owe
                            RC w Samoobronie
śmierdzące powietrze Czarnecki generuje zaniedbanym uzębieniem , czy też wydobywa się ono z przewodu pokarmowego, niezależnie z którego odcinka, z góry czy z dołu. Mało jest europosłów, którzy dorównują Czarneckiemu w ruchliwości, ale też w komentowaniu przeróżnych wydarzeń politycznych na styku pisowski rząd -opozycja. Pan prezes może być bardzo dumny ze swego pupila, który trafił pod jego skrzydła po wielu latach, gdy błąkał się od lewa do prawa, po drodze poszukując kandydatki na żonę, by w końcu poślubić córkę generała peerelowskiego i to kosmonauty. Widać poruszanie się w przestworzach już mu pozostanie na zawsze. Opłaci mu się to, bo gdy lądował, to po drodze zdążył załatwić synowi posadę poselską. Taki ojciec to skarb, tudzież jako zięć i mąż.

sobota, 7 października 2017

RUCHACZE POSPOLICI (+18)


                                       Poseł PiS, były ministrant.
Po raz drugi, ale zapewne nie ostatni polskie kobiety otworzyły nie tylko parasolki, ale i usta w obronie swych europejskich praw, których w Polsce zabrakło. Po raz drugi nie zważając na warunki atmosferyczne zgromadziły się przed instytucjami państwa, by żądać tego co im się należy w XXI wieku, czyli decydowania o własnym życiu, poszanowania ich cielesności nie tylko w przedmiocie prokreacji, ale też nietykalności. Normalni, obywatele, szczególnie o liberalnych przekonaniach bardzo kibicowali swoim Paniom, ba, wielu dołączyło do protestu, licząc na to, że podobnie jak przed rokiem PiS ugnie się przed taką masą gniewnych ladys Poland i wycofa się z zapowiadanych, co tu mówić, feudalnych reform. Osobiscie czekam również na masowe protesty przeciwko
pedofilii  księży.               
                              Ruchacz i ......Kto?
Jak to się skończy?, jeszcze nie wiemy. Wiemy natomiast jak na owe zgromadzenia reagowali zwolennicy Kaczyńskiego, premier, pani prezydentowa (uwaga, kobiety) i ich prości, często chamscy wyznawcy. Przykładowo niejaki Romuś Sklepowicz ps. ruchacz pospolity. To nie rodzaj trującego grzyba, to przedsiębiorca, ponoć prawnik z Poznania, komentator medialny, były oficer WSW. Ponoć tam się tak wyrobił jak ciasto na ruskie pierogi, a raczej jak klapa od kibla. Opowiada, jak to zerkał na tłumy protestujących kobiet przy okazji kontemplując i stawiając tezę, iż uczestniczki kobiecych manifestacji w ramach Czarnego Wtorku nie chcą być bzykane. Jak twierdził, sam „stałem i oceniałem, którą z nich bym chętnie bzyknął- i mówię sobie, może ta?, o Jezus, o Boże!, ale bym jak się nadział. Tak stałem, myślałem i pytałem sam siebie, kto to rucha?. Doszedłem do wniosku, że nikt. I dlatego idą w tej manifestacji”, przekonywał Sklepowicz swego kolegę ze studiów Marcina Rolę, rozbawiając go całkowicie.
Proszę Państwa. Darujcie, ale ja który zbytnio nie gardzę mocnym słowem, przy różnych okazjach, powiem tak: Trudno dobrać słowa, którymi mógłbym skomentować ten występ, jednak spróbuję: Otóż to pospolity cham, prostak (nie mylić z parafianinem wg PWN), szowinista, żłób, prymityw, gbur, jaskiniowiec, troglodyta, arogant, grubianin, burak, po prostu prawicowy gnojek polski. I taki ktoś bywa ekspertem w TVPInfo u Kurskiego. Jeżeli dodamy, że w parze jako dyskutanci o prawie polskim, występują z nim obok przywołanego Marcina Roli także posłowie Kukiz-15, ostatnio Marek Jakubiak (ten od piwa) a także inni byli (a może obecni) członkowie ONR i MW, to rzeczywiście rodzą się naprawdę dobre ustawy w parlamencie, tudzież w małym i dużym pałacu.
Reasumując: Zarówno etyka kapłańska, (pedofilia), tudzież wiele osób świeckich  (R. Sklepowicz), przenikają się w sposób godny katolickiego kraju.


                                       adres e-mail: toniza67@wp.pl

czwartek, 5 października 2017

CZTERY PUNKTY


W prawdzie Czytelnicy informacje zawarte na moim blogu zapewne odnajdują w mediach społecznościowych, oczywiście w prasie liberalnej, nie mniej jednak są newsy nad którymi muszę się popastwić, by się utrwaliły w naszej świadomości: A oto one:
                                     Żal patrzeć i słuchać..

1. Powszechnie (wśród myślących) wiadomym jest, że pan prezes Kaczyński nie pała zbyt wielką sympatią do pana prezydenta Dudy. Absmak jaki wdał się w ich relacje zrodził się w wyniku veta prezydenckiego w stosunku do dwóch ustaw, o Sądzie Najwyższym, oraz Krajowej Radzie Sądownictwa. Duda musiał tak postąpić obserwując z okien pałacowych tłumy protestujące przeciwko owym ustawom, a także z powodu namowy ze strony episkopatu. Nie zawetował ustawy o sądach powszechnych, czym w gruncie rzeczy nie naprawił sprawiedliwości, a wręcz bardziej zepsuł, rozszerzając uprawnienia ministra Ziobry, który może pomiatać sądami do woli ku częściowemu zadowoleniu prezesa. Tylko częściowemu, bo tenże gniewny krok Dudy nieco zahamował „dobrą zmianę”. To nie może mu ujść bezkarnie. Mając w łapach wszystkie służby użył je przeciwko prezydentowi „mianowanemu” przez samego siebie. Najpierw zaatakował BBN, czyli prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, poprzez nagłośnienie, iż gen. Kraszewski, szef Biura nie ma dostępu do tajemnic państwowych. Przyszło mu to z łatwością, bowiem mając w dyspozycji Macierewicza, czyli najwierniejszego przydupasa (który osobiście chce również poskromić Dudę) mógł praktycznie zrobić wszystko co mu w pale zaświtało. Maciorkowi podlegają wszystkie służby, a ten chce pozbawić prezydenta wpływów na armię. Z kolei Duda by udowodnić, że nie jest karmiony wronami, odmówił nadania awansów generalskich dla pułkowników zaproponowanych przez świdra smoleńskiego. Drugi kłopot Dudy to zatrudnienie przezeń do opracowania nowych projektów prawnych w miejsce zawetowanych, niejakiego prof. Królikowskiego. Członek Opus Dei  Królikowski to były poseł zwany kapelanem Platformy Obywatelskiej. To facet prosto z seminarium, wsteczny bardziej niż kółko różańcowe na Podlasiu. Platforma miała takie ciągoty, by w jej szeregach znaleźli się ludziska okołoparafialni jak Gowin, Żalek i właśnie Królikowski. Pokazywał on wyborcom, że jego partia jest bardzo pluralistycza.
Niestety Królikowski poprzez media prawicowe został oskarżony o łapownictwo jako, że od mafii przyjął tytułem zabezpieczenia na wypadek potrzeby poręczenia majątkowego milion złotych w gotówce, z czego osobiście zagospodarował na własne potrzeby 200 tysięcy PLN. Idzie żyć panie profesorze. Sadzę, że Duda z tego jakoś wyjdzie, bo przecie prawica sama siebie nie będzie obsrywać.
                                                             

2. Wszystkie telewizje kłamią, najczęściej przez przemilczenia, ale każda na swój sposób. Pomijam TV rządową czyli TVPIS, która to czyni każdym wyemitowanym słowem. Telewizja Polsat okazała się na tyle odważna, że zaprosiła red. Jerzego Urbana (zresztą już po raz drugi). I na tym jej odwaga się skończyła. Prezenterka, niejaka red. Gozdyra prowadząca z Nim rozmowę zadawała tak głupie i zdarte jak stara płyta pytania sadząc, że zagoni Urbana w kozi róg. Urban, jak to Urban, wiekowy gość, ale swoją wartość zachował, bowiem nieograniczoną inteligencją zapędził ją do kojca beznadziei, jako że w stanie wojennym na spotkaniach z dziennikarzami zachodnimi potrafił wybrnąć z każdego kłopotu, a taka Gozdyra prawdopodobnie nie potrafiła by zadać jakiegokolwiek mądrego pytania. Na jej zarzuty o kłamstwach stanu wojennego Urban odpowiedział: W tamtych czasach było nie do pomyślenia wygłaszanie w telewizji takich kłamstw jakie teraz są na porządku dziennym np. w Polsacie, nie mówiąc już o stacji publicznej zwanej szczekaczką prezesa.
                                                            
3. Tygodnik PRZEGLĄD zamieścił bardzo obszerny artykuł na temat maczania łap księży, a więc i Watykanu w zbrodnię ludobójstwa rwandyjskiego. Tekst jest obszerny, oparty na wywiadach z ludźmi, którzy byli świadkami okrucieństwa, a dzięki temu że przeżyli sami są świadectwem ponurych wydarzeń. Artykuł „Milczenie jest na rękę Kościołowi” ujawnia hekatombę ludności Tutsi mordowanych barbarzyńsko, w tym żywcem gniecionych walącymi się murami kościołów katolickich przy pomocy spychaczy. Księża nawoływali operatorów spychaczy by się spieszyli i byli bardziej wydajni. Kilka tysięcy klechów katolickich, którzy pracowali w Rwandzie i brali udział w morderstwach rozpierzchło się po plebaniach całej Europy. W Polsce też. W Polsce sobie spokojnie żyje biskup Hoser, który współpracował z władzami Hutu, dzięki czemu swobodnie się poruszał między Rwandą i Burundi. Upłynęło tyle lat a Watykan milczał. Dopiero 2017 roku Watykan przeprosił za postawę Kościoła, a więc i św. Jana Pawła II w czasie ludobójstwa. Trzy miesiące po tym, jak zrobili to biskupi Rwandy. Tak. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu duchownych katolickich wspierających ludobójstwo ukrywa się na plebaniach Francji, Belgii,Włoch, i Polski, byle nie trafić pod sąd w Hadze, bowiem zdają sobie sprawę, że są ścigani.
                                                              
4. Na koniec słowo o europośle Ryszardzie Czarneckim (PiS) wygłoszone ustami prof. Powęskiej: Czarnecki potrafi uzasadnić najbardziej absurdalne poczynania ludzi PiS. Nawet gdyby jego prezes zwalił kupę na placu Konstytucji, on by to uznał za czyn patriotyczny.
I o Janie Pietrzaku słowami Kuby Wojewódzkiego: W Opolu publiczność na jego koncercie rozeszła się szybciej niż bilety.


                                                      adres e-mail: tonizar67@wp.pl



niedziela, 1 października 2017

TANIEC KU CZCI OGÓLNIE CZCZONEGO


                          Chocholi taniec

Chocholi taniec przeciętnego Polaka wspomaga rozpieprz Europy. Piszę, przeciętnego, bowiem patrząc na wyniki poparcia PiS należy przypuszczać, że przynajmniej połowa, jeżeli nie więcej narodu jest już tak ogłupiona, że gorzej być nie może. Prasa prawicowa, której zalew informacji podlanej sosem radości po wyborach w Niemczech, w wyniku których na scenę polityczną z powrotem, po kilkudziesięciu latach włazi partia faszystowska AfD, to fakt smutny dla ludzi zdroworozsądkowych, optymistyczny zaś dla chłoptasiów z ONR, ale też prawicowych działaczy zasiadających w parlamencie, a też dla polskiego parafialnego prostactwa. Głosy płynące do Europy z samotnej „wyspy szczęśliwości” położonej między Bugiem i Odrą budzą w stosunku do Polaków coraz większe zniechęcenie, iż jest to naród nienaprawialny. Historycznie Polaków jako naród, Zachód zaliczał do potomków, niegdyś zamieszkujących dzikie pola i tak jest po dzień dzisiejszy, stąd te niedźwiedzie wałęsające się po naszej stolicy, bowiem radość z odnowy partii wywodzącej się z nazizmu, radość z amerykańskiego Trumpa, węgierskiego Orbana, tureckiego Erdogana, francuskiej Le Pen, albo holenderskiego Wildersa prowadzi nas do jeszcze większej izolacji, a liberalną część Polaków do ogromnej frustracji.
Praktycznie nie ma szans na posklejanie naszych stosunków z sąsiadami i reszta Europy w sytuacji wygłaszania nielogicznych żądań reparacyjnych w stosunku do Niemiec. Do tych Niemiec, które olbrzymim własnym wkładem postawiły na nogi zapyziałą polska gospodarkę. Moi rodacy tego nie doceniają, a lepszych Niemiec nie będzie szczerze mówiąc. Trudno sobie lepsze Niemcy wyobrazić w przekroju najnowszej historii jako naszego sąsiada.
Nie bardzo wiem jak je sobie wyobraża ten, wokół którego trwa ten chocholi polski taniec, czyli Kaczyński. Czyżby na kolanach?, mają być wobec Polski ulegle jak przykładowo Szydło wobec niego?. Nasze współczesne budowanie nowych koalicji, przyjaźni wychodzi nam bokiem, zresztą jak zawsze. Nie patrząc na ludobójstwo, jakie nam sprawili rezuny ukraińskie, przymknęliśmy oczy na ten fakt byle wraz z Ukrainą dopieprzyć Rosji, dopieprzyć Putinowi, a przecie wiadomo że Rosja dopieprzyć sobie nie pozwoli i o tym wiedzą wszyscy w UE, stąd klapa z embargo. No i też z tego, czyli deal z Ukrainą wyszło polityczne gówno, bo akurat Ukraińcom nie podoba się idea Międzymorza, a tak w ogóle to banderowcom stawiali i będą stawiać pomniki nadal, jednocześnie równając z ziemią symbole polskości. Klapa z Ukrainą polega też na tym, że polscy nacjonaliści sądzili, iż zjednoczą się z ukraińskimi przeciwko Rosji, by po chwili cały ten sojusz wypieprzył się na „dobrosąsiedzkim” zakręcie.. Taka jest Polska, ze swoją zaściankową, parafialną polityką, pozbawioną jakiejkolwiek dalekowzroczności. Przecie tylko z grzeczności się o tym nie wspomina, ale to z naszego powodu doszło do „Brexitu”, bo Polska poprzez wypowiedzi swoich niedouczonych ministrów (Fotyga,Waszczykowski) dąży do rozpadu wspólnoty europejskiej.
                Europejczyk polski
Kaczyński nie ma racji gdy mówi, że Europa zwariowała a my musimy tylko wytrzymać europejską presję. Pan się myli panie Kaczyński, bo ta presja nie jest antypolska tylko (panie Kaczyński proszę posłuchać) antynacjonalistyczna, antykonserwatywna, antyegoistyczna, antyautorytarna, jak piszą mądrzy. Zachód nas widzi chociaż z przymkniętymi oczami. W tej chwili już nic nam się nie podoba. Zbrojenia Ruskich, antypolskość Litwinów, uwagi wyrażane przez francuskiego prezydenta, "pesel" jego żony, konsekwencja Merkel, szorstkość Putina, kariera Tuska i upartość Timmermansa. Na szczęście podoba nam się Łukaszenka bo ma ciepły uśmiech i miłe spojrzenie. Na koniec tego tańca wokół prezesa, choćby dla przytupu przed kółeczkiem, przytoczę wypowiedź pracownika lubelskiego IPN dr. Tomasza Panfila, że Żydom w Polsce pod okupacją hitlerowską nie było tak źle. Jeśli tak mówi historyk z wykształcenia i wykładowca katolickiej uczelni KUL, a na dodatek szef pionu edukacyjnego IPN w Lublinie, mieście kaźni, to jest to nie tylko plama na prestiżu instytucji, lecz także podłe kłamstwo, tzw. kłamstwo oświęcimskie, karane z urzędu... panie Ziobro. Nie ma się czemu dziwić, że wiele redakcji światowych przypisuje Polakom obozy koncentracyjne w czasie okupacji. A osobiście dla mnie tenże pan doktor z namaszczenia KUL jest prostą gnidą z obyciem katolickim i wykształceniem cepa.
 
                                                     adres e-mail:tonizar67@wp.pl





AFE, ALE SMRÓD!

W dniu 13 października Polska kolejny raz wypuściła śmierdzącego bąka w salonach Europy. Wybaczcie chorej staruszce. Postępującą demen...